Co do Somosierry, to jednak w końcowej fazie szarży brali udział strzelcy konni gwardii. Przynajmniej wg Bieleckiego, a on jest zazwyczaj taki antyfrancuski, że wątpię, coby wspomniał o nich, gdyby tylko ściemniali o tym.
Poza tym walczyło cośkolwiek pułki 24 i 96 piechoty, skoro miały w sumie 5 rannych oficerów... Aczkolwiek nie wiem, czy to jest warte wzmianki na Łuku Triumfalnym

.
Może nie wyraziłem się jasno, co do wątku kirasjerskiego. Nie wątpię w to, że żołnierze nie używali broni nieregulaminowej. Niemniej chodzi mi o proporcje i ilość ran nią zadanych. I czym w ogóle jest broń nieregulaminowa? Bo nie sądzę, żeby do zadanych przez nią ran były kwalifikowane kule o kalibrze o milimetr większym z broni rosyjskiej, pruskiej, austriackiej, czy angielskiej. To chyba musiałoby być coś naprawdę wyjątkowego, na bazie wspominanych przez Panią doktor strzał, płonących żagwi, czy Bóg wie czego. Albo wspominanych siekańców z garłaczy, czy innego badziewia. Naprawdę wierzycie, że aż tyle przypadków tego rodzaju ran zdarzało się w czasie bitew? Pytam z lekkim powątpiewaniem, a nie pukając się ironicznie w głowę z niedowierzaniem.
Kolejne ciekawe dwa przypadki, z czego jeden myślę, że określi nam bardzo dokładnie o co biega. Pierwszy to Jean Dubois z 7 pułku kirasjerów, który pod Wagram miał kask przebity przez "biskajena" ("his helmet pierced by a Biscayen shot").
A drugi, to generał d'Hautpoul, który pod Iławą, był "wounded by a Biscayen shot which shattered his right thigh"... A to ewenement, dotychczas znalazłem chyba tylko jeden przypadek, żeby rana tego typu była śmiertelna. Więc teraz wystarczy tylko dokładny opis tego, czym został trafiony d'Hautpoul pod Iławą i przynajmniej w części (o ile pojęcie biskajena nie jest szersze) zagadka będzie rozwiązana.