| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||
|
Las Cases "Mémorial de Saint Hélène" Tłumaczenie: Kamp |
||
PRZEDMOWATo ironia losu, że ostatnie zdanie napisane przez młodego porucznika Bonaparte w jego wypracowaniach z geografii brzmiało: "St. Helena, mała wyspa na Atlantyku. Posiadłość angielska."Ta "mała wyspa", o której rzeczywiście w roku 1787 nie można było nic więcej powiedzieć, weszła dnia 15 października 1815 do światowej historii. W tym dniu bowiem angielski okręt "Northumberland", na pokładzie którego znajdował się Cesarz, rzucił kotwicę u jej wybrzeży. Na widok swojej przyszłej siedziby Napoleon zwrócił się następującymi słowami do towarzyszy niedoli: "Nie jest to atrakcyjne miejsce. Szkoda, że nie zostałem w Egipcie. Byłbym teraz cesarzem całego Wschodu". Las Cases "Mémorial de Saint Hélène"
14.10.1815Admirał powiadomił nas, że jeszcze dzisiaj zobaczymy cel naszej podróży. Nastąpiło to tuż po ukończeniu kolacji, gdy okrzyk -"Ziemia" wywołał niemalże wszystkich na pokład. Cesarz udał się na dziób statku, ale nie był w stanie zobaczyć wyspy. Cisza na morzu unieruchomiła nas na całą noc. 15.10.1815 W świetle dziennym zobaczyłem wyspę po raz pierwszy. Jej powierzchnia wydawała mi się początkowo pokaźna, ale w miarę zbliżania się do brzegu, rozpoznawałem stopniowo jej rzeczywistą wielkość. W końcu, po 70 dniach od wypłynięcia z Anglii, około południa rzuciliśmy kotwicę. Było to pierwsze ogniwo łańcucha, który tego nowoczesnego Prometeusza przykuwał do skały. Wbrew swojemu zwyczajowi tego dnia Cesarz ubrał się już o świcie i pojawił na pokładzie. Podobnie jak poprzedniego wieczoru udał się na dziób okrętu, skąd mógł wyspę dokładniej zobaczyć. Zobaczyliśmy miasteczko wciśnięte pomiędzy pozbawione wszelkiej roślinności skały, każdy załom, każdy szczyt naszpikowane były armatami, które Cesarz oglądał z dużym napięciem przez lunetę. I chociaż stałem tuż przy nim, nie widziałem u niego najmniejszej reakcji, aczkolwiek był z pewnością świadom, że ma przed sobą swoje długoletnie więzienie, a może nawet grób. Niedługo potem cesarz powrócił do swojej kajuty, polecił mnie zawołać, po czym podjęliśmy naszą codzienna pracę. Admirał, który już wczesnym rankiem udał się na wyspę, powrócił około szóstej, wyraźnie zmęczony. Celem jego wyjazdu było zinspekcjonowanie przewidywanych dla nas kwater, okazało się jednak, że niezbędne do przeprowadzenia naprawy mogą potrwać jeszcze około dwóch miesięcy. I oto mamy, po spędzeniu prawie 3 miesięcy w tym drewnianym więzieniu, na podstawie jednoznacznego rozkazu ministrów, czas pozostały do oddania naszego ostatecznego miejsca pobytu, spędzić na pokładzie. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość admirałowi; sumienie nie zezwalało mu na popełnienie podobnego barbarzyństwa. Oświadczył nam bowiem, nie bez pewnej dozy zadowolenia w głosie, że na jego odpowiedzialność zostaniemy przewiezieni na wyspę już następnego dnia. 17.10.1815 Gdy udałem się odwiedzić Cesarza w przeznaczonym dla niego baraku, zobaczyłem go już z daleka stojącego z rękami założonymi do tyłu, pochylonego, w skromnym surducie, z głową nakrytą jego słynnym, trójgraniastym kapeluszem. Stał pogwizdując na progu swojego nowego domu, a gdy mnie zobaczył, zawołał; -"Jest pan w końcu. Ale dlaczego nie przyprowadził pan również swojego syna?" Przecież wiem, jak trudno panu przychodzi go opuszczać". Nigdy dotychczas Cesarz nie mieszkał w mieszkaniu mniejszym i nędzniejszym od tego, składało się ono jedynie z jednego pokoju z dwoma drzwiami, okna nie posiadały ani zasłon, ani okiennic. Cesarz wziął mnie