Teraz jest 21 paź 2017, o 22:26

Strefa czasowa: UTC + 2 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 15 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: 19 maja 2010, o 14:05 
Offline
Duc d'Elchingen
Duc d'Elchingen
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2 lut 2010, o 00:01
Posty: 47
Lokalizacja: Pułk 4-ty Piechoty Księstwa Warszawskiego
Pomyślałem, że to ciekawe rozdroże. Wiadomo, ze Aleksander podążył na północ. Nam, Polakom, poza Litwą odsłonięta i zaniedbana roku tego rubież południowa wyglądała pewnie na inne jeszcze nadzieje... Rok 1812 był w zasadzie strategicznie układany wedle jednego kierunku głównego. Zadam więc pytanie otwarte - czy można było i czy warto byłoby utworzyć 2-3 lub może 4 kierunki? Jak wówczas przebiegałby scenariusz? Gdzie nastąpiłoby spotkanie Aleksandra i Napoleona?

_________________
Nawet najlepsza pamięć jest mniej trwałą niż atrament


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 maja 2010, o 16:12 
Offline
Chef de bataillon
Chef de bataillon
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 19 lut 2010, o 15:50
Posty: 414
Przy użyciu jakiej ilości wojska? Na jak rozległym obszarze? Kto miałby dowodzić lewym skrzydłem, centrum vel prawym?

Jak wyglądałaby komunikacja między masami wojska, skoro Manewr Wileński, czy zwłaszcza późniejszy przeciw 2. Armii Zachodniej Bagrationa nie udał się, bowiem rozległość komunikacyjna, pomiędzy masami wojsk WA, była tak ogromna, że czas reakcji pomiędzy wydaniem rozkazu z kwatery głównej, a reakcją poszczególnych dowódców armii/korpusów:
a) wydłużał się znacznie,
b) rozkaz gdy docierał do adresata, potencjalnie był z racji pkt. a) nieaktualny.

Miejscami trudności w skoordynowaniu dośrodkowemu działań dwóch armii tj. Hieronima i Davouta, rozdzielonych 150-200 km w przestrzeni, z głównym ośrodkiem dowodzenia Cesarza w Wilnie (znajdującym się 150-250 km od obu działających armii), potęgowało problemy w narzuceniu tempa. Co więcej Hieronim, dowódca prawego skrzydła skutecznie uskuteczniał dysharmonię między kwaterą główną a Davoutem, nie wspominając o podległych jemu poszczególnych korpusach.

Marian Kukiel, zaznaczył w uwadze do manewru przeciw 2. Armii Zachodniej, że "przy dzisiejszych środkach łączności wymknięcie się Bagrationa byłoby niepodobieństwem; byłby on osaczony w twierdzy Bobrujska, a w razie wymknięcia się, dopadnięty przed przejściem Dniepru" [1]

Na nieszczęście Cesarza, postęp technologiczny, w komunikacji i zwiadów - zwłaszcza lotniczych, miał dopiero nadejść. Jak na rok 1812, koncepcja tak ambitnie prowadzonych operacji na tak rozległym terenie przynieść miała zawody już to w manewrze Wileńskim, w manewrach przeciw rozdzielonym armiom rosyjskim tzn. 1 i 2 Zachodniej, czy też manewrze Smoleńskim, który mimo, że całkowicie uniemożliwił wyprowadzenie ciosu zaczepnego przez połączone armie rosyjskie w skrzydło Wielkiej Armii, to nie doprowadził do rozstrzygnięcia w walnej bitwie.

Pozdrawiam
B.

----------------------------------------------------
[1] Kukiel, M., Wojny Napoleońskie, Warszawa 1927 (rep. Poznań 2007), s.209.


Ostatnio edytowano 20 maja 2010, o 16:21 przez bavarsky, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 maja 2010, o 16:29 
Offline
Roi de Naples et de Sicile
Roi de Naples et de Sicile
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lut 2010, o 13:43
Posty: 300
Jeśli chce się zakończyć wojne w miarę szybko walną bitwą, na wzór pogromu Prusaków w 1806 czy błyskawicznych zwycięstw w kampanich włoskich, wówczas koncentruje się siły w potężną pięść. Wiemy, że Napoleon dążył za wszelką cenę do rozstrzygającego starcia i zawarcia korzystnego pokoju. Jednak doświadczenia wcześniejszych kampanii nie do końca sprawdziły się w Rosji. Po pierwsze- doświadczenia z kampanii włoskiej czy też ograniczonych obszarowo terenów np. Związku Reńskiego czy Austrii wraz z dobrze rozwiniętą siecią dróg Zachodniej Europy nie mogły oddziaływać na korzyść w przypadku walk na odległych obszarach Rosji. Po drugie, w poprzednich kampaniach przeciwnicy (Prusacy, Austriacy) często sami wychodzili w pole, Napoleon uprzedzał lub umiejetnie reagował na ruchy ich wojsk. Rosjanie w 1812 r. co do zasady, do zwrotu ofensywnego pod Winkowem/Tarutino się cofali. Po trzecie, struktura dowodzenia Wielkiej Armii niewiele się różniła od tej przy poprzednich kampaniach gdzie Wielka Armia nie dysponowała tak rozbudowanymi liczebnie kontyngentami wielonarodowościowymi.
Napoleon rozpoczynając "wojnę Polską" nie miał na celu stopniowego przyłaczania i asymilowania podbitych terenów. Odzywały sie przeciez głosy, istniały koncepcje zajecia Litwy, Ukrainy i stopniowego podboju/osłabiania Rosji. Taki rodzaj wojny wręcz nie leżał w naturze południowca jakim niewątpliwie był Napoleon. On raczej chciał zwyciężać jak Aleksander Macedoński z którego brał przykład.
Sama koncepcja jest ciekawa, ale czy do zrealizowania przy ówczesnych możliwościach logistycznych oraz doświadczeniu z poprzednich wojen o charakterze lokalnym?

_________________
(...)Jak cicho, w białym słowniku bez słów
Nie słychać nawet najlżejszego
Szelestu odwracanej kartki,
Z którego by tłumacz skorzystał,
Nim słowa, jakie jeszcze zostały,
Zanikną w nadchodzącej ciemności.

(Ch.Simic "Blues o śnieżnym poranku")


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 maja 2010, o 18:33 
Offline
Caporal-Fourrier
Caporal-Fourrier
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 7 lut 2010, o 20:54
Posty: 90
Cytuj:
Jeśli chce się zakończyć wojne w miarę szybko walną bitwą, na wzór pogromu Prusaków w 1806 czy błyskawicznych zwycięstw w kampanich włoskich, wówczas koncentruje się siły w potężną pięść. Wiemy, że Napoleon dążył za wszelką cenę do rozstrzygającego starcia i zawarcia korzystnego pokoju. Jednak doświadczenia wcześniejszych kampanii nie do końca sprawdziły się w Rosji.


Tylko że Napoleon o tym nie wiedział przed początkiem kampanii ;) Stąd też szeroko rozpowszechniony pogląd, że napoleońskie zasady prowadzenia wojny przyczyniły się do klęski Cesarza w rosyjskim bezkresie. Stąd też wydaje mi się, że pomysł podziału wojsk na kilka grup, jakkolwiek ciekawy, nie miał szans na realizację - Napoleon trzymał się swoich zasad.

Wydaje mi się jednak, że nawet jeżeli Napoleon dokonałby podziału swych wojsk to i tak starałby się nimi bezpośrednio dowodzić. Podobnie jak wydawał rozkazy wojskom w Hiszpanii z Paryża. Biorąc pod uwagę wspominane tutaj przez bavarsky'ego z komunikacją mogło to nie dać zbyt dobrego efektu.

Zakładając już jednak w całkowitym oderwaniu od realiów, że Napoleon zmieni swą naturę w 1812 roku to wydaje mi się, że taki podział mógłby przynieść Wielkiej Armii wiele korzyści.

Bardzo interesującą teorię wymyślił W. Łysiak, który stwierdził, że dla Napoleona byłoby lepiej gdyby na wojnę zabrał tylko Francuzów i Polaków :)

Podsumowując wydaje mi się, że podział armii napoleońskiej na samodzielne grupy operacyjne nie miał żadnych szans na realizację. Pod pewnymi warunkami mógł jednak przynieść dobre efekty.

_________________
Wyrok świata głosi cię największym zbrodniarzem, jaki kiedykolwiek pojawił się na ziemi, w pełni cywilizacji, w wieku światła chciałeś panować imieniem Attyli a zasadami Nerona.

F. de Chateaubriand, O Buonapartem i o Burbonach


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 maja 2010, o 18:43 
Offline
Major
Major
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 lut 2010, o 19:07
Posty: 618
Analizując napoleońską sztukę prowadzenia kampanii można dojść do wniosku, iż walki toczyły się na jednym głównym teatrze działań wojennych (wojska dowodzone przez cesarza) i kierunki poboczne, których funkcją była jedynie osłona terytorium na którym toczyły się walki. W czasie kampanii 1812 rozdrobnienie wysiłku wojsk napoleońskich miałoby wiele ujemnych aspektów, a mianowicie:

- mniejsza liczebność wojsk na każdym z ewentualnym kierunków działania, a więc pozbawienie wojsk napoleońsikich aspektu przewagi liczebnej (przecież w trakcie trwania kampanii 1812 na skrzydłach Wiekiej Armii wojska napoleońskie musiały spotykać się z liczniejszym przeciwnikiem - np. w bitwach pod Połockiem, czy na kierunku działania X korpusu),
- większe trudności aprowizacyjne (rozbrobnienie wysiłku służb transportowych, a więc duże trudności z zaopatrzeniem),
- zwiększenie ilości oddziałów mających chronić linie aprowizacyjne.

Natomiast jeśli chodzi o kwestię zmiany głównego TDW, to kwestia wyglądałaby tak samo jak w czasie marszu na Moskwę - Rosjanie mogliby przecież nadal wycofywać się, stosując taktykę podobną do tej zastosowanej w kampanii 1812 roku. Sam Napoleon w rozmowie z admirałem Pulteneyem Malcolmem, stwierdził:

Cytuj:
Admirał spytał, dlaczego w takim razie nie poszedł na Sankt Petersburg zamiast na Moskwę? Napoleon odpowiedział, że uderzając w tamtym kierunku jego armia pozbawiona byłaby magazynów zaopatrzenia, których nie brakowało w obfitujących w zboże okolicach Moskwy.


Tak naprawdę o zwycięstwie Rosjan w tej wojnie zdecydował już jej początek - bo przecież nie dali się oni wciągnąć do walk przy granicy na co liczył Napoleon, lecz poprzez wycofywanie się w głąb kraju wykruszali Wielką Armię, co jak pokazał czas - okazało się decyzją słuszną.

Pozdr.
Murat

_________________
Pole bitwy jest miejscem gdzie króluje chaos. Zwycięża ten kto potrafi ujarzmić ten chaos, zarówno jego własny jak i przeciwnika.
- Napoleon


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 1 lip 2010, o 14:17 
Offline
Roi de Lituanie et Duc de Valmy
Roi de Lituanie et Duc de Valmy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 10:16
Posty: 515
Magnificent napisał(a):
Tylko że Napoleon o tym nie wiedział przed początkiem kampanii ;) Stąd też szeroko rozpowszechniony pogląd, że napoleońskie zasady prowadzenia wojny przyczyniły się do klęski Cesarza w rosyjskim bezkresie. Stąd też wydaje mi się, że pomysł podziału wojsk na kilka grup, jakkolwiek ciekawy, nie miał szans na realizację - Napoleon trzymał się swoich zasad.
Wydaje mi się jednak, że nawet jeżeli Napoleon dokonałby podziału swych wojsk to i tak starałby się nimi bezpośrednio dowodzić. Podobnie jak wydawał rozkazy wojskom w Hiszpanii z Paryża. Biorąc pod uwagę wspominane tutaj przez bavarsky'ego z komunikacją mogło to nie dać zbyt dobrego efektu.
Zakładając już jednak w całkowitym oderwaniu od realiów, że Napoleon zmieni swą naturę w 1812 roku to wydaje mi się, że taki podział mógłby przynieść Wielkiej Armii wiele korzyści.
Bardzo interesującą teorię wymyślił W. Łysiak, który stwierdził, że dla Napoleona byłoby lepiej gdyby na wojnę zabrał tylko Francuzów i Polaków :)
Podsumowując wydaje mi się, że podział armii napoleońskiej na samodzielne grupy operacyjne nie miał żadnych szans na realizację. Pod pewnymi warunkami mógł jednak przynieść dobre efekty.


Ciekawa koncepcja: geniusz Napoleona uniemożliwił mu racjonalne działanie. Masz więcej takich przemyśleń?
Poniżej praca Prądzyńskiego o kampanii 1812 r.

Cytuj:
Dwa lata zeszły w przygotowaniach, w oczekiwaniu wojny z Rosją, o której nikt nie wątpił. Wojsko polskie, gdy i pułki hiszpańskie wróciły, liczyło przeszło 70 000, doskonale urządzone i pałające najlepszym duchem. Wszystko żądało tej wojny, mającej Polskę ostatecznie odbudować. Nie myślimy tutaj pisać historii tej wojny ani nawet nie czynić zupełnego rozbioru działań wojennych, bo to przechodziłoby zakres, jakiśmy sobie zatknęli. Przecież nie możemy się wstrzymać od niektórych uwag, tyczących się to ogółu, to znowu w szczególności udziału w niej Polaków.
Najgłówniejszym sprawcą tej okropnej klęski, co pochłonęła wielką armię, zgasiła urok, jaki otaczał Napoleona, złamała jego potęgę i dla sprawy polskiej grób na nowo otworzyła - był tenże sam Napoleon. Im obszerniejszy był jego geniusz, im świetniejsze dotąd jego powodzenia, tym grubsze błędy, których się teraz dopuścił. Równie jak mierny jenerał nie mógł odnosić jego zwycięstw, tak też bodaj pospolity człowiek nie byłby się dopuścił przekroczeń, jakie tu popełnił Napoleon. Wszystko u tego jedynego człowieka - same nawet błędy - musiały brać rozmiar olbrzymi. Pierwszym błędem jego w tej wyprawie, w wydziale wojskowym (nie mówiąc o politycznych) był plan kampanii. Teatr wojny przeciwko Rosji, rozciągający się od Bałtyku aż do Czarnego Morza, dzieli się na dwa teatry, przedzielone między sobą szerokim pasem Prypeci, jej przypływów i bagien. We wszystkich wojnach między Polską a Rosją Polska miewała na tych teatrach swoje oddzielne wojska (powszechnie koronne na południu, litewskie na północy). Otóż Napoleonowi nie wypadało zaniedbywać jednego z nich. Jedna armia w dostatecznych siłach i pod namiestnikiem cesarskim, godnym wszelkiego zaufania, powinna była być wyprawioną na Ukrainę z poleceniem usadowienia się nad Dnieprem dolnym i założenia w Kijowie podstawy swoich działań. Druga, główna armia, pod samym cesarzem, idąca przez Litwę, byłaby się usadowiła między Dźwiną i górnym Dnieprem; w miarę swoich postępów te dwie armie byłyby otwierały pomiędzy sobą komunikację przez Pińsk i Mozyr. Siły Napoleona były aż nadto wystarczające na taki podział. I owszem, byłoby się przez to ułatwiło ich wyżywienie, którego trudności pierwsze ściągnęły klęski na wielką armię. Wykonanie takiego planu byłoby zaraz pociągnęło za sobą zniesienie Tormasowa i Czyczagowa, byłyby na samym wstępie wojny odebrały Rosjanom, a dla nas zapewniły ogromne środki, jakie zajmowała Ruś i Polska, i byłoby się uprzątnęło niebezpieczeństwo z boku i tyłów armii francuskiej zagrażające, a które się w końcu tak fatalnie rozwinęło. Był to podwójny teatr wojny, który Napoleon miewał powszechnie w swoich wojnach z Austrią, z tą różnicą, że tutaj wody reprezentowały to samo co pasmo Alp na tamtym teatrze. Tam Napoleon nie omieszkał mieć zawsze dwie armie, zupełnie oddzielne i pod samoistnymi wodzami, jedną nad Dunajem, drugą nad Padem. Jakże się to stało, że Napoleon odstąpił tą razą od dawnych swych zwyczajów? Bo nawet wyprawienie Szwarzenberga i Reyniego na Wołyń było błędne. Owi połączeni nie byli jeszcze dość mocnymi do tego przeznaczenia, ale oprócz tego zwrócenie Szwarzenberga na Wołyń nie należało do planu kampanii, tylko przypadkowo. On miał ciągnąć za Napoleonem i powiększyć hufce już i tak nazbyt liczne wielkiej armii, i dopiero gdy Sasi pobici zostali i Warszawa zagrożoną, tenże Szwarzenberg tu zwrócony został w pomoc, a Reynier już był dobrze podskubanym. Powierzanie samoistne poczty tak ważnej, od której zbawienie wielkiej armii mogło zależeć, austriackiemu jenerałowi było nieprzezorne i musi zadziwiać ze strony człowieka tak przenikliwym i bystrym rozumem obdarzonego, jaki miał Napoleon. Ogromnym błędem był zamiar ukończenia tej wojny jedną kampanią i chcieć w jednej kampanii to zrobić, co tylko mogłoby być skutkiem długiej' wojny. Bo nie chcąc się łudzić, że same odległości, natura kraju, klimat, na koniec przykłady historii i własne już Napoleona doświadczenie uczyły, że tu będą trudności, które tylko za pomocą czasu i niepospolitej wytrwałości pokonać się dadzą. Jakiebykolwiek były wypadki pierwszych działań wojennych, cała czynność pierwszej kampanii powinna była być ograniczona samym już planem kampanii na usadowienie się nad Dźwiną i Dnieprem, czyli na zajęcie dawnej Polski. Byłoby się miało czas przed nadejściem zimy urządzić stosownie w umocnionych obozach, urządzić służbę żywności nie tylko na bieżące potrzeby, ale i magazyny na tej nowej podstawie do następującej kampanii. Na koniec w tej przerwie działań wojennych przez całą zimę głównym zajęciem się Napoleona powinno być urządzenie Polski, a przede wszystkim powiększenie jej wojska do 200 000, co było rzeczą arcyłatwą po oczyszczeniu jej ziemi. Na koniec oprócz umocnienia, które by sam dźwignął na tej nowej podstawie działań, zdobywszy Bobrujsk i Rygę, można było na wiosnę do drugiej kampanii przystąpić z wielkimi widokami ukończenia wojny pomyślnie. Zawsze w wojnie przeciwko Rosji głównym warunkiem jej prowadzenia było i być musi odbudowanie wielkiej, mocnej Polski; dopiero na mocnej Polsce można opierać dalsze przeciwko niej działania z nadzieją pomyślnego skutku. Wielki to był przeto błąd Napoleona, który na całe jego losy wpłynął, a szczególniej też na wypadki wojny roku 1812, że Polska dla niego ciągle była przedmiotem nader podrzędnym. Tymczasem, skoro Rosję zaczepił, kwestia ta powinna była się stać dla niego nąjgłówniejszą, wszystkie inne sprawy powinny były ustępować potrzebie uorganizowania mocnej Polski. Skoro więc wszedł do Wilna, jemu samemu należało się tu zatrzymać dla nadania impulsu wszelkim kierunkom; nikt go nie mógł w tej mierze zastąpić, a najmniej biskup, któremu, jakby przez jakąś ironię, kierunek polskiego ruchu powierzył. Nikt lepiej jak Napoleon nie znał, co znaczy na wojnie zaopatrzenie wojska w potrzeby żywności; jakoż na jego rozkaz założono w Gdańsku, w Królewcu i na różnych punktach olbrzymie magazyny wszelkich potrzeb. Cóż z tego, kiedy gwałtowność jego ruchów i popęd, z jakim leciał naprzód, czyniły niepodobnym dowóz. Zapasy przeto z wielkim mozołem i kosztem nagromadzone nie posłużyły do niczego; napotykały je szczątki wielkiej armii w swoim odwrocie. Dopóki wojny były na ziemi włoskiej i niemieckiej, w krajach ludnych, możnych, wszędzie znajdowano wielką pomoc do żywienia wojska na miejscu, wszędzie była łatwość zwiezienia wnet magazynu, a dowozy nie były nigdy zbyt dalekie. Można więc było pozwalać sobie manewra gwałtowne, gdzie przez szybkość poruszeń zastąpiono nieraz liczby i świetne zyskiwano korzyści. A jeżeli przez gwałtowność owych ruchów utrudniało się na niewiele dni opatrzenie wojska w jego potrzeby i przez to wystawiono się na większy ubytek w ludziach, to bliskość zakładów wynagradzała takowe straty. Wszystkie te okoliczności były inaczej w Rosji, co więcej, na tym teatrze wojny gwałtownymi ruchami czyniło się niepodobnym zaopatrywanie wojska, a powiedzenie się kombinacji strategicznych było zawsze niepewne, bo na tych ogromnych przestrzeniach nieprzyjaciel w własnym kraju mógł zawsze na wszystkie strony otwierać sobie drogi do odwrotu i rzadko kiedy mogła się trafić możność za pomocą kombinacji strategicznych zaprzeć go na niejakie przeszkody naturalne i przez to zadawać mu zupełne klęski, jak to umiał czynić tak doskonale Napoleon, ale i z innymi przeciwnikami, i na wcale innych teatrach wojny. Zaraz się to okazało na samym wstępie do wojny. Nagłe ruchy Napoleona przy otwarciu kampanii rozłączają dwie główne armie rosyjskie. Bagration z drugą armią zostaje, jak wtedy mówiono, odcięty. Bagration nie traci głowy i mocnymi a porządnymi marszami łączy się ze swoją główną armią aż w Smoleńsku, a gdyby mu się tutaj połączenie nie powiodło, nie można mu było zabronić uskutecznić je w Moskwie, a nawet i za Moskwą. Wysilenia zaś armii francuskiej miały tylko za skutek ubycie z jej szeregów 80 000 bojowników, których już brakowało, gdy doszła do brzegów Dźwiny i Dniepru bez walnych rozpraw z nieprzyjacielem.
Ażeby oddać naszą myśl zupełnie względem wojny przeciwko Rosji, powiemy, że nigdy nie należało przypuszczać myśli, żeby Rosję można ubieżyć w polocie, jakby złą fortecę, której wały nie mają koszulki, ale przeciwnie, należało się brać do niej jak do fortecy pierwszego rzędu, formalnym oblężeniem, krok za krokiem, nie chcieć bić wyłomu w głównym obwodzie, dopóki dzieła nie są zdobyte i zdobywający nie jest w nich zakorzeniony. Tyle mieliśmy do powiedzenia w ogólności o całej tej wojnie, ażeby wskazać główne uchybienia, które spowodowały jej zły obrót, a które są wyłącznym dziełem samego Napoleona.
Teraz przychodzi nam zastanowić się nad zachowaniem samychże Polaków w tych stanowczych chwilach ich historii. Z bólem serca przychodzi nam wyznać ogromne uchybienia z ich strony; wytkniemy je po większej części.
Głównymi winowajcami względem ojczyzny stali się przewodnicy narodu, ci, którym okoliczności lub własna ambicja oddawała w ręce losy Polski, kierunek jej spraw, a tymi byli: najwyższa władza konfederacyjna i rada ministrów Księstwa Warszawskiego, prezydowana przez pana Stanisława Potockiego. Jak jedni, tak i drudzy nie umieli się wznieść do wysokości swego powołania. Niedołężność ich nie pozwalała na jednę chwilę myśli o Polsce samoistnej i od nikogo niezależnej; wielkość Napoleona zaimponowała im do tego stopnia, że w nim jednym widzieli wyłącznie wszelki ratunek, jakkolwiek tenże Napoleon w wszelkich zdarzeniach, zacząwszy od pierwszego jego zjawienia się w Poznaniu, aż do bytności w Wilnie, aż do sytości powtarzał, że odrodzienie Polski od samych Polaków jedynie zawisło, że on, Napoleon, pomimo życzliwości, jaką ma dla Polaków, interesu własnego państwa dla nich poświęcić nie może. Przywódcy polscy nie umieli, nie chcieli tych słów tak wyraźnych i zawartej w nich prawdy zrozumieć. Zdawałoby się, iż się lękali, ażeby przyjęcie tej nauki nie włożyło na nich obowiązku większego natężenia władz umysłowych, większej pracy, większych ofiar majątkowych, i cały swój patriotyzm na tym złożyli, ażeby kraj bronić od tak nazwanych wymagań francuskich. Oddawszy się pod godło Napoleona, zdawało im się zupełnie zbytecznym czynić nadzwyczajne wysilenia. Oddawszy Napoleonowi do rozporządzenia polski kontyngent około 70 000, osądzili, że kraj już dosyć uczynił, a resztę niechaj sobie sam Napoleon robi, my tam sobie głowy nie łammy nad tym, co dalej będzie. Gdyby tam między tymi panami byli prawdziwi ludzie stanu, toby byli zrozumieli, że zjawienie się Napoleona było rzeczą przemijającą, i że całą przyszłość Polski stawiać na głowę jednego śmiertelnego człowieka, przywiązywać do jego powodzeń, zawsze niepewnych, było prawdziwym szaleństwem.
Ich powołaniem było korzystać z nadarzonej pory i wszelkie siły z narodu wycisnąć do jak najpredszego utworzenia siły, co by w wszelkich ewentualnościach zapewniła Polsce ową samoistność, której chciała, co by uczyniła z niej potęgę, jakibykolwiek obrót wojna wzięła, a naród pomimo ofiar już poniesionych był gotów jeszcze do nowych i były jeszcze do nich środki, czekał tylko na odebranie przyzwoitego kierunku, a właśnie tego zabrakło. Konfederacja dała się za nos wodzić arcybiskupowi ambasadorowi, a sama przez się nic zgoła nie zrobiła. Nie poruszyła, nawet nie spróbowała poruszyć, prowincji zabranych. Formacje nowych pułków na Litwie nader słaby wzięły zakrój; zdawało się, że wpływ tych Polaków, co stali w obozie rosyjskim, trzyma w oziębieniu cały ten rozległy kraj. Na Wołyniu obecność austriackiego korpusu posiłkowego paraliżowała wszelką myśl powstania. Austriacy wywdzięczali się tu Rosji za rok 1809. A na Podolu i Ukrainie obecność armii Czyczagowa więziła wszystko. Dodać należy, że celniejsi obywatele owych prowincji, których powołaniem mogło być przewodniczyć narodowym ruchom, znajdowali się częścią w szeregach wojska Księstwa Warszawskiego, a częścią w służbie Aleksandra. Zresztą klęska Napoleona i odwrót tak się prędko rozwinął, że bodaj czyby i czas był wystarczył na danie przyzwoitego kierunku insurekcji na Litwie i Rusi. Ale daleko większy grzech cięży, naszym zdaniem, na radzie ministrów Księstwa Warszawskiego, przy której znajdowała się cała władza kraju, mającego już porządną organizację. To było rzeczą bardzo naturalną, że owe 70 000, co poszły walczyć z Napoleonem, nie były nieśmiertelne, ale że i owszem, szeregi ich sama już wojna, choćby w ciągłych powodzeniach, przerzedzać będzie. Nie należałoż obmyślić środków, natężyć wszelkie sprężyny, ażeby utworzyć rezerwy w kraju, co by zapewniały środki ciągłego podsycania owej siły zbrojnej dla utrzymania jej w komplecie, dla zaradzenia kieskom i być w gotowości na wszelkie ewentualności. Mówiono, że się temu sprzeciwiał stan skarbu. Prawda, że zamkniecie handlu spowodowało wiele klęsk pojedynczych w kraju, że w finansach nie było porządnego lądu, przecież zważywszy, jak wielkim kosztem były utrzymane owe kilkanaście tysięcy wojska, utrzymane wedle etatu francuskiego, gdy Polska w porównaniu z Francją tak ubogą była i wcale inne obyczaje u Polaków były, nie podpada wątpliwości, iż przy zaprowadzeniu porządnej oszczędności, zgodnej z położeniem kraju, za te same pieniądze byłoby się dało drugie tyle wojska utrzymać; ludzi nie brakowało. Powie znowu kto może, iż dopiero dalsze wojny nauczyły wyciągać z ludności kraju wszelkie zasoby na wystawienie nadzwyczajnych mas. Na to odpowiemy, że w tym właśnie czasie sąsiednie nam Prusy organizowały się właśnie do takiego powstania, do takiego nadzwyczajnego rozwinięcia sił kraju. Skądże się Prusy tego nauczyły? Było tylko panom ministrom Księstwa Warszawskiego nie zasypiać, obejrzeć się, co się u sąsiadów dzieje, i pójść za ich przykładem. Dysponować czynnościami tego wojska, co poszło pod Napoleonem, zapewne nie było w ich mocy, ale od nich zależały wszelkie urządzenia w kraju i pewnie nikt by im się nie był w tym sprzeciwiał, ani Napoleon, ani król saski, gdzie szło o zabezpieczenie kraju znajdującego się na przednich strażach. Dla nas nie masz wątpliwości, że uorganizowana w kraju rezerwa, ze 30 000 ludzi wynosząca, byłaby była dostateczną na wstrzymanie pogoni rosyjskiej z tamtej strony Wisły, co by zapewne było wstrzymało decyzję rządu pruskiego, już i tak wahającego się do ostatka. Sytuacja zaś ówczesna warta była ostatnich wysileń. Jużeśmy wskazali, jako winnych tego grubego zaniechania radę ministrów pod przewodnictwem Stanisława Potockiego. W szczególności przedmiot ten należał do jenerała Wielhorskiego, zastępującego w radzie ministra wojny, którym był książę Poniatowski. Lecz i ten, jako minister, zanim ustąpił w pole, mógł i winien był wywołać środki na podsycanie i odnowienie tego wojska, co szło na wojnę. Ale ze wszech stron panowała wielka inercja. Jako wódz dostał ks. Poniatowski w komendę korpus wynoszący połowę wojska polskiego, a i ta mu jeszcze uszczuploną została przez oderwanie mocnej dywizji Dąbrowskiego na Litwie zostawionej. Ta garstka ks. Poniatowskiego uległa wspólnemu losowi z całą wielką armią. Gwałtownymi marszami zredukowaną została do nic nie znaczącej liczby, zanim jej przyszło walczyć na dobre. Drugą połowę wojska rozstrzelono po całej wielkiej armii francuskiej pod takimiż jenerałami. To rozporządzenie daje się zrozumieć Napoleonowi, chcącemu mieć Polaków na wszystkich punktach na tym teatrze wojny. Ale dla sprawy polskiej stało się nieszczęściem, bo osłabiło siłę moralną i w ogólności osłabiło opór, jaki by Księstwo Warszawskie mogło stawić, gdy znikła wielka armia. Książę Poniatowski z powodu powyższych przyczyn jako wódz nie miał przed sobą pola, musiał się tylko ściśle trzymać w działaniach przepisów z góry wychodzących i ginął w szeregu marszałków francuskich; dlatego nie będziemy rozbierali jego czynności w tej wojnie. Jako żołnierz okrył się w niej sławą, a obok niego kilku pojedynczych Polaków, jako to: pułkownicy Blumer, Górski i niejeden inny. Jenerałowie Fiszer i pełen nadziei Grabowski szczęśliwi, bo polegli z przekonaniem o powstaniu Polski. Ale niektórzy jenerałowie polscy zrobili już wtedy kaźń na oręż polski haniebną. Pierwszy jenerał Rożniecki pod Mirem i Romanowem na samym wstępie kampanii, prowadząc przednią straż prawego skrzydła wielkiej armii, przez niedołężne dyspozycje wprowadzał trzykrotnie polską jazdę w zasadzki i tę piękną jazdę sfrykasował tak, że się z tych klęsk podnieść nie mogła, sam zaś pierwszy z placu bitwy uciekł. Jenerał Kossecki, dowodząc przed Mińskiem oddzielnym korpusem z 4000 ludzi składającym się, mający rozkaz ustępowania bez boju i nie chcący się bić, stracił ten korpus od niewielu szwadronów przedniej straży Czyczagowa; sam także z placu boju uciekł. Jenerał Kossecki otworzył pod Kojmonowem wielki szereg błędów, przez które utracone zostały wszystkie mosty na Berezynie, i przyczynił się do ostatniej klęski, która nad tą rzeką dobiła wielką armię, poczytanym przeto być winien za głównego z jej sprawców.
Jenerał Dąbrowski ze swej strony nie odpowiedział swojej sławie wojennej, bo gdy się horyzont na Litwie zaczaj zachmurzać zbliżaniem Czyczagowa, jenerał ten odebrał najwyższą komendę w guberni mińskiej z poleceniem bronienia Mińska, a przynajmniej mostu borysowskiego. Jenerał Dąbrowski miał tu porę okrycia się wiekopomną sławą i wywarcia stanowczego wpływu na przyszłość Polski. Była to wielka chwila dla niego, jakie się pospolicie w życiu jednego człowieka nie powtarzają.
Jenerał Dąbrowski ściągnął tylko na siebie klęskę pod Borysowem, na którą i zasłużył przez zaniechanie fundamentalnej zasady w prowadzeniu wojny: koncentrowania sił swoich. Skoro Dąbrowski odebrał nowe polecenia, a widział horyzont zachmurzający się naokoło siebie, zachowanie swego wojska czyniło mu najświętszy obowiązek ściągnienia wszystkich swoich sił do jednego obozu. Wbrew przeciwko wszelkim zasadom sztuki wojennej zostawił on połowę swej pięknej dywizji w Swisłoczy i przed Bobrujskiem, z resztą udał się łączyć z Kosseckim. Wiadomość o klęsce Kosseckiego zastała go, co do jego osoby, w Mińsku, dywizja zaś mocnymi marszami zdrożona spoczywała pod Śmiłowicami. Dąbrowski znał Kosseckiego i w ciągłej był obawie, ażeby głupstwa nie zrobił, nim się on z nim połączy. Powinien był przeto wziąć pocztę i objąć osobiście dowództwo korpusu Kosseckiego, który już był rzeczywiście jego przednią strażą. Po klęsce Kosseckiego już nie było można i myśleć o utrzymaniu się przy Mińsku, więc tedy ze Śmiłowic należało drogą prostą, a zatem najkrótszą, udać się do Borysowa i tutaj się porządnie usadowić i jak najprędzej ściągnąć resztę swoich sił. Te i teraz żadnego nie dostały rozkazu, a zamiast pójść prostą drogą, Dąbrowski udał się ze Śmiłowic przez Jakszyce do Borysowa, czyli nadkładał bez żadnej potrzeby, przebiegając dwa boki trójkąta i zostawiając nieprzyjacielowi trzeci jego bok, drogę najprostszą. Te błędne rozporządzenia spowodowały niespodziankę napadu połowicznego pod Borysowem i zupełną stratę naszych pięknych pułków 1. i 6. i połowy artylerii, gdzie największa waleczność żołnierza nie była w stanie naprawić błędów wodza, gdzie od samego zawiązania bitwy nie mogło być żadnej szansy powodzenia, a przez którą, co najgorsza, wszystkie mosty na Berezynie dla cofającej się wielkiej armii utracone zostały.
Teraz przystępujemy do najważniejszej epoki w życiu księcia Poniatowskiego, gdy on, oddany sam sobie, gromadził bojowników polskich około siebie w Krakowie i - oddalony od teatru wielkich wypadków - mógł działać samoistnie, przechylić na jedną lub drugą stronę szalę ważących się wypadków i zdecydować losy swej ojczyzny i postać Europy. Ażeby to sądzić, musimy rzucić okiem na stan wojujących stron i na położenie i środki księcia Poniatowskiego w Krakowie. Pomimo klęski na Moskwie poniesionej Napoleon był jeszcze potężny; jego przeciwnicy odurzeni nadspodziewanym położeniem sami jeszcze nie wiedzieli, jak się mają. Jedne Prusy, zdecydowane przybyciem na ich ziemię Rosjan, połączyły się z nimi, którzy ze swej strony uniesieni brakiem oporu, powstaniem Prus, zapędzili się aż poza Elbę. Ale wnet zwycięstwa Napoleona pod Lützen i Bautzen dowiodły, że lew jeszcze nie pokonany, że ma wyższość i stanowczą weźmie górę nawet nad połączonymi Rosjanami z Prusakami. Te zwycięstwa wstrzymały dalsze odstępstwa i wierność książąt konfederacji reńskiej miała zależeć od dalszych wypadków. Austria, jeszcze nominalny sprzymierzeniec Napoleona, nie chciała się zdeterminować pomimo zabiegów mocnego w niej stronnictwa antyfrancuskiego. Austria w tym tylko miała mocne postanowienie, ażeby korzystać z kłopotów, jakie miały obydwie strony wojujące, i wytargować dla siebie jak najkorzystniejsze warunki; miała się ona przechylić na tę stronę, która dla niej przyniesie więcej korzyści; że do ostatniej chwili była ona wahającą się, za dowód może posłużyć wypuszczenie z Krakowa przez to państwo księcia Poniatowskiego z korpusem polskim. Ale lada okoliczność miała Austrię jeżeli nie utrzymać w roli wiernego sprzymierzeńca, to przynajmniej w nieczynności, przewlec jej determinację. Między takimi okolicznościami zwracała szczególniej troskliwość Austrii bytność księcia Poniatowskiego na ziemi polskiej na czele siły zbrojnej. Cała armia austriacka stała na pograniczu Galicji z Księstwem, na obserwacji tego kraju, i dopiero po jego ustąpieniu z Polski ściągnioną została ta armia do Czech i posłużyła tam za zawiązek owej siły, co miała zadecydować upadek Napoleona. Powtarzano, że dopóki ks. Poniatowski stał zbrojno na ziemi polskiej, armia ta austriacka nie mogła być z Polski ruszoną; Austria nie występowała przeciw Napoleonowi.
Czuli także doskonale Rosjanie z Prusakami całą potęgę ks. Poniatowskiego na polskiej ziemi i wielkie niebezpieczeństwo, w jakie popaść mogły ich działania wojenne w Saksonii i Śląsku. Potrzebując wszystkich swoich sił przeciw Napoleonowi, zastawili się oni od ks. Poniatowskiego słabym korpusem Sackena, który, z samych rekrutów złożony, zbliżał się nieśmiało ku Krakowu i pewnie nie był w stanie podołać księciu Poniatowskiemu, opartemu na kraju i licznych fortecach z mocnymi garnizonami. Dlatego to koalicja, szukając wszelkiej broni przeciw Napoleonowi, wyprawiła księcia Antoniego Radziwiłła do księcia, ażeby go przeciągnąć na swoją stronę, a przynajmniej sparaliżować dla Napoleona, i w tym celu podawano mu jak najkorzystniejsze warunki, już to dla niego, już to dla Polski, za której jedynego i prawdziwego naczelnika uważano go. Na nieszczęście ks. Poniatowski nie potrafił uważać sam siebie z tego wzniosłego stanowiska, na którym wypadki gwałtem go stawiały. Ograniczał się widzieć w sobie wiernego sługę genialnego Napoleona i jedynie był troskliwy o zachowanie honoru oręża polskiego. To wyłączne uważanie rzeczy z jego stanowiska, do ostatnich granic posunięte, poprowadziło go na błędną drogę. Na innej zupełnie znajdował się ten honor, a daleko większa sława, większy pożytek dla samego Napoleona - a nade wszystko pożytek bez granic dla Polski.
Książę Poniatowski w Krakowie był de facto naczelnikiem narodu polskiego; mniejsza o tytuł, ale i tego mu nie brakło; prócz tego, że był naczelnym wodzem, ministrem wojny, konfederacja mianowała go jeszcze regimentarzem całej Polski. Mówiono, że książę był spowodowany do opuszczenia kraju to rozkazami Napoleona, to króla saskiego; ale mniemanie to jest całkiem mylne. Książę miał sobie zostawioną zupełną wolność działania według okoliczności, których ocenienie jemu samemu zostawione było; zresztą w jego położeniu bardzo wiele mógł i powinien był brać na siebie. Król saski jako troskliwy ojciec i w przewidywaniu, w jak drażliwym położeniu ks. Poniatowski znajdować się może, zawarł konwencję z rządem austriackim, zapewniającą przechód ks. Poniatowskiemu przez Austrię do armii francuskiej; przecież użycie tej konwencji zostawiono zupełnie woli ks. Poniatowskiego. Trzy drogi miał książę do wyboru, żadnej z nich nie obrał, i zrobił to, co dla Polski najgorszego być mogło. Pierwsza, którą by koalicja najchętniej była przyjęła, było przejść na jej stronę. Przecież rola Yorka nie była zgodna z rycerskim charakterem księcia, i on, i sami Polacy byliby się oburzyli na samą myśl takiego wiarołomstwa. Ten projekt zatem nie mógł być przypuszczalnym i nawet pod rozbiór nie mógł być wziętym. Druga droga, która podobno i była w propozycjach przez Radziwiłła przyniesionych, była zneutralizowanie Zamościa i pewnej przestrzeni kraju naokoło, gdzie by ks. Poniatowski ściągnął całe swoje wojsko polskie i czekał wypadków walki miedzy sprzymierzonymi a Napoleonem. Już to byłoby daleko lepsze dla Polski.
Przypuściwszy, że bieg okoliczności i wypadków byłby ten sam, co i nastąpił, to nie można wątpić, że ks. Poniatowski na kongresie wiedeńskim, dysponujący w kraju wojskiem polskim pod bronią, byłby był wcale innym reprezentantem sprawy polskiej, niż mógł być książę Czartoryski; że wnioski ks. Poniatowskiego za Polską byłyby musiały być uwzględnione. I dla Napoleona takie zachowanie się księcia byłoby równie korzystne, a może i więcej aniżeli przyprowadzenie mu kilku tysięcy do szeregów. Bo ks. Poniatowski stojący pod bronią pod Zamościem byłby przymuszał koalicję trzymać na obserwowanie jego i Polski, gotowych każdej chwili bryknąć, większą siłę, niżby ją był liczył książę w szeregach. O tyle by przeto zmniejszała się liczba nieprzyjaciół, których Napoleon miał do zwalczenia. Ale tak bezwładne zachowanie się Polaków wtenczas, gdy cała Europa wrzała wojennym odgłosem, gdy krwawe boje toczyły się o losy Europy, a przede wszystkim Polski, nie odpowiadało umysłom polskim, potrzebującym czynu; było mniej honorowe. Pozostawała więc tylko trzecia droga, dobra i jedynie dobra: pozostać w kraju, na ziemi polskiej walczyć i ginąć. Ale nie byłoby się zginęło, i owszem, były przed nami szanse wielkich powodzeń, lecz potrzeba to udowodnić.
Książę Poniatowski zebrał w Krakowie przeszło 12 000 wojska; szczupła to garstka, ale z samych weteranów złożona, a przy tej garstce były doskonałe kadry na uformowanie armii przynajmniej 60 000. Trzeba albowiem wiedzieć, że w kampanii rosyjskiej strata ludzi od nieprzyjaciela była nader umiarkowaną. Gdy inne ludy, co wchodziły do składu wielkiej armii, z mrozów, niedostatku, i nie mogąc sobie dać rady w kraju zupełnie dla nich obcym, marniały, Polacy umieli sobie lepiej poradzić. Pojedynczo wracali do kraju i każdy wracał do swojej chałupy pozbyć się w niej zamrozu. Oficerowie prawie wszyscy ściągnęli do Krakowa i uformowali masę, dla której już miejsca nie było w korpusie. Poformowano w nich tak nazwane kompanie honorowe, które się po Niemczech wałęsały i następnie do Francji schroniły. Żołnierzy zaś zastał jeszcze po domach nagły postęp Rosjan; za lada ruchem ks. Poniatowskiego w kraj to wszystko byłoby ściągnęło i zapełniło doskonałym żołnierzem gotowe kadry. Wszystkie albowiem dawne pułki zostały utrzymane organizacją w Krakowie zrobioną, ale miały tylko po jednym batalionie i po jednym szwadronie kompletnym; na inne były tylko kadry. Doskonałe punkta oparcia zapewniały księciu: Częstochowa, Zamość, Modlin, Toruń, Gdańsk, Szczecin, Głogów, Kistrzyn. Te wszystkie fortece, licznymi garnizonami osadzone, zawierały prócz tego olbrzymie zapasy amunicji i żywności, nagromadzone dla wojny z Rosją. Prócz tego Modlin i Zamość miały garnizony polskie, a w samym Gdańsku była porządna dywizja polska, których klęski kampanii roku 1812 nie dotknęły. Była więc dla księcia możność wzmocnienia się tymi garnizonami, zastępując je ruchawkami w kraju wybranymi. Kraj cały był ogołocony z wojska nieprzyjacielskiego. Dopiero spędzano z głębi Rosji rekrutów, zwożono na kibitkach efekta i pracowano nad organizowaniem nowej armii rezerwowej, której dano nazwisko armii polskiej, a która nie zdołała wystąpić wcześniej jak dopiero do festynu bitwy pod Lipskiem. Postęp ks. Poniatowskiego w kraj byłby niewątpliwie te formacje rozpędził i pozbawił koalicję tego dodatku sił, które na zgniecenie Napoleona wcale nie były zbyteczne. Na wykonanie tego planu jedna tylko trudność była do uprzątnienia na samym wstępie; tą był korpus Sackena. Najprostszą drogą, najkrótszą do celu było pobić go, a nie masz dla nas wątpliwości, że korpus polski taką miał nad nim wyższość, jeżeli nie liczbą, to dobrym żołnierzem, że dla niego były wszelkie szanse zwycięstwa; a jeżeli wydanie bitwy, przez którą można było na samym wstępie wszystko utracić, miało się wydawać zanadto drażliwe, tedy można było podzielić korpus na kilka kolumn, mocnym marszem omylić Sackena, mocnymi marszami w różnych kierunkach po całym kraju zrobić dla Sackena pogoń wcale niepodobną i naznaczyć za pierwszy punkt zebrania ogólnego Modlin, a tymczasem w kraju wywołać ogólne powstanie i małą wojnę drobiazgową. Przy takim postępowaniu księcia Sacken nie byłby mógł iść brać udziału w bitwie pod Bautzen, a bez jego przybycia i mając sobie Rosjanie zagrożoną linię działań w Polsce sprzymierzeni nie byliby nigdy przystąpili do wydania bitwy pod Bautzen, i owszem, byliby odstąpili granic Austrii, których się ciągle trzymali dla zdecydowania Austrii, i przyspieszonymi marszami byliby ustąpili za dolną Wisłę i nad Niemen - wypadki więcej niż wystarczające na wstrzymanie Austrii, a z których Napoleon z pewnością byłby umiał korzystać, bo on nie umiał czasu tracić i niełatwo okazję z rąk wypuszczał.
Książę Poniatowski byłby był mógł tym bardziej wnijść na tę drogę, iż miał przed sobą własne doświadczenie i świetny wzór z siebie samego w r. 1809 dany, tylko z tą jeszcze różnicą, że teraz były daleko większe szanse pomyślnego skutku, bo korpus Sackena ani przez przybliżenie nie równał się armii Ferdynanda, bo teraz większa daleko była łatwość odnowienia wojska polskiego aniżeli w r. 1809, gdzie trzeba było pułki nowe z niczego tworzyć, bo wtedy nie było na teatrze wojny tych licznych fortec z mocnymi garnizonami, co teraz czekały z gotową pomocą na księcia, bo teraz powodzenia Napoleona wiodły go prostą drogą z pomocą, co także wtedy nie miało miejsca. Przy tak pomyślnych szansach coż tedy mogło odwieść księcia od tej tak zbawiennej drogi, od wznowienia własnej roboty? Zdaje nam się, że przesadzone wyobrażenie o wierności dla Napoleona. Zdawało się szczególniej księciu, że po stracie wszystkich koni wielkiej armii zrobi temuż Napoleonowi wielką przysługę, przyprowadzając mu kilkanaście tysięcy doskonałej kawalerii. Nie zrozumiał, że wojując na polskiej ziemi, bez porównania większą wagę przyłożyłby do szali na korzyść samegoż Napoleona, aniżeli przyprowadzając mu kilkanaście tysięcy do szeregów jego 300 000 armii; bo to jest w naturze ludzkiej, że zapatrzywszy się wyłącznie w jeden przedmiot, człowiek nic już obok nie widzi. W roku 1809 książę Poniatowski był zupełnie samoistny i brał postanowienia z własnego przekonania, a jeden doradzca, którego miał przy sobie, jenerał Fiszer, był człowiek waleczny i z nieograniczonym poświęceniem, nie mogły więc od niego wychodzić rady niedołężne. W Krakowie zaś otaczały księcia wpływy jak najfatalniejsze. Szef sztabu, którego sobie przybrał po śmierci Fiszera, jenerał Różniecki, światły wprawdzie i z wielkim rozumem, ale nikczemny i tchórz; od niego nie mogły wychodzić rady wspaniałomyślne. W radzie ministrów, która tutaj księcia otaczała, byli niegodni Polacy, pierwszy z nich, pan Matuszewicz, co dla osobistych widoków już się przerzucili na stronę Aleksandra. Do tego przyłączyły się i wpływy austriackie. Jednym i drugim chodziło o to, aby się pozbyć ks. Poniatowskiego, gdy nie było nadziei przeciągnienia go. Na koniec nie był tu obcym i wpływ pełnomocnika francuskiego Bignona; mając on przed oczyma świeży przykład zdrady Yorka, pewnie w duszy obawiał się, ażeby ks. Poniatowski, pozostawiony na ziemi polskiej, nie poszedł, prędzej czy później, za tym przykładem. Ażeby mu więc odjąć wszelką chętkę do pokusy, wolał go on wyprawić pod bezpośrednie rozkazy Napoleona.
Uchybienie popełnione przez ks. Poniatowskiego przez ustąpienie z kraju mogło jeszcze być w cząstce naprawione przez zerwanie zawieszenia broni. W ciągu tegoż zawieszenia należało zebrać wszystkich Polaków, jacy tylko byli w armii francuskiej, 20 000 pod Głogowem pod księciem, który opatrzony zwłaszcza w dostateczne fundusze, za pierwszym strzałem działowym byłby tam przeszedł Odrę, i działania zaczepne, insurekcyjne prowadził w Polsce. Nad tymi działaniami nie będziemy się już rozwodzili ani nad skutkiem, jaki by były mogły wywrzeć na ogół wojny. Sam czytelnik potrafi wyciągnąć wnioski z tego, cośmy dotąd powiedzieli. Dodamy tylko tę uwagę, że już te skutki nie mogły się równać tym, jakie się mogło zyskać, rozpoczynając kampanię na wiosnę z Krakowa; przecież mogły być zawsze stanowcze. Ale już nie zależało od ks. Poniatowskiego wykonanie. Stanąwszy między hufcami wielkiej armii, wszedł on do szeregów wodzów francuskich i już tylko bierne posłuszeństwo stało się jego udziałem; on i jego podwładni okazali się najwaleczniejszymi żołnierzami tej wielkiej armii, w bojach okryli się sławą; Książę Poniatowski, wierny swej dewizie, zachował niezmazany honor oręża polskiego. Biorąc naprawdę dewizę przez siebie przyjętą, a która by powinna służyć za przykład do naśladowania tym wszystkim, co się chwytali następnie kierownictwa Polski, gdy wszelka nadzieja, wszelka możność zwycięstwa straconą została, zginął od ognia i wody, a wierni jego towarzysze, do małej garstki zredukowani, uczcili przyzwoicie jego grób, ginąc z nim pospołu. Zginęli, zakrywając odwrót wielkiej armii francuskiej, i przez to zaciągnęli względem tego narodu wiekuistą pożyczkę, z której wielki ten naród nigdy uiścić się nie potrafi.
Książę Poniatowski pojął to doskonale, że:
...............................w ciężkich czasach
Władza jest próbą, wiem, lecz biada temu,
Kto się jej lęka. Płakać na bezpiecznym
Brzegu, gdy Matka tonie, jest niegodne
Syna. Właściwe jego miejsce na dnie,
Jeśli jej nie mógł uratować.
I tak zrobił książę Poniatowski, zostawiając nadaremnie ten wielki przykład do naśladowania karłom, co po nim stawać mieli na czele sprawy polskiej. - Cześć i sława w najpóźniejsze wieki imieniowi i pamiątce księcia Józefa Poniatowskiego! [...]


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 1 lip 2010, o 17:22 
Offline
Caporal-Fourrier
Caporal-Fourrier
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 7 lut 2010, o 20:54
Posty: 90
Cytuj:
Ciekawa koncepcja: geniusz Napoleona uniemożliwił mu racjonalne działanie. Masz więcej takich przemyśleń?


Akurat to nie jest moje przemyślenie...

Operowanie samodzielnymi armiami. Na głównym kierunku strategiczna straż przednia, ugrupowanie w głąb; manewr do bitwy dopiero po rozpoznaniu i związaniu przeciwnika. Niewątpliwie, z tego, co wiemy o stosunku sił obustronnych, wynika, że Napoleon mógł swoje wojska szerzej i głębiej rozłożyć w przestrzeni, bez żadnego prawie ryzyka częściowych porażek. Mógł na przykład stworzyć polsko-saską armię południową Poniatowskiego i rzucić ją na Wołyń; mógł armię włosko-bawarską Eugeniusza pchnąć przez Białystok i Grodno na Bagrationa; mógł zarazem armią Davouta (z Neyem, Oudinotem, dwoma korpusami konnymi) przekroczyć Niemen pod Kownem i Prenami i uderzyć na Wilno; mógł jeszcze mieć i straż boczną Macdonalnda pod Tylżą, a nawet rzucić Austriaków w dół Dniestru na komunikacje armii mołdawskiej Cziczagowa. Wszędzie korpusy i armie napoleońskie górowałyby liczbą nad przeciwnikiem, którego mogły napotkać, wszystkie wojska rosyjskie byłyby naraz związane operacyjnie, a w ręku cesarza zostawałyby jeszcze masa manewrowa: gwardia i korpus westfalski, do użycia w kierunku uznanym za rozstrzygający. Trudności wyżywienia nie zniknęłyby, ale dałyby się zupełnie pokonać. Ze zmniejszeniem ciężaru poszczególnych mas zwiększyłaby się ich szybkość i zdolność operacyjna. Cesarz sam z Warszawy, Ostróda, czy nawet Gąbina mógł koordynować całość, a przez posiadane odwody pozostałby panem wydarzeń. Ale byłaby to wojna nowa, strategia nowa, odmienna od tej, które doprowadziła do Ulmu, do Jeny, do Ratyzbony; byłaby ta może strategia bardziej odpowiadającą warunkom teatru wojny, charakterowi jej, dostosowana do procederu przeciwnika, ale nie byłaby to strategia napoleońska (wyszczególnienie moje - przyp. Magnificent).

M. Kukiel, Wojna 1812 roku, Poznań 1999, t. I, s. 244-245

Powyższy fragment jest polemiką Kukiela z poglądami Bonnala wyrażonymi w jego Manewrze wileńskim, jednak szereg argumentów Prądzyńskiego i Bonnala się pokrywa. Te o których wspomina nasz wybitny sztabowiec dodatkowo, jak np. porównując Rosję do fortecy również można skonfrontować z wyszczególnionym przeze mnie zdaniem. To co zalecają obaj generałowie nie byłoby zgodne z napoleońską sztuką wojenną, którą stworzył geniusz Cesarza. Odstąpienie od własnych reguł mogło Napoleonowi przynieść korzyści, ale jakie przesłanki przemawiały za tym, żeby zrobić to akurat przed kampanią rosyjską? To jest już kwestia dyskusyjna, niemniej nie zmienia ona w niczym faktu, że plan kampanii 1812 roku został stworzony na bazie napoleońskich zasad prowadzenia wojny. Nie umniejsza to oczywiście w żadnym stopniu tego, że te zasady nie sprawdziły się w Rosji, i że to Napoleon ponosi winę za klęskę swej armii. Nie jestem też przekonany co do słuszności przeprowadzania, na kartce, doskonałych planów kampanii już po ich zakończeniu.

_________________
Wyrok świata głosi cię największym zbrodniarzem, jaki kiedykolwiek pojawił się na ziemi, w pełni cywilizacji, w wieku światła chciałeś panować imieniem Attyli a zasadami Nerona.

F. de Chateaubriand, O Buonapartem i o Burbonach


Ostatnio edytowano 1 lip 2010, o 18:23 przez Magnificent, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 1 lip 2010, o 17:39 
Offline
Chef de bataillon
Chef de bataillon
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 19 lut 2010, o 15:50
Posty: 414
Swoją drogą Manewr wileński Bonnala zostanie niedługo wydany drukiem na rynku polskim ;)

Ad. Prądzyński

Nie chciałbym dawać pouczeń mości jenerałowi Prądzyńskiemu, ale czuję do niego pewną awersję [?].
Już to oceny Chrzanowskiego wydają się być bardziej zrównoważone i dające się obyć w realizacji. Czemu? -Bo Chrzanowski wyczuwał wojska którymi miał komenderować tj. dawał rozkazy, projektował operacyje pod kątem faktycznych możliwości żołnierza. Prądzyński, podobnie jak Toll, umysły wybitne dające prawdę w mnogości swych twierdzeń, niejednokrotnie jednak zbyt wyrafinowanie podchodzili do sprawy.

Zresztą pokazali obaj co znaczy niezdrowo konkurować ze sobą, w 1831 roku.

Toż zostało stwierdzone w biografii jenerała 'Sztabowca', pióra Blocha, czy wywodach Tokarza, Strzeżeka, Puzyrewskiego, samego Prądzyńskiego oraz Okuniewa.

Pozdr.
B.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 1 lip 2010, o 21:47 
Offline
Roi de Lituanie et Duc de Valmy
Roi de Lituanie et Duc de Valmy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 10:16
Posty: 515
Magnificent napisał(a):
Akurat to nie jest moje przemyślenie...

Miejmy do siebie odrobinę szacunku. "Wojna 1812 r." nie jest dziełem dla wtajemniczonych. Każdy, kto chociaż trochę interesuje się epoką ma ją na swojej półce.
Wstęp do zacytowanego przez Ciebie akapitu brzmi następująco:
Samemu planowi koncentracji i nad Niemen zarzucał Bonnal, że oparty był wyłącznie na błędnym przeświadczeniu o ofensywie Rosjan na Warszawę, obliczony wyłącznie na obejściu ich armii, zapędzonej ku Wiśle. Pogląd to błędny, oparty na niedość gruntownym rozbiorze instrukcji cesarskich. [...]
Jeśli Rosjanie, sami podejmując ofensywę, wystawią flankę na jego przemagające uderzenie, okazję tę gotów jest uchwycić; ale ruchy zasadnicze jego armii wymierzone są w punkt uznany za rozstrzygający, a będą celowe bez względu na to co pocznie nieprzyjaciel. Czyniąc tak działał podobnie jak w latach 1805, 1806 1809. Tych samych oczekiwał wyników. To była jego strategia.


Dokładniej Kukiel wyjaśnia to w "Wojnach napoleońskich" (wydanie z 1927 r., str. 201 in.)
Plan kampanji zaczepnej, stworzony przez Napoleona najpóźniej w marcu, a precyzujący się w ciągu maja i czerwca, polega na prostem przesunięciu naprzód tego samego manewru, który przewidywał na wypadek ruchu zaczepnego Rosjan. [...]
Plan kampanji zmierza do zniszczenia głównych sił rosyjskich i otwarcia sobie za jednym zamachem drogi do obu stolic imperjum rosyjskiego. Jest on oparty jednak na hipotezie, że przeciwnik jużto sam będzie działać zaczepnie, jużto będzie bronić litewskiego teatru operacyjnego.
Na wypadek, gdyby żadna z tych hipotez się nie sprawdziła i przeciwnik cofał się bez bitwy, manewr przewidywany nie zdoła przeszkodzić jego ruchom odwrotowym. Skierowany na Wilno, wprowadzi on jednak główne siły Wielkiej Armji w położenie środkowe pomiędzy obie armje przeciwnika, wobec ekscentrycznych kierunków ich odwrotu, otwierając pole nowym możliwościom manewrowym


Chcesz jeszcze dobitniej? Służę ("Dzieje oręża polskiego str. 259):
Nigdy tak długo nie obmyślał on i jego wielcy towarzysze planu przyszłej wojny. Z tem wszystkiem rozpoczął ją Napoleon z jednym tylko planem: zdruzgotania czynnej siły rosyjskiej, która zastąpi mu drogę na Litwie

Napoleon planując kampanię 1812 r. niewątpliwe popełnił śmiertelne błędy. Ty twierdzisz, że były one efektem niezgodności z "z napoleońską sztuką wojenną, którą stworzył geniusz Cesarza". Ja skłaniałbym się raczej do zdania, które pozwolę sobie przypisać Kukielowi, że były one skutkiem haniebnych, niegodnych Boga Wojny, zaniechań.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 1 lip 2010, o 22:41 
Offline
Caporal-Fourrier
Caporal-Fourrier
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 7 lut 2010, o 20:54
Posty: 90
Cytuj:
Miejmy do siebie odrobinę szacunku. "Wojna 1812 r." nie jest dziełem dla wtajemniczonych. Każdy, kto chociaż trochę interesuje się epoką ma ją na swojej półce.


Co jednak wcale nie oznacza, że musi to dzieło znać. Gdyby tak bowiem było nie przypisywałbyś mi nie moich przemyśleń. Niemniej przepraszam, że uraziłem Cię cytując Wojnę 1812 roku.

Cytuj:
Ja skłaniałbym się raczej do zdania, które pozwolę sobie przypisać Kukielowi, że były one skutkiem haniebnych, niegodnych Boga Wojny, zaniechań.


Zacytowałeś trzy prace Kukiela, nie wiem tylko po co, ponieważ żaden z tych cytatów nie uprawnia do wysuwania takich wniosków. Możesz wskazać, które konkretnie zdania naprowadziły Cię na wymyślenie swego sądu? Co najciekawsze w zacytowanych fragmentach nie występuje nawet słowo zaniechanie. Co w ogóle masz na myśli pisząc o haniebnych zaniedbaniach boga wojny?

Pozwolę sobie jeszcze raz zacytować zdanie, które w mojej opinii jest rozstrzygające: Ale byłaby to wojna nowa, strategia nowa, odmienna od tej, które doprowadziła do Ulmu, do Jeny, do Ratyzbony; byłaby ta może strategia bardziej odpowiadającą warunkom teatru wojny, charakterowi jej, dostosowana do procederu przeciwnika, ale nie byłaby to strategia napoleońska. (M. Kukiel, Wojna 1812 roku, Poznań 1999, t. I, s. 245)

Cytuj:
Ty twierdzisz, że były one efektem niezgodności z "z napoleońską sztuką wojenną, którą stworzył geniusz Cesarza".


Nie twierdzę tego ja, tylko Kukiel czego dowód masz powyżej. Chyba że Kukiel wcale tak nie myślał, a napisał to przez przypadek.

_________________
Wyrok świata głosi cię największym zbrodniarzem, jaki kiedykolwiek pojawił się na ziemi, w pełni cywilizacji, w wieku światła chciałeś panować imieniem Attyli a zasadami Nerona.

F. de Chateaubriand, O Buonapartem i o Burbonach


Ostatnio edytowano 1 lip 2010, o 23:35 przez Magnificent, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 15 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 2 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL