| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||
|
Wspomnienia Napoleona Tłumaczenie: Kamp |
||
T. VI Roz. III. Dyplomacja i wojna. I. Preliminaria pokojowe podpisane
przez hrabiego Saint-Julien. - II. Rokowania z Anglią w sprawie
zawieszenia broni na morzu. - III. Rozpoczęcie rokowań w Luneville. -
IV. Sprawy włoskie. Wkroczenie do Toskanii. - V. Siła i pozycje armii. -
VI. Operacje Amii Gallo-Batawskiej. Potyczka pod zamkiem Erbach. - VII.
Operacje Armii Renu. Bitwa pod Hohenlinden. - VIII. Przekroczenie Innu i
Salzach. Podpisanie w Steyr zawieszenia broni (25 grudnia 1800). - IX.
Uwagi. - X. Armia Gryzonii: przekroczenie przełęczy Splügen; Marsz w
kierunku Bolzano. Armia Italii: przekroczenie Mincio. - XI. Przejście
przez Adygę; podpisanie w Treviso zawieszenia broni (16 stycznia 1801);
Przekazanie Mantui w dniu 26 stycznia. - XII. Korpus Obserwacyjny
Południa. Podpisanie 18 lutego 1801 roku w Foligno zawieszenia broni z
królestwem Neapolu. I. Generał-porucznik hrabia Saint-Julien przybył 28 lipca 1800 roku do Paryża i przekazał Pierwszemu Konsulowi list cesarza niemieckiego. Przedstawił się jako osoba upoważniona, której zlecono prowadzenie rokowań w sprawie preliminarii pokojowych, zawarcie i podpisanie odpowiedniego traktatu. List cesarza był jasny, wyraźny i zawierał bez wątpienia upoważnienie dla hrabiego, stwierdzając: " ... wszystkiemu, co w moim imieniu rzeknie hrabia, należy dać wiarę, a ja zaakceptuję wszystko, co zrobi". Rokowania z austriackim przedstawicielem Pierwszy Konsul zlecił Talleyrandowi; już po kilku dniach ustalono i podpisano preliminaria pokojowe. Ustalono w nich, że traktat pokojowy podpisany będzie w oparciu o warunki traktatu z Campio Formio; odszkodowania, które na podstawie tego traktatu przysługiwały Austrii w Niemczech, miała ona otrzymać we Włoszech. Aż do podpisania ostatecznego traktatu armie obu mocarstw miały pozostać, zarówno we Włoszech, jak i w Niemczech, na swoich pozycjach. Powstańcy w Toskanii nie mieli otrzymać żadnej pomocy, nie miały wkroczyć tam również żadne oddziały. Z powodu wysokiej rangi przedstawiciela, który przedstawił własnoręczny list cesarza, instrukcji, którymi, jak twierdził, kierował się oraz jego pewnego tonu można było uznać traktat za podpisany; jednak w sierpniu otrzymano z Wiednia inne wiadomości. Hrabia Saint-Julien stracił swoje pełnomocnictwa i został odwołany; austriacki minister spraw zagranicznych, baron Thugut, informował, że Austria w traktacie podpisanym z Anglią zobowiązała się do prowadzenia jedynie wspólnych z tym państwem rozmów pokojowych i dlatego cesarz nie może zatwierdzić preliminarii podpisanych przez hrabiego Saint-Julien, ale monarcha życzy sobie pokoju, podobnie jak i Anglia, o czym świadczy list ambasadora Anglii, lorda Minto do barona Thuguta. Lord pisał, że Anglia jest gotowa do wysłania swojego przedstawiciela, by wraz z wysłannikiem Austrii przeprowadził rokowania na temat podpisania traktatu pokojowego pomiędzy tymi dwoma mocarstwami i Francją. W tej sytuacji Republika nie mogła uczynić nic innego, jak ponownie rozpocząć działania wojenne. Ale Pierwszy Konsul nie chciał zrezygnować z żadnej możliwości podpisania pokoju z Austrią i Anglią. W tym celu ogłosił, że: 1. jest w stanie zapomnieć zniewagę, uczynioną Republice przez gabinet wiedeński, nieuznaniem podpisanych przez hrabiego Saint-Juliena preliminarii pokojowych; 2. dopuści angielskich i austriackich pełnomocników do udziału w kongresie 3. wyraża zgodę na przedłużenie zawieszenia broni w Niemczech, pod warunkiem, że Anglia wyrazi zgodę na zawieszenie działań wojennych na morzu. Nie może jednak
zaakceptować, by Francja prowadziła rokowania z dwoma mocarstwami, z
których jedno znajduje się w stanie wojny z Republiką. II. Do Otto (Louis Otto, Badeńczyk w służbie dyplomacji francuskiej - przyp.tłum.), który jako francuski komisarz do wymiany jeńców przebywał w Londynie, wysłano kuriera. 24 sierpnia skierował on notę dyplomatyczną do lorda Grenville, w której pisał: "Po tym, jak lord Minto oświadczył, że rząd angielski zamierza wziąć udział w rozpczynających się wkrótce rokowaniach na temat nowego traktatu pokojowego pomiędzy Austrią i Francją, Pierwszy Konsul zgadza się na dopuszczenie do rozmów angielskiego przedstawiciela; utrudni to jednak podpisanie traktatu pokojowego, a z powodu rozbieżnych interesów siłą rzeczy spowoduje przedłużenie rokowań; w interesie Republiki nie leży jednak przedłużenie umów o zawieszeniu broni z Marengo i Parsdorf, o ile w ramach rekompensaty równocześnie nie zostanie podpisane zawieszenie broni na morzu." Depesze lorda Minto nie dotarły jeszcze do Londynu; lord Grenville był zaskoczony otrzymaną notą i wysłał zwierzchnika Transport-Office do Otto z prośbą o przekazanie mu pism, które były powodem jego listu. Otto uczynił to natychmiast; zresztą wkrótce potem do Londynu dotarł kurier z Wiednia. Lord Grenville odpowiedział francuskiemu przedstawicielowi, że podpisanie zawieszenia broni dla operacji morskich byłoby czymś zupełnie nowym w historii narodów. Poza tym wyraził zgodę na wysłanie przedstawiciela do miejscowości, która podana mu będzie jako miejsce kongresu; tym przedstawicielem miał być brat lorda, Thomas Grenville, dla którego prosił o niezbędne paszporty, by mógł on udać się do Francji. Lord unikał więc udzielenia odpowiedzi. Ponieważ 10 września powinny rozpocząć się działania wojenne we Włoszech i Niemczech, 30 sierpnia Otto zażądał udzielenia odpowiedzi do dnia 3 września. 4 września lord Grenville kazał poprosić o pisemne zredagowanie propozycji francuskiej, gdyż nie mógł sobie wyobrazić, jak wyglądać ma zawieszenie broni na morzu. Otto posłał mu wyczerpujące opracowanie propozycji rządu francuskiego. Wyglądały one następująco: 1. statki handlowe obu państw mają prawo do swobodnej żeglugi i nie będą poddawane żadnym przeszukiwaniom; 2. eskadry, które blokują porty w Tulonie, Breście, Rochefort i Kadyksie powrócą do swoich portów macierzystych; 3. twierdze nadmorskie,
jak La Valetta, Aleksandria i Belle-Ile-en-Mer, traktowane będą jak
twierdze Ulm, Philippsburg i Ingolstadt; wynika z tego, że wszystkie
francuskie i neutralne statki będą miały do nich swobodny dostęp. 7 września Grenville odpowiedział, że Jego Królewska Mość w gruncie rzeczy wyraża zgodę na zawieszenie działań na morzu, mimo, że zaprzecza to interesom Anglii; będzie to ofiara, którą Anglia chce ponieść dla pokoju i swojego sojusznika, Austrii; ale żaden z punktów francuskiej propozycji nie nadaje się do zaakceptowania; proponuje zatem, by rozpocząć rozmowy na temat dołączonych przez niego kontrpropozycji. Brzmiały one następująco: 1. działania na morzu zostaną zawieszone; 2. twierdze La Valetta, Aleksandria i Belle-Ile-en-Mer mogą zaopatrzyć się w zapas prowiantu odpowiadający sile ich garnizonów i wystarczający na 14 dni; 3. blokada Brestu i innych portów Francji
i jej sojuszników zostanie zawieszona; lecz w czasie zawieszenia broni
okręty tam się znajdujące nie mogą wypłynąć w morze, a floty angielskie
znajdować się będą w pobliżu tych portów. 16 września komisarz francuski odpowiedział, że rząd francuski pozostawia decyzję o wzięciu udziału w rokowaniach w Luneville Jego Wysokości królowi Anglii; wyraża równocześnie zgodę, by przedstawiciele Anglii i Austrii wspólnie prowadzili rokowania; w tym czasie wojna na lądzie i na morzu będzie prowadzona dalej albo ustalone zostanie zawieszenie broni na lądzie i morzu lub zawieszenie broni ważne będzie jedynie dla Austrii, a w Luneville prowadzone będą rokowania jedynie z tym mocarstwem, natomiast z Anglią w Londynie lub Paryżu, a wojna na morzu będzie dalej trwać. Otto zwrócił uwagę, że zawieszenie działań na morzu mogłoby być dla Francji odszkodowaniem za zgodę na przedłużenie zawieszenia broni na lądzie; ale w tym czasie Austria uzupełniłaby szeregi swojej armii i jej wyposażenie, a moralny skutek zwycięstw pod Marengo i Mösskirch zostałby zatarty; królestwo Neapolu, rozdarte waśniami i nieszczęściami wszelkiego rodzaju, na nowo zorganizuje swoją armię; wreszcie, zawieszenie broni umożliwiłoby dokonanie rekrutacji w Toskanii i Marchii Ankony. Zwycięzca zezwolił zwyciężonemu na te wszystkie korzyści tylko dlatego, że ten formalnie obiecał niezwłoczne podpisanie pokoju. Możliwość zaprowiantowania portów Republiki nie była dla Francji żadną korzyścią z zawieszenia broni na morzu, bo przecież nie brakowało na lądzie wystarczającej ilości dróg; korzystne dla Francji byłoby jedynie odtworzenie połączeń z Egiptem, Maltą i Ile de France. Gdy 20 września Grenville polecił poprosić o kolejne wyjaśnienia, został następnego dnia poinformowany przez Otto, że Pierwszy Konsul jest gotowy zmienić swoją pierwszą propozycję: podczas trwania zawieszenia broni floty Francji i jej koalicjantów nie zmienią swoich pozycji; połączenie z Maltą ograniczone zostanie do niezbędnego minimum, czyli dostarczenia za każdym razem prowiantu na 2 tygodnie, a mianowicie 1000 porcji na każdy dzień; ponieważ Aleksandria nie jest odcięta od strony lądu i posiada tyle zapasów prowiantu, że mogłaby nawet posłać jego część do Anglii, prawo Francji ograniczyłoby się do wysłania tam 6 fregat, które natychmiast pożeglują z powrotem, na pokładzie których znajdowałby się angielski oficer w charakterze parlamentariusza. Były to jedyne korzyści, które odniosłaby Francja z zawieszenia działań wojennych na morzu. Te 6 fregat dostarczyłyby do Egiptu posiłki w sile 3 600 ludzi, którym towarzyszyłaby jedynie niezbędna do obsługi statków liczba marynarzy; mogliby oni zabrać kilka tysięcy karabinów, sporą ilość amunicji i inne, niezbędne dla Armii Wschodu rzeczy. Rokowania były już tak daleko zaawansowane, że lord Grenville poczuł się zmuszony do mianowania podsekretarza stanu Ammona, by prowadził dalsze rozmowy z Otto. Podsekretarz odwiedził francuskiego przedstawiciela i wysunął propozycję opuszczenia przez armię francuską Egiptu, zgodnie z podpisanym 25 stycznia traktatem z El Arisz, złamanym 18 marca wskutek odmowy jego uznania przez rząd angielski. Na taką propozycję nie można było udzielić żadnej odpowiedzi; Ammon nie upierał się też dalej. W wyniku kilkudniowych
rokowań obaj komisarze osiągnęli porozumienie odnośnie wszystkich
trudności, za wyjątkiem wysłania francuskich fregat do Aleksandrii. 25
września Otto oświadczył, że jest to conditio sine qua non, na co
9 października Ammon odpisał, że tym samym rokowania uważa za przerwane. III. W czasie tych rozmów można było zauważyć, że celem gabinetu angielskiego było jedynie zyskanie na czasie; nie był on nigdy gotów do ustępstw na rzecz Republiki Francuskiej lub wyrażenie zgody na uzyskanie przez nią jakichkolwiek korzyści jako rekompensaty za straty poniesione przedłużeniem zawieszenia broni z cesarzem niemieckim. Dowódcy Armii Renu i Armii Italii otrzymali rozkaz wypowiedzenia z dniem 1 września zawieszenia broni i rozpoczęcia działań wojennych. Ponieważ Massena nie potrafił porozumieć się z rządem Republiki Cisalpińskiej, jego stanowisko dowódcy Armii Italii zajął generał Brune. Generał Moreau, który nadal dowodził Armią Renu, miał swoją kwaterą główną w Nymphenburgu, pałacyku elektora bawarskiego w pobliżu Monachium. 19 września miały rozpocząć się działania wojenne. Hrabia Lehrbach, który przybył nad Inn, z naciskiem prosił jednak o utrzymanie zawieszenia broni; obiecywał, że jego władca szczerze rozważa rozpoczęcie rokowań pokojowych. Jako rękojmię szczerości tych zamiarów był gotowy do przekazania twierdz Ulm, Philippsburg i Ingolstadt. Zgodnie z tą propozycją 20 września podpisano w Hohenlinden porozumienie przedłużające zawieszenie broni o 40 dni. Jasnym było, że jest to
tylko podstęp dworu wiedeńskiego; chciał on przetrzymać porę deszczową,
by mieć później całą zimę na uzupełnienie swoich armii. Z innej strony
istotnym było, by armia francuska zajmowała wspomniane 3 twierdze; w ten
sposób otrzymała nowe bazy i mogła czuć się w Niemczech bezpieczna. A
jeżeli Austria wykorzystałaby okres zawieszenia broni na powołanie i
uzbrojenie nowych rekrutów, Francja również uczyniłaby wszystko, by
wystawić nowe armie, co umożliwiała liczniejsza niż w Austrii ludność
Francji, Włoch i Holandii. W przeciągu tych 40 dni Armia Italii była w
stanie opanować Rzym, Neapol i Toskanię, państwa, nie objęte podpisanym
zawieszeniem broni i skazane na własne siły. Dzięki temu możliwe byłoby
niepokojenie przez armię francuską tyłów i skrzydeł nieprzyjaciela. Kierujący wiedeńskim gabinetem minister Thugut był pod wpływem angielskim. Zarzucano mu polityczne i militarne błędy, które zagrażały istnieniu monarchii. Jego polityka uniemożliwiła powrót papieża, Wielkiego Księcia Toskanii i króla Neapolu, co wywołało gniew cara Rosji. W momencie, kiedy łatwo można przewidzieć, jak potrzebny jest dworowi austriackiemu pokój, Thugut podpisał z Anglią traktat subsydiarny. Jego planom przypisywano katastrofy kampanii i zarzucano, że uczynił z armii we Włoszech główną armię austriacką zamiast skoncentrować wszystkie siły cesarstwa nad Renem. Chciał on w ten sposób uczynić przysługę Anglii, która dążyła do zniszczenia Tulonu i doprowadzenia w ten sposób do ostatecznego udaremnienia wyprawy do Egiptu. Wreszcie zaszkodził on autorytetowi swojego władcy, skłaniając go do udania się do stojących nad Innem oddziałów i wydania tam poniżających rozkazów do wydania 3 wspomnianych powyżej twierdz. Thugut został odwołany. Graf Cobenzl, który prowadził rokowania w Campo Formio, został podniesiony do godności wicekanclerza, stanowiska równoznacznego premierowi. Wszystko, co budziło nadzieję na pokój, było w Wiedniu popularne i było życzliwie przyjmowane przez opinię publiczną. Hrabia Cobenzl sprawiał
wrażenie zwolennika pokoju, przyjaciela Francji; pysznił się, że
prowadził rokowania w Campo Formio, a Pierwszy Konsul darzy go
zaufaniem; właśnie temu zaufaniu zawdzięczał swoje ważne stanowisko,
które objął; wierzono, że powróci rok 1756, wspaniałe czasy, jeden z
najwspanialszych okresów monarchii austriackiej, kiedy to Francja
kroczyła za wozem triumfalnym Marii Teresy. Hrabia Cobenzl poinformował
gabinet w Tuileries, że do Luneville uda się hrabia Lehrbach. Wkrótce
potem oświadczył jednak, że nie chce powierzyć nikomu innemu tak ważnego
zadania; wyruszył sam na czele licznego orszaku z Wiednia, podróżując
jednak bardzo powoli; po przybyciu do Luneville, wykorzystał fakt, że
francuskie przedstawicielstwo jeszcze tam nie przybyło jako pretekst,
aby udać się do Paryża, by złożyć wizytę najwyższemu dostojnikowi
Republiki. Korzystał z każdej możliwości, by zyskać na czasie. Został
przedstawiony w Tuileries i wspaniale przyjęty. Ale gdy następnego dnia
minister spraw zagranicznych zażądał od niego przedstawienia
pełnomocnictw, Cobenzl nie zareagował. Było jasnym, że chciał jedynie
zwieść rząd francuski i że dwór wiedeński, mimo zmian w rządzie,
pozostał przy starej taktyce działania na zwłokę. Pierwszy Konsul
mianował Józefa Bonaparte pełnomocnikiem na kongres w Luneville,
hrabiego Laforest sekretarzem delegacji swojego brata i generała
Clarke'a komendantem Luneville i departamentu Meurthe. Żądał, by
niezwłocznie rozpoczęto rokowania. Pełnomocnicy udali się do Luneville,
gdzie 6 listopada wymienili upoważnienia. Ale gdy zaczęto sporządzać
protokół rokowań, przedstawiciel Austrii oświadczył, że nie będzie
prowadził rozmów bez udziału przedstawiciela Anglii. Ale ten mógł zostać
dopuszczony do kongresu jedynie pod warunkiem rozszerzenia zawieszenia
broni na operacje na morzu. Pomiędzy Paryżem i Wiedniem kursowali
liczni kurierzy; ale gdy rozpoznano dwulicowość gabinetu austriackiego,
dowódcy armii republikańskich otrzymali rozkaz wypowiedzenia zawieszenia
broni i natychmiastowego rozpoczęcia działań wojennych; Armia Italii
przystąpiła do działań 17., Armia Renu 27 listopada. Mimo tego,
pełnomocnicy obu stron nadal spotykali się, podpisywali codziennie
protokół i wydawali dla strony przeciwnej przyjęcia. IV. Biskup Imoli, kardynał Chiaramonti, został 18 marca 1800 roku osadzony przez zgromadzone w Wenecji kolegium kardynałów na tronie św.Piotra. Panująca wówczas w całych Włoszech Austria prowadziła wobec papieża tą samą politykę, którą prowadziła wobec króla Piemontu; uznając, że w interesie gabinetu w Wiedniu jest trzymanie papieża w Wenecji, gdzie znajdował się w bezpośrednim zasięgu wpływów austriackich, wzbraniała się oddania w jego ręce Rzymu. Dopiero po bitwie pod Marengo baron Thugut, który uznał, że wpływ Austrii na losy Włoch jest stracony, wysłał papieża do Rzymu; pod wpływami Austrii pozostała Ankona i Romania, gdzie stacjonował austriacki korpus. Licząca 20 000 armia angielska, która wspierać miała operacje feldmarszałka Melasa, została wreszcie skoncentrowana na wyspie Minorka; ale francuskie zwycięstwa zniweczyły plan koalicji. W wyniku porozumienia z Marengo, w wyniku którego Genua została przekazana Francuzom, armia angielska została zupełnie bezczynna. Traktat, podpisany przez Anglików i Austriaków, w którym postanowiono prowadzić wyłącznie wspólne rokowania pokojowe z Francją, pozostał w mocy. Ponieważ Austria domagała się wsparcia dla swojej armii we Włoszech, postanowiono, że armia z Minorki wyląduje w Toskanii i zajmie Livorno, co zmusi Francuzów do wydzielenia znacznych sił. W konwencji podpisanej w Marengo nie wspomniano jednak ani słowa o Toskanii, ustalono jedynie, że Austriacy utrzymają miasto Ferrara wraz z jej cytadelą. Autorytet Wielkiego Księcia Toskanii został odbudowany, jego wszystkimi wojskami i stacjonującą tam dywizją austriacką dowodził austriacki generał Sommariva. Miesiące sierpień i
wrzesień poświęcono na odbudowanie armii toskańskiej i papieskiej.
Utworzonymi batalionami dowodzili austriaccy oficerowie. Anglicy
dostarczali pieniądze, a dowodzeni przez generała Willot emigranci,
służący w przeznaczonym do zajęcia Prowansji angielskim korpusie,
zostali przyjęci do armii toskańskiej. Ponieważ armie francuska i
austriacka znajdowały się od lipca do września w stanie zawieszenia
broni, Anglicy nie mogli sobie pozwolić na lądowanie w Toskanii, gdyż
prowadziłoby to do zerwania umowy i zniweczyłoby wszelkie nadzieje na
pokój. Nawiasem mówiąc, cesarz austriacki był w najwyższym stopniu
zainteresowany przedłużeniem zawieszenia broni, by mieć możliwość
uzupełnienia swoje armie i wymazania wspomnienia klęsk w Niemczech i
Włoszech. 7 września generał Brune (dowódca Armii Italii - przyp. tłum.) zakomunikował ponowne rozpoczęcie działań wojennych; kilka dni później, 11 września przeniósł swoją kwaterę do Cremony; ponieważ jednak podpisane w Hohenlinden nowe zawieszenie broni obejmowało również na teren Włoch, generał Brune ze swojej strony podpisał je 29 września w Castiglione. Armia Italii skoncentrowała się na lewym brzegu Padu, co spowodowało, że zaszła konieczność odwołania do Bolonii dywizji generała Pino, zajmującej dotychczas linię Rubikonu. W wyniku tego wojska papieskie, toskańskie i powstańcy z Ferrary zajęli całą Romanię i odtworzyły połączenie pomiędzy Ferrarą i Toskanią. Gdy wieść o tym dotarła do generała Dupont, przekroczył on ponownie Pad; powstańcy z Ferrary zostali zaatakowani w Romanii, w różnych miejscach pobici przez generałów Ferranda i Pino i wyparci aż do Ferrary, Arezzo i przełęczy apenińskich. Operacje wojsk francuskich i cisalpińskich wspierane były przez Gwardie Narodowe Rawenny i innych znaczących miast. Ale w Toskanii powstańcy zachowali swoje pozycje i stan ten utrzymał się aż do października. Gdy wówczas zorientowano się, że dwór wiedeński w rzeczywistości wcale nie pragnie szczerze pokoju i nie ma nadziei na zawieszenie broni na morzu, generał Brune wezwał generała Sommariva do rozbrojenia zbuntowanych Toskańczyków. Gdy żądanie to zostało odrzucone, 10 października generał Dupont wkroczył do Toskanii; 15-tego zajął on Florencję, 16-tego generał Clement wkroczył do Livorno. Próba zajęcia przez generała Monnier Arezzo, głównego ogniska powstania, podjęta 18 października, zakończyła się niepowodzeniem; ale następnego dnia, po zaciętym oporze miasto zostało zdobyte szturmem. Prawie wszyscy obrońcy miasta polegli. Generał Sommariva i wojska austriackie wycofały się w kierunku Ankony. Powstańcy zostali rozbrojeni, ich oddziały rozwiązane, Toskania została zdobyta i podporządkowana, znaleziona angielska broń zarekwirowana. Podczas tej kampanii popełniono wiele przestępstw, co wywołało gwałtowne protesty. Jeńcy toskańscy, którzy od roku przebywali we Francji, zostali odesłani do ojczyzny; byli oni dobrze traktowani i powrócili do Toskanii przychylnie nastawieni do Francji. W tym samym czasie dwór w
Neapolu kontynuował organizowanie swojej armii; w listopadzie był w
stanie wysłać dywizję w sile 8-10 000 ludzi dowodzonych przez Rogera de
Damas, by wspólnie z austriackim korpusem generała Sommariva osłaniała
Rzym. W Państwie Kościelnym panowała kompletna anarchia; miasto Rzym
wydane było na pastwę wszelkiego rodzaju rozruchów. V. Zawieszenie broni trwało już 5 miesięcy; w tym czasie Austria otrzymała od Anglii 60 milionów, które zostały dobrze wykorzystane. Pod bronią stanęło 400 000 ludzi, włącznie z oddziałami niemieckimi, neapolitańskimi i angielskimi; a mianowicie: 130 000 ludzi w Niemczech pod dowództwem arcyksięcia Jana; garnizon Moguncji, korpus Albini i dywizja Simbschen nad Menem, 20 000 ludzi; korpus stacjonujący nad Dunajem i Innem, 80 000 ludzi; korpus księcia Reuss w Tyrolu, 20 000 ludzi. 120 000 ludzi stacjonowało we Włoszech pod dowództwem feldmarszałka Bellegarde, a mianowicie: korpus Davidowitscha w Trentino, 20 000; korpus, zajmujący kwatery za Mincio, 70 000; w Ankonie i Toskanii, 10 000; wojska neapolitańskie, powstańcy Toskanii i inni, 20 000. Armia angielska, w sile
30 000 ludzi, dowodzona przez generałów Abercromby i Pulteney znajdowała
się na pokładach statków transportowych na Morzu Śródziemnym i mogła
udać się w dowolny punkt. Francja miała w Niemczech 150 000 ludzi, a mianowicie: Armia Gallo-Batawska dowodzona przez generała Augereau, 20 000 ludzi; Armia główna (Renu) generała Moreau, 140 000 ludzi; Armia Gryzonii pod generałem Macdonaldem, 15 000. We Włoszech Republika miała 90 000 ludzi dowodzonych przez generała Brune, do tego Korpus Obserwacyjny generała Murat, 10 000 ludzi. W całości armie Reubliki
liczyły 500 000 ludzi, ale 40 000 znajdowało się na Wschodzie, na Malcie
i w koloniach. 45 000 to żandarmii, weterani i obrona wybrzeża, 140 000
przebywało na wybrzeżach Holandii, w garnizonach wewnątrz kraju, w
zakładach i szpitalach. Dwór wiedeński był jak ogłuszony, gdy dowiedział się o rozpoczęciu przez francuskich generałów działań wojennych. Miał on nadzieję, że w surowym klimacie Górnej Austrii nie zdecydują się oni na kampanię zimową. Dworska rada wojenna postanowiła, że armia we Włoszech pozostanie w defensywie za Mincio, opierając swoje lewe skrzydło o Mantuę, prawe o Peschierę; armia w Niemczech miała przejść do ofensywy i wyprzeć Francuzów za Lech. Pierwszy Konsul był zdecydowany, mimo pory roku, pomaszerować na Wiedeń. Chciał wykorzystać rozłam, który nastąpił pomiędzy Rosją i Anglią; obawiał się, że chwiejny charakter cara Pawła może spowodować kolejną zmianę w następnej kampanii. Armia Renu generała Moreau otrzymała zadanie przekroczenia Innu i pomaszerowania doliną Dunaju na Wiedeń. Armia Gallo-Batawska pod generałem Augereau miała manewrować nad Menem i Regnitz (płynący przez Bawarię lewy dopływ Menu wpadający do niego koło Bambergu - przyp.tłum.), wystąpić przeciwko zajmującemu w okolicach Moguncji pozycje generałowi Albini i służyć w nieprzewidzianych okolicznościach jako rezerwa; w czasie marszu Armii Renu doliną Dunaju miała ona zagrozić Austrii w kierunku Czech i osłaniać lewe skrzydło generała Moreau. W skład armii Augereau wchodziły wszystkie oddziały, które można było zabrać z Holandii, która o tej porze roku była bezpieczna. Austria straciła Włochy pod Marengo, bo nigdy nie wierzyła w siłę Armii Rezerwowej; w czerwcu w Dijon utworzona została nowa armia, nazwana ponownie Armią Rezerwową, złożona ze sztabu dla 6 dywizji w sile 15 000 ludzi. Jej dowódcą został generał Brune, który później objął Armię italii i został zastąpiony przez generała Macdonalda. Ten wyruszył pod koniec sierpnia, przeszedł całą Szwajcarię do Gryzonii i zajął swoim prawym skrzydłem Voralberg, a lewym Engadin. Cała Europa skierowała swój wzrok na tę armię; wierzono, że przeznaczona jest ona do podobnego podstępnego działania jak wcześniej pierwsza Armia Rezerwowa. Wierzono, że jej siły liczą 50 000 ludzi, co spowodowało, że trzymała ona w szachu 2 austriackie korpusy liczące 40 000 ludzi. Armia Italii, dowodzona przez swojego nowego dowódcę, generała Brune, miała przekroczyć Mincio i Adygę i pomaszerować w kierunku Alp Noryckich. Korpus generała Murat nazwano ostatecznie Korpusem Obserwacyjnym Południa. Miał on zadanie osłaniania prawego skrzydła Armii italii i służenie jej jako rezerwa. Marsz na Wiedeń miały
zatem podjąć 2 duże i 2 małe armie. W sumie liczyły one 250 000
żołnierzy, z których jednak piąta część stacjonowała jako rezerwa we
Włoszech, by trzymać w szachu powstańców i Neapolitańczyków. Oddziały
francuskie były dobrze umundurowane, dobrze odżywione, wyposażone w
liczną artylerię, znakomicie i obficie uzbrojone. Nigdy dotąd Republika
nie wystawiła siły militarnej, która była tak niebezpiecznym
przeciwnikiem; w 1793 roku armia była liczniejsza, ale większość
oddziałów było źle umundurowanych, złożona z nieprzyzwyczajonych do
wojny rekrutów, a wiele z nich potrzebnych było w Wandei i wewnątrz
kraju. VI. Armia Gallo-Batawska
dowodzona była przez generała Augereau, szefem sztabu był gen.Andreossy.
Kawalerią dowodził generał Austriacka Armia Moguncji, dowodzona przez barona Albini, składała się z: - dywizji liczącej około 1 000 powstańców z elektoratu Moguncji i biskupstwa Würzburg, których liczba jednak zmieniała się, w zależności od okresu i panującej w tamtych okolicach aktualnie opinii publicznej - dywizji austriackiej generała Simbschen Armia Gallo-Batawska miała zatem przed sobą 20 000 ludzi tworzących jednak słabo wyćwiczone oddziały. 2 listopada Augereau zapowiedział, że rozpocznie działania z dniem 24 listopada. Baron Albini, który przebywał w Aschaffenburgu, postanowił, przed odwrotem, podjąć próbę zaatakowania stojącego przed nim korpusu. O godzinie 2 w nocy przeszedł przez most, został jednak, po wstępnym powodzeniu, odrzucony z powrotem. Francuska kwatera dotarła 25 listopada do Aschaffenburga; Albini wycofał się do Fuldy, Simbschen do Schweinfurtu; dywizja generała Dumonceau dotarła tam 25 listopada i okrążyła tamtejszą cytadelę. Dywizja generała Simbschen, która stopniała do 13 000 ludzi, zajęła pozycje koło zamku Erbach, by osłonić Bamberg. 3 grudnia Augereau przystąpił do ataku. Generał Duhesme zaatakował z odwagą, której już niejednokrotnie dał dowody i po dość zawziętym oporze zmusił wroga do wycofania się w kierunku Forchheim. Baron Albini pozostał na prawym brzegu Menu, pomiędzy Bambergiem i Schweinfurtem. Następnego dnia Armia Gallo-Batawska zajęła Bamberg, przekroczyła Regnitz, wysyłając patrole w kierunku Ingolstadt, by nawiązać kontakt z flankierami armii głównej. Tego samego dnia, 3 grudnia, Armia Renu odniosła zwyciąstwo pod Hohenlinden. Austriacki generał Klenau na czele liczącej 10 000 ludzi dywizji, która nie wzięła udziału w bitwie, został posłany nad Dunaj, by osłonił Czechy; połączył się on pod Bambergiem z dywizją generała Simbschen i pomaszerował na czele 20 000 przeciwko Armii Gallo-Batawskiej by wyprzeć ją za Regnitz. Zaatakował dywizję Barbou, podczas gdy Simbschen równocześnie wystąpił przeciwko dywizji Duhesme. Walka była zacięta; przez cały dzień 18 grudnia oddziały francuskie wyrównywały odwagą przewagę liczebną nieprzyjaciela, niwecząc jego wysiłki i utrzymując w swoim posiadaniu prawy brzeg Regnitz i Norymbergę. Ale gdy 21 grudnia generał Klenau nadal kontynuował swoje działania, Augereau bez walki wycofał się za Regnitz. Ale właśnie w tym momencie korpus Klenaua został odwołany do Czech, dzięki czemu Armia Gallo-Batawska wkroczyła ponownie do Norymbergii i zajęła swoje stare pozycje, gdzie dotarła do niej wieść o podpisaniu w Steyr zawieszenia broni (podpisane w dniu 25 grudnia - przyp.tłum.). W ten sposób generał
Augereau na czele 20 000 ludzi, wśród nich 8 000 Holendrów, zajął całe
terytorium pomiędzy Renem i Czechami, rozbroił ludność Moguncji i
trzymał w szachu oprócz dywizji Simbschena jeszcze dywizję Klenaua. To
osłabiło armię arcyksięcia Jana o 30 000 ludzi, który w tym samym czasie
wysłał ze swojego lewego skrzydła 20 000 ludzi dowodzonych przez
generała Hillera do Tyrolu, kierując ich przeciwko Armii Gryzonii.
Francuska armia główna (Armia Renu - przyp. tłum.) miała przed
sobą zatem 50 000 ludzi mniej; zamiast 130 000 arcyksiążę Jan mógł
wystawić jedynie 80 000.
VII. Armia Renu podzielona była na 4 korpusy, składających się z 3 dywizji piechoty oraz brygady kawalerii; rezerwę tworzyła ciężka kawaleria. Prawym skrzydłem, składającym się z dywizji Montrichard, Gudin i Molitor, dowodził generał Lecourbe; głównodowodzący osobiście dowodził korpusem rezerwy, tworzonym przez dywizje Grandjean (później Grouchy), Decaen i Richepance. Generał Grenier dowodził centrum, które tworzyły dywizje Ney, Legrand i Hardy (następnie Bastoul, później Bonet); pod dowództwem generała Saint-Suzanne stało lewe skrzydło, składające się z dywizji Souham, Colaud i Delaborde. Dowódcą całej kawalerii był generał d'Hautpoul, generał Eble dowodził artylerią. Wraz z załogami garnizonów i leżącymi w szpitalach armia liczyła w sumie 150 000 ludzi; do dyspozycji głównodowodzącego pod bronią stało 140 000 ludzi. Armia francuska była zatem o więcej niż połowę silniejsza od nieprzyjacielskiej; poza tym znacznie przewyższała przeciwnika chęcią zwycięstwa i jakością oddziałów. Działania wojenne rozpoczęły się 28 listopada; armia pomaszerowała w kierunku Innu. Generał Lecourbe pozostawił dywizję Molitor u stóp tyrolskich przełęczy i pomaszerował na czele 2 dywizji w kierunku Rosenheim. 3 dywizje rezerwy skierowały się na Ebersberg, a mianowicie generał Decaen przez Rott, generał Richepance przez Wasserburg, generał Grandjean jako rezerwa drogą prowadzącą z Mühldorf. Centrum pomaszerowało przez Mühldorf i dolinę rzeki Isen. Pułkownik Durosnel, na czele silnego oddziału, złożonego z 2 batalionów i kilku szwadronów, zajął pozycje pod Vilsbiburg, niedaleko Landshut; 3 dywizje lewego skrzydła, dowodzone przez generała dywizji Saint-Suzanne, skoncentrowały się pomiędzy Altmühl i Dunajem. Moreau maszerował zatem na czele 8 dywizji w 3 kolumnach w kierunku Innu, pozostawiając swoje pozostałe 4 dywizje do osłony swoich skrzydeł oraz obserwacji Tyrolu i Dunaju. 28 listopada wszystkie forpoczty nieprzyjaciela zostały zepchnięte; Lecourbe wkroczył do Rosenheim. Richepance wszystko, co stanęło mu na drodze, zepchnął na prawy brzeg Innu i w kierunku Wasserburga; ale jego próba utworzenia tam przyczółka mostowego, zakończyły się niepowodzeniem. Dywizja Legranda wyparła z Dorfen oddział awangardy arcyksięcia. Generał dywizji Grenier zajął pozycje na wzgórzach pod Ampfing; na prawym skrzydle Ney, w centrum Hardy, a na lewym skrzydle, nieco z tyłu, stał Legrand; obóz miał długość około 5,5 kilometra. Tych 8 dywizji armii francuskiej zajmowały na lewym brzegu Innu od Rosenheim aż w pobliże Mühldorf odcinek długości 65 kilometrów. Przekroczenie rzeki na tak długim odcinku było niebezpiecznym przedsięwzięciem. Arcyksiążę Jan przeniósł swoją kwaterę do Ötting; wzmocnionemu kilkoma austriackimi batalionami korpusowi Conde zlecił obronę prawego brzegu Innu aż do Kufstein i utrzymanie łączności z generałem Hillerem, który na czele 20 000 ludzi stał w Tyrolu. Generałowi Klenau posłał 10 000 ludzi do Regensburga, by wesprzeć Armię Moguncji, która nie potrafiła powstrzymać marszu generała Augereau. Arcyksiążę planował wyruszyć z resztą swojej armii z posiadających odpowiednie przyczółki mostowe miejscowości Wasserburg, Kraiburg, Mühldorf, Ötting oraz Braunau i zaatakować armię francuską. Przekroczył Inn, dokonał ćwierć zwrotu w prawo wokół przyczółka mostowego w Mühldorf i utworzył linię bojową, której lewe skrzydło stało pod Mühldorf, a prawe pod Landshut nad Isarą. Generał Kienmayer na czele flankierów zaatakował z prawego skrzydła pułkownika Durosnel, który wycofał się za Isarę. Austriacka kwatera główna przeniesiona została najpierw do Eggenfelden, później do Neumarkt nad rzeką Rott, w połowie drogi pomiędzy Mühldorf i Landshut. W ten sposób armia arcyksięcia stała w linii prostopadłej do skrajnego lewego skrzydła armii francuskiej; jej skrajne prawe skrzydło stało pod Landshut, w odległości 52 kilometrów od Monachium, czyli o 13 kilometrów bliżej niż francuskie lewe skrzydło, które było oddalone o 65 kilometrów od bawarskiej stolicy. Arcyksiążę zamierzał manewrować w oparciu o swoje prawe skrzydło i zaatakować z dolin rzek Isen, Rott i Isar. O świcie 1 grudnia arcyksiążę na czele 60 000 zaatakował pod Ampfing front dysponującego jedynie 25 000 ludzi dywizję generała Greniera, podczas gdy inna jego kolumna przeszła przez most w Kraiburgu i przez wzgórza koło Aschau zaatakowała prawe skrzydło i tyły Greniera. Generał Ney musiał początkowo ustąpić przed przewagą wroga, ale zebrał ponownie swoich ludzi, pomaszerował naprzód i rozbił 8 batalionów; ponieważ jednak nieprzyjaciel, posuwając się doliną Iseny, rozwijał coraz większe siły, generał dywizji Grenier został zmuszony do odwrotu. Stojąca w rezerwie dywizja Grandjeana posunęła się naprzód, by wesprzeć Greniera. Z nastaniem nocy ten ostatni zajął pozycję na wzniesieniach pod Haag. Armię francuską opanował wielki niepokój, głównodowodzący był wyprowadzony z równowagi; został przyłapany na błędzie, a nieprzyjaciel zaatakował z dużą przewagą jego rozsiane dywizje. Generał Legrand musiał po zaciętej potyczce w dolinie Iseny opuścić Dorfen. Ten manerw armii austriackiej był bardzo udany, a pierwszy sukces zapowiadał następne, jeszcze bardziej znaczące. Ale arcyksiążę nie potrafił wykorzystać sytuacji, nie zaatakował z odpowiednio dużymi siłami korpusu generała Greniera, tak iż ten stracił jedynie kilkuset jeńców i 2 armaty. Następnego dnia, 2 grudnia arcyksiążę wykonał tylko niewielkie posunięcia, nie wykroczył poza Haag i zostawił armii francuskiej czas na zebranie się i otrząśnięcie ze zdziwienia. Za swój błąd drogo zapłacił, był on bowiem przyczyną katastrofy, która wydarzyła się dnia następnego. Moreau, który miał cały dzień 2 grudnia czas na wyjaśnienie swojej sytuacji, liczył, że ma jeszcze wystarczająco dużo czasu na skoncentrowanie swojej armii. Saint-Suzanne, niepotrzebnie pozostawiony nad Dunajem, otrzymał od niego rozkaz pomaszerowania na czele swoich 3 dywizji do Freising, gdzie mógł dotrzeć dopiero 5 grudnia. Lecourbe miał przez cały 3 grudnia maszerować, by zbliżyć się do prawego skrzydła korpusu Moreau i zająć stanowiska pod Ebersbergiem, zajmowane dotychczas przez generała Richepance: mógł tam dotrzeć najprędzej 4 grudnia. Richepance i Decaen otrzymali rozkaz zajęcia skraju lasu Hohenlinden w okolicach wioski Mattenbett; by uprzedzić nieprzyjaciela, mieli uczynić to już w nocy; Richepance miał do przejścia jedynie 9, Decaen 18 kilometrów. Korpus Greniera zajął stanowiska na lewo od Hohenlinden; dywizja Ney'a opierała swoje prawe skrzydło o pobliski trakt; dywizja Hardy stała w centrum, a dywizja Legrand obserwowała Langdorf i wyjścia doliny Iseny. Dywizja Grandjeana, nad którą dowództwo objął generał Grouchy, odcięła trakt, oparła swoje lewe skrzydło o Hohenlinden, a prawe rozciągnęło się wzdłuż skraju lasu. W wyniku tych zarządzeń generał Moreau miałby w dniu 4 grudnia do dyspozycji 8 dywizji, a w dniu następnym - 10. Ale arcyksiążę Jan, który popełnił wielki błąd marnując dzień 2 grudnia, nie stracił dnia następnego: wyruszył o świcie i zniweczył zarządzenia francuskiego głównodowodzącego, które miały doprowadzić do skoncentrowania jego armii. Ani korpus Lecourbe ani Saint-Suzuanne'a nie mogły wziąć udziału w bitwie; dywizje Richepance'a i Decaena walczyły bez kontaktu z pozostałymi; w dniu 3 grudnia przybyły zbyt późno, by móc obronić skraj lasu Hohenlinden.
Armia austriacka maszerowała do bitwy w 3 kolumnach: lewa kolumna, w sile 10 000 ludzi, pomiędzy Innem i traktem w kierunku Monachium maszerowała w kierunku Albaching i St.Christoph; kolumna środkowa, licząca 40 000 ludzi, maszerowała przez Haag drogą prowadzącą z Mühldorf do Monachium w kierunku Hohenlinden; ponieważ była to jedyna utwardzona droga, transportowano po niej również cały park artylerii wraz ze wszystkimi ciężkimi bagażami; kolumna prawa, 25 000 ludzi, dowodzona przez generała Latour, miała maszerować na Burgrain; należący do tego korpusu ze swoimi lekkimi oddziałami Kienmayer, miał pomaszerować z Dorfen do Schwabing i obejść wszystkie wąwozy, by dotrzeć do niziny koło Anzing, gdzie arcyksiążę zamierzał wieczorem rozbić obóz i czekać na przybycie korpusu Klenaua, maszerującego prawym brzegiem w górę rzeki Isary. Drogi były, jak to w grudniu bywa, w beznadziejnym stanie; kolumny lewego i prawego skrzydła maszerowały okropnymi bocznymi drogami; śnieg padał wielkimi płatkami. Środkowa kolumna wraz z parkiem artylerii i bagażami maszerowała traktem głównym; już wkrótce wyprzedziła obie pozostałe; jej czoło bez przeszkód wdarło się do lasu. Richepance, który miał go koło Mattenbett bronić, nie dotarł jeszcze na przewidziane dla niego pozycje; ale kolumna austriacka została jednak zatrzymana koło Hohenlinden, gdzie zajmowało pozycje lewe skrzydło dywizja Ney'a i cała dywizja generała Grouchy. Francuzi zostali początkowo zaskoczeni; szyki kilku batalionów zostały rozbite, linia obronna zdezorganizowana. Na miejsce walki pospieszył Ney; straszliwy atak szerzył śmierć i przerażenie w szeregach kolumny austriackich grenadierów. Generał Spannocchi dostał się do niewoli. W tym momencie na miejsce walki dotarła awangarda austriackiego prawego skrzydła maszerująca ze wzgórz koło Burgrain; by zagrodzić im drogę, Ney był zmuszony udać się na pomoc swojemu lewemu skrzydłu. Nie udałoby mu się to, gdyby awangarda wsparta została przez korpus Latoura; ale ten był jeszcze o 9 kilometrów z tyłu. W tym samy czasie dywizje Richepance'a i Decaena, które miały o świcie dotrzeć w okolice Mattenbett, błądziły przy okropnej pogodzie w ciemnościach nocy. Maszerujący przodem Richepance dotarł dopiero o godzinie 7 rano do oddalonego o 9 kilometrów od Mattenbett, St.Christoph. Przekonany o ważności swojego zadania przyspieszył marsz swojej pierwszej brygady, zostawiając drugą daleko w tyle. Gdy austriacka kolumna lewego skrzydła dotarła do wsi St.Christoph, odcięła go od jego drugiej brygady; dowodzący nią generał Drouet ustawił ją w szyku bojowym. Richepance znalazł się w okropnej sytuacji. Znajdował się w połowie drogi pomiędzy St.Christoph i Mattenbett i zdecydował się na kontynuację marszu, by zabezpieczyć skraj lasu, gdyby nie osiągnął go jeszcze nieprzyjaciel albo zwolnić tempo marszu i wziąć udział w ogólnym natarciu, uderzając na skrzydło Austriaków, gdyby arcyksiążę, na co zdawały się wskazywać różne oznaki, już wkroczył do lasu. Na czele 8. i 48.półbygady liniowej oraz 1.pułku strzelców konnych dotarł do wsi Mattenbett, gdzie zorientował się, że znajduje się za plecami austriackich taborów i całej nieprzyjacielskiej artylerii, która właśnie przeszła przez wioskę. Pomaszerował przez wieś i ustawił się w szyku bojowym na wzgórzach. 8 szwadronów, tworzących austriacką ariergardę, stanęło w szyku; rozpoczęła się wymiana ognia armatniego; 1.pułk strzelców konnych zaatakował i został odrzucony. Sytuacja generała Richepance nadal była bardzo krytyczna; dotarła do niego wieść, że nie może liczyć na wsparcie brygady Droueta, którą zatrzymały znaczne siły nieprzyjaciela, ani Decaena, od którego nie miał żadnej wiadomości. Pozostawił więc z tyłu generała Walthera z kawalerią, by utrzymywał w szachu nieprzyjacielskich kirasjerów i wdarł się na czele obu swoich półbrygad piechoty do lasu Hohenlinden. Towarzyszące taborom 3 bataliony grenadierów węgierskich stawiły im czoła i zostały całkowicie rozbite przez 48.półbrygadę. Ta drobna potyczka zadecydowała o całej bitwie. W taborze zapanował chaos i przerażenie; woźnice poprzecinali zaprzęgi i zbiegli na grzbietach swoich koni, pozostawiając 87 armat i 300 wozów. Chaos udzielił się całej kolumnie. Tkwiąc głęboko w wąwozach nie mogła się ona bronić i rozpierzchła się w dzikim popłochu; część żołnierzy austriackich była jeszcze zniechęcona klęskami kampanii letniej, większą część kolumny tworzyli niedoświadczeni rekruci. Ney i Richepance połączyli swoje siły. Arcyksiążę Jan, na czele niedobitków swojego korpusu, wycofał się w nieporządku i wielkim pośpiechu. Generał Decaen otworzył drogę generałowi Drouet. Jedną ze swoich brygad powstrzymywał on koło St.Christoph lewą kolumnę nieprzyjaciela i pomaszerował z drugą w głąb lasu, by rozbić ostatecznie szukające tam schronienia austriackie bataliony. Z całej armii austriackiej nienaruszona pozostała jedynie prawa kolumna generała Latour; połączył się on z Kienmayerem, który, nie wiedząc nic o wydarzeniach w centrum, wyruszył na czele swoich oddziałów doliną Iseny. Latour pomaszerował przeciwko generałowi dywizji Grenier, dysponującego dywizjami Legrand i Bastoul oraz kawalerią generała d'Hautpoul. Walka była bardzo zacięta; generał Legrand zepchnął korpus Kienmayera do wąwozu Langdorf nad Iseną; generał Latour został również odparty i stracił część swoich armat; gdy dowiedział się o porażce korpusu głównego, rozpoczął odwrót i opuścił pole bitwy. Lewe skrzydło armii francuskiej przeszło przez Inn po moście w Wasserburg, centrum w Kraiburg i Mühldorf, prawe skrzydło w Ötting. Generał Klenau, który rozpoczął już marsz w kierunku Innu, zawrócił nad Dunaj, by osłaniać Czechy i zagrozić Armii Gallo-Batawskiej. Wieczorem po bitwie kwatera główna armii francuskiej została przeniesiona do Haag. W dniu tym, który
rozstrzygnął o przebiegu kampanii, 6 dywizji, czyli połowa armii
francuskiej, walczyło przeciwko prawie całej armii austriackiej. Siły na
polu bitwy były mniej więcej równe, po 70 000 ludzi po każdej ze stron;
ale arcyksiążę Jan nie mógł zebrać więcej, podczas gdy Moreau mógł
zgromadzić dwa razy tyle. Straty armii francuskiej w potyczkach pod
Dorfen i Ampfing oraz bitwie w lesie (tzn. w bitwie pod Hohenlinden -
przyp.tłum.) wyniosły 10 000 zabitych, rannych i wziętych do
niewoli; nieprzyjaciel stracił 25 000 ludzi, nie licząc dezerterów. 7
000 jeńców, wśród nich 2 generałów, 100 armat i niesamowita ilość broni
stanowiło zdobycz tego dnia. VIII. Lecourbe, który nie zdążył przybyć na czas, by wziąć udział w bitwie, zawrócił do Rosenheim, od którego oddalony był jedynie o kilka godzin marszu. Decaen pomaszerował przeciwko przyczółkowi mostowemu pod miastem Wasserburg, które okrążył; Grouchy pozostał jako rezerwa w Haag; Richepance pomaszerował do Rammering, miejscowości leżącej naprzeciw mostu w Kraiburgu. Grenier na czele swoich 3 dywizji przekroczył Isenę, ścigając Latoura i Kienmayera, którzy wycofali się nad dolny Inn. Generał Kienmayer zajął umocnienia na lewym brzegu Innu koło Mühldorf; generał Baillet-Latour umocnił się za Wasserburgiem a Riesch na drodze z Rosenheim do Salzburga. 9 grudnia, 6 dni po bitwie, Lecourbe w odległości 9 kilometrów od Rosenheim koło wsi Neu-Beuern wybudował most i pomaszerował na czele dywizji Montricharda i Gudina prawym brzegiem w górę Innu aż naprzeciw Rosenheim, gdzie pod Rohrdorf zajmował pozycje Korpus Conde, wzmocniony do 12 000 ludzi austriackimi batalionami, opierał się prawym skrzydłem o Inn koło Rosenheim, a lewym o Chiemsee. Dywizja Gudina udała się w kierunku Endorf, by obejść lewe skrzydło wroga; Korpus Conde został w ten sposób zmuszony do odwrotu za rzekę Alz. Dywizje Decaena i Grouchy, które przeszły przez Inn po moście wybudowanym przez Lecourbe, w godzinach południowych dołączyły do linii bojowej; Decaen tworzył jej lewe skrzydło, Grouchy pozostał w rezerwie. Lecourbe niezmordowanie podążał śladem wroga na drodze prowadzącej przez Seeburg, Traunstein i Teisendorf; Grouchy dołączył do niego. Richepance i Decaen maszerowali początkowo wielkim traktem wasserburskim, skręcając następnie w prawo w kierunku Laufen, gdzie 14 grudnia przekroczyli Salzach; Richepance wybudował naprzeciw Rosenheim pływający most i w przeciągu 11 grudnia przekroczył Inn. Grenier zajął opuszczony przez nieprzyjaciela przyczółek koło Wasserburga, przekroczył Inn i pomaszerował w kierunku Altenmarkt. Tabory, rezerwa kawalerii i obie dywizje lewego skrzydła przeszły w dniach 10, 11 i 12 grudnia przez most w Mühldorf; nieprzyjaciel, gdy tylko spostrzegł, że zakole Innu zostało zajęte, w pośpiechu opuścił obydwa brzegi, by skoncentrować się pomiędzy Enns i Wiedniem. 13 grudnia korpus pomaszerował do Seebruck, przeszedl Alz i posunął się aż do bram Salzburga. Tam napotkał liczącą 20 000 ludzi nieprzyjacielską ariergardę, złożoną w większości z kawalerii. Ale atak francuskiego korpusu został odparty i po utracie 2 000 ludzi Francuzi musieli wycofać się na lewy brzeg Salzach. Austriacy przystąpili do pościgu; po przejściu przez generała Decaena koło Laufen Salzach, generał Moreau pomaszerował prawym brzegiem w kierunku Salzburga; to zmusiło nieprzyjaciela do porzucenia rzeki i wycofania się w pośpiechu, by osłonić stolicę Austrii. 15 grudnia Decaen wkroczył do Salzburga; Richepance pomaszerował 16 grudnia z Laufen w kierunku Endorf i po intensywnym marszu dotarł do traktu wiedeńskiego. Lecourbe, który nadal tworzył prawe skrzydło, wkroczył w góry. 17 grudnia pod Frankenmarkt starł się z ariergardą arcyksięcia, tocząc z nią walkę przez cały wieczór. Również następnego dnia pod Schwanenstadt trwały walki. Nieprzyjacielska ariergarda w tym dniu maszerowała jedynie przez 1˝ godziny, zamierzając na tych pozycjach spędzić noc; została jednak z dużym impetem zaatakowana i rozbita, tracąc przy tym 200 jeńców. 19 grudnia generał Decaen, który teraz tworzył awangardę, zaatakował generała Kienmayera koło Lambach i zmusił do wycofania się, biorąc do niewoli generała Mecsery i 12 000 ludzi. Tylko z wielkim trudem udało się Austriakom pod ostrzałem francuskich baterii przetrasportować tabory i artylerię przez most. Nieprzyjaciel był tak gwałtownie pędzony, że nie miał nawet czasu na spalenie drewnianego mostu, mimo, że był on już obłożony materiałem zapalającym. W przeciągu nocy dywizja Decaen pomaszerowała do Wels, gdzie dogoniła nieprzyjacielski korpus, wycofujący się w kierunku Linzu; wzięto przy tym kilkuset jeńców. Dywizja Richepance przekroczyła koło Lambach rzekę Traun i pomaszerowała do Kremsmünster, gdzie 20 grudnia wieczorem dotarli również Lecourbe i Decaen. Dywizja Grouchy i kwatera główna udały się do Wels; korpus Greniera przeszedł pod Laufen i Bruckhausen przez Salzach, zajął dywizją Ney'a Braunau i dotarł do Eggelsberg. W tym momencie dowództwo armii austriackiej objął arcyksiążę Karol; domagała się tego zarówno ludność, jak i żołnierze, by ratować cesarstwo; ale było już za późno. W tym czasie generał
Decaen pobił pod Kremsmünster dowodzoną przez generała Schwarzenberga
ariergardę, biorąc do niewoli około 1 000 ludzi. 21 grudnia wkroczył do
Steyr, podczas gdy generał Grouchy zajął równocześnie Enns. W tym samym
dniu armia przekroczyła Enns; forpoczty zajęły pozycje nad Ybbs i Erlaf;
lekka kawaleria dotarła aż do Melk. Kwatera główna została przeniesiona
do Kremsmünster. 25 grudnia 1800 roku podpisano zawieszenie broni o następującej treści: Artykuł 1: linia demarkacyjna pomiędzy stojącą w Westfalii, nad górnym Renem i we Frankonii aż do Beiersdorf częścią Armii Gallo-Batawskiej generała Augereau ustalona zostanie specjalną umową pomiędzy francuskim dowódcą i głównodowodzącym stojącej przed nim armii cesarsko-królewskiej. Od Baiersdorf linia ta przebiegać będzie przez Erlangen, Norymbergę, Neumarkt, Parsberg, Laber, Stadtamhof do Regensburga (Ratyzbony); tam przekroczy Dunaj i prowadzić będzie jego prawym brzegiem aż do rzeki Erlaf, której przebiegem podążać będzie aż do jej źródeł; następnie przebiegać będzie przez Gaming, Kogelsbach, Gössling, Hammer, Mendling, Leopoldstein, Eisenherz, Vordernberg i Leoben, wzdłuż lewego brzegu Mur aż do miejsca, gdzie rzeka ta przecina drogę z Salzburga do Klagenfurtu; dalej wzdłuż tej drogi aż do Spitala, stamtąd traktem weneckim przez Lienz i Brixen aż do Bolzano (Bozen), przekroczy Meran, Glurns aż do Santa Maria i osiągnie przez Bormio Waltelinę zajmowaną przez Armię Italii. Artykuł 2: w przypadku kontrowersji na temat przebiegu tej linii, rozstrzygnięcia zapadną na podstawie mapy Niemiec Chaucharda (wydana w czerwcu 1800 roku w Londynie pod tytułem "A map of the Empire of Germany, Holland, the Netherlands, Switzerland the Grisons, Italy including Sicily, Corsica, Sardinia and Malta" mapa, opracowana przez angielskiego inżyniera i kartografa, kapitana Chaucharda - przyp.tłum.). Artykuł 3: zniszczenie albo utrzymanie mostów na dzielących obie armie rzekach uregulowane będzie w osobnej umowie, w której uwzględnione będą potrzeby zarówno armii, jak i handlu; komisarze obu armii porozumieją się w tej sprawie albo pozostawią decyzję generałom dowodzącym na danych odcinkach. Żegluga na rzekach będzie możliwa zarówno dla armii, jak i ludności. Artykuł 4: armia francuska zajmie wyłącznie wymienione powyżej punkty linii demarkacyjnej; by jednak pomiędzy oboma armiami pozostała na całym odcinku wolna przestrzeń, forpoczty cesarsko-królewskiej armii stać będą w odległości przynajmniej jednej mili niemieckiej od linii posterunków francuskich; artykuł ten nie dotyczy jedynie Dunaju. Artykuł 5: z wyjątkiem straży albo posterunków policji pozostawionych przez obie armie w Tyrolu albo tam posłanych, jednak w miarę możliwości w niewielkiej ilości, nie wolno żadnym oddziałom Jego Cesarskiej Mości pozostać poza linią demarkacyjną. Te, które w chwili obecnej znajdują się w Gryzonii, Tyrolu i Karyntii, mają niezwłocznie wycofać się do traktu prowadzącego z Klagenfurtu do Bruck, by dołączyć do armii cesarskiej w Niemczech, nie mogą być jednak wysłane do Włoch. Wyruszą z miejsc, gdzie się znajdują, gdy otrzymają niniejszy traktat i dziennie muszą pokonać odcinek długości 1˝ niemieckiego odcinka pocztowego. Głównodowodzący francuskiej Armii Renu jest upoważniony do zażądania od komisarzy towarzyszących marszowi oddziałów cesarskich poręczenia wykonania tego artykułu. Oddziały cesarskie, które muszą wycofać się z Górnego Palatynatu (Oberpfalz, okręg aministracyjny w Bawarii - przyp.tłum.), Szwabii albo Frankonii udadzą się najkrótszą drogą za linią demarkacyjną. Wykonanie tego artykułu może być, po uwzględnieniu odległości, rozciągnięte w czasie. Artykuł 6: twierdze Kufstein, Scharnitz i inne stałe umocnienia w Tyrolu będą przekazane do zarządzania armii francuskiej; o ile po niniejszym zawieszeniu broni zostanie podpisany i ratyfikowany traktat pokojowy bez ponownego podjęcia działań wojennych, wspomniane twierdze i umocnienia zostaną oddane w tym samym stanie. Umocnienia polowe w Finstermünz, Nauders i na innych tyrolskich przełęczach będą przekazane do dyspozycji armii francuskiej. Artykuł 7: magazyny, należące do armii cesarskiej, pozostaną do jej dyspozycji. Artykuł 8: cytadela w Würzburgu we Frankonii i twierdza Braunau w Bawarii będą również przekazane armii francuskiej i oddane pod tym samym warunkiem, co twierdze Kufstein i Scharnitz. Artykuł 9: niżej wymienione twierdze zostaną opuszczone przez ich garnizony, należące do armii Rzeszy lub oddziałów cesarskich w następujących dniach: Würzburg 6 stycznia 1801 (16 nivôse roku IX), Braunau 4 stycznia (14 nivôse), twierdze tyrolskie 8 stycznia (18 nivôse). Artykuł 10: wszystkie garnizony wycofają się z honorami wojskowymi i udadzą się z bronią i bagażami najkrótszą drogą do armii cesarskiej. Artyleria, amunicja, żywność i inne zapasy wszelkiego rodzaju, znajdujące się w twierdzach, nie mogą być naruszone; garnizony mogą jednak zabrać to, co potrzebują w trakcie marszu za linię demarkacyjną. Artykuł 11: obie strony mianują swoich przedstawicieli dla stwierdzenia stanu wymienionych obiektów; nie może to jednak opóźnić ich opuszczenia. Artykuł 12: tyrolskie Landsturmy będą natychmiast rozwiązane i odesłane do rodzinnych wiosek. Rozkaz ich rozwiązania i wykonanie nie mogą być pod żadnym pozorem opóźnione. Artykuł 13: by Jego Wysokości arcyksięciu Karolowi w sposób jednoznaczny udowodnić, czym kierował się głównodowodzący francuskiej Armii Renu, żądając opuszczenia Tyrolu, oświadcza tenże, że ograniczy się on, pomijając twierdze Kufstein, Scharnitz i Finstermünz, w celu zabezpieczenia łączności, do utrzymania w Tyrolu jedynie straży i posterunków policyjnych przewidzianych artykułem 5. Równocześnie zapewnia, że armia francuska w miarę możliwości ułatwi ludności Tyrolu wykonywanie ich zawodu dla zapewnienia bytu i w żadnym stopniu nie będzie się mieszać w administrację wewnętrzną kraju. Artykuł 14: należąca do Rzeszy Niemieckiej i państw Jego Cesarskiej Mości część Tyrolu będzie oddana pod pieczę armii francuskiej, która zachowa respekt wobec własności prywatnej i obecnego rządu. Mieszkańcy kraju nie powinni odczuwać niepokoju z powodu usług oddanych armii cesarskiej, podobnie jak z powodu poglądów politycznych albo czynnego udziału w wojnie. Artykuł 15: Na podstawie wymienionych powyżej warunków zawarte zostanie również zawieszenie broni pomiędzy Armią Gallo-Batawską i armią Jego Cesarskiej Mości oraz sprzymierzonych z nią oddziałów Rzeszy Niemieckiej, które trwać będzie nie krócej niż 30 dni. Po upływie tego okresu działania wojenne mogą rozpocząć się dopiero w 14 dni po wypowiedzeniu traktatu; aż do takowego wypowiedzenia obowiązuje milcząco przedłużone zawieszenie broni. Artykuł 16: jak długo walczące we Włoszech armie obu mocarstw nie zawarły zawieszenia broni ani Armia Renu ani armia cesarska nie może wysłać tam ani kompletnych formacji ani nawet małych oddziałów. Naruszenie tego artykułu będzie przyjęte jako złamanie zawieszenia broni. Artykuł 17: niniejsze postanowienia głównodowodzący Armii Renu przekaże jak najszybciej dowódcom Armii Gallo-Batawskiej, Gryzonii i Italii wraz z pilnym wezwaniem, w szczególności w stosunku do głównodowodzącego Armii Italii, zawarcia zawieszenia broni. Oficerom i kurierom, którzy zdaniem Jego Wysokości arcyksięcia Karola muszą zostać wysłani bądź do twierdz, które mają zostać opuszczone, bądź do Tyrolu albo ogólnie do krajów leżących w obrębie linii demarkacyjnej, w okresie zawieszenia broni będą ich podróże w miarą możliwości ułatwione. Steyr, 25 grudnia 1800 (4
nivôse roku IX) Armia pozostała na swoich pozycjach aż do
ratyfikowania podpisanego 9 lutego 1801 roku w Luneville traktatu
pokojowego. Wykonując postanowienia tego traktatu po wymianie aktów
ratyfikacyjnych opuściła ona w przeciągu 10 dni cesarskie lenna i w
ciągu 30 dni terytorium cesarstwa.
IX. Uwagi. Plan kampanii. Opracowany przez Pierwszego Konsula plan kampanii jednoczył w sobie wszystkie korzyści. Dowództwo zarówno Armii Renu, jak i Armii Italii znajdowało się w jednych rękach; Armia Gallo-Batawska, będąc jedynie korpusem obserwacyjnym, nie mogącym oddalić się od Francji, musiała być niezależna i trzymać się ciągle za lewym skrzydłem armii głównej, by dać generałowi Moreau możliwość skoncentrowania wszystkich jego dywizji i zgromadzenie wystarczających sił, by móc operować bez względu na sukcesy lub porażki korpusu obserwacyjnego. 2.Armia Rezerwowa zagrażała równocześnie Tyrolowi i Trentino. Koncentrowała na sobie całą uwagę generałów Hillera i Davidovitscha i umożliwiała generałowi Moreau przysunięcie do siebie jego prawego, a generałowi Brune jego lewego skrzydła. Ważnym było, by pozostała niezależna; już chociażby z tego powodu, by tworzyć połączenie pomiędzy Armiami Renu i Italii, a równocześnie zarażać lewemu skrzydłu arcyksięcia i prawemu marszałka Bellegarde. Te obydwa korpusy
obserwacyjne, które liczyły w sumie tylko 35 000 ludzi, zaprzątały
uwagę 70 000 ludzi tworzących Armię Moguncji i korpusów generałów
Simbchen, Klenau, Reuss i Davidovitscha, podczas gdy obie francuskie
armie główne, które wkroczyć miały do państw cesarstwa, miały możliwość
prowadzenia operacji skoncentrowanymi siłami. Augereau. Generał Augereau wypełnił
powierzone mu zadanie. Jego instrukcje nakazywały powściągliwość, by nie
narażać się na atak armii arcyksięcia. Potyczka pod zamkiem Erbach (Burg
Erbach), która odbyła się w ym samym dniu, czyli 3 grudnia, co bitwa
pod Hohenlinden, przysparza mu zaszczyt; to samo dotyczy potyczek
stoczonych później pod Norymbergą, gdzie walczył z przeważającymi
siłami. Ale gdyby lepiej zrozumiał swoje zadanie, uniknąłby tych
potyczek, co byłoby możliwe, gdyby nie przekroczył Regnitz. Bądź co bądź
zmusił arcyksięcia do wydzielenia korpusu Klenaua dla wsparcia Armii
Moguncji. Moreau. Marsz generała Moreau w kierunku Innu był błędnie przeprowadzony; nie powinien był zaatakować pozycji nieprzyjaciela w 6 punktach i na odcinku 60-65 kilometrów. Nie wolno atakować od czoła armii nieprzyjacielskiej oddzielonej rzeką, nad którą posiada ona kilka przyczółków; takie postępowanie prowadzi do rozproszenia własnej armii i naraża jej oddziały na odcięcie. Do rzeki, którą zamierza się przekroczyć, należy zbliżać się stopniowo, tak, aby nieprzyjaciel, by nie odsłonić własnej flanki, mógł zaatakować tylko jedną kolumnę, a mianowicie czołową,. W tym czasie lekkie oddziały muszą zająć brzegi, a po wybraniu miejsca na przeprawę, a mianowicie takiego, który daleko oddalony jest od oddziałów czołówki, należy szybko tam pomaszerować i zbudować most. Ponieważ francuski dowódca za centrum swoich manewrów przyjął Monachium, zachowanie tej zasady było podczas przekraczaniu Innu bardzo ważne. Najkrótsza odległość od Monachium do Innu wynosi tylko 45 kilometrów; rzeka płynie skośnie do miasta i stopniowo oddala się od bawarskiej stolicy; budowa zatem mostu dalej w dół rzeki odsłania nieprzyjacielowi flankę. W wyniku tego generał Grenier musiał stoczyć 1 grudnia potyczkę z bardzo eksponowanej pozycji; przez 3 dni musiał walczyć przeciwko 3-krotnie silniejszemu przeciwnikowi. Jeżeli francuski dowódca zamierzał zająć wzniesienia pod Ampfing, powinien był to uczynić jedynie siłami całej armii; powinien był skoncentrować 3 dywizje Greniera, 3 dywizje rezerwy i kawalerię generała d'Hautpoul, z równoczesnym ustawieniem Lecourbe na prawym skrzydle. W takim porządku armia francuska nie musiałaby niczego się obawiać; pobiłaby arcyksięcia i wepchnęła w nurty Innu. Ustawienie przyjęte przez Moreau było niebezpieczne nawet dla armii, przewyższających liczebnie nieprzyjaciela. Marsz nad Inn powinien był nastąpić od strony Landshut. Podczas gdy losy kampanii rozstrzygnięte zostały na polach pod Amfing i w lesie Hohenlinden, na polu bitwy nie było 3 dywizji generała Saint-Suzanne'a i 3 dywizji Lecourbe. Co to daje, posiadać oddziały, jeżeli nie potrafi się w ważnym momencie odpowiednio ich użyć? Armia francuska w tej kampanii liczyła 140 000 ludzi, arcyksięcia, osłabiona oddelegowaniem 2 korpusów przeciwko Armiom Gallo-Batawskiej i Gryzonii, jedynie 80 000. Mimo tego w bitwie pod Hohenlinden armia austriacka była liczebnie równa, a w potyczce pod Amfing miała 3-krotną przewagę. Bitwa pod Hohenlinden miała miejsce w wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności; los całej kampanii został rozstrzygnięty bez jakiegokolwiek planu francuskiego dowódcy. Nieprzyjaciel miał więcej szans na zwycięstwo niż Francuzi; ich wyszkolenie na tyle jednak przewyższało przeciwnika, że Austriacy, nawet gdyby byli rozsądnie prowadzeni, nie potrafiliby ich pobić. Mówiono, że Moreau rozkazał generałom Richepance i Decaen marsz w kierunku Mattenbett, by zaatakować nieprzyjaciela ze skrzydła. To nie odpowiada prawdzie: wszystkie posunięcia armii francuskiej w dniu 3 grudnia były defensywnej natury. Generałowi Moreau musiało zależeć na tym, by pozostać w tym dniu w defensywie, bo następnego dnia do pola bitwy dotrzeć miał generał Lecourbe, a 5 grudnia otrzymałby dalsze, znaczne wzmocnienie w postaci korpusu Saint-Suzanne'a. Manewry generałów Decaen i Richepance miały zapobiec wtargnięciu w dniu 3 grudnia nieprzyjaciela do lasu; było to czysto defensywne posunięcie. Jeżeli manewr obu tych dywizji miał na celu zaatakowanie flanki nieprzyjaciela, to było to niezgodne z zasadami walki; te wymagają bowiem, by w przededniu bitwy nie odsyłać żadnych silnych oddziałów. Armia francuska posiadała w tym momencie jedynie 6 dywizji; ryzykiem było odsyłanie 2 z nich bezpośrednio przed bitwą. Możliwym było bowiem, że oddziały te nie napotkałyby wcale wroga, który być może zająłby Hohenlinden przed ich dotarciem do Mattenbett. W tym przypadku dywizje Richepance'a i Decaena, pozostawione same sobie, nie mogłyby udzielić pozostałym 4 dywizjom żadnej pomocy; te ostatnie zostałyby odrzucone za Isar, co oznaczałoby utratę obu detaszowanych dywizji. Gdyby arcyksiążę rozkazał wymaszerowanie jedynie kolumnie swojego prawego skrzydła i wkroczyłby do lasu dopiero wtedy, gdy generał Latour związany był już walką z dywizją generała Greniera, napotkałby w Hohenlinden jedynie dywizję generała Grouchy. Opanowałby las, ze swoim centrum odciąłby francuskie siły główne, obszedł prawe skrzydło generała Greniera i wepchnął go do rzeki Isar. Dywizje Richepance'a i Decaena, stojące samotnie w trudnym terenie, pełnym lodu i błota, zostałyby zepchnięte w kierunku Innu; armię francuską spotkałaby wielka katastrofa. Kto nie przewiduje takich możliwości, jest złym graczem; Moreau był zwykle zbyt ostrożny, by podjąć takie ryzyko. Manerw generałów
Richepance i Decaen powinien był odbyć się nocą; ale obie dywizje
powinny były maszerować razem. Zamiast tego maszerowały bezdrożami,
rozdzielone i oddalone od siebie; błądziły one przez całą noc. Gdy
Richepance 3 grudnia rano o godzinie 7 rano na czele pierwszej brygady
dotarł pod St.Christoph, był odcięty od swojej drugiej brygady;
miejscowość zajęta była przez nieprzyjaciela. Czy generał miał
kontynuować swój marsz, czy zawrócić, by przyjść z pomocą swojej drugiej
brygadzie? Odpowiedź na to pytanie nie powinno budzić wątpliwości:
powinien był zawrócić. Oswobodziłby swoją drugą brygadę, połączył z
generałem Decaen i mógłby natychmiast pomaszerować naprzód na czele
dużych sił; musiał być przygotowanym na to, że w Mattenbett napotka
przeważającą jego siły kolumnę arcyksięcia. Na co mógł liczyć? Zostałby
zaatakowany od czoła i z tyłu, mając po swojej prawej stronie Inn. W
jego sytuacji, zgodnie z zasadami sztuki wojennej, powinien był
maszerować nie tylko wraz ze swoją drugą brygadą, lecz również z dywizją
Decaena. 20 000 ludzi zawsze ma możliwość wpłynięcia na los; w
najgorszym wypadku mają oni, szczególnie w grudniu, zawsze tyle czasu,
by odczekać noc i przystąpić następnie do odwrotu. Generał Richepance
popełnił zatem nieostrożność; jednak poszczęściło mu się i to właśnie w
pierwszej linii jemu Francuzi zawdzięczają swój sukces; w rzeczywistości
sukces obu stron wisiał na włosku; starcie kilku batalionów zdecydowało
o losie dwóch dużych armii. Arcyksiążę Jan. Arcyksiążę zrobił błąd, przechodząc do ofensywy i przekraczając Inn. Jego armia była za bardzo zdemoralizowana; miał zbyt wielu rekrutów; przed nim stała zbyt liczna armia, a operacje prowadzone były w takiej porze roku, kiedy pozostający w defensywie ma całą przewagą po swojej stronie. Potyczkę w dniu 1 grudnia dobrze poprowadził, ale ze zbyt słabym naciskiem; przez cały dzień jego oddziały maszerowały, by przybyć na pozycje. Takie manewry wymagają sporo czasu, a grudniowe dni są bardzo krótkie; odbieranie parady było niewskazane. Powinien był zaatakować szturmem równocześnie oboma skrzydłami i centrum. Gdyby w ten sposób uzyskał przewagę, zachwiałby dywizjami Ney'a i Hardy i doprowadził do ich rozbicia. Następnego dnia powinien był siąść na karku Francuzom i intensywnymi marszami pędzić ich przed sobą; zrobił błąd, odpoczywając, dzięki czemu Moreau miał czas na uporządkowanie i skoncentrowanie swoich sił. Manewr arcyksięcia całkowicie zaskoczyłby Francuzów; byli oni rozproszeni; nie wolno mu było zostawić im czasu na złapanie oddechu i opamiętanie się. Ale gdyby arcyksięciu nie powiodło się, zostałby przez armię francuską odrzucony za Inn i po przekroczeniu przez nią rzeki, całkowicie przez nią rozbity. Jego zarządzenia przygotowawcze przed bitwą pod Hohenlinden są zrozumiałe; ale przy ich wykonywaniu popełnił błąd. Rodzaj zarządzonych przez niego manewrów wymagał, by jego armia maszerowała postopniowana, z wysuniętym prawym skrzydłem; zanim centrum weszło do lasu, prawe skrzydło, dowodzone przez generała Latour i lekka kawaleria generała Kienmayera powinny były połączonymi siłami związać walką korpus generała Greniera. W trakcie tego manewru arcyksiążę powinien był stać z centrum w szyku bojowym na wysokości Mattenbett i dla wsparcia generała Latoura przeczesywać las jedną dywizją. Ponieważ 3 dywizje Greniera, dowodzone przez Legranda, Bastoula i Ney'a były zajęte, arcyksiążę w Hohenlinden napotkałby jedynie dywizję Grouchy, która nie utrzymałaby się dłużej niż przez ˝ godziny. Zamiast tego arcyksiążę pomaszerował naprzód na czele centrum, nie zważając na swoje oba skrzydła, które na pokrytym śniegiem i lodem terenie nie mogły dotrzymać mu kroku. W ten sposób przystąpił osamotniony do walki, na dodatek w lesie, gdzie przewaga liczebna ma niewielkie znaczenie. Mimo wszystko odrzucił i zmieszał dywizję generała Grouchy; ale generał Latour był o 2 godziny marszu za nim. Ney, który nie miał nikogo przed sobą, pospieszył na pomoc Grouchy i gdy kilka godzin później oba skrzydła austriackie zrównały się z centrum, było już za późno. Używanie bez powodu do walki więcej oddziałów niż dopuszcza ukształtowanie terenu na ich rozwinięcie, a przede wszystkim zezwolenie pociągom transportowym i artylerii na wkroczenie do wąwozu, którego koniec nie był przez niego opanowany zaprzeczało zwyczajom wojennym. Przeszkadzały one podczas odwrotu i dlatego przegrał. Powinien był zająć pod wioską Mattenbett odpowiednio osłoniętą pozycję i tam czekać, aż opanowany zostanie przeciwległy skraj lasu. Ten błąd w wykonaniu
świadczy o złej organizacji armii arcyksięcia. Ale postanowienie wydania
bitwy było dobrym posunięciem; udałoby się ono w dniu 2 grudnia, a także
w dniu następnym, gdyby nie popełniono błędów w wykonaniu. Twierdzono,
że marsz armii francuskiej w kierunku Ampfing i jej odwrót w kierunku
Hohenlinden był podstępem wojennym. Stwierdzenie to nie zasługuje nawet
na żadne poważne zaprzeczenie. Gdyby generał Moreau ten marsz planował,
zatrzymałby przy sobie 6 dywizji generałów Lacourbe i Saint-Suzanne, a
dywizje Richepance'a i Decaena trzymałby w jednym obozie. Nie ma
wątpliwości, że bitwa pod Hohenlinden przyniosła zasłużoną sławę
generałowi Moreau, podwładnym mu generałom, oficerom i francuskim
oddziałom. Jest jedną z najważniejszych bitew wojny, ale odniesiony w
niej sukces nie należy przypisywać żadnemu zręcznemu manewrowi, żadnemu
udanemu planowi i żadnemu geniuszowi militarnemu. Uwaga końcowa. Generał Lecourbe, którego korpus tworzył prawe skrzydło, nie wziął udziału w bitwie; powinien był on zbudować most na Innie, by najpóźniej 5 grudnia przekroczyć rzekę. Cała armia powinna była w przeciągu 6 grudnia znaleźć się na prawym brzegu; zebrała się tam dopiero 12 grudnia. Kwatera główna, która 12 grudnia powinna była znajdować się w Steyr, dotarła tam dopiero 22. Ta strata przynajmniej 7 dni umożliwiła arcyksięciu zajęcie pozycji za Alz i Salzach, utworzenie sprawnej ariergardy i obronę każdej piędzi ziemi aż do Enns. Bez tej niewybaczalnej zwłoki Moreau uniknąłby kilka potyczek, zdobyłby ogromną ilość bagaży, wziąłby do niewoli wielu maruderów i odciąłby kilka dywizji, które nie połączyły się jeszcze z siłami głównymi. W dniu po bitwie pod Hohenlinden był dużo bliżej Salzburga niż arcyksiążę, który wycofał się w kierunku Uterinn. Gdyby Moreau pomaszerował zdecydowanie i we właściwym kierunku, zepchnąłby arcyksięcia w kierunku Dunaju i dotarłby do Wiednia wcześniej niż niedobitki armii austriackiej. Przyczyną niewielkiej
porażki odniesionej przez Lecourbe pod Salzburgiem oraz tego, że
nieprzyjaciel był w stanie stawić opór na nizinie pod Vöklabruck, była
mała ilość kawalerii we francuskiej awangardzie. A przecież akurat przy
tej okazji trzeba było wysunąć rezerwę generała d'Hautpoul na czoło, a
nie trzymać ją z tyłu. Zadaniem kawalerii jest umocnienie zwycięstwa i
uniemożliwienie przeciwnikowi ponownego zebrania się. X. Armia Gryzonii wzbudziła zainteresowanie wiedeńskiego gabinetu, głównie z powodu jej pierwotnej nazwy Armii Rezerwowej. Melas i jego sztab generalny czynili wymówki dworskiej radzie wojennej, że dała się zmylić co do składu i kierunku marszu 1.Armii Rezerwowej; ta bowiem odcięła drogę odwrotu armii austriackiej i wyrwała Austrii pod Marengo całe Włochy. Zajmowano się więc skrupulatnie rozpoznaniem sił tej drugiej Armii Rezerwowej i rozpoznaniem kierunku jej marszu. Siłę pierwszej nie doceniono, drugiej przeceniono. Rząd francuski użył wszelkich środków, by wprowadzić w błąd austriackich agentów. Głównodowodzącym tej armii mianowano generała Macdonalda, który zdobył rozgłos kampanią w królestwie Neapolu i bitwą nad Trebbią. Armia składała się z kilku dywizji i dlatego łatwo sprawiała wrażenie, że liczy 40 000 ludzi, podczas gdy w rzeczywistości liczyła jedynie 15 000. Posłano do niej paryski Korpus Ochotniczy, którego wystawienie obudziło uwagę próżniaczych młodych ludzi z dobrych rodzin. Z punktu widzenai operacji militarnych armia ta była zbyteczna; oddałaby usługi, gdyby utworzono ją z jednej jedynej dywizji i oddano pod dowództwo Moreau albo Brune'a. Ale Austriacy mieli jeszcze tak mocno w pamięci 1.Armię Rezerwową, że wierzyli, że ta druga przeznaczona jest do podobnych manewrów jak pierwsza i uderzy na ich tyły we Włoszech lub w Niemczech. Ze strachu, który mieli przed tą armią, postawili znaczne korpusy na przełęczach Tyrolu i Walteliny, by zapobiec jej wmaszerowaniu do Włoch albo Niemiec. Tym samym 2.Armia Rezerwowa oddała duże przysługi, wiążąc listopadzie i grudniu 40 000 żołnierzy nieprzyjaciela. Można zatem powiedzieć, że armia ta przyczyniła się do sukcesów armii francuskich w Niemczech bardziej dzięki swojej nazwie niż swojej rzeczywistej sile. Po ostatecznym rozstrzygnięciu bitwą pod Hohenlinden kampanii w Niemczech, Armia Gryzonii otrzymała rozkaz współdziałania we Włoszech, wkroczenia do Walteliny i udania się traktem z Bolzano do serca Tyrolu. Generał Macdonald prowadził tę operację powoli i mało zdecydowanie, być może z zazdrości żywionej do nielubianego przez niego generała Brune, dowodzącego znakomitą Armią Italii, a być może dlatego, że ekspedycja tego rodzaju nie odpowiadała jego charakterowi. Manewr taki, przeprowadzony przez Massenę, Lecourbe czy Ney'a przyniósłby lepsze efekty. Bez wątpienia, przejście przez przełęcz Splügen nastręczała pewne trudności; ale zima nie jest w żadnym wypadku najniekorzystniejszą porą roku na przejście przez wysokie góry. Śnieg jest ubity, pogoda stała i nie trzeba obawiać się lawin, które w Alpach są jedynym rzeczywistym niebezpieczeństwem. W grudniu w wysokich górach dni mogą być bardzo pogodne, z suchym mrozem i czystym, przejrzystym powietrzem. Armia Gryzonii dopiero 6
grudnia przekroczyła Splügen i dotarła do Chiavenny. Zamiast jednak
pomaszerować przez Górny Engadin w kierunku Bolzano, zajęła pozycje za
lewym skrzydłem Armii Italii. Nie przyniosło to żadnych efektów i nie
przyczyniło się do sukcesu kampanii; wysłany do Górnego Engadinu korpus
generała Baraguey d'Hilliers był zbyt słaby. Został zatrzymany przez
nieprzyjaciela i dotarł do Bolzano dopiero 9 stycznia, czyli w 14 dni po
potyczkach stoczonych przez Armię Italii nad Mincio i w 6 dni po
przekroczeniu przez tą armię Adygi. Generał Macdonald dotarł 7 stycznia
do Trydentu (Trient), gdy już lewe skrzydło Armii Italii, maszerujące z
Rovereto pod dowództwem generałów Moncey i Rochambeau, wyparło
nieprzyjaciela z miasta. Zawarte przez Armię Italii 16 stycznia 1801
roku w Treviso zawieszenie broni obejmowało również Armię Gryzonii;
zajęła ona pozycje w Trentino; jej kwaterą główną pozostał Trydent. W przeciągu listopada 1800 roku generał Brune, dowodzący francuską Armią Italii, wypowiedział marszałkowi Bellegarde zawieszenie broni i 22 listopada rozpoczęły się działania wojenne. Front armii francuskiej przebiegał wzdłuż brzegu Chiese aż do jej ujścia do Oglio, następnie brzegiem tej rzeki aż do jej ujścia do Padu. Armia francuska była znakomita i liczna; składała się ze starej Armii Italii i połączonej z nią Armii Rezerwowej. Przez 5 miesięcy odpoczywała ona na żyznych nizinach Lombardii; została znacznie wzmocniona, częściowo rekrutami z Francji, częściowo oddziałami włoskimi. Lewym skrzydłem dowodził generał Moncey, centrum - Suchet, a Dupont lewym, Delmas awangardą, Michaud rezerwą, Davout kawalerią, a Marmont artylerią, posiadającą 200 zaprzężonych i bogato zaopatrzonych w amunicję armat. Ponieważ każdy korpus składał się z 2 dywizji, armia liczyła w całości 10 dywizji piechoty i 2 kawalerii. Jedna z brygad awangardy, która otrzymyła nazwę "Rezerwa kwatery głównej" detaszowana była do kwatery głównej, dlatego awangarda składała się tylko z 3 brygad. W Toskanii dowodził generał Miollis, w Piemoncie generał Soult; każdy z nich miał około 6 000 ludzi, głównie Włochów. W Ligurii dowództwo sprawował generał Dulauloy, a w Republice Cisalpińskiej generał Lapoype. Głównodowodzący generał Brune miał pod swoimi rozkazami prawie 100 000 ludzi; z tego na polu bitwy potrafił zgromadzić więcej niż 80 000. Armią Gryzonii dowodził generał Macdonald, zaprzątający uwagę kilku korpusów austriackich w Engadinie i Waltelinie. Może być ona więc traktowana jako część Armii Italii, której liczebność tym samym wzrastała o 15 000 ludzi; podczas operacji nad Mincio i Adygą do dyspozycji stało więc prawie 100 000 ludzi. Gdy 22 listopada rozpoczęły się działania wojenne, generał Brune pozostał w defensywie; czekał na swoje prawe skrzydło, które stało jeszcze pod rozkazami generała Duponta w Toskanii. 24 listopada Brune przeszedł pod Sacca Pad i zajął pozycje za Oglio; jego awangarda stała w Marcaria. Nieprzyjaciel również zachowywał się defensywnie. Mimo, że Brune nieprzerwanie otrzymywał rozkazy do energicznego działania, zwlekał z przejściem do ataku. Marszałek Bellegarde,
dowodzący armią austriacką, nie był dowódcą, którego należało
się obawiać. Miał polecenie bronić linii Mincio. Dworowi austriackiemu
zależało na utrzymaniu tej rzeki w swoim posiadaniu, częściowo z powodu
połączenia z Mantuą, częściowo, by w przypadku podpisania pokoju,
utrzymać na niej granicę. Armia austriacka liczyła 60-70 000 ludzi; lewe
skrzydło opierało się na Padzie, miało oparcie w Mantui i było
osłaniane przez jezioro, po którym pływały kanonierki. Prawe skrzydło
opierało się o Peschierę i jezioro Garda, którego posiadanie
zabezpieczała liczna flotylla. Osobny korpus stacjonował w Tyrolu;
zajmował pozycje w Voralbergu i naprzeciw przełęczy Engadinu i
Walteliny. Rzeka Mincio, która pomiędzy Peschierą i Mantuą ma długość
około 30 kilometrów, w czasie suszy może być przekroczona w bród w wielu
miejscach. Wówczas jednak nie było to nigdzie możliwe; poza tym
austriacki dowódca zatamował wszystkie odpływy rzeki. A jednak była to
tylko słaba linia obronna; szeroka na 40 metrów, raz jeden brzeg rzeki,
raz drugi był wyższy od przeciwległego. Bellegarde obsadził silnymi
oddziałami panujące nad prawym brzegiem wzniesienia pod Valeggio, a
ruiny starego zamku kazał umocnić do czegoś w rodzaju szańca. Umocniono
Borghetto, które stanowiło przyczółek osłaniany przez pozycję pod
Valeggio. Mury obronne małego miasta Goito zostały odbudowane i
uzupełnione innymi umocnieniami oraz rowami wodnymi. Ponadto Bellegarde
kazał przygotować na wzniesieniach pod Salionzo 4 opalisadowane szańce.
Po zabezpieczeniu najważniejszych punktów na lewym brzegu, Bellegarde
rozszerzył swoje umocnienia na prawy brzeg. Kazał zająć wzgórza pod
Voltą, miejsce, które dzięki swoim szańcom panuje nad całą okolicą; są
one jednak oddalone 4,5 kilometrów od Mincio i 7 kilometrów od Goito i
Valeggio. Austriacki generał miał więc na obszarze 24 kilometrów 5
silnie umocnionych punktów: Peschierę, Salionzo, Valeggio, Volta i
Goito. 18 grudnia armia francuska przeszła Chiese; kwatera główna udała się do Carpenedolo; 19. i 20. cała armia maszerowała w 4 kolumnach w kierunku Mincio; prawe skrzydło pod rozkazami Duponta maszerowało w kierunku południowego krańca jeziora pod Mantuą, centrum pod Suchetem na Voltę, awangarda, która równocześnie miała blokować Peschierę, w kierunku Ponti; rezerwa i lewe skrzydło skierowały się na Mozambano. Dupont na czele dywizji skrajnego prawego skrzydła wyparł garnizon Mantui za jezioro. Jego druga dywizja (Watrin) odepchnęła nieprzyjaciela w kierunku Goito. Suchet maszerował ostrożnie w kierunku Volty. Oczekiwał, że armia austriacka podejmie próbę wsparcia swojej awangardy. Ale nieprzyjaciel nigdzie nie stawiał oporu; najwyraźniej obawiał się odcięcia od Mincio; nawet na panujących nad Mincio pięknych wzgórzach pod Monzambano, Francuzi nie napotkali oporu. Zajęli oni pozycje na prawym brzegu Mincio, z wyjątkiem Goito i przyczółku Borghetto. Gdy nieprzyjaciel spostrzegł, że ma do czynienia z całą armią francuską, zaczął się obawiać, że może dojść do rozstrzygającej bitwy i wycofał się na lewy brzeg Mincio, utrzymując na prawym skrzydle jedynie wspomniane pozycje pod Goito i Borghetto. Austriacy stracili na całej linii 500 albo 600 ludzi, którzy zostali wzięci do niewoli. Kwaterę francuską przeniesiono do Monzambano. Tego samego dnia dowódca francuski kazał wybudować mosty na Mincio, przejść rzekę i ścigać nieprzyjaciela; taka wąska rzeka jest niewielką przeszkodą, jeżeli jest się w posiadaniu jednej pozycji, która panuje nad przeciwległym brzegiem, mogąca go zasypać ogniem armatnim. Koło Monzambano i Molino della Volta artyleria może ostrzelać z dużej odległości drugi brzeg, uniemożliwiając nieprzyjacielowi ustawienie swoich baterii w dogodnym punkcie. W takich warunkach przejście rzeki jest drobnostką; nieprzyjaciel nie może nawet widzieć Mincio, które niby rów obronny chroni baterie przed wszelkimi atakami. Podczas oblężenia i walk w polu armaty spełniają główną rolę; dokonał się całkowity przewrót w sposobie prowadzenia walki. Z powodu skutków, jakie powoduje ogień armatni, zrezygnowano z wysokich murowanych wałów, które musiano obsypywać grubą warstwą ziemi. Zrezygnowano również ze zwyczaju, zakładania codziennie otoczonego szańcem obozu, by schronić się za wbitymi w ziemię palami. Gdy opanuje się górującą nad przeciwległym brzegiem pozycję, wystarczająco dużą, by ustawić tam dużą liczbę armat, zyskuje się wiele możliwości przekroczenia rzeki. Jeżeli jednak rzeka jest szeroka na 400-600 metrów, jest to niewielki zysk, ponieważ armatnie strzały nie docierają do drugiego brzegu, a oddziały broniące przeprawy mają możliwość okopania się i odpierania w ten sposób prób przeprawy. Jeżeli grenadierzy, którzy muszą przejść przez rzekę, by osłaniać budowę mostu, rzeczywiście ją pokonają, będą zmieceni kartaczami nieprzyjacielskich dział; o ile nieprzyjaciel ustawi swoje armaty 400 metrów od mostu, jest on w stanie utrzymać morderczy ogień, samemu będąc oddalonym od nieprzyjacielskich baterii o 800-1000 metrów, mając tym samym po swojej stronie wszystkie korzyści, jakie daje artyleria. Przejście rzeki jest w takim przypadku jedynie możliwe, gdy uda się nieprzyjaciela całkowicie zaskoczyć albo gdy w środku rzeki znajduje się wyspa lub rzeka wykonuje ostry zakręt, gdzie można ustawić baterie, które mogą prowadzić ogień krzyżowy. Taka wyspa lub zakole tworzą naturalny przyczółek, dzięki któremu artyleria strony atakującej ma zapewnioną przewagę. Jeżeli rzeka jest węższa niż 400 metrów, oddziały przerzucone na drugi brzeg, osłaniane przez ustawioną w korzystnych punktach artylerię, mają przewagę po swojej stronie i mogą nieprzyjacielowi uniemożliwić wybudowanie mostu. W takim przypadku najwybitniejsi dowódcy, którzy potrafią przewidzieć plany nieprzyjaciela, by uniemożliwić przejście przez most, zadawalają się ustawieniem swojej armii w półkolu poza zasięgiem ognia ustawionych na przeciwległym brzegu armat nieprzyjaciela. Taki manewr wykonał Vendome, by uniemożliwić księciu Eugeniuszowi wykorzystanie mostu pod Cassano (16 sierpnia 1705 roku książę Louis Joseph de Vendome, dowódca armii francuskiej na włoskim teatrze wojny podczas hiszpańskiej wojny sukcesyjnej odniósł zwycięstwo pod Cassano i zmusił księcia Eugeniusza Sabaudzkiego do wycofania się - przyp. tłum.). Dowódca francuski zdecydował się na przekroczenie w dniu 24 grudnia Mincio i wybrał do tego celu oddalone od siebie o 9 kilometrów Mozambano i Molino della Volta. Ponieważ Mincio nie wchodziło w rachubę, należy przy ocenie obu tych punktów wziąć pod uwagę jedynie ogólny plan bitwy. Czy należało dzielić siły pomiędzy Mozambano i Molina? Nieprzyjaciel zajmował pozycje na wzniesieniach pod Valeggio i przyczółek mostowy pod Borghetto. Mogłyby one stanowić zagrożenie dla oddziałów, które przekroczyły rzekę w tych dwóch miejscach. Nieprzyjaciel mógłby uczynić wypad przez Borghetto i uczynić spore zamieszanie w jednej z kolumn. Zgodnie z zasadami sztuki wojennej należało zatem przekroczyć rzekę w jednym punkcie, by mieć zawsze do dyspozycji wszystkie oddziały. Który zatem z wymienionych punktów należało wybrać? Na korzyść Monzambano przemawiał fakt, że leżało bliżej Werony; ta pozycja była o wiele lepsza. Armia, która przekroczyłaby rzekę koło Monzambano, a mianowicie w 3 punktach, oddalonych od siebie o 400-600 metrów, nie musiałaby obawiać się o możliwość odwrotu, gdyż oba jej skrzydła nieustannie opierałyby się o Mincio, które byłyby chronione przez ustawione na prawym brzegu baterie. Bellegarde w pełni to rozumiał i dlatego umocnił zarówno Valeggio, jak i Salionzo silnymi szańcami. Te oba punkty, leżące na zakolu Mincio, tworzyły wraz z miejscem planowanego przejścia trójkąt równoboczny o bokach długości 6 kilometrów. Linię, łączącą oba te umocnione punkty, zajmowała armia austriacka, która swoje lewe skrzydło opierała o Valeggio, a prawe o Salionzo. Nie można jej było obejść, ale jej front rozciągnięty był na odcinku prawie 6 kilometrów. Brune mógł mieć tylko nadzieję, że uda mu się przebić jej centrum; tego typu operacja jest często trudna, wymaga dużo wysiłku i może zostać przeprowadzona jedynie po skoncentrowaniu w jednym punkcie dużej ilości oddziałów. Przejście koło Molino della Volta było mniej korzystne. Skorzystanie z niego utrudniłoby odwrót, gdyż prawy brzeg kontrolowany był z Pozzolo. Ale w tym miejscu nieprzyjaciel nie mógłby oprzeć swoich skrzydeł o umocnienia. Gdyby francuski dowódca zdecydował się na przekroczenie rzeki pod Monzambano, znalazłby po swojej prawej stronie mocno umocnione wzniesienia Valeggio, a po lewej równie silnie umocnione Salionzo. Armia francuska znalazłaby się więc w ogniu krzyżowym nieprzyjacielskich oddziałów i miałaby przed sobą całą armię austriacką, której skrzydła oparte byłyby o dwa silnie umocnione punkty. Z innej strony, korpus, który przeszedłby rzekę pod Molino, miałby w odległości 7 kilometrów od swojego prawego skrzydła umocnione miasteczko Goito, a w odległości 4,5 kilometrów od lewego skrzydła Borghetto i Valeggio. Mimo tego postanowiono, że prawe skrzydło przejdzie MIncio pod Molino della Volta, a cała reszta armii pod Monzambano. Generał Dupont dotarł o świcie do Molino, wybudował kilka mostów i przeprowadził swoją dywizję przez rzekę. Swoim prawym skrzydłem zajął wioskę Pozzolo; jego lewe skrzydło opierało się o Mincio i zajmowało pozycje naprzeciw Molino; był on osłaniany ogniem artylerii, ustawionej na górujących nad całą niziną wzgórzach na prawym brzegu. Grobla wzmacniała jeszcze siłę lewego skrzydła. W momencie przekraczania rzeki siły nieprzyjaciela były nieliczne. Około godziny 10 generał Dupont otrzymał wiadomość, że przekroczenie rzeki przez generała Brune pod Monzambano zostało przesunięte na dzień następny. W tej sytuacji powinien był natychmiast swoje główne siły wycofać na prawy brzeg i pozostawić na lewym jedynie kilka batalionów, dla utworzenia tam, pod osłoną swoich baterii, przyczółka. Nawiasem mówiąc, pozycja ta uniemożliwiała zbliżenie się nieprzyjaciela do mostu. To posunięcie byłoby doskonałym manewrem pozorowanym: odwróciłoby uwagę nieprzyjaciela. O świcie możliwe byłoby przełamanie linii Valeggio-Salionzo, zanim zgromadziłaby się tam cała armia przeciwnika. Ale generał Dupont pozostał na swojej pozycji na lewym brzegu. Bellegarde wykorzystał korzyści swojego umocnionego obozu pod Valeggio i Salionzo i pomaszerował na czele rezerwy przeciwko francuskiemu prawemu skrzydłu. Rozpoczęła się zacięta walka; na pomoc generałowi Dupont podążyli Suchet i Davout i rozpoczęła się krwawa, prowadzona przez obie strony z dużą zaciętością potyczka pomiędzy 20-25 000 Francuzów i 40-45 000 Austriaków, podczas gdy na całym polu bitwy stało 80 000 Francuzów mających przed sobą 60 000 Austriaków. Najzagorzalej walczono koło wioski Pozzolo; lewe skrzydło, wspierane ogniem artylerii z prawego brzegu i osłaniane groblą było trudne do zaatakowania. Pozzolo kilkakrotnie zajmowane było przez obie strony i znowu tracone; w końcu zostali tam Francuzi. Ale drogo za to zapłacili; stracili najlepsze oddziały wszystkich 3 dywizji i mieli straty przynajmniej tak wysokie, jak nieprzyjaciel. Francuskie męstwo zostało mocno nadużyte, a krew tych bohaterów służyła tylko do naprawienia błędów głównodowodzącego i podyktowanej wygórowaną ambicją nieostrożności podwładnych mu generałów. Brune, którego kwatera główna oddalona była o 9 kilometrów od pola bitwy, pozwolił, by jego prawe skrzydło, o którym wiedział, że przekroczyło rzekę, walczyło samotnie, nie podejmując nawet najmniejszych kroków, by wesprzeć jego działania. Takei zachowanie nie wymaga żadnego komentarza. Nie można sobie wytłumaczyć, dlaczego Brune, który wiedział przecież, że jego prawe skrzydło zmaga się z nieprzyjacielem, nie pospieszył mu na pomoc i nie posłał tam pontonów, by zbudować jeszcze jeden most. Ponieważ postanowił przekroczyć rzekę w dwóch miejscach, dlaczego przynajmniej nie wykorzystał ruchu armii austriackiej, nie zajął Salionzo i Valeggio i zaatakował wroga od tyłu? Suchet i Davout przybyli generałowi Dupont na pomoc z własnej inicjatywy, skłonieni do tego rozwojem wydarzeń. 25 grudnia generał Marmont ustawił swoje baterie rezerwowe na wzniesieniach pod Monzambano, by osłaniać budowę mostu; to było całkowicie zbyteczne. Nieprzyjaciel oczywiście wystrzegał się bronienia przeprawy przez szeroką na 40 metrów rzeki, nad którą górowała artyleria, w stosunki do której jego własna, obojętnie jak liczna, nie utrzymałaby się dłużej niż przez kwadrans. Po przekroczeniu rzeki, Delmas na czele awangardy pomaszerował przeciwko Valeggio; wspierał go Moncey z dywizjami Boudet i Michaud oraz rezerwa. Suchet z rezerwą pozostał w Borghetto, Dupont z prawym skrzydłem w Pozzolo. Oddziały cierpiały od krzyżowego ognia z Valeggio i Salionzo; ale austriacki dowódca, gdy zorientował się, że przekroczenie rzeki stało się faktem, zdecydował się na odwrót. Po sromotnej porażce poniesionej mimo ogromnej przewagi jego sił w dniu poprzednim, próbował osiągnąć Adygę. Na szańcach w Salionzo i Valeggio pozostawił jedynie załogi, by zabezpieczyć odwrót i zabrać rannych. Brune pozostawił mu na to wystarczająco dużo czasu. W przeciągu całego 25 grudnia nie posunął się dalej niż do Salionzo i Valeggio, to znaczy: nie zrobił nawet 6 kilometrów. Następnego dnia szańce w Salionzo zostały okrążone; jego załoga, 1 200 ludzi, poddała się wraz ze wszystkimi swoimi armatami. Należy przyjąć, że wskutek błędu austriackiego sztabu głównego nie otrzymali oni rozkazu wycofania się do Peschiery. Trudno usprawiedliwić zachowanie ich dowódcy. Francuzi przeprowadzili
zbędny i bezskuteczny atak na Borghetto; dzielna 72.półbrygada, która
otrzymała to zadanie, straciła podczas tego ataku kwiat swoich
żołnierzy. Wystarczyłoby tę pozycję obłożyć ogniem armat i obrzucić
granatami; do Borghetto nie można było bowiem wtargnąć, nie mając w
swoich rękach Valeggio; ale po jego opanowaniu, wszystko, co znajduje
się w Borghetto, wpada w ręce zwycięzcy. Rzeczywiście, wkrótce po ataku
72.półbrygady załoga Borghetto złożyła broń. Poświęcono bezsensownie
życie 400 albo 500 ludzi z tego dzielnego regimentu. XI. Następnego dnia armia pomaszerowała naprzód, lewe skrzydło w kierunku Castelnovo, prawe pomiędzy Legnago i Weronę. Wysłano też oddział, by zablokował Mantuę, a 2 regimenty ustawiono na brzegu jeziora Garda, by przerwać połączenie rzeką Mincio pomiędzy Peschierą, którą oblegać miał generał Dąbrowski, i Mantuą. Armia francuska przekroczyła Adygę 1 stycznia, czyli w 6 dni po przejściu Mincio; energiczny generał dokonałby tego następnego dnia. Manewr ten przeprowadzono pod Bussolengo, nie napotykając żadnego oporu. O tej porze roku tereny nad dolną Adygą są prawie nie do przebycia. Następnego dnia nieprzyjaciel opuścił Weronę, pozostawiając jedynie załogę cytadeli. Dywizja Rochambeau pomaszerowała z Ladrone przez Rivę, Torbole i Mori nad Adygę. Ten ruch zmusił Austriaków do opuszczenia Corony. 6 stycznia zostali oni przepędzeni ze wzgórz pod Caldiero; Francuzi wkroczyli do Vicenzy. Korpus Monceya stał w Rovereto. 11 stycznia armia francuska przeszła pod Fontaniva przez Brentę.
W trakcie tego manewru do Włoch wkroczył Korpus Obserwacyjny Południa; 13 stycznia dotarł on do Mediolanu. Macdonald na czele Armii Gryzonii wkroczył 7 stycznia do Trydentu, pomaszerował śladem Austriaków aż do doliny Brenty i 9 stycznia nawiązał przez Rovereto kontakt z Armią Italii. W przeciwieństwie do Francuzów armia austriacka była coraz słabsza. Już na początku kampanii była ona o 1/3 słabsza od francuskiej; od tego czasu poniosła wielkie straty. Potyczka pod Pozzolo kosztowała ją wiele zabitych i rannych, ponadto 5-6 000 dostało się do niewoli. Załogi pozostawione w Mantui, Peschierze, Weronie, Ferrarze i Porto Legnago dodatkowo ją osłabiły. W wyniku wszystkich tych strat nie była ona w stanie w otwartym polu stawić czoła armii francuskiej. Po przekroczeniu Adygi armia austriacka była zmuszona wysłać część swoich oddziałów do obrony przełęczy tyrolskich; te oddziały zetknęły się z Armią Gryzonii, która w międzyczasie wkroczyła na teatr wojny. W Bolzano stał generał Baraguey d'Hilliers. Do wszystkich tych zniechęcających okoliczności doszła jeszcze wiadomość o dotarciu Armii Renu do bram Wiednia. Jednym słowem, armia austriacka musiała być bardzo słaba i bardzo zniechęcona, bo nie broniła nawet wzgórz pod Caldiero i zostawiała armii francuskiej wszędzie tam, gdzie można było się bronić, wolną drogę. Gdy Francuzi dotarli do Brenty, Bellegarde ponowił prośbę o zawieszenie broni. Prowadzenie rokowań głównodowodzący zlecił generałowi Marmont i pułkownikowi Sebastiani. Pierwszy Konsul wydał oficjalny rozkaz zakazujący podpisanie zawieszenia broni przed osiągnięciem Isonzo, pragnąc całkowitego odcięcia Austriaków od Wenecji; byliby oni zmuszeni do pozostawienia silnego garnizonu w tym mieście, którego ludność nie była przyjaźnie nastawiona do Austriaków. Fakt ten mógłby przysporzyć armii francuskiej nowych korzyści. Ale przede wszystkim Pierwszy Konsul zabronił podpisania traktatu, przed opanowaniem Mantui. Ale francuski głównodowodzący wykazał podczas rokowań słabość charakteru i 16 stycznia podpisał zawieszenia broni. Brune z własnej inicjatywy zrezygnował z wysunięcia żądania wydania Mantui; to było jedynie polityczny problem. Zadowolił się Peschierą, Porto Legnago, Ferrarą itd. Ich załogi nie dostały się nawet do niewoli; zabrały ze sobą swoją artylerię, połowę środków żywności i innych zapasów. Nawet flotylla z Peschiery została wydana, mimo, że prawnie należała do armii francuskiej. Traktat z Treviso nosił stempel słabości prowadzących rokowania. Rzuca się w oczy, że wszystkie warunki były na korzyść Austriaków. Dzięki sukcesom odniesionym przez armię francuską, w obliczu jej przewagi liczebnej i męstwa, Peschiera, Ferrara itd. były już praktycznie zdobyte; pokonanemu wrogowi podarowano oddziały w sile 5-6 000 ludzi, artylerię, żywność i flotyllę. Jedyną twierdzą, która przez długi czas broniła się, by w następnej kampanii wspierać działania Austriaków, była Mantua; ale ta twierdza nie tylko pozostała w posiadaniu nieprzyjaciela, lecz zezwolono nawet na utworzenie szerokiej na 1 500 metrów strefy neutralnej wokół miasta oraz zaopatrzenia go w bogate zapasy żywności, które przekraczały potrzeby załogi i mieszkańców. Pierwszy Konsul był niezadowolony z wielu popełnionych w trakcie tej kampanii błędów, teraz doszło jeszcze do tego, że nie respektowano jego rozkazów; zagrożone zostały rokowania pokojowe, a sytuacja we Włoszech stała się niepewna. Natychmiast kazał poinformować generała Brune, że nie wyraża zgody na traktat z Treviso; rozkazał mu, by przekazał Austriakom, że jeżeli nie wydadzą Mantui, działania wojenne zostaną ponownie wznowione. Wiadomość tę Pierwszy Konsul kazał również przekazać hrabiemu Cobenzl w Luneville. Przedstawiciel Austrii pojął wreszcie, że należy rozpocząć wiążące rozmowy; jego duma ugięła się przed grożącą jego władcy katastrofie i 26 stycznia podpisał rozkaz przekazania Mantui armii francuskiej; przekazanie nastąpiło w dniu 27 lutego. Po spełnieniu tego warunku utrzymano zawieszenie broni. W trakcie rokowań skapitulowała też cytadela w Weronie, a jej załoga, 1 700 ludzi, została wzięta do niewoli. Kampania włoska
udowodniła, co należy sądzić o zdolnościach generała Brune'a; Pierwszy
Konsul nie powierzał mu już żadnych ważnych stanowisk dowódczych. Ten
generał, który ciągle udawadniał odwagę i wielkie zdecydowanie na czele
brygady, wydawał się nie być stworzonym do dowodzenia armią; ale mimo
wszystko Francuzi byli w tej kampanii nieustannie zwycięzcy; wszystkie
włoskie twierdze znalazły się w ich rękach, byli panami Tyrolu i 3/4
terytorium weneckiego; linia demarkacyjna armii francuskiej przebiegała
bowiem lewym brzegiem Livenzy, od Sacile aż do morza, grzbietem pasma
górskiego pomiędzy Piave i potokiem Zellino, wzdłuż Drawy aż do Linzu,
gdzie łączyła się z linią ustaloną zawieszeniem broni podpisanym w
Niemczech. XII. Generał Miollis, który pozostał w Toskanii, dowodził korpusem liczącym 5-6 000 ludzi wszystkich rodzajów broni; większość jego oddziałów tworzyli Włochy. Ponieważ jednak musiał obsadzić Livorno, Lukkę, cytadelę we Florencji i różne inne punkty, pozostało mu do dyspozycji tylko 3-4 000 ludzi. Generał Damas pomaszerował na czele 16 000 ludzi, wśród nich 8 000 Neapolitańczyków, przez Państwo Kościelne i zajął pozycje na granicy Toskanii. W swoich działaniach w Romanii i okolicach Ferrary orientował się ruchami powstańców toskańskich, którzy zostali przegonieni ze swojego kraju przez Gwardię Narodową Bolonii i lotną kolumnę, wysłaną przez generała Brune na prawy brzeg Padu. Odwrót armii austriackiej, która musiała kolejno oddać Pad, Mincio, Adygę i Brentę, pokrzyżowała wszystkie plany nieprzyjaciół, którzy działali na prawym brzegu Padu. Generał Miollis, mający swoją kwaterę we Florencji, dbał o spokój wewnątrz kraju, a ustawione na plaży pod Livorno baterie trzymały angielskie okręty w należytej odległości. Austriacy, którzy wkroczyli do Toskanii, wycofali się częściowo do Wenecji, by wzmocnić tamtejszy garnizon, a częściowo do Ankony. 14 stycznia Miollis otrzymał wiadomość, że w kierunku Sieny maszeruje, podburzająca ludność, licząca 5-6 000 ludzi dywizja, należąca do korpusu Damasa. Zrozumiał konieczność działania, by zapobiec wybuchowi nowych, w kilku miejscach równocześnie, powstań. Wyruszył na czele 3 000 ludzi, wykorzystując przy tym błąd, popełniony przez mało znacznego i pozbawionego całkowicie militarnego talentu generała Damasa, który wysłał tak daleko część swoich sił. Pod Sieną uderzył na powstańców i Neapolitańczyków, zmuszając ich do wycofania się do miasta, którego bramy rozbił strzałami armatnimi; kto został spotkany z bronią w ręku, ginął. Miollis kazał resztki tej bandy przez kilka dni ścigać i wyprzeć za granicę. W ten sposób do Toskanii powrócił spokój i porządek. W tym samym czasie z Neapolu wyruszyły nowe oddziały, by wzmocnić armię generała Damasa. Generał Murat, dowódca 3.Armii Rezerwowej, która aktualnie nosiła nazwę Włoskiego Korpusu Obserwacyjnego i którego kwatera główna w pierwszych dniach stycznia znajdowała się w Genewie, przeszedł przez Małego św.Bernarda i przybył 13 stycznia do Mediolanu. Jego armia skierowała się w kierunku Florencji; w jej skład wchodziły dywizje Tharreau i Mathieu oraz dywizja kawalerii. Jeden z artykułów konwencji z Treviso stwierdzał, że twierdza Ankona ma zostać przekazana armii francuskiej. W związku z tym Murat otrzymał rozkaz zajęcia twierdzy, przepędzenia oddziałów neapolitańskich z Państwa Kościelnego i zagrożenia im nawet we własnym kraju. Generał dotarł 20 stycznia do Florencji i posłał generała Paulet na czele liczącej 3 000 ludzi brygady wszystkich rodzajów broni do Ankony. Paulet dotarł 23 stycznia do Ceseny, a 27. zajął forty i miasto Ankona. Pierwszy Konsul rozkazał traktowanie papieża z największym poszanowaniem. Generał Murat napisał nawet 24 stycznia z Florencji list do kardynała zajmującego stanowisko premiera Jego Świętobliwości, by poinformować go o zamiarach Pierwszego Konsula; wytłumaczył, że Korpus Obserwacyjny wkracza na terytorium Ojca Świętego, jedynie po to, by zgodnie z konwencją z 16 stycznia zająć Ankonę oraz oddać Jego Świętobliwości władzę w jego własnym kraju, zmuszając Neapolitańczyków do opuszczenia zamku Św.Anioła i obszaru miasta Rzym. Ponadto informował kardynała, że zbliży się do Rzymu tylko wtedy, gdy Jego Świętobliwość uzna to za konieczne. Natychmiast po przybyciu do Toskanii francuski dowódca napisał do generała Damasa, wyjaśniając mu powody swojej ofensywnego zachowania w Toskanii; ponadto zażądał natychmiastowego opuszczenia terytorium rzymskiego. Damas odpowiedział mu z Viterbo; operacje prowadzone przez dowodzony przez niego korpus są ciągle dopasowane do działań generała Bellegarde; ponieważ generał Miollis zaatakował pod Sieną oddaloną o 40 kilometrów od sił głównych awangardę, a armia austriacka wycofała się za Brentę, on cofnie się w kierunku Rzymu; ponieważ z Austriakami zawarto zawieszenie broni, a dowodzone przez niego oddziały należą do państwa, będącego sojusznikiem dworu austriackiego, uważa on, że między nim a Francuzami również obowiązuje zawieszenie broni. Murat odpowiedział mu niezwłocznie: podpisane z armią austriacką zawieszenie broni nie ma z armią neapolitańską nic wspólnego; jest więc koniecznym, by opuściła ona zamek Św.Anioła i Państwo Kościelne; tylko szacunek, który Pierwszy Konsul darzy cara Rosji może jeszcze ochronić króla Neapolu; zawieszenie broni albo pomoc dworu wiedeńskiego nic tu nie pomoże. Równocześnie generał Murat rozpoczął marsz swojej armii. Obie dywizje piechoty pomaszerowały 28 stycznia przez Arezzo do Perugii i Foligno, gdzie dotarły 4 lutego. Generał Paulet otrzymał rozkaz udania się na czele 2 batalionów z Ankony przez Macerata i Tolentino do Foligno. Artyleria, która w tym czasie przetransportowana została przez przełęcz Pistoja do Florencji, otrzymała rozkaz pomaszerowania dalej do Bolonii i Ankony. Armia Obserwacyjna maszerowała więc bez armat - błąd, który można wybaczyć tylko, gdy droga jest dla artylerii absolutnie nie do przebycia. Ale drogi z Bolonii do Florencji to nie dotyczy, jest ona przejezdna. Gdy tylko armia neapolitańska dowiedziała się o marszu Korpusu Obserwacyjnego, w pośpiechu wycofała się aż pod mury Rzymu. Generał Paulet po swoim wkroczeniu do Ankony natychmiast obsadził ponownie wszystkie urzędy i kazał wciągnąć flagi papieskie. Ojciec Święty był za ten gest bardzo wdzięczny i już 31 stycznia polecił kardynałowi Consalvi napisać generałowi Murat, że jest przepełniony najgłębszą wdzięcznością dla Pierwszego Konsula, któremu (jak się wyraził) spokój Kościoła leży na sercu tak samo, jak szczęście Europy. 9 lutego armia francuska stanęła nad Nerą, od jej ujścia do Tybru aż do granicy neapolitańskiej. Po kilku wstępnych rokowaniach w Foligno 18 lutego generał Murat wyraził wreszcie zgodę, ze względu na Rosję, na 30-dniowe zawieszenie broni pomiędzy jego korpusem, a oddziałami neapolitańskimi. Gdy 1 marca adiutant Murata, pułkownik Beaumont (Louis-Cretien de Beaumont, 1771-1813 - przyp.tłum.) przybył do Neapolu, stojące w portach królestwa statki angielskie zostały zarekwirowane. Wszyscy Anglicy zostali wydaleni, a armia neapolitańska wróciła do swojej ojczyzny. 28 marca (1801 roku - przyp.tłum.) we Florencji podpisany został traktat pokojowy pomiędzy Republiką Francuską i dworem w Neapolu, podpisany przez obywatela Alquier i kawalera Micheroux. Jeden z artykułów tego traktatu postanawiał, iż na żądanie króla Neapolu do jego dyspozycji postawiony ma zostać francuski korpus, by bronić jego terytorium przed atakami Anglików i Turków. Właśnie na podstawie wspomnianego artykułu generała Soult 2 kwietnia posłany został na czele 10-12 000 korpusu, by zająć Otranto, Brindisi, Tarent i cały cypel półwyspu, by w ten sposób ułatwić połączenie ze znajdującą się w Egipcie Armią Wschodu. Zadanie to korpus wykonał do około 25 kwietnia. W przeciągu tego samego miesiąca, na podstawie traktatu z Luneville oraz traktatu podpisanego pomiędzy Francją i Hiszpanią, Toskania została zwrócona królowi Etrurii. Wyspę Elba zajmowali w dalszym ciągu Anglicy. 1 maja na wyspie wylądował pułkownik Mariotti (Francois-Antoine Mariotti, 1758-1827, Korsykanin, po emigracji z wyspy w 1790 roku wstąpił na służbę do armii Republiki Liguryjskiej, służył następnie w armii francuskiej we Włoszech w stopniu szefa brygady - przyp.tłum.) który przypłynął na czele 600 ludzi z Bastii, by objąć, zgodnie z podpisanym z królestwem Neapolu traktatem, wyspę w posiadanie. Następnego dnia wkroczył on do Port Longone, rozganiając po drodze znaczne grupy powstańczych chłopów, Anglików i dezerterów. W tym samym dniu na wyspę dotarł generał dywizji Thurreau, który zaokrętował się w Piombino z jednym francuskim batalionem i 300 Polakami (były to: 2.batalion 60.półbrygady piechoty liniowej oraz 4 kompanie 1.batalionu Legii Włoskiej dowodzone przez szefa batalionu Szymona Białowiejskiego - przyp.tłum.). Natychmiast po połączeniu oddziały te pomaszerowały do Porto Ferrajo, zablokowały miasto i zażądały jego kapitulacji. Cała należna zgodnie z traktatem z Florencji część wyspy została przekazana Francuzom (traktat podpisany we Florencji przyznawał Francji całą wyspę, jednak Napoleon bez oporu zrezygnował ze wschodniej części wyspy wraz z miastem Porto Longone - przyp.tłum.). |
||
|
|
|||||
|
|||||