Napoleon.org.pl English     Deutsch    
Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni

Antoni Paweł Sułkowski
(1785-1836)


Antoni Paweł Sułkowski urodził się 31 grudnia 1785 roku w Lesznie, w zamku należącym do jego ojca Antoniego ówczesnego wojewody kaliskiego. Matką była Karolina von Bubna und Littitz ze znanej czeskiej rodziny w tym czasie całkowicie już zniemczonej. Karolina była drugą żoną Antoniego. Z pierwszą Marianną Działyńską rozwiódł się z powodu jej rozrzutności i co było o wiele gorsze, bezpłodności. Działalność ojca powodów do chluby nie przynosi. Był tatuś blisko związany z Repninem a za działalność na sejmie rozbiorowym (1772) został odznaczony wielką wstęgą orderu św. Andrzeja. Później w nagrodę za aktywną działalność w konfederacji targowickiej został Kanclerzem Wielkim Koronnym. W domu mówiono po niemiecku nic więc dziwnego, że ten właśnie język był pierwszym którego nauczył się nasz bohater. W wieku 8 lat znalazł się w Warszawie a jego pierwszym nauczycielem był Johann Schmidt nauczyciel niemieckiego w Szkole Rycerskiej. Podczas tego pobytu młody Sułkowski był świadkiem wydarzeń insurekcyjnych oraz szturmu Pragi. Być może to obserwacja tych wydarzeń sprawiła, że w późniejszym czasie tak zdecydowanie opowiedział się za Polską bo z domu rodzinnego wzorców patriotycznych wynieść nie mógł. Nie długo po upadku powstania rodzina wróciła razem do Rydzyny gdzie w 1796 zmarł ojciec. Młody Antoni kontynuował naukę we Wrocławiu a następnie na uniwersytecie w Getyndze. Ukończył uniwersytet w 1804.
Kliknij
Posługuje się wówczas już biegle językiem francuskim i od tego czasu jego korespondencja będzie prowadzona właśnie w tym języku. Zgodnie z ówczesnymi standardami jako młody arystokrata wyrusza w podróż po Europie dla "przetarcia się w świecie". Odwiedza Warszawę, Puławy, Petersburg, Drezno i Berlin. Na początku 1806 roku zawitał do Paryża w którym świętowano jeszcze zwycięstwo pod Austerlitz. Nazwisko otwiera mu najważniejsze salony Paryża nie wyłączając Tuilieres. Pobyt w Paryżu przerywa wycieczka do Holandii. Po powrocie do Paryża we wrześniu 1806 zastaje już atmosferę wojenną. Będąc poddanym króla Prus musi co prędzej opuścić Francję. Podróżuje razem z ówczesnym ambasadorem Prus Knoebelsdorfem. Będąc w Moguncji dowiaduje się o zwycięstwie pod Jeną i Auerstädt. Kierując się do Polski, chcąc ominąć teatr działań wojennych, nadal w towarzystwie Knoebelsdorfa kieruje się na Uznam a stamtąd wynajętym statkiem rybackim do Gdańska. Następnym etapem jest Toruń. Tutaj dowiaduje się, że Francuzi wkroczyli już do Poznania a Dąbrowski rozpoczyna organizację Wojska Polskiego. W tym momencie Antoni Sułkowski musiał podjąć ostateczną decyzje co do dalszej drogi życiowej. Pod pozorem spotkania z matką żegna się z Knoebelsdorfem i okazując uzyskany od niego paszport mija ostatnie posterunki pruskie. Przeprawę prze Wisłę ułatwiają mu dla odmiany Francuzi którym tym razem okazał wyciągnięty z zanadrza paszport podpisany jeszcze w Paryżu przez Talleyranda. Zdążył do Poznania na dwa dni przed Napoleonem. Był bardzo cennym nabytkiem dla nowo organizujących się struktur cywilnych i wojskowych. Poparcie takiego posesjonata dla sprawy Polski była ogromną zachętą dla wielkopolskiej szlachty. Wszak
"Znając jego majątek każdy szlachcic powie:
Musi to być rzecz pewna, gdy są z nią Panowie."
