Być może wiele osób słyszało o tzw. "cudzie św. Januarego", ale dla tych, którzy nie słyszeli trochę historii.
W Neapolu od kilkunastu stuleci, każdego roku ma miejsce nadzwyczajny fenomen, tak zwany "cud krwi" św. Januarego. Męczennik ten został ścięty w 305 r. Jak mówi tradycja, jedna z pobożnych kobiet obecna podczas egzekucji, zebrała do flakonika pewną ilość krwi. Krew Świętego przechowywana jest w specjalnym relikwiarzu. Od tamtego czasu, każdego roku dokonuje się niewytłumaczalny fenomen.
Przechowywana w neapolitańskiej katedrze od 1389 roku w ampułce krew straconego w czasie prześladowań za cesarza Dioklecjana biskupa Benewentu, zaczyna się samorzutnie burzyć co najmniej dwa razy w roku: 19 września, czyli w rocznicę jego śmierci, i 16 grudnia, w rocznicę wybuchu Wezuwiusza w 1631 roku, czasami też w innym dniu. Cud interpretuje się jak wróżbę - jeżeli krew rozpuszcza się szybko, jest to zapowiedź pomyślności, jeśli w ogóle nie chce to nastąpić, uważa się to zły znak. Gdy cudu nie ma, na Neapol spadają klęski.
Zdobywca Neapolu francuski generał Championnet w maju 1799 roku postawił działa przed katedrą i zażądał cudu w ciągu kwadransa, by przekonać do siebie sarkającą ludność. W chwilę potem wyniesiono relikwię i krew się upłynniła jak należy.