pod ramię i zaprosił na mały spacer. To, co mówił, było pełne życia i energii. W międzyczasie nadeszła noc; cisza, która nas otaczała uświadomiła mi, w jak pustej i opuszczonej okolicy się znajdujemy. Byłem sam, ramię w ramię z Nim, u którego stóp jeszcze do niedawna leżał cały świat, z Napoleonem!... Gdzież były te czasy, gdy jeden jedyny dekret wystarczał, żeby obalić trony i koronować nowych władców. Gdy Cesarz udawał się na spoczynek, stwierdzono, że jedno z okien, znajdujące się obok cesarskiego łóżka, nie domyka się. Ponieważ Cesarz obawiał się chłodnego, nocnego powietrza, które już zawsze powodowało u niego katar i bóle zębów, zabarykadowaliśmy je, na ile to było możliwe, Ja zadowoliłem się noclegiem na poddaszu, w niewielkim pokoiku, w którym nie było nawet krzesła. Mój syn spał na leżącym na podłodze materacu. Czy mogliśmy się jednakże skarżyć? Byliśmy wszelako w bezpośredniej bliskości Cesarza, słyszeliśmy nawet jego głos. Służący, otuleni w swoje płaszcze spali na podłodze przed jego drzwiami. Tak spędził Napoleon swoją pierwszą noc na wyspie Świętej Heleny. 19.10.(czwartek), 20.10.1815 (piątek) Cesarz zaprosił mojego syna na śniadanie. Można sobie wyobrazić, jak tenże był tym zaproszeniem podniecony, dostąpił bowiem po raz pierwszy zaszczytu siedzenia w bezpośredniej bliskości Cesarza; móc go słuchać, a może nawet mieć okazję do niego przemówić było dla mojego syna ogromnym wyróżnieniem. Jedzenie dostarczono nam, jak i w poprzednie dni, z miasta. Dzisiaj był pieczony kogut, którego podziałem zajął się sam Cesarz. Sam się przy tym dziwił, jak zręcznie to zrobił; minęło już bowiem sporo czasu, jak sam stwierdził, od momentu, kiedy miał okazję zajmować się tego typu obowiązkami. Przy wszystkich jego dotychczasowych problemach politycznych, życie towarzyskie schodziło zawsze na drugi plan. Kawa, bez której Cesarz nie może się obejść, była tak obrzydliwa w smaku, że zrodziło się w nim podejrzenie o truciznę. Wylał więc swoją filiżankę, a i moją kazał zabrać. Starym przyzwyczajeniem Cesarza było zażywanie tabaki z tabakierki, na której wieczku uwieczniono starożytne monety z greckimi napisami. Poprosił mnie o ich przetłumaczenie, co przerastało jednak moje umiejętności. Skomentował moje stwierdzenie ze śmiechem: -" Nie jest pan więc mocniejszy w tej materii ode mnie". Z drżeniem w głosie zaproponował więc mój syn przetłumaczenie tychże tekstów, co też niezwłocznie uczynił, wprawiając tym Cesarza w głębokie zdumienie, co łatwo zrozumieć, biorąc pod uwagę wiek mojego syna. Zaraz też wypytał go o szczegóły przebiegu jego nauki, po czym zwrócił się z ożywieniem do mnie: -"Oto jaką młodzież pozostawiam. To moje dzieło. Oni mnie pomszczą. Widząc przecież dzieło, trzeba również oddać sprawiedliwość jego twórcy. A przy tym uczyniono w przeszłości dla dzieci niewiele z tego, co w gruncie rzeczy planowałem. Uniwersytet moich marzeń miał przewyższać wszystko, co uczyniono dotychczas w tej dziedzinie". Wieczorem Cesarz odwiedził swojego gospodarza. Pan domu, cierpiący na podagrę, nie był szczególnie przygotowany na przyjęcia gości, leżał, ubrany w kolorowy szlafrok na tapczanie. Spotkaliśmy przy nim również jego żonę i obie córki, z którymi spacerowaliśmy przed południem w pobliskim ogrodzie. Banalna rozmowa, którą prowadzono dotyczyła przede wszystkim literatury, a panie domu stwierdziły z zaskoczeniem, że ich ulubione powieści są znane także Cesarzowi. 