Napoleon.org.pl English     Deutsch    
Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni

Wspomnienia Napoleona
Tłumaczenie: Kamp


Przedmowa

"Jeśli zgodziłem się żyć dalej, to po to, by służyć jeszcze Waszej chwale. Chcę pisać o wielkich czynach, jakich dokonaliśmy razem!"

Te słowa wygłosił Napoleon podczas pożegnania gwardii w Fontainebleau, 20 kwietnia 1814 roku.

Spisane na wyspie Św.Heleny wspomnienia Napoleona po raz pierwszy drukiem wydane zostały w Paryżu w 1823 roku (Mémoires pour servir a l'histoire de France, sous Napoléon, écrits a Sainte-Hélene, par les généraux qui ont partagé sa captivité, vol. 1-2,). W przedmowie do tego wydania, dawni towarzysze Cesarza na wygnaniu, generałowie Gourgaud i Montholon napisali:

"Te 6 lat swojej niewoli Napoleon przeznaczył na spisaniu historii swojej 20-letniej kariery politycznej. Był tym w takim stopniu zajęty, że wyliczenie nakładu włożonej pracy trwania byłoby prawie równoznaczne z opisaniem historii jego pobytu na Św.Helenie."

Ale Cesarz rzadko sam pisał. Twierdził często, że jego pióro nie nadąża za jego myślami, stąd ograniczał się do dyktowania i korekty tekstu. Jak zgodnie stwierdzają świadkowie, często spędzał na dyktowaniu po 14 godzin dziennie i nierzadko zdarzało się, że generał Gourgaud był budzony i wzywany do Cesarza, żeby zmienić zasypiającego z przemęczenia Montholona.

Podobnie jak inni wielcy minionych czasów pisze Napoleon o sobie w trzeciej osobie.

Czytając podyktowane przez Napoleona wspomnienia nie należy jednak zapominać, że pisane były one często z myślą o stworzeniu legendy napoleońskiej, dlatego też niektóre fakty z życia generała Bonaparte i Cesarza Napoleona zostały świadomie wyjaskrawione lub przedstawione w interpretacji odbiegającej nieco od prawdy historycznej. Czytający odnosi chwilami wrażenie, że Napoleon w niektórych fragmentach przedstawił siebie takim, jakim chciałby być, jakim chciał pozostać w oczach potomnych, a nie jakim był w rzeczywistości.  

Drugie wydanie wspomnień, znacznie rozszerzone i wzbogacone, zawarte w 9 tomach, ukazało się w 1830 roku. Niniejsze tłumaczenie dokonane zostało na podstawie 10-tomowego niemieckojęzycznego wydania (Stuttgart, 1913) tego właśnie drugiego paryskiego wydania.  

Poniższym fragmentem serwis napoleon.org.pl rozpoczyna publikację fragmentów wspomnień Napoleona spisanych na wygnaniu na wyspie Św.Heleny. 

WSPOMNIENIA NAPOLEONA 

T. I, Roz. 2. Opis operacji wojskowych Armii Italii w latach 1792-1795

I. Działania Armii Italii w latach 1792-1793, od początku wojny do oblężenia Tulonu. - II.Napoleon na czele armii w 1794. Zajęcie Saorgio i Oneglia, przełęczy Tenda i wysokich Alp (kwiecień 1794). - III. Marsz armii przez Montenotte (październik 1794). - IV. Działania na morzu. Potyczka koło Noli (marzec 1795). - V. Napoleon tłumi zamieszki w Tulonie. - VI. Oddanie przez Napoleona dowództwa artylerii Armii Italii i powrót do Paryża (czerwiec 1795). - VII. Pokonany Kellermann koncentruje swoje wojska na linii Borghetto (lipiec 1795). - VIII. Bitwa pod Loano (grudzień 1795). 

I.

Wojna z pierwszą koalicją rozpoczęła się w 1792 roku. Dowodzący Armią Południa generał Montesquiou otrzymał rozkaz obrony granicy pomiędzy Genewą i Antibes. Kampania rozpoczęła się we wrześniu. Ze swojego obozu w Cessieu generał wyruszył w kierunku fortu Barraux nad Iserą i zajął w ciągu kilku tygodni Chambery i całą Sabaudię. Piemontczycy wycofali się za Alpy. Generał-porucznik Anselme (Jacques-Modeste d'Anselme - przyp.tłum.), dowodzący 10-tysięczną dywizją otrzymał rozkaz obrony Varu pomiędzy obozem w Tournoux na przełęczy Argentiere i Antibes. Admirał Truguet, dowodzący pięcioma okrętami z zaokrętowanymi na jego pokładzie 5000 ludzi, krążył u wybrzeży pomiędzy Antibes i Monaco. Rzeka Var stanowiła niedogodną pozycję obronną. Flota francuska zagrażała liniom zaopatrzeniowym na tyłach. Fakt ten skłonił dwór w Turynie do zajęcia przez armię piemoncką pozycji obronnych na zboczach Alp: prawe skrzydło opierało się o Var i jego dopływy, centrum zajęło pozycje koło Lantosca, a lewe skrzydło w okolicach Saorgio. Gdy do generała Anselme dotarła wiadomość o ruchach armii piemonckiej, przekroczył on 23 września na czele 4-tysięcy Var, zajął Niceę, fort Montalban i Villefranche, nie napotykając najmniejszego oporu. Dwa ostatnie z tych miejsc były kompletnie wyposażone w żywność i artylerię. Jej obsady zostały wzięte do niewoli. Dwa dni po przekroczeniu Varu przez generała Anselme poziom wody w rzece podniósł się na tyle, że przebywający w Nicei generał był 8 albo 10 dni odcięty od reszty armii. Nieprzyjaciel o tym nie wiedział, albo nie potrafił wykorzystać tej sytuacji. Awangarda generała Anselme dotarła aż za Scarenę do drogi wiodącej do Turynu. Flota zajęła pozycje naprzeciwko należącego do królestwa Sardynii portu Oneglia. Admirał wezwał komendanta miasta do kapitulacji. Ale gdy jego parlamentariusze zostali znieważeni, wydał rozkaz szturmu miasta. Desant francuski zajął miasto, a niezdyscyplinowani żołnierze dopuścili się wielu rabunków. Kilka dni później marynarze opuścili miasto. Również Anselme nie potrafił utrzymać w podległych mu oddziałach niezbędnej dyscypliny; został nawet oskarżony, że osobiście wziął udział w rabunkach, na które skarżyli się mieszkańcy Nicei. Wkrótce został też odwołany.

Z początkiem 1793 roku rząd dokonał oddzielenia Armii Alp od Armii Italii, której dowództwo powierzono generałowi Biron (Armand-Louis Biron, otrzymał nominację 16 grudnia 1792, stanowisko objął 10 lutego 1793 - przyp.tłum.). 15 lutego 1793 na wzgórzach koło Scarena, Sospello i Lantosca odbyło się kilka potyczek. Wspomniane miejscowości przechodziły z rąk do rąk, w końcu pozostało Sospello na stałe w posiadaniu Francuzów. Ich awangarda rozłożyła swój obóz pomiędzy Sospello i Breglio. 11 kwietnia Biron zajął Lantosca i okoliczne wzgórza aż do Belvedere, biorąc przy tym wielu jeńców i zdobywając liczne armaty. Wkrótce potem został on odwołany, dla objęcia stanowiska dowódcy armii w Wandei. Jego następcą został generał Brunet (Gaspard-Jean Brunet - przyp.tłum.). Armia została wzmocniona i liczyła obecnie 33 tysięcy żołnierzy. Tym samym siły francuskie na południu, uwzględniając garnizony Prowansji, oddziały rezerwowe i przebywających w szpitalach, liczyły 68 tysięcy.

Siły nieprzyjaciela też wzrosły, poprzez dokonaną rekrutację i przybycie dobrze wyszkolonej dywizji austriackiej. Dokonano też wzmocnienia stanowisk budując dużą ilość szańców i bastionów dla armat. Jego prawe skrzydło opierało się o obóz w Utelle, centrum znajdowało się u podnóża przełęczy Raus, a lewe skrzydło przed Saorgio, przez które prowadziła główna droga z Nicei do Turynu.

Brunet słusznie zmierzał do opanowania całego łańcucha Alp, zepchnięcia nieprzyjaciela na drugą stronę przełęczy Tenda i ustawienia swojej armii na linii granicznej alpejskiego zlewiska mórz. Zapewniłoby mu to o wiele silniejszą pozycję, którą mógła zabezpieczyć niewielka ilość wojska. Ten plan był bardzo rozsądny, a generał dysponował wystarczającymi siłami dla jego realizacji. Nie posiadał jednak odpowiednich zdolności dla przeprowadzenia tego typu operacji. 8 czerwca 1793 roku Brunet zaatakował na całej linii. Co się dało wykonać, to żołnierze francuscy wykonali: zajęli wszystkie możliwe do zdobycia pozycje, ale zajmowane przez nieprzyjaciela obozy w Les Fourches i Raus były niezdobywalne. Z niepotrzebnym uporem 12 czerwca Brunet powtórzył atak na te pozycje, co przyniosło jedynie sławę armii piemonckiej i śmierć doświadczonych grenadierów francuskich. Stanowiska Piemontczyków uchodziły za niezdobywalne, na dodatek były one przez nich stale wzmacniane.

