Nasza księgarnia

Uwaga! Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Włodzimierz Nabywaniec, Seweryn Fredro (1785–1845). Zarys biografii oficera szwoleżerów

O, bracia moi! – wspominał sędziwy Aleksander Fredro – Maksymilianie, opiekunie pierwszych w świat kroków moich – towarzyszu broni – kolego na tym krótkim i wąskim polu autorstwa, któreśmy bez zawiści przebiegli razem … I ty, Sewerynie, z którym uczyłem się, kolegowałem i nareszcie w sąsiedztwie przeszło lat trzydzieści nieodstępnie prawie przeżyłem, jakże mi Was niedostaje! … Jak trudno samemu w przeszłość spoglądać…[1].

Jan Maksymilian, Seweryn i Aleksander – trzej bracia z bardzo zasłużonej dla Rzeczypospolitej rodziny Fredrów, trzej żołnierze napoleońscy, wszyscy o pięknych i ciekawych życiorysach. Niniejszy artykuł poświęcony jest drugiemu pod względem starszeństwa – Sewerynowi Fredrze. Ze względu na brak źródeł mogących w sposób pełen zaprezentować jego życiorys, będzie to w pewnym sensie biografia pretekstowa[2], ukazująca pokrótce dzieje Pułku Szwoleżerów Gwardii.

 

Seweryn Fredro, szef szwadronu szwoleżerów Gwardii Cesarskiej, bohater spod Peterswalde, urodził się 6 grudnia 1787 r. w Nienadowej niedaleko Przemyśla. Był drugim z kolei synem Jacka Fredry i Marianny z Dembińskich. Piękny portret Seweryna z czasów dzieciństwa pozostawił nam Aleksander Fredro: Mój brat Seweryn […] był do swoich lat trzynastu dokładnym egzemplarzem (tak we Lwowie nazwanego) lamparta. Swawolny, nieposłuszny, zawsze w zadeptanych trzewikach i podartej czapce, którą uczył psy aportować, był dla guwernera prawdziwą plagą. Szczególne miał upodobanie szczuć świnie psami i nieraz Cusin, ówczesny guwerner, Francuz, przyprowadzał go za ucho z tego polowania do lekcji i za karę przywiązywał sznurem do stołu. Z tego powodu napisał Seweryn komedię, której osoby były: Cusin, Sewercio, Burda (kundys) i Świnia. Tak to talent dramatyczny w naszym rodzie parł się w górę wszystkimi porami[3]. Tak znakomity komediopisarz wspominał czasy dzieciństwa i nauki spędzone w Nienadowej, Surochowie, później w Beńkowej Wiszni koło Rudek.

Dalszą naukę Seweryn kontynuował w szkołach lwowskich, a po śmierci matki, w początkach 1806 r., wyjechał do Puław, gdzie w szkole dworskiej ks. Czartoryskich już od kilku lat pobierał nauki Maksymilian Fredro. W Puławach Seweryn miał okazję poznać braci Hemplów i ks. Dominika Radziwiłła – późniejszych towarzyszy broni z pułku szwoleżerów[4]. Pobyt Fredrów w szkole dworskiej nie trwał jednak długo, ponieważ… ale tu oddajmy znów głos Olesiowi: Pamiętam dobrze, późna jesień była (1806). W niebieskim gabineciku ogień szemrał na kominku. Mój ojciec i Biegański grali w lombra, Ludwisia haftowała. Ja jako najstarszy, już nie dziecko, jeszcze nie młokos, komenderowałem, w sali zielonej zabawą młodszego rodzeństwa, Cesi, Julcia, Henryczka i Edwardka… Wtem drzwi otwierają się nagle i wchodzi Józef Szumlański z moimi braćmi Maksymilianem i Sewerynem. Pierwszy od dawna bawił w Puławach, drugi od śmierci naszej matki, więc jeszcze niespełna roku. Maksymilian oddał list ojcu. Starsi długo półgłosem rozmawiali. Dzieci poszły spać. Nazajutrz zaprzągnięto do brodzkiej bryki cztery konie srokate, Szumlański kupił od słowa, a w południe już naszych gości nie było. Znowu cisza osiadła na jednostajnych dniach, na wlokących się jesiennych wieczorach. Nikt w domu nie zgadywał przyczyny tych krótkich odwiedzin. Dopiero w kilka miesięcy powierzono mi w największym sekrecie, że bracia są w Warszawie… w polskim wojsku… oficerami… Maksymilian, równie jak i Seweryn zaczęli służyć w 2-gim pułku piechoty Stasia Potockiego[5].

Służbę w 2. pułku piechoty Legii Warszawskiej Seweryn rozpoczął w styczniu 1807 r. w stopniu podporucznika. Możliwe, że brano pod uwagę jego osobę jako kandydata na oficera w organizowanej przez ks. Józefa Poniatowskiego Gwardii Pieszej Koronnej, zamiast której ostatecznie powołano 1. i 2. pułk piechoty. Już w marcu otrzymał awans do stopnia porucznika, ale już w kolejnym miesiącu został mianowany jednym z dziewięciu poruczników w pułku szwoleżerów Gwardii Cesarskiej formowanym przez Wincentego Krasińskiego. Według Roberta Bieleckiego Fredro trafił w szeregi szwoleżerów z Gwardii Honorowej, źródła jednak tego nie potwierdzają. Trudno powiedzieć, czy brał udział w walkach podczas kampanii 1807 r. Mógł mieć do tego okazję podczas oblężenia Grudziądza, w którym wziął udział 2. pułk piechoty, bądź w szeregach Gwardii Honorowej, która towarzyszyła Napoleonowi w walkach na terenie Prus Wschodnich[6].

Kwietniowa nominacja Seweryna Fredry do stopnia porucznika szwoleżerów Gwardii Cesarskiej wskazuje, że służbę rozpoczął w 1. lub 2. szwadronie tworzącego się pułku. W owym czasie – pisał Bielecki – wśród Polaków panowała głęboka nieufność wobec wszelkich planów tworzenia jednostek na służbie francuskiej. […] Wiosną i latem 1807 roku ledwie powstały korpus oficerski szwoleżerów przeżywał głęboki kryzys. Posypały się prośby o dymisję, wielu od razu nie przyjęło ofiarowanych im stanowisk[7]. Fredro znalazł się jednak wśród tych, którzy służbę francuską przyjęli. Może bardziej przedkładał kawalerię nad piechotę, a może milszą mu była służba blisko Napoleona?

Kolejne kompanie formowane w warszawskich koszarach mirowskich opuszczały stolicę latem 1807 r. w kilkutygodniowych odstępach. Fredro wyruszył do Francji 15 września z 2. kompanią kpt. Jerzmanowskiego, w której był porucznikiem. Droga na zachód wiodła przez Kalisz, Wrocław, Drezno, Lipsk, Frankfurt nad Menem i Moguncję. W francuskim Bordeaux, oddział, przy którym był też szef Kozietulski, dołączył do szwadronu Tomasza Łubieńskiego[8].

Początek roku 1808 pułk, znajdujący się pod komendą Łubieńskiego, spędził w Bordeaux, gdzie odbywał ćwiczenia konne lub piesze, albo teoretyczne wypracowania. Nie brakowało również czasu na rozrywki. Przedwczoraj – pisał do żony Łubieński – mieliśmy bal bardzo liczny i piękny, na którym się bardzo dobrze ubawiłem. […] Podobno mamy lada dzień ztąd wymaszerować, ale niewiadomo jeszcze dokąd[9].

Rzeczywiście pod koniec lutego lekkokonni otrzymali rozkaz wymarszu do Bajonny i dalej do Hiszpanii. Mieli eskortować marszałka Joachima Murata w drodze do Madrytu. W czasie przemarszu, już na ziemi hiszpańskiej, Fredro otrzymał awans na kapitana (12 marca), ale Łubieński narzekał na swoich oficerów: Mam tutaj swoją drogą bardzo wiele do roboty, mając przeszło 300 ludzi i koni pod sobą, jeszcze do tego z oficerami, po większej części nowicyuszami i w znacznej części wielkimi leniuchami. Kraj wydawał się niegościnny, a marsz był forsowny: Już 20-ty dzień, jak ani na jedną dobę nie zatrzymaliśmy się. […] Dzisiaj bardzo długi marsz musieliśmy odbyć i nudny, bo czas był szkaradny. W tym kraju przechodzi się od największego zimna do upałów nieznośnych. Dopiero 24 marca Łubieński stwierdził z ulgą pisząc z Madrytu do żony: Nareszcie jestem w stolicy, w której nigdy nie przypuszczałem, ażebym się mógł znajdować. Mało jeszcze co widziałem, ale ogólne wrażenie nie jest bardzo korzystne[10] ...

Ciąg dalszy  znaleźć można w książce wydanej przez 

Ośrodek Badań Historii Wojskowej Muzeum Wojska w Białymstoku 

Studia z Dziejów Wojskowości tom VII.

 



[1] A. Fredro, Trzy po trzy. Pamiętniki z epoki napoleońskiej, Warszawa 1957, s. 71.

[2] W. Wojdyło, A. Fordoński, Refleksje historiograficzne Profesora Romana Wapińskiego odnośnie do Biografistyki w Polsce, „Dzieje Najnowsze” 2016, t. III, s. 149.

[3] Ibidem, s. 87-88.

[4] Z. Gołębiowska, Oświata i wychowanie w Puławach oraz kluczu końskowolskim w czasach Czartoryskich, Puławy 2005, s. 29-30; S. Schnür-Pepłowski, Z papierów po Fredrze: przyczynek do biografii poety, Kraków 1899, s. 11.

[5] A. Fredro, Trzy po trzy…, s. 70.

[6] R. Bielecki, Szwoleżerowie Gwardii, Warszawa 1996, s. 19-23; R. Morawski, A. Paczuski, Wojsko Księstwa Warszawskiego. Piechota, gwardie narodowe, weterani, t. I, Warszawa 2014, s. 55-56; A. Rembowski, Źródła do historii polskiego pułku lekkokonnego gwardii Napoleona I, Warszawa 1899, s. 558; T. Żychliński, Złota księga szlachty polskiej, R. XVII, Poznań 1895, s. 121.

[7] R. Bielecki, op. cit., s. 22-23.

[8] R. Łubieński, Generał Tomasz Pomian hrabia Łubieński, t. I, Warszawa 1899, s. 113.

[9] Ibidem, s. 114.

[10] Ibidem, s. 116-117.

Kalendarium

Recenzje

Ryszard Morawski, Adam Paczuski
Wojsko Księstwa Warszawskiego. Piechota, gwardie narodowe, weterani.

KARABELA D. Chojnacka, Warszawa 2013
Album "Wojsko Księstwa Warszawskiego. Piechota. Gwardie Narodowe. Weterani." (dalej jako "album o piechocie Księstwa Warszawskiego") prezentuje się znakomicie. Składa się z dwóch tomów w twardym etui. Jest to etui koloru granatowego, na której, z jednej strony znajduje się orzeł wojskowy Księstwa Warszawskiego z napisem "Woysko Polskie", z drugiej zaś strony - tenże orzeł z napisem "Pułk 5 Piechoty". Przypomnieć należy, iż podobnie wyglądała "klaserowa" okładka na dwa tomy "Ułanów Księstwa Warszawskiego", na której widniała z jednej strony pelta z orłem - czyli to, co znajdowało się na czapce ułańskiej, a z drugiej, blacha naczelna z pogonią, którą nosili ułani pułków sformowanych w 1812 roku na Litwie, a sama okładka była koloru ciemnej czerwieni. Dwa tomy tego najnowszego albumu wydawnictwa Karabela są koloru białego. Nieprzypadkowo zaczynam recenzję wieloletniego czytelnika serii albumowej od przedstawienia kolorów etui samych albumów ponieważ dobór kolorów z pewnością nie jest przypadkowy. Po prostu granat i biel to kolory najczęściej występujące w umundurowaniu piechoty Księstwa Warszawskiego. Poza tym są to również barwy narodowe po których, między innymi (oprócz charakterystycznych kształtem nakryć głowy - czapek) rozpoznawano wojsko polskie tego okresu. Biorąc pod uwagę powyższe (dygresja) doprawdy trudno zrozumieć oburzenie niektórych kibiców, gdy polska reprezentacja piłkarska zagrała w granatowych strojach, za co potem odsądzano piłkarzy od czci i wiary. A przecież granat to kolor doskonale komponujący się z bielą i czerwienią czy też amarantem (bo ten kolor wówczas nawet częściej niż czerwień utożsamiano z barwą narodową). Wiedziano o tym już w XIX wieku, a później, jak widać, zapomniano... więcej>>>