21.10.1815 (sobota) Dziś odwiedził Cesarza admirał. I gdybym nie stał, całkiem przypadkowo w pobliżu, Cesarz byłby zmuszony osobiście otworzyć drzwi, inaczej stałby nasz gość przed drzwiami do teraz. Wkrótce zebrali się wokół nas i pozostali nasi towarzysze. Każdy z nich skarżył się na niedogodności, które musimy znosić, co Cesarz wysłuchiwał wprawdzie z wyraźnym zainteresowaniem, ale równocześnie z oznakami niemalże fizycznego bólu. 22-24.10.1815 Ministrowie angielscy, w których ręce pełni zaufania oddaliśmy nasze losy, kpią z wszelkich zasad gościnności i czynią wszystko, aby nasze, i tak już poniżające położenie jeszcze pogorszyć. Św. Helena jest prawdziwą Syberią z tą różnicą, że jest mała, a klimat gorący, a nie zimny. Cesarz Napoleon, który był w przeszłości wszechmogący i decydował o losie domów panujących, zmuszony został do życia w obskurnej, małej chacie, nie posiadającej tak podstawowego wyposażenia, jak meble, firanki czy okiennice. Jego przestrzeń życiowa ograniczona jest do sypialni, w której ponadto musi się ubierać, mieszkać i pracować. Jego posiłki, nie dość. że składające się z mało apetycznych dań, przynoszone są jeszcze z daleko oddalonej kuchni, co dodatkowo pogarsza ich jakość. Brakuje w zasadzie wszystkiego: chleb i wino nie odpowiadają naszemu smakowi, woda, kawa, masło, olej i inne niezbędne artykuły dostępne są tylko w ograniczonej ilości, a na dodatek są bardzo kiepskiej jakości. Kąpiel, tak ważna dla cesarskiego zdrowia jest niemożliwa, podobnie jak i przejażdżki konne, których mu wręcz zakazano. Służba cesarska mieszka w odległym o dwie mile domu; udanie się do chaty Cesarza wymaga każdorazowo zezwolenia pilnujących nas żołnierzy i odbywa się tylko w towarzystwie eskorty. Za najdrobniejsze wykroczenia, co zdarza się niemalże codziennie, usługujący Cesarzowi ludzie zmuszeni są spędzić noc w więzieniu pobliskiego posterunku. W ten oto sposób uciążliwości klimatu pogłębiane są poprzez bezduszne, wręcz nieludzkie traktowanie. A wszystko tylko po to, aby nas, biednych zesłańców gnębić aż do granic ludzkiej wytrzymałości. A przecież nic nie stoi na przeszkodzie. aby zapewnić nam godziwe warunki bytowania i ludzkie traktowanie. Jeżeli władcy Europy to zesłanie jedynie postanowili, to jego wykonanie przejęte zostało przez tajemnicze siły, których jedyną siłą napędową jest nienawiść. Czyż politycy, którzy uznali takie środki za niezbędne, nie powinni równocześnie, aby uzasadnić światu konieczność ich wprowadzenia, zapewnić swojej ofierze, w stosunku do której zastosowane zostały wszelkie poniżające ludzką godność metody, ochronę, szacunek i wygodę? Byliśmy wszyscy zgromadzeni wokół Cesarza, gdy ten z rozgoryczeniem skarżył się na panujące na wyspie warunki. -"Co za haniebne sposoby postępowania z nami oni sobie wymyślili. To jest przecież gorsze niż śmierć! Jeżeli ja wydaję im się aż tak groźny i niebezpieczny dla świata, dlaczego więc nie uwolnili tego świata ode mnie? Kula w głowę albo w serce wystarczyłaby. Udowodniliby przynajmniej, że mają odwagę. Gdybyście wy nie byli tu obecni, a w szczególności towarzyszące nam damy, odmówiłbym wszelkiego pokarmu za wyjątkiem skromnej żołnierskiej racji. Jak mogą rządzący Europą w mojej osobie tak poniżać święte pojęcie suwerenności? Czyż oni nie pojmują, że na Św. Helenie zabijają samych siebie? Ja wchodziłem jako zwycięzca do ich stolic; co by się z nimi stało, gdybym ich wtedy tak samo potraktował? Oni wszyscy nazywali mnie przecież swoim bratem, a poza tym zostałem wyniesiony na mój tron jako wybraniec narodów, przez potęgę moich zwycięstw, poświęcony przez Kościół, przez związki krwi i układy polityczne. Czyżby sądzili, że zdrowy rozsądek narodów zrozumie ich podwójną moralność? I co spodziewają się przez swoje