Teraz jest 30 lis 2020, o 08:33

Strefa czasowa: UTC + 2 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: 9 lut 2010, o 12:04 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1248
post użytkownika kmicic.pl
Witam wszystkich (Maciek)

Sprawa pojedynkow zawsze mnie interesowala (sam mieszkajac w Lodzi odbylem bardzo wiele ) Na dole zalaczam rysunek przedstawiajacy gotowego do strzalu i pudlo z bronia i dodatkowym sprzetem - przeznaczone do pojedynkow.

Ze slawnych pojedynkow interesujacych jest kilka:
----
1. Pojedynek pomiedzy mjr. Zablockim, a kpt Haumanem zdaje sie ze z 1797r.
W ktorym Hauman zarzucil Zablockiemu uchylenie sie od pojedynku z Grabinskim.
Poniewaz wytknieto sobie zarzut tchorzostwa (a byla to najciezsza obelga) strzelano sie przez tzw. plaszcz - czyli z bardzo bliskiej odleglosci (prawdopodobnie przez jakis material, prawdopodobnie plaszcz - moze ktos wie wiecej na temat?)
Zablocki idac rankiem na spotkanie byl pelen najgorszych obaw (relacja jego sekundanta - Jozefa Chlopickiego)
Kpt hauman jako wyzwany mial 1szy strzal.
Zablocki padl trafiony w brzuch... zmarl wieczorem 12 maja. Ostatnim jego zyczeniem bylo aby oficerowie "strzegli nienawisci osobistych"
-----
2. Z powodu licznych paszkwili i publikacji zasiana zostala nienawisc miedzy mlodym Krasinskim a staruszkiem Molskim. Byl rok 1807.
Do pojedynku (inni twierdza ze bojki) doszlo w Warszawie na waskiej ulicy Koziej.
Bito sie przy "swiatlach pochodni" a awantura ta stala sie sensacja Warsiafki. Stary, schorowany i wpol slepy Molski zlamal nos dumnemu szwolezerowi Krasinskiemu.
--------
3. Innym pojedynkiem ktory utkwil mi w pamieci bylo spotkanie polskiego szwolezera (nazwisk nie pamietam) znanego z licznych pojedynkow i gwaltownego charakteru z mistrzem szabli - francuzem. Byl to 1szy zabity w pojedynku szwolezer. (jak ktos cos wie wiecej prosze dopisac)
--------
4. W 1806 r. podczas karnawlu....
Po mocno zakrapianym snadaniu zrodzil sie spor pomiedzy Jozefem Krasinskim a mlodym czlowiekiem spotkanym na ulicy, noszacym ubor podobny do munduru Towarzystwa Przyjaciol Ojczyzny. Na pytanie jakim prawem nosi cos takiego i uslyszeniu odpowiedzi:
- Bo go sobie uszylem, a Pan jakim prawem o to pytasz?
Doszlo do szarpaniny w ktorej przechodzien stracil klapy od fraka
Nastepnej nocy odbyl sie pojedynek. Strzelano sie w ogrodach palacu Bielinskiego.
Strzalami zainteresowal sie jednak patrol polcyjny i pewnie dlatego obaj mlodzi ludzie wyszli z awantury bez szwanku....
-------
5. Co ciekawe nieraz pojedynki (lub awantury) powodowaly wiecej zniszczen niz walka 1 na 1.
W teatrze dochodzilo do takich awantur ze goscie uciekali najszybciej jak mogli.
Podczas jednej z takich awantur wezwano na pomoc zolnierzy pruskich.
Bitwa wcalke nie wygasla - wrecz przeciwnie jeszcze sie zaognila. Siegnieto po bron. W wyniku czego pozniejszy kpt. Szwolezerow - Kozicki obcial nos kpt. Loga... (nazwisko nieznane dokladnie ...ale latwo bylo go rozpoznac)
-----
6. Ostatni pojedynek jaki znam to walka odbyta pomiedzy por. Matkowskim a kpt. westwalskich grenadierow.
Bylo to takze w teatrze. Gesto rzucano owocami w jakiegos aktora a Matkowski wygwizdywal go namietnie. Od slowa do slowa doszlo do potrojenego pojedynku (Dolaczyli Bem i Unrug wyzywajac 2 nastepnych westfalczykow.) na szable nieopodal teatru. Po kilku minutach pierwszy Westwalczyk byl ranny w reke, a dwaj pozostali wkrotce dolaczyli do niego.
-------
Czy ktos z was zna odpowiedzi na nastepujace pytania:
1 Czy wyzwany wybieral rodzaj broni?
2. Po ile strzalow oddawano (znalazlem opisy mowiace o "podwojnym strzale")?
3. Znana jest historia polakow ktorzy po pojedynku w ktorym zabili przeciwnika uciekali do Prus aby przeczekac i nie byc poddanym sadom wojskowym. tam doczekiwali (lub nie) amnestii i wracali do sluzby. Czy wiecie cos wiecej?
4. W jednej z ksiazek znalazlem pudlo z bronia, w ktorym dodatkowo umieszczone byly 2 male pistolety. Ponoc sekundanci trzymali je w rekach podczas pojedynku. Pilnujac aby zasady nie zostaly zlamane.... moze macie jakies informacje czy uzyli ich kiedykolwiek?
A moze wiecie cos konkretnego o samych zasadach pojedynku?

