Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Lipka Bernard, Francuzi w Berlinie (1806-1808)

Opublikowano w Monografie

Gdy w słoneczne popołudnie 27 października 1806 roku Napoleon uroczyście wjeżdżał do Berlina, miał za sobą zwycięską kampanię, która doprowadziła do unicestwienia niemalże całej armii pruskiej i zajęcia leżącej na zachód od Odry części królestwa pruskiego.

Wiadomość o klęskach poniesionych pod Jeną i Auerstädt wywołała w Berlinie ogromne przygnębienie. Trudno było uwierzyć, że dumna armia, w której pokładano tyle nadziei, której butni i zarozumiali oficerowie przed niespełna miesiącem ostrzyli szable o stopnie ambasady francuskiej, przestała istnieć.

Kliknij
Ostrzenie szabli

Jej niedobitki wycofywały się w chaosie i pośpiechu na północ i wschód. Dobrze uzbrojone i zaopatrzone w zapasy żywności twierdze kapitulowały nie stawiając żadnego oporu postępującym korpusom francuskim. Również w Berlinie nie myślano o stawianiu oporu. Zastępca gubernatora miasta, generał kawalerii hrabia Friedrich Wilhelm von der Schulenburg-Kehnert (1742-1815) w opublikowanej 17 października proklamacji, adresowanej do mieszkańców miasta, pisał:

"Król przegrał bitwę. Zachowanie spokoju jest obecnie obowiązkiem każdego obywatela. Wzywam do tego wszystkich mieszkańców Berlina. Król i jego bracia żyją!".

82-letni gubernator Berlina, feldmarszałek Wichard von Möllendorf (1724-1816) opuścił stolicę już 20 września, wziął udział w bitwie pod Jeną i dostał się do niewoli francuskiej po kapitulacji Erfurtu.

Proklamacja Schulenburga odzwierciedlała rzeczywiste możliwości, a właściwie ich brak, obrony stolicy Prus, a także ogólne nastawienie większości pruskije generalicji zaszokowanej poniesionymi klęskami. Umocnienia Berlina były w katastrofalnym stanie, a w zamieszkanym przez 157.000 ludności mieście stacjonowało jedynie 6 "trzecich" batalionów, w których skład wchodzili głównie rekruci i inwalidzi oraz niewielka ilość kawalerii i artylerii.

Na posiedzeniu Rady Stanu w dniu 17 października podjęto decyzje dotyczące zabezpieczenia i odtransportowania kas państwowych, wyjazdu rodziny królewskiej i natychmiastowego zorganizowania milicji obywatelskiej. Zaoferowaną przez wojsko pomoc w ewakuacji sprzętu i broni berlińskiego arsenału, na wniosek Schulenburga, jednak odrzucono.

19 października Schulenburg na czele garnizonu opuścił miasto, informując króla o spodziewanym "lada dzień, a nawet lada godzina" wkroczeniu do Berlina Francuzów. Ostatnią jego czynnością było przeprowadzenie wyboru jego zięcia, Franciszka Ludwika księcia von Hatzfeld (1756-1827) na stanowisko gubernatora Berlina. Wybór ten zatwierdził Fryderyk Wilhelm III w Kostrzyniu pismem z dnia 21 października.

Zmiana na najwyższym cywilnym stanowisku w Berlinie nie przyniosła zmian w przebiegu przygotowań miasta na wkroczenie armii francuskiej. W efekcie tego armia francuska znalazła w berlińskim arsenale pokaźny zapas karabinów oraz 50 armat, których Hatzfeld nie pozwolił ewakuować w obawie przed represaliami francuskimi. Nawet wysłany przez króla z Kostrzynia 22 października z ustnym rozkazem major von Pirch nie potrafił przekonać nowego gubernatora, domagającego się pisemnego rozkazu królewskiego.

W swojej pierwszej odezwie, opublikowanej 19 października i skierowanej do mieszkańców Berlina, Hatzfeld pisał:

"Jedynie przyłączenie się do tych, którzy przejęli trudny obowiązek pomniejszenia nieuchronnych skutków wydarzeń i utrzymanie konieczniejszego niż kiedykolwiek porządku może zapobiec najokropniejszym skutkom, które byłyby wynikiem najmniejszego oporu albo niepokojów wśród mieszkańców stolicy; świeże jeszcze wspomnienie zachowania w podobnej smutnej sytuacji mieszkańców Wiednia, powinno pouczyć mieszkańców Berlina. (...) Ostrzegam każdego (mam nadzieję, że nie będę zmuszony rozkazywać), by pozostał przy swoim rzemiośle i pozostawił wszystkie troski tym, którzy nieprzerwanie zajmować się będą jego dobrem. Zabraniam całkowicie zgromadzeń, wznoszenia okrzyków na ulicach i rozpowszechniania niesprawdzonych pogłosek ..." 

