Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Zapomniane powstanie

Opublikowano w PAOLO GULISANO, Zapomniane powstanie

Andreas Hofer: bohater walk o wolność Tyrolu, obrońca wiary chrześcijańskiej. Prawdziwy mit dla starego alpejskiego regionu, lecz mało znany reszcie Europy. Te nieliczne wzmianki, jakie można znaleźć na jego temat w historycznych książkach, przedstawiają go jako oberżystę, który bezskutecznie starał się przeciwstawić napoleońskiemu panowaniu, stanął na czele zbrojnego ludowego postania w Tyrolu i został rozstrzelany w Mantui 20 lutego 1810 roku. Jest to wydarzenie, o którym podręczniki niestety nie wspominają zbyt często.

Historia Hofera to historia człowieka, który ośmielił się przeciwstawić  Napoleonowi w imię Wiary i Wolności. Dwieście lat po złożeniu swojej ofiary, Andreas Hofer pozostaje przykładem jak można i trzeba kochać swą ziemię i swą tożsamość, nie przeciwstawiając jej innym, lecz domagając się prawa do życia zgodnie ze swymi zwyczajami, uczuciami, kulturą, językiem, wiarą. 
 

Andreas Hofer


Informacje o autorze: 
 

Paolo Gulisano jest autorem prac na temat mało znanych wydarzeń z historii Europy: od Irlandii (na temat której w wydawnictwie Ancora opublikował książkę "Wyspa przeznaczenia" i pracę przedstawiającą sylwetkę świętego Colombano) po Szkocję, starożytne celtyckie mity. Badacz literatury fantasy, jest jednym z największych włoskich ekspertów od literatury J.R.R. Tolkiena, Chestertona, C.S. Lewisa, Oscara Wilde, o których napisał: "Tolkien. Mit i łaska" (Ancora 2002), "Chesterton i Belloc. Apologia i proroctwo" (Ancora 2002), "C.S. Lewis. Między Fantasy a Ewangelią" (Ancora 2003), "Portret Oskara Wilde" (Ancora 2009). 
 
 

Fragment 
 

I. Wiara i wolność

Człowiek na swej ziemi jest najbliżej Boga

Hilaire Belloc 
 
 

Mantua, 20 lutego 1810 
 

Przez okno celi wnikają pierwsze promienie chłodnego brzasku. Więźniowi ten blask nie przynosi ulgi, lecz jest dla niego tragicznym znakiem, że jego los zaraz się wypełni. Grubymi i silnymi palcami szarpie swą długą brodę, zaś zaczerwienione po bezsennej nocy oczy szczypią go.

Zaraz przyjdą  po niego, skutego zaprowadzą przed pluton egzekucyjny i umrze, sam, z dala od swoich bliskich, nie będzie mógł uścisnąć żony ani dzieci. Umrze na obcej ziemi, słysząc krzyki i słowa wypowiadane w obcych językach, z których tylko jeden - włoski - jest mu częściowo znany. Umrze na płaskiej, skąpanej we wstydliwej mgle ziemi. Gdzież są majestatyczne góry Tyrolu? Gdzie są zielone łąki doliny Passiria?

Andreas Hofer schyla głowę i ściska w dłoni różaniec. Nie godzi mu się narzekać bądź wykrzykiwać swą wściekłość na niesprawiedliwy los, który zaraz się wypełni. Nie musiał w taki sposób kończyć swego życia: powinien był spędzić je w swoim Tyrolu w spokoju i pracy, w swojej wiosce, za ladą gospody, oddając się przyjemnym pogawędkom z mieszkańcami bądź przejezdnymi, udającymi się na południe w stronę Merano lub na północ ku przełęczy Giovo, zadziwiając swoich przyjaciół Trydentczyków, że zna włoski, a zwłaszcza dialekt z doliny di Non.

Koniec, koniec z tym wszystkim, koniec z uczuciami, z życiem.

