| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||
|
Paul Ganière, Marszałek Lannes (przekład: Andrzej K. Szymański) |
||
W ostatnich dniach maja 1809 r. dotarło do Paryża, że armie francuskie, zwycięskie pod Eckmühl i Ratyzboną zajęły, po raz drugi w ciągu czterech lat, stolicę austriacką. Pod dowództwem Cesarza stoczyły ciężką walkę wokół wioski Essling, walkę, która co prawda nie miała znaczenia decydującego, ale pozostawiła je panami pola bitwy po dwóch dniach zaciętych zmagań. Po raz kolejny dzwony biły z całych sił, salwy artyleryjskie ogłaszały zwycięstwo naszych sztandarów, miasta były udekorowane. Jednakże radość wydawała się mniej spontaniczna, bowiem cień żałoby przykrył ten nowy sukces orłów. Biuletyny stały się zestawieniami krwawych strat, a pomiędzy rannymi podawano nazwisko jednego z marszałków, uwielbianego zarówno przez lud jak i przez armię. Chodziło o Jeana Lannesa, księcia Montebello, którego śmierć ogłoszono oficjalnie kilka dni później. Po raz pierwszy padł jeden z najstarszych kompanów Cesarza i razem z nim zniknęła jedna z najbardziej popularnych osób spośród młodej cesarskiej szlachty. Wielu było takich, którzy, nie ośmielając się tego przyznawać głośno, widzieli w tym nieszczęściu wyrok przeznaczenia. Lannes miał zaledwie 40 lat, kiedy austriacka kula położyła brutalnie koniec jego wspaniałej karierze. Nikt nie był bardziej reprezentatywny dla tej grupy ludzi, która wywodziła się z Rewolucji, a którą Cesarz postawił w pierwszym rzędzie. Urodził się w Lectoure gdzie, zaledwie 15 lat przed tym, jak został marszałkiem i księciem, uczył się zacnego zawodu farbiarza. W 1792 r., uniesiony falą patriotycznego entuzjazmu, zaciągnął się do batalionu ochotników Gers. Ten młody chłopak, żarliwy, uduchowiony, dumny, ale bez wykształcenia, okazał się wkrótce spragniony nauki. Służył najpierw jako zwykły grenadier aż do dnia, kiedy jego kompani wybrali go podporucznikiem. W 1796 r. został generałem w Armii Włoch, gdzie poznał Bonapartego. Ogłoszenie Cesarstwa uczyniło go jednym z dwunastu marszałków, skupionych wokół nowego suwerena. Posiadając ten tytuł, dowodził lewym skrzydłem armii pod Austerlitz, centrum pod Jeną, przyczynił się w dużym stopniu do zwycięstwa pod Frydlandem, a po strasznym oblężeniu Saragossy, wprowadził tam mądrą i pokojową administrację. Wkrótce potem dołączył do Cesarza w Niemczech, gdzie koncentrowała się armia skierowana przeciw Austrii. U boku suwerena walczył pod murami Ratyzbony, gdzie kula ugodziła Napoleona w piętę. Potem nastąpiła kapitulacja Wiednia. W ten sposób, zaledwie kilka tygodni po ciężkiej atmosferze Półwyspu Iberyjskiego, zrewoltowanego przeciw Francuzom, słodycz wiedeńskiej wiosny otoczyła księcia Montebello, wbrew troskom teraźniejszości. Dnia 18 maja 1809 r. Cesarz, w towarzystwie swego sztabu, opuścił Schoenbrunn aby dojechać do brzegów Dunaju, na którym konstruowano mosty pontonowe. Dnia 20 wieczorem część armii mogła przekroczyć rzekę i nazajutrz zaangażowała się w bitwę, którą Francuzi świętować będą później pod nazwą zwycięstwa pod Essling. Nasze wojska, zaopatrywane w posiłki i amunicję wyłącznie przez mosty, stawiły czoła armii arcyksięcia Karola, solidnie umocnionej, posiadającej przewagę liczebną. Cesarz liczył na zapał żołnierzy i walory dowódców korpusów. To zaufanie nie mogło być zawiedzione. Dnia 21 maja bitwa trwała ze zmiennym szczęściem cały dzień. Pierwszy alarm wywołały słynne mosty, ale saperzy zdołali dokonać niezbędnych napraw. Lannes wysilał się bez skutku. Dnia 22 jego oddziały, dzięki zręcznemu manewrowi, rozbiły centrum sił przeciwnika. Zwycięstwo wydawało się pewne i przygotowywano się do pościgu za rozproszonym wrogiem. Dokładnie w tym momencie szczęście opuściło nasze szeregi. Nagły przybór Dunaju, spotęgowany przez pnie drzew i szkielety łodzi rzuconych na nurt przez przeciwnika w celu powiększenia możliwości zniszczenia, zerwał zbyt wrażliwe mosty. Armia, izolowana od baz, zmuszona została do prowadzenia walki zaledwie ze swoimi własnymi rezerwami i Lannes, z rozkazu Cesarza, musiał się ograniczyć do utrzymania zajętego terenu. Rozczarowanie księcia Montebello tą decyzją było ogromne. Dokonywał cudów, aby zachować swe pozycje. Jednak ciężkie straty, jakie poniósł w trakcie trzydziestogodzinnej walki, zmusiły go do zaprzestania wszelkich akcji ofensywnych przed końcem dnia. Wieczór powoli zachodził nad dwiema zmagającymi się armiami. Lannes ustanowił linię obrony i rozpoczął inspekcję linii tyralierów rozrzuconych między wioskami Essling i Aspern. Od czasu do czasu kanonada wybuchała na nowo, jakgdyby dla obu przeciwników przerwanie walki było czymś niemożliwym. ![]() Le Maréchal Lannes a Essling, Sandoz del. Outhwaite Książę, jak mówi nam Larrey w swoich "Pamiętnikach chirurga wojskowego", został natychmiast położony: "[...] doznając gwałtownego wstrząsu mózgu i silnych drgawek [...]". Odzyskał jednak szybko ducha i podczas gdy jego towarzysze, pośród których znajdował się przyszły generał Marbot, prześcigali się aby udzielić mu pomocy, odezwał się pewnym głosem: "Drobnostka... podajcie mi rękę, abym mógł się podnieść". Nie zdawano sobie sprawy z ciężkości ran. Postawiony na nogi, marszałek natychmiast upadł, powalony przez ból. Sierżant zawołał żołnierzy, którzy nieśli ciało generała Pouzeta, aby poprosić ich o płaszcz, w którym go transportowali, lecz Lannes poznał szynel i zawołał: "To ten mojego biednego przyjaciela, pokryty jeszcze jego krwią... Nie chcę, aby mi służył. Już raczej mnie ciągnijcie, jeśli będziecie mogli..." ![]() Według zasad wprowadzonych przez Larreya od pierwszych kampanii rewolucyjnych, służba zdrowia powinna posuwać się za oddziałami walczącymi i trzymać się blisko pola walki, niosąc pomoc nieszczęsnym, których pielęgniarze zdołali wynieść spod ognia. Ta całkiem nowa koncepcja chirurgii wojskowej zapewniła swemu wynalazcy popularność i szacunek oraz uczyniła go jedną z najbardziej poważanych osobistości armii cesarskiej. Każdy oddział posiadał dzięki niemu swój "latający ambulans", złożony z własnego personelu, materiałów i pojazdów tak aby żołnierze zaangażowani w walkę wiedzieli, że mogą liczyć na pomoc w razie zranienia. Ówczesna chirurgia, ze względu na brak anestezjologii i aseptyki, oferowała jedyną szansę na sukces w szybkości interwencji, podczas gdy wszyscy ranni pozostawieni sami sobie na długie godziny a nawet dni, jak było to regułą zeszłego wieku, byli skazani praktycznie na śmierć po cierpieniach, nie mając nawet pociechy w widoku lekarza pochylającego się nad ich agonią. ![]() Larrey wydawał się bardzo zaniepokojony. Był przekonany, iż należy dokonać amputacji niezwłocznie, aby dać księciu szansę na przeżycie, jednak, ze względu na wielką odpowiedzialność, nie odważył się przeprowadzić operacji na polu bitwy. "Wyznaję, iż była to jedna z najtrudniejszych sytuacji mojego życia, jednak zebrałem wszystkie siły i poprosiłem o obecność wielu chirurgów [...]" Konsultacja przerodziła się w żywą dyskusję. Larrey podtrzymywał z wigorem swoją teorię o jak najszybszej interwencji, doradzał natychmiastową amputację lewej kończyny i zastrzegał konieczność reagowania w podobny sposób w wypadku prawej nogi, jeśli zajdzie taka potrzeba w ciągu kilku najbliższych dni. Ze względu na autorytet jego opinia przeważyła i do niego naturalnie należał honor dzierżenia skalpela. Aby znaleźć odrobinę schronienia postanowiono przenieść chorego na wyspę Lobau pośrodku Dunaju, wykorzystując jedyny niezniszczony most. Transport odbył się bez zakłóceń. Larrey kazał położyć nosze na ziemi i rozłożył obok nich niezbędne narzędzia. Teraz, kiedy kości zostały rzucone, odzyskał swoją zimną krew. W obecności swoich towarzyszy, którzy śledzili najmniejszy jego gest, wziął się do roboty, wiążąc uprzednio wokół pasa biały fartuch. Opatrzenie prawego kolana nie przedstawiało żadnej trudności i wymagało tylko kilku chwil. Larrey przystąpił następnie do amputacji poszarpanej kończyny. W ciągu dwóch minut operacja była zakończona podczas gdy nieszczęsny marszałek, skrajnie wyczerpany, był w stanie tylko po cichu skarżyć się na ból. Wobec tego alarmującego odrętwienia lekarze postanowili pozostawić marszałka na wyspie, aby spędził tam noc. Położono księcia na stercie płaszczy kawaleryjskich robiąc namiastkę łóżka, podczas gdy gałęzie i liście wzajemnie przeplecione tworzyły pod głową iluzję ochrony przed wiatrem i wilgocią. Zaledwie Lannes został tak ułożony, pojawił się Cesarz. Napoleon rozmawiał z marszałkiem Masseną, gdy sztafeta przyniosła wieść o nieszczęściu, którym dotknięty został książę Montebello. Natychmiast pojawił się u boku Lannesa, trawiony przez prawdziwe emocje. Spotkanie miało miejsce w półmroku. Wszyscy świadkowie zgadzają sie, że miało charakter wzruszający. Cesarz, w uniformie strzelców konnych gwardii i w legendarnym kapeluszu na głowie, zeskoczył z konia i pojawił się u boku swego towarzysza. Klęknął na trawie i obejmując go powiedział: - Lannes to ja, Bonaparte, poznajesz mnie? - Tak sire - odpowiedział marszałek słabym głosem - ale za dwie godziny stracisz najlepszego przyjaciela. - Nie Lannes, będziesz żył i nie będzie moim udziałem doświadczanie bólu rozstania z Tobą. - Pragnąłbym sire być jeszcze użyteczny dla Francji i dla Twojego Majestatu. - Larrey Cię ocali. ![]() Nazajutrz, po nocy wypełnionej bólem, specjalnie przysłana przez Cesarza barka odnalazła marszałka, aby zabrać go na lewy brzeg Dunaju, do małej wioski Ebersdorf, gdzie stało kilka budynków. Lannes znalazł azyl w domu piwowara, gdzie położono go w pokoju na pierwszym piętrze, znajdującym się nad stajnią. To właśnie tam w godzinach rannych 23 maja złożył mu drugą wizytę Larrey. Zastał swego pacjenta skarżącego się na ciężkość głowy i silne bóle w górnej części tułowia nie pozwalające znieść nacisku przykrycia. Oddech był przerywany przez głębokie westchnięcia, nawet słowa wydawały się świadczyć o delirycznym stanie. Od wielu godzin był męczony przez intensywne pragnienie. Jedyną wodą, którą można było mu oferować była ta z Dunaju, jednak ostatni przybór uczynił ją tak błotnistą, że trzeba było filtrować ją przez koszule, aby uczynić choć trochę przezroczystą. Marszałek, który obserwował z zainteresowaniem tę operację i uważał, iż znajduje się w sytuacji marynarza umierającego z pragnienia na środku morza, przyjął duże ilości tego niezdrowego napoju a lekarz wydawał się być przekonany, iż takie postępowanie, po sporej utracie krwi, przyczyni się do osłabienia chorego. W rezultacie zalecił dać mu ciepłe wino i bulion na bazie mięsa końskiego, przyprawiony, z braku soli, prochem. Ranny był nieco pocieszony. Wysiłki Larreya wydawały się przynosić wspaniałe rezultaty. W czasie następnej wizyty sam był zaskoczony widząc księcia mniej przybitego. Marszałek, który słuchał z zachłannością słów nadziei, wyrażanych przez Larreya, odzyskał odwagę. Zadawał nawet pytania o słynnego mechanika wiedeńskiego Mestera, aby zlecić mu jak najszybciej wykonanie sztucznej nogi, która pozwoliłaby mu wsiadać na konia. Cesarz, przebywający w pokoju w momencie, kiedy ranny formułował te plany na przyszłość, był pewny jego wyzdrowienia. Poprawa była jednak krótkotrwała. Stopniowo pojawiały się sygnały infekcji, podczas gdy okropny odór rozlewał się po miejscu gdzie leżał marszałek. Równolegle do procesów gangrenowych, stan ogólny pogarszał się. Sześć dni po amputacji, nikt już nie żywił więcej iluzji i fatalne zakończenie wydawało się nieuchronne. ![]() Albert Paul Bourgeois, Derniers moments du Marechal Lannes a la bataille d'Essling. 22 mai 1809 Jak było do przewidzenia to postępowanie nie spowodowało żadnego zelżenia symptomów i stan księcia Montebello pogarszał się z godziny na godzinę, przy powtarzających się uderzeniach gorączki. Napoleon, mając okazję widzieć go podczas jednej ze swych wizyt i aby znaleźć sposób na ulżenie w cierpieniach marszałka, postanowił zwrócić się o pomoc do słynnego Francka, dawnego lekarza Józefa II. Ten, przywieziony z Wiednia w powozie Cesarza, nie mógł zrobić nic innego, jak zaaprobować terapię wdrożoną przez swych kolegów. Nauka, zarówno francuska jak i austriacka, wydawała się bezsilna w ratowaniu tego, którego nazywano już "Rolandem armii". Od tego czasu zakończenie zbliżało się wielkimi krokami. Marszałek, którego siły opuszczały niemal na oczach patrzących, wpadł w kompletne delirium, jednak krótkotrwałe, jak mówił Larrey. Wierzył, iż jest znowu na polu bitwy, wydawał rozkazy, zarządzał manewry. Umierający, który nie rozpoznawał już nikogo od kilku godzin, odzyskał na krótko jasność umysłu. Rozmawiał nawet ze swoją żoną, pięciorgiem dzieci, z ojcem. Jednak ten przypływ świadomości skończył się szybko. Spokojnie zapadł w śpiączkę i zmarł 30 maja o świcie, dziewięć dni po otrzymaniu rany. Ta śmierć spowodowała głęboką konsternację. Oficerowie i żołnierze doświadczali szczerego smutku i uważali odejście marszałka Lannesa niemal za żałobę narodową. Jednak tym, który manifestował najbardziej przejmujący żal, był Cesarz. ![]() Pierre-Narcisse Guérin, La Mort Du Général Lannes (duc De Montebello) Jednakże liczne spotkania, jakie odbył z marszałkiem w poprzednich dniach miały przebieg dramatyczny. Lannes, czując zbliżającą się śmierć, zaczął używać wobec swego suwerena sposobu mówienia z młodości, kiedy to będąc generałem republikańskim i pokładając ufność w chwałę Bonapartego, uważał, że miał prawo mówić do niego per "ty". Liczni świadkowie przywoływali żywe słowa wypowiadane przez konającego: "Nie mówię tego, aby zainteresować Cię losem mojej rodziny, ona będzie nazywać się: książęta Montebello... nie mam potrzeby rekomendować Ci mojej żony i dzieci, Twoja chwała każe Ci zająć się nimi, nie obawiam się zwracając się do Ciebie z tymi ostatnimi prośbami przyjaźni, że wydasz odpowiednie dyspozycje... Twoja ambicja jest nienasycona, ona Cię zgubi... Masz wokół siebie tylko pochlebców, nie widzę żadnego przyjaciela, który odważyłby się powiedzieć prawdę... Zdradzą Cię, opuszczą... Śpiesz się, aby zakończyć tę wojnę, to powszechne życzenie... Nie będziesz już tak potężny, ale będziesz wielbiony... Wybacz umierającemu słowa prawdy... Ten umierający Cię kocha..." Słowa te wypowiedziane były głosem wystarczająco silnym, aby były słyszane w sąsiednim pokoju, gdzie znajdowały się liczne osoby, m.in. pokojowiec Constant i lekarz Cadet de Gassicourt. Wszyscy byli zaskoczeni śmiałością marszałka i spokojem Cesarza, kiedy wyszedł z pokoju. Kiedy tylko minęło pierwsze zaskoczenie, rozmowa została upubliczniona i obiegła armię. Napoleon później jej zaprzeczał, zapewniając, że próbowano rzucić cień na pamięć o marszałku, usiłując