Teraz jest 22 wrz 2017, o 07:21

Strefa czasowa: UTC + 2 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 18:11 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1197
post użytkownika Duroc
Witajcie!

Zgodnie z postulatem Castiglione podam wyliczenia strat na San Domingo, które zaczerpnąłem z dzieła Legiony Polskie. Prawda i legenda 1794 - 1807 Jana Lubicz-Pachońskiego. Ten niezwykle sumienny historyk, twórca wiekopomnego dzieła o Legionach zaczerpnął dane z raportów M. Daure'a, komisarza-ordynatora armii na San Domingo, przechowywanych w paryskim Archiwum Marynarki.
Otóż pomiedzy 14 lutego 1802 r. a 30 listopada Francuzi stracili wodza naczelnego, 5 generałów dywizji, 14 generałów brygady, ok. 1500 oficerów, ok. 750 oficerów służby zdrowia, ok. 35 tys. żołnierzy, ok. 8000 marynarzy, ok. 5000 cywilów (urzędników, białych przybyłych z Francji itp.) W niewoli angielskiej znajdowało się 7275 Francuzów, natomiast w garnizonach w hiszpanskiej cześci wyspy (raport został sporządzony w 1804 r.) - ok.1000. Tak więc straty francuskie na San Domingo mozna w przybliżeniu (z konieczności) okreslić na ok. 58000 ludzi.

Pachoński stwierdza, że Murzyni stracili w walce i z innych przyczyn 80000 ludzi. Niestety nie podaje źródeł swoich wyliczeń.

Jesli chodzi o Polaków to znowu najwiecej szczegółów dostarczaję nam francuskie archiwa (szczególnie to w Vincennes). Otóz z 5280 Polaków zaangażowanych w wyprawę: ok. 4000 zginęło, 500 Anglicy wcielili na Antylach do swoich formacji cudzoziemskich (z których ok. 150 zdezerterowało do rodaków w Hiszpaniiw l. 1808 - 1812), ok. 200 osiedliło sie na Kubie i w Stanach Zjednoczonych, ok. 400 zostało na San Domingo (z nich ok. 160 wróciło do Europy w l. 1804-1806).
Tak wiec z obu półbrygad powróciło w różnych okolicznościach do Europy ok. 700 Polaków (razem z tymi, którzy wrócili juz w 1803 r. - ok. 330 oficerów i żołnierzy).

J.Lubicz-Pachoński, Legiony Polskie. Prawda o legenda 1794 - 1807, t. IV, Warszawa 1979, s. 408-410.

Pozdrawiam!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 18:12 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1197
post użytkownika JWK
Cytuj:
(Ojciecadam @ 2.06.2003, 04:54)Wedlug niego nasi legionisci jesli nie z zadwoleniem to raczej z bierna akceptacja wsiadali na okrety. W porownaniu z jednczesnym zaokretwaniem brygad francuskich ktore otwarcie buntowaly sie i dopiero po pacyfikacji przez inne oddzialy armii zostaly zmuszne do zaokretowania nasi sprawili mila niespodzianke grzecznie wsiadajac i czekajac na swoj los.

Myślę, że głównym powodem był nasz, tak zwany "słowiański fatalizm", a nie świadomość polityczna prostych żołnierzy. Po prostu biernie poddawali się losowi. Tym samym fatalizmem charakteryzowali się zresztą żołnierze rosyjscy.
Ów "słowiański fatalizm" daje jeszcze o sobie znać. Jest chyba jedną z naszych wad narodowych.
Pozdrawiam,
JWK


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 18:13 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1197
post użytkownika Castiglione
Piękna anegdotka, którą kiedyś przytoczył Santa zainspirowała mnie do odkurzenia starego tematu:

"Na obiedzie danym przez niego dla wojskowych w Warszawie Aleksander był bardzo miłym i rozmownym jak zwykle, między innymi pyta Blumera, jak długo był na San Domingo, jak sobie radzili przeciw podrównikowym upałom, jak się obchodzili Murzyni z jeńcami francuskimi itp. Blumer złą francuzczuzną, której się praktycznie uczył, odpowiada na każde pytanie, a na ostatnie mówi, iż z Francuzami obchodzono się jak najokrutniej, przybijając ich do krzyża lub do deski i na morze puszczając lub porywając ich na dwoje piłą itp. Pyta się dalej car, czy i z Polakami równie się obchodzono. Na to Blumer rzecze: - Bynajmniej, i owszem, dobrze ich traktowano. – A jakże? – Po prostu ich tylko wieszano. Tu Aleksander parsknął ze śmiechu".

