Rosyjski plan na kampanię 1809 roku zakładał opanowanie twierdz w dolnym biegu Dunaju i przeniesienie działań na jego prawy brzeg. Około 80tysieczną armią mołdawską miał dowodzić A. A. ks. Prozorowski, ale zmarło mu się na początku kampanii, 9 sierpnia. Co do dokładnego składu to bym się nie upierał, bo różne źródła różnie podają.
Co do poprzedniego pytania, to może warto napisać coś więcej.
Faktycznie Frank w swoich "Pamiętnikach" (t. II, s 185) pisze, że "Osoba, której ze szczególną uwagą cesarz się przyglądał, była Pani Sulistrowska, z domu Rzewuska [raczej Przeuska h. Sulima, ur. 1780-1837 - przyp. AP]. Była ona raczej przystojna, aniżeli piękna, ale nie brakło jej rozumu i tematów do rozmowy, to też nazywano ją kurjerem wileńskim [tutaj jest następujący przypis nie samego Franka, a przygotowującego redaktora Władysława Zahorskiego: "Pani Sulistrowska miała z cesarzem Aleksandrem syna, czem się przechwalała. W ogóle cesarz podczas swego kilkakrotnego pobytu na Litwie, miał tu mnóstwo miłostek, nawet z żydówkami po karczmach. Ob. Sobarri, Obrazki litewskie str. 66 (W.Z)"]
Następnego wieczora szlachta litewska wydała dla cesarza bal w kasynie, którego to balu królową była pani Sulistrowska, ale pomniejsze powodzenie miały i inne damy polskie. Zato Rosjanki z małym wyjątkiem pozostawały w cieniu." Na co utyskiwał gen. Baggovut (właśc. Baggehufwudt) .
W t. III, s. 8, Frank pisze: "Na trzeci dzień po balu w Zakrecie cesarz wyjechał z Wilna do głównej kwatery w Święcianach. Przed odjazdem kazał wręczyć pani Sulistrowskiej znaczną kwotę pieniędzy na drogę do Petersburga, dokąd i sam przez Moskwę się udał, jak tylko stracił wszelką nadzieję na pokój".
Stanisław Morawski, "Kilka lat młodości mojej w Wilnie" (s. 408) pisał o niej tylko tyle (znając osobiście i całe ówczesne towarzystwo), że: "Raz w samym punkcie kulminacyjnym maskaradowej zabawy mówiłem z grupą prześlicznych masek. Patronką tej grupy była znajoma z rzadkiej i bardzo trwałej piękności szambelanowa, jak ją tytułowano, Sulistrowska, z domu Przyłuska. Była to kobieta rzadkiego poloru, rzadkiego dowcipu, maniery, a może i rzadkiej potulności do mężczyzn. Dama, którą cesarz Aleksander wysoko cenił i zawsze bywając w Wilnie ją odwiedzał."
Jakubowski, karzeł cesarski, wspomina ("Karlik faworita. Istorjia żizni Iwana Jakubowskogo") jedynie, że car u niej "Pijał herbatę" (zresztą wymienia ją wśród dam poznanych już w czasie pobytu cara na Litwie w 1805 czy 1807 r.). W 1812 podobno car przyznał jej siostrzenicy, pannie Michalinie Wielhorskiej, rolę druhny.
Gabriela Puzynina, będąca ówczesną "sąsiadką" Sulistrowskiej wspomina ("W Wilnie i w dworach litewskich 1815-1843", s. 234) jedynie o jej śmierci i nic ponad to. A chyba znałaby jakieś ploteczki

W "Obrazkach litewskich: ze wspomnień Tułacza Sobarri", na s. 65 czytamy : "Aleksander często potem bywał w Wilnie. Nęciła go tu piękna pani Salistrowska [ewidentny błąd - przyp. AP], która i w lat trzydzieści kilka [już wtedy nie żyła sic! - przyp. AP] potem z dumą mawiała w towarzystwach: >alboż nie prawda jak mój syn podobny do cesarza Aleksandra?<" - żartobliwie, ale czy prawdziwie?. W jednym zdaniu mamy dwa poważne błędy. Dodam, że "obrazki" to popularna wtedy forma literacka, z której korzystano często pisząc mniej lub bardziej ubarwione wspomnienia czy opowieści, najczęściej pod pseudonimem anonimowo, co pozwalało na uniknięcie różnego rodzaju konsekwencji. Co do wspomnień dr. Franka, to jest on zgrabnym kompilatorem opublikowanych przez innych wspomnień podanych jako własne. Czyli najprawdopodobniej Sobarri (Adam Honory Kirkor 1818-1886, a więc o pokolenie starszy) napisał coś co gdzieś niezbyt dokładnie zasłyszał, a redaktor pamiętników Franka przytoczył w przypisie. I nikt poza nimi. Dziwne, nieprawdaż? A o czymś takim na Litwie wszyscy by wiedzieli, mówili, pisali i wspominali. O Aleksandrze Walewskim wiedzieli w zasadzie wszyscy, nikt tego nie ukrywał (w tym przypadku trudno było ukryć podobieństwo

, w pamiętnikach z epoki się o tym wspomina. Poza tym jakoś rosyjskie źródła, pamiętniki (a przecież dwór by o tym huczał) czy publikacje chyba (ja nie znalazłem), też nie wspominają o Sulistrowskiej i ewentualnym synu cara, a gdyby była to prawda, to pewnie coś by się gdzieś pojawiło. A tu nic mimo, że rozpisują się o innych miłostkach Aleksandra I czy pozostałych carów.