Ironią losu było, że właśnie Hatzfeld, jako jedyny przedstawiciel administracji pruskiej, został 27 października, po wejściu Francuzów do Berlina, na rozkaz Napoleona aresztowany i skierowany przed oblicze sądu wojennego, którym przewodniczyć miał marszałek Davout. Powodem był przejęty przez żołnierzy marszałka Murata list gubernatora napisany 24 października i adresowany do królewskiego adiutanta von Knesebecka, zawierający ogólny raport o zbliżającej się do Berlina armii francuskiej. Od przypuszczalnego skazania na śmierć uratowała gubernatora jego żona, przyjęta na audiencji cesarskiej. Spotkanie to Napoleon tak opisał 6 listopada w liście do cesarzowej Józefiny:

Otrzymałem Twój list w którym zarzucasz mi, że odnoszę się do kobiet bez należytego szacunku. Zgadza się, nienawidzę intrygantek ponad wszystko, jestem przyzwyczajony do kobiet dobrych, łagodnych i zgodnych; kocham je. Jeżeli takie kobiety mnie rozpieszczają nie jest to moja wina, lecz Twoja. A poza tym, z pewnością o tym usłyszysz, dla jednej z nich, dla Madame Hatzfeld, która była wobec mnie miła i taktowna byłem szczególnie dobry. Gdy pokazałem jej list własnego męża powiedziała z głębokim, naturalnym uczuciem: Tak, to pismo mojego męża. Jej odczucia sprawiły mi ból, nie mogłem postąpić inaczej, jak zawołać: Madame niech pani wrzuci ten list w ogień; nie będę miał wtedy żadnego powodu, żeby ukarać pani męża. Szczęśliwa spaliła ten nieszczęsny list, jej mąż był uratowany, w innym przypadku zostałby w ciągu dwóch godzin roztrzelany."

Kliknij
Madame Hatzfeld

W przeciwieństwie do pasywnej postawy Hitzfelda, aktywność ministra von Steina doprowadziła do przetransportowania przez Szczecin do Królewca kasy państwowej.

17 października do Berlina przybyła przebywająca dotychczas przy armii królowa Luiza. Stan psychiczny duchowej przywódczyni stronnictwa dążącego w ubiegłych miesiącach do wojny z Francją nie był najlepszy. Jej osobisty lekarz i przyjaciel, Christoph Wilhelm Hufland, który odwiedził ją rankiem dnia następnego zastał królową "....z zapłakanymi oczami, rozwianymi włosami, pogrążoną w rozpaczy. Zwróciła się do mnie ze słowami: wszystko jest stracone. Muszę z dziećmi uciekać, a Pan musi mi towarzyszyć".

Hufland spełnił królewskie życzenie i towarzyszył Luizie w podróży do Schwedt, gdzie już wcześniej ewakowano królewskie potomstwo. Po odesłaniu dzieci do Gdańska, a dalej do Królewca, królowa Luiza udała się do Szczecina, gdzie przybyła 19 października.

Król Fryderyk Wilhelm III, po pełnej niebezpieczeństw podróży z pola bitwy pod Jeną, omijając Berlin, przybył 18 października do Kostrzynia, gdzie w następnych dniach przybyła również królowa.

Śladem królewskiej pary nie podążyła cała rodzina. W Berlinie pozostali: rodzice poległego pod Saalfeld księcia Ludwika Ferdynanda, 76-letni książę August Ferdynand (1730-1813), najmłodszy brat Fryderyka Wielkiego i jego żona, Anna-Elżbieta (1738-1820), 72-letnia księżna Wilhelmina, wdowa po księciu Henryku (1726-1802) i królewskie siostry, Augusta von Hessen-Fulda (1780-1841) i Wilhelmina von Oranien-Fulda (1774-1831). 

Na czele zmierzającej w kierunku pruskiej stolicy Wielkiej Armii maszerował 3.korpus marszałka Davout, którego forpoczty 21 października zajęły pierwsze branderburskie miasteczko Treuenbrietzen; dwa dni później dwie pierwsze dywizje korpusu stanęły pod murami Berlina. Następnego dnia, 24 października do miasta, na czele 200 strzelców konnych i huzarów, przybył mianowany komendantem placu generał brygady Pierre-Augustin Hulin (1758-1841). Ten doświadczony generał, dowódca grenadierów pieszych gwardii, był najwyraźniej zdaniem Napoleona szczególnie predystynowany do tego stanowiska. Już podczas poprzedniej kampanii w 1805 roku był on komendantem placu zajętego przez Francuzów Wiednia, a po zakończeniu misji w Berlinie objął stanowisko gubernatora Paryża, które pełnił aż do abdykacji Napoleona w kwietniu 1814 roku.

W dniu następnym przez Bramę Halską do miasta wkroczył, wyróżniony w ten sposób za odniesione pod Auerstädt zwycięstwo, korpus marszałka Davouta. Przywitany przez magistrat dowódca francuski, odmówił przyjęcia kluczy do miasta, odsyłając urzędników pruskich do Cesarza.

Na ludności berlińskiej, przyzwyczajonej do wojskowego przepychu i wystawności, żołnierze francuscy nie sprawili wielkiego wrażenia. Jeden z obserwatorów pisał później:

"W dali słychać było zbliżający się warkot werbli, a droga do Tempelhof zabłysła tysiącem bagnetów. Na spotkanie przybywających wystąpił cały magistrat w pełnej okazałości, trzymając w gotowości klucze do miasta; dźwięk werbli i huczna muzyka wypełniła powietrze, oczy zgromadzonego tłumu skierowały się w kierunku bramy: ukazał się pierwszy francuski piechur .... wysoki, chudy człowiek o bladej twarzy, otoczonej czarnymi, nieokiełznanymi włosami, co było dla nas, przyzwyczajonych do pudrowanych loków i sztywnych harcapów noszonych przez żołnierzy, powodem pierwszego zdziwienia. Jeszcze bardziej zdziwił nas jego ubiór: ziemistego koloru krótki płaszcz, na głowie mały, zwietrzały kapelusz, bardziej czerwony niż czarny, o nieopisanej formie, nasadzony przy tym tak krzywo na głowie, że głowa wraz z kapeluszem były dla nas prawdziwą osobliwością. Nogawki były z brudnego lnu, mocno podarte, na nagich stopach tkwiły podarte buty; kosmaty pudel, prowadzony na smyczy, z uwagą obserwował usta żołnierza, który odgryzał wielkie kęsy chleba, rzucając od czasu do czasu kawałek pudlowi. Należy sobie to wyobrazić - żołnierz z pudlem na smyczy! Co więcej: na bagnecie miał nabity bochenek chleba, u pałasza wiszącą gęś, a na kapeluszu, zamiast oznaczenia pułku - blaszaną łyżkę. Ta oryginalna postać maszerowała sama, normalnym krokiem, obserwując wielkimi czarnymi oczami, jak król witający go tłum, który z kolei gapił się na niego z wielką ciekawością".

Większe wrażenie na obserwujących sprawili "...wysocy męzczyźni, jeszcze wyżsi przez swoje wielkie niedzwiedzie czapy z czerwonymi piórami, brązowi na twarzy, z długimi, sięgającymi brzucha czarnymi brodami, ze śnieżnobiałymi skórzanymi fartuchami, z błyskającymi na ramionach siekierami, z karabinami przewieszonymi przez plecy; byli to saperzy, a nam, którzyśmy po raz pierwszy zobaczyli takich żołnierzy, przeszło mrowie po plecach.

Za nimi postępował przystojny, szczupły męzczyzna w czystym ubraniu, ze złotymi epoletami, w wielkim kapeluszu obszywanym złotem; rzucił w powietrze drąg zakończony grubą kulą, a gdy go ponownie miał w ręku powietrze rozdarł dźwięk nieprzeliczonej ilości werbli; byliśmy ogłuszeni tym ogromnym hałasem tureckiej muzyki zmieszanej z dźwiękami bębnów.

Tak wyglądała parada zwycięstwa korpusu Davouta. Pierwsi wkraczający do miasta ogromnie nam zaimponowali, ale gdy w bramie zaczęli tłoczyć się żołnierze maszerujący nieskoordynowanym krokiem, w nieporządnych mundurach, w kapeluszach nasadzonych wzdłuż i w poprzek, w których rzadko brakowało łyżki jako dekoracji... ."

Kliknij
Armia francuska w marszu

Korpus Davouta przemaszerował przez cały Berlin, zatrzymując się dopiero na wschód od miasta, w Friedrichsfelde. Komendant Hulin założył swoją kwaterę w pałacu księżnej Doroty Biron (Unter der Linden nr 7). Przyjaźnie nastawiony do mieszkańców generał potwierdził przedstawicielom magistratu zakaz plądrowania, nakazał wystawienie wart przed wszystkimi budynkami publicznymi, grożąc równocześnie srogimi karami za nierespektowanie wydanego nakazu oddania przez mieszkańców Berlina posiadanej przez nich broni.

Tego samego dnia, 25 października delegacja berlińskiego magistratu, pod przewodnictwem gubernatora Hatzfelda i prezydenta Büchinga, udała się do przebywającego w Poczdamie Napoleona z prośbą o łaskę i oszczędzenie miasta. Podczas audiencji Cesarz zapewnił delegacji utrzymanie porządku i zapewnił pruskiej stolicy bezpieczeństwo, odmówił jednak przyjęcia wręczonych mu kluczy do miasta. Tego samego dnia skapitulowała twierdza leżąca niedaleko od bram Berlina twierdza Spandau, a następnego dnia Napoleon przeniósł swoją kwaterę do pałacu w Charlottenburgu. 

W poniedziałek 27 października, przy pięknej słonecznej pogodzie odbył się uroczysty wjazd Napoleona do Berlina. W szpalerze utworzonym przez dywizje ciężkiej kawalerii generałów Nansouty i d'Hautpoula, rozciągającym się od Wielkiej Gwiazdy w Ogrodzie Zoologicznym aż do Bramy Branderburskiej, przy dźwiękach "Marsylianki" i "Ca ira", poprzedzany przez Mameluków, grenadierów i strzelców pieszych gwardii, Napoleon wkraczał do drugiej, po zdobytym podczas kampanii 1805 roku Wiedniu, stolicy nieprzyjacielskiego mocarstwa. Wśród towarzyszących Cesarzowi generałów był też, wezwany do sztabu Wielkiej Armii z Włoch, generał Jan Henryk Dąbrowski, któremu "...Cesarz, wyznaczył mu najpierwsze miejsce przed wszystkimi swojej będącymi cudzoziemcami".

Kliknij
Napoleon w Berlinie

Jean-Roch Coignet, autor wspomnień z epoki napoleońskiej ("Cahiers du Capitaine Coignet") tak opisał cesarską świtę:

"On (Napoleon) otoczony był błyszczącą świtą marszałków i generałów w wyszytych złotem mundurach. Również oddziały biorące udział w uroczystym wjeździe nosiły paradne mundury. Tylko Cesarz się nie wystroił. Ubrany był w swój zwykły frak i tradycyjny kapelusz z kokardą za jeden sou. Tym większe było zdumienie przyglądającego się paradzie tłumu. Dziwnie musiało to chyba wyglądać, że ten najgorzej ze wszystkich ubrany człowiek był wodzem tak wspaniałej armii."

Na spotkanie Cesarza wystąpiły wszystkie przybyłe poprzedniego dnia pułki III.korpusu, a przed Bramą Brandeburską ustawiło się, na rozkaz generała Hulina, umundurowane bractwo strzeleckie Berlina. Przy dźwięku dzwonów Napoleon przyjął z rąk magistratu, odrzucone dnia poprzedniego, klucze do miasta, po czym udał się do przeznaczonego na jego kwaterę Zamku, berlińskiej rezydencji królewskiej. Zamieszkał tam w pokojach z widokiem na ogród, w byłych komnatach Fryderyka Wilhelma II.

Kliknij
Hatzfeld przekazuje klucze do miasta

Zakwaterowanie i utrzymanie tak dużej ilości wojska było nawet dla tak sporego miasta, jakim był wówczas Berlin, dużym problemem. Berlińskie koszary, z małymi i niewygodnymi izbami, wybudowane za czasów Fryderyka Wielkiego, nie były w stanie pomieścić wszystkich francuskich żołnierzy. Ponadto niektóre z nich, jak np. koszary zamieszkałe poprzednio przez pruski Infanterie-Regiment von Kunheim zamienione zostały na szpital. Zgodnie z zarządzeniem władz francuskich mieszkańcy Berlina zmuszeni zostali do udostępnienia kwater oraz zobowiązani do wyżywienia kwaterujących żołnierzy. Jest rzeczą zrozumiałą, że zarządzenia te nie spotkały się z aprobatą ludności, niejednokrotnie też zachowanie francuskich żołnierzy budziło jej oburzenie. W okresie pobytu Francuzów w Berlinie niejeden z jego mieszkańców, rad albo nierad, był niejednokrotnie jedynie gościem we własnym domu. Już wkrótce francuski gubernator miasta był zasypany skargami mieszkańców.

O ile własność prywatna mieszkańców na ogół została uszanowana, to własność państwowa i królewska uznana została za zdobycz wojenną i w wielu wypadkach wywieziona do Francji. Los ten nie ominął nawet ustawionej w 1797 roku na Bramie Brandenburskiej Quadrygi, dzieła autorstwa Johanna Gotfrieda Schadowa. Już w trzy tygodnie po wkroczeniu do Berlina na polecenie towarzyszącego Napoleonowi dyrektora paryskiego "Musee Napoleon" Dominique'a Vivant Denona, do miasta sprowadzono z Poczdamu budowniczego dzieła, kotlarza Jury, pod którego kierownictwem w dniach 2-8 grudnia Quadrygę zdemontowano i przygotowano do transportu. 21 grudnia, zapakowana w 12 drewnianych skrzyniach wyruszyła ona w podróż do Paryża, skąd wróciła dopiero po upadku Napoleona, w czerwcu 1814 roku.

 

Osobnym rozdziałem był los berlińskich kościołów w okresie stacjonowania w mieście wojsk francuskich. Jak w wielu innych zajętych miastach zostały one zamienione na magazyny, kwatery, a nawet stajnie. W szczególności ucierpiał Kościół Garnizonowy, w którym zdeponowane były 104 sztandary francuskie, zdobyte przez Prusaków podczas wojny w latach 1744/45. W ich poszukiwaniu francuscy żołnierze rozbili wiele grobowców, ambonę, zerwali posadzkę. Ale ukryte przez kustosza kościoła sztandary nie zostały nigdy odnialezione. W późniejszym okresie obecności francuskiej w Berlinie Kościół Garnizonowy wykorzystany było jako magazyn siana i wina. 

Napoleon przebywał w Berlinie od 27 października do 25 listopada 1806 roku. Już następnego dnia po przybyciu złożył on wizytę księciu Ferdynandowi i pozostałym członkom rodziny Hohenzollernów przebywających w Berlinie.

Również wzięty w Erfurcie do niewoli i wkrótce zwolniony były gubernator Berlina feldmarszałek von Möllendorf został przyjęty przez Cesarza. Jak pisze w swoich wspomnieniach Tamanti, były kamerdyner króla pruskiego, pełniący tę funkcję również na pokojach cesarskich, Möllendorf został przywitany przez Cesarza słowami: "Cieszę się, że mogę poznać tak dzielnego marszałka". Feldmarszałek, który był też gościem na cesarskim obiedzie, uhonorowany został też przez Napoleona hojną gratyfikacją. Pruska rodzina królewska zapraszana też była na organizowane w pałacu koncerty wieczorne, które prowadził kapelmistrz dworu pruskiego Fryderyk Henryk Himmel (1765-1814). Wśród występujących solistów byli czołowi śpiewacy operowi Berlina, Maria Giuseppa Marchetti-Fantozzi, Bricci i Tambolini.

Kliknij
Berlin-Stadtschloss

Wielokrotnie podczas cesarskiego pobytu na ulicach pruskiej stolicy odbywały się parady i przeglądy oddziałów Wielkiej Armii. Obok 3.korpusu marszałka Davouta, po Unter der Linden maszerowały, obok mniejszych jednostek, 4.korpus marszałka Soulta oraz 6.korpus marszałka Ney'a. Niemalże codziennie przed obliczem Cesarza, w berlińskim Lustgarden paradowała cesarska gwardia. Zupełnie innego rodzaju odbyła się 30 października, kiedy to przed obliczem Napoleona i mieszkańców Berlina przejechał wzięty przed kilkoma dniami pod Wichmannsdorfem pruski pułk kirasjerów Gens d'armes. To właśnie oficerowie tego pułku, stacjonującego przed rozpoczęciem kampanii w stolicy, butnie ostrzyli swoje szable na progach francuskiej ambasady, nic więc dziwnego, że przejeżdżając teraz główną ulicą Berlina, obok swoich wcześniejszych kwater i stajni, w drodze do przeznaczonej na ich więzienie twierdzy Spandau usłyszeli z ust mieszkańców niejedną kpinę i obrazę.

Wkrótce po swoim przybyciu do pruskiej stolicy Napoleon nakazał utworzenie nowej administracji miasta. W wyborach, przeprowadzonych 30 października w jednym z berlińskich kościołów, wybrano 7-osobowy "Comite administratif" w skład którego weszli: księgarz de la Garde, producent dywanów Thomas Heinrich Hotho, mistrzowie murarscy Karl Friedrich Zelter i Friedrich Ludwig Meyer oraz kupcy Nitze, Wibeau i Beringuier. Zadaniem Komitetu było wprowadzanie w życie francuskich zarządzeń. Żądania materialne okupanta wzrastały z miesiąca na miesiąc, mimo to de la Garde i Zelter, którzy, wyróżniając się kompetencją w pracy Komitetu, a w oczach większości berlińczyków uważani byli za zdrajców, zdołali osiągnąć też spore ulgi dla ludności. W pierwszym miesiącu pobytu Francuzów w Berlinie, w listopadzie 1806 roku do zadań Komitetu należało wyżywienie 12-30 tysięcy żołnierzy przechodzących dziennie przez miasto. Zaopatrzenie zakwaterowanych w Berlinie żołnierzy powierzono magazynom miejskich, które wydawały chleb, mięso i wino gospodarzom. Sprzedaż i marnotrawstwo żywności były surowo zakazane.

Stosunki pomiędzy Francuzami i mieszkańcami, mimo trudnej sytuacji zaopatrzeniowej, układały się poprawnie, a berlińskie damy ze zdziwieniem zauważyły, że przybysze uprzejmością i szarmanckim zachowaniem przewyższali ich własnych męży i narzeczonych!  

3 listopada Napoleon podzielił zajęte terytorium pruskie na 4 departamenty: 1. Berlin; 2. Kostrzyń; 3. Szczecin; 4. Magdeburg. Departament berliński podzielony został na 4 prowincje: Uckermark, Prignitz, Altmark i Mittelmark. Gubernatorem generalnym utworzonych departamentów został Henry-Jacques-Guillaume Clarke (1765-1818), późniejszy minister wojny Cesarstwa.

Ponieważ zapewnienie spokoju w pruskiej stolicy wymagałoby utrzymywanie w niej znacznego garnizonu, co w perpektywie dalszej kampanii oznaczałoby pozbawienie armii kilku pułków, Napoleon zdecydował się 3 listopada na powołanie Gwardii Obywatelskiej (Bürgergarde). Służba ta przypadła do gustu wielu mieszkańcom miasta, dumnych z możliwości pełnienia służby pod komendą francuską. W szeregi Gwardii w szczególności chętnie wstępowali członkowie kolonii francuskiej. Byli to potomkowie hugenockich emigrantów, którzy zmuszeni do opuszczenia Francji, tutaj znaleźli swoją nową ojczyznę. Jeden z nich, pułkownik Paul-Andre Jordan został też mianowany jej komendantem. Pod jego komendą Gwardia w szczytowym okresie liczyła 1900 ludzi, podzielonych na 21 kompanii. W jej skład wchodził też, zorganizowany przez generała Hulin, konny oddział strzelców, liczący 17 oficerów i 166 żołnierzy. Oddział ten był wśród mieszkańców Berlina, ze względu na zarozumiałość jego członków, niezbyt lubiany. Powołana przez Napoleona Gwardia istniała również, w ograniczonym składzie, po opuszczeniu przez Francuzów Berlina, a jej dowódca, pułkownik Jordan został w styczniu 1810 roku odznaczony za "poświęcenie, przyzwoitość i wierność w służbie".

Kliknij
Żołnierz gwardii

19 listopada Napoleon przyjął na Zamku delegację szlachty z Poznańskiego. Spotkaniu tym nadano szczególnie uroczystą oprawę. Delegacji przedstawiono 340 chorągwi i sztandarów zdobytych na Prusakach prezentowanych przez grenadierów gwardii.  

Dla utrzymania prawidłowego działania administracji Francuzi pozostawili na zajmowanych dotychczas stanowiskach pruskich urzędników. Wszyscy oni zobowiązani zostali do złożenia przysięgi, w której zobowiązywali się do rzetelnego, punktualnego i zgodnego z francuskimi zarządzeniami wypełniania swoich obowiązków. Sprzeciwów nie zanotowano.

Nie oznacza to jednak, że Francuzi darzyli pruskich urzędników bezgranicznym zaufaniem. Każdemu resortowi przydzielono rzeszę francuskich urzędników-kontrolerów, podległych bezpośrednio intendantowi generalnemu Cesarstwa, Pierre-Antoine Bruno księciu Daru, kontrolujących skrupulatnie pocztę, akcyzę i cła, podatki, zakupy drzewa i soli, kopalnie i gospodarkę leśną.

Gdy po powrocie do Berlina w styczniu 1810 roku króla Fryderyka Wilhelma próbowano w stosunku do niektórych urzędników wysuwać zarzuty kooperacji z nieprzyjacielem i złamania przysięgi złożonej państwu pruskiemu, tłumaczyli oni, że postępowali zgodnie z zarządzeniem Schulenburga, który przecież pisał, iż: " ...zachowanie spokoju jest obecnie obowiązkiem każdego obywatela".

Zdanie to stało się niejako mottem zachowania berlińczyków w czasie okupacji Berlina przez Francuzów w latach 1806-1808. Prawie wszyscy pruscy ministrowie i urzędnicy bez skrupułów współpracowali z Francuzami. Dla tych ostatnich dużych ułatwieniem ich sytuacji w zajętych Prusach był fakt, że przede wszystkim wśród wykszatałconego mieszczaństwa pruskiego niewielu było takich, którzy żywili szczerą nienawiść do rewolucyjnej Francji. Znany wówczas historyk niemiecki, Johannes von Müller, przed Jeną i Auerstädt zaprzysiężony przeciwnik Napoleona, został, jak sam napisał po rozmowie z Cesarzem, "...zdobyty jego geniuszem i naturalną dobrocią". Zmiana jego nastawienia posunęła się tak daleko, że w wygłoszonym w języku francuskiej odczycie w styczniu 1807 roku w berlińskiej Akademii Nauk odczycie przedstawił Cesarza jako wybranego przez Boga następcę Fryderyka Wielkiego. Odczyt ten nazwano "mową nad grobem państwa pruskiego". W niedługiej przyszłości Müller zostanie ministrem w rządzie królestwa Westfalii.

Swój pobyt w Berlinie i chwilową przerwę w działaniach wojennych Napoleon poświęcił na działalność polityczno-administracyjną. Krótkim i zwięzłym stwierdzeniem: "dynastie Hesji-Kassel, Nassau i Brunszwiku-Lüneburga przestały rządzić" rozwiązane zostały trzy niemieckie księstwa, które w kilka miesięcy później weszły w skład nowoutworzonego królestwa Westfalii. W ten sposób "ukarani" zostali nieliczni sprzymierzeńcy Prus minionej kampanii.

Dużo ważniejszym aktem dokonanym podczas pobytu Napoleona w Berlinie, mającym konsekwencje w całej Europie był opublikowany 21 listopada 1806 roku dekret o blokadzie kontynentalnej.

25 listopada, o godzinie trzeciej nad ranem Napoleon opuścił Berlin udając się w kierunku Kostrzynia. Jego pobyt w pruskiej stolicy kosztował szkatułę króla Prus 67 tysięcy talarów, które królewski marszałek dworu, na polecenie Fryderyka Wilhelma, przekazał później władzom miasta dla pokrycia kosztów pobytu Cesarza Francuzów. Niewielką część tej kwoty, 11684 talarów zwrócił Prusakom jako odszkodowanie Wielki Marszałek dworu cesarskiego, Duroc. 

Traktat pokojowy podpisany 9 lipca 1807 roku w Tylży nie zakończył francuskiej obecności w Berlinie. Warunki okupacji pruskiego terytorium przez Francuzów ujęto w konwencji uzupełniającej podpisanej 12 lipca. Zmienili się jedynie francuscy przedstawiciele wojskowi. Nowym gubernatorem miasta został 9 sierpnia świeżo mianowany (13 lipca) marszałek Claude Perrin Victor (1764-1841), a komendantem placu generał dywizji Louis-Vincente Saint-Hilaire (1766-1809).

Przy wyjeździe Clarke'a i Hulina prasa berlińska z wielką uniżonością dziękowała obu generałom za ich służbę w Berlinie. Również król pruski przyłączył się do podziękowań. Przyjęcia zaproponowango mu orderu Orła Czarnego generała Clarke jednak odmówił.

Nałożone na Prusy ogromne kontrybucje dały się również odczuć w Berlinie. System rekwizycji, wprowadzony w pierwszych tygodniach okupacji został z biegeim czasu rozwinięty i udoskonalony. W sierpniu 1807 roku powołana została Najwyższa Komisja do Egzekucji Traktatu Tylżyckiego (Immediat-Komission zur Vollziehung des Tilsiter Friedens) na której czele stanął tajny radca finansowy Johann August Sack. W pracy swojej dążył on do utrzymania możliwie dużego stopnia samodzielności kierowanej przez niego komisji, co powodowało duże niezadowolenie generalnego intendanta Cesarstwa Daru i doprowadziło do odwołania Sacka w maju 1808 roku. Bezpośrednią przyczyną zwolnienia był jego uporczywy opór przeciwko zorganizowaniu koło Charlottenburga dużego obozu wojsk francuskich, przeznaczonego dla 25 tysięcy żołnierzy, którego utrzymanie scedowane miało być na ludność prowincji Mittelmark. Sack utracił wprawdzie swoje stanowisko, ale w wyniku wizyty ministra von Steina u intendanta Daru w dniu 4 maja 1808 roku zorganizowane zostały trzy mniejsze obozy, których utrzymanie zapewniono przez obciążenie ludności tak zwanym "podatkiem obozowym". 

W tym samym okresie stanowisko swoje utracił dyrektor policji Johann Stephan Büsching (1761-1833), późniejszy (1814-1832) burmistrz Berlina. Zastąpił go francuski komisarz Teulon. Przyczyną było mało energiczna, zdaniem Francuzów, reakcja dyrektora na protesty ludności związane z niedomiarem taniego chleba.

Przedłużający się pobyt Francuzów w Berlinie, którzy według zapowiedzi Napoleona wycofają się z pruskiego terytorium dopiero po całkowitym spłaceniu kontrybucji, pogarszał stopniowo sytuację materialną mieszkańców pruskiej stolicy. Rzemieślnicy skarżyli się na brak pracy, właściciele posesji na opłaty dodatkowe. Przyczyniała się do tego również prawie 30-procentowa inflacja, co powodowało wzrost cen podstawowych artykułów żywnościowych. Nic zatem dziwnego, że nieustannie zwiększała się liczba głodujących. Dla nich to urządzono prowizoryczne kuchnie, które w 1808 roku wydawały dziennie więcej niż 6000 bezpłatnych porcji tzw. zup rufmordzkich. Stopniowo też ustawały żywe początkowo kontakty pomiędzy zakwaterowanymi w Berlinie oficerami i urzędnikami francuskimi, a mieszkańcami. Że nie ustały one zupełnie, świadczy list napisany Sacka, który stwierdzał, że "... od pewnego czasu nasze gazety zawierają coraz częściej ogłoszenia o zaręczynach miejscowych panien i Francuzów, co świadczy, że nie jest dobrze, gdy Francuz przez dłuższy czas przebywa bezczynnie w jednym miejscu".  

Jak we wszystkich krajach napoleońskiej Europy również w Berlinie gazety poddane była ścisłej censurze. Rynek prasowy był do tego stopnia zdominowany przez oficjalny organ francuskich okupantów, wydawany przez Juliusa Lange, "Der Telegraph", że w pozostałych gazetach, których redaktorzy wychodzili z założenia, że najlepszą metodą na przetrwanie jest zamieszczanie wiadomości odpisanych z gazety Lange'a, pod znakiem pruskiego orła znaleźć można było obelgi pod adresem króla pruskiego, których powstydziliby się nawet Francuzi.

Mimo tej ścisłej kontroli w niektórych sferach berlińskich zaczął rozwijać się coraz mocniejszy nurt patriotyczny. Coraz większa ilość wybitnych osobistości mniej lub więcej otwarcie przyczyniała się do rozwijania ducha narodowego. Wśród nich był filozof Johann Gotllieb Fichte, który w akademii Unter der Linden w niedziele pomiędzy grudniem 1807 i marcem 1808 roku u boku Francuzów wygłosił serię wykładów pod wspólnym tytułem "Mowy do narodu niemieckiego" (Reden an die deutsche Nation).

Zgodnie z zarządzeniem Napoleona władze francuskie w Berlinie organizowały huczne obchody dnia urodzin Cesarza, rocznice pokoju w Tylży oraz bitew pod Jeną i Auerstädt. W dniach tych miasto były świątecznie oświetlone. Szczególnie uroczyście obchodzona była 2 grudnia 1807 roku rocznica koronacji Napoleona. W paradzie, którą odebrał gubernator, marszałek Victor wzięło udział 13500 żołnierzy, a wieczorem odbył się uroczysty bal, uświetniony pokazem ognii sztucznych.

Obchodzenie urodzin pruskiej pary królewskiej zostało zakazane. Reakcje Francuzów na propruskie demonstracje straciły jednak z biegiem czasu na ostrości. O ile za złamanie tego zakazu jeszcze w 1807 roku kilkunastu obywateli Berlina ukarano uwięzieniem w twierdzy Spandau, to już w 1808 roku, za zorganizowanie przedstawienia w Teatrze Narodowym z okazji urodzin królowej Luizy, które zakończyło się głośnymi okrzykami: "Niech żyje królowa" dyrektor teatru, August Wilhelm Iffland ukarany został jedynie dwoma dniami aresztu domowego. 

W sierpniu 1808 roku stanowisko gubernatora Berlina, objął na kilka tygodni marszałek Nicolas-Jean Soult, a po objęciu przez niego dowództwa 2.korpusu Armii Hiszpanii w październiku 1808 roku do Berlina przybył marszałek Nicolas Davout, mianowany właśnie przez Napoleona dowódcą Armii Renu. Przebywał on w Berlinie do 2 grudnia.

W wyniku podpisanej 8 września 1808 roku konwencji o regulacji stosunków między Francją i Prusami jesienią tego roku oddziały francuskie stopniowo zaczęły opuszczać stolicę Prus. 3 grudnia generał Saint-Hilaire, w obecności władz Berlina, uroczyście złożył na ręce księcia Augusta Ferdynanda klucze do miasta. Po zwykłych w takich przypadkach krótkich przemówieniach, defiladzie Gwardii Obywatelskiej i obiedzie u pruskiego księcia francuski generał, na czele ostatniego oddziału francuskiego, 7.pułku piechoty lekkiej, w szpalerze nieprzeliczonego tłumu szczęśliwych berlińczyków, opuścił Berlin.  

BIBLIOGRAFIA

Bauer F., Napoleon w Berlinie, Berlin 2006

Mieck I., Kaiser Napoleon I im Berliner Stadtschloss, Stuttgart 2005

Zahorski A., Napoleon, Warszawa 1982, wyd.II

Erinnerungen des preussischen Kammerdieners Tamanti na den aufenthalt von Kaiser Napoleon in Potsdam und Berlin (1806), niepublikowane, Landesarchiv Berlin 

Opracowane na podstawie książki Franka Bauera "Napoleon w Berlinie"

Opracował: Bernard Lipka