Poniższy tekst jest fragmentem pracy magisterskiej pod tytułem "Kodeks honorowy oficerów Armii Księstwa Warszawskiego". Celowo usunięto elementy aparatu naukowego, pytania o źródła, także o pewne umieszczone w przypisach informacje w razie konieczności pojawią się na forum. Wszelkie pytania o uniwerek, promotora, recenzenta proszę kierować na adres: unclean0@poczta.onet.pl. W kwestiach merytorycznych zapraszam do dyskusji na
forum. Dziękuje twórcom forum i jego uczestnikom za pomoc w realizacji.
Unclean
Motywy postępowania oficerów Armii Księstwa Warszawskiego były wielorakie. Wynikały z różnorodności zadań jakie przed nimi stawiano, sytuacji z jakimi stykali się oficerowie w codziennym życiu a także z samych różnic jednostkowych, indywidualnych predyspozycji czy wychowania. Można by jednak pokusić się o pewną systematyzację tych motywów. Badania socjologiczne i psychologiczne przeprowadzone w czasie II wojny światowej w armii USA wyliczają między innymi takie motywy postępowania żołnierzy:
- poczucie obowiązku
- duma osobista i szacunek dla własnej osoby
- pobudki ideowe (patriotyzm)
- poczucie solidarności grupowej (koleżeństwo, przykład)
- chęć przetrwania
- mściwość, gniew, chęć odwetu

Jakkolwiek nie możemy stwierdzić z pewnością czy przeprowadzenie takich badań ponad wiek wcześniej przyniosło by podobne wyniki, możemy zaryzykować, że dla grupy społecznej jaką są żołnierze mogły by być bardzo zbliżone. Trzeba w tym miejscu jednak zadać pytanie: Czy motywy te możemy połączyć z szeroko rozumianym pojęciem honoru? Czy może honor jako wartość sama w sobie powinna znaleźć się jako kolejny motyw postępowania żołnierza? Moim zdaniem i tak i nie. Honor jako wartość, motyw do działania, może istnieć jako samodzielny wyznacznik pewnych zachowań, jednak motywy takie jak: poczucie obowiązku, duma osobista i szacunek dla własnej osoby, solidarność grupowa, patriotyzm, w ujęciu naszej pracy nie mogą być rozpatrywane jako elementy nie związane z uczuciem honoru osobistego czy narodowego. Motywy powyższe determinowane były przez wiele innych czynników takich właśnie jak chęć przetrwania, chęć odwetu, zwykły ludzki strach czy cały wachlarz ludzkich uczuć nie pozostających przecież bez znaczenia dla wszystkich zachowań żołnierzy. Jednak, co podkreślić należy, i tu kodeks honorowy rozwiązywał wiele dylematów, decydował o wyborze odpowiednich dla siebie zachowań. Honor więc w naszym ujęciu i kodeks honorowy współtworzył sumienie oficerów Księstwa Warszawskiego, nie był słowem pustym, był determinantem życia tychże ludzi. Trzeba jednak sprawdzić jak dalece kierował tym życiem i czy rzeczywiście racje miał Napoleon mówiąc że:
Honor wyklucza zawieranie z nim kompromisów.
Patriotyzm a honor
Niemniej ich (oficerów) pragnieniem, jak też wszystkich prawdziwych Polaków, nigdy nie była i być nie mogła rezygnacja na zawsze ze swych domów i zerwanie wszelkich słodkich więzów krwi i przyjaźni, jakie od kołyski łączyły ich ze współobywatelami. Ich pragnieniem nie mogło być dobrowolne wygnanie, opuszczenia ojczyzny dla służby we własnym interesie innemu narodowi ani pragnienie umierania bez celu ni pociechy na ziemi w klimacie obcym. Pragnieniem ich nie było wreszcie, by imiona ich i pamięć o nich zniknęły nędznie bez żadnej łzy, żadnej oznaki współczucia, żadnej pomocy z przyjaznej ręki, która by osłodziła ich ostatnie chwile i uhonorowała ich mogiły. Ich najgorętrzym pragnieniem będzie zawsze natomiast ujrzenie znów drogiej ojczyzny. Słowa Karola Moellera, zaadresowane do marszałka Cesarstwa Louis'a Berthier'a są chyba wykładnią myśli większości oficerów i żołnierzy legionowych. Ci właśnie będąc z dala od swoich domów odczuli najwyraźniej ich brak. Nie tylko przecież, nie mieli wolnej ojczyzny, ale i znajdowali się z dala od uciemiężonego kraju. Cały przecież pomysł zorganizowania Legionów zasadzał się na nieprzepartej chęci wywalczenia wolności. Jednakże wielu postronnych postrzegało Polaków jako awanturników, ba kondotierów nawet walczących u boku Francji jedynie z chęci zysku własnego. Jednakże oficerowie w swej masie doskonale wiedzieli jaki cel przyświeca ich postępowaniu.