to tyle pozdrawiam
maciek


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 9 lut 2010, o 12:07 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1248
Witam,
Sorry, że odzywam się dopiero teraz, ale musiałem wrócić z pracy.
Drogi Maćku/Kmicicu, przykłady przez Ciebie podane tylko w punktach 1,3,4 i 6 można określić jako pojedynki (co do wypadku Krasińskiego z Molskim sprawa jest niejasna, ale wnosząc z obrażeń "opinogórczyka" można sądzić, ze sędziwy wierszokleta po prostu go kijem obił). Opis gdańskiego pojedynku Matkowskiego dał kilka postów wcześniej Castiglione. Pozostałe to bijatyki, albo zwykłe bójki. Pojedynek ma swoje zasady i prawa, których pojedynkujący się zobowiązują się przestrzegać. Ponadto ważna jest też rola sekundantów. Bjatykę w teatrze trudno zatem uznać za pojedynek. Teraz po kolei...
Pytasz się o pojedynek Haumana z Zabłockim. Otóż pewności nie mam, ale prawdopodobnie był to tzw. "pojedynek wyjątkowy na pistolety z jedną bronią naładowaną". Tylko jeden z pistoletów był naładowany, ale było to zamaskowane. Uczestnicy losowali pierwszeństwo wyboru. Wybierał następnie broń, którą przeciwnik trzymał za plecami. Następnie obaj chwytali za przeciwległe krańce chustki (w tym wypadku możliwe, ze płaszcza?) i na dany znak pociągali za spusty. Była to chyba jedna z najbardziej drastycznych form pojedynkowych, bowiem w zasadzie pechowiec który źle wylosował (lub wybrał) nie miał praktycznie szans. Tu umiejętności zastępowano wyrokiem losu. Pokrewnym był tzw. "pojedynek amerykański", gdzie pojedynkujący się losowali spośród dwóch kul - czarnej i białej. Ten, który wylosował czarną miał sobie publicznie palnąć w łeb.



Cytuj:
Czy wyzwany wybieral rodzaj broni?

1. Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba najpierw przeprowadzić rozróżnienie stopnia obrazy. Według Kodeksu Boziewicza, który opierał sie na wcześniej istniejących regułach, istniały trzy stopnie obrazy którą mógł rozstrzygnąć pojdynek.
I stopień (najlżejszy) dotyczył obrazy polegającej na lekceważącym wyrażaniu się o drugiej osobie. Wówczas obrażonemu przysługiwało prawo wyboru broni, zaś obrażonemu formy pojedynku.
II stopień to zelżenie słowami obraźliwymi - wówczas obrażony miał prawo nie tylko do pierwszeństwa wybory broni, ale także wyboru formy pojedynku
III stopień dotyczył rękoczynu, hańbiacego posądzenia uwłaczającego czci osoby posadzonej, oraz obrazy narodu, kobiety i rodziny (a zapewne także pułku i armii). Tu podobnie jak powyżej obrażony miał prawo pierwszeństwo wyboru broni i formy pojedynku, a w przypadku pojedynku na pistolety - do pierwszego strzału (w stopniu I i II losowano).
Jednak kwestia wybory broni nie była zupełnie jednoznaczna. Sam Boziewicz pisze, ze:
"Wprost nadużyciem należy nazwać grasujący w niektórych okolicach Polski zwyczaj, uprawniający wyzwanego do wyboru broni. Niesłychany ów usus, zakradł się do nas, zdaje się niektórych południowo-niemieckich okolic, gdzie ma bardzo starą tradycję. Genezą zaś jego jest średniowieczne rozporządzenie Fryderyka Barbarossy, przyznające wyzwanemu prawo wyboru, miejsca, czasu, broni i sędziego spotkania. Jednakowoż już prao longobardzkie, które pojedynek uznawało za środek dowodowy przed sądem, prawo oznaczania czasu i miejsca nadaje sędziemu, zaś wyzwanemu wybór broni"

Cytuj:
Po ile strzalow oddawano (znalazlem opisy mowiace o "podwojnym strzale")?

2. Ilosć strzałów zależała od stopnia obrazy (jak pisze w art. 320 Boziewicz "Przy najcięższym pojedynku, opiewającym na zupełną niezdolność do pojedynku walczących - dozwolona jest trzechkrotna wymiana strzałów"). Ilosc strzałów ustalali wcześniej sekundanci (pojedyńcza salwa lub dwukrotna).

Cytuj:
Znana jest historia polakow ktorzy po pojedynku w ktorym zabili przeciwnika uciekali do Prus aby przeczekac i nie byc poddanym sadom wojskowym. tam doczekiwali (lub nie) amnestii i wracali do sluzby. Czy wiecie cos wiecej?

3. Całkiem możliwe - możesz podać jakieś konkrety?

Cytuj:
W jednej z ksiazek znalazlem pudlo z bronia, w ktorym dodatkowo umieszczone byly 2 male pistolety. Ponoc sekundanci trzymali je w rekach podczas pojedynku. Pilnujac aby zasady nie zostaly zlamane.... moze macie jakies informacje czy uzyli ich kiedykolwiek?
A moze wiecie cos konkretnego o samych zasadach pojedynku?

4. Nic mi nie wiadomo o dwóch dodatkowych pistoletach - a może służyły one do wypróbowania prochu przez sekundantów? (to oni lub rusznikarz ładowali pistolety)

Na razie to na tyle
pzdr - apacz


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
Trzeba być uprzejmym i dowcipnym wieczorem na balu, a nazajutrz rano umieć polec w bitwie
Stendhal


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 9 lut 2010, o 12:08 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1248
post użytkownika kmicic.pl
witam wszystkich (Maciek)

Mowiac o pojedynkach nie mozna zapomniec o Lasalle'u:

Widzac piekna niewiaste w oknie Lasalle prosto z konia wspial sie na balkon a stamtad do jej mieszkania. Opor byl czysto formalny i sprawa na tym by sie zakonczyla gdyby nie sasiedzi. Doniesli oni o wszystkim narzeczonemu owej niewiasty - kapitanowi altylerii (lub inzynierii).
Ten nie baczac na slawe przeciwnika wyzwal go na szable.
Po ciezkiej walce w ktorej kapitan kompletnie opadl z sil, podczas gdy jego przeciwnik plasal wokol - zostaje przez Lasalle wyplazowany szabla po kazdej nowej probie ataku. Koniec koncow zmeczony, bez sil ...czeka juz tylko na honorowa smierc.. i wowczas zostaje zaproszony przez Lasalle'a na tega popijawe ktora trwa do rana i rozwiewa przynajmniej czesc pretensji...
----------
A co do bijatyk to mam jeszcze 1 przyklad:
W pewnym miescie podczas wystepow - niezbyt urodziwa aktorka grajaca zalotna pokojowke. Podeszla do tematu realistycznie i rozkochala w sobie jednego z widzow - polskiego oficera Kupscia. Trzeba dodac ze z wzajemnoscia.
Niestety sielanke w ogrodzie przerwal zazdrosny narzeczony - syn bogatego wytworcy wedlin. Tenze naiwniak z kijem skoczyl aby ukarac polskiego amanta...
Swoj blad zrozumial gdy jego czolo zetknelo sie z klinga szabli... dlugi czas nie ujrzalo swiatla dziennego.