Nie musiał  tak skończyć, lecz taka jest cena, jaką Andreas płaci za umiłowanie wolności, za miłość do swojej tyrolskiej ziemi, do świętej wiary katolickiej. Umiera za to, że przeciwstawił się tyranii, tym, którzy pragnęli zlikwidować zwyczaje, obrzędy, tradycje, tym, którzy chcieli zburzyć ołtarze i zastąpić je "drzewami wolności". Umiera za to, że ośmielił się przeciwstawić cesarzowi Francji, Napoleonowi Bonapartemu, temu, który dążył, by stać się panem świata.

Cóż za szaleństwo: jak gdyby człowiek mógł rozporządzać światem, wszystkim tym, co stworzył dobry Bóg. Człowiek nie może rozporządzać  nawet samym sobą, pomyślał Andreas z gorzkim uśmiechem, inaczej bym się tu nie znalazł. Ale od razu pomyślał o tych chwilach, kiedy miał okazję wycofać się z tej walki, zrezygnować i odejść, być może w jakieś bezpieczniejsze miejsce w Austrii, tak jak zrobiło kilku jego przyjaciół. Jeszcze parę dni temu, kiedy nadarzyła się okazja mógł uciec strażnikom więziennym, lecz on pozostał.

"Chcę napisać list" pomyślał i chwycił papier i pióro, by spisać swoje ostatnie myśli, zostawić ostatnie pozdrowienie, aby jego uczucia nie znikły wraz z nim o świcie.

Nie, nie do żony czy dzieci: udręka mu na to nie pozwalała, a poza tym, jak mógłby wyrazić w kilku słowach to, co dyktowało mu zranione i rozdarte serce?

Andreas Hofer napisał do przyjaciela.

"Drogi bracie, wolą Boga jest, abym tu, w Mantui przeszedł od życia do wieczności; błogosławię Boga za jego Boską łaskę, że sprawia On, iż śmierć jest tak łatwa, jakby zabierali mnie w inne miejsce, a nie na egzekucję. Bóg do końca będzie udzielał mi łaski, abym mógł dotrzeć tam, gdzie moja dusza będzie mogła być wiecznie szczęśliwa ze wszystkimi świętymi, gdzie będę modlił się do Boga za wszystkich, a zwłaszcza za tych, których jestem dłużnikiem, także za Pana i Pana drogą małżonkę, za książeczkę do nabożeństwa i za inne dobre uczynki. Również wszyscy dobrzy przyjaciele, którzy tu jeszcze żyją, muszą modlić się za mnie, aby wyrwać mnie z płonących płomieni, gdybym miał pokutować w Czyśćcu.

Moja droga oberżystka zamówi za mnie msze w San Martino w Sanktuarium Najświętszej Krwi. Na mszę muszą zostać zaproszeni mieszkańcy dwóch parafii, z San Leonardo i San Martino, a przyjaciołom należy podać podczas stypy w oberży dolnej (bratanka Johanna Grinera) zupę i mięso oraz pół miarki wina.

Pieniądze, jakie miałem przy sobie, rozdzieliłem między ubogich. Weź z tego, co jeszcze zostało w Passiria, ile potrzebujesz, aż będziesz mógł rozmawiać z Hansem Mayr. On z pewnością powie ludziom także o pieniądzach dla biednych. Z reszty ty się z nimi rozlicz, najuczciwiej jak potrafisz, abym ja nie musiał odpokutowywać w Czyśćcu.

Drogi panie Phuler, proszę udać się w moim imieniu i przedstawić sprawę oberżyście dolnemu w San Marino, on z pewnością wyda dyspozycje. Proszę jednak z nikim o tym nie mówić; proszę zażądać 50 florenów a ponadto, na pokrycie wszystkich wydatków.

Pozostańcie wszyscy w zdrowiu, aż zobaczymy się w niebie i tam będziemy wychwalać Boga aż do końca. Niech wszyscy mieszkańcy Passiria i moi znajomi wspominają mnie w swoich modlitwach. Oberżystka niech nie smuci się zbytnio, będę modlił się do Boga za was wszystkich. Żegnaj mój okryty niesławą świecie, śmierć wydaje mi się taka łatwa, że oczy mi nie łzawią.

Spisane o piątej rano, zaś o dziewiątej z pomocą wszystkich świętych odbędę podróż do Boga.

Mantua, 20 lutego 1810.

Twój za życia umiłowany Andreas Hofer z Sand w Passiria. W imię Pańskie rozpocznę podróż z Bogiem! Dajcie o tym znać także w Morandell".

Nieznany bohater

Kim był  Andreas Hofer? Bohaterem walk o wolność Tyrolu, obrońcą wiary chrześcijańskiej. Autentycznym mitem dla starodawnego alpejskiego regionu, lecz mało znanym reszcie Europy. Te kilka informacji, które można znaleźć w podręcznikach do historii określa go jako oberżystę, który bez sukcesu starał się przeciwstawić władzy napoleońskiej, który porwał Tyrol do zbrojnego powstania, i który został rozstrzelany w Mantui 20 lutego 1810 roku.

Nie ma się  czemu dziwić, historię tworzą zwycięzcy: powszechnie panuje takie przekonanie. Pokonani nauczyli się czytać między wierszami o tym, co mówi się o ich sprawach. Często z oficjalnych wersji wywodzą się kontr-historie, próby - którym poważnie się przeszkadza - stworzenia innych hipotez, dania głosu innym mówcom, poszukiwania innych racji. Dramat powstaje, kiedy historia nie zostaje spisana.

Gorszy od damnatio memoriae jest tylko brak pamięci: zapomnienie, jak gdyby nic się nie wydarzyło, bądź udawanie, że się nie pamięta, co tak czy inaczej daje taki sam skutek: zesłanie w zapomnienie. Taka operacja - zawsze i w każdym razie niewłaściwa - wydaje się wręcz paradoksem w naszych czasach, w których historycy mogą korzystać z licznych narzędzi oraz posiadają możliwość komunikacji i dostęp do informacji.

Historia Andreasa Hofera, która kończy się rozstrzelaniem go w Mantui 20 lutego 1810 roku, jest paradygmatycznym przykładem zaprzeczonej historii.

Stronicą  historii Europy, przez którą boleśnie przetoczyło się wiele przerażających tragedii, zwłaszcza w dopiero co zakończonym wieku, będących efektem nie tylko różnych totalitaryzmów, lecz przede wszystkim ideologicznego klimatu zdeterminowanego przez marzenia (a może lepiej powiedzieć - koszmary) umysłu, który chciał zniewolić naturę i człowieka w imię utopijnych żądań i ich praktycznych realizacji.

Dwieście lat temu w pewnej części Europy doszło do wydarzenia ważnego dla małego skrawka ziemi, Tyrolu, lecz które nawet dla reszty naszego kontynentu nie było nieistotne. Wydarzenia raczej pomijanego w podręcznikach do historii. A jednak było to duże powstanie, wojna ludu, konflikt, którego cechy powinny przyciągnąć uwagę badaczy.

Rewolta była przede wszystkim reakcją wiejskiej, tradycyjnej, katolickiej społeczności na agresję ze strony despotycznego państwa powstałego po Rewolucji Francuskiej z 1789 roku, państwa formalnie wyrażającego rewolucyjną wolę ludu, lecz w rzeczywistości całkowicie obcego "prawdziwemu" ludowi, mieszkającemu zarówno w miastach, jak i na wsiach.

Rewolucji, tej francuskiej, która również cieszyła się dobrą  opinią, obszerną publicystyką.

La revolution zawsze cieszyła się przychylnością prasy, od wschodu po zachód; przedstawiana była jako wyzwolenie uciśnionych od nadal prawie feudalnego społeczeństwa, jak również wnoszenie nowoczesności i postępu.

Niewielu chciało dostrzec, że przeciwnie, tak naprawdę Rewolucja była potwierdzeniem oligarchicznych prób zdobycia i utrzymywania władzy kosztem ubogich, w imieniu których głównie wypowiadał się Kościół.

Nie uda nam się na tych stronicach uniknąć krytycznej rewizji także tego mitu, powszechnie utrwalonego jako rzeczywistość w uwadze opinii publicznej.

Niemniej jednak, bardziej niż do historyków, do których ta książka nie pragnie się odwoływać, te słowa są adresowane do czytelnika, który nadal ma sumienie wrażliwe, na które mogą wpłynąć dzieje osoby, która umiała poświęcić wszystko, łącznie z samym życiem, aby sobie, swoim bliskim, swemu ludowi zagwarantować wolność i godność oraz możliwość życia według własnych zasad i wartości, a nie zgodnie z dyrektywami, jakie władza siłą i arbitralnie narzucała.

Tyrolczycy, którzy w 1809 roku chwycili za broń i pod wodzą Andreasa Hofera, nie żołnierza, nie polityka, lecz zwykłego oberżysty z doliny Passiria, któremu na sercu bardziej niż wszystko inne leżała wiara i wolność, wystąpili przeciw cesarzowi Bonapartemu, walczyli, cierpieli i umierali nie dla niejasnego ideału, lecz broniąc czegoś bardzo konkretnego, począwszy od wolności religii, czyli - mówiąc praktycznie - samej możliwości przystępowania do sakramentów, posiadania dla siebie i swych dzieci chrześcijańskiego wychowania, możliwości swobodnego przekazywania i głoszenia samej wiary.

To krwawe poświęcenie, które dwieście lat temu poniósł cały lud okrutnie dręczony przez rząd, którego celem było wytrzebienie z Tyrolu - jak z resztą ze wszystkich innych ziem napadniętych przez napoleońskie wojsko - wszelkich oznak religijności, zasługuje z pewnością, by przemówić, wstrząsnąć i wzruszyć często leniwymi i zdrętwiałymi duszami i sumieniami współczesnych wierzących.

Sto lat temu znakomity katolicki intelektualista Juan Donoso Cortes, prekursor społecznej doktryny Kościoła, jeden z najbardziej przenikliwych umysłów dziewiętnastego wieku pisał do kardynała Fornari'ego: "W czasach, kiedy Kościół usunięto do sanktuarium, a Boga do nieba, jest absolutnie niemożliwym powstrzymanie rozprzestrzeniania się rewolucji i przyjścia tyranii".

Od oświeconych, z katedr intelektualistów Encyklopedii do buduarów niespokojnych kręgów libertynów, aż do dyskretnych pokoi łóż nadszedł pierwszy zabójczy atak dla chrześcijaństwa, i zaczęto pełnymi garściami rozsiewać ziarna relatywizmu, scjentyzmu, sekularyzmu: wielkie żniwo przyjdzie wraz z okropnościami XX wieku.

Andreas Hofer podjął walkę o wyzwolenie z francusko-bawarskimi wojskami Napoleona, kiedy Prowincja Tyrol, w następstwie klęski Austrii w trzeciej wojnie koalicji, przeszła pod panowanie rządzonej przez masonów i antyklerykałów Bawarii, która w tym czasie stała się rodzajem państwa-satelity napoleońskiej Francji. Jakobińska Bawaria zaczęła narzucać Tyrolowi reformy, które ograniczały stare wolności i autonomię zatwierdzoną przez Landlibell, przywilej nadany przez cesarza Maksymiliana I w 1511 roku, oraz zaczęła poważnie ograniczać wolność religijną. Hofer sprzeciwił się tym nadużyciom, walczył, został pokonany, zdradzony, aż w końcu, z wyraźnej woli Napoleona, który odmówił jakiegokolwiek aktu łaski, został osądzony.

Męczeństwo Hofera jest typowe dla tej charakteryzującej się licznymi próbami stworzenia nie tylko nowych społeczeństw, lecz także "nowych ludzi", epoki.

Wszystkie te próby zostawiły po sobie przerażający, krwawy ślad. Rewolucja francuska słusznie należy do grupy tych innowacyjnych "eksperymentów", i analogicznie do innych rozpętała wściekły szał prześladowań religijnych, prześladowań tego, co stanowiło ducha ludu tyrolskiego, jego tkankę łączną, samą podstawę porządku cywilnego i ludzkiego. Podczas rewolucji, jak przy każdej próbie arbitralnego i totalitarnego sprawowania władzy, przede wszystkim trzeba uderzyć w libertas Ecclesiae. Bowiem tam, gdzie Kościół może wypełniać swą misję, czyli wychodzić z Chrystusem do ludzi, tam, gdzie istnieje wolność Kościoła, istnieje też na pewno wolność człowieka: "Prawda was wyzwoli" (J 8, 32). Z tego powodu w dwudziestym wieku wojny były przede wszystkim wojnami przeciw religii.

Każdy zamiar wprowadzenia nowego porządku i nowego człowieka starał się w głównej mierze pozbyć się, ideologicznie i materialnie, przytłaczającej obecności tego, który twierdził, że jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Hofer, jak każdy męczennik za wiarę, był kimś znacznie więcej niż tylko politycznym przeciwnikiem, członkiem opozycyjnego względem aktualnej władzy stronnictwa: był świadkiem tej Prawdy - i tej Drogi; świadkiem poprzez intensywne, wiarygodne, fascynujące, a przez to nie do zniesienia dla wroga życie.

Ponadto, takiemu przeciwnikowi należy odebrać także godność wojownika z przeciwstawnego obozu: Tyrolczycy, tak jak wcześniej Wandejczycy, Bretończycy i wszystkie ludy z półwyspu włoskiego, na które napadły wojska napoleońskie, zostali okrzyknięci hańbiącym mianem "bandytów".

Nie będąc wcale - jak chcieli dać do zrozumienia jakobińscy pamfleciści - wyrazem mieszczańskiej, reakcyjnej i klerykalnej kontrrewolucji w obronie przywilejów ekonomicznych i restauracji państwa feudalnego. Tyrolski rokosz, tak jak inne powstania, był głównie dziełem chłopów, którzy w tej ideologii dostrzegali potężne zagrożenie dla ich własnego bytu.

Wśród tyrolskich powstańców walczyli także przedstawiciele tej klasy średniej, pracowitej i nieznanej, do której należał Andreas Hofer, a która zawsze stanowi kręgosłup narodu: drobni handlowcy, ojcowie i matki rodzin, rzemieślnicy, którzy porzuciwszy domy czy warsztaty chwycili za broń i poszli walczyć w góry, aby oddano im kościoły, nietknięte życie księży, wolność wyrażania się.

Poezja wolności

Życie Andreasa Hofera szybko stało się legendą: jesienią 1809 roku, kiedy odgłosy rewolty tragicznie cichły w Tyrolu, angielskie czasopismo "The Friend", założone kilka miesięcy wcześniej z inicjatywy poety Samuela Taylora Colerigde'a, opublikowało pięć sonetów autorstwa Williama Wordswortha, jednego z prekursorów romantyzmu, w których wychwalała czyny Andreasa Hofera i tyrolskie powstanie, które wybuchło przeciw niezwyciężonemu wojsku napoleońskiemu. Wielkiego angielskiego poetę zafascynował ten bohater tak inny od jego środowiska kulturowego, tego systemu wartości, obrazów i tradycji, który utrwalił się pod pojęciem englishness, a którego był największym piewcą. To drobne, krótkotrwałe historyczne wydarzenie, do którego doszło w miejscu także kulturowo marginalnym, podczas gdy Anglia była absolutną bohaterką dziejów światowych, pobudziła gorącą wyobraźnię Wordswortha, który z pasją opisał epopeję tyrolskiego bohatera: 
 

Hofer

Czy ze śmiertelnych rodziców narodził się bohater / który prowadzi mężnych Tyrolczyków? / Czy może to wielki Duch Wilhelma Tella, / który z zaświatów powrócił, by ożywić beznadziejne czasy? / Przychodzi jak Phobus przez bramy poranka, / Kiedy posępna ciemność zostaje pokonana, / a jednak pozostaje skromny! Na głowie ma zwykły pióropusz z czaplich piór. / O Wolności! Oni chwieją się w przód i w tył pod naciskiem - a umysłem chciałoby się uciec. / Lecz połowa ich zastępów już jest pochowana: kamień na kamieniu / opada: - patrz! Pod tym Boskim wojownikiem / wzgórza, źródła, lasy, złączone, by wykpić Tyrana, / by obalić jego okrucieństwo.

Legenda Andreasa Hofera została uwieczniona nie tylko w romantycznej balladzie Wordswortha, lecz kilka lat później opiewała ją przejmująca pieśń zatytułowana Andreas Hofer Lied, która dzisiaj jest hymnem Tyrolu. Autorem tekstu hymnu, napisanego w 1832 roku, jest Julius Moser, zaś melodię skomponował Leopold Knebelsberger. 
 

W Mantui był w okowach

Bohaterski Hofer,

W Mantui na śmierć

Prowadzi go wrogi oddział.

Krwawi mu serce braci,

Cała niemiecka ziemia oj we wstydzie i w bólu,

Z nim Tyrol, z nim Tyrol!

Z nim Tyrol, z nim Tyrol!

Z rękami na plecach,

Andreas Hofer szedł

Krokiem spokojnym i zdecydowanym,

Śmierć wydawała mu się niesprawiedliwa,

Śmierć, tak wiele razy

Była do niego przysyłana do doliny Isel,

Do świętej ziemi tyrolskiej, do świętej ziemi tyrolskiej!

Do świętej ziemi tyrolskiej, do świętej ziemi tyrolskiej!

Lecz po tym jak zza krat celi

W zimnej Mantui,

Zobaczył  jak bracia w rękach

Wyciągają  wierną broń,

Krzyknął głośno: "Niech Bóg będzie z wami,

Z imperium zdradzonych Niemców!"

I z Tyrolem, i z Tyrolem!

I z Tyrolem, i z Tyrolem!

Bęben nie chciał  chętnie wydawać dźwięku

Pod uderzeniem pałeczki,

W chwili kiedy Andreas Hofer

Szedł  ku drzwiom więzienia.

Andreas jeszcze nie zakuty w kajdany,

Zatrzymał się na miejscu stracenia,

Człowiek z Tyrolu, człowiek z Tyrolu!

Człowiek z Tyrolu, człowiek z Tyrolu!

Powinien upaść tam na kolano,

Powiedział: Nie zrobię tego!

Chcę umrzeć  stojąc, tak,

Chcę umrzeć  tak jak walczyłem,

Tak jak stoję  w tych okopach,

Niech żyje mój dobry cesarz Franciszek,

A z nim jego Tyrol, a z nim jego Tyrol!

A z nim jego Tyrol, a z nim jego Tyrol!"

I kapral zdejmuje mu

Opaskę  z ramienia;

Andreas Hofer modli się tu

Po raz ostatni;

Później krzyczy: "Teraz, celujcie dobrze!

Strzelajcie! Och! Jak źle strzelacie!

Żegnaj, o mój Tyrolu. Żegnaj, o mój Tyrolu.

Żegnaj, o mój Tyrolu. Żegnaj, o mój Tyrolu". 
 

Andreas Hofer został uwieczniony w ostatnich, tragicznych i chwalebnych chwilach życia, kiedy wychodzi przed pluton egzekucyjny, lecz śmierć mu niestraszna i wydaje mu się czymś nieistotnym, ponieważ walczył w słusznej sprawie: o wolność swego ludu. Hofer myśli o swoich przyjaciołach i zachęca ich, aby dalej walczyli za sprawę tyrolską oraz "cesarstwa niemieckiego", przez które rozumie nie Niemcy, lecz Austrię Habsburgów.

Pieśń podkreśla, że Hofer oczekując na egzekucję stał: nie zgodził się  na propozycję, by podczas egzekucji przyklęknąć, jak robili Francuzi. Chciał umrzeć z uniesioną głową, tak jak walczył, nie poddając się i nie okazując uległości.

Andreas Hofer chciał po raz ostatni rzucić wyzwanie wrogowi, tak więc to on sam wydał rozkaz plutonowi egzekucyjnemu, by strzelał, krzycząc: "Feuer!" (Ognia!).

W końcu ostatnie słowa Hofera są pożegnaniem z jego ziemią, jego ukochanym Tyrolem.

Taka jest legenda Andreasa Hofera, a ta historia jest prawdziwą opowieścią, historią człowieka, który ośmielił się przeciwstawić Napoleonowi w imię Wiary i Wolności.