Kampania
nie mogłem uniknąć
obszerniejszego opisu w przypiskach drobniejsze wypadki dołączam
( a ) Napoleon I
Bonaparta
Historyia ówczesna dokładnie mniej więcej przedstawia dzieje równie z
R(ok)u 1812 opisany przez Segiura [Segura]w dwóch tomach, można liczyć
za najwierniejsze podanie, jeśli w czym chybiał Krytycy go sprostowali. Do
mnie należeć będzie przedstawić najwierniej te sceny, których naocznym byłem
świadkiem. Czytelnicy niech raczą przebaczyć jeśli patrzając na tą wielką
scenę z tak małego punktu słabe dałem wyobrażenie. Silniejszym piórom i
utalentowanym poetom odstępuję tego honoru.
( b ) Cesarz
Aleksander pierwszy
Panowanie
Cesarza Aleksandra I pamiętne z dobroci a szczególnie z łask świadczonych
Litwinom. Odrodzenie Oyczyzny lubo było pożądanym, powszechnie jednak
przychylność jaką zjednał w Litwie, tyle do Jego osoby przywiązywało, iż
przyjście z wojskiem Napoleona I nie zmieniło ale owszem ugruntowało. A
tym bardziej najście wojsk różnorodnych.
( c ) Których do sześć kroć
tysięcy liczono.
Stało
powodem do niechęci z przyczyny rabunków w wojennych bezładziach. Szybkość
marszów od Niemna przedzieliły armiję Rosyjską na trzy oddziały.
Jedni poszli pod Rygę. Drudzy pod Wilno i Witebsk. Trzeci oddział ścigał
Bagraciona [Bagrationa]z pod Grodna aż do Mohilewa.
( d )...
Tak
prędki postęp w kilka tygodni zajął prawie w pół lata całą Litwę i Białoruś,
która nie widząc w tym przegranej rosyjskiego Cesarza ale manewr rejterady. O
tym manewrze byliśmy z B.(ratem) Ignacym uprzedzeni przez księcia Michała Ogińskiego,
któren naówczas posiadał wielkie zaufanie u Cesarza Aleksandra iż
rejterada Rosjan była z planem aby kampanię przedłużyć do zimy. Ale któż
temu mógł dać wiarę. Napoleon I który tyle razy zwyciężał Austriaków,
Prusaków połączonych z armią Rosyjską. Jakże nie miał pokonać Rosje jedną
mając w pomocy ten samą Austrię. Przy tym Prusy i tyle innych narodów które
były mu w pomocy. Sasi, Bawary, Westfale, Hiszpany, Portugalcy, Włochy,
Neapolitańczycy z swoim królem Muratem i kilka książąt niemieckich spieszyło
z pomocą dla pokonania potęgi Aleksandra I, który już otwartym ogłosił się
rywalem do przywrócenia Polski aby zjednać miłość tego kraju. Co dotrzymał
po roku 1812
( e ) Aleksander zbałamucił
Gdy z Zakrętu raptem rzucił
Bal
w Zakręcie dany przez Aleksandra I tylko co nie stał się przyczyną okropnej
sceny. Sala wybudowana przez architekta Szulca zapadła o 12 godz. z południa.
Ledwo nie w tej chwili gdy ją Cesarz odwiedzał sam jeden. Architekt
utopił się z desperacyi. Ale czy to było z planu czy
przypadkiem tajemnica kryje .
Uprzejmość
Aleksandra czarująca pociągnęła serca Litwinów, że się zapomnieli o
odrodzeniu Oyczyzny. Odbył się bal w Jezuickich w Zakręcie murach
gdzie wesoło damy skakały. W tej chwili kiedy dano Aleksandrowi znać że
Napoleon przeszedł Niemen. Z którego to balu Incognito Cesarz zniknął z
generałami a bal się kręcił do dnia białego. Ledwo nazajutrz wieść się
rozeszła o wkroczeniu Francuzów do Litwy skaczącej.
( f ) Wszedł do
Mińska książę Dawust.
Za
przybyciem do Mińska marszałka Francyi Dawusta [Davouta] którego często
ks. d'Egmil [d'Eckmühl] nazywano wielkie było bezładzie. 24.
godzinami (wcześniej) opuścili urzędnicy z gubernatorem Dobrzańskim a nam
straż miasta powierzono - obywatelom bo i cała policja znikła. Pojawiły się
marudery w okolicy Mińska których Dawust kazał rozstrzelać. Lecz to nie
wstrzymało żołnierzy już przywykłych w tylu wojnach
( g ) Jak
ochotnik do obrony
Żądano
ochotników do sztabu marszałka aby się poświęcić w pomoc za adiutantów
pod tytułem Gidów posiadających język francuski. Z dwunastu obywateli
wezwanych w których liczbie i mnie policzono ledwo (się) czterech zapisało.
Jam pierwszy a czwarty z porządku przez Dawusta zapytany "Czy wejść w ten służbę",
odpowiedziałem - "Z największą chęcią". Tu Dawust uradowany uderzył
mnie po ramieniu - odpowiedział "Je sui(s) contante de vous". Trzech innych było
tylko Najmanowski, S(Ś)liżanowski i Piotr Świda. Zaraz dano mi bilet abym na
24 god(ziny) pojechał do domu dla ekwipowania i pożegnania z moją
rodziną która ze Śmiłowicz zrejterowała do Szypian.
( h ) Raz ostatni
żegnam z babką.
Pożegnanie
z rodziną było w Szypianach. Babunia, która mię hodowała od lat trzech
dzieciństwa w osobnym domku z siostrą Anną najmocniej mnie żałowała i w
tym roku 1812 w Szypianach skończyła życie. Matka zaś mając sześciu synów
jednego najchętniej ofiarowała dla wskrzeszenia ojczyzny. Choć później
B(rat) Dominik przystał do pułku Czapskiego (22 p.p.) z dwoma braćmi
stryjecznymi Grzegorzem i Adamem, któren pułk został rozbity pod Kojdanowem.
B(rat) Ignacy który zaczął formować pułk swoim kosztem został w Wilnie w
czasie rejterady przez Góry Ponarskie. Po tym dostaliśmy odstawki od Xięcia
Konstantego ja w randze kapitana, B(rat) Dominik któren jeszcze służył lat
kilka w randze majora a b(rat) Ignacy odstawkę dostał w randze pułkownika.
( i ) Już pod Śmiłowiczami
spotkał się z kirasyerami.
Pożegnawszy
się z b(ratem) Józefem w Śmiłowiczach spotkałem się pod
Marcybelińskiem (?) z Dywizyą Kirasjerów, któremi komenderował generał
dywizji Valans [Valence]. Blask pancernego wojska od słońca
zadziwiał i raził oko. Ten generał staruszek poważny z trzema innemi generałami
zatrzymał mnie do Mińska powracającego. Zachęcając abym przystał za
adiutanta do jego boku porzuciwszy mój urlop. Zarzekał, że Dawust nie będzie
przeczył jeśli moje dobrowolne nastąpi zgodzenie. Cóż miałem począć widząc
taką szczerą propozycję, musiałem się zgodzić. I wsiadłem na moją klaczkę
anglezowaną. Z tego punktu zawsze pamiętnego rozpocząłem służbę jako
volonter przy tym generale Valans jak z nieba zesłanym, który był dla mnie
ojcem i mentorem, a tak był przychylnym, iż chciał mnie z sobą wziąć z pod
Smoleńska do Francji i ożenić z swoją ze trzech córek którą bym upodobał.
Lecz inaczej się stało jak niżej opiszę. Z Marcybeliszek (?) mnie wysłał z
24. kirasjerami i oficerem do Śmiłowicz abym przygotował magazyn. Chleba owsa
i wódki dla całej dywizji na trzydniowy odpoczynek. Gdy zapasy znalazłem w
domu chętnie je ofiarowałem nie tylko w zbożu i wódce ale i bydłem. Za które
generał zaręczał wynagrodzenie po skończonej wojnie za........ bonem.
Za powrotem
ze Śmiłowicz generał przeczytawszy raport oficera który zaiął wszystkie
...... i w nich znalazł dostateczny zapas przeze mnie oddany. Tak był
uradowanym Valans posadził mnie obok przy stole najpierwszy. Traktował zupą
francuską i nalewał mi wina szampańskiego z swoich winnic które w jego
dobrach były najsłynniejsze. Przy tym mi oświadczał podziękowanie.
Przyobiecując nagrody kiedy dalej będę spełniał tak gorliwie rozkazy.
Nazywali mnie odtąd Francuzi baronem i Kościuskiem zamiast Moniuszkiem. Jemu
to winienem stopień kapitana, który dał świadectwo przed Hogendorpem za
powrotem do Wilna spod Smoleńska w czem dotąd w archiwum mam nominację na
adiutanta króla Murata w randze kapitana w pułku mojego brata Ignacego
szaserów nr 22 i dalsze świadectwa naczelników.
( k ) Odgłos
Harmat dały hasło
Tu
pierwszy raz w Mohilewie w czasie obiadu posłyszałem huk harmat bojowych. Było
to spotkanie armii Francuskiej (z) korpusem Bagraciona pod Sołtanówką w
Starym Bychowie dokąd ruszyliśmy rzucając łyżki.
( l ) i zająca
z strachu mijał.
Przypominam
scenę zabawną, Posłany od Valansa aby rekognoskować wojsko defilujące z
daleka spotkałem zająca uciekającego z placu potyczki skąd kule harmatne
przecinały mi drogę. Przypominając myśliwską przestrogę aby zając drogi
nie przebiegał sam go uprzedziłem. Za powrotem do generała staliśmy na
drodze pod brzozą, - w tym ostrzeżeniu przez Dawusta. - ledwo w kilka minut
kula harmatnia ucięła dużą gałąź która na mnie spadła.
( ł ) Dzień
się skończył na wygranej
Spotkanie
się z Bagracionem pod Sołtanówką nie przyniosło Francuzom żadnej
korzyści. Lubo więcej trupa rosyjskiego legło do 4 tysięcy Bagracion
przeprawił (się) przez Dniepr i złączył się z armią Barclaya idącą spod
Witebska pod Smoleńskiem
( m ) Król
Westfalski Hieronim Bonaparte brat Napoleona I-go czwarty
Zła
komenda Hieronima oddzielnego korpusu 60 000 pod którego komendę był oddany
korpus polski, zabawił się w Grodnie w kąpielach mlecznych i dał czas
Bagracyanowi umknąć pod Mohilow. Po tym ten omyłkę chcąc Napoleon poprawić
oddał korpus
X: Józefowi Poniatowskiemu, który z nami spotkał się pod Bychowem.
( n ) Mój generał
mnie wyprawił
Żem się nieźle tutaj sprawił
Tu
opisać mogę rekonesans. Opuszczając dywizję ze 24.
kirasjerami o sześć mil od całej armii wysłany. Pojmaliśmy dużo jeńców wśród
dnia (?) wlokącego się żołnierza rosyjskiego za któremi uganiając się z
gołym pałaszem ojcowskim. Gdy strwożony żołnierz broń rzucił i prosił o
pardon sam się roześmiałem żem został zuchem. Drugie zdarzenie, wieczorem
widząc z dala wojsko jakowych tyralierów posłałem marechal de(s) loig(gis)
aby rekognoskować czy nie są to nasi co pędzą przed sobą uciekających.
Tymczasem stojąc już zmrokiem słyszym tętent koni zbliżający aż tyralier
zbliżywszy się do niego zapytując "Qui viv" odpowiedział "Ruskoj
Ruskoj". Był to rosyjski dragon z oddziału dragonów, który stał w 1811
roku w Śmiłowiczach. Przyznał się iż jest z batalionu stu dragonów których
słychać nawet było defilujących. Gdybyśmy byli postrzeżeni w tej małej
ilości wpadlibyśmy sami w niewolę. Ale pikieta rosyjska w nagrodę darowania
życia nie miała czasu ostrzec. Jeszcze znalazłem obóz kupców w lesie któren
porządnie Francuzi zrabowali i mnie fajkę węgierską ofiarowali. Nie podobnym
było wszystkich jeńców złożonych z mieszkańców do armii prowadzić.
Zatrzymałem tylko popa, kupca jednego i tego dragona. Resztę wolnością
udarowałem do 100 osób uciekających w głąb Rosji od armii francuskiej.
( p ) A nazajutrz
bardzo rano
Napoleona spotkano
Imieniny obchodzono
Plac objechał boju konno
Tego
dnia za powrotem z jeńcami z rekonesansu otrzymałem od Valensa pochwałę.
Byłem zaraz posłany
do Króla Murata dla powinszowania Augusta 15go imienin Cesarzowi, u
którego cały sztab armii spotkał jadącego w karecie sześcioma karemi
końmi. Po podziękowaniu siadł Napoleon na białego konia i pojechał oglądać
armię na polu bitwy pokrytym trupami, których kazał sprzątnąć. Powitano go
tam harmatnimi strzałami. Odpowiedział "Nie chcę tryumfu tak smutnego w
dzień moich imienin. Skąd zaraz ruszyliśmy pod Smoleńsk, Wiwat Cesarz ciągle
krzyczano.
( r ) Byłem wezwany do Murata
zasług była wielka strata.
Rozstawszy
się z boleścią serca z moim generałem Valansem, który schorzały
powrócił do Francji. A ja dostałem list rekomendacyjny do generała
Nansutego [Nansouty] z pięknym świadectwem aby mnie przyjął do swego
sztabu. Lecz ten się wyasekurował i odesłał do generała Gruszego [Grouchy]
i ten równie nie mógł mnie przyjąć mając dostateczną liczbę adiutantów.
Tak dni z pięć błąkając spotkałem się z dwoma kolegami szkolnymi Justynem
Hrebnickim i Stanisławem Szumskim którzy mię zachęcili abym się wpisał do
sztabu Murata. Co i musiało nastąpić bo tak mój Patent dowodzi. Ale chcąc
dostać pełną odprawę od Dawusta który mnie wciągnął do służby ledwo
jego dobiłem za pośrednictwem generała Romefa [Romeuf] któren się
poznał w Mińsku z moim B(ratem) Ignacym, który został obranym podprefektem.
Doprowadzony do Dawusta który siedział naprzeciw koło ognia, za przeczytaniem
pochlebnego świadectwa od Valansa kazał generałowi Romefowi mnie przyłączyć
za adiutanta do swego boku a podając mi zgłodniałemu talerz zupy rzekł "Przyiąć
do mego sztabu". Tu było podziwienie wszystkich adiutantów między którymi
było dwóch Szymanowskich Ignacy i Aleksander i Obuchowicz z Nowogródzkiego(?).
Nieraz
musiałem tych kolegów fonfry znosić ale pułkownik Kobylański adiutant
najstarszy mnie zasłaniał. Od dwóch Zaderów i Meliera którzy mnie gwałtem
wciągną do Etomajorów [etat-major], którzy liczyli się za adiutantów
1-go Korpusu. Ale ja ciągle asystując Davoutowi tak na polach bitwy i w
marszach jadącemu w otwartym pojeździe konno. Zyskałem względy tego marszałka
jak tego dał dowód w Moskwie co niżej opiszę.
( s ) Niech rozrządza
moim losem
cóż miał począć z pustym trzosem
Przed
tym okradziono mnie zupełnie. Jeden luzak uciekł wyrznąwszy (?) z
mantelzaka resztę pieniędzy, Rubelków sześćdziesiąt. Straciłem także
szlejki z piętnastu dukatami i chustkę od szyi w czasie pożaru wsi gdzie my
nocowali pod Smoleńskiem.
( q ) Byli
tacy co kochali
Jak kolegę ratowali
Gdy
mnie Zaderowie i Melier prześladowali, Ignacy Szymanowski i Kobylański zasłaniali.
Jeden oficer Francuz gdy mnie uwidział czarną chustkę zdjął z swej szyi i
połowę rozdarłszy mnie ofiarował. A szlejki srebrnym galonem podrzucił ten
co z 15 p.p. pochwycił moją w czasie pożaru. Valans ofiarował garść
imperiałów z których ledwo dwa przyjąć musiałem na Jego naleganie.
Szymanowscy pod przeprawą Berezyńską dzielili się zgłodniali sami żydowską
macą. Sługa Kondrat nie raz mię ratował w głodzie choć kradzionym kawałkiem
chleba.
( r ) Dawust z Królem
się kłócili
gdzie za Wiaźmą my się bili
Nieporozumienia
się Davouta z Muratem ciągła była emulacyia. Król zapamiętały
komenderując całą kawalerią do stu tysięcy (liczącą) spiesznie
nacierał nie czekając na artylerię Dawusta. I gdy bój rozpoczął
(w) wielkim był ambarasie. Dawust ostrożniejszy nie miał czego pospieszać by
Murat tryumf miał odnosić. Owszem sam cieszył się z kłopoconego Króla który
musiał rejterować. Tak byliśmy silnie odparci że sztab nasz który był w
przodzie musiał wracać do Wiaźmy gdzie nasz kolega Staś (?) Ratyński pod
piec (się) schował i do domu powrócił pożyczywszy mi w Moskwie...15 które
mu potym wróciłem.
( s ) Obóz stanął nasz
w kwadrarty
Niespodziane znosząc straty
Na
placu Możajskim pod Borodynem bateryia największa w nocy była wzięta. A gdy
wojska stanęły w kwadraty kawaleria rosyjska chciała ich napaść y jedną z
nich naszego korpusu pierwszego zniosła. Ale pod drugim gdzie sam Dawust stawał
sama klęskę znaczną poniosła. To było dnia 5go 7bra [Septembra] pod
Borodynem
( t ) Rosyanie chcą ratować
by Matuszkę swą zachować
Matuszkę
tak Rosyanie stolicę Moskwę nazywają
( u ) Już
Kutuzow na ich czele
Dokazywał z Turkiem wiele
Gdy
tak długa rejterada z pode Niemna do Smoleńska armiję znudziła domagano
się zmiany. Główno komenderującym był z początku Barklaj de Tolli któren
z planem doskonale prowadził. Ale głośne szemrania i chęć przystąpienia
stanowczej bitwy. Sprowadzono spod granic Turcji z która Rosyja z wielką szkodą
Napoleona traktat zawarła. Armia cofnięta w pomoc powierzona generałom
Cziczagowowi, Tołstojowi i Czaplicowi aby tył zajmowała Francuzom a sam
Kutuzow sprowadzony pod Smoleńsk jako rodowity Rosjanin zyskał ufność w całej
armii po Barklaju
( w ) Ledwo wstało od wschodu słońce
Lecą strzały z harmat rącze
Tysiąc
z górą ich zagrało
Lecz z Francuską małą chwałą
Rozpoczęcie
batalii Możajskiej którą Napoleon nazwał - a Rosjanie Borodyńską krwią
ochrzcili dnia 7-go septembra. Napoleon stał przy baterii pierwszej którą oni
wzięli 5go [5 września] do której posłano mnie z dwoma kufami wódki dla
tych wojsk które beterię wzięli i mnie ze dwie z butelki naleli. Z 1szej
podzieliłem (się) z Jeńcem Rosyiskim zamieniając na suchary któremi dzień
cały posiliłem. Ledwo wschód słońca pogodnego dnia zabłysło Napoleon
rozdał proklamację zachęcając wojska do zwycięstw jakie odnosił pod
Austerlic, Frydland i Jeną przyrzekając zimowe leże najwygodniejsze. Lecz tu
nie przepowiedział bo wszyscy z głodu na śniegu pomarli. Z tego punktu
Napoleon rozkazy swym marszałkom rozdając za pierwszym wystrzałem rosyjskiego
obozu jakby wzywającego do stanowczej walki. Dawust odebrał rozkaz atakowania
bateryi po ich lewej ręce. Więc nasza artyleria idąc pod górę łańcuchem
już zaczęła strzelać skąd do nas kule harmatne bateryji dolatywały i
przede mną kanonierowi głowę ledwo urwało. Aż ja od drugiej kuli
kontuzją tak gwałtownie z konia byłem rzucony iż zerwało mi płaszcz i prawą
ostrogę z nogi rozdzierając ją do koła. Słuch ucioł(?) jakby nożem. Tak
że słyszałem jadącego Dawusta obok. Zapytał que se........ile tue Podano mi
konia lecz czy iść dalej niechciał bo ............ poryła po brzuchu a ja
zdjąwszy siodło powróciłem do moich ludzi dla osiodłania (?) na anglezowaną
klaczkę i powróciłem do Napoleona przyktórym znalazłem Dawusta z obwiązanym
bokiem. Granat urwał mu szpadę do boku inaczej sam by zginoł. Około godziny
9tej rannej tak się huk harmat rozszerzył że nie było słychać ręcznych
wystrzałów a dymy gęste wznosząc do góry pokryły firmament pogody jakby całunem.
Ziemia nawet trzęsła od tysięcznych strzałów tak ciągle że nie było
sekundy spokojnej od wschodu słońca aż do drugiej godziny po której wzięto
trzy baterie. Rosjanie zaczęli rejterować i czwartą opuścili. Tu Napoleon
nie dając pomocy (na) kilkakrotne żądania Murata i Neja sam pojechał plac
oglądać boju i my z Dawustem za nim widzieli plac boju tak gęsto okryty
trupem jak snopy po obfitym żniwie. Koni bez liku furgony zgruchotane resztę
pokryły wlokącemi się z placu rannymi których doktorowie opatrywali. Nogi i
ręce odcinali do 20000 tysięcy - w osobnym gaju gdzie jęk przeszywał uszy.
Tak
się skończyła do zachodu słońca batalia ściganiem wojsk rosyjskich po
czym cała armia francuska cofnęła na ranne stanowisko oddając Rosjanom aby
one na nowo zajęły. Lecz oni dalej poszli ku Moskwie a my straciwszy do 30
generałów i z piętnaście [tysięcy] żołnierzy i mnóstwo oficerów nie
mogli chwalić (się) wygraną batalią. Choć Rosjanom do trzydziestu tysięcy
położono y Bagracion śmiertelnie raniony, który najwięcej dokazywał. Odgłos
tej batalii daleko rozszerzył. Obie strony chlubiły się wygraną a w
Petersburgu i Moskwie śpiewali Te deum laudamus.
( y ) Aby raptem
nie wchodzili
Już Kozacy się zbliżyli
Gdy zegarek król darował
Jch pułkownik podziękował
Po
batalii możajskiej weszliśmy do Możajska. Stamtąd spieszno w ślad za
Rosyjską Armią zbliżaliśmy się do Moskwy gdzie już nam żadnego oporu nie
dawano. Lubo w kilku miejscach bateryje były przygotowane. Po kilkudniowym
marszu zbliżył się dzień wzięcia Moskwy. A ja byłem przeznaczony z pułkownikiem
Kobylańskim do asystowania Muratowi którego znaleźliśmy przed ostatnią górą
która jeszcze Moskwę zasłaniała.
W
tym przybył parlamentarz z oficerem od Czerwonych Huzarów z zawiązanymi
oczyma z listem do Napoleona prosząc o armistycjum dziesięciodniowe i oddaniem
bezbronnej stolicy Francuzom. Murat nie chce marszu swojego wstrzymać - oświadczając
parlamentarzowi - iż dzień wzięcia Moskwy od dawna był przepowiedzianym. Odtąd
tyralierzy i pikiety rosyjskie przestały strzelać a oba wojska zbliżyły do
siebie podaiąc ręce do zgody. Za odkryciem wojska cała Moskwa tak obszerna dała
się widzieć że jej radość opanowała jakby wejście do raju po tylu
trudach. Jakoż wielu Napoleonowi odradzało aby do niej się nie zbliżał to
spieszyli marszałkowie z powinszowaniem odniesionego tryumfu.
A Murat zbliżając się do
rzeczki Moskwy rozmówił się z pułkownikiem kozackim i ofiarował mu
zegarek pożyczony od adiutanta Goreckiego(?) na pamiątkę, że z nim się
zapoznał. Poczym zaczęliśmy przechodzić przez długie przedmieścia
drewniane nim się zbliżyli do murów miejskich i samego Kremlina fosą i
murami podobnemi do Smoleńskich otoczonym z bastyonami. Lecz tu nas wstrzymały
w samej bramie kilkanaście strzałów od powstańców przeczących wjazdowi do
Kremlina. Muratowi. Kilka koni tu ubito adiutantom. Reszta opuściła Króla
przy którym jeden pozostał odbierając rozkaz od niego abym szukał artylerii
- z których dwie harmaty dały do bramy ognia a powstańcy ze strachu popadali
na kolana błagając u króla przebaczenia. Murat lubo kazał z tej bandy 150,
(co) dziesiątego rozstrzelać. Ale ja ich wyeskuzował [wyprosił] po rozmowie
z oficerem że nie wiedzieli o armistycjum przed Moskwą zawartym. Wzięci w
niewolę nie wiem gdzie się podzieli. My po tym z Królem za powrotem innych
adiutantów przechodziliśmy spokojnie przez ulice szerokie. Zabudowane przy
nich pałace z ogrodami wspaniałymi. Jeden z nich nawet Król porównywając z
Neapolitańskiemi wybrał na swoją kwaterę. Po dwugodzinnym przez Moskwę
marszu o godzinie 4tej przeszliśmy na drugą stronę.
Gdzie[ś]
w tej chwili arsenał wysadzi[li] własny dobrowolnie Rosjanie. Wspaniały
był widok wulkan wybuchających w ogromnej masie w płomieniach i dymie Dał widzieć rozrzucone
na dół spadające tak dostatnią zbrojownię. Pod wieczór chciałem powrócić
do sztabu Dawusta sam jeden bo mój pułkownik Kobylański zniknął z bramy
kremlińskiej a ja jeszcze kilka godzin zostawałem przy Muracie. Ale w połowie
Moskwy zostałem zatrzymany przez generała Le Jain [Louis-François Lejeune?]
od kirasjerów dobrze mi znajomego który mnie wyperswadował aby się nieokazał
obłąkać w Moskwie wpośród nocy gdy już ostatni oddział kirasjerów
opuszczała. Jak byłem przymuszony noc przepędzić z Kirasjerami przy
pieczonych wiktuałach z monasteru niedaleko zrabowanych. Już w nocy dały się
widzieć Moskwie gorejące gmachy jako lampy oświecały tę sto[li]cę zapełnioną
300 cerkwiami tysiącami pałaców i magazynami. Rano za dniem powróciłem do
sztabu Dawusta zraportowałem pułkownikowi Kobylańskiemu. Główna nasza
kwatera była w oddali w austeri(?) przez dni kilka po tym
przeprowadziliśmy. Po sześciu dniach pożaru Moskwy tak straszny że dzień był
nocą od gęstych dymów a noc jasna gdzie o kilka wiorst mogłem przy blasku
czytać Moliera. Pięć części tej stolicy spłonęło ledwo szósta gdzie
niegdzie została.
Rabunek
był powszechny. Każdy wydzierał zdobycz z płomieni jaka się nawinęła.
I ja na żądanie mych ludzi pojechałem w dniu trzecim gdzie ledwom wyskoczył z
pałacu traktowany indykiem od jednego adiutanta króla neapolitańskiego któremu
objaśniłem przez murgrabiego skryty sklep wina którym mnie po tym traktował.
Ludzie moi zamiast owsa zabrali dwa wory bakaliów a ja garść muszkatu z
tego pałacu napełnionego biblioteką i rożniemi bogactwy z których pono
adiutant neapolitański nie skorzystał bo otoczony do koła pożarami ledwo też
spieszniej pozwolił co wyskoczyć przez ulicę goreiącą.
Plac
Smoleński nazwany w którym rozkwaterowali - Każdy mógł obrać
rozkoszną kwaterę. Ja wprzód znalazłszy domek jakiegoś malarza
przy osobnym pałacu miałem się nazajutrz przenieść wyniosłszy tylko
adamaszkową firankę i kilkanaście litografi obrazków. Ale po tym
zajął kwaterę jakiś pułkownik. Zmuszony byłem kontentować się domkiem
szczupłym drewnianym w którym były ruskie łazięki(?). Te uprzątnąwszy z
desek Izdebka była może kwaterą. A komureczke na spiżarnię obrucił.
Doktorzy Mojej biedzie naznosili różne wiktuały bakalie i szesnaście głów
cukru. Obfitość bakaliów popsuły żołądek a lubo wszyscy mieli obfitość
różnych trunków i wina, ja się od tego wstrzymałem.
Dostałem
obrzęknięcia żołądka i gorączki silnej. Tak że dowiedziawszy się o mej
chorobie wymagającej słabości sam przyszedł Dawust mnie nawiedzić i zalecił
doktorowi sztabowemu mnie ratować. Ale mnie jego pigułki nie skutkowały.
Przypomniałem czopki z mydła mojej babuni. Temi się uratował że po 12
dniach żołądek zwolniał choć gorąc przez trzy tygodnie przeciągnęła.
W tej słabości miałem dostarczanie mleka co ranek butelkę od baby za
szustaka która mi potajemnie przynosiła z Monasteru Mnicha(?) gdzie to w
sklepie chowali Duże krowy od rabunku. Tak pokrzepiłem siły z herbatą i
bulionem. Po czterech
tygodnia[ch] znów
wezwany zostałem do służby na rekonesans oddziału 2000 tysięczny który
ruszył koło Moskwy gdzieśmy najlepiej skorzystali z domu Roztopczyna o
kilka mil odległego od Moskwy. Powrót nasz z obfitym plonem zboża bydła i
owsa za pomocą mojego kozaka Kiryła któren był przewodnikiem a dla mnie za sługę.
Zyskał podziękowanie w sztabie i przebaczenie za półgodzinne opóźnienie
dla asystencji tego oddziału. Nie byłbym przeznaczony w mej słabości do spełniania
służby ale adiutanci mnie oskarżyli że się pieszczę. Gdzie ledwo na koń
wsiąść mogłem z bojaźnią aby nie miał spełnić rozkazu. Gdzie u Francuzów
nie ma pardonu. Choć umieraj ale słuchaj.
Co
piąty dzień wypadała służba jednego z adiutantów przy kwaterze marszałka
nie tylko dzienna ale i nocna. Zdarzeniem jednej nocy było, że
przyprowadzono trzech jeńców Kałmuków czy Baszkirów z którymi trudno
było rozmówić po rosyjsku choć im Dawust przyrzekał że na przyszły rok pójdą
kraj ich oswobodzić oni prosili Zabij(?). Aż ich kazał marszałek uwolnić.
Po tym złowionego szpiega Polaka w służbie rosyjskiej przebranego w
damskiej salopce(?) którego kazał zaprowadzić do kordegardy aby mu odebrali
życie przebiciem ostrema bagnetami. Ten to sam oficer mi raz znajomym który
przeprowadzał przez Moskwę piekielną maszynę która miała zaprzestać armię
francuską. Drugi raz był naczelnikiem powstańców którzy w Kremlinie do króla
Murata z Bramy ośmielili się strzelać. Tak smutny i okropny zgon zdrajcy i
szpiega. Bywały także nocne wizyty od 9 do 12 w Kremlinie do Napoleona
którym asystowałem przy Dawuście. Tam byłem świadkiem choć z dala zbiorowi
tylu marszałków i generałów, których rady zasięgał sam Cesarz. Po tym
przeczekując bliżej w sali gdzie mnóstwo adiutantów i pułkowników z niektóremi
rozmawiał mogłem w najbliżej (się) jemu przypatrzyć. Raz także w dzień byłem
na lustracyi pułku z którego ledwo zostało 125 żołnierzy, którym rozdawał
krzyże lub podwyższał rangi. Dnia tego i mnie był ofiarowany krzyż Legii
Honorowej ale na perswazję pułkownika Kobylańskiego odłożono oddać za
powrotem do Warszawy. Może jego za to Pan Bóg pokarał. Jak niżej
opiszę
( z ) Sześć dni
Moskwa się paliła
Siła deszczu przygasiła
Pożar
Moskwy w szczegółach nie mógł być wierszem opisany w którym mnóstwo
cerkiew pałaców magazynów spłonęło a z niemi biblioteki. Towary
najbogatsze z futer bakalij materyi jedwabnej lub litych na ornaty adamaszki.
Przy tym niemało pojazdów, karet, koczów, dryżek po spaleniu magazynów jak
..............powiązane pętami w tak znacznej ilości, że ją porachować(?)
trudno byłoby milionowe st(r)aty Panów kupców nieodżałowane w naczyniach
srebrnych porcelanowych(?) Chińskich któż mógłby policzyć gdzie każden Pałac
był przepełniony.
A
lubo do obozu Francuzi z chciwością (?) dociągali aż do przesycenia. Nawet w
meblach kanap fotelów karet....Wszystko to nikczemnie zginęło w rejteradzie
bez żadnej korzyści. Nawet krzyż zdjęty z cerkwi kremlowskiej widziałem
zabrany w safiany jako rosyjska relikwia miał być jedynym trofeum do Paryża
doprowadzony, porąbany w rejteradzie może ani jeden kawałek srebrnego metalu
nie mógł gabinetu Napoleońskiego ozdobić. Może brylanty perły i blachy
zdarte z obrazów w małej ilości prócz niewielu ocalono zostały pamiątką
zdobyczy po tej wojnie tak okropnej. Gdzie z 600 000 tysięcy wojska ledwo
80 000 powróciło maruderów i rozbitków z tylu korpusów
(A) Tym Napoleon ofiarował
Wolność ludom
proklamował
Napoleon
z Moskwy rozsyłał drukowane proklamacje dla narodu rosyjskiego ofiarując im
wolność. Lecz ta zgoła nie skutkowała. Mocno byli zażaleni zniszczeniem
Moskwy i nie uszanowaniem pozostałych Cerkwi, w których później nabożeństwa
dozwolono i lud zaczął (się) wiejski zbierać
(B) Napoleon chciał się godzić
lecz Kutuzow musiał zwodzić
Kutuzow
pod różnemi pretekstami uwodził Napoleona przez 5 tygodni przyrzekając
wyjednać u Cesarza Aleksandra pokój. A tym czasem robiono przygotowania
dla przeszkodzenia Francuzom do rejterady.
(C) Murat okrył się wawrzynem
Lecz przegrał pod Tarutynem
Gdy
Napoleon spokojnie w Moskwie przebywał Murat z oddziałem wojska tak się zbliżył do
armii rosyjskiej i spoufalił z generałami którzy z niego żartowali nie
dotrzymując ostatniego dnia armistycjum wpadli na jego prawie główną kwaterę
i zadali wielką klęskę w obozie bezbronnym. Omal co zupełnie nie zginął,
ale X. Poniatowski z swoim oddziałem polskim przybył na jego ratunek i ledwo
ocalił. Odtąd znów ....... druga kampania rozpoczęła i my z Napoleonem na
sukur(s) ruszyli aż pod Mały Jarosławiec.
(D) Mróz w tym ucioł niezły z
rana
Ziemia śniegiem nie usłana
Przy
wyjściu z Moskwy był dzień pogodny. Ale już ziemia białym
mrozem pokryta. Nasz korpus ostatni opuszczał stolicę. Przypominam że w
ostatnich rogatkach na pożegnanie z kolegami zjadłem kawona. Pozostali w
lazaretach z jeńcami poszli prosto do Możajska. Po wysadzeniu prochami
części pałaców Carów Moskiewskich huk tak był głośny że my będąc w
oddaleniu o mil kilkanaście go słyszeli a sam Napoleon posłyszawszy uradował
z tej zemsty nad stolicą z której nic nie skorzystał.
(G) Ogniem gore już mieścina
A gdzie rzeczka dołem płynie
Piesze wojska spotykają
Odpór dzielny Włochy dają
Mały
Jarosławiec nad rzeczką stojący wyższej pozycji był ostatnim
punktem oporu zawziętego. Kilka razy zdobyty i odebrany przez X. Eugeniusza
przy pomocy Dawusta został rano oddany po cofnięciu się
rosyjskiej armii do Kaługi. Miasto spłonęło ogniem.
(H) Napoleon tuż nacierał
Przez lunetę gdy spozierał
Wnet kozacy przyskoczyli
Omal Jego nie schwycili
Do
Małego Jarosławca przybył Płatow z sukursem Kozaków w 40 000-cy. Gdy
Francuzi z kawaleryi zupełnie byli pozbawieni. Rosyjska armia silnie była
wzmocnioną. Tu byłem świadkiem sceny gdy czterech zuchwałych Kozaków
przebiwszy się przez plac boju stojącego samego Napoleona z lunetą
zaatakowali tak z bliska że tylko co go nie schwytali. Ale spieszne przybycie
Murata z adiutantami i Dawusta z nami go ratowało. Dwóch zaraz na miejscu porąbano
jeden tylko uciekł, a czwartego Radziwił Aleksander (Aleksander
Radziwiłł ppor w szwoleżerach - dostał w 1813 LH)
za brodę i hajdawery schwyciwszy przyprowadził za co Krzyżem Legii honorowym
był wynagrodzony. Po tej awanturze w nocy w jednej chatce Napoleon zebrawszy
marszałków postanowił rejteradę.
( I ) Kobyliński
z męstwa znany
Od Dawusta był kochany
Kula nogę mu urywa
Żalem wszystkich nas okrywa
Nazajutrz
po wzięciu Małego Jarosławca (z) samych tylko harmat Rosyanie zdala hasło
dawali przez dzień cały. Ja zbliżając do tyralierów tylko co nie zginąłem
od granatu któren pod nogami kręcił. Lecz ostrzeżony od tyralierów
............. ledwo odskoczyłem aż pękł granat. Wkródce
przybył puł(kownik): Kobyliński prosząc abym odstąpił konia którego sam
stracił mówiąc że szukał okularów straconych. Użalając (się) nad
Dawustem czego się naraża na harmatnie strzały. Gdy mu dałem chustkę na
znak aby moi ludzie ostatniego dali wierzchowca. Aż w tym kula harmatnia
przeleciawszy nad mą głowa urywa mu nogę aż po sam tyłek. Porwany na płaszczu
nie pozwolił resztę nogi upiłować. Oddany przez Dawusta, który nad niem zapłakał,
mnie pod opiekę ze 2ty (200?) żołnierzami, bębnem i chorągwią aby jemu
asystował we wszystkich marszach i przeprawach. Tego honoru żaden generał nie
dostąpił. Nabrałem się nie raz wielkiego kłopotu atakowany przez kozaków.
Którego po tym oddałem w opiekę Innemu dozorcy po wyjściu z Smoleńska do którego
my w rejteradzie pospieszali.
Kobyliński
pułkownik dalej jakimś cudem dostał się do Wilna ale musiał gdzieś być wziętym
w niewolę bo jeszcze siostry moje go widziały z Zajączkiem gdy już z
Wilna przeprowadzono w głomb Rosyi. Po tym za powrotem Kobyliński jeszcze się ożenił,
spłodził trzy córki w majątku nabytym w Nowogródzkim powiecie koło
P....(?) fortuny Karola Moniuszki i Albiny z żony z domu Korsak a widząc
się z niemi dość często rozpowiadał swe awantury i wspominał żem mu
ofiarował w tej przygodzie moją kołdrę adamaszkową.
Jeszcze
wspomnieć muszę iż dnia ostatniego w czasie noclegu przy ogniu
wszczęła się dysputa miedzy kolegami która kuchnia w Europie
najwykwintniejsza. Jam się odezwał chwaląc niemiecką. Tu się wyrwał z
ironią. Melier mój ciągły prześladowca: "Gdzież to Moniuszko bywał
siedząc u swoiej Baronowej" jam mu odpowiedział żem słyszał pochwały
kuchni od mojego ojca. Ale on dalej zaczął urągać mieniąc że teraz
Baronesyę musisz stracić. I zrównać się z nami. Nie mogąc dłużej
znieść tych afrontów wyzwałem go na pojedynek dobywając pistoletów. Tu gdy
on zdziwiony nie śmiał od ognia stanąć na plac boju, wyśmiany od kolegów
musiał mnie solennie przepraszać i mówiąc że nie wiedział i nie spodziewał
że Moniuszko jest takim zuchem. Na instancyę więc kolegów mu przebaczyłem i
odtąd nie byłem prześladowanym ani od Meliera i Zaderów.
Po wieczorze wpół nocy tuż były rozesłane rozkazy na piśmie do pułków
z drugiej strony Małego Jarosławca. Wypadł Dawust z domu i zbliżył do
ognia około którego siedzieliśmy na krzesłach. Jedną wyiąwszy nogę
rozkiwaiąc rzucił marszałek do ognia mówiąc tak odtąd rozpoczynamy kampanię
naszą. Tu się odezwałem, a za tym i dom trzeba spalić, na co się
............ Dawust. - i spalić natychmiast rozkazał -. Wkrótce ruszyliśmy
w nocy do marszu opóźniając z pozostałemi ogniami w biwakach. Tym
dziwniej obie armie tej nocy wsteczne wzięły drogi. Rosjanie ku Kałudze my zaś
bokiem ku Możajskowi przez trzy dni pospieszali.
(J) Noc też była ta
ostatnia
Gdzie zrobiono dziwną matnię
Ognie wielkie rozłożono
Rejteradę utajniono
Rejterada
Opisać
całą francuską rejteradę wszystkie klęski najsmutniejszy początek
i koniec można odczytać w dziele najwierniej opisanym przez Segura. Ja
tylko nadmieniłem czego sam świadkiem z wiernym przeżyciem i cierpieniem
dotknąłem wierszami już tu w przypiski mało się wdaiem. Zbliżywszy do Możajska
spotkaliśmy na drodze pobitych ludzi bez batalii. Byli to rosyjskie wojska z jeńców
prowadzonych do 2000 cy których nie mogąc w głodzie przeżywić woleli ich
dobić. Co za okropna scena i widok tej zawziętości. Plac batalii możajskiej
jeszcze był przykryty trupami nie pogrzebionemi.
(K) Sam byłem mu wciąż
pomocą
aż do puźna bardzo w nocy
od ślizgoty i od mrozu
Ledwom przywlókł do obozu
Zbliżając
się do Wiaźmy korpus Dawusta był już odciętym od Napoleona
który pędził przodem a Miłoradowicz przeciął nam drogę. Już tu
adiutanci jedni rozesłani drudzy oleniwieli zalegli(?) służbę koło
marszałka zaniedbywali. Posłany byłem już spóźnioną porą do pewnego
oddziału w tyle aby generał nim komenderujący Kompan [Compans] przysłał
ze 400 żołnierzy do biwaku Dawusta. Nim go znalazł nabrałem się wiele kłopotów.
Po słocie i ślizgawicy konia trzymając w ręku, który ciągle padał. Nim się
dobiłem sam przed ogniem grzejącego osłabiony upadłem. Ledwo mnie podjęli,
oznajmiłem o rozkazie danym przez marszałka. Zaraz z tym oddziałem z niemi
powróciwszy. Przy swoim ognisku chciałem ogrzać herbatę lecz na próżno
wzywałem pomocy u własnych ludzi. Jeden spał na wozie Kondrat jak zabity.
Drugi Kirył grzejąc się koło ognia nie chciał przynieść wody. Oświadczając
się "że my teraz wszyscy sobie równi" i gdy za jego krnąbrną odpowiedź
chciałem pogrozić - Aż on wziął mnie za piersi z tą odezwą "Jak
strusanu(?) ciebie to jak Włoch zginiesz katorego ja z wozu paradziuj(?)
Wtenczas dowiedziałem o losie rannego Włocha któren był na wóz oddany Kiryłowi
którego tak on silnie zgniótł że aż duch wyzionął. W tym smutnym położeniu
pierwszy raz łzy się polały. Jakiś obcy luzak(?) zlitował i kwartę wody mi
przyniósł, któremu ofiarowałem talara a nieco ogrzany resztę nocy przepędziłem
koło tlejącego się ognia.
Nazajutrz
o 4tej z rana godzinie jeszcze w nocy 8mego(?) Miłoradowicz z boku zaczął
atakować przecząc wejścia do Wiaźmy korpusowi Dawusta. Tu będąc sam
jeden przy marszałku nawet bez luzaków odebrałem rozkaz abym pospieszył do
1-go oddziału na lewo by bój odpierał, 2-gi by rejteradę zasłaniał, a sam
Dawust silnie zaczął dawać szturm wprost na oddział armii Miłoradowicza. Która
pomyślny skutek wzięło i pozwoliło nam się złączyć (z) oddziałem Wojska
Polskiego Komenderowanego przez X: J. Poniatowskiego. Nie udało się Miłoradowiczowi
zaprzeczyć przeprawy nam przez Wiaźmę więc ruszył dalej w przód aby nam
drogę zatarasować. Ale wszystkie jego usiłowania nie powiodły (się) pomimo
wielkich strat naszych aż do zbliżenia do Smoleńska, dokąd wszyscy spieszyli
w nadziei znaleźć (tam) obfite magazyny i odpoczynek przytulny od mrozów i słot
ciągłych. Gdzie już tysiączne wojska ........ i broń rzucało szukając po
stronach przytułku i pożywienia.
Smoleńsk
(L) Trzy korpusa tu skupiły
o magazyn pokłóciły
Ledwo
na siłę po kilku utarczkach z wojskiem rosyjskim do koła przez Kozaków
ścigani i ... nadzy(?). Włosi powracając zbici pletniami [pletnia
- rzemienny bat o trzech końcach] powracali krzycząc La la la kozak
Kozak krzyczeli. Lubo w Smoleńsku znaczne znalazwszy zapasy w magazynie mogły
przynieść dla armii zasiłek. Ale w tym gwałtownym bezładzie część tylko
stała obrócona na zasiłek ale dla reszty podpalony magazyn spłonął ogniem
co było powodem zawziętej kłótni między Neyem i Dawustem której był świadkiem,
że się z sobą kłócili jak dwaj lokaje - jeden na drugiego zwalaiąc winę.
Kwatery
w tym dniu miał Davout u popa który uprzejmie nas przyjmował i po Polsku
rozmawiał. Ja nalegany(?) przez mych ludzi poszedłem do magazynu dla odebrania
pięć racyi mąki. Gdy ją Kirył wynosił przeboiem popchnięty jaszczyk,
........ z mąką sam na schodach wywrócił. I tak powróciliśmy z pustymi rękoma.
Ledwo sam posilony ..... raz ostatni przy stole Dawusta. W Smoleńsku trzy dni
zabawiwszy ruszyliśmy do marszu aby zbliżyć do granic Litwy. Marsz ten oporny
przy zaziębiających mrozach zgłodniałych Francuzach i wojsk różnego
rodzaju. Co noc i dzień po dziesięć tysięcy trupów umierało. Harmaty i
furgony porzucone na drogach z przyczyny osłabionej uprzęży były zdobyczą
natarczywie nacierających Rosjan w tej okropnej rejteradzie. Szczególnie
Korpus Vicekróla Eugeniusza najwięcej ucierpiał.
A Neja Korpus któren w dni dziesięć (?) opuszczając Smoleńsk był od
całej armii Francuskiej przeciętym tak gdy go już przyparto do Dniepru i
Kutuzow przez litość z 80.000 [tysiąca]mi Neyowi proponował poddanie
się z 5000 [tysiąca]mi on odwlekłszy do nocy - Rzucił się w nocy wpław
przez wpół zmarznięty Dniepr i ledwo z częścią ocalonych na drugą stronę.
Gdy już Napoleon zupełnie stracił nadzieję ocalenia Neja on przeszedłszy
przez lasy ciągle ścigany przez Płatowa z kozakami niespodzianie pojawił (się)
pod Drohobużem(?) z wielką radością Napoleona który sam nie raz
silnie atakowany przebijał się z gołą szpadą otoczony pozostałą gwardią
w kwadracie(?).
(O) Napoleon nas ratował
Nikt by życia nie zachował
On swój rozum tu wytężył
Przeciwności przezwyciężył
Berezyńska
przeprawa
Nim
żeśmy się zbliżyli do Borysowa mróz i głód tak zaczął mnie dokuczać, że
ledwo mogłem siąść na koń do reszty oczerniony od dymu siedząc
koło ognia przez noc całą Świerzb oczu łzy ciągle płynące przy tym
Dyarya od którey garść kapusty surowej znalezionej w porządnej (?) Kadzi
schowane (?) chwytałem a za kilka kartofli ostatniego oddałem imperiała którego
dostałem od Valensa pod .............. Drugi wprzód poszedł w zapłatę perły
od Włocha wielkości bobu którą oddałem w Jzabeliniu córce(?) Helenie
Gieczewicz w nagrodę dozoru w mojey chorobie której dotąd dochowuie z innemi
odemnie pamiątkami.
Za
przybyciem do Borysowa Napoleonowi otoczonemu ze trzech stron od armii
rosyjskiej z czwartej z tylu ściskała armia Kutuzowa z 80 000 Proponowano
ucieczkę samemu którego chciał przez błota przeprowadzić Rodziewicz z
Muchlina. Lecz On powiedział że puty armii nie opuści aż ją wyratuje.
Cziczagow który pilnował okopów Borysowa dał się oszukać tym manewrem
zaplanowanym przez Napoleona. Kazał w dole pod Zodyniem (?) główną robić
przeprawę budując osobny most pod zasłoną 2000 żołnierzy - Drugie dwa
mosty kazał przygotować pod Studzianką w dole o trzy mile od Borysowa
przeciwko grobel Ziembińskich których Hertel pilnował.
I
gdy Cziczagow okopy opuścił spiesząc pod Zodyn(?) aby nie dać Napoleonowi by
umknąć przez Berezynę. Zwrócił Hert(e)la do okopów a Czaplic opuścił
cudownym sposobem groblę ziembińską bojąc się aby nie być przez Napoleona
odciętym. Dał otwarte pole do przeprawy pod Studzianką. Którą rozpoznał
oddział Polaków z Przeździeckiego pułku [18. pułk ułanów] rzucając
się wpław, spędził Kozaków pilnujących Grobli Ziembińskiej na której
11(?) mostów było przygotowanych do spalenia. Lecz Kozacy uciekający przed ułanami
nie mieli czasu tego wykonać. Inaczej choćby Napoleon przez Berezynę (się)
przeprawił trudno byłoby jemu przez błota armii resztki ocalić.
Nim
się przeprawił przez Berezynę noc całą przepędziłem mroźną przy
ogniu. Ogrzewając w koło boki moje przy chacie Studzieńskiej gdzie Dawust
ledwo mógł (się) wściubić z kilku adiutantami. Nazajutrz zdrzemnąwszy się
................. i obudziła.... Już zostałem sam jeden z moją
kałamaszką [kałamaszka - niewielka bryczka] i Kondratem. Gdy Kirył
z ..... mnie porzucił przeszedłszy na służbę do Zaderów. I od nich uciekł
do Borysowa gdzie został schwytany w kościele z innymi jeńcami. Skąd wydarł
się przez okno i wpław rzucił się do Berezyny a że tęgo mógł pływać i
nurka dawać nie dosięgły go strzały w pogoni. Tym sposobem przeprawił przez
Szypiany się do Śmiłowicz.
Ja
zaś szukając przez kilka godzin wpośród tłuszczy skupionej koło mostów
postąpiłem skorzystać idąc w ślad za przeciskającą się kawalerią.
Po tym w tej ciżbie ściśnięty prawie na powietrzu niesiony dobiłem się do
mostu z drugiej strony znalazłszy Dawusta stojącego przy boku Napoleona z
kilku innemi marszałkami. Tu był bój zawzięty z obu brzegów rzeki: Z przodu
napróżno naciskającego Cziczagowa z tyłu Witgensztaina (Wittgensteina)
armija naciskała na rejterujących się przez dwa mosty jeden na łyżwach
drugi na kozłach który w pół dnia załamał (się). Obraz tej przeprawy
okropny dałem na szkicu malarzowi Suchodolskiemu który najwierniej w lat 40.
wykonał w Warszawie.
Po
silnym odporze przez Neja z przodu od Cziczgowa po spaleniu na łyżwach mostu
Napoleon opuścił Studziankę i udał się dalej przez ziembińską groblę. I
my za nim idąc piechotą za Dawustem przy świetle księżyca zdrożeni nie
wiedząc gdzie mamy noc przepędzić. W tym postrzegłem jadącego mojego(?)
Kondrata któren cudem się poiawił z koniem osiodłanym złowionym w
przeprawie Berezyny. Którego mi oddał w Ziembinie po ostatniej nocy w domku
gdzie Dawust leżał na słomie ze trzydziestu jeszcze oficerami. A ledwom się
dobił do ławeczki pod oknem (?) tak wąskiej że nikt jej zająć nie mógł
trzymając się za listwę od okna. Gdym chciał wstawać ławeczka w górę
zaczęła podejmować pod którą leżący Dawust zawołał Prine (?) gard (?)
Messieur Vous me ecraser la tete [...Pan mi miażdży głowę] Sam będąc
w obawie abym głowy marszałka nie przebił. Zwolna nogami ławeczkę opuszczaiąc
odpowiedziałem Ne je pa(s) perr(cer) (?) Monsieur Marechal [Nie przebiję
(?) Pana Marszałka] - y powoli głowę na ziemię spuszczaiąc nogami ławeczkę
powstrzymywał. To ostatnie pożegnanie z Dawustem tylko co się skończyło
przypadkiem. Napoleon noc przepędził w domie Nichodziejewskiego niedaleko w
Ziembinie spoczywając. Jak mnie.................
To
bagatelne zdarzenie musiałem pamiętać jako ostatni moment rozstania z
Marszałkiem Dawustem którego doznałem względów. I może byłbym
wynagrodzonym za trudy kampanii gdybym mógł dojść z nim do Hamburga gdzie on
w końcu został komendantem roku 1813. Potym ministrem wojny w R(ok)u 1815. Jeśli
jego obwiniają po batalii przegranej pod Waterlo(o) iż się opierał
Napoleonowi po abdykacji (czytaj w Segurze) Przyznać winienem iż ten
marszałek niezłomnego charakteru miał słusznie za złe Napoleonowi który
zrzekłszy się korony chciał po raz trzeci tentować władzy cesarskiej jaką
był oddał Dawustowi przy oddaleniu na wygnanie z Paryża na wyspę św Heleny.
(P) Z dopuszczenia
może Boga
jam się udał w inna drogę
Spotkałem z moimi rodakami
co służyli żandarmami (NB w Mińskich)
Gdyśmy
maszerowali spieszno ku Mołodeczni. Ja tylko z mym luzakiem Kondratem po
stracie koni własnych nieszczęsnych (?). Jednego na batalii możajskiej
.............. klaczkę anglezowaną straciłem z głodu pod Studzianką Z dwójki(?)
koni z kałamaszki jeden pozostał na którym wślad jechał Kondrat. Tu
spotkaliśmy z Leonem Osztorpem (i) Atanazym Pruszyńskim który był adiutantem
Osztorpa jako pułkownika żandarmów Mińskich. Przy nim był Karol Morawski
generał i Dominik Radziwiłł z którym udaliśmy się po drodze do Wiazynia
majętności Giecewicza dla przepędzenia nocy wygodniejszej.
Tu
znaleźliśmy na folwarku uprzejmą gospodynię która z ostatniego indyka
zgotowała rosołu. Jeszcze w wyrzuconych papierach z biurka przez rabusiów
znalazłem kilka flicht (?) tytuniu Krzesiwo którego zapach zwietrzył i
przypomniał dawne delicyje. P: Ekonom ofiarował mi wannę w browarze po której
skóra sparzona i przez wszów ziedzona zdzierać pozwoliła jak z wylinie tego
roku. Po tej kompieli proponowałem mojej kompanii abyśmy dłużej nie
popasywali gdyż możem być od armii nade dniem francuskiej odcięci. Ale oni
woleli po posiłku jeszcze spocząć. A ja prosiłem o przewodnika P:Ekonoma
Grekowicza do Mołodeczna lecz tu mi wyperswadował że lepiej mi będzie udać
(się) przez Wilejkę(?) jeśli chcę złączyć (się) z armią francuską.
Musiałem rady jego posłuchać zrzuciwszy koszulę zjedzoną od owadów
upraszając mi choć szmatę aby całą.
Przewodnik
po kilkugodzinnym marszu przy świetle księżyca doprowadził mnie do
chaty gdzie już skryła się z dziećmi przebrana po wiejsku P:
Ekonomowa. Gorąca izba nieco mnie ożywiła ale wkrótce uczułem wielki był ból
głowy. Tak że nie mogłem reszty nocy zasnąć. Już ranek był spokojny ale
wpół dnia pojawiło się dwóch Kozaków, których gospodyni musiała
jajecznicą traktować za co oni grzecznie podziękowali i mnie leżącego z wiązaną
głową nie zagabneli(?). Ale ku wieczorowi najście pierwszych moskiewskich
maruderów całą czeladź z chaty wygnało. I mnie jednego z bólem głowy w
chacie zostawili Wkrótce (?) ku zachodowi słońca pojawili się dwaj sołdaci
u mnie. Zaczęli zapytywać kto bym był lubo chciałem podać siebie za
oficjalistę z Wiazymia jednak oni od chłopa uwiadomieni zaczęli pletniami okładać
ze dwa razy i domagać pieniędzy - Krzycząc "De ty rabował Moskwu padawaj
dziengi" Porwawszy się z łóżka czym prędzej zacząłem (się) odziewać i
chcąc z chaty wyskoczyć, zostałem przez sołdata w sionkach
zatrzymanym. Stąd nie puszczając zapowiedział jeśli "Dzienieg nie dajesz w
łob strielu" Sam stanął ode drzwi a ja z załamanymi rękami jak zwykle
Napoleona przedstawiano. Byłem już zdecydowany od razu życie stracić niż
pod pletniami męki znosić. Chwilka to była krótka. Wymierzony karabin
o parę kroków przeciwko mej głowy - Z tą zapowiedzią "Dawaj dzieńgi"
po kilka razy zaczął pstrykać z karabina. Już ja nie strwożony myśląc że
chciał tylko mnie straszyć stałem z odwagą lecz on podsypawszy prochu
strzelił a kula koło ucha gwizdnęła a on odezwał (się): "Wot smiełok -
kagda dzienieg nie dajosz pastoj, drugoj raz budu strielat" I w tym gdy zaczął
karabin nabijać wiedząc że tu piwo nie przelewki raptem wpadam na jego stojącego
przy drzwiach tyłem otwartych. Tak z całą (siłą) cisnąłem, że się z
karabinem za (w)znak wywrócił a ja przez niego przeskoczywszy skryłem się za
chatą. Daiąc wtenczas czym prędzej dobiec do lasów. Gdy jego koledzy zaczęli
wzywać do znalezionej kufy z wódką do której i on pospieszyć wolał niż za
mną uganiać w pogoń. Oddalenie lasu nie było wielkie może o parę tysięcy
kroków ale śnieg i mróz z butami bez podeszew i (w) tak szczupłym odzieniu
nie wiele ratunku w nim znaleźć mogłem. Rzucałem (się) jak zając gubiąc
tropy na przypadek gdyby chcieli mnie wytropić potym siadłem kurcząc nogi pod
siebie.
Ledwo
nie wymknął się z lasu aż postrzegam jadących z tym chłopem
trzech żołnierzy którzy zatrzymali się przy mych tropach. Słysząc
rozmowę chłopa, który odezwał się " szto u jego jest Dzieńgi"
otóż uczciwość chłopska któremu wcześniej oddałem ostatnie 9 talarów za
osłonę w swej chacie. A ten mie wydaje jak Judasz Jezusa. Żołnierze słuchając
chłopskiej rady zasiedli niedaleko, ledwo ode mnie na pięćdziesiąt kroków
odległości na drodze. Czekając abym z lasu tylko wyniknął pewni byli
schwytania. Lecz czekając przez kilka godzin sami chcieli zmarznięci rozłożyć
ogień. A rozebraniem(?) lasu może mnie wywabić. Co mi odgłos siekiery
pozwolił naprzód od nich w tył oddalić i jak pod głuszca podsunąć do tego
co rąbał drzewo. Tak się do niego zbliżyłem żem widział że Jodełkę
pociągnął. ......gdy już drugą jodłę ściął i ją ciągnął do
swych kolegów ja korzystając z tej zasłony w tył prędkiem pomknął przez
drogę na drugą stronę. Ledwom się wyrwał z rąk maruderów w tym dniu pamiętnym
gdzie ze Smorgoni Napoleon o tej samej porze pożegnał (się) z Królem
Muratem, X: Eugeniuszem marszałkami najczulej i pojechał do Paryża. Ja sam
jeden skrzepły od mrozu latając po polach szukałem drogi do Wiazynia.
Przy
pomocy tylko Boskiej nie upadając na duchu naprzód wpadłem pod lód na brzegu
rzeki z której wyskoczywszy otrzepawszy nogi z wody i śniegu. Biegłem dalej
może wiorst dziesiątkę a zbliżywszy się do Wiazynia już przy
xiężycu zakrytym chmurami takiego dostałem ....... że dwie wieże od cerkwi
z dala wydały się mi jodłami. Co wziąłem za folwark Wiazynski w którym
widziałem ognie we dworze rozłożone. Nie śmiejąc wchodzić do środka zacząłem
dwór obiegać z prawej strony. Tu wpadam w rów z płynącą wodą i słyszę głos
odzywającej się pikiety rosyjskiej "kto idut" nie tracąc przytomności
odpowiedziałem swój, swój swój trzy razy. Co mnie ratowało że żołnierz
na pikiecie stojący nie strzelił. A ja dalej wybiwszy się na drogę znów
leciałem szukać Wiazynia od którego oddaliłem (się) omylony. Jeszcze kilka
wiorst ubiegłszy natrafiłem na wieś w pośród ciemnej nocy gdzie w końcu na
drugiej stronie już drogi nie było bo była zawianą. Wracając więc nazad
spotkałem się ze człekiem który z gumna niósł wiązkę siana do swej chaty
dla bydła. Więc zaczołem jego prosić aby mi pokazał drogę do Wiazynia aż
on wskazał ręką skąd przyszedłem po tym pytał na co mi Wiazym potrzebny.
Jam mu powiedział że szukam xiędza do chorego kozaka. Wnet poznając z figury
moje kłamstwo zaczął zapraszać do chaty zaręczając że we wsi xiędza
znajdę. Gdy taki był rozhowor między nami aż wpadają na saniach spieszący
żołnierze i dali dwa na ulicy wystrzały. Ja nie tracąc przytomności nie
ufając ani ........ chłopowi który mię zapraszał do chaty na wsi żeby
wpaść w ręce tych samych maruderów. Rzuciłem (się) w bok na gumnisko i padłem
pod płotem z drugiej strony.
Poleżawszy
z pół godziny gdy już wszystko ucichło znów szukając drogi która mię przywiodła
do tej wioski. Spłoszyłem stadko kuropat(w) pomyślałem i ta ptaszyna mnie
(się) zlękła kiedy ja sam byłem w opałach. A ... przeziębły zacząłem słabnąć
na siłach. Ledwo zbliżyłem (się) do Wiazynia po swoich tropach aż spotkałem
człowieka z miasteczka wychodzącego. U którego zapytuję o Wiazynin. On mi
powiedział i wskazał ręką dwie wieże które wprzód wziąłem za jodły.
Wtenczas ośmielony zacząłem do miasteczka zbliżać (się) aż do bramy
zamknionej plebani w której rokiem wprzódy odwiedziłem z Panią Gieczewiczową
xiędzową która nas konfiturami uprzejmie traktowała. To mię ośmieliło aby
u tej księżowej szukał przytułku już prawie zupełnie na siłach upadającym.
Ale późno szukam czy (nocy?) bramę zamkniętą trudno ...................Więc
zacząłem szukać po ulicy jakiego światła. Ledwo niedaleko postrzegłem
przez okienko szewca szyjącego buty. Nuż jego błagać przez litość na Boga
aby mi pokazał drogę do plebanii. Zapewno moje jęki pobudziły go do litości.
Wstał i poszedł mnie przeprowadzić z tyłu przez Cmentarz gdzieśmy dostukali
do środka plebani. Tu szewc(?) wystawiwszy ognia gdzie stanąwszy przed Xiędzem
jak trup biały ledwo mogłem wyprosić i przypomnieć się chce krótkiej
znaiomości błagając litości. W tym padłem od duszy(?) zemdlony.
Nie
wiem dalej co się ze mną działo w kilka dni. Posłyszawszy strzały
tuż blisko na dziedzińcu plebanii. Postrzegłem (?) leżący w komorze
zbliżającą xiędzową którą gdym zapytał co ten huk znaczy. Aż ona mi
przypomniała w jakim jestem położeniu. I błagała abym spokojnie leżał.
Gdyż broń Boże Rosjanie nie dowiedzieli się że się w plebani ukrywam. Sama
byłaby w odpowiedzialności mej najgorszej(?). A te strzały są igraszką dla
kozaków którzy wyciągnąwszy francuskich chorych z lazaretu przywiązują do
krzaków i strzelając jak do celi dobijają (ich). Jakie męki i mnie by spotkały
jeśliby mnie odkryli. Tak leżąc w tej plebani pod zasłoną litościwej xiędzowej
która mię posilała.
W
tydzień doczekałem przybycia do Wiazynia samego Gieczewicza z załogą która
mi pozwoliła przenieść do Izabelina. Obwinięty w kożuch przybywszy
zachorowałem na gorączkę w której przez starania całej familii
Gieczewiczów i doktora Bawarczyka przez sześć tygodni. Gdy się pojawił i mój
kozak Kondrat z moim mantelzakiem bo sam mnie szukając koło Mołodeczna znalazł
schronienie we wsi do Izabelina należącej gdzie od chłopa dowiedział (się)
o chorym Panie na jedno oko. Śmiało udał się do dworu i z radością siebie
powitali. Choroba moja miała już na recydywę, aż ledwo po sześciu
tygodniach. Przysłano konie od mojej rodziny dokąd powróciłem na Trzech Króli
do Śmiłowicz.
W
Mińsku musiałem prezętow(ać się) Wojennemu Gubernatorowi Ignatiewowi który
mię przyjął z prześmieszkami iż majątek będzie skonfiskowanym. A gdy
zapytał "Jakże się powodziło w tej kampanii" krótko odpowiedział: Różnie
się zdarzało. Było źle i dobrze. Na to mi Ignatiew odpowiedział "Szczęśliwa
droga W Pana do Paryża". Po tym rozstaniu ze Śmiłowicz z matką i dwoma
siostrami Michaliną i Klotyldą przejechali w..... do dóbr Miecznia(?) naszego
szwagra Korsaka. Gdzie jeszcze dwanaście niedziel chorowałem na febrę a dwa
tygodnie na atrydens (?) w nogach nieznośny.
Póki stoją góry rzeki
nie przestaną głosić wieki
choć wypleniał luckie (ludzkie) syny
nieśmiertelne będą czyny.
Czytaj życia jego kartę
Czym był głośny Bonaparte
Jak za życia tak przed zgonem
Był cesarzem Napoleonem.