przekonać, iż w trakcie swej strasznej agonii, wpadł on w furię i zmarł złorzecząc Cesarzowi. "Co za absurd!" powiedział później do Las Casesa. "Lannes mnie uwielbiał. Był jednym z nielicznych ludzi na świecie, na których mogłem liczyć. To prawda - dorzucał ze smutkiem - że w swoim wybuchu mógł uniknąć kilku słów przeciw mnie [...]" Idąc śladem Cesarza także memorialiści deklarowali, że Lannes wyzionął ducha nie przestając okazywać najgłębszego przywiązania do niego i że co prawda formułował kilkakrotnie surowe sądy, ale reagował w ten sposób przebywając w delirium i będąc bez świadomości wypowiadanych słów. Nie kwestionowano tego wystąpienia, ale starano się pomniejszyć jego znaczenie, wkładając w usta człowieka, który utracił kontrolę nad swoimi myślami. Wydaje się kuriozalne, że jednym z obrońców tej tezy był sam Larrey... W istocie, czy jest aż tak nadzwyczajne, że książę Montebello, korzystając z pełni wolnej woli, ostrzegał szczerze swego suwerena przed niebezpieczeństwami jego polityki? Lannes, który w głębi serca kochał swój kraj i dowódcę, mógł czuć się zmuszonym służyć po raz ostatni jednemu i drugiemu, wyrażając bez ogródek punkt widzenia sporej części towarzyszy broni. Jak by nie było naprawdę, zaraz jak marszałek zamknął oczy, Napoleon wyraził życzenie, aby jego ciało zostało zabalsamowane w celu przetransportowania do Francji. Do tej delikatnej operacji wyznaczył Larreya. Zwłoki przewieziono do Schoenbrunn, do miejsca oddalonego od zabudowy mieszkańców. Z pomocą Cadet de Gassicourta, usunięto wnętrzności i zamoczono ciało już wchodzące w stan rozkładu, w wannie sublimatu, po dokonaniu odpowiednio głębokich nacięć skalpelem. Ten sposób maceracji, w czasie której powtarzano zamoczenia dwa lub trzy razy, trwał osiem dni. Zwłoki, nadmiernie spuchnięte, zostały złożone do swego rodzaju beczki, specjalnie przygotowanej do transportu ładunku do Strasburga. Po przybyciu na miejsce, wyjęto je i złożono w sali merostwa. Ciało umieszczono w sieci, gdzie suszono je za pomocą ognia podtrzymywanego dzień i noc. Następnie zawinięto "po egipsku", owijając cały korpus bandażami, z wyjątkiem głowy. Po uroczystej ceremonii złożono je w ratuszu, gdzie rok później pojawiła się księżna. Pomimo wysiłków balsamistów, nieszczęsna marszałkowa z trudem i wielkim bólem rozpoznawała rysy tego, który był jej mężem, w zdeformowanym obliczu, które jej zaprezentowano. Zniknięcie Lannesa było prawdziwą stratą dla Napoleona i dla armii. Cesarz nigdy nie pogodził się z tym, że nie ma już u swego boku tego, którego poznał "pigmejem", a którego zostawił "gigantem". Nazajutrz po jego śmierci napisał do wdowy: "Straciłem najbardziej zasłużonego generała moich armii, towarzysza broni od szesnastu lat... jego rodzina i dzieci będą miały zawsze szczególne prawo do mojej opieki..." Istotnie liczne dekrety zabezpieczyły potomkom Lannesa pensje, dotacje, zaszczyty, wypłacane z dóbr narodowych, a kiedy Cesarz ożenił się z arcyksiężniczką austriacką, wybrał na damę dworu nowej władczyni księżnę Montebello. ![]() Actions Glorieuses et Faits d'Armes du Maréchal Lannes. Aquatinte chez Charon & Bulla "...Nauczyliśmy się, mówił wielki wygnaniec, nie zarzekać się na nic. Jednak nie sądzę, aby było możliwym widzieć go pozbawionym honoru czy nie wypełniającego obowiązku. Zresztą taki wypadek nie zaistniałby. Tak dzielny, jak on, niewątpliwie dałby się zabić w ostatniej chwili, albo przynajmniej, gdyby był ranny, znalazłby się na uboczu, z dala od centrum wydarzeń... Jednakże, gdyby był dostępny, należał do ludzi, którzy mogli odmienić bieg rzeczy, swoim własnym ciężarem i wpływem..." |
||
|
|
||||||||||||
|
||||||||||||