okrucieństwo osiągnąć? Podzielcie się, moi przyjaciele waszymi skargami z całym światem, tak żeby wszyscy je usłyszeli i powstali z oburzenia! Ja sam nie będę się skarżył, to byłoby poniżej mojej godności. J a r o z k a z u j ę a l b o m i l c z ę !" Następnego dnia przybył do nas oficer, wszedł nie pytając o zezwolenie do pokoju Cesarza, gdzie właśnie pracowaliśmy. Przybyły miał przyjazne zamiary; był to kapitan jednego z małych okrętów eskortujących nas na wyspę. Zapadła decyzja jego powrotu do Europy i dlatego przybył do nas, aby odebrać polecenia cesarskie. Napoleon mając świeżo w pamięci temat rozmów z dnia poprzedniego, uniósł się i nie ukrywał swojego oburzenia na postępowanie angielskiego rządu. Przetłumaczyłem szybko jego słowa, starając się przy tym przekazać sens cesarskiej wypowiedzi. Skonsternowanie oficera wzrastało w oczach, a opuścił nas z przyrzeczeniem, wiernego przekazania naszych opinii. Ale czy będzie też w stanie odzwierciedlić w swoim raporcie ton prowadzonej tutaj rozmowy? Na polecenie Cesarza zredagowano pośpiesznie pismo, wręczone następnie oficerowi, które jednakże tylko w niewielkim stopniu oddawało panujące wśród nas nastroje. A oto tekst tego pisma: Cesarz życzy sobie, aby następny statek, który przybędzie na wyspę dostarczył mu wiadomości od żony i syna. Ponadto życzy sobie stałego informowania go o stanie zdrowia syna. Korzysta równocześnie z okazji, aby ponownie wyrazić swój sprzeciw przeciwko wszystkim środkom podjętym w stosunku do jego osoby przez rząd angielski. 1.Rząd angielski ogłosił Napoleona jeńcem wojennym, którym Cesarz nie jest. Jego pismo skierowane do regenta przed udaniem się na pokład okrętu "Bellerophon", z treścią którego zapoznany został kapitan Maitland jest świadectwem dla całego świata, że Cesarz z własnej woli oddał się w opiekę korony angielskiej. Cesarz mógł przecież, zanim opuścił Francję odczekać ogłoszenia sankcji, które podjąłby co do jego osoby rząd angielski. Zaniechał tego, stawiając na pierwszym miejscu interesy swojego kraju, które zawsze kierowały jego poczynaniami. Mógł również oddać się do dyspozycji cara Aleksandra, który był jego przyjacielem lub cesarza Franciszka, swojego teścia. Mając jednakże pełne zaufanie do narodu angielskiego i jego praw, zdecydował się, rezygnując raz na zawsze z kierowania państwem, udać się do kraju rządzonego w świetle ustanowionego prawa i niezależnego od wpływów jednostek. 2.Gdyby Cesarz uznawał siebie za jeńca wojennego, podlegałby prawom ustanowionych przez cywilizowane narody dla wziętych do niewoli w trakcie działań wojennych, która zresztą ma swój koniec wraz z zakończeniem wojny. Jeżeli rząd angielski, wbrew wszystkiemu widzi w Cesarzu jeńca wojennego, powinien przedsięwzięte przeciwko niemu środki dostosować do obowiązującego prawa międzynarodowego. W przeciwnym razie musieliby rządzący Anglią uznać za własne środki, stosowane przez barbarzyńców karzących swoich jeńców śmiercią. Takie postępowanie byłoby bardziej ludzkie i odpowiadałoby bardziej sprawiedliwości, aniżeli zesłanie na tę ponurą wyspę. Zostałby Cesarz na pokładzie "Bellerophon", na redzie w Plymouth rozstrzelany, byłby to przejaw miłosierdzia w porównaniu z obecną sytuacją. Przemierzyliśmy najnędzniejsze okolice Europy, ale żadna z nich nie da się nawet w przybliżeniu porównać z tą nieurodzajną skałą, której mieszkańcy, pozbawieni wszelkich ułatwiających życie wygód poddani są nieustającym cierpieniom. Tylko nieśmiertelne zasady moralności chrześcijańskiej i wewnętrzna potrzeba poddania się losowi, powstrzymuje ludzi tutaj żyjących przed zakończeniem przemocą tego nędznego bytowania. Ale jeżeli rząd angielski dalej będzie się upierał przy swoich metodach przemocy i niesprawiedliwości, ukaranie go śmiercią uznałby Cesarz za akt litości. Statkiem, który miał powyższe pismo zabrać do Anglii był "Redpole", pod komendą kapitana Desmonta. Należy mi wybaczyć powtarzanie do znudzenia naszych skarg, co brzmi jak niekończąca się litania. Ale należy przy tym nie zapominać, że boleśniejszym było dla nas ciągłe powtarzanie tych samych skarg, aniżeli dla przyszłego czytelnika ich wielokrotne czytanie. 25-27.10.1815 Cesarz wstał dzisiaj bardzo wcześnie, spożył śniadanie około dziesiątej, po czym siadł ze mną do pracy. Przeczytałem mu, co podyktował mi w dniu wczorajszym, a co mój syn dzisiaj rano starannie przepisał. Poczynił parę korektur w napisanym tekście i kontynuował dyktowanie. O piątej godzinie po południu udaliśmy się na krótki spacer, wracając około szóstej na posiłek. Dzień na wyspie jest długi, ale jeszcze dłuższe są wieczory. Nie gram, niestety w szachy. Chętnie nauczyłbym się tej gry, ale jak? Gram trochę w pikietę, ale na tym się kończy. Cesarz zmiarkował szybko moją nieznajomość tej gry, chwaląc równocześnie moje dobre chęci. Czasami z nudów udaje się w odwiedziny do sąsiadów, gdzie zabija czas, grając z dziewczętami w wista. Najczęściej zostaje jednak wieczorami w domu, spędzając czas na pogawędce. Jego pokój jest za mały na ulubione przez Cesarza chodzenie tam i powrotem, spędza więc czas siedząc przy stole. Pewnego wieczoru kazał sobie przynieść mały neseser i począł niezwykle starannie przeglądać jego zawartość. Po chwili wręczył mi go ze słowami: -"Posiadam go już bardzo długo. Po raz pierwszy używałem go w dzień po bitwie pod Austerlitz. Niech mały Emanuel go teraz przejmie. Kiedyś, gdy osiągnie wiek trzydziestu może czterdziestu lat, a nas, drogi przyjacielu już nie będzie wśród żyjących, obudzi się w nim zainteresowanie, będzie go pokazywał ze słowami: -"To podarował cesarz Napoleon mojemu ojcu na Świętej Helenie". Wziąłem pełen wzruszenia ten drogocenny podarunek, któremu do dzisiaj okazuję pewnego rodzaju hołd. Następnie Cesarz przystąpił do przeglądania wielkiej kasety, w której trzymał wizerunki swojej rodziny oraz otrzymane w przeszłości podarunki. Wśród przedstawionych na portretach postaci była jego matka, jego siostry, córki brata Józefa oraz cesarski syn. A poza tym drogocenny podarunek papieża, niezwykłej piękności Augustus i Livia, tabakierka z wizerunkiem Piotra Wielkiego, inna z wizerunkiem Karola V i jeszcze inna z Turenne; wśród tych skarbów była też tabakierka, której Cesarz najchętniej używał, ta z antycznymi podobiznami Cezara, Sulli, Aleksandra i innych. 28-31.10.1815 Pracujemy, mój syn i ja niezwykle pilnie, co powoduje problemy wzrokowe u mnie, a bóle w klatce piersiowej u mojego syna. Są to niewątpliwie efekty przeciążenia, ale dzięki naszemu wysiłkowi Cesarz mógł zakończyć dyktowanie rozdziałów dotyczących okresu poprzedzającego rozpoczęcie kampanii włoskiej. Mimo tego jest on zdania, że jeszcze niewystarczająco dużo pracuje. Praca jest jego jedyną pociechą, a ta zadziwiająca aktywność, którą wspólnie rozwinęliśmy zachęca go do kontynuowania wysiłków. W notatkach zbliżamy się właśnie do początku kampanii egipskiej. Cesarz już kilkakrotnie rozważał zamiar zaangażowania wielkiego marszałka do naszej pracy. Pozostali nasi towarzysze mieszkali w mieście, w bardzo złych warunkach, cierpiąc jeszcze dodatkowo z powodu oddalenia od osoby Cesarza. Napotykane przeciwieństwa losu powiększały jeszcze stopień ich rozgoryczenia. Z tego