|
Autor wychwalając pułk Dziewanowskiego (6 pułk ułanów) i pomstując na wszystkie inne, wyciął nawet część z listu Dziewanowskiego, aby bardziej go „podkręcić”. Na s. 27 pisze:
Przy Dominiku Dziewanowskim znajdowało się zaledwie 60 jego ludzi i aż 150 poznańskich strzelców konnych (nie licząc piechoty). Strzelcy nie byli karni i nie wykazywali należytej subordynacji, o czym pułkownik meldował gen. Janowi H. Dąbrowskiemu już na początku akcji bojowej; pisał doń na przykład z Nowego: „(…) Pomimo wszelkiej karności nie możemy się pochwalić z podpułkownika Umińskiego, żeby się jego ludzie najlepiej sprawowali. Zrobili tu małe na obywateli napaści, za które są karani (…), dalibóg, nie można się obyć bez ekscesu, a najbardziej, że nie można czasami się ustrzec, że dając wódki, jeden wypije parę razy i zaraz głowa nie próżna”.
A tak wygląda ten fragment listu w całości (Staszewski „Źródła wojskowe do dziejów Pomorza” s. 127):
„Pomimo wszelkiej karności nie możemy się pochwalić z podpułkownika Umińskiego, żeby się jego ludzie najlepiej sprawiali. Zrobili tu małe na obywateli napaści, za które są karani, lecz w awangardzie JW. Generale, z wojskiem składającem się z samych dezerterów i do tego szlachty polskiej, dalibóg nie może się obyć bez ekscesu, a najbardziej, że nie można czasem się ustrzec, że dając wódki, jeden wypije parę razy i zaraz głowa nie próżna.” Strzelcy konni byli brani z poboru, a to właśnie pułk Dziewanowskiego – „towarzysze” byli dezerterami i szlachtą.
_________________ O Francyo... Gdzie zmarzły biegun, strefy płomieniste, Tagus, Kon, Tyber toczą swe potoki, Gdzie strony Wołgi, bory jej cieniste, Gdzie szczyt gmachów egipskich przebija obłoki, Walczących za cię, sępom zostawione, Sterczą Polaków kości rozrzucone....
|