Nasza księgarnia

Biblioteka Barwy i Broni

  • Biblioteka Barwy i Broni
  • Ułani Księstwa Warszawskiego 1807-1814
  • Piechota XW wg przepisu 3 września 1810
  • Huzarzy Księstwa Warszawskiego 1809-1813

Włodzimierz Nabywaniec, Seweryn Fredro (1785–1845). Zarys biografii oficera szwoleżerów

O, bracia moi! – wspominał sędziwy Aleksander Fredro – Maksymilianie, opiekunie pierwszych w świat kroków moich – towarzyszu broni – kolego na tym krótkim i wąskim polu autorstwa, któreśmy bez zawiści przebiegli razem … I ty, Sewerynie, z którym uczyłem się, kolegowałem i nareszcie w sąsiedztwie przeszło lat trzydzieści nieodstępnie prawie przeżyłem, jakże mi Was niedostaje! … Jak trudno samemu w przeszłość spoglądać…[1].

Jan Maksymilian, Seweryn i Aleksander – trzej bracia z bardzo zasłużonej dla Rzeczypospolitej rodziny Fredrów, trzej żołnierze napoleońscy, wszyscy o pięknych i ciekawych życiorysach. Niniejszy artykuł poświęcony jest drugiemu pod względem starszeństwa – Sewerynowi Fredrze. Ze względu na brak źródeł mogących w sposób pełen zaprezentować jego życiorys, będzie to w pewnym sensie biografia pretekstowa[2], ukazująca pokrótce dzieje Pułku Szwoleżerów Gwardii.

 

Seweryn Fredro, szef szwadronu szwoleżerów Gwardii Cesarskiej, bohater spod Peterswalde, urodził się 6 grudnia 1787 r. w Nienadowej niedaleko Przemyśla. Był drugim z kolei synem Jacka Fredry i Marianny z Dembińskich. Piękny portret Seweryna z czasów dzieciństwa pozostawił nam Aleksander Fredro: Mój brat Seweryn […] był do swoich lat trzynastu dokładnym egzemplarzem (tak we Lwowie nazwanego) lamparta. Swawolny, nieposłuszny, zawsze w zadeptanych trzewikach i podartej czapce, którą uczył psy aportować, był dla guwernera prawdziwą plagą. Szczególne miał upodobanie szczuć świnie psami i nieraz Cusin, ówczesny guwerner, Francuz, przyprowadzał go za ucho z tego polowania do lekcji i za karę przywiązywał sznurem do stołu. Z tego powodu napisał Seweryn komedię, której osoby były: Cusin, Sewercio, Burda (kundys) i Świnia. Tak to talent dramatyczny w naszym rodzie parł się w górę wszystkimi porami[3]. Tak znakomity komediopisarz wspominał czasy dzieciństwa i nauki spędzone w Nienadowej, Surochowie, później w Beńkowej Wiszni koło Rudek.

Dalszą naukę Seweryn kontynuował w szkołach lwowskich, a po śmierci matki, w początkach 1806 r., wyjechał do Puław, gdzie w szkole dworskiej ks. Czartoryskich już od kilku lat pobierał nauki Maksymilian Fredro. W Puławach Seweryn miał okazję poznać braci Hemplów i ks. Dominika Radziwiłła – późniejszych towarzyszy broni z pułku szwoleżerów[4]. Pobyt Fredrów w szkole dworskiej nie trwał jednak długo, ponieważ… ale tu oddajmy znów głos Olesiowi: Pamiętam dobrze, późna jesień była (1806). W niebieskim gabineciku ogień szemrał na kominku. Mój ojciec i Biegański grali w lombra, Ludwisia haftowała. Ja jako najstarszy, już nie dziecko, jeszcze nie młokos, komenderowałem, w sali zielonej zabawą młodszego rodzeństwa, Cesi, Julcia, Henryczka i Edwardka… Wtem drzwi otwierają się nagle i wchodzi Józef Szumlański z moimi braćmi Maksymilianem i Sewerynem. Pierwszy od dawna bawił w Puławach, drugi od śmierci naszej matki, więc jeszcze niespełna roku. Maksymilian oddał list ojcu. Starsi długo półgłosem rozmawiali. Dzieci poszły spać. Nazajutrz zaprzągnięto do brodzkiej bryki cztery konie srokate, Szumlański kupił od słowa, a w południe już naszych gości nie było. Znowu cisza osiadła na jednostajnych dniach, na wlokących się jesiennych wieczorach. Nikt w domu nie zgadywał przyczyny tych krótkich odwiedzin. Dopiero w kilka miesięcy powierzono mi w największym sekrecie, że bracia są w Warszawie… w polskim wojsku… oficerami… Maksymilian, równie jak i Seweryn zaczęli służyć w 2-gim pułku piechoty Stasia Potockiego[5].

Służbę w 2. pułku piechoty Legii Warszawskiej Seweryn rozpoczął w styczniu 1807 r. w stopniu podporucznika. Możliwe, że brano pod uwagę jego osobę jako kandydata na oficera w organizowanej przez ks. Józefa Poniatowskiego Gwardii Pieszej Koronnej, zamiast której ostatecznie powołano 1. i 2. pułk piechoty. Już w marcu otrzymał awans do stopnia porucznika, ale już w kolejnym miesiącu został mianowany jednym z dziewięciu poruczników w pułku szwoleżerów Gwardii Cesarskiej formowanym przez Wincentego Krasińskiego. Według Roberta Bieleckiego Fredro trafił w szeregi szwoleżerów z Gwardii Honorowej, źródła jednak tego nie potwierdzają. Trudno powiedzieć, czy brał udział w walkach podczas kampanii 1807 r. Mógł mieć do tego okazję podczas oblężenia Grudziądza, w którym wziął udział 2. pułk piechoty, bądź w szeregach Gwardii Honorowej, która towarzyszyła Napoleonowi w walkach na terenie Prus Wschodnich[6].

Kwietniowa nominacja Seweryna Fredry do stopnia porucznika szwoleżerów Gwardii Cesarskiej wskazuje, że służbę rozpoczął w 1. lub 2. szwadronie tworzącego się pułku. W owym czasie – pisał Bielecki – wśród Polaków panowała głęboka nieufność wobec wszelkich planów tworzenia jednostek na służbie francuskiej. […] Wiosną i latem 1807 roku ledwie powstały korpus oficerski szwoleżerów przeżywał głęboki kryzys. Posypały się prośby o dymisję, wielu od razu nie przyjęło ofiarowanych im stanowisk[7]. Fredro znalazł się jednak wśród tych, którzy służbę francuską przyjęli. Może bardziej przedkładał kawalerię nad piechotę, a może milszą mu była służba blisko Napoleona?

Kolejne kompanie formowane w warszawskich koszarach mirowskich opuszczały stolicę latem 1807 r. w kilkutygodniowych odstępach. Fredro wyruszył do Francji 15 września z 2. kompanią kpt. Jerzmanowskiego, w której był porucznikiem. Droga na zachód wiodła przez Kalisz, Wrocław, Drezno, Lipsk, Frankfurt nad Menem i Moguncję. W francuskim Bordeaux, oddział, przy którym był też szef Kozietulski, dołączył do szwadronu Tomasza Łubieńskiego[8].

Początek roku 1808 pułk, znajdujący się pod komendą Łubieńskiego, spędził w Bordeaux, gdzie odbywał ćwiczenia konne lub piesze, albo teoretyczne wypracowania. Nie brakowało również czasu na rozrywki. Przedwczoraj – pisał do żony Łubieński – mieliśmy bal bardzo liczny i piękny, na którym się bardzo dobrze ubawiłem. […] Podobno mamy lada dzień ztąd wymaszerować, ale niewiadomo jeszcze dokąd[9].

Rzeczywiście pod koniec lutego lekkokonni otrzymali rozkaz wymarszu do Bajonny i dalej do Hiszpanii. Mieli eskortować marszałka Joachima Murata w drodze do Madrytu. W czasie przemarszu, już na ziemi hiszpańskiej, Fredro otrzymał awans na kapitana (12 marca), ale Łubieński narzekał na swoich oficerów: Mam tutaj swoją drogą bardzo wiele do roboty, mając przeszło 300 ludzi i koni pod sobą, jeszcze do tego z oficerami, po większej części nowicyuszami i w znacznej części wielkimi leniuchami. Kraj wydawał się niegościnny, a marsz był forsowny: Już 20-ty dzień, jak ani na jedną dobę nie zatrzymaliśmy się. […] Dzisiaj bardzo długi marsz musieliśmy odbyć i nudny, bo czas był szkaradny. W tym kraju przechodzi się od największego zimna do upałów nieznośnych. Dopiero 24 marca Łubieński stwierdził z ulgą pisząc z Madrytu do żony: Nareszcie jestem w stolicy, w której nigdy nie przypuszczałem, ażebym się mógł znajdować. Mało jeszcze co widziałem, ale ogólne wrażenie nie jest bardzo korzystne[10] ...

Ciąg dalszy  znaleźć można w książce wydanej przez 

Ośrodek Badań Historii Wojskowej Muzeum Wojska w Białymstoku 

Studia z Dziejów Wojskowości tom VII.

 



[1] A. Fredro, Trzy po trzy. Pamiętniki z epoki napoleońskiej, Warszawa 1957, s. 71.

[2] W. Wojdyło, A. Fordoński, Refleksje historiograficzne Profesora Romana Wapińskiego odnośnie do Biografistyki w Polsce, „Dzieje Najnowsze” 2016, t. III, s. 149.

[3] Ibidem, s. 87-88.

[4] Z. Gołębiowska, Oświata i wychowanie w Puławach oraz kluczu końskowolskim w czasach Czartoryskich, Puławy 2005, s. 29-30; S. Schnür-Pepłowski, Z papierów po Fredrze: przyczynek do biografii poety, Kraków 1899, s. 11.

[5] A. Fredro, Trzy po trzy…, s. 70.

[6] R. Bielecki, Szwoleżerowie Gwardii, Warszawa 1996, s. 19-23; R. Morawski, A. Paczuski, Wojsko Księstwa Warszawskiego. Piechota, gwardie narodowe, weterani, t. I, Warszawa 2014, s. 55-56; A. Rembowski, Źródła do historii polskiego pułku lekkokonnego gwardii Napoleona I, Warszawa 1899, s. 558; T. Żychliński, Złota księga szlachty polskiej, R. XVII, Poznań 1895, s. 121.

[7] R. Bielecki, op. cit., s. 22-23.

[8] R. Łubieński, Generał Tomasz Pomian hrabia Łubieński, t. I, Warszawa 1899, s. 113.

[9] Ibidem, s. 114.

[10] Ibidem, s. 116-117.

Recenzje

Maurice Tascher Dziennik wojenny 1806-1813

Powrót "Serii Napoleońskiej" wydawanej przez wydawnictwo Finna (obecnie Fundacja Historia.pl) to z pewnością spora niespodzianka dla wszystkich miłośników epoki napoleońskiej. Maurice de Tascher, krewny cesarzowej Józefiny, służył najpierw w 8. pułku huzarów, a następnie w 12. pułku szaserów i w latach 1806-1813 odbył szereg kampanii. Walczył pod Jeną, gdzie został ranny, trafił do Hiszpanii, gdzie kapitulował pod Bailen i dostał się do hiszpańskiej niewoli, później walczył między innymi pod Wagram oraz wziął udział w wyprawie na Rosję, po której to umarł z wycieńczenia w Berlinie. Dziennik podzielony jest na sześć rozdziałów, każdy z nich poprzedzony krótkim wstępem od redakcji dotyczącym ówczesnej sytuacji politycznej. Tascher jawi się czytelnikowi jako inteligentny i wrażliwy obserwator otaczającego go świata. Podczas swojej służby zwiedza liczne miasta, zwraca uwagę na zabytki, rzeźby czy malowidła. W Burgos interesuje go katedra, w Poczdamie udaje się zwiedzić pałac Fryderyka Wielkiego Sanssouci, w Madrycie idzie do gabinetu historii naturalnej, w Eskurialu zachwyca się malowidłami Rubensa czy Tintoretta, w Tulonie oczarowany jest kariatydą, a w Wiedniu rzeźbami Canovy. Trzeba też pamiętać, że Tascher to arystokrata, więc oddaje się rozrywkom właściwym jego pochodzeniu. W swoim dzienniku wspomina o polowaniach, nauce niemieckiego, grze na skrzypcach, lekcjach fechtunku; interesuje go sztuka – w Ratyzbonie idzie na operę Glucka "Na koszt diabła", w Paryżu ogląda tragedię Racine'a "Ifigenia", ciekawi go również moda oraz zwyczaje (walki byków, bolero) w odwiedzanych przez niego regionach Europy. Autora cechuje także dwuznaczna postawa względem wojny. Z jednej strony marzy o orderach, z drugiej dostrzega także jej cienie. Zwiedzając pola bitwy pod Ulm czy Jeną, zwraca uwagę na zrujnowane budynki, zniszczone plony, martwi go również widok rannych. Tascher dostrzega brutalne zachowanie armii francuskiej w Hiszpanii, wspomina o okrucieństwach Mameluków w Madrycie, o grabieży Kordoby. "Gdyby tylko nasza sprawa była słuszna, nie skarżyłbym się na niedostatki ani na okropny gorąc!" – zapisał w swoim dzienniku. Polskiego czytelnika mogą również zainteresować fragmenty dotyczące naszego kraju, aczkolwiek autorowi kojarzy się on tylko z brudnymi, cuchnącymi, biednymi osadami zamieszkanymi w dużej mierze przez Żydów. Praca Taschera jest o tyle wartościowa, że była pisana na bieżąco podczas służby, co wpływa na pewną lakoniczność opisów, za to nie możemy narzekać na luki w pamięci, które charakteryzują niektórych pamiętnikarzy, należy więc tylko żałować, że autor umarł w tak młodym wieku.

Balcar