Tym bardziej, że ostatnio wygrzebałem takie oto dzieło w archiwum "Wprost":

Cytuj:
Mięso armatnie Napoleona
Tygodnik "Wprost", Nr 1077 (20 lipca 2003)


Po co polscy legioniści przelewali krew na Haiti?

Rafał Smoczyński
Publicysta, reporter, doktorant w Szkole Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN

Statki przypływają pełne, odpływają puste, straty wśród Polaków i Francuzów są ogromne. Potrzebne jest wsparcie, jeśli ono nie nadejdzie, trzeba będzie poddać wyspę' - pisał do swojego brata Józef Rogaliński, jeden z pięciu tysięcy polskich legionistów, którzy na rozkaz Napoleona przybyli na Haiti, aby spacyfikować powstanie murzyńskich niewolników. Większość Polaków, którzy wyjechali na egzotyczną wyspę, zginęła w krwawych walkach w dżungli, innych zabiła żółta febra. Taki był kres ich marzeń o wolnej Polsce.

Wolność nie dla wszystkich
Nim pierwsi polscy legioniści dotarli na Saint Domingue - jak wówczas nazywano francuską kolonię na Haiti - wyspą od wielu lat wstrząsały bunty czarnoskórych niewolników. Pierwsze starcia murzyńskiej ludności z administracją kolonialną wybuchły w 1793 r., wkrótce po ścięciu we Francji króla Ludwika XVI. Powstańcy, którym przewodził Toussaint Louverture, opanowali niemal całą wyspę. Choć Murzyni krwawo mścili się za upokorzenia, jakich doznawali od kolonistów, to - jak wynika z zapisków Toussainta Louverture'a - dowódcy powstania uważali, że można stworzyć wielorasowe społeczeństwo wolnych obywateli. Buntownicy nie domagali się pełnej samodzielności - chcieli ustanowienia partnerskich stosunków między Francją a wyspą. Napoleon odrzucił jednak pokojową propozycję Louverture'a i postanowił zorganizować ekspedycję karną. W jej skład weszło 14 tys. żołnierzy dowodzonych przez generała Victora Emmanuela Leclerca, którzy w 1801 r. wypłynęli z Brestu w kierunku Saint Domingue.
Zdławienie powstania niewolników nie zajęło Francuzom wiele czasu. Część buntowników zepchnięto w góry, a resztę wymordowano. Louverture, przywódca powstania, został schwytany i zgładzony. Po stłumieniu buntu wojsko zabrało się do odtwarzania kolonialnej administracji. Jednocześnie przywracano niewolnictwo, stosując przy tym masowy terror wobec ludności murzyńskiej.
Wtedy nieoczekiwanie pojawiła się żółta febra. Ta choroba pokonała Francuzów równie szybko jak wcześniej Leclerc buntowników. Śmiertelność wśród zarażonych przekraczała 80 proc. Gdy po kilku miesiącach z ekspedycji karnej pozostały tylko niedobitki, a inicjatywę przejęli ukrywający się w górach powstańcy, przerażony Leclerc poprosił Paryż o posiłki. Na scenę wkroczyli Polacy.

Cesarz pozbywa się kłopotu
Pięć tysięcy żołnierzy polskich z Legionu Włoskiego Jana Dąbrowskiego i Legionu Dunajskiego Karola Kniaziewicza znalazło się na Saint Domingue, gdyż generał Dąbrowski był przekonany, że niepodległość Rzeczypospolitej wymaga bezwarunkowego zaangażowania militarnego Polaków po stronie Francji. Napoleon - zdaniem Dąbrowskiego - miał docenić lojalność legionistów, walcząc w przyszłości z zaborcami Polski. Kniaziewicz nie podzielał optymizmu Dąbrowskiego i uważał, że Francuzom zależy tylko na mięsie armatnim. W 1800 r., gdy Napoleon w układzie z Luneville nie podniósł kwestii polskiej, generał domagał się nawet rozwiązania legionów (sprzeciwił się temu Dąbrowski). Nieufność Kniaziewicza wobec Bonapartego była uzasadniona. Cesarz, który prowadził w tym czasie rokowania z Austriakami, chciał się pozbyć Polaków i dlatego wysłał ich na pomoc Leclercowi.

