Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

SZKICE HISTORYCZNE

Opublikowano w S. K I R K O R, POD SZTANDARAMI NAPOLEONA

O SUŁKOWSKIM

 

SŁOWO WSTĘPNE


Dzieje Polski w okresie Francji rewolucyjnej i napoleońskiej były przedmiotem badań i prac wielu najwybitniejszych historyków polskich. Dzieje te były tak obfite w wydarzenia, tak pełne ofiar i poświęcenia narodu polskiego i jego najlepszych synów, że po dziś dzień pozostało wiele spraw, które czekają na ich bliższe zbadanie i opisanie. W mych książkach starałem się dorzucić i mój skromny przyczynek do tych prac. Opublikowałem też szereg rozpraw i artykułów na te tematy w periodykach polskich i francuskich. Niektóre z nich dołączam do tych szkiców, z takimi jednakże, nieraz bardzo ważnymi, zmianami i uzupełnieniami, jakie mi późniejsze badania narzuciły. Do nich dodaję inne, które nie mieściły się w ramach mych poprzednich prac.
Dobór tych szkiców nie jest przypadkowy. Dają wgląd w różne etapy sprawy polskiej w epoce napoleońskiej, stanowią ogniwa jednego łańcucha, od jego początku aż do końca. Ogniwa nie zawsze najważniejsze, ale pewnie pożyteczne i może interesujące dla niejednego czytelnika.

Sułkowski pod Arcole


Bitwa pod Arcole ma swoje specjalne miejsce w legendzie napoleońskiej, upamiętniona szeregiem obrazów, przedstawiających młodego generała Bonapartego z sztandarem w ręku na moście pod ogniem nieprzyjacielskim. Utrwaliła się legenda, że przeprowadził swych grenadierów przez most, co zdecydowało o zwycięstwie. W rzeczywistości było inaczej. Bitwy pod Lodi (10 maja 1796) i pod Arcole (15-17 listopada 1796) miały to wspólnego, że w obu wypadkach trzeba było przejść przez most, co pod Lodi istotnie zdecydowało o wyniku bitwy, ale nie pod Arcole. Most pod Lodi był dużo dłuższy niż pod Arcole, ale można było podejść do niego niepostrzeżenie. Poza tym atak na most był wspierany przez kawalerię, która wpław przez rzekę przechodziła. Do mostu pod Arcole było tylko jedno dojście przez groblę, cały czas pod obstrzałem nieprzyjaciela.
Józef Sułkowski dał dokładny opis ataku na most pod Arcole w jednym ze swych listów, pisanych po francusku z Włoch do przyjaciela w Paryżu. Pierwszy z tych listów nie jest znany, dziewięć następnych (począwszy od listu z 8 lipca 1796) ogłosił w Paryżu w 1946 r. Marcel Reinhard w książce pod tytułem "Avec Bonaparte en Italie"1). Trzy ostatnie były opublikowane w 1832 r. przez Hortenzjusza de Saint-Albin, kopie innych znalazł Reinhard w archiwum prywatnym we Francji w trakcie przygotowywania swej pracy o generale Lazare Carnot. Te kopie były sporządzone ręką sekretarza Carnota. Oryginały nie zachowały się. Gdy po zamachu stanu 18 Fructidora V r. (5 września 1797) Carnot czul się zmuszony uciec do Szwajcarii, komisarze nowego Dyrektoriatu zajęli jego papiery i sporządzili ich inwentarz; w tym inwentarzu figurują odpisy listów Sułkowskiego. Listy te zaczynały się od słów "Cher ami", ale nazwisko tego przyjaciela nie było ujawnione w inwentarzu. Zaznaczono tylko, że były pisane do jednego z polskich przyjaciół Sułkowskiego w Paryżu.
Reinhard przypuszcza, że był nim mjr Suchodolec. Z treści listów wynika, że istotnie adresatem był Polak, najprawdopodobniej Piotr Maleszewski, choć dziwny wydaje się fakt, że nie ma w nich ani jednej wzmianki o sprawie polskiej, o legionach, o generale Dąbrowskim, który je two-rzył od 9 stycznia 1797 r. Ostatni list Sułkowskiego ma datę 7 sierpnia 1797 r. i zawiera tłumaczenie konieczności zawarcia rozejmu z Austrią w Leoben (18 kwietnia 1797), co dla Polaków równało się pogrzebaniu ich nadziei, przekreślając plany Dąbrowskiego marszu ku Polsce. Wydaje się, że choć listy były wysyłane do Polaka, Sułkowski liczył na to, iż dojdą do Carnota i dlatego pisał je po francusku i unikał zbytniego wychwalania Bonapartego. Carnot był obrońcą najlepszych ideałów Francji republikańskiej i zwalczał wszelkie próby wpływu armii na bieg spraw publicznych oraz był przeciwnikiem włoskich planów Bonapartego. Dlatego padł ofiarą zamachu stanu 18 Fructidora, dokonanego przy pomocy jednego z generałów Bonapartego, choć ten zamach był skierowany przeciw rosnącym wpływom rojalistów. Sułkowski przyjaźnił się z Maleszewskim, znanym ze swej wrogości tak w stosunku do gen. Dąbrowskiego, jak i samego Bonapartego2). Nasuwać się może pytanie, czy Sułkowski nie otrzymał skierowania do Włoch w związku ze swą obietnicą przysyłania stamtąd "kroniki wojennej" dla Carnota. Jego listy są w istocie taką właśnie "kroniką wojenną", uzupełnioną bardzo wnikliwymi opiniami własnymi Sułkowskiego. Nie mamy żadnych wiadomości o tym, czy Sułkowski kontynuował swe listy z Wioch po zamachu stanu 18 Fructidora i ucieczce Carnota. Jego ostatni znany list był wysłany na miesiąc przed tym zamachem.
Sułkowski przybył do Włoch w połowie 1796 r. Z początku był przydzielony w randze kapitana do sztabu głównego armii, odznaczył się i od 27 października 1796 r. był jednym z pięciu adiutantów Bonapartego. Wraz z nim zostali mianowani adiutantami Bonapartego na jego osobiste życzenie szef batalionu Muiron, który miał zginąć pod Arcole zasłaniając własnym ciałem swego szefa, oraz kpt. Duroc, późniejszy generał, duc de Frioul i wielki marszałek pałacu. Z poprzednich nominacji adiutantami Bonapartego byli jego brat Ludwik, późniejszy król Holandii i ojciec Napoleona III, oraz Marmont, późniejszy marszałek, duc de Raguse.
W sławnym był więc Sułkowski towarzystwie. O bitwie pod Arcole pisał do swego przyjaciela w czwartym z opublikowanych listów, datowanym 12 Frimaire V r. (2 grudnia 1796). Dał długi i dokładny opis walk o Arcole od 15 do 17 listopada. Opisał pierwszy atak na most pod Arcole w dniu 15 listopada, prowadzony przez gen. Augereau. Ten atak został odparty z dużymi stratami dla Francuzów. Mostu broniły bataliony austriackie, dobrze ukryte po domach i strzelające z okien, wsparte artylerią. Po nieudanym ataku piechota francuska ukryła się za groblą. O próbie drugiego ataku na most Sułkowski tak pisał:

"Generał naczelny, powiadomiony o sytuacji, był już osobiście w połowie drogi, gdy się dowiedział o stratach nie do naprawienia, które poniesiono, o upartym oporze nieprzyjaciela i zniechęceniu naszych żołnierzy; skoro walka była zaczęta należało zwyciężyć lub zginąć i generał naczelny powziął decyzję, godną jego sławy. Widzimy go jak nagle wstępuje na groblę, otoczony przez swój sztab, z postępującą za nim strażą przyboczną; zsiada z konia, wyjmuje swą szablę, chwyta sztandar i rzuca się na most wśród gradu pocisków. Żołnierze go widzą i nikt z nich go nie naśladuje. Widziałem tę podłość niebywałą i nie mogę jej zrozumieć. Czyż należało zwycięzcom spod Lodi okryć się taką hańbą? Ta chwila była krótką, ale ponurą dla wszystkich, którzy otaczali Bonapartego; jego adiutant Muiron, generał Vignolle, porucznik straży przybocznej, dwóch adiutantów Belliarda pada koło niego."

(Muiron i dwaj adiutanci Belliarda zginęli, inni byli ranni).
Sułkowski był na grobli, gdy kontuzjowany padł nieprzytomny. Czytamy dalej w jego liście:

"Ja sam zostałem trafiony kulą wprost w pierś, uratował mi życie mój płaszcz, który zwinięty w rulon nosiłem na krzyż na sobie; lecz w tej samej chwili pocisk armatni wybuchł u mych stóp i rzucił mi w głowę ziemię, przez ten pocisk wzniesioną. Uderzenie było tak silne, że straciłem przytomność, a gdy odzyskałem swe zmysły, znajdowałem się już daleko od tej sceny, uniesiony przez żołnierzy.
Generał naczelny, jak mnie potem powiedziano, widząc bezużyteczność swych wysiłków, wycofał się i tym razem grenadierzy pośpiesznie poszli za jego przykładem. Wszystko ucieka, wszystko się ciśnie, zamieszanie jest tak wielkie, że wpychają go do rowu, pełnego wody; byłby utonął, gdyby nie jego sztab, bo uciekający nie pomyśleli nawet o tym, by mu dać najmniejszą pomoc. Gdy ta masa żołnierzy znalazła się poza zasięgiem armat, udało się ich zatrzymać i zebrać, tym łatwiej, że nieprzyjaciel ich nie ścigał."


Złe zachowanie się grenadierów w dniu 15 listopada zostało potwierdzone w liście Ludwika Bonapartego i w pamiętnikach Marmonta, było natomiast dyskretnie tuszowane w raportach oficjalnych i znikło w legendzie.
W 1806 r. została wydana w Paryżu wspaniała księga pod tytułem "Tableaux historiques des campagnes d'Italie depuis l'an IV jusqu'a la bataille de Marengo", ozdobiona dużą ilością sztychów podług rysunków Carle Verneta, odtwarzających wiernie krajobraz miejsc bitewnych, rysowanych przez niego na miejscu3). Jest tam i most pod Arcole taki, jaki był wtedy. Na tym rysunku za Bonapartem postępuje oddział grenadierów, co jest zgodne z legendą, ale nie odpowiada prawdzie. W księdze jest podany tekst raportu Bonapartego dla Dyrektoriatu, datowanego z Werony 29 Brumaire'a V (19 listopada 1796), w którym tak pisze o tym epizodzie: "Augereau, chwyciwszy sztandar, przeniósł go na drugi koniec mostu; pozostał tam przez kilka minut bez żadnego rezultatu. Jednakże należało przejść ten most lub dokonać obejścia wiele mil, co mogło spowodować niepowodzenie całej naszej akcji. Udałem się tam osobiście, spytałem żołnierzy, czy są nadal zwycięzcami spod Lodi. Moja obecność poruszyła oddziały, co spowodowało moją decyzję podjęcia jeszcze raz próby przejścia. Generał Lasnes, który już przedtem był dwukrotnie ranny od kul, zawrócił i otrzymał trzecią ranę, dużo poważniejszą; generał Vignolle został lekko ranny. Wypadło zrezygnować z ataku frontowego na wieś". Dalej Bonaparte dał opis manewrów okrążających, które po dwóch dniach przyniosły zwycięstwo. W tym raporcie Bonaparte przemilcza swoje wejście na most pod Arcole, lecz wieść o tym doszła do Paryża i Rada Prawodawcza - jak notuje księga - powzięła uchwałę, by sztandary, które nieśli pod Arcole generałowie Bonaparte i Augereau, były im ofiarowane jako dar od narodu.
Istnieje także raport gen. Berthiera, który tak opisał powyższe wydarzenia pod Arcole: "Napróżno gen. Augereau, ze sztandarem w ręku, poszedł naprzód na czele kolumny, by sforsować Arcole... Generał naczelny (Bonaparte) z całym swym sztabem wysunął się na czoło dywizji Augereau; przypomniał naszym braciom broni, że są tymi samymi, którzy sforsowali most w Lodi. Zdawało mu się, że spostrzegł poruszenie entuzjastyczne i chcąc z niego skorzystać zeskoczył z konia, chwycił sztandar, rzuca się na czoło grenadierów i biegnie na most, wołając: Idźcie za waszym generałem. Kolumna poruszyła się na moment i znalazła się na trzydzieści kroków od mostu, gdy okropny ogień wrogi uderzył w kolumnę, spowodował jej cofnięcie się w tym samym momencie, gdy nieprzyjaciel rzucał się do ucieczki. Właśnie wtedy generałowie Vignolle i Lasnes byli ranni, a adiutant generała naczelnego, Muiron, został zabity. Generał naczelny i jego sztab są strąceni z drogi; generał naczelny wraz ze swym koniem jest przewrócony w rozlewisko wody, skąd pod ogniem nieprzyjaciela z trudem jest wyciągnięty; wsiada na konia, kolumna się zbiera i nieprzyjaciel nie odważa się wyjść ze swych umocnień"4).
Raport gen. Berthiera, poparty opisem Sułkowskiego, zdaje się najwierniej odtworzył wydarzenia przed mostem pod Arcole, które były dużo mniej heroiczne, niż to potem opiewała legenda. Zdaje się, że cala ta scena, Bonaparte ze sztandarem w ręku i Muiron, jego najlepszy przyjaciel, padający u jego stóp, rozegrała się nie na samym moście, a na grobli u wejścia na most, tam też padł kontuzjowany Sułkowski5).
Reinhard pisze w epilogu swej książki o dalszych losach Sułkowskiego. W sprawie jego niechęci do gen. Dąbrowskiego i przyjaźni z Maleszewskim opiera się w dużej mierze na pracy Szymona Askenazego. Nie wyjaśnia okoliczności śmierci Sułkowskiego w Egipcie, powtarza rzucone przez innych pytanie, czy może Bonaparte umyślnie nie posłał Sułkowskiego na śmierć, i pisze dalej, że odpowiedź na to pytanie zależy od stanowiska, jakie dany autor zajmuje w stosunku do Napoleona.

Śmierć Sułkowskiego


Na Łuku Triumfalnym na Place de l'Etoile w Paryżu są wyryte nazwiska sławnych wodzów napoleońskich. Wśród nich są i polskie nazwiska: Poniatowski, Dąbrowski, Zajączek, Kniaziewicz, Łazowski (ten, z matki Francuzki, uważał się za Francuza), Chłopicki i Sułkowski. Sułkowski był mianowany w Egipcie szefem brygady, to jest pułkownikiem, ale nigdy nie dowodził większą jednostką w armii francuskiej. Był adiutantem gen. Bonapartego we Włoszech i w Egipcie i zginął podczas rozruchów w Kairze. Ta śmierć wryła się w pamięć współczesnych; pamiętano, że był ulubieńcem swego wodza i że jego odwaga i talenty zdawały się zapowiadać wielką przyszłość na polach chwały, którą ta śmierć zniweczyła. To wszystko zapewniło mu miejsce wśród nazwisk wodzów na Łuku Triumfalnym6).
Ale Łuk Triumfalny dopiero po rewolucji w Paryżu w lipcu 1830 r. doczekał się wykoń-czenia w sposób zgodny z przeznaczeniem, które mu chciał dać Napoleon. Przed rewolucją lipcową bonapartyzm był uważany we Francji za zbrodnię stanu, a imię Napoleona wolno było wymieniać tylko dla zohydzenia cesarza Francuzów i niszczenia mitu napoleońskiego. Ta tendencja zakorzeniła się u niektórych dość głęboko i nawet po przywróceniu bonapartystom ich praw i wskrzeszeniu kultu Napoleona nie przestała się objawiać. Gdy w 1832 r. Hortenzjusz de Saint-Albin opublikował biografię Sułkowskiego i jego trzy listy z Włoch do przyjaciela w Paryżu, puścił jednocześnie w świat ponurą wieść, że Bonaparte umyślnie posłał Sułkowskiego na wyprawę, o której wiedział, że grozi śmiercią. Choć wieść ta na niczym nie była oparta, pytanie, dlaczego Sułkowski zginął, zawisło w powietrzu. Askenazy w sposób kategoryczny odrzucił wszystkie domysły, zrodzone z insynuacji Saint-Albina.
Zwolennicy tezy, że Bonaparte życzył sobie śmierci Sułkowskiego, wysuwali przypusz-czenie, że Bonaparte był zazdrosny o wybitne talenty Sułkowskiego i bał się w przyszłości jego konkurencji. Przypuszczenie śmieszne. Sułkowski, choć istotnie bardzo zdolny i odważny, nie zaznaczył się niczym więcej od całej plejady innych zdolnych oficerów francuskich, których Bonaparte wyróżniał i wywyższał. Inni twierdzili, że Sułkowski był gorącym aż do fanatyzmu republikaninem, zaś Bonaparte wcześnie żywił ambicje imperialne i bał się, że w Sułkowskim napotka przeszkodę dla swych planów, wolał więc zawczasu tę przeszkodę usunąć. Najnowsza historiografia francuska zbija tezę, że Bonaparte w Egipcie myślał o obaleniu republiki i o własnym samowładztwie. A zresztą, zwolenników republiki, nie mniej fanatycznych niż Sułkowski, było w armii francuskiej dużo i nikogo z nich Bonaparte na śmierć nie posyłał.
Żeromski w dramacie "Sułkowski'' oparł się na obu tych wątkach myślowych. Jego Sułkowski mówi we Włoszech do wysłannika księcia Mantui, który chce zburzyć w nim wiarę w Bonapartego:

"Nie! Pójdę z nim wszędzie, krok w krok. Wesprę, lecz i zmierzę każdy jego czyn, ze wszystkich sił mojej duszy i ze wszystkich sił mego ramienia. A gdyby w istocie zdradził świętą sprawę i wolę wyzwolonego ludu Francji, gdyby zamarzył o tym, co prorokujesz, to wiedz, tajny doradco monarchów - że nie kto inny, tylko ja wydrę mu z rąk sceptrum, zerwę z czoła diadem, skruszę jedno i drugie i stanę na czele wojsk rewolucji, bo we mnie nie ma zdrady. Jak burza rzucę się na waszych mocodawców, pójdę przez Europę do Polski i wydrę ją z niewoli."

Żeromski przejął zarzut Saint-Albina o winie Bonapartego za śmierć Sułkowskiego. Ujął to tajemniczo, dramatycznie. Gdy wybuchły rozruchy w Kairze, przy Bonapartem było tylko dwu adiutantów, Croisier i Sułkowski. Jeden z nich musiał poprowadzić podjazd, Sułkowski wysunął się pierwszy. Jego przyjaciel, Venture, stara się go zatrzymać:

Venture: Nie jedź na tę wyprawę! ... Kiedyś od Naczelnego Wodza zażądał rozkazu do przedsięwzięcia tej wyprawy - stałem w pobliżu. Patrzałem na jego twarz, na jego oczy. Podniósł na ciebie z nagła oczy złe!
Sułkowski: Złe oczy?
Venture: Rzucił na ciebie przeklęte spojrzenie.
Sułkowski: Nie obchodzą mię jego złe oczy ani przeklęte ich spojrzenie.
Venture: To nie dosyć. Przysięgam ci! Czterdzieści lat mojego życia straciłem wśród zaborców Wschodu... Patrzałem. Bonaparte podniósł niepostrzeżenie, tajemnie rękę. Wykonał ręką wschodni, sekretny znak. ... Ten gest oznacza rozkaz absolutny. Jest to znak. ... Wierzą w to ludy Wschodu, że jest to znak zły, a mocny jak modlitwa okrutna, której władza sięga aż do siedliska potęg tajemnych. Wykonany z intencją, ten znak jest mocą, której zaświaty nie mogą się oprzeć. ...Ten gest wschodni jednoczy się z zaklęciem: "Idź i zgiń".


Sułkowski zginął. Został z niego tylko strzęp munduru. Niesie go wierny żołnierz, podnosi w górę i ukazuje Bonapartemu. "Bonaparte i generałowie wyprostowują się i salutują długo ten jedyny szczątek po Józefie Sułkowskim"7).
Tak kończy się dramat Żeromskiego. Żeromski chciał ujawnić tajemną myśl Bonapartego w jego złych oczach, w sekretnym geście Wschodu. Historycy szukają prawdy w dokumentach, w pamiętnikach. Ważne są pamiętniki ówczesnego adiutanta Bonapartego Lavalette'a; podał on taką relację:

"Ta rewolta (w Kairze) trwała trzy dni i mało dała strat armii; ale generał naczelny stracił w niej jednego ze swych najlepszych adiutantów. Pułkownik Sułkowski był już ranny w Aleksandrii i w walce pod Salahieh. Był jeszcze rekonwalescentem, gdy widząc, że generał naczelny pragnie wysłać rozpoznanie poza miasto, zgłosił się, twierdził, że to jego kolej na wyprawę i że jest całkowicie wyleczony. W towarzystwie piętnastu gidów przebył część pustyni, dzielącą tę część Kairu od cytadeli. Arabi, schowani za licznymi pagórkami, wypadli gwałtownie na niego. Został zabity wraz z większą częścią swej eskorty, gdyż wróciło tylko dwóch, by przynieść tę smutną wiadomość"8).

Lavalette był w tym czasie w Aleksandrii, mógł więc zapisać tylko to, co usłyszał od innych. Bezpośrednim świadkiem był Bourrienne, a zatem jego relacja jest dużo ważniejsza9). Nie można jednak podać tej relacji bez objaśnienia, kim był jej autor i jak dalece zasługuje on na wiarę. Louis Antoine Fauvelet de Bourrienne był rówieśnikiem Bonapartego i był jego towarzyszem i przyjacielem w szkole wojskowej w Brienne. Nie obrał jednak kariery wojskowej. Do rewolucji się nie przyłączył się i był internowany. Bonaparte wyrwał go z opresji i w 1797 r. we Włoszech zrobił go swoim osobistym sekretarzem.
Na tym stanowisku Bourrienne pięć lat był stale z Bonapartem, mieszkał przy nim, pracował przy nim, był dopuszczony do wszystkich sekretów. W 1802 r. zawiódł zaufanie swego szefa i przyjaciela i został od niego odsunięty. Ale i potem Napoleon dawał mu inne stanowiska, póki w 1810 r. nie dopuścił się dużych nadużyć. Po upadku Napoleona Bourrienne bez zwłoki przyłączył się do jego wrogów, służył Burbonom, został mianowany ministrem stanu. W latach 1828-1830 ukazały się jego wielotomowe pamiętniki; wywołały ogromne zainteresowania, ale i wzburzenie. Roiły się od błędów, przeinaczeń, kłamstw. Dyktowała je Bourrienne'owi chęć podobania się Burbonom i nienawiść do tego, który odrzucił go od siebie. Bourrienne napisał jednak sam tylko te części tego dzieła, które opierały się na jego notatkach z czasów, gdy był jeszcze sekretarzem Bonapartego. Pozostałe części pisali inni, przy jego większej lub mniejszej współpracy. Tak więc tylko rozdziały, opisujące kampanie włoską i egipską oraz pierwsze lata Konsulatu mają pewną wartość źródłową, choć i tu dostrzec można wstawki, dyktowane burbońską tendencją. Tak np. właśnie od Bourrienne'a wyszła wiadomość, jakoby już w Egipcie Bonaparte zwierzał mu się ze swych ambicji objęcia nieograniczonej władzy we Francji. Dziś jest to ogólnie uznane za fałsz, wpleciony w opowieść prawdziwą. Ta prawdziwa opowieść ujawnia wielką admirację sekretarza Bourrienne dla jego szefa Bonapartego. Są też tam liczne wzmianki o Sułkowskim i o Polsce, są cytowane wypowiedzi Bonapartego na te tematy. Noszą wyraźnie ślady, że były zanotowane współcześnie i nie szło po linii tendencji Bourrienne'a, by je fałszować lub przeinaczać. Askenazy przyjął je za autentyczne10).
Żeromski niewątpliwie znał pamiętniki Bourrienne'a, wskazuje na to choćby tylko wzmianka o adiutancie Croisierze. Croisier chciał zastąpić Sułkowskiego w wyprawie kairskiej, miał swój powód po temu. Kilka dni przed bitwą pod Piramidami Croisier na oczach Bonapartego bardzo nieudolnie odpierał atak oddziału kawalerii arabskiej. Bonaparte ostro go zganił, lecz szybko pożałował swych zbyt gwałtownych słów i posłał Bourrienne'a do Croisiera, by to załagodzić. Młody adiutant czuł się jednak zhańbiony i mówił do Bourrienne'a, że "nie chce żyć i da się zabić przy pierwszej okazji". Istotnie szukał śmierci i znalazł ją pod St. Jean d'Acre11).
Po bitwie pod Piramidami (21 lipca 1798) Bonaparte zajął Kair, ale już po piętnastu dniach musiał znowu wyruszać w pole przeciw groźnemu bejowi Ibrahimowi, który cofał się w stronę Syrii. Pobił go pod Saheley. Czytamy u Bourrienne'a:

"W bitwie pod Saheley Bonaparte myślał, że stracił jednego ze swych adiutantów, jednego z tych, których najbardziej lubił... Był to Polak Sułkowski... Na polach bitew nie ma czasu na oddawanie się boleści; natomiast po powrocie do Kairu Bonaparte mówił do mnie wiele razy o Sułkowskim z wyrazami głębokiego żalu. Pewnego dnia powiedział do mnie: <> Na szczęście Sułkowski był tylko ciężko ranny; lecz ten dzielny żołnierz ... znalazł niedługo potem śmierć, na którą się narażał z taką brawurą"12).

Sułkowski leczył się długo. W czasie rekonwalescencji wygłosił 2 września w Instytucie Egipskim, założonym przez Bonapartego, bardzo dobre sprawozdanie o drodze z Kairu do Saheley. W dniu 21 października 1798 r. wybuchła rewolta w Kairze, następnego dnia Sułkowski wrócił do służby przy Bonapartem. Oddajmy znów głos Bourrienne'owi:

"Zaledwie Bonaparte przybył do kwatery głównej (była dopiero ósma rano), gdy dowiedział się w czasie śniadania, że konni Beduini zagrażali wejściem do Kairu. Był ze swymi adiutantami. Polecił Sulkowskłemu dosiąść konia, wziąć piętnastu żołnierzy ze straży przybocznej i udać się do bramy najbardziej zagrożonej; była to Bab-en-Nassr, albo brama Zwycięstwa. Jego kolega Croisier zwrócił uwagę wodza, że Sułkowski ledwie wyleczył się z licznych ran, które otrzymał pod Saheley i które jeszcze nie zabliźniły się. Ofiarował się zająć jego miejsce. Miał swe powody. Bonaparte łatwo się zgodził, ale Sułkowski już odjechał. Nie minęła jeszcze godzina, gdy jeden z piętnastu żołnierzy, krwią zbroczony, wrócił by donieść, że Sułkowski i czternastu żołnierzy zostało rozsiekanych na kawałki. Niewiele czasu minęło, gdyż byliśmy jeszcze przy stole, gdy przyszła do nas ta smutna wiadomość. Ten młody i ciekawy Polak był, jak już mówiłem, oficerem rokującym największe nadzieje, pełen rozumu i dobrego sądu, równie wykształcony jak dzielny, kochany przez nas wszystkich. Jego generał był przejęty gorzkim żalem"13).

Utrwaliła się legenda, że Sułkowski zginął z rąk tłumu przy bramie kairskiej. Natomiast Lavalette pisał o ataku na pustyni Arabów, pewnie tych Beduinów, o których pisał Bourrienne.
Nie można oczywiście pominąć wersji, która pochodzi od samego Napoleona. W czasie pierwsz.ych lat swego wygnania na wyspie Św. Heleny Napoleon dyktował generałom Gourgaudowi i Montholonowi swe wspomnienia. Ich rękopisy sprawdzał i własnoręcznie poprawiał. Kampanie włoska i egipska zostały w ten sposób bardzo dokładnie opisane. Po opisie rewolty w Kairze jest tam wzmianka, jak przyszła do Bonapartego wiadomość, że 700 do 800 jeźdźców arabskich pojawiło się pod miastem. Następny opis podaję w dosłownym tłumaczeniu: "Adiutant Sułkowski wyruszył w 200 koni, przebył kanał po małym moście, zaatakował Beduinów, zabił niektórych, i ścigał ich przez wiele mil. Oczyścił całą okolicę miasta, lecz chwilę potem był ranny. Gdy koń jego został zabity, upadł i został przebity dziesięcioma uderzeniami dzidy. Sułkowski był Polakiem, dobrym oficerem, należał do Instytutu Egipskiego. Jego śmierć była stratą głęboko odczutą"14). Dyktanda Napoleona na Św. Helenie odznaczają się stylem zwięzłym, bez żadnej uczuciowości. Śmierć towarzyszy broni jest zazwyczaj notowana tylko jako fakt, na tym tle uczucie żalu z powodu śmierci Sułkowskiego wyróżnia się szczególnie.
Opis powyższy, pochodzący od Napoleona, różni się od relacji Lavalette'a i Bourrienne'a tak co do siły oddziału, którym dowodził Sułkowski, jak i co do zakresu jego działań. Tych rozbieżności nie da się uzgodnić ani objaśnić. Wiemy, że Napoleon miał świetną pamięć. Wolę więc przyjąć relację, opartą na jego pamięci, niż na pamięci Bourrienne'a, czy na opowieści z drugiej ręki Lavalette'a.
Relację Napoleona można pogodzić z legendą, że Sułkowski zginął z rąk tłumu przy bramie kairskiej. Mógł wracać tamtędy do miasta po zwycięskiej walce z Beduinami na pustyni. Tak właśnie to przedstawił zaraz po tym dramacie gen. Bonaparte w swym raporcie dla Dyrektoriatu: "Mój adiutant Sułkowski po przeprowadzeniu rankiem 1 Brumaire'a rozpoznania ruchów nieprzyjaciela w okolicy Kairu został w drodze powrotnej napadnięty przez całą ludność przedmieścia. Po pośliźnięciu się konia Sułkowski poniósł okrutną śmierć."
Można snuć różne przypuszczenia, jaki byłby późniejszy bieg spraw polskich, gdyby Sułkowski przeżył wyprawę egipską. Jego wpływ na Bonapartego, we Włoszech raczej mały, pogłębił się niewątpliwie w Egipcie. Według Bourrienne'a Bonaparte mówił Sułkowskiemu wiele razy, że pragnie odbudować Polskę, by zmazać zbrodnię rozbiorów i przywrócić dawną równowagę sił w Europie15). Ta idea nie zginęła razem z Sułkowskim, Bonaparte wracał do niej często, gdy w czasie spacerów z Bourrienne'em po tarasie pałacu kairskiego wspólnie opłakiwali śmierć Sułkowskiego, "tego młodego Polaka, nad którego stratą Bonaparte ubolewał serdecznie"16). Potem we Francji, gdy Bonaparte został pierwszym konsulem, mówił znowu do Bourrienne'a o odbudowaniu państwa polskiego. Bourrienne taką wydał o jego słowach opinię: "Niewątpliwie pierwszy konsul był dobrej wiary i to myślał, co mówił, i może, gdyby żył Sułkowski, te idee nabrałyby w jego umyśle charakter trwały, którego im brakło, gdyż nikt więcej nie mówił o tym Napoleonowi tak, jakby to uczynił na pewno jego dzielny polski adiutant"17). Gdy Napoleon w 1806 r. wkroczył w Poznania i tylko bliżej nieokreślone nadzieje wzbudzał u Polaków, Bourrienne napisał: "Gdyby Sułkowski żył, Napoleon przypomniałby sobie to, co mówił w Egipcie, i pewnie by wskrzesił państwo, którego rozbiór zniszczył równowagę europejską, trwającą od traktatu westfalskiego"18).
Bourrienne pisał swe pamiętniki w czasie, gdy nie były jeszcze znane insynuacje o odpowiedzialności Bonapartego za śmierć Sułkowskiego. Saint-Albin wystąpił z nimi dopiero w parę lat potem. Gdyby Bourrienne wiedział o nich, pewnie zgodnie z ogólną swą tendecją nie pominąłby okazji, by i tym kamieniem rzucić w swego dawnego szefa. Dobrze, że się tak nie stało.
Wzmianki Bourrienne'a o Sułkowskim i o Polsce są tak liczne, rozsiane w różnych częściach jego pamiętników, a zawsze ze sobą zgodne, że nie należy wątpić w ich autentyczność i prawdziwość. Bonaparte jako generał w swych codziennych i bliskich kontaktach z ulubionym adiutantem czy z przyjacielem-sekretarzem mógł być bardziej szczery i wymowny, niż późniejszy pierwszy konsul czy cesarz w oficjalnych rozmowach z przedstawicielami sprawy polskiej. Nie wydaje mi się jednak, by było słuszne przypuszczenie Bourrienne'a, że postępowanie Napoleona w sprawie polskiej byłoby inne, gdyby Sułkowski nie zginął w Kairze i był nadal przy nim jako cesarzu Francuzów. Zbyt wielkie siły były w grze i zbyt wielkie było brzemię odpowiedzialności Napoleona za los Francji, by te marzenia egipskie mogły zaważyć na szali dziejowej.

PRZYPISY

1. Stanisław Herbst napisał recenzję o tej książce, umieszczoną w "Przeglądzie Historycznym", Warszawa 1948, s. 465-467.
2. Piotr Maleszewski cieszył się specjalnym zaufaniem gen. Bernadotte'a i gdy ten 3 lipca 1799 objął stanowisko Ministra Wojny, Maleszewski pstał jego sekretarzem. Bernadotte był zbliżony do kół jakobińskich. Zdawało się, że przeciwnicy gen. Dąbrowskiego dojdą teraz do celu swych ataków na niego. Te ich nadzieje upadły, gdy Bernadotte 14 września 1799 został usunięty z Ministerstwa Wojny. Bonaparte był wtedy w Egipcie i wrócił do Francji 9 października 1799.
S. Kirkor, Polscy Donatariusze Napoleona, Londyn 1974, s. 117-121. M. Brandys, Oficer największych nadziei, Warszawa 1965, s. 103.
3. J. L. Brunet, Manuel du libraire, t. V, Paris 1864, col. 627, daje opis tej książki za wzmianką o dodatkowych rozdziałach i o tym, że były egzemplarze ze złoconymi literami w podpisach pod ilustracjami, ale bez zaznaczenia, że było więcej niż jedno wydanie tej książki. W czasie wojny przy wyprzedaży starych książek na rzecz St. John's Ambulances (angielski Czerwony Krzyż) książka ta była wystawiona na sprzedaż za śmiesznie niską cenę. Kupiłem ją, a na zapytanie, dlaczego cena jest tak niska, usłyszałem wyjaśnienie, że książka nie jest kompletna, gdyż brakuje w niej wiele stron. Po zbadaniu książki mogłem łatwo stwierdzić, że wyjaśnienie to było błędne. Książka jest kompletna, ma także wszystkie dodatkowe rozdziały o wyprawie egipskiej, o koronacji i o kampanii przeciw Austrii i Rosji w roku 1805, natomiast w paru miejscach przerwana jest ciągłość numeracji stron (brak stron 15-16, 89-92 i 108-120), zaś numery stron 77 i 78 są dwa razy umieszczone. Przerwy w numeracji mają miejsce zawsze po zakończeniu oddzielnego rozdziału. Moim zdaniem te błędy wynikły stąd, że opisy różnych bitew drukowano oddzielnie na osobnych arkuszach, bez odpowiedniego uzgodnienia numeracji stron. Drogą korespondencji z Bibliotheque Nationale w Paryżu uzyskałem informacje, że w ich egzemplarzu brak jest tylko stron 15-16. Natomiast w egzemplarzu w British Library w Londynie nie ma braku żadnych stron. Numery stron 77 i 78 są dwa razy umieszczone tak w egzemplarzu paryskim, jak i londyńskim. Brakujące początkowo strony dodano z nowym tekstem, nie zawsze dobrze z dawnym tekstem związanym i raczej rozwlekłym, wyraźnie wstawionym po to, by uzupełnić brakujące strony. Wprowadzono również pewne uzupełnienia na innych stronach, co wpłynęło w paru wypadkach na zmianę ich numeracji. Podpisy pod ilustracjami w egzemplarzach bibliotecznych paryskim i londyńskim są dane literami czarnymi, w moim egzemplarzu złoconymi, przy czym dawny właściciel tego egzemplarza zaznaczył na stronie wewnętrznej okładki, że takich egzemplarzy było dziesięć. Ten egzemplarz pochodzi niewątpliwie z pierwszej edycji, egzemplarz paryski z drugiej, a egzemplarz londyński z trzeciej, końcowej. Wszystkie te edycje mają jednak identyczną kartę tytułową i rok 1806 jako rok wydania.
4. Raport gen. Berthiera nie jest podany w moim egzemplarzu wyżej wymienionej książki. Jest on natomiast dodany w przypisie w egzemplarzu bibliotecznym londyńskim (s. 52). Dodany jest tam również tekst listu gen. Bonapartego do wdowy po jego adiutancie Muironie (s. 54). Opis bitwy pod Arcole w moim egzemplarzu zajmuje strony 49-52, w egzemplarzu British Library strony 51-55.
5. L. Madelin, Histoire du Consulat et de l'Empire, vol. II, L'ascension de Napoléon, Paris 1977, s. 104, podaje, że w ataku na most pod Arcole, prowadzonym przez Bonapartego ze sztandarem w ręku, padło tysiąc ludzi, a sam Bonaparte został wstrzymany w środku mostu. Madelin jest niewątpliwie największym autorytetem dla epoki napoleońskiej, jednakże ten opis, nie poparty żadnym dokumentem, jest błędny. Brandys, o.c., s. 119, podaje błędnie rolę Sułkowskiego pod Arcole.
6. Pojawiały się opinie, że nazwisko Sułkowski na Łuku Triumfalnym odnosiło się nie do Józefa Sułkowskiego, a do Antoniego Sułkowskiego. generała Księstwa Warszawskiego, który przez kilka dni po śmierci ks. Poniatowskiego dowodził korpusem polskim. Przeciw tej tezie przemawiało wiele argumentów, sprawę wyjaśnił bezspornie gen. Delmas, Chef du Service Historique de l'Armée w Château de Vincennes, który w liście do mnie z 22 grudnia 1980 r., napisał: "L'inscription qui figure sur le côté sud de Parc de triomphe concerne le chef de brigade Joseph Sułkowski ex-aide de camp du général Bonaparte, tué au Caire le 21 cctobre 1793." Na Łuku Triumfalnym jest także nazwisko Henry, odnoszące się do gen. Jana Henryka Wołodkowicza, zwanego przez Francuzów Jean Henry. Sprawę tę wyjaśnia A. M. Skałkowski w rozprawie: Polskie nazwiska na Łuku Tryumfalnym, zamieszczonej w książce "O kokardę Legionów", Lwów 1912.
7. S. Żeromski, Dramaty. Tam 2. Sułkowski. Turoń. Warszawa 1957, s. 170-171, 192-194, 196.
8. Generał A. M. Chamans de la Valette, Mémoires et souvenirs du comte Lavalette. Tome Premier (1789-1799), Paris 1831, s. 286-287. Gidowie (guides) stanowili wyborowy oddział przyboczny Bonapartego.
9. Mémoires de M. de Bourrienne, ministre d'Etat, sur Napoléon, le Directoire, le Consulat, l'Empire et la Restauration, Paris 1828-1830.
10. S. Askenazy, Napoleon a Polska, Warszawa-Kraków 1918, t. 3, s. 160.
11. Bourrienne, o.c. t. 2, s. 259.
12. Bourrienne, o.c. t. 2., s. 273.
13. Bourrienne, o.c. t. 2, s. 300.
14. Correspondance de Napoleon l-er, t. XXIX, s. 599.
15. Bourrienne, o.c. t. 4, s. 329.
16. Bourrienne, o.c. t. 9, s. 51, 59.
17. Bourrienne, o.c. t. 9, s. 52.
18. Bourrienne, o.c. t. 7, s. 131.

 

POLSKIE ZŁUDZENIA ALEKSANDRA I NAPOLEONA


W latach 1845-1862 ukazało się 20 tomów Thiersa "L'Histoire du Consulat et du premier Empire". Było to dzieło wspaniałe, po dziś dzień mające wartość ogromną. Nie znaczy to, by nie było tam błędów, nawet w sprawach zasadniczych. W 1856 r. wyszedł tom 14-ty z opisem kampanii rosyjskiej 1812 roku. Thiers przedstawił cara Aleksandra jako człowieka pokojowego i szczerego, który padł ofiarą niczym niesprowokowanej agresji ze strony Napoleona. Ta teza Thiersa utrzymała się przez lat czterdzieści. A przecież w latach 1867-68 opublikowano kolejne tomy XXI-XXIII "Correspondance de Napoleon 1er", obejmujące lata 1810-1812, zawierające materiał źródłowy, przez Thiersa nieznany i sprzeczny z jego tezą. Zaś w 1887 r. ukazał się w Paryżu tom drugi "Mémoires du prince Adam Czartoryski et correspondance avec l'empereur Alexandre l-er" i w przedmowie Ch. de Mazade, członek Akademii Francuskiej, podkreślił istotne znaczenie ogłaszanych tam listów. Przeszło to jednak bez echa, podobnie jak i szereg innych publikacji źródłowych, i teza Thiersa była nadal obowiązująca. Obalił ją dopiero Albert Vandal, gdy w 1896 r. wydał tom trzeci swego dzieła "Napoléon et Alexandre 1-er", odznaczonego dwukrotnie przez Akademię Francuską. Podtrzymał go Albert Sorel w swym dziele "L'Europe et la Revolution Française" i odtąd żaden z poważnych historyków nie wraca do tezy Thiersa.
Wojna hiszpańska, zrodzona z tragicznego nieporozumienia czy niezrozumienia przez Napoleona charakteru narodu hiszpańskiego, wchłonęła w 1808 r. większość najlepszych korpusów francuskich, weteranów spod Austerlitz, Jeny i Friedlandu. Napoleon nie byłby się ważył na takie zaangażowanie swych wojsk na dalekim półwyspie, gdyby nie wierzył, że sojusz z Aleksandrem zabezpiecza go od strony Austrii. Austria, uprzedzona poufnie przez Rosjan, że ich dywersja będzie tylko pozorna, ruszyła w kwietniu 1809 r. do nowej wojny przeciw Napoleonowi. Kampania była długa i trudna. Napoleon z nową pośpiesznie utworzoną armią zakończył ją zwycięstwem pod Wagram (6 lipca 1809) mimo braku wszelkiej pomocy rosyjskiej.
Dwulicowość Rosjan najlepiej objawiła się w operacjach ich wojsk na terenie Galicji, odbieranej Austrii przez wojska Księstwa Warszawskiego. Tu wyłaniała się skała, o którą rozbić się miał sojusz Napoleona z Aleksandrem. Nigdy w dziejach Europy sprawa polska nie odegrała tak wielkiej roli, jak właśnie w tamtym okresie. Widmo Polski, wskrzeszonej przez Napoleona i odbierającej Rosji jej polskie zabory, straszyło nie tylko polityków i generałów rosyjskich, wychowanych w szkole Katarzyny II, ale i samego Aleksandra.
Na terenie półwyspu Iberyjskiego rok 1809 dał szereg zwycięstw Francuzom, ale pojawienie się tam nowej armii angielskiej uniemożliwiło pomyślne zakończenie wojny. Przed Napoleonem stała konieczność posłania tam nowych wojsk. Nie był to moment odpowiedni dla oziębienia stosunków z Aleksandrem, który czuł się zagrożony powiększeniem Księstwa Warszawskiego. By go uspokoić, Napoleon w orędziu do Senatu zapewniał, że nigdy nie zamierzał wskrzeszać Polski. Zaś 26 grudnia 1809 r. jego ambasador w Petersburgu, Caulaincourt, przedłożył Aleksandrowi prośbę Napoleona o rękę jego siostry Anny i oświadczył gotowość zawarcia konwencji w sprawie polskiej. Ten podwójny zabieg miał wzmocnić sojusz i dać Francji możność zakończenia wojny z Anglią. Wtedy hiszpańska awantura straciłaby wszelkie znaczenie. Aleksander skwapliwie podchwycił propozycje Caulaincourta, łudził go obietnica ręki Anny dla Napoleona, a jednocześnie tak szybko poprowadził rokowania o polską konwencję, że już 4 stycznia 1810 r. była ona podpisana, ratyfikowana przez Aleksandra i posiana do ratyfikacji Napoleona.
W konwencji były słowa: "Królestwo Polskie nie będzie nigdy odbudowane". Napoleon był gotów dać Rosji zapewnienie, że sam nie będzie nic czynił dla odbudowania dawnej Polski, ale nie, że będzie to zwalczał. To by go zgubiło w oczach wszystkich Polaków i na to nie pozwalał mu honor i interes Francji. Ale Aleksandrowi właśnie o to chodziło. Gdy przyszły do Paryża wiadomości o trudnościach w sprawie ręki Anny, Napoleon przejrzał grę Aleksandra i zareagował na nią równie szybko, jak to zwykł był czynić na polach bitew. Kurier rosyjski, niosący dyplomatycznie pokrytą odmowę carowej matki w sprawie Anny, rozminął się w drodze z kurierem francuskim, niosącym do Petersburga rezygnację z małżeństwa z Anną. W ślad za nim szedł drugi, który powiadamiał Aleksandra o zaręczynach Napoleona z arcyksiężniczką austriacką. To małżeństwo austriackie zostało ułożone w Paryżu 6 i 7 lutego nagle i w wielkim pośpiechu i w tej nowej sytuacji Napoleon tym mniej był skłonny do ratyfikowania konwencji w sprawie polskiej, podpisanej przez Caulaincourta. Posłał 10 lutego swój kontrprojekt, sprawa wlokła się czas jakiś i ostatecznie upadła.
Louis Madelin napisał, że od dnia mariażu Napoleona z córką cesarza Austrii alians francusko-rosyjski trwał już tylko na papierze, a sprawa polska stała się istotną przyczyną nieuchronnego konfliktu1). Napoleon nie był jednak tym, który pierwszy czynił podkopy pod swym sojusznikiem z Tylży i Erfurtu, to pierwszeństwo przypadło Aleksandrowi. Już w marcu 1810 r. próbował kokietować Wiedeń, wnet potem szukał sojuszników w Berlinie, w Sztokholmie. Przede wszystkim jednak zwrócił swój wzrok w stronę Polaków. Projekt odbu-dowania Polski z Aleksandrem jako jej królem i na wieki złączonej z Rosją unią dynastyczną nie był nowy. Aleksander wznawiał go w rozmowach z księciem Adamem Czartoryskim, w marcu i w kwietniu 1810 r., kryjąc przed nim, że w tym samym czasie starał się jeszcze wymusić na Napoleonie ratyfikację zabójczej dla Polski konwencji2).
Rok 1810 zaznaczył się tym, że wyprawa francuska pod wodzą Masseny przeciw Anglikom w Portugalii skończyła się niepowodzeniem. Wellington przygotował zawczasu u wrót Lizbony pod Torres Vedras tak wielkie umocnienia, że Massena nie czuł się dość silny, by je zaatakować. W tym samym roku Aleksander czynił przygotowania wojenne, sekretnie sypał szańce wzdłuż Dźwiny i Dniepru i przesuwał tam wojska z Finlandii, z Syberii i z frontu tureckiego. Z końcem roku poczuł się o tyle lepiej od Francji przygotowany, dyplomatycznie i militarnie, do nowego z nią starcia zbrojnego, iż mógł jawnie podjąć kroki nieprzyjazne. Choć nadal czarował Caulaincourta zapewnieniami o swej wierności dla sojuszu i miłości dla Napoleona, choć wciąż jeszcze był w stanie wojny z Anglią, otworzył swe porty bałtyckie dla wyraźnej kontrabandy towarów angielskich i prawie jednocześnie wydał dekret, który od 1 stycznia 1811 r. Wstrzy-mywał import towarów francuskich. Zaś 6 stycznia 1811 r. (25 grudnia 1810 r. starego stylu) wysłał list do Puław do księcia Adama, w którym bez żadnych niedomówień odsłonił przed swym polskim przyjacielem plan ataku na Napoleona. Pisał o tym do księcia dlatego, że plan ten łączył z zamiarem wydania proklamacji o odbudowie Polski pod swym berłem, pod warunkiem, że Polacy w Księstwie Warszawskim dadzą mu zapewnienie poparcia w nowej wojnie. Roztaczał więc przed księciem Adamem perspektywy już nie możliwości, ale całkowitej pewności - "toute certitude" - odrodzenia Polski przy boku Rosji, która jest tej Polski przyjacielem prawdziwym i naturalnym - "amie veritable et naturelle". Oczekiwał, że książę uda się do Warszawy, wykorzysta tam swe stosunki i uzyska zapewnienie czynników decydujących o zgodzie na plan Aleksandra. Dodawał, że nie wątpi w dyskrecję i mądrosć księcia w sprawie, której jego ojczyzna ma zawdzięczać swe odrodzenie, Europa wyzwolenie, a on sam, książę Adam, chwałę i radość z powodu udziału w tak wielkim dziele3).
Aleksander nie miał na ogół trudności ze swymi polskimi poddanymi. Tylko jednostki patrzały tęsknie w stronę Księstwa Warszawskiego, przekradały się przez Bug do wojska polskiego. W Wilnie polski uniwersytet, polski teatr, na Litwie i Wołyniu polskie szkolnictwo rozwijały się pomyślnie. Gospodarczo powodziło się Polakom w zaborze rosyjskim dużo lepiej, niż ich braciom w Księstwie. Tylko chłop litewski i białoruski mógł zazdrościć wolności osobistej chłopom polskim, ale nie było wyraźnych objawów takich nastrojów. Aleksander mniemał, z dużą dozą słuszności, że jest wśród swych polskich poddanych popularny, żywił więc nadzieję, że i Polacy z Księstwa do niego się przyłączą, jeśli im obieca odrodzenie ojczyzny.
Najbardziej znamienny jest załącznik do listu Aleksandra. Książę Adam był u jego boku pod Austerlitz, wiedział, co było pod Friedlandem, by więc przełamać jego obawę, że mogą powtórzyć się te klęski, Aleksander podawał mu takie zestawienie sił:
Z jednej strony: 100.000 Rosjan; 50.000 Polaków (z Księstwa); 50.000 Prusaków; 30.000 Duńczyków - razem 230.000 ludzi, do których mogło zaraz dołączyć dalszych 100.000 Rosjan.
Z drugiej strony: 60.000 Francuzów (w Niemczech i Francji); 30.000 Sasów; 30.000 Bawarów; 20.000 Wirtemberczyków; 15.000 Westfalczyków i innych Niemców - razem 155.000 ludzi, z tym że wielu Niemców może pójść za przekładem Polaków i przejść na stronę Aleksandra i że Austria za pewne obiecane korzyści może okazać się skłonna dołączyć 200.000 ludzi przeciw Napoleonowi.
W tym liście Aleksander zapewniał księcia Adama, że nawet talent Napoleona nie może zrównoważyć tak wielkiej dysproporcji sił i że nigdy okoliczności nie były tak pomyślne. Wzywał go, by z zimną rozwagą przemyślał tę sprawę, bo moment podobny zdarza się tylko raz jeden.
Nie byłoby wielkiego błędu w obliczeniach Aleksandra, gdyby jego rachuby na udział wojsk Księstwa Warszawskiego po jego stronie miały okazać się słuszne. Nad Francją i Napoleonem, nad całą strukturą europejską zawisło groźne niebezpieczeństwo. Napoleon dał się zaskoczyć Aleksandrowi, na terenie Niemiec i Francji istotnie nie miał sił dostatecznych dla skutecznej obrony. Wzrok jego spoglądał więc ku Warszawie nie mniej intensywnie, niż wzrok Aleksandra. Vandal napisał w jednym z tytułów swej książki: "Le sort de l'Europe dans les mains des cinquante mille soldats du duché"4).
Książę Adam nie podzielał złudzeń Aleksandra co do możliwości pozyskania wojsk Księstwa. Swym wątpliwościom dał wyraz w liście do cara z 30 stycznia, ale jednocześnie wskazał na trzy sprawy, które by może mogły porwać naród polski i jego armię w kierunku przez nich obu pożądanym: 1) przywrócenie konstytucji z 3 maja 1791 r., 2) złączenie pod jednym berłem wszystkich części rozdartej Polski, 3) zapewnienie Polsce rynków zbytu, bez czego zubożały kraj nie mógłby się odrodzić. Ten ostatni warunek dotyczył niewątpliwie swobody żeglugi na dolnej Wiśle i eksportu polskich płodów rolnych przez Gdańsk do Anglii, odgłos trudności, stawianych Polsce przez Prusy po pierwszym rozbiorze Polski. Czartoryski wyrażał poza tym obawę, czy Napoleon nie jest już zaalarmowany, czy nie obudzi się na czas z letargu, by zebrać szybko nową armię i podjąć atak w miejscu, przez siebie wybranym. Zwracał uwagę na kluczową rolę, jaką w obliczeniach Aleksandra odgrywało 50.000 wojsk Księstwa Warszawskiego, które pójdą tam, gdzie je poprowadzi ich wódz, książę Józef Poniatowski.
Zgodnie z życzeniem Aleksandra i wkrótce po wysłaniu swego listu książę Adam udał się do Warszawy, 15 lutego był u księcia Józefa, pokazał mu list cara, niewątpliwie sam mówił z przekonaniem i usłyszał kategoryczne NIE. Taką odpowiedź dyktowało księciu Józefowi nie tylko poczucie honoru, ale i interes narodowy. Obu rozmówców ożywiał ten sam gorący patriotyzm, obaj pragnęli odrodzenia Polski, ale inną widzieli drogę wiodącą do tego celu i inaczej oceniali intencje Aleksandra. Książę Adam wrócił do Puław. Aleksander otrzymał jego poprzedni list 10 lutego wieczorem i już 12 lutego (31 stycznia 1811 st. st.) pisał do niego długą odpowiedź. Prosił o przysłanie konstytucji 3 maja, bo nie pamiętał jej treści; precyzował, że przez wskrzeszenie Polski rozumiał połączenie wszystkich ziem dawnej Rzeczypospolitej z wyjątkiem części Białorusi; wschodnią granicą tej Polski miała być Dźwina, Berezyna i Dniepr. Za Galicję gotów był ofiarować Austrii Wołoszę i Mołdawię po Seret5). Uspakajał księcia Adama co do ryzyka nowej wojny z Napoleonem i wyliczał dokładnie dywizje rosyjskie, które miały iść na zachód: 106.500 ludzi w pierwszym rzucie, 134.000 w drugim, 122.000 w trzecim. Aż dziw bierze, że takie szczegóły powierzał swemu kurierowi z Petersburga. Zgodnie z zaleceniem księcia Adama ten kurier miał jechać bez szumu w ubraniu cywilnym do miejscowości Rupe nad Bugiem naprzeciw Włodawy i tam niejakiemu Zawadzkiemu oddać przesyłkę, nie mówiąc, od kogo pochodzi. Albo do Uściługa i Porycka, gdzie przesyłkę mógłby odebrać Gołembiowski. Ci dwaj byli w służbie u Czartoryskiego i można im było zaufać, że przesyłkę cara dostarczą szybko i pewnie do Puław.
Ten drugi list Aleksandra zawierał ustęp niezmiernie ważny, a mianowicie oświadczenie, że póki Aleksander nie będzie miał pewności o współdziałaniu Polaków z Księstwa, jest zdecydowany nie zaczynać wojny z Francją. Car kończył wywody zdaniem, że będzie czekał na odpowiedź księcia z największą niecierpliwością. Widocznie bardzo pragnął tej wojny i śpieszył się. Askenazy napisał, że książę Adam otrzymał ten list w Warszawie i także ten list pokazał Poniatowskiemu.
Porównanie dat wskazuje, że to nie było możliwe. Drugi list Aleksandra książę Adam otrzymał dopiero po swej rozmowie z Poniatowskim. Nie zmieniłoby jednak biegu historii, gdyby i ten list był znany księciu Józefowi.
Napoleon istotnie obudził się z letargu i dojrzał niebezpieczeństwo rosyjskie. Już 10 stycznia 1811 r. posłał do Niemiec marszałka Davouta i wzmacniał tam swe wojska. Massena, który znalazł się w krytycznej sytuacji nad dolnym Tagiem, na próżno prosił Napoleona o posiłki i nie mógł zrozumieć, dlaczego ich nie otrzymuje. Bez nich nie był w stanie wznowić ofensywy, jego armia cierpiała głód. Z początkiem marca 1811 r. nie miał innej możliwości, jak odwrót ku północy. Anglicy szli za nim krok w krok i wkrótce odzyskali całą Portugalię. Napoleon już nie patrzał w tamtą stronę, pospiesznie nadrabiał stracony czas, by dorównać przygotowaniom rosyjskim. Karty polskiej nie chciał wypuścić z ręki, wprost przeciwnie w jego rachubach zajmowała ona teraz miejsce arcyważne. Już we wrześniu 1810 r. mówił Metternichowi, że w razie wojny z Rosją będzie miał potężnego sprzymierzeńca, króla Polski; podsuwał myśl wymiany Galicji za Ilirię. Teraz myślał o tym, by w razie ataku Rosjan poruszyć chłopów w Księstwie i 16 stycznia 1811 r. polecił ministrowi wojny, by drogą przez Drezno zakupił w Holandii 18 do 20 tysięcy strzelb dla nich6). W konstytucji Księstwa umieścił zdanie: "Znosi się niewolę", i łudził się obecnie, wsłuchany może w echa kościuszkowskie, że chłop Księstwa będzie bronił swej wolności. A chłop Księstwa, choć wolny, znalazł się gospodarczo w sytuacji gorszej niż przedtem. Kodeks Napoleona, wprowadzony do Księstwa, nie znał pojęcia dominium utile i chłop w Księstwie stracił swe prawa użytkowe do ziemi, które mu zapewniał Uniwersał Połaniecki Kościuszki i które zachował pod rządem praw pruskich i austriackich. Tę lukę wypełnić miały nowe prawa, ale projekt o nadaniu chłopom własności gruntów daremnie czekał na zatwierdzenie. Napoleon liczył nie tylko na chłopów w Księstwie i 3 lutego 1811 r. donosił ministrowi wojny, że w razie konfliktu zbrojnego z Rosją będzie potrzebował 200.000 karabinów z bagnetami dla uzbrojenia powstańców polskich, także 10.000 par pistoletów i 20 do 30 tysięcy szabel, a to niezależnie od broni dla armii Księstwa.
W liście z 18 lutego Poniatowski powiadomił Napoleona o planach ofensywnych Aleksandra, ujawnionych przed nim przez Czartoryskiego, lecz źródła swych wiadomości nie podał. Może ten list księcia Józefa nic był bez wpływu na decyzję Napoleona, by 27 lutego przesłać do Drezna wiadomość, że choć nie przewiduje wojny z Rosją, to jednak jest konieczne przygotowanie 200 do 300 tysięcy karabinów dla uzbrojenia Polski na wypadek takiej wojny7). Tę broń można było zakupić w Wiedniu i Napoleon był gotów dać na ten cel potrzebne fundusze. Broń należało zgromadzić w Dreźnie.
Napoleon na pewno mógł liczyć na bohaterski opór armii Księstwa, natomiast jego rachuby na ruch zbrojny chłopów i 200 do 300 tysięcy polskich powstańców były wielkim złudzeniem. Jedyny człowiek, który może mógłby poderwać do walki całą Polskę, to był Kościuszko, lecz były Naczelnik trwał w bezczynności i wyjść z niej nie zamierzał. Na razie do próby sił nie doszło, gdyż wzmocnione pogotowie Napoleona i stanowisko księcia Józefa spowodowały, że alarmy wojenne ustały. Napoleon nabrał jednak przekonania, że konflikt zbrojny z Rosją jest nieunikniony i z energią podjął na wielką skalę przygotowania do tego konfliktu. To samo robiła Rosja. Minął rok i 13 kwietnia 1812 r. (l kwietnia 1812 st. st.) Aleksander donosił księciu Adamowi, że zerwanie z Francją wydaje się być nieuchronne, a więc może dojść do wojny8). W związku z tym wracał jakoby do swej "idée favorite" wskrzeszenia Polski i pytał księcia, jaki byłby najlepszy moment dla takiej proklamacji. Właściwy sens listu był w prośbie do księcia, by podał Aleksandrowi listę osób, także wojskowych w armii Księstwa, na których poparcie dla swych planów mógłby liczyć. Trudno przypuszczać, by ten list Aleksandra był nowym wyrazem jego polskich złudzeń. Raczej "chytry Grek", jak go zwal teraz Napoleon, chciał wykorzystać stosunki i wpływy polskiego przyjaciela dla zasiania zamętu i dywersji w polskich szeregach.
Dla Napoleona nowa wojna z Rosją tylko wtedy mogła być w pełni wygrana, gdyby w jej wyniku powstała silna Polska jako wschodnia straż jego imperium. Napoleon zawsze uważał, że rozbiory Polski zmieniły układ sił w Europie na niekorzyść Francji. Mimo to dla wskrzeszenia Polski jako celu samego w sobie nie byłby poświęcał krwi żołnierzy francuskich. Gdy jednak los narzucił mu nową wojnę z Rosją w warunkach trudnych, bo z niezakończoną awanturą hiszpańską, która wchłonęła i nadal trzymała siedem wyborowych korpusów francuskich, za główny cel tej wojny przyjął odbudowanie państwa polskiego w dawnych granicach. W marcu 1812 r. zawarł układ z Austrią, który przewidywał możliwość oddania przez nią Galicji w zamian za Ilirię. Nie czynił tego Napoleon z miłości dla Polaków czy przez wdzięczność za polską krew, przelaną na jego polach bitewnych, a wyłącznie dlatego, że widział w tym interes Francji. Z takim interesem Francji złączyć chcieli sprawę polską Dąbrowski, Wybicki i inni, co poszli za tamtych przykładem. Zdawało się, że teraz dochodzą do celu. Ale Napoleon nie myślał wskrzeszać Polski drogą proklamacji, jak chciał to czynić Aleksander, szczerze lub nieszczerze. Napoleon uważał, że odrodzona Polska musi powstać drogą zrywu narodu polskiego, podjętego równolegle z wysiłkiem zbrojnym francuskim. W tym duchu zredagował instrukcje dla ambasadora swego w Warszawie, wydane w Dreźnie 28 maja 1812 r.9). Chciał, by jeszcze przed rozpoczęciem działań wojennych, między 10 a 15 czerwca, zebrał się w Warszawie sejm Księstwa Warszawskiego, któremu byłaby przedstawiona petycja najwybitniejszych Polaków z zaboru rosyjskiego. Z tej współpracy wyłonić się miała Konfederacja Generalna Narodu Polskiego, proklamująca wskrzeszenie Królestwa Polskiego. Konfederacja miała znaleźć swe oparcie w lokalnych sejmikach, powstałych nie tylko na terenie Księstwa, ale i na terenie zaboru rosyjskiego, gdzie by mogły zebrać się sekretnie i sekretnie przesłać swe przystąpienie do Konfederacji. Galicja chwilowo nie miała być objęta tą akcją sejmikową, aczkolwiek Napoleon napisał w instrukcji, że Austria i Prusy dały z góry swą zgodę na jego zamierzenia co do Polski. Na czele Konfederacji mieli stanąć marszałek i Rada i jednym z pierwszych jej aktów miało być wezwanie do Polaków w służbie rosyjskiej, oficerów i żołnierzy, by przechodzili pod sztandary narodowe. Równolegle z akcją zbrojną francuską miało nastąpić powstanie narodu polskiego, które na terenie, okupowanym przez Rosję, miało stworzyć dla Rosjan "sytuację podobną do tej, w jakiej znalazła się armia francuska w Hiszpanii i armia republikańska za czasu Wandei i szuanerii". To zdanie najlepiej świadczy, na jak wielką pomoc liczył Napoleon ze strony narodu polskiego. Czy te rachuby były tylko mrzonką, czy też miały podstawy realne? Wiele zależeć musiało od osoby ambasadora cesarskiego w Warszawie, którego Napoleon miał obdarzyć ogromnymi pełnomocnictwami i który miał kierować polską akcją powstańczą. Talleyrand, choć w niełasce, był pierwszym kandydatem Napoleona na to stanowisko. Popełnił jednak niedyskrecję i Napoleon musiał zrezygnować z wysłania go do Warszawy. Posłał tam arcybiskupa z Malines, Pradta, wybór zdumiewający, wprost niepojęty. Może podsunął to nazwisko Napoleonowi krewny Pradta, gen. Duroc10). Ten zły wybór miał przyczynić się wybitnie do zwichnięcia wszystkich planów Napoleona w sprawie polskiego powstania.
Były i inne przyczyny, które czyniły plany Napoleona w dużej mierze nierealnymi. Napoleon znał historię Polski przedrozbiorowej i rolę sejmików oraz konfederacji, zawiązywanych po to, by narzucać swe postulaty królowi i uzurpować sobie prawa rządzenia. Myślał na pewno, że nawiązanie do tych dawnych rodzimych polskich instytucji będzie dobrze przyjęte i da dobre rezultaty, i nie liczył się z tym, że okres rządów obcych zepchnął je w przeszłość prawie zapomnianą i że w nowych warunkach będą bezwładnym anachronizmem. Wzmianka o Wandei i Hiszpanii wskazuje na to, że Napoleon miał słabe pojęcie o układzie sił społecznych w zaborze rosyjskim. W Wandei i Hiszpanii walczono z powstaniem, które miało swe główne oparcie o warstwę chłopską. Warstwa chłopska w zaborze rosyjskim polską nie była, a więc polskie powstanie liczyć na nią nie mogło i musiało mieć inny charakter, niż powstanie w Wandei czy Hiszpanii.
Podobnie, jak w roku poprzednim, Napoleon osobiście zajmował się sprawą broni dla polskich powstańców. Polecał w piśmie z 15 czerwca 1812 r. do szefa sztabu Wielkiej Armii, marszałka Berthiera, by 30.966 karabinów przesunąć z Bydgoszczy do Elbląga i by wysłać z Francji 35.000 karabinów do Torunia dla powstańców11). Również karabiny, szable i inna broń, zgromadzone dla potrzeb powstania w Moguncji, Wesel i Magdeburgu, miały być bez zwłoki przewiezione nad Wisłę. W dniu 24 czerwca pierwsze oddziały Wielkiej Armii przekroczyły Niemen, zaczęła się wojna. Szybko zajęto Wilno i stamtąd 4 lipca Napoleon słał rozkaz, by 30.900 karabinów bydgoskich oraz 6.000 karabinów z Pilawy sprowadzić natychmiast do Wilna. Ten rozkaz powtarza 12 lipca i do niego dodaje 83.000 karabinów, które były dawniej w Magdeburgu, Wesel i Kostrzyniu, oraz 8.000 szabel i 5.000 muszkietów z Gdańska, to wszystko "pour l'armement de l'insurrection"12). Razem 125.000 broni palnej i 8.000 szabel. Jakżeż dalekie były te liczby od istotnych potrzeb ruchu zbrojnego na Litwie! Napoleon prędko odczuł obawę, że może złudne były jego rachuby na powstanie litewskie. W Wilnie była Komisja Rządząca dla Litwy i tam pozostał minister spraw zagranicznych Francji Maret, duc de Bassano, bardzo dla Polaków przychylny; do niego słał Napoleon 18 lipca z Głębokiego swą skargę na stosunek miejscowej ludności; dodawał, że to już nie są Polacy, ale nie rezygnował jeszcze z dawnych planów i polecał posłać do Orszy i Mohylewa polskich komisarzy z proklamacjami powstańczymi z 7 lipca warszawskiej Konfederacji Generalnej. Nie dało to wielkiego efektu. Kukiel napisał, że "Polska napoleońska działała poza Niemen i Bug urokiem orła białego, narodowego munduru, świeżej wojennej sławy. Odpychała widokiem upadku gospodarczego, ruiny finansowej, radykalnych przeobrażeń społecznych, zrównania w prawach z chłopem"13). Te względy materialne, ten konserwatyzm społeczny, przeważyły; nie było ogólnego zrywu naro-dowego i udział Litwy w wojnie, która miała ją wyzwolić, był skromny. U historyków francus-kich często przewija się myśl, że za brak powstania na Litwie dużą część odpowiedzialności ponosi sam Napoleon. Nie dawał, nie chciał dać, żadnych wiążących go zobowiązań. Sorel napisał: "Rezerwował sobie możność dysponowania ziemiami polskimi przy zawarciu pokoju, po wykorzystaniu krwi polskiej dla zwycięstwa. Polska rezerwowała się podobnie"14). Do delegatów Konfederacji Narodu Polskiego Napoleon powiedział w Wilnie 11 lipca: "Co zawisło ode mnie, wszystko uczynię dla wsparcia przedsięwzięć Waszych... Niech Litwę, Żmudź, Witebskie, Połockie, Mohilewskie, Wołyń, Ukrainę, Podole, tenże duch, co w Wielkopolsce widziałem, ożywia, a Opatrzność pomyślnym skutkiem uwieńczy świętość waszej sprawy"15). Ale od czasu zrywu Wielkopolski wiele się zmieniło. Sorel napisał: "Świat się postarzał od 1806 roku i po Tylży, po Erfurcie, zbyt wiele iluzji zgasło". By porwać za sobą Polaków na Litwie, trzeba było czynu wielkiego i coś znaczącego. Taką była opinia historyka francuskiego. Historyk polski stwierdzić jednak musi, że niezależnie od tego, czy Napoleon był szczery, czy nieszczery; czy brał sprawę polską poważnie, czy tylko jako jeszcze jeden atut w rozgrywce o dobro Francji i swoje, w interesie polskim było, by wojnę z Rosją wygrał on, a nie Aleksander. A zatem zryw taki, jak w Wielkopolsce, był potrzebny.
Mimo doznanego rozczarowania Napoleon nie zrezygnował z uzyskania na Litwie poparcia militarnego i jeszcze dwa razy pisał z Głębokiego do Mareta i do Berthiera w tych sprawach, 20 i 22 lipca16). Zredukował liczby swych oczekiwań i przypominał, że obiecano mu pięć pułków piechoty po trzy bataliony w każdym (co by dawało 12.600 ludzi według norm francuskich) i trzy pułki kawalerii (około 3.000 ludzi); polecał więc, by bez zwłoki zarządzono pobór rekruta wśród Polaków na Litwie i utworzono na tyłach armii korpus z 15.000 ludzi. Liczył na to, że litewskie oddziały zapewnią obronę przed kozakami oraz obronę Dźwiny i błot pińskich. Polecał także, by wysłano z Księstwa na Wołyń oddział 2 do 3 tysięcy ludzi oraz emisariuszy Konfederacji dla wywołania na Wołyniu powstania. Istotnie na Wołyń wkroczyła dywizja Amilkara Kosińskiego, lecz powstania tam nie było. Natomiast polscy panowie ukrainni własnym sumptem wystawili dla Aleksandra kilka pułków kawalerii. Było w armii rosyjskiej wielu Polaków i mimo apelu Konfederacji nie było stamtąd żadnej dezercji na stronę polską czy francuską.
Również na odcinku militarnym spotkało Napoleona rozczarowanie. Szukał bitwy, Rosjanie jej unikali. Napoleon wszedł do Witebska i stąd trzy razy (29 lipca, 7 i 12 sierpnia) wysyłał pisma, podobne do tych z Głębokiego17). Polecał formowanie pułków litewskich w Kownie, Wilnie, Mińsku i Witebsku, słał ponaglenia, zapytywał, kiedy te pułki będą gotowe i przejmą służbę garnizonową i ochronę magazynów wojskowych tak, by Napoleon mógł z tych miast wycofać swe wojska.
Ze Smoleńska pisał 24 sierpnia, że Komisja Rządząca w Wilnie nic nie zrobiła, nie dano dotąd ani jednego batalionu, by bronić błot pińskich i powstrzymać napady kozaków, musi więc w Wilnie i Mińsku trzymać własne garnizony, jakby to były wrogie miasta. Dodał, że jest śmieszne, by Wilno, Mińsk i Mohylew nie mogły się same obronić przed szwadronem kozaków. Widocznie wezbrał w nim żal wielki, bo pisał do Mareta, że taka sytuacja musi wywołać zniechęcenie dla sprawy, to jest odbudowania Polski ("le resultat de tout cela serait de degouter de la cause")18).
W czasie dalszego marszu Napoleon słał z Wiaźmy 29 sierpnia nowe ponaglenia w sprawie wojsk litewskich. Zaraz potem przyszła doń wiadomość z Hiszpanii, że marszałek Marmont, który zastąpił Massenę, poniósł w bitwie z Wellingtonem 22 lipca pod Salamanką wielką klęskę. Ten kryzys hiszpański i zawody w kampanii rosyjskiej musiały stwarzać niepokój w myśli Napoleona. Wysłał 1 września z Waliszewa długie pismo do Mareta, w którym zaznaczał, że w Księstwie już po dwu miesiącach miał polskie oddziały dla blokady Gdańska i inne w linii bojowej. Pisał, że na Litwie liczył co najmniej na to, że krajowe wojska otoczą Bobrujsk i przejmą ochronę Druji i słabych punktów nad Dźwiną oraz zapewnią siły policyjne w kraju i dadzą eskortę dla konwojów. Wiedział, że był brak kadr, ale uważał, że należało pobrać rekruta i skierować go do Mińska. W Mińsku gubernatorem był gen. Bronikowski, odkomenderowany z Legii Nadwiślańskiej, i do niego należało zmobilizowanie kraju. Napoleon polecał, by gen. Dąbrowski otoczył Bobrujsk i starał się go zająć. To pismo, wysłane na 6 dni przed bitwą pod Borodino, wskazuje wyraźnie, jak przykro Napoleon odczuwał brak poparcia zbrojnego ze strony Litwy, tym bardziej mu potrzebnego, im bardziej wchodził w kraj nieprzyjacielski, z niepewnością walnej bitwy przed sobą. Gdy wreszcie doszło do tej bitwy i armia rosyjska została pobita, ale nie rozbita, Napoleon wysiał z Możajska rozkazy (10 i 11 września), by gen. Bronikowski uformował lokalne bataliony strzelców i milicji narodowej dla ochrony swej prowincji i by oddano 40.000 karabinów gubernatorowi Litwy w podobnym celu. Chciał, by 9 pułków litewskich przejęło całą służbę garnizonową w Polsce litewskiej. Pod wpływem strat pod Borodino pragnął ściągnąć do Wielkiej Armii dywizję gen. Dąbrowskiego, gdyby nie było zagrożenia Mińska od strony Bobrujska19).
Napoleon wszedł do Moskwy 14 września i ze zwiększoną troską myślał o litewskiej sile zbrojnej na swych tyłach. W nowej sytuacji podwyższał swe wymagania i wzywał Mareta w piśmie z 23 września, by uformowano 9 pułków litewskich oraz pułki Mohylewa i Witebska. Pisał, że Francja daje mu nowego rekruta 140.000 i Włochy 30.000, a Księstwo nic nie daje20). Istotnie korpus księcia Poniatowskiego topniał stale z powodu strat i braku uzupełnień. Zaś siły zbrojne litewskie dalekie były od najskromniejszych wymagań Napoleona. Według raportu z 30 września szefa batalionu Antoniego Inocentego Kirkora, przydzielonego do sztabu wojsk litewskich, pięć pułków piechoty litewskiej liczyło wtedy zaledwie 5.923 ludzi21). Formowano pięć pułków jazdy, w nich było około 1.200 ludzi, oraz 3. pułk szwoleżerów Gwardii, który wkrótce potem (19 października) miał być rozbity pod Słonimem.
Jeszcze raz, 6 października, Napoleon wysłał z Moskwy swe skargi i wymówki z powodu braku poparcia litewskiego; 19 października opuścił dawną stolicę carów, rozpoczął odwrót. Smoleńsk, Krasne, Berezyna, znane to etapy. W dwa dni po Berezynie, 1 grudnia, Maret wysłał raport z Wilna z planem powołania szlachty litewskiej na koń, z lancą lub szablą. Miało to dać 15.800 ludzi kawalerii ruchliwej i aktywnej, częściowo z bronią palną, drugie tyle w rezerwie. Maret pisał jednak, że wobec zajęcia części kraju przez nieprzyjaciela można liczyć tylko na 8 do 10 tysięcy ludzi. Komisja Rządząca dała zgodę na ten plan pod warunkiem aprobaty cesarza. Napoleon napisał własną ręką na tym raporcie: "Jest śmieszne pytać mnie o aprobatę, ludzie krajowi powinni byli to zrobić od pierwszych dni". Zaś w liście do Mareta z 3 grudnia z Mołodeczna nazwał absurdem, że dopiero po sześciu miesiącach występuje się z planem, który należało podjąć zaraz po jego wejściu na Litwę, i że obecnie to iluzja, nie będzie z tego planu ani 500 ludzi. Należało to zrobić i w Księstwie, bo przecież akt Konfederacji warszawskiej wzywał szlachtę na koń, ale ten apel przeszedł bez echa. Pisał: "Źle mi pomagały Litwa i Księstwo Warszawskie, lub raczej nie dostałem żadnej pomocy, ani od rządu, ani od kraju". Zarzut zbyt ostry i nierozumny, jeśli wziąć pod uwagę, że w Wielkiej Armii było 83.500 Polaków. Ale Napoleon wiedział coś z historii Polski o pospolitym ruszeniu i to tylko miał na myśli. W drugim liście do Mareta z Mołodeczna 4 grudnia pisał, że takie pospolite ruszenie mogło było dać 50 do 60 tysięcy ludzi, lecz zamiast tego były tylko frazesy, podczas gdy Polacy na Podolu, Wołyniu i Ukrainie dali 5-6.000 lekkokonnych Rosji. Zaś Litwa, choć dał jej broń, nie wie, jak jej użyć, i nie umie się obronić nawet przed napadem trzydziestu kozaków. W tym samym liście pojawiła się też ostra krytyka działalności Pradta w Warszawie22).
Dużo było goryczy w pismach Napoleona z Mołodeczna, a mimo to 5 grudnia, a więc w dniu, w którym w Smorgoniach opuszczał resztki Wielkiej Armii, znalazł czas i wolną myśl, by napisać polecenie do Berthiera, że trzeba natychmiast zorganizować Litwinów w Kownie. Napoleon był 10 grudnia w Warszawie, wysłuchał długich wywodów Pradta, które ostatecznie pogrążyły tego człowieka w jego oczach. Odtąd głównie jemu będzie przypisywał winę za brak polskiego powstania. W dniu 11 grudnia był przejazdem w Kutnie i stąd wysłał polecenie do Mareta, by odwołał Pradta z Warszawy. Pytał jednocześnie, gdzie jest 100.000 karabinów, które dał na obronę Księstwa. Pisał, że trzeba powołać polskich lekkokonnych; tak powstali Krakusi dla przeciwstawienia kozakom23).
Jak tłumaczyć postępowanie Pradta? Po wybuchu Wielkiej Rewolucji francuskiej Pradt poszedł na emigrację, był w Anglii. Wrócił do Francji za konsulatu Napoleona. W 1814 r., gdy alianci weszli do Paryża, Pradt był jednym z pierwszych, który od niego odstąpił i wołał o powrót Burbonów. Potem wydał książkę o swej ambasadzie w Warszawie. Napoleon czytał ją na Św. Helenie i napisał na niej jedną tylko uwagę: "Należało wywołać powstanie w Polsce". W rozmowach ze swymi towarzyszami wygnania nie powtarzał gorzkich słów pod adresem Polaków, które znalazły się w jego pismach z Mołodeczna. Gen. Montholon zanotował tylko takie zdanie: "Polska nie odpowiedziała na moje wezwanie". Za brak polskiego powstania Napoleon winił głównie Pradta, który swymi mowami, całą swą działalnością zniechęcał Polaków i ziębił ich zapał. Przyczyną tego mogły być według Napoleona albo asocjacje Pradta z jego dawnymi kontaktami w Londynie - czyli po prostu zdrada - albo zwykła niedbałość. Polscy i francuscy historycy oczywiście piszą o szkodliwej działalności Pradta w Warszawie, ale nie tylko w tym widzą przyczynę braku polskiego powstania w 1812 roku. Przyczyn było wiele, także i z winy Napoleona, i na tym polegało jego polskie złudzenie, że ich nie widział i do swych planów wojennych wprowadził czynnik - polskie powstanie - który miał go zawieść. Liczył na zryw podobny do tego, jaki miał miejsce w zaborze pruskim w 1806 r. i w zaborze austriackim w 1809 r. i nie byłoby Berezyny, gdyby zabór rosyjski poszedł za tamtym przykładem. Była pewna doza słuszności w powiedzeniu sir Hudson Lowe'a na Św. Helenie w rozmowie z gen. Bertrandem, że Napoleon stworzył sobie wyimaginowaną Hiszpanię i wyimaginowaną Polskę24).
Po bitwie lipskiej i śmierci księcia Poniatowskiego nowy wódz resztek wojska polskiego, gen. ks. Sułkowski, zamierzał dojść z armią Napoleona tylko do Renu i potem wracać do kraju. Stało się inaczej na skutek przemówienia Napoleona do polskich oficerów w dniu 28 października 1813 r. Jest kilka wersji tego przemówienia, gdyż było spisane przez kilku oficerów25). Zasadnicza treść jest zawsze ta sama. Napoleon mówił, że podjął wojnę z Rosją dla Polski i był pewny, że wskrzesi Królestwo Polskie. Mówił o błędach i zdradach, o swym głupim ambasadorze w Warszawie, także i o tym, że Konfederacja Generalna nic nie zrobiła. A przecież Krakusi - mówił - okazali się być świetnym wojskiem, zbyt późno, niestety, sformowani z rekrutów chłopskich. Dodał, pewnie nie bez cienia melancholii: "Może także, Panowie, wasza nieszczęśliwa gwiazda zaćmiła moją".
Żaden z polskich historyków nie podjął tezy, że w 1811 r. należało pójść drogą, wskazywaną przez Aleksandra26). Nawet gdyby car był szczery i stworzył pod swym berłem konstytucyjne Królestwo Polskie po Dźwinę, Berezynę i Dniepr, los tego Królestwa nie byłby inny, niż tego, które wyłonił Kongres Wiedeński. W sytuacji, w jakiej Polska była po trzech rozbiorach, nie było wyboru. Legiony polskie we Włoszech związały sprawę polską z Francją i Napoleonem. Upadek Napoleona przesądził los Polski na stulecie.

PRZYPISY

1. L. Madelin, Histoire du Consulat et de l'Empire, t. IX, Paris 1945, s. 123-124.
2. M. Handelsman, Adam Czartoryski, t. I, Warszawa' 1948, s. 71-73. M. Kukiel, Książę Adam, w "Teki Historyczne", Londyn s. 35-37.
3. A. Czartoryski, Memoires du prince Adam Czartoryski et correspondance avec l'Empereur Alexandre 1-er, Tome second, Paris 1887, s. 248-253.
4. A. Vanda,1, Napoleon et Alexandre 1-er, T. II, Paris 1893, s. 486. (,.Los Europy w rękach pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy Księstwa".) M. Kukiel, Wojna 1812 roku, Kraków 1937, t. l, s. 19-22.
5. Istotnie 13 lutego 1811 czynił takie propozycje ambasadorowi austriackiemu w Petersburgu. Ziemie te były wtedy zajęte przez wojska rosyjskie. (Madelin, o.c., t. IX, s. 295).
6. Correspondance de Napoleon 1-er, t. XXI, nr 17283.
7. Correspondance, XXI, 17323, 17391.
8. Czartoryski, o.c., s. 279-284.
9. Correspondance, XXIII, 18734. Kukiel, o.c., t. l, s. 68, 81.
10. Correspondance, XXXI, s. 101, 244, 290.
11. Correspondance, XXIII, 18797.
12. Correspondance, XXIV, 18902 18955.
13. M. Kukiel, Dzieje Polski porozbiorowej. 1795-1921, Londyn 1961, s. 126.
14. A. Sorel, L'Europe et la Revolution francaise. Septieme partie. Paris 1907 (8 wydanie), s. 577-578.
15. A. M. Skałkowski, O kokardę legionów, Lwów 1912, s. 283.
16. Correspondance, XXIV, 18971, 18982, 19000.
17. Correspondance, XXIV, 19015, 19053, 19096.
18. Correspondance, XXIV, 19136, 19139. Kukiel, Wojna.. ., t. l, s. 395.
19. Correspondance, XXIV, 19157, 19165 19190, 19197, 19190.
20. Correspondance, XXIV, 19218, 192)9, 19255.
21. Biblioteka Narodowa w Warszawie, sygn. IV, 9034, k. 14.
Kukiel, Wojna ..., t. 2, s. 229.
22. Correspondance, XXIV, 19368, 19369, 19372.
23. Correspondance, XXIV, 19377, 19384.
24. Correspondance, XXXI, s. 100-102.
C. T. de Montholon. Recits de la captivité de l'Empereur Napoléon a Sainte-Hélene, Paris 1847, t. 2, s. 422.
Pradt, Histoire de l'ambassade dans le grand-duche de Varsovie, Paris 1815.
V. Cronin, Napoleon, Londyn 1976, s. 518.
25. Correspondance, XXVI, 20839.
A. Skałkowski, En marge de la Correspondance de Napoleon I. Pieces inedites concernant la Pologne. 1801-1815, s. 72-76. W. Fiszerowa, Dzieje moje własne i osób postronnych, Londyn 1975, s. 388-392.
26. S. Askenazy, Napoleon a Polska, Warszawa-Kraków 1918, t. 3, s. 343.

 

OSTATNI POLACY PRZY NAPOLEONIE


Zamiar Napoleona udania się na swe drugie wygnanie do Stanów Zjednoczonych Ameryki nie był wykonalny. W Rochefort czekały na Napoleona dwie fregaty, lecz z powo-du blokady angielskiej ich wypłynięcie na morze uznano za niemożliwe. W tej sytuacji rankiem 15 lipca 1815 r. Napoleon oddał się w ręce Anglików, wszedł na pokład statku wojennego Bellerophon i został przywieziony do Torbay, potem do Plymouth. Przy Napoleonie na tym statku z jego świty byli tylko generałowie i ich rodziny, inni oficerowie i służba płynęli do brzegów Anglii na statku Myrmidon1).
By dobrze zrozumieć te i następne wypadki, trzeba nakreślić ich tło polityczne w Anglii. Nie całe społeczeństwo angielskie było nastawione wrogo w stosunku do Napoleona. U władzy był rząd torysowski, ale nie wymarły bez reszty tradycje Foxa2) i rządu wigów. Liberałowie angielscy nie pochwalali wojny z Francją napoleońską, dążyli oni raczej do pokojowej z nią koegzystencji i skierowania ogromnych sum, na tę wojnę wydawanych, na walkę z bezrobociem w Anglii i polepszenie losu biednych. Po upadku Napoleona w 1814 r. i w czasie Kongresu Wiedeńskiego krytykowali narzucanie narodowi francuskiemu dynastii, której ten naród nie pragnął i raczej ją nienawidził. Po powrocie Napoleona z Elby powitali "lot Orła" z Cannes do Paryża z admiracją i wielu Anglików stało się jawnymi wielbicielami Napoleona. Dawni wigowie, skupieni koło lorda Hollanda3), potępiali nową wojnę z Francją i alians z monarchami absolutnymi. Wśród nich był brat regenta Duke of Sussex, lordowie John Russell, Grey, Stanhope, Erskine, intelektualiści jak Hazlitt, Romilly,Capel Lofft. Do nich należał Byron, który pisał wiersze profrancuskie i pro-bonapartystowskie. Ich wpływy, z początku nikłe, zwiększały się powoli i opozycja w Izbie Gmin wzrosła z 27 posłów w marcu do 92 w maju. Ich organem była Morning Chronicle. Tam Duke of Sussex i lord Holland publikują swe protesty przeciw więzieniu Napoleona na Bellerophon. Capel Lofft opracowuje wywód prawny, żądający przywrócenia Napoleonowi wolności w myśl zasady Habeas Corpus. Zaś sir Francis Burdett uzyskuje dekret (writ) sądu o Habeas Corpus ad testifandum, żądający stawienia Napoleona przed sądem jako świadka. Ten dekret miał być doręczony admirałowi Keith4), lecz gdy 4 sierpnia zgłosił się w jego domu wysłannik sądu, admirał uciekł na statek, ścigany tam przez niego skrył się na innym i tejże nocy dał rozkaz, by Bellerophon wypłynął z portu i stał na kotwicy w Start Bay. To zarządzenie było podyktowane obawą, że Napoleon może zostać sprowadzony przez sąd na ląd, a w takim razie w myśl praw angielskich nie mógłby być dalej pozbawiony wolności. Gdy jednak udało się wreszcie 9 sierpnia doręczyć admirałowi dekret sądu, było już za późno. W wielkim pośpiechu przygotowano do dalekiej podróży statek wojenny Northumberland, tam 7 sierpnia w Start Bay przeprowadzono Napoleona i tych oficerów oraz służbę, którzy mieli mu towarzyszyć w wygnaniu na Św. Helenę. Liczbę oficerów ograniczono do czterech, byli nimi generałowie Bertrand, Montholon i Gourgaud oraz szambelan Las Cases. Innym oficerom, którzy przybyli z Napoleonem z Rochefort, pozwolono pożegnać się z cesarzem 7 sierpnia i następnego dnia Northumberland odpłynął na Św. Helenę. Starania angielskich przyjaciół nie mogły już odmienić losu Napoleona.
Jest szereg opisów pożegnania się Napoleona z oficerami, którzy nie mieli mu towarzyszyć. Wśród tych opisów wyróżnia się relacja posła do Izby Gmin W. H. Lytteltona, w niej znajduje się taki ustęp:

"Ale było tam dwu Polaków, jeden w wieku dość zaawansowanym, drugi w pełni swej młodości, których postawa i zachowanie były wybitnie uderzające. Starszy, dostojny stary pan, prawie gigantycznej postaci, był bezwzględnie jedną z najbardziej wyjątkowych i barwnych osobistości, jakie kiedykolwiek spotkałem. Co za marsowa postawa, smutek, ale opanowana powaga w jego wyrazie i specjalny efekt jego polskiego ubioru, przypominającego, zupełnie zrozumiale, wzruszającą historię jego bardzo pokrzywdzonego kraju, nie można było patrzeć bez wzruszenia na tego szlachetnego weterana, towarzyszącego swemu przybranemu suwerenowi do ostatnich krańców jego fortuny i znoszącego, jak to było, dla niego drugie wygnanie. Wygląd młodszego, który albo czuł silniej, albo mniej był zdolny do opanowania w wyrażaniu swych uczuć, wzruszał w najwyższym stopniu. Nie było nic szczególnego ani w jego postaci, ani w rysach; ale jego żal i męka, które znosił będąc odsuniętym od Bonapartego, przekraczały wszelkie cierpienie, które kiedykolwiek widziałem, i wzruszały niewymownie. Obaj oni zwrócili się do lorda Keith, prosząc o pozwolenie udania się na Św. Helenę; starszy z poważnym, ale męskim i opanowanym wyglądem; młodszy pełen leź, ponawiający swą prośbę raz po raz długo potem, gdy inni już jej zaprzestali jako beznadziejnej, i mówiący w najbardziej żałosny sposób: "Si je renonce a mon grade". Pragnął, by mu pozwolono udać się jako służący, skoro liczba oficerów, którym zezwolono towarzyszyć Bonapartemu, była już kompletna. Gdy przekonał się, że wszystkie jego błagania były daremne, zdawało się, że wpadł w stan pomieszania zmysłów, oczy jego prawie rozpływały się we łzach, w jednej ręce ściskał konwulsyjnie swą polską czapkę, a drugą stale dotykał swego czoła, mówiąc do siebie samego i biegając od jednego okna kajuty do drugiego z takim wyrazem dzikiej rozpaczy, że myślałem, iż skoczy za burtę. Nazywał się Pentowsky czy coś w tym rodzaju - nie Poniatowsky. Z wielką radością dowiedziałem się potem, że nasz rząd wydał rozkaz, by pozwolić temu wiernemu i uczuciowemu stworzeniu udać się na Św. Helenę z Sir Hudson Lowe"5)

Dwaj oficerowie polscy, wspomniani w relacji posła Lytteltona, to byli szef szwadronu Jan Schultz (Szulc) oraz kapitan Fryderyk Piątkowski.

Jeniec z Kelso


W południowej Szkocji, w hrabstwie Roxburgh, jest małe miasteczko Kelso nad rzeką Tweed. Położone wśród malowniczych wzgórz jest uważane przez wielu Szkotów za najpię-kniejsze miasto ich kraju; rzeka Tweed niesie swe czyste wody ku granicy Anglii i nieco dalej do morza Północnego. W Kelso w czasie ostatniej wojny, w latach 1942-1944, stał sztab polskiej 16. brygady pancernej, w mieście i w barakach pod miastem zakwaterowano dwa polskie pułki pancerne, wchodzące w skład 1. dywizji gen. Maczka. Kto wierzy w duchy, może pomyśleć, że na tych polskich żołnierzy patrzał z zaświatów inny polski wojownik, który przeszło wiek przedtem przeżył tu prawie trzy lata jako jeniec, Jan Szulc.
W dniu 29 listopada 1810 r. przyprowadzono do Kelso około 50 francuskich oficerów jeńców, wśród nich był kapitan pułku ułanów Nadwiślańskich Jan Szulc. W ciągu dwu dni następnych przychodziły dalsze partie, razem ulokowano wtedy w Kelso 129 oficerów, którzy mieli tu przebywać jako "parole prisoners", jeńcy na słowo, a więc mogący mieszkać prywatnie i korzystać z dużej swobody ruchów6). Ludność w Kelso przyjęła ich bardzo dobrze i gościnnie. Było wielu zamożnych Francuzów, którzy urządzali w gospodach zebrania i bale. Mniej zamożni uzupełniali swe skromne urzędowe pensje zarobkami przez dawanie lekcji lub przez wyrób różnych przedmiotów z drzewa lub słomy, nieraz bardzo artystycznych i znajdujących chętnych nabywców. Podobno ci jeńcy wprowadzili do Szkocji grę w bilard. Zorganizowali w Kelso teatr, chętnie odwiedzany przez miejscowych obywateli. Przedstawieniom patronowała czasem przyjeżdżająca z podmiejskiego zamku duchess of Roxburgh. W tym gronie francuskich oficerów Jan Szulc był jedynym Polakiem. Długi pobyt wśród nich związał go silnie z nimi i z ich sprawą. Do jego sentymentów polskich dołączyły się nowe, francuskie, i tu należy szukać źródła jego późniejszych wystąpień i przeżyć. Z rozmów o wielkim cesarzu zrodziła się u Szulca adoracja dla niego i ofiarne przywiązanie, którego miał dać liczne dowody. Miał stać się jednym z najwierniejszych wiernych.
Jan Szulc (Schultz) urodził się 27 grudnia 1768 r. w Kurlandii7). Nie wiemy, czy należał do tej samej rodziny, z której pochodził znany bankier warszawski Szulc za czasów króla Stanisława Augusta. Jan Szulc miał zaledwie 15 lat, gdy w grudniu 1783 r. wstąpił jako kadet do 2. brygady Kawalerii Narodowej. Był na wojnie z Rosją w 1792 r., potem w Powstaniu Kościuszkowskim. Powolna była jego kariera wojskowa, bo dopiero 15 czerwca 1794 r. został kornetem. W czasie oblężenia Warszawy był ranny kulą w prawą nogę i skłuty spisą kozacką w lewy bok. Po upadku powstania Szulc przeszedł do Turcji i w styczniu 1795 r. wstąpił do Legii Polskiej na Wołoszczyźnie. Brak tam było zgody i porządku i może dlatego jeszcze przed końcem tej imprezy Szulc udał się do Włoch. Było to w czasie, gdy gen. Dąbrowski robił starania o tworzenie Legii Polskiej we Włoszech. Gen. Bonaparte zarządził 5 grudnia 1796 r. uformowanie polskiego batalionu przy Legii Lombardzkiej, do tego batalionu został przyjęty Szulc jako starszy sierżant. Batalion przeszedł następnie do Legii Polskiej Dąbrowskiego i w tej Legii, po blisko dwu latach, Szulc został mianowany podporucznikiem. Powoli więc i w ciężkim trudzie żołnierskim dorabiał się swych szlif oficerskich. Przeszedł do pułku jazdy, bił się we Włoszech, nad Renem i Dunajem. W 1801 r. został mianowany porucznikiem, 11 grudnia 1806 r. kapitanem. Gdy pułk przeszedł na Śląsk, Szulc odznaczył się 15 maja 1807 r. w bitwie pod Szczawnem i był tam ranny kulą w prawe ramię. W pułku ułanów Nadwiślańskich jego nominacja kapitańska została potwierdzona 29 maja 1808 r. i tego samego dnia otrzymał krzyż kawalerski Legii Honorowej. Pułk przebywał wtedy w Bajonnie, 1 czerwca przeszedł do Hiszpanii. Szulc brał udział we wszystkich akcjach swego pułku, odznaczył się przy przejściu rzeki Ebro, przy oblężeniu Saragossy, gdzie był ranny w lewe ramię. Był w bitwie pod Tudelą. Pułkiem dowodził Jan Konopka, odważny i wsławiony szarżami, które prowadził, ale nazbyt pewny siebie, a więc czasem lekkomyślny. Po bitwie pod Almaraz, po operacjach w Estramadurze, a potem w górach Leonu, pułk stał w Toledo i tu ułani mieli krótkie chwile wypoczynku. Wkrótce mieli wziąć udział w nowej wyprawie przeciw Hiszpanom. Z Toledo wyszli 20 marca 1809 r. Zbliżała się chwila, która jak zmora ciąży nad wspomnieniami jeńca w Kelso. Na noc z 23 na 24 marca piechota i artyleria stanęły we wsi Mora, dla ułanów wyznaczono stanowiska o milę dalej we wsi Orgaz, pod wysoką górą, przez która już przedtem stromą drogą w zygzak chodzili do wsi Yevenes na dużej polanie za górą. Tym razem Konopka tam na noc z pułkiem pozostał. Służba tej nocy przypadła kpt. Szulcowi8). Pułk rozlokowano kompaniami po oberżach, wszystkie dojścia do wsi obstawiono pikietami. Pod murem kościoła stała w pogotowiu 5. kompania. Noc była cicha, w tej ciszy słychać było jakieś poruszenia i jakby tętent koni. Pułkownik zignorował raport o tym, twierdząc, że nieprzyjaciel jest jeszcze oddalony o parę dni marszu. Przyszedł ranek mglisty, zagrała pobudka, żołnierze chodzili koło koni, oficerowie jeszcze po kwaterach spoczywali. Naraz pikiety dały ognia, placówki zostały spędzone przez atak Hiszpanów. Pod osłoną 5. kompanii pułk uformował się szybko na placu za wsią. Nadjechał pułkownik i szefowie szwadronów. Gdy mgła się podniosła, ujrzano na polanie liczną kawalerię hiszpańską i dwie baterie. Odwrót pułku długą kolumną zaczął się stępa i w porządku. Na czele szła 8. kompania, którą dowodził Szulc. Krótko to trwało. Pułk był otoczony, przed sobą miał dwa pułki kawalerii hiszpańskiej, pięć pułków za sobą. Straż tylna dawała silny odpór. Przednia kompania Szulca ruszyła do szarży, na wąskiej drodze górskiej starły się fronty dwóch kolumn. Walka była krwawa, trupy i ranni zawalali drogę. Pod naporem ułanów wielu Hiszpanów z koni zsiadło i darło się w górę lub rzucało w przepaść, inni w tył uciekali. W tym boju płk Konopka stracił kontakt z pułkiem i po przejściu góry z szefem szwadronu Ruttiém i kilkunastu ułanami uchodził. Pułk wyprowadził na równinę i tam go uformował szef szwadronu Telesfor Kostanecki. Pułk był uratowany, lecz stracił blisko stu ludzi w zabitych i wziętych do niewoli. Najwięcej strat poniosła kompania piąta straży tylnej i ósma, która szła na czele kolumny i szarżę prowadziła. Jej dowódca, kpt. Szulc, ciężko ranny postrzałem w prawą nogę, poszedł do niewoli. Podobny los spotkał paru innych oficerów i wielu ułanów. Hiszpanie więzili ich w okropnych warunkach na Cabrerze, w lipcu 1810 r. przekazali oficerów i sierżantów Anglikom, którzy ich zawieźli do Anglii, potem posłali do Szkocji.
Jeszcze w niewoli hiszpańskiej dochodziły ich wieści o nowej wojnie z Austrią, o przesadnie i przedwcześnie rozgłoszonym zwycięstwie Austriaków pod Essling. Teraz nie mogli ukryć przed nimi Anglicy wiadomości o zwycięstwie Napoleona pod Wagram, o poddaniu się Austrii. Tylko w Hiszpanii wojna nadal trwała. Tam walczył ich pułk, w bitwie pod Ocana przyczynił się do zwycięstwa. Szulc żal czuć musiał, że nie bierze w tych walkach udziału. Bo choć kulał, czuł, że może jeszcze dosiąść konia.
W Kelso dojść musiały do Szulca wieści o nowych zasługach jego pułku w bitwie pod Albuerą. Niewola i bezczynność coraz cięższe zdać mu się musiały. Może Szulc stawał nad rzeką Tweed i w smętnej zadumie pytał sam siebie: Co dalej, co dalej będzie? O rzeko, gdzie płyniesz, o losie, gdzie zaprowadzisz człowieka? Nawet najbardziej fantastyczne wizje nie mogły roztoczyć przed Szulcem tych dziejów, które go jeszcze czekały. Nic to, że kulał; nic to, że siwizną były przyprószone jego włosy, a ciało pełne blizn po ranach. Przemierzył kraje od Polski po Neapol, od Bosforu po Portugalię, a jeszcze dalsze czekały go wędrówki.
Potem przyszły do Kelso wieści o nowej wojnie z Rosja, o uwolnieniu Wilna, nadzieje na odbudowę Polski. Niestety, niestety, radość krótką była. Mróz zniszczył armię cesarza, trzeba było oddać Księstwo Warszawskie, cofnąć się za Łabę. W tym czasie Szulc chorował i został 3 marca 1813 r. skierowany do szpitala w Valleyfield na leczenie. Na kontynencie trwała kampania saska Napoleona, pułk Szulca brał udział w zwycięskiej bitwie pod Dreznem. Zabłysły nowe nadzieje, zgasły po bitwie lipskiej. Wojska Napoleona cofały się do Francji. Szulc jako inwalida został zwolniony i skierowany do Chatham, skąd 1 października odpłynął do Morlaix. We Francji zgłosił się do służby. Uzyskał zaświadczenie, że istotnie może dosiąść konia, i 10 listopada został skierowany do Sedanu, gdzie był zakład jego pułku, noszącego teraz nazwę 7. pułku szwoleżerów. Z dawnego pułku zostały tylko szczątki, z nich i z podobnych szczątków 8. pułku tworzono nowy 7. pułk.
W czasie kampanii francuskiej w 1814 r. Szulc dowodził szwadronem w 1. korpusie rezerwy kawalerii, który był przydzielony do 6. korpusu marszałka Marmonta. Po kapitulacji Paryża (30 marca) 6. korpus stał nad Essones i gdy Napoleon szykował się do ataku na Paryż, Marmont haniebnie zdradził. Jego korpus zeszedł z pozycji w nocy z 4 na 5 kwietnia. Tylko kilku najwyższych dowódców wiedziało o celu nocnego marszu, inni oficerowie i cała brać żołnierska myśleli, że wykonują manewr nakazany przez Napoleona. Wojska austriackie otworzyły front i ukryły się w ciemności i tą luką 6. korpus przeszedł na drugą stronę frontu i szedł w kierunku Wersalu. Gdy z brzaskiem dnia żołnierze zorientowali się w sytuacji, wybuchł w korpusie bunt, generałowie się ukryli. Korpus chciał wracać, było już za późno.
W czasie nocnego marszu 6. korpusu w straży tylnej szedł szwadron 7. pułku polskich szwoleżerów. Dowódca jego zaniepokojony niezwykłym manewrem wysłał kilku zwiadow-ców na boki. Ci wrócili galopem z wiadomością, że tak z prawej, jak i z lewej strony korpus jest eskortowany przez długie szeregi kawalerii bawarskiej. "Zdrada!" - wołali polscy ulani. Ich dowódca zawrócił szwadron i zdecydowany przebić się siłą przeszedł galopem przez linię frontu na stronę francuską9).
Pierwszą wiadomość o nocnym marszu korpusu Marmonta przyniósł do Fontainebleau por. Combes ze sztabu 6. korpusu. W ślad za nim z taką samą wiadomością przybył kpt. Magnien. Ten marsz wydał się im podejrzany, więc opuścili kolumnę i zawrócili. Można było łudzić się jeszcze, że to nie zdrada. Gdy jednak wpadł do Fontainebleau szwadron polski i jego oficerowie zjawili się w poczekalni cesarza, wszelkie iluzje prysły. Historia nie zanotowała dowódcy tego szwadronu, nie mam jednak wątpliwości, że był nim kpt. Szulc. Tym się tłumaczy, że gen. Krasiński proponował 6 kwietnia jego awans na szefa szwadronu.
Napoleon inną dał mu nagrodę: włączył go do szwadronu jazdy, który miał z nim iść na Elbę. Ten szwadron był złożony z polskich szwoleżerów Gwardii, Szulc był w nim jedynym nie gwardyjskim oficerem. W liście gratyfikacji pieniężnych dla oficerów udających się na Elbę jego nazwisko było umieszczone obok nazwiska por. Combes'a, awansowanego na kapitana w Batalionie Napoleona, też udającym się na Elbę. Ich awanse i gratyfikacje były niewątpliwie wynikiem roli, jaką obaj odegrali w nocy z 4 na 5 kwietnia. Baliński, kapitan Gwardii w Szwadronie Napoleona, miał sobie przyznaną gratyfikację 4.000 franków, zaś Szulc, kapitan liniowy, co odpowiadało randze porucznika Gwardii, miał otrzymać 6.000 franków i był wymieniony jako "commandant l'escadron Napoléon"10).
Na Elbie major Jerzmanowski został mianowany komendantem Porto Longone. Część Szwadronu Napoleona pod komendą kpt. Balińskiego udała się do Parmy, by tam daremnie czekać na cesarzową Marię Ludwikę. Część drugą kpt. Szulc przyprowadził na Elbę 28 maja. Dekretem Napoleona z daty Porto Ferraio 5 czerwca 1814 r. został mianowany kapitanem Gwardii i dowódcą Szwadronu Napoleona. Jednakże w październiku po przybyciu z Parmy kpt. Balińskiego Szulc ustąpił mu pierwszeństwa.
W lutym 1815 r. hucznie obchodzony karnawał pokrywał plany Napoleona opuszczenia Elby i powrotu do Francji. Na zakończenie karnawału barwny korowód przeciągał ulicami Porto Ferraio. Prowadził go major Antoine Malet, dowódca Batalionu Napoleona, przebrany za sułtana i jadący na białym koniu cesarza, bogato przystrojonym kaszmirami księżniczki Pauliny. Obok niego jechał kpt. Szulc, przedstawiający Don Kichota11). Jego wysoka, chuda postać i koń kościsty oraz strój odpowiednio dobrany odtwarzały dobrze bohatera Cervantesa. W cztery miesiące potem pod Waterloo płk Malet był ciężko ranny i umarł w Charleroi. Inne były dzieje Szulca - Don Kichota.
Po wylądowaniu Napoleona i jego szczupłej armii w Cannes 1 marca, w czasie marszu przez Francję dopiero pod Laffray przed Grenoble zagrodził drogę Napoleonowi batalion 5. pułku piechoty. Jego dowódca kpt. Randon, późniejszy marszałek burboński i minister wojny, skomenderował; "Ognia!", lecz nikt go nie posłuchał, żołnierze przeszli na stronę cesarza. Randon rzucił się do ucieczki. Szulc ścigał go przez dwie mile i Randon zawdzięczał swe ocalenie tylko szybkości swego konia12).
Poza Lyonem na drodze do Auxerre powóz Napoleona wyprzedził konną eskortę. Przy drzwiach powozu jechali wtedy płk Duchand i szef szwadronu Raoul oraz Jerzmanowski i Szulc, tworząc straż cesarza13).
Z dniem 25 kwietnia Szwadron Napoleona został wcielony do pułku szwoleżerów lansjerów Gwardii, w tym pułku Polacy tworzyli pierwszy szwadron, dowodzony przez szefa szwadronu Balińskiego i złożony z dwu kompanii pod komendą kapitanów Szulca i Fiutowskiego. W kampanii belgijskiej już pierwszego dnia (15 czerwca) szwadron ten podszedł pod Quatre Bras, na drugi dzień był tam w bitwie z Anglikami i Szulc został lekko ranny. Ta rana nie przeszkodziła mu zapewne we wzięciu udziału w szarżach swego pułku pod Waterloo (18 czerwca). Po klęsce był pewnie jednym z tej garstki szwoleżerów i strzelców konnych, którzy stanowili osłonę cesarza, potem jego eskortę do Paryża. Tym tłumaczyć można, iż 23 czerwca - w dzień po drugiej abdykacji Napoleona - Szulc był w Paryżu i otrzymał wtedy list tej treści:

Au palais de l'Elysée, le 23 juin 1815.
A Monsieur le Colonel Schultz Chef d'escadron aux Chevaux Légers Lanciers de la Garde Impériale.
L'Empereur me charge de vous prévenir, Monsieur, que vous etes admis a l'honneur de le suivre dans se retraite.
Le Grand Maréchal Bertrand
14).

W dniach następnych Szulc był w Soissons w dowództwie Gwardii, gdzie załatwił formalności służbowe i pożegnał swych dowódców i kolegów, po czym dołączył do świty Napoleona w Malmaison. Napoleon 29 czerwca opuścił Malmaison. Szulc był w świcie cesarza, wraz z nim przybył do brzegów Anglii. Znane mu były te brzegi, ale jakżeż odmienne warunki od tych sprzed prawie dwu lat, gdy opuszczał Anglię.
Po odpłynięciu Napoleona na Św. Helenę w Plymouth na Bellerophon pozostali generałowie Charles Lallemand i Savary, zaś na statku Eurotas kilku innych oficerów z dawnej świty Napoleona, wśród nich Szulc i Piątkowski. Szulc prosił o zezwolenie na powrót do Polski, lecz spotkał się z odmową. Za wyjątkiem Piątkowskiego wszystkich wywieziono 18 sierpnia na Maltę, gdzie przybyli 19 września i zostali umieszczeni w forcie Manuel. Uważani byli za jeńców. W tym smutnym forcie w ciężkich warunkach przebyć mieli 7 miesięcy. Z końcem listopada Szulc zachorował i jego towarzysze, powołując się na to, prosili o lepsze warunki uwięzienia. Z chwilą podpisania drugiego pokoju paryskiego (20 listopada 1815) dalsze ich traktowanie jako jeńców straciło podstawę formalną, mimo to byli nadal więzieni. Generałowie Lallemand i Sayary uciekli 5 kwietnia 1816 r., podobno nie bez cichej zgody i nawet pomocy angielskiej. Planat, Szulc i Resigny zostali 27 kwietnia 1816 r. przeniesieni na własną prośbę na wyspę Gozo, gdzie korzystali ze względnej swobody, związani jednak byli słowem honoru, że nie uciekną. Zwolniono ich 11 lipca 1816 r. pod warunkiem, że nie udadzą się ani do Francji, ani do Anglii i jej posesji. Wypłacono im trzymiesięczną gażę przynależną ich stopniom, o środki trans-portu z wyspy mieli sami się starać. Szulc razem z Planat odpłynął z Malty 6 sierpnia do Civita Vecchia15).
Z Włoch Szulc pojechał do Polski w ślad za swymi dawnymi towarzyszami broni ze Szwadronu Napoleona, którzy tam wrócili i zostali wcieleni do różnych oddziałów wojska polskiego. Szulca nie tylko do wojska nie przyjęto, ale na rozkaz Wielkiego Księcia Konstantego został on w lutym 1817 r. wydalony z kraju. Po krótkiej tułaczce w Europie popłynął do Ameryki i przyłączył się do współwięźnia z Malty gen. Lallemanda, który w grudniu 1817 r. założył w Teksasie kolonię uchodźców bonapartystowskich. Kolonia była zorganizowana na sposób wojskowy, Szulc dowodził w niej drugą kohortą. Ta próba osiedlenia się na ziemi amerykańskiej nie powiodła się. Na wiadomość o ogłoszonej we Francji amnestii wielu uchodźców tam powróciło. Szulc był wśród nich i 23 lutego 1820 r. wylądował w Hawrze. Od kwietnia zabiegał w ministerstwie Wojny w Paryżu o przyznanie mu jakiegoś zaopatrzenia z tytułu swej wieloletniej służby w armii francuskiej. Daremne to były starania, żył więc Szulc w biedzie z zasiłków dawnych towarzyszy broni i z wyprzedaży swych rzeczy16). Ostatni ślad jego życia mamy z Montpellier z czerwca 1821 r. i nie wiemy, gdzie i kiedy umarł ten polski oficer, który towarzyszył Napoleonowi aż po brzegi Anglii.

Polak na wyspie Św. Heleny


Mniej chwalebne, ale za to dużo szczęśliwsze były dzieje drugiego polskiego oficera, wymienionego w relacji posła W. H. Lytteltona. Histeryczne sceny rozpaczy Fryderyka Piątkowskiego przedostały się na łamy prasy, przypisano im najszlachetniejsze motywy i natchnęły one Byrona do napisania wzruszającego wiersza o polskim oficerze, żegnającym swego uwielbianego cesarza17). Po wywiezieniu Napoleona Piątkowski nie ustawał w staraniach, by go także posłano na Św. Helenę. Pisał do Admiralicji angielskiej, że nie ma nigdzie domu ani środków egzystencji i że pozostawiony w Europie nie mógłby żyć inaczej, jak z przestępstw. Nie są znane motywy, które skłoniły władze angielskie, by istotnie posłać Piątkowskiego na jednym ze statków aprowizacyjnych na Św. Helenę. Tajemniczość tej sprawy powiększa to, że na cztery dni przed swym odpłynięciem Piątkowski na statku St. George wziął ślub z Melanią Despout czy d'Espout. Była ona śpiewaczką, dawną uczennicą paryskiego konserwatorium. Miała lat dwadzieścia i odznaczała się dużą urodą. Nie wiemy, kiedy przybyła do Plymouth ani gdzie i kiedy poznała Piątkowskiego. On sam pisał potem do gen. Roberta Wilsona, że był z nią we Francji zaręczony, ale nie podał żadnych bliższych szczegółów. Piątkowski tak wiele razy mijał się z prawdą, że i w tym wypadku to oświadczenie budzić musi wątpliwości18).
Piątkowski przybył na Św. Helenę 29 października 1815 r. i Marchand, zaufany kamerdyner cesarza, tak opisał jego przyjęcie przez Napoleona:

"Na jednym ze statków, przybywających z Europy, znajdował się kpt. Piontkowski, którego znałem w szwadronie polskim na wyspie Elbie, dowodzonym przez dzielnego płk. Jerzmanowskiego. Napoleon mało go pamiętał, ale wielki marszałek (gen. Bertrand) powiedział mu, kim on był; cesarz nie mógł zrozumieć, jak ten oficer doszedł do tego, by uzyskać pozwolenie rządu angielskiego odesłania go na Św. Helenę bez tego, by on (cesarz) o to prosił, podczas gdy nie zezwolono mu zabrać ze sobą ludzi, których pragnąłby mieć przy sobie. Gdy ten oficer przybył do Longwood, przyprowadzony przez admirała (sir George Cockburn), ubrany był w mundur oficera ordynansowego. Cesarz czuł się tym dotknięty i powiedział do wielkiego marszałka: "Co znaczy ten mundur? On nigdy nie był moim oficerem ordynansowym, powiedzcie admirałowi, że ja go nie przyjmę". Następnie, po kilku sekundach zastanowienia się, zdecydował go przyjąć niedługo potem. Wieczorem cesarz przyjął go z łaskawością, powiedział mi udając się na spoczynek, iż wolałby, by podobny przywilej spadł na jednego z oficerów, który by mu mógł dać ten pożytek, jakiego nie znajdzie w tym właśnie. Polecił mi przekazać mu 500 franków dla zaspokojenia jego pierwszych potrzeb i wypłacać mu każdego miesiąca 250 franków; kpt. Piontkowski przestał nosić mundur oficera ordynansowego i przybrał z powrotem mundur korpusu, do którego należał."19)

Marchand nie podał, jaki mundur nosił Piątkowski. W połączeniu ze wzmianką posła Lytteltona o polskiej czapce Piątkowskiego przypuszczać można, że był to mundur pułku polskich szwoleżerów Gwardii, choć w tym pułku Piątkowski nigdy służby oficerskiej nie pełnił.
W próbie spisania bezspornie pewnej historii Piątkowskiego można się cofnąć wstecz tylko do daty 5 września 1814 r., kiedy Karol Piątkowski pojawił się jako żołnierz Batalionu Napoleona na Elbie20). Z dniem 20 października został przeniesiony do polskiego Szwadronu Napoleona. W przyszłości gen. Drouot wydał mu zaświadczenie, że przybył na Elbę, by służyć cesarzowi jako szwoleżer choć był porucznikiem od wielu lat. Piątkowski nigdy ani w Batalionie Napoleona, ani w Szwadronie Napoleona służby nie pełnił i figurował w ich wykazach tylko ze względów ewidencyjno-budżetowych, faktycznie zaś spełniał jakąś bliżej nieokreśloną rolę przy gen. Bertrandzie, wielkim marszałku pałacu, lub przy gen. Drouot, gubernatorze Elby. Późniejsza jego historia wskazuje na to, iż umiał być pożytecznym totumfackim. Pewne wykształcenie i ogłada towarzyska ułatwiały mu tę rolę. Był młody, niskiego wzrostu, nie miał bynajmniej marsowego wyglądu. Późniejszy raport policyjny mówił, że miał wygląd pospolity i że był nieśmiały i bardzo strachliwy21). Musiał mieć natomiast umiejętność takiego zachowania się i opowiadania o sobie, że mu wierzono. Mogły być i inne względy, nam dziś nieznane, które zapewniły Piątkowskiemu poparcie gen. Drouota. Miał także nie tylko poparcie, ale i przyjaźń gen. Bertranda oraz pani Bertrand.
Historycy francuscy i angielscy, piszący o zesłaniu na wyspę Św. Heleny cesarza Francuzów, piszą o Piątkowskim, jednakże tylko z imieniem Frederic. Masson podjął żmudną próbę zbadania jego przeszłości oraz rozjaśnienia wielu kłamliwych historii, które on sam o sobie opowiadał. Trafiły one do biografii Piątkowskiego, napisanej w 1852 r. przez Cabany'ego najwyraźniej na zamówienie wdowy po nim22).
Rezultatem prac Massona było stwierdzenie, że nic z przeszłości Piątkowskiego sprzed daty 5 września 1814 r. nie jest pewne i nawet nazwisko jego wzbudza wątpliwości. Niósł z sobą jakąś tajemnicę, którą starannie pokrywał kłamliwymi opowieściami. Dla polskiego historyka ważne jest to, że Piątkowski nie chciał służyć w polskim pułku, wyraźnie unikał kontaktów z Polakami, do Polski nie wrócił, choć tytułował się polskim pułkownikiem i od 1822 r. pobierał stałą pensję od Aleksandra I, potem od Mikołaja I. Trudno pozbyć się wrażenia, że tajemnica Piątkowskiego wiązała się z czymś, co go skompromitowało w oczach Polaków, może zmusiło do zmiany nazwiska i zapadnięcia w nicość nawet dla własnej rodziny23).
Piątkowski był wśród tych, którzy towarzyszyli Napoleonowi w jego powrocie z Elby do Francji. Twierdził potem, że przy lądowaniu koło Cannes 1 marca 1815 r. skradziono mu płaszcz z jego portfelem i wszystkimi dokumentami. Zerwanie z przeszłością stało się więc oficjalne i całkowite, można było zaczynać nowe życie. W dniu 12 kwietnia 1815 r. Piątkowski otrzymał nominację na porucznika kawalerii i 5 maja dostał przydział do 7., to jest polskiego, pułku lansjerów24). Zamiast tam się udać, podjął natychmiast starania o przeniesienie go do pułku francuskiego i już 12 maja dostał nowy przydział do 2. pułku lansjerów. Zwykłym biegiem rzeczy w 2. pułku lansjerów Piątkowski musiał przedłożyć swój stan służby, a że - jak twierdził - oryginalny dokument został mu skradziony, więc sporządził dokument zastępczy. W myśl tego stanu służby Karol Fryderyk Juliusz Piątkowski był mianowany 29 kwietnia 1808 r. podporucznikiem w pułku huzarów saskich, 3 lutego 1809 r. przeszedł do gwardii saskiej, był tam 18 lipca 1809 r. mianowany porucznikiem, otrzymał 1 sierpnia 1809 r. krzyż kawalerski orderu Św. Henryka, został mianowany kawalerem Legii Honorowej 7 września 1812 r. na polu bitwy pod Możajskiem, gdzie był ranny, przeszedł 4 czerwca 1813 r. do sztabu w randze porucznika pierwszej klasy, został ranny i wzięty do niewoli 7 października 1813 r. pod Dreznem. Ten dokument został opatrzony zaświadczeniem, podpisanym 20 maja przez płk. Jerzmanowskiego i oficerów szwadronu polskiego, ale tylko w odniesieniu do znanych im faktów od czasu pojawienia się Piątkowskiego na Elbie. Szczegółów służby Piątkowskiego w wojsku saskim nikt wtedy we Francji sprawdzić nie mógł i nie można mieć wątpliwości, że ten stan służby był fikcyjny. Przypuszczam, że gen. Drouot wiedział o tej fikcji, mimo to dla jakichś powodów nie demaskował jej i ten stan służby opatrzył taką rekomendacją:

Le certifie que M. Piontkowski a montré pendant son séjour dans l'isle d'Elbe et pendant la marche de l'Empereur le plus grand zéle et le plus grand devouement pour S.M. Je n'ai que des éloges a donner a sa conduite.
Paris le 5 Juin 1815.
Le Lieut. Général aide de camp. de S.M.
C-te Drouot
.

Pod tą rekomendacją figuruje jeszcze podpis majora Maleta "au nom de M.M. les officiers du B-on Napoléon" i wreszcie legalizacja podpisów, datowana Paris le 10 juin 1815. Ten dokument raczej razi niż imponuje nagromadzonymi w nim pochwałami dla Piątkowskiego. W normalnych warunkach to by nie było potrzebne.
Frédéric Masson stwierdził, że za bitwę pod Możajskiem (Borodino) ani w okresie późniejszym żaden oficer o nazwisku Piątkowski nie otrzymał krzyża Legii Honorowej. Przyznanie tego krzyża przez Napoleona na polu bitwy pod Borodino byłoby rzeczą tak niezwykłą, że mogło się zrodzić tylko w bujnej imaginacji Piątkowskiego. W późniejszych latach miał opowiadać o jeszcze bardziej niezwykłym odznaczeniu go przez Napoleona na polu bitwy pod Waterloo.
Kampania belgijska rozpoczęła się 15 czerwca, Pułk 2. lansjerów wchodził w skład 1. korpusu kawalerii gen. Pajola, który wraz z trzema innymi korpusami tworzył rezerwę kawalerii, skoncentrowaną od 8 czerwca w Laon pod komendą marszałka Grouchy'ego. Napoleon przybył do Laon 12 czerwca. Tegoż dnia rezerwa kawalerii opuściła Laon i przeszła do Avesnes, 14 czerwca 1. korpus kawalerii był już nad samą granicą, 15 czerwca o 2.30 rano wsiadł na koń i wkroczył do Belgii w ślad za 3. dywizją kawalerii lekkiej. Tak więc 2. pułk lansjerów był jednym z pierwszych, który rozpoczął kampanię przekraczając granicę; potem, odłączony wraz z 1. pułkiem lansjerów od 1. korpusu kawalerii, bił się pod Waterloo.
Podaję powyższe szczegóły dlatego, by wykazać, ze Piątkowski, który jeszcze 10 czerwca załatwiał w Paryżu formalności służbowe, nie mógł być włączony do pułku, idącego na koncentrację przed kampanią. Wiemy, że 23 czerwca był w Paryżu i starał się o pozwolenie udania się za Napoleonem do Malmaison. Możemy więc uznać za pewnik, że Piątkowski nie brał udziału w kampanii w Belgii. On sam nic na ten temat nie mówił w najbliższym czasie i nie pisał o tym w swych listach do gen. sir Roberta Wilsona w 1817 r. Legenda o Piątkowskim galopującym wśród gradu kuł pod Waterloo z rozkazami Napoleona powstała dużo później. Jest pewne, że Piątkowski nigdy nie wszedł do 2. pułku lansjerów25).
Piątkowski był w Malmaison, potem w Rochefort i wśród tych, którzy popłynęli za Napoleonem do brzegów Anglii. Jednakże treść dokumentu z 23 czerwca 1815 r., podpisanego rzekomo przez gen. Bertranda i włączającego Piątkowskiego do nowej świty Napoleona na wygnaniu, jest nam znana tylko z odpisu, danego przez Piątkowskiego gen. Wilsonowi; nie mogła być sprawdzona w żadnym innym źródle i wydaje się być podejrzana. Podobne wątpliwości musi budzić inny dokument z rzekomym podpisem gen. Bertranda z 7 sierpnia 1815 r.26)
W drodze z Malmaison do Rochefort Piątkowski opiekował się panią Bertrand i jej dziećmi. W Poitiers chronił ich przez entuzjazmem tłumów i dla zapewnienia spokoju pani Bertrand przesiedział całą noc - według własnego opisu - w korytarzu na krześle pod drzwiami jej sypialni, podczas gdy jeden z lokai siedział na schodach27). Nic dziwnego, że takie starania zapewniały mu wdzięczność państwa Bertrand. Ten korytarz w Poitiers lepiej odpowiadał jego charakterowi i uzdolnieniom niż pola bitwy pod Borodino czy Waterloo.
Dość liczne wzmianki o Piątkowskim znaleźć można w pamiętnikach osób, które były przy Napoleonie na Św. Helenie i pozostawiły po sobie piśmienne świadectwo28). Najmniej o nim napisał Bertrand, jedyny, który go znał przedtem i był mu przychylny; pani Bertrand przy pożegnaniu dała mu złoty łańcuch na pamiątkę. Dużo pisał o nim gen. Gourgaud, na ogół w duchu nieprzychylnym. Montholon i Las Cases też mu sympatii nie okazywali i nie dopuszczali go na obiady do stołu generalskiego. Jadał więc przeważnie w towarzystwie dwu Anglików, lekarza i oficera przydzielonego do świty Napoleona. Napoleon zapraszał go czasem do swego stołu na południowy posiłek, rozmawiał z nim, gdy go zobaczył. Nie doszło jednak nigdy do bliższych stosunków między nimi i Napoleon nie odczuł jego odwołania z wyspy jako stratę. Nawet osobiście się z nim nie pożegnał. Piątkowski miał na wyspie powierzoną sobie opiekę nad stajnią cesarza, jego bezpośrednim zwierzchnikiem był gen. Gourgaud. Faktycznie stał się znowu pożytecznym totumfackim, jeździł do miasteczka, załatwiał tam różne sprawy, zbierał nowiny, utrzymywał stosunki towarzyskie z oficerami stacjonowanego na wyspie 53. pułku piechoty angielskiej. Szczególnie zaprzyjaźnił się z porucznikiem Thomasem Nagle'em, którego żona była posądzana o romans z Piątkowskim. Gdy Nagle miał wracać do Anglii, Piątkowski próbował przesłać przez niego do Europy kopię listu gen. Montholona do gubernatora Hudsona Lowe'a, podyktowanego przez cesarza i stanowiącego protest przeciw uwięzieniu oraz złemu traktowaniu Napoleona"29). Ta próba nie powiodła się i naraziła Piątkowskiego na represje. Zbiegło się to w czasie z jego odwołaniem z wyspy.
Z końcem września 1816 r. Hudson Lowe otrzymał rozkaz z Londynu zmniejszenia świty Napoleona o cztery osoby. Tylko jedna z tych osób była wymieniona z nazwiska, kpt. Piątkowski. To wyróżnienie Piątkowskiego było rezultatem deklaracji, którą złożył na ręce gubernatora 19 kwietnia 1816 r. W owym czasie wszystkie osoby z otoczenia Napoleona zostały wezwane do oświadczenia, iż dobrowolnie pozostają na Św. Helenie i poddają się wszystkim ograniczeniom na nich nałożonym w związku z ich pobytem przy Napoleonie. Piątkowski swą deklarację opatrzył ostrą krytyką klimatu i warunków pobytu na Św. Helenie. Tę jego deklarację przesłał Hudson Lowe do lorda Bathursta ze skargą na Piątkow-skiego, który w Anglii prosił jak o łaskę specjalną o wysłanie go na wyspę, a teraz podejmuje kroki o charakterze politycznym i zgłasza pretensje do rządu, który uległ jego prośbom. To spowodowało rozkaz lorda Bathursta, by włączyć Piątkowskiego do tych czterech osób, które miały być odesłane z wyspy30).
Napoleon postanowił wykorzystać tę okazję dla przesłania do Europy tekstu protestu gen. Montholona.
Piątkowski pisał potem do gen. Wilsona, iż z obawy ścisłej rewizji wyuczył się tego protestu na pamięć i potem w drodze spisał go w trzech egzemplarzach i dał swym towarzyszom podróży, dawnym służącym Napoleona. Wśród nich był Santini, któremu udało się ukryć w swych rzeczach ten sam protest Montholona, spisany na cienkich bibułkach, które dziś znajdują się w British Library wśród papierów gen. sir Roberta Wilsona31). W ubiegłych latach gen. Wilson był zaciętym wrogiem Napoleona, ale był człowiekiem rycerskim. Po drugiej abdykacji Napoleona gen. Wilson był w Paryżu i wtedy ułatwił ucieczkę z więzienia i z Francji skazanemu na śmierć gen. hr. Lavałette'owi, za co był pozwany przed sąd departamentu Sekwany. Ta sprawa odbiła się dużym echem we Francji i w Anglii. Potem w Anglii gen. Wilson stanął w rzędzie tych, którzy krytykowali postępowanie rządu angielskiego w stosunku do pokonanego Napoleona. Do niego dotarł Santini po swym przybyciu do Londynu i rezultatem tego była interpelacja lorda Hollanda w Izbie Lordów, długa debata, akcja prasowa32). Zawrzało w Anglii i w całej Europie, los cesarza na odległej wyspie i udręczenia jego z winy bezmyślnego czy brutalnego gubernatora stały się przedmiotem ogólnego zainteresowania i krytyk pod adresem rządu angielskiego. Niektórzy posądzali Piątkowskiego o wszczęcie tej akcji. U autorów francuskich błąka się czasem przypuszczenie, że to Piątkowski wprowadził Santiniego do gen. Wilsona. Jest to błąd. Przeczą temu listy Piątkowskiego do gen. Wilsona,a i Santini inaczej opisuje swą drogę do Wilsona. Piątkowski po swym przyjeździe do Anglii, w połowie lutego 1817 r., wyraźnie unikał wszystkiego, co by go mogło skompromitować w oczach rządu angielskiego. W akcji Santiniego żadnego udziału nie brał i w swych listach do gen. Wilsona tę akcję krytykował. Nawiązał stosunki z angielskimi bonapartystami, tymi samymi, którzy opiekowali się 'jego żoną, ale gdy gen. Wilson już w kwietniu prosił go o pisemną relację o warunkach pobytu Napoleona na Sw. Helenie, on do spisania tej relacji zabrał się dopiero w lipcu i wykończył ją przed samym wyjazdem do Włoch. Wręczył ją gen. Wilsonowi, zastrzegając sobie jego dyskrecję33). Zdawał sobie sprawę z tego, że jego milczenie narażało go w kołach liberałów angielskich na krytykę. To milczenie i swą bezczynność, w czasie gdy cała Europa była poruszona akcją Santiniego, tłumaczył tym, że Napoleon zlecił mu inną misję, mianowicie udanie się do jego rodziny i powiadomienie jej o warunkach niewoli cesarskiej. Czy tak było istotnie? Gen. Gourgaud zanotował pod datą 16 października 1816 r., na trzy dni przed odjazdem Piątkowskiego ze Św. Heleny, że o 4. po południu cesarz podyktował mu instrukcje dla Piątkowskiego. Na podstawie posiadanych wiadomości można odtworzyć treść tych instrukcji.
Santini sam sprowokował swoje odesłanie z wyspy przez to, że odmówił podpisania wymaganej deklaracji. Niewątpliwie zrobił tak na podstawie polecenia Napoleona, na jego polecenie ukrył wśród swych rzeczy tekst protestu Montholona i tekst ten przekazał angielskim bonapartystom. Gen. Wilson opatrzył ten dokument taką adnotacją:

"Original document brought by Mons. Santini from St. Helena. This document was put into his hands by Gen. Bertrand; and the Emperor Napoleon commanded Santini if he conveyed it safe, which was not expected, to publish it either in England or America. The order was obeyed, and England has had an opportunity to vindicate her honour."

Słowa "which was not expected" wskazują na to, że Napoleon liczył się z tym, iż Anglicy znajdą przy rewizji u Santiniego protest Montholona i odbiorą go. Na ten więc wypadek polecił Piątkowskiemu wyuczyć się go na pamięć, spisać go potem w drodze i dać wszystkim trzem służącym. Dlatego wszystkim trzem, a nie tylko Santiniemu, że nie ufano w pełni Piątkowskiemu i nie chciano wobec niego dekonspirować Santiniego i poleceń jemu udzielonych nie podano do wiadomości Piątkowskiemu. Piątkowski był jednak potrzebny, gdyż tylko on był dość inteligentny, by móc się wyuczyć na pamięć tekstu listu Montholona i spisać go potem. Jemu więc to zlecono, takie były instrukcje, podyktowane przez Napoleona gen. Gourgaudowi, i za tę przysługę przyznano Piątkowskiemu gratyfikację oraz polecono go rodzinie Napoleona. Na ten temat gen. Gourgaud tak zapisał pod datą 18 października:

"Bertrand pisze pod dyktando cesarza zaświadczenia (livrets) dla Piątkowskiego i ludzi. Krewni cesarza wpiszą tam sumy, które dadzą. Ludzie dostaną pensję za dwa lata jako gratyfikacje oprócz jednej trzeciej tych pensji jako emeryturę. Piątkowski jako odszkodowanie otrzyma gażę za rok i następnie będzie zatrudniony jako szef szwadronu. Cesarz mnie mówi, że Piątkowski powinien być zadowolony."

Tekst zaświadczenia, które otrzymał Piątkowski, był następny:

"Par ordre expres de l'Empereur Napoleon.
Le chef d'escadron Piontkowski (Charles-Frédéric, natif de Blodowek, en Pologne), ayant donné des preuves d'attachement en suivant l'Empereur Napoléon a l'ile d'Elbe et depuis, a Sainte-Hélene, ayant du quitter ce séjour et l'Empereur n'étant que satisfait de se conduite, il recommande a ceux de ses parents et amis qui verront cet écrit de l'employer dans son grade de chef d'escadron de cavalerie, de lui faire compter une gratification d'une annvéee de ses appointments, en écrivant le montant de la dite gratification au bas du dit livret. Enfin, ii leur recommande de l'aider et de l'assister.
Sainte-Hélene, le 19 septembre 1816 (Powinno być: le 19 octobre 1816).
Le grand maréchal"
34).

Choć dostał awans na szefa szwadronu, Piątkowski czuł się urażony tym, że jego zaświadczenie było podobne w formie i w swym brzmieniu do tekstu zaświadczeń dla trzech służących. Widocznie spodziewał się czegoś lepszego i odmawiał przyjęcia swego zaświadczenia. Nie czuł się bezbronnym, gdyż ta sprawa łączyła się z jego rolą w sprawie listu Montholona. Ustąpił tylko pod silnym naciskiem generałów i nie bez tego, że gen. Bertrand dodał mu swój własny list pochwalny. Bertrand zrobił to bez wiedzy Napoleona, który potem miał wyrazić swe niezadowolenie z tego powodu.
Piątkowski opuszczał Św. Helenę bez osobistego pożegnania się z Napoleonem i bez scen rozpaczy, podobnych do tych z okrętu Northumberland. Były wyrazy żalu i smutku, ale ten smutek złagodził pochwalny list Bertranda oraz zaświadczenie, dające mu zabezpieczenie finansowe na przyszłość. Bertrand, który najlepiej znal Piątkowskiego, pocieszał go słowami, że jego pobyt na Św. Helenie przyniesie mu pożytek wszędzie i że spotka się z uznaniem za to, iż tam przybył i potem musiał wyjechać na rozkaz rządu angielskiego. Istotnie ten krótki pobyt na Św. Helenie dał Piątkowskiemu środki na wygodne życie do końca jego dni. Nie miał skrupułów zabiegać o nie u rodziny Napoleona, u jego wielbicieli w Anglii, u Aleksandra I, u egzekutorów testamentu Napoleona, nawet u Burbonów, wszędzie ze skutkiem pozytywnym. Choć był jakiś czas więziony, biedy nigdy nie zaznał ani żadnej pracy imać się nie musiał.
Akcja Santiniego i jej odgłosy zaniepokoiły policje wielu krajów europejskich. Śledzono pilnie kroki przybyszów ze Św. Heleny. Gdy Piątkowski po krótkim pobycie w Anglii udał się do Włoch, został aresztowany w Genui i przekazany Austriakom. Podobny los spotkał przedtem Santiniego, obaj odzyskali wolność po śmierci Napoleona. Pani Melania połączyła się ze swym mężem, razem po pobycie we Włoszech i w Anglii zamieszkali we Francji i tam w 1828 r. pani Melania umarła. Po rewolucji lipcowej w 1830 r. w Paryżu poddani Mikołaja I, w przewidywaniu interwencji rosyjskiej i by nie narażać się na gniew cara, wyjeżdżali z Francji. Piątkowski był wśród wyjeżdżających i nigdy do Francji nie powrócił. Zamieszkał początkowo w Genewie, 9 lipca 1831 r. ożenił się z niemłodą, ale bogatą Angielką, Mary Annę Rawstorne. Ślubu udzielił im ksiądz anglikański w domu posła brytyjskiego w Bernie35). Piątkowski występował teraz jako hrabia, pułkownik wojsk polskich, oficer Legii Honorowej, towarzysz Napoleona na Elbie i Św. Helenie. Po krótkim pobycie z nową żoną w Genewie, Baden i Mannheim zamieszkał z nią na stale w Regensburgu w Bawarii i tu umarł na apopleksję 1 maja 1849 r.36)
Kim był Fryderyk Piątkowski? Na temat jego pochodzenia, rodziców i miejsca urodzenia, są dwie wersje: jedna w jego odtworzonym świadectwie służby z maja 1815 r., druga w jego biografii przez Cabany'ego; są one ze sobą całkowicie sprzeczne. Obie są na pewno zmyślone, a więc nie są warte przytoczenia.
Tajemnicy, którą z sobą nosił, nie da się objaśnić. Natomiast przypuszczenia, że mógł być szpiegiem czy agentem brytyjskim lub rosyjskim, byłyby moim zdaniem błędne. W stosunku do Napoleona nie popełnił żadnego aktu, który należałoby uznać za nielojalny. Nie był też wobec innych ludzi nieuczciwy, nie było skarg na niego z tego tytułu. Był człowiekiem o słabym charakterze, a jednocześnie wielkim oportunistą, umiejącym dobrze zabiegać o swoje interesy. Był obdarzony bujną imaginacją i fakty prawdziwe mieszał z wyimaginowanymi w taki sposób, iż z czasem prawdopodobnie sam nie umiał odróżnić jednych od drugich. Stąd wynikły sprzeczności w jego własnych relacjach z różnych okresów. Dla Polaków smutna musi być myśl, że ostatnim Polakiem, na którym spoczął wzrok Napoleona, był nie Szulc, a Piątkowski. Nie mógł przypominać cesarzowi tych spod Somosierry czy spod Waterloo, choć nosił bezprawnie ich mundur.

PRZYPISY

1. Henry Lachouque, Les demiers jours de l'Empire, Paris 1965, s. 202-270.
2. Charles James Fox (1749-1806) był trzecim synem pierwszego lorda Hollanda. Był właściwym twórcą angielskiej nowoczesnej partii liberalnej. Jeden z najwybitniejszych angielskich mężów stanu; jego polityka doprowadziła do zawarcia pokoju z Francją w Amiens w 1802 r.
3. Henry Richard Yassall Fox, trzeci lord Holland (1773-1840), angielski mąż stanu i jeden z przywódców partii liberalnej. Jego żona Elżbieta, lady Holland, nie ukrywała swej admiracji dla Napoleona i posyłała mu książki na wysp? Św. Heleny. Została obdarzona upominkiem w testamencie Napoleona.
4. Admirał George Elphinstone Keith był od 1812 dowódcą morskim w kanale La Manche i z tego tytułu podlegały mu statki w Plymouth.
5. Napoléon a bord du Northumberland. Témoignages réunis et traduit par Henry Borjane, Paris 1936, s. 8-9.
6. S. Kirkor, Polacy w niewoli angklsk;ej w latach 1803-1814, Kraków, 1981, s. 86.
7. Public Record Office, Londyn, sygn. Adm. 103, tom 359, nr 27651, podaje jako miejsce urodzenia Jana Schultza Kurlandię, niewątpliwie na podstawie jego własnego oświadczenia.
Service Historique de l'Armée, Vincennes, akta personalne kapitana Jana Schultza zawierają odtworzony jego stan służby w miejsce zaginionego oryginału, poświadczony przez Radę Administracyjną pułku 26 listopada 1813; w nim jako miejsce urodzenia Schultza jest podana Warszawa, co mogło być spowodowane chęcią nie-ujawniania pochodzenia z terenu, należącego do Rosji.
Józef Załuski, Wspomnienia, Kraków 1976, pisze o spotkaniu w Madrycie Polaka, zdawna tam osiadłego, o nazwisku Schultz, żołnierza Kościuszkowskiego, pochodzącego z Kurlandii. Potwierdza to istnienie kurlandzkiej gałęzi polskiej rodziny Schultzów (Szulców). Możliwe, że było w Polsce kilka rodzin o nazwisku Schultz lub Szulc. Mikołaj Szulc, metrykant koronny, był nobilitowany w 1676 r. (Volumina Legum, t. V, s. 402). Karol Szultz, bankier warszawski, był nobilitowany w 1790 r. (Vol. Leg., t. IX).
8. Kajetan Wojciechowski, Pamiętniki moje w Hiszpanii, Warszawa 1845, s. 40. Opis walk pod Yevenes podaję na podstawie tego pamiętnika (s. 39-46), poprawiłam jednakże liczbę strat na podstawie źródeł archiwalnych. Wspomnienia ułana (K. Wojciechowskiego), Warszawa 1908, s. 10-12.
9. Henry Houssaye, 1814, 91-sze wydanie, Paris 1928, s. 623-634. Etienne Laborde, Napoleon et se Gardé, Paris 1840, s. 12. Augustin Daniel Belliard, Memoires, Paris 1842, t. l, s. 182-186. Pierro Nicolas Rapetti, La defection de Marmont, Paris 1858, s. 349. Marcel Dupont, Napoleon et la trahison des marechaux, 1814, Paris 1939, s. 162-163, 200.
10. Henry Lachouque, Napoleon et la Gardé imperiale, Paris 1956, s. 929.
11. Pons de THerault, Souvenirs et anecdotes de l'Ile d'Elbe, Paris 1877, s. 244.
12. Laborde, o.c., s. 93, 103.
Hippolyte de Mauduit, Les derniers jours de la Grandé Armee, Paris 1847, .s. 219, 222.
Jacques Louis Cesar Alexandre Randon, Memoires, t. l, Paris 1875, s. 14.
Henry Houssaye, 1815, t. l, Paris 1920, s. 244-248.
13. Mauduit, o.c., s. 275.
14. Service Historiquc de l'Armée, Vincennes, akta personalne kapitana (Jean) Schultza.
15. Nicolas Louis Planat de la Faye, Souvenirs, lettres et dictées recueillis et annotés par sa veuve. Paris 1895, s. 253-294.
16. Adam Skałkowski, Oficerowie polscy Stu Dni. w: "Kwartalnik Historyczny", rocznik 29, Lwów 1915, s. 167-170.
17. Byron (George Gordon Noel), The poetical works of lord Byron, London 1904, s. 84, 845.
Oeuvres completes de lord Byron, traductions de M. Amedee Pichot, Paris 1842, s. 741
18. Ślub Piątkowskiego w połączeniu z jego wyjazdem na Św. Helenę powodował różne interpretacje. O tych sprawach pisze: S. Kirkor, Polscy donatariusze Napoleona. Londyn 1974, s. 284-5.
19. Louis Joseph Marchand, Memoires, Paris 1952, t. 2, s. 67.
20. Eugene Fieffé. Napoleon et la Gardé Imperiale, Paris 1859, s. 123. Nadmienić jednak należy, że w archiwum Serv. Hist. de l'Armée księga zatytułowana "Gardé Imperiale. Bataillon de Chasseurs de l'Ile d'Elbe, du 21 mai 1814 au 20 mars 1815", podająca w porządku chronologicznym skład tego batalionu, nie wymienia Piątkowskiego, co wskazuje na to, że tam faktycznie służby nie pełnił.
21. Frederic Matson, Autour de Sainte-Helene, t. 2, Paris 1909, s. 131.
22. Masson, o.c, t. 2, s. 121-175, t. 3, Paris 1912, s. IX.
E. Saint-Maurice Cabany, Le colonel comte Charles-Jules-Frédéric Piontkowski... w: "Le Nécrolose Universel du XIX siécle", t. 7, Paris 1852, s. 3-58.
Należy także wymienić:
G. L. de St. M. Watson, A Polish exile with Napoleon, London-New York, 1912. s 241.
Moją ocenę tych i innych źródeł podałem w:
S. Kirkor, Polscy donatariusze Napoleona, Londyn, 1974, s. 307-309. S. Kirkor, Un aventurier ou un missionaire de Sainte-Hélene? Piontkowski, w: "Revue de l'Institut Napoléon", nr 132, Paris 1976, s. 185-193.
23. Wyraziłem przypuszczenie, że Piątkowski był identyczny z Dominikiem Borzęckim, który przybył na Elbę 17 lipca 1814 r. (Kirkor, Polscy donatariusze...,, s. 299-301). Przypuszczenie to jest błędne. Jestem winien podziękowanie p. Z. Zacharewiczowi za udzielenie mi informacji, że Dominik Borzęcki powrócił do kraju i w 1815 r. został umieszczony w armii Królestwa Polskiego na reformie.
24. S.H.A., cote Celebrites, dossier du lieutenant Charles Frédéric Jules Piontkowski, zawiera 8 dokumentów, poczynając od nominacji z 12 kwietnia 1815 r. i kończąc na stanie służby z 20 maja do 10 czerwca 1815 r.
25. S.H.A., księga zatytułowana "Cavalerie. 3-e Regiment de Dragons. Devanue 2-e Regiment de Chevau Légers par décret du 18 Juin 1811. ...Régiment 2-e Lanciers en 1815" podaje nazwiska wszystkich oficerów tego pułku i ich stany służby. Ostatni był przyjęty do pułku 2 maja 1815 r. Piątkowskiego tam nie ma.
Co do legendy o Piątkowskim pod Waterloo patrz: Masson, o.c., s. 124, Watson, o.c., s. 46.
26. S. Kirkor, Les lettres d'un Polonais sur son sejour a Sainte Hélene aupres de Napoléon, w: "Antemuralc". nr XXII, Romae 1978, s. 39.
27. Kirkor, Les lettres..., s. 21.
28. Emmanuel de Las Cases, Le Mémorial de Sainte-Hélene, Paris 1951, t. l, s. 331, 397-398, t. 2, s. 406, 411, 429, 449-450, 677, (pierwsze wydanie ukazało się w 1823 r.).
Charles Tristan de Montholon, Recits de la captivite de l'Empereur Napoléon a Sainte-Helene, Paris 1847, t. l, s. 374, 390, 406, 410, 419-431.
Gaspard Gourgaud, Sainte-Hélene, Journal inedit de 1815 a 1818, Paris 1899, t. l, s. 108-109, 111, 113, 119-121, 133-134, 145, 154, 167, 171-173, 189, 193, 204, 236. 250-254, 273-275, 323, 335, 345, 369. Henri Gratien Bertrand, Cahiers de Sainte-Helene, Journal 1816-1817, t. l, Paris 1951, s. 133, 138. Marchand, o.c., t. 2, s. 68, 91, 117. 123. 127, 129, 142, 143,
29. E. Las Cases, Memorial de Sainte- Hélene, Paris 1968, t. l, s. 429-431.
W. Forsyth, History of the captivity of Napoleon at St. Helena, London 1853, t. 1. s. 257-267.
30. Kirkor, Lei lettres.... s. 40. Piątkowski twierdził, że tekst tej deklaracji był mu podyktowany przez Napoleona, co jest bardzo prawdopodobne.
31. British Library, Londyn. MSS 62129. s. 62-67.
32. Noel Santini, De Sainte- Hélene aux Invalides, Paris 1854, s. 275-277. Watson, o.c., s. 156-157. Pierwsze wystąpienie lorda Hollanda w Izbie Lordów w sprawie Napoleona miało miejsce 10 marca 1817 r., 13 marca ukazał się w prasie i jako druk osobny "Apel do narodu angielskiego" i 18 marca toczyła się debata w Izbie Lordów, spowodowana przez lorda Hollanda.
Frédéric Masson, Napoléon a Sainte- Hélene. 1815-1821, Paris 1912, s. 367. Forsyth. o.c., t. 2, s. 157-159.
33. Kirkor, Les lettres..., s. 17-47, podaje teksty wszystkich czterech listów Piątkowskiego do gen. Wilsona oraz licznych aneksów.
34. Gourgaud. o.c., s. 512. Tekst zaświadczenia, podany tutaj, mówi o gratyfikacji w wysokości gaży za jeden rok, tekst Piątkowskiego, dany gen. Wilsonowi, mówi o gaży za dwa lata.
35. Brian Denny, Mary Anne Rawstorne and count Piontkowski (maszynopis), Lancashire Record Office, Preston, s. 1-3. Miejsce i data urodzenia drugiej żony Piątkowskiego są zanotowane w aktach miasta Regensburg. Dane dotyczące pobytu Piątkowskiego w Genewie sprawdziłem osobiście w Archives d'Etat w Genewie. Kirkor, Polscy donatariusze ..., s. 295-297.
36. Das Regensburger Wochenblatt, 1849, s. 209, umieścił wtedy następującą notatkę: "l maja umarł na apopleksje, wysoko urodzony hrabia Karol Piontkowsky, pułkownik cesarsko-francuski, oficer ordynansowy cesarza Napoleona i oficer Legii Honorowej, w wieku lat 64".

 

PO WIELU LATACH

 

Powrót prochów


Napoleon, stojący samotnie na wysokiej skale, wpatrzony w zachodzące słońce jego chwały, leżące obok zdruzgotane tablice nazw jego zwycięstw, to był obraz, którym władcy starej Europy pragnęli uspokoić siebie i swe ludy. Faktycznie było inaczej. Wciąż drżeli przed tym człowiekiem, choć był więziony pośrodku oceanu, otoczony przez pułk angielskiej piechoty i eskadrę bojową. Bali się nawet jego imienia, jego głosu, jego słów. Wydano ostre zarządzenia, by żadne słowo byłego cesarza Francuzów nie mogło dotrzeć do Europy. Bo nie mogli wyzbyć się wrażenia, że siedzieli na tronach podminowanych wulkanem, którego tłumione wstrząsy groziły wybuchem stale i wszędzie. Nie można było wymazać z dziejów ludzkości Wielkiej Rewolucji francuskiej i jej największych osiągnięć, idei wolności człowieka i równości wobec prawa, rozniesionych po Europie przez orły napoleońskie i zaszczepionych nawet wśród nigdy niepobitych wrogów. Napoleon nie bez słuszności mówił, że Waterloo było klęską nie tylko jego, ale i Anglii, Anglii liberalnej oczywiście. Bo przecież nie minęło wiele więcej, niż cztery lata, jak po Waterloo przyszło Peterloo. Tak nazwano wielką masakrę pod Manchesterem 16 sierpnia 1819 r., gdy na tłum 60.000 ludzi, domagających się reform demokratycznych, szarżowały gwardie miejskie i 15. pułk huzarów, ten sam, który pod generałem Sir C. Grantem bił się pod Waterloo. Według raportów oficjalnych pozostawili za sobą 600 ofiar leżących na ziemi; faktycznie było ich dużo więcej, mężczyzn, kobiet i dzieci.
Mimo wszelkich zabiegów głos jeńca ze Św. Heleny doszedł przecież do Europy. Ujęty w liście gen. Montholona do Sir Hudson Lowe'a, dzięki akcji Santiniego, gen. Wilsona i lorda Hollanda wstrząsnął Anglią i Europą. Pod tym wrażeniem gen. Gneisenau, szef sztabu armii pruskiej pod Waterloo, pisał 17 października 1817 r. do Sir Hudson Lowe'a: "Sławny manuskrypt ze Św. Heleny wywołał sensację skandaliczną ł niebezpieczną w Europie, zwłaszcza we Francji, gdzie, choć, skonfiskowany, był czytany we wszystkich koteriach paryskich i nawet kobiety, zamiast spać ze swymi kochankami, spędzały swe noce dla jego kopiowania. Wielu ludzi światłych uważa, że to sam uzurpator pisał ten manuskrypt, gdyż, choć nie jest niemożliwe naśladować jego styl zwięzły i ognisty, nie byłoby możliwe tchnąć weń cały jego charakter i jego ducha. Pokój we Francji nie jest zabezpieczony, sprawy uległy nawet pogorszeniu. Jak długo oddychać będzie choćby jeden żołnierz Napoleona, jak długo choćby jeden urzędnik jego administracji nie będzie ministrem lub prefektem, nie wróci spokój do tego narodu ambitnego, chciwego i mściwego. Gdyby Bonaparte stanął dziś na ziemi Francji, rządziłby tam bardziej autorytatywnie niż kiedykolwiek i mógłby ponownie wstrząsnąć posadami starej Europy."1) Starej Europy! Jej posady, rozbite przez Napoleona i hasła nowej Francji, nie odrodziły się. Stara Europa zapadła w przeszłość, choć tego obecni władcy uznać jeszcze nie chcieli.
Przyszedł rok 1820 i wstrząsy społeczne, z Wielkiej Rewolucji i wojen napoleońskich zrodzone, objęły Włochy i Hiszpanię, groziły innym krajom Europy. Tym większy strach opanował władców, by głos Napoleona nie dotarł ze Św. Heleny do Europy. Odetchnęli z ulgą na wiadomość, że Napoleon już kona. Umarł 5 maja 1821 r. Ale nawet imię zmarłego cesarza groźbą być się zdało. Więc złożono jego trumnę w mogile pod bezimienną płytą grobową. Nic te zabiegi, nic te ostrożności pomóc nie mogły. Napoleon toczył na Św. Helenie swą ostatnią bitwę i wygrał ją. Siła woli jednego człowieka, siła idei, które on reprezentował, silniejsze się okazały, niż bagnety i działa, których on już nie miał. Przed tą siłą wrogowie Napoleona musieli skapitulować i skłonić głowę przed życzeniem tego, który chciał być pochowany nad brzegiem Sekwany, wśród ludu Francji, który ukochał.
Minęło 25 lat od dnia, w którym okręt Northumberland zarzucił kotwicę w porcie wyspy Św. Heleny, przywożąc tu Napoleona. Minęło dziewiętnaście i pół lat od czasu jego śmierci. Nadchodził dzień, gdy ludność Paryża miała znowu wołać: Vive l'Empereur! Dnia 15 października 1840 r. w porcie Św. Heleny wniesiono na pokład okrętu Belle-Poule trumnę ze zwłokami cesarza Francuzów. W eskorcie do portu maszerowały oddziały angielskie w paradnych mundurach, a gubernator wyspy, stary generał lord Middlemore, szedł za trumną piechotą. Dnia 15 grudnia 1840 r. król Ludwik Filip czekał w Paryżu u wrót kościoła Inwalidów, by wprowadzić tam tę trumnę. W trumnie, umieszczonej na wspaniałym karawanie, Napoleon wracał nad Sekwanę wśród szpalerów nowego wojska, za nim szli weterani jego własnych armii. Grenadierzy, strzelcy konni Gwardii, lansjerzy czerwoni... Nie brakło wśród nich Polaków, nie zapomniano o nich. Książę Adam Czartoryski przesłał im takie zawiadomienia:

9 Grudnia 1840. Paryż.
Stosownie do zawiadomienia odebranego od Marszałka Gerard, dowodzącego wojskiem przy wprowadzeniu zwłok Cesarza NAPOLEONA, - Xiąże Czartoryski ma honor donieść W .................................. że Wojskowi Polscy, którzy służyli za czasów Cesarza Napoleona, mają sobie przeznaczone miejsce w orszaku zaraz po byłej Gwardii Cesarskiej, i że w dzień obchodu mają się zameldować w mundurach, w Courbevoie, Generałowi prowadzącemu oddział b. Gwardii Cesarskiej
2).

Polacy iść mieli za Gwardią Napoleona, co było zaszczytnym wyróżnieniem. Wśród nich byli nie tylko ci, już tylko nieliczni, którzy po wojnach napoleońskich pozostali we Francji, ale także ci, którzy wrócili do Polski Aleksandra i po Powstaniu Listopadowym poszli na emigrację do Francji. Bo krótką była złuda, że sprawa polska nie upadła wraz z upadkiem Napoleona. Jest coś tragicznie wymownego w tym, że za trumną Napoleona posyłał polskich weteranów ten sam książę Adam Czartoryski, który wraz z Aleksandrem chciał tworzyć Polskę antynapoleońską i z takimi planami w lutym 1811 r. jeździł do księcia Józefa Poniatowskiego do Warszawy.
W Courbevoie nad Sekwaną, niedaleko mostu Neuilly, formował się pochód, który miał wprowadzić zwłoki Napoleona do Paryża. W pochodzie wzięło udział przeszło stu Polaków. Brak mundurów, w których okazać się byli powinni, i trudność dla wielu dostania się do stolicy Francji były powodem, że nie było ich więcej3). W opisie obchodu w "Journal des Debats" był taki ustęp:

"Zgodnie z ogłoszonym porządkiem, generałowie i oficerowie niższych stopni wojsk polskich znajdowali się w obchodzie żałobnym Napoleona, postępowali zaraz za szlachetnymi szczątkami Gwardii Cesarskiej, odznaczając się postawą i twarzami prawdziwie żołnierskimi. Widzieliśmy generałów Sierawskiego, Bema, Rybińskiego, Dwernickiego, Skarżyńskiego, Sołtyka, Gawrońskiego, Dembińskiego; między nimi kilku dekorowanych oficerskimi krzyżami Legii Honorowej, a jednego komandorskim; przez wszystkie oddziały gwardii narodowej witani byli głośnymi okrzykami: niech żyje Polska! Niech żyją Polacy!4)

Oficer polski z krzyżem komandorskim Legii Honorowej na piersi, to był pułkownik Jan Paweł Jerzmanowski. Miał on specjalny tytuł by iść za trumną Napoleona. Oficer legionowy, od połowy listopada 1805 r. służył w kawalerii Gwardii, był w bitwie pod Austerlitz. Wszedł do 1. pułku szwoleżerów Gwardii z chwilą jego powstania i tam pozostał do końca. Był ranny wiele razy, odznaczył się w wielu bitwach, w szczególności 27 sierpnia 1813 r. w bitwie pod Dreznem. Był z Napoleonem na Elbie i z nim wrócił do Francji, bił się pod Waterloo. Według relacji, zdaje się wiarygodnych, po drugiej abdykacji Napoleona zgłosił się do niego w Malmaison; nie udał się z nim jednak do Rochefort, gdyż wraz z gen. Drouotem i gen Labédoyerem został pozostawiony we Francji do czasu objęcia tronu Francuzów przez syna Napoleona; dopiero potem mieli udać się do Napoleona do Stanów Zjednoczonych Ameryki5). Los chciał inaczej. Teraz płk Jerzmanowski szedł za trumną Napoleona, przewiezioną Łukiem Triumfalnym, w dół Pól Elizejskich, do kościoła Inwalidów. U sztachet kościoła zatrzymano karawan i dwaj heroldowie, w dziedziniec obróciwszy się, zawołali: "Cesarz"6).
Juliusz Słowacki napisał piękny wiersz "Na sprowadzenie prochów Napoleona"7), kończyły go takie strofy:

Z tronów patrzą szatany przestępne,
Car wygląda blady spoza lodów,
Orły siedzą na trumnie posępne
I ze skrzydeł krew trzęsą narodów.
Orły, niegdyś zdobywcze i dumne,
Już nie patrzą na słońce - lecz w trumnę.
Prochu! prochu! o leż ty spokojny,
Gdy usłyszysz trąby śród odmętu,
Bo nie będzie to hasło do wojny,
Ale hasło pacierzy - lamentu ...
Raz ostatni hetmanisz ty roty!
I zwyciężysz - lecz zwycięstwem Golgoty.

Ale nigdy, o nigdy! choć w ręku
Miałeś berło, świat i szablę nagą,
Nigdy, nigdy nie szedłeś śród jęku
Z tak ogromną litości powagą
Z taką mocą... i z tak dumnym obliczem,
Jak dziś, wielki! gdy powracasz tu niczem.

PRZYPISY

1. W. Forsyth, History of the captivity of Napoleon at St. Helena, London 1853, t. 2, s. 441.
2. Według oryginału z archiwum p. A. Zaremby w Nowym Jorku. Podobne zawiadomienie umieszczone było w piśmie "Trzeci Maj", Paryż, z dnia 12 grudnia 1840, s. 197.
Pismo "Demokrata Polski", Poitiers, w numerze z 21 grudnia 1840, s. 216, umieściło ostry napad na ks. Adama Czartoryskiego za to, że on rozsyłał te zawiadomienia. Wypomniało mu dawne antynapoleońskie stanowisko.
3. "Trzeci Maj", z 21 grudnia 1840, s. 202.
..Demokrata Polski", z 21 grudnia 1840, s. 215.
4. Journal des Débats z 17 grudnia 1840 r. Wymienieni tu generałowie byli wszyscy przed abdykacją Napoleona oficerami armii Księstwa Warszawskiego i z nich tylko Julian Sierawski miał rangę generała brygady z nominacji z dnia 3 lutego 1813 r. Inni byli: Józef Bem porucznikiem artylerii konnej, Maciej Rybiński szefem batalionu, Józef Dwernicki majorem w jeździe, Kazimierz Skarzyński szefem szwadronu, Roman Sołtyk szefem szwadronu, Stanisław Gawroński kapitanem w jeździe. Maciej Dembiński szefem szwadronu. Awansowali w armii Królestwa Polskiego względnie w czasie Powstania Listopadowego.
5. S. Kirkor, Polscy donatariusze Napoleona, Londyn 1974. s. 273-4. S. Kirkor, Les lettres d'un Polonais sur son séjour a Sainte-Hélene auprés de Napoléon, w: "Anternurale", t. XXII, 1978, s. 22.
6. Opis pogrzebu cesarza Napoleona w Paryżu dnia 15 grudnia 1840, wyd. Breitkopfa i Haertela, Lipsk 1841, s. 45.
7. J. Słowacki, Dzieła wybrane, t. l, Warszawa 1954, s. 64-65.