Nasza księgarnia

Uwaga! Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Wspomnienia Napoleona, Tom 2

Opublikowano w Wspomnienia Napoleona

T. II Roz. 1. Operacje armii francuskich w Niemczech w 1796 roku

I. Kwatery zimowe 1796. - II. Wysłanie 30-tysięcznej armii austriackiej do Włoch. - III. Marsze i potyczki w czerwcu 1796 roku. - IV. Dotarcie Armii Renu do Neckaru (18 czerwca). - V. Dotarcie Armii Sambry i Mozy do Menu (12 lipca). - VI. Marsz Armii Sambry i Mozy znad Renu w kierunku Naab; Opis pozycji zajętych 21 sierpnia. - VII. Marsz Armii Renu pomiędzy Neckarem i Lechem; bitwa pod Neresheim (11 sierpnia); Opis pozycji zajętych 23 sierpnia. VIII. Operacja arcyksięcia Karola przeciwko Armii Sambry i Mozy; Bitwa pod Ambergiem (24 sierpnia); Pospieszny odwrót armii francuskiej; Bitwa pod Würzburgiem (3 września); założenie obozu nad rzeką Lahn (10 września); przekroczenie Renu (20 września). IX. Marsze Armii Armii Renu we wrześniu; Odwrót; Bitwa pod Biberach (2 października). - X. Przejście Armii Renu przez Schwarzwald; Potyczki nad Elzą i pod Kandern; przekroczenie Renu pod Huningue (25 października). - XI. Oblężenie przez arcyksięcia Karola twierdzy Kehl. - XII. Uwagi. 

I.

W kwietniu 1795 roku Prusy zawarły pokój z Francją. 17 maja tego samego roku podpisano traktat regulujący zasady zachowania się armii prowadzących działania wojenne w przypadku konieczności przemarszu przez prowincje pruskie. Ponieważ jednak traktat ten był powodem wielu nieporozumień, 5 sierpnia 1796 roku w Berlinie postanowiono utworzenie linii wiodącej od Wesel nad Renem aż do granicy Lasu Turyńskiego. Przekroczenie tej linii przez prowadzące działania wojenne armie było zabronione. Warunki podpisanej umowy ustalały neutralność krajów położonych na południe od ustalonej linii, a należących do króla pruskiego oraz do książąt niemieckich, którzy uznali jej postanowienia. Armie prowadzące wojnę miały jednak prawo na przemarsz przez ich terytoria, pod warunkiem zapłacenia gotówką wszystkich dostaw i niebudowania tam umocnień. 

W lecie 1795 nad Renem operowały dwie armie austriackie: Armia Dolnego Renu pod dowództwem feldmarszałka Clerfayta oraz Armia Górnego Renu marszałka Wurmsera. Tej pierwszej Francuzi przeciwstawili Armię Sambry i Mozy pod dowództwem generała Jourdana, tej drugiej - Armię Renu generała Pichegru, który zajmował umocnione pozycje wkoło Moguncji. Mimo odstąpienia Prus kampania zakończyła się z korzyścią dla Austriaków. W październiku wzięli oni szturmem umocnienia Moguncji, zdobyli dużą ilość dział polowych i odrzucili Pichegru na linię Weissenburga.

Działania wojenne przerwano podpisaniem 23 grudnia 1795 roku traktatu o zawieszeniu broni, w którym postanawiano:

  1. Armia Sambry i Mozy zajmie twierdzę Düsseldorf i wysunie swoje forpoczty na odległość 14 kilometrów aż do lewego brzegu rzeki Wupper; dalej linia jej forpoczt przebiegać będzie wzdłuż lewego brzegu Renu aż do ujścia rzeki Nahe koło Bingen, następnie lewym brzegiem tej rzeki aż do gór tworzących granicę Alzacji; stamtąd aż do Bazylei granica przebiegać będzie wzdłuż Renu.
  2. austriackie forpoczty zajmą pozycję na lewym brzegu rzeki Sieg, uchodzącej do Renu naprzeciw Bonn; tereny pomiędzy rzekami Wupper i Sieg pozostaną neutralne; od ujścia Sieg linia posterunków austriackich przebiegać będzie wzdłuż Renu i prawego brzegu Nahe aż do gór. Austriacy zajmą również Moguncję i całe terytorium lewego brzegu Renu aż do Weissenburga, gdzie linia ich posterunków przejdzie ponownie na prawy brzeg Renu i sięgać będzie aż do Bazylei.

Po ustaleniu warunków zawieszenia broni Jourdan przeniósł swoją kwaterę główną w góry Hunsrücku, a Pichegru do Strasburga; Clerfayt założył swoją siedzibę w Moguncji, Wurmser w Mannheim.

W przeciągu zimy Francja i Austria nie szczędziły wysiłków w uzupełnianiu swoich armii, wyposażenia ich w mundury i doprowadzenia do dobrego stanu. Sukcesy ostatniej kampanii obudziły wielkie nadzieje rządu wiedeńskiego. Odwołał on ze stanowiska Clerfayta i zastąpił go arcyksięciem Karolem.

Źródłem niepokoju rządu francuskiego był generał Pichegru; jego manewry były przyczyną niepowodzeń w końcowej fazie kampanii i były tak źle przeprowadzone, że podejrzewano go o zdradę. Ale Dyrektoriat nie dysponował żadnymi dowodami i nie odważył się na pogłębienie tych posępnych podejrzeń. Ale jego członkowie wykorzystali pierwszą okazję oddalenia generała Pichegru od armii, mianując go przedstawicielem Francji w Szwecji. Pichegru odrzucił jednak stanowisko dyplomatyczne i wycofał się do własnych posiadłości. Dowódcą Armii Renu mianowany został generał Moreau, który objął to stanowisko 23 maja 1796 roku. 

II.

W międzyczasie we Włoszech kampania rozpoczęła się już w kwietniu; bitwy pod Montenotte, Millesimo i Mondovi zmusiły króla Sardynii do podpisania traktatu z Cherasco i wystąpienia z koalicji. Wiadomości o odniesionych porażkach zaskoczyły dwór wiedeński, liczącego na talent i sławę generała Beaulieu. W odpowiedzi polecono arcyksięciu wypowiedzenie zawieszenia broni i rozpoczęcie nad Renem działań wojennych; z jednej strony działania te miały uniemożliwić Francuzom wysłanie posiłków do Armii Italii, z drugiej chodziło o odwrócenie uwagi opinii publicznej od odniesionych we Włoszech porażek. 

Gdy Napoleon pod koniec lutego opuszczał Paryż, otrzymał przyrzeczenie o rozpoczęciu w kwietniu działań wojennych przez Armie Renu oraz Sambry i Mozy; mimo tego jeszcze pod koniec maja armie te zajmowały swoje kwatery zimowe. Im więcej zwycięstw odnosiła Armia Italii i im dalej posuwała się ona w głąb Włoch, tym bardziej wzrastała konieczność rozpoczęcia działań przez armie stojące nad Renem. Pod różnymi pozorami przesuwano termin ich wyjścia w pole; nieprzemyślane działanie nieprzyjaciela naprawiło jednak w końcu zaniedbania francuskiego rządu spowodowane niedostateczną zdolnością przewidywania.

Moreau, przebywający wówczas w Paryżu z trudem zdążył w porę do Strasburga. Wszystkie pułki, stacjonujące nad Mozelą, Saarą i Mozą, opuściły swoje kwatery; 1 czerwca działania wojenne zostały wznowione.

W międzyczasie do Wiednia dotarły wieści o bitwie pod Lodi, przekroczeniu Mincio, bitwie pod Borghetto, oblężeniu Mantui i przybyciu francuskiej kwatery głównej do Werony. Gdy forpoczty francuskie pojawiły się w górach Tyrolu, dwór wiedeński zmienił swoje zamierzenia. Ta armia francuska, mówiono, maszeruje nie zważając na żadne przeszkody; należy utemperować jej śmiałość. Wurmser otrzymał rozkaz pomaszerowania na czele 30 tysięcy znad Renu do Włoch, żeby wzmocnić przebywające w Tyrolu i Karyntii niedobitki armii Beaulieu, które w międzyczasie uzupełniono nowymi pułkami. Niezwykle istotne było dotarcie przez Wurmsera do Mantui, zanim twierdza zmuszona zostanie do kapitulacji i odzyskanie przez niego austriackich ziem lennych we Włoszech. Utrzymanie tych ziem było ważniejsze niż niepewne zdobycze we Francji.

Cesarz podporządkował obie armie reńskie rozkazom arcyksięcia Karola, polecając mu nierozpoczynanie działań wojennych i utrzymanie stanu zawieszenia broni. Rozkaz ten dotarł do kwatery arcyksięcia jednak za późno, dostarczono go dopiero w dwie godziny po rozpoczęciu działań wojennych.

Osłabiony przez odejście części sił do Włoch arcyksiążę zrezygnował z planowanej ofensywy i ograniczył się do obrony linii Renu i osłony Niemiec. W skład podległych mu sił wchodziły:

- Armia Dolnego Renu dowodzona przez generała artylerii Wartenslebena oraz feldmarszałków: Kraya, Warnecke, Hotze, Grubera, Colloredo-Mels, Staadera i Lindta. Tworzyło ją 101 batalionów (71 tysięcy), 130 szwadronów (22,7 tysięcy), w sumie 93,7 tysięcy żołnierzy, którymi trzeba było obsadzić również twierdze Ehrenbreitstein, Moguncja i Mannheim.

- Armia Górnego Renu, którą po odejściu Wurmsera dowodził generał artylerii Latour; pod jego rozkazami  byli feldmarszałkowie-porucznicy Sztaray, Frölich, książę von Fürstenberg, Reuss, Riesch oraz książę Conde. W jej skład wchodziło 85 batalionów (65 tysięcy), 120 szwadronów (18 tysięcy), w sumie 83 tysięcy żołnierzy.

W sumie armia austriacka nad Renem liczyła zatem 176,7 tysięcy ludzi, ale z powodu wysłania do Włoch 30 tysięcy żołnierzy, którzy dołączyli do wysłanych już wcześniej 6 tysięcy, siły arcyksięcia stopniały do 140 tysięcy. 

Obie armia francuskie liczyły w sumie ponad 150 tysięcy żołnierzy. Armię Sambry i Mozy tworzyło 65 tysięcy piechoty i 11 tysięcy kawalerii, Armię Renu i Mozeli - 71 tysięcy piechoty i 6,5 tysięcy kawalerii, w sumie 77,5 tysięcy żołnierzy. Pierwsza z nich podzielona była na 3 korpusy: lewe skrzydło, w skład którego wchodziły dywizje generałów Colaud i Lefebvre, dowodzone było przez generała Klebera i stacjonowało na prawym brzegu Renu koło Düsseldorfu; dowódca armii, generał Jourdan wraz ze stanowiącymi centrum dywizjami generałów: Championnet, Grenier i Bernadotte stacjonował w górach Hunsrücku; prawe skrzydło, pod dowództwem generała Marceau, składało się z dywizji generałów Marceau i Parcet; rezerwą dowodził generał Bonnaud.

W skład Armii Renu i Mozeli wchodziły również 3 korpusy: lewego skrzydła generała Desaix, dowodzącego dywizjami generałów Beaupuy i Delmas; centrum, w skład którego wchodziły dywizje generałów Duhesme i Taponier, dowodzone było przez generała Saint-Cyr; prawym skrzydłem dowodził generał Ferino, mający pod swoją komendą dywizje generałów Delaborde i Tharreau; rezerwą kawalerii dowodził generał Bourcier.  

III.

1 czerwca Kleber na czele swoich 24 batalionów i 20 szwadronów wymaszerował z Düsseldorfu, następnego dnia dotarł do Siegu, po drobnych potyczkach stoczonych przez forpoczty przekroczył rzekę i zdobył szturmen pozycje w Uckerath; 4 czerwca zaatakował i rozbił stacjonującego na czele 15 tysięcy na wzniesieniach koło Altenkirchen księcia wirttemberskiego, biorąc do niewoli 2 tysiące jeńców i zdobywając 4 sztandary i 12 armat, po czym pomaszerował w górę rzeki Lahn.

Dowodzący armią generał Jourdan przekroczył Ren koło Neuwied i połączył się nad Lahn z lewym skrzydłem Klebera.

Marceau opuścił swój obóz koło Birkenfeld i pomaszerował w kierunku Moguncji.

Arcyksiążę Karol na czele 8 tysięcy żołnierzy Armii Górnego Renu pomaszerował przeciwko Armii Sambry i Mozy. 15 czerwca zaatakował koło Wetzlar dywizję Lefebvre, pobił ją, zdobywając jeden sztandar i 7 armat.

Z tego powodu Jourdan zrezygnował z wydania 17 czerwca bitwy i rozpoczął odwrót na całej linii. Z częścią swoich sił przeszedł on, korzystając z mostów w Kolonii i Neuwied, z powrotem na lewy brzeg Renu, rozkazując równocześnie dywizji Klebera marsz w kierunku Düsseldorfu. Kleber, ścigany przez nieprzyjaciela, zmuszony został do przyjęcia 19 czerwca pod Altenkirchen potyczki, która zakończyła się bez znaczących strat; Kleber zdołał osiągnąć pozycje pod Düsseldorfem.

W tym samym czasie pułki wybrane przez Wurmsera dla wzmocnienie sił austriackich we Włoszech zajęły pozycje pomiędzy umocnionym miasteczkiem Frankental nad Renem i górami. Pozycje te zaatakował generał Moreau siłami dywizji Desaix i Saint-Cyr; ten pierwszy operował między Renem i górami, ten drugi maszerował przez Homburg i Zweibrücken. 15 czerwca po stosunkowo zaciętej potyczce austriacka ariergarda została rozbita i po stracie około 1000 ludzi zmuszona do schronienia się za wałami przyczółka mostowego pod Mannheim. Ten skromny sukces nie wyrównał jednak niepowodzeń Armii Sambry i Mozy, zmuszonej do wycofania się za Ren. 

IV.

Rząd francuski pojął w końcu, że manewrując na lewym brzegu Renu Moreau nie udziela swoimi działaniami żadnej pomocy Armii Sambry i Mozy i poleciła mu przekroczenie Renu. 24 czerwca o godzinie 2.30 Desaix na czele 2500 żołnierzy opanował wyspę Erlenrhein i zdobył w przeciągu dnia Kehl, gdzie wziął do niewoli 800 żołnierzy austriackich i zdobył 12 armat. Tego samego dnia wieczorem rozpoczął on budowę mostu pływającego, który ukończono w południe następnego dnia. Na prawy brzeg przeszły obie dywizje, rezerwa kawalerii, kwatera główna oraz jedna z dywizji generała Ferino, w sumie 40 tysięcy żołnierzy. Generał Saint-Cyr pozostał ze swoimi dywizjami na lewym brzegu, zajmując pozycje naprzeciw przyczółka mostowego koło Mannheim; jedna z dywizji generała Ferino zajmowała nadal pozycje nad Górnym Renem.

Po stronie austriackiej generał Sztaray, mający do dyspozycji 26 batalionów, wśród nich armię księcia Conde i oddziały szwabskie, otrzymał polecenie pilnowania Renu od szwajcarskiej granicy do Rastatt. Latour stacjonował na czele 22 batalionów w Mannheim i osłaniał odcinek pomiędzy Rastatt aż do Menu, zajmując też na lewym mostu przyczółek mostowy koło Mannheim. Pułki Sztaraya rozsiane były na prawym brzegu Renu, zajmując dwa małe obozy, po około 6 tysięcy żołnierzy każdy oddalone o kilka mil od Kehl, w Willstätt i w okolicy Offenburga.

26 czerwca maszerujący w górę rzeki generał Ferino skierował się przeciwko obozowi w Willstätt; 28 czerwca zagroził obozowi pod Offenburgiem, zmuszając przeciwnika do opuszczenia obu obozów. W tym samym czasie Desaix na czele swojego korpusu i pułków rezerwy maszerował w kierunku rzeki Rench, gdzie zajmował pozycje generał Sztaray na czele 10 tysięcy. Zaatakowany z impetem austriacki dowódca utracił 10 armat i 1200 ludzi wycofał się, ścigany przez Desaixa w kierunku Rastatt, gdzie w tym samym czasie przybył z Mannheim na czele 25 tysięcy generał Latour, zajmując pozycje za rzeką Murg.

Gdy tylko Saint-Cyr otrzymał wiadomość o marszu nieprzyjaciela z Mannheim w górę Renu, ruszył wzdłuż lewego brzegu jego śladem, przekroczył rzekę na moście w Kehl, zdobył szturmem Freudenstadt oraz szańce usypane na wzniesieniach Kniebis i po zaciętej, całodniowej potyczce wywalczył możliwość przekroczenia rzeki Murg.

5 lipca wieczorem generał Latour, po stracie około 1000 żołnierzy, wycofał się za Alb. Francuską kwaterę główną przeniesiono do Rastatt. W międzyczasie generał Ferino zajął brzegi rzeki Kinzig, a stacjonujące na lewym brzegu brygady przekroczyły rzekę i wzmocniły jego korpus.

Arcyksiążę Karol, po otrzymaniu wiadomości o przekroczeniu przez Francuzów Renu w okolicach Kehl, wyruszył na czele 24 batalionów i 29 szwadronów na pomoc swojej Armii Górnego Renu, pozostawiając 36 tysięcy żołnierzy dowodzonych przez generała Wartenslebena dla obserwacji ruchów armii generała Jourdana; 26 tysięcy pozostało dla osłony Moguncji w umocnionym obozie w Hechtheim. Po połączeniu z generałem Latour pod dowództwem arcyksięcia znajdowało się 45 batalionów i 80 szwadronów, z których 19 batalionów i 19 szwadronów tworzyło lewe skrzydło dowodzone przez generała Keima, 13 batalionów i 28 szwadronów przed Ettlingen stanowiło centrum arcyksięcia, 10 batalionów i 29 szwadronów generała Latoura - prawe skrzydło; 3 bataliony i 4 szwadrony pozostały w rezerwie. Na czele tej pokaźnej siły arcyksiążę Karol zamierzał zaatakować armię francuską i zapchnąć ją do Renu.

Ale generał Moreau uprzedził go. 9 lipca Saint-Cyr zdobył szturmem Rothensol, pobił siły generała Keima, wypierając Sasów za Neckar. Na wieść o tej akcji Francuzów arcyksiążę wyruszył na czele sił centrum i prawego skrzydła przeciwko pozycjom zajmowanych przez Desaixa. Ten jednak w całodziennej walce, toczonej wokół wsi Malsch, odparł atakujących Austriaków, wycofując się dopiero wieczorem na nowe stanowiska. Ten zacięty opór zrobił wrażenie na nieprzyjacielu, który z obawy przed odcięciem przez przybyłego do Neuenburga generała Saint-Cyra, 10 lipca wycofał się w kierunku Pforzheim, pozostawiając 10 batalionów dla uzupełnienia garnizonów Mannheim i Philippsburga. Przez cały następny dzień arcyksiążę Karol, którego śladami podążały siły Saint-Cyra, maszerował w kierunku Stuttgartu, gdzie przekroczył Neckar.

Generał Ferino zajął szturmem nieprzyjacielskie pozycje koło Biberach, przekroczył Schwarzwald i dotarł do Villingen. Tym samym terytorium pomiędzy Renem i Schwarzwaldem było wolne od wojsk austriackich. 

V.

Gdy do kwatery głównej Armii Sambry i Mozy dotarły wieści o przekroczeniu przez armię generała Moreau Renu, generał Kleber opuścił 29 czerwca Düsseldorf i wzmocniony dywizją generała Greniera przeszedł koło Kolonii na prawy brzeg rzeki. Koło Limburga stoczył on drobną potyczkę, a 8 lipca przekroczył Lahn. Dowódca armii, generał Jourdan, na czele reszty armii, przekroczył Ren pod Neuwied, połączył się z siłami Klebera, wyparł generała Wartenslebena z jego pozycji i po kilku drobnych, nieistotnych potyczkach stoczonych przez awangardę przekroczył w 3 kolumnach, wykorzystując mosty w Giessen, Wetzlar i Leun, rzekę Lahn. Po stoczeniu koło Friedberga zaciętej potyczki, Jourdan 12 lipca przekroczył Niddę, wkraczając na nizinę nad Menem i po zajęciu pozycji w okolicach Frankfurtu, przychylił się do prośby generała Wartenslebena o zawarcie kilkudniowego zawieszenia broni w celu podjęcia pertraktacji w sprawie przekazania Frankfurtu. Miasto otworzyło Francuzom swoje bramy, ale nieprzyjaciel zyskał dzięki temu 2 dni marszu docierając do górnego Menu.

Frankfurt był dobrze uzbrojony, z licznymi zapasami żywności i amunicji. 21 lipca skapitulowała twierdza Königstein, położona na trakcie wiodącym do Kolonii i oddalona o dzień marszu od Frankfurtu, wyposażona w 93 armaty i zajmowana przez 600-osobowy garnizon.  

VI.

Po otrzymaniu od rządu rozkazów, Jourdan pozostawił pod twierdzą generała Marceau wraz z 30 tysięcami ludzi i wdarł się na czele jedynie 6 dywizji, liczących w sumie 50 tysięcy żołnierzy, do serca Niemiec. Podążał skrajem mających swych początek na granicy Saksonii gór Lasu Turyńskiego, oddalając się tym samym od Dunaju. 21 lipca jego awangarda wkroczyła do Schweinfurtu, gdzie 26 lipca dotarła też kwatera główna. Würzburg wraz z jego cytadelą, obsadzoną 3-tysięcznym garnizonem księcia-biskupa, skapitulował 24 lipca; garnizon złożył broń. Twierdza Königshofen poddała się 3 sierpnia. Generał Wartensleben, na czele 31 tysięcy, wycofał się bez stawienia oporu w kierunku Bamberga. Jego śladem podążyła Armia Sambry i Mozy, która koło Bamberga przekroczyła rzekę Regnitz, pokonując 5 sierpnia w potyczce pod Forchheim siły austriackie. W efekcie porażki Warternsleben wycofał się za Vils. 11 sierpnia francuska kwatera główna przeniesiona została do Lauf. Położona na trakcie z Bayreuth do Ambergu twierdza Rothenberg skapitulowała. 55 armaty wpadły w ręce francuskie. 15 sierpnia Francuzi, po cały dzień trwających walkach, w których udział wzięły 4 dywizje, wkroczyli do Sulzbach i Ambergu; nieprzyjaciel opuścił pozycje nad Vils i wycofał się za rzekę Naab do Schwarzenfeld, oddalając się jeszcze bardziej od armii arcyksięcia.

19 sierpnia armia francuska stała za rzeką Vils; generał Bernadotte został posłany w kierunku Neumarkt i zajął stanowiska 45 kilometrów od Regensburga (Ratyzbony), na drodze wiodącej do Norymbergii: obie armie francuskie panowały na lewym brzegu Dunaju.

20 sierpnia dowódca armii, na czele pięciu dywizji pomaszerował w kierunku rzeki Naab; nieprzyjaciel stawił na wzniesieniach Wolfering zacięty opór, wycofując się jednak w nocy z zajmowanych pozycji.

21 sierpnia Armia Sambry i Mozy zajmowała następujące stanowiska: kwatera główna była w Ambergu; 5 dywizji, w sile 40 tysięcy, zajmowało pozycje wzdłuż rzeki Naab, naprzeciw stanowisk generała Wartenslebena; po jej prawej stronie, w odległości 45 kilometrów rozlokowała się dywizja Bernadotte'a w sile 7 tysięcy, obserwująca trakt wiodący do Regensburga. Marceau, na czele trzech dywizji (30 tysięcy), oblegał Moguncję i Ehrenbreitstein, prowadząc równocześnie obserwację Menu.

Naab jest niewielką rzeką uchodzącą do Dunaju powyżej Regensburga w odległości godziny marszu. Linia operacyjna Armii Sambry i Mozy rozciągała się przez Lauf, Bamberg i Würzburg; nie miała ona jednak kontaktu z Armią Renu, mimo, że obie armie zajmowały pozycje na lewym brzegu Dunaju, pomiędzy armiami arcyksięcia i generała Wartenslebena; Armia Sambry i Mozy oddalona była zaledwie o dzień marszu od granicy czeskiej.

Potyczki pod Ambergiem i Wolfering były bardzo krwawe. Wprawdzie pole bitwy pozostało w rękach francuskich, ale straty obu armii były w przybliżeniu równe, liczba jeńców wziętych przez obie strony nie przekraczała 200-300 ludzi. Te dwie, w zasadzie nieistotne potyczki, były jedynymi starciami od czasu wymarszu z Frankfurtu. 

VII.

Armia Renu przekroczyła 22 lipca Neckar i podążała śladami arcyksięcia Karola dwoma drogami: po lewej drogą z Gmünd, po prawej - z Göppingen. Obie te drogi wiodą przez wzniesienia wirttemberskiej Jury Szwabskiej. Armia Renu powoli posuwała się naprzód, co obudziło u arcyksięcia podejrzenie, że armia francuska nieskora jest do zbytniego oddalenia się od Neckaru i skłoniło go do zajęcia pozycji na wyżynie koło Weissenstein. Ale gdy 23 lipca Desaix dotarł do Gmündu, jego kawaleria zaatakowała ariergardę arcyksięcia, biorąc w zaciętej potyczce pod Aalen 500 jeńców. Tego samego dnia na prawym skrzydle armii generał Saint-Cyr dotarł do leżącego nad Brenzą Heidenheim. W dniach 5 i 8 sierpnia stoczono, ze zmiennym szczęściem, liczne potyczki, straty wyniosły kilkuset ludzi. Kontyngent saski opuścił armię austriacką i powrócił do Saksonii. 

Ponieważ obie armie francuskie oddalone były od siebie jedynie o 3 dni marszu, arcyksiążę Karol, żeby zapobiec ich połączeniu nad rzeką Altmühl, zdecydował się na wydanie bitwy. Zawrócił swoje pułki, czyniąc z ariergardy awangardę, która zapędziła się aż do Eglingen. Tam została ona 10 sierpnia zaatakowana i rozbita przez Francuzów, tracąc w  potyczce 300-400 jeńców. O świcie 11 sierpnia w 8 kolumnach marszowych ruszyła naprzód cała armia austriacka.

Front armii francuskiej, zajmującej pozycje koło Neresheim, rozciągnięty był na odległość 36 kilometrów. W jej składzie były 48 bataliony i 66 szwadrony, w sumie 45 tysięcy ludzi. Duhesme, na czele 6 tysięcy żołnierzy, tworzył prawe skrzydło rozłożone wzdłuż rzeki Brenz, 2 godziny marszu od Dunaju; centrum dowodził Taponier, który miał do dyspozycji 9 batalionów stacjonujących na wzniesieniach pod Dunstelkingen i 3 bataliony, których pozycje leżały nieco cofnięte koło Dischingen. Lewe skrzydło generała Beapuy stało przed Schweindorfem, awangarda pod dowództwem generała Delmas, w sile 800 ludzi, stacjonowała pod Bopfingen.

Dwie z trzech kolumn lewego skrzydła arcyksięcia przedarły się przez Dischingen i Dillingen i zaatakowały z dwóch stron awangardę francuską, odcinając ją od centrum i spychając na oddalone o dzień marszu pozycje. W tym samym czasie trzecia dywizja skrzydła austriackiego, dowodzona przez generała Fröhlicha, przekroczyła koło Ulm Dunaj i zaatakowała armią francuską od tyłu. Jej kwatera główna wraz z kolumną wozów i urzędnikami administracji została wyrzucona z Heidenheim i schroniła się w Aalen. W ten sposób już na początku bitwy armia francuska została przełamana, straciła swoją linią operacyjną, jej kolumny transportowe i rezerwy zdeorganizowane. Ale 3 austriackie kolumny, które przyczyniły się do tego, były oddalone o 3 godziny marszu od pola walki i nie mogły wziąć udziału we właściwej bitwie. Dwie kolumny austriackiego prawego skrzydła, maszerujące traktem wiodącym z Nördlingen, wdarły się pomiędzy awangardę i lewe skrzydło francuskie, atakując skrajne pozycje linii francuskiej, dowodzone przez generała Gazan. Główny atak przedsięwzięły trzy kolumny centrum, dowodzone osobiście przez arcyksięcia i złożone z 19 batalionów i 29 szwadronów. Zaatakowały one wieś Aufhausen, rozbiły forpoczty nie spodziewającego się ataku generała Saint-Cyra, zajmującego w dalszym ciągu pozycje zajęte poprzedniego dnia po zakończeniu potyczki po Eglingen. Saint-Cyr zebrał podległe mu pułki i zajął pozycje na wzniesieniach pod Dunstelkingen, które arcyksiążą przez resztę dnia bezskutecznie próbował zdobyć. Straty po obu stronach wyniosły 6-7 tysięcy.

W przeciągu nocy arcyksiążę wycofał swoje prawe skrzydło drogą pomiędzy Nördlingen i Donauwörth do obozu w Möttingen; lewe skrzydło pomaszerowało do Dillingen nad Dunajem, centrum przenocowało na polu bitwy. Niewielka francuska kolumna odbiła ponownie Heidenheim i nawiązała znowu kontakt z armią. W związku z tym Moreau zdecydował się pozostać na polu bitwy i zebrać swoich rannych, by później, zależnie od napływających wiadomości albo wycofać się albo pomaszerować naprzód. On był zwycięzcą; Armia Sambry i Mozy przekroczyła już rzekę Rednitz i maszerowała przez Amberg w kierunku Regensburga. Miała ona przewagę kilku dni marszu nad arcyksięciem Karolem, a ponieważ temu nie udało się w dniu 11 sierpnia rozbić armii francuskiej i zepchnąć jej do dolin Jury Szwabskiej, nie miał on ani chwili do stracenia, jeśli nie chciał zostać okrążony. Jeszcze tej samej nocy arcyksiążę zarządził odwrót; najwyraźniej uznał połączenie obu armii francuskich za fakt dokonany i zrezygnował z dalszego oporu i pozostawiając Francuzom lewy brzeg Dunaju, rzeki Wörnitz i Altmühl, przekroczył z powrotem Dunaj i Lech. Kampania zdawała się być dla Austriaków przegrana. 

W międzyczasie generał Ferino z trzecią częścią armii, w skład której wchodziły 23 bataliony i 17 szwadronów, maszerował przez Schwarzwald, zajął miasta Lindau i Bregenz nad Jeziorem Bodeńskim, pozostawiając tam dla obserwacji alpejskich przełęczy 7 batalionów i 3 szwadrony pod dowództwem generała Delaborde. Sam na czele 16 batalionów i 14 szwadronów podążył w kierunku Memmingen. 13 sierpnia dowodzący jego awangardą generał Abbatucci zaatakował pod Mindelheim korpus ks.Conde, rozbijając go doszczętnie. Wkrótce potem Ferino dołączył do Armii Renu, stanowiąc odtąd jej stacjonujące nad Lechem prawe skrzydło.   

VIII.

Generał Moreau zatrzymał się przez kilka dni na polu bitwy; w końcu pomaszerował w kierunku Donauwörth, kierując się jednak ponownie w stronę Höchstadt, nie wysyłając nad Altmühl nawet jednego oddziału kawalerii i nie podejmując próby połączenia z Armią Sambry i Mozy. Zwlekanie i niewłaściwe manewry Francuzów napełniły arcyksięcia ponownie nadzieją; rozpoznał szansę, na którą już nie liczył, zapobieżenia połączeniu się obu armii francuskich. Pozostawiając za Lechem generała Latour z 30 batalionami, co miało utrudnić ruchy Armii Renu, przekroczył Dunaj na czele 30 tysięcy piechoty, kawalerii oraz artylerii i pomaszerował traktem norymberskim. 22 sierpnia zaatakował pozycje generała Bernadotte pod Neumarkt, ścigał go aż do Lauf i Norymbergii i zmusił do wycofania się w kierunku Forchheim. Generał Wartensleben natychmiast ruszył ze swoich pozycji i przekroczył Naab.

Armia Sambry i Mozy wycofała się w stronę Amberga i Sulzbach. Ale gdy została zaatakowana od frontu przez Wartenslebena, a ze skrzydeł i od tyłu przez oddziały arcyksięcia, jej dowódca nie zdecydował się na poważniejszą bitwę; jego odwrót był coraz trudniejszy; utracił on trakt biegnący z Lauf do Norymbergii; zmuszony był do maszerowania górzystymi terenami i trudno przejezdymi dla wozów drogami, co spowodowało duże zamieszanie wśród jego artylerii i wozów transportowych. Te pospieszne marsze, przeprowadzone bez porządku, były niekorzystne dla utrzymania dyscypliny w szeregach armii, która 26 sierpnia dotarła do Forchheim. Jej lewe skrzydło dotarło do Ebermannstadt, gdzie 26 sierpnia rozbito biwak. Dowódca armii planował przeprowadzenie kilku manewrów zaczepnych, które jednak z powodu szybkiego marszu armii arcyksięcia, zagrażającego tyłom armii francuskiej, nie zostały wykonane. Nieprzyjaciel posłał dywizję w kierunku Bamberga, spłoszył kwaterę główną, wprowadził zamieszanie w administracji i środkach transportowych i zajął drogę wiodącą z Bambergu do Schweinfurtu. Armii francuskiej udało się dopiero, po wykonaniu gwałtownych marszów i przy pomocy bagnetów, 31 sierpnia dotrzeć do Schweinfurtu. Tam zarządzono tak potrzebny odpoczynek. 

Würzburg został zajęty przez generała Hotze, który na czele swojej dywizji otoczył tamtejszą cytadelę z dowodzonym przez generała Bollemont 800-osobowym garnizonem (cytadela skapitulowała 4 września - przyp.tłum.). Hotze wspierany był przez dywizję Sztaraya; arcyksiążę na czele reszty armii znajdował się za nim oddalony o dzień marszu.

Podział armii nieprzyjaciela skłonił Jourdana do przebicia się do Würzburga. 2 września przed południem armia wyruszyła; następnego dnia Jourdan zaatakował arcyksięcia, Kray i Wartensleben dołączyli do niego w trakcie trwania bitwy; naprzeciw armii francuskiej, liczącej 30 tysięcy, stanęło 40 tysięcy piechoty i 12 tysięcy kawalerii. Armia francuska przegrała bitwę. Dywizja generała Lefebvre pozostawała w tym czasie w Schweinfurcie.

Jourdan wycofał się w kierunku Arnstein i rzeki Lahn, gdzie dotarł 10 września na czele śmiertelnie zmęczonych i zdemoralizowanych oddziałów; kwaterę główną założono w Wetzlar. Od 22 sierpnia dowódca francuski walczył z liczącymi 68 tysięcy żołnierzy armiami Wartenslebena i arcyksięcia, mając do dyspozycji jedynie 44 tysięcy. Po dotarciu do brzegów Lahn Jourdan połączył się z siłami generała Marceau i liczącą 10 tysięcy dywizją, przybyłą z Holandii; teraz siły jego przewyższały siły nieprzyjaciela. 

Na skutek prostych manewrów przeciwnika i przegranej bitwy pod Würzburgiem w przeciągu zaledwie 14 dni stracone zostały wszystkie zdobycze Jourdana w Niemczech. Ale wszystko mogło się jeszcze zmienić; istniały wszelkie powody do żywienia nadziei na odwrócenie na naszą korzyść wyniku kampanii. Jourdan rozumiał, co należało uczynić, brakowało mu jednak zdecydowania i energii. Pozwolił zaskoczyć się nad Lahn i wyprzeć za Ren. Dzielny Marceau poległ w bitwie pod Altenkirchen, Kleber i Colaud zostali z powodu niesubordynacji zwolnieni z armii. Jourdan podzielił armię na kilka drobnych części, niektóre z nich przekroczyły Ren, dywizja generała Lefebvre zajęła obóz w Düsseldorfie.

Już wkrótce Jourdan złożył dymisję; Dyrektoriat zastąpił go, co jest niezbyt zrozumiałe, generałem Beurnonville, który nie był nawet w stanie dowodzić nawet batalionem.

Arcyksiążę skierował się na czele 12 tysięcy znad brzegów Lahn przeciwko Armii Renu i Mozeli, która w dalszym ciągu zajmowała stanowiska w Bawarii; dla obserwowania Armii Sambry i Mozy pozostawił generała Wernecka na czele 50 tysięcy żołnierzy. 

IX.

23 sierpnia, 12 dni po bitwie pod Neresheim, francuska Armia Renu i Mozeli przekroczyła wreszcie Dunaj i pomaszerowała nad Lech. Generał Desaix na czele lewego skrzydła dotarł do ujścia rzeki naprzeciw miejscowości Rain; stojące pod rozkazami generała Saint-Cyr centrum zajęło pozycje koło Augsburga, prawe skrzydło generała Ferino znajdowało się naprzeciw Landsbergu.

Generał-porucznik Latour, który miał zadanie obrony przeprawy na Lechu, umieścił swoje bataliony w w twierdzy Ingolstadt, a do obrony dolnego Lecha przeznaczył jedną dywizję, złożoną z 8 batalionów i 20 szwadronów, zajmujących stanowiska naprzeciw Rain; sam, na czele 15 batalionów, zajął pozycje naprzeciw Augsburga, na wzniesieniach Friedbergu; korpus Conde stanowił tylne skrzydło i stacjonował pod Landsbergiem.

24 września generał Ferino wywalczył przeprawę przez bród koło Haunstetten; Saint-Cyr wymaszerował z Augsburga i przekroczył rzekę brodem koło Langweid. Most w Augsburgu został natychmiast odbudowany, generał Latour, po zaciętym oporze, został wyparty z jego wspaniałych pozycji, pozostawiając w rękach zwycięzców 17 armat i 1500 jeńców. 

Po przekroczeniu Lecha prawe skrzydło pomaszerowało w kierunku Dachau, oddalonego o 3 godziny marszu od Monachium; centrum skierowało się ku Pfaffenhofen, lewe skrzydło ku Geisenfeld, jeden jego oddział posłano dla obserwacji przeciwnika do Ingolstadt.

Austriacki generał założył swoją kwaterę główną w Landshut nad Isarą, koncentrując tam główne siły armii. Licząca 8 tysięcy dywizja generała Nauendorfa, wysłana przez arcyksięcia po bitwie pod Ambergiem do obserwacji Dunaju, zajmowała Abensberg i osłaniała Regensburg; korpus Conde zajmował Monachium. Latour wytrwał przez kilka dni na swoich pozycjach, odczekując ruchów francuskiego dowódcy. Gdy ten jednak nie ruszał się z miejsca, Latour powziął podejrzenie, że nieprzyjaciel przeszedł na lewy brzeg Dunaju i podążył tropem arcyksięcia Karola. W związku z tym wyruszył on 1 września na czele całej swojej armii w kierunku Geisenfeld, zaatakował lewe skrzydło francuskie, docierając aż do rzeki Paar; stamtąd został jednak wkrótce wyparty, zdobywając od jeńców wiadomość o trwaniu armii francuskiej w bezruchu i zajmowaniu w dalszym ciągu pozycji na prawym brzegu Dunaju; zajął zatem ponownie swoje poprzednie pozycje. Poniesione w tej potyczce przez obie strony straty były identyczne; nieprzyjaciel pozostawił w rękach Francuzów jedną haubicę. 

7 września generał Moreau zdecydował się, nie posiadając konkretnego planu, na marsz naprzód. 9 tego miesiąca lewe skrzydło zajęło pozycje koło Neustadt, opierając się o Dunaj w okolicach Abensbergu; centrum pomaszerowało na Mainburg, prawe skrzydło na Moosburg. Monachium i Freising wpadły w ręce Francuzów, ale nieprzyjaciel zajmował umocnione pozycje na lewym brzegu Isary. Moreau napotkał w czasie tych marszów na opór nieprzyjaciela, biorąc w potyczkach do niewoli 500-600 ludzi.

Nieprzyjaciel oczekiwał, że francuski dowódca skieruje się w kierunku Regensburga, ale w dniach 8 i 9 września Moreau nie zmienił swoich pozycji, a 10 września rozpoczął odwrót, żeby zająć poprzednie stanowiska i wysłać generała Desaix na czele 12 tysięcy na poszukiwanie Armii Sambry i Mozy, która wówczas oddalona była o więcej niż 80 godzin marszu. W nocy z 10 na 11 września Desaix przekroczył Dunaj; 12 tego miesiąca dotarł do Eichstädt, a 14 do Heideck, leżącego w połowie drogi do Norymbergii; tam otrzymał dokładne wiadomości o wydarzeniach sierpnia i pierwszych dni września oraz wycofaniu się Armii Sambry i Mozy za Ren.

W międzyczasie wiadomości o ruchach oddziałów Desaixa dotarły do generała Latour; wyruszył on ze swoich pozycji, staczając w wielu punktach mało istotne potyczki; jednak po otrzymaniu wieści o słabości oddziału Desaixa, przy równoczesnej obecności przeważających go sił francuskich na prawym brzegu Dunaju, wycofał się ponownie. 

Po oddaniu przez arcyksięcia Renu, pozostawił on w Moguncji 15 tysięcy piechoty i 1200 kawalerii, w Ehrenbreitstein 8 tysiący piechoty, w Mannheim 8800 piechoty i 300 jeźdźców; w Philippsburgu 2500 piechoty i 300 kawalerii. Dla oblężenia Moguncji i Ehrenbreitstein Jourdan pozostawił dywizje Marceau, Poncet i Bonnard, w sumie 26 tysięcy ludzi. Generał Moreau pozostawił przeciwko Mannheim i  Philippsburgowi jedynie lotną kolumnę w skład której wchodziło 2800 żołnierzy piechoty, kawalerii i artylerii, wybranych z garnizonu Landau i dowodzonych przez generała Scherba. 

Natychmiast po dotarciu nad Lahn arcyksiążę polecił generałowi Petraschowi, na czele 9 batalionów pochodzących z garnizonów Mannheim i Philippsburga, zaatakowanie generała Scherba i odbicia przyczółków mostowych pod Kehl i Huningue. W tym czasie Scherb stacjonował jeszcze w Bruchsal, gdzie otrzymał od dezerterów w porę wiadomości o austriackich zamierzeniach. 13 września zarządził on odwrót i dotarł do Kehl, twierdzy, której umocnienia nie zostały jeszcze w pełni odbudowane. Jego śladem podążył Petrasch, który 18 września zaatakował francuskie stanowiska. Mimo czterokrotnej przewagi Austriaków szturm został odparty, powodując znaczne straty w ich szeregach. Sukces ten Francuzi zawdzięczali przede wszytkim odwadze Gwardii Narodowej ze Strasburga.

Stoczona potyczka mocno zaniepokoiła generała Moreau, porażka spowodowałaby bowiem przecięcie jego linii odwrotu; zrozumiał on konieczność zbliżenia się do Renu i zarządził odwrót. 

W tym samym dniu, w którym Jourdan ponownie przekroczył Ren, Moreau wycofał się za Lech; 20 września zajął on pozycje za rzeką Schmutter, 21 za Mindel, 22 - za Günz. Maszerował w trzech kolumnach: Ferino dowodził lewym skrzydłem, Saint-Cyr - centrum, a Desaix prawym skrzydłem.

Śladami Ferino podążał generał Fröhlich, Latour - Saint-Cyra, generał Nauendorf maszerował lewym brzegiem Dunaju równolegle do skrzydła generała Desaix. Nieobsadzona załogą twierdza Ulm została szczęśliwym trafem 24 godziny przed nadejściem generała Nauendorfa zajęta przez oddział dowodzący przez generała Montricharda. 24 września armia francuska zajęła pozycje na brzegach rzeki Iller; generał Ferino zajmował Memmingen, Desaix - Ulm.

W dniach 25-27 września armia kontynuowała swój odwrót, Desaix maszerował wzdłuż lewego brzegu Dunaju w kierunku Ehingen; 6 godzin po jego wycofaniu się z Ulm, do miasta weszli Austriacy. 27 armia dotarła do jeziora Feder, gdzie otrzymała wiadomość o zajmowaniu przez generała Petrascha dojść do Schwarzwaldu i grupach uzbrojonych chłopów okupujących leśne osady w całym regionie.

28 września generał Latour zaatakował na całej linii i wszędzie został odparty; generał Nauendorf, tworzący prawe skrzydło armii austriackiej, oddzielił się od niej, pomaszerował w kierunku Tübingen, gdzie w Rottweil zjednoczył się z siłami Petrascha. Zajmując doliny Kinzig i Rench Latour zapewnił sobie przewagę, podczas gdy arcyksiążę w tym samym czasie na czele 12-tysięcznego korpusu dotarł do miasteczka Renchen, skąd wysłał korpus marszowy wzdłuż rzeki Kinzig aż do Kehl. Osłabiony wysłaniem części swoich sił generał Latour dysponował jeszcze ponad 25 tysiącami ludzi. Mimo zagrożenia Latour zdawał się nie być zaniepokojonym swoją sytuacją i stacjonował w obozie koło Schweinhausen.

Przejście armii francuskiej przez doliny Schwarzwaldu możliwe było jedynie po wyparciu Latoura z jego pozycji. 2 października generał Moreau przypuścił pod Biberach gwałtowny atak; Austriacy stawili zacięty opór, zostali jednak rozbici przez przeważające siły francuskie i zmuszeni do bezładnej ucieczki, pozostawiając w rękach zwycięzców 2 sztandary, większą ilość armat i 4-5 tysięcy jeńców.  

X.

Po bitwie Moreau kontynuował swój odwrót. Bagaże i rannych wysłano w towarzystwie silnych oddziałów osłony lasami do Huningue; prawe skrzydło zaatakowało doliny Schwarzwaldu i opanowało miasta Rottweil i Villingen. Saint-Cyr 12 października wkroczyła do Freiburga. W dniach 13-15 tego miesiąca armia francuska maszerowała przez wąskie doliny i zajęła pozycje za rzeczką Elz, chroniąc Freiburg.

W tym samym czasie arcyksiążę Karol przybył do Ettenheim, gdzie 15 października dołączył do niego Petrasch, 18 - Nauendorf, a 10 - Latour. Korpus Conde i Fröhlicha podążały śladami armii francuskiej. 15 października armia francuska przez mosty w Alt-Breisach i Huningue odzyskała łączność z Francją; nastrój w szeregach poprawił się, uzupełniono wyposażenie w sprzęt wojenny. Mimo tego armia pozostała bezczynna.

18 października 36 tysięcy żołnierzy nieprzyjaciela wyruszyło przeciwko Francuzom; prawe skrzydło dowodzone było przez generała Petrascha, centrum przez generała Wartenslebena, lewe skrzydło przez Latoura. Straty  i sukcesy obu stron, odniesione w stoczonej zaciętej potyczce, były wyrównane. Ponieważ jednak korpusy Conde i Fröhlicha, maszerując przez doliny Schwarzwaldu, dotarły do Waldkirch, dowódca armii francuskiej uznał za konieczne zbliżenie się do Freiburga. 21 października Desaix przekroczył w Neu-Brisach Ren i pomaszerował lewym brzegiem w dół rzeki w kierunku Strasburga. Armia opuściła Freiburg i zajęła nowe pozycje; prawe skrzydło stało koło Kandern, lewe w Schliengen nad Renem. 25 tego miesiąca pozycje te zostały zaatakowane przez nieprzyjaciela. Mimo osłabienia spowodowanego odejściem Desaixa i przewagi liczebnej Austriaków zajmowane stanowiska zostały obronione. 26 października armia francuska mostem w Huningue przekroczyła w nieładzie ponownie Ren i, pozostawiając nad górnym Renem generała Ferino, pomaszerowała do Strasburga.

W ten sposób, po trwającej 4 miesiące kampanii w Niemczech Moreau powrócił za Ren. Rozbroił on i przeciągnął na stronę Francji margrafa Badenii, księcia Wirttembergii i elektora Bawarii, podpisał z nimi zawieszenie broni i nałożył kontrybucje, na których ściągnięcie zabrakło jednak czasu, odniósł kilka zwycięstw, nie odnosząc żadnej znaczącej porażki. W rękach armii francuskiej pozostała na prawym brzegu Renu jedynie twierdza Düsseldorf i przyczółki mostowe pod Kehl i Huningue. 

XI.

Leżący daleko na północy Düsseldorf nie interesował Austriaków, ale twierdza Kehl i przyczółek pod Huningue umożliwiał części armii francuskiej przezimowanie na prawym brzegu Renu i niepokojenie stamtąd Niemiec. Z tego powodu arcyksiążę postanowił podjąć próbę opanowania tych pozycji. 28 października stanął na czele 40 tysięcy pod Kehl, rozkazując wykonanie umocnień oblężniczych. W ich skład wchodziło 15 szańców, których lewe i prawe skrzydło docierały do Renu, połączonych licznymi, osłonionymi okopami, rozciągającymi się na przestrzeni około 7 kilometrów i opasującymi twierdzę Kehl na prawym brzegu Renu.

Również Francuzi z równą pilnością pracowali nad umocnieniem palisadami i stanowiskami dla armat fortu i dzieł rogowych leżących w górę i w dół rzeki. Przygotowano też umocnienia na wszystkich wyspach rzecznych. Prostopadle do Renu urządzono umocniony obóz w kształcie kwadratu, którego boki wynosiły około 2 kilometry. Odległość z Kehl do ujścia Kinzig wynosi około kilometra. Wszystkie umocnienia bronione były przez 16 batalionów, zmieniających się co 24 godziny.

Mimo tak starannie przygotowanych umocnień obronnych arcyksiążę Karol upierał się przy oblężeniu twierdzy, którą mógł oblegać jedynie na jednym brzegu, bez możliwości przerwania jej połączenia ze Strasburgiem i resztą Francji. 21 listopada przygotowania austriackie były zakończone.

O świcie 22 lsitopada Desaix na czele 16 tysięcy piechoty i 3 tysięcy kawalerii wyruszył z umocnionego obozu pod Kehl; przełamał linie obronne i zajął wioskę Sundheim, oddaloną o godzinę marszu od Renu na zapleczu linii nieprzyjacielskich. Ale siły, którymi dysponował były zbyt nikłe i Desaix zmuszony był, po zniszczeniu kilku szańców, zagwożdżeniu 15 armat, zabraniu 6 innych i wzięciu do niewoli 1500 jeńców, do wycofania się za wały obozu.

28 listopada nieprzyjaciel zdemaskował swoje baterie. Okopy nad Kinzig wykonane były jedynie dla wprowadzenia przeciwnika w błąd; właściwy atak skierowany miał być w kierunku wysp reńskich. Nieprzyjaciel dążył do zniszczenia mostów na Renie. 6 grudnia zajął on wyspę zwaną Buschinsel, 9 tego miesiąca opanował wszystkie zewnętrzne umocnienia i zajął stary kościół w Kehl. 18 grudnia Austriacy zdobyli prawe skrzydło umocnień francuskich wraz z Wilczym Szańcem. 3 stycznia opanowali Wyspę Olchową (Erlen-Rheininsel). Trzy dni później zaatakowali leżące powyżej twierdzy dzieło rogowe i zniszczyli mosty. 10 stycznia, po podpisaniu kapitulacji, wkroczyli do twierdzy Kehl. Francuzi opuścili fort zabierając na strasburski brzeg cały sprzęt wojenny. Straty w ludziach były po obu stronach znaczne, ilość zużytej amunicji niesamowita.

Artyleria francuska, dzięki dużej ilości baterii ustawionych na lewym brzegu Renu, miała przewagę nad artylerią nieprzyjaciela. Od listopada do stycznia obie armie mocno cierpiały na skutek panującego mrozu. 

W międzyczasie książę von Fürstenberg na czele 13 batalionów stał naprzeciw Huningue. W twierdzy stacjonowało prawe skrzydło Armii Renu, dowodzone przez generała Ferino. Dowódcą przyczółka mostowego był generał Abbatucci; gdy nieprzyjaciel podjął działania zdradzające jego zamiar zaatakowania przyczółku, młody generał nie zaniedbał niczego, co było niezbędne do skutecznej obrony.

25 października baterie nieprzyjaciela były gotowe. Przyczółek poddany został ciężkiemu bombardowaniu. 29. zniszczona została część mostu. Następnego dnia 6 tysięcy Austriaków ruszyło do szturmu. Walka była twarda i zacięta. Nieprzyjaciel został odparty i pozostawił jedną trzecią swoich sił na polu bitwy albo w niewoli. Generał Abbatucci, 24-letni młodzieniec, rokujący wielkie nadzieje, urządził wypad, żeby wyprzeć nieprzyjaciela z lunety; cel wypadu został osiągnięty, ale w walce śmiertelną ranę odniósł dowódca przyczółka (Jean-Charles Abbatucci, generał francuski pochodzący z Korsyki, zmarł 2 grudnia 1796 roku, dwa dni po opisanym wypadzie - przyp.tłum.). W efekcie nieudanego szturmu oblężenie zostało przerwane, ale po zajęciu 19 stycznia 1797 roku twierdzy Kehl zostało ponownie podjęte; 19 lutego oblegana załoga francuska skapitulowała i przeszła na drugi brzeg Renu.

Sukces obu oblężeń umożliwiły arcyksięciu Karolowi zajęcie kwater zimowych wzdłuż prawego brzegu Renu, w Breisgau i Badenii, oraz odesłanie znacznych posiłków do koncentrującej się za rzeką Piave armii, której to dowódcą został w lutym mianowany. Jej zadaniem było pomszczenie Beaulieu, Wurmsera i Alvinczy oraz odbicie Mantui, Lombardii i Włoch. 

XII.

Uwaga pierwsza.

O planie kampanii.

Zły wynik odbytej kampanii należy zapisać na konto planu zatwierdzonego przez rząd francuski. Założeniami wkroczenia do Niemiec było:

  1. atak ze skrzydła uniemożliwiający rządowi austriackiemu wysłanie jeszcze większej ilości pułków z armii reńskich dla wzmocnienia armii we Włoszech
  2. wyrwanie ze sfery austriackich wpływów niemieckich książąt i podporządkowanie Francji władców Badenii, Wirttembergii i Bawarii oraz skłonienie Saksonii oraz państw północnoniemieckich do przystąpienia do podpisanego z Prusami i ich sojusznikami traktatu o neutralności
  3. utrzymanie wojny w Niemczech z kontrybucji nałożonych na państwa niemieckie, reorganizacja z tych środków piechoty, kawalerii i artylerii i przeznaczeniu środków Republiki na utworzenie armii rezerwowej
  4. zabezpieczenie granicy na Renie przez zdobycie twierdz Moguncja, Mannheim, Ehrenbreitstein i Philippsburg, co zwolniłoby oblegające te twierdze wojska dla potrzeb końcowej fazy obecnej i następnych kampanii
  5. zapewnienie wojskom francuskich kwater zimowych w Niemczech przez zajęcie Ingolstadt i Ulm, a po zajęciu wiosną 1797 roku Mantui, przeprowadzenie zaplanowanego równoczesnego ataku z Niemiec i Włoch na centrum cesarstwa austriackiego

 

Dla osiągnięcia tych celów niezbędne było:

  1. twierdze Ehrenbreitstein i Philippsburg musiały zostać otoczone ścisłym pierścieniem blokady, a Maguncja i Mannheim oblężone
  2. oblężenia i blokady musiały być zabezpieczone przez silną armię, która przeniesie centrum walk do serca Niemiec i zagrozi cesarstwu.

Armia ta musiała składać się z 4 korpusów, każdy w sile 3 dywizji, kilku brygad strzelców konnych i huzarów oraz rezerwy ciężkiej kawalerii, w sumie około 140-150 tysięcy żołnierzy.

W skład Armii Obserwacyjnej nad Renem musiały wchodzić 3 korpusy utworzone przez 7 dywizji oraz kilku brygad kawalerii, w sumie 60 tysięcy; jej 1.korpus, w sile 2 dywizji musiał osłaniać Holandię i Düsseldorf oraz zablokować twierdzę Ehrenbreitstein; złożony z 3 dywizji 2.korpus musiał oblężyć Moguncję; 3.korpus, złożony z 2 dywizji, musiał zablokować Philippsburg i Mannheim, osłonić Kehl i przyczółek mostowy pod Huningue. W sumie obie armie powinny liczyć 200-210 tysięcy ludzi. 

Francja dysponowała siłami potrzebnymi do przeprowadzenia opisanych operacji, Armia Renu oraz Armia Sambry i Mozy liczyły na początku kampanii 160 tysięcy żołnierzy, armia stacjonująca w Holandii - 30 tysięcy. 20 tysięcy można było zgromadzić w Wandei i wewnątrz Francji, gdzie aktualnie nie były potrzebne; wszystkie te siły utworzyłyby 200-tysięczną armię.

Pod Moguncją należało rozpocząć oblężenie natychmiast po okrążeniu miasta. Miesiące czerwiec, lipiec, sierpień i wrzesień wystarczały na zdobycie twierdzy; być może, że tym samym sprzętem oblężniczym możliwe byłoby też zdobycie Mannheim. Twierdze Ehrenbreitstein i Philippsburg nie były w stanie przetrwać 9-miesięcznego oblężenia i zostałyby w zimie zmuszone do kapitulacji.

Ta wielka armia powinna była pomiędzy lutym i kwietniem skrycie skoncentrować się na lewym brzegu Renu pod murami Strasbourga. Z tak poważną siłą, która niespodziewanie przekroczyłaby Ren i rozeszła się na wszystkie kierunki, można było wiązać wielkie nadzieje; zgniotłaby ona rozstawione w celu obrony przeprawy w wielu miejscach oddziały; armia nieprzyjaciela zmuszona byłaby do opuszczenia Renu i wycofania się nad Dunaj. Armia francuska zajęłaby Ulm, zdobywając w ten sposób centralny punkt operacji. Wychodząc z jednej jedynej linii operacyjnej, a mianowicie Kehl - Neu-Brisach - Huningue, mogłaby ona manewrować w Bawarii i Wirttembergii, nad rzekami Wörnitz i Lech; mogłaby założyć swoje kwatery zimowe na granicy monarchii austriackiej, po podporządkowaniu sobie państw niemieckich. 

Zatwierdzony w Paryżu plan kampanii miał całkowicie przeciwstawne założenia.

  1. twierdze nie zostały ani oblężone ani zablokowane, lecz jedynie z oddali obserwowane
  2. dwie armie, dowodzone przez niezależnych od siebie generałów, wkroczyły wzdłuż różnych linii operacyjnych do Niemiec; maszerowały, kierowane przypadkiem, bez uprzedniego ustalenia wspólnych działań, bez łączności; zostały one odparte, bez odniesienia porażki w regularnej bitwie.

Przyczyną tych błędów były obowiązująca wówczas fałszywa taktyka wojskowa. Podczas kampanii 1794 roku, kiedy to nieprzyjaciel zdobył twierdze Conde, Valenciennes, Landrecies i Le Quesnoy, zaobserwowano, że armia francuska, doznająca porażek podczas różnych bezpośrednich ataków na centrum nieprzyjaciela, odnosiła sukcesy podzielona na Armię Północy oraz Armię Sambry i Mozy, z których ta pierwsza, pod dowództwem Pichegru, maszerowała wzdłuż wybrzeża morskiego przeciwko prawemu, a druga, dowodzona przez Jourdana, skierowała się przez Sambrę przeciwko lewemu skrzydłu nieprzyjaciela. Efektem tego planu operacyjnego było zdobycie wspomnianych twierdz i całej Belgii; przeciwnik został odrzucony za Ruhr i Ren; wkrótce potem twierdze flandryjskie skapitulowały jedna po drugiej.

Ale założenia, powstałe na podstawie tych obserwacji, były fałszywe. Sukcesy tej kampanii nie można w żadnym wypadku przypisać założonemu planowi, wręcz przeciwnie, osiągnięto je, mimo zawartych w nim błędów. Były one jedynie wynikiem ogromnej przewagi oddziałów utrzymywanych przez Republikę na granicy, bo mimo, że armia Republiki podzielona była na dwie samodzielne armie, to każda z nich była prawie tak samo silna jak cała armia austriacka. W bitwie pod Fleurus Clerfayt miał do dyspozycji tyle samo żołnierzy co Jourdan, przy czym armia generała Jourdana była jedynie częścią walczących na północy oddziałów francuskich, natomiast Clerfayt dowodził prawie całą armią austriacką. (w tym miejscu swoich wspomnień Napoleon wyraźnie mija się z prawdą: w obu stoczonych w kampanii 1794 roku bitwach pod Fleurus, 16 i 26 czerwca, armia generała Jourdana posiadała zdecydowaną przewagę nad armiami austriackimi, którymi dowodzili, w dniu 16 czerwca: książę Wilhelm Friedrich von Oranien-Nassau, a 26 czerwca: książę Friedrich Josias von Sachsen-Coburg. Wspomniany przez Napoleona Francois Sébastien von Clerfayt był w tym czasie dowódcą prawego skrzydła walczącego przeciwko Armii Północy generała Pichegru i objął stanowisko głównodowodzącego armii austriackiej dopiero w trakcie odwrotu po bitwie po Fleurus - przyp.tłum.). Gdyby jej dowódca wykazał w tej bitwie więcej energii, zwyciężyłby w tej bitwie i pobiłby następnie Armię Północy generała Pichegru. Tym samym armia francuska zostałaby zniszczona, mimo posiadanej przewagi, co byłoby efektem błędnego planu.

Gdyby jednak, zamiast rozdzielania sił na dwie, operujące na przeciwległych skrzydłach armie, skoncentrowano wszystkie siły na nizinie koło Fleurus i pozostawiono jedynie korpus obserwacyjny pod Dunkierką, armia Jourdana, dwukrotnie silniejsza od armii Clerfayta, nie napotkałaby żadnego oporu; rozlałaby się, jak strumień na lewym skrzydle nieprzyjaciela, odcinając mu odwrót w kierunku Renu; w ten sposób odniosłaby pewne i zdecydowane zwycięstwo.

Niekorzyści wypływające z takich zasad prowadzenia wojny były jeszcze niebezpieczniejsze po wkroczenia do wrogiego państwa. W 1794 roku skrzydło jednej z francuskich armii północnych opierało się na twierdzach Charlemont, Givet, Philippeville, drugiej - na Dunkierce i wybrzeżu; ich przeciwległe skrzydła wspierały się na twierdzach lub na francuskim terytorium. Centralna pozycja nieprzyjaciela ograniczała łączność pomiędzy oboma armiami, co jednak nie miało decydującego znaczenia.

W kampanii 1796 roku "w powietrzu zawieszone" były nie tylko lewe i prawe skrzydło obu armii, lecz również ich zaplecze. We Flandrii w odstępach 24-godzinnych, obie armie otrzymywały z Paryża rozkazy koordynujące ich ruchy. W 1796 roku centralne kierowanie było niemożliwe; z tego też powodu konieczne było złożenie dowództwa w ręce jednego generała-dowódcy; w rzeczywistości było jednak dwóch dowódców. Można zatem przyjąć, że o ile w 1794 roku fałszywe zasady prowadzenia kampanii jedynie uniemożliwiły Francuzom odniesienie decydującego zwycięstwa, to w roku 1796 były przyczyną porażek i nieszczęść obu armii. 

Republika chciała pokoju i granicy na Renie. Ale dopóki nieprzyjaciel zajmował Moguncję, nie było podstaw do wysuwania roszczeń granicznych. Należało zatem przystąpić do oblężenia Moguncji, co nie było przedsięwzięciem zbyt niebezpiecznym, jako, że twierdza ta leży na lewym brzegu Renu.

Armia, która wyrusza na zdobycie jakiegoś kraju, szuka oparcia dla swoich skrzydeł na neutralnych terytoriach albo w dużych, naturalnych przeszkodach, na przykład ważnych rzekach lub pasmach górskich. W każdym przypadku koniecznym jest, aby na linii operacyjnej, w odległości 5-6 dni marszu znajdowały się twierdze lub umocnione pozycje, dla założenia magazynów żywności i sprzętu wojennego, organizowania transportów i tworzenia centrum wszystkich manewrów, jako punkt orientacyjny skracający odległość do bazy operacyjnej.

Takim dogodnym punktem dla prowadzenia działań wojennych na terenie Niemiec jest Ulm; ta położona nad Dunajem twierdza ułatwia zajmującej ją armii manewry na obu brzegach. Jest jedyna w swoim rodzaju, zdolna do zgromadzenia dużych zakładów nad najważniejszą rzeką Europy, opływającej mury Ingolstadt, Regensburga, Passau i Wiednia. Patrząc od strony Francji twierdza ta leży u wyjścia dolin Schwarzwaldu. 

Uwaga druga.

O manewrach generała Jourdana.

1. Na początku kampanii dowódca Armii Sambry i Mozy operował równocześnie na obu brzegach Renu; rzeka odcinała jego lewe skrzydło od centrum i prawego skrzydła. Gdyby 7 czerwca Kleber został zaatakowany przez 30 tysięcy, zamiast przez 15 tysięcy, byłby on w dużym niebezpieczeństwie. Armia powinna była zostać skoncentrowana 1 czerwca koło Düsseldorfu i pomaszerować, przekraczając rzeki Sieg i Lahn, w kierunku Menu, zająć na tamtejszych wzniesieniach umocnione stanowiska i odczekać przejścia Renu przez Armię Renu. 

2. W pierwszym dniach lipca Armia Sambry i Mozy ponownie posunęła się naprzód. Przekroczenie rzeki przez Armię Renu zmusiłoby arcyksięcia do podążenia nad górny Ren i pozostawieniu generałowi Wartensleben jedynie 36 tysięcy żołnierzy; te siły powinny były zostać rozbite. Ale w tym czasie obowiązywała zasada maszerowania wszystkimi drogami, jak na polowaniu z nagonką. Ponieważ nieprzyjacielska ariergarda ścigana była przez równe sobie siły i nie została równocześnie okrążona na skrzydłach, nigdy nie była rzeczywiście zagrożona, a odniesione przez nią straty były równe stratom zadanym podążających jej tropem Francuzów. 

3. Znad Menu dowódca Armii Sambry i Mozy pomaszerował na Schweinfurt i Bamberg; jego lewe skrzydło opierało się o pasma górskie Saksonii, która wówczas przystąpiła do podpisanego przez Prusy traktatu o neutralności i w związku z tym jej kontyngent opuścił armię austriacką (Napoleon dokonał w tym miejscu pewnego uproszczenia - armia francuska maszerowała wzdłuż granic leżących na zachód od Saksonii państw Lasu Turyńskiego, które wraz z Saksonią podpisały traktat o neutralności - przyp.tłum.). Przez obranie tego kierunku marszu Jourdan oddalał się od Armii Renu i od Dunaju, na którego prawy brzeg przeszedł Moreau. Obie armie czyniły przeciwieństwo tego, co uczynić powinny: połączyć lewe skrzydło Armii Renu z prawym Armii Sambry i Mozy, tworząc w ten sposób jednolitą masę. 

4. 8 sierpnia Armia Sambry i Mozy przekroczyła pod Bambergiem rzekę Regnitz i skierowała się w kierunku Norymbergii i Lauf, by następnie dokonać ostrego skrętu w lewo i pomaszerować przez Sulzbach i Amberg ku brzegom rzeki Naab. W ten sposób odsłonięte zostało na odcinku 130 kilometrów lewe skrzydło dla ataku z Czech, a prawe znad opanowanego przez nieprzyjaciela Dunaju, który zajmował jeszcze Bawarię, prawy brzeg Lecha i lewy rzeki Wörnitz. Armia tworzyła zatem, rozciągniętą na przestrzeni 130 kilometrów, otoczoną ze wszystkich stron przez nieprzyjaciela, wąską kolumnę marszową. 220-kilometrowy marsz z Francji do Bambergu był sprzeczny z celem, który należało sobie postawić, a mianowicie połączenie obu armii. Marsz z Bambergu do Ambergu był karkołomnym przedsięwzięciem i narażał na niebezpieczeństwo całą armię. Ta część Bawarii, położona na prawym brzegu Regnitz, jest pełna przełęczy utworzonych przez odnogi Gór Czeskich, niewygodny, ciężki obszar nie posiadający innej linii obronnej jak trakt wiodący od Norymbergii do Ambergu. Dla osłonięcia swojego odwrotu Jourdan wysłał dywizję Bernadotte'a do odległego o 45 kilometrów Neumarktu w celu zagrożenia Regensburga.

Armia Sambry i Mozy powinna była z Frankfurtu podążyć wzdłuż lewego brzegu Menu w kierunku Mergentheim. Powinna była osłaniać swoje prawe skrzydło przez połączenie go z lewym skrzydłem Armii Renu, następnie dokonać zwrotu przez swoje prawe skrzydło, a lewe skierować w kierunku Regensburga. Po dotarciu do Würzburga miała ona jeszcze wystarczająco dużo czasu, żeby skierować się na Norymbergę, nie zahaczając o Bamberg. Z Norymbergii dowódca armii miał skierować się przez Neumarkt w kierunku Regensburga; w każdym wypadku powinien był on tak manewrować, by w przypadku koniecznego odwrotu nad Ren mieć możliwość maszerowania z biegiem, a nie w górę rzeki Regnitz. 

5. Dowódca Armii Sambry i Mozy otrzymał równocześnie kilka wiadomości: o marszu w jego stronę arcyksięcia Karola, o pobiciu przez niego dywizji Bernadotte'a, o opanowaniu przez Austriaków Norymbergii i Lauf oraz o odcięciu własnej armii. Jest to dowód, że przyjęta przez niego linia operacyjna była niewłaściwa, a jego manerwy były sprzeczne ze wszystkimi regułami prowadzenia działań wojennych. 

6. Co mógł uczynić, zajmujący niewłaściwą pozycję, dowódca armii w obliczu porażki generała Bernadotte? Powinien był on przed wkroczeniem arcyksięcia do Ambergu wymusić możliwość przekroczenia rzeki Naab, rzucić armię na oddalony o kilka godzin marszu Regensburg i doprowadzić tam do połączenia z Armią Renu. Już pierwsze zdecydowane ruchy zmusiłyby arcyksięcia Karola do skoncentrowania swoich sił i wycofania wysłanych na wszystkie kierunki oddziałów. 

7. Podczas bitwy pod Würzburgiem Jourdan niepotrzebnie pozostawił jedną czwartą swoich sił w Schweinfurcie; obecność dywizji generała Lefebvre umożliwiłaby mu odniesienie zwycięstwa. Gdyby wyruszył on o świcie 2 września ze Schweinfurtu dotarłby około 10 godziny na pole bitwy, rozbiłby 20 batalionów generałów Hotze i Sztaraya oraz zdobył Würzburg; tam mógłby połączyć się z Marceau. Arcyksiążę w niezręczny sposób rozdrobnił swoje siły, które był w stanie bardzo późno, bo dopiero 3 września, ponownie skoncentrować. Ale Jourdan, mimo że dotarł na pole przyszłej bitwy w południe 2 września, pozostawił arcyksięciu 18 godzin czasu na zebranie armii; 3 września około 9 rano miał on 45 tysięcy gotowych do bitwy.

Pole bitwy, zajęte przez Jourdana było 3 razy większe, niż to było konieczne; w wyniku tego mógł on utworzyć jedynie jedną linię, która, mimo wielkiej odwagi jego oddziałów została przerwana. 

8. Rzeka Lahn, płynąca od Giessen do Koblencji ma 110 kilometrów długości; jest ona oddalona od Düsseldorfu o 135 kilometrów. Gdyby Jourdan skoncentorwał wszystkie swoje dywizje na swoim skrajnym lewym skrzydle koło Wetzlar pobiłby przeciwnika i odepchnął nad Ren, a nsatępnie aż do Dunaju; po połączeniu z dywizją Marceau i dywizją stacjonującą w Holandii miałby znaczną przewagę. Wprawdzie zapowiedział wykonanie tego planu, ale stracił na przemyślenia tyle samo czasu, ile potrzebowałby na jego realizację. Jego armia tworzyła długi łańcuch rozciągnięty wzdłuż rzeki Lahn; został on przerwany po odwrocie dywzji Marceau pod Limburgiem, w wyniku czego wycofał w wielkim pośpiechu swoje kolumny aż do Altenkirchen. Tam miał jeszcze wystarczająco dużo czasu na przejście do ponownej ofensywy; zabrakło mu jednak zdecydowania.

Gdy zdecydował się na odwrót powinien był przeprowadzić go całą zjednoczona armią i w razie koneiczności kontynuować go aż do umocnionego obozu pod Düsseldorfem. Jak długo wszystkie jego siły znajdowały się na prawym brzegu Renu, arcyksiążę nie mógł sobie pozwolić na odesłanie części swoich oddziałów, musiał się bowiem liczyć z atakiem silnej armii francuskiej. Ale gdy Jourdan pod Altenkirchen rozdrobnił swoją armię i tylko jej część kontynuowała marsz w kierunku Düsseldorfu, podczas gdy reszta z niewyjaśnionego powodu przekroczyła Ren - wszystko było stracone. Arcyksiążę mógł się zwrócić przeciwko przebywającej jeszcze w sercu Niemiec Armii Renu i Mozeli. Generał Jourdan pozostawił ją na łaskę losu. 

9. Zachowanie wzmocnionej oddziałami ściągniętymi z Holandii Armii Sambry i Mozy od października do stycznia jest niewytłumaczalne; ale była ona dowodzona przez tak żałosnego dowódcę (generał Pierre de Beurnonville), że trudno się temu dziwić. Wprawdzie operujący na wybrzeżu Hoche również nie osiągnął niczego, a Kleber, stacjonujący pod Caillot, nie czynił nic. Był on wówczas w niełasce. Biorąc pod uwagę ówczesną sytuację należało jego winy - o ile jakieś miał - zapomnieć i wykorzystać jego zdolności i umiłowanie ojczyzny. Gdyby powierzono wtedy dowództwo Armii Sambry i Mozy generałowi Hoche, uratowałby on jeszcze kampanię.

Generał Jourdan był bardzo dzielny w walce, w obliczu nieprzyjaciela i w środku bitewnej zawieruchy; ale w nocnej ciszy, o 2 godzinie nad ranem, odwaga go opuszczała. Nie był pozbawiony wnikliwości i zdolności umysłowych, był jednak niezdecydowany i kierował się fałszywymi zasadami prowadzenia działań wojennych. 

Uwaga trzecia.

O manewrach generała Moreau.

1. Przekroczenie Renu miało miejsce 24 czerwca; powinno jednak było nastąpić pomiędzy 1 i 4 tegoż miesiąca, równocześnie z rozpoczęciem kampanii przez Armię Sambry i Mozy. A gdy 24 czerwca rozpoczęto wreszcie przeprawę, to pierwsze oddziały osiągnęły przeciwległy brzeg dopiero o 3 godzinie nad ranem dnia następnego; most powinien był być gotowy już w południe, a cała armia powinna była o świcie dnia następnego stanąć w szyku bojowym. Ale most ukończono dopiero 25 czerwca w południe, czyli 24 godziny za późno. Przekroczenie rzeki takiej jak Ren jest tak niebezpiecznym przedsięwzięciem, że oddziały nie powinny nigdy pozostawać przez dłuższy czas bez kontaktu między sobą, co narażało je na atak nieprzyjaciela. 

2. 26 czerwca Armia Renu posiadała na prawym brzegu jedynie 40 tysięcy żołnierzy; na lewym brzegu pozostali Saint-Cyr, stacjonujący na czele 20 tysięcy w Palatynacie oraz Delaborde wraz z 10 tysiącami nad górnym Renem. Te 3 korpusy i rezerwa, jednym słowem, cała licząca 70 tysięcy armia powinna była w południe 26 czerwca maszerować wzdłuż prawego brzegu, zaskoczyć i rozbić rozsiane tam nieprzyjacielskie dywizje. 27 czerwca armia powinna była wkroczyć do Rastattu, a 30 - do Pforzheim, izolując po drodze Philippsburg i Mannheim i odcinając nieprzyjaciela od Neckaru. Nad brzegami tej rzeki armia powinna była stanąć pomiędzy 1 i 4 lipca. Jej dowódca wygrałby w ten sposób 2 tygodnie, oszczędziłby sobie kilka bezcelowych potyczek i odniósłby kilka błyskotliwych zwycięstw, które osłabiłyby jeszcze bardziej nieprzyjaciela, zanim arcyksiążę Karol byłby w stanie dotrzeć znad rzeki Lahn w rejon działania armii francuskiej. Niezdecydowanie francuskiego dowódcy umożliwiło dowódcy nieprzyjaciela w dniu 9 lipca, czyli 13 dni po przejściu przez Moreau Renu, skoncentrowanie jego armii pod Ettlingen, 3 dni drogi od Kehl. Jakiego zagrożenia dla Republiki obawiał się dowódca francuski, jeżeli miał do dyspozycji 70 tysięcy? 

3. Zanim generał Moreau po przejściu Renu urzeczywistnił swoje połączenie z Armią Sambry i Mozy, oddzielił swoje prawe skrzydło i odesłał prawie jedną trzecią armii, 20 tysięcy żołnierzy pod dowództwem Ferino w górę Renu, w kierunku Schwarzwaldu i jeziora Bodeńskiego, podczas gdy centrum i lewe skrzydło skierowały się w kierunku Neckaru. W ten sposób armia została podzielona na dwie części, oddzielone Jurą Szwabską, Schwarzwaldem i Dunajem, podczas gdy generał Szteray, stojący początkowo naprzeciw Ferino i zagradzający wyloty dolin Schwarzwaldu, skoncentrował swoje siły nad Neckarem, tworząc lewe skrzydło armii arcyksięcia Karola. Dwie trzecie Armii Renu w sile 50 tysięcy dotarły nad Neckar; przed sobą miały większą część armii nieprzyjaciela. Jourdan nad Menem i Ferino nad jeziorem Bodeńskim mieli zdecydowaną przewagę nad stojącymi przed nimi siłami austriackimi. W ten sposób Francuzi tworzyli 3 oddzielone od siebie korpusy, nie mające ze sobą nic wspólnego, ale za to 3 linie operacyjne i 6 skrzydeł, z których 5 było "zawieszonych w powietrzu". Ponieważ skrzydło zawsze jest słabym punktem, musi mieć ono swój punkt oparcia, a jeżeli nie jest to możliwe, należy dążyć do utworzenia jak najmniejszej ilości skrzydeł. 

4. Fakt, że Armia Renu maszerowała przez wirttemberską Jurę w kierunku Stuttgartu, odpowiada duchowi tej kampanii. Jednak jej dowódca powinien był zająć Ulm, ze względu na znaczenie tej twierdzy. Nie posiadając jej, niemożliwe jest prowadzenie wojny na nizinie Dunaju, rozciągającej się od Tyrolu i gór Szwajcarii aż do gór Turyngii i Saksonii. Prawe skrzydło powinno było opierać się na Dunaju. W bitwie pod Neresheim Moreau uratował jednak honor armii, mimo, że nieprzyjaciel obszedł jego skrzydła, a pozycje armii nie posiadały punktu centralnego; udowodnił tam zimną krew i wytrwałość. 

5. Po bitwie pod Neresheim Moreau powinien był skierować się pospiesznie nad Wörnitz, zjednoczyć z armią Jourdana i założyć swoją kwaterę w Regensburgu, umocnić tę dla niego drugą po Ulm pod względem ważności twierdzę i prowadzić operacje na obu brzegach Dunaju. Zjednoczenie obu armii mogło nastąpić w dniach 15-16 sierpnia; to zdecydowałoby o sukcesie kampanii. Zamiast tego uczynił to, czego nieprzyjaciel mógł sobie tylko życzyć: w decydującym momencie kampanii przez 12 dni pozostał bezczynny, by wreszcie zdecydować się na przekroczenie Dunaju i Lecha. Tutaj znowu pozostał bezczynny przez 16 dni, jak gdyby nie wiedział, że na lewo od niego operuje inna francuska armia. Dopiero 10 września, miesiąc po bitwie pod Neresheim, gdy znajdująca się nad Lahn Armia Sambry i Mozy oddalona była od niego o 350 kilometrów, zdecydował się wysłać dywizję Desaix na lewy brzeg Dunaju, dla nawiązania łączności z armią Jourdana.

19 września Moreau rozpoczął odwrót i przekroczył z powrotem Lech; Armia Sambry i Mozy stacjonowała wówczas już na lewym brzegu Renu, nie biorąc więcej udziału w kampanii, a Moreau miał przeciwko sobie wszystkie siły nieprzyjaciela. Przez 32 dni pozostał też bezczynny w stosunku do stojącego w pobliżu generała Latour, którego siły były o połowę słabsze; nie zdecydował się go zaatakować i pobić w bitwie.

Jedynym wydarzeniem tej kampanii była bitwa pod Biberach, która miała miejsce jedynie z powodu konieczności zapewnienia armii drogi odwrotu; bitwa ta przyniosłaby lepsze efekty, gdyby dowódca armii zdecydował się w następnych dniach na kontynuowanie rozpoczętej operacji: powinien był wysłać część swojej armii przeciwko generałowi Latour, prowadząc na czele reszty operacje ponownego oswobodzenia Schwarzwaldu.

Ten odwrót jest jeszcze jednym dowodem znaczenia twierdzy Ulm, która jest kluczem do Dunaju. 

6. Po przybyciu 14 października do Freiburga i Alt-Brisach Moreau miał dwie alternatywy: albo jeszcze tego samego dnia przekroczyć Ren i pozwolić armii na odpoczynek, by następnie połączyć się z Armią Sambry i Mozy, albo wyruszyć natychmiast przeciwko arcyksięciu Karolowi, wykorzystując fakt nieukończonej koncentracji jego armii, uniemożliwiając mu tym samym połączenie się z korpusem generała Latour; umocniłby w ten sposób swoje pozycje w Badenii i Breisgau.

Zamiast tego francuski dowódca zatrzymał się i ustawiając armię w szyku bojowym dopuścił do skoncentrowania się armii nieprzyjaciela; poza tym, co dziwniejsze: po odesłaniu jednej trzeciej swojej armii pod dowództwem Desaixa na lewy brzeg Renu pozostał nadal niezdecydowany, narażając pozostałe mu dwie trzecie armii na całkowite wyniszczenie. Ten błąd miał wielkie znaczenie: armia powróciła w nieładzie do Francji, sprawiając wrażenie pokonanej; taką postawę nie zaprezentowałaby wcześniej, gdy rozpierała ją duma z odniesionych pod Biberach sukcesów. 

7. Osobliwością tej kampanii był fakt, że mimo błędów popełnionych przez francuskich generałów, armia nie poniosła znaczniejszych strat i była ciągle w stanie wszystko naprawić. Po bitwie pod Biberach losy kampanii leżały nadal w rękach generała Moreau. Wystarczyłoby, by pomaszerował w kierunku Rottweil i rozbił oddziały Petrascha i Nauendorfa, którzy w sumie nie dysponowali siłą większą niż 15 tysięcy; następnie powinien był zwrócić się przeciwko arcyksięciu, stacjonującemu na czele 9 tysięcy u ujścia rzeki Rench.

Nawet 15 października, po dotarciu na nizinę Renu, Moreau mógł wszystko zrekompensować. Gdyby pomaszerował pospiesznie w kierunku Kehl, przepędziłby arcyksięcia znad Rench i zapobiegł jego połączeniu się z korpusami generałów Nauendorfa i Latoura; po nawiązaniu kontaktu z Armią Sambry i Mozy niewątpliwie skłoniłby ją do przejścia do ofensywy.

W końcu mógł on podczas oblężenia jego przyczółków mostowych wyruszyć na czele 50 tysięcy z umocnionego obozu pod Kehl i rozbić korpus oblężniczy Latoura, liczący najwyżej 35 tysięcy żołnierzy. W ten sposób mógłby on, mimo wszystko, zająć jednak swoje kwatery zimowe nad Dunajem.  

Uwaga czwarta.

O manewrach arcyksięcia Karola.

1. Stan liczbowy obu armii, francuskiej i austriackiej był identyczny, arcyksiążę miał jednak do dyspozycji 20 tysięcy kawalerii więcej niż jego przeciwnik. Ten fakt dałby innej armii rozstrzygającą przewagę, ale Niemcy nie wiedzą, jak używać kawalerii; boją się ją stracić; cenią ją wyżej, niż jest w rzeczywistości warta; za bardzo ją oszczędzają.

Konna artyleria jest uzupełnieniem kawalerii. 20 tysięcy koni i 120 lekkich armat są równoważne 60 tysiącom piechoty wyposażonej w 120 armat. W krajach położonych na wielkich nizinach, na przykład w Egipcie lub Polsce trudno przewidzieć, kto na końcu odniesie zwycięstwo. 2 tysiące kawalerii z 12 lekkimi armatami równe jest zatem 6 tysiącom piechoty z 12 armatami. W szyku bojowym 6-tysięczna dywizja piechoty albo 2 tysiące kawalerzystów tworzy linię o długości jednego kilometra; na każde 2 metry przypada 12 piechurów lub 4 konie (Napoleon przyjmuje jako punkt wyjścia tych wyliczeń stosowany wówczas 4-rzędowy szyk piechoty i 2-rzędowy kawalerii - przyp. tłum.). Gdyby zatem jeden strzał armatni zabił wszystkich, którzy zajmują owe 2 metry szyku bojowego, straty wyniosłyby 12 piechurów lub 4 jeźdźców i 4 konie. Strata 12 piechurów jest o wiele dotkliwsza niż 4 kawalerzystów wraz z końmi, oznacza bowiem po jednej stronie śmierć 8 piechurów, a po drugiej - 4 koni. Wyposażenie 4 jeźdźców wraz z ich końmi nie jest tak drogie, jak wyposażenie 12 żołnierzy piechoty. Tak więc nawet z finansowego punktu widzenia straty piechoty są bardziej odczuwalne niż kawalerii.

Gdyby arcyksiążę dowodził armią kraju, która z zasady zakłada znaczny udział w walkach kawalerii i miałby oficerów, którzy byliby wyszkoleni w jej wprowadzaniu do walki, armia francuska, posiadająca niedobór w wysokości 20 tysięcy kawalerii w stosunku do armii austriackiej, nie byłaby w stanie wkroczyć do Niemiec. Arcyksiążę przekona się o tym, gdy pomyśli, czego dokonała kawaleria Napoleona w bitwach pod Vauchamps, Nangis i innych walcząc przeciwko rosyjskiej i pruskiej piechocie. 

2. Gdy arcyksiążę w czerwcu dowiedział się, że armia francuska przekroczyła Ren, opuścił on brzegi Lahn, żeby przyjść z pomocą generałowi Latour; pozostawił przy tym generała Wartenslebena na czele 30 tysięcy nad dolnym Renem  i 26 tysięcy w umocnionym obozie Hechtsheim u bram Moguncji. Powinien był jednak pozostawić w Moguncji 8 tysięcy załogi oraz kilka tysięcy rekonwalescentów, a pod komendą Wartenslebena jedynie 25 tysięcy i pomaszerować na czele 60- tysięcznej armii na pomoc stojącej nad górnym Renem armii; w ten sposób skoncentrowałby w Jurze Szwabskiej 90-100 tysięcy żołnierzy. Któż byłby w stanie stawić mu opór?

9 lipca pobiłby i wyparł na lewy brzeg Renu generała Desaix. Zająłby Kehl oraz most na Renie. Ze strony podzielonej Armii Sambry i Mozy nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo; ale nawet gdyby armia ta przeszła do ofensywy i dotarła pomiędzy 10 i 15 lipca do Menu, cóż mogłaby uczynić władającemu twierdzą Kehl arcyksięciu w obliczu wyparcia aż do Alzacji armii generała Moreau? 

3. Gdyby arcyksiążę pozostawione w Jurze 50 tysięcy zjednoczył w jednym obozie na swoim prawym skrzydle i gdyby 9 lipca wyruszył w 3 kolumnach w kierunku Murg, okrążyłby Desaixa na obu flankach i rozbiłby jego centrum, zgniótłby go i odrzucił do Alzacji, zdobywając most w Kehl. Saint-Cyr byłby odcięty od Renu i odparty nad Neckar, Ferino - do Huningue. Gdy dwie armie stoją w bitwie naprzeciw siebie i gdy jedna z nich - w tym przypadku armia francuska - musi wycofać się drogą prowadzącą przez most, natomiast druga - austriacka - ma możliwość wycofania się na wszystkie punkty fikcyjnego półkola, to ta druga posiada wyraźną przewagę; wystarczyło zatem wykorzystać wszystkie posiadane atuty i śmiało uderzyć we flanki przeciwnika. 

4. Arcyksiążę powinien był wyposażyć Ulm, ten "klucz do Dunaju", w broń i zapasy żywności i obsadzić dobrą załogą. 

5. Bitwa pod Neresheim była jedynym środkiem, który pozostał arcyksięciu dla zapobieżenia połączeniu się obu armii francuskich nad rzeką Altmühl. Gdyby odniósł w tej bitwie zwycięstwo, odrzuciłby Armię Renu i Mozeli do Jury Szwabskiej. Po rozbiciu armii głównej, Armia Sambry i Mozy, stojąca w drugiej linii, zmuszona zostałaby do wycofania się nad Men. W bitwie pod Neresheim armia francuska była rozrzucona w trudnym terenie na odcinku 35 kilometrów, jej skrzydła była zawieszone w powietrzu. Arcyksiążę panował nad całym brzegiem Dunaju, ponadto powinien był on całą potęgę ataku skierować na swoje lewe skrzydło. Ponieważ jego drogi odwrotu były w kierunku Ulm, przez mosty w Günzburgu i Dillingen, powinien był ustawić swoje szyki równolegle do Dunaju. Gdyby tak manewrował, odniósłby wielki sukces. Francuzi drogo zapłaciliby za swoją głupotę nieoparcia swojego prawego skrzydła na Dunaju i nie obsadzeniu Ulm przez oddziały generała Ferino. 

6. Jako, że arcyksiążę nie miał szczęścia w bitwie pod Neresheim, zrezygnował on z przeciwstawienia się połączeniu armii francuskich. Gdyby nadal dążył do tego, musiałby wycofać się nad brzegi Wörnitz i Altmühl i opanować lewy brzeg Dunaju. Gdyby pozostawił 30 tysięcy pod dowództwem generała Latoura za Wörnitz, wygrałby 5-6 dni marszu, które potrzebował, żeby skierować się przeciwko armii Jourdana. Zamiast tego, arcyksiążę przekroczył Dunaj, pozostawiając obu armiom francuskim jego lewy brzeg wraz z rzekami Wörnitz i Altmühl. Wartensleben manewrował przez cały sierpień, żeby oddalić się od Dunaju i osłonić Czechy. Nic nie stało na drodze połączeniu armii francuskiej. 

7. Gdy po bitwie pod Neresheim arcyksiążę przekroczył Dunaj i Lech, miał on w rzeczywistości na celu - wbrew temu, co twierdzono - już tylko obronę Bawarii. Jego położenie nie było korzystne: Armia Renu i Mozeli liczyła 60 tysięcy ludzi, Armia Sambry i Mozy - 50 tysięcy; a zatem naprzeciw arcyksięcia mogło na obu brzegach Dunaju stanąć 110 tysięcy, którym mógł przeciwstawić jedynie 90 tysięcy. Pewność siebie odzyskał dopiero na wiadomość, że Moreau, który przez kilka dni pozostał bezczynny, nie był zdecydowany, co do dalszych działań: najpierw pomaszerował w kierunku Donauwörth, by następnie skręcić ku Höchstädt, a w kierunku rzeki Altmühl nie posłał nawet rekonesansów; ponadto obaj francuscy dowódcy manewrowali, jak ktoś, kto nie ma pojęcia o obecności w Niemczech drugiej armii francuskiej; do arcyksięcia dotarła też wieść, że 400 węgierskich huzarów, pozostawionych nad Altmühl, nadal tam przebywa, wysyłając patrole aż do bram Norymbergii. W obliczu tych wiadomości arcyksiążę opracował jedyny słuszny plan i 17 sierpnia na czele 28 tysięcy przekroczył Dunaj i skierował się przeciwko Armii Sambry i Mozy. Gdy w trakcie rozmowy ze stacjonującym nad Lechem na czele 30 tysięcy generałem Latour arcyksiążę przedstawił swój plan, generał miał zwrócić mu uwagę na niebezpieczeństwa, na które narażony jest jego słaby korpus. Jak miał on skutecznie stawić czoła zwycięskiej i dwukrotnie liczniejszej armii nieprzyjaciela? Na to arcyksiążę miał odpowiedzieć:

- I co z tego? Niech Moreau stanie nawet pod murami Wiednia, gdy ja tymczasem rozbiję armię Jourdana!

Miał rację; dla bezpieczeństwa mógł on nawet polecić generałowi Latour pomaszerować w kierunku Regensburga i zająć pozycje na lewym brzegu Dunaju; Moreau nie mógł nic uczynić. 

8. Arcyksiążę zaatakował Bernadotte'a pod Neumarkt dopiero 22 sierpnia, czyli 5 dni po przekroczeniu Dunaju; atak ten był przeprowadzony bez zapału i nie zadał przeciwnikowi żadnych strat; złe wykonanie dobrego zamierzenia; Bernadotte powinien był zostać otoczony w 24 godziny po przekroczeniu Dunaju i zaatakowany z takim impetem, że efektem ataku byłoby całkowicie rozbicie przeciwnika. 

9. 24 sierpnia arcyksiążę maszerował w kierunku Ambergu; większość swojej 28-tysięcznej armii skierował on do wykonania zadań ubocznych; powinien był natomiast posłać jedynie kilka szwadronów za dywizją Bernadotte'a, a sam na czele całego korpusu uderzyć na tyły armii Jourdana; kampania rozstrzygnęłaby się na brzegach rzeki Naab. 

10. Gdy 20 września Jourdan podzielił swoją armię i przeszedł na lewy brzeg Renu, arcyksiążę powinien był na czele 40 tysięcy pomaszerować na Ulm i polecić generałowi Latour przejście przez most w Ingolstadt na lewy brzeg Dunaju i niezwłoczne dołączenie do reszty armii. W ten sposób arcyksiążę dotarłby do Ulm równocześnie z armią francuską, przed którą stanęłaby 70-tysięczna armia nieprzyjacielska; w tych warunkach jej odwrót byłby wielce utrudniony. Zamiast tego arcyksiążę przyprowadził nad górny Ren jedynie 12 tysięcy, pozostawiając bez uzasadnienia nad dolnym Renem liczne oddziały pod dowództwem generała Wernecka; po skierowaniu części owych 12 tysięcy do wykonania zadań ubocznych arcyksiążę dotarł do Kehl jedynie na czele 8-9 tysięcy żołnierzy. 

11. Powinien on był skierować Latoura, Fröhlicha i Nadasdy na lewy brzeg Dunaju w celu oskrzydlenia znajdującej się w odwrocie armii francuskiej; byliby oni w stanie połączyć się z Petraschem i innymi rozesłanymi oddziałami. 

12. W całej kampanii arcyksiążę manewrował według właściwych założeń, ale bojaźliwie i jak ktoś, kto wprawdzie zna zasady prowadzenia kampanii, ale ich nie przemyślał gruntownie. Nie wykonał on przeciwko armii przeciwnika żadnego decydującego uderzenia, dzięki czemu, jak już wspomniano, francuscy generałowie byli w każdym momencie zdolni do odzyskania równowagi. Arcyksiążę powinien był rozstrzygnąć kampanię bitwą nad brzegami rzeki Murg. 

Uwaga piąta.

O oblężeniach Kehl i Huningue.

Ostatnie dwa miesiące 1796 roku armie francuskie poświęciły na odpoczynek; zostały one zreorganizowane, uzupełnione nowymi oddziałami i doprowadzone do stanu liczbowego przewyższającego armie austriackie. Mimo tego arcyksiążę Karol zdecydował się na rozpoczęcie równoczesnego oblężenia przyczółków mostowych pod Kehl i Huningue. Gdyby cała Armia Renu, wzmocniona oddziałami Armii Sambry i Mozy, wyruszyła albo z Kehl albo z Huningue, byłaby w stanie o świcie zaatakować przeważającymi siłami obóz arcyksięcia Karola, zdobyć umocnienia oblegających, wszystkie armaty, wozy i magazyny i odnieść błyskotliwe zwycięstwo. Wyrównałoby to wszystkie niepowodzenia kampanii, przywróciło honor armii francuskiej, zagroziło bezpieczeństwu Niemiec i umożliwiłoby dowódcy francuskiemu przezimowanie na prawym brzegu Renu. Gdyby armia francuska składała się z rekrutów, źle wyszkolonych i niezdyscyplinowanych - w rzeczywistości stan armii był tego przeciwieństwem - jej dowódca nie mógłby zdecydować się na wydanie bitwy; ale nawet w tym przypadku musiałby on budować szaniec za szańcem, ustawiać baterię za baterią, dysponował bowiem znaczną silniejszą armią, miał do dyspozycji więcej niż nieprzyjaciel środków i lepszą pozycję. Te działania musiałyby wprowadzić zamieszanie w szeregach oblegających, zniszczyć jego sprzęt i zmusić go, do zajęcia kwater zimowych.

Oba te oblężenia nie przysparzają chwały zbytnio ostrożnemu arcyksięciu Karolowi, ale wystawiają nadzwyczaj chlubne świadectwo odwagi jego armii. Przez znawców wojskowości są one też uważane za mało chwalebne dla armii francuskiej. Posiadanie obu przyczółków mostowych było rzeczywiście niezwykle istotne dla Francji. Ren jest wielką przeszkodą; posiadanie obu twierdz zmusiłoby nieprzyjaciela do oddania armii francuskiej całej niziny Renu aż do Schwarzwaldu. Byłoby to istotne nie tylko ze względu militarnego, ale również finansowego. Niepokoje w Niemczech nie pozwoliłoby Austriakom na wysłanie większej ilości wojska do Włoch.

Na swoje usprawiedliwienie generałowie francuscy twierdzili, że: rząd francuski pozostawił ich bez odpowiednich środków; żołnierzom nie płacono żołdu; byli oni źle odżywiani; brak było sprzętu ogólnego i artyleryjskiego. Te tłumaczenia nie zostały jednak przyjęte: niedostatki armii były wystarczającym powodem dla rozbicia nieprzyjaciela gwałtownym uderzeniem, doprowadzenia do rozstrzygającej bitwy, w korzystnych dla Francuzów okolicznościach; dla liczącej 50 tysięcy żołnierzy armii było wystarczająco dużo miejsca dla rozwinięcia szyku.

Oficerowie austriaccy, którzy próbowali tłumaczyć nieostrożność i nierozwagę arcyksięcia podczas obu oblężeń, stwierdzili: arcyksiążę wiedział o zmęczeniu panującym w szeregach francuskich i konsternacji, w którą przebieg kampanii wprawił francuskiego dowódcę; w trakcie operacji, którą arcyksiążę ze swojego punktu widzenia uważał za niezbędną dla korzystnego przebiegu planowanej nowej kampanii we Włoszech, liczył on głównie na niezdecydowanie Francuzów.

Inni twierdzą, że oblężenia były efektem rozkazów z Wiednia i były sprzeczne z osobistym stanowiskiem arcyksięcia. Twierdzenie to wydaje się być bardzo prawdopodobne.

T. II R. 3. Bitwa pod Rivoli

I. Niesnaski w Rzymie. - II. Sytuacja armii austriackiej. - III. Sytuacja armii francuskiej. - IV. Zatwierdzenie przez dwór w Wiedniu planu operacji. - V. Potyczka pod San-Michele (12 stycznia 1797). - VI. Zajęcie przez marszałka Alvinczy La Corona. - VII. Bitwa pod Rivoli (14 stycznia). - VIII. Przekroczenie Adygi przez generała Proverę i jego marsz na Mantuę (14 stycznia). - IX. Bitwa pod La Favorita (16 stycznia). - X. Kapitulacja Mantui (2 lutego 1797).

 

I.

Rozgoryczenie Senatu Wenecji spowodowane sukcesami francuskimi rosło z dnia na dzień; ale z dwóch istotnych powodów weneccy dyplomaci trzymali się w ryzach: z jednej strony obecność zwycięskiej armii francuskiej, z drugiej - wrzenie w położonych na stałym lądzie miastach Republiki. W międzyczasie Senatowi udało się zwerbować Słoweńców; 9 batalionów przybyło jeden po drugim do miasta. We wszystkich miastach Republiki trwały spory przeciwników i zwolenników Francji. 

 

Armia francuska zajmowała cytadele w Weronie i Brescii. Gdy wybuchły zamieszki w Bergamo, koniecznym było zajęcie cytadeli także w tym mieście. Uczynił to generał Baraguey d'Hilliers. Te środki ostrożności wydawały się być wystarczające w obliczu spodziewanej wkrótce kapitulacji Mantui. Przed opanowaniem tej twierdzy Napoleon nie zamierzał wdawać się w pertraktacje z Senatem Wenecji, aby nie skomplikować swojej sytuacji. W ten sposób obie strony starannie kryły swoje prawdziwe uczucia.

Pertraktacje z Rzymem zostały przerwane; doświadczenie uczyło, że jedynie zastosowanie siły skłaniało dwór rzymski do ustępstw. Ten stan niepewności, który powodował wrzenie we Włoszech, należało jak najszybciej zakończyć.

Przed przybyciem nowej armii austriackiej 3 tysiące Francuzów i 4 tysiące Włochów przekroczyło Pad i 6 stycznia 1797 roku pomaszerowało w kierunku Bolonii; dowódca armii udał się tam z Mediolanu. Kazał poinformować Wielkiego Księcia Toskanii, że oddziały francuskie zamierzają przemaszerować jedynie przez Księstwo, udając się do Perugii. Premier Wielkiego Księcia, Manfredini pospieszył do Bolonii w celu reprezentowania tam interesów Księcia; powrócił on do Florencji w przekonaniu, że Francuzi byli w drodze do Rzymu. Ale Watykan nie przejmował się zbytniotymi groźbami; w Rzymie znane były powstałe w Wiedniu plany, w których powodzenie mocno wierzono na rzymskim dworze. Austriacki wysłannik utwierdzał go dodatkowo w jego odważnym stanowisku. Według niego, byłoby wielkim szczęściem, gdyby Francuzi wtargnęli w głąb Włoch. Gdyby byłoby to konieczne, papież musiałby nawet opuścić Rzym; tym pewniejsza byłaby porażka Francuzów nad Adygą, gdzie rozstrzygnąłby się los Włoch.

 

II.

W rzeczywistości Alvinczy każdego dnia otrzymywał wzmocnienie. Okolice Padwy, Treviso, a w szczególności Bassano przepełnione były jego oddziałami. Dwa miesiące, które upłynęło od bitwy pod Arcole, Austriacy wykorzystali na przeniesienie kilku dywizji znad brzegów Renu, gdzie armia francuska spoczywała w kwaterach zimowych, do Friulu. W całym cesarstwie uczyniono wojnę we Włoszech sprawą narodową. W Tyrolu utworzono wiele wyborowych batalionów strzelców; było prostą sprawą przekonać Tyrolczyków, że przyczynią się w ten sposób do obrony ich ziem ojczystych i ponownego zdobycia niezbędnych dla ich dobrobytu górzystych ziem włoskich. Sukcesy w Niemczech i porażki we Włoszech odniesione podczas ostatniej kampanii w równym stopniu, choć z różnych powodów, wpłynęły na ukształtowanie opinii publicznej. Duże miasta wystawiły ochotnicze bataliony; Wiedeń wystawił aż cztery z nich. Otrzymały one sztandary wyszyte osobiście ręką cesarzowej; wszystkie one zostały później, po honorowej ich obronie. utracone.

Na początku stycznia 1797 roku w skład armii austriackiej we Włoszech wchodziło 8 dywizji piechoty o zróżnicowanej liczbie żołnierzy uzupełnione kilkoma brygadami lekkiej kawalerii oraz jedną dywizją rezerwy kawalerii; w sumie 65-70 tysięcy żołnierzy (64 bataliony, 30 szwadrony), do tego 6 tysięcy tyrolskich strzelców, a ponadto jeszcze 24 tysięcy żołnierzy garnizonu Mantui; w sumie 95-100 tysięcy ludzi. 

III.

Armię francuską od czasu bitwy pod Arcole wzmocniono dwoma półbrygadami piechoty ściągniętymi z wybrzeża Prowansji (jedną z nich była 57.półbrygada piechoty liniowej) oraz pułk kawalerii, w sumie 7 tysięcy ludzi; wyrównywało to straty poniesione w bitwie pod Arcole i oblężeniu Mantui. Armia składała się z 5 dywizji: jedną z nich dowodził Joubert, który zajmował pozycje na Monte Baldo, w Rivoli i Bussolengo; na czele jednej ze słabszych dywizji generał Rey zajmował w charakterze rezerwy pozycje pod Desenzano; dywizja Masseny stacjonowała w Weronie, a jej awangarda w San Michele; Augereau stał w Legnago, jego awangarda w Bevilacqua; Serurier oblegał Mantuę. Te 5 dywizji liczyły 42 tysięcy żołnierzy pod bronią, z których jedynie 31 tysięcy wchodziły w skład Armii Obserwacyjnej. Joubert umocnił szańcami wzgórza La Corona; Verena, Legnago, Peschiera i Pizzighettone były w dobrym stanie; Francuzi zajmowali również cytadele w Brescii i Bergamo, fort Fuentes, cytadelę w Ferrarze i fort Urbano, a ich wyposażone w armaty szalupy panowały nad czterema jeziorami północnych Włoch: Garda, Como, Lugano i Langen. 

IV.

Wurmser wkroczył do Włoch trzema kolumnami: traktem wzdłuż rzeki Chiesa, przez Monte Baldo i doliną Adygi. Jego kolumny miały połączyć się pod Mantuą. Kilka miesięcy później do Włoch na czele dwóch armii wkroczył Alvinczy; jedna od strony Tyrolu, druga dolinami rzek Piave, Brenty i Adygi. Miały one zjednoczyć się pod Weroną. Realizacja obu tych planów zakończyła się niepowodzeniem w wyniku porażek odniesionych w bitwach pod Lonato, Castiglione i Arcole. Tym razem dwór wiedeński przyjął plan skoordynowany z operacjami Stolicy Apostolskiej. Dworska rada wojenna rozkazała przeprowadzenie dwóch dużych ataków: zasadniczy w kierunku Monte Baldo, drugi - przez niziny Padwy w kierunku dolnej Adygi. Oba korpusy armii austriackiej miały połączyć się pod murami Mantui, gdzie dotrzeć miał też trzeci korpus, maszerujący doliną Adygi,. Gdyby atak zasadniczy nawet nie powiódł się, ale ten drugi jednak zakończył się powodzeniem, oblężenie Mantui zostałoby zakończone, a twierdza na nowo zaprowiantowana. Korpusy armii miały następnie skierować się w kierunku Serraglio i stamtąd nawiązać łączność z Rzymem; Wurmser miał objąć dowództwo armii utworzonej w Romanii, wzmacniając ją swoją, liczącą 5 tysięcy ludzi kawalerią, swoim sztabem i swoją liczną artylerią. Duża liczba generałów, oficerów i spieszonych kawalerzystów, przebywających w Mantui, miała zostać skierowana do armii papieskiej, by poprawić jej dyscyplinę i poprowadzić podczas wykonywania manewru oskrzydlającego armię francuską, co zmusiłoby Francuzów do utrzymywania zarówno na lewym, jak i na prawym brzegu Padu po jednym korpusie. Pewien bardzo inteligentny agent, wysłany z Wiednia do Mantui został złapany przez posterunki francuskie podczas próby przedarcia się przez łańcuch oblężenia. Zmuszono go, do zdradzenia treści połknętej przez niego depeszy; był to niewielki list, napisany bardzo drobnym pismem w języku francuskim, podpisany przez cesarza Franciszka i ukryty w niewielkiej kulce zapieczętowanej woskiem. List zawierał wiadomość dla Wurmsera o natychmiastowym oddelegowaniu na nowe stanowsiko; w najgorszym wypadku miał on przekroczyć Pad i pomaszerować do Państwa Kościelnego, by objąć tam dowództwo armii papieskiej. Jak widać, cesarz Austrii był źle poinformowany i zakładał, że armia Wurmsera przebywa w Serraglio. 

V.

Zgodnie z planem przyjętym przez dwór wiedeński marszałek Alvinczy dowodził atakiem głównym, przeprowadzonym siłami 45-tysięcznej armii; przeniósł on swoją kwaterę z Bassano do Rovereto. Korpusem, który skierowany został nad dolną Adygę dowodził generał Provera; dysponował on 20 tysiącami żołnierzy podzielonych na 3 dywizje. Swoją kwaterę główną generał założył w Padwie. 12 stycznia stanowiąca jego lewe skrzydło dywizja Bajalicha zajęła pozycję pod Caldiero, a awangarda Hohenzollerna pod Montagnana. Jeszcze tego samego dnia Hohenzollern pomaszerował w kierunku Bevilacqua; tam zajmowała pozycje awangarda dzielnego generała Duphot, która po stawieniu niewielkiego oporu, wycofała się po moście w Porto Legnago za Adygę. Dywizja Bajalicha, w sile 8 batalionów i 6 szwadronów, zaatakowała San Michele. Massena pomaszerował na pomoc swojej awangardzie, linie Austriaków zostały przerwane, nieprzyjaciel ratował się ucieczką, pozostawiając na polu walki 900 jeńców. 

Francuscy agenci w Wenecji powiadomili dowódcę armii o marszu armii austriackiej w kierunku Padwy; dla utrzymywaniu w szachu armii papieskiej pozostawił on na granicy Republiki Cispadańskiej oddziały włoskie; 3 tysiące Francuzów wysłał z Bolonii do Ferrary; pod Ponte di Lagoscuro przekroczyli oni Pad. Sam przekroczył rzekę pod Borgoforte i udał się do kwatery głównej w Roverbella i dotarł w czasie trwania potyczki pod San Michele do Werony. Wieczorem tego samego dnia Napoleon rozkazał Massenie wycofanie całej jego dywizji za Weronę. Nieprzyjaciel rozwijał dopiero swoje operacje, należało zatem skoncentrować wszystkie oddziały i być gotowym do marszu w kierunku właściwego ataku nieprzyjaciela. W nocy Napoleon otrzymał z Legnago wieści o marszu armii austriackiej w kierunku dolnej Adygi, gdzie też miał znajdować się jej sztab generalny. Raport generała Duphot nie pozostawiał wątpliwości, że przed jego pozycjami znajdują się znaczne siły nieprzyjaciela; zaobserwował on obecność około 12 tysięcy nieprzyjacielskich żołnierzy i zakładał, że siły te będę wzrastać. Joubert meldował z La Corona, że 12 stycznia, przez cały dzień był atakowany, ale odparł wszystkie ataki wroga i utrzymał swoje stanowiska. Wszystko to potwierdzało opinię, że główny atak nastąpi nad dolną Adygą. 

VI.

Napoleon polecił dywizji Masseny wycofanie się za Adygę i skoncentrowanie na jej prawym brzegu. Nieprzyjaciel nie odkrył jeszcze całkowicie swoich planów; nie nadszedł więc jeszcze moment podjęcia ostatecznej decyzji. Wszystkie pułki były w stanie pogotowia, gotowe do podjęcia nocnego marszu. Biwakująca pod Desenzano dywizja pomaszerowała 13 stycznia do Castelnuovo, czekając tam na nowe rozkazy. Znad Chiesy napływały uspokajające wieści. Lało jak z cebra. O godzinie 10 wszystkie oddziały stały pod bronią, ale Napoleon nie zadecydował jeszcze, dokąd je posłać, w dół albo w górę Adygi?

O godzinie 10 wieczorem do kwatery głównej dotarły wiadomości z Monte Baldo i znad dolnej Adygi: Joubert meldował: "13 stycznia o godzinie 9 rano nieprzyjaciel rozwinął znaczne siły, którym jego dywizja przez cały dzień stawiała skuteczny opór i miała szczęście utrzymania swoich pozycji. Ale o godzinie 2 po południu zauważył on, że jego lewe skrzydło zostało oskrzydlone przez austriacką dywizję, która maszerowała wzdłuż jeziora Garda i groziła "wsunięciem się" pomiędzy jego stanowiska i twierdzę Peschiera. Jego prawe skrzydło zostało oskrzydlone przez inną dywizję, która maszerując wzdłuż lewego brzegu Adygi zbudowała w Dolce, godzinę marszu od Rivoli, most, przekroczyła rzekę i posuwała się dalej prawym brzegiem u stóp Monte Magnone, kierując się w kierunku wzniesień pod Rivoli. Joubert uznał za konieczne posłanie na tą ważne wzniesienia, będące kluczem całej pozycji jednej ze swoich brygad. Około 4 godziny zadecydował o wycofaniu w tym keirunku reszty swojej dywizji, dążąc do osiągnięcia wzniesień jeszcze przed zapadnięciem zmroku. Ale jeżeli szybko nie otrzyma innych, przeciwnych rozkazów, będzie zmuszony w nocy opuścić swoje nowe stanowiska". 

Nad dolną Adygą Provera zajął lewy brzeg rzeki; strzelcy na obu brzegach prowadzili wymianę strzałów. W ten sposób nieprzyjaciel odkrył swoje plany. W oczywisty sposób prowadził on swoją operację dwoma korpusami: głównym przeciwko Monte Baldo i drugim, mniejszym w kierunku dolnej Adygi.

Dywizja Augereau pojawiła się, dysponując wystarczającą siłą, przed Proverą, blokując mu przeprawę przez Adygę. Ale niebezpieczeństwo groziło od strony Monte Baldo. Nie należało tracić ani chwili, osiągnięcie przez nieprzyjaciel wyżyny pod Rivoli oznaczało połączenie się jego piechoty z kawalerią i artylerią; gdyby udało się go zaatakować przed osiągnięciem tego ważnego punktu, byłby on zmuszony przystąpić do walki bez kawalerii i artylerii. Dlatego wszystkie pułki wyruszyły, by o świcie dotrzeć do Rivoli; tam też udał się dowódca armii, gdzie dotarł o 2 godzinie w nocy.  

VII.

Pogoda uległa poprawie; była wspaniała pełnia księżyca. Napoleon wstąpił na kilka wzniesień i obserwował szeregi nieprzyjacielskich ognisk; wypełniały one cały obszar pomiędzy Adygą i jeziorem Garda; całe niego stało w ogniu. Generał rozpoznał dokładnie 5 obozów, każdy dla jednej z kolumn, które wyruszyły poprzedniego dnia. Na podstawie ilości ognisk oszacowano siłę nieprzyjaciela na 40-45 tysięcy żołnierzy. Francuzi  byli w stanie wystawić do walki jedynie 22 tysiące; było to duża dysproporcja, ale Francuzi, mieli w stosunku do nieprzyjaciela przewagę polegającą na posiadaniu ponad 60 armat i kilku pułków kawalerii. Z pozycji ognisk 5 nieprzyjacielskich biwaków jednoznacznie wynikało, że Alvinczy nie ma zamiaru zaatakować przez godziną 10 rano. Pierwsza kolumna Lusignana na prawym skrzydle była jeszcze zbyt daleko; najwyraźniej otrzymała ona polecenie zajęcia wzniesień Rivoli od tyłu; nie mogła ona dotrzeć na wyznaczone pozycje przez godziną 10 wieczorem. Kolumna druga, Liptaya, zaatakować miała pozycje na lewym skrzydle wzniesień; trzecia kolumna, Köblösa, stała bezpośrednio u stóp Monte Magnone, czwarta, dowodzona przez generała Oksaya, na grzbiecie Monte Magnone w kierunku kaplicy Św.Marka. Piąta kolumna składała się z 14 batalionów piechoty z artylerią, kawalerii i bagaży armii; przekroczyła ona Pad koło Dolce i pomaszerowała u podnóża Monte Magnone prawym brzegiem Adygi w dół rzeki; zajęła ona pozycje naprzeciw karczmy "Zum Zolhaus", wzdłuż potoku Incanale o podnóża wzniesień Rivoli. Miała ona kontynuować marsz, jej połączenie z pozostałymi kolumnami oznaczałoby uzupełnienie sił feldmarszałka Alvinczy o brakującą artylerię i kawalerię. Kolumna szósta, pod Wukassowiczem, stała na lewym brzegu Adygi, pod wenecjańskim miasteczkiem Chiusa. 

Na podstawie tych obserwacji Napoleon opracował swój plan: Joubert, który opuścił kaplicę Św.Marka na Monte Magnone i pozostawił na wzniesieniach Rivoli jedynie ariergardę, otrzymał od dowódcy armii rozkaz natychmiastowego przejścia do ponownego ataku, wzięcia kaplicy jeszcze przed świtem i odparcia jak najdalej czwartej kolumny Oksaya. Dziesięciu Kroatów, którzy od pojmanego jeńca dowiedzieli się o opuszczeniu przez Francuzów kaplicy Św.Marka, przybyło do niej równocześnie z wysłanym przez Jouberta o godzinie 4 nad ranem generałem Vial. Rozpoczęła się wymiana ognia karabinowego, początkowo z pułkiem kroackim, a następnie z całą kolumną Oksaya; o świcie została ona wyparta aż do połowy grzbietu Monte Magnone. Trzecia kolumna, Köblösa przyspieszyła teraz swój marsz; krótko przed 9 godziną rano dotarła ona w okolice leżące na lewo od wzniesień Rivoli, ale bez artylerii. Obie francuskie półbrygady, 14. i 85., które stały tam w szyku bojowym, wyposażone były w jedną baterię; 14.półbrygada, tworząca prawe skrzydło odparła nieprzyjacielskie ataki; 85. - została oskrzydlona i rozbita. Dowódca armii pospieszył do dywizji Masseny, która maszerowała prze całą noc i właśnie odpoczywała w wiosce Rivoli; poprowadził ją przeciwko nieprzyjacielowi i po upływie niespełna pół godziny austriacka kolumna została rozbita i zmuszona do ucieczki. Kolumna Liptaya podążyła na pomoc Köblösowi. Była godzina 10.30.

Stojący w dolinie Quosdanowicz, który na czele 3 tysięcy piechoty, 5-6 tysięcy kawalerii, całym wyposażeniem szpitalnym i ciężkim bagażem całej armii, zorientował się, że Joubert nie pozostawił przy kaplicy Św.Marka żadnych oddziałów, lecz, ścigając Oksaya, posunął się naprzód oraz że odgłosy strzelaniny zbliżają się do wzniesień Rivoli. Uznał, że nadszedł korzystny moment i wysłał w kierunku kaplicy 3 bataliony, chcąc zaatakować od tyłu Jouberta. Gdy bataliony te dotarły do połowy wzniesienia austriacki generał zdecydował się na wysłanie 12 armat, 2 albo 3 batalionów piechoty oraz 1000 jeźdźców. Od powodzenia tej manewru uzależnione było zwycięstwo w bitwie, ale jego przeprowadzenie było trudne; była to bowiem prawdziwa wspinaczka. Joubert zawrócił swoje bataliony i biegiem podążył w kierunku kaplicy; dotarł do niej przed nieprzyjacielem, którego odparł i zmusił do powrotu w dolinę. Francuska bateria złożona z 15 armat, ustawiona na wzniesienach Rivoli niszczyła swoim ogniem wszystkich, którzy podejmowali próbę przedarcia się. Pułkownik Leclerc poprowadził do ataku swoich 300 jeźdźców (Pierre-Jean Leclerc d'Ostein, wówczas dowódca 10.pułku strzelców konnych - przyp.tłum.), nieco oddalony od niego atak 200 huzarów poprowadził szef szwadronu Lasalle. Te dwa odważne ataki rozstrzygnęły o sukcesie; nieprzyjaciel został odrzucony do wąwozu. Wszyscy, którzy dotychczas wyszli z wąwozu, zostali wzięci do niewoli: piechota, kawaleria i artyleria. Połowa armii, złożona z kolumn Quosdanowicza i Wukassowicza nie była w stanie wyjść z doliny; była zupełnie nieprzydatna i bez możliwości przyjścia z pomocą.

W międzyczasie pierwsza kolumna Lusignana dotarła na wyznaczone pozycje; napotkała ona stojące w Orza 57. i 58.półbrygadę, należące do francuskiej rezerwy w Desenzano. Kolumna austriacka pozostawiła w tyle jedną ze swoich brygad dla trzymania w szachu francuską rezerwę; druga z brygad, licząca 5 tysięcy ludzi, rozwinęła się na wzniesieniach Pipolo, po obu stronach traktu do Werony, na tyle wzniesień Rivoli, opierając swoje lewe skrzydło o Adygę; kolumna ta nie posiadała żadnej artylerii. Była ona przekonana, że obeszła armię francuską, ale było już za późno: zaledwie dotarła ona na wzniesienia, mogła zobaczyć ucieczkę rozbitych kolumn Oksaya, Köblösa i Liptaya. W szeregi kolumny Lusignana wstąpiło przeczucie losu, który ją oczekuje; nie mogła ona liczyć na niczyją pomoc. Najpierw przez kwadrans stała pod ostrzałem piętnastu 12-funtowych armat francuskiej artylerii rezerwy, po nim nastąpił atak, w wyniku którego cała kolumna dostała się do niewoli. Jej druga brygada, pozostawiona pod Desenzano, rozpoczęła pospieszny odwrót, w czasie którego została całkowicie rozbita, większość jej żołnierzy poległa lub dostała się do niewoli.

Była 2 godzina po południu; nieprzyjaciel był w każdym punkcie pobity i namiętnie ścigany. Joubert z takim zapałem parł do przodu, że w pewnym momencie wydawało się, że cała armia marszałka Alvinczy zostanie wzięta do niewoli. Jedyną, pozostałą jej drogą odwrotu było wąskie zejście w kierunku Brentino; gdy dotarły tam oddziały Jouberta, Alvinczy rozpoznał grożące mu niebezpieczeństwo: przeszedł ze swoją rezerwą do kontrataku, odzyskując nawet nieco terenu. 

Bitwa była wygrana. Francuzi zdobyli 12 austriackich armat, stojących przy Incanale; zdobyli też wiele sztandarów i wzięli do niewoli 7 tysięcy żołnierzy nieprzyjaciela. Dwa oddziały, należące do 18. i 32.półbrygady, napotkały na swojej drodze dywizję Lusignana; wskutek tego na tyłach rozeszła się pogłoska, że armia francuska została okrążona i rozbita.

Dowódca armii wielokrotnie w tym dniu znalazł się w środku wojsk nieprzyjaciela, kilka koni zostało pod nim ranionych.

Weronę trzymał w swoich rękach generał Chabot na czele garstki żołnierzy. 

VIII.

W tym samym dniu Provera przekroczył Adygę po wybudowanym w Angiare w okolicach Legnago moście pontonowym i wyruszył w kierunku Mantui; dla obserwacji mostu pozostawił niewielką rezerwę. Augereau źle wybrał swoje stanowiska; dopiero 15 stycznia 1797 roku był on w stanie zaatakować ten most. Potyczka trwała przez kilka godzin; część obrońców poległa; 1500 żołnierzy nieprzyjaciela dostało się do niewoli, pontony zostały spalone. Ale Provera zyskał dzień marszu; korpus oblegający Mantuę był zagrożony. Trudno jest posiadającemu sprzęt mostowy nieprzyjacielowi uniemożliwić przekroczenie rzeki. Armia, która zamierza temu zapobiec i równocześnie osłaniać oblężenie, musi podjąć środki umożliwiające jej zajęcie pozycji pomiędzy bronioną rzeką a korpusem oblegającym i to zanim nieprzyjaciel zdąży ją osiągnąć. Po przekroczeniu przez Proverę rzeki, Augereau musiał pomaszerować wzdłuż parowu Molinella, by przybyć przed nieprzyjacielem pod Mantuę.

Gdy 14 stycznia o 2 godzinie po południu, w środku bitwy pod Rivoli, Napoleon otrzymał wiadomość o przekroczeniu pod Angiari przez Proverę Adygi zrozumiał natychmiast, co nastąpi. Ściganie następnego dnia korpusu Alvinczy pozostawił w rękach Masseny, Murata i Jouberta i w tym samym momencie wyruszył na czele 4 pułków do Mantui; przed sobą miał 60-kilometrowy marsz. Dotarł do Roverbella w momencie gdy Provera osiągnął San Giorgio. O świcie 16 stycznia dowodzący awangardą Hohenzollern na czele jednego pułku w białych płaszczach dotarł do bramy San Giorgio. Hohenzollern wiedział, że przedmieście chronione jest jedynie przez zwykły wał i miał nadzieję zaskoczyć jego obrońców. Dowodzący tam Miollis liczył się jedynie z atakiem ze strony miasta; wiedział, że ubezpieczany jest przez stojącą nad Adygą dywizję i zakładał, że nieprzyjaciel jest jeszcze daleko.

Huzarzy Hohenzollerna wyglądem przypominali francuski 1.pułk huzarów. Nadjeżdżających huzarów zauważył pewien stary sierżant, należący do załogi San Giorgio, zbierający drzewo około 200 kroków przed twierdzą; nabrał on wątpliwości, którymi podzielił się z towarzyszącym mu doboszem. Białe płaszcze wydały się obu zbyt nowe, by mogły należeć do huzarów pułku Bercheny (pułk huzarów, założony w 1720 roku przez hrabiego Bercheny, przemianowany w 1791 roku na 1.pułk huzarów, w czasie pierwszej kampanii włoskiej Napoleona należał do rezerwy kawalerii gen.Kilmaine - przyp.tłum.). Pełni wątpliwości dzielni żołnierze biegiem powrócili do San Giorgio, zabarykadowali bramę i podnieśli alarm. Huzarzy Hohenzollerna puścili się galopem, ale było za późno; zostali rozpoznani i przywitani kartaczami. W południe Provera okrążył przemieście. Dzielny Miollis na czele 1500 ludzi bronił się przez cały dzień, co umożliwiło oddziałom maszerującym z Rivoli przybycie na czas pod Mantuę. 

IX.

Drogą wodną przez jezioro do Mantui udał się wysłannik Provery, by ustalić plan działań na dzień następny. 16 stycznia o świcie Wurmser zorganizował wypad z twierdzy i zajął pozycje pod La Favorita. Około 1 godziny po południu Napoleon wysłał Victora na czele prowadzonych przez niego 4 pułków na pozycje pomiędzy Favorita i San Giorgio, by w ten sposób uniemożliwić połączenie się garnizonu Mantui z korpusem Provery. Serurier zaatakował załogę twierdzy, dywizja Victora - korpus przybyły na pomoc oblężonym. W bitwie tej 57.półbrygada otrzymała przydomek "Straszna" (La terrible); zaatakowała ona na bagnety linię austriacką rozbijając każdy napotkany opór. Gdy około 2 godziny po południu wypad z twierdzy został odparty, Provera złożył broń. W ręce zwycięzców dostało się wiele sztandarów, wozów, 6 tysięcy jeńców i kilku generałów. W międzyczasie Augereau zaatakował i rozbił pozostawioną nad parowem Molinella ariergardę Provery, dowodzoną przez generała Pointa. Z całego korpusu Provery uratować zdołało się jedynie 2 tysięcy ludzi pozostawionych na drugim brzegu Adygi; wszyscy pozostali albo polegli albo dostali się do niewoli. Starcie to nazwane zostało bitwą pod La Favorita, od znajdującego się w pobliżu pola bitwy pałacu książąt Mantui. 

Pozostawiony na polu bitwy pod Rivoli Joubert, przez cały dzień 15 stycznia ścigał niedobitki armii marszałka Alvinczy; dotarł tak szybko na zejście pod Brentino, że odciął i wziął do niewoli 6 tysięcy żołnierzy nieprzyjaciela; w tym samym czasie Murat na czele dwóch lekkich batalionów obszedł Madonna della Corona; Alvinczy z wielkim trudem uniknął wzięcia do niewoli. Joubert pomaszerował następnie w kierunku Trientu, zajmując swoje stare pozycje nad Avisio; w czasie rekonesansów wziął do niewoli około 1000 ludzi.

Generał Augerau skierował się na Castelfranco, a stamtąd na Treviso; również on stoczył kilka lekkich potyczek. Massena zajął Bassano i ustawił swoje forpoczty nad Piave; w dwóch potyczkach wziął on 1200 jeńców.

Armia austriacka wycofała  się za Piave. 

Przełęcze tyrolskie były pokryte śniegiem; to była największa przeszkoda, stojąca prze korpusem Jouberta. Ale francuska piechota pokonała wszystko. Joubert wkroczył do Trientu i zajął południowy Tyrol. W jego ręce wpadli wszyscy ranni Austriacy i wiele magazynów. Generał Victor został posłany nad Avisio, skąd poprzez wąwozy Brenty nawiązał ponownie łączność ze stacjonującym w Bassano Masseną. Tym samym armia francuska zajęła te same pozycje, które zajmowała już przez bitwą pod Arcole.

Świadectwem odniesionych w styczniowych walkach zwycięstw było: 25 tysięcy jeńców, 24 sztandary i proporce oraz 60 dział. Straty nieprzyjaciela wyniosły przynajmniej 35 tysiący ludzi. Bessieres zawiózł zdobyte sztandary do Paryża. Ilość jeńców była tak duża, że Francuzi mieli z nimi spore kłopoty; wielu z nich zbiegło w czasie marszu do Szwajcarii, dokąd eskortował ich na czele 4 tysięcy generał Rey.

Za zasługi we wszystkich bitwach tej kampanii Napoleon przyznał później generałowi Massenie tyłuł księcia Rivoli. 

X.

Załoga Mantui już od dłuższego czasu otrzymywała jedynie połowę racji żywnościowych; zjedzono już wszystkie konie. Marszałek Wurmser został poinformowany o wynikach bitwy pdo Rivoli. Nie miał on już żadnych szans na otrzymanie pomocy. Został też wezwany do kapitulacji, odpowiedział jednak dumnie, że posiada jeszcze zapas żywności wystarczający na cały rok. Jednak kilka dni później jego pierwszy adiutant, Klenau, przybył do kwatery głównej generała Seruriera. Oświadczył on, że załoga twierdzy posiada jeszcze żywność na 3 miesiące, ale, że marszałek stracił nadzieję, iż Austriakom uda się przerwać kordon oblęźenia, zastosuje się do przedłożonych mu warunków. W odpowiedzi Serurier oświadczył, że przekaże tę wiadomość dowódcy armii francuskiej.

Napoleon udał się do Roverbella, gdzie incognito, otulony w swój płaszcz, obserwował rozmowy generałów. W długiej przemowie, jak to jest w zwyczaju, Klenau przedstawił wielkie zapasy różnych środków, którymi dysponował jeszcze Wurmser, opisując przy tym też wielkie rezerwy żywności, leżące w magazynach. Dowódca armii przystąpił do stołu, wziął pióro i prawie przez pół godziny nanosił na marginesie pisma Wurmsera swoje uwagi. Gdy skończył, zwrócił się do Klenaua:

"-Gdyby Wurmser posiadał zapasy wystarczające już tylko na 18-20 dni, i tak nie zasługiwałby na honorową kapitulację; ale ja szanuję wiek, odwagę i nieszczęście marszałka. Tutaj są warunki, na które jestem w stanie przystać, jeżeli bramy miasta zostaną jutro otwarte. Jeżeli obrona trwać będzie jeszcze 14 dni, jeden albo dwa miesiące, zawsze otrzyma te same warunki; może czekać, aż zjedzony zostanie ostatni kawałek chleba. Ja zaraz wyjeżdżam, mam zamiar przekroczyć Pad i pomaszerować na Rzym. Niech Pan to przekaże swojemu dowódcy".

Klenau nie zrozumiał pierwszych słów Napoleona, ale wkrótce domyślił się, kto przed nim stoi. Przyjął do wiadomości decyzje dowódcy armii francuskiej i odczuł głęboką wdzięczność za tak wspaniałomyślne i niespodziewane postępowanie Francuzów. Przedstawienie zostało zakończone; Klenau przyznał teraz, że Austriacy mają jeszcze na 3 dni żywność. Wurmser zwrócił się do dowódcy francuskiego z prośbą o umożliwienie mu przekroczenia pod Mantuą Padu, dzięki czemu uniknąłby marszu złymi drogami; ale warunki były już ustalone. W swoim liście do Napoleona Wurmser wyraził swoją wdzięczność; kilka dni później wysłał on do Bolonii swojego adiutanta, informując Napoleona o spisku zawiązanym w Romanii, podając również informacje potrzebne do jego unicestwienia. To ostrzeżenie było bardzo cenne.

Przekazaniem twierdzy kierował generał Serurier, przed którym przemaszerował stary feldmarszałek z całym swoim sztabem. Napoleon był już w tym czasie w Romanii. Przemarsz przed jego obliczem sztabu austriackiego, słynny feldmarszałek, generalissmus wojsk austriackich we Włoszech składający w jego ręce swoją szpadę - dla Napoleona niezwykle pochlebne widowisko. Obojętność z jaką z tego zrezygnował wzbudziła podziw w całej Europie.

W składzie garnizonu Mantui było 20 tysięcy ludzi, z tego 12 tysięcy zdolnych jeszcze do walki; wśród jeńców było 30 generałów, 80 komisarzy i urzędników wszelkiego rodzaju i wielki sztab marszałka Wurmsera. Od czerwca, w trakcie trrzech oblężeń, zmarło w szpitalach twierdzy albo zginęło podczas różnych "wycieczek" 27,5 tysięcy żołnierzy. 

Pochodzący z departamentu Ain Joubert studiował początkowo prawo; rewolucja skłoniła go do poświęcenia się rzemiosłu wojennemu. Służył w Armii Italii, gdzie awansował do stopnia generała brygady, następnie generała dywizji. Był wysoki, szczupły, sprawiał wrażenie chorowitego; ale życie obozowe i wojna w górach umocniły jego ciało. Był odważnym oficerem. W listopadzie 1796 roku zastąpił generała Vaubois na stanowisku dowódcy dywizji. Później był dowódcą korpusu wysłanego do Tyrolu. Oddany bardzo Napoleonowi, który powierzył mu zawiezienie Dyrektoriatowi sztandarów zdobytych przez Armię Italii. W listopadzie 1797 roku poślubił córkę senatora Semonville. W 1799 roku zamieszany w paryskie intrygi zastąpił generała Moreau na stanowisku dowódcy Armii Italii. Zmarł śmiercią bohatera w bitwie pod Novi (15 sierpnia 1799 - przyp. tłum.). Był młodym generałem, który nie nabył jeszcze koniecznego doświadczenia. Miał predyspozycje do osiągnięcia wielkiej sławy.

 

T. II Roz. IV. Tolentino

I. Zerwanie zawieszenia broni z dworem papieskim. - II. Armia Stolicy Apostolskiej. - III. Potyczka nad Senio; Podbicie Emilii Romanii. - IV. Odesłanie do domu jeńców wziętych do niewoli w potyczce nad Senio. - V. Potyczka pod Ankoną i zajęcie miasta. - VI. Najświętsza Maria Panna z Loreto. - VII. Wysłanie generała zakonu kamedułów do papieża Piusa VI. - VIII. Traktat z Tolentino (19 lutego 1797). - IX. Mantua. - X. Przybycie do Włoch dwóch dywizji z Armii Sambry i Mozy oraz z Armii Renu. 

I.

Następcą kardynała Zelada na  stanowisku sekretarza stanu dworu rzymskiego był od 6 miesięcy kardynał Busca. Zerwał on stosunki dyplomatyczne z Francją, związał się otwarcie z Austrią i pracował z pilnością większą niż efekty nad utworzeniem godnej uwagi armii. Dążył do powrotu do czasów, kiedy armia papieska decydowała o losach półwyspu. Podjudził w takim stopniu rzymską arystokrację, że ta, więcej z pychy niż szczerych zamiarów, pomogła w wystawieniu pułków, zakupie koni i broni. Kardynał bardzo zawierzał przywiązaniu Włochów do swojej religii i wrodzonego wojennego ducha ludności Apeninów. Napoleon połknął wiele zniewag i obelg; upadek Mantui umożliwiał mu wreszcie zemstę.

10 stycznia 1797 roku nad jeziorem Como zatrzymano kuriera wysłanego przez kardynała Busca do przedstawiciela rzymskiego w Wiedniu, monsignore Albani; w piśmie tym opisane były zamiary Watykanu. Minister pisał:

"Francuzi życzą sobie pokoju, więcej, bardzo się o niego starają; ja jednak przeciągam jego podpisanie, bo papież zdecydowany jest złożyć swój los w ręce dworu austriackiego; warunki zawieszenia broni podpisanego w Bolonii nie są i nie będą spełnione, mimo żywych protestów francuskiego przedstawiciela Cacault. W państwie papieskim pilnie tworzone są nowe pułki. Ojciec Święty zatwierdził generała Colli, zaproponowanego przez cesarza, na stanowisko dowódcy swojej armii. Generał powinien przyprowadzić sporą liczbę austriackich oficerów, szczególnie artylerii i inżynierii. Wydano już rozkazy na ich przyjęcie w Ankonie. Z przykrością muszę stwierdzić, że Colli zmuszony będzie nawiązać kontakt z marszałkiem Alvinczy, z którego manewrów nie jestem w pełni zadowolony. Byłoby dobrze, gdyby generał Colli dokonał przeglądu armii papieskiej w Romanii, zanim uda się do Rzymu... itd."

 



Natychmiast wysłano kuriera do Rzymu z wezwaniem dla Cacault do opuszczenia miasta.

"Od wielu miesięcy - pisał do niego Napoleon - obsypywano Pana obelgami; próbowano wszystkiego, by zmusić Pana do opuszczenia Rzymu. Dzisiaj jednak musi Pan odmówić najgorętszym namowom do pozostania: niech Pan opuści miasto natychmiast po otrzymaniu tego listu".

Przedstawiciel francuski napisał do sekretarza stanu Busca:

"Rozkazem mojego rządu zostałem odwołany i zmuszony jeszcze dzisiaj wieczorem udać się do Florencji; mam zaszczyt, powiadomić o tym Waszą Eminencję, wyrażając ponownie wyrazy mojego szacunku".

Kardynał Busca do ostatniej chwili nie zmienił swojego stanowiska i odpowiedział:

"Kardynał Busca jest wielce zaskoczony tą wiadomością, którą szanowny pan Cacault mu właśnie przekazał. W wyniku jego niespodziewanego wyjazdu do Florencji nie pozostaje mu nic innego, jak tylko utwierdzić go w swoim wielkim dla niego szacunku".

W tym samym czasie generał Victor na czele 4 tysięcy piechoty i 600 kawalerii przekroczył Pad; w Bolonii połączył się z 4-tysięczną dywizją włoską generała Lahoz. Te 9 tysięcy były wystarczającą siłą do podbicia Państwa Kościelnego. Kilka dni później do Bolonii udał się Napoleon, gdzie ogłosił następujący manifest:

1. Stolica Apostolska stanowczo odmówiła wypełnienia artykułów 8 i 9 traktatu o zawieszeniu broni podpisanego przy pośrednictwie Hiszpanii w dniu 23 czerwca 1796 roku w Bolonii i uroczyście ratyfikowanego 27 czerwca 1796 w Rzymie.

2. Nieprzerwanie prowadziła dalsze zbrojenie, a przez swoje manifesty podżegała ludność do wojny; naruszyła terytorium Bolonii, jej wojska zbliżyły się na odległość 15 kilometrów do miasta, grożąc jego zajęciem.

3. Nawiązała skierowane przeciwko Francji kontakty z dworem wiedeńskim; dowodzą tego listy kardynała Busca i wysłanie prałata Albani do Wiednia.

4. Przekazała dowództwo nad swoimi wojskami austriackim generałom i oficerom, wysłanymi przez dwór w Wiedniu.

5. Nie odpowiedziała na propozycje podjęcia rozmów pokojowych złożonych przez przedstawiciela Republiki Francuskiej, obywatela Cacault.

6. Traktat o zawieszeniu broni został przez Stolicę Apostolską naruszony. W związku z tym ogłaszam podpisany 23 czerwca traktat o zawieszeniu broni pomiędzy Republiką Francuską i dworem rzymskim za zerwany. 

Dla udokumentowania zarzutów postawionych w manifeście opublikowano przechwycone listy kardynała Busca. Wprawdzie można było dołączyć jeszcze wiele innych listów, ale listy kardynała powiedziały wszystko. Kardynał Mattei, po 3-miesięcznym pobycie w seminarium w Brescii, otrzymał zezwolenie na powrót do Rzymu. W tym czasie, korzystając ze znajomości z generałem Bonaparte, wielokrotnie pisał do niego. Napoleon wykorzystał tę znajomość i przesłał kardynałowi Mattei przechwycone listy kardynała Busca. Ich czytanie spowodowało wielkie zamieszanie wśród członków Świętego Kolegium, a zwolennikom sekretarza stanu zamknięto nimi usta.  

II.

2 lutego kwatera główna przeniosła się do do Imoli, do pałacu biskupa Chiaramonti, późniejszego papieża Piusa VII. Mała armia francuska dotarła do Castel Bolognese, gdzie stanęła naprzeciw armii papieskiej, zajmującej pozycje na prawym brzegu Senio i broniącej przyczółka mostowego. Posiadająca 6 armat armia Stolicy Apostolskiej składała się z 6-7 tysięcy ludzi, były to częściowo pułki liniowe, częściowo zwołani dźwiękiem dzwonów chłopi, dowodzeni przez mnichów, fanatycznie nastawieni przez księży i watykańskich wysłanników.

Francuzi, po całodziennym, ciężkim marszu stanęli w szyku bojowym. Gdy rozstawiono posterunki na linie francuskie przybył parlamentariusz i w imieniu Jego Eminiecji, głównodowodzącego kardynała, złożył zabawne oświadczenie:

jeżeli armia francuska posunie się jeszcze krok do przodu, zostanie ostrzelana!

Ta groźba wywołała serdeczny wybuch śmiechu. W odpowiedzi poinformowano parlamentariusza, że Francuzi nie mają zamiaru narażać się na gniew kardynała i pozostaną przez całą noc na zajmowanych pozycjach.

Nadzieje kardynała Busca spełniły się. Romania znajdowała się w stanie wrzenia; ogłoszono świętą wojnę, od 3 dni nieprzerwanie rozbrzmiewały dzwony; najniższe warstwy społeczeństwa wpadły w ekstazę fanatyzmu. Zastosowano wszystko, co możliwe: 40-godzinne modlitwy, kazania na placach, odpusty, nawet cuda: byli wśród nich męczennicy, których rany krwawiły, obrazy Matki Boskiej, płaczącej naturalnymi łzami. Wszystko wskazywało na to, że rozpali się płomień, który może zniszczyć całą prowincję. Kardynał Busca powiedział do francuskiego przedstawiciela Cacault:

- Zrobimy z Emilii Romanii, później z gór Ligurii, w końcu z całych Włoch, drugą Wandeę! 

W Imoli rozpowszechniono następującą proklamację:

"Armia francuska wkroczy na terytorium papieża; pozostanie ona wierna swoim zasadom: religia i ludność będzie chroniona. Żołnierz francuski trzyma w jednej dłoni bagnet jako pewną gwarancję zwycięstwa, w drugiej gałązkę oliwną jako znak pokoju. Biada tym, którzy dadzą się zbałamucić hipokrytom! Skierują na swoje domy zemstę armii, która w przeciągu 6 miesięcy wzięła do niewoli 100 tysięcy najlepszych żołnierzy cesarza, 400 armat polowych, zdobyła 110 sztandarów oraz rozbiła 5 armii!"

(Proklamacja ta, wydana w kwaterze głównej w Bolonii 13.pluviose'a roku IV - 1 lutego 1797 - kończyła się następującymi trzema punktami:

  1. każda wieś, każde miasto, w której na wieść o zbliżaniu się armii francuskiej rozbrzmią dzwony alarmowe, zostanie natychmiast spalone, a jej władze rozstrzelane.
  2. każda komuna, na której terenie zamordowany zostanie Francuz, postawiona będzie natychmiast przed sąd wojenny. Zostanie tam wysłany oddział wojskowy, który weźmie zakładników i splądruje miejscowość.
  3. wszyscy księża, duchowni i służba kościelna, niezależnie od stanowiska będą chronieni i pozostaną na swoich urzędach, o ile zachowywać się będą według zasad Ewangelii; jednak wszystkie odstępstwa i wykroczenia sądzone będą na podstawie prawa wojennego, surowiej niż w stosunku do pozostałych obywateli. - przyp.tłum.)

 

III.

3 lutego, o godzinie 4 nad ranem dowodzący awangardą małej armii francuskiej generał Lannes pomaszerował w górę rzeki Senio, przeszedł o świcie w bród na drugi brzeg i zajął pozycje za plecami armii papieskiej, odcinając jej drogę w kierunku Faenzy. Generał Lahoz, wspierany przez jedną baterię i osłaniany przez wielką gromadę strzelców, przekroczył w skupionej kolumnie most. W oku mgnienia uzbrojone kupy papieskie rzuciły się do ucieczki; artyleria i bagaże dostały się w ręce francuskie; 400 albo 500 ludzi zostało rozsiekanych. Wielu mnichów uciekało z krucyfiksem w dłoni; byli to w większości mnisi-żebracy. Prawie wszystkie jednostki liniowe dostały się do niewoli. Dowodzący kardynał salwował się ucieczką. Potyczka nie trwała dłużej niż godzinę. Straty po stronie francuskiej były minimalne. 

Jeszcze tego samego dnia Francuzi dotarli pod Faenzę. Bramy miasta były zamknięte, w całym mieście rozbrzmiewały dzwony alarmowe. Na wałach ustawionych było kilka armat, a rozpalony do wściekłości tłum obrzucał zwycięzców wszelkimi możliwymi obelgami. Żądanie otwarcia bram skwitowano bezczelną odpowiedzią. Trzeba było wysadzić bramy i przemocą wtargnąć do miasta. -Tu jest jak w Pawii - wołali żołnierze. Innymi słowy: chcieli grabieży.

- Nie - odpowiedział im Napoleon - w Pawii wywołano bunt po złożeniu przysięgi; chcieli zabić naszych żołnierzy, którzy byli ich gośćmi. Ci tutaj są tylko nieobliczalni, których trzeba pokonać miłosierdziem.

Nic się też wydarzyło poza tym, że kilka klasztorów obrzucono groźnymi w tonie wyzwiskami. Po ochronieniu tego interesującego miasta przed jego własnym szaleństwem należało to samo zrobić z całą prowincją; do wszystkich okręgów wysłano mężów zaufania, żeby uświadomić społeczeństwo i uśmierzyć panujące wzburzenie; najskuteczniejszą metodą osiągnięcia tego celu okazało się zwolnienie jeńców wojennych. 

IV.

Jeńców wziętych do niewoli w potyczce nad Senio zgromadzono w ogrodzie jednego z klasztorów w Faenzy. Dokonano tego jeszcze w fazie wburzenia panującego w szeregach francuskich; jeńcy obawiali się o swoje życie. Gdy Napoleon zbliżył się do nich, rzucili się na kolana i głośno błagali o łaskę. On zwrócił się do nich po włosku:

- Jestem przyjacielem wszystkich narodów Włoch, a w szczególności ludu rzymskiego. Przynoszę wam najlepszą wiadomość: jesteście wolni; wracajcie do waszych rodzin i powiedzcie im, że Francuzi są przyjaciółmi religii, porządku i ubogich.

Strach i przerażenie zastąpiła radość; z typowym dla włoskiego charakteru ożywieniem nieszczęśnicy wyrażali swoją wdzięczność.

Z klasztornego ogrodu Napoleon udał się do refektarza, gdzie zebrali się wszyscy oficerowie; byłu ich kilkuset, wśród nich członkowie najlepszych rodzin rzymskich. Długo z nimi rozmawiał, mówił o wolności Włoch, o nadużyciach papieskich, które sprzeczne są z Ewangelią, o szaleństwie stawienia oporu doskonale wyszkolonej najlepszej armii świata. Napoleon zezwolił im wrócić do domu, a w zamian za swoją dobroczynność poprosił o rozgłoszenie w ich ojczyźnie o uczuciach, jakie żywi on dla całych Włoch, a w szczególności dla ludności rzymskiej. Wszyscy ci jeńcy zostali misjonarzami, którzy na całym terytorium państwa papieskiego nieprzerwanie głosili mowy pochwalne o dobrym potraktowaniu ich przez Francuzów. Wziąli ze sobą proklamacje, które w ten sposób dotarły do najodleglejszych zakątków Apeninów. Napoleoński plan odniósł sukces: nastawienie ludności zmieniło się diametralnie. 

Armia francuska maszerowała przez Forli, Cesenę, Rimini, Pesaro i Sinigaglia; we wszystkich tych miastach ludność była przychylnie nastawiona. Nastrój całkowicie się zmienił; wybuchami radości naród włoski witał tych samych Francuzów, którzy jeszcze przed kilkoma dniami widziani byli jako wrogowie jego religii, własności i jego praw. Nawet mnisi, z wyjątkiem zakonów żebraczych, policzyli, co mogliby stracić i szczerze starali się zdobyć przychylność francuską. Wśród nich było wielu takich, którzy potępiali szaleństwo swojego rządu. 

V.

Dowódca armii papieskiej, generał Colli, dowodził pod Mondovi i Cherasco armią Piemontu. Wiedział zatem, z kim ma do czynienia. Wybrał dobre pozycje na wzniesieniach pod Ankoną i na czele pozostałych mu 3 tysięcy ludzi założył tam obóz. Ale gdy do obozu podeszła armia francuska, Colli i oficerowie austriaccy wycofali się pod różnymi pozorami do Loreto. Zajęta przez Rzymian pozycja była wyśmienita. Generał Victor wysłał do nich parlamentariusza z wezwaniem do kapitulacji. W trakcie trwania rozmów oddziały francuskie i włoskie okrążyły Rzymian na obu skrzydłach, wzięły bez jednego strzału do niewoli zajmujących te pozycje i wkroczyły, nie napotykając żadnego oporu, do cytadeli.

Z wziętymi do niewoli postąpiono jak z jeńcami znad Senio: zostali wysłani z proklamacjami do domu.  

Ankona jest jedynym portem pomiędzy Wenecją i położonym na krańcu wschodniego wybrzeża Włoch, Brindisi; port ten był jednak zaniedbany i w złym stanie, nawet fregaty nie mogły tam zawijać. Już wtedy Napoleon rozpoznał, co należało zrobić dla umocnienia miasta i odnowienia portu. Później, w królestwie Włoch przeprowadzono wielkie roboty renowacyjne. Dzisiaj do portu zawijać mogą statki wszelkiego rodzaju i wielkości. Zamieszkujące Ankonę duże kolonie Żydów oraz albańskich i greckich muzułmanów podlegały poniżającym ich prawu, sprzecznym z zasadami gościnności. Jednym z pierwszych poczynań Napoleona było zlikwidowanie tego prześladowania. 

Mimo obecności armii francuskiej do Loreto schodziły się tłumy, żeby rzucić się na kolana przez obrazem Matki Boskiej, płaczącej wielkimi łzami. Monge udał się na miejsce cudu i potwierdził; że Madonna rzeczywiście płacze. Kapituła otrzymała polecenie dostarczenia obrazu do kwatery głównej. Okazało się tam, że łzy były złudzeniem optycznym wywołanym za pomocą specjalnego szkła. Następnego dnia Madonna powróciła do kościoła, ale już bez szkła; już nie płakała. Autor tego oszustwa, pewien kapłan, został aresztowany. 

VI.

10 lutego armia francuska założyła obóz u Najświętszej Panienki w Loreto. Miasto jest siedzibą biskupa i okazałego klasztoru. Kościół i zabudowania są bardzo wystawne, zawierają duże i dobrze urządzone pomieszczenia, w których znajdują się skarby Madonny, siedziba kapituły, pokoje dla dostojników Kościoła i pielgrzymów. W kościele znajduje się Casa Santa, Święty Dom, czyli domek Najświętszej Dziewicy, w którym w Nazarecie odwiedził ją archanioł Gabriel. Jest to kwadratowy domek o wielkości 30-60 stóp, w którym na tabernakulum stoi obraz Matki Boskiej. Według legendy, po zdobyciu Syrii przez pogan, aniołowie przenieśli dom początkowo do Dalmacji, a następnie do Loreto (dom został prawdopodobnie przywieziony z Nazaretu przez grecką rodzinę Angeli, rządców Epiru, która chciała w ten sposób uchronić go przed zniszczeniem. W Loreto pojawił się pod koniec krucjaty 10 grudnia 1294 r. -przyp.tłum.).

Ze wszystkich chrześciajńskich krajów przybywali pielgrzymi, żeby zobaczyć Madonnę. Przysyłane zewsząd podarunki w postaci diamentów i kosztowności składały się na skarb o wartości wielu milionów. Gdy tylko na dwór rzymski dotarła wiadomość o zbliżaniu się armii francuskiej, kazano skarb spakować i przenieść w bezpieczne miejsce; mimo tego, w Loreto znaleziono jeszcze ponad milion złotych i srebrnych przedmiotów. Obraz Matki Boskiej przesłano do Paryża. Jest to drewniana statuetka, nieporadność pracy wskazuje na jej wiekowość. Przez kilka lat można ją było oglądać w Bibliotece Narodowej. Po podpisaniu konkordatu Pierwszy Konsul zwrócił ją papieżowi, który polecił ustawić ją z powrotem w Casa Santa

Do Włoch schroniło się kilka tysięcy wygnanych z ojczyzny francuskich księży. Przed wkroczeniem na półwysep armii francuskiej schronili się oni na teren państwa papieskiego. Ale gdy armia wkroczyła do Państwa Kościelnego, nie mieli już żadnego schronienia. Niektórzy z nich, najbardziej strachliwi, w porę przekroczyli Adygę i skierowali się do Niemiec. Neapol odmówił ich przyjęcia. Przełożeni klasztorów w Państwie Kościelnym już od dawna patrzyli niechętnie na konieczność zapewnienia tym duchownym wyżywienia i dachu nad głową. Wkroczenie armii francuskiej wykorzystali oni jako pretekst i udając, że obawiają się zemsty zwycięzców na ich klasztorach, wydalili nieszczęsnych księży. Napoleon opublikował rozkaz, w którym uspokoił zbiegłych duchownych i polecił klasztorom, biskupom i kapitułom ich ponowne przyjęcie i zapewnienie należytego utrzymania. Armii polecił uznanie emigrantów za przyjaciół i rodaków, odpowiednie ich traktowanie i zapewnienie im ochrony. Armia przyjęła jego nastawienie i wielokrotnie można było być świadkiem wzruszających scen: żołnierze rozpoznawali swoich dawnych duszpasterzy, a ci nieszczęśliwi starcy, żyjący na obczyźnie, wiele mil od ojczyzny po raz pierwszy doznali dowodów szacunku i miłości ze strony swoich rodaków, którzy do tej pory uważali ich za wrogów i traktowali jak przestępców. Wiadomość o takim potraktowaniu żyjących na emigracji księży rozpowszechniła się w całym chrześcijańskim świecie, a szczególnie we Francji. Wprawdzie tu i ówdzie odzywały się krytyczne głosy, jednak szybko zamilkły w obliczu ogólnego poparcia dla Napoleona, w szczególności ze strony Dyrektoriatu. 

VII.

W tym samym czasie w Watykanie zapanowało wielka konsternacja. W godzinnych odstępach docierały nowe, złe wieści. Najpierw dowiedziano się, że armia papieska, w której pokładano wielkie nadzieje, została całkowicie rozbita, nie stawiając nawet najmniejszego oporu. Później kurierzy, którzy przewozili wiadomości o zajmowaniu przez armię francuską kolejnych miast, informowali równocześnie o zmianach w nastrojach opinii publicznej. Nienawiść i fanatyzm ustąpiły miejsca przyjaznym uczuciom i nadziejom na wolność. Busca musiał przyjąć do wiadomości, że Wandea nie jest wszędzie, a gdy nadzwyczajne okoliczności doprowadzą już do wybuchu wojny domowej, to jedynie poważne błędy mogą ją uczynić długotrwałą i zaciętą. Wkrótce nadeszła wiadomość, że armia francuska zajęła Ankonę, Loreto i Maceratę, a jej awangarda dotarła już do szczytów Apeninów. -Francuzi nie idą - opowiadali rzymscy duchowni - oni biegną.

Tymczasem oficerowie i żołnierze zwolnieni z niewoli w Faenzy i Ankonie rozpowszechniali we wszystkich dzielnicach Rzymu uczucie zaufania. Partia niepodległościowa podniosła głowę i zaczęła oficjalnie występować w Wiecznym Mieście. Święte Kolegium straciło wszelkie nadzieje i myślało już jedynie o własnym bezpieczeństwie. Przygotowano wszystko do wyjazdu do Neapolu.

Papieskie karety były już zaprzężone, gdy do Rzymu przybył generał zakonu kamedułów i rzucił się Ojcu Świętemu do nóg. Podczas przejazdu przez Cesenę spotkał on Napoleona, który wiedząc, że Pius VI darzy zakonnika wielkim zaufaniem, przekazał za jego pośrednictwem wiadomość, iż nie ma wrogich zamierzeń w stosunku do papieża; że ma wielki szacunek dla jego osoby i charakteru; Ojciec Święty może spokojnie pozostać w Rzymie, musi jedynie zmienić swoich ministrów i posłać do Tolentino pełnomocników w celu wynegocjowania i podpisania ostatecznego traktatu pokojowego z Republiką.

Generał kamedułów wypełnił z powodzeniem swoją misję. Papież nabrał zaufania; zwolnił ze stanowiska żałosnego Busca i powierzył prowadzenie swojego kabinetu znanemu ze swoich umiarkowanych poglądów kardynałowi Dorii; zrezygnował z wyjazdu z Rzymu i mianował pełnomocników dla przeprowadzenia rozmów pokojowych i podpisania traktatu.

Dyrektywy Dyrektoriatu zakazywały jakichkolwiek rozmów z Rzymem. Rząd był zdania, że należy skończyć ze świecką władzą papieża; byłoby szaleństwem wierzyć w możliwość doprowadzenia do trwałego pokoju z teologami, którzy tak wrogo byli nastawieni do podstawowych zasad nowych republik.

Bez wątpliwości, świecka władza papieża była nie do pogodzenia ze szczęściem Włoch; doświadczenie uczyło, że od tego dworu nie można oczekiwać ani umiarkowania ani szczerości. Ale Napoleon był zdania, że nie jest w stanie wzniecić w Rzymie rewolucji i zjednoczyć Państwa Kościelnego z Republiką Cispadańską bez marszu na Neapol i zrzucenia Burbonów z tronu Obojga Sycylii. Partia niepodległościowa w królestwie Neapolu była wprawdzie zdolna do wywołania rozruchów, ale była zbyt słaba dla udzielenia rzeczywistego wsparcia armii francuskiej. Dwór w Neapolu rozumiał, że rewolucja w Rzymie byłaby równoznaczna z jego własnym upadkiem. Ale dla podjęcia marszu na południe półwyspu konieczna byłaby armia licząca około 20-25 tysięcy żołnierzy; ich wysłanie było jednak niezgodne z wielkim planem Napoleona podyktowania warunków traktatu pokojowego pod murami Wiednia. 

VIII.

Awangarda armii francuskiej przekroczyła Apeniny i znajdowała się o 3 dni marszu od Rzymu. 13 lutego kwatera główna dotarła do Tolentino. Tego samego dnia dotarli tam pełnomocnicy papieża: kardynał Mattei, monsignore Galeppi, markiz Massini i książę Braschi. Rokowania rozpoczęto 14 lutego. Posiedzeniu przewodniczył monsignore Galeppi. Był on doskonałym mówcą; słuchanie jego kazań było prawdziwym przeżyciem. Ale wina była po stronie Rzymu: należało go ukarać, a karą tą mogło być jedynie odstąpienie Francuzom zajętych przez nich prowincji albo zapłacenie równoważnych kontrybucji. W posiadaniu Francuzów były: trzy lenna papieskie (Bolonia, Ferrara, Rawenna - przyp. tłum.), księstwo Urbino, marchia Ankona, prowincje Macerata i Perugia. Po uzgodnieniu tych podstawowych warunków konieczne były jeszcze 5-dniowe pertraktacje. Galeppi, który poprzednio podkreślał katastrofalną sytuację finansów papieskich, znalazł jednak środki, które pozwoliłyby na wykupienie zajętych prowincji albo zredukowania ich liczby, które papież zmuszony byłby oddać. Traktat podpisano w klasztorze, w którym znajdowała sią kwatera główna.

Napoleon przez dłuższy czas obstawał przy żądaniu zobowiązania się dworu rzymskiego do rozwiązania Inkwizycji. Odpowiadano mu: Inkwizycja nie jest już tym, czym była wcześniej, lecz jedynie trybunałem do spraw wiary; autos-da-fe (procesy publiczne - przyp. tłum.) nie miały już miejsca. Napoleon domyślał się wprawdzie, jak mało przekonujące były te argumenty, ale dla przypodobania się papieżowi, zrezygnował z tego żądania, co bardzo uradowało tego ostatniego, czego wyraz dał w swojej korespondencji prywatnej. Napoleon zadowolił się odstąpieniem Romanii (z lennami Bolonia i Ferrara) i okupacją Ankony przez wojska francuskie; postąpił zatem zgodnie z tą samą zasadą, która skłoniła go do utrzymania świeckiej władzy papieża. Gdyby, tak jak to sobie życzyli patrioci cispadańscy, przyłączył do nowej Republiki księstwo Urbino, marchię Ankony, rozszerzył aż do Apeninów prowincje Ferrara i Macerata, znalazłby się w bezpośrednim sąsiedztwie królestwa Neapolu, czego nieuniknionym efektem byłaby wojna z tym mocarstwem. Wojna wybuchłaby nawet, gdyby nie chciały jej ani Neapol ani Francja. Dwór neapolitański przywiązywał tak wielką wagę do rokowań pomiędzy Francją i Rzymem, że jego przedstawiciel, książę Pignatelli podążył z Bolonii za kwaterą główną: był to wyraźny znak niepokoju jego rządu.

Książę Pignatelii nie był pozbawiony inteligencji i energii, ale nie przebierał on w środkach w trakcie zbierania informacji. Niejednokrotnie, szczególnie w Loreto i podczas rokowań w Tolentino, zaskakiwano go podsłuchującego pod drzwiami; niewiele brakowało, żeby został wyrzucony przez pokojowców.

W wyniku traktatu pokojowego marsz armii francuskiej został zatrzymany.

Po jego podpisaniu dowódca armii zlecił wykonanie postanowień generałowi Victorowi, wysłał swojego adiutanta, pułkownika Junot, z listem pełnym wyrazów szacunku do papieża i wyjechał do Mantui. List Napoleona i papieska odpowiedź zostały opublikowane; ich ton tak różnił się od ogólnie wówczas stosowanego, że wzbudził ogólne poruszenie. 

IX.

Mantua była od miesiąca w rękach Republiki. Szpitale przepełnione były jeszcze chorymi Austriakami. Napoleon po przybyciu do miasta zatrzymał się w książęcym pałacu i przebywał tam przez kilka dni. W mieście znaleziono dużą liczbę pięknych obrazów; na polecenie Napoleona wysłano je do paryskiego muzeum. Przepiękne freski "Upadek tytanów" autorstwa Giulio Romano w Palazzo del Te budziły podziw znawców. Komisja d/s sztuk pięknych przedłożyła różne propozycje "zdjęcia" fresków ze ścian i przetransportowania do Paryża, ale groziło to zniszczeniem i niepowrotną stratą arcydzieł.

Napoleon zlecił dowódcy inżynierii armii, generałowi Chasseloup, poprawienie umocnień twierdzy. Jej słabymi punktami były umocnienia w Pradella i Pietola; pracowano nieprzerwanie dążąc do wzmocnienia tych punktów.

Napoleon udał się następnie do Mediolanu, politycznego i administracyjnego centrum Włoch.  

X.

Przed bitwą pod Arcole rząd francuski uważał Włochy za stracone; poważnie zastanawiano się wówczas nad skutkami, które strata ta wywołać może na sytuację wewnętrzną Francji. Opinia publiczna była oburzona; nie pojmowano, dlaczego całe ciężar prowadzenia wojny, a później także całą sławę, złożono na barki jednej jedynej armii. Armia Italii skarżyła się głośno i w końcu poważnie zaczęto myśleć o wysłaniu jej wzmocnienia. Dyrektoriat polecił wysłanie za Alpy dla wzmocnienia Armii Italii jednej dywizji piechoty i dwóch dywizji kawalerii z Armii Sambry i Mozy i takiej samej siły z Armii Renu. W owym czasie zagrażała jej armia austriacka, która później rozbita została pod Rivoli. Marsz tych wzmocnień opóźniał się; dla oswobodzenia znajdującej się w sporych opałach Mantui Alvinczy przyspieszył swoje operacje. Dlatego gdy wzmocnienia dotarły dopiero do stóp Alp niebezpieczeństwo zostało już zażegnane, dzięki zwycięstwom pod Rivoli i La Favorita oraz zdobyciu Mantui.

Dopiero po swoim powrocie z Tolentino Napoleon przeprowadził przegląd nowych jednostek. Były one w dobrym stanie i o nienagannej dyscyplinie. W dowodzonej przez generała Bernadotte dywizji Armii Sambry i Mozy w trakcie marszu zanotowano niewielu dezerterów; inaczej było w dywizji Armii Renu przyprowadzonej przez generała Delmasa, która przez dezercję utraciła wielu ludzi. Wzmocnienia szacowano na 30 tysięcy ludzi, w rzeczywistości siły te liczyły jedynie 19 tysięcy. Teraz Armia Italii była w stanie własnymi siłami zmusić gabinet wiedeński do wycofania się z sojuszu z Anglią. 

 

T. II Roz. V. Bitwa nad Tagliamento

I. Plan kampanii na rok 1797. - II. Przekroczenie Piave (12 marca). - III. Bitwa nad Tagliamento (16 marca). - IV. Odwrót arcyksięcia Karola. - V. Potyczka pod Gradisca (19 marca). - VI. Przejście przez Alpy Julijskie i przekroczenie Drawy (29 marca). - VII. Potyczki w Tyrolu. 

I.

Porażki doznane w ostatniej kampanii przez Armie Sambry i Mozy oraz Renu, ich bojaźliwa postawa w trakcie oblężenia Kehl i przyczółka mostowego pod Huningue uspokoiły dwór wiedeński, który nabrał przekonania, że z tej części teatru wojny nie należy spodziewać się zagrożenia. Pod koniec lutego wybrano zatem z najlepszych jednostek stacjonujących nad Renem 40 tysięcy ludzi, 6 dywizji, z których cztery wysłano do Friulu, a dwie do Tyrolu. Arcyksiążę Karol, który w blasku zdobytej nad Renem sławy, objął dowództwo armii austriackiej we Włoszech, założył 6 lutego swoją kwaterę początkowo w Innsbrucku, później w Villach i Gorizii. W przeciągu lutego jego oficerowie inżynierii przeprowadzili inspekcję Alp Julijskich i Noryckich oraz opracowali plany umocnień, które należało zbudować natychmiast po stopieniu śniegów.

Napoleon płonął z niecierpliwości, pragnął pobić i wypędzić z Włoch arcyksięcia jeszcze przed przybyciem maszerujących z Niemiec potężnych posiłków. 

Armia Napoleona składała się z 8 dywizji piechoty i kawalerii rezerwowej; pod bronią stało 53 tysięcy piechoty, 5 tysięcy kawalerii i 3 tysiące artylerii ze 125 armatami; kontyngent króla Sardynii liczył 8 tysięcy piechoty, 2 tysiące kawalerzystów i 20 armat. Napoleon już od dłuższego czasu prowadził rokowania, żeby skłonić również Wenecję do przystąpienia do sojuszu; Republika św.Marka miała wystawić korpus pomocniczy równy piemonckiemu. Napoleon spodziewał się zatem wkroczyć do Niemiec na czele 70 tysięcy piechoty, 9 tysięcy kawalerii i 160 armat. Ale Dyrektoriat wzbraniał się, w zaślepieniu, uznać zawiązany w Bolonii traktat sojuszniczy; wskutek tego armia francuska straciła sardyński korpus pomocniczy. A Senat wenecki odrzucił propozycję sojuszu i pokazał przy tym tyle niechęci, że należało się wszystkiego spodziewać. W ten sposób armii francuskiej nie tylko nie wzmocnił kontyngent wenecki, ale na dodatek konieczne było pozostawienie nad Adygą 10-tysięcznej rezerwy dla ochrony zaplecza i pilnowania poczynań nieprzyjaznych oligarchów weneckich. Napoleon mógł zatem wkroczyć do Niemiec jedynie na czele 50 tysięcy, w tym 5 tysięcy kawalerii i 2,5 tysiąca artylerii. Był zdania, że Armia Sambry i Mozy oraz Armia Renu powinny zostać połączone w jedną, liczącą 120 tysięcy armię, która, maszerując ze Strasbourga, wkroczyłaby do Bawarii, przekroczyła Inn i połączyła nad Enns z Armią Italii, która po przekroczeniu Tagliamento, Alp Julijskich, Karyntii (Kärnten), Drawy i Muru skierowałaby się w kierunku przełęczy Semmering. I gdy, po zjednoczeniu 200-tysięcznej armii, Francuzi wkroczyliby do Wiednia, 60-tysięczna Armia Obserwacyjna osłaniałaby Holandię, zablokowałaby Ehrenbreitstein, Moguncję, Mannheim i Philippsburg i obserwowałaby przyczółki mostowe pod Düsseldorfem, Kehl i Huningue. Jednak Dyrektoriat trwał przy swoich fałszywych zasadach prowadzenia działań wojennych i utrzymał rozdzielenie armii Sambry i Mozy oraz Renu; doświadczenia minionej kampanii nic tych panów nie nauczyło. 

Z Włoch do Wiednia prowadzą 3 duże trakty: przez Tyrol, przez Karyntię i przez Krainę.

Ta pierwsza prowadzi z Werony wzdłuż lewego brzegu Adygi aż do Trientu, przekracza Alpy na przełęczy Brenner, 270 kilometrów od Werony, przez Salzburg dociera do Dunaju, skąd prowadząc w dół tej rzeki i przecinając Enns, dochodzi do Wiednia.

Druga z nich prowadzi przez okolice Vicenzy i Treviso, przez Piave i Tagliamento, Pontebba i Alpy Kraińskie, które przekracza na przełęczy koło Tarvisio. Potem schodzi na dół do Karyntii, przekracza Drawę koło Villach, prowadzi przez stolicę Karyntii Klagenfurt, następnie wzdłuż Muru w kierunku przełęczy Semmering, skąd schodzi w dolinę Wiednia. Odległość od San Daniele do Wiednia tą drogą wynosi 440 kilometrów.

Trakt kraiński przekracza koło Gradisca rzekę Isonzo kierując się w kierunku stolicy prowincji, Lubljanę, przekracza Sawę i koło Marburga Drawę, następnie prowadzi przez Styrię (Steiermark) w kierunku jej stolicy, Grazu i łączy się koło Bruck z traktem karynckim. Od Gorizii do Wiednia jest tą drogą 460 kilometrów. (......) 

Armia arcyksięcia liczyła w pierwszych dniach marca 50 tysięcy ludzi, z których 15 tysięcy stacjonowało w Tyrolu; reszta znajdowała się za Piave, osłaniając Friul. W kwietniu spodziewano się przybycia 6 dywizji znad Renu, przez co jej siła wzrosłaby do ponad 90 tysięcy. Tak wielka przewaga budziła w Wiedniu wielkie nadzieje.

Z armii francuskiej wydzielono wówczas 17-tysięczny korpus operujący we włoskim Tyrolu, dowodzony przez generała Joubert. W jego skład wchodziły 3 dywizje generałów Delmas, Baraguey d'Hilliers i Joubert oraz brygada kawalerii generała Dumas. Dywizje generałów Massena, Serurier, Guieu (poprzednio: Augereau) i Bernadotte wraz z dywizją kawalerii generała Dugua, w sumie 34 albo 35 tysięcy żołnierzy skoncentrowano w okolicach Bassano i Treviso; forpoczty stały wzdłuż prawego brzegu Piave. Dywizja Victora znajdowała się jeszcze w Apeninach; spodziewano się jej przybycia w pierwszych dniach kwietnia nad Adygę, gdzie stanowić miała trzon korpusu obserwacyjnego przeznaczonego do obserwacji Wenecji; przybycie francuskich batalionów marszowych oraz oddziałów lombardzkich, cispadańskich i bolońskich miało wzmocnić siły tego korpusu do 20 tysięcy.

Po otrzymaniu wiadomości o przybyciu 6 lutego arcyksięcia do Innsbrucka, spodziewano się, że skoncentruje on swoje siły w Tyrolu, zadawalając się pozostawieniem nad Tagliamento 6-tysięcznego korpusu. Przyspieszyłoby to o 20 dni połączenie 6 dywizji reńskich z armią główną. Umożliwiłoby to też arcyksięciu zaatakowanie generała Jouberta, zajęcie jego pozycji nad Avisio i zmuszenie go do wycofania się do Włoch. Już w pierwszych dniach lutego Napoleon poinformował generała Jouberta o grożącym mu niebezpieczeństwie i polecił, opierając się na tym przypuszczeniu, wybranie trzech pozycji między rzeką Avisio i linią Torbole-Mori na których Joubert byłby w stanie zatrzymać marsz arcyksięcia, zdobywając w ten sposób 8-10 dni, które umożliwiłyby dywizjom stojącym nad Brentą przez jej wąwozy uderzyć na skrzydło armii arcyksięcia. 

II.

Arcyksiążę trzymał się jednak ustalonego przez dworską radę wojenną planu i skoncentrował swoje siły główne w Friulu. To pozwoliło armii francuskiej zaatakować go jeszcze przed przybyciem znajdujących się o 20 dni marszu dywizji reńskich. W tym celu Napoleon 9 marca przeniósł swoją kwaterę do Bassano. Stamtąd skierował on do swojej armii następujący rozkaz-odezwę: 

"Żołnierze!

Zajęcie Mantui zakończyło wojnę we Włoszech, która przyniesie Wam wieczną wdzięczność ojczyzny. Zwyciężyliście w 14 bitwach i 70 potyczkach. Wzięliście 100 tysięcy niewolników, zdobyliście 500 armat polowych, 2000 dział wałowych, 4 pociągi mostowe. Kontrybucje nałożone na zdobyte kraje zapewniły armii wyżywienie, ubiór i żołd; ponadto posłaliście ministrowi finansów 30 milionów dla skarbu państwa. Wzbogaciliście paryskie muzeum o 300 arcydzieł starych i nowych mistrzów włoskich - arcydzieła, dla stworzenia których potrzeba by 3 tysiące lat! Zdobyliście dla Republiki najpiękniejsze krainy Europy. Transpadańska i Cispadańska Republika zawdzięczają Wam swoją wolność. Po raz pierwszy flaga francuska zawisła na wybrzeżu Adriatyku, naprzeciw ojczyzny Aleksandra, oddalonej o 24 godziny! Królowie Sardynii i Neapolu, papież i książę Parmy odwrócili się od koalicji. Przegoniliście Anglików z Livorno, Genui i Korsyki.

Ale czekają na Was jeszcze wyższe cele! Jesteście ich godni !

Z wielu wrogów, którzy zjednoczyli się dla zdławienia Republiki pozostał jedynie cesarz. On nie zna innej polityki, nie przeciwstawia się działaniom wiarołomnego gabinetu, który oddalony od wojennej nędzy, z rozkosznym uśmiechem przygląda się cierpieniom na europejskim kontynencie. Dyrektoriat próbował wszystkiego, żeby darować Europie pokój; powściągliwość jego żądań nie odpowiadała w żadnym stosunku sile jego armii. - Ale nie chciano go wysłuchać. Nie ma zatem żadnej innej nadziei na pokój, poza możliwością wymuszenia go w sercu cesarstwa.

Spotkacie tam zacny naród; poszanujecie jego religią i jego obyczaje, jego własność.

Przyniesiecie wolność dzielnemu narodowi węgierskiemu!"  

Francuzi musieli na oczach armii austriackiej przekroczyć Piave oraz Tagliamento i okrążyć jej prawe skrzydło, żeby osiągnąć przed nią wąwozy koło Pontebba. Massena wyruszył z Bassano, przekroczył w górach rzekę Piave, rozbił dywizję generała Lusignana, biorąc w gorączkowym pościgu do niewoli 600 żołnierzy austriackiej dywizji i jej dowódcę. Zdobył też wiele armat, wyparł niedobitki dywizji za Tagliamento i opanował miejscowości Feltre, Cadore i Belluno.

Dywizja Serurier pomaszerowała 12 marca w kierunku Asolo, przekroczyła o świcie Piave i skierowała się w kierunku Conegliano, gdzei znajdowała sią austriacka kwatera główna. W ten sposób Serurier obszedł wszystkie dywizje broniące dolną Piave i umożliwił dywizji generała Guieu przekroczenie Piave o 2 godzinie po południu w okolicach Ospedaletto, powyżej Treviso. W tym miejscu rzeka była stosunkowo głęboka; właściwie dla jej przekroczenia konieczny byłby most; ale dobra wola żołnierzy zastąpiła brakujące środki pomocnicze. Tylko jeden z doboszy wpadł w niebezpieczeństwo; uratowała go markietanka, która rzuciła się do wody.

Tego samego dnia dywizje Serurier i Guieu wraz z główną kwaterą rozbiły biwak w Conegliano. Dywizja Bernadotte dotarła tam z Padwy następnego dnia przed południem.

Na miejsce bitwy nieprzyjaciel wybrał niziny nad Tagliamento; było to korzystne miejsce dla jego licznej kawalerii. Austriacka ariergarda próbowała w nocy utrzymać pozycje pod Sacile, została jednak 13 marca rozbita przez generała Guieu.  

III.

16 marca o 9 godzinie rano obie armie stanęły naprzeciw siebie. Armia francuska wraz z calym dużym sztabem dotarła do prawego brzegu Tagliamento powyżej Valvasone; dywizja Guieu tworzyła lewe, dywizja Bernadotte - prawe skrzydło, dywizja Serurier - centrum.





Armia austriacka, liczbowo równa francuskiej, ustawiła się na przeciwnym brzegu w podobnym szyku bojowym. W takim ustawieniu pozostawiła ona trakt karyncki w kierunku Pontebba bez osłony. Kolumna Oksaya i niedobitki Lusignana nie były w stanie zatrzymać Masseny. A przecież przez Pontebba wiodła najkrótsza droga do Wiednia; była to naturalna linia osłaniająca stolicę.

Postępowanie arcyksięcia można zrozumieć tylko przy założeniu, że niepokoił się on o bezpieczeństwo Triestu, centrum austriackiego handlu morskiego albo że, osłaniany przez Tagliamento, miał nadzieję na zyskanie kilku dni czasu; w międzyczasie jedna z maszerujących znad Renu dywizji grenadierów, która dotarła już do Klagenfurtu, wzmocniłaby stojącą naprzeciw Masseny dywizję Oksaya.

Bitwę rozpoczęła wymiana ognia artyleryjskiego prowadzącego z obu brzegów rzeki; kawaleria kilkakrotnie podjęła próbę dotarcia na nieprzyjacielski brzeg po żwirowym dnie tej górskiej rzeki. Gdy jednak armia francuska spostrzegła, że nieprzyjaciel jest dobrze przygotowany, zaprzestała strzelać i rozbiła biwak, rozpalając liczne ogniska. Arcykisążę dał się wprowadzić w błąd i przyjął, że zmęczona nocnym marszem armia francuska zrezygnowała z dalszej walki. Wycofał się znad brzegu i powrócił do obozu. Ale 2 godziny później, armia francuska ponownie chwycił za broń. Duphot na czele 27.półbrygady lekkiej, stanowiącej awangardę generała Guieu i Murat na czele awangardy Bernadotte'a, 15.półbrygady lekkiej, sforsowali rzekę. Każdy z tych pułków miał jako wsparcie swoją dywizję; drugie bataliony obu półbrygad rozwiązały swoje szyki, jej śladami postępowały w kolumnie bataliony pierwszy i trzeci. Nieprzyjaciel rzucił się do broni, ale bataliony francuskie przekroczyły już rzekę i stały w szyku, gotowe do walki na lewym brzegu. We wszystkich punktach rozległ się ogień karabinów. Przydzielona do obu dywizji kawaleria stała na skrzydłach. Dywizja kawalerii rezerwowej generała Dugua oraz dywizja Seruriera tworzyły drugi rzut, który zbliżył się do rzeki, gdy tylko pierwsze szeregi francuskie oddaliły się na 200 metrów od brzegu. Po kilkugodzinnej walce, kilku odpartych atakach piechoty i kawalerii skierowanych w stronę wsi Gradisca i Codroipo, nieprzyjaciel poczuł się zagrożony udanym atakiem skrzydłowym dywizji generała Dugua; przystąpił do odwrotu, pozostawiając w rękach zwycięzców 8 armat i pewną liczbę jeńców.

Gdy tylko Massena usłyszał odgłos strzałów armatnich przekroczył pod San Daniele rzekę, gdzie napotkał tylko niewielki opór. Zajął Osoppo, kluczowe miejsce do opanowania pozostawionej bez osłony drogi na Pontebba. Był teraz władcą okolicznych wąwozów. Niedobitki dywizji Oksaya pchał przed sobą w kierunku Tarvisio.  

IV.

Ponieważ Massena zajmował Pontebbę, arcyksiążę Karol nie mógł już wycofać się przez Karyntię i postanowił przez Udine, Cividale, Caporetto i Tarvisio dostać się na trakt wiodący do centrum cesarstwa. Wysłał on w tym kierunku 3 dywizje oraz tabor pod ogólnym dowództwem generała Bajalicha, a sam na czele reszty armii pomaszerował przez Palmanova i Gradisca w kierunku Isonzo w celu obrony rzeki i Krainy. Ale Massena zajmował pozycje odległe zaledwie o 2 dni marszu od Tarvisio; Bajalich na wybranej przez siebie drodze był od tego miasta oddalony o 6 dni marszu; jego korpus był więc w niebezpieczeństwie, co rozpoznał również arcyksiążę. Pospieszył więc do Klagenfurtu, stanął na czele znajdującej się tam dywizji grenadierów i zajął pozycje przed Tarvisio, próbując powstrzymać Massenę, którego marsz opóźnił się o 2 dni. Ale po otrzymaniu rozkazu udania się w kierunku Tarvisio Massena pospieszył tam tak szybko, jak tylko był w stanie. Zastał tam arcyksięcia na czele resztek dywizji Oksaya i przybyłej znad Renu dywizji grenadierów. Walka była zacięta, obie strony rozumiały korzyści wynikające z przechylenia szali na swoją stronę; zajęcie przez Massenę przełęczy pod Trevisio oznaczałoby zagładę 3 dywizji austriackich maszerujących doliną Isonzo. Arcyksiążę osobiście wziął w walce i wielokrotnie znalazł się w niebezpieczeństwie wzięcia do niewoli przez francuskich flankierów. Generał Brune, późniejszy marszałek Cesarstwa, dowodzący w tym dniu jedną z brygad Masseny, wyróżnił się największą odwagą. Austriacy zostali odrzuceni; wprowadzili do walki swój ostatni batalion i nie byli w stanie wycofać się w zorganizowanym szyku. W bezładnej ucieczce pospieszyli w kierunku Villach, by zebrać się za Drawą. Massena był panem Tarvisio i zajął tam umocnione pozycje z dwoma frontami: w kierunku Villach oraz w kierunku skąd spodziewał się nadejścia 3 dywizji austriackich wysłanych z pola bitwy nad Tagliamento. 

V.

W dzień po bitwie nad Tagliamento arcyksiążę wkroczył do należącej do Wenecji twierdzy Palmanova. Kazał tam założyć magazyny; ponieważ jednak stwierdził, że do ochrony twierdzy musiałby pozostawić 5-6 tysięcy żołnierzy, a jego ciężka artyleria jeszcze nie nadeszła, zdecydował się na opuszczenie twierdzy. Francuzi po zajęciu Palmanovy pozostawili tam garnizon, broniący twierdzę prze niespodziewanym napadem.

Dywizja Bernadotte'a dotarła do Gradisca, żeby przekroczyć tam Isonzo; bramy miasta były zamknięte, a francuską dywizję przywitano armatnimi strzałami. Dowódca dywizji probował podjąć rokowania z gubernatorem, który jednak odmówił podjęcia rozmów. W tym samym czasie dowódca armii podróżując przez Montfalcone dotarł do lewego brzegu Isonzo. Budowa mostu oznaczałaby stratę cennego czasu. Dowódca inżynierii, pułkownik Andreossy wskoczył bezzwłocznie do rzeki, żeby zmierzyć jej głębokość; kolumny poszły za jego przykładem i pod ogniem dwóch chorwackich batalionów żołnierze po pierś zanurzeni w wodzie przeszli rzekę. Chorwaci zostali zmuszeni do ucieczki.  

Dywizja Seruriera pomaszerowała do Gradisca i 19 marca o godzinie 5 po południu stanęła pod miastem.

W trakcie marszu słychać było żywą wymianę ognia na prawym brzegu, tam, gdzie znajdowała się dywizja Bernadotte'a. Był on na tyle nierozsądny, by podjąć próbę wzięcia twierdzy szturmem; atak odparto, a dywizja straciła 400-500 ludzi. Ta nadgorliwość była jednak uzasadniona życzeniem oddziałów przybyłych z Armii Sambry i Mozy, które pragnęły wyróżnić się i wkroczyć do Gradisca przed weteranami Armii Italii. Gdy komendant twierdzy zauważył na wzgórzach nadciągającą dywizję Seruriera, skapitulował, oddając do niewoli 3-tysięczną załogę, 2 sztandary i 20 zaprzężonych armat polowych.

Dwa dni później kwatera główna przeniosła się do Gorizii. Dywizja Bernadotte pomaszerowała do Lubljany. Generał Dugua na czele 1000 kawalerzystów zajął Triest. Serurier pomaszerował z Gorizii przez Caporetto ponownie w górę Isonzo dla wsparcia generała Guieu i dotarcia w okolicach Tarvisio na trakt karyncki.

Generał Guieu z pola bitwy nad Tagliamento skierował się przez Udine i Cicvidale i dotarł koło Caporetto na trakt prowadzący wzdłuż Isonzo; staczał on codziennie ciężkie potyczki z ariergardą Bajalicha, zabierając austriackiemu generałowi wielu jeńców, tabory i armaty, zmuszając go ciągle do pośpiechu. Po dojściu do ciaśniny koło Pletz Austriacy wierzyli, że najgorsze mają za sobą; nie wiedzieli, że Massena już od dwóch dni zajmował Tarvisio. Zajęte przez nich pozycje koło Pletz zostały od frontu zaatakowane przez Massenę, od tyłu przez Guieu. Pozycje austriackie była silne, ale nie mogły oprzeć się atakowi 4.półbrygady liniowej. Jej żołnierze z niesamowitą szybkością wspięli się na na wzgórze górujące nad lewym skrzydłem Austriaków. W ten sposób obeszli tę ważną pozycję, a generałowi Bajalichowi nie pozostało nic innego, jak złożenie broni. Wszystko wpadło w ręce Francuzów: bagaże, armaty, wozy transportowe, sztandary. Ale do niewoli dostało się jednak tylko 5 tysięcy, duża część żołnierzy austriackich dywizji poległa w potyczkach odbytych po bitwie nad Tagliamento, została ranna albo wzięta do niewoli; sporo Chorwatów i mieszkańców Krainy, gdy wszystko było stracone, oddaliła się w górach od swoich oddziałów, by w małych grupach lub pojedynczo dotrzeć do swoich stron rodzinnych. Liczba uciekinierów była dość znaczna, szacowano ją na około 10 tysięcy. Na łupy składały się 32 armaty polowe i 400 zaprzężonych wozów amunicyjnych i transportowych. Wśród jeńców znajdowało się 4 generałów i liczni urzędnicy administracji wojskowej. 

VI.

Kwatera główna udała się do Caporetto, stamtąd do Tarvisio, później Villach i Klagenfurtu; armia pomaszerowała przez Drawę mostem w Villach, którego nieprzyjaciel nie zdążył spalić i znajdowała się w dolinie tej rzeki. Przekroczyła Alpy Julijskie i Kraińskie i dotarła do Niemiec. Mowa, obyczaje, klimat, rolnictwo - wszystko było inne, niż we Włoszech. Armii przydała się gościnność i łagodność miejscowych chłopów: nadmiar produktów rolnych, wielka ilość wozów i koni; we Włoszech napotykano jedynie wozy zaprzężone w woły; ten powolny i niewygodny środek transportu nie pasuje do żwawości francuskiej.

Francuzi zajęli cytadele w Gorizii, Trieście i Lubljanie. Dwie austriackie dywizje, Keima i Mercandina, które dotarły do Włoch znad Renu, stały pod Klagenfurtem z zamiarem obrony miasta; Keim stracił 400-500 ludzi i został wyparty ze swoich pozycji.

Klagenfurt posiadał od stuleci zaniedbane mury obronne z bastionami; francuscy oficerowie inżynierii napełnili fosy wodą, naprawiono wały, a wzniesione na nich domy wyburzono. W mieście urządzono szpitale i magazyny wszelkiego rodzaju. Klagenfurt był ważnym punktem strategicznym, panującym nad wyjściem z 3 przełęczy.

We wszystkich prowincjach opublikowano proklamację, wydrukowaną po francusku, niemiecku i włosku: 

"Mieszkańcy Karyntii, Krainy i Istrii!

Armia frncuska nie przychodzi do Waszych krajów, żeby je podbić; nie chce ona również naruszyć Waszej religii, Waszych obyczajów i obrzędów. Jest ona przyjacielem wszystkich narodów, w szczególności zacnych narodów niemieckich.

Rządzący Republiką Dyrektoriat wykorzystał wszystkie możliwości, żeby zakończyć nieszczęścia wojenne, napawające smutkiem całą Europę. Zdecydował się on na uczynienie pierwszego kroku i wysłał swojego pełnomocnika, generała Clarke'a do Wiednia dla podjęcia rozmów pokojowych; dwór wiedeński nie tylko odmówił przyjęcia go, ale jego przedstawiciel, baron von Vincent poinformował w Vicenzie, że dwór w Wiedniu nie uznaje Republiki Francuskiej. Generał Clarke zażądał wydania paszportu, aby móc udać się na osobiste rozmowy z cesarzem, ale ministrowie w Wiedniu słusznie obawiali się, że propozycje, do przedstawienia których został on upoważniony, skłoniłyby cesarza do podpisania pokoju. Przekupieni angielskim złotem, minstrowie zdradzają Niemcy i swoich władców; nie mają własnej woli, są narzędziami w rękach wiarołomnych wyspiarzy, którymi gardzi cała Europa.

Mieszkańcy Karyntii! Wiem, że gardzicie Anglikami, tak samo, jak my; jedynie oni będą zwycięzcami w tej wojnie i Wasi ministrowie, którzy im się zaprzedali. Od 6 lat walczymy ze sobą, ale dzieje sią tak wbrew woli dzielnych Węgrów, oświeconych obywateli Wiednia, prostych i prawych mieszkańców Karyntii, Krainy i Istrii.

Zostańmy przyjaciółmi, wbrew Anglii, wbrew ministrom wiedeńskiego gabinetu! Republika Francuska ma prawa zdobywcy; ale niech znikną one w obliczu traktatu, który nas złączy! Nie będziecie się mieszać w wojnę, której nie popieracie. Dostarczycie jedynie żywność, którą będziemy potrzebować. Ja z mojej strony pozostawię nienaruszoną Waszą religię, Wasze obyczaje i Waszą własność; nie będziecie obciążeni żadnymi zobowiązaniami. Czy wojna sama w sobie nie jest wystarczająco okrutna? Czy nie cierpicie już wystarczająco, będąc ofiarami cudzej namiętności? Wszystkie podatki, które przyzwyczajeni jesteście płacić cesarzowi, służyć będą jako rekompensata za nieuniknione szkody wyrządzone przez wkraczającą armię oraz jako zapłata za Wasze dostawy." 

Ta proklamacja odniosła pozytywne efekty. Obie strony wiernie się jej trzymały: nie wprowadzono żadnych nadzwyczajnych podatków wojennych, a mieszkańcy nie mieli powodów do narzekań. W każdej z 4 prowincji powołano władze, w skład których weszli najbogatsi właściciele. W Trieście zarekwirowano angielskie towary. W cesarskich magazynach kopalni w Idrii znaleziono rtęć wartości wielu milionów.  

VII.

W ciągu minionych 10 dni, w czasie trwania kampanii nad Piave, Tagliamento i we Friulu, obie stacjonujące w Tyrolu armie pozostały bezczynne. Generał Kerpen, dowodzący korpusem austriackim, czekał na obie dywizje maszerujące znad Renu, których spodziewał się lada dzień. Generał Joubert nie otrzymał jeszcze żadnego rozkazu do ataku. Wydane mu polecenia nakazywały kontrolowanie ruchów nieprzyjaciela i utrzymywanie swoich pozycji pod Lavis. Gdy w wyniku bitwy nad Tagliamento armia austriacka została wypędzona z całych Włoszech, a Massena zajął trakt karyncki, Napoleon zdecydował się wkroczyć tą drogą na czele całej swojej armii do Niemiec. Natychmiast też wysłał rozkaz generałowi Joubert rozbicia słabszego od niego przeciwnika, posunąć się w górę Adygi, wyprzeć generała Kerpena za przełęcz Brenner, skierować się następnie w prawo przez dolinę Puster (Pustertal) i pomaszerować drogą wzdłuż Drawy aż do połączenia się na trakcie karynckim w okolicach Spitala z główną armią. Na pozycjach nad Avisio Joubert miał pozostawić jedną brygadę, która w razie konieczności miała wycofać się w kierunku Monte Baldo, gdzie nawiązałaby kontakt ze obecnym w Weronie generałem Balland i gdzie otrzymałaby nowe rozkazy od dowodzącego armią francuską we Włoszech, generała Kilmaine. Jeżeli armia francuska zwycięsko dotrze do przełęczy Semmering i zagrozi Wiedniowi, będzie wszystko, co wydarzy się w południowym Tyrolu, o drugorzędnym znaczeniu. 

20 marca, bezpośrednio po otrzymaniu rozkazów, Joubert wyruszył ze swoich pozycji. Kwatera główna znajdowała się wówczas w Gorizii nad Isonzo. Generał Kerpen biwakował ze swoimi siłami głównymi w Cembra, na drugim brzegu Avisio, osłaniając San Michele i utrzymując kontakt z zajmującym prawy brzeg Adygi generałem Laudon. Dywizja Jouberta przekroczyła Avisio koło Segonzano, podczas gdy dywizje generałów Delmas i Baraguey d'Hilliers w tym samym czasie przeszły na prawy brzeg rzeki po moście w Lavis i skierowały się drogą w kierunku San Michele. W ten sposób wszystkie siły francuskie mogły wziąć udział w ataku na obóz generała Kerpena, podczas gdy oddzielony Adygą korpus generała Laudona mógł się jedynie bezczynnie przyglądać. Potyczka zakończyła się pełnym sukcesem; generał Kerpen, wyparty ze wszystkich zajmowanych pozycji, stracił połowę swoich ludzi, 3 tysiące wziętych do niewoli, 2 tysiące poległych, poza tym sztanddary i armaty. Ta bitwa pod San Michele otworzyła Francuzom drogę do Tyrolu. 

Podczas gdy Baraguey d'Hilliers i Delmas wkroczyli do San Michele i zajęli most, Joubert skierował się przez góry prosto do Neumarkt, które zajął po mało znaczącej potyczce; przekroczył most, pobił i rozproszył korpus generała Laudona, który ze wszystkimi oddziałami, które potrafił zebrać, zajmował stanowiska pomiędzy Altmarkt i Tramin. 22 marca wieczorem Joubert wkroczył ze wszystkimi zdobytymi armatami i sztandarami oraz ponad 3 tysiącami jeńców do Neumarkt. Jego awangarda dotarła w tym czasie do Bolzano (Bozen), bogatego miasta handlowego o dużym znaczeniu. Zdobyto tam magazyny nieprzyjaciela. Do Klausen dotarła w międzyczasie pierwsza austriacka dywizja znad Renu, którą dowodził generał Spork. Za jej plecami generał Kerpen zbierał niedobitki swojego korpusu; korzystając z zajmowania stanowisk, które pozornie wydawały się nie do zdobycia, postanowić czekać na Jouberta. Ten zbliżył się 24 marca z większością swoich sił do pozycji austriackich. Atak rozpoczęto z wielkim impetem; przeszkody terenowe wydawały się początkowo nie do pokonania; ale nieustraszeni francuscy strzelcy poruszali się tak samo zgrabnie, jak sami Tyrolczycy; wspięli się na góry wznoszące się nad prawym skrzydłem nieprzyjaciela, zmuszając go do odwrotu.

Ostatnią nadzieją generała Kerpena była teraz połączenie się z drugą dywizją reńską, wyycofał się więc do Mittenwald pozostawiając Joubertowi trakt prowadzący przez dolinę Puster. Ten jednak uznał za zbyt niebezpieczne dokonanie zwrotu w prawo i marsz wąską doliną tak blisko nieprzyjacielskiego obozu; dlatego 28 marca zaatakował on Austriaków. O sukcesie zadecydował atak kawalerii generała Dumasa. Pokonany po raz trzeci generał Kerpen opuścił Sterzing i wycofał się na przełęcz Brenner. Aż do Innsbrucka rozbrzmiewały sygnały alarmowe; nie miano wątpliwości, że generał Joubert właśnie tam się skieruje, dążąc do połączenia z Armią Renu. Taki plan miałby fatalne skutki i doprowadziłby do katastrofy, bo Armia Renu spoczywała jeszcze w swoich kwaterach w Alzacji. Ale teraz nic nie stało na przeszkodzie, by Joubert, zgodnie z rozkazami, pomaszerował doliną Puster, by połączyć się na trakcie karynckim z armią główną. Marsz rozpoczął się 2 kwietnia zajęciem Bruneck i Toblach; gdy Joubert zyskał pewność, że podczas marszu dolinę nie napotka żadnego nieprzyjaciela, ściągnął swoje rozsiane pojedyncze posterunki. 4 kwietnia rozpoczął właściwy marsz. Dla osłony drogi do Włoch pozstawił on 1200-osobową kolumnę pod dowództwem generała Serviez, polecając jej ponowne zajęcie pozycji nad Avisio. W kilka dni później na czele 12 tysięcy żołnierzy dołączył do armii głównej; jedynym problemem, z jakim musiał w drodze borykać się, było 7 tysięcy jeńców, wziętych w różnych potyczkach. 

W ten sposób, w przeciągu 17-20 dni, w dwóch bitwach i kilku potyczkach armia arcyksięcia została rozbita i odrzucona za Brenner, Alpy Julijskie i Isonzo. Triest i Fiume, jedyne porty monarchii habsburskiej, zostały zdobyte. Prowincje Gorizia, Istria, Kraina i Karyntia znajdowały się w rękach francuskich. 20 tysięcy jeńców, 20 sztandarów, 50 zdobytych na polach walki zaprzężonych dział polowych, które świadczyły o przewadze armii francuskiej, były dowodami zwycięstwa. Z sześciu dywizji reńskich, których przybycia oczekiwał arcyksiążę, dwie były mocno poturbowane. Francuska kwatera główna znajdowała się w Niemczech, zaledwie 270 kilometrów od Wiednia.

Armia austriacka była zdemoralizowana i zdezorganizowana; nie mogła więcej stanąć naprzeciw armii francuskiej, która nie poniosła żadnych znaczących strat i której żołnierze przepełnieni byli w nieopisanym stopniu uczuciem przewagi. Jako że stacjonująca nad Renem armia austriacka na początku marca liczyła jedynie 80 tysięcy ludzi, a stojące przed nią obie armie reńskie - 130 tysięcy, można było założyć, że w przeciągu maja armia francuska zajmie austriacką stolicę.

 

T. II Roz. VI. Leoben

marzec i kwiecień 1797 roku

I. Dwór cesarski opuszcza Wiedeń. - II. Rozpoczęcie rozmów pokojowych. - III. Potyczka pod Neumarkt (1 kwietnia 1797). - IV. Potyczka pod Unzmarkt. - V. Zawieszenie broni w Judenburgu (7 kwietnia). - VI. Połączenie dywizji tyrolskiej, kraińskiej i karynckiej. Preliminaria pokojowe z Leoben (18 kwietnia). - VII. Przyczyny podpisania przez Napoleona traktatu pokojowego. - VIII. Rozpoczęcie w dniu podpisania traktatu (18 kwietnia) działań zaczepnych przez Armie Renu oraz Sambry i Mozy. 

I.

Wieści o bitwach nad Tagliamento i pod Tarvisio, potyczce pod Gorizią oraz wkroczeniu Francuzów do Klagenfurtu i Lubljany wprawił dwór wiedeński w przerażenie. Stolica była zagrożona; była ona całkowicie niezdolna do skutecznej obrony. Zapakowano kosztowne meble i najważniejsze dokumenty. Dunaj był przepełniony statkami, które przewoziły te rzeczy na Węgry, gdzie posłano też młode arcyksiężniczki i arcyksiążąt. Wśród nich znajdowała się też wówczas 5-letnia Maria Luiza, późniejsza cesarzowa Francuzów.

W stolicy panowało powszechne niezadowolenie. W czasie krótszym niż 14 dni, mówili wiedeńczycy, Francuzi mogą stanąć pod naszymi murami. Ministerstwo nie zamierza zawrzeć pokoju, a my nie mamy żadnych możliwości stawienia oporu tej straszliwej Armii Italii! 

Armie Renu oraz Sambry i Mozy miały wyruszyć w pole i przekroczyć Ren tego samego dnia, w którym Armia Italii przekroczyła Piave; miały one z największą szybkością wkroczyć do Niemiec. W swoim raporcie o bitwie nad Tagliamento Napoleon meldował, że w ciągu najbliższych dni przekroczy Alpy Julijskie i wkroczy do serca Niemiec. Pomiędzy 1 i 10 kwietnia zamierzał dotrzeć on do Klagenfurtu, stolicy Karyntii, czyli zaledwie 270 kilometrów od Wiednia, a przed 20 kwietnia dotrzeć na wysokość Semmeringu i skąd byłby oddalony od Wiednia tylko o 110 kilometrów. Byłoby zatem ważne, żeby armie reńskie ruszyły naprzód, o czym powinien zostać poinformowany Napoleon. Rząd odpowiedział mu w dniu 22 marca, gratulując mu zwycięstwa nad Tagliamento, przeprosił, że armie reńskie nie rozpoczęły jeszcze kampanii i zapewnił, że wyruszą one niezwłocznie w pole. Jednak 4 dni później, 26 marca rząd poinformował Napoleona, że armia generała Moreau nie może rozpocząć kampanii z powodu braku wystarczającej ilości statków do przeprawy przez Ren; Armia Italii nie może zatem liczyć na współdziałanie armii stojącej na granicy Niemiec i musi liczyć jedynie na własne siły.

Ta depesza, która dotarła do Klagenfurtu 31 marca, była przyczyną wielu domniemywań. Czyżby Dyrektoriat obawiał się, że Napoleon zyska zbyt wiele władzy, dowodząc zjednoczonymi trzema armiami, stanowiącymi całą siłę Republiki? Czyżby wspomnienia o porażkach poniesionych w ubiegłym roku przez Armie Renu oraz Sambry i Mozy napełniły tych panów bojaźnią? Albo przyczyną tej dziwnej tchórzliwości był brak energii i zdecydowania generałów? To było niemożliwe! Albo chciano Armię Italii poświęcić, podobnie jak próbowano ją zniszczyć w czerwcu 1796 roku, gdy wydano jej rozkaz posłania połowy jej oddziałów do Neapolu?

Ponieważ Napoleon nie mógł więcej liczyć na pomoc, nie mógł żywić nadziei, że uda mu się wkroczyć do Wiednia. Nie posiadał on wystarczającej ilości kawalerii, żeby zejść na nizinę Dunaju; ale mógł bez problemu dotrzeć do przełęczy Simmering. Nie wierzył zatem, że uda mu się osiągnąć większe korzyści niż zawrzeć tak upragniony przez całą Francję pokój. 

II.

31 marca, dwie godziny po otrzymaniu depeszy Dyrektoriatu, Napoleon napisał do arcyksięcia Karola następujący list: 

"Do głównodowodzącego generała!

Dzielni żołnierze prowadzą wojnę i życzą sobie pokoju. Czyż ta wojna nie trwa już 6 lat? Czyż nie zabiliśmy już wystarczająco dużo ludzi, czy nie przysporzyliśmy ludziom wystarczająco dużo cierpień? Ze wszystkich stron ludzkość woła o pokój. Europa złożyła broń, którą podniosła przeciwko Republice Francuskiej. Pański naród pozostał sam, a mimo tego płynąć ma więcej krwi niż dotychczas? Ta szósta kampania zapowiada się fatalnymi oznakami;  obojętnie, jak się skończy, zabijemy po obu stronach kilka tysięcy ludzi. Musimy sią wreszcie porozumieć, bo wszystko ma swoje granice, nawet namiętna nienawiść.

Rządzący Republiką Francuską Dyrektoriat poinformował Jego Wysokość o życzeniu zakończenia tej pogrążającej oba narody w żałobę wojny. Dwór londyński swoim sprzeciwem przeszkodził temu. Czy nie ma żadnej nadziei, żebyśmy zdołali się porozumieć? Czy musimy w interesie narodu, który nie odczuwa żadnych okropności wojny, nawzajem się wyżynać? Pan, głównodowodzący armii, który z racji urodzenia stoi tak blisko tronu, wolny od wszystkich drobnych namiętności, którymi często kierują się ministrowie i rządzący - czy jest Pan zdecydowany zostać dobroczyńcą całej ludzkości, prawdziwym wybawcą Niemiec? Niech Pan nie wierzy, że chcę przez to powiedzieć, iż niemożliwym jest uratowanie Niemiec bronią, ale przyjmując nawet, że będzie Panu sprzyjać szczęście, nie zmniejszy to spustoszenia Niemiec. Co do mnie, to muszę Panu wytłumaczyć: jeżeli przytoczone na wstępie słowa, które mam honor do Pana skierować, uratują życie przynajmniej jednego człowieka, to będę koronę obywatela, na którą moim zdaniem, czynem tym zasłużyłbym, dumniej nosił, aniżeli smutną sławę nabytą dzięki wojennym sukcesom!" 

Arcyksiążę Karol odpowiedział 2 kwietnia: 

"Mimo, że kierując się honorem i poczuciem obowiązku, prowadzę wojnę, to życzę sobie, zapewnie podobnie jak Pan, głównodowodzący generale, pokoju w interesie naszych narodów i ludzkości. Ponieważ jednak powierzone mistanowisko nie pozwala na rozstrzyganie kwestii spornych prowadzących wojnę narodów albo wydawanie w tej sprawie wyroku i ponieważ nie posiadam ze strony Jego Cesarskiej Mości żadnych pełnomocnictw do prowadzenia rokowań, zrozumie Pan zapewne, że nie powezmę w tym kierunku żadnych kroków, lecz odczekam rozkazów moich przełożonych w tej tak znaczącej materii, która w zasadzie nie należy do zakresu mojej władzy... I obojętnie jak rozdzielone będzie w przyszłości szczęście wojenne albo nadzieje na pokój, proszę Pana generale, przyjąć wyrazy mojego uszanowania i najwyższego uznania." 

Dla podkreślenia ważności rozpoczęcia rokowań istotne było kontynuowanie marszu zbliżającego armię francuską do Wiednia. 

III.

Awangarda stała w Sankt Veit, kwatera główna w Klagenfurcie. O świcie 1 kwietnia Massena pomaszerował w kierunku Friesach. Przed zamkiem natknął się na nieprzyjacielską ariergardę, która miała chronić zgromadzone tam przez arcyksięcia zapasy wojenne. Z impetem wyparł ją z pozycji, wkroczył do Friesach, opanował magazyny i kontynuował pościg aż w okolice Neumarktu. Tam natknął się na arcyksięcia, który na czele czterech przybyłych znad Renu dywizji księcia Orańskiego, Keima, Mercandina i grenadierów rezerwy oraz niedobitków poprzednich armii zajął stanowiska broniące przesmyków górskich koło Neumarkt. Dowódca armii wydał bezzwłocznie Massenie rozkaz skoncentrowania całej dywizji na lewo od traktu. Dywizja Guieu zajęła pozycje na wzgórzach po prawej stronie, dywizja Seruriera tworzyła rezerwę. O godzinie 3 po południu należąca do dywizji Masseny 2.półbrygada piechoty lekkiej zaatakowała przednie linie nieprzyjaciela i okryła się sławą. Jej żołnierze pochodzili z okolic Renu i nazywani byli "kontyngent" w nawiązaniu do niemieckiej armii reńskej, której żołnierze nie byli uważani za wyborowych. (2.półbrygada piechoty lekkiej należała w 1796 roku do Armii Sambry i Mozy i przeszła do Armii Italii w składzie dywizji gen.Bernadotte - przyp. tłum.). W czasie ataku żołnierze 2.półbrygady dokonywali cudów. Arcyksiążę Karol osobiście stanął na czele swoich oddziałów, ale i to nie pomogło. Został wyparty ze wszystkich swoich pozycji, tracąc 3 tysiące ludzi. W przeciągu nocy Francuzi, pomieszani z Austriakami, wtargnęli do Neumarkt, biorąc 1200 jeńców i zdobywając 6 armat i 5 sztandarów. 

Do Scheifling, gdzie do traktu dobiegała trzecia przecznica, było jeszcze 18 kilometrów. Ponieważ wódz austriacki nie potrafił zatrzymać marszu zwycięzców, postanowił użyć fortelu, żeby wygrać na czasie i umożliwić oddziałom generała Kerpena wyjścia koło Scheifling na trakt główny. Arcyksiążę zaproponował więc Francuzom zawieszenie broni, by, jak napisał, przeanalizować propozycje zawarte w liście z 31 marca. Berthier odpowiedział mu, że można równocześnie pertraktować i toczyć walki; ale o zawieszeniu broni można będzie mówić dopiero pod murami Wiednia, chyba, że chodziłoby o podpisanie ostatecznego pokoju.

O świcie armia francuska rozpoczęła swój marsz w kierunku rzeki Mur. Silne rekonesansy wysłano aż do Murnau, skąd spodziewano się nadejścia korpusu generała Kerpena. Jego korpus zdołał jednak uniknąć spotkania z oddziałami francuskimi, jedynie tworzący ariergardę generał Spork został wciągnięty w niewielką potyczkę. 4 i 5 kwietnia francuska kwatera główna spędziła w położonym nad Murem zamku Scheifling. 

IV.

Od Scheifling w kierunku Knittelfeld prowadzi wzdłuż Muru okropnie wąska droga. Na każdym kroku natknąć się można było na miejsca, w których armia francuska mogłaby zostać zatrzymana. Dla arcyksięcia sprawą niezmiernie istotną było zyskanie kilku dni czasu, by dwór wiedeński miał czas na zapoznanie się z sytuacją, a maszerujące znad Renu oddziały zdążyły na czas w okolice Wiednia. Z tych samych powodów armia francuska nie zaniedbała niczego, żeby przyspieszyć swój marsz. 3 kwietnia awangarda stoczyła zaciętą potyczką w ciaśninach pod Unzmarkt; mimo przewagi nieprzyjaciel został rozbity, wyparty z zajmowanych pozycji, a francuska awangarda wkroczyła do Knittelfeld. Straty Austriaków były znaczne: oprócz poległych i rannych stracili oni 1500 wziętych do niewoli i 4 armaty.

W tej potyczce zginął znakomity oficer, pułkownik Carrere, dowodzący artylerią awangardy. Jedna z zajętych w Wenecji fregat otrzymała później jego imię. Należała ona do okrętów, które powróciły z Napoleonem z Egiptu i wylądowały w Frejus.

6 kwietnia kwatera główna dotarła do karynckiego miasteczka Judenburg. 

V.

Po potyczce pod Unzmarkt amia nie napotkała więcej żadnego oporu; jej awangarda dotarła 7 kwietnia do Leoben. Tam też w charakterze posłów przybyli feldmarszałek Bellegarde, szef sztabu arcyksięcia Karola i generał Merveldt. Po rozmowie z dowódcą armii przekazali mu następującą notę: 

"Panie Generale!

Jego Majestatowi nic nie leży bardziej na sercu, jak przyczynienie się do spokoju w Europie i zakończenie wojny, która wtrąca w żałobę oba narody. W odpowiedzi na Pańską propozycję zrobioną Jego Wysokości w liście z Klagenfurtu, cesarz wysyła nas do Pana, żeby porozumieć się w tej ważnej sprawie. Po rozmowach, które właśnie z Panem przeprowadziliśmy, Jego Cesarska Mość jest przekonana, że oba mocarstwa mają zamiar zakończyć tę fatalną wojnę tak szybko, jak tylko to możliwe. Jego Cesarska Mość życzy sobie 10-dniowego zawieszenia broni, żeby szybciej osiągnąć zamierzony cel.; Jego Cesarska Mość życzy sobie usunięcia wszystkich przeszkód i opóźnień, które mogłyby zostać spowodowane przez kontynuowanie działań wojennych; życzy sobie też współdziałania wszystkich uczestników dla osiągnięcia pokoju pomiędzy oboma narodami." 

Francuski generał odpowiedział jeszcze tego samego dnia: 

"Biorąc pod uwagę sytuację militarną obu armii zawieszenie broni jest niekorzystne dla strony francuskiej. Ale jeżeli takowe doprowadzi do tak upragnionego  i potrzebnego obu narodom pokoju, to zgadzam się bez zastrzeżeń na Wasze życzenie.

Republika Francuska już często informowała Jego Wysokość o swoim życzeniu zakończenia tej okrutnej wojny. To stanowisko prezentuje ona nadal i po rozmowach, które miałem honor z Panami przeprowadzić, nie wątpię, że w przeciągu niewielu dni zawarty zostanie wreszcie pokój pomiędzy Republiką i Jego Wysokością. Przekazuję Panom wyrazy szacunku etc." 

Zawieszenie broni podpisane zostało wieczorem 7 kwietnia. Miało trwać 5 dni. Cały kraj aż do przełęczy Semmering był zajęte przez armię francuską. Graz, jedno z największych miast monarchii austriackiej, zostało wraz z cytadelą przekazane Francuzom.

Podczas obiadu generał Berthier zapytał austriackich wysłanników, gdzie ich zdaniem stacjonuje dywizja generała Bernadotte.

- W Lubljanie - odpowiedzieli.

- A dywizja Jouberta?

- Między Brixen i Mühlbach.

- Nie - odpowiedział Berthier - obie stoją w Staffeln; ta najbardziej oddalona potrzebuje jedynie dzień marszu, żeby tutaj przybyć.

Ta odpowiedź zaskoczyła ogromnie austriackich wysłanników.

9 kwietnia kwatera główna dotarła do Leoben. Awangarda pomaszerowała do Bruck i wysunęła forpoczty aż do przełęczy Semmering. Adiutant generalny Leclerc został posłany do Paryża, by przekazać Dyrektoriatowi wiadomości o podpisaniu zawieszenia broni.

Był to wyborowy oficer, nieustraszony na polu bitwy, ale zdolny też do pracy biurowej. 

VI.

30 marca Napoleon z Klagenfurtu wysłał do generała Jouberta swojego adiutanta Lavalette na czele oddziału kawalerii. Lavalette dotarł tylko do Lienzu; Joubert był jeszcze w Tyrolu. Gdy mieszkańcy zorientowali się, że francuski oddział liczy jedynie 60 żołnierzy, podnieśli się przeciwko najeźdźcom. Swój ratunek oddział zawdzięczał jedynie zimnej krwi i odwadze dowodzącego nim adiutanta. Tylko jeden jedyny dragon został zamordowany. Kilka dni później generał Zajączek na czele szwadronu dragonów zajął Lienz i nawiązał kontakt z korpusem tyrolskim. Miasto rozbrojono, a ludność ukarano. 8 kiwetnia Joubert dotarł do Spitala koło Villach i utworzył lewe skrzydło armii. Porowadzonych przez siebie jeńców austriackich przekazał natychmiast do stojących dalej z tyłu oddziałów. 



Generał Bernadotte, który w międzyczasie zorganizował administrację Krainy, otrzymał rozkaz przekroczenia Sawy i Muru i skierowania się ze swoimi oddziałami w kierunku Leoben. Pozostawił on dla osłony Fiume i pilnowania porządku w Krainie generała Frianta na czele kolumny liczącej 1500 ludzi. Było łatwo do przewidzenia, że dysponując tak niewielką siłą, Friant może zostać zmuszony do wycofania się; w tym przypadku miał on tak długo, jak to było możliwe, bronić linii Isonzo, a następnie wycofać się do twierdzy Palmanova, wzmacniając tamtejszy garnizon. Przewidywania te spełniły się; 15 kwietnia Friant został zaatakowany przez 6 tysięcy Chorwatów. Mimo, że walczyli jeden przeciwko czterem, żołnierze Frianta odparli nieprzyjaciela, zadając mu duże straty. Ale generał zrozumiał konieczność opuszczenia Fiume i gdy 19 kwietnia otrzymał wiadomość o podpisaniu w Judenburgu zawieszenia broni, zajmował on pozycje koło Materii, osłaniając Triest. Te wydarzenia, podobnie jak tyrolskie, mocno przesadzone, znalazły szeroki odzew w Wenecji. Były one przyczyną rozruchów i powstań, które w rezultacie doprowadziły do upadku Republiki Weneckiej. 

W trakcie 5-dniowego zawieszenia broni, pomiędzy 7 i 12 kwietnia dywizja Masseny rozlokowała się w Bruck u podnóża przełęczy Semmering i posunął swoje forpoczty aż do połowy góry. Kwatera główna przeniosła się do Leoben, gdzie znalazła zakwaterowanie w pałacu biskupim. Był to tydzień wielkanocny; wszystkie religijne obrządki, również wielkanocne, były przez armię francuską obserwowane z największym poszanowaniem. Była ona przyzwyczajona do szanowania religii i wyznawania wiary w obcych krajach, w których się znajdowała; nie zachowywała się inaczej, niż uczyniłyby to wojska austriackie. Takie zachowanie znalazło najwyższe uznanie wśród ludności i duchowieństwa. 

Dywizja Seruriera zajęła ważne miasto Graz i natychmiast rozpoczęła prace niezbędne do przygotowania cytadeli do obrony.

Pięć dni odpoczynku były konieczne i bardzo przydatne. 13 kwietnia zawieszenie broni dobiegło końca; o 9 godzinie rano przybył hrabia Merveldt z pełnomocnictwem prowadzenia rokowań i w porozumieniu z przedstawicielem Neapolu na dworze wiedeńskim, markizem Gallo, na podpisanie preliminariów pokojowych. Markiz cieszył się względami cesarzowej, która miała niepospolity wpływ na politykę państwa. Najpierw podpisano przedłużenie zawieszenia broni do 20 kwietnia; następnie rozpoczęto rozmowy na temat preliminariów pokojowych. 16 kwietnia, po długich debatach, uzgodniono 3 projekty, które po zatwierdzeniu przez Napoleona jako francuskiego pełnomocnika, posłano do Wiednia. 17 kwietnia adiutant cesarza, baron Vincent przywiózł odpowiedź wiedeńskiego gabinetu i w ten sposób ustalono treść jawnych i tajnych artykułów preliminariów pokojowych. Sekretarze delegacji przygotowali mały dom wiejski oddalony o godzinę marszu od Leoben jako neutralne miejsce spotkania, gdzie rankiem 18 kwietnia podpisano preliminaria pokojowe. Jak czytelnik wie, generał Clarke posiadał pełnomocnictwa rządu francuskiego; on jednak znajdował się wówczas w Turynie. Potrzebował czasu na przybycie do kwatery głównej. Ale gdy nie dotarł tam w dniu 18 kwietnia, Napoleon przejął, jak już w innych przypadkach, odpowiedzialność na swoje barki i podpisał traktat. Generał Clarke przybył do kwatery głównej dopiero kilka dni później.

Przedstawiciele austriaccy sądzili, że wykażą się szczególną uprzejmością, orzekając w pierwszym artykule, że cesarz uznaje Republikę Francuską.

- Proszą skreślić ten artykuł - wykrzyknął Napoleon - Republika jest jak słońce, która świeci własnym światłem; tylko ślepi tego nie widzą! My jesteśmy panami w naszym własnym domu i mamy taki rząd, jaki nam się podoba; i nikt nie będzie się w to mieszał!

Tego typu uznanie byłoby w rzeczywistości jedynie szkodliwe; bo gdyby pewnego dnia lud francuski zapragnął mieć monarchę, cesarz mógłby stwierdzić, że uznał jedynie republikę.

W preliminariach postanowiono, że treść ostatecznego traktatu pokojowego ustalona zostanie na zwołanym w Bernie kongresie; o traktacie pokojowym z Rzeszą Niemiecką rozstrzygnąć miał inny kongres zwołany w jednym z niemieckich miast.

Francji zagwarantowano granicę na Renie; granicę z państwami lennymi Cesarstwa we Włoszech, tworzącymi teraz Republikę Cisalpińską, w skład której wchodziły Lombardia, Modena, Bergamo i Cremona, stanowić miała rzeka Oglio. Miasto Wenecja w ramach odszkodowania za stratę całego terytorium leżącego na stałym lądzie miała otrzymać lenna Bolonia i Ferrara, czyli tak zwaną Romanię. Na podstawie podpisanego traktatu cesarz zatrzymał Mantuę, ale Republika Francuska otrzymała terytorium Wenecji. Armie francuskie mogły poruszać się na prawym brzegu Padu pomiędzy Mediolanem i Wenecją; miały dostęp do Piave, wskutek czego linie obronne na Mincio i Adydze były bez znaczenia. Nawiasem mówiąc, nic nie stało na przeszkodzie połączenia się obu republik, kiedy tylko uznają to za stosowne. Wenecja istniała 9 stuleci nie posiadając nawet piędzi ziemi na stałym lądzie; była wyłącznie państwem położonym na wyspach, właśnie w owym okresie znajdującym się w zenicie swojej potęgi.

Jednak prawdę mówiąc, postanowienia te podjęto z nienawiści do Wenecji. Wysłane 3 i 5 kwietnia przez generała Kilmaine depesze właśnie dotarły do kwatery głównej. W szeregach armii, na wieść o popełnionych za jej plecami mordach, zawrzało od oburzenia. W Wenecji na ulicach pojawiły się powstańcze kokardy, którą nosił też z tryumfem angielski ambasador. Na jego gondoli zawieszona była flaga z lwem św.Marka. 

27 kwietnia markiz Gallo przekazał dowódcy armii w Grazu zatwierdzone przez cesarza preliminaria pokojowe. Ale wymiana dokumentów nie mogła nastąpić natychmiast, czekano bowiem jeszcze na zatwierdzenie dokumentu przez Dyrektoriat. Jako że nie było wątpliwości, że takowe niebawem dotrze do armii, wycofała się ona ze Styrii oraz części Krainy i Karyntii. Przedstawiciele cesarza wystąpili z szeregiem propozycji; adiutant Lemarois zawiózł odpowiedź do Wiednia, gdzie został z zaszczytami przyjęty. Po raz pierwszy od wybuchu rewolucji zobaczono w austriackiej stolicy trójkolorową kokardę.

Podczas jednego z posiedzeń w Grazu jeden z austriackich przedstawicieli, w oparciu o odręczny list cesarza, zrobił Napoleonowi ofertę przydzielenia w Niemczech jemu i jego rodzinie, po podpisaniu traktatu pokojowego, suwerennego księstwa z 250 tysiącami mieszkańców, co uchroniłoby go od niewdzięczności republikanów w Paryżu. Generał uśmiechnął się; upoważnił przedstawiciela do złożenia cesarzowi wyrazów podziękowania, oświadczył jednak, że nie pragnie żadnych wyróżnień i bogactw, które nie pochodziłyby od narodu francuskiego.

Adiutant generalny Dessolle został wysłany do Paryża z wieścią o rozpoczęciu rokowań pokojowych. Generał Massena przekazał Dyrektoriatowi treść preliminarii pokojowych; przyjęto go na uroczystym posiedzeniu w dniu 9 maja. Wszyscy wyróżniający się generałowie Armii Italii zostali w trakcie kampanii wysłani do Paryża, żeby przekazać zdobyte przez armię trofea; tylko Massena, który w nawiększym stopniu przyczynił się do wszystkich odniesionych zwycięstw, nie dostąpił jeszcze tego zaszczytu. Sprawiedliwość wymagała, żeby to ważne dla narodu wydarzenie, które zawdzięczano armii francuskiej, powiązane było z jego nazwiskiem. 

VII.

Sytuacja Armii Italii była korzystna. Apele przeprowadzone 19 kwietnia wykazały 38 500 piechoty, 4500 kawalerii, 120 armat; w sumie 43 tysiące gotowych w przeciągu jednego dnia zająć pozycje na przełęczy Semmering. Od momentu rozpoczęcia kampanii armia poniosła tylko niewielkie straty. Twierdze Palmanova, Klagenfurt i Graz zaopatrzono w zapasy i broń; urządzono tam wiele magazynów przeróżnego rodzaju. Żołnierz francuski był zdolny do wielkich czynów; w bitwie pod Neumarkt wzięła udział jedynie jedna trzecia dywizji Masseny; to wystarczyło do rozbicia znakomicie ustawionych wyborowych oddziałów austriackich. Armia arcyksięcia była całkowicie zdemoralizowana; ze starej armii, która walczyła we Włoszech, nie pozostało prawie nic, przybyłe znad Renu dywizje doznały ciężkich strat. Ich stan liczebny był mocno zredukowany. 

Napoleon mógł wkroczyć do Wiednia; ale to nie miało sensu. Ponieważ armie reńskie nie wyruszyły jeszcze w pole, co więcej, oświadczyły, że nie są w stanie tego uczynić, Armia Italii mogłaby wpaść w poważne kłopoty. Rada ministrów i Dyrektoriat prezentowały odmienne stanowiska; nawet w szeregach Dyrektoriatu nie było jedności; rząd był bezradny; opinia publiczna była podzielona; finanse państwowe były w opłakanym stanie.

Armia Reńska nie otrzymywała żołdu i miała wielkie problemy finansowe. Skarb państwa nie był nawet w stanie przekazać generałowi Moreau 30 albo 40 tysięcy talarów, które potrzebował on dla wyposażenia armii w sprzęt mostowy., którx umoślieiłbx przekroczenie Renu. Pułki, które utworzono w Wandei dla wzmocnienia Armii Italii i dzięki wcieleniu w ich szeregi innych oddziałów liczyły po 4 tysiące żołnierzy, dotarły do Mediolanu zredukowane do 900-1000 żołnierzy; dwie trzecie w drodze zdezerterowało. Rząd nie posiadał żadnych możliwości, żeby ścigać zbiegłych i wystawić nowe oddziały. 

Już w trakcie pierwszych rozmów austriaccy przedstawiciele wyrazili zgodę na uznanie granicy na Renie i oddanie Belgii; ale w zamian domagali się rekompensaty terytorialnej i gdy zaproponowano im ją w Niemczech, na przykład w Bawarii, oświadczyli natychmiast, iż w takim przypadku zagwarantowane musi być pozostawienie Republiki Weneckiej w dotychczasowej formie i z obecną konstytucją. Pod żadnym pozorem nie chcieli zezwolić, by Republika Włoska rozciągała się od jezior alpejskich i Apenin aż do Isonzo i Alp Julijskich. To oznaczałoby jednak umocnienie najtrwalszego i najbardziej czynnego wroga Republiki Francuskiej - wroga, który w obliczu ostatnich wydarzeń i grożącego mu niebezpieczeństwa oświadczył, że w przyszłości nie będzie prowadził innej polityki, jak tylko w ścisłym powiązaniu z Austrią, która rzeczywiście była gotowa zawrzeć z weneckimi oligarchami ofensywne i defensywne przymierze, skierowane przeciwko demokratycznej Republice Włoskiej. W ten sposób wpływy austriackie rozszerzyłyby się nie tylko na Bawarię, ale również na terytorium Wenecji. We wspomnianych poprzednio instrukcjach danych przez Dyrektoriat generałowi Clarke'owi, został on upoważniony do podpisania pokoju na o wiele gorszych warunkach. Naród, rząd, Ciało Prawodawcze, wszyscy chcieli pokoju; dlatego Napoleon podpisał preliminaria pokojowe.

Dwa dni po ich podpisaniu dowódca armii otrzymał nowe depesze Dyrektoriatu, które informowały o wyruszeniu w pole armii reńskich, o spodziewanym wkrótce przekroczeniu przez obie Renu i wkroczeniu do środka Niemiec. I rzeczywiście, kilka dni później dowiedziano się, że Armia Sambry i Mozy, dowodzona przez generała Hoche, 18 kwietnia, w dniu podpisania w Leoben preliminariów pokojowych, ale 40 dni po rozpoczęciu kampanii we Włoszech, przekroczyła Ren. Adiutant generalny Dessolle, który dostarczył do Paryża wiadomość o rozpoczęciu rozmów pokojowych, napotkał na swjej drodze walczące z wrogiem oddziały francuskie.

Przyczynę tej niespodziewanej zmiany w zachowaniu się rządu trudno było wytłumaczyć. Gdyby Napoleon już 17 kwietnia, a nie dopiero 3 dni później, dowiedział się o zamiarach Dyrektoriatu, z pewnością nie podpisano by preliminarii, albo wymagano by o wiele lepszych warunków, mimo tego, że te, które ustalono i otrzymano, w dalekim stopniu przewyższały wcześniejsze nadzieje Dyrektoriatu. Ten, w swoich instrukcjach, upoważnił dowódcę armii do zawarcia pokoju, pod warunkiem uznania granic Republiki. Ale Dyrektoriat, wydając te instrukcje, daleki był od zrozumienia sukcesów i przewagi Armii Italii; nie mógł zatem przewidzieć, czego można było żądać.

Wśród wielu przyczyn, którymi tłumaczono sobie to dziwne zachowanie Dyrektoriatu w tej sprawie, najbardziej rozpowszechniona była opinia, że we Francji wielu ludzi z zazdrością przyjmowało sukcesy Napoleona. Jego śmiałe i zdecydowane postępowanie budziło obawy odnośnie jego dalszych, dyktowanych ambicją kroków. Jego proklamacja o ochronie francuskich księży, przebywających na emigracji we Włoszech, zdobyła mu wielu zwolenników we Francji. Jego pełne szacunku słowa skierowane do papieża, jego odmowa podbicia Państwa Kościelnego, jego oględne traktowanie króla Sardynii oraz rządzących w Genui i Wenecji arystokratów - wszystko to wywołało wielkie wrażenie i było często złośliwie komentowane. Zwycięstwo nad Tagliamento i wynikające z niego sukcesy, przekroczenie Alp Noryckich, wkroczenie do Niemiec nieznaną dotychczas drogą, poniżenie naszych nieprzejednanych wrogów, wszystkie te wydarzenia wywołały we Francji wielką radość, ale w oczach niektórych wywołały też obawę, że Napoleon, przez tryumfalne wkroczenie do Wiednia, zdobędzie jeszcze większą sławę i zjednoczy pod swoim dowództwem całą armię Republiki. Kto - pytano - obroni wolność przed wpływami tak nadzwyczajnego charakteru? Armie reńskie, które zostały pokonane w poprzedniej kampanii, będą swoje sukcesy w tegorocznej kampanii zawdzięczać Napoleonowi, który skoncentrował na sobie całe Niemcy i za dwa, trzy tygodnie dotrze do Wiednia. Dwie dywizje tych armii, wysłane do Armii Italii, już dzielą z żołnierzami tej armii podziw dla młodego bohatera; on będzie nad wszystkimi panował!

Wiele przyczyn przemawiało za uniemożliwieniem Napoleonowi wkroczenia do Wiednia oraz nie tylko za zachowaniem podziału na 3 armie, lecz nawet wzbudzeniem między nimi określonej, wzajemnej zazdrości. Jak się wydaje, tego typu rozważania miały początkowo wpływ na decyzje Dyrektoriatu; ale wiadomości o sukcesach Armii Italii i jej wkroczeniu do Niemiec, które przez gazety dotarły do armii reńskich, wywołały w ich szeregach oburzenie z powodu własnej bezczynności i głośne pytania, czy Armia Italii ma sama nieść ciężar walki! Do tego doszły jeszcze nastroje panujące w rodzinach, których synowie służyli w Armii Italii i stanowisko szlachetnych obywateli, dla których niezrozumiała była bezczynność armii reńskich. Nacisk wywołany tymi nastrojami był tak duży, że Armie Renu oraz Sambry i Mozy musiały przekroczyć rzeką i wkroczyć do Niemiec. 

Dowództwo nad Armią Sambry i Mozy odebrano generałowi Beurnonville, człowiekowi całkowicie bez znaczenia, pozbawionemu wszelkich talentów wojskowych i powierzono młodemu, ale już zasłużonemu generałowi Hoche. Jednoczył on w sobie gorącą miłość do ojczyzny i nadzwyczajną energię, bezgraniczną ambicję i gorliwe staranie przekonania do siebie oficerów i zdobycia dużej liczby zwolenników. Miano nadzieję, że Hoche, stojący na czele najliczniejszej armii i popierany przez rząd, łatwo stanie się konkurentem Napoleona, będącym w stanie zdobyć dla siebie zarówno żołnierzy jak i obywateli i tym samym umocnić Republikę; nadzieje te żywiono, mimo, że Hoche przy każdej okazji dawał dowody przyjaźni, szacunku nawet zachwytu dla Napoleona.

Te rozważania były otwarcie dyskutowane wśród paryskiej społeczności; musiały oczywiście dotrzeć do wiadomości Napoleona, który będąc na szczycie popularności i sławy, musiał poczuć się jak w bagnie. Wojna mogła jego sytuację jedynie pogorszyć, tym bardziej, im bardziej rosła jego sława. Szukał zatem nowej sławy w podpisaniu pokoju, który przysporzyłby mu miłość całego narodu i otworzyć nowe kręgi działalności. Był bowiem jedynym, który mógł wyzwolić Republikę z nieprzyjemnej sytuacji. 

VIII.

Tak więc Hoche został mianowany dowódcą Armii Sambry i Mozy. Miał pod sobą wspaniałą armię, której stan liczebny on sam podawał na 80 tysięcy ludzi. Czuł się na siłach właściwie pokierować tak dużą armią; po otrzymaniu każdej nowej wiadomości o zwycięstwach Armii Italii drżał z niecierpliwości. Nieustannie słał kurierów do Dyrektoriatu, starając się o zezwolenie na wkroczenie do Niemiec. Dowodzone przez niego oddziały dzieliły jego zapał bojowy; nawet mieszkańcy, którzy dzięki listom wiedzieli o szybkim marszu naprzód Napoleona w kierunku Wiednia i odwrocie austriackich armii reńskich, wyrażali zdziwienie, dlaczego obie francuskie armie reńskie pozwalają na stratę tak cennego czasu.

18 kwietnia Hoche mostem pod Neuwied przekroczył Ren, podczas gdy Championnet, maszerujący z Düsseldorfu, dotarł do Uckrath i Altenkirchen. Dowódcą armii austriackiej był feldmarszałek Kray. Hoche zaatakował go pod Heddersdorf (18 kwietnia, bitwa ta nazywana jest również bitwą pod Neuwied - przyp.tłum.), wziął do niewoli kilka tysięcy jeńców, zdobył wiele armat i sztandarów, odrzucając Austriaków za Men. 22 kwietnia Hoche dotarł pod Frankfurt; stamtąd posłał do sztabu austriackiego depeszę otrzymaną od gen.Berthiera zawierającą wiadomość o podpisaniu traktatu w Leoben. Natychmiast też podpisał zawieszenie broni i przeniósł swoją kwaterę do Friedbergu, zajmując po drodze Niddę i Wetzlar. 

W tym czasie Moreau przebywał w Paryżu, usiłując otrzymać środki na zakup sprzętu mostowego, który umożliwiłłby mu przekroczenie Renu pod Strasburgiem. Gdy jednak dowodzący pod jego nieobecność Armią Renu gen.Desaix dowiedział się o bitwie stoczonej przez generała Hoche'a, 20 kwietnia o godzinie 6 rano zbudował prowizoryczny most koło wioski Kilstett, oddalonej o kilka godzin marszu od Strasburga. 21 kwietnia o godzinie 2 w nocy Armia Renu przekroczyła rzekę. Generał Moreau pospiesznie podążył do armii i stał na jej czele, gdy austriacki dowódca, generał Sztaray na czele 20 tysięcy i 27 armat zaatakował armię francuską. Potyczka była zażarta, w jej wyniku Austriacy zostali całkowicie rozbici; w rękach zwycięzców pozostawili wielu jeńców i 20 armat. Również wszystkie bagaże austriackiej kancelarii wojennej padły łupem Francuzów. Wśród listów znaleziono też korespondencję generała Pichegru z księciem Conde. Listy te Moreau przez 4 miesiące trzymał w tajemnicy, nie ujawniając ich rządowi. 

Po tym zwycięstwie armia pomaszerowała znów w górą rzeki i zajęła Kehl. Jej awangarda stała już za Offenburgiem w dolinie rzeki Kinzig. Tam 22 kwietnia przysłany z Armii Italii kurier dostarczył jej wiadomość o podpisaniu w Leoben preliminarii pokojowych. Moreau zawiesił działania wojenne i podpisał ze Sztarayem zawieszenie broni.

Działania wojenne nad Renem rozpoczęły się dopiero 8 godzin po podpisaniu traktatu w Leoben, o czym Napoleon dowiedział się dopiero 7 dni później. Dlaczego nie rozpoczęły się 5 dni wcześniej? Albo dlaczego Dyrektoriat poinformował generała Bonaparte, że nie może liczyć na współdziałanie Armii Renu? Bo prowadzeniem wojny zajmowali się ludzie bez zdolności; administracja była zaniedbana, stąd wyniki jej pracy nie mogły być zadawalające. Według postanowień konstytucji roku III skarb państwa był niezależny od rządu: całkowicie błędne rozwiązanie, najgłupszy pomysł, jaki kiedykolwiek przedstawiono w naszym współczesnym prawie. Postanowienie to samo w sobie było już wystarczająco niebezpieczne, żeby zagrozić istnieniu Republiki.

 

T. II Roz. VII. Wenecja

I. Opis Wenecji. - II. Senat. - III. Zachowanie provveditori Mocenigo i Foscarini - IV. Brescia. Bergamo. - V. Problemy w stosunkach wewnętrznych Wenecji. - VI. Rokowania w Gorizii (20 marca 1797). - VII. Werona. - VIII. Misja adiutanta Junota. Wypowiedzenie wojny. - IX. Wkroczenie Francuzów do Wenecji; Rewolucja w mieście. - X. Rewolucja na stałym lądzie. Wysłanie do Paryża sztandarów odebranych Austriakom i Wenecjanom w ostatnich dniach kampanii. 

I.

W chwili wybuchu rewolucji francuskiej Wenecja była najznaczniejszym państwem włoskim. Pod względem liczby ludności nie tak dużym jak królestwo Neapolu; ale ze względu na położenie i siłę swojego rządu zajmowała pierwsze miejsce na liścia państw włoskich. Siedzibą rządu była niezdobywalna od lądu i morza twierdza. Oprócz sił lądowych posiadała też flotę panującą na Adriatyku, a nazwa Wenecji znana była w całym Lewancie.



Miasto założyli w V.wieku mieszkańcy Friulu i Padwy, chroniąc się na wyspach laguny przez napadami barbarzyńców. Początkowo leżała na miejscu dzisiejszej Chioggii; gdy później, w wyniku schizmy ariańskiej patriarcha Aquilei wraz ze swoimi duchownymi osiedlił się w Grado, miasto to zostało stolicą. W pierwszych latach prawo i konsulowie w Wenecji dyktowani byli przez Genuę. W 687 roku mianowano pierwszego weneckiego dożę. Wybudowana w Rawennie przez króla Franków Pepina flota zmusiła Wenecjan do wycofania się na Rialto i otaczające je 60 wysp, gdzie chronieni byli od nienawiści frankońskiego króla. Na tym miejscu leży dzisiejsza Wenecja. W 830 roku przywieziono tam doczesne szczątki ewangelisty, św.Marka. Został on patronem Republiki. Już w 960 roku Wenecjanie byli panami Istrii i Adriatyku. Z królami Węgier walczyli o wpływy w Dalmacji. W 1250 roku zdobyli, wspólnie z Francuzami, Konstantynopol. Aż do połowy XVII wieku zajmowali Moreę i Kretę. Wstrząsane rewolucjami Włochy często zmieniały swoich władców, jedynie Wenecja była zawsze niepodległa i wolna, nie uznając nigdy obcej władzy; wiedziała zawsze, jak uniknąć jarzma władców pozostałych części półwyspu.

Wenecja jest najlepiej położonym portem handlowym Włoch. Towary z Konstantynopola i Lewantu docierają tam najkrótszą drogą. Stamtąd rozwożone są Padem na całe północne Włochy aż do Turynu, Adygą do Bolzano (Bozen), skąd drogami docierają do niemieckich miast Ulm, Augsburg, Monachium i Norymberga. Wenecja jest portem górnego Dunaju, Padu i Adygi. Jest to naturalne miejsce składowania materiałów dla Lewantu, Włoch i południowych Niemiec. Przed odkryciem Przylądka Dobrej Nadziei Wenecja była centrum handlu z Indiami, prowadzonego przez Aleksandrię i Morze Czerwone. Dlatego prowadziła zacięte wojny, by sparaliżować handel Portugalczyków. Utrzymywała sporą flotę na Morzu Czerwonym i założyła w Suezie arsenał, a także magazyny i przedstawicielstwo handlowe; jej ruiny można jeszcze dzisiaj zobaczyć koło źródeł Mojżesza. Ale wystawiona wielkimi nakładami flota portugalska pokonała Wenecjan, a chaos panujący w Egipcie zamknął drogę dla handlu z Indiami.

Rządy w Wenecji, od czasu zniesienia w 1200 roku demokracji, sprawowali arystokraci pochodzący z około 100 rodzin, zapisanych w Złotej Księdze i reprezentowanych przez około 1200 uprawnionych do głosowania członków Wielkiej Rady. Ludność Republiki liczyła około 3 miliony, zamieszkujących urodzajne ziemie na stałym lądzie wokół Wenecji. Tworzyły one prowincje: Bergamo, Brescia, Cremona i Vicenza, Padwa, Polesina, Treviso, Bassano, Cadore, Belluno i Friul; na przeciwległym brzegu Adriatyku leżały Istria, Dalmacja i Bocche di Cattaro; ponadto do Wenecji należały Wyspy Jońskie. Jej terytorium rozciągało się na północy aż do grzbietu Alp Julijskich, Addy i Isonzo. To pasmo górskie jest dla wozów nieprzejezdne i tworzyło granicę Niemiec. Można je przekroczyć tylko trzema przełęczami: traktem tyrolskim, karynckim i kraińskim.

W 1796 roku Republika Wenecka była podupadła; była jedynie cieniem dawnej świetności. Od trzech pokoleń nie prowadzono żadnej wojny. Potomkowie Dandolo, Zeno, Morosiniego drżeli na widok karabinu. Podczas hiszpańskich wojen sukcesyjnych w latach 1733 i 1740 Wenecjanie z tchórzliwą cierpliwością znosili obelgi i napady austriackich, francuskich i hiszpańskich armii.

Flota wenecka składała się z tuzina okrętów liniowych wyposażonych w 64 armaty, tyle samo fregat i większej ilości mniejszych jednostek, które wystarczały do trzymania w ryzach piratów adriatyckich i obrony laguny. Armia liczyła 14 tysięcy ludzi; w jej skład wchodzili Włosi i Słoweńcy, zwerbowani w Dalmacji; ci ostatni byli bardzo waleczni i Republice bardzo oddani.

W zarządzaniu Republiką udział brali jedynie członkowie rodzin zapisanych w Złotej Księdze; tylko oni tworzyli Senat, Wielką i Małą Radę oraz inne organy. Budziło to niezadowolenie mieszkającej na stałym lądzie szlachty, wśród której wielu było potomkami dawnych możnych rodów, których pozbawiono wpływów i którzy przepełnieni byli zazdrością. Pochodzili oni częściowo z byłych Condotieri, Podesta, którzy w miastach swoich, gdy te były jeszcze niezależne, odgrywali istotną rolę i padli, po długim oporze, ofiarą polityki weneckiej. (....)

Habsburgowie, którzy we Włoszech rządzili w Mantui i Mediolanie oraz posiadali część Istrii, mieli z Wenecją wiele wspólnych interesów; z tego powodu Republika Wenecka ciągle obawiała się Austrii, ale dzięki zasadom równowagi europejskiej i w szczególności dzięki opiece Francji, zawsze potrafiła obronić się zakusom potężnego sąsiada. 

Żeby dotrzeć z Tyrolu do Mantui trzeba przejechać przez terytorium weneckie; potrzeba na to 2 dni marszu. W podpisanych traktatach Austria zapewniła sobie prawo do używania traktu do celów militarnych, ale armie musiały maszerować bez broni, podzielone na małe oddziały. Żadna inna droga pomiędzy Adygą i isonzo nie mogła być używana przez armię austriacką. W czasie wcześniejszych wojen prowadzonych we Włoszech, Austria była zmuszona, dla utrzymania kontaktu ze swoimi wojskami, do korzystania z drogi wodnej prowadzącej z Triestu do wschodniego wybrzeża półwyspu i dalej w górę Padu. Z tego powodu w czasach Ludwika XIV kawaler de Forbin mógł przechwycić wszystkie transporty wychodzące z Triestu i przeznaczone dla armii austriackiej na półwyspie. 

II.

W 1792 roku sprzymierzone mocarstwa wezwały Wenecję do udziału w wojnie. Nie wyglądało na to, żeby przeprowadzono w Senacie na ten temat poważniejsze debaty; jednogłośnie postanowiono zachowanie neutralności. Republika była tak daleko oddalona od teatru wojny, że władze Republiki uznały, iż sprawy francuskie ją nie obchodzą. Gdy hrabia Lille (późniejszy król Ludwik XVIII - przyp.tłum.) szukał schronienia w Weronie, otrzymał zezwolenie jedynie za aprobatą Komitetu Ocalenia Publicznego, który widział księcia lepiej w Weronie, niż gdziekolwiek indziej.

Gdy w 1794 roku oddziały francuskie maszerowały w kierunku Oneglia, wierzono, że Włochy są w niebezpieczeństwie, co było powodem zwołania w Mediolanie kongresu z udziałem kilku państw włoskich. Jedynie Wenecja odmówiła udziału, nie tyle z powodu uznania idei rewolucji francuskiej, co z obawy oddania się na łaskę i niełaskę domu Habsburgów i konieczności zmiany tchórzliwej polityki, którą prowadziła od wielu pokoleń.

Ale gdy Napoleon wkroczył do Mediolanu, gdy Beaulieu w panice wycofał się za Mincio i zajął Peschierę, Senat ogarnął niepokój i trwoga. Wielka odległość, dzieląca dotychczas Wenecję od terenów walk pomiędzy arystokratami i demokratami, została znacznie skrócona; w samym środku Republiki prowadzona była wojna; burzliwe debaty rozgorzały w Wielkiej i Małej Radzie, której wyłoniły trzy różne stanowiska.

Młodzi oligarchowie pragnęli uzbrojonej neutralności; pragnęli osadzić silne garnizony w twierdzach Peschiera, Brescia, Porto Legnago i Werona; w miastach tych miałby zostać ogłoszony stan oblężenia, a stan armii podniesiony do 60 tysięcy ludzi; laguny miały zostać w szybkim tempie umocnione i patrolowane przez liczne uzbrojone szalupy. Dla zapewnienia panowania na Adriatyku oligarchowie pragnęli wybudowania floty i w oparciu o przedsięwzięte zbrojenia, pierwszemu, kto naruszyłby terytorium weneckie, wypowiedzieć wojnę.

Zwolennicy tej opinii posuwali się nawet dalej. Mówili oni: "Jeżeli nadeszła nasza ostatnia godzina, mniejszym wstydem dla nas jest śmierć z bronią w dłoni. Obrona naszego terytorium zapobiegnie rozszerzeniu się w dużych miastach francuskich idei; z oboma walczącymi stronami możliwe będzie wynegocjowanie tym łagodniejszego potraktowania, im bardziej będziemy w stanie takowego żądać. Gdy jednak otworzymy przyjaźnie nasze bramy, wojna pomiędzy oboma mocarstwami prowadzona będzie na naszym terytorium, a władza wymknie się z rąk rządzących. Ich pierwszym obowiązkiem jest ochrona podwładnych; gdy ich pola i domy padną ofiarą wojny, nieszczęśliwy lud utraci wszelki szacunek do władzy, która zostawiła go na pastwę losu. Istniejące już zarodki niezadowolenia i zazdrości wywołają gwałtowne wrzenie; Republika przepadnie i żaden człowiek nie będzie jej żałował".

W przeciwieństwie do tej opinii zwolennicy starej polityki twierdzili, iż nie należy podejmować żadnej rozstrzygającej decyzji, lecz lawirować, grać na czasie, odczekać, co przyniesie przyszłość. Przyznawano wprawdzie istnienie niebezpieczeństwa, że ambicji Austriaków należy obawiać się na równi z francuskimi ideami, ale zakładali, że jest to zło przejściowe. Postępując ostrożnie i cierpliwie można będzie uniknąć niedogodności. Francuzi są z natury pojednawczy, łatwo można będzie ich zdobyć pochlebstwami. Przyjazne i zręczne postępowanie pozwoli skłonić ich przywódców do wypowiedzenia się na korzyść Wenecji. W obecnej sytuacji zachowanie każdego rodzaju uzbrojonej neutralności doprowadzi do wojny, której należy za wszelką ceną uniknąć. Bramy, które otwarto by Austriakom, nie można zostawić zamknięte dla Francuzów, co dałoby im pretekst do wojny. Czy można poważnie myśleć o stawieniu oporu na czele jedynie kilku tysięcy Słoweńców? Republika nie może liczyć ani na Brescię ani na Bergamo. Obie prowincje natychmiast by się zbuntowały, a gdyby doszło do walk, zwolennicy Francuzów stanowiliby przeciwwagę oddziałów, które Republika sprowadziłaby do swojej obrony z Dalmacji. Bez wątpienia, sytuacja jest niebezpieczna, ale nie aż tak, jak to próbują przedstawić młodzi zapaleńcy. Republika przeżyła już szczęśliwie inne szturmy. Należy przede wszystkim wygrać na czasie; kierując się tą zasadą przodkowie zawsze osiągali swój cel. Na szczęście położenie stolicy chroni ją przed wszystkimi niebezpieczeństwami. Wszystkie wysiłki należy jedynie skoncentrować na jej umocnieniu, w pozostałych sprawach zachować cierpliwość i umiar.

W Senacie znaleźli się też zwolennicy innego stanowiska. Na czele tej frakcji stał provveditore Battaglia (provveditore -  zarządca prowincji Republiki Weneckiej, posiadający silną pozycję w ramach weneckiej klasy politycznej, decydując nierzadko o głównych kierunkach polityki zagranicznej i wewnętrznej państwa - przyp.tłum.). Mówił on:

"Republika jest w poważnym niebezpieczeństwie. Z jednej strony idee francuskie podważają podstawy naszej konstytucji, z drugiej Austria zagraża naszej niepodległości. Z tych dwóch nieuniknionych, postarajmy się wybrać mniejsze zło. Najgorszą jest, w moich oczach, austriacka niewola. Rozszerzmy Złotą Księgę. Dopiszmy tych spośród arystokracji stałego lądu, którzy na to zasłużyli! W ten sposób pojednamy się z naszymi poddanymi i zlikwidujemy opozycję wśród nas. Uzbrojmy nasze twierdze i naszą flotę, przeprowadźmy rekrutację do naszej armii, wyjdźmy temu francuskiemu generałowi naprzeciw, proponując mu pakt sojuszniczy! Być może będziemy zmuszeni do niewielkich zmian naszej konstytucji, ale uratujemy naszą niepodległość i wolność. Wspomniano uzbrojoną neutralność. Przed dwoma laty byłoby to najlepsze rozwiązanie; wtedy było słusznym jednakowe traktowanie obu walczących stron. Było to możliwe, bo mieliśmy wystarczająco dużo czasu na niezbędne przygotowania. Dzisiaj nie możecie Francuzom zabronić tego, na co pozwoliliście Austriakom. To byłoby wypowiedzenie wojny armii francuskiej - armii, która jest tak silna i zwycięska, że w przeciągu 8 dni stanie w Weronie. Nie jesteście przy tym nawet pewni austriackiego poparcia; z innej strony mocarstwo to nie może w następnych dwóch miesiącach nic dla was zrobić. Co stanie się w tych dwóch miesiącach z Republiką, która ma do czynienia z tak przedsiębiorczym i zdecydowanym nieprzyjacielem? Ze wszystkich możliwych rozwiązań, to byłoby najgorsze; rzucić się w centrum niebezpieczeństwa, zamiast go uniknąć.

Drugie rozwiązanie, które wam zaproponowano, a mianowicie cierpliwość i odczekanie, jest równie złe, jak pierwsze. Stosunki polityczne nie są już takie jak kiedyś; czasy się bardzo zmieniły. Kryzys, w którym się teraz znajdujemy, nie ma porównania z kryzysami przeszłości, które pokonała cierpliwość naszych przodków. Idee francuskie żyją w umysłach wszystkich; rozmnażają się w różnych formach; są jak potok górski, wstrzymanie ich cierpliwością, umiarkowaniem i posłuszeństwem jest daremnym wysiłkiem. Uratować może was jedynie środek, który wam proponuję; jest prosty i szlachetny. Powtarzam: idźmy do francuskiego dowódcy, zaproponujmy mu pakt sojuszniczy. Austria jest za słaba; nie musimy się z jej strony niczego obawiać. Możemy udostępnić Francuzom 10-tysięczny korpus pomocniczy, a mimo to pozostanie nam jeszcze garnizon, konieczny do obrony naszej twierdzy. Już wkrótce Francuzi zajmą Mantuę; potem wojna wkroczy do Niemiec. A my uratujemy naszą niepodległość, utrzymamy fundamenty naszej konstytucji. Gdyby jednak Francuzi, mimo naszego wsparcia, zostali pobici i zmuszeni do wycofania się za Addę, będziemy musieli bronić się przed Austriakami. Ale Austria nie ma floty, podczas gdy w każdej chwili przed Lido pojawić się może eskadra tulońska". 

To wystąpienie wywołało w Senacie namiętną debatę; argumenty przekonały wprawdzie rozsądnych, ale zdobyły tylko niewiele głosów poparcia. Arystokratyczne przesądy przeważyły nad interesem ojczyzny. Do innych postanowień ci zdegenerowani ludzie nie byli zdolni. Do zagłady Wenecji po wejściu Napoleona do Włoch nie przyczyniły się francuskie idee, lecz postawa jej rządu, który świadomie występował przeciwko głosom rozsądku. W ten sposób podjęto najgorszą decyzję: postanowiono odczekać rozwoju wydarzeń. 

III.

Provveditore Mocenigo przyjął Napoleona z wielkim przepychem. Zapewniał, że Senat darzy Francję uczuciami wielkiej przyjaźni. Wystawne przyjęcia pomagały w nawiązaniu przyjaznych kontaktów pomiędzy oficerami armii i najznakomitszymi rodzinami. Każdy szlachetnie urodzony starał się być szczególnym przyjacielem francuskiego generała.

W Weronie za tym przykładem poszedł provveditore Foscarini; ale jego wyniosły charakter opierał się temu udawaniu; tylko z trudem potrafił on ukryć swoje prawdziwe uczucia. Należał do tych senatorów, którzy byli największymi wrogami nowych idei. Nie odważył się zaprotestować przeciwko wkroczeniu Francuzów do Peschiery, gdy twierdzę opuszczały wojska generała Beaulieu; ale gdy Francuzi zażądali kluczy do arsenału, by znajdujące się tam armaty ustawić na murach i gdy rozpoczęli uzbrajać galery, skarżył się na naruszenie neutralności Republiki. A gdy mu wytknięto, że przecież Beaulieu też zajął umocnienia miejskie, odpowiedział:

"- To się zgadza; Austriacy również ostrzelali z wałów twierdzy Francuzów, ale uczynili to własną, austriacką artylerią" !

Gdy Napoleon przybył do Peschiery, provveditore próbował odradzić mu marsz w kierunku Werony; groził nawet, że każe zamknąć bramy i ostrzelać Francuzów ogniem artylerii fortecznej.

"- Już za późno - odpowiedział mu generał - moje oddziały już wyruszyły; jestem zmuszony podczas oblężenia Mantui uczynić z Adygi moją linię obronną. Mając do dyspozycji 1500 Słoweńców nie mógłby się Pan sprzeciwić przemarszowi armii austriackiej. Ale neutralność polega na traktowaniu jednakowo obu stron. Jeżeli wy, Wenecjanie nie jesteście moimi wrogami, musicie mi na to pozwolić i to tolerować, na co pozwoliliście, albo tolerowaliście u moich wrogów".

Te różne nieporozumienia zameldowano Senatowi, który postanowił odwołać Foscariniego i zastąpić Battaglią, któremu powierzono zarządzanie wszystkimi prowincjami położonymi za Adygą. Był to wykształcony i pełny ogłady człowiek, o przyjemnym usposobieniu, oddany szczerze swojej ojczyźnie, wielki przyjaciel starej Francji, który jednak ponad Austrią stawiał nawet republikańską Francję.

Stopniowo teren działań wojennych rozciągał się na całe weneckie terytorium; ale to zawsze Austriacy jako pierwsi wstępowali na nowe tereny. Beaulieu zajął Peschierę i Weronę; Wurmser wkroczył do Bassano i przemaszerował przez Vicenzę i Padwę; Alvinczy i arcyksiążę Karol zajęli Friul, twierdzę Palmanova, docierając nawet do najodleglejszych terenów na wschodzie Republiki Weneckiej.  

IV.

Na stałym lądzie dało się zauważyć silne poruszenie; niezadowolenie szybko się rozszerzało. Do starej nienawiści w stosunku do oligarchii doszło podniecenie nowymi ideami. Panowała ogólnie zgodna opinia, że Włochy są dla Austrii stracone, co pociągnie za sobą upadek arystokracji. Napoleon nieustannie próbował hamować rozszerzanie się tego ruchu. Po swoim powrocie z Tolentino, zajęty planem dalszego marszu w kierunku Wiednia, poczuł się zmuszony do zwrócenia swojej uwagi na panującą wokół sytuację. Wzburzenie nieprzerwanie wzrastało: w Brescii i Bergamo wybuchło powstanie. Wśród przywódców byli Fenaroli, Martinengo, Lecchi, Alessandri, najlepsze i najbogatsze rodziny prowincji. Władze tych miast miały znaczne wpływy; dysponowały sporymi środkami finansowymi i dzieliły stanowiskami według swojego uznania. Fakt, że nad miastami wisiała jeszcze flaga z lwem św.Marka, był raczej przejawem uczynności względem dowódcy armii francuskiej niż znakiem uznawania zwierzchności Wenecji. W rozmowach z osobami prywatnymi, a także w gazetach ciągle wyrażane były najostrzejsze zarzuty w stosunku do weneckich magnatów. Ze wszystkich stron przytaczano przykłady niesprawiedliwości panujących: dlaczego Wenecja - pytano - ma prawo rządzić w naszych miastach? Czyż nie jesteśmy równie odważni, równie oświeceni, biedniejsi lub niżej urodzeni?

Dumni senatorowie poczuli się do głębi urażeni, gdy zorientowali się, że ulegli od wieków poddani nagle zapomnieli o dzielącej ich ogromnej przepaści i próbują porównywać się ze swoimi panami. Czynili wszystko, co tylko możliwe, aby przypomnieć mieszkańcom innych miast o ich obowiązkach, rekrutowali ciągle nowe pułki słoweńskie, grozili sukcesami militarnymi Austriaków, nazywali krnąbrnych jakobinami i rozsiewali wszelkie możliwe plotki o Francuzach. Było do przewidzenia, że wkrótce dojdzie do gwałtownego starcia.

Battaglia przemