Teraz jest 20 cze 2019, o 12:09

Strefa czasowa: UTC + 2 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 10:30 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1236
post użytkownika Duncan
Opor wojsk murzynskich wcale nie był słaby. General Christophe podpalil Cap de Francaise po wyczerpaniu amunicji. Doszło do szeregu bitew i potyczek. Nie mam w tej chwili materiałów żródlowych ale pamiętam np. udaną zasadzkę oddzialów Louvertuire'a w Dolinie Węży. Niemniej właśnie Toussaint, który tyle lat walczył pod trojkolorowym sztandarem nie widzial możliwości dlugotrwalego stawiania oporu. Konwencja kapitulacyjna zostął przez Francuzów zlamana. Wznowienie walk było ze strony Murzynow aktem desperacji. Z pomocą przyszła im pora deszczowa oraz epidemia żółtej febry. Wznowienie wojny z Anglią uniemożliwiło dalsze przesyłanie wojskom Leclerca posiłków i zaopatrzenia z metropolii


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 10:31 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1236
post użytkownika Duroc
Witajcie!

Na mocy pokoju z Luneville dokonano swego rodzaju transakcji wiązanej. Z Księstwa Toskanii przeniesiono Habsburga - Ferdynanda III - do Wurtzburga, natomiast na tych terenach kreowano Królestwo Etrurii (nawiązanie do starożytności w nazwie). Na jego czele postawiono syna księcia Parmy: Ludwika I Burbona (bratanka króla Hiszpanii Karola IV). Była to rekompensata za ustąpienie na rzecz Francji - Luizjany w Ameryce. Po powstaniu nowego państwa (zlikwidowanego zresztą w 1807 r. ) wynikła potrzeba sformowania jego sił zbrojnych. I tutaj przydali się Polacy (nie po raz pierwszy ).
Po pokoju w Luneville nastroje w Legii Nadwiślańskiej sięgnęły dna. Nie dość, że kazano sie im zatrzymać w marszu na Wiedeń (skąd juz był "rzut beretem" do Galicji) to teraz skierowano ich do Włoch. Zaczęły się dymisje oficerów, dezercje wśród żołnierzy, samobójstwa . W końcu dosłownie każdy krok oddalał ich od Polski...
Ferment sięgnął zenitu, kiedy okazało się, że L.N. przejdzie na żołd etruryjski. Sytuacja była tragiczna, groziła otwartym buntem. Chaos opanował żelazną ręką Sokolnicki, który 10 maja wprowadził Legię do Florencji.
Legioniści, juz jako "armia etruryjska", zwalczali drobne bunty chłopskie i bandytyzm a także, ciekawostka - zdobywali wyspę Elbę na Neapolitańczykach, którzy nie chcieli jej opuścić. W listopadzie-grudniu 1801 r. gen. Vignolle przeprowadził reorganizację wszystkich jednostek polskich. W L.N. zlikwidowano jeden batalion (zostały 3 etetowe) i nadano jej numer i nazwę 3 półbrygady polskiej. Wtedy też wszystkie półbrygady umieszczono na żołdzie Republiki Cyzalpińskiej (rychło ochrzczonej mianem Włoskiej). Poniewaz ferment w szeregach nadal sie szerzył, nic więc dziwnego, że dawna L.N. stała się pierwszą kandydatką do zamorskiej wycieczki. W maju 1802 r. dokonano kolejnej zmiany - półbrygada przeszła na żołd francuski i jako 113 liniowa ruszyła na Antyle (pod dow. szefa brygady Bernarda; Jabłonowski znalazł sie tam juz wcześniej).

