Napoleon.org.pl English     Deutsch    
Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni

Strona główna 
Powrót 

KAMPANIA 1812

   Przyczyny wojny
   Druga wojna polska
   Plan Napoleona
   Plan Aleksandra
   Manewr wileński
   Manewr dźwiński
   Smoleńsk
   Bitwa pod Borodino
   Pobyt w Moskwie
   Odwrót z Rosji
   Bitwa nad Berezyną
   Smorgonie
   Smorgonie-Kowno
   Bilans kampanii
   Austriacy w 1812
   Polacy pod Mirem

Walna bitwa pod Borodino (5-7 września 1812 roku)

  Dotychczasowy przebieg kampanii uzmysłowił Napoleonowi kilka cennych uwag. Rosyjscy generałowie - nie tylko Bagration - nie byli tak słabi, jak do tej pory przypuszczano. Bonaparte na ogół trafnie oceniał talenty wojskowe. I musiał przyznać, że tak trudnych manewrów odwrotowych i opóźniających przeprowadzanych przez Rajewskiego, Niewieromskiego, Dochturowa czy Płatowa nie powstydziłby się żaden z jego marszałków.
Również ogólny charakter wojny, jaki zaczęła przybierać, coraz bardziej niepokoiła cesarza i jego generałów. Armia rosyjska ustępując planowo, pustoszyła za sobą całe okolice. Tu w Smoleńsku dokonano próby spalenia już nie wioski czy małej mieściny, lecz całego miasta, stolicy Białorusi, jednego z największych ośrodków handlowych i administracyjnych w kraju. Na coś takiego nikt nie był przygotowany. Tutaj rosyjscy chłopi porzucają domy, palą swoje chaty i stodoły, oddają na pastwę płomieni całe miasto i jak się wydaje, wszyscy, od prostego chłopa po feldmarszałka, patrzą na tę wojnę jak na wojnę na śmierć i życie.
Napoleon pozostawił na razie armię w dymiącym jeszcze Smoleńsku, pchnął jednak korpus Murata w ślad za odchodzącym Barclayem, który teraz piastował komendę nad całą armią, maszerując pospiesznie wzdłuż traktu moskiewskiego. 18 sierpnia za Muratem ruszyły korpusy Davouta, Neya i Junota. Tymczasem Rosjanie, aby osłonić odwrót spod Smoleńska, pozostawili na wschód od miasta pod Walutyną Górą silny 40-tysięczny 11. korpus piechoty gen. Karla Baggowuta. 19 sierpnia korpusy Davouta i Neya uderzyły od czoła, zaś konnica Murata ruszyła wzdłuż północnego brzegu Dniepru na lewe skrzydło Rosjan. Bitwa była niezwykle zacięta. Piechota Davouta i Neya nie mogły przebić się przez rosyjskie centrum, ale skutecznie ściągnęły tam główne siły Baggowuta. W tym czasie korpus Murata uderzył na jego lewe skrzydło, co umożliwiło korpusowi Junota jego obejście i odcięcie Rosjanom drogi odwrotu. Jednakże Junot popełnił poważny błąd. Zamiast od razu uderzyć w bok korpusu Baggowuta i przeciąć go na pół, pospieszył z odsieczą Neyowi w centrum, na pewien czas zatrzymując natarcie. Ten błąd uratował Rosjan. Pod osłoną nocy Baggowut oderwał się od Francuzów, dołączając następnie do sił głównych Barclaya pod Dorohobużem. W tej krwawej bitwie obie strony strony straciły po 7 tys. poległych i rannych.
W nocy z 24 na 25 sierpnia Wielka Armia wymaszerowała ze Smoleńska kierując się w stronę Dorohobuża. Lecz Barclaya już tam nie było. Unikając nawet potyczek ariergard ustępował szybko na Wiaźmę, Gżack, Możajsk i dalej ku Moskwie. Napoleon zaś dalej maszerował za nim drogami ogołoconymi do gołej ziemi.
Upadek Smoleńska przesądził jednak los Barclaya de Tolly. Aleksander I zorientował się, że dalsze utrzymywanie go na stanowisku głównodowodzącego może doprowadzić do buntu w armii. Kiedy armia rosyjska przybyła do Carewa - Zajmiszcza 29 sierpnia na jej czele stał już nowy feldmarszałek - Michaił Kutuzow, świeżo przybyły z frontu tureckiego. Car wahał się z tą kandydaturą. Nie lubił bowiem Kutuzowa. Obok niechęci do niego kół dworskich, obawiał się także zbyt daleko posuniętej niezależności starego feldmarszałka. Pokonując jednak uprzedzenia i stawiając Kutuzowa na czele armii Aleksander I wykonał korzystne posunięcie. Niezależnie bowiem od talentu wojskowego Kutuzowa, umocnione zostało też morale rosyjskich żołnierzy, którzy mieli do niego pełne zaufanie.
Kutuzow wiedział, że ocena Barclaya jako kunktatora nie była sprawiedliwa. On sam podzielał strategię ministra wojny. Wiedział jednak, że nawet jemu nie pozwolą oddać Moskwy bez walnej bitwy. Wiedział, że musi ją przyjąć dla uspokojenia opinii publicznej. Postanowił więc stoczyć bitwę niepotrzebną strategicznie, a konieczną prestiżowo. Dla Napoleona była to kolejna dobra wiadomość. Zmiana na stanowisku głównodowodzącego była jednoznacznym sygnałem zbliżającej się walnej bitwy, na którą Rosjanie w końcu się zdecydowali.
Rankiem 4 września forpoczty Murata i Neya doniosły, że armia rosyjska zwolniła tempo marszu i wreszcie się zatrzymała. Kutuzow postanowił spotkać się z Napoleonem na wybranym przez siebie polu bitwy. Bitwa tytanów miała rozegrać się w pobliżu wioski Borodino, 12 kilometrów od Możajska i 120 kilometrów od Moskwy. Cała okolica była poprzecinana wzgórzami i parowami. Prawe skrzydło osłaniała rzeka Kołocza, dopływ rzeki Moskwy, zaś lewe skrzydło podpierało się o trudno dostępny las obok wsi Utica. Plac bitwy został doskonale przygotowany inżynieryjnie. Dokładnie pokrywała go sieć potężnych umocnień polowych. Najbardziej wysforowana do przodu była reduta usypana przez Rosjan pod wsią Szewardino. Pierwsza linia obrony przebiegała od rzeki Moskwy do wsi Szewardino, zaś główna linia ciągnęła się od umocnionych wzgórz na przedpolach wsi Gorki, przez wieś Borodino, do tzw. Wielkiej Reduty i dalej do szańców ziemnych przed wioską Siemionowskoje i Utica. Kutuzow rozwinął armię w taki sposób, że ustawiona ukośnie do każdej drogi, skutecznie blokowała marsz na wschód, zarówno starą jak i nową drogą smoleńską. Nadciągające korpusy napoleońskie musiałby przesuwać się przed frontem dywizji rosyjskich i pod zaporowym ogniem ciężkiej artylerii. Kutuzow planował stoczenie bitwy ściśle defensywnej - nie miał ochoty bić się do ostatniego żołnierza. Gdyby Francuzi okazali się zbyt silni, był gotowy na natychmiastowy odwrót w celu ratowania armii przed zagładą.
Nadeszła zatem chwila, której Napoleon z upragnieniem oczekiwał. O świcie 5 września Wielka Armia stanęła kilka kilometrów na zachód od Borodino. Obie armie były sobie prawie równe. Napoleon miał 135 tysięcy żołnierzy (90 tys. piechoty i 28 tys. konnicy) oraz 587 armat z 13 tys. kanonierów, zaś Kutuzow 120,5 tysięcy bagnetów i szabel (72 tys. regularnej piechoty, 10 tys. milicji moskiewskiej, 17 tys. regularnej konnicy i 7 tys. jazdy kozackiej) oraz 640 armat i 14,5 tys. kanonierów. Artyleria rosyjska pod względem jakości nie ustępowała francuskiej, zaś liczebnie ją przewyższała. Było to spowodowane dotkliwymi stratami w taborze konnym WA, przez co nie cała artyleria dotarła na czas pod Borodino.
Napoleon, ignorując prawe skrzydło Rosjan, skoncentrował całą uwagę na centrum i lewym skrzydle Kutuzowa. Prawdopodobnie chciał przełamać lewe skrzydło rosyjskie, a następnie zepchnąć centrum i prawe skrzydło Kutuzowa w klin utworzony przez połączenie rzek Kołocza i Moskwa. Davout zaproponował inny manewr. Według jego planu 1. korpus armijny z korpusem polskim Poniatowskiego (w sumie ponad 40 tysięcy bagnetów i szabel) miał obejść lewe skrzydło Kutuzowa przez wioskę Utica, gdzie umocnienia polowe nie były tak potężne, a i artyleria rosyjska nie była tak silna. Rankiem 7 września nastąpiłoby przebicie na tyły armii rosyjskiej, co zmusiłoby Kutuzowa do cofnięcia lewego skrzydła. Odwrót rosyjski ku rzekom Moskwa i Kołocza miał zamienić się w druzgocącą klęskę carskiej armii. W chwili gdy przeprawiałaby się przez obie rzeki, uderzenie Davouta w "miękkie podbrzusze" Kutuzowa postawiłoby go w tej samej sytuacji co gen. Leontija Bennigsena pod Frydlandem w czerwcu 1807 roku. W tej sytuacji uderzenie frontalne na Borodino miało odciągnąć tylko uwagę Kutuzowa od lewego skrzydła, gdzie miano dokonać głównego przełamania. Napoleon jednak odrzucił plan marszałka, twierdząc iż może on sprowokować Kutuzowa do szybkiego odwrotu i kolejnego uniknięcia walnej bitwy. Dlatego postanowił tym razem rozegrać tę bitwę według starych metod - uderzenie w centrum, jego przełamanie i dopiero wtedy zwrot na prawe lub lewe skrzydło.
Na lewym skrzydle stanął korpus księcia Eugeniusza oraz korpus kawalerii Grouchy'ego, w centrum korpusy Davouta, Neya, Junota i siły główne Murata (korpusy Nansouty'ego, Montbruna i Latour - Maubourga), na prawym skrzydle - korpus Poniatowskiego, zaś w odwodzie, w centrum, gwardia cesarska.
Kutuzow nie był pewny, gdzie nastąpi główne uderzenie Napoleona. Dlatego też rozwinął armię w ten sposób, aby być gotowy na każdą ewentualność. Niestety, tym samym nadmiernie rozciągnął linię frontu do ponad 8 kilometrów. Ugrupowanie operacyjne armii rosyjskiej przedstawiało się następująco. Na prawym skrzydle rosyjskim stanęły - 2. korpus piechoty gen. Michaiła Miłoradowicza, 6. korpus piechoty gen. Dmitrija Dochturowa i 11. korpus piechoty gen. Karla Baggowuta (potem przeniesiony na lewe skrzydło). W odwodzie rozwinęły się korpusy konne gen. Pawła Pahlena i gen. Teodora Korfu oraz korpus kozacki atamana Matwieja Płatowa. Kutuzow popełnił ten błąd, że nadmiernie umocnił prawe skrzydło, osłabiając tym samym centrum i lewe skrzydło.
Centrum rosyjskie stanowiła wioska Borodino, gdzie stykały się 1. i 2. Armia Zachodnia. Tutaj też została usypana największa reduta, tzw. Wielka Reduta, obsadzona przez 7. korpus piechoty gen. Nikołaja Rajewskiego z potężną artylerią w sile ponad 200 armat - stąd też inna nazwa "Bateria Rajewskiego". Dodatkowo, między nim a Dochturowem została ześrodkowana 26. dywizja piechoty gen. Iwana Paskiewicza, zaś na lewym skrzydle Rajewskiego rozwinięty został 4. korpus piechoty gen. Aleksandra Ostermana - Tołstoja, by udzielić mu pomocy w razie potrzeby. Bezpośrednio redutę pod Szewardino obsadzała dywizja gen. Andrieja Gorczakowa, zaś w trzech strzałczanach na lewym skrzydle okopał się 8. korpus piechoty gen. Michaiła Borozdina. Komendę nad prawym skrzydłem i centrum sprawował gen. Michaił Barclay de Tolly, zaś lewym skrzydłem miał pokierować gen. Piotr Bagration, który na skrajnym lewym skrzydle, najbardziej narażonym na obejście, pod Uticą, umieścił 3. korpus piechoty gen. Nikołaja Tuczkowa. Kwatera główna Kutuzowa mieściła się w wiosce Gorki.
Główne odwody Kutuzowa stanowiły: korpusy kawalerii Uwarowa i księcia Dmitrija Golicyna, 10. korpus piechoty księcia Eugeniusza Wirtemberskiego oraz 5 korpus gwardii carskiej wielkiego księcia Konstantego Pawłowicza. Wszystko było zapięte na ostatni guzik.
Ta bitwa miała być nietypowa dla sztuki wojennej Napoleona. Borodino miało być czołowym zderzeniem się dwóch potężnych armii, całodzienną wymianą potwornych ciosów na wprost, bez żadnych "boskich" manewrów, bez strategii i taktycznego wyrafinowania.
5 września o godz. 16.00 Napoleon wydał Muratowi i Davoutowi rozkaz zdobycia reduty szewardyńskiej. Konnica Murata sprawnie przekroczyła rzekę Kołocza i już na drugim brzegu zwarła się z jazdą rosyjską. Dysponując jednak przewagą liczebną odepchnęła ją z pola bitwy. W tym momencie po zmasowanym przygotowaniu artyleryjskim 5. dywizja piechoty gen. Jean Compansa siłami pięciu regimentów grenadierów uderzyła z furią na Szewardino. Broniąca reduty 11-tysięczna dywizja Gorczakowa nie chciała ustąpić ani o krok, broniąc się szaleńczo do upadłego przed 40-tysiącami Francuzów. Czworoboki rosyjskiej piechoty aż czterokrotnie odrzucały szarże ciężkiej jazdy Murata. W ciągu zaledwie godziny poległo lub zostało ciężko rannych ponad 6 tys. Rosjan i 4 tys. Francuzów. Reduta jednak padła.
Napoleon obawiał się teraz, że Kutuzow stojący z siłami głównymi w odległości kilku kilometrów od Szewardino, ustąpi po upadku reduty. Obawy te okazały się jednak płonne. Rosjanie pozostali na miejscu. Kutuzow wyrównał jedynie front armii, który nie biegł już wzdłuż rzeki Kołoczy - ukosem do obu dróg smoleńskich- lecz prosto z północy na południe. Napoleon także dokonał przegrupowania sił. Trzon armii (90 tys. żołnierzy) przesunął z lewego skrzydła ku centrum i na prawe skrzydło, pozostawiając na wprost Borodino tylko korpus włoski księcia Eugeniusza.
6 września nastąpił dzień przerwy. Napoleon chciał dać żołnierzom możność odpoczynku, polecił wydać im większe racje żywnościowe, przygotowywał i rozpracowywał szczegóły planu bitwy na dzień następny, precyzował indywidualne rozkazy dla marszałków i generałów. Co chwila jednak Francuzi z cesarzem na czele rzucali spojrzenia w kierunku linii rosyjskich, chcąc się przekonać, czy Kutuzow czasami nie odszedł. Lecz wszystko tam trwało w bezruchu: armia rosyjska trwała na miejscu niewzruszona. Kiedy zapadła noc obie armie udały się na spoczynek, gdyż wiadomo było, że o świcie rozpocznie się rzeź.
Na widok słońca podnoszącego się rankiem 7 września Napoleon krzyknął: "Oto słońce spod Austerlitz!" Niestety, nie było to słońce sprzed siedmiu lat. Tym razem biło ono zza pleców Rosjan, prosto w oczy napoleońskich żołnierzy Tej nocy Bonaparte dostał silnej gorączki i niemal całą bitwę przesiedział w kwaterze polowej w Szewardino w asyście gwardii cesarskiej. Napoleon był zbyt chory, by tego dnia zagrać geniuszem militarnego szachisty. W tej sytuacji cały ciężar bitwy wziął na siebie marsz. Michel Ney. On stał się w tym dniu "bogiem wojny" i on stanął naprzeciw Kutuzowa. Tego bowiem dnia nie trzeba było mądrości, lecz szalonej odwagi, a nią właśnie dysponował "najdzielniejszy z dzielnych".
7 września o godz. 7 rano 120 francuskich armat rozpoczęło zmasowane bombardowanie rosyjskiego centrum. Niemal natychmiast po tym w umocnienia polowe Bagrationa wbiły się korpusy Davouta, Neya i Murata. Jednocześnie korpus Poniatowskiego ruszył z manewrem oskrzydlającym od południa przez rzekę Utica. Już jednak na podejściach do wioski o tej samej nazwie, korpus polski natrafił na zajadły opór korpusu Tuczkowa, okopanego w pobliskim lesie i w samej wiosce. W dodatku wąskie przejście przez las uniemożliwiało Poniatowskiemu rozwinięcie do natarcia więcej niż pełnej dywizji.
Ciężką przeprawę miały korpusy Davouta i Neya szturmujące główne szańce Bagrationa, tzw. trzy strzałczany i redutę siemionowską. Nacierająca w forpoczcie Davouta dywizja gen. Jean Compansa dostała się pod straszliwy ogień kartaczowy rosyjskiej artylerii, który ją zdziesiątkował. Tylko rzucenie do szturmu całego korpusu umożliwiło przełamanie desperackiej obrony korpusu Borozdina, lecz znów, jak dwa dni temu pod Szewardino, kanonierzy carscy polegli przy swoich armatach, prowadząc ogień aż do końca.
Tymczasem Ney przebił się do reduty siemionowskiej, zajadle bronionej przez korpus Rajewskiego. Z uwagi na pofałdowany teren natarcie nie mogło być poprowadzone w tyralierach. Ostatecznie ruszyło w szyku kolumnowym, lecz sprawiło to, że rosyjska artyleria dosłownie zmasakrowała dwie francuskie dywizje (gen. Francoisa Ledru i Jean Razouta). Każdy celny kartacz obalał po kilkunastu grenadierów, żłobiąc krwawe bruzdy w szeregach. Około godz. 10 trzy strzałczany w końcu padły. Jednak ich utrzymanie kosztowało marszałka sporo krwi, gdyż Rosjanie nieprzerwanie rzucali się do szturmów na bagnety, chcąc odbić utracone szańce. W dodatku reduty były odsłonięte od tyłu, przez co spadał na nie przez cały czas ciężki ogień rosyjskiej artylerii. W końcu niezmordowana w staraniach dywizja Niewieromskiego odrzuciła wyczerpanego Neya. Ten jednak nie zrezygnował. Po uporządkowaniu szeregów, na linie rosyjskie ponownie zwaliła się ściana ognia i stali, po czym piechota Neya poderwała się do kolejnego natarcia. Niewieromski musiał odstąpić, jednak nie zrezygnował z prób odbicia reduty. Kutuzow tymczasem przesunął ku centrum korpus Baggowuta i rzucił go na "Redutę Rajewskiego".
W międzyczasie 8 tysięcy szabel korpusu Latour - Maubourga, niczym pancerny walec, przetoczyło się na południe od tzw. Wielkiej Reduty, izolując ją od reszty. Ktoś jednak musiał zdobyć ten "bunkier". Obowiązek ten Davout przeznaczył dywizji gen. Charlesa Moranda, która pod osłoną ciężkiej jazdy Murata rzuciła się z furią na najeżony lufami karabinów i armat bastion. Rajewski i tym razem "powitał" nadciągającą piechotę francuską lawiną ołowiu i stali, jednak grenadierzy Moranda, nie bacząc na padających co chwila towarzyszy, parli do przodu. Kiedy przebili się przez ogień zaporowy, rozgorzała mordercza bitwa na bagnety o same okopy. W końcu Rosjanie ustąpili. Nie na długo jednak. Rajewski szybko pociągnął odwody i wściekłym uderzeniem na bagnety odrzucił dywizję Moranda. Dopiero koncentryczny szturm Moranda i połowy korpusu Murata przyniósł ponowne zdobycie reduty.
Na lewym skrzydle natarcia korpus włoski księcia Eugeniusza zwarł się o wieś Borodino z korpusem Miłoradowicza. Rosjanie bronili się, jak zwykle, z uporem i poświęceniem. Choć w końcu musieli oddać Borodino, zdążyli jednak wybić część korpusu Eugeniusza. Ten z kolei, po przegrupowaniu sił, przekroczył rzekę Kołocza i podjął mozolne natarcie na wieś Gorki.
Po czterech godzinach morderczej bitwy Bagration ciągle trzymał zwarty front, zaś rosyjscy żołnierze bili się niezwykle zajadle, nie wykazując żadnych oznak wyczerpania, a nawet nie prosząc o posiłki. Sam Napoleon widział, że Rosjanie nie poddają się, lecz giną co do jednego w kontruderzeniach podejmowanych w celu odbicia utraconych szańców.
Aby umożliwić konnicy Murata przeprowadzanie szarż, piechota Neya i Davouta musiały w niezliczonych, krwawych szturmach zdobywać każdą nierówność terenu. Straty rosły w zastraszającym tempie. Korpus Rajewskiego poczynił tak duże spustoszenie w dywizjach obu marszałków, że ci musieli ściągnąć na pole bitwy wszystkie, ale to dosłownie wszystkie siły, jakie tylko mogli ściągnąć. Reduta siemionowska i sąsiednia wioska kilka razy przechodziły z rąk do rąk. W końcu Murat i Ney wysłali do cesarza prośbę o posiłki, twierdząc, że tylko użycie w porę gwardii cesarskiej może ostatecznie przełamać rosyjski front. Posiłków jednak odmówiono. Bonaparte obserwując gwałtowne napięcie walk, doszedł do przekonania, że jego marszałkowie są w błędzie, że wbrew ich przypuszczeniom Kutuzow nie szykuje się do odwrotu, zaś cenne odwody mogą być zużyte przed nadejściem decydującej chwili. Ale chwila ta ciągle nie nadchodziła.
O godz. 10.00 Kutuzow uznał, że napoleońscy marszałkowie są już mocno wykrwawieni. Wydał więc rozkaz potężnego przeciwuderzenia i odebrania szańców utraconych rankiem. Na początek konnica Uwarowa i Płatowa uderzyła z prawego skrzydła ruchem oskrzydlającym na tyły korpusu księcia Eugeniusza maszerującego na Gorki. Na szczęście dywizje włoskie w porę się zatrzymały, po czym rozpoczęły stopniowy odwrót ku Borodino. Jazda rosyjska jednak nie ustępowała i "depcząc Włochom po piętach" uderzyła na wioskę. Rozgorzała teraz zacięta bitwa. W rezultacie bombardowania artyleryjskiego Borodino stanęło w płomieniach, jednak książę Eugeniusz sprawnie uporządkował szyki korpusu stawiając szarżującym Rosjanom zacięty opór. Wioska została w końcu utrzymana, ale odbyło się to kosztem sporego upływu krwi. W dodatku Uwarow i Płatow osiągnęli coś więcej. Prawe skrzydło francuskie chwilowo zostało zatrzymane.
W międzyczasie korpusy Dochturowa i Baggowuta oraz dywizja Paskiewicza uderzyły w centrum na "Wielką Redutę" i po zaciekłej bitwie na bagnety odrzuciły dywizję Moranda. Jednocześnie Bagration podciągnął korpus Ostermana - Tołstoja, po czym rzucił się z niebywałą furią na redutę siemionowską i trzy strzałczany, by wyrwać je z rąk Neya i Davouta. Z odsieczą Bagrationowi przyszedł dodatkowo odwodowy korpus księcia wirtemberskiego. Marszałkowie ponownie znaleźli się w tarapatach. Szańce, zdobyte tak krwawo, mogły zostać ponownie stracone.
W ciągu kilku godzin szańce te przechodziły z rąk do rak co najmniej dziesięć razy, może więcej. Najbardziej mordercze walki rozgorzały obok "Wielkiej Reduty". Obie strony opanowała taka furia bojowa, że najstarsi weterani nie pamiętali czegoś podobnego. Rosyjscy i francuscy grenadierzy wybijali się tutaj co do jednego, nie ustępując ani o krok, padając setkami i tysiącami. Jeden po drugim ginęli najlepsi generałowie obu armii - oddało tam życiu kilkunastu generałów! To tutaj rozległ się przedśmiertny okrzyk Bagrationa "Brawo, brawo!" na widok francuskich grenadierów pędzących do natarcia w wysuniętymi bagnetami pod gradem kul i kartaczy. W chwilę potem padł śmiertelnie ranny i już w agonii został wyniesiony z pola bitwy. Na tym jednym tylko odcinku grzmiało bez przerwy czterysta armat francuskich i trzysta rosyjskich. Skłębione masy żołnierskie, zmagające się wręcz, bombardowano niejednokrotnie kartaczami, nie oszczędzając nawet swoich towarzyszy, ponieważ brak czasu nie pozwalał na dokładne określenie odległości.
Redutę osłaniała szeroka fosa. Ten wąwóz już po trzech godzinach tej masakry przestał istnieć, wypełnił się po brzegi, ciałami żołnierzy i koni, spoczywających na wysokości ośmiu warstw!
Davout i Ney skupili teraz wszystkie siły na to, by utrzymać zdobyte umocnienia. Rosjanie bowiem nie zamierzali ustępować. Bitwa rozgorzała z niebywałym okrucieństwem. Obok Rajewskiego, Dochturowa, Baggowuta, Ostermana - Tołstoja i Paskiewicza Kutuzow rzucił teraz do bitwy swój najcenniejszy odwód - gwardię carską Konstantego. Tylko poświęceniu Murata, a szczególnie ciężkiej konnicy Nansouty'ego i potężnej baterii ponad 200 armat, nieprzerwanie ziejących ogniem, udało się zatrzymać rosyjskie uderzenia. Straty jednak były przerażające.
Pojawienie się gwardii Konstantego świadczyło dobitnie, że Kutuzow zaangażował w tym momencie większość posiadanych odwodów. Raz jeszcze więc marszałkowie poczęli nakłaniać Napoleona, aby użył gwardii cesarskiej i złamał kręgosłup rosyjskiej armii. Ten jednak uznał, że nie może ryzykować prawie 2 tys. kilometrów od Francji. Ten 30-tysięczny korpus był jedynym odwodem na niepewne jutro i Bonaparte nie zaryzykował. Ograniczył się jedynie do wyprowadzenia dywizji młodej gwardii, którą sam osobiście przez chwilę prowadził do natarcia. Jej uderzenie pozwoliło jednak odrzucić korpus księcia wirtemberskiego spod reduty siemionowskiej.
Tymczasem na lewym skrzydle francuskim, książę Eugeniusz uporządkował szeregi i podjął nowe natarcie na Gorki. Tym razem marsz był bardziej ostrożny, wobec czego Uwarow i Płatow nie zaryzykowali walnego starcia. Tocząc jedynie zacięte potyczki przy pomocy ariergard oba korpusy stopniowo ustępowały ku siłom głównym Miłoradowicza.
O godz. 15.00 nastąpił decydujący szturm na "Redutę Rajewskiego". Murat pchnął do potężnego natarcia ciężką jazdę gen. Auguste Caulaincourta (zastąpił on poległego Montbruna) i Emmanuela Grouchy'ego, która z potworną siłą wdarła się w środek reduty. Jednocześnie piechota Neya i Davouta, dywizje gen. Jean Marchanda i Charlesa Moranda, uderzyła na szaniec po drabinach. Po kolejnym straszliwym szturmie "Wielka Reduta" w końcu padła.
Godzinę później Kutuzow utraciwszy wszystkie reduty, mając w dodatku coraz mniej pewne prawe skrzydło, gdzie korpus Poniatowskiego z pomocą korpusu Junota, zaczął spychać Tuczkowa spod Uticy, wydał rozkaz odwrotu na nową linię obrony, parę kilometrów na wschód. Ściemniało się już kiedy Napoleonowi doniesiono, że Bagration poległ, tam samo Tuczkow, że korpus Rajewskiego został niemal wybity do nogi, a Rosjanie broniąc się rozpaczliwie powoli ustępują.
Było już ciemno, gdy do odchodzącej w pełnym porządku armii Kutuzowa poczęło walić ponad 400 francuskich armat. Lawina ognia i stali spadała przez dwie godziny, lecz nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu. Armia rosyjska ze stoickim spokojem powoli ustępowała na wschód, osłaniania przez ariergardy Miłoradowicza, Uwarowa i Płatowa.
Gdy nadeszła noc przyszedł czas na dokonanie oceny dnia. Obie strony przedstawiły bitwę pod Borodino jako swój triumf. Najsprawiedliwiej można ocenić ją następująco. Napoleon odniósł sukces taktyczny, gdyż zmusił Kutuzowa do odwrotu, natomiast operacyjnie poniósł porażkę, ponieważ armii rosyjskiej nie rozbił całkowicie. Ta straszliwie wykrwawiona, była gotowa bić się dalej, nie została zdemoralizowana, pozostała nadal sprawnym narzędziem dalszej wojny.
Upływ krwi na polu bitwy pod Borodino był przerażający. Gdy w nocy przedstawiono Kutuzowowi prowizoryczną listę strat, przekonał się, że połowa armii została unicestwiona tego fatalnego dnia. Poległo 43 tysiące rosyjskich żołnierzy, w tym 25 generałów (!), kolejnych 15 tysięcy zostało ciężko rannych (część z nich nie przeżyła), zaś 2 tysiące dostało się do francuskiej niewoli. Tylko 2 tysiące, gdyż konnica francuska poniosła tak ciężkie straty, że nie miała sił na podjęcie energicznego pościgu po bitwie. Utrata 60 tysięcy żołnierzy przekonała Kutuzowa, że musi uratować drugą część armii i oddać Moskwę już bez bitwy.
Tej nocy także Napoleon dowiedział się jaką cenę zapłacił za "spotkanie" z Kutuzowem. Poległo 10 tysięcy francuskich żołnierzy, a kolejnych 20 tysięcy zostało ciężko rannych. Uszczerbek w korpusie oficerskim był jeszcze cięższy. Na pobojowisku pozostało aż 47 generałów i 37 pułkowników. Wobec Borodina, w cień usunęły się wszystkie inne bitwy stoczone przez Bonapartego. Lodi, Arcole, Rivoli, Piramidy, Marengo, Austerlitz, Jena, czy Wagram to były prawdziwe zwycięstwa. Dla Borodino należałoby znaleźć inne określenie. Była to raczej druga Pruska Iława - krwawa masakra bez rozstrzygnięcia. Trudno się dziwić. Na zaledwie 4 km2 spoczywały ciała 53 tysięcy żołnierzy rosyjskich i francuskich oraz trupy 30 tysięcy koni. To była prawdziwa hekatomba.

Opracował: Szymon Jagodziński

Powrót 
Copyright © 2001 - 2014  NapoleonTeam
Wszelkie Prawa Zastrzeżone