| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||
|
S. K I R K O R,
POD SZTANDARAMI NAPOLEONA
|
||
W latach 1845-1862 ukazało się 20 tomów Thiersa "L'Histoire du Consulat et du premier Empire". Było to dzieło wspaniałe, po dziś dzień mające wartość ogromną. Nie znaczy to, by nie było tam błędów, nawet w sprawach zasadniczych. W 1856 r. wyszedł tom 14-ty z opisem kampanii rosyjskiej 1812 roku. Thiers przedstawił cara Aleksandra jako człowieka pokojowego i szczerego, który padł ofiarą niczym niesprowokowanej agresji ze strony Napoleona. Ta teza Thiersa utrzymała się przez lat czterdzieści. A przecież w latach 1867-68 opublikowano kolejne tomy XXI-XXIII "Correspondance de Napoleon 1er", obejmujące lata 1810-1812, zawierające materiał źródłowy, przez Thiersa nieznany i sprzeczny z jego tezą. Zaś w 1887 r. ukazał się w Paryżu tom drugi "Mémoires du prince Adam Czartoryski et correspondance avec l'empereur Alexandre l-er" i w przedmowie Ch. de Mazade, członek Akademii Francuskiej, podkreślił istotne znaczenie ogłaszanych tam listów. Przeszło to jednak bez echa, podobnie jak i szereg innych publikacji źródłowych, i teza Thiersa była nadal obowiązująca. Obalił ją dopiero Albert Vandal, gdy w 1896 r. wydał tom trzeci swego dzieła "Napoléon et Alexandre 1-er", odznaczonego dwukrotnie przez Akademię Francuską. Podtrzymał go Albert Sorel w swym dziele "L'Europe et la Revolution Française" i odtąd żaden z poważnych historyków nie wraca do tezy Thiersa. Wojna hiszpańska, zrodzona z tragicznego nieporozumienia czy niezrozumienia przez Napoleona charakteru narodu hiszpańskiego, wchłonęła w 1808 r. większość najlepszych korpusów francuskich, weteranów spod Austerlitz, Jeny i Friedlandu. Napoleon nie byłby się ważył na takie zaangażowanie swych wojsk na dalekim półwyspie, gdyby nie wierzył, że sojusz z Aleksandrem zabezpiecza go od strony Austrii. Austria, uprzedzona poufnie przez Rosjan, że ich dywersja będzie tylko pozorna, ruszyła w kwietniu 1809 r. do nowej wojny przeciw Napoleonowi. Kampania była długa i trudna. Napoleon z nową pośpiesznie utworzoną armią zakończył ją zwycięstwem pod Wagram (6 lipca 1809) mimo braku wszelkiej pomocy rosyjskiej. Dwulicowość Rosjan najlepiej objawiła się w operacjach ich wojsk na terenie Galicji, odbieranej Austrii przez wojska Księstwa Warszawskiego. Tu wyłaniała się skała, o którą rozbić się miał sojusz Napoleona z Aleksandrem. Nigdy w dziejach Europy sprawa polska nie odegrała tak wielkiej roli, jak właśnie w tamtym okresie. Widmo Polski, wskrzeszonej przez Napoleona i odbierającej Rosji jej polskie zabory, straszyło nie tylko polityków i generałów rosyjskich, wychowanych w szkole Katarzyny II, ale i samego Aleksandra. Na terenie półwyspu Iberyjskiego rok 1809 dał szereg zwycięstw Francuzom, ale pojawienie się tam nowej armii angielskiej uniemożliwiło pomyślne zakończenie wojny. Przed Napoleonem stała konieczność posłania tam nowych wojsk. Nie był to moment odpowiedni dla oziębienia stosunków z Aleksandrem, który czuł się zagrożony powiększeniem Księstwa Warszawskiego. By go uspokoić, Napoleon w orędziu do Senatu zapewniał, że nigdy nie zamierzał wskrzeszać Polski. Zaś 26 grudnia 1809 r. jego ambasador w Petersburgu, Caulaincourt, przedłożył Aleksandrowi prośbę Napoleona o rękę jego siostry Anny i oświadczył gotowość zawarcia konwencji w sprawie polskiej. Ten podwójny zabieg miał wzmocnić sojusz i dać Francji możność zakończenia wojny z Anglią. Wtedy hiszpańska awantura straciłaby wszelkie znaczenie. Aleksander skwapliwie podchwycił propozycje Caulaincourta, łudził go obietnica ręki Anny dla Napoleona, a jednocześnie tak szybko poprowadził rokowania o polską konwencję, że już 4 stycznia 1810 r. była ona podpisana, ratyfikowana przez Aleksandra i posiana do ratyfikacji Napoleona. W konwencji były słowa: "Królestwo Polskie nie będzie nigdy odbudowane". Napoleon był gotów dać Rosji zapewnienie, że sam nie będzie nic czynił dla odbudowania dawnej Polski, ale nie, że będzie to zwalczał. To by go zgubiło w oczach wszystkich Polaków i na to nie pozwalał mu honor i interes Francji. Ale Aleksandrowi właśnie o to chodziło. Gdy przyszły do Paryża wiadomości o trudnościach w sprawie ręki Anny, Napoleon przejrzał grę Aleksandra i zareagował na nią równie szybko, jak to zwykł był czynić na polach bitew. Kurier rosyjski, niosący dyplomatycznie pokrytą odmowę carowej matki w sprawie Anny, rozminął się w drodze z kurierem francuskim, niosącym do Petersburga rezygnację z małżeństwa z Anną. W ślad za nim szedł drugi, który powiadamiał Aleksandra o zaręczynach Napoleona z arcyksiężniczką austriacką. To małżeństwo austriackie zostało ułożone w Paryżu 6 i 7 lutego nagle i w wielkim pośpiechu i w tej nowej sytuacji Napoleon tym mniej był skłonny do ratyfikowania konwencji