Jeśli chodzi o walki na San Domingo były one niezwykle zacięte. Duncan wspomniał juz o podpaleniu Cap Francais przez gen. Christopha (casus Moskwy...). Doszło do całej serii bitew i potyczek, niezwykle krwawych, jak chociażby równiez wspomniana walka w Dolinie Węży (20 lutego) czy o Crete-a-Pierrot (połowa marca, kapitulacja 24 marca). Jednak widząc swoją niższość na polu walki, poszczególni dowódcy Murzynów zaczęli szukac porozumienia z Francuzami, poza wiedzą Toussainta, przechodząc po prostu ze swoimi oddziałami na ich stronę. Jako pierwszy zrobił to Maurepas (już 25 lutego). W jego ślady poszli nastepni: Clervaux, Paul Louverture, Belair, Dessalines. Jako ostatni zrobił to Christophe (połowa kwietnia). Widząc swoja sytuację, mając przy sobie tylko kilkuset najwierniejszych, Toussaint poszedł w ich ślady. Dnia 2 maja 1802 r. wjechał do Cap Francais i poddał się ponownie pod władzę Paryża.
Generałowie murzyńscy, razem ze swoimi wojskami i wspólnie z Francuzami, zaczęli pacyfikować i uspokajać rzesze dawnych niewolników i drobnych rolników, których sami poderwali do walki po wylądowaniu Francuzów w lutym.

Co było potem - wiadomo: nieopatrzne aresztowanie Toussainte'a, wieści o dekrecie przywracającym niewolnictwo, żólta febra, ponowne przyłączenie sie do buntu wojsk murzyńskich. Szkoda mówić...

Pozdr!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 10:33 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1236
post użytkownika Castiglione
Cóż mam powiedzieć Apaczu? Długo broniłem się przed kwestią San Domingo, a jednak dałem się sprowokować. Ale jak się powiedziało A, to będziemy brnąć dalej.
Na początek jednak jedno zastrzeżenie: mój stosunek do Legionów i zasług jakie oddali dla sprawy polskiej jest pewnie bardzo zbliżony do Twojego (czyt. pozytywny), ale mam jednak pewne wątpliwości, co do bezkrytycznego apologizowania ich dokonań. A sprawa ekspedycji na San Domingo należy do tych epizodów legionowych, które budzą szczególne moje wątpliwości.

Cytuj:
Co do moich "rozterek" jak był to uprzejmy określić Castiglione, to chciałbym zauważyć, że cytat z Salquesa, który zamieściłem, dotyczył atmosfery wśród Francuzów. Zgadzam się, że atmosfera ta udzieliła się także przynajmniej części Polaków. Nie wydaje mi się jednak aby wszystkim, a szczególnie żołnierzom. Nie znam na ten temat żadnych współczesnych wydarzeniom relacji, a chętnie bym poznał.


Proszę bardzo. Wcale nie było trudno znaleźć:
"Bardzo nam smutno pożegnać Włochy, Włoszki, zabawy, etc., a puszczać się w obce kraje, skąd bardzo daleko do Ojczyzny. Jest nas wielu (sic!) młodych, determinowanych jeszcze być w San Domingo i jeżeli los nam posłuży - powrócenia, spodziewamy się być bogatszymi, gdyż żeby nie dlatego żeśmy goli, to w tę podróż nie puszczalibyśmy się".
Fragment pochodzi z korespondencji ppor. Jana Wójcikiewicza, który miał płynąć na San Domingo w II turze i myślę, że nie był on odosobniony w swoich odczuciach.
Nie mam zamiaru bronić "do ostatniej kropli krwi" tezy o kondotierstwie znacznej części legionistów, ale choćby z tego krótkiego cytatu wynika, że nasi chłopcy w pewnej mierze już stawali się kondotierami. Chociaż może nie w tym, bardzo pejoratywnym sensie tego słowa, który przytoczyłeś. Ja osobiście bardziej bym się przychylał do tego, że stawali się kondotierami z konieczności. Ale czy byli sprzedajni? Aż tak daleko bym się nie posuwał, choć pewno kilka czarnych owcy by się znalazło - jak w każdej armii.

Cytuj:
Nie wydaje mi się, aby żołnierze dezerterowali z armii austriackiej do legionów dla zysku. Również oficerowie, choć byli w lepszej sytuacji, ryzykowali życie nie dla interesu czy nawet kariery.

A czy ja napisałem, że tak uważam? Ale po latach tułaczki w służbie pod różnymi sztandarami wśród pewnej części legionistów pojawiły się symptomy kondotierstwa. I znajdzie się na poparcie tego kilka cytatów:

"Teraz wszyscy przekonaliśmy się, że żadnych nadziejów nie mamy o powrocie do kraju, chyba po jednemu, co nas nie bardzo cieszy, gdyż będąc w wojsku przynajmniej za granicą człowiek bawi się dosyć spokojnie." (Wójcikiewicz)

>>>"Pierwszy konsul, nagradzając zasługi i czyny waleczne 2 półbrygady włoskiej, wciela ją do wielkiego wojska francuskiego, nadając jej nr 114 półbrygady liniowej francuskiej, a chcąc ją do dalszych podobnych czynów zachęcić, przeznacza ją na San Domingo [...]. Na koniec, skoro tylko 114 półbrygada stanie na miejscu przeznaczenia swojego, oficerowie i żołnierze zostaną naturalizowanymi synami Francji, z używalnością wszelkich praw i przywilejów obywateli francuskich".
Po odczytaniu tego postanowienia "Niech żyje pierwszy konsul!" wykrzyknęli wszyscy, po czym półbrygada udała się do koszar<<<. (Lux, Wierzbicki)

I co Ty na to?

Cytuj:
Może uznasz to za naiwne Castiglione, ale określanie bez zastrzeżeń legionistów mianem kondotierów obraża według mnie ich pamięć.

Nawet nie wiesz jakie mam wątpliwości i zastrzeżenia tak ich nazywając, ale dla niektórych, a może i wielu w 1802 i 1803 trudno niestety znaleźć trafniejsze określenie.
A mieli oni jednak jakiś wybór: dymisja i powrót do kraju, dymisja i pozostanie we Francji albo udanie się w innym wybranym kierunku. Oczywiście pozostawała jeszcze służba u infanta Parmy Ludwika w Etrurii, ale ta myśl wydała się im obmierzła, co akurat wcale mnie nie dziwi. No i mieli jeszcze San Domingo i perspektywę łatwego zarobku na łatwej wojence, jak wielu z nich może myślało. Jak wiadomo wybrali to ostatnie.
A na koniec jeszcze jeden cytat:
"Aksamitowski, otrzymał tymczasem rozkaz zostania we Francji i utworzenia zakładu z żołnierzy mniej zdatnych do morskich podróży i wojennych trudów; chcąc jednak takowy zakład zapełnić, przymusu użyć musiał, gdyż żaden podoficer ani żołnierz nie chciał pozostać we Francji, każdy chciał ze swymi braćmi dzielić dobre i złe koleje; chorzy nawet i ranni opuszczali szpitale, cisnęli się na okręty, wołając, że chcą do San Domingo płynąć." (Lux, Wierzbicki)

Cytuj:
Oczywiście to nie byli bohaterowie bez zmazy (jakimi wielu chciało ich widzieć - tworząc nie zawsze zgodną z prawdą legendę). Byli tylko ludźmi, żołnierzami i Polakami - ze wszystkimi wadami i talentami naszej nacji.

Może trudno Ci będzie w to uwierzyć Apaczu, ale w tym punkcie całkowicie się z Tobą zgadzam.
Pozdrawiam i czekam na cd.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 10:34 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1236
post użytkownika JWK
Witam,
A co powiecie na to:
"W kilka dni po przybyciu naszym do Saint-Marc, Dessalines z całą dywizją Murzynów przeszedł w nocy na stronę powstańców, będących pod dowództwem naczelników Henri-Christophe i Paula Louverture, brata Toussaint-Louverture'a, w okolicy Vervetes. Nie zdążył jednak batalion jeden, złożony z 400 Murzynów, udać się w pochód za Dessalines'em, którego zdrada dopiero za nadejściem dnia spostrzeżoną została. Niepodobna było jednemu batalionowi naszemu utrzymać w karności kilkuset Murzynów; nie pozostawało, jak tylko wytępić ich aż do ostatniego. Wykonanie podobnego zamiaru wymagało śmiałego i szybkiego działania. Generał Fressinet, nasz dowódca, rozkazał wystąpić Murzynom do apelu, jak zwyczajnie bez broni; gdy na placu stanęli, nasz batalion Bolesty z bronią w ręku otoczył ich niespodzianie i co do jednego bagnetami wykłuł. Po tak morderczym postępku batalion nasz, opuściwszy Saint-Marc, wsiadł na okręt i popłynął do Port-au-Prince."

P.B. Wierzbicki "Wyprawa na San Domingo", Biblioteka Warszawska, 1847

Wydaje mi się, że w tym przypadku nie ma, co przesadzać z patriotyzmem czy hasłami "Za Waszą i Naszą Wolność" itp... Po prostu, żołnierze byli żołnierzami, wielu pojechało na San Domingo z chęci przeżycia przygody, dla kariery wojskowej, czy z żądzy zysku, a w przeważającej większości wykonując rozkaz.
Legiony również, mimo całego szacunku, nie składały się wyłącznie z wyrobionych patriotycznie żołnierzy. Zdarzały się i tam grabieże i gwałty podczas zajmowania Rzymu, czy podobne historie w Wenecji.
Pozdrawiam,
JWK


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 10:36 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1236
post użytkownika Duroc
Cytuj:
A co powiecie na to:

Ja powiem, że postąpiłbym tak samo na miejscu Fressineta.

Jest to słynny cytat, wielokrotnie przytaczany przez zwolenników czarnej legendy Legionów. Przypomniała mi się właśnie taka książeczka Antoniego Trepińskiego Od San Domingo do Cassino Kraków 1947. Facet niesamowicie obsobacza Napoleona, czyn legionowy i zwolenników opcji napoleońskiej. Pogrobowiec Korzona...

Pozdr!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 10:37 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1236
post użytkownika JWK
Cytuj:
(Duroc @ 29.05.2003, 13:31)Ja powiem, że postąpiłbym tak samo na miejscu Fressineta.


Tu się dokładnie zgadzamy Duroc! To właśnie chciałem podkreślić, że nie ma co robić z Legionów i wojska walczącego na San Domingo świętych, czy szczególnie patriotycznie nawiedzonych. Byli żołnierzami postawionymi w warunkach wojny, która rządzi się swoimi prawami. To wszystko.
Pozdrawiam,
JWK


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 10:38 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1236
post użytkownika Gipsy
Opis wydarzenia ktore tu zacytowal JWK, jest faktycznie szokujacy.
Ale wojna zadzi sie swoimi prawami, wyeliminowanie wroga jest w tych warunkach rzecza naturalna, obojetnie jak do tego sie ustosunkujemy, za smierc tych ludzi odpowiedzialny jest Dessalines. Batalion murzynow zaplacil cene za jego zdrade. Rozkaz i walka rzuca ludzi przeciwko sobie, do wzajemnego mordowania sie. Gdzie w normalnych warunkach nie ma mowy o jakiej kolwiek nienawisci. Kiedys czytalem wspomniena jednego z oficerow polskich z walk o Monte Casino, gdzie opisuje ze po przerwaniu walki i zawieszeniu broni, Polacy ktorzy doslownie 15 minut wczesniej zaangazowani byli w mordercza bezpardonowa walke, teraz czestowali poddajacych sie Niemcow papierosami i gorzalka, a cala zacieklosc i nienawisc gdzies sie ulotnila.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 10:40 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1236
post użytkownika Duroc
Cytuj:
Opis wydarzenia ktore tu zacytowal JWK, jest faktycznie szokujacy.

Gipsy, a co powiesz na ugotowanie kogoś żywcem...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 10:41 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1236
post użytkownika Stary
Cytuj:
za smierc tych ludzi odpowiedzialny jest Dessalines.


Do tej pory wydawało mi się że nawet paranoja ma swoje granice.

Nie pozdrawiam
Stary


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: San Domingo
PostNapisane: 16 lut 2010, o 10:42 
Offline
Vice-roi d'Italie
Vice-roi d'Italie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 sty 2010, o 17:37
Posty: 1236
Widzę, że winien jestem wyjaśnienia. Moje twierdzenie o łatwości z jaka Leclerc opanował na początku San Domingo wzięło się z publikacji Rene Chartranda "Napoleon's Overseas Army". Podaję tłumaczenie "3 lutego 1802 r. wielka francusko-hiszpańska flota przewożąca gen. Leclerca z 20 tys. ludzi przybyła do portu w Samana na północnej stronie "hiszpańskiej" wschodniej części wyspy. Przez dwa tygodnie większość wyspy została zajęta przez wojska Leclerca. Gen. Christophe opuścił Le Cap podpalając miasto, kiedy Toussaint l'Overture wycofał się do interioru (wyspy). 15 lutego kolejne 8 tys. ludzi przybyło, i francuskie wojska zaatakowały interior zachodniej części wyspy. Niektóre z czarnych oddziałów stawiły silny opór (fierce resistance), pozostałe przeszły na stronę Francuzów, szczególnie po kapitulacji Dessalinesa i Christophe'a w końcu marca. W końcu Toussaint l'Overture też się poddał i opór upadł (resistace collapsed)." Teraz dzięki Duncanowi i Durocowi wiem, ze akcenty powinny być rozłożone inaczej, i być może powinienem bardziej docenić owe niektóre. Chętnie poznam szczegóły tego okresu walk, jeśli nimi się podzielicie. Czy ktoś np. potrafi podać stary jakie poniosły wojska Leclerca podczas owych "szeregu bitwew i potyczek"? Innymi słowy stawiam pytanie: Jakim kosztem Leclerc zdołał do września opanować większość wyspy? Chodzi tu oczywiście o straty "bojowe" a nie na skutek chorób.
Drogi Castiglione, nie mam zamiaru z Tobą toczyć kolejnej wojny o San Domingo. Również mam wątpliwości co do "bezkrytycznego apologetyzowania" dokonań legionistów (również we Włoszech). Niemniej ich zasługi pozostają o niebo większe. To przecież oni stanowili świetną kadrę dla wojsk Księstwa i reprezentowali naszą państwowość, kiedy samego państwa nie było. Proponuję więc fajkę pokoju . Przyznaję, że ten epizod (San Domingo) w naszej historii nadal jest dla mnie niejednoznaczny i nie mam do niego ustalonego stosunku, którego gotów byłbym bronić jak niepodległości. Dlatego też wymiana opinii na forum jest dla mnie tak cenna. Podane przez Ciebie cytaty są bardzo ciekawe, tym bardziej, że prawdopodobnie pisane były "na bierząco". Te relacje, które powstały już po powrocie z San Domingo skażone są świadomoscią hekatomby jaka miała tam miejsce, a co za tym idzie także "czarną legendą" . Przy okazji byłbym zobowiązany, gdybyś podał, gdzie można zapoznać się z koresponencją ppor Jana Wójcikiewicza. Z góry dziękuję!
Pozwól tylko, że dokończę cytat z Luxa i Wierzbickiego który podałeś >>>"Pierwszy konsul, nagradzając zasługi i czyny waleczne 2 półbrygady włoskiej, wciela ją do wielkiego wojska francuskiego, nadając jej nr 114 półbrygady liniowej francuskiej, a chcąc ją do dalszych podobnych czynów zachęcić, przeznacza ją na San Domingo [...]. Na koniec, skoro tylko 114 półbrygada stanie na miejscu przeznaczenia swojego, oficerowie i żołnierze zostaną naturalizowanymi synami Francji, z używalnością wszelkich praw i przywilejów obywateli francuskich".
Po odczytaniu tego postanowienia "Niech żyje pierwszy konsul!" wykrzyknęli wszyscy, po czym półbrygada udała się do koszar<<<. (Lux, Wierzbicki)
Następne zdanie brzmi "Gdy pierwszy szał przeminął, a zimna nastąpiła rozwaga, omamienie znikło i naga rzeczywistość przed oczami stanęła. Już wiadomym był los, jaki spotkał 113 półbrygadę na wyspie San Domingo, nie tajnym więc było każdemu co go czeka." i dalej następował fragment o ozdrowieńcach cisnących się na okręty do San Domingo, aby nie opuszczać ziomków. We wcześniejszym fragmencie zamieszczonym w "Dał nam przykład Bonaparte" (z którego zapewne i Ty korzystałeś) Lux&Wierzbicki opisują zaokrętowanie 113 półbrygady "...Już na koniec wtedy tajnym nie było przeznaczenie tej nowej wyprawy do wyspy San Domingo. Mało czasu pozostawało do żalu, a wiadomości o niefortunnym powodzeniu oręża francuskiego na tej wyspie, wieści o nadzwyczajnej tamże śmiertelności po przystaniach europejskich głośno się rozchodziły. Na nic się wtedy nie przydały narzekania zawiedzionych nadziei, nie pozostawało, jak spełnić do ostatniej kropli kielich goryczy. Ostygł duch w najzaciętszych umysłach, pora nie była stosowna do podania się o uwolnienie od służby, a każdy żałował uporu swojego, załował poniewczasie, iż nie przeszedł w szeregi króla Etrurii". Dalej następuje opis jak to dwie półbrygady francuskie pilnować musiały Polaków przy zaokrętowaniu "Ta nadzwyczajna ostrożnosć generała-gubernatora Rivaud niepotrzebną się okazała. Polacy bowiem, chociaż z rozpaczą w sercu, szalupami dostawieni do okrętów, na pokładach złożyli w milczeniu i bez szemania broń i mundury..." Trudno więc mówić o entuzjaźmie, przynajmniej wśród tych, którzy byli transportowani w drugiej "turze".
A mieli oni jednak jakiś wybór: dymisja i powrót do kraju, dymisja i pozostanie we Francji albo udanie się w innym wybranym kierunku. Oczywiście pozostawała jeszcze służba u infanta Parmy Ludwika w Etrurii, ale ta myśl wydała się im obmierzła, co akurat wcale mnie nie dziwi. No i mieli jeszcze San Domingo i perspektywę łatwego zarobku na łatwej wojence, jak wielu z nich może myślało. Jak wiadomo wybrali to ostatnie.
Wątpię, czy podane przez Ciebie "wyjścia" były dostępne dla zwykłych żołnierzy. Dla oficerów i podoficerów znających obcą komendę - czemu nie? Ale dla zwykłych "Maćków" z Galicji, których wcielano do wojska austriackiego nawet bez znajomości niemieckiego? Jeżeli postawimy się w ich sytuacji (obcy w obcym kraju), nic dziwnego, że woleli niepewną tułaczkę ze swoimi, od samotnego pozostania wśród obcych. Ile w tym było chłopskiego instynktu samozachowawczego a ile patriotyzmu? Bardziej wierzę w to pierwsze, tym bardziej, że trudno odnosić nasze rozumienie patriotyzmu do realiów z końca XVIII w. i w dodatku do prostych niepiśmiennych żołnierzy z poboru. Gdyby próbowali się przedostać przez kordon austriacki do Ojczyzny groził im zgodnie z ustaleniami traktatu w Luneville zarówno polowy sąd austriacki, jak i żandarmeria francuska. Wydaje mi się, że lepiej to tłumaczy owych ozdrowieńców niż żądza przygody czy miraż zysku na Antylach.
Zaciekawiła mnie pewna informacja. Mianowicie po wypędzeniu Francuzów z Haiti, murzyńskie władze zabroniły cudzoziemcom posiadania tam ziemi. Wyjątek zrobiono tylko dla dwóch nacji - Polaków i Niemców. Nic mi nie wiadomo o Niemcach na San Domingo. Może ktoś inny słyszał?
Pozdrawiam - apacz

_________________
Trzeba być uprzejmym i dowcipnym wieczorem na balu, a nazajutrz rano umieć polec w bitwie
Stendhal


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 2 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL