Nasza księgarnia

Śmierć Cesarza

Opublikowano w Czytelnia

Choroba uwięzionego ciągle się wzmagała; cierpiał częste i mocne poty. Jego lekarz Antomarchi nie śmiał już polegać na swoim własnym zdaniu - Cesarz chociaż sprzeciwiał się przyzwaniu angielskich lekarzy, jednak zezwolił na przybranie chirurga 20 pułku doktora Arnott. Wskutek rady przybranego lekarza, przyłożono choremu na cały brzuch plaster ściągający. — Napoleon miał mocną febrę; dwie lewatywy zrobiły mu ulgę. To działo się w Marcu 1821 roku; dnia 17 ostatni raz wyjechał. — Widząc, że jego choroba się powiększa, rozkazał ustawić w przyległym pokoju łóżko dla doktora. ,,Wątpisz doktorze!” mówił jednego dnia do nie go, „iż wszystko, co się dzieje jest napisanym, że nasza godzina śmierci jest oznaczoną, że czas nie powróci  nikomu tego , czego mu natura odmówiła?" Na próżno nalegano aby użył lekarstw. W końcu przecież rzekł: „nie chcę się już dłużej spierać. Dawaj pan!”

 

W początkach Kwietnia, gdy służący opowiadali, że na wschodzie spostrzegli kometę. "Kometę" odezwał się Napoleon bardzo wzruszony, "to było znakiem poprzedzającym śmierć Cezara ." A gdy doktor wszedł, zapytał się: " Widziałeś doktorze. "Nie, Najjaśniejszy Panie! cóż takiego?" — "No kometę!" — "Nie widać żadnego ." — "A jednak widziano go." - "Najjaśniejszy Panie, to było złudzenie, ja nic podobnego nie dostrzegłem , chociaż długo niebo uważałem ." — "Stracona fatyga! już jestem przy końcu. Wszystko mi to zwiastuje. Pan jeden tylko pragniesz mi to ukrywać Cóż panu z tego przyjdzie? Na co mnie mamić? Lecz mylę się. Pan mnie kochasz, starasz się bojaźń skonania oddalić, dziękuję panu za jego dobre chęci"…

W nocy z dnia 28 na 29 Kwietnia, nie spał ani minuty, stracił przytomność, i wpadł w malignę.— W obłąkaniu swoim zajmuje się Baxterem i O’Mearem, i angielska polityką. Przyłożono mu na brzuch plaster ściągający, lecz ten dopiero po upływie 21 godzin zaczyna ściągać. Natura już się wysiliła. Napoleon pije bardzo wiele zimnej wody i mówi: „Gdyby los pozwolił, żebym jeszcze raz przyszedł do siebie, kazałbym w miejscu, gdzie ten zdrój wytryska ustawić pomnik, na wywdzięczenie się za ulgę, jakiej doznaję w moich cierpieniach, pijąc tę wodę.

Dnia 2go Maja, Napoleon ciągle mówi od rzeczy. Mówi o Francji, o swoim synu, o swoich towarzyszach broni! Woła głośno: "Dessaix, Masseno! Ha! Zwycięstwo rozstrzyga się! Idźcie! Lećcie! podwajać zaczepkę! już są naszymi!" Walka śmierci już się rozpoczęła. Nagle wyskakuje chory z łóżka i woła, że do ogrodu iść pragnie. Lecz nogi odmawiają swojej pomocy; upada na posadzkę. Poruszenie było tak nagłe, że nikt upadnięciu zapobiec nie zdołał. Podniesiono go, lecz nikogo nie poznaje.

0 godzinie 9tej z rana odzyskał znowu przytomność i udzielił lekarzowi jeszcze kilka instrukcji względem swego syna. Około południa, gdy gorączka wzmagać się zaczęła, rzekł Napoleon: „Mam się bardzo źle Doktorze; czuję, ze już zaczynam umierać.” Potem znowu utracił zmysły. — W nocy wrócił do przytomności, polecał wielkiemu marszałkowi i Jenerałowi Monthoion zgromadzonych przy sobie służących, poczem dodał: ,,Ah! moi biedni Chińczykowie! nie zapominajcie o nich, dajcie każdemu dwadzieścia kilka napoleonów. Muszę się także z niemi pożegnać.”

Dnia 3go Maja gdy gorączka ciągle się wzmagała,  a lodowate zimno po calem rozchodziło się ciele, i  puls zaledwo 10 razy na minutę uderzał; otrzymał Cesarz od opata Vignali ostatnie olejem świętym namaszczenie. Potem wpadł znowu w obłąkanie gorączkowe. Jednakże jeszcze raz odzyskał przytomność, i rzekł do otaczających go wielkich urzędników: ,,Umieram; wy powrócicie do Europy. Winienem wam niektóre rady względem postępowania jakie zachować winniście. Podzielaliście moje wygnanie; pamiętajcie zachować szczerze moją pamięć, i nic nie wypełniać, coby ją skazić mogło. Czciłem wszystkie zasady; połączyłem je z moimi prawami, z moimi publicznymi czynami. Na nieszczęście okoliczności nie były stosowne. Musiałem być surowym i niejedno na później odłożyć. Czas uderzył mnie niespodzianie, i Francja pozbawioną została liberalnych urządzeń, jakie dla niej przygotowałem. Zostańcie wiernymi zdaniom, których broniliśmy, i sławie nabytej; za jej granicami nie znajduje się nic więcej, tylko hańba i zamieszanie.”

Dnia 4. Maja powstaje okropna burza; deszcz spada w strumieniach, wicher z wściekłością wyje. Wszystkie plantacje, wszystkie drzewa wysadza z korzeniami i unosi. Tego losu doznała również wierzba, pod którą Napoleon tak chętnie spoczywał. Jeszcze jedno drzewo gumowe opiera się zniszczeniu, lecz i to uległo wkrótce przemagającej sile wichru. W czasie tej burzy Napoleon walczył ze śmiercią. Tylko niezrozumiałe dźwięki dobywają się z ust konwulsyjnie poruszanych; lecz od chwili do chwili dają się słyszeć słowa: tete! armée! - Ciało umierającego zimne jak lód, pokrywa pot kleisty. Oko zdrętwiałe, wargi konwulsyjnie zamknięte. — Głębokie, głośne, przerażające westchnienia zmieniają się na okropny krzyk, do którego przynagla chorego boleść w brzuchu i żołądku. W tym stanie przetrwał do godziny 5tej minuty 50tej wieczorem. Nagle zawarły się powieki, puls ustał, wargi okryły się lekką pianą - i Napoleon życie doczesne na wieczne zamienił. — Sic transit gloria mundi.