Ciemnoskóry Polak
Pierwszym polskim żołnierzem, który dotarł na Saint Domingue, był generał Władysław Jabłonowski. Wyszedł na ląd w porcie Le Cap we wrześniu 1802 r., dwa tygodnie przed głównym transportem żołnierzy z pierwszego polskiego legionu. Jabłonowski był nieślubnym synem angielskiej arystokratki Marii Dealire i jej murzyńskiego lokaja, przygarniętym przez Konstantego Jabłonowskiego. Większość życia spędził we Francji, ale wziął udział w insurekcji kościuszkowskiej i uważał się za Polaka. Na wyjazd na Haiti zdecydował się z pobudek ekonomicznych - miał nadzieję, że podratuje w ten sposób swoje finanse. Nic z tego nie wyszło. Zachorował na żółtą febrę i zmarł kilka tygodni po przyjeździe na Saint Domingue. Nie zdążył wziąć udziału w walkach.
Wśród legionistów, którzy przybyli na wyspę w ślad za Jabłonowskim, nie brakowało awanturników szukających przygody i żołdu oraz romantyków patriotów, chwytających się najbardziej beznadziejnych misji, które mogłyby przybliżyć moment odzyskania przez Polskę niepodległości. Pozbawieni zaprawy i aklimatyzacji już po kilku tygodniach pobytu w tropikalnym klimacie zapadali na żółtą febrę i umierali. Zaledwie garstka Polaków wzięła udział w regularnych walkach z czarną partyzantką. Tragiczne były losy 35 legionistów dowodzonych przez kapitana Sangowskiego, którzy wpadli w zasadzkę zorganizowaną przez Murzynów w dżungli. Z okrążenia zdołał się wyrwać tylko Sangowski. Ukryty na bagnach słyszał odgłosy tortur - buntownicy przywiązali jego żołnierzy do drzew i odcinali im nosy i uszy, wyłupywali oczy. Duże wrażenie na Francuzach zrobiła za to desperacka, wielodniowa obrona fortu Mole Saint Nicholas przez nieliczną załogę kapitana Dziurbasa w listopadzie 1802 r.

Brawura straceńców
Drugi polski legion dotarł na wyspę w marcu 1803 r. po 62 dniach wyczerpującej podróży. Na czele 2018 żołnierzy stał generał Kazimierz Małachowski. To z tego legionu wywodził się czterdziestoosobowy oddział kapitana Zieleniewskiego, który przeżył jedną z najbardziej brawurowych akcji w czasie polskiej kampanii na Haiti. Niedobitki dużego polskiego zgrupowania od wielu dni przedzierały się przez dżunglę, ścigane przez czarnych powstańców. W pewnym momencie Polacy zostali zepchnięci na bagnisty brzeg Morza Karaibskiego. Postanowili nocą ominąć pościg, przedzierając się przez płytkie wody pobliskiej zatoki. Przeprawa się przedłużyła i Polacy w promieniach wschodzącego słońca zostali dostrzeżeni przez wroga. Wywiązała się nierówna walka na bagnety. Niezwykłym zrządzeniem losu nieopodal przepływał francuski okręt patrolowy. Na pomoc legionistom wysłano łódź - uratowano 27 osób. Kapitan Zieleniewski otrzymał 18 ran kłutych i zmarł z upływu krwi.

Ścinać głowy, palić domy
Wojna na Saint Domingue była bardzo okrutna. Murzyni obdzierali schwytanych jeńców ze skóry, przecinali ich ciała piłą, odcinali członki. Przywódca czarnych powstańców Jean-Jacques Dessalines, zwany Rzeźnikiem, swoją strategię przedstawił krótko: 'Coupe t×tes, brűle cayes' - 'ścinać głowy, palić domy'. Francuzi nie pozostawali dłużni. Pomijając najbardziej fantazyjne mechaniczne metody egzekucji więźniów, wprowadzili na dużą skalę tak zwane kąpiele siarkowe, w których Murzynów duszono gazem.
Po siedmiu miesiącach wojny na żółtą febrę zmarł głównodowodzący kontyngentem wojsk francuskich generał Leclerc. Zastąpił go generał Vicount Donatien Rochambeau, mający opinię nieustraszonego wojownika, ale również psychopatycznego sadysty i dewianta seksualnego. Prowadził rządy terroru - buntowników zakopywano żywcem, krzyżowano, topiono jednocześnie tysiące ofiar. Rochambeau sprowadził też z Kuby 600 psów ludojadów.

Solidarni z powstańcami
Polscy legioniści byli dalecy od entuzjazmowania się walkami na Karaibach. Listy, które wysyłali do rodzin w Polsce i Francji, świadczą o tym, że wielu z nich uważało tę wojnę za brudną i niemoralną, a z upływem czasu także za niemożliwą do wygrania. Jean-Claude Thouvenont, wysoki rangą oficer kontyngentu napoleońskiego, pisał w raportach wysyłanych do Paryża, że polscy żołnierze są apatyczni, leniwi i nie rozumieją francuskich racji. Wspominał, że dezercje Polaków na stronę wroga nie są niczym nadzwyczajnym. Podobno osobista gwardia Dessalinesa składała się z polskich dezerterów z 3. batalionu z Port-au-Prince. Haitańscy historycy utrzymują, że po stronie czarnoskórych powstańców walczyło około 150 polskich legionistów. Murzyni dość szybko nauczyli się rozróżniać Polaków od Francuzów. Tych ostatnich po zatrzymaniu natychmiast mordowano, Polaków, przynajmniej od pewnego momentu, wypuszczano wolno.
Wielkie wrażenie na murzyńskich powstańcach zrobiła plotka o postawie Polaków podczas masakry w Saint Marc. Po stronie wojsk francuskich walczyły na początku formacje lojalnych Mulatów i Murzynów, lecz coraz więcej z nich dezerterowało. Francuzi podjęli więc decyzję o likwidacji 'czarnych' oddziałów. Jeden z nich, liczący 400 osób, stacjonował w Saint Marc. Na początku października 1802 r. francuskie dowództwo nakazało im zaprezentować się bez broni na musztrze. Gdy żołnierze stawili się bezbronni na placu, otoczono ich i zadźgano bagnetami. Historycy nie są zgodni, kto dokonał tej masakry. Zdaniem niektórych badaczy, wyrok wykonali polscy legioniści dowodzeni przez Wojciecha Bolestę lub Bolesława Wierzbickiego. Inni - w tym większość historyków haitańskich - twierdzą z kolei, że Polacy odmówili uczestniczenia w egzekucji. Niezależnie od tego, jaka jest prawda o tym zdarzeniu, wśród Murzynów rozeszła się pogłoska o solidarności Polaków z Murzynami.

Potomkowie legionistów
Strategia totalnej wolny zawiodła i pod koniec 1803 r. resztki wojska francuskiego wycofały się z wyspy. Na Saint Domingue nie udało się przywrócić niewolnictwa. Czarni powstańcy, systematycznie zaopatrywani w broń przez wrogą Francuzom angielską flotę, zwyciężyli armię Napoleona. Francuzi stracili ponad 50 tys. żołnierzy. Murzynów zwycięstwo kosztowało 80 tys. zabitych. Rozbito dwa polskie legiony, zginęło ponad 4 tys. Polaków. Z tysiąca ocalonych około 400 zdecydowało się zostać na Saint Domingue. Generał Poinsot, który wrócił jesienią 1803 r. z Karaibów, twierdził, że przy życiu pozostało 16 oficerów i 200 polskich żołnierzy. Szymon Askenazy pisał o 30 oficerach i 300 żołnierzach, którzy mieli wrócić do Europy.
Do tej pory na Haiti mieszkają potomkowie polskich legionistów, którym Dessalines w geście uznania ofiarował ziemię. Ich największe skupisko znajduje się w wiosce Cazale, ponad 70 kilometrów na wschód od Port-au-Prince, stolicy kraju. Mieszka tam relatywnie dużo Mulatów, wielu z nich nosi polsko brzmiące nazwiska.

Rafał Smoczyński


Mnie właśnie trafił szlag...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 18:16 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1197
post użytkownika Duroc
Mnie też Castiglione :evil:
Własciwie nie ma nawet co komentować tej ogromnej skali przekłamań, manipulacji, ignorancji autora.
Moim zdaniem artykuł ten należy rozpatrywac przez pryzmat naszej obecnej sytuacji międzynarodowej: dokopać Francuzom i pokazać jakie z nich były sk . :evil:
Przy okazji chłopaczek zaliczył "publikację"... :x


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 18:17 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1197
post użytkownika Santa
Taaak.... Kiedyś kumpel opowiadał mi o tym i musze się przyznać, że mimo tego, zę bardzo rzadko bluzgam, to wtedy się nie powstrzymałem. No, ale nie tylko z "naszej epoki" piszą tam takie kwiatki. Pamiętam jak kiedyś Franz przyszedł na wykład i cały poświęcił artykułowi z tego... , bo stwierdził, że nie dał rady. Napisał sprostowanie i opeer, ale nie wiem czy wydrukowali. Artykuł dotyczył polskich hetmanów i ich wybitnych osiągnięć: pijaństwa Mikołaja Potockiego, Sadyzmu i żelaznej szczęki Stefana Czarnieckiego itp kwiatków z ich "zbrodniczej" działalności... Nie dziwmy się więc, że coś takiego się pisze. Trzeba natomiast z tym bezwględnie walczyć i przy każdej możliwej okazji tłumaczyć jak było naprawdę. A Rafałom Smoczyńskim ... i niech ich :x

I pomyśłeć, że to jakiś doktorant... :shock: , Dobrze chociaż, zę nie z historii. Ten od hetmanów był doktorem... Ale takich to nawet :evil:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 18:19 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1197
post użytkownika Unclean
Cytuj:
Trzeci batalion pod szefem Wierzbickim wylądował w Port-au-Prince; on to, w toku kampanii otrzymawszy rozkaz wykłucia rozbrojonego batalionu murzynów, którzy przejść chcieli na strone powstania, odmówił wypełnienia egzekucji, czem zjednał dla Polaków cześć generała Dessalina, głównego po ujęciu Toussainta przywódcy murzynów


to propo rzekomego wykłucia owych 400 (za Kukielem oczywiście)

co do tego czy polacy wsiadali chętnie czy nie na te okrety (pojawiły sie rózne zdania) Po pokoju w Luneville atmosfera była tak przygnebiająca że nie bardzo wiedziano co robić. Chodziły plotki o rozwiązaniu Legionów, o przejściu na żołd któregoś z państewek włoskich, oficerowie masowo podawali się do dymisji [tak zreszta było po podpisaniu przez Napoleona każdego pokoju - po Campo Formio "Generałowie potracili głowy, puszczano krew Wielhorskiemu, zachorował Dąbrowski, Kniaziewicz z połowę swej energii stracił..."] dlatego tez w takich warunkach widziano w San Domingo szansę - było tak źle że mogło być tylko lepiej -oczywiście nie miano pojęcia co tam się wydarzy.

na zakończenie wierszyk:

O hańbo! O ślepoto w ludziach niepojęta
Ten, który został wolnym poniósł drugim pęta.
Poniósł, ale słusznego nie uszedł pogromu.
Znalazł lub zgon za morzem, lub niewolę w domu


(oczywiście Cyprian Godebski)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 18:21 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1197
post użytkownika Duroc
Cytuj:
Napisał sprostowanie i opeer, ale nie wiem czy wydrukowali
.
Kłopot w tym Santa, że gazety i czasopisma drukują sprostowania prawie wyłącznie zmuszone do tego wyrokiem sądu...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 18:22 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1197
post użytkownika Kondeusz
baardzo mi się ten tekst nie spodobał ;)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 18:22 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1197
post użytkownika tiar
Witam!
Czy ktoś z was czytał powieść Jana Dobraczyńskiego "20 brygada"? To dla tych których oburzył artykuł Rafała Smoczyńskiego (przy Dobraczyńskim to "mały pikuś"). Autor tej powieści wpisuje się w szereg twórców "czarnej legendy" Napoleona - w jego ujęciu I konsul to zbrodniarz i rasista (sic!), jego siostra, Paulina - rozwiązła i egoistyczna kobieta-rosiczka, Leclerc - żałosny kabotyn, Rochambeau - "okrutnik i zboczeniec" (to cytat). Książka roi się od manipulacji mających szkalować Francuzów i szczególnie Napoleona. Mój ulubiony cytat z posłowia "Poza tym Napoleon nienawidził Murzynów". Nic dodac, nic ująć. Oczywiście taki a nie inny stosunek do opisywanych wydarzeń można zrozumieć jeśli pozna się życiorys autora. Dodam jeszcze że Dobraczyński był promowany jako autor lektur szkolnych przez ministra Romana Giertycha. Pozatym jeśli ktoś ma odporne nerwy to naprawdę można przeczytać tę książkę jako że autor ma całkiem sprawne pióro. Sam przeczytałem ją będąc nastolatkiem i od tego czasu datuje sie moje zainteresowanie wojna na San Domingo. Pozdrawiam...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 18:23 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1197
post użytkownika de Mornant
Dobraczyński był zwykłym endekiem. To jasne, że w jego światopoglądzie nie mieścił się Cesarz. Na takich ludzi jak Dobraczyński czy Giertych szkoda nerwów. Smutne jest niestety to, że dotykamy przy tym polityki...

Cytuj:
"Poza tym Napoleon nienawidził Murzynów"


Za to Pan Dobraczyński nawidził wszystkich, a szczególnie kochał Towarzyszy ze Wschodu...


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 2 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL