|
Odpowiedź: Zenobi
Zachęcony ilością osób odwiedzających temat, proponuję ponowne, dokładne przedyskutowanie problemu Somosierry krok po kroku i niemalże minuta po minucie, wierząc, że w ten sposób, wspólnymi siłami uda nam się wyjaśnić parę punktów spornych. Jeśli pozwolicie, to przypiszę sobie rolę prowadzącego dyskusję, by postępowała ona ustalonym torem i by uniknąć zbędnych dygresji i dywagacji.
Na początek mała powtórka ze źródeł. Teksty źródłowe można z grubsza podzielić na trzy grupy: 1.Relacje, powstające bezpośrednio po bitwie: XIII Biuletyn Armii, list Kozietulskiego do Niemcewicza, list T. Łubieńskiego do żony, list W. Krasińskiego do Vogla, list „pewnego oficera francuskiego do Paryża” z dnia 12 grudnia; 2.Pierwsze relacje pamiętnikarskie: W. Szeptycki (1821), Jan Chłopicki (1849), S. Hempel (1842); 3.Wspomnienia i polemiki związane z pamiętnikami J. Załuskiego (od 1855): A. Niegolewski, T. Łubieński, P. Krasiński, W. Toedwen, A. Skarżyński, G. Siemoński, B. Zielonka, P. Dautanqourt;
Najbardziej wartościowe wdają się teksty z grupy 1, pisane na gorąco, pozbawione są tej charakterystycznej dla pamiętników tendencyjności, ale ich wadą jest niestety lakoniczność.
W grupie 2 chcę wyróżnić relację J. Chłopickiego i uczynić ją głównym wątkiem naszych rozważań. Pytacie, dlaczego? Odpowiadam: wprawdzie wydanie tego pamiętnika opatrzone jest adnotacją: „Spisany z ustnych opowiadań przez jego syna”, ale ze względu na swoją rzeczowość i brak tak charakterystycznego przypisywania sobie przez autorów, szczególnej roli w opisywanych wydarzeniach, świadczy nie tylko o dobrej pamięci opowiadającego, ale i o zmyśle obserwacyjnym, co w dużym stopniu wpływa na umiejętność porządkowania wydarzeń. Znając praktycznie całą literaturę pamiętnikarską na temat szarży, mogę powiedzieć, że relacja Chłopickiego w pełni pokrywa się w ogólnych zarysach z tymi, które powstały w późniejszym okresie. Zawiera też kilka informacji, ważnych ze względu na liczne niejasności, jakie narosły wokół wydarzenia. Pozostałe wspomnienia w tej grupie nie wnoszą na ogół nic nowego do sprawy, ale nie wykluczone, że trzeba będzie też na nie się powołać (zwłaszcza na relację Szeptyckiego, który prowadził szwadron posiłkujący pierwsze uderzenie).
Teksty z grupy 3 są niewątpliwie najbogatsze, ale też pełne punktów spornych i ... tendencyjności. Poza tym powstawały najpóźniej, kiedy bohaterowie byli już po siedemdziesiątce i pamięć mogła ich zawodzić. Niestety większość opracowań bazowała na tych właśnie źródłach i zamiast sprawę wyjaśniać, często ją gmatwała.
Skoro mowa o opracowaniach, to należy się również mała rekapitulacja. Za najstarsze historyczne opracowanie tematu uznaje się dzieło J. Falkowskiego „Obrazy z życia kilku ostatnich pokoleń w Polsce” (1877 – 1887). Przebieg wydarzeń został tu opracowany na podstawie relacji Niegolewskiego, jednak w zamknięciu II tomu (1882) pojawił się dodatek pt. „Uwagi tyczące się szarży polskiego pułku lekkokonnego gwardyi w wąwozie Somo-Sierra”. Pada tam pierwsza wątpliwość w kwestii ustawienia armat hiszpańskich. Autor polemizuje też z relacja Niegolewskiego. W tym samym mniej więcej okresie powstaje podstawowe opracowanie przebiegu bitwy przez Puzyrewskiego, na którym opierać się będą wszystkie prace historyczne, popularnonaukowe i literackie aż do współczesnej próby reinterpretacji wydarzeń przez Kujawskiego („Z bojów polskich w wojnach napoleońskich”). Następny etap to „Somosierra” R. Bieleckiego, a w końcu najnowsze przemyślenia A. Nieuważnego. I mimo, że tyle już zostało powiedziane na temat Somosierry, to dalej pozostają otwarte praktycznie wszystkie sporne kwestie, jakie pojawiły się jeszcze w XIX wieku.
Wobec powyższego proponuję krytyczną lekturę pamiętnika Jana Chłopickiego – niech przez meandry historii poprowadzi nas jej naoczny świadek. Będę cytował tu kolejne krótkie fragmenty, w których wytłuszczone kwestie spróbujemy wspólnie przeanalizować i ustalić najbardziej sensowne, według nas, rozwiązanie.
FRAGMENT 1.
„Z Lerma udaliśmy się droga wiodącą do Madrytu. Zastanowiliśmy się w wiosce Bocequilas, dokąd i Cesarz Napoleon tejże samej nocy przybył, a za dostrzeżeniem znacznej linii ogniów, ciągnących się na szczytach gór Karpetanos, co oznaczało obóz nieprzyjacielski, tegoż samego wieczora wydano nam rozkaz dzienny, aby się przygotować na dzień następny do batalii, i aby pułk cały jak tylko świtać zacznie, ubrany w wielkim uniformie, czekał danego hasła. Noc całą nie spano – żołnierze zajęci zadysponowaną wyprawą, zapomnieli o wypoczynku. Nazajutrz zaś, równo z brzaskiem, szwadron nasz (chevau legers) przybrany w świetną paradę, za danym znakiem trębacza wyskoczył rześko za wioskę, gdzie się znajdował Cesarz, a stąd pod przewodnictwem szefa szwadronu, Kozietulskiego kłusował pod obóz nieprzyjacielski.”
Pytanie: Czy można uznać, że szwadron służbowy szarżował w galowych mundurach?
P.S. Co sądzicie o mojej propozycji?
_________________ "Historia jest wersją przeszłych wypadków, na które ludzie zdecydowali się zgodzić." "Tak oto rodzą się bajki zwane umownie historią."
|