Zdradzieckie przekazanie Anglikom Tulonu w sierpniu spowodowało, że siły Armii Italii zostały osłabione dla utworzenia korpusu oblężniczego; mimo tego Armia Italii odparła wszystkie, podjęte w przeciągu miesiąca października, próby Piemontczyków przekroczenia Varu i wkroczenia do Prowansji.

Generał Brunet został niesłusznie oskarżony o zdradę i ułatwienie wybuchu powstania w Marsylii; został postawiony przed obliczem paryskiego Trybunału Rewolucyjnego i zginął na szafocie. 

Po zdobyciu Tulonu Napoleon spędził pierwsze dwa miesiące 1794 roku na umocnianiu wybrzeża Morza Śródziemnego. W marcu przybył do Nicei i objął stanowisko dowódcy artylerii. Dowódcą armii był wówczas gen.Dumerbion ((Pierre Dumerbion, od 2 lutego 1794 dowódca Armii Italii - przyp.tłum.). Był to stary kapitan grenadierów, w kampaniach 1792 i 1793, które odbył w Armii Italii, awansował kolejno do stopnia pułkownika, generała brygady i generała dywizji; znał wszystkie pozycje i był jednym z dowódców kampanii generała Brunet. Miał 60 lat, o nieskomplikowanym charakterze i dużej odwadze, lecz postępujący reaumatyzm powodował, że prawie nigdy nie opuszczał łóżka. Całymi miesiącami nie mógł się poruszać. Jego szefem sztabu był generał Gaultier, d'Eyssautier kierował wykonywaniem poleceń, Haller zarządzał kasą i amunicją. Generał Dujard był zastępcą dowódcy artylerii, pułkownik Gassendi dyrektorem parku artylerii; inżynieria podlegała generałowi Vial; generałowie Macquard, Dallemagne, Massena i inni dowodzili różnymi korpusami. Kwatera główna znajdowała się od dwóch lat w Nicei, gdzie nie odczuwano trudów wojny, gdyż właściwa linia posterunków oddalona była o 45 kilometrów.  

II.

Jako dowódca artylerii Napoleon poświęcił część miesiąca marca na inspekcję stanowisk armii i poinformowania się o przebiegu walk w ubiegłych latach. Spędził kilka dni w zajmowanym przez generała Macquard obozie w Brouis, upewnił się w sile pozycji nieprzyjaciela i przekonał się, że straty poniesione przez Francuzów 8 i 12 czerwca były efektem nieostrożności.

Pozycje nieprzyjaciela były ze sobą dobrze połączone, przy czym, w przeciwieństwie do prawego, było lewe skrzydło niedostatecznie umocnione i dostępniejsze. Na podstawie tego rozeznania Napoleon opracował plan, który umożliwiłby armii, bez większego wysiłku i przy minimalnych stratach, opanowanie alpejskiego grzbietu i zmusiłby nieprzyjaciela do oddania nadzwyczajnie umocnionych obozów w Raus i Les Fourches. Plan ten przewidywał przekroczenie rzek Roia, Nervia i Taggia, obchodząc tym samy lewe skrzydło nieprzyjaciela, zajęcie Monte Tanarda, Rocca-Barbona i Tanarello oraz przesunięcie linii zaopatrzenia przeciwnika za Marta.

W Oneglia leżały w porcie liczne okręty kaperskie, zakłócające nieustannie żeglugę pomiędzy Niceą i Genuą; ich działanie szkodziło armii i w jeszcze większym stopniu zaopatrzeniu Prowansji, gdzie panował dotkliwy głód. Plan Napoleona likwidował również to zagrożenie - zakładał zajęcie przez armię francuską Monte Grando, opanowania źródeł Tanaro i całej doliny Oneglia - tym samy miasto wraz z okolicznymi miejscowościami Ormea, Garessio i Loano byłoby we władzy Francuzów.

Plan ten miał zatem trzy cele główne: po pierwsze przesunięcie linii obrony hrabstwa Nicea do naturalnych granic na grzbiecie Alp; po drugie, przesunięcie pozycji prawego skrzydła w okolice, gdzie góry, ze względu na swoją większą dostępność, dawały armii francuskiej przewagę; po trzecie opanowanie części Riwiery Genueńskiej i zniszczenie kaperskiego gniazda, uniemożliwiającego kontakty handlowe pomiędzy Genuą, armią i Marsylią. Nie należało się przy tym obawiać, że nieprzyjaciel wykorzysta ruch flankowy armii francuskiej i przejmie inicjatywę. Tego typu posunięcie w warunkach górskich byłoby tylko możliwe, gdyby Francuzi przeprowadzili swoje operacje w wolnym tempie, nie zadając rozstrzygających ciosów. Gdyby zatem udało się wyprzedzić nieprzyjaciela o kilka dni, osiągnięto by pozycje za jego skrzydłem - wtedy byłoby dla przeciwnika za późno na przejście do ofensywy. W walkach toczonych w górach istotne jest bowiem zmuszenie przeciwnika do opuszczenia swoich stanowisk i zaatakowania. Pozycje na przełęczach Beolet, Brouis i Perus były wprawdzie nie tak umocnione, jak pozycje Piemontczyków, ale wystarczająco silne i liczne. Nawet w przypadku ich zdobycia możnaby nieprzyjaciela zatrzymać na umocnionych pozycjach w okolicach Castiglione i Lucerame. Zajęcie przez Francuzów Monte Tanarda i Tanarello mogłoby skłonić Piemontczyków do zaatakowania tych dobrze umocnionych pozycji. Osiągnięto by przez to podstawowy cel walk w górach - zmuszenie przeciwnika do ataku. W tym przypadku pomocy atakowanym udzielić mogłyby wojska francuskie pozostałe w obozie w Brouis, które przekroczyłyby Roia i Monte Giove. Umożliwiłoby to marsz w kierunku Ormea i źródeł Tanaro, który odebrałby nieprzyjacielowi ochotę na wdanie się w walkę w górach, co więcej, zmusiłoby jego armię do wycofania się na nizinę dla obrony własnej stolicy.

Plan ten przedstawiony został radzie wojennej, w której udział wzięli, oprócz przebywających przy armii komisarzy ludowych, generałowie Dumerbion, Bonaparte, Massena, dowodzący inżynierią generał Vial i Rusca. Ten ostatni dowodził brygadą piechoty lekkiej, urodził się w tych okolicach, znał zatem doskonale okoliczne góry. Uznanie, które zdobył w międzyczasie autor planu, oszczędziło mu długiego tłumaczenia. Wszyscy pamiętali jeszcze jego przepowiednie z Tulonu; jego plan został przyjęty.

W realizacji planu mógł przeszkodzić jednak aspekt polityczny - jego wykonanie było jedynie możliwe przez wejście w granice Republiki Genueńskiej. Ale koalicjanci uczynili przed 6 miesiącami to samo, gdy 6-tysięczna armia piemoncka, przemaszerowała przez te ziemie, by zaokrętować się w porcie Oneglia i udać do Tulonu. Wprawdzie pozwolono im jedynie na przemarsz małymi oddziałami, bez broni, ale mimo tego Piemontczycy wkroczyli na terytorium Republiki w zwartej kolumnie i w pełnym uzbrojeniu. Przypomniano sobie również o katastrofie fregaty "Modeste": leżała ona przy nabrzeżu w Genui, gdy 5 października 1793 roku do portu wpłynęły trzy angielskie okręty liniowe i dwie fregaty. Jeden z angielskich okrętów, uzbrojony w 74 armaty zacumował tuż obok "Modeste". Angielski bosman uprzejmie poprosił pełniącego na mostku fregaty oficera o usunięcie z drogi utrudniającej manewry szalupy, co też chętnie uczyniono. Pół godziny później angielski kapitan, twierdząc, że trójkolowa flaga jest mu nieznana, wezwał komendanta "Modeste" do wciągnięcie na maszt białej flagi. W owych dniach koalicjanci byli panami Tulonu. Francuski oficer odpowiedział na tę zniewagę, jak nakazywał mu honor. Ale Aglicy mieli już przygotowane haki i trzy kładki abordażowe, przez które przedostali się na pokład francuskej fregaty. Równocześnie z koszy masztowych i pokładu rozpoczęli gwałtowny ostrzał. Załoga "Modeste" była zupełnie nieprzygotowana, jej część ratowała się skacząc do wody. Tam padali ofiarą angielskich szalup. Angielski atak wprowadził mieszkańców Genui w stan najwyższego oburzenia. Drake, nikczemny agent angielski został wygwizdany i obrzucony pogróżkami, znalazł się wielokrotnie w niebezpieczeństwie. Ale dożą był wtedy Doria (Giuseppe Maria Doria - doża Genui w latach 1793-1795 - przyp. tłum.). Senat przeprosił za zajście, ale fregata nie została oddana. Na wieść o tym komisarze ludowi w Marsylii zajęli statki genueńskie, spodziewając się, że Konwent wypowie Genui wojnę. Ale we Francji, w szczególności na południu kraju, panował głód. Handel z Genuą był niezbędny dla zaopatrzenia Prowansji w żywność. Konwent połknął zatem "gorzką pigułkę" i oświadczył, że przyczyną zajścia była słabość Genui, dlatego stosunki z tym państwem nie ulegną zmianie. A przecież naruszona została niezależność i neutralność Republiki Genui!

6 kwietnia 14-tysięczna dywizja, złożona z 5 brygad, przekroczyła Roia i opanowała cytadelę w Mentimiglia. Jedna brygada, dowodzona przez generała Massena pomaszerowała na Monte Tanarda i zajęła tam stanowiska; druga przekroczyła rzekę Taggia i zajęła pozycje pod Monte Grande; pozostałe trzy, dowodzone bezpośrednio przez generała Bonaparte pomaszerowały w kierunku Oneglia, rozbijając ustawioną na wzgórzach koło Sant' Agata austriacką dywizję. W potyczce tej zginął francuski generał Brule. W następnych dniach armia francuska wkroczyła do Oneglia, gdzie znalazła 12 armat. Miasto było opustoszałe, ludność opuściła miasto i dolinę. Następne 12 armat zdobyto na przełęczy San-Silvestro, skąd Piemontczycy usiłowali przetransportować je do Ormea. Wpadły one w ręce drugiej z brygad, która przekroczyła przełęcz Mezzaluna. Armia francuska pomaszerowała w kierunku Pontedi-Nava, gdzie rozmieszczona była reszta austriackiej dywizji. Została ona zaatakowana, rozbita i zepchnięta ze wzgórza Monte Ariolo w dolinę rzeki Tanaro. Tego samego dnia poddała się, broniona przez 400-osobowy garnizon i około 20 armat, wyposażona w arsenał zawierający kilka tysięcy karabinów, twierdza Ormea. Nastąpnego dnia, (18 kwietnia) Francuzi wzięli w posiadanie Garessio i uzyskali połączenie, poprzez Monte San Bernardo i Rocca-Barbena, z leżącym nad brzegiem morza i należącym do królestwa Sardynii, Loano.

Cały Piemont ogarnęło poruszenie. Jak przewidywano, nieprzyjaciel w pośpiechu opuścił alpejskie zbocza, uczynił to jednak zbyt późno i nie zdążył zabrać artylerii. Massena ruszył z Tanarello w kierunku Saorgio, wyszedł na tyły przeciwnika przecinając jego linię zaopatrzenia i uniemożliwił mu wycofanie się za wzgórza koło Marty. Saorgio poddało się 29 kwietnia; twierdza mogłaby się dłużej bronić, wyposażona była bowiem w pokaźne magazyny broni i żywności. 8 maja Massena pomaszerował przez przełęcz Ardente w kierunku przełęczy Tenda, gdy równocześnie generał Macquard zaatakował od przodu. Atak powiódł się; armia francuska zapanowała całkowicie nad tą częścią Alp. Jej prawe skrzydło wysunęło się za Ormeę i zajęło pozycje, które poprzez przełęcz Termini połączone były z pozycjami na przełęczy Tenda.

Realizacja tego planu przyniosła armii francuskiej około 2000-3000 jeńców, 60-70 armat i panowanie na całym rejonem wysokich Alp, aż do pierwszych szczytów Apeninów. Armia francuska zajmowała zatem więcej niż połowę zachodniej Riwiery i mimo, że prawe skrzydło Armii Italii rozciągnięte było na ponad 15 mil francuskich, pozycje jej były silniejsze i wymagały do obrony mniej żołnierzy. Żegluga pomiędzy Genuą i Prowansją mogła przebiegać teraz bez przeszkód. Odniesione straty nie były wysokie. Zdobycie Saorgio i pozostałych umocnionych pozycji nieprzyjaciela, na których wcześniej przelano tyle krwi, rozsławiło imię dowódcy artylerii, a opinia publiczna uznała go już za głównodowdzącego. 

III.

Wyposażenie artylerii górskiej zostało uzupełnione do stanu ostatecznego. Zastępca dyrektor parku artylerii i dowódca robotników, kapitan Faultier, wszystko starannie posortował. Znalezione w Nicei oraz w twierdzach Ormea i Saorgio, pozostawione w polu 3-funtowe piemonckie armaty były tak lekkie, że mogły być transportowane na grzbietach mułów. Ale ten kaliber nie zawsze wystarczał. Podczas wojny na Korsyce w 1768 roku skonstruowano stojące na saniach lawety. Teraz metodę tę zastosowano dla 8- i 12-funtowych armat oraz 6-calowych haubic. Poza tym zbudowano polową kuźnię, którą można było, podobnie jak mniejsze armaty, transportować przy pomocy mułów. Podczas operacji górskich przeciwko Oneglia, Ormea i Saorgio piechocie towarzyszyła artyleria w sile 24 armat. Bardzo się ona przydała, w szczególności jako czynnik psychologiczny podnosząc znacznie morale armii.

Podczas gdy zepchnięta na niziny u podnóża Alp armia Piemontu, która w międzyczasie ochłonęła po doznanych porażkach, żyła w wielkim dostatku i była nieustannie wzmacniana przez przybywające stopniowo nowe bataliony austriackie, armia francuska, stojąca w 60-milowym półkolu na alpejskim grzbiecie od Mont Blanc aż do źródeł Tanaro, cierpiała nieustannie z głodu i panujących chorób. Drogi zaopatrzeniowe były uciążliwe, żywność droga i trudna do zdobycia. Przerzedzone powietrze i twarda woda były powodem wielu chorób, straty, jakie armia poniosła z tego powodu w ciągu tych kilku miesięcy, były równe stratom w dużej bitwie. Ta defensywna taktyka była uciążliwa dla finansów armii i niebezpieczniejsza dla ludzi, niż ofensywa. Pozycje obronne, zajmowane w Alpach, miały ponadto jeszcze jedną wadę: stacjonujące na wzgórzach korpusy były odizolowane i nie miały możliwości wzajemnego się wspierania. Marsz ze skrajnego, prawego skrzydła na pozycje, leżące na końcu lewego skrzydła trwałby 20 dni. W przeciwieństwie do tego, zajmująca u podnóża pozycje armia piemoncka miała możliwość w przeciągu kilku dni, maszerując po cięciwie półkola pozycji francuskich, skoncentrować wystarczające siły dla zaatakowania wybranego punktu.

Komitet Ocalenia Publicznego życzył sobie, żeby armia przeszła do ofensywy. Generał Bonaparte rozmawiał na ten temat w Colmar z oficerami Armii Alp, ale rozmówcy nie potrafili uzgodnić wspólnego działania. Było oczywiste, że tylko podporządkowanie obu armii jednemu dowódcy mogło przynieść konkretne efekty.

We wrześniu jedna z dywizji austriackich zajęła stanowiska nad Bormidą i przygotowała magazyny w Dego. Koło Vado miała wylądować dywizja angielska i po połączeniu obie dywizje miały zająć Sawonę. Celem tej operacji miało być odcięcie Republiki Genui i zmuszenia jej do opowiedzenia się przeciwko Francji. W tych dniach reda w Vado zastąpiła aliantom port w Oneglia, służyła jako miejsce schronienia dla okrętów angielskich i kaperskich. Stąd wypływały one dla przechwycenia okrętów handlowych żeglujących pomiędzy Genuą i Marsylią.

Dowódca artylerii zaproponował zajęcie San Giacomo, Montenotte i Vado, tym samym prawe skrzydło stałoby przed torami Genui. Dowódca armii, generał Dumerbion wyruszył osobiście na czele trzech dywizji w sile 18 tysięcy, mając 20 lekkich, przystosowanych do transportu w górach, armat. Kolumna francuska, na czele której maszerował dowódca artylerii, dotarła przez przełęcz Bardimetto do drogi biegnącej wzdłuż rzeki Bormida i wkroczyła do hrabstwa Montferrat. 4 października zatrzymała się na wzgórzach koło Biestro, by następnego dnia zejść na nizinę. Napoleon miał nadzieję osiągnięcia tyłów armii austriackiej, ale ta w porę spostrzegła manewr francuskiej kolumny i wycofała się w kierunku Cairo i Dego. W jej ślad ruszyła awangarda francuska dowodzona przez generała Cervoni, przez cały dzień, aż do godziny 10 wieczorem, grzmiały armaty. Austriacka dywizja wycofała się do Acqui, pozostawiając nieprzyjacielowi swoje magazyny, tracąc w potyczce około 1000 zabitych, rannych i wziętych do niewoli.

Generał Dumerbion nie miał ani rozkazu, ani zamiaru wkroczyć do Włoch - jego kawaleria, z powodu braku żywności i paszy dla koni stacjonowała nad Rodanem. Gdyby zdecydował się na pościg za nieprzyjacielem, pozostałby bez osłony stojąc naprzeciwko zjednoczonych armii Austrii i Sardynii. Zadowolił się zatem tym rekonesansem i zawrócił przez Montenotte w kierunku Sawony, zajmując pozycje na wzgórzach koło Vado i w dolinie Sawony.

Artyleria zajęła pozycje na wybrzeżu; kontrolując redę mogła zapewnić ochronę całej eskadrze; oddziały inżynieryjne wybudowały na wzgórzach wokół Vado silne szańce, które przez San Giacomo, Melogno, Settepani, Bardinetto i San Bernardo stanowiły połączenie z umocnionym obozem nad Tanaro. To wydłużenie prawego skrzydła osłabiało wprawdzie pozycje armii, ale miało też swoje korzyści. Po pierwsze, armia francuska objęła kontrolę nad całą Riwierą Ponente uniemożliwiając armii austriacko-sardyńskiej utrzymywanie kontaktu z angielską flotą. Po drugie, dzięki opanowaniu wszystkich portów regionu, co umożliwiło ustawienie armat wzdłuż wybrzeża, zabezpieczona została żegluga pomiędzy Genuą i Marsylią. Po trzecie, armia była w stanie udzielić poparcia profrancuskiej frakcji w Genui i w przypadku marszu nieprzyjaciela w kierunku miasta, zagrodzić mu drogę.

Ta operacja, która zniweczyła plany nieprzyjaciela i zapewniła Genui neutralość odbiła się głośnym echem i falą niepokojów w całych Włoszech. Posterunki francuskie stały w odległości zaledwie 10 godzin marszu od Genui, a rekonesanse i patrole konne zbliżały się nawet na odległość nie większą jak 3 godziny marszu.

Resztę jesieni Napoleon spędził na obsadzaniu wybrzeża i przedgórza od Vado aż do Varu silnymi bateriami artylerii, dla zabezpieczenia żeglugi pomiędzy Genuą i Niceą. W styczniu jedną z nocy spędził na przełęczy Tenda, skąd o wschodzie słońca zobaczył nizinę, która od pewnego czasu przewijała się w jego myślach. Włochy !!

W przeciągu zimy odwiedził on wielokrotnie Tulon i Marsylię, gdzie kontrolował arsenały i baterie nadbrzeżne. W trakcie jednej z tych podróży zastał Marsylię w stanie wrzenia, a jeden z przedstawicieli ludu, Maignet, zwierzył mu się ze swoich obaw opanowania przez ludność zasobów broni i prochu znajdujących się w fortach Saint-Nicolas i Saint-Jean. Oba forty zostały w czasie rewolucji zniszczone. Na prośbę przedstawiciela Napoleon opracował plan muru obronnego ze stanowiskami strzeleckimi, który miał oddzielić oba forty od miasta. Plan ten został posłany do Paryża, gdzie przedstawiony został Konwentowi jako zagrażającą wolności próbę skierowaną przeciwko marsylskim patriotom. Konwent, w specjalnym rozporządzeniu, wezwał przed swoje oblicze dowódcę artylerii w Marsylii, pułkownika Sugny. Ten, już w trakcie pierwszego przesłuchania, które nastąpiło po jego natychmiastowym przybyciu do Paryża, ujawinił autora spornego planu. Teraz otrzymał generał artylerii nakaz stawienia się w Paryżu. W okresie terroru jakobińskiego oskarżenie było jednoznaczne ze skazaniem. Z najwyższym trudem udało się Napoleonowi uwolnić od stawianych mu zarzutów i osiągnąć wycofanie oskarżenia. Pomocnym w tym był również list reprezentantów ludu, który informował o ruchach armii nieprzyjaciela i wzywający dowódcę artylerii Armii Italii do powrotu na południe Francji. Fakt ten skłonił deputowanych regionu ujścia Rodanu do wycofania oskarżenia. 

Przy Armii Italii przebywał wówczas pewien mało znaczący przedstawiciel ludu, który zatrzymał się w Nicei. W jego misji towarzyszyła mu pochodząca z Wersalu nadzwyczaj piękna i urocza żona. Para ta darzyła Napoleona dużą sympatią. Było to nadzwyczaj pożyteczne - w tamtych czasach, gdy przepisy prawne praktycznie nie istniały lub z dnia na dzień były zmieniane, stanowisko przedstawiciela ludu gwarantowało posiadanie władzy. Był on jednym z tych, którzy w czasie kryzysu 13.vendemiaire'a skierował na Napoleona uwagę Konwentu.

Młody generał był dumny i szczęśliwy ze swoich drobnych sukcesów u pięknej żony przedstawiciela i próbował przy każdej okazji skierować jej uwagę na swoją osobę. Gdy pewnego dnia udali się na spacer w okolice przełęczy Tenda wpadł na pomysł zorganizowania pokazowej potyczki i wydał rozkaz zaatakowania posterunków nieprzyjaciela. Ten z czystej fantazji zrodzony atak był wprawdzie dla strony francuskiej pomyślny, ale kosztował życie kilkunastu żołnierzy. W późniejszych latach, na wspomnienie tego wydarzenia, Napoleona ogarniały każdorazowo wyrzuty sumienia. 

IV.

W latach 1792-1793 flota francuska panowała na Morzu Śródziemnym. Eskadra kontradmirała Truguet po zajęciu Oneglii przez dłuższy czas kotwiczyła na redzie Genui. Latouche-Treville wykorzystał francuskie panowanie na morzu, by pojawić się 16 grudnia 1792 z dziesięcioma okrętami liniowymi na wodach Neapolu. Kapitan portu w tym mieście wypłynął mu naprzeciw z propozycją przyjęcia w porcie sześciu francuskich okrętów. Większa ich ilość byłaby, zdaniem władz Neapolu, naruszeniem neutralności i spotkałaby się z królewską dezaprobatą. Admirał wpłynął jednak wszystkimi okrętami do portu, rzucił kotwicę przed oknami królewskiego pałacu i wysłał pana Belleville na ląd. Ten, w mundurze grenadiera Gwardii Narodowej, przedstawiony został przez kawalera Actona królowi, któremu wręczył list zawierający żądania admirała: po pierwsze - król Neapolu miał potwierdzić swoją neutralność; po drugie - król miał wyrazić swoją dezaprobatę dla postawy neapolitańskiego przedstawiciela w Konstantynopolu, który w nocie skierowanej do Wysokiej Porty zawarł obraźliwe w stosunku do Francji słowa, co skłoniło tę ostatnią do odmowy przyjęcia francuskiego ambasadora, pana de Semonville. Latouche-Treville otrzymał wszystko, czego żądał, a dwór neapolitański był szczęśliwy, mogąc tak niewielkim kosztem zakończyć tę nieprzyjemną wizytę.  

Równocześnie postanowiono też zbrojnie wystąpić przeciwko Sardynii. Żadna z wcześniejszych wypraw nie była tak niestarannie i bezmyślnie zorganizowana. Niektórzy są zdania, że autorem tego pomysłu był admirał Truguet, inni twierdzą, że idea zrodziła się w szeregach Komitetu Wykonawczego; tak czy inaczej, Truguet otrzymał polecenie przygotowania i przeprowadzenia operacji.

Siły niezbędne do desantu wyspy miał dostarczyć dowódca Armii Italii, który jednak nie miał ochoty na wysłanie tych pułki, które właśnie przekroczyły Var. Z tego też powodu oddał do dyspozycji admirała 4 do 5 tysięcy marsylskiej Falangi. Poza tym oddał dowodzącego na Korsyce generała Paoli wraz z trzema stacjonującymi na wyspie batalionami piechoty. Marsylczycy byli równie niezdysciplinowani, jak tchórzliwi, oficerowie wcale nie byli lepsi niż żołnierze - w ich szeregach panował rewolucyjny chaos i awantury. Od takich ludzi nie należało niczego dobrego oczekiwać. W przeciwieństwie do Falangii, były 3 bataliony z Korsyki, należące do 23.okręgu wojskowego, doświadczonymi formacjami.

W grudniu 1792 roku admirał przeniósł swoje siły na Korsykę; jego nieszczęśliwe manewry spowodowały utratę kilka fregat i okrętów liniowych, między innymi "Indomptable", całkiem nowego okrętu uzbrojonego w 80 armat, który wpadł na mieliznę wchodząc do portu w Ajaccio. Admirał, który usiłował o wszystkim sam decydować, nie pomyślał o mianowaniu generała odpowiedzialnego za desant, co było przecież dla całej ekspedycji najważniejsze i rozstrzygające. Na Korsyce znalazł generała Casabianca, późniejszego senatora, odważnego żołnierza, ale bez jakiegokolwiek doświadczenia. Jemu to admirał powierzył dowództwo wojsk desantowych. Z taką armią i takimi dowódcami konwój skierował się w kierunku Sardynii. A ponieważ flota ta ponad 2 miesiące zatrzymała się na Korsyce, a plan ekspedycji był w porcie w Marsylii ogólnie znany, to Sardynia była przygotowana. Przedsięwzięto wszystkie konieczne środki do odparcia inwazji, cała armia była w stanie pogotowia.

Po połączeniu się z częścią eskadry admirała Latouche-Treville, pozostawieniu załogi w twierdzy wyspy San-Pietro, Truguet pojawił się 12 lutego przed stolicą Sardynii, Cagliari.

Mimo ognia baterii nabrzeżnych francuski desant wylądował na wyspie. Następnego dnia o świcie sardyński pułk dragonów zaatakował posterunki Marsylczyków. Ci, zamiast się bronić, zaczęli uciekać, krzycząc o rzekomo dokonanej zdradzie. Dzielny oficer wojsk liniowych, którego postawiono na ich czele i który usiłował ich zatrzymać, został przez nich zabity. Dragoni zmasakrowaliby całą marsylską Falangę, gdyby nie dzielna postawa batalionów liniowych, które zatrzymały atak i umożliwiły admirałowi Truguet zaokrętowanie podległych mu oddziałów bez poniesienia znaczących strat. Flotylla pożeglowała z powrotem do Tulonu pozostawiając za sobą kilka okrętów, spalonych na redzie Cagliari.

Ta wyprawa nie mogła skończyć się powodzeniem. Zorganizowano ją pod pozorem ułatwienia dostaw do Prowansji afrykańskiego żboża albo jego zdobycia na bogatej wyspie. Ale w takim przypadku należało wybrać zdolnego do objęcia takiego stanowiska generała, dając mu do pomocy zdolnych oficerów inżynierii i artylerii. Ponadto potrzebnych było kilka szwadronów kawalerii i koni pociągowych dla artylerii. Ale przede wszystkim na tego typu wyprawę należało wysłać 15 tysięcy dobrych żołnierzy, a nie rewolucyjnych ochotników.

Później winą obarczono dowódcę Armii Italii. Niesłusznie. On działał jedynie na korzyść Republiki zatrzymując podległe mu wojska liniowe do obrony granicy i hrabstwa Nicei. Postawiono go przed sądem i stracono na gilotynie pod zarzutem zdrady, która doprowadziła do niepowodzenia wyprawy na Sardynię i oddania Tulonu. A przecież nie był winny ani tego pierwszego, ani drugiego. 

W skład floty francuskiej wchodziły dobre statki z kompletną załogą. Ale marynarze byli równie niezdysciplinowani, jak marsylska Falanga. W każdym porcie wyczyniali burdy i usiłowali powiesić obywateli pod pozorem ich przynależności do arystokracji lub duchowieństwa.

W marcu 1793 roku Hiszpania wypowiedziała Francji wojnę. Od tego momentu flota angielsko-hiszpańska opanowała Morze Śródziemne i krążyła wzdłuż genueńskiego i prowansalskiego wybrzeża. Oddanie Tulonu doprowadziło do zniszczenia francuskich sił morskich na Morzu Śródziemnym. Po zdobyciu miasta odzyskano 18 okrętów i część magazynów. Hiszpanie byli niezadowoleni z działań prowadzonych przez flotę angielską i powrócili do swoich portów.

W 1794 roku kontradmirał Martin wypłynął z Tulonu na czele 10 okrętów. Ścigany przez silniejszą od własnej eskadrę angielską zawinął do zatoki San Juan, na której wybrzeżu generał artylerii przygotował silne baterie artylerii. Wkrótce potem, dzięki sprzyjającym wiatrom Martin mógł powrócić do Tulonu. Eskadra ta została w przeciągu jesieni stopniowo wzmociona dziewięcioma okrętami pochodzącymi z arsenału Tulonu. 

Na początku 1795 roku pomiędzy Korsyką i Włochami krążyła eskadra angielskiego admirała Hothama, w skład której wchodziło 15 okrętów, w tym cztery 3-pokładowe. Admirał Martin leżał ze swoją flotą, w skład której wchodziło 16 okrętów liniowych i 100 statków transportowych, na pokładach których zaokrętowanych było 10 tysięcy marynarzy i żołnierzy, na redzie Tulonu. Snuto przeróżne przypuszczenia co do przeznaczenia tej floty, aż do przybycia członka Konwentu Letourneur (Francois-Louis-Honore Letourneur - członek Konwentu, w latach 1795-1797 członek Dyrektoriatu, w okresie Cesarstwa na emigracji - przyp.tłum.), który wyposażony w nadzwyczajne pełnomocnictwa oswiadczył, że Konwent planuje zajęcie Rzymu. Miał to być odwet za codzienne obelgi słane przez dwór papieski i zemsta za śmierć Basseville'a (Nicolas Jean Hugon de Basseville - 1743-1793, fracuski dyplomata i dziennikarz - przyp. tłum). Był on francuskim przedstawicielem w stolicy papieskiej. W 1792 roku przypiął on trójkolorową kokardę, co uczynili też, za jego przykładem, francuskiej Szkoły Sztuki (Académie des Beaux-Arts). 13 stycznia 1793 tłum, podjudzony przez francuskich emigrantów obrzucił na Corso kamieniami powóz francuskiego przedstawciela. Gdy Basseville wrócił do miejsca zamieszkania, rzymska tłuszcza przemocą wdarła się do domu, gdzie w tumulcie Basseville został raniony bagnetem w podbrzusze. Rannego wywleczono z domu i ciągnięto po rzymskim bruku, aż w końcu Basseville, w stanie skrajnego wyczerpania, złożony został w domu strażników miejskich, gdzie następnego dnia skonał. Poseł hiszpański Azara, który stanął w obronie francuskiego dyplomaty, też znalazł się w poważnym niebezpieczeństwie.

Morderstwo to wywołało oburzenie w całej Francji. Teraz nadszedł stosowny moment na odwet, na wylądowanie u ujścia Tybru i zajęcia Rzymu, gdzie Francja miała wielu zwolenników. W lutym 1795 roku w Tulonie zebrała się Rada Wojenna, aby rozważyć możliwości zrealizowania tego planu. Dowódca artylerii był zdania, że tego typu akcja Armii Italii może doprowadzić do jej zguby, a tym samym do fiaska całej operacji. Gdyby jednak chciano podjąć takie kroki odwetowe, należałoby równocześnie zająć Monte Argentaro, Orbitello, zdobyć cytadelę w Civita-Vecchia i tam wysadzić na ląd całą armię. 10 tysięcy żołnierzy wydawało mu się siłą zbyt nikłą dla przeprowadzenia tego typu akcji. Poza tym niemożliwością było jej przeprowadzenie bez udziału kawalerii - niezbędne byłoby zatem zaokrętowanie przynajmniej 1500 strzelców konnych i huzarów. Wraz z 500 końmi dla artylerii i sztabem oznaczałoby to znaczne zwiększenie floty transportowej. Natychmiast po lądowaniu naprzeciwko armii francuskiej stanęłoby 25-30 tysięcy Neapolitańczyków, wśród nich około 5 tysięcy dobrze wyszkolonej kawalerii. Poza tym należało się liczyć z włączeniem do walk skoncentrowanych w Lombardii dywizji austriackich. Ze względu na możliwie krótki czas trwania operacji, nie można było liczyć na zbyt aktywny udział stronników Francuzów w Rzymie. Gdy tylko przelana krew Basseville'a zostałaby pomszczona i nałożona zostałaby kontrybucja, konieczne byłoby natychmiastowe zaokrętowanie wojsk francuskich. Dowódca artylerii stwierdził, że przeprowadzenie operacji 10-tysięczną armią byłoby karkołomynm przedsięwziąciem nawet w przypadku, gdyby na Morzu Śródziemnym panowała flota francuska. Ponieważ sytuacja była wręcz odwrotna, przeprowadzenie operacji oznaczałoby skazanie armii na pewną zagładę. Z tego też powodu flota francuska powinna sama wypłynąć, zniszczyć lub zmusić flotę angielską do opuszczenia Morza Śródziemnego. Dopiero wtedy mogłyby wypłynąć statki transportowe. Po dokonaniu desantu flota wojenna wraz ze statkami transportowymi musiałaby popłynąć w kierunku Neapolu, aby zastraszyć tamtejszy dwór, zmuszając go tym samym do zatrzymania swoich sił zbrojnych dla obrony Neapolu.

Przedstawiciel ludu był bardzo niezadowolony z przedstawionej przez dowódcę artylerii krytyki jego planu, tym bardziej, że wszyscy obecni generałowie poparli zdanie dowódcy artylerii. Oficerowie floty oświadczyli, że dopóki w okolicy krąży nieprzyjacielska eskadra, wypłynięcie na morze statków transportowych stanowi duże zagrożenie dla okrętów wojennych. Postanowiono zatem, że admirał Martin wypłynie sam z podległymi mu okrętami i podejmie walkę z Anglikami. 

1 marca okręty admirała opuściły Tulon. W okolicach San Lorenzo zdobył on angielski okręt "Berwick" uzbrojony w 74 armaty. Spotkanie flot francuskiej i angielskiej nastąpiło 8 marca naprzeciw Livorno. W obliczu nieprzyjaciela towarzyszący flocie Letourneur stracił pewność siebie i nakazał odwrót. Okręty angielskie ruszyły w pościg. 13 marca obie floty leżały naprzeciw przylądka Noli na genueńskiej Riwierze. W nocy od floty odłączyły się uzbrojony w 74 armaty "Mercure" oraz 3-pokładowy "Saint-Carlotte". O świcie następnego dnia nastąpiło zderzenie "Ça ira" (74 armaty) i "La Victoire" w wyniku czego ten pierwszy utracił zdolność sterowania. Obie floty były równe pod względem liczebności, ale nie pod względem możliwości ogniowych - flota francuska z początkowo 15 okrętów posiadała jeszcze 13. ale nie było wśród nich żadnego okrętu 3-pokładowego. Angielska fflota posiadał również 13 jednostek, ale 4 z nich były okrętami 3-pokładowymi. Francuzi kontynuowali swój odwrót, nie potrafili jednak zapobiec starciu z okrętami angielskimi: "Censeur" i "Ça ira" walczyły przeciwko trzem angielskim okrętom, z których dwa uzbrojone były w 74 armaty. "Tonnant", Duquesne" i "Victoire" również przez cały dzień brały udział w wymianie ognia. Reszta floty francuskiej nie weszła do walki. "Censeur" i "Ça ira" zostały, mimo zaciętej obrony, pokonane. Flota rzuciła kotwice koło wysp Hyeres, gdzie dotarły też "Sans-Culotte" i "Mercure". "Ça ira" zatonął na redzie portu La Spezia. W wyniku bitwy zatonął również angielski, 3-pokładowy "Illustrious". Straty obu stron były równe - po dwa okręty. Była to pierwsza bitwa tej kampanii stoczona przez obie floty na Morzu Śródziemnym. Gdyby Francuzi podjęli walkę już na wysokości Livorno, wykorzystując wszystkie swoje okręty, wynik mógłby być dla nich korzystniejszy.

Taki, a nie inny wynik bitwy był jednak wielkim szczęściem dla Republiki, gdyby bowiem Francuzi odnieśli sukces i zmusili angielskie okręty do wycofania się do Gibraltaru, na morze wypłynęłyby statki transportowe. Wyprawa przeciwko Rzymowi, nie mająca żadnego rozsądnego wytłumaczenia i źle przygotowana, skończyłaby się niewątpliwą klęską.

Zaokrętowane już wojska lądowe zeszły ponownie na ląd i pomaszerowały do Nicei, gdzie dwa miesiące później wielce się przydały w obronie granicy przeciw atakom wojsk austriackiego generała Wintza.  

Dozbrojenie Armii Italii kosztowało skarb państwa kilka milionów. Wydatek ten przyniósł jednak wiele korzyści. Wielki Książę Toskanii uznał Republikę Francuską i wysłał swojego przedstawiciela, hrabiego Carletti do Paryża. Stanął on 14 marca 1795 roku przed obliczem Konwentu. Republika Wenecka, która odmówiła wstąpienia do koalicji i przyjęła u siebie przedstawiciela Francji, zachęcona wysiłkiem zbrojnym, wysłała swojego ambasadora Quirini do Paryża. Jego nominacja nosi datę 14 marca. Neutralność Genui została wzmocniona. Król Neapolu przystąpił natychmiast do koalicji, gdy tylko armia angielsko-hiszpańska zyskała przewagę na Morzu Śródziemnym i czynnie popierał obronę Tulonu. Za to musiał on, podobnie jak papież, król Sardynii, książęta Modeny i Parmy w roku 1796 poczuć siłę Republiki Francuskiej.  

V.

Od 9 thermidora roku II (27 lipca 1794 - obalenie Robespierre'a - przyp.tłum.) panowało na południu Francji duże poruszenie. Trybunał Rewolucyjny w Marsylii wysłał na szafot wszystkich ważniejszych kupców. U steru rządów siedzieli jeszcze jakobini, skarżący się na upadek "partii górali" i złagodzenie przepisów prawnych. Do głosu zaczęły też dochodzić inne ugrupowania, chociaż były one osłabione z powodu emigracji i przeróżnych innych przyczyn. Zemsta była głównym motywem ich działania. Należała do nich większość mieszkańców Tulonu, pracownicy arsenału i załogi statków. Byli oni wrogo nastawieni do reprezentantów ludu Mariette i Cambon, którzy podejrzewali ich o przynależność do reakcyjnych partii. W tej sytuacji do portu zawinął statek kaperski, który przyprowadził do Tulonu zdobyty statek hiszpański, na pokładzie którego było około 20 emigrantów, z których większość należała do rodziny Chabrillant. W arsenale i na ulicach zebrały się tłumy z zamiarem szturmu więzienia i zamordowania uwięzionych tam nieszczęśników. Reprezentanci z pośpiechem udali się do arsenału, gdzie przemawiali do urzędników administracji, a później do robotników na placach budów. Obiecywali postawienie emigrantów przed specjalną komisją i skazania w przeciągu 24 godzin. Ale oni sami byli podejrzani i nie mieli absolutnie żadnego wpływu na nastroje tłumu. Głos z tłumu zawołał:

- Powieście tych obrońców emigrantów na latarni!

Zbliżał się zmierzch i rozpoczęto zapalanie gazowych latarni. Strażnicy miejscy próbowali osłonić reprezentantów, ale zostali przez tłum odepchnięci. W tym momencie generał artylerii rozpoznał wśród przywódców tłumu kilku kanonierów, którzy służyli pod jego rozkazami podczas oblężenia Tulonu. Wstąpił na stos drzewa, a kanonierzy, widząc go ponad głowami tłumu, uznali jego autorytet i uspokoili wzburzony tłum. Reprezentanci mogli bez uszczerbku opuścić arsenał. Ale na ulicach panował jeszcze większy chaos, opór strażników więzienia słabł. Generał pośpieszył tam i zdołał uspokoić napierający tłum. Obiecał, że emigranci zostaną następnego dnia postawieni przed sądem. Nie było sprawą łatwą przekonać tłum, że emigranci nie naruszyli prawa, bo przecież nie wstąpili dobrowolnie na terytorium Francji.

W nocy generał polecił wywieźć nieszczęśników z miasta ukrytych na wozach artylerii do Hyeres, gdzie na redzie wsiedli na pokład czekającego na nich statku. W ten sposób emigranci zostali uratowani.

W Tulonie wrzenie stopniowo wzrastało, 30 maja lud sięgnął wreszcie do broni, ogłosił powstanie i wypędził z miasta reprezentantów. Udali się oni do Marsylii, gdzie udało im się zmobilizować odpowiednie siły i wyruszyć przeciwko zbuntowanym mieszkańcom Tulonu. Na ich spotkanie wyszło około 3 tysiące buntowników uzbrojonych w 2 armaty. Spotkanie obu wrogich stron nastąpiło na wzniesieniach Cuges. Zwycięstwo chyliło się na stronę tulończyków, gdy do akcji wkroczyły regularne oddziały wojska dowodzone przez generała Pacthod. Kilka dni później Tulon został ujarzmiony.

Miesiąc przed tymi wydarzeniami Napoleon opuścił Prowansję.  

VI.

Komisje wojskowe przygotowały listy generałów, którzy mogli zostać nominowani na stanowiska w armiach podczas kampanii 1795 roku (reforma sztabów armii z 13 czerwca 1795 - przyp. tłum.). Wielu oficerów, którzy od końca 1792 roku, w latach 1793-1794 zostali wydaleni z armii, ponownie znaleźli się w jej szeregach. W związku z tym w służbie znalazło się wielu generałów artylerii, dla których nie było wolnych stanowisk. Napoleon, liczący wówczas 25 lat, był najmłodszym wśród nich. Został umieszczony na liście generałów piechoty z obietnicą przeniesienia do artylerii w przypadku wolnego stanowiska. Opuścił on Armię Italii w momencie objęcie jej dowództwa przez generała Kellermanna (Francois-Etienne Kellermann, mianowany 3 marca 1795 roku dowódcą Armii Italii, stanowisko objął 6 maja - przyp. tłum.). Napoleon rozmawiał z nim w Marsylii, udzielił wszelkich wymaganych od niego informacji i odjechał do Paryża. W Chatillon-sur-Seine, podczas pobytu u ojca swojego adiutanta, kapitana Marmont dowiedział się o przebiegu wypadków 1 prairiala (20 maja w Paryżu wybuchły zamieszki pod hasłem "chleba i konstytucji 1793 roku" - przyp. tłum.). To skłoniło go do pozostania w Chatillon aż do uspokojenia sytuacji w stolicy.

Po przybyciu do Paryża udał się do członka Komitetu Ocalenia Publicznego Aubry, który był autorem raportu o przydziale stanowisk generalskich. Napoleon przedstawił mu swoją dwuletnią przynależność do Armii Italii, udział w oblężeniu Tulonu, kierownictwo w uzbrojeniu wybrzeża Morza Śródziemnego dodając, że z bólem serca rozstałby się z artylerią, z którą jest związany od wczesnej młodości. W odpowiedzi Aubry zauważył, że Francja ma wielu generałów artylerii, a Napoleon jest najmłodszym. Jak tylko zwolni się stanowisko, jego nazwisko będzie uwzględnione.

Jeszcze przed 6 miesiącami Aubry był kapitanem artylerii (stwierdzenie niezgodne z prawdą - Francois Aubry został już 15 maja 1793 roku mianowany generałem brygady, 3 października 1793 usunięty z armii i aresztowany, przywrócony do służby w 1795 roku - przyp.tłum.), od chwili wybuchu rewolucji nie wziął udziału w żadnej wojnie, a mimo tego sam wpisał się na listę w stopniu generała dywizji i inspektora artylerii.

W kilka dni później Napoleon otrzymał od Komitetu Ocalenia Publicznego polecenie udania się do Armii Wandei, gdzie objąć miał stanowisko dowódcy brygady piechoty. Odpowiedzią była dymisja.

Opublikowanie wspomnianej poprzednio listy wywołało wiele odwołań. Pozbawieni stanowisk oficerowie udali się tłumnie do Paryża. Wielu z nich było wyróżniającymi się oficerami, większość jednak niczym nie zasłużyła na stopień generała, który zawdzięczała swoim klubom. Wszyscy jednak doceniali zasługi generała artylerii, przytaczając w swoich odwołaniach jego zwolnienie jako koronny dowód na niesprawiedliwość i stronniczość listy.

Osiem dni po złożeniu przez Napoleona wniosku o dymisję, w okresie, gdy oczekiwał on na odpowiedź Komitetu, Armia Italii generała Kellermanna została pobita i zmuszona do opuszczenia pozycji w okolicy San Giacomo. W swoim liście Kellermann informował władze w Paryżu, że jeżeli nie otrzyma natychmiast wzmocnienia, zmuszony będzie opuścić Niceę. W Paryżu zapanował niepokój. Komitet Ocalenia Publicznego wezwał na swoje posiedzenie wszystkich deputowanych, którzy byli na południu kraju i wysłuchał ich opinii. Wszyscy jednogłośnie oświadczyli, że najlepszym znawcą pozycji zajmowanych przez Armię Italii jest generał artylerii. Napoleon został wezwany przed oblicze Komitetu, wziął udział w wielu naradach, z udziałem Sieyesa, Doulcet-Pontecoulant, Letourneura i Jeana Debry. Sformułował instrukcje, zatwierdzone przez Komitet i otrzymał polecenie objęcia stanowiska generała brygady artylerii i kierowania operacjami militarnymi. To stanowisko zajmował Napoleon przez dwa albo trzy miesiące, aż do wydarzeń 13 vendemiaire'a.  

VII.

Gdy generał Kellermann w maju 1795 roku objął stanowisko dowódcy Armii Italii, zajmowała ona stanowiska wytyczone przez Napoleona w październiku ubiegłego roku po potyczce pod Cairo. Lewe skrzydło w sile 5 tysięcy stało na przedgórzu przełęczy Argentiere aż do przełęczy Sabbione; centrum, dowodzone przez generała Macquard zajmowało przełęcze Sabbione, Tenda, Mont Bertrand i Tanarello. W jego skład wchodziło 8 tysięcy żołnierzy. Pozycje prawego skrzydła znajdowały się na przełęczy Termini, wzgórzach wokół Ormea, przełęczych San Bernard, Bardinetto, Settepani, Melogno, San Giacomo, Madonna i Vado. W skład jego wchodziły dywizje dowodzone przez generałów Serurier, Laharpe i Massena o łącznej sile 25 tysięcy ludzi. 

Potyczka pod Cairo i pozycje zajęte przez armię francuską pod koniec 1794 roku wprawiły dwór wiedeński w duże zaniepokojenie. Z pozycji pod Vado Francuzi zagrażali Genui, jej utrata oznaczałaby brak połączenia z Księstwem Mediolanu. Z tego powodu kabinet wiedeński na kampanię 1795 roku sformował 30-tysięczną armię pod dowództwem generała Wintza, który miał współdziałać z armią piemoncką. Flota angielska krążyła u wybrzeży w okolicach Sawony i Vado wspierając działania generała Wintza. Ten założył swoją kwaterę początkowo w Acqui, a następnie w Dego, skąd pomaszerował w kierunku wzniesień Sawony, które zajął 23 czerwca. W ten sposób nawiązana została łączność z angielską flotą.

Austriacki generał podzielił swoją armię na 3 korpusy, które 23 czerwca podjęły ofensywę. Prawe skrzydło, podzielone na 5 kolumn, zaatakowało francuskie lewe skrzydło pomiędzy przełęczą Termini i wzgórzami wokół Ormea. Centrum, w 3 kolumnach głównych, podzielonych na kilka mniejszych, zaatakowało pozycje Bardinetto i San Giacomo. Lewe skrzydło skierowane zostało w kierunku Vado, zajmowanego przez prawe skrzydło Francuzów. 25 i 26 czerwca na wszystkich odcinkach toczyły się zacięte walki. Armia francuska obroniła wszystkie swoje pozycje z wyjątkiem przełęczy Spinardo, szańców przełęczy Melogno i grzbietu wzgórz koło San Giacomo. Zajmując szańce na Melogno, znajdujące się w odległości tylko 2 godzin marszu od leżącego nad brzegiem morza Finale, nieprzyjaciel zagroził centrum Armii Italii. Generał Kellermann zdawał sobie sprawę, jak ważne jest odbicie tej pozycji i 27 czerwca wydał rozkaz do ataku. Ale szturm został odparty. 28 czerwca dowódca Armii Italii postanowił wycofać się, oddając pozycje pod San Giacomo, Vado i Finale, zajmując tymczasowe pozycje. Gdy 7 lipca otrzymał odpowiedź na swoje raporty wysłane 24 i 28 czerwca umocnił się w okolicach Borghetto.

Generał Kellermann był odważnym żołnierzem, niesłychanie pilnym, ale brakowało mu niezbędnych zdolności potrzebnych do kierowania całą armią. W trakcie kampanii popełnił same błędy. Komitet Ocalenia Publicznego zwrócił mu uwagę, że rozciągnięcie w 1794 roku pozycji armii na wzgórzach wzdłuż rzeki Tanaro i wysunięcie prawego skrzydła za Bardinetto, Melogno i San Giacomo miało na celu zapobieżenie współdziałaniu armii austriackiej z angielską flotą oraz zabezpieczenie możliwości przyjścia z pomocą Genui w przypadku ataku od strony morza lub przełęczy Bocchetta. Pozycja zajmowana pod Vado nie była pozycją obronną, lecz zaczepną, zapewniającą możliwość zaatakowania nieprzyjaciela, w momencie jego pokazania się na Riwierze. Gdy tylko stwierdzono ruch armii austriackiej w kierunku Sawony, Kellermann powinnien był zagrodzić jej drogę, aby zapobiec zajęciu miasta i przerwaniu jego połączenia z Genuą. Że jednak to mu się nie powiodło, powinnien był w pierwszej kolejności, dla wzmocnienia prawego skrzydła pod San Giacomo, opuścić pozycje pod Vado. Po drugie, gdy po walkach 25 czerwca nieprzyjaciel zajął Melogno i wzgórza koło San Giacomo, powinnien był wykorzystać osiągnięte przez generała Laharpe zdobycze na prawym skrzydle, opuścić Vado i wzmocnić tą dywizją wojska atakujące Melogno i San Giacomo. To przyniosłoby pewny sukces. Po trzecie, gdy 27 czerwca zdecydował się na atak wspomnianych pozycji, miał jeszcze wystarczająco dużo czasu, aby prawe skrzydło, po wykonaniu ruchu flankowego, przyłączyło się do szturmujących, wykorzystując w ten sposób korzyści osiągnięte 26 czerwca na lewym skrzydle nieprzyjaciela. Również taki manewr mógł zadecydować o zwycięstwie.

Te z mistrzowską precyzją zredagowane depesze wprawiły Kellermanna początkowo w stan zdumienia, prędko jednak domyślił się ich autora. 

Na Riwierze Ponente istnieją trzy linie, które osłaniają hrabstwo Nicei i zagradzają do niej dostęp. Prawe skrzydło opiera się przy tym o morze, a lewe zajmuje pozycje na szczytach pasma górskiego. Pierwsza z nich to pozycje koło Borghetto, druga - Monte Grande, trzecia - na brzegach rzeki Taggia. Generał artylerii już dawno dokonał rekonesansu wszystkich tych linii. Towarzyszył mu w tym jego adiutant generalny Saint-Hilaire, dzielny i znakomity oficer, który później okrył się sławą w setkach bitew i jako generał dywizji zginął w bitwie pod Essling.

Prawe skrzydło linii pod Borghetto ma swój punkt oparcia nad brzegiem morza koło wioski Borghetto, odległej o godzinę marszu od Loano, na wzgórzu górującym nad niziną wokół Loano. Punkt oparcia lewego skrzydła to leżąca naprzeciw Champ-des Pretes wielka samotna skała. Massena kazał na niej usypać szaniec, którą armia, dla upamiętnienia fortu Mulgrave w Tulonie, nazwała Małym Gibraltarem. Pozycja ta łączy się ze wzniesieniami w okolicach Ormea, Loano, Rocca-Barbena. Monte San Bernardo i Garessio leżą poza tą linią i są opanowane przez nieprzyjaciela, ale linia stanowi osłonę dla Ormei. Rozciąga się ona wprwdzie na znacznej przestrzeni 25 kilometrów, ale jest prawie wszędzie niedostępna, co stanwoi o jej sile. Zaatakowana może być jedynie przez wąwóz Zucarello, gdzie stoi zamek o tej samej nazwie. Po jego uzbrojeniu można uzyskać dodatkową, znakomitą pozycję obronną. Pomiędzy lipcem i wrześniem generał Wintz kilkakrotnie planował zaatakowanie tej linii, ale nie podjął ani jednej poważniejszej próby. Od Zucarello prowadzi, przebiegająca za małym potokiem Arrosia linia obronna w kierunku Albengi. W przypadku przerwania części linii obronnej pomiędzy Zucarello i Borghetto jest to dobra pozycja dla zatrzymania nieprzyjaciela.

Pozycja na Monte Grande, opierająca się o przełęcze Pizzo i Mezzaluna i za San Lorenzo docierająca do morza, jest o wiele słabsza, ale mimo wszystko silna. Słabsza niż linia Borghetto, ale silniejsza niż ta na Monte Grande jest linia, której prawe skrzydło znajduje się u ujścia rzeki Taggia, centrum na Monte Ceppo, a lewe skrzydło na Monte Tanarda i przełęczy Ardente.

Pierwsza z wymienionych linii stanowi osłonę dla Oneglia i wszystkich pozycji na Riwierze pomiędzy Oneglia i Borghetto. Druga broni Oneglia i Ormea oraz wszystkie zwężenia rzeki Tanaro, trzecia - Riwiery pomiędzy Oneglia i San Remo. Cechą charakterystyczną tej ostatniej jest fakt, że w razie konieczności opuszczenia San Remo, armia może zająć pozycje w leżącym między tym miastem i Bordighera, Ospedaletto, przez co linia nie traci na możliwościach obronnych. 

Pierwszą z tych linii nieprzyjaciel może obejść maszerując doliną Tanaro i opanowanie Monte Ariolo, skąd może zagrozić Monte Grande i Oneglii. Ale Ormea i Monte Ariolo leżą tak blisko linii obronnej, że do obrony tych pozycji można użyć rezerwy. Można ją również obejść z przełęczy Tenda, ale to oznaczałoby tak znaczącą zmianę terenu walki, że ruch przeciwnika w tym kierunku nie mógłby zostać niezauważony. W tym przypadku istniałaby możliwość wykorzystania momentu przemieszczania się przeciwnika, do zaatakowania i zniszczenia jego sił pozostawionych pod Borghetto. Linia druga, a w szczególności trzecia mają tę pozytywną stronę, że nie można ich obejść doliną Tanaro, leżącą poza ich obrębem. Mając za cel obrony Nicei trzeba powiedzieć, że najlepiej do tego nadaje się linia rzeki Taggia, gdzie wojska skoncentrowane są na stosunkowo niewielkim terenie i są w stanie obronić przełęcz Tenda. 

VIII.

Rząd w Paryżu dochodził powoli do wniosku, że dowodzenie Armią Italii przekraczało możliwości generała Kellermanna. We wrześniu przeniesiono go zatem na stanowisko dowódcy Armii Alp i powierzono Armię Italii generałowi Scherer (Barthelemy-Louis Scherer został 31 sierpnia mianowany dowódcą Armii Italii, objął stanowisko 29 września - przyp.tłum.), który dowodził do tej pory Armią Pirenejów Wschodnich, ta jednak, ze względu na podpisany traktat pokojowy z Hiszpanią (22 lipca w Bazylei - przyp. tłum.), stała się bezużyteczna.

Scherer przyprowadził wzmocnienie w postaci dwóch dywizji. Wzmocnienie otrzymała również armia austriacka. Nie wypełniła ona wprawdzie w pełni oczekiwań dworu w Wiedniu, ale odniosła mimo tego znaczące sukcesy: zdobycie pozycji pod San Giacomo i Vado, odcięcie Genui i nawiązanie kontaktu z flotą angielską.

Na początku listopada 5 dywizji armii francuskiej zajmowały w dalszym ciągu pozycje na linii Borghetto. Dywizja lewego skrzydła generała Serurier stacjonowała w Ormea, dywizje generałów Massena i Laharpe w Zuccarello i Castelvecchio, a dywizje generałów Augereau i Sauret naprzeciw Borghetto. W sumie siły te liczyły 35-36 tysięcy żołnierzy.

Kwatera główna armii austriackiej znajdowała się w Finale, jej prawe skrzydło, utworzone z armii Piemontu, zajmowało stanowiska w okolicach Garessio, centrum Argenteau znajdowało się w Rocca-Barbena, a lewe skrzydło, w skład którego wchodzili wyłącznie żołnierze austriaccy, w Loano, gdzie do obrony niziny usypane zostały liczne szańce. Armia austriacko-piemoncka liczyła pierwotnie 45 tysięcy żołnierzy, poniosła jednak jesienią 1795 roku odczuwalne straty na skutek panujących w jej szeregach chorób.

Armia francuska miała poważne problemy z kwaterami i zaopatrzeniem. Wskutek zaawansowanej pory roku konieczne było zapewnienie armii kwater zimowych. Generał Scherer, dla zapewnienia bezpieczeństwa tych kwater oraz odzyskania połączenia z Genuą, zdecydował się na wydanie bitwy.

Wieczorem 21 listopada Massena na czele swojej i Laharpe'a dywizji rozpoczął marsz w kierunku pozycji nieprzyjaciela. O świcie zaatakował jego centrum w Rocca-Barbena, a po jego całkowitym rozbiciu ścigał uciekających Austriaków aż do Bormidy. Następnie zajął Melogno, a dzień zakończyło rozbicie biwaku jego awangardy na wzgórzach koło San Giacomo. Od świtu następnego dnia trwała wymiana ognia na prawym skrzydle - dywizja Serurier trzymała tam w szachu całą armię piemoncką. Augereau przedarł się w tym czasie przez Borghetto, zaatakował lewe skrzydło nieprzyjaciela i zajął jego stanowiska. Nieprzyjaciel w pośpiechu wycofał się z Finale, rozpoczynając odwrót w kierunku Sawony. Serurier, który umiejętnymi manewrami zatrzymał bez większych strat liczącą dwa razy więcej żołnierzy armię piemoncką, otrzymał 23 listopada wzmocnienie w postaci dwóch brygad. Następnego dnia przeszedł do ataku i zmusił Piemontczyków do wycofania się do umocnionego obozu w Ceva. Obie armie nieprzyjacielskie poniosły dotkliwe straty - utraciły większość swojej artylerii, magazyny, bagaże i 4 tysiące jeńców. Armia francuska okryła się w tym dniu sławą.

Austriacy opuścili Riwierę Genueńską i zajęli kwatery zimowe po drugiej stronie Apeninów. Obie armie udały się na zimowe leża. Francja miała znowu połączenie z Genuą. Kwatera główna powróciła do Nicei. Tak zakończył się rok 1795.

Dalej >>>





Copyright © 2001 - 2010  NapoleonTeam
Wszelkie Prawa Zastrzeżone

web stats stat24