
Na przełomie lipca i sierpnia wizerunek Bonapartego ukazał się w kioskach w popularnym czasopiśmie "Historia", w numerze tematycznym "Napoleon - prawdziwy ojciec Europy" (zdj. 1). Artykuły francuskich autorów (m.in. J. Boudon, J.Tulard, A. Pigeard) przypominają czytelnikowi w chwalebnym tonie, co zrobił Bonaparte dla Europy, a dalej następuje część "Nasz wielki mąż w ocenie reszty świata". Drużyna reszty świata składa się z Hiszpana, Australiczyka, Amerykanina, Belga, Szkota i Polaka (piszącego te słowa). Oczywiście występują między nami znaczne różnice ocen, moje najbliższe są Amerykaninowi i Francuzom. I choć redaktorzy nie ustrzegli się paru błędów w adjustacji tekstu, to moją główną myśl dobrze oddaje dobrany przez redakcję tytuł "Integracja wspólnoty rozpoczęła się dwieście lat temu".
Kolejny stustronnicowy zeszyt tematyczny opublikował we wrześniu dziennik "Figaro" pod tytułem "Bonaparte - symfonia heroiczna" (zdj. 2). Wielcy autorzy, piękna szata graficzna, no i na pewno duży nakład.
Kąśliwe, czasem złośliwe, czasem wesołe, osiemdziesiąt stron wydał we wrześniu satyryczny tygodnik "Charlie hebdo" (zdj. 4), ale w kioskach równocześnie pojawił się regularny numer "Napoleon 1er" z obszernym artykułem o Pruskiej Iławie (zdj. 3) i pismo telewizyjne "Tele Cable" zapowiadające wielogodzinny serial telewizyjny w popularnej France 2 (7, 8, 14, 15 października o 20.55 - zdj. 5). Na ulicach Paryża pojawiły się bilboardy zapowiadające 1 października pierwsze przedstawienie "To był Bonaparte" Roberta Hosseina (zdj. 6). Hossein przyzwyczaił już publiczność do niezwykłych spektakli, ale tym razem zapowiadał, że jego Bonaparte przejdzie wszystko co do dotychczas zrealizował.
Nie ma wątpliwości, iż serial telewizyjny i spektakl Hosseina zderzą się w odbiorze.
Telewizyjny film Yves Simoneau pokaże w ciągu siedmiu godzin, w czterech odcinkach, takie gwiazdy jak Depardieu jako Fouche, Malkovicha jako Talleyranda, Rosselini jako Józefinę. Napoleona gra doświadczony Christian Clavier, który przed premierą wyznał, iż film kosztował go dwa i pół roku życia.
Hossein na gigantycznej, blisko stumetrowej scenie przedstawia w ciągu dwóch godzin 55 epizodów z życia Bonapartego od czasów Rewolucji do cesarskiej koronacji. Na głównego bohatera wybrał nowicjusza Fabrizio Rongione, Belga o włoskim pochodzeniu.
Bonaparte pojawia się i znika w grze świateł, huku wystrzałów, tupocie wojska (biegają po całej sali), ale także w scenach w rodzinnym domu, we dwoje z Józefiną, czy znowu w tumulcie w St. Cloud 18 Brummaire'a. Świetna scena w Egipcie dramatycznie zwalnia tempo. Dyskusja polityczna i filozoficzna prowadzona po arabsku i po francusku podwójnie wydłuża się przez powolne tłumaczenie zdania po zdaniu na oba języki...
Na scenie pojawia się kilkadziesiąt historycznych postaci i setki statystów, a dekoracyjnym tłem są powiększone fragmenty znanych płócien epoki. Całość prowadzi trochę nudny narrator - Talleyrand.
W zgodnej opinii pierwszych widzów Bonaparte nie miał jeszcze tak gigantycznej prezentacji scenicznej. Załączam parę zdjęć, aby choć trochę oddać atmosferę spektaklu. (Zdjęcia Agence Gamma pochodzą z programu, brak w nim zastrzeżenia reprodukcji elektronicznej, ale odradzam inne formy wykorzystania).
Tak więc, pełno Napoleona nad jesienną Sekwaną. Niektórzy napoleoniści już obawiają się przesytu szerokiej publiczności i postacią, i epoką. Odpowiadałem im, iż od przybytku głowa nie boli, lepsze wyprze gorsze, ale jest w czym wybrać.
Smutno, iż na polskim rynku z trudem można znaleźć jedną czy drugą opasłą książkę i to tłumaczoną. W kinie "Pan Tadeusz" nie robi wiosny, a któż dziś pamięta Beatę Tyszkiewicz i Gustawa Holoubka w filmie "Marysia i Napoleon"?
Krzysztof Ostrowski