Napoleon.org.pl English     Deutsch    
Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni

Lowe

Hudson Lowe Hudson Lowe miał 46 lat, był w wieku Napoleona, ale zewnętrznie stanowił całkowite jego przeciwieństwo: był szczupły, miał pociągłą twarz z krzaczastymi brwiami i siwiejące, jasne włosy. Jego ojciec pełnił funkcję lekarza wojskowego, matkę pochodzącą z Galway w Irlandii stracił w dzieciństwie. Niedobór macierzyńskich uczuć zostawił ślad w jego charakterze: Lowe stał się człowiekiem niepewnym siebie, co ujawniało się w jego oschłości i skłonności do zamartwiania się.
Będąc zawodowym oficerem, ale bez prywatnych środków finansowych, w armii musiał się przebijać, polegając wyłącznie na sobie. W 1799 r. zorganizował i przez wiele lat dowodził Królewskim Korsykańskim Oddziałem Dywersyjnym, sformowanym z niechętnych Francji korsykańskich uchodźców. Jego wojskowa kariera przebiegała dobrze, chociaż bez błyskotliwych osiągnięć. W 1807 r. prawie bez walki oddał wyspę Capri. Potrafił zyskać sobie sympatię żołnierzy. Krótko mówiąc, Lowe był przyzwoitym, pozbawionym wyobraźni oficerem, ale niezbyt pewnym siebie, wiecznie zatroskanym człowiekiem.
Lowe przypłynął 14 kwietnia. Z jego przybyciem wiązano w Longwood pewne nadzieje. Napoleon ostatnio zniechęcił się do admirała Cockburna, gdyż zarządził on, by w czasie konnych przejażdżek towarzyszył mu zawsze angielski oficer. Liczono teraz na lepsze traktowanie ze strony Lowe'a. "Czy to nie ty mi mówiłeś, że Lowe walczył pod Champaubert i Montmirail? - zapytał Napoleon któregoś ze swoich przyjaciół. Niewykluczone, że ostrzeliwaliśmy się wzajemnie. Dla mnie jest to zawsze zapowiedź dobrych kontaktów".
17 kwietnia Lowe złożył wizytę w Longwood. Towarzyszył mu admirał Cockburn. Etykieta nakazywała, by nowego gubernatora przedstawił opuszczający wyspę admirał. Nie odpowiadało to jednak Napoleonowi. Wolał przyjąć samego Lowe'a i od początku podjąć próbę nawiązania z nim przyjacielskich stosunków, a równocześnie dać wyraz swojemu niezadowoleniu z Cockbuma. Wydał w związku z tym służbie stosowne polecenia. Lokaj wprowadził Lowe'a do salonu, a gdy Cockburn próbował pójść za nim, zamknął mu drzwi przed nosem. Napoleon jak uczniak cieszył się z udanej sztuczki. "Nie oddałbym tej przyjemności za tysiąc franków" - rzekł po wizycie, chichocząc.
Rozmowę zaczął Lowe, poprawnie, ale z charakterystyczną dlań oschłością.
- Przyszedłem, panie, by zlozyć swe uszanowanie. - Widzę, że zna pan francuski - powiedział Napoleon - ale podobno mówi pan również po włosku. Dowodził pan w swoim czasie korsykańskim regimentem. - Gdy Lowe potwierdził, dodał: - Rozmawiajmy więc po włosku.
Niewątpliwie, prowadząc rozmowę w tym języku, Napoleon próbował znaleźć możliwie najlepszą płaszczyznę porozumienia z nowym gubernatorem. Starał się również wysondować swojego rozmówcę. Zapytał go - po włosku - co sądzi o Korsykanach:
- Oni noszą sztylety. Czy nie uważa pan, że są to źli ludzie? Lowe dostrzegł pułapkę i uniknął jej.
- Nie noszą sztyletów. Oddali je, wstępując na służbę, i zawsze zachowywali się bardzo dobrze. Byłem z nich zadowolony.
Napoleon zawsze lubił zdecydowane, proste odpowiedzi i ta najwyraźniej go usatysfakcjonowała, gdyż zaczął rozmowę o Egipcie, kraju, z którego zachował najlepsze wspomnienia. Lowe też tam służył i rozmowa na ten temat trwała pół godziny. Potem Napoleon poruszył sprawy bardziej osobiste. Przeszedł na francuski i zapytał Lowe'a, czy to prawda, że ożenił się tuż przed opuszczeniem Anglii. Gubernator potwierdził.
- Ach, więc ma pan żonę, szczęście panu sprzyja - powiedział Napoleon i zamilkł. Chciał, żeby Lowe poczuł dla niego odrobinę współczucia, ale nie za wiele. Musiało być całkiem jasne, że Napoleon nie jest mięczakiem. Zapytał więc: - Jak długo służył pan w wojsku?
- Dwadzieścia osiem lat.
- W takim razie ja jestem starszym żołnierzem niż pan. Mundur noszę od blisko czterdziestu lat.
Lowe zachował się w tym momencie elegancko.
- Dla historyków - powiedział - każdy rok pana służby liczy się za stulecie.
Gubernator pożegnał się zadowolony ze spotkania, które - jego zdaniem - przebiegło nadspodziewanie dobrze.
Napoleon swoją opinię o gubernatorze wyraził w rozmowie z generałem Bertrandem. Zwróciła jego uwagę niesympatyczna twarz Lowe'a. "On w rozmowie unika patrzenia w oczy. Nie chciałbym wyciągać pochopnych wniosków, ale mam nadzieję, że ma lepszy charakter, niż na to wygląda - powiedział Napoleon, a potem dodał, śmiejąc się: - Przypomina mi sycylijskiego policjanta".
Lowe wywarł korzystne wrażenie na przyjaciołach Napoleona. Gourgaud uważał, że pomimo chłodnego i surowego zachowania nie jest to zły człowiek. Tego samego zdania był Las Cases, zwłaszcza po wizycie u Lowe'a, gdzie został dobrze przyjęty; gubernator oddał nawet swoją bibliotekę do dyspozycji Francuzów. Las Cases doradzał Napoleonowi, by utrzymał dobre stosunki z gubernatorem.
Napoleon na razie nie był zdecydowany. Uzależniał wszystko od tego, czy swoim urokiem osobistym i autorytetem skłoni Lowe'a do złagodzenia ograniczeń. Szczególnie zależało mu na tym, by odzyskać przywilej poruszania się poza otoczoną murem o długości 6,5 km posiadłością Longwood bez asysty brytyjskiego oficera.
Kiedy Lowe 30 kwietnia ponownie złożył wizytę, Napoleon, cierpiący z powodu dolegliwości żołądkowych, przyjął go, leżąc na sofie w swojej sypialni. Rozmowę skierował na wprowadzone przez Cockburna obostrzenia. Powiedział, że uniemożliwiają mu zażywanie ruchu i zachowanie dobrej fizycznej kondycji, no i utrudniają mu kontakty z mieszkańcami wyspy. Zapytał Lowe'a, czy zamierza utrzymać, czy też znieść te ograniczenia.
Lowe odpowiedział, że zostały one narzucone przez rząd i wobec tego muszą być utrzymane.
- Więc nic pan nie może dla mnie zrobić - powiedział Napoleon. Po chwili dodał: - W tej części wyspy wszystko sprzyja śmiertelnej nudzie. Nie ma wody, nie ma drzew, nie ma ludzi.
- Wybudujemy panu nowy dom, sprowadzimy nowe meble... Napoleon niecierpliwie machnął ręką.
- Czyżby pan sądził, że przywiązuję wagę do tego, czy moja sofa pokryta jest aksamitem czy barchanem? I ja, i pan, sir, jesteśmy żołnierzami i wiemy, jak niewiele to znaczy...
W zamierzeniu Napoleona miała to być aluzja. Chciał, żeby Lowe zrozumiał, że jako doświadczonych w boju oficerów łączy ich szczególna więź pociągająca za sobą pewne zobowiązania. Napoleon cały czas liczył przy tym na swój osobisty urok, potwierdzony wrażeniem, jakie wywarł na oficerach z okrętu "Bellerophon". Widać, uległ mu też admirał Keith, który powiedział o Napoleonie, że "gdyby uzyskał audiencję u Jego Królewskiej Wysokości, to po półgodzinnej rozmowie byliby najlepszymi przyjaciółmi". Lowe nie podchwycił jednak aluzji i wkrótce się pożegnał.
W zachowaniu Lowe'a ujawnił się cały jego charakter: człowieka bez inicjatywy, w istocie nieśmiałego, którego ludzkie uczucia, jeśli je w ogóle miał, nigdy nie okazałyby się wystarczająco mocne, by sprzeciwić się najbardziej nawet surowym, narzuconym przez rząd przepisom. W rezultacie Napoleon został postawiony w nowej sytuacji. Mógł zaakceptować Lowe'a takim, jakim był, utrzymywać z nim przyjazne stosunki i nawet uzyskiwać ustępstwa w drobniejszych sprawach. Takie postępowanie byłoby rozsądne. Napoleon przestał jednak myśleć racjonalnie. Urażone zostało jego poczucie sprawiedliwości. Na angielski rząd patrzył teraz jak na oligarchię działającą wbrew pragnieniom narodu: czyż nie był świadkiem, jak w porcie Plymouth tysiące prostych Anglików tłoczyło się na nabrzeżu i powiewając czapkami wiwatowało na jego cześć? Lowe był agentem tego rządu, rozumował. Udaje przyjaźń, ale nie jest przyjacielem. Brakuje mu ludzkich uczuć. Jest prawdziwie złym człowiekiem i wygląda na takiego, z tymi krzaczastymi brwiami i rozbieganymi oczami. Napoleon, coraz mocniej grzęznąc w tym irracjonalnym nastroju, zwrócił uwagę na filiżankę kawy stojącą na stoliku obok sofy. Obudziły się w nim nagle jakieś mroczne lęki z korsykańskiej przeszłości i nabrał przekonania, że Lowe swym złowrogim spojrzeniem zamienił kawę w truciznę. Za nic na świecie nie mógł jej wypić. Wezwał lokaja i kazał kawę wylać za okno.
Z takich oto irracjonalnych pobudek wyrosło przekonanie, że Lowe jest wrogiem i wobec tego należy z nim walczyć. Napoleon zaczął szykować się do zajadłej bitwy z gubernatorem. Potwierdzić miała jego męstwo i kto wie, czy w rezultacie nie mogła mu przynieść pewnych korzyści. Być może wchodziło tu jeszcze w grę podświadome pragnienie, by za wszelką cenę przerwać monotonię długich, pustych dni.
Do następnego spotkania Napoleona z gubernatorem doszło 16 maja. Lowe, pełen dobrej woli, przystąpił do budowy nowej, korzystniej usytuowanej, rezydencji dla Napoleona i akurat dotarł na wyspę pierwszy transport belek. Wszedł do salonu, nieświadomy oczywiście, że Napoleon obsadził go w roli wroga.
Lowe zapytał Napoleona, czy ma jakieś sugestie co do miejsca, w którym ma stanąć nowy dom. Napoleon nie odpowiedział. Lowe powtórzył pytanie.
- Czy mam swobodę wyboru miejsca? - zapytał wreszcie Napoleon.
- Tak, tyle że w uzgodnieniu ze mną. Zapadło chłodne milczenie, wreszcie Napoleon z właściwym mu wyczuciem dramatyzmu wybuchnął:
- Od przyjazdu na wyspę pognębił mnie pan bardziej niż admirał Cockbum w czasie poprzednich sześciu miesięcy. Cockburn mógł być przykry, ale przynajmniej wykazywał trochę serca. Natomiast jeśli chodzi o pana, to gdyby lord Castlereagh kazał wytruć nas wszystkich, zrobiłby pan to tak szybko, jak tylko byłoby to możliwe. W swoim czasie rządziłem krajem i wiem, że zawsze można znaleźć człowieka do każdej haniebnej misji. Lowe był kompletnie zaskoczony.
- Sir, nie przyszedłem tu, żeby mnie obrażano, lecz po to, aby omówić sprawy, które powinny interesować pana bardziej niż mnie - powiedział.
- Nie mam o czym z panem rozmawiać... Proszę tylko, by pozostawiono mnie w spokoju.
Znów zapadła cisza. Już wcześniej Lowe zapowiedział, że zamierza zapytać służących z Longwood, czy chcą na stałe pozostać z Napoleonem na Świętej Helenie. Sprawa była mało znacząca i w zasadzie nie pozbawiona sensu. Napoleon widział ją jednak w innym świetle i teraz zdecydował się wykorzystać ten fakt w swojej bitwie.
- Pan zamierza włamać się do mojego domu - powiedział oskarżycielsko, potem wskazał na drzwi sypialni. - Pańska władza i władza pańskiego rządu kończy się tutaj. Może pan oczywiście wezwać żołnierzy z pięćdziesiątego trzeciego pułku, kazać wyłamać drzwi i wejść po moim trupie. Pańskie postępowanie, z tego co widzę, okryje hańbą pana, pańskie dzieci i angielski naród.
Ten wybuch przyniósł pożądany efekt. Lowe, rozwścieczony, odwrócił się i wyszedł. Dla Napoleona był to jeszcze jeden dowód jego złych intencji. Po wizycie powiedział do Bertranda: "Ten człowiek knuje jakieś nikczemne plany, może bardziej nikczemne, niż nam się wydaje". W rozmowie z markizem Las Cases powiedział: "Przysłali mi kogoś więcej niż strażnika. Sir Lowe jest katem".
Lowe ze swej strony w rozmowie z Bertrandem zauważył: "Przed spotkaniem z nim nastawiony byłem pojednawczo... Ten człowiek stworzył już urojoną Hiszpanię, urojoną Polskę. Teraz chce stworzyć urojoną Wyspę Świętej Heleny". Gubernator nie wspomniał jednak -gdyż naturalnie nie był tego świadomy - że Napoleon już stworzył urojonego Hudsona Lowe'a. Napoleon, chociaż więzień Lowe'a, miał od niego nieporównanie silniejszy charakter i bez najmniejszych trudności potrafił zmusić go do odgrywania roli, którą mu wyznaczył: przebiegłego, nieczułego, ograniczonego umysłowo wroga.

Źródło: V. Cronin, Napoleon





Święta Helena
 • Bellerophon
 • Northumberland
 • Święta Helena
 • Briars
 • Longwood Hause
 • Wygnańcy
 • Hudson Lowe
 • Truciciel z Longwood
 • Konanie
 • Sten Forshufvud
 • Mémorial de St Hélène
 • Wspomnienia N.

Forum

Copyright © 2001 - 2011  NapoleonTeam
Wszelkie Prawa Zastrzeżone