post użytkownika GipsyCytuj:
Nie żartujmy, który z nich był w Szwajcarii albo pod Sławkowem? JEDYNA kampania jaką mieli niektórzy z nich a on nie to hiszpańska. Pomijam '92 i '94.
Górował doświadczeniem wojennym nad większościa moim zdaniem.
Drogi Eques, bardzo Cie lubie a Ty mnie probujesz zabic smiechem. No i co z tego ze Konstanty by w Szwajcarii ? (Ja tez bylem) Wskaz mi jedna powazna bitwe gdzie Konstanty samodzielnie dowodzil i odniosl sukces. Tylko nie powoluj sie na opinie Suworowa, prosze. Duroc juz nam wyjasnil na czym polegalo wystawianie "bohaterskich" swiadectw potomkom dynastii.
A teraz dla porownania przypomnijmy sobie bunt 3 maja 1808 roku w Madrycie, w ktorym wzielo udzial tysiace Hiszpanow. Murat sobie w dwa dni z tym poradzil.
W listopadzie 1830 roku 18 ludzi podzielonych na dwa oddzialy zaatakowalo Belweder, zakluli Lubowidzkiego, Gendre'a, i dwoch wartownikow. Konstanty schowal sie w sypialni Ksiezny Lowickiej. Potem polaczyli sie z reszta podchorazych i w 180 osob szli na zdobycie Warszawy wznoszac okrzyki <Do broni>.
Powstanie rozpoczeto wyjatkowo nieudolnie, i tylko niezdecydowanie i brak woli walki Konstantego zdecydowalo o dalszym pomyslnym rozwoju wypadkow.
Nie pisze to dlatego ze mam co do tego jakiekolwiek zastrzezenia, tylko poto zeby uzasadnic ze Konstanty nigdy nie byl zadnym wodzem ani dowodca.
Wszystkie sily powstancze przylaczajacych sie oddzialow skupily sie na obronie i obsadzeniu Arsenalu. Zdecydowana akcja Konstantego ktory jeszcze przed polnoca dysponowal na Alejach Ujazdowskich dwukrotna przewaga sil nad powstancami, mogla zniweczyc powodzenie i wybuch powstania.
Ale na szczescie Konstanty to byl dowodca do odbierania defilad i parad wojskowych, a nie uzywania armii w walce.
Dysponowal jazda ktorej podchorazowie nie posiadali, zdecydowana ofensywa na Arsenal z trzech stron, zatrzymala by rowniez przechodzenie na strone powstancow niezdecydowanych oddzialow. Ale trzeba sie bylo spieszyc kazda minuta zwloki dzialala na niekorzysc ksiecia Konstantego. A oddzialy powstancze rosly w sile.
Konstanty nie byl zdolny wziasc na swoje barki wiekszej odpowiedzialnosci, ani decyzji. Jego despotyzm i okrucienstwo krylo w sobie niezdecydowanego, lekliwego malego czlowieka i polegalo na pustych formach dostojenstwa, etykiecie satrapy i rygoru.
Atak na Belweder pomimo ze nieudolny, pozbawil Konstantego pewnosci siebie. Prysla uluda nietykalnosci, i zdal sobie sprawe na jak kruchych podstawach znajduje sie jego despotyczna dyktatura w Krolestwie Polskim, <<Przyszli zamordowac mnie we wlasnym domu, zabito mego adiutanta >>.
Michal Sokolnicki w ksiazce "Wojna Polsko-Rosyjska w roku 1831", tak komentuje postawe Konstantego: "Drzal. Musiano go wsadzic na konia. < Ja sie do niczego nie mieszam >, powtarzal. <Te wojska - wskazywal na pulki przy nim zebrane - sluza, by mnie chronic od nowego ataku; lecz jesliby przyszli, no - to i stad ustapia >. Tak zdawal sie zachecac powstanie do ataku, wmawiajac juz w przeciwnika swego z instynktu najsilniejsza wole, najwyzsza miare energii;
<wezcie strzelcow - mowil do Kurnatowskiego i Krasinskiego - wejdzcie do miasta, obaczcie, co tam zrobic mozna>, lecz wiedzial z gory, ze nic nie zrobia, posylal ich, jak gdyby po to, aby sobie samemu, wszystkim wokolo dowiesc rzeczy, o ktorej do glebi byl przekonany: ze juz sie nic nie zrobi, zrobic nie da: wiedzial juz, ze przegral, byl czlowiekiem zalamanym".
Pzdr.
Gipsy