Zamek w Rydzynie
W początkach grudnia 1806 roku obejmuje dowództwo 1 pp. przejmując je od Ksawerego Działyńskiego. Pułk jak wiadomo formował się w Gnieźnie. Młody 21 letni wówczas Antoni Sułkowski był młodzieńcem bardzo głęboko przekonanym o swoich wybitnych zdolnościach i wielkim przeznaczeniu. Nawet korona przyszłej Polski to nie było dla niego zbyt wiele. W pisanych później listach do żony niejednokrotnie wspominać będzie o swej szczęśliwej gwieździe i czekającej tuż za progiem wielkiej karierze. Kariera wojskowa i szybki awans mogły być pomocne w rozwiązaniu problemów finansowych. Ordynacja rydzyńska od śmierci ojca borykała się z problemami finansowymi. Odpadło od ordynacji Leszno sprzedano również wspaniałą kolekcję porcelany miśnieńskiej zgromadzoną jeszcze przez dziada Aleksandra Józefa. Tymczasem z nowoutworzonym pułkiem należało wyruszyć w pole. Na początku 1807 w ślad za wcześniej detaszowanym pierwszym batalionem Sułkowski pomaszerował na czele drugiego batalionu pod Tczew. Objął tam dowództwo nad całością swojego pułku. Chrzest bojowy zarówno pułku jak i jego młodego dowódcy wypadł bardzo udanie. Sułkowski na czele drugiego batalionu szturmował bramę Gdańską. Jako jeden z pierwszych wkroczył do miasta. Zwrócił na siebie uwagą zarówno dowódców polskich jak i francuskich. Za udział w swojej pierwszej bitwie został 6 lutego 1807 r. odznaczony krzyżem kawalerskim Legii Honorowej. Następny etap kampanii to oblężenie Gdańska. Pod koniec kwietnia pułk zostaje skierowany pod Kołobrzeg i bierze udział w oblężeniu miasta. Niedługo po przybyciu na miejsce Sułkowski organizuje uroczyste obchody rocznicy Konstytucji 3 Maja. Zadbał przy tym aby informacja o trzeciomajowych obchodach dotarła do wiadomości ogółu. W Gazecie Poznańskiej ukazał się list pułkownika opisujący uroczystości, jak również przybliżający czytelnikom działalność pułku pod Kołobrzegiem. W ostatnich tygodniach oblężenia zachorował na febrę. Z tego powodu czas ten spędził na leczeniu w Szczecinie i Białogardzie. Po zakończeniu kampanii marszałek Lefebvre wystąpił z wnioskiem o awans dla Sułkowskiego do stopnia generała brygady. Szczęście i zamierzony cel wydawały się blisko. Niestety wniosek marszałka Napoleon ocenił krótko; "za młody". Nominacja w wieku 22 lat byłaby ewenementem (dwa lata wcześniej niż sam Cesarz). Na domiar złego nie znalazł się na liście obdarowanych przez Napoleona donacjami. Natomiast znalazł się wśród pierwszej grupy oficerów wyróżnionych krzyżem Virtuti Militari. Patent został podpisany 1 stycznia 1808 i nosi numer 569. W tym momencie należało szybko szukać innego sposobu wyjścia z kłopotów finansowych, które powiększyły się na skutek poniesionych kosztów w związku z wystawieniem pułku. Sposobem było małżeństwo z zamożną i posażną panną. Wybór padł na Ewę Kicką, córkę Onufrego Kickiego, byłego szambelana ostatniego króla Polski. Człowieka majętnego i wpływowego. Ślub odbył się w Warszawie 14 stycznia 1808 r. w kościele św. Krzyża. Małżonka oprócz kilkuset tysięcy złotych wniosła Sułkowskiemu coś nie mniej cennego, a mianowicie rodzinne koneksje. Sułkowski chociaż znany i szanowany w Wielkopolsce w Warszawie nie uchodził za człowieka wpływowego. Dzięki małżeństwu zbliżył się do Puław a także znalazł się w kręgu Grabowskich, Sobolewskich czy Gutakowskich. Był to element budowania pozycji do czego, jak dowiadujemy się z listów do żony, przykładał niezwykłą wagę. Utrata przez pułk numeru 1 i skrywana niechęć do Ks. Poniatowskiego sprawiły, że z zadowoleniem przyjął wiadomość o wymarszu jego pułku, wówczas już noszącego numer "9", do Hiszpanii. Logicznie rozumując, że pod bokiem Cesarza szybciej osiągać będzie kolejne szczeble kariery wojskowej nie przejmując się ostrą rywalizacją w samym Księstwie.
Latem 1808 po przeglądzie dokonanym przez Davouta w Łowiczu, pułk dziewiąty wraz ze swym dowódcą wymaszerował do Hiszpanii. Hiszpania jako cel nie był znany Sułkowskiemu dowiedział się o nim dopiero we Francji. Interesującym epizodem z owego marszu jest paryskie spotkanie z Senfftem. Tak o tym pisał do żony: "Wieczór 28 spędziłem w domu generała Valence gdzie spotkałem ambasadora Saksonii Senffta. Odbyliśmy długą rozmowę. Był o tym tak przekonany, że omal nie porzuciłem tej idei, bo jest to człowiek bardzo uczciwy, który pragnie tylko dobra Polaków." Pewien bark logiki i związku między drugim zdaniem i następnymi wynika z tego, że znajdujący się tam fragment listu dotyczący spotkania został zamazany. Niewątpliwie Sułkowski nie uległ namowom Senffta tak jak Feliks Potocki ale rozmowa musiała pozostawić spore wrażenie. Smaczku całej sprawie dodaje mianowanie w listopadzie 1809 roku Adama Bojanowicza na stanowisko adiutanta (zanim Sułkowski otrzymał oficjalną nominację generalską). Bojanowicz należał do gatunku niespokojnych duchów. Podobno związany był z różnymi podobnymi sprzysiężeniami. Być może miał pełnić rolę swoistego łącznika lub pośrednika w ewentualnych, przyszłych kontaktach z Senfftem. W sierpniu 1812 Sułkowski postanowił pozbyć się Bojanowicza. Pisał o tym do żony: "Wiesz, że lubię Bojanowicza, ale jego humory i zdrowie często mnie drażnią. Byłem na tyle nieostrożny, że kiedyś dopuściłem go przez chwilę do poufałości przez co jest niemożliwe przywrócenie właściwego stosunku jaki powinien istnieć między przełożonym i podwładnym." Ponieważ zabiegi o awans i przeniesienie adiutanta u ks. Poniatowskiego nie odniosły skutku dlatego w dalszej części listu czytamy: "... Zwracam się więc do Ciebie. W wojsku litewskim jest sporo awansów porozmawiaj o tym z panem Stefanem chciałbym aby zrobiono go szefem batalionu...Nie zna on tych wszystkich zabiegów, jakie podjąłem, ale kiedy wręczę mu patent, rozstanę się z nim w taki sposób, że nie będzie się na mnie uskarżał a przeciwnie, będzie żałował mnie i zachowa szacunek i przywiązanie, jakie jest mi winien." W efekcie w 1813 Bojanowicz został szefem batalionu w 16 pp.
Tymczasem początek działań w Hiszpanii przyniósł wiele rozczarowań. Ciężka służba patrolowa do tego złe stosunki z miejscową ludnością. Nie przynosiło to spodziewanej chwały. W tym czasie Sułkowski stara się pogłębić swoją wiedzę wojskową, dużo czyta w jego lekturze pojawiają się dzieła z zakresu teorii prowadzenia wojen jak i prace historyczne. Pierwszy sukces przychodzi w czerwcu 1809. Jest nim obrona Toledo. Chociaż S. Kirkor w swej pracy "Pod sztandarami Napoleona" eksponuje postać szefa batalionu Grotowskiego to jednak obroną Toledo dowodził Sułkowski. Następnie 11 sierpnia w bitwie pod Almonacid po śmierci pułkownika Sobolewskiego w krytycznym momencie podrywa polską dywizję do ataku na wzgórze Los Cerrojones przyczyniając się do wspaniałego zwycięstwa. Po śmierci Sobolewskiego i odejściu rannego i schorowanego Potockiego zostaje Antoni najstarszym rangą polskim oficerem i powoli staje się faktycznym dowódcą dywizji. W listopadzie 1809 doszło do bitwy pod Ocana. Polska dywizja stanowiła znaczącą część lewego skrzydła armii pod dowództwem gen. Levala. Właśnie lewym skrzydłem Francuzi rozpoczęli natarcie. W decydującym momencie bitwy Sułkowski dowodzący 1 brygadą Polskiej dywizji pochwycił sztandar 4 pułku i ze słowami: "Lepiej umrzeć, niźli zhańbić honor wojska polskiego" ruszył na nieprzyjaciela pociągając za sobą resztę żołnierzy. Książe jest ceniony, szanowany powszechnie mówi się o jego nominacji generalskiej. Ale nominacja nie nadchodzi. Nadchodzą natomiast wówczas informacje o pokoju w Schönbrunnie. Sułkowskiemu trudno się pogodzić z faktem, że Księstwo Warszawskie nie odzyskało w całości obydwu Galicji. Wszystko to razem powoduje podkopanie dotychczasowego zaufania do Cesarza. Postanawia za pośrednictwem żony prosić Ks. Józefa o odwołanie go do Warszawy. Tuż przed wyjazdem mianowany zostaje przez gen. Sebastianiego gubernatorem Malagi. Podczas krótkiego urzędowania otrzymuje od króla Józefa Krzyż Kawalerski Orderu Królewskiego Hiszpanii. Na wezwanie Poniatowskiego wiosną 1810 wyrusza do Polski. Podobno dopiero w Paryżu dotarła do niego oficjalna nominacja generalska. Niestety i tu czeka go niespodzianka. Okazuje się, że nominacja nie jest podpisana przez Cesarza ale przez Fryderyka Augusta na wniosek Ks. Józefa. Gdy wszystko staje się jasne Sułkowski opuszcza Paryż nie czekając na powrót Napoleon i ewentualną audiencję. Udaje się do Rydzyny do ukochanej żony a następnie do Warszawy. Będąc jeszcze w Hiszpanii i czytając doniesienia o kampanii 1809 w Księstwie Sułkowski wyrażał w listach uznanie dla postępowania ks. Józefa. Z dawnej niechęci do Pniatowskiego nie ma już śladu. Po przyjeździe do Warszawy obejmuje komendę wojskową w departamencie płockim a następnie warszawskim. Potem dowodzi oddziałami strzegącymi granicy na Bugu. Wiosną 1812 w trakcie toczących się już przygotowań do wojny obejmuje dowództwo 20 brygady jazdy w skład której wchodziły 5 pułk strzelców konnych Kurnatowskiego i 13 pułk huzarów Tolińskiego. Pozostanie zagadką dlaczego oficer piechoty objął brygadę jazdy a nie piechoty. Przypuszczać należy jedynie, że mogły tu decydować względy prestiżowe. Podwładni traktowali swego dowódcę z pewną rezerwą we wspomnieniach Aleksandra Fredry możemy przeczytać: "Sułkowski, jakkolwiek uprzejmy, pełen honoru, odznaczającej się odwagi, nie umiał pozyskać ufności podwładnych jako dowódca brygady. Oficer piechoty zapominał często, że jazdą dowodzi. Nieraz płaciliśmy krwawo infanteryjskie jego obroty. Początek kampanii jest pełen entuzjazmu i ufności w końcowy sukces. Rychło jednak, co wynika z korespondencji, zaczyna dostrzegać poważne mankamenty kampanii. Co ciekawe dostrzega to stosunkowo wcześnie gdy unikało to jeszcze uwagi innych.
Przeczy to zdecydowanie późniejszej opinii o nim jakoby nie miał własnego zdania i dawał się powodować innym. 20 brygada unika strat w pierwszym okresie wojny pierwszym jej poważnym zadaniem jest bitwa o Smoleńsk. Sułkowski wraz z podległymi mu pułkami osłania prawe skrzydło polskiego korpusu. W trakcie tzw. "rewii pojednania" po bitwie znajduje się pośród 88 (89?) odznaczonych krzyżem Legii Honorowej tym razem już oficerskim. Wspaniałą kartę zapisuje Sułkowski w bitwach pod Czirikowem a szczególnie pod Winkowem. Henryk Dembiński tak opisuje udział generała w bitwie: "Książe Sułkowski nietęgi był manewrzysta... Lecz jeśli słowa komendy jego nie były stosowne do szyku naszego, przykład waleczności błąd swój poprawił, gdyż jak tylko dał komendę , puścił się galopem na batalion czoło kolumny rosyjskiej formujący. A że konie żołnierskie były słabe i już pierwszą szarżą zmęczone, przybyliśmy przed batalion w 7 koni, licząc w to księcia Sułkowskiego. Jadąc obok niego z lewej strony, mówię , lecz on z zimną krwią odpowiada Wpadliśmy w ten batalion w 7 koni nim pułk za nim nadążył." Brawurowa szarża pod dowództwem ks. Antoniego uratowała skórę kawalerii Sebastianiego. Niestety generał otrzymał w trakcie walki dwie rany, jedną w brzuch od pchnięcia bagnetem i drugą, postrzał kulą karabinową w stopę. Z tego powodu zdał dowództwo brygady, która i tak stopniała w tym czasie do rozmiarów szwadronu. Od tej pory podróżował w powozie. Szczęśliwie przebył Berezynę w pierwszym dniu przeprawy (26 listopada) a następnie przez Wilno dotarł do Warszawy w połowie grudnia. W początkach 1813 roku gdy trzeba było podjąć trud odbudowy armii gen. Antoni Sułkowski zachował się niezwykle lojalnie mimo nie wyleczonych jeszcze ran zdecydowanie opowiada się przy ks. Józefie i jego koncepcji, odrzucając myśli o dymisji. Poniatowski powierza mu dowództwo departamentu warszawskiego oraz występuje do Fryderyka Augusta z wnioskiem o awans do stopnia generał dywizji. Nominację otrzymał ks. Antoni 3 lutego 1813 r. Wyprzedził w tym awansie aż sześciu starszych służbą generałów. W reorganizującej się armii Sułkowski zabiegał o stanowisko szefa sztabu armii Księstwa Warszawskiego wakujące po śmierci Fiszera. Przegrywa jednak z Rożnieckim. Objął natomiast naczelne dowództwo jazdy zwolnione właśnie przez Rożnieckiego. Poniatowski rozumiejąc zależność dalszych losów Księstwa od postawy Austrii starał się zgromadzić w swoim otoczeniu ludzi ustosunkowanych na dworze wiedeńskim. Do takich osób niewątpliwie należał syn hrabiny von Bubna und Littiz. Ponadto ojciec ówczesnego rezydenta Austriackiego w Warszawie Bauma, służył niegdyś w Rydzynie. Stał się więc ordynat Rydzyński osobą bardzo pomocną w rokowaniach z Austriakami. Stosunki z Baumem ułatwiły wówczas Sułkowskiemu załatwienie paru spraw finansowych i osobistych. Między innymi w przesłaniu pieniędzy żonie, która w tych dniach przebywając we Wrocławiu spodziewała się ich drugiego dziecka. Gdy w maju przyszło opuszczać Kraków ks. Antoni stanął na czele piątej, ostatniej, kolumny wojsk Księstwa podążającej w kierunku Saksonii. W utworzonym w Saksonii z przybyłych tam Polaków IV korpusie jazdy książę obejmuje dowództwo 8 dywizji w skład której weszły 19 bryg. Turny z 6 i 8 pułkami ułanów oraz 20 bryg. Weyssenhofa z 13 pułkiem huzarów i 16 pułkiem ułanów. W toczącej się kampanii 1813 ponownie daje się poznać jako solidny i odważny dowódca. Zdobywa sobie coraz większą popularność wśród wojska. Po klęsce Lipskiej wycofuje się wraz z resztą wojska polskiego na zachód. Nic nie wskazuje na to aby brał czynny udział w intrydze Krukowieckiego. Odmawia przejęcia dowództwa, gdy z propozycją taką zgłosiła się do niego grupa oficerów, w której oprócz samego inicjatora zamieszania, byli pułkownicy Siemiątkowski, Kossecki, Oborski, Dwernicki oraz major Rzuchowski. Krukowiecki nie rezygnując z prób usunięcia Sokolnickiego ze stanowiska Naczelnego Wodza interweniuje u Cesarza. Ten mając wówczas inne problemy do rozstrzygnięcia przystaje na sugestię Krukowieckiego mówiąc "Niech więc będzie Sułkowski". Tak to 20 października 1813 roku ziściły się marzenia księcia Antoniego o naczelnym dowództwie Wojska Polskiego. Ale okoliczności były nie do pozazdroszczenia. Mnożą się dezercje, resztki armii są na progu kompletnego rozprzężenia. Działając w zgodzie z wolą i chęcią wielu podległych mu oficerów przedstawia Napoleonowi ich problemy i "nadzwyczajne zaniepokojenie o ich przyszłość" i prosi nawet o, jak się wyraził, możliwość "powrotu do ich ognisk". Uzyskał wówczas obietnicę od Cesarza przedstawienia sposobu rozwiązania problemu Polaków w ciągu 8 dni. Obietnica przyniosła pewne uspokojenie nastrojów ale dezercje chociaż zmniejszyły się, to jednak nie ustały. Kryzys ze zdwojoną siłą wybuchł podczas przeprawy Wielkiej Armii prze Salę. Napoleon polecił Sułkowskiemu wzmocnić częścią jazdy siły gen. Lefebvre'a. Próba wykonania tego rozkazu przez Sułkowskiego wywołała w szeregach znaczne poruszenie. Padały oskarżenia o próbę rozczłonkowania polskiego korpusu. Chcąc przeciwdziałać niezadowoleniu we własnych szeregach książę Antoni udał się do Cesarza. Rozmowa była bardzo przykra. Napoleon po zbyt śmiałej uwadze uczynionej przez polskiego dowódcę odebrał ją jako przejaw niesubordynacji i to w momencie gdy część artylerii była zagrożona przez następującego Blüchera. Zganił więc Sułkowskiego używając "wyrażeń żołnierskich". Oburzony takim potraktowaniem Sułkowski udał się do polskiego obozu i tam zdał relację z ostatniej rozmowy. Ponieważ jeszcze przed tą rozmową padały pod adresem głównodowodzącego zarzuty, że wiąże się z Napoleonem dla własnych korzyści nie dbając o los wojska (ot, taki przykład polskiego piekiełka) Sułkowski składa wobec oficerów uroczyste przyrzeczenie, dając słowo honoru, że nie przekroczy Renu z Napoleonem. Sytuację próbował ratować Murat. Chcąc załagodzić konflikt nadaje dowódcy resztek VIII korpusu Krzyż Wielki Orderu Królewskiego Obojga Sycylii. Tymczasem po upływie owych ośmiu dni 28 października w okolicy Schluchtern Bonaprte jedną przemową do polskiego korpusu oficerskiego odzyskał w pełni nadwątlone zaufanie. Niemal cały korpus gotów był dalej maszerować u boku Cesarza do Francji. Postawa taka postawiła Sułkowskiego w bardzo niezręcznym położeniu. Jako człowiekowi honoru nie pozostało mu nic innego jak złożyć dymisję. Wraz z nim odchodzą Henryk Zabiełło pełniący obowiązki szefa sztabu oraz adiutanci: Józef Kamiński, Feliks Karczewski, Konstanty Zabiełło i Roman Zbijewski. Zapewne nie tak wyobrażał sobie swoje dowództwo armii Księstwa. W tych dniach okazało się jednak, że nie był w stanie właściwie kierować podwładnymi. Tak naprawdę to nie on kierował ale dziejące się wokół wydarzenia nim powodowały. Złożyło się na to niewątpliwie wiele czynników. Po pierwsze sytuacja była obiektywnie trudna i pole manewru niewielkie, po drugie Sułkowski jako najmłodszy z generałów zarówno wiekiem jak i stażem wojskowym nie miał potrzebnego w takich razach autorytetu. W drodze do Drezna gen. Schwarzenberg proponuje Sułkowskiemu przedstawienie go monarchom i "wyrobienie odpowiedniej pozycji". Tak w owych czasach eufemistycznie nazywano przejście na drugą stronę barykady czyli po prostu zdradę. Książe Antoni zdecydowanie odmawia. Na początku 1814 roku pojawia się w Warszawie. Aby położyć kres szerzącym się pogłoskom o porzuceniu armii wydaje drukiem własny opis wydarzeń z okresu dowodzenia armią Księstwa. Zaczyna czynnie działać przy odbudowie Polskiego Wojska. W komisji wojskowej obejmuje sprawy prawodawstwa. W styczniu 1815 obejmuje dowództwo dywizji strzelców konnych z nadziejami na objęcie dowództwa całości jazdy. Wydarzenia 100 dni nie wzbudzają w nim entuzjazmu traktuje je z niechęcią. Pisze wówczas do żony: "Z niemałą satysfakcją widzę tą klęskę, to posuwa naprzód nasze sprawy, a cała ta jego przygoda byłaby szkodliwa dla nas gdyby się powiodła." Zakończenie Kongresu Wiedeńskiego przyjmuje z nadzieją jak większość współczesnych mu Polaków. Napisał wówczas: "Nie ma co się wahać. Ta nowa Polska pod berłem szlachetnego Aleksandra będzie mała i uboga wprawdzie ale to będzie Polska, będzie miała to święte imię... Będzie co będzie pozostanę wierny tej arcydrogiej Polsce". W lipcu 1815 uczestniczy w delegacji do Paryża, która ma złożyć hołd Aleksandrowi w imieniu nowo utworzonego Królestwa Polskiego. Daje się nabrać na teatralne sztuczki Aleksandra. Podziwia jego polski mundur i przypięte do niego ordery Orła Białego i Św. Stanisława. Tymczasem po audiencji Aleksander do swojego adiutanta Antoniego Ożarowskiego miał powiedzieć: "Po odegranej komedyi aktorowie zrzucają mundur. Wracam do munduru rosyjskiego, a ciebie mianuję kawalerem Orła Białego." Mówiąc to zawiesił wstęgę wraz z orderem na piersi adiutanta. Na usprawiedliwienie Sułkowskiego należy dodać, że nie tylko on dał się zwieść zabiegom "Talmy Północy". We wrześniu 1815 roku Antoni został adiutantem Aleksandra i już jako jego adiutant uczestniczył w wielkiej rewii wojsk rosyjskich pod Paryżem. Po powrocie do kraju czeka go jednak rozczarowanie. Dowództwo całości jazdy za sprawą Konstantego przypada Rożnieckiemu. Dodatkowo charakter Konstantego i jego sposób bycia sprawiają, że rezygnuje z dowództwa dywizji pozostając jednak nadal adiutantem Cara. Podobno jak pisze R. Bielecki w rozmowach z Carem próbował podejmować sprawę przyłączenia do Królestwa ziem zaboru rosyjskiego ale w odpowiedzi otrzymywał tylko grzeczne ogólniki. Zniechęcony do dalszej działalności politycznej w 1818 roku prosi o zwolnienie ze służby. Swoją uwagę kieruje na rodzinę i sprawy majątkowe. W styczniu 1820 Król Fryderyk Wilhelm III nadaje mu Order Orła Czerwonego I klasy. 13 grudnia 1820 doczekał się wreszcie swojego następcy. Po czterech córkach Taidzie Karolinie(1810), Helenie(1812), Ewie(1814) i Teresie(1815) przyszedł na świat upragniony syn August Antoni Aleksander Józef. Niestety po porodzie żona zapadła na zdrowiu. Umarła w 1824 po długiej chorobie. Była dla Sułkowskiego osobą najbardziej chyba kochaną i zaufaną. W tym samym czasie książę powraca do życia publicznego. Jako ordynata Rydzyńskiego Fryderyk Wilhelm mianował go członkiem pruskiej Izby Panów, a w 1827 marszałkiem pierwszego sejm stanowego Księstwa Poznańskiego. W swojej działalności dba o język polski i polski charakter szkolnictwa w Księstwie Poznańskim. Na wieść o wybuch Powstania Listopadowego waha się nad dalszymi swoimi krokami. W rozmowie z Chłapowskim i Mycielskim stawia warunki swojego przystąpienia do powstania. Domaga się dowództwa nad wydzielonym oddziałem, chcąc odegrać w powstaniu rolę znaczącą. Ostatecznie jednak w trosce o swoją liczną rodzinę i obawiając się sekwestru majątku rezygnuje z wyjazdu do Warszawy. Po upadku powstania stanął w obronie jego uczestników i znacząco przyczynił się do złagodzenia represji. W 1834 ponownie zostaje marszałkiem sejmu stanowego. Sejm obradował w atmosferze ogólnego przygnębienia. Na sali posiedzeń nie było posłów uczestników powstania. Pomimo to Sułkowski wzywa do "śmiałych wystąpień i protestów w imię spełnienia historycznego obowiązku". Ponowiona zostaje petycja do króla o przyjęcia Polaków na urzędy oraz o rozszerzenia nauczania języka polskiego. W 1836 młodsze z dzieci księcia zachorowały na szkarlatynę. Antoni pielęgnując je osobiście zaraził się od nich i niedługo potem 13 kwietnia zmarł. Według relacji świadków konający, siedząc w fotelu, powtarzał: "Jeszcze Polska nie zginęła".
Pochowany został w krypcie książąt Sułkowskich pod prezbiterium kościoła parafialnego pw. św. Stanisława bpa w Rydzynie.
Opinie współczesnych o księciu Sułkowskim nie były jednak zbyt przychylne. Był młody, majętny, robił w wojsku, rzec by można, oszałamiającą karierę czyli mamy aż trzy dobre powody do niechęci otoczenia. Ale zapewne nie tylko zazdrość czy zawiść były przyczynami tych opinii. W postawie księcia Antoniego musiało być również coś co zniechęcało. Fredro napisał, że miał "twarz przyjemną ale hardą" z kolei Wirydiana Fiszerowa w swoich wspomnieniach określiła go jako "niezbyt zdolnego i niepospolicie próżnego". Jednakże nikt nigdy nie podważał jednej jego cechy, patriotyzmu. Na zakończenie przytoczmy słowa z listu do żony pisanych pod Moskwą: "Płonę z niecierpliwości, by was zobaczyć, ale drżę na myśl, że jeżeli pokój będzie zbyt wcześnie zawarty, interesy naszego kraju mogą być trochę pominięte. Jeśli byłoby tak i jeśli trzeba byłoby zapewnić nasze szczęście dłuższym pozostaniem tutaj, wyznaję wam, że niezależnie od tego jak bardzo was kocham i jak bardzo mam dość niedostatku, zmęczenia i zimna.... to przecież wolę pozostać tu jeszcze rok niż widzieć kraj takim, jakim stałby się w wyniku zbyt rychłego pokoju".

Kliknij
Kliknij aby powiększyć

Krypta książąt Sułkowskich pod prezbiterium kościoła parafialnego pw. św. Stanisława bpa w Rydzynie


Opracowane na podstawie:

Antoni Paweł Sułkowski "Listy do żony z wojen napoleońskich" ze wstępem Roberta Bieleckiego
"Sułkowscy życie i dzieło" -Materiały z sesji naukowej "Sułkowscy - życie i dzieło" Rydzyna 1998
A. Dusiewicz "Tarutino 1812"
M. Łukaszewicz "Armia księcia Józefa"
M. Kukiel "Wojna 1812"

Cześć materiałów do opracowania biogramu otrzymałem dzięki bezinteresownej pomocy pana Zdzisława Molińskiego kustosza i dyrektora zamku w Rydzynie. Chciałbym mu tą drogą jeszcze raz podziękować.

WPK





Copyright © 2001 - 2014  NapoleonTeam
Wszelkie Prawa Zastrzeżone