 |
| Roi des Espagnes et des Indes |
 |
 |
Dołączył(a): 26 sty 2010, o 10:01 Posty: 1418
|
Odpowiedź: ZenobiCytuj: ZAGWOZDKA DLA ŚLEDCZEGO ZENOBIEGO
I oto jestem. Najpierw uwaga: Cytuj: pluton Niegolewskiego dopędził szwadron, zaraz za zdobytą pierwsza baterią. Oddział Niegolewskiego nie był plutonem. Sam pisze, ze kiedy wrócił z rekonesansu, musiał odjechać trochę na bok, by poprawić uprząż: "Kiluku żołnierzy, którzy co dopiero z patrolu ze mną wrócili (...) udało sie ze mną." Nie umiem teraz znaleźć, bo trochę sie spieszę, ale gdzieś jeszcze mówił, że po pwrocie nie zdążył odebrać swego plutonu i odjechał na bok. Tak więc pluton Niegolewskiego szarżował razem ze wszystkimi, on sam zas z kilkoma żołnierzami. Cytuj: Tutaj nasuwają mi się wątpliwości. Dobrze, że zwrociłeś na to uwagę, będę się musiał zastanowić. Na razie proponuję fragment tego, co juz napisałem o Somosierze dla "Guerra..." (pisze się dalej i niedługo będzie gotowe): Niegolewski dogonił szwadron, gdy ten po zdobyciu pierwszych armat skręcał wylotem drogi wprost na baterię II, ale zatrzymany został na chwilę przez kilku przestraszonych szwoleżerów w załomie drogi, który osłaniał ich od strzałów. „Panie poruczniku, panie poruczniku – krzyczeli - nie jeżdżaj, bo tam bardzo strzelają” Nie zważał jednak na ich wołanie i jak pisze „rzuciwszy im kilka ostrych słów, z wykrzykiem: En avant, vive l’empereur! – w jednaj chwili jużeśmy się złączyli ze szwadronem”. Oddział Niegolewskiego znalazł się w zasięgu gęstego ognia kartaczowego, miotanego ze wszystkich baterii (II, III i IV): „Wszyscy pędzili wśród ogromnego ognia tak kartaczowego z przodu i z prawej strony wąwozu i samego jego szczytu, jak z ręcznej broni przez piechotę na nas w tę cieśninę ciskanego (...)”. W tym miejscu rozegrała się właściwa bitwa i tu były największe straty. „Porucznik Krzyżanowski, ugodzony kartaczem w czoło poległ na miejscu. Porucznik Rowicki wpadł na harmatę stojącą przy drodze i tam kilkunastu postrzałami razem z koniem zabity został”. Uczestnik szarży, Wincenty Toedwen wspominał: „Na własne oczy widziałem żołnierza naszego Izabelewicza, który dostawszy odłomem granatu w sam brzuch, usiadł na ziemi i prawie konając z najzimniejszą krwią wysnuwał z siebie wnętrzności”. Największą cenę za zdobycie drugiej baterii zapłaciła 3 kompania, tracąc oprócz wielu zabitych i rannych swego kapitana: „Przybywszy przed nią, Dziewanowski został ugodzony dwiema kulami, jedna mu rękę, druga nogę urwała.” Straty mogłyby być jeszcze większe, ale na szczęście, armaty zdołały wystrzelić tylko raz, na co zwracało uwagę wielu pamiętnikarzy (Niegolewski, Toedwen). Nad dalszym atakiem próbował zapanować dowódca 7 kompanii, kapitan Piotr Krasiński. Widząc po lewej stronie drogi kolejną baterię, uporządkował resztki szwadronu czwórkami, podporucznika Zielonkę przywołał do pierwszego plutonu i natarł na działa. III bateria, ustawiona w niewielkiej odległości od baterii II, na lewo od drogi blisko mostku przed kolejnym zakrętem, złożona była, jak i poprzednie z 2 dział i prawdopodobnie strzelała pełnymi kulami, z których jedna dosięgła wcześniej kapitana Dziewanowskiego. Działa te zostały zdobyte przez pluton Zielonki, a kapitan Krasiński padł powalony rykoszetem odłamku skalnego po salwie oddanej przez IV baterię. Dopiero teraz na plac boju dotarło wsparcie prowadzone przez Tomasza Łubieńskiego, który tak wspominał ten moment: „W ten sposób przybyłem na miejsce bitwy; porucznik Szeptycki, jedyny oficer, który ostatkiem drugi atak prowadził, jakby zraniony, wspólnie z wachmistrzem szefem Zielonką zbierał szczątki szwadronu u ostatniej wyniosłości przy drugim zakręcie wąwozu.” Trudno powiedzieć, ile upłynęło czasu od początku szarży do tego momentu, ale na pewno nie był to czas bardzo krótki. Zielonka pisał nawet, że „został przez pół godziny pod morderczym ogniem wroga.” Wysłanie szwadronu posiłkowego być może nastąpiło wtedy, kiedy Napoleon stwierdził, że atakująca górą po obu stronach drogi piechota nie nadąża ze wsparciem szwoleżerów. Kiedy jednak podporucznik Zielonka zbierał rozproszony szwadron, niewielki oddział z porucznikiem Niegolewskim na czele pędził już ku IV baterii.Faktycznie, Niegolewskiego nigdzie nie było, gdy po odpadnięciu Piotra Krasińskiego, Zielonka zbierał szwadron do kupy. Czyżby Niegolewski coś zmyślał?
_________________ "Historia jest wersją przeszłych wypadków, na które ludzie zdecydowali się zgodzić." "Tak oto rodzą się bajki zwane umownie historią."
|
|