w sprawie polskiej, podpisanej przez Caulaincourta. Posłał 10 lutego swój kontrprojekt, sprawa wlokła się czas jakiś i ostatecznie upadła. Louis Madelin napisał, że od dnia mariażu Napoleona z córką cesarza Austrii alians francusko-rosyjski trwał już tylko na papierze, a sprawa polska stała się istotną przyczyną nieuchronnego konfliktu1). Napoleon nie był jednak tym, który pierwszy czynił podkopy pod swym sojusznikiem z Tylży i Erfurtu, to pierwszeństwo przypadło Aleksandrowi. Już w marcu 1810 r. próbował kokietować Wiedeń, wnet potem szukał sojuszników w Berlinie, w Sztokholmie. Przede wszystkim jednak zwrócił swój wzrok w stronę Polaków. Projekt odbu-dowania Polski z Aleksandrem jako jej królem i na wieki złączonej z Rosją unią dynastyczną nie był nowy. Aleksander wznawiał go w rozmowach z księciem Adamem Czartoryskim, w marcu i w kwietniu 1810 r., kryjąc przed nim, że w tym samym czasie starał się jeszcze wymusić na Napoleonie ratyfikację zabójczej dla Polski konwencji2). Rok 1810 zaznaczył się tym, że wyprawa francuska pod wodzą Masseny przeciw Anglikom w Portugalii skończyła się niepowodzeniem. Wellington przygotował zawczasu u wrót Lizbony pod Torres Vedras tak wielkie umocnienia, że Massena nie czuł się dość silny, by je zaatakować. W tym samym roku Aleksander czynił przygotowania wojenne, sekretnie sypał szańce wzdłuż Dźwiny i Dniepru i przesuwał tam wojska z Finlandii, z Syberii i z frontu tureckiego. Z końcem roku poczuł się o tyle lepiej od Francji przygotowany, dyplomatycznie i militarnie, do nowego z nią starcia zbrojnego, iż mógł jawnie podjąć kroki nieprzyjazne. Choć nadal czarował Caulaincourta zapewnieniami o swej wierności dla sojuszu i miłości dla Napoleona, choć wciąż jeszcze był w stanie wojny z Anglią, otworzył swe porty bałtyckie dla wyraźnej kontrabandy towarów angielskich i prawie jednocześnie wydał dekret, który od 1 stycznia 1811 r. Wstrzy-mywał import towarów francuskich. Zaś 6 stycznia 1811 r. (25 grudnia 1810 r. starego stylu) wysłał list do Puław do księcia Adama, w którym bez żadnych niedomówień odsłonił przed swym polskim przyjacielem plan ataku na Napoleona. Pisał o tym do księcia dlatego, że plan ten łączył z zamiarem wydania proklamacji o odbudowie Polski pod swym berłem, pod warunkiem, że Polacy w Księstwie Warszawskim dadzą mu zapewnienie poparcia w nowej wojnie. Roztaczał więc przed księciem Adamem perspektywy już nie możliwości, ale całkowitej pewności - "toute certitude" - odrodzenia Polski przy boku Rosji, która jest tej Polski przyjacielem prawdziwym i naturalnym - "amie veritable et naturelle". Oczekiwał, że książę uda się do Warszawy, wykorzysta tam swe stosunki i uzyska zapewnienie czynników decydujących o zgodzie na plan Aleksandra. Dodawał, że nie wątpi w dyskrecję i mądrosć księcia w sprawie, której jego ojczyzna ma zawdzięczać swe odrodzenie, Europa wyzwolenie, a on sam, książę Adam, chwałę i radość z powodu udziału w tak wielkim dziele3). Aleksander nie miał na ogół trudności ze swymi polskimi poddanymi. Tylko jednostki patrzały tęsknie w stronę Księstwa Warszawskiego, przekradały się przez Bug do wojska polskiego. W Wilnie polski uniwersytet, polski teatr, na Litwie i Wołyniu polskie szkolnictwo rozwijały się pomyślnie. Gospodarczo powodziło się Polakom w zaborze rosyjskim dużo lepiej, niż ich braciom w Księstwie. Tylko chłop litewski i białoruski mógł zazdrościć wolności osobistej chłopom polskim, ale nie było wyraźnych objawów takich nastrojów. Aleksander mniemał, z dużą dozą słuszności, że jest wśród swych polskich poddanych popularny, żywił więc nadzieję, że i Polacy z Księstwa do niego się przyłączą, jeśli im obieca odrodzenie ojczyzny. Najbardziej znamienny jest załącznik do listu Aleksandra. Książę Adam był u jego boku pod Austerlitz, wiedział, co było pod Friedlandem, by więc przełamać jego obawę, że mogą powtórzyć się te klęski, Aleksander podawał mu takie zestawienie sił: Z jednej strony: 100.000 Rosjan; 50.000 Polaków (z Księstwa); 50.000 Prusaków; 30.000 Duńczyków - razem 230.000 ludzi, do których mogło zaraz dołączyć dalszych 100.000 Rosjan. Z drugiej strony: 60.000 Francuzów (w Niemczech i Francji); 30.000 Sasów; 30.000 Bawarów; 20.000 Wirtemberczyków; 15.000 Westfalczyków i innych Niemców - razem 155.000 ludzi, z tym że wielu Niemców może pójść za przekładem Polaków i przejść na stronę Aleksandra i że Austria za pewne obiecane korzyści może okazać się skłonna dołączyć 200.000 ludzi przeciw Napoleonowi. W tym liście Aleksander zapewniał księcia Adama, że nawet talent Napoleona nie może zrównoważyć tak wielkiej dysproporcji sił i że nigdy okoliczności nie były tak pomyślne. Wzywał go, by z zimną rozwagą przemyślał tę sprawę, bo moment podobny zdarza się tylko raz jeden. Nie byłoby wielkiego błędu w obliczeniach Aleksandra, gdyby jego rachuby na udział wojsk Księstwa Warszawskiego po jego stronie miały okazać się słuszne. Nad Francją i Napoleonem, nad całą strukturą europejską zawisło groźne niebezpieczeństwo. Napoleon dał się zaskoczyć Aleksandrowi, na terenie Niemiec i Francji istotnie nie miał sił dostatecznych dla skutecznej obrony. Wzrok jego spoglądał więc ku Warszawie nie mniej intensywnie, niż wzrok Aleksandra. Vandal napisał w jednym z tytułów swej książki: "Le sort de l'Europe dans les mains des cinquante mille soldats du duché"4). Książę Adam nie podzielał złudzeń Aleksandra co do możliwości pozyskania wojsk Księstwa. Swym wątpliwościom dał wyraz w liście do cara z 30 stycznia, ale jednocześnie wskazał na trzy sprawy, które by może mogły porwać naród polski i jego armię w kierunku przez nich obu pożądanym: 1) przywrócenie konstytucji z 3 maja 1791 r., 2) złączenie pod jednym berłem wszystkich części rozdartej Polski, 3) zapewnienie Polsce rynków zbytu, bez czego zubożały kraj nie mógłby się odrodzić. Ten ostatni warunek dotyczył niewątpliwie swobody żeglugi na dolnej Wiśle i eksportu polskich płodów rolnych przez Gdańsk do Anglii, odgłos trudności, stawianych Polsce przez Prusy po pierwszym rozbiorze Polski. Czartoryski wyrażał poza tym obawę, czy Napoleon nie jest już zaalarmowany, czy nie obudzi się na czas z letargu, by zebrać szybko nową armię i podjąć atak w miejscu, przez siebie wybranym. Zwracał uwagę na kluczową rolę, jaką w obliczeniach Aleksandra odgrywało 50.000 wojsk Księstwa Warszawskiego, które pójdą tam, gdzie je poprowadzi ich wódz, książę Józef Poniatowski. Zgodnie z życzeniem Aleksandra i wkrótce po wysłaniu swego listu książę Adam udał się do Warszawy, 15 lutego był u księcia Józefa, pokazał mu list cara, niewątpliwie sam mówił z przekonaniem i usłyszał kategoryczne NIE. Taką odpowiedź dyktowało księciu Józefowi nie tylko poczucie honoru, ale i interes narodowy. Obu rozmówców ożywiał ten sam gorący patriotyzm, obaj pragnęli odrodzenia Polski, ale inną widzieli drogę wiodącą do tego celu i inaczej oceniali intencje Aleksandra. Książę Adam wrócił do Puław. Aleksander otrzymał jego poprzedni list 10 lutego wieczorem i już 12 lutego (31 stycznia 1811 st. st.) pisał do niego długą odpowiedź. Prosił o przysłanie konstytucji 3 maja, bo nie pamiętał jej treści; precyzował, że przez wskrzeszenie Polski rozumiał połączenie wszystkich ziem dawnej Rzeczypospolitej z wyjątkiem części Białorusi; wschodnią granicą tej Polski miała być Dźwina, Berezyna i Dniepr. Za Galicję gotów był ofiarować Austrii Wołoszę i Mołdawię po Seret5). Uspakajał księcia Adama co do ryzyka nowej wojny z Napoleonem i wyliczał dokładnie dywizje rosyjskie, które miały iść na zachód: 106.500 ludzi w pierwszym rzucie, 134.000 w drugim, 122.000 w trzecim. Aż dziw bierze, że takie szczegóły powierzał swemu kurierowi z Petersburga. Zgodnie z zaleceniem księcia Adama ten kurier miał jechać bez szumu w ubraniu cywilnym do miejscowości Rupe nad Bugiem naprzeciw Włodawy i tam niejakiemu Zawadzkiemu oddać przesyłkę, nie mówiąc, od kogo pochodzi. Albo do Uściługa i Porycka, gdzie przesyłkę mógłby odebrać Gołembiowski. Ci dwaj byli w służbie u Czartoryskiego i można im było zaufać, że przesyłkę cara dostarczą szybko i pewnie do Puław. Ten drugi list Aleksandra zawierał ustęp niezmiernie ważny, a mianowicie oświadczenie, że póki Aleksander nie będzie miał pewności o współdziałaniu Polaków z Księstwa, jest zdecydowany nie zaczynać wojny z Francją. Car kończył wywody zdaniem, że będzie czekał na odpowiedź księcia z największą niecierpliwością. Widocznie bardzo pragnął tej wojny i śpieszył się. Askenazy napisał, że książę Adam otrzymał ten list w Warszawie i także ten list pokazał Poniatowskiemu. Porównanie dat wskazuje, że to nie było możliwe. Drugi list Aleksandra książę Adam otrzymał dopiero po swej rozmowie z Poniatowskim. Nie zmieniłoby jednak biegu historii, gdyby i ten list był znany księciu Józefowi. Napoleon istotnie obudził się z letargu i dojrzał niebezpieczeństwo rosyjskie. Już 10 stycznia 1811 r. posłał do Niemiec marszałka Davouta i wzmacniał tam swe wojska. Massena, który znalazł się w krytycznej sytuacji nad dolnym Tagiem, na próżno prosił Napoleona o posiłki i nie mógł zrozumieć, dlaczego ich nie otrzymuje. Bez nich nie był w stanie wznowić ofensywy, jego armia cierpiała głód. Z początkiem marca 1811 r. nie miał innej możliwości, jak odwrót ku północy. Anglicy szli za nim krok w krok i wkrótce odzyskali całą Portugalię. Napoleon już nie patrzał w tamtą stronę, pospiesznie nadrabiał stracony czas, by dorównać przygotowaniom rosyjskim. Karty polskiej nie chciał wypuścić z ręki, wprost przeciwnie w jego rachubach zajmowała ona teraz miejsce arcyważne. Już we wrześniu 1810 r. mówił Metternichowi, że w razie wojny z Rosją będzie miał potężnego sprzymierzeńca, króla Polski; podsuwał myśl wymiany Galicji za Ilirię. Teraz myślał o tym, by w razie ataku Rosjan poruszyć chłopów w Księstwie i 16 stycznia 1811 r. polecił ministrowi wojny, by drogą przez Drezno zakupił w Holandii 18 do 20 tysięcy strzelb dla nich6). W konstytucji Księstwa umieścił zdanie: "Znosi się niewolę", i łudził się obecnie, wsłuchany może w echa kościuszkowskie, że chłop Księstwa będzie bronił swej wolności. A chłop Księstwa, choć wolny, znalazł się gospodarczo w sytuacji gorszej niż przedtem. Kodeks Napoleona, wprowadzony do Księstwa, nie znał pojęcia dominium utile i chłop w Księstwie stracił swe prawa użytkowe do ziemi, które mu zapewniał Uniwersał Połaniecki Kościuszki i które zachował pod rządem praw pruskich i austriackich. Tę lukę wypełnić miały nowe prawa, ale projekt o nadaniu chłopom własności gruntów daremnie czekał na zatwierdzenie. Napoleon liczył nie tylko na chłopów w Księstwie i 3 lutego 1811 r. donosił ministrowi wojny, że w razie konfliktu zbrojnego z Rosją będzie potrzebował 200.000 karabinów z bagnetami dla uzbrojenia powstańców polskich, także 10.000 par pistoletów i 20 do 30 tysięcy szabel, a to niezależnie od broni dla armii Księstwa. W liście z 18 lutego Poniatowski powiadomił Napoleona o planach ofensywnych Aleksandra, ujawnionych przed nim przez Czartoryskiego, lecz źródła swych wiadomości nie podał. Może ten list księcia Józefa nic był bez wpływu na decyzję Napoleona, by 27 lutego przesłać do Drezna wiadomość, że choć nie przewiduje wojny z Rosją, to jednak jest konieczne przygotowanie 200 do 300 tysięcy karabinów dla uzbrojenia Polski na wypadek takiej wojny7). Tę broń można było zakupić w Wiedniu i Napoleon był gotów dać na ten cel potrzebne fundusze. Broń należało zgromadzić w Dreźnie. Napoleon na pewno mógł liczyć na bohaterski opór armii Księstwa, natomiast jego rachuby na ruch zbrojny chłopów i 200 do 300 tysięcy polskich powstańców były wielkim złudzeniem. Jedyny człowiek, który może mógłby poderwać do walki całą Polskę, to był Kościuszko, lecz były Naczelnik trwał w bezczynności i wyjść z niej nie zamierzał. Na razie do próby sił nie doszło, gdyż wzmocnione pogotowie Napoleona i stanowisko księcia Józefa spowodowały, że alarmy wojenne ustały. Napoleon nabrał jednak przekonania, że konflikt zbrojny z Rosją jest nieunikniony i z energią podjął na wielką skalę przygotowania do tego konfliktu. To samo robiła Rosja. Minął rok i 13 kwietnia 1812 r. (l kwietnia 1812 st. st.) Aleksander donosił księciu Adamowi, że zerwanie z Francją wydaje się być nieuchronne, a więc może dojść do wojny8). W związku z tym wracał jakoby do swej "idée favorite" wskrzeszenia Polski i pytał księcia, jaki byłby najlepszy moment dla takiej proklamacji. Właściwy sens listu był w prośbie do księcia, by podał Aleksandrowi listę osób, także wojskowych w armii Księstwa, na których poparcie dla swych planów mógłby liczyć. Trudno przypuszczać, by ten list Aleksandra był nowym wyrazem jego polskich złudzeń. Raczej "chytry Grek", jak go zwal teraz Napoleon, chciał wykorzystać stosunki i wpływy polskiego przyjaciela dla zasiania zamętu i dywersji w polskich szeregach. Dla Napoleona nowa wojna z Rosją tylko wtedy mogła być w pełni wygrana, gdyby w jej wyniku powstała silna Polska jako wschodnia straż jego imperium. Napoleon zawsze uważał, że rozbiory Polski zmieniły układ sił w Europie na niekorzyść Francji. Mimo to dla wskrzeszenia Polski jako celu samego w sobie nie byłby poświęcał krwi żołnierzy francuskich. Gdy jednak los narzucił mu nową wojnę z Rosją w warunkach trudnych, bo z niezakończoną awanturą hiszpańską, która wchłonęła i nadal trzymała siedem wyborowych korpusów francuskich, za główny cel tej wojny przyjął odbudowanie państwa polskiego w dawnych granicach. W marcu 1812 r. zawarł układ z Austrią, który przewidywał możliwość oddania przez nią Galicji w zamian za Ilirię. Nie czynił tego Napoleon z miłości dla Polaków czy przez wdzięczność za polską krew, przelaną na jego polach bitewnych, a wyłącznie dlatego, że widział w tym interes Francji. Z takim interesem Francji złączyć chcieli sprawę polską Dąbrowski, Wybicki i inni, co poszli za tamtych przykładem. Zdawało się, że teraz dochodzą do celu. Ale Napoleon nie myślał wskrzeszać Polski drogą proklamacji, jak chciał to czynić Aleksander, szczerze lub nieszczerze. Napoleon uważał, że odrodzona Polska musi powstać drogą zrywu narodu polskiego, podjętego równolegle z wysiłkiem zbrojnym francuskim. W tym duchu zredagował instrukcje dla ambasadora swego w Warszawie, wydane w Dreźnie 28 maja 1812 r.9). Chciał, by jeszcze przed rozpoczęciem działań wojennych, między 10 a 15 czerwca, zebrał się w Warszawie sejm Księstwa Warszawskiego, któremu byłaby przedstawiona