Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Krzysztof Ostrowski, Napoleon w Luizjanie

Opublikowano w Miscellanea

Napoleon nigdy nie dotarł do Luizjany, choć w Nowym Orleanie jego sprzymierzeńcy szykowali dom, który miałby stać się jego rezydencją po planowanej ucieczce ze Świętej Heleny. Dziś bar na parterze jest miejscem rozmyślań "co by było...". Jednak 2003 rok to dla Luizjany i całych Stanów Zjednoczonych święto dwustulecia "Louisiana purchase" - transakcji odkupienia od Francji Luizjany i tym samym znaczącego umocnienia nowego państwa. Przypomnijmy, iż w 1682 roku La Salle przejął terytoria wzdłuż Mississipi we francuskie władanie, ale zawierucha rewolucji pozwoliła Hiszpanom przejąć kontrolę nad strategicznym ujściem rzeki. Po zwycięstwie Napoleona pod Marengo Hiszpania w tajnym traktacie San Ildefonso (1 październik 1800) zgodziła się zwrócić Luizjanę republikańskiej Francji. Jednak Napoleon zajęty powstaniem na Santo Domingo nie śpieszył się z przejęciem kontroli nad Luizjaną. Dla Stanów Zjednoczonych powrót francuskiej władzy nad Mississipi był gorszym wariantem niż słabnąca obecność Hiszpanii.

Dom Napoleona w Nowym Orleanie

 

Popiersie Cesarza w domu plantatora

 

Napoleon na karnawałowej paradzie w Nowym Orleanie

Prezydent Jefferson w 1802 roku otwarcie określił obcą władzę w Nowym Orleanie jako zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Ale w tych czasach nie trzeba było sięgać po broń. Napoleon uznał, iż ciosem dla Anglii będzie wzmocnienie Stanów Zjednoczonych, "tej rosnącej potęgi". I sprzedał Luizjanę w kwietniu 1803 roku za 80 milionów franków: 60 dla rządu francuskiego, 20 dla obywateli francuskich zamieszkujących w Ameryce. Transakcja objęła ziemie należące dziś do 12 stanów położonych nad Mississipi, od dzisiejszej Luizjany, po Wyoming i Oklahomę, bagatela, 17 milionów kilometrów kwadratowych. Pozostała do załatwienia jedna formalność: opuszczenie flagi hiszpańskiej w Nowym Orleanie, pojawienie się na krótko flagi francuskiej i wreszcie w grudniu 1803 flagi Stanów Zjednoczonych w osiemnastym stanie federacji. Resztę historii tej części Stanów znamy z "Przeminęło z wiatrem", a niedaleko Nowego Orleanu znajduje się rezydencja ostatniego prezydenta Południa. Ale w Nowym Orleanie królują do dziś francuskie nazwy ulic i burbońskie lilie, przypominające wprawdzie francuskie koneksje, ale napawające głębokim wstrętem prawdziwych napoleonistów.
Z okazji dwustulecia Nowy Orlean zorganizował wiele imprez, w tym znaczące wystawy. Cesarz Francuzów pojawił się w tradycyjnej paradzie karnawałowej, ale trzeba przyznać, ze Jefferson wywołał więcej emocji.
Badacze epoki także postanowili odnotować rocznicę. Trzydzieste trzecie spotkanie Konsorcjum Rewolucyjnej Europy, skupiającego kilkadziesiąt uniwersytetów amerykańskich i zawsze ponad trzystu uczestników, tym razem odbyło się w Lafayette, stolicy post-francuskiej kultury. "Rewolucyjna Europa" to okres od Rewolucji Francuskiej do Wiosny Ludów, choć są i entuzjaści Komuny Paryskiej. Napoleoniści stanowią jedną trzecią tej grupy, a większość z nich skupiona jest wokół Instytutu Napoleona i Rewolucji Francuskiej działającego na Florida State University (Tallahasee) kierowanego przez profesora Donalda Horwarda, niewątpliwie najlepszego znawcy epoki na amerykańskim kontynencie i promotora większości prac naukowych autorów od 25 do 50 lat. Na zaproszenie profesora Horwarda przedstawiłem referat o "pierwszej polskiej wojnie" promując ideę szlaku Pułtusk-Tylża. O efektach tego wystąpienia przyjdzie jeszcze wspomnieć w dalszych relacjach OSEN, ale zapisały się w mojej pamięci rozmowy z wieloma bardzo kompetentnymi entuzjastami epoki napoleońskiej w naszej części Europy, deklarującymi chęć współpracy. Kilka referatów opartych było o unikalne badania archiwalne w Polsce i sąsiednich krajach, a kilku autorów podkreślało swoje rodzinne związki z Polską. Konkluzja: mamy na kontynencie amerykańskim dobre możliwości współpracy i pogłębienia wątków istotnych także dla naszej historii. Jedną z interesujących tez kongresu było stwierdzenie, iż zapewne nie doszło by do sprzedania Luizjany, gdyby Wielkiej Armii po zwycięstwie na San Domingo przyszło wylądować w delcie Mississipi. A więc z udziałem polskich legionistów...

Krzysztof Ostrowski