Maciek


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 9 lut 2010, o 12:10 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1248
post użytkownika kmicic.pl
Czesc Apaczu (Maciek)
Dzieki za odpowiedz. Zawsze doceniam twoja fachowosc.
Wybacz ze pisze troche nieskladnie ale czas mnie goni...

Podane przez Ciebie odpowiedzi bardzo mnie zainteresowaly. Tak sie sklada ze mam ten kodeks. W zwiazku z tym mam do Ciebie jedno pytanie:
Czy kodeks Boziewicza powstal i obowiazywal w epoce napoleonskiej?
Jest to chyba kodeks miedzywojenny, regulujacy tylko zasady pojedynku.
Tak wiec w epoce napoleonskiej mogly istniec odstepstwa od powyzszych zasad.

Co do "bijatyk": dodalem je celowo aby ubarwic dyskusje i uswiadomic czytajacym, ze te czasy nie byly takie "sztywne" (jak sa przedstawiane na obrazach) Ale wrecz przeciwne - pelne dynamiki. Z tego tez powodu nie chce robic statycznych rysunkow dotyczacych tego okresu.
Rozumiem co znaczy pojedynek, a co bojka, ale ta strona internetowa jest tez po to, aby przedstawiac ciekawe fakty, ktore ciezko samemu znalesc.
Nie ma tematu "bojki" i chyba nie bedzie.... totez wykorzystalem okazje i podpialem je tutaj.
-------------
Sytuacja z uciekinierem do Prus miala miejsce w jakims pamietniku wydaje mi sie ze u Bialkowskiego albo Broekere'a (chyba nie u Brandta ani u Grabowskiego).
Wiesz odszukac cos takiego bedzie bardzo ciezko. Jakbym to czytal raz jeszcze i znalazl - wysle ci namiary. Masz to jak w banku!

Postaram sie nie pokrecic faktow....i powiedziec co pamietam:
Polak byl prowokowany na balu przez znanego z zawadiactwa francuza, ktory nawet celowo deptal go po nogach, aby sprowokowac. (byl zazdrosny o polski mundur i powodzenie jakie mial polak) Nasz nie wytrzymai go wyzwal.
Ktoregos z nich "aresztowano" domowym aresztem, aby pojedynek sie nie odbyl.
Ale delikwent uciekl i do walki jednak stanal. Polak wygral, tamten zginal. Rodzina francuza poprzysiagla zemste (a byla ponoc liczna i wplywowa)... ale nasz rodak zwial do Prus gdzie czekal az daruja mu jego wine. Konca nie pamietam czytalem to dosc dawno temu... ale chyba dolaczyl do oddzialu tyle ze innego niz byl.


pozdrawiam
maciek
PS dolaczam dla Ciebie to pudlo z 2 pistoletami. Do ktorego byl dolaczony opis o sekundantach trzymajacych piecze nad pojedynkiem.

Ten post był edytowany przez: Kmicic pl (23.07.2006, 08:26)

Załączona/e miniatura/y
Obrazek zeskalowany


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 9 lut 2010, o 12:11 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1248
Witaj Maćku
Oczywiście, że kodeks Boziewicza nie obowiązywał w epoce napoleońskiej, bo wówczas po prostu nie istniał. Pierwsze wydanie dedykowane zresztą Józefowi Piłsudskiemu ukazało się w Krakowie w 1919 r. (ja mam reprint wydania VIII z 1939 r.) Kodeks ten nie jest jednak jakimś wymysłem autora, ale oparty jest na zasadach obowiazujących przed jego spisaniem (z drukowanych na włoskim kodeksie Gelliego oraz niemieckich Kuhlbachera, Barbasettiego i Bolgara). Boziewicz je tylko uporządkował i "skodyfikował". Na pewno były różnice pomiędzy zasadami opisywanymi u Boziewicza a tymi jakimi wiek wcześniej kierować się mogli oficerowie napoleońscy. Wydaje mi się, że należałoby poszukać ogólnych zasad w przedrewolucyjnym prawie francuskim, bo prawo napoleońskie nie przewidywało pojedynków. Niemniej łatwiej nam się odnieść do Boziewicza jako "punktu wyjścia" niż zasad w głównej mierze niepisanych. Pierwsze spisane reguły pojedynków, jak podaje Szyndler, pojawiły sie w XVIII w., jednakże nie były drukowane, a jedynie krążyły w odpisach. Potem były już drukowane - np. w 1836 r. The Art of Duelling autorstwa Travellera, czy dokładnie z tego samego roku Essai sur le Duel pióra Chateavillarda który popularny nie tylko we Francji, ale i np. w Rosji. Pierwszego polski kodeks honorowy ukazał się dopiero w 1881 r. (Naimskiego "O pojedynkach")
Cytuj:
ze te czasy nie byly takie "sztywne" (jak sa przedstawiane na obrazach)
Eeee... przesadzasz
A ten zestaw którego dałeś zdjecie - bardzo ciekawy... Te króciczki (bo tak zdaje się określa małe pistolety) są chyba zbyt małe, aby używać je w pojedynku. Gdzieś już podobne widziałem ...
pzdr - apacz

_________________
Trzeba być uprzejmym i dowcipnym wieczorem na balu, a nazajutrz rano umieć polec w bitwie
Stendhal


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 9 lut 2010, o 12:13 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1248
post użytkownika Unclean
Witam serdecznie

Piękny temat :D

kilka przykładów:

w1817 roku doszło do pojedynku na Jamajce, a stanęli do niego Henri d'Edville i szkocki kapitan Stuart. Niezwykłość pojedynku polegała na tym, że przeciwnicy stali w wykopanych już grobach oddalonych od siebie na dwa kroki. Strzelali przez tzw. "prześcieradło" czyli chustę, płaszcz, obrus bądź prześcieradło trzymając w lewych rękach przeciwne końce tegoż. Nim jednak padła komenda do strzału d'Edvil nie wytrzymał napięcia i zemdlał

w 1868 roku doszło do pojedynku gdzieś w Ameryce Łacińskiej. Dwaj obłożnie chorzy oficerowie odbyli pojedynek przywiązani do krzeseł (byli tak chorzy że nie byli w stanie stać o własnych siłach). Zapalczywość była tak wielka że strzelano się aż jeden zginął.

Co do ucieczek po pojedynkach były raczej częste. Pojedynki były zakazane. Bulle papieskie już od 855 roku i od soboru w Walencji zakazywały grzebania na poświęconej ziemi poległych w pojedynkach. Potem często je ponawiano. Prawo wojskowe też ich zakazywało.

Napoleon nie aprobował pojedynków i nie wyrażał na nie zgody. Często jednak "przymykał oko" na wieść o takowych. Przegnał z Paryża gen. Reyniera, który zabił w pojedynku gen Destainga (gdzieś na forum o tym jest)

W 1808 po pojedynku gen Franceschi a pułkownikiem Karolem Filangierim, kazał zwycięzcę (pułkownika) przyprowadzić przed swe oblicze i tak miał powiedzieć:

- Pojedynki! Pojedynki! Ciągle pojedynki! Wypraszam je sobie! Muszę karać!... Pan wie, że ich nie cierpię!
- Sire, proszę mnie oddać pod sąd, jeśli Waszej Cesarskiej Mości tak się podoba, ale proszę mnie przedtem wysłuchać.
- Co pan mi może powiedzieć, pan tak wybuchowy jak Wezuwiusz? Przebaczyłem już panu sprawę z Saint-Simonem, ale tym razem nie przebaczę. Zresztą nawet nie mogę [...] w momencie rozpoczęcia wojny [...], kiedy wszyscy powinni się zjednoczyć! [...] To wywoła fatalny skutek. Widzi pan co pan narobił, Józef potrzebuje dobrych oficerów (generał był adiutantem Józefa Bonapartego) a pan pozbawił go dwóch za jednym zamachem, generała Franceschi, którego pan zabił, i siebie, bo nie może pan zostać w służbie Józefa. Uda się pan jako więzień do cytadeli w Turynie. Tam zaczeka pan na moje dalsze rozkazy [...], albo Murat pana zażąda, on wie, co to jest: też ma głowę jak Wezuwiusz; przyjmie pana życzliwie [...] No niech pan zaraz wyrusza! ...

czyli jak widać kara nie była sroga, ba prawie żadna

(cdn. mam nadzieje - może coś z Boziewicza właśnie na temat zasad przytoczę i typów pojedynków


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 9 lut 2010, o 14:02 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1248
post użytkownika Louis Nicolas
Widzę, że temat cieszy się coraz większym zainteresowaniem.


Pojedynek między dwoma oficerami pułku La Tour d'Auvergne: Karolem d'Escorches de Sainte-Croix (który organizował pułk) i Sicaud de Mariole (krewny Cesarzowej Józefiny). Do starcia doszło w lutym 1806 roku, kiedy obaj przebywali na urlopie w Paryżu (wg Sixa).
Guy Dempsey pisze w "U boku Napoleona" tak o genezie konfliktu:

"Wiosną krążyły plotki, że pułkownik [Godfrey de La Tour d'Auvergne - przyp.LN] i jego zastępca podpułkownik Sicaud de Mariole, daleki kuzyn cesarzowej, zarabiają na handlu stopniami w regimencie. Oskarżenia te były na tyle ciężkie, że stały się tajemnicą poliszynela; pewien kadet ze szkoły wojskowej napisał w liście do domu 28 maja 1806 roku, że "oficerowie[...] z regimentu La Tour d'Auvergne zawdzięczają swoje nominacje pieniądzom". Kiedy podpułkownik oskarżył Sainte-Croix (który awansował do stopnia majora), że popełnił takie samo przestępstwo, ten wyzwał go na pojedynek [...]."

Są tu pewne nieścisłości, które wyjaśnię później, a teraz szczegóły pojedynku zaczerpnięte z "Pamiętników" barona Marbot:

"M de M - kuzyn Cesarza - miał także nadzieją na awans na podpułkownika, ale pozostał jedynie majorem. Urażony w swej próżności szukał zwady i udało mu się sprowokować Sainte-Croix pod jakimś błahym pretekstem do podjęcia rękawicy. Ponieważ M de M był bardzo biegły w posługiwaniu się bronią, zarówno palną jak i białą wszyscy jego przyjaciele pewni byli jego właśnie zwycięstwa. Toteż odprowadzili go w wielkiej kawalkadzie do Lasku Bulońskiego, ale na miejsce pojedynku towarzyszył mu już tylko sekundant. Strzelali się i M de M dostał kulę w pierś, która położyła go trupem. Jego sekundant zamiast próbować mu pomóc, albo chociaż zaopiekować się ciałem, spanikował i będąc jedynie w stanie myśleć o tym jak to fatalne zdarzenie wpłynie na jego pozycję u dworu uciekł był w las, a następnie z miasta. Zapomniał w panice nawet o koniu, a tym bardziej o poinformowaniu przyjaciół zabitego. Sainte-Croix z kolei ze swymi przyjaciółmi ruszył do Paryża pozostawiając ciało na łasce losu. Po jakimś czasie przyjaciele M de M nabrali podejrzeń - wszak słyszeli strzały, a młody oficer się nie pojawiał. Ruszyli zatem na miejsce walki i znaleźli jego ciało. Jak można przypuszczać upadając po trafieniu M de M rozbił sobie głowę o jakiś pniak, natomiast owi przyjaciele zbadawszy ciało i znalazłszy jedną ranę w piersi i drugą na głowie doszli do wniosku, że Sainte-Croix zraniwszy swego adwersarza dobił go uderzeniem kolby w głowę. Tym także wytłumaczyli sobie nieobecność sekundanta, który jak mniemali nie będąc w stanie zapobiec morderstwu uciekł na widok tak strasznej zbrodni. Wyciągnąwszy takie oto wnioski całą grupą popędzili do Saint - Cloud i podzielili się tą straszną wieścią z Cesarzową, która ruszyła do apartamentów swego męża domagając się sprawiedliwości. Wydano natychmiast rozkaz aresztowania Sainte-Croix, a że ten nie miał powodu się ukrywać - zatem został szybko schwytany i uwięziony. Niewątpliwie zgniłby w więzieniu, gdyby śledztwa w tej sprawie nie przejął osobiście Fouche - przyjaciel rodziny, który przekonany że Sainte-Croix nie byłby w stanie popełnić takiego przestępstwa natychmiast nakazał poszukiwania zaginionego sekundanta M de M. Znaleziony i dostarczony do Paryża uczciwie zrelacjonował wypadki. Co więcej prowadzący dochodzenie znaleźli niedaleko ciała pniak z wystającym korzeniem, na którym znaleziono krew i włosy zabitego. Sainte-Croix został uniewinniony i uwolniony [wg Sixa, 13 maja 1805 - przyp.LN] ruszył dołączyć do swego pułku w Italii."

A teraz nieścisłości (dotyczące również tekstu Marbot):

1. Inne stopnie Sicaud de Mariole; u Dempseya, który informacje zaczerpnął z biografii d'Escorches de Sainte-Croix pióra Darda (wydana w 1940) mamy szefa batalionu, u Marbot majora; albo Marbot pomieszał stopnie (tzn. chciał napisać, że Mariole z szefa batalionu chciał awansować na majora- bo odwrotnie się nie da ) albo pomylił fakty (czyli Mariole był majorem, a chciał zostać pułkownikiem); osobiście myślę, że był majorem

2. Six podaje, że d'Escorches de Sainte-Croix został awansowany na majora podczas uwięzienia, 31 marca 1806, co wytrąca argument Dempsey o wyzwaniu Sicaud de Mariole z powodu pomówienia o kupno stopnia przez Sainte-Croix;

Cała draka wyszła na dobre zwycięzcy pojedynku, zwrócono bowiem na niego większą uwagę. W przyszłości został adiutantem Masseny (27 luty 1807), generałem brygady (21 lipiec 1809), a następnie hrabią Cesarstwa (15 sierpień 1809, potwierdzony patentem z 14 lutego 1810). Na wyspie Lobau w 1809 bliski współpracownik Napoleona. Otrzymał również Legię Honorową (31 maj 1809) i Wojskowy Order Badenii (8 czerwiec 1809).
Niestety zginął w Portugalii pod Villafranca ( ), 11 października (moje urodziny ) 1810 roku.


Pozdrawiam. B)

edit:
Kolorem niebieskim naniosłem zmiany... , teksty zostawiłem w oryginale


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 9 lut 2010, o 14:07 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1248
Witam!
Widzę, że temat nam powoli nabiera rozpędu
Ja tylko w sprawie tych pistoletów reprodukowanych przez Maćka. Te małe króciczki nie są jak podejrzewałem probierzami do prochu, a raczej tzw. pistoletami podróżnymi (w razie jakichś napadów itp. "przygód"). Nie wyobrażam sobie (i nigdy nie trafiłęm na taką informację) aby sekundanci mieli mieć broń palną - bo i po co? A przypadkowy strzał (nawet w powietrze) mógł sprowokować całą masę kłopotów - np. początek pojedynku w najmniej przewidzianym momencie.
Zastanawiłem się nad kwestią zasad obowiązujących w epoce napoleońskiej. Wydaje mi się, iż były raczej zwyczajowe, al pewności nie mam czy nie opierano się jednak na jakichś pisanych zasadach (najprawdopodobniej z czasów przedrewolucyjnych) warto by prześledzić opisy przynajmniej "polskich" pojedynków, aby wyciągnąć z nich reguły do jakich się stosowano (kto miał pierwszeństwo wyboru broni i typu pojedynku itd).
A' propos pojedynku amerykańskiego to dam moze opis takowego za Szyndlerem
Ofiarą amerykańskiego pojedynku padł w Legionach Dąbrowskiego porucznik Ignacy Gosławski. Gosłąwski służył w II batalionie 2 legii. W czasie wolnym od służby często zasiadał z kolegami do gry w karty i niejednokrotnie uczestniczył w kłótniach wynikłych z nieuczciwej gry. W 1797 r. w Cuneo posprzeczał się i pojedynkował z zawadiaką i karciarzem, kapitanem Franciszkiem Grabskim. Przebywając w 1799 r. w oblężonej przez Austriaków Mantui, Gosławski wziął udział, pod dowództwem szefa 2 legii Ludwika Dembowskiego w brawurowym wypadzie 8 maja na wieś Cresę, gdzie otrzymał ranę. Po kapitulacji twierdzy dostał się do niewoli i był wyieziony przez Austriaków do Leoben w Styrii. Tu, grając w karty, pokłócił się z porucznikiem Janem Białasiewiczem. Ponieważ obaj w trakcie zwady obrzucili się wzajemnie obraźliwymi epitetami, świadkowie zajścia orzekli, ze zachodzi koniecznosć odbycia pojedynku. Jeńcy byli jednakze pozbawieni broni, lecz sekundanci znaleźli na to sposób, wybierając pojedynek amerykański. Ustalili, że rywale udadzą się w ich towarzystwie na most przerzucony przez rzekę Mur, płynącą przez Leoben, i tam bedą ciągnąć słomki. Kto wyciągnie krótszą, sam odbierze sobie życie, skacząc z mostu do rzeki.. Krótszą słomkę wyciągnął Gosławski. Pragnąc upozorować utonięcie w czasie zażywania kąpieli, rozebrał się i skoczywszy w nurt rzeki, zginął. W związku z jego śmiercią wydano oficjalny komunikat, że "z nędzy utopił się w rzece". Okrutny los nie oszczędził również Białasiewicza. Został on pożarty przez rekina 4 listopada 1803 r., gdy próbował się ratować z tonącego statku, który wpadł na rafy Jardines de la Reine koło Kuby. Białasiewicz płynął obok przeciążonej tratwy, stając się łatwą zdobyczą ludojada.
Jako ilustrację dołączam obraz Johna Singletona Copleya obrazujacy podobny wypadek w poblizu Kuby, tyle że w 1749 r. ("Szczęki" mają dłuuugą tradycję )
pzdr - apacz


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
Trzeba być uprzejmym i dowcipnym wieczorem na balu, a nazajutrz rano umieć polec w bitwie
Stendhal


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 9 lut 2010, o 14:09 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1248
post użytkownika Duroc
Cytuj:
Przegnał z Paryża gen. Reyniera, który zabił w pojedynku gen Destainga (gdzieś na forum o tym jest)

Było o tym pytanie w quizie...
Cytuj:
Są tu pewne nieścisłości, które wyjaśnię później, Przede wszystkim dotyczące nomenklatury stopni wojskowych.

Znów ten nieszczęsny "podpułkownik"...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 9 lut 2010, o 14:11 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1248
post użytkownika kmicic.pl
Witam wszystkich (Maciek)

Kapitalne historie... ta z wykopanymi grobami (coz za oszczednosc czasu) i ta z gra w karty i rzuceniem sie z mostu - tragiczna, ale bardzo ciekawa!! (sam bylem swiadkiem jak 2 moich znajomych o malo sie nie pozabijalo, spor dotyczyl zasad gry w chinczyka... mialo nawet dojsc do pewnej odmiany pojedynku, a nawet do sprawy sadowej )

Ja tez dorzuce ciekawa opowiesc o pojedynku - damskim:
Rzecz miala sie w 1792 lub 1793... pomiedzy Lady Almeria Braddock and Mrs Elphinstone. Pani Almeria poczula sie urazona i wyzwala Elphinstone na pojedynek w Hyde Parku. Jak Bog przykazal sekundanci probowali pojednac obie damy lecz wysilki te zniweczyla uwaga dotyczace wieku Lady Almerii...
Natychmiast przyszlo do pistoletow, w wyniku czego Lady Amelia postradala kapelusz. To znacznie zwiekszylo jej furie i spowodowalo zmiane warunkow pojedynku Troszczac sie o reszte garderoby wybrala szable (moze szpady)
Tu juz poszlo lepiej (bez kapelusza musiala byc o wiele szybsza)
Atakowala zawziecie i z furia - zranila przeciwniczke w reke. Po otrzymanej ranie Pani Elphinstone zgodzila sie w koncu przeprosic...

pozdrawiam
Maciek


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 2 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL