Nasza księgarnia

Uwaga! Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Dariusz Nawrot, Aleksander i utworzenie Królestwa Polskiego

W czasach gdy kwestionuje się pozytywne intencje Napoleona w sprawie odbudowy  Królestwa Polskiego i ponownie lansuje się tezę o zbawiennych działaniach Aleksandra I, warto zastanowić się jakie były prawdziwe intencje cara w kwestii polskiej. Do koncepcji budowy Królestwa Polskiego Aleksander I kolejny raz powrócił po klęsce Napoleona na przełomie 1812 i 1813 r., kiedy zwycięska armia rosyjska maszerowała w stronę Warszawy. Realizacja planu wojny przyjętego jeszcze z 1811 r. wymagała przeciągnięcia Polaków na stronę koalicji antyfrancuskiej. Argumentem pozwalającym na osiągnięcie tego celu było roztoczenie perspektywy połączenia wszystkich ziem polskich pod berłem cara. Nic dziwnego, że Nikołaj Nowosilcow w tym duchu pisał do Adama Jerzego Czartoryskiego jeszcze w listopadzie 1812 r., przekonując księcia do wsparcia zabiegów Aleksandra.

 

Z kolei do ogłoszenia amnestii dla Litwinów mimo, że jednoznacznie stanęli oni po stronie Napoleona, gorąco namawiał Aleksandra Michał Kleofas Ogiński, twierdząc, że będzie ona świadectwem dobroci monarchy. Ostatecznie Aleksander jeszcze w grudniu 1812 r. ogłosił amnestię (nie przestrzegali jej rosyjscy urzędnicy), która przede wszystkim miała posłużyć do pozyskania polskiej opinii publicznej w Księstwie Warszawskim.

Naprzeciw tym zabiegom Aleksandra wyszła inicjatywa polskich polityków (inspirowana zapewne za pośrednictwem Tadeusza Matuszewicza przez samego Czartoryskiego) przerażonych klęską Napoleona w Rosji. Część elity Księstwa Warszawskiego przekonana była, że jedynym wyjściem z tak tragicznej sytuacji jest jak najszybsze porozumienie z carem. Mobilizowała ich do tego kroku zarówno obawa przed powrotem pod władzę pruską, jak i chęć utrzymania zadzierzgniętego przez Konfederację Generalną Królestwa Polskiego związku z Litwą. W Warszawie zaczęto snuć wizje połączenia zjednoczonej Polski i Litwy z Rosją, a Matuszewicz proponował wydanie przez cara odezwy zapowiadającej przekreślenie podziału, który „był dotąd źródłem nieustannych niepokojów i nieszczęść”. Projektowano nową unię, marząc o powrocie do zasad Konstytucji 3 maja i o dziedzicznym królu Aleksandrze Romanowie. Wspierał te koncepcje Adam Jerzy Czartoryski proponując jednak osadzenie na tronie odrodzonego Królestwa Polskiego Michała Pawłowicza. Aleksander nie mówił nie tym planom, odrzucił jedynie kandydaturę wielkiego księcia Michała. Tłumaczył przy tym Czartoryskiemu 13 stycznia 1813 r. „Nie zapominaj, że Litwa, Podole i Wołyń uważane są dotąd za rosyjskie prowincje i żadna logika w świecie nie skłoni Rosji, żeby zechciała widzieć je pod rządami innego władcy jak tego, który panuje w Rosji”. Co innego ziemie Księstwa Warszawskiego, które Aleksander I już wtedy zamierzał włączyć do swojego imperium. Utworzenie w marcu 1813 r.  Rady Najwyższej Tymczasowej i powołanie w jej skład dwóch przedstawicieli ziem pod władzą Rosji, sugerować miało możliwość realizacji polskich nadziei, że Litwa nie pozostanie integralną częścią Rosji. I choć na czele Rady stanął Rosjanin Wasylij Łanskoj, to obecność Tomasza Wawrzeckiego – ostatniego naczelnika powstania z 1794 r. i czołowej osoby partii prorosyjskiej na Litwie oraz Ksawerego Druckiego-Lubeckiego – polityka, którego kariera rozpoczęła się w okresie powstania planów nadania Litwie autonomii w 1811 r., uwiarygodniać miała zamierzenia cara, wypełniając zarazem lukę po ministrach Księstwa Warszawskiego, którzy wyjechali do Saksonii. 

Tomasz Wawrzecki nie zapomniał przy tym o Litwie i w odpowiedzi na represje urzędników rosyjskich złożył na ręce Aleksandra I memoriał, w którym przeciwstawiał sytuację Księstwa Warszawskiego i Litwy w 1813 r. W pierwszym kraju władze rosyjskie zezwoliły na funkcjonowanie instytucji polskich, w drugim – zaciekle je zwalczały. W ocenie Wawrzeckiego, wkroczenie armii rosyjskiej na Litwę i ogłoszenie przez Aleksandra amnestii stworzyło przesłanki dla pojednania z Litwinami. Ale po wyjeździe cara władze rosyjskie zrobiły wszystko, by zniechęcić Litwinów. Chociaż na prośbę mieszkańców kraju Aleksander przedłużył dwumiesięczny termin powrotu z emigracji, to nie można było doczekać się oficjalnego ogłoszenia tego aktu. Administracja rosyjska dopuszczała się licznych nadużyć, konfiskując dobra żon i rodziców emigrantów oraz jeńców wojennych. Ludnością żydowską posłużono się w utworzeniu sieci szpiegowsko-donosicielskiej. W związku z tym ponownie proponował wyodrębnienie dawnych wschodnich ziem Rzeczypospolitej pod władzą Rosji i nadanie im osobnej administracji, ale jego głos pozostał bez odpowiedzi. Władze rosyjskie nie przyjęły z zachwytem propozycji zapomnienia Litwie jej zaangażowania na rzecz Napoleona, ani kolejnej próby wyodrębnienia 10 guberni zachodnich, złożonych z ziem wchodzących dawniej w skład Rzeczypospolitej, które w najbliższej przyszłości miałyby zostać połączone z Księstwem Warszawskim.  

O nieszczerości intencji Aleksandra w sprawie przyszłego statusu ziem zabranych bardzo szybko przekonał się także Czartoryski, który bawił w kwaterze głównej w Kaliszu w marcu 1813 r. . Oczywiście, dla cara istotniejsze było porozumienie z Prusami i kwestia przyciągnięcia do koalicji antyfrancuskiej Austrii, niż spełnianie oczekiwań swoich polskich przyjaciół. Dlatego w kolejnych konwencjach zawieranymi między tymi państwami gwarantowano sobie w przyszłości zgodne rozstrzygnięcie losu Księstwa Warszawskiego. Aleksander zdawał sobie również sprawę z niechęci do polskich planów elit społeczeństwa rosyjskiego, które nie wybaczyło zdrady Litwinów z 1812 r. Utwierdzały go w tym memoriały pisane przez Nikołaja Nowosilcowa i Karla Nesselrodego. W tej sytuacji starym zwyczajem Aleksander powrócił do polityki ogólników i niedomówień mających sparaliżować polską opinię publiczną, liczącą na ostatecznie przychylną sprawie polskiej decyzję cara. Kiedy więc wypadki wojenne doprowadziły armię rosyjską do Paryża, Aleksander w kwietniu i maju 1814 r. nadal w rozmowach z Polakami zapewniał, że będziecie mieli Polskę całą, taka jak dawniej, w jedną całość złączoną Ojczyznę z Litwą,  itp. Kulminacją tych zapewnień były słowa wypowiedziane  na spotkaniu z Tadeuszem Kościuszką, w czasie którego car zadeklarował, że będzie Polska do Dźwiny i Dniestru, dawnych granic Królestwa Polskiego. Sytuację z trzeźwością ocenił wtedy jedynie wielki książę Konstanty Pawłowicz przysłuchujący się tej rozmowie i komentujący ją jako bajanie o całej i niepodległej Polsce. 

Wprawdzie Aleksander chętnie widziałby wszystkich Polsków pod swoim berłem, ale nie po to by spełnić ich marzenia, lecz by zneutralizować skutki wynikającego z rozbiorów trójpodziału, zawsze grożącego Rosji, podniesieniem sprawy polskiej przez inne mocarstwa. W dodatku włączenie ziem Księstwa Warszawskiego w orbitę wpływów rosyjskich przesuwało granicę imperium aż nad Odrę, co oddawało  Rosji kontrolę nad Europą centralną i ułatwiało jej odgrywanie kluczowej roli w polityce kontynentalnej. W tym sensie Polska nie była celem, a środkiem dla polityki rosyjskiej. Dobrze rozumiały to mocarstwa na kongresie wiedeńskim, przeciwstawiające się wcieleniu całego Księstwa Warszawskiego do Rosji i obawiające się przechwycenia wszystkich ziem polskich przez Aleksandra I. Wynikały z tego  propozycje albo powrotu do sytuacji z 1795 r., czyli przekreślenia polskiej państwowości,  albo nierealne plany odbudowy Polski w granicach przedrozbiorowych. Gabinet brytyjski, chcąc zmusić Aleksandra do kompromisu, domagał się by ten, nie zamierzając ustąpić z Księstwa Warszawskiego, połączył z nim większość ziem polskich pozostających nadal pod władzą Rosji i nadał im osobną konstytucję, co dla cara, ze względu na poglądy rosyjskich elit, było nie do zaakceptowania. 

Ostatecznie to powrót Napoleona z Elby zadecydował o kompromisowym rozwiązaniu sprawy polskiej przez kongres, czego efektem  było utworzenie Królestwa Polskiego, ale bez Wielkopolski, Bydgoszczy, ziemi chełmińskiej z Toruniem, odzyskanych przez Prusy i Krakowa, który ogłoszono wolnym miastem pod kontrolą trzech mocarstw rozbiorowych. Wszyscy współpracownicy cara, poza Adamem Jerzym Czartoryskim, byli przeciwni tworzeniu jakiegokolwiek państwa polskiego. Ostatecznie za sprawą Aleksandra i zgodnie z żądaniem Roberta Castlereagha, w Akcie końcowym kongresu 9 czerwca 1815 roku zapisano możliwość rozszerzenia, co było kontynuacją polityki ogólników i niedomówień, szczególnie istotnej w chwili rozpoczęcia nowej wojny z cesarzem Francuzów. Wykrojone z Księstwa Warszawskiego Królestwo Polskie miało być związane z Cesarstwem Rosyjskim „nieodwołalnie przez swoją konstytucje, aby było posiadane przez najjaśniejszego cesarza Wszechrosji, jego następców i dziedziców na wieczne czasy. JC Mość zastrzega sobie temu krajowi, używającemu administracji oddzielnej, rozciągłość wewnętrzną, jaką uzna za stosowną”. 

Decyzje kongresu wiedeńskiego w sprawie polskiej przyjęto w Warszawie z rozczarowaniem, ale dzięki zapisowi o „rozszerzeniu”, także z nadzieją. Nad Wisłą i Wilią uznano, że jest to zapowiedź przyłączenia przez Aleksandra I do Królestwa Polskiego ziem litewsko-ruskich, tak jak do księstwa Finlandii przyłączył on gubernię wyborską. Zawiedziony poczuł się jednak Tadeusz Kościuszko, który wybrał nie powrót nad Wisłę, a wyjazd do Szwajcarii. Stwierdził przy tym w liście do Czartoryskiego, że „życie poświęcił Polsce, ale nie najmniejszej, pompatycznie nazwanej Królestwem Polskim […] Mamyż zamilczeć o pozostałych Braci naszych pod rządem rosyjskim”. Jednak większość opinii publicznej była przekonana, że tak jak w 1812 r., nowe Królestwo Polskie ma prawo bytu tylko w połączeniu z  Litwą i kroku w tym kierunku oczekiwała od Aleksandra w najbliższej przyszłości. 

Na Litwie wsłuchiwano się uważnie w wieści z Wiednia. Powtarzano plotki o zgodzie na odstąpienie Prusom trzech departamentów Księstwa, w zamian za co „Litwa cała do Polski przyłączona, nazywa się będzie ten kraj cały Wielkim Księstwem Polskim, którym będzie Aleksander”. Natomiast  w czerwcu i lipcu 1815 r. w Wilnie i w Mińsku mówiono o nowym Królestwie Polskim, które obejmować miało jedenaście prowincji, każda złożona z dwóch województw. Były to prowincje: grodzieńska, kijowska, mińska, mohylewska, podolska, witebska, wileńska, żytomierska. Miały one mieć wraz z prowincją warszawską, piotrkowską i lubelską osobnego króla, który mianować miał nie tylko ministrów i urzędników, ale nawet agentów dyplomatycznych przy obcych dworach. To nowe państwo miało mieć także wojsko narodowe z osobnym wodzem, dwuizbowy sejm jako władzę prawodawczą, oddzielny budżet, itp. Na zachodzie Rosji władze gubernialne zaczęły wówczas poszukiwać szerzycieli podobnych wieści, a nawet ich aresztować. Zaczęto także konfiskować gazety warszawskie. Nic dziwnego, bowiem „Kurier Litewski”, a za nim  „Gazeta Warszawska” i  „Gazeta Korespondenta” zamieściły wówczas artykuł z „Deutsche Beobachter” zawierający sądy o rychłym połączeniu Litwy, Wołynia, Podola i Ukrainy z nowym Królestwem. Również Michał Kleofas Ogiński twierdził w czerwcu 1815 r. w Wilnie: „Należy mieć cierpliwość i nasze gubernie będą połączone z Królestwem Polskim i będzie u nas rząd wedle tej konstytucji”. Wiarę w połączenie ziem litewsko-ruskich z Królestwem Polskim utwierdzały wówczas sygnały świadczących o niedalekiej unifikacji, jak pozostawienie w odtwarzanym Wojsku Polskim oficerów z oddziałów litewskich utworzonych w 1812 r., na  przykład pułkownika Antoniego Giełguda.