Dalekie to były wprawdzie widoki, aby służąc Francji, odzyskać byt polityczny ojczyzny, ale wojskowi polscy przekładali walczyć przeciw tym, którzy ją rozszarpali, niż żyć w upokorzeniu na ujarzmionej ziemi. Upokorzenie to mogło wynikać z faktu, iż jako żołnierze nie zdołali uchronić ojczyzny przed upadkiem, tym samym urażony został ich oficerski honor. Jednakże najważniejszym było chyba, nie tyle przeświadczenie osobistej klęski, ile uczucie iż hańba dotknęła cały naród, a jego honor wymagał zmycia jej wszelkimi dostępnymi sposobami. Wiele razy spotkali się oficerowie z trudnymi dla nich pytaniami. Odezwa Hiszpanów do walczących z nimi Polaków wielu przyprawiła o zakłopotanie. Odwołali się Hiszpanie do honoru Polaków właśnie
sami wolności pozbawieni, nachodzicie by w niewolę pogrążyć mówiła odezwa i pozostało milczeć, bo
niejednemu wyrwało się tęskne westchnienie z myślą o oddalonej rodzinnej krainie, gdzie i gór nie brak, i pięknych widoków, a choćby i mniej piękne były, najdroższe bo swoje. Stawali w tym momencie oficerowie przed konfliktem moralnym. Czy opuścić szeregi wojska i zostawić sztandary przed którymi składali przysięgę wierności i tym samym oddać hołd dzielnym Hiszpanom? Czy walczyć dalej i pogrążyć wolny naród w niewolę? Przed oczami zawsze stawała ojczyzna a honor wzbraniał opuszczenia szeregów. Pozostawało milczeć gdy grenadier francuski po ataku na klasztor Santa Engracja w czasie oblężenia Saragossy żądał odpowiedzi:
Jakim sposobem królestwo polskie mogło być zdobyte? Nie widział bowiem wcześniej takich dowodów męstwa i poświęcenia. Walczyli oficerowie o dobre imię nie tylko wojska ale i kraju. Honor nie pozwalał przywdziewać mundurów obcych, starano się jak najmocniej, aby narodowy charakter wojska pozostał nie naruszony. Gdy jeszcze w 1799 roku chciano rozwiązać kompanie polskiej artylerii legionowej, a żołnierzy i sprzęt rozdzielić pomiędzy kompanie Republiki Cisalpińskiej, zostawiono oficerom wybór: albo
wynijść w kadry artylerii cisalpińskiej, albo na nadkompletnych do infanterii legionowej - pisze wprost Wincenty Aksamitowski -
żaden pierwszego przyjąć nie chciał. Była to bowiem sprawa honoru narodowego właśnie, bo przecież jako "nadkompletni" nie mogli liczyć na pełne gratyfikacje finansowe, przedkładano jednak nędzę i niepewny los nad posądzenie o "kondotierstwo". Józef Dąbrowski zdawał sobie sprawę doskonale z faktu iż z dala od ojczyzny żołnierz jak i oficer mogą szybko wpaść w rutynę i szczere idee zastąpić może zimna kalkulacja. szybko wyznaczył generała Rymkiewicza na stanowiska szefa korespondencji legionowej i ścisłe utrzymywanie tejże polecał. Chodziło w tym ruchu głównie o utrzymywanie więzi z krajem, aby myśli wszystkich bliskie były ojczyźnie i utrzymywały morale żołnierzy i honor oficerów na wysokim poziomie. Wszyscy czuli byli na wszelkie zarzuty o kondotierstwo, bo myśli ich ciągle ku ojczyźnie były zwrócone. Gdy 17 października 1797 roku Napoleon podpisuje pokój z Austrią w serca wkrada się rozpacz i wielkie zniechęcenie.
Generałowie potracili głowy; puszczano krew Wielhorskiemu, zachorował Dąbrowski, Kniaziewicz z połowę swej energii stracił. Jednak wielu wraca w szeregi, sam Dąbrowski pisze że:
tylko z myślą o Ojczyźnie przypasał na nowo oręż, że wobec pokoju należy uzbroić się w cierpliwość, wykazać jedność, zdobyć przyjaźń ludów, by z czasem powiedziano, że Legiony zbawiły Polskę. Jednak nie wszyscy posiadali tak nieprzeparta wiarę w Napoleona, gdy 9 lutego 1801 roku stanął kolejny pokój w Luneville, nie widzą szans dla realizacji swych celów i honor nakazuje im odejść, aby nie narazić się na miano najemnika.
Nic więc Polaka do Francji nie wiązało. Jam zaś przekonany, że już nie za ojczyznę walczyłyby Legie, postanowiłem celem utrzymania honoru narodowego, że Polak najemnikiem być nie umie, podać się do dymisji, co zrobiłem, a za moim przykładem kilkudziesięciu oficerów. Wiele jednak jeszcze oficerów przewinęło się przez pola bitew Europy, czy to jako żołnierze Księstwa Warszawskiego na żołdzie Francuskim, czy to wśród "swoich" walcząc poza granicami kraju. I tam zawsze najlepiej uwidacznia się, że honor narodowy Polaków: to właśnie miłość do ojczyzny, strach przed zhańbieniem imienia Polski i pragnienie wsławienia go w świecie. Gdy w bitwie pod Ocana zachwiały się szeregi 4 pułku piechoty dywizji Księstwa Warszawskiego, nacierające na umocnione pozycje hiszpańskie, książę Sułkowski wziął sztandar drugiego batalionu i z okrzykiem:
Kto Polak za mną! zatrzymał uciekających i zdobył pozycje nieprzyjaciela Obawa o dobre imię Polski była naturalnym stanem wielu oficerów. Starano się jak najlepiej ułożyć stosunki z ludnością cywilną, aby opinii o Polakach nie zszargać. Jednakże jak mówi Załuski
w każdym narodzie, a nawet w każdym pułku są ludzie niejednakowego wychowania i zdarzyło się przecież nie raz wstydzić za rodaków. Nie tylko przecież poza granicami myślano o ojczyźnie. Gdy 22 listopada 1806 roku wzywał generał ziemski i organizator wojska w departamencie kaliskim Paweł Skórzewski obywateli pod broń, także miłość do ojczyzny z honorem połączył i obowiązek obrony tejże ludziom honoru powierzał:
...do Was mówię, nie tylko gwałtownie teraz potrzeba Ojczyzny lecz i własny Wasz przemawia honor. Ten woła Was, abyście teraz, mając po temu czas i sposobność okazali waleczność swoją.... I rzeczywiście wielu odpowiedziało na ten apel. Przyznać jednak należy, że nie zawsze sam tylko obowiązek i honor skłaniał do wstąpienia w szeregi. Piękne mundury i chęć "pokazania" się były dla wielu, jeśli nie najważniejszymi to przynajmniej ważnymi motywami. Podkreślić jednak trzeba, iż wśród kolegów, przełożonych, starych wiarusów i weteranów uczyli się szybko nie tylko "sztuki wojennej", ale i dojrzałego świadomego patriotyzmu. Poświęcenie jednak i odwaga Polaków nie wystarczyło by powstrzymać upadek Księstwa Warszawskiego, jednak postawa Polaków we wszystkich wojnach napoleońskich uratowała z pewnością honor Polski i jej żołnierzy. Do rangi symbolu urosła śmierć księcia Józefa Poniatowskiego w nurtach Elstery:
Wkrótce odzyskał jednak przytomność i z pomocą adiutanta dosiadł z trudnością konia, lecz już się chwiał na siodle. Zaczęto go ze wszystkich stron zaklinać, aby się dał opatrzyć i oddawszy komendę innemu generałowi, zachował się dla ojczyzny. lecz odwaga księcia z niebezpieczeństwem wzmagać się zdawała. - Nie! Nie! - zawołał - Bóg mi powierzył honor Polaków. Bogu tylko go oddam. Można by się spierać zarówno o prawdziwość tej sceny jak i racjonalność postępowania Poniatowskiego. Przecież jako wódz naczelny wojska polskiego, był z pewnością bardziej potrzebny żywy niż umarły. Czy nie było to bohaterstwo na wyrost? Czy w tym momencie honor nie stanął w przeciwieństwie do rzeczywistych potrzeb kraju? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Książę Poniatowski był postacią wyjątkową w swoim rodzaju, poczucie honoru było dla niego uczuciem nadrzędnym, jednak mógł przecież bez utraty tegoż dać się opatrzyć i odprowadzić w bezpieczniejsze miejsce. Pojawia się tu jednak kolejny konflikt moralny. Walczyć do końca, do przysłowiowej "ostatniej kropli krwi"? Czy może lepiej za wszelką cenę przeżyć i w chwili dogodniejszej podjąć walkę? Takie pytanie musiało powstać w sercu niejednego oficera, jednak książę Poniatowski dylematu takiego widać nie miał. Kiedy szło o honor Polaków, a więc i ojczyzny wybrał śmierć. Musimy też przyjąć że w momencie takiej decyzji był Poniatowski w sile umysłowej wystarczającej do podjęcia trzeźwej oceny sytuacji i dokonania wyboru najlepszego (dla swego sumienia w tym przypadku, bo trudno mówić o wyborze najlepszym dla księcia jako osoby fizycznej) Założenie to nie musi być jednak wcale prawdziwe bo jeśli rzeczywiście wypowiedział te słowa, było to w momencie gdy był już czterokrotnie raniony (piątą ranę od kuli otrzymał już w nurtach rzeki) i z ledwością utrzymywał przytomność. Jednak nie można też chyba przekreślać możliwości zaistnienia takiego zdarzenia bowiem sam książę wielokrotnie dał dowód temu iż honor narodu wiele dla niego znaczy. Kiedy po klęsce wyprawy moskiewskiej dokonywano nadludzkich wysiłków, aby odtworzyć zdziesiątkowane pułki, pisał do żołnierzy Poniatowski:
W odezwie, którą dziś do waszej podaję wiadomości, niosę wam najchlubniejszą, jedyna polskich rycerzy, prawdziwie godna nagrodę, głos wdzięcznej ojczyzny za zapewnioną na zawsze krwią waszą imienia Polaków sławę. [...]. Wkrótce nowych wojowników hufce, obok waszych umieszczone szeregów, ochoczo w wasze wstępując ślady dowiodą, że nie powierzchowność ani jednostajność stroju, lecz święta miłość Ojczyzny i odziedziczona od przodków waleczność zrównały polskiego żołnierza z niezwyciężonymi pierwszego w świecie wojska rotami. Będziecie zapewne umieli cenić tak szanowny braci waszych i współobywateli zapał, a wspierając doświadczeniem waszym pierwsze ich w polu sławy kroki raz jeszcze okażecie światu, że jak Polak dla Ojczyzny się rodzi, tak zawsze dla niej umierać jest gotów. Jak niemożliwie wręcz podobnie brzmi epitafium na grobie Klemensa Liberadzkiego, zmarłego przecież 16 lat wcześniej, w bitwie pod Veroną:
Liberadzki dowódca hufca polskiego, poległ w boju pod Veroną, upomniawszy wprzód swoich, że umrzeć lub zwyciężyć każe prawo ojczyste. I czy to nie honor ojczyzny stał na straży tego prawa? Myślę że tak i to nie tylko tych dwojga.
Dalej >>>