Edmund Józef Tadeusz Aleksander Sulistrowski (16 IX 1814-23 lub 29? II 1871), właściciel dóbr Wiszniowo, Komaje i Karolinów w pow. święciańskim, Liszkowo w pow. augustowskim. Sędzia pojednawczy powiatu zawilejskiego. Miłośnik ogrodnictwa, włożył wiele środków na utrzymanie ogrodów i cieplarń w Wiszniewie. Absolwent Uniwersytetu Wileńskiego. Zmarł w swoim majątku Wiszniewie, pochowany na cmentarzu w Żodziszkach, gdzie miał postawiony grobowiec z granitu. Był ostatnim po mieczu z gałęzi wiszniewskiej.
Krystyna Syrnicka, "Ludzie i miejsca w świetle pamiętników Heleny Romer-Ochenkowskiej" pisze (podaję bez przypisów):
">Sulistrowscy byli magnatami i nic, ale to nic dla Kraju czy splendoru rodziny nie zrobili (oprócz wybudowania kościoła w dziedziczonym Wiszniewie), rozrzutni byli, opowiadano, że Józef, szambelan dworu Aleksandra I, z którym jawnie romansowała jego żona Karolina z Pszeuskich, posyłał do Londynu żaboty do prania, postawił oranżerię wspaniałą w Wiszniewie, trzymał fason w pałacu w Wilnie i Petersburgu, ale jeszcze jego wnuczki płaciły jego długi<.
Edmund Sulistrowski (h. Lubicz, 1810–1871), syn wspomnianego w cytowanym powyżej fragmencie pamiętnika, Józefa Sulistrowskiego i Karoliny z Przeuskich, dziadek Heleny Romerówny, był jednym z najbogatszych ziemian Wileńszczyzny, spowinowacony z Radziwiłłami, Druckimi-Lubeckimi i innymi wielkimi rodami. Jego dobra zajmowały ogromną powierzchnię na dawnych Kresach, z licznymi wsiami i dwoma miasteczkami, Wiszniewem i Komajami.
W rękach Sulistrowskich h. Lubicz znajdował się Wiszniew od końca XVI wieku, Edmund Sulistrowski, podobnie jak jego matka Karolina, prowadził dom w Wiszniewie na wielką skalę, w stylu patriarchalnym. W specjalnych ogrodowych cieplarniach hodował pomarańcze, figi, winogrona, brzoskwinie i wiele gatunków egzotycznych kwiatów, do których szczególne czuł upodobanie. Legenda rodowa głosiła, że owoce ze swoich słynnych oranżerii dostarczał nawet na stół cara.
Wokół dworu carskiego i samego cara była osnuta jeszcze jedna rodowa opowieść Sulistrowskich, która głosiła, że matka Edmunda, piękna >pani szambelanowa, romansowała z cesarzem Aleksandrem I jawnie i zapewne szczycząc się tem, jak to było modnie w owym czasie<:
> Pamiętniki polskie i francuskie z owych czasów wspominają o owym romansie wielokroć, a niekt[óre] (np. Sobarri) wyraża przypuszczenie że jedyny syn uroczej Karoliny, dziad mój Edmund, urodzony w kilka miesięcy po śmierci ojca i tak słaby, że go grzano w zarzynanych wołach, kt[órych] 100 zabito na ten cel (legenda wiszniewska), że ten jedyny dziedzic olbrzymiej fortuny był synem cesarza Aleksandra. Byli tacy starzy wilnianie kt[órzy] znając tę legendę twierdzili (Tad[eusz] Wróblewski), że ja mam zimne oczy Romanowych!! i dumę wrodzoną!
Naturalnie, z moim wstrętem do wszystkiego co moskiewskie, byłabym szalała z rozpaczy na takie przypuszczenie, żeby nie to, iż o tym romansie dowiedziałam się w wieku, kiedy mogłam mieć doskonałą pewność, że podobieństwo mego dziada Edmunda (akwarela Rypińskiego) do portretu swego ojca, również rysy Matki mojej i Ciotek Ireny i Adeli zwłaszcza, żywcem zdjęte z twarzy Józefa szambelana, bardzo wyraźne profile, długie twarze i nosy, ten sam kształt głowy [...]. Ale romans pięknej Pani był faktem. Korespondowała z cesarzem. Opowiadano w 100 lat potem, że ją incognito odwiedzał w Wiszniewie (?). Fakt że przybył adiutant na pogrzeb z Petersburga z kondolencją dla syna Edmunda i z prośbą o zwrot listów (jaka szkoda że dziad oddał, przecie mógł powiedzieć że żadnych nie znalazł!!) i z ofiarowanym tytułem hrabiowskim […] Dziadek tytuł odrzucił.<"
Tak więc ja podchodzę dosyć sceptycznie do tego, że Edmund był carską progeniturą. Traktuję to raczej jako, nie udokumentowaną i mało przekonywującą, plotkę.
Pozdrawiam
Andrzej Pochodaj