Także w Rosji poważnie pod uwagę brano ewentualność rozszerzenia, co było źródłem niechęć do rozwiązań kongresu wiedeńskiego i ustanowienia Królestwa Polskiego. Jeszcze w czasie obrad w Wiedniu Wasilij Łanskoj, prezes Rady, ostrzegał przed zbytnią uległością wobec Polaków, na których „w żaden sposób liczyć nie można”. W Wilnie generał Aleksandr  Michjłowicz Kachowskij, właściciel starostwa puńskiego, opublikował rozprawę dowodzącą szkodliwości dla Rosji utworzenia Królestwa Polskiego. Nawet dwaj przedstawiciele armii, generałowie Michaił Orłow oraz Aleksandr Czernyszew oficjalnie oprotestowali wobec cara utworzenie Królestwa Polskiego i plany wcielenia doń Litwy. Orłow postanowił wówczas utworzyć tajne stowarzyszenie Rycerzy Rosyjskich, które miało przeciwdziałać planom szkodliwym dla Rosji, inspirowanym, jak podejrzewano, przez tajne stowarzyszenie polskie mające wpływ na decyzje Aleksandra. Na wszelki wypadek, by nie podgrzewać nastrojów patriotycznych, cenzura nie zezwoliła na opublikowanie drukiem przetłumaczonej na język rosyjski konstytucji Królestwa Polskiego. 

W tej sytuacji Aleksander I w czasie pobytu w Warszawie w listopadzie 1815 r., miał wygodne wytłumaczenie dla braku jednoznacznej deklaracji w sprawie przyszłości ziem litewsko-ruskich. Był oględny, wstrzemięźliwy i tylko poufnie zapewniał o niezmienności swych uczuć wobec Polski oraz zamiarze połączenia jej wszystkich ziem. Złożył nawet wizytę wdowie po Dominiku Radziwille, mimo, że ten poddany cara chwycił w 1812 r. za broń przeciwko Rosji. Jak zapisywał generał Jermołow: „Cesarz jest tu ubóstwiany. Jeśli chce potrafi ująć każdego”. Powszechnie komentowano słowa Aleksandra, jak te wypowiedziane na balu u Stanisławowej Potockiej, o pragnieniu połączenia Litwy, Wołynia, Podola i Ukrainy z Królestwem oraz zapewnienia, że uczynił więcej niż mógł – przyłączając całą Rosję do Polski !!!. Wypowiadał przy tym znamienne słowa: „Będziecie mieli Polskę całą, z całą waszą narodowością, jakiej sobie życzycie; chociaż jestem potężny nie wszystko mogę, mam trudności do pokonania, ale przy Boskiej i waszej pomocy spełnię wasze i moje nadzieje”. Car apelował wielokrotnie w Warszawie by Polacy przekonywali Konstantego Pawłowicza i generalicję rosyjską (il faut aux Russes escamoter la Pologne) i mieli ufność wobec jego osoby. Zalecał przy tym cierpliwość i ostrożność. 

W zgodzie z tą polityką pozostało przyjęcie kilkunastoosobowej delegacji ziem litewskich z guberni wileńskiej, grodzieńskiej i mińskiej w Warszawie, na czele z główną postacią tzw. planów litewskich z 1811 r. Michałem Kleofasem Ogińskim, reprezentującym wówczas Wileńszczyznę, wraz z Ksawerym Druckim-Lubeckim i Ludwikiem Radziwiłłem, reprezentującymi Grodzieńszczyznę i Mińszczyznę. Delegatów, po pierwszych wątpliwościach, dopuszczono do audiencji 26 listopada 1815 r., tylko pod warunkiem, że nie poruszą delikatnej kwestii, czyli przyszłości ich ziem. Aleksander deklarował wówczas Ogińskiemu, któremu jeszcze w marcu polecono z Wiednia by stawił się w Warszawie: „Nie mogę pozwolić abyście mnie prosili o połączenie waszych prowincji Polską, ponieważ nie trzeba, aby sądzono, że to wy tego się domagacie. Trzeba aby było przekonanie, że, co uczynię dla was, pochodzi z mego własnego popędu, że to ja tego pragnę”. Zapewniał przy tym: „[…] Nie ma nikogo, ktoby mógł przypuszczać, że mam zamiar oderwać te prowincje od Rosji. Wprost przeciwnie, pragnę wzmocnić węzły, które je łączą z moim państwem, starając się, aby moi polscy poddani nie mieli powodu uskarżania się. […] Ufajcie mi i nie kompromitujcie mnie”. Wyraził przy tym zdziwienie i zaskoczenie informacjami Ogińskiego, że redaktor „Kuriera Litewskiego” dostał ostrą  reprymendę za zamieszczenie artykułu z Warszawy i nikt w Wilnie, z obawy przed szykanami, publicznie nie wypowiada imienia Królestwa Polskiego. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, w czasie audiencji delegaci podziękowali za amnestię z 1812 r. i zniesienie sekwestrów za walkę przeciwko Rosji, co nastąpiło ukazem z kwietnia 1814 r., poruszyli sprawę funkcjonowania Komitetu Głównego Wojennych Powinności i inne kwestie podatkowe i prawne oraz wnieśli prośbę o używanie języka polskiego we wszystkich sprawach publicznych, administracyjnych i sądowych, pozwalając sobie na zakończenie tylko na jedno zdanie: „Zaufanie jakie w tobie pokładamy, nie pozwala nam innych życzeń głosić, prócz tego jednego, aby, stosownie do naszych pragnień, przedłużone były dni życia Waszej Cesarskiej Mości, od których zależą nasze losy i szczęście”. Na wszelki wypadek odwołano wówczas w Warszawie przedstawienie opery Niemcewicza Jadwiga, ze względu na oczywiste skojarzenia z unią polsko-litewską, które mogły rozgniewać „Moskali”.  

Wielu Polaków wyrażało w stolicy nowego Królestwa Polskiego rozczarowanie z powodu braku jednoznacznych deklaracji ze strony cara w kwestii rozszerzenia. Rosyjski świadek tych wydarzeń pisał, że Polacy patrzyli na nas pochmurnie, wydawali się niezadowoleni i nie ukrywali w rozmowach, że należy im zwrócić Mohylew, Witebsk. Wołyń, Podole Litwę”. Wielu było rozczarowanych pominięciem w nominacjach Adama Jerzego Czartoryskiego. Książę wielokrotnie wyrażał pogląd, że nowe Królestwo ma rację bytu tylko w połączeniu z ziemiami zaboru rosyjskiego. Być może ta kwestia postawiona w nocnej rozmowie z carem  zaważyła, że książę nie został namiestnikiem króla polskiego w Warszawie. Także na tzw. ziemiach zabranych zapanowało przygnębienie, choć jeszcze w Wilnie, w drodze do Petersburga, witał Aleksandra transparent: „Wdzięczność i zaufanie”. Chłodna atmosfera panowała jednak na audiencji dla szlachty i profesorów Uniwersytetu Wileńskiego. Nie padły żadne deklaracje.  Wkrótce generał Kropiński donosił Czartoryskiemu z Wołynia, „wszyscy na kwintę nosy pospuszczali, bo byli pewni, że zostaną przyłączeni do Królestwa, nadto panowanie uciskające Komburleja (gubernatora wołyńskiego), dotąd trwające, od jakiego podobnego na zawsze Królestwo Polskie jest uwolnione, dodaje wiele do wyrzekań i smutku”.  Jak bardzo władze carskie obawiały się nastrojów panujących w guberniach zachodnich świadczą informacje zawarte przez Niemcewicza w Pro memoria pisanym dla Czartoryskiego: „Poczta z prowincjami polskimi pod Rosją nie egzystuje prawie. […] Gazety warszawskie, adresowane np. na Ukrainę, Podole i Wołyń iść wprzód muszą pod cenzurę do Wilna, a od ogłoszenia Królestwa wcale przepuszczane nie są”.  

W tej sytuacji nie dziwi, że podczas ponownego przyjazdu do Warszawy we wrześniu 1816 r., Aleksander nie był witany z takim entuzjazmem, jak rok wcześniej. Na początku starał się być jak zawsze ujmujący, jak zwykle wiele obiecywał, w półsłówkach zapowiadał, ale jego deklaracje, że rozdarty kraj chce połączyć, nie wzbudzały już entuzjazmu, nawet wśród pań. Rozczarowani byli Ludwik Plater i Adam Jerzy Czartoryski. Car bardzo szybko zrozumiał przyczyny ochłodzenia relacji z polskimi poddanymi. W dodatku zaniepokoiła go polityka pruska wobec Wielkiego Księstwa Poznańskiego. W odpowiedzi Aleksander rozpoczął nowe działania wobec guberni zachodnich. 1 (13) lipca 1817 r. powołał Korpus Litewski, który miał ożywić nadzieje Litwinów na połączenie z Królestwem. Jego komendę oddał dowódcy Wojska Polskiego, Konstantemu Pawłowiczowi, dowodzącemu także korpusem rezerwowym gwardii. Na czakach żołnierzy nowego Korpusu, na carskim dwugłowym srebrnym orle pojawiła się tarcza z Pogonią litewską, zamiast ze św. Jerzym. Umundurowanie z żółtymi wyłogami nawiązywało do barwy armii Królestwa Polskiego. Do Korpusu mieli odtąd trafiać tylko rekruci z guberni wileńskiej, mińskiej, grodzieńskiej, wołyńskiej, podolskiej i obwodu białostockiego. Z czasem także komenda miała być polska. Szarże oficerskie w miarę wakansów miały przejść w ręce litewskich oficerów, oficerów Rosjan zamierzano przenosić do innych pułków. 

Równocześnie w guberniach zachodnich następowała stopniowa polonizacja administracji, a gubernatorami i wicegubernatorami zostawali lojalni wobec cara Polacy. W guberni mińskiej od 1815 r. był nim Kazimierz Sulistrowski. W 1818 r. zastąpił go Wincenty Gieczewicz. Natomiast w kwietniu 1816 r. nowym gubernatorem wołyńskim został polski szlachcic Bartłomiej Giżycki. W lipcu 1816 r. nowym gubernatorem wileńskim został Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki, nominowany w styczniu na gubernatora grodzieńskiego. Wicegubernatorem mianowano Michała Zyberk-Platera. Natomiast w guberni grodzieńskiej urząd objął Stanisław Ursyn Niemcewicz, a po jego śmierci Michał Andrzejkowicz. W guberni podolskiej w tym samym roku gubernatorem został Stanisław Pawłowski. Gubernatorzy Polacy dla wielu zwiastowały nową erę w guberniach zachodnich. Brunon Kiciński pisał wówczas z Petersburga pod wpływem tych nominacji, że „Wołyń, Podole i Ukraina mają być złączone w osobne namiestnictwo”. Działaniom Aleksandra  towarzyszył natychmiastowy wzrost nastrojów patriotycznych i nadziei na zmianę polityki cara. Profesorowie w Wilnie zachęcali młodzież do nauki słowy: „Wkrótce przyjdą Polacy, mówili uczniom, i wstyd będzie jeżeli litewska młodzież polskie historii nie będzie umieć”.  Jak pisał hrabia Paweł Kisielw: „wszelkie umysły dążyły o odbudowania niepodległej Polski w dawnych granicach […] młodzi szlachcice, z wyjątkiem najbiedniejszych,, brzydzili się służbą rosyjską; wszystko zwracało się ku Warszawie […]”. Ksawery Drucki-Lubecki komentując ostatnie decyzje Aleksandra pisał w do Czartoryskiego 28 sierpnia 1817 r., że za tymi ukazami powinny pójść kolejne, byle się zakończyło na przyłączeniu potem choć Litwy.

Kolejnych kroków Aleksandra spodziewano się na pierwszym sejmie Królestwa Polskiego w 1818 r. Sam car deklarując Sobolewskiemu przed wyjazdem do Warszawy, że czas skończyć rozpoczęte dzieło, dawał powód do plotek. W mowie tronowej car zapowiedział jedynie: „skutki prac waszych nauczą mnie czyli wierny swoim przedsięwzięciom będę mógł dalej rozszerzać to, co już dla was uczyniłem”. Skończyło się ponownie na półsłówkach, wypowiadanych poufnie deklaracjach, że nie miną dwa lata  jak przyłączy do Królestwa Polskiego Litwę oraz gubernie podolską i wołyńską. Wielu jednak i wówczas uwierzyło w szczerość intencji Aleksandra, oczekując z nadzieją kolejnych kroków. Nie zraził ich nawet fakt wyłączenia w 1818 r. guberni wołyńskiej z wileńskiego okręgu naukowego. W jednym z miasteczek litewskich burmistrz zwołał całą ludność i zapowiedział rychłe połączenie z braćmi „że będziemy Polakami”. Dyzma Bończa Tomaszewski w napisanym wtedy „Jagiełłonidzie”(wydanie - Berdyczów 1818 r.) opiewał zjednoczoną Litwę i Polskę. Także Aleksander Chodkiewicz napisał wówczas  operę „Jagiełło w Tenczynie” (1820 r.). Ta sama myśl zjednoczenia towarzyszyć będzie tajnym związkom studenckim działającym na Uniwersytecie Wileńskim. 

Mowa Aleksandra na sejmie w Warszawie i jego kolejne kroki, jak mianowanie w lipcu 1819 r. wielkiego księcia Konstantego Pawłowicza wielkorządcą Litwy, wywołała równie wielkie wrażenie w Rosji. Głos zabrał wtedy sam Nikołąj Karamzin, który zaraz po powrocie cara odczytał mu ostry protest „Obywatela rosyjskiego”. Wykładał w nim, że Aleksander nie ma prawa do podobnych działań, że Litwa nie do niego ale do Rosji należy. Jej oddanie Polsce oznaczać będzie albo zgubę Rosji, albo konieczność, by synowie Rosji ponownie rozlali swą krew na wałach Pragi. Bezwarunkowego wymazania imienia Polski żądał Michał Orłow. Nawet przyszli dekabryści (ze Związku Ocalenia) uznawali, że za powyższe zapowiedzi „zakochany w Polsce” car zasługuje na zgładzenie.  Poważne zaniepokojenie możliwymi działaniami Aleksandra wyrażano na dworze berlińskim i wiedeńskim. Między innymi dlatego nawet półsłówkom cara w Warszawie przeciwny był minister spraw zagranicznych Rosji Giovanni Capo d`Istrja, spodziewający się podobnych reakcji i zmuszony teraz do reinterpretacji zamierzeń Aleksandra.  Nieliczni, jak książę Piotr Wiaziemski rozumieli, że car rozmyślnie „świat duraczył”. Wkrótce szczerość intencji Aleksandra udowodniły działania Nowosilcowa w Wilnie wobec tajnych związków młodzieży. Nie dziwi w tym kontekście  niezadowolenie cara, gdy na rewii Wojska Polskiego i Korpusu Litewskiego pod Brześciem we wrześniu 1823 r., grupka młodzieży ze znamienitych rodzin litewskich pokazała się w strojach narodowych.       

W tym kontekście można stwierdzić, że przez lata błędnie spoglądano na sprawę stosunku Aleksandra I do kwestii odbudowy Królestwa Polskiego i połączenia z nim ziem litewsko-ruskich, widząc ją przez pryzmat polskich oczekiwań i aspiracji. To nie one warunkowały politykę cara Rosji. Najpoważniejszym problemem dla władcy znad Newy był fakt, że znacząca część jego poddanych zamieszkujących zachodnie rubieże Rosji w chwili próby stawała po stronie nieprzyjaciół, stwarzając groźbę przegranej w kolejnych konfliktach. Tak było w 1807 r., kiedy Litwini byli gotowi stanąć u boku Napoleona rozpoczynając powstanie na zapleczu walczącej w Prusach Wschodnich armii Aleksandra I. Tak było w czasie wojny 1812 r., kiedy wielu mieszkańców Litwy jeszcze w lipcu stanęło do walki z Rosjanami, a w następnych miesiącach zdecydowana większość społeczeństwa poparła działania powołanej przez Napoleona  Komisji Rządu Tymczasowego, biorąc czynny udział w formowaniu pułków litewskich i zapełnianiu magazynów dla Wielkiej Armii. To ten fakt, a nie polskie sympatie Aleksandra, decydował  o jego polityce w kwestii odbudowy Królestwa Polskiego i połączenia z nim ziem litewsko-ruskich. Prowadząc politykę obietnic, niedomówień, ogólników, Aleksander powracał do kluczowej zasady nakreślonej jeszcze w 1811 r. przez Michaiła Sperańskiego, który chciał wzbudzić w Polakach przekonanie, że wszystko mogą zyskać dzięki Rosji, ale też stając przeciwko niej, wszystko mogą stracić. Takie zadanie między innymi miało spełnić utworzenie Królestwa Polskiego z części ziem dawnego zaboru pruskiego i austriackiego. Takiej polityki nie zamierzał już jednak prowadzić Mikołaj I, dla którego śledztwo w sprawie dekabrystów było jednym z dowodów na „bzdurną wiarę” w lojalność Polaków. Dlatego nowy car nie zamierzał kontynuować gry pozorów. Zlikwidował elementy odrębności Korpusu Litewskiego, przekształcając go w 6. korpus armii, odebrał jego dowództwo wielkiemu księciu Konstantemu Pawłowiczowi, tak jak pozbawił brata zwierzchności nad administracją guberni zachodnich, w których nakazał rusyfikację administracji. Rozpoczął również rewizję polityki wobec Królestwa Polskiego, a to już była prosta drogo do Nocy Listopadowej. Nieszczerość polityki Aleksandra zrozumiał po czasie Adam Jerzy Czartoryski, który oświadczył wielkiemu księciu Konstantemu Pawłowiczowi jeszcze w 1827 r., że bez przyłączenia guberni zachodnich do Królestwa Polskiego „istnienie Królestwa byłoby fantasmagorią; byłoby kaprysem politycznym, przeciwnym moralności i zdrowemu rozsądkowi; byłoby męką tantalową podsuwaną Polakom Cesarstwa, aby ich wiecznie wodzić na pokuszenie, byłoby wystawioną na nich pułapką, aby się ruszyli, aby zgrzeszyli, i ażeby następnie można było ich karać i męczyć; słowem byłby to stan rzeczy, ponad który nic bardziej nielitościwego i zbrodniczego zgoła wymyśleć niepodobna”.

Kalendarium

Recenzje

Ryszard Morawski, Adam Paczuski
Wojsko Księstwa Warszawskiego. Piechota, gwardie narodowe, weterani.

KARABELA D. Chojnacka, Warszawa 2013
Album "Wojsko Księstwa Warszawskiego. Piechota. Gwardie Narodowe. Weterani." (dalej jako "album o piechocie Księstwa Warszawskiego") prezentuje się znakomicie. Składa się z dwóch tomów w twardym etui. Jest to etui koloru granatowego, na której, z jednej strony znajduje się orzeł wojskowy Księstwa Warszawskiego z napisem "Woysko Polskie", z drugiej zaś strony - tenże orzeł z napisem "Pułk 5 Piechoty". Przypomnieć należy, iż podobnie wyglądała "klaserowa" okładka na dwa tomy "Ułanów Księstwa Warszawskiego", na której widniała z jednej strony pelta z orłem - czyli to, co znajdowało się na czapce ułańskiej, a z drugiej, blacha naczelna z pogonią, którą nosili ułani pułków sformowanych w 1812 roku na Litwie, a sama okładka była koloru ciemnej czerwieni. Dwa tomy tego najnowszego albumu wydawnictwa Karabela są koloru białego. Nieprzypadkowo zaczynam recenzję wieloletniego czytelnika serii albumowej od przedstawienia kolorów etui samych albumów ponieważ dobór kolorów z pewnością nie jest przypadkowy. Po prostu granat i biel to kolory najczęściej występujące w umundurowaniu piechoty Księstwa Warszawskiego. Poza tym są to również barwy narodowe po których, między innymi (oprócz charakterystycznych kształtem nakryć głowy - czapek) rozpoznawano wojsko polskie tego okresu. Biorąc pod uwagę powyższe (dygresja) doprawdy trudno zrozumieć oburzenie niektórych kibiców, gdy polska reprezentacja piłkarska zagrała w granatowych strojach, za co potem odsądzano piłkarzy od czci i wiary. A przecież granat to kolor doskonale komponujący się z bielą i czerwienią czy też amarantem (bo ten kolor wówczas nawet częściej niż czerwień utożsamiano z barwą narodową). Wiedziano o tym już w XIX wieku, a później, jak widać, zapomniano... więcej>>>