Anrep napisał(a):
A jaka to książka?
Adama Mickiewicza "Pan Tadeusz". Polecam
...tak to prawda. Do "Pana Tadeusza" wraca się niejeden raz i zawsze jest to powrót jak do rodzinnego domu. Gdzie to i swary i kłótnie i bijatyka nawet, ale to jest dom.
Nie pomnę autora, ale kiedyś czytałam taki wiersz
"...pamiętasz dom rodzinny próg co wita cię z dalekich dróg
pamiętasz dom, rodzinny dom, co czeka cię z dalekich stron..."Coś z tego jest w "Panu Tadeuszu" - apetyczne śniadanko te "...kumpia, skrzydliki ozoru...", a może kawa, lub "...chołodziec..." co to "...milczkiem żwawo jedli...", no i owa "...ryba nie krojona..." (w sumie łatwa do przyrządzenia - nie na "...szczuce..." ale na karpiu przetestowana i wyszła), jakiś spacer po lesie gdzie to "...surojadki białe, żółte i czerwone...", ale i mrówki co to...wiadomo oblazły.
Lubię "Pana Tadeusza" - ale przyznam się nigdy nie przeczytałam "...od deski do deski...". Zawsze to była jakaś myśl - i najczęściej piękna.
...a co aktualnie czytam - jak mnie nudzi francuskie tomiszcze to wyciągam (nabyte za całe 2 złote w serii Klasyka Mniej Znana Ossolineum w składzie tanich książek) "Grenadier filozof" Godebskiego bądź (gdzieś to zniknęło z sieci a było w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej) w miarę pełne wydanie "Poezyj" gdzie również prozę mamy z 1821 roku.
Pozdrowienia