Co do Omana to już mam fajnego tłumacza, tylko czy jest wart mojej i jego pracy i waszej krytyki

. Pytam bo nie konfrontowałem go ze współczesnymi dziełami, a łatwo przez podejście emocjonalne (wiadomo z tej tematyki chciałoby się wydawać wszystko jak leci

, można popełnić błąd.
Za obietnicę to ja pracuję

, a autor, tłumacz, redaktor podpisuje ze mną stosowną umowę... przepraszam nie wspomniałem o tym, ale wydawało mi się to oczywiste.
Powtórzę jeszcze raz, nikt Wam nie broni prawa konstruktywnej krytyki. Napisanie że coś jest dyletanctwem lub że jakiś błąd dyskredytuje kilka miesięcy naszej pracy, jest opinią krzywdzącą i mam prawo się przed nią bronić i z nią polemizować, ale może się mylę?
Dziwi mnie trochę podejście niektórych osób, z pewnością na forum są osoby bardziej oczytane niż ja, ale nikt z nich nie odniósł się czym tak naprawdę jest dzieło Lechartiera, jak został przedstawiony klimat kampanii (co wydaje mi się że akurat dobrze oddaliśmy), jakich źródeł Lechartier nie użył, nie przebadał przecież porządnie źródeł rosyjskich, nie był to zabieg celowy (raczej z braku możliwości), ale dzięki temu możemy wczuć się w krytykowanego przecież za tą kampanię Napoleona, a tu widać jak na dłoni jakimi informacjami o wrogu (i o kraju w którym przyszło mu walczyć) dysponował, jak na wyczucie szukał tych przeklętych Moskali, i jak z tego wybrnął, nie wiem ale dla mnie przeszedł samego siebie, nie mając, jak zazwyczaj, tyle szczęścia. Dobrze też napisać jakie są braki w tej pracy, w jaki sposób można je uzupełnić, po co pisać coś co już zostało napisane, jak przecież można skupić się na detalach, o których można pisać w nieskończoność. Oczywiście trzeba napisać, że to a to zostało pomylone, taka a taka jednostka źle nazwana, dla mnie będzie to ważna uwaga, na którą zwrócę redakcji i samemu sobie uwagę, ale jak będziecie pisać, że to cudowne dzieło lub że to partactwo, to wpadacie w skrajność, a na wszystko trzeba mieć złoty środek. To moje zdanie i nie każdy musi się z nim zgadzać, ale z każdym z większą lub mniejszą przyjemnością będę na ten temat polemizował.
Tyle Panowie, jest nas garstka, przez ostatnie kilkanaście lat, jeśli nie kilkadziesiąt zrobiła się spora dziura, fanów epoki nie ma, bo jak mają być jeśli nie ma dobrych książek na jej temat, tylko dzięki nim młody człowiek może się zarazić naszą wspólną przecież pasją. Tak jak pisałem gramy w jednej drużynie i fajnie byłoby żebyś się wspierali i sobie pomagali... ja mógłbym się obrazić i wziąć zabawki do innej piaskownicy, może przyjęliby moje działania lepiej, ale uparty jestem

, choć nerwy po tegorocznym maratonie wydawniczym lekko nadwątliłem

. Dobra już nie piszę, muszę grenadierowi spakować knigę dla księgarza, obiecałem, że własnymi ręcoma to zrobię, a wiadomo słowo droższe pieniędzy...