też powodu zaproponowałem Cesarzowi, aby zatrudnił nas wszystkich do swojej pracy, dzięki czemu mógłby obie kampanie włoskie, wyprawę do Egiptu, konsulat oraz powrót z Elby równocześnie dyktować. Nudny czas bezczynności byłby tym samym skrócony, a opisywanie tego pełnego sukcesów okresu w historii Francji postępowałoby o wiele szybciej. Moja propozycja znalazła uznanie u Napoleona i odtąd nasi towarzysze przybywali regularnie do nas, spędzając czas na spisywaniu jego słów. Z reguły zostawali potem na posiłek, dzięki czemu przyczyniali się do poprawy nastroju Cesarza. Wszyscy też staraliśmy się polepszyć jego warunki. Dostałem od dowódcy 53. pułku namiot, który dobudowałem do jednej ze ścian cesarskiego pokoju, powiększając dzięki temu jego niewielką powierzchnię. Kucharz cesarski wynajął mieszkanie w Briars, my wyciągnęliśmy zapakowane do tej pory w skrzyniach lniane nakrycia oraz srebrną zastawę i pierwszy, tak przygotowany obiad przekształcił się dla nas wszystkich w małe przyjęcie. Za to wieczory były coraz bardziej uciążliwe, nie wiedzieliśmy, co ze sobą począć. Cesarz czasami odwiedzał sąsiadów, innymi razy próbowaliśmy kontynuować w jego pokoju nasze rozmowy, aż do nadejścia godziny dziesiątej. On obawiał się zbyt wczesnego udania się na spoczynek, budził się bowiem w takich przypadkach często w środku nocy, wstawał i w czytaniu książki szukał ucieczki od własnych myśli. Pewnego dnia, podczas obiadu, mając przed sobą jeden ze swoich polowych talerzy, z wygrawerowanym herbem Bourbonów, stwierdził energicznym głosem: -" Ależ mi oni wszystko zniweczyli", po czym dodał: -"Królowi spieszyło się to wszystko wziąć w posiadanie, chociaż przedmioty te nigdy do niego nie należały". Nic z tego nie jest pozostałością z czasów monarchii, w momencie cesarskiej koronacji nie znaleziono niczego, co byłoby królewską własnością. Wręcz przeciwnie, w momencie swojego odejścia Napoleon pozostawił koronie srebro wartości 5 milionów franków oraz wszelkiego rodzaju sprzęty o wartości 40 do 50 milionów. Podczas jednej z wieczornych pogawędek, Cesarz nawiązał do wydarzeń 18 brumaire'a, opowiadając nam dotychczas nieznane szczegóły. Podobno Sieyes, jeden z członków prowizorycznego konsulatu, po opuszczeniu pierwszego posiedzenia, na którym Napoleon przedstawił swoje idee dotyczące finansów, administracji, armii, polityki i prawodawstwa, stwierdził z ożywieniem: -"Teraz macie władcę. Ten człowiek wie wszystko, chce wszystkiego i wszystko potrafi". W owym czasie przebywałem w Londynie. Opowiedziałem Cesarzowi, że z wydarzeniami 18 brumaire'a i Konsulatem wiązaliśmy ogromne nadzieje. Wielu z nas pospieszyło natychmiast do Paryża z nadzieją czynnego uczestnictwa w rozwoju wypadków. My wszyscy zakładaliśmy, że Pierwszy Konsul oczekuje konkretnych propozycji ze strony naszych książąt, tym bardziej, że sam sprawiał wrażenie unikania wypowiedzi na ten temat. Cesarz oznajmił mi jednak, że nigdy wtedy nie zastanawiał się głębiej nad ich losem, tym bardziej, że nawet gdyby chciał, nie posiadał żadnych możliwości, aby cokolwiek na korzyść Bourbonów uczynić. Ale mimo tego otrzymywał wiadomości z Mitawy i Londynu. I tak na przykład, obecny król za pośrednictwem swojego tajnego agenta, Abbe Montesquiou przekazał mu list, w którym stwierdzał: -"Zwleka Pan za długo z oddaniem należnego mi tronu. Obawiam się, że przeoczy Pan odpowiedni do tego moment. Pan nie może uszczęśliwić Francji, a ja nie mogę bez Pana nic dla Francji uczynić. Niechże się więc Pan pospieszy i poda do wiadomości, jaką pozycję Pan dla swoich przyjaciół przewiduje". A oto, co odpowiedział Pierwszy Konsul: -"Otrzymałem list Waszej Królewskiej Mości. Już zawsze poruszało mnie nieszczęście, które spotkało królewską rodzinę. Ale Wasza Królewska Mość nie powinna nawet w myśli rozważać o powrocie do Francji. Setki tysięcy ludzi zapłaciłoby za to życiem. Nawiasem mówiąc, jestem w każdej chwili gotów uczynić wszystko, co by mogło pomóc w zapomnieniu i złagodziło nieszczęśliwy los Waszej Wysokości". Próby zbliżenia, podejmowane przez hrabiego de Artois były łagodniejszej i jednocześnie bardziej wyrafinowanej natury. Wysługiwał się przy tym księżną Guiche, sympatyczną damą, która dzięki swojej zgrabnej figurze i szlachetnym rysom twarzy wydawała się być do tego stworzona, aby swoimi wdziękami uzupełnić ważność swojej misji. Potrafiła bardzo łatwo dotrzeć do Madame Bonaparte, z którą w owym czasie byli bywalcy dworu utrzymywali towarzyskie kontakty. Została zaproszona na śniadanie do Malmaison, gdzie sprowadziła rozmowę na temat uchodźców, Londynu i książąt. Opowiadała przy tym, że zapytano przed kilkoma dniami hrabiego de Artois, jaki los oczekuje Pierwszego Konsula w przypadku powrotu Bourbonów. Na co książę miał odpowiedzieć: -"Pozostawione mu byłyby wszystkie posiadane godności. Ale na tym nie koniec. Na Place de Carrousel zostałaby postawiona ponadto wysoka kolumna z posągiem Bonapartego." Gdy tuż po zakończeniu śniadania przybył do Malmaison Napoleon, jego żona natychmiast zakomunikowała mu usłyszane słowa, na co tenże odpowiedział; -"A nie odpowiedziałaś jej, że u stóp tej kolumny spoczywać będą zwłoki Pierwszego Konsula?" Piękna księżna, nadal jeszcze obecna, z afektem podkreślała, jakże niezwykle wysoko ceni sobie fakt poznania tak znakomitego człowieka. Wszystko jej wysiłki były jednakże na próżno; jeszcze tej nocy otrzymała polecenie opuszczenia Paryża, w następstwie czego już następnego ranka znajdowała się w drodze ku granicy. "A poza tym - kontynuował Cesarz - rozeszły się później pogłoski, że z mojej inicjatywy zaproponowano książętom rezygnację z pretensji do tronu, na moją korzyść. Nic w tym nie jest zgodne z prawdą. Moje rządy mogły się opierać tylko na całkowitym wykluczeniu monarchii, jakże więc mógłbym wymagać od Bourbonów zrzeczenia się na moją korzyść praw, które w ich osobach zostały skompromitowane? To byłoby szaleństwo, które uczyniłoby ze mnie osobę dla ogółu niemożliwą do zaakceptowania. Nie uczyniłem też niczego, ani przedtem ani potem, co mogłoby dawać podstawy do takich przypuszczeń. Zakładam, że rozsądni ludzie, którzy mnie wtedy poważnie traktowali, rozumowali podobnie. Mimo tego starałem się dotrzeć do źródeł tego typu pogłosek i doszedłem tylko do jednej możliwej konkluzji. W tymże okresie stosunki z Prusami układały się bardzo dobrze, władze pruskie chcąc więc podkreślić swoją przychylność wobec naszego rządu, zwróciły się z zapytaniem o nasz stosunek do ewentualnego pobytu książąt w Prusach, co spotkało się z naszym pozytywnym odzewem. Naszą odpowiedzią ośmielony, rząd pruski podjął z nami dalsze rozmowy na temat wypłacania książętom rocznych pensji. I ta kwestia uzyskała naszą pozytywną odpowiedź, przy czym uwarunkowaliśmy naszą zgodę pruskimi gwarancjami, że przebywający na jej terytorium nie będą działali na szkodę Francji. Któż może jednak wiedzieć, jak nasza odpowiedź została zinterpretowana przez negocjatorów i gabinet w Berlinie, ale była ona przypuszczalnie przyczyną wystosowania przez Ludwika XVIII owego listu, tak entuzjastycznie przyjętego przez wszystkich stronników Bourbonów". Dalej >>> |
||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
||
|
|
||