Santa napisał(a):
O historii wojskowości powszechnej nie wspominam, bo to już w ogóle budzi uśmiech politowania. Jak kiedyś poruszyłem ten temat z jednym z wyższych stopniem pracowników naukowych, to usłyszałem, że "na zachodzie mają lepsze warunki". Ta, pewnie, zwłaszcza finansowe... Ale pewnie chodzi o to, że oni muszą coś pisać, a u nas powyżej doktora, już nie trzeba... Co najwyżej habilitację, ale potem to już luz.
Ojej, ale po co widzieć wszystko w takich czarnych barwach?
A ostatnia rozprawa Pana Jarosława Czubatego? A dysertacja pana Nawrota? Strzeżek doktorat pt "Obrona Warszawy 6-7 września 1831" oddał w 1996 r., a mimo to pokusił się poza rozprawą tyczącą ofensywy kwietniowej ująć w zrąb organizację nowej kawalerii w roku 1830/1831, do tego napisał szereg artykułów poświęconych tematyce jazdy tego okresu. Ostatnio ukazał się pierwszy tom monografii profesora KUL dr Jana Skarbeka, Województwo lubelskie w powstaniu listopadowym 1830-1831. Do tego ogromny dorobek w literaturze naukowej [choćby Roczniki Humanistyczne i sztandarowi autorzy; Warmiński, Ziółek, Skarbek itp.].
Dzisiaj moim "orłem" jest najmłodszy profesor Akademii Świętokrzyskiej Stanisław Wiech, autor licznych publikacji dotyczących funkcjonowania KP za okres od 1832 do do 1914 r., w tym wybornej monografii: Społeczeństwo Królestwa Polskiego w oczach carskiej policji politycznej...
A Grzegorz Nowik i jego radiowywiad? To on bez mała już 20 lat współtworzy zespół z dr Markiem Tarczyńskim dotyczącym publikacji dokumentów źródłowych do wojny polsko-bolszewickiej...
To że niektórym doktorantom i profesorom nie chce się tworzyć i na zajęciach wysnuwają swoje pesymistyczne wizje to jedno, takich mądrali nasłuchałem się wielu, ale istnieje poza tym dość bogate życie intelektualne, które istniało od zawsze a i powoli wyrasta co rusz nowe pokolenie młodych historyków i dlatego nigdy się nie zrażałem akurat takim podejściem. Inaczej to formułując, takie jest życie, nie zmienię tego gościa ale nie mogę pozwolić by zaraził mnie swoim podejściem do tak stawianej rzeczy, tzn. nie da się tego zrobić, wszystko już napisano itp. Jeżeli ktoś tak stawia sprawę tzn. żaden dla mnie uczony.
Co do tezy iż naukowcy z zagranicy są lepiej dofinansowani i mają lepszą forsę, to też jest mit, tzn. nie wszyscy i nie zawsze...
W rozmowie z Mikaberidze, autorem słownika rosyjskich oficerów za lata wojen napoleońskich, dowiedziałem się, że gdy go ściągnęli z Gruzji, na uniwersytecie w stanach na którym miał stypendium, harował jak wół przez 3 lata za grosze, m.in. nie tylko pisząc swoją rozprawę doktorską ale i tłumacząc z rosyjskiego na "hamerykański" wiele memuarów jak np. Czernyszewa.
A dofinansowanie? Cóż miał dostęp do dobrej biblioteki + zasoby internetu w postaci cyfryzacji wielu książek, nie skromnie pisząc na tym forum dałem link do zbiorów rosyjskich pozycji, które po odpowiednim wykorzystaniu mogą dać solidną porcję świeżości w to co już mamy [i znamy] a leży na rodzimej półce w bibliotece.
I jeszcze jedno w US przykładowo, jest troszkę inna mentalność względem wykładowców. Tzn. nie ma świętych krów, poza noblistami [których Ameryka zatrudnia w ośrodkach badawczych w przeszło 70% wszystkich żyjących na świecie] i laureatami innych prestiżowych nagród vide ludzi zasłużonych. Reszta musi zwyczajnie harować by się utrzymać na uczelni.
Jeżeli na zajęcia nie przychodzą studenci, raz, drugi, wzywają najczęściej nie uczniów a wykładowcę...
Pozdr.