Nasza księgarnia

Piknik Napoleoński

COM_CONTENT_WRITTEN_BY. Posted in Bez kategorii

Aleksander Napoleon Sarbiński, Wadham College, The University of Oxford

Współpraca, zdjęcia - ChLasalle

EUROPEJSKI PIKNIK NAPOLEOŃSKI W SIERAKOWIE 13 – 14.08.2021

Sieraków nie po raz pierwszy gościł  historyków, rekonstruktorów i pasjonatów epoki napoleońskiej. Warto zaznaczyć, iż sam wybór miejscowości na miejsce imprez napoleońskich nie był w żadnym zakresie przypadkowy. Urokliwe miasteczko w sercu Wielkopolski jest bowiem blisko powiązane z dramatycznym epizodem, który miał miejsce podczas odwrotu Wielkiej Armii po niepowodzeniu Kampanii Rosyjskiej 1812 roku. W dniu 11 lutego 1813 r., Sieraków (znany w epoce napoleońskiej pod niemiecką nazwą Zirke), stał się świadkiem starcia pomiędzy 17 pułkiem ułanów Litewskich pod dowództwem Romualda Giedroycia a zagonem jazdy kozackiej dowodzonym przez Aleksandra Czernyszewa. Owa drobna potyczka okazała się mieć nieproporcjonalne znaczenie dla szerszej sytuacji strategicznej.

Zwycięstwo Kozaków nad Litwinami przekonało bowiem dowódcę wojsk francuskich Eugeniusza de Beauharnais, iż rozpoczęło się natarcie głównych sił armii rosyjskiej, W rezultacie, zarządził on przyśpieszony odwrót za linię Odry, ułatwiając tym samym opanowanie Wielkopolski przez Rosjan. Niewielki oddział jazdy kozackiej skłonił zatem do odwrotu nieporównywalnie silniejsze siły francuskie.  Stanowi to znakomitą ilustrację słynnej maksymy Sun Tzu zawartej w Sztuce Wojny: „Najwyższą doskonałością jest złamanie oporu przeciwnika bez walki”. Podczas działań wojennych czynniki psychologiczne niejednokrotnie odgrywały równie istotną, a czasami nawet i istotniejszą, rolę co kwestie sensu stricte militarne. Dziś, mieszkańcy Sierakowa wciąż kultywują pamięć o tym dramatycznym wydarzeniu. W 2013 r. miała tam miejsce rekonstrukcja z okazji dwusetlecia bitwy. W wydarzeniach upamiętniających batalię uczestniczył min. śp. dr Andrzej Nieuważny. Sierpniowy piknik miał  bogaty program. Złożyła się na niego konferencja naukowa, przemarsz rekonstruktorów przez miasto, inscenizacja bitwy i pokaz pirotechniczny a także szereg atrakcji w obozie rekonstruktorów. Z piknikiem połączono Jarmark Napoleoński.

KONFERENCJA

Pierwszego dnia Pikniku tj. 13 sierpnia 2021 r. w Muzeum Zamku Opalińskich w Sierakowie odbyła się konferencja naukowa pt. „Europa i Polacy w Dobie Epoki Napoleońskiej” stanowiąca część Europejskiego Pikniku Napoleońskiego oraz Jarmarku Europejskiego. W malowniczej sali reprezentacyjnej Zamku swoje prelekcje wygłosiło grono znamienitych historyków, skrupulatnych badaczy oraz wielkich pasjonatów epoki napoleońskiej.


Sama organizacja konferencji stanowiła godne podziwu osiągnięcie. W procesie jej przygotowania wzięło udział wiele różnorodnych podmiotów i instytucji zarówno na poziomie samorządu lokalnego jak i społeczeństwa obywatelskiego. Nieocenioną rolę odegrał Europejski Klub w Międzychodzie założony przez młodzież z Hufca ZHP Międzychód pod przewodnictwem Komendanta Filipa Dobkiewicza. We współpracy z Muzeum Zamku Opalińskich oraz Starostwem Powiatowym w Międzychodzie, członkowie Klubu sporządzili projekt programu historyczno-kulturalnego a następnie zaprezentowali go w konkursie zorganizowanym przez Komisję Europejską. W ramach tegoż konkursu, swoje inicjatywy przedstawiło łącznie 197 zespołów. Projekt z Sierakowa jako jeden z 27 uzyskał finansowanie ze środków Polityki Spójności Unii Europejskiej. Niewątpliwie świadczy to ogromnym nakładzie pracy oraz staranności w sporządzaniu projektu. Jest to również jeden z pierwszych przypadków, kiedy to projekt mający na celu upamiętnianie wydarzeń historycznych otrzymał wsparcie finansowe ze strony instytucji UE.


Pierwszą prelekcję zatytułowaną „Polscy oficerowie u boku marszałków francuskich podczas kampanii 1805/1807” wygłosił Adam Paczuski – zabytkoznawca i autor kilkudziesięciu artykułów naukowych z zakresu historii sztuki i historii w tym min. na temat historii wojskowości w epoce napoleońskiej. Jest on także autorem monumentalnych, bogato ilustrowanych monografii poświęconych wojskom Księstwa Warszawskiego i jednym ze współredaktorów portalu napoleon.org.pl. W treści swojego wykładu przybliżył on burzliwe i skomplikowane losy oficerów polskich, którzy znaleźli się w sztabach wojsk francuskich podczas kampanii 1805-1807.  Jest to temat niezmiernie ciekawy min. zważywszy na romantyzowaną wizję wojen napoleońskich jaka wciąż pokutuje w świadomości historycznej wielu Polaków. Wedle tejże wizji, Napoleon od samego początku popierał dążenia niepodległościowe Polaków dostrzegając w nich naturalnych sojuszników, zaś Polscy żołnierze chętnie służyli w jego armiach, wierząc, że ostatecznie umożliwi im to wyzwolenie ojczyzny spod jarzma mocarstw zaborczych. Niezależnie od krytyki romantycznej wizji wojen napoleońskich w powyższym zakresie, nie sposób nie dostrzec, że, jak trafnie skonstatował prelegent, to, że już w 1805 r. Napoleon zatrudnił Polaków świadczy raczej właśnie o jego zainteresowaniu sprawą polską, i to w okresie kiedy jeszcze był daleko od granic dawnej Rzeczypospolitej, a relacje pomiędzy polskimi i francuskimi oficerami zasadniczo wolne były od istotnych konfliktów.podawane przez prelegenta przykłady Falkowskiego, Jerzmanowskiego, Romańskiego, Kobylańskiego, Urbańskiego czy Dahlena świadczą o dużym zaufaniu i „zżyciu się” francuskich dowódców z ich polskimi sztabowcami. Zdaniem Adama Paczuskiego, historię służby polskich oficerów należałoby zacząć od postaci Józefa Sułkowskiego, który podczas kampanii włoskiej i egipskiej służył jako adiutant generała Bonaparte. Stanowił on, jednakże przypadek jednostkowy, zaś jego nominacja nie była w żaden sposób powiązana z jakąkolwiek planowaną polityką władz francuskich wobec Polaków.

Zasadnicza część wykładu dotyczyła jednak okresu późniejszego. W latach 1803-1804 wielu polskich oficerów powróciło do Francji po nieudanej ekspedycji na San Domingo. Oczekiwali oni wynagrodzenia i pomocy ze strony władz francuskich. Ostatecznie zaś chcieli ponownie włączyć się do wysiłku zbrojnego. Niestety, zarówno Ministerstwo Kolonii jak i Ministerstwo Wojny pozostały głuche na potrzeby polskich żołnierzy. W rezultacie, oficerowie polscy popadali w coraz większe problemy finansowe – nie mieli funduszy na zaspokojenie podstawowych potrzeb takich jak kwatery, ubrania i żywność. Ponadto, ich gorzką sytuację pogłębiało poczucie niesprawiedliwości i zawiedzionej nadziei – spodziewali się, że ich wysiłki poczynione na odległej wyspie i w skrajnie niebezpiecznych warunkach zostaną odpowiednio docenione. Tymczasem, władze francuskie zdawały się ich kompletnie ignorować. W grudniu 1803 r., grupa zgromadzonych w Paryżu polskich oficerów zredagowała skargę-petycję, która następnie została przedstawiona samemu Pierwszemu Konsulowi. Niestety, działanie owo przyniosło skutek dokładnie odwrotny od zamierzonego. Po wykryciu spisku Georges’a Cadoudala, Napoleon z przybierającą na sile podejrzliwością odnosił się do wszelkich potencjalnie nielojalnych elementów w armii. Obawiał się, że rozgoryczeni oficerowie polscy mogliby stać się źródłem kolejnego spisku. W tak napiętej atmosferze, nie powinno dziwić, że skarga-petycja polskich żołnierzy została odebrana negatywnie. W rezultacie, Napoleon postanowił przymusowo skierować wszystkich oficerów polskich na pół-żołdu do niewielkiej miejscowości Châlons-sur-Marne (obecnie Châlons-en-Champagne). Tam, zmagając się z nieustającymi problemami budżetowymi, polscy oficerowie z niecierpliwością oczekiwali na wybuch kolejnej wojny, która umożliwiłaby im powrót do czynnej służby.

Szansa takowa pojawiła się po półtora roku, zaś potrzebę ponownego zatrudnienia polskich oficerów wyraził sam Napoleon.  Mając na uwadze swoje doświadczenia z kampanii włoskiej, Cesarz wiedział, iż podejmując walkę z mocarstwami rozbiorowymi Rzeczypospolitej, jego wojska będą musiały zmierzyć się z wieloma żołnierzami lub nawet całymi oddziałami polskimi służącymi, nierzadko pod przymusem, we wrogich armiach.  Dzięki oficerom znającym język polski, dowództwo francuskie mogłoby łatwiej pozyskać niezbędne informacje od jeńców i dezerterów, a nawet skłonić część polskich żołnierzy do przejścia na stronę francuską. W tym miejscu warto wspomnieć, iż część oficerów polskich, którzy służyli w oddziałach francuskich na San Domingo a następnie zostali skierowani do Châlons-sur-Marne, służyła pierwotnie w armii austriackiej, aby następnie zdezerterować na stronę francuską podczas kampanii włoskiej. Napoleon miał więc w swoim posiadaniu atut o niebagatelnym znaczeniu taktycznym. Cesarz nie zwlekał z wykorzystaniem tego cennego nabytku. W dniu 16 września 1805 r., podczas intensywnych przygotowań do wojny z trzecią koalicją, Napoleon wydał rozkaz, w którym to zadecydował, że w jego sztabie znajdować się „3 dobrych oficerów polskich – szefów batalionów lub kapitanów – do rozpoznania terenu i badania jeńców z ich kraju”.  W tym samym celu, w sztabie każdego korpusu Wielkiej Armii miał znajdować się przynajmniej jeden oficer polski. Ostatecznie zaś, Ministerstwo Wojny zdecydowało, że przy każdym korpusie powinno znajdować się dwóch polskich oficerów. „tak aby w razie braku jednego z nich zawsze pozostawał drugi do pełnienia funkcji tłumacza”. 

Przedstawiwszy owo niezmiernie ciekawe tło, prelegent przybliżył następnie burzliwe losy poszczególnych oficerów. Przeważająca z nich miała za sobą służbę w armii Rzeczypospolitej Obojga Narodów oraz walki w okresie Insurekcji Kościuszkowskiej.  Byli to zatem doświadczeni oficerowie o głębokich uczuciach patriotycznych.  Niektórzy spośród polskich żołnierzy zostali przymusowo wcieleni do sił zbrojnych państw zaborczych i następnie trafili do niewoli lub zdezerterowali na stronę francuską. Szczególnie ciekawa i jednocześnie tragiczna była kariera podporucznika Stanisława Szymańskiego, który zgodnie z Komentarzami Ministerstwa Wojny został przydzielony do sztabu 5 Korpusu marszałka Lannes’a. Po zakończeniu Insurekcji Kościuszkowskiej, Stanisław Szymański został siłą wcielony do wojska austriackiego, z którego następnie uciekł do Legionów Polskich we Włoszech. Niestety, nie miał on zbyt wiele szczęścia. Szymański służył bowiem w załodze Mantui i po kapitulacji tej twierdzy został rozpoznany przez Austriaków jako dezerter. Poddano go straszliwej karze – ledwo przeżył on torturę znaną jako „ścieżka zdrowia” przez rózgi. Ostatecznie, udało mu się ponownie zbiec na stronę francuską, jednakże doświadczenie to permanentnie nadwyrężyło jego zdrowie. W rezultacie, podporucznik Szymański zmarł zanim zdążył objąć przydzielone mu stanowisko w sztabie Lannes’a. Na przestrzeni całej kampanii, Polscy oficerowie wielokrotnie odznaczyli się męstwem, ofiarnością i lojalnością wobec swoich francuskich przełożonych. Za szczególnie interesujący, lecz również tragiczny należy uznać los porucznika Józefa Zadery. Podczas operacji ulmskiej służył on w sztabie marszałka Ney’a. Zgłosił się on na ochotnika do niezwykle niebezpiecznej misji nawiązania kontaktu z armią Italii marszałka Masseny. Niestety, podczas podróży przez terytorium nieprzyjaciela został on rozpoznany i zabity. Jak skonstatował Kazimierz Małachowski „[Józef Zadera] śmiercią szpiega zakończył życie”. Odmiennie potoczyły się losy jego starszego brata porucznika Michała Zadery.  Związał się on stałe ze sztabem korpusu marszałka Davout’a, w którym to pozostał do samego końca wojen napoleońskich. Odznaczył się on min. podczas bitwy pod Austerlitz. Udało się także nawiązać dobre relacje z Żelaznym Marszałkiem, który osobiście zwrócił się z prośbą o zatwierdzenie jego awansu do szefa sztabu generalnego Berthier’a. W 1809 r. został on odznaczony Legią Honorową. Swoją karierę militarną Michał Zadera zakończył w stopniu pułkownika podczas Wojny Polsko-Rosyjskiej 1830-1831 (mylnie określanej mianem Powstania Listopadowego). Zróżnicowane życiorysy braci Zaderów niewątpliwe przywodzą na myśl słowa piosenki Jacka Kaczmarskiego „Somosierra”: „Więc ci co zginęli poszli w bohatery, Ci co przeżyli muszą walczyć dalej”.

Obecność polskich oficerów w sztabach wojsk francuskich nabrała jeszcze większego znaczenia po wkroczeniu armii Napoleona na ziemie polskie podczas kampanii 1806 r. Rola polskich żołnierzy jako tłumaczy była szczególnie ważna z uwagi na konieczność kontaktu z lokalną ludnością min. w celu orientacji w terenie. Niedobór osób znających język polski w sztabach francuskich stał się przyczyną wielu błędów i nieporozumień. Nie znając lokalnych uwarunkowań terenowych i nie umiejąc porozumieć się ludnością cywilną, dowódcy francuscy praktycznie codziennie mieli problemy z ustaleniem w kierunku, w którym powinni podążać. Prowadziło to do potencjalnie niebezpiecznych błędów natury taktycznej. W rezultacie, pod koniec 1806 r., sztab główny Wielkiej Armii został zalany prośbami o przesłanie dodatkowych oficerów polskich. W treści korespondencji z dnia 24 grudnia 1806 r.  do marszałka Berthier’a, marszałek Soult wskazywał: „Muszę jeszcze raz ponowić prośbę do Waszej Wysokości o przesłanie mi polskich oficerów lub wolontariuszy mówiących w obu językach. Myślę, że konieczne jest umieszczenie co najmniej dwóch przy każdej dywizji, aby używać ich jako tłumaczy, gdyż codziennie popełniane są błędy wynikające z niezrozumienia mieszkańców.”. Polscy oficerowie odegrali także kluczową rolę jako kurierzy przenoszący rozkazy i wiadomości pomiędzy oddziałami francuskimi. Po pewnym niefortunnym incydencie związanym z błędem popełnionym przez oficera francuskiego pełniącego funkcję kuriera, Cesarz zadecydował, że rolę kurierów mieli odtąd odgrywać tylko oficerowie polscy.  Polscy żołnierze pełnili również funkcję pośredników w negocjacjach pomiędzy wojskami francuskimi a lokalną ludnością. Wbrew pozorom, owo zadanie wcale nie należało do najprzyjemniejszych. Francuscy żołdacy wielokrotnie dopuszczali się bowiem napaści, gwałtów i rabunków, alienując tym samym polską ludność cywilną. Owe ekscesy francuskiej soldateski utrudniały zatem dowództwu Wielkiej Armii współpracę z Polakami. Jedynie polscy oficerowie cieszyli się dostatecznym zaufaniem i szacunkiem cywili, aby chociaż częściowo rozwiązać ów palący problem.

Szczególnie istotnym aspektem prelekcji Adama Paczuskiego była przeprowadzona przez niego analiza źródeł w języku francuskim. Jak wskazał sam prelegent, dotarcie do przebiegu służby polskich oficerów w sztabach Wielkiej Armii nie było łatwym zadaniem. Już samo rozpoznanie konkretnych postaci było nie lada wyzwaniem zważywszy na często skrajnie zniekształcone wersje polskich nazwisk pojawiające się we francuskich dokumentach. Na przykład, w oryginalnej wersji rozkazu Napoleona nazwisko porucznika Kierzkowskiego zapisano jako „Kiersouski” zaś nazwisko porucznika Jarzyńskiego zapisano jak „Jaxizinski”. Ów pozornie trywialny problem mógł stać się przyczyną istotnych problemów w procesie identyfikacji oficerów. Podobnie, wskazać należy, że oficerowie Polscy w sztabach francuskich wielokrotnie traktowani byli jako element tymczasowy, przez co byli oni pomijani w oficjalnych zestawieniach tychże sztabów. Niejednokrotnie nazwisko określonego polskiego oficera pojawiało się w treści raptem kilku dokumentów, aby następnie rozmyć się w mrokach dziejów. Prelegent poświęcił bowiem wiele czasu i wysiłku, aby ustalić jak najwięcej wiarygodnych informacji z mocno ograniczonego materiału źródłowego. W dzisiejszych czasach wysiłek takowy zasługuje na szczególną pochwałę zważywszy na fakt, iż często praca autorów poszczególnych monografii historycznych ogranicza się do powielania lub syntetyzowania twierdzeń ich poprzedników. Cechą wyróżniającą naprawdę wybitnych historyków jest natomiast umiejętność pracy ze źródłami pierwotnymi. Gorąco zachęcam zatem do przeczytania materiałów pokonferencyjnych, które najprawdopodobniej ukażą się w przyszłym roku.

Drugą znakomitą prelekcję zatytułowaną „Listy oficerów pułku 4 piechoty Legii Warszawskiej z kampanii 1807 r.” wygłosił Wojciech Buller – historyk, rekonstruktor odtwarzający postać żołnierza epoki napoleońskiej, działacz opozycji antykomunistycznej, represjonowany, odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Wolności i Solidarności, autor licznych artykułów naukowych poświęconych epoce napoleońskiej, w szczególności Księstwu Warszawskiemu. Prelekcja poświęcona była unikatowej kolekcji źródeł pierwotnych: listom napisanym przez oficerów 4 pułku piechoty Legii Warszawskiej podczas kampanii 1807 r.

Jak wskazał sam prelegent, są to sporządzane na bieżąco bogate w treść relacje dokumentujące przeróżne aspekty ich życia i działalności w trakcie działań wojennych. Zaznaczyć należy, iż kampania 1807 r. zajmuje szczególnie istotne miejsce w historii wojskowości polskiej okresu napoleońskiego. Jak trafnie skonstatował prelegent, w 1807 r.  po raz pierwszy od czasu rozbiorów Polacy stanęli przed szansą na odbudowę niepodległego bytu państwowego. Po spektakularnych zwycięstwach Wielkiej Armii nad siłami mocarstw zaborczych, Napoleon zaoferował swoje wsparcie w odbudowie polskiego aparatu państwowego. Nie była to, jednakże oferta bezwarunkowa. Cesarz kilkakrotnie podkreślał bowiem, iż ogłosi on niepodległość Polski dopiero gdy ujrzy „30-40 tysięcy wojska i szlachty na koniach”. Innymi słowy, przyszłość polskiej państwowości uzależniona była od wartości militarnej polskich żołnierzy jako sojuszników wojsk francuskich. W dniu 3 października 1806 r., w Berlinie doszło do pamiętnego spotkania pomiędzy Cesarzem Francuzów a gen. Janem Henrykiem Dąbrowskim i Józefem Wybickim. Podczas tegoż spotkania, Napoleon wyraził chęć „wskrzeszenia” państwa polskiego, dopytując się jednocześnie czy jego wojska odnajdą w Polsce wystarczające wsparcie. Na pytanie małego kaprala, Wybicki odparł bez wahania: „zaręczam, bo Polak krew i byt swój cały odda dla odzyskania swej niepodległości i ojczyzny”.

Ostatecznie, zarówno Wybicki jak i gen. Dąbrowski mieli odegrać kluczową rolę w procesie formowania polskich struktur państwowych, które następnie przekształciły się w Księstwo Warszawskie. Wybicki został upoważniony przez Napoleona do odbudowy polskiej administracji, zaś Dąbrowski poświęcił się organizacji polskich sił zbrojnych. Po wkroczeniu wojsk francuskich do Wielkopolski jesienią 1806 r. wybuchło powstanie polskie przeciwko władzom pruskim. Polacy z zapałem rzucili się w wir walki, pragnąc udowodnić Cesarzowi, iż rzeczywiście „zasługują na niepodległość”. Na generale Dąbrowskim spoczęło niezwykle trudne zadanie przekształcenia owych nieregularnych oddziałów powstańczych w karne, wyszkolone i dobrze wyposażone jednostki wojskowe. Sam zapał patriotyczny nie zastąpiłby bowiem dyscypliny, taktyki i odpowiedniego uzbrojenia.

Wykorzystane przez prelegenta źródła pierwotne przedstawiają niezwykle ciekawy obraz owego procesu formowania się polskich sił zbrojnych. W losach 4 pułku niczym w soczewce skupiają się bowiem problemy, z którymi musieli zmierzyć się Polscy oficerowie tworzący podstawy organizacji nowych oddziałów, zaś listy pozwalają współczesnym historykom na przyjrzenie się tymże problemom z niecodziennej perspektywy. Łącznie zachowało się około 20 rękopisów, przechowywanych obecnie w Archiwum Głównym Akt Dawnych.  Pierwotnie stanowiły one część archiwum płk. Feliksa Potockiego, pierwszego dowódcy pułku. Chronologicznie obejmują one okres od marca do sierpnia 1807 r., zaś adresatem większości z nich był kpt. Jan Ceyzinger – kapitan - płatnik pułku 4 piechoty odpowiadający także m.in. za zaopatrzenie pułku. Korespondencja ta miała charakter prywatno-służbowy – jej treść łączyła oficjalną komunikację wojskową (w tym przede wszystkim prośby o uzupełnienie brakujących elementów wyposażenia) oraz prywatne przemyślenia poszczególnych oficerów (w tym także ich przekonania polityczne). Dogłębnie zapoznawszy się z ich treścią, prelegent podzielił listy na trzy zasadnicze kategorie: listy napisane przez szefa I batalionu ppłk. Cypriana Zdzitowieckiego, listy chirurga I batalionu Karola Grygowicza, oraz listy poszczególnych innych oficerów 4 pułku, w tym jego ówczesnego dowódcy płk. Feliksa Potockiego.

Zacytowane i przeanalizowane przez prelegenta fragmenty tejże korespondencji umożliwiają odbiorcy zapoznanie się z realiami żołnierskiej egzystencji dosłownie od podszewki.  Na przykład, w liście z dnia 4 kwietnia 1807 r., sporządzonym w Serocku, ppłk. Zdzitowiecki przestrzegł kpt. Ceyzingera przed przyjmowaniem dla żołnierzy „butów złej jakości”.  Podobnie, w liście z 10 kwietnia, Zdzitowiecki wskazuje: „grenadierów chciałbym jak najprędzej ubrać [we właściwe dla nich mundury – przyp. T.Z] Uwagę oficerów zajmowały także, pozornie mało istotne części ubioru ich żołnierzy: „...nie zapominaj o szelkach, bez nich bowiem źle bardzo spodnie leżą”.

Kwestia należytego umundurowania i wyposażenia żołnierzy nie dawała spokoju oficerom w trakcie trwania działań wojennych. Z listów wynika bowiem, iż nawet podczas oblężenia twierdzy w Grudziądzu, żołnierze 4 pułku byli nadal nie do końca wyposażeni.  W treści listu z dnia 26 czerwca 1807 r. ppłk Zdzitowiecki prosząc kpt. Ceysingera o przysłanie epoletów dla żołnierzy jego batalionu podkreślał, że: „przypiększą nie mało woltyżerów i grenadierów”.

Innym istotnym tematem poruszanym przez oficerów w treści zacytowanej korespondencji były wiadomości polityczne. Na przykład w liście do kpt. Jana Ceyzingera, szef I batalionu Cyprian Zdzitowiecki przedstawił swoje przewidywania dotyczące sytuacji międzynarodowej: „Austria będzie przeciwko Francji deklarować [wojnę- przyp. T.Z] daj Boże żebym zgadł!”. Nietrudno domyślić źródła entuzjazmu polskich oficerów wobec możliwości dalszej eskalacji zmagań wojennych. Jedynie decydująca klęska militarna mocarstw zaborczych otworzyłaby bowiem drogę do pełnej rekonstrukcji polskiej państwowości. Jednocześnie, w treści tego samego listu pojawia się wątek romantycznego optymizmu oraz przekonanie o wyjątkowości czasów, w których przyszło żyć i walczyć jego nadawcy: „Jesteśmy w wielkiej epoce, mamy w Bogu nadzieję, że słońce i szczęście dla nas zaświeci”. Takie przekonanie o wyjątkowości czasu, w którym żyli autorzy opisywanych listównie było bynajmniej odosobnionym przypadkiem. Raptem kilka miesięcy przed sporządzeniem tegoż listu, wybitny niemiecki filozof historii Georg Wilhelm Friedrich Hegel określił zwycięstwo Napoleona w bitwie pod Jeną mianem zwiastuna „końca historii”. Jak wskazuje treść listu, także i w umysłach polskich żołnierzy pojawiła się nadzieja, że spektakularne zwycięstwa Cesarza Francuzów otworzą nową epokę w historii ludzkości, w której to braterstwo wolnych, suwerennych narodów zastąpi cyniczne machinacje i ekspansjonistyczne tendencje wielkich mocarstw. Podobnie panglossowska wizja pojawia się także w treści kolejnego listu Zdzitowieckiego do Ceyzingera: „Cieszmy się, uderzyła już nasza godzina (...) przez jakież lekcje przeszliśmy, ile jeszcze gór przebyć trzeba, jak miłość ojczyzny wszystko zrównać potrafi i kwiatem szczęścia kraj nasz uwieńczyć”.

Snujących mesjanistyczne prognostykacje Polaków czekało jednakże bolesne zderzenie z twardą rzeczywistością geopolityczną.  W dniu 7 lipca 1807 r. Cesarz Napoleon i Car Aleksander I podpisali traktat pokojowy w Tylży, na mocy którego Imperium Rosyjskie uznało istnienie niepodległego Księstwa Warszawskiego. Księstwo stanowiło, jednakże wyłącznie okrojoną namiastkę dawnej Rzeczypospolitej. W szczególności, znaczna część wschodnich terytoriów Rzeczypospolitej Obojga Narodów pozostała we władaniu Rosji. Swoje przemyślenia na ten temat opisał sam dowódca 4 pułku, pułkownik Feliks Potocki. Podczas oblężenia twierdzy Grudziądz otrzymał on pozwolenie od swojego przełożonego, gen. Marie-François Rouyera,na podróż do kwatery głównej Napoleona w Tylży w celu obserwacji negocjacji cesarza Francuzów z carem Rosji Aleksandrem I, którego armia pokonana została w bitwie pod Frydlandem.

Płk Potocki był gorzko rozczarowany ostatecznymi postanowieniami traktatu. W treści listu do Cypriana Zdzitowieckiego zawarł następujące swoje wnioski i obserwacje: „Nieprzyjemne wcale w Tylży zastałem nowiny (...) Litwa zostawiona Moskwie, Białystok jest ustąpiony, część majątku mojego i mojego brata pod władzą Moskwy”. Po raz kolejny, jedyną nadzieję na spełnienie marzeń o rzeczywistej odbudowie kraj okazała się możliwość wybuchu kolejnej wojny: „Wojna z Austrią zdaje się nieochybną [sic], tym sposobem dostaniem dwie Galicję i imię Polski [Uznając powstanie Księstwa Warszawskiego Car Aleksander I nie zgodził się na użycie wobec niego określenia Polska] a na przyszły rok Litwę”.  Bezsprzecznie, polscy oficerowie w służbie Napoleona niejednokrotnie odznaczyli się godną podziwu odwagą i głęboko znajomością wojennego rzemiosła. Zapoznawszy się z treścią ich listów trudno nie zadać sobie, jednakże pytania, czy nie pokładali oni nadmiernej nadziei w zapowiedziach Cesarza o „wskrzeszeniu” ich ojczyzny. Napoleon postrzegał bowiem niepodległość Polski w kategoriach instrumentalnych raczej niż autotelicznych. Tych, którzy o tym zapomnieli czekało wyraźne „przykre przebudzenie” [z ang. rude awakening] chociażby w postaci postanowień traktatu z Tylży.

Inną bardziej optymistyczną kwestią pojawiający się w treści przeanalizowanych przez prelegenta listów był stosunek lokalnej ludności do działań polskich żołnierzy. W trakcie kampanii 1806/1807 mieszkańcy polskich wsi i miasteczek wielokrotnie ponosili straszliwe koszty przetaczającej się przez ich kraj wojennej zawieruchy. Żołnierze francuscy niemalże codziennie dopuszczali się aktów grabieży i przemocy wobec ludności cywilnej. Postępowali bardziej jak żądni łupów zdobywcy niż jak sojusznicy i wyzwoliciele. Można się było zatem spodziewać, że większość polskiego społeczeństwa dotkniętego tymi ciężkimi doświadczeniami okaże rezygnację, apatię lub nawet niechęć wobec kontynuacji działań wojennych.  W polskiej ludności kryły się, jednakże drzemiące pokłady głębokiego patriotyzmu i podziwu dla rodaków w służbie Cesarza.  Świadczy o tym min. treść listu niezidentyfikowanego oficera 4 pułku, który to sporządził diariusz marszu dowodzonego przezeń oddziału z Płocka do Pułtuska. W dniu 12 lipca 1807 r. przybył on do miejscowości Radzonowo i był wielce uradowany „gdym ujrzał sołtysa wsi Radzonowo na czele swojej gromady z okrzykami: „pójdźże bracie, chociaż sami mało mamy, jednakowoż ostatkiem dzielić się będziemy” (...) Ksiądz proboszcz dowiedziawszy się o tym przybyciu naszym wybiegł w szlafroku i z wielkim ukontentowaniem ludzi 12 do siebie wziął i dał im wszelką wygodę”.   W szczególności, zwraca uwagę fakt, że gościnności polskim żołnierzom udzielili „zwykli” ludzie, w większości ubodzy chłopi który nie raz zapewne doświadczyli już okrucieństwa wojny. Świadczy to o tym, że uczucia patriotyczne i idee narodowe nie ograniczały się wyłącznie do kręgu szlachty lub wykształconego mieszczaństwa, lecz szybko rozpowszechniły się także wśród niższych warstw społecznych.

Kolekcja przedstawionych przez prelegenta listów okazała się zatem prawdziwą skarbnicą informacji na wszelkie tematy powiązane z działalnością polskich oficerów podczas kampanii 1807 r.: Od [dosłownie] przyziemnych problemów związanych z zamówieniami obuwia dla żołnierzy po romantyczne marzenia i spekulacje polityczne oficerów oraz stosunek ludności cywilnej do wysiłku zbrojnego swoich rodaków. Jak zaznaczył prelegent, zbiór listów sporządzonych przez oficerów 4 pułku stanowi źródło niezwykłe i jedyne w swoim rodzaju. Nie są to bowiem pamiętniki napisane wiele lat po opisywanych wydarzeniach, lecz przede wszystkim relacje pisane „na gorąco” w trakcie samych działań wojennych. Podobny zbiór korespondencji nie zachował się dla żadnej innej polskiej jednostki wojskowej z epoki.  Listy oferują zatem unikatową możliwość zapoznania się z losami polskich oficerów, w tym nie tylko z przydzielonymi im zadaniami czy starciami w których wzięli udział, lecz także z ich prywatnymi uczuciami, przemyśleniami i wspomnieniami. Na szczególną uwagę zasługuje także tytaniczny wysiłek intelektualny  prelegenta. Samodzielnie wydobył on światło dzienne do tej pory mało znane i prawie w ogóle niewykorzystane materiały źródłowe, aby następnie poddać je dogłębnej analizie i interpretacji. W tym miejscu warto wspomnieć, że z uwagi na ograniczenia czasowe, prelegent był zobowiązany do znacznego skrócenia swojego wykładu. W materiałach pokonferencyjnych mamy nadzieję odnaleźć pełną wersję prelekcji, zawierającą jeszcze głębszą analizę oraz jeszcze więcej fascynujących cytatów z owego do tej pory nieznanego zbioru korespondencji.

Trzecią prelekcję zatytułowaną „Kilka uwag na temat Korpusu Oficerskiego w Księstwie Warszawskim” wygłosił Dawid Gralik – doktorant na Wydziale Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz przewodniczący samorządu doktorantów Wydziału Historii UAM. Obecnie przygotowuje on rozprawę doktorską poświęconą polskiej kadrze dowódczej doby wojen napoleońskich. W swoim wystąpieniu przeanalizował on przede wszystkim kompozycję społeczną i demograficzną kadry oficerskiej Księstwa Warszawskiego. W pierwszej kolejności prelegent przedstawił publiczności zasadnicze pytanie: dlaczego w ogóle warto zajmować się strukturą społeczną kadry dowódczej?  Według prelegenta odpowiedź na owo pytanie można odnaleźć w wypowiedzi przypisywanej samemu Napoleonowi Bonaparte: „Armia baranów prowadzona przez lwa jest silniejsza od armii lwów prowadzonej przez barana”. Na przestrzeni historii wojskowości, jakość kadry dowódczej niejednokrotnie przesądzała o triumfie lub klęsce całych armii. Na ową jakość składa się wiele czynników w tym min. doświadczenie wojskowe, kompetencje, wykształcenie oraz morale oficerów. Trudno zatem nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że skompletowanie kadry dowódczej stanowiło jedno z najważniejszych wyzwań stojących przed gen. Dąbrowskim, kiedy rozpoczął on organizacje polskich sił zbrojnych na przełomie 1806 i 1807 r.

Następnie Dawid Gralik zwrócił uwagę na problematykę metodologiczną i historiograficzną badań nad strukturą społeczną korpusu oficerskiego. Przede wszystkim prelegent zwrócił uwagę publiczności na niezmiernie bolesny problem, który doskwiera wielu badaczom polskiej wojskowości doby wojen napoleońskich: skrajnie ograniczoną bazę źródłową. Podczas drugiej wojny światowej, polskie archiwa, w tym i instytucje wojskowe, poniosły ogromne straty. Znaczna część dokumentów uległa zniszczeniu, zaginęła bądź została wywieziona przez okupantów. W szczególności, zniszczone zostały dokumenty pułkowe z okresu Księstwa Warszawskiego, których treść mogłaby stanowić podstawę dla analizy kompozycji społecznej kadry dowódczej w tym okresie. Oznacza to, iż wszelkie prowadzone obecnie badania mogą mieć co najwyżej charakter punktowy i nie jest możliwe wyprowadzenie jednoznacznych, niepodważalnych wniosków co do rzeczywistej struktury społecznej armii. Badania nad kompozycją społeczną z swej natury zawierają bowiem analizy ilościowej, która opiera się określonej próbce danych. Historyk musi zmierzyć się z klasycznym problemem statystycznym: Jak wyprowadzić wnioski dotyczące całej populacji (całości korpusu oficerskiego Księstwa Warszawskiego) na podstawie określonej próby statystycznej (zbioru oficerów, którzy pojawiają się w dostępnych dokumentach źródłowych). Im mniejsza próba, tym większe ryzyko, iż nie jest ona reprezentatywna względem całej populacji i tym mniej pewne są ostateczne konkluzje. Z uwagi na straty w materiałach archiwalnych, Polscy historycy odczuwają ten problem szczególnie boleśnie. W rezultacie, tematyka struktury społecznej armii Księstwa Warszawskiego cieszyła się dotąd ograniczonym zainteresowaniem badaczy (aczkolwiek warto w tym miejscu wspomnieć o znakomitej pracy prof. Jarosława Czubatego „Wodzowie i Politycy. Generalicja Polska lat 1806-1815” poruszającej m. in. pochodzenie społeczne polskich dowódców).

Drugą przyczyną, dla której kompozycja społeczna armii pozostaje nowatorskim obszarem badawczym jest ewolucja samej historiografii wojskowości. Pierwotnie, prace z zakresu historii wojskowości skupiały się na strukturze organizacyjnej wojska, przebiegu działań wojennych bądź szlakach bojowych poszczególnych jednostek. Informacje dotyczące pochodzenia społecznego dowódców pojawiały się głównie w biografiach pojedynczych oficerów. Dopiero na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, historycy wojskowości zaczęli przejawiać większe zainteresowanie zagadnieniami z zakresu „armia a społeczeństwo” takimi jak logistyka, finanse czy właśnie kompozycja społeczno-demograficzna sił zbrojnych. Ów nowy trend historiograficzny określany jest mianem „nowej historii wojskowości” i dopiero niedawno odnalazł on swoją niszę w polskim środowisku akademickim. W rezultacie, jak wskazał prelegent, problematyka struktury społecznej i demograficznej korpusu oficerskiego w Księstwie Warszawskiem wciąż pozostaje tematem niemalże „dziewiczym” i otwartym na nowe badania.

Omówiwszy zagadnienia metodologiczne oraz ewolucję historiografii, prelegent przeszedł następnie do zasadniczej części wykładu. Rozpoczął on od przybliżenia kontekstu zmian w wojskowości europejskiej w okresie poprzedzającym utworzenie Księstwa Warszawskiego. Armia Księstwa nie powstawała bowiem w próżni, lecz w znacznym zakresie odzwierciedlała wzorce zagraniczne, w tym przede wszystkim francuskie. Prelegent wskazał na przełomowe znaczenie rewolucji francuskiej dla zmian w strukturze społecznej francuskich sił zbrojnych.  W okresie przed-rewolucyjnym, kariera we francuskim korpusie oficerskim była dostępna niemalże wyłącznie dla osób o pochodzeniu szlacheckim. Warto wspomnieć chociażby o słynnej (niesławnej?) regulacji wojskowej z 1781 r., który stypulował, że kandydaci na stopnie oficerskie musieli wykazać pochodzenie szlacheckie aż do czterech pokoleń wstecz. Jednocześnie, XVIII wiek był we Francji okresem dramatycznej przemiany społecznej. Rozkwit handlu zagranicznego przyczynił się do wzrostu nowej elity obejmującej m.in. kupców, prawników i finansistów. Często były to osoby niezwykle ambitne i pracowite, której swoją pozycję w społeczeństwie zawdzięczały własnym zasługom a nie pochodzeniu. Restrykcyjny system przywilejów szlacheckich uniemożliwiał im, jednakże, obejmowanie wyższych stanowisk w aparacie państwowym, a tym wykluczał je z życia politycznego. Zdaniem wielu historyków, owo tarcie pomiędzy dynamicznie rozwijającą się „klasą średnią” a anachronicznym systemem przywilejów opierającym się na pochodzeniu (którego skrajny przykład stanowi wspomniany powyżej regulamin wojskowy), był jedną z głównych przyczyn rewolucyjnego przewrotu z 1789 r.  Twierdzenie to ma charakter kontrowersyjny i nie jest powszechnie akceptowane wśród badaczy. Nie podlega jednak wątpliwości, że sama rewolucja doprowadziła do dramatycznych zmian w kompozycji społecznej francuskich kadry dowódczej. Znaczna część oficerów z czasów ancien regime została zamordowana podczas wielkiego terroru lub zmuszona do opuszczenia kraju. Ich miejsce zajęli żołnierze, którzy wsławili się podczas wojen rewolucji francuskiej (Guerres de la Revolution Francaise). Przeważająca większość z nich nie była w żaden sposób powiązana z przed-rewolucyjną elitą szlachecką, a część pochodziła nawet z niższych warstw społecznych (Massena był synem sklepikarza, zaś Augereau był synem sprzedawcy owoców). Przemiana ta była ściśle powiązana z ideałami samej rewolucji: Hierarchia społeczna oparta na pochodzeniu miała zostać zastąpiona merytokracją. O miejscu danego obywatela w społeczeństwie miały decydować jego indywidualne zasługi a nie tytuły szlacheckie jego przodków. Sentyment ten wyraził także sam Napoleon w treści słynnej maksymy: la carriere ouverte aux talents (kariera otwarta dla talentów). Prelegent zwrócił także uwagę na konsekwencje zmian w teorii wojskowości w okresie bezpośrednio poprzedzającym Rewolucję. Na przykład, jeden z najwybitniejszych francuskich teoretyków wojskowości XVIII-wieku, Comte de Guibert, jeszcze przed rewolucją domagał się wprowadzenia w wojsku merytokratycznycch reform i krytykował dominację szlachecką w instytucjach państwowych.

Prelegent wskazał, że podobne, aczkolwiek zdecydowanie mniej dramatyczne przemiany miały miejsce także na ziemiach polskich. W 1791 r. Sejm Czteroletni przyjął ustawę zatytułowaną „Miasta nasze królewskie wolne w państwach Rzeczypospolitej”, która następnie została włączona jako art. III do Konstytucji 3 Maja. Prawo to po raz pierwszy umożliwiło mieszczanom ubieganie się o stopnie oficerskie. Także i w Polsce zmiany prawne poprzedzone były wzmożoną debatą polityczną. Jeden ze współtwórców Konstytucji 3 Maja, Hugon Kołłątaj zorganizował słynną „Czarną Procesję” 1788 r. podczas której to reprezentanci polskiego mieszczaństwa przedstawili Królowi petycję i zażądali przyznania im praw na równi ze szlachtą. Wszystkie te przed-rozbiorowe wydarzenia miały potem istotny wpływ na odrodzenie się polskiej państwowości, w tym także polskich sił zbrojnych, w okresie Księstwa Warszawskiego.

Po przedstawieniu kontekstu, prelegent przedstawił proces formowania się korpus oficerskiego na ziemiach polskich w okresie Księstwa Warszawskiego. Podzielił on oficerów na cztery zasadnicze grupy społeczno-demograficzne. Pierwszą grupę stanowili dawni oficerowie w armii Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Byli to w większości starsi i doświadczeni żołnierze, wykształceni zgodnie z XVIII-wieczną sztuką wojenną. Ich zasadniczym mankamentem była długa przerwa w służbie wojskowej – znaczna część z nich pozostawała w stanie spoczynku od zakończenia Insurekcji Kościuszkowskiej a zatem nie była zaznajomiona ze zmianami w sztuce wojennej z okresu wojen rewolucyjnych. Druga grupa składała się z weteranów Legionów Polskich we Włoszech oraz „formacji pokrewnych” takich jak Legia Naddunajska. Ta kategoria oficerów była najbardziej ceniona z uwagi na jej obszerne doświadczenie wojskowe oraz znajomości ostatnich innowacji w sztuce wojennej. Niestety, nie była dostatecznie liczna, aby obsadzić nią wszystkie istotne stanowiska. Trzecią grupę prelegent określił mianem militarnych „żółtodziobów”. Byli to młodzi mężczyźni, często z „dobrych domów”, należący do szlachty lub bogatszego mieszczaństwa i bez wcześniejszego doświadczenia w służbie wojskowej. Często odznaczali się oni zapałem patriotycznym, jednakże z uwagi na brak doświadczenia wymagali szkolenia bądź przydzielenia im do pomocy bardziej doświadczonych oficerów. Przedstawiciele najbogatszych rodów szlacheckich niejednokrotnie otrzymywali prestiżowe stanowiska takie jak dowództwo pułku „z miejsca” w ramach rekompensaty za fundusze, które przekazali na formowanie oddziałów. Niewątpliwie stanowiło to pewne naruszenie opisanej powyżej zasady merytokracji, jednakże takowe układy były częstokroć konieczne z uwagi na ograniczone zasoby finansowe armii. Czwarta kategoria oficerów okazała się najbardziej zagadkowa i najtrudniejsza do zidentyfikowania. Prelegent nie przedstawił jej od razu, lecz zaprezentował publiczności pewną zagadkę. Na wyświetlaczu pojawił się portret gen. Józefa Sowińskiego ozdobionego kilkoma orderami. Publiczność natychmiast zidentyfikowała kluczowy szczegół: jednym z orderów widniejących na portrecie gen. Sowińskiego było słynne Pour le Merite („Za Zasługę”) – najwyższe odznaczenie wojskowe Królestwa Prus. Otóż czwartą kategorię oficerów stanowili dawni oficerowie armii państw zaborczych, którzy po utworzeniu się Księstwa Warszawskiego porzucili dotychczasowe stanowiska i przeszli na stronę Polską.

W celu przybliżenia publiczności zróżnicowanej kompozycji społeczno-demograficznej korpusu oficerskiego, Prelegent posłużył się szeregiem dokumentów dotyczących poszczególnych jednostek. Pierwszy z tychże dokumentów zawierał spis kadry dowódczej 1 pułku piechoty Legii Poznańskiej z dnia 27 listopada 1806 r. Kompozycja tejże kadry cechowała się istotnym poziomem zróżnicowania, a także, jak wskazał prelegent, pewnym chaosem. Część widniejących na liście oficerów składała się z „ex-legionistów”: weteranów walki w szeregach Legionów Polskich we Włoszech. Jednym z nich był min. pułkownik Cyprian Godebski – słynny poeta, pisarz i weteran kampanii włoskiej, którego kariera stworzyła podstawy dla romantycznego ideału „żołnierza-poety”. Na liście znajdowali się także dawni oficerowie armii Rzeczypospolitej Obojga Narodów, w tym weterani Insurekcji Kościuszkowskiej. Część spośród nich posiadała patenty oficerskie nadane przez samego Naczelnika Kościuszkę, zaś część nie posiadała patentów w ogóle. Wreszcie, znaczny odsetek oficerów 1 pułku składał się z byłych oficerów wojsk pruskich. Analogiczna sytuacją panowała w korpusie oficerskim 2 pułku piechoty. Owo zróżnicowanie wskazuje z jak trudnym zadaniem musiał zmierzyć się gen. Dąbrowski przystąpiwszy do kompletowania kadry oficerskiej polskich sił zbrojnych: z wielu różnorodnych grup oficerów, o rożnym poziomie doświadczenia i wykształcenia wojskowego musiał on skonstruować spójną kadrę dowódczą, która miała przewodzić polskim wysiłkom zbrojnym na przestrzeni wielu następnych lat. Jedynie dowódca o wysokim poziomie dyscypliny i pracowitości mógł podołać temu wyzwaniu.

O problemach związanych z formowaniem się kadry dowódczej Księstwa Warszawskiego świadczy także treść kolejnego dokumentu zacytowanego przez prelegenta: listu gen. Józefa Niemojewskiego do gen. Dąbrowskiego w sprawie płk. Kazimierza Turno. Pułkownik Turno był doświadczonym oficerem kawalerii, który swoją karierą rozpoczął w armii pruskiej. Podczas formowania się armii Księstwa Warszawskiego został on, jednakże omyłkowo przypisany do jednostki piechoty. W treści listu, gen. Niemojewski prosił o zmianę tegoż przydziału i przypisania płk. Turno do jednostki kawalerii. Z pewnością nie był to jedyny przypadek błędu w procesie przydzielania odpowiednich stanowisk poszczególnym oficerom. Zważywszy na konieczność jak najszybszego zorganizowania polskich sił zbrojnych, takowe błędy natury administracyjnej nie powinny być niczym zaskakującym.

Prelegent ponownie zwrócił uwagę na problem niedoboru doświadczonych oficerów, który doskwierał polskiej kadrze dowódczej na przestrzeni całego okresu wojen napoleońskich. W tym kontekście, powołał się on na dwa niezmiernie ciekawe źródła. Pierwszym z nich był fragment listu płk. Gabriela Biernackiego, w którym autor podkreślał ogromny zapał patriotyczny oficerów „ochotników” bez uprzedniego doświadczenia wojskowego. Jak wynika z treści tego źródła, z uwagi na niedobór doświadczonych oficerów, koniecznym było wypełnienie tejże luki za pomocą młodych ochotników, nawet jeśli nie posiadali oni doświadczenia bądź wykształcenia wojskowego.  Drugim zacytowanym przez prelegenta źródłem był kolejny list gen. Niemojewskiego. W treści tegoż listu, gen. Niemojewski wskazał na różnicę w poziomie morale pomiędzy młodszymi oficerami „ochotnikami” a ich bardziej doświadczonymi kolegami, weteranami Insurekcji i Kampanii Włoskiej. Młodzi oficerowie cechowali się zdecydowanie większym zapałem i pokładali więcej nadziei w wizję ostatecznego triumfu oraz pełnego odtworzenia polskiej państwowości. Postawę starszych oficerów cechowało natomiast bardziej wyważone i mniej idealistyczne podejście do działań wojennych. Wielu z nich osobiście doświadczyło klęski Insurekcji Kościuszkowskiej bądź rozczarowania po zawarciu traktatu w Luneville i walkach  na San Domingo. Ponadto, zgodnie ze znaną maksymą dulce bellum inexpertis – wojna wydaje się słodka wyłącznie dla tych, którzy jej nie doświadczyli.

Na zakończeniu swojego wystąpienia, prelegent powrócił do rewolucyjnej idei merytokracji, zadając sobie pytania w jakim zakresie została ona urzeczywistniona w procesie formowania się kadry dowódczej Księstwa Warszawskiego. Niestety, praktyka znacząco odbiegała od Napoleońskiej zasady carriere ouverte aux talents. Z uwagi na ograniczoną bazę źródłową trudno jest wyprowadzić jednoznaczne wnioski dotyczące demografii społecznej korpusu oficerskiego. Obecnie historycy nie są w stanie dokładnie określić na przykład jaki odsetek oficerów miał pochodzenie szlacheckie a jaki mieszczańskie. Uogólnienia muszą zatem bazować na podstawie informacji o karierach indywidualnych oficerów. Według prelegenta, informacje te wskazują, że wbrew ideałom Rewolucji, czynniki pozamerytoryczne takie jak pochodzenie czy znajomości niejednokrotnie wywierały większy wpływ na karierę oficerską niż wykształcenie czy osiągnięcia militarne. Na poparcie tegoż poglądu, prelegent przywołał min. fragment pamiętników kpt. Józefa Rudnickiego, w którym autor wskazywał, że nawet dowódcy, którzy wsławili się odwagą i determinacją podczas krwawych walk w Hiszpanii, częstokroć nie otrzymywali należnych im awansów. Na poziomie ogólnym, kariery polskich oficerów raczej nie rozwijały się w sposób naturalny: sukcesy na polu bitwy nie dawały gwarancji awansu, czasem znaczną rolę odgrywał czysty przypadek. Na zakończenie warto przytoczyć zacytowany przez prelegenta fragment wspomnień francuskiego oficera na temat płk. Michała Radziwiłła.  Bardziej doświadczony francuski dowódca oferował płk. Radziwiłłowi dodatkowe szkolenie z zakresu taktyki. Radziwiłł nie wyraził, jednakże zainteresowania, albowiem wykazywał on większe „przywiązanie do gitary i fajki”.  Pomimo takowej indolencji z jego strony, w 1811 r. Radziwiłł otrzymał awans na generała brygady.  Już sama ta historia świadczy, że realia kariery wojskowej daleko odbiegały od szczytnych idei Rewolucji.

Czwartą i ostatnią prelekcję zatytułowaną „Wojsko Litewskie w Kampanii 1812-13 – spod Wilna do Sierakowa” wygłosił profesor Dariusz Nawrot – wykładowca Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, członek Zespołu Historii Wojskowości Polskiej Akademii Nauk i Dyrektor Instytutu Zagłębia Dąbrowskiego, autor 16 książek i ponad 150 różnych publikacji naukowych. Jego wykład poświęcony był burzliwym dziejom oddziałów litewskich podczas dramatycznych wydarzeń Kampanii Rosyjskiej Napoleona. Nie bez powodu prof. Nawrot umieścił w tytule swojej prelekcji dodatkowy element „spod Wilna do Sierakowa”. Jak wspomniana we wstępie do niniejszego artykułu, to właśnie pod Sierakowem miało miejsce słynne starcie 17 pułku ułanów litewskich z zagonem jazdy kozackiej pod dowództwem Aleksandra Czernyszewa.  W treści swojej prelekcji prof. Nawrot przede wszystkim udzielił odpowiedzi na pytanie skąd żołnierze litewscy pojawili się pod Sierakowem w 1813 r.  Genezą tego niewątpliwie było uformowanie się oddziałów litewskich podczas wojny z Rosją w 1812 r.  Prelegent nawiązał do wątpliwości co do rozumienia koncepcji konfederacyjnych Napoleona. Wskazał też, że w zamiarach Cesarza, założenie utworzenia oddziałów litewskich niewątpliwie ewoluowało. Początkowo, Napoleon nie planował sformowania regularnych oddziałów litewskich, co należy wiązać z nadzieją na pokonanie wroga w napoleońskim stylu – w wyniku walnej bitwy stoczonej blisko granicy. Gdy to nie mogło się ziścić i stało się jasne, iż wojna potrwa dłużej, pojawiła się potrzeba zabezpieczenia zaplecza Wielkiej Armii. Oznaczało to konieczność utworzenia regularnych oddziałów żandarmerii, której zadaniem było zwalczanie maruderów i ochrona szlaków zaopatrzeniowych.  Na tyłach armii Cesarza rozwinęła się bowiem swoista „międzynarodówka maruderska” składająca się z maruderów obu walczących stron.  Nadto, Wielkiej Armii przydaliby się dodatkowi Polacy jako urodzeni kawalerzyści, a nowe oddziały piechoty mogłoby zwolnić francuskie jednostki liniowe, umożliwiając im tym samym doszlusowanie do głównych sił. Z kolei uformowanie 3 pułku szwoleżerów miało wydźwięk stricte polityczny.

Narzucony przez Napoleona Litwie kontyngent nie był wysoki. Oddziały żandarmerii miały liczyć wyłącznie kilka tysięcy żołnierzy. Miały także powstać 4 pułki kawalerii oraz liczące łącznie około 10 000 żołnierzy oddziały piechoty. Formowanie oddziałów Litewskich znacznie utrudniła taktyka Aleksandra polegająca na ogołoceniu ziem litewskich ze wszystkiego co mogło przydać się Napoleonowi, w tym także dokumentów i … urzędników lokalnych. Swoista „biała plama” statystyczna uniemożliwiła orientację wymaganą dla sprawnego przeprowadzenia poboru. Właściwa organizacja oddziałów litewskich ruszyła po formalnym przystąpieniu Litwy do Konfederacji Generalnej (14.07.1812). W pierwszej kolejności organizowano oddziały żandarmerii złożone ze szlachty posesjonatów, które miały pełnić funkcje porządkowe. Powstawały kolejne pułki ułanów numerowane poczynając od „17”. Niemniej jednak, pomimo wysiłku organizacyjnego nowo powołanych władz administracyjnych proces organizacji napotykał trudności, choć w porównaniu do Wielkopolski w 1806 r. nie był znacznie wolniejszy. Nieco zawiedziony tempem organizacji wojsk litewskich Napoleon, mianował Dirka van Hogendorpa gubernatorem Litwy, co początkowo sparaliżowało dalsze wysiłki organizacyjne. Jesienią 1812 r. proces organizacji był kontynuowany, a z braku innych źródeł ustalenia dotyczące mundurów można poczynić na podstawie dokumentów zakupowych. W tym miejscu prelegent ilustrował ustalenia munduroznawcze wyświetlając stosowne plansze.

Na scenie kampanii wojska litewskie pojawiły się dopiero w październiku 1812 r.  Niestety, pierwszym starciem była klęska szwoleżerów Konopki pod Słonimem. Starcie to Prof. Nawrot w szerszym kontekście militarnym, wskazując na manewr armii Cziczagowa mający na celu zamknięcie kleszczy okrążenia od południowego zachodu, bezradność gen. Bronikowskiego i panikę Hogendorpa. Ostatecznie, jeszcze nie do końca sformowane oddziały litewskie miały chronić zwłaszcza Mińsk z bogatymi magazynami przed rzeczonym manewrem. W tym celu gen. Bronikowski utworzył grupę pod dowództwem gen. Kosseckiego obejmującą 22 pułk piechoty oraz 18 pułk ułanów. Wynik pierwszych starć wojsk litewskich z Rosjanami był łatwy do przewidzenia, mając na uwadze choćby fakt, że piechurzy z grupy Kosseckiego otrzymali karabiny dopiero 3 dni wcześniej. Nie mógł pomóc sam entuzjazm chłopskiego rekruta, który wiedząc o zmianie sytuacji chłopów w Księstwie Warszawskim nie musiał być zaciągany do wojska siłą. Podkreślenia wymaga jednak, że to oddziały litewskie, których proces formowania był najbardziej zaawansowany i które zostały odpowiednio wyposażone (na przykład 18 pułk ułanów) walczyły dobrze. W grudnia 1812 r. w obronie Wilna dzielnie walczyły oddziały strzelców litewskich. Ocalałe po bojach osłonowych jednostki litewskie wycofywały się wraz z Wielką Armią na zachód. Pułki stanowiące ariergardę korpusu Macdonalda przeszły przez Prusy Wschodnie do Wielkopolski. Z kolei 18 i 21 pułki piechoty, nieźle wyposażone i ubrane stosownie do pogody, wycofywały się wraz z V korpusem Wielkiej Armii i dotarły do Warszawy.

Oddziałami litewskimi, które wycofywały się szlakiem północnym dowodził gen. Romuald Giedroyć, człowiek o trudnym charakterze, niezwykle ambitny i ustosunkowany (dobre relacje łączyły go min. z Józefiną), ale działający w poczuciu niedocenienia jego osoby w okresie organizacji władz litewskich. Jego osobowość ilustruje cytowany przez prelegenta list do Aleksandra Sapiehy oburzał się za nazwanie go chamem, bo choć sam Giedroyć nazwał Sapiehę „głupkiem” to mógł to uczynić, gdyż jego zdaniem była to prawda. Dla poskromienia jego ambicji i zapobieżenia dalszym awanturom na naradach u Maret’a, w trakcie których „łamano meble” ustanowiono dla Giedroycia funkcję poważnie nazwaną, lecz pustą – Głównego Inspektora Armii Litewskiej. Jego przeciwnikiem dowodzącym zagonem kawaleryjskim był Aleksander Czernyszew – żołnierz, dyplomata i adiutant cara. Do starcia doszło pod Sierakowem.  W szerszym planie strategicznym, zagon Czernyszewa stanowił jeden z elementów manewru nawiązującego do rosyjskiego planu strategicznego z 1811 r. Jednak, aby dojść do Niemiec i wywołać antynapoleońskie powstanie, trzeba było pokonać resztki Wielkiej Armii pod dowództwem Eugeniusza de Beauharnais, a w tym zaś celu uchwycić min. przeprawę na Warcie pod Sierakowem bronioną przez „dywizję litewską” Giedroycia. W istocie, przeprawy mostowej broniła część 17 pułku ułanów, nieźle wyposażonego i dość licznego, ale rozciągniętego. Natomiast 19 pułk ułanów stacjonował bardziej na Południe. Kozacy Czernyszewa wykonali ryzykowny manewr, przechodząc po lodzie na lewo od mostu. Lód, wbrew oczekiwaniom Polaków i obawom Rosjan nie pękł. Następnie, Kozacy uderzyli na miasto z flanki. Ich drugi atak okazał się skuteczny, a zdobycie mostu umożliwiło wprowadzenie do akcji artylerii. Ułani zmuszeni zostali do odwrotu, przy czym ich straty nie były aż tak duże jak opisane w raporcie Czernyszewa. Zdaniem prof. Nawrota należy mówić nie o rozbiciu a raczej o wyparciu ułanów z terenu Sierakowa. Niemniej jednak, zdobycie przez Rosjan przeprawy był ich znacznym sukcesem. Uniemożliwiło to bowiem Francuzom utrzymanie linii Warty.

Pomimo porażki pod Sierakowem, wysiłek zbrojny Litwinów w latach 1812-1814 należy docenić.  Fakt, że wytrwali honorowo u boku Napoleona aż do końca walk docenił sam Cesarz, w pierwszym traktacie abdykacyjnym.

Poziom konferencji był wysoki. Nie czuło się w ogóle upływającego czasu. Show skradł jak zwykle profesor D. Nawrot, który udanie łączy ogromną wiedzę z umiejętnością dzielenia się nią w sposób niezwykle efektowny. Urodzony gawędziarz mówi całym sobą, niebywałą swadą porywając więc słuchaczy. Z pewnością zainteresowałby epoką nawet hodowców gołębi, gdyby przypadkiem zawitali do Sali konferencyjnej.

Czekamy z niecierpliwością na wydanie materiałów konferencyjnych obejmujących poszczególne prelekcje. Według planów materiały mają trafić do druku w 2022 r.

REKONSTRUKCJA

Jak na czas pandemii, rekonstruktorzy stawili się dość licznie. W imprezie wzięli udział żołnierze z następujących jednostek:

Kłodzko IR 47 (artyleria) + Jegrzy z Kłodzka

 Srebrna Góra IR 33

 Pułk 2  Ułanów XW

 Pułk 12 Piechoty XW

 Pułk 4 Piechoty XW

 Grenadier-Jäger-Kompagnie von Sell

 Pionierzy XW

 K.u.K. Infanterie Jeger Reg. No. 5 - (Czesi/Austriacy)

 Sieraków ochotniczy zaciąg pruski

Nie zawiódł i sam Cesarz – w tej roli niezawodnie Piotr Zawada. Rekonstruktorom towarzyszyli kaskaderzy – kozacy z grupy Apolinarski. Rekonstruktorzy rozbili obóz za Wartą, niedaleko mostu. Zdaniem profesora D. Nawrota współczesny most stoi prawdopodobnie w tym samym miejscu, w którym stał most w 1813 r.

Rankiem 14 sierpnia oddziały wymaszerowały z obozu, przeszły most i wkroczyły do miasta, witane przez tłumy mieszkańców i gości.

W samym mieście nie brak napoleońskich akcentów, zwłaszcza w słodkim wydaniu. Nie sposób ominąć zlokalizowanej przy rynku lodziarni Napoleon Cafe, której goście raczą się miejscowymi specjałami pod czujnym okiem Cesarza i Czernyszewa.

W drugiej części dnia, po powrocie do obozu można było m. in. podziwiać musztrę, oddać strzał armatni i śledzić bitwę. Nie była to rekonstrukcja określonego starcia z epoki lecz próba przedstawienia typowych manewrów bitewnych. Pod czujnym okiem Napoleona, po krwawej i zażartej walce wojska XW pokonały zjednoczone siły prusko-austriacko-kozackie, zdobywając umocniony szaniec i dławiąc wszelkie kontrataki. Oby tak zawsze!

Miejmy nadzieję, że klęska pandemii również nastąpi a owocami zwycięstwa będą kolejne imprezy tak udane jat ta w Sierakowie.

Autorzy dziękują wszystkim prelegentom za wyrozumiałość i życzliwe uwagi do relacji z ich wystąpień a Pitrkowi za pełną listę jednostek.