petycja najwybitniejszych Polaków z zaboru rosyjskiego. Z tej współpracy wyłonić się miała Konfederacja Generalna Narodu Polskiego, proklamująca wskrzeszenie Królestwa Polskiego. Konfederacja miała znaleźć swe oparcie w lokalnych sejmikach, powstałych nie tylko na terenie Księstwa, ale i na terenie zaboru rosyjskiego, gdzie by mogły zebrać się sekretnie i sekretnie przesłać swe przystąpienie do Konfederacji. Galicja chwilowo nie miała być objęta tą akcją sejmikową, aczkolwiek Napoleon napisał w instrukcji, że Austria i Prusy dały z góry swą zgodę na jego zamierzenia co do Polski. Na czele Konfederacji mieli stanąć marszałek i Rada i jednym z pierwszych jej aktów miało być wezwanie do Polaków w służbie rosyjskiej, oficerów i żołnierzy, by przechodzili pod sztandary narodowe. Równolegle z akcją zbrojną francuską miało nastąpić powstanie narodu polskiego, które na terenie, okupowanym przez Rosję, miało stworzyć dla Rosjan "sytuację podobną do tej, w jakiej znalazła się armia francuska w Hiszpanii i armia republikańska za czasu Wandei i szuanerii". To zdanie najlepiej świadczy, na jak wielką pomoc liczył Napoleon ze strony narodu polskiego. Czy te rachuby były tylko mrzonką, czy też miały podstawy realne? Wiele zależeć musiało od osoby ambasadora cesarskiego w Warszawie, którego Napoleon miał obdarzyć ogromnymi pełnomocnictwami i który miał kierować polską akcją powstańczą. Talleyrand, choć w niełasce, był pierwszym kandydatem Napoleona na to stanowisko. Popełnił jednak niedyskrecję i Napoleon musiał zrezygnować z wysłania go do Warszawy. Posłał tam arcybiskupa z Malines, Pradta, wybór zdumiewający, wprost niepojęty. Może podsunął to nazwisko Napoleonowi krewny Pradta, gen. Duroc10). Ten zły wybór miał przyczynić się wybitnie do zwichnięcia wszystkich planów Napoleona w sprawie polskiego powstania. Były i inne przyczyny, które czyniły plany Napoleona w dużej mierze nierealnymi. Napoleon znał historię Polski przedrozbiorowej i rolę sejmików oraz konfederacji, zawiązywanych po to, by narzucać swe postulaty królowi i uzurpować sobie prawa rządzenia. Myślał na pewno, że nawiązanie do tych dawnych rodzimych polskich instytucji będzie dobrze przyjęte i da dobre rezultaty, i nie liczył się z tym, że okres rządów obcych zepchnął je w przeszłość prawie zapomnianą i że w nowych warunkach będą bezwładnym anachronizmem. Wzmianka o Wandei i Hiszpanii wskazuje na to, że Napoleon miał słabe pojęcie o układzie sił społecznych w zaborze rosyjskim. W Wandei i Hiszpanii walczono z powstaniem, które miało swe główne oparcie o warstwę chłopską. Warstwa chłopska w zaborze rosyjskim polską nie była, a więc polskie powstanie liczyć na nią nie mogło i musiało mieć inny charakter, niż powstanie w Wandei czy Hiszpanii. Podobnie, jak w roku poprzednim, Napoleon osobiście zajmował się sprawą broni dla polskich powstańców. Polecał w piśmie z 15 czerwca 1812 r. do szefa sztabu Wielkiej Armii, marszałka Berthiera, by 30.966 karabinów przesunąć z Bydgoszczy do Elbląga i by wysłać z Francji 35.000 karabinów do Torunia dla powstańców11). Również karabiny, szable i inna broń, zgromadzone dla potrzeb powstania w Moguncji, Wesel i Magdeburgu, miały być bez zwłoki przewiezione nad Wisłę. W dniu 24 czerwca pierwsze oddziały Wielkiej Armii przekroczyły Niemen, zaczęła się wojna. Szybko zajęto Wilno i stamtąd 4 lipca Napoleon słał rozkaz, by 30.900 karabinów bydgoskich oraz 6.000 karabinów z Pilawy sprowadzić natychmiast do Wilna. Ten rozkaz powtarza 12 lipca i do niego dodaje 83.000 karabinów, które były dawniej w Magdeburgu, Wesel i Kostrzyniu, oraz 8.000 szabel i 5.000 muszkietów z Gdańska, to wszystko "pour l'armement de l'insurrection"12). Razem 125.000 broni palnej i 8.000 szabel. Jakżeż dalekie były te liczby od istotnych potrzeb ruchu zbrojnego na Litwie! Napoleon prędko odczuł obawę, że może złudne były jego rachuby na powstanie litewskie. W Wilnie była Komisja Rządząca dla Litwy i tam pozostał minister spraw zagranicznych Francji Maret, duc de Bassano, bardzo dla Polaków przychylny; do niego słał Napoleon 18 lipca z Głębokiego swą skargę na stosunek miejscowej ludności; dodawał, że to już nie są Polacy, ale nie rezygnował jeszcze z dawnych planów i polecał posłać do Orszy i Mohylewa polskich komisarzy z proklamacjami powstańczymi z 7 lipca warszawskiej Konfederacji Generalnej. Nie dało to wielkiego efektu. Kukiel napisał, że "Polska napoleońska działała poza Niemen i Bug urokiem orła białego, narodowego munduru, świeżej wojennej sławy. Odpychała widokiem upadku gospodarczego, ruiny finansowej, radykalnych przeobrażeń społecznych, zrównania w prawach z chłopem"13). Te względy materialne, ten konserwatyzm społeczny, przeważyły; nie było ogólnego zrywu naro-dowego i udział Litwy w wojnie, która miała ją wyzwolić, był skromny. U historyków francus-kich często przewija się myśl, że za brak powstania na Litwie dużą część odpowiedzialności ponosi sam Napoleon. Nie dawał, nie chciał dać, żadnych wiążących go zobowiązań. Sorel napisał: "Rezerwował sobie możność dysponowania ziemiami polskimi przy zawarciu pokoju, po wykorzystaniu krwi polskiej dla zwycięstwa. Polska rezerwowała się podobnie"14). Do delegatów Konfederacji Narodu Polskiego Napoleon powiedział w Wilnie 11 lipca: "Co zawisło ode mnie, wszystko uczynię dla wsparcia przedsięwzięć Waszych... Niech Litwę, Żmudź, Witebskie, Połockie, Mohilewskie, Wołyń, Ukrainę, Podole, tenże duch, co w Wielkopolsce widziałem, ożywia, a Opatrzność pomyślnym skutkiem uwieńczy świętość waszej sprawy"15). Ale od czasu zrywu Wielkopolski wiele się zmieniło. Sorel napisał: "Świat się postarzał od 1806 roku i po Tylży, po Erfurcie, zbyt wiele iluzji zgasło". By porwać za sobą Polaków na Litwie, trzeba było czynu wielkiego i coś znaczącego. Taką była opinia historyka francuskiego. Historyk polski stwierdzić jednak musi, że niezależnie od tego, czy Napoleon był szczery, czy nieszczery; czy brał sprawę polską poważnie, czy tylko jako jeszcze jeden atut w rozgrywce o dobro Francji i swoje, w interesie polskim było, by wojnę z Rosją wygrał on, a nie Aleksander. A zatem zryw taki, jak w Wielkopolsce, był potrzebny. Mimo doznanego rozczarowania Napoleon nie zrezygnował z uzyskania na Litwie poparcia militarnego i jeszcze dwa razy pisał z Głębokiego do Mareta i do Berthiera w tych sprawach, 20 i 22 lipca16). Zredukował liczby swych oczekiwań i przypominał, że obiecano mu pięć pułków piechoty po trzy bataliony w każdym (co by dawało 12.600 ludzi według norm francuskich) i trzy pułki kawalerii (około 3.000 ludzi); polecał więc, by bez zwłoki zarządzono pobór rekruta wśród Polaków na Litwie i utworzono na tyłach armii korpus z 15.000 ludzi. Liczył na to, że litewskie oddziały zapewnią obronę przed kozakami oraz obronę Dźwiny i błot pińskich. Polecał także, by wysłano z Księstwa na Wołyń oddział 2 do 3 tysięcy ludzi oraz emisariuszy Konfederacji dla wywołania na Wołyniu powstania. Istotnie na Wołyń wkroczyła dywizja Amilkara Kosińskiego, lecz powstania tam nie było. Natomiast polscy panowie ukrainni własnym sumptem wystawili dla Aleksandra kilka pułków kawalerii. Było w armii rosyjskiej wielu Polaków i mimo apelu Konfederacji nie było stamtąd żadnej dezercji na stronę polską czy francuską. Również na odcinku militarnym spotkało Napoleona rozczarowanie. Szukał bitwy, Rosjanie jej unikali. Napoleon wszedł do Witebska i stąd trzy razy (29 lipca, 7 i 12 sierpnia) wysyłał pisma, podobne do tych z Głębokiego17). Polecał formowanie pułków litewskich w Kownie, Wilnie, Mińsku i Witebsku, słał ponaglenia, zapytywał, kiedy te pułki będą gotowe i przejmą służbę garnizonową i ochronę magazynów wojskowych tak, by Napoleon mógł z tych miast wycofać swe wojska. Ze Smoleńska pisał 24 sierpnia, że Komisja Rządząca w Wilnie nic nie zrobiła, nie dano dotąd ani jednego batalionu, by bronić błot pińskich i powstrzymać napady kozaków, musi więc w Wilnie i Mińsku trzymać własne garnizony, jakby to były wrogie miasta. Dodał, że jest śmieszne, by Wilno, Mińsk i Mohylew nie mogły się same obronić przed szwadronem kozaków. Widocznie wezbrał w nim żal wielki, bo pisał do Mareta, że taka sytuacja musi wywołać zniechęcenie dla sprawy, to jest odbudowania Polski ("le resultat de tout cela serait de degouter de la cause")18). W czasie dalszego marszu Napoleon słał z Wiaźmy 29 sierpnia nowe ponaglenia w sprawie wojsk litewskich. Zaraz potem przyszła doń wiadomość z Hiszpanii, że marszałek Marmont, który zastąpił Massenę, poniósł w bitwie z Wellingtonem 22 lipca pod Salamanką wielką klęskę. Ten kryzys hiszpański i zawody w kampanii rosyjskiej musiały stwarzać niepokój w myśli Napoleona. Wysłał 1 września z Waliszewa długie pismo do Mareta, w którym zaznaczał, że w Księstwie już po dwu miesiącach miał polskie oddziały dla blokady Gdańska i inne w linii bojowej. Pisał, że na Litwie liczył co najmniej na to, że krajowe wojska otoczą Bobrujsk i przejmą ochronę Druji i słabych punktów nad Dźwiną oraz zapewnią siły policyjne w kraju i dadzą eskortę dla konwojów. Wiedział, że był brak kadr, ale uważał, że należało pobrać rekruta i skierować go do Mińska. W Mińsku gubernatorem był gen. Bronikowski, odkomenderowany z Legii Nadwiślańskiej, i do niego należało zmobilizowanie kraju. Napoleon polecał, by gen. Dąbrowski otoczył Bobrujsk i starał się go zająć. To pismo, wysłane na 6 dni przed bitwą pod Borodino, wskazuje wyraźnie, jak przykro Napoleon odczuwał brak poparcia zbrojnego ze strony Litwy, tym bardziej mu potrzebnego, im bardziej wchodził w kraj nieprzyjacielski, z niepewnością walnej bitwy przed sobą. Gdy wreszcie doszło do tej bitwy i armia rosyjska została pobita, ale nie rozbita, Napoleon wysiał z Możajska rozkazy (10 i 11 września), by gen. Bronikowski uformował lokalne bataliony strzelców i milicji narodowej dla ochrony swej prowincji i by oddano 40.000 karabinów gubernatorowi Litwy w podobnym celu. Chciał, by 9 pułków litewskich przejęło całą służbę garnizonową w Polsce litewskiej. Pod wpływem strat pod Borodino pragnął ściągnąć do Wielkiej Armii dywizję gen. Dąbrowskiego, gdyby nie było zagrożenia Mińska od strony Bobrujska19). Napoleon wszedł do Moskwy 14 września i ze zwiększoną troską myślał o litewskiej sile zbrojnej na swych tyłach. W nowej sytuacji podwyższał swe wymagania i wzywał Mareta w piśmie z 23 września, by uformowano 9 pułków litewskich oraz pułki Mohylewa i Witebska. Pisał, że Francja daje mu nowego rekruta 140.000 i Włochy 30.000, a Księstwo nic nie daje20). Istotnie korpus księcia Poniatowskiego topniał stale z powodu strat i braku uzupełnień. Zaś siły zbrojne litewskie dalekie były od najskromniejszych wymagań Napoleona. Według raportu z 30 września szefa batalionu Antoniego Inocentego Kirkora, przydzielonego do sztabu wojsk litewskich, pięć pułków piechoty litewskiej liczyło wtedy zaledwie 5.923 ludzi21). Formowano pięć pułków jazdy, w nich było około 1.200 ludzi, oraz 3. pułk szwoleżerów Gwardii, który wkrótce potem (19 października) miał być rozbity pod Słonimem. Jeszcze raz, 6 października, Napoleon wysłał z Moskwy swe skargi i wymówki z powodu braku poparcia litewskiego; 19 października opuścił dawną stolicę carów, rozpoczął odwrót. Smoleńsk, Krasne, Berezyna, znane to etapy. W dwa dni po Berezynie, 1 grudnia, Maret wysłał raport z Wilna z planem powołania szlachty litewskiej na koń, z lancą lub szablą. Miało to dać 15.800 ludzi kawalerii ruchliwej i aktywnej, częściowo z bronią palną, drugie tyle w rezerwie. Maret pisał jednak, że wobec zajęcia części kraju przez nieprzyjaciela można liczyć tylko na 8 do 10 tysięcy ludzi. Komisja Rządząca dała zgodę na ten plan pod warunkiem aprobaty cesarza. Napoleon napisał własną ręką na tym raporcie: "Jest śmieszne pytać mnie o aprobatę, ludzie krajowi powinni byli to zrobić od pierwszych dni". Zaś w liście do Mareta z 3 grudnia z Mołodeczna nazwał absurdem, że dopiero po sześciu miesiącach występuje się z planem, który należało podjąć zaraz po jego wejściu na Litwę, i że obecnie to iluzja, nie będzie z tego planu ani 500 ludzi. Należało to zrobić i w Księstwie, bo przecież akt Konfederacji warszawskiej wzywał szlachtę na koń, ale ten apel przeszedł bez echa. Pisał: "Źle mi pomagały Litwa i Księstwo Warszawskie, lub raczej nie dostałem żadnej pomocy, ani od rządu, ani od kraju". Zarzut zbyt ostry i nierozumny, jeśli wziąć pod uwagę, że w Wielkiej Armii było 83.500 Polaków. Ale Napoleon wiedział coś z historii Polski o pospolitym ruszeniu i to tylko miał na myśli. W drugim liście do Mareta z Mołodeczna 4 grudnia pisał, że takie pospolite ruszenie mogło było dać 50 do 60 tysięcy ludzi, lecz zamiast tego były tylko frazesy, podczas gdy Polacy na Podolu, Wołyniu i Ukrainie dali 5-6.000 lekkokonnych Rosji. Zaś Litwa, choć dał jej broń, nie wie, jak jej użyć, i nie umie się obronić nawet przed napadem trzydziestu kozaków. W tym samym liście pojawiła się też ostra krytyka działalności Pradta w Warszawie22). Dużo było goryczy w pismach Napoleona z Mołodeczna, a mimo to 5 grudnia, a więc w dniu, w którym w Smorgoniach opuszczał resztki Wielkiej Armii, znalazł czas i wolną myśl, by napisać polecenie do Berthiera, że trzeba natychmiast zorganizować Litwinów w Kownie. Napoleon był 10 grudnia w Warszawie, wysłuchał długich wywodów Pradta, które ostatecznie pogrążyły tego człowieka w jego oczach. Odtąd głównie jemu będzie przypisywał winę za brak polskiego powstania. W dniu 11 grudnia był przejazdem w Kutnie i stąd wysłał polecenie do Mareta, by odwołał Pradta z Warszawy. Pytał jednocześnie, gdzie jest 100.000 karabinów, które dał na obronę Księstwa. Pisał, że trzeba powołać polskich lekkokonnych; tak powstali Krakusi dla przeciwstawienia kozakom23). Jak tłumaczyć postępowanie Pradta? Po wybuchu Wielkiej Rewolucji francuskiej Pradt poszedł na emigrację, był w Anglii. Wrócił do Francji za konsulatu Napoleona. W 1814 r., gdy alianci weszli do Paryża, Pradt był jednym z pierwszych, który od niego odstąpił i wołał o powrót Burbonów. Potem wydał książkę o swej ambasadzie w Warszawie. Napoleon czytał ją na Św. Helenie i napisał na niej jedną tylko uwagę: "Należało wywołać powstanie w Polsce". W rozmowach ze swymi towarzyszami wygnania nie powtarzał gorzkich słów pod adresem Polaków, które znalazły się w jego pismach z Mołodeczna. Gen. Montholon zanotował tylko takie zdanie: "Polska nie odpowiedziała na moje wezwanie". Za brak polskiego powstania Napoleon winił głównie Pradta, który swymi mowami, całą swą działalnością zniechęcał Polaków i ziębił ich zapał. Przyczyną tego mogły być według Napoleona albo asocjacje Pradta z jego dawnymi kontaktami w Londynie - czyli po prostu zdrada - albo zwykła niedbałość. Polscy i francuscy historycy oczywiście piszą o szkodliwej działalności Pradta w Warszawie, ale nie tylko w tym widzą przyczynę braku polskiego powstania w 1812 roku. Przyczyn było wiele, także i z winy Napoleona, i na tym polegało jego polskie złudzenie, że ich nie widział i do swych planów wojennych wprowadził czynnik - polskie powstanie - który miał go zawieść. Liczył na zryw podobny do tego, jaki miał miejsce w zaborze pruskim w 1806 r. i w zaborze austriackim w 1809 r. i nie byłoby Berezyny, gdyby zabór rosyjski poszedł za tamtym przykładem. Była pewna doza słuszności w powiedzeniu sir Hudson Lowe'a na Św. Helenie w rozmowie z gen. Bertrandem, że Napoleon stworzył sobie wyimaginowaną Hiszpanię i wyimaginowaną Polskę24). Po bitwie lipskiej i śmierci księcia Poniatowskiego nowy wódz resztek wojska polskiego, gen. ks. Sułkowski, zamierzał dojść z armią Napoleona tylko do Renu i potem wracać do kraju. Stało się inaczej na skutek przemówienia Napoleona do polskich oficerów w dniu 28 października 1813 r. Jest kilka wersji tego przemówienia, gdyż było spisane przez kilku oficerów25). Zasadnicza treść jest zawsze ta sama. Napoleon mówił, że podjął wojnę z Rosją dla Polski i był pewny, że wskrzesi Królestwo Polskie. Mówił o błędach i zdradach, o swym głupim ambasadorze w Warszawie, także i o tym, że Konfederacja Generalna nic nie zrobiła. A przecież Krakusi - mówił - okazali się być świetnym wojskiem, zbyt późno, niestety, sformowani z rekrutów chłopskich. Dodał, pewnie nie bez cienia melancholii: "Może także, Panowie, wasza nieszczęśliwa gwiazda zaćmiła moją". Żaden z polskich historyków nie podjął tezy, że w 1811 r. należało pójść drogą, wskazywaną przez Aleksandra26). Nawet gdyby car był szczery i stworzył pod swym berłem konstytucyjne Królestwo Polskie po Dźwinę, Berezynę i Dniepr, los tego Królestwa nie byłby inny, niż tego, które wyłonił Kongres Wiedeński. W sytuacji, w jakiej Polska była po trzech rozbiorach, nie było wyboru. Legiony polskie we Włoszech związały sprawę polską z Francją i Napoleonem. Upadek Napoleona przesądził los Polski na stulecie. PRZYPISY 1. L. Madelin, Histoire du Consulat et de l'Empire, t. IX, Paris 1945, s. 123-124. 2. M. Handelsman, Adam Czartoryski, t. I, Warszawa' 1948, s. 71-73. M. Kukiel, Książę Adam, w "Teki Historyczne", Londyn s. 35-37. 3. A. Czartoryski, Memoires du prince Adam Czartoryski et correspondance avec l'Empereur Alexandre 1-er, Tome second, Paris 1887, s. 248-253. 4. A. Vanda,1, Napoleon et Alexandre 1-er, T. II, Paris 1893, s. 486. (,.Los Europy w rękach pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy Księstwa".) M. Kukiel, Wojna 1812 roku, Kraków 1937, t. l, s. 19-22. 5. Istotnie 13 lutego 1811 czynił takie propozycje ambasadorowi austriackiemu w Petersburgu. Ziemie te były wtedy zajęte przez wojska rosyjskie. (Madelin, o.c., t. IX, s. 295). 6. Correspondance de Napoleon 1-er, t. XXI, nr 17283. 7. Correspondance, XXI, 17323, 17391. 8. Czartoryski, o.c., s. 279-284. 9. Correspondance, XXIII, 18734. Kukiel, o.c., t. l, s. 68, 81. 10. Correspondance, XXXI, s. 101, 244, 290. 11. Correspondance, XXIII, 18797. 12. Correspondance, XXIV, 18902 18955. 13. M. Kukiel, Dzieje Polski porozbiorowej. 1795-1921, Londyn 1961, s. 126. 14. A. Sorel, L'Europe et la Revolution francaise. Septieme partie. Paris 1907 (8 wydanie), s. 577-578. 15. A. M. Skałkowski, O kokardę legionów, Lwów 1912, s. 283. 16. Correspondance, XXIV, 18971, 18982, 19000. 17. Correspondance, XXIV, 19015, 19053, 19096. 18. Correspondance, XXIV, 19136, 19139. Kukiel, Wojna.. ., t. l, s. 395. 19. Correspondance, XXIV, 19157, 19165 19190, 19197, 19190. 20. Correspondance, XXIV, 19218, 192)9, 19255. 21. Biblioteka Narodowa w Warszawie, sygn. IV, 9034, k. 14. Kukiel, Wojna ..., t. 2, s. 229. 22. Correspondance, XXIV, 19368, 19369, 19372. 23. Correspondance, XXIV, 19377, 19384. 24. Correspondance, XXXI, s. 100-102. C. T. de Montholon. Recits de la captivité de l'Empereur Napoléon a Sainte-Hélene, Paris 1847, t. 2, s. 422. Pradt, Histoire de l'ambassade dans le grand-duche de Varsovie, Paris 1815. V. Cronin, Napoleon, Londyn 1976, s. 518. 25. Correspondance, XXVI, 20839. A. Skałkowski, En marge de la Correspondance de Napoleon I. Pieces inedites concernant la Pologne. 1801-1815, s. 72-76. W. Fiszerowa, Dzieje moje własne i osób postronnych, Londyn 1975, s. 388-392. 26. S. Askenazy, Napoleon a Polska, Warszawa-Kraków 1918, t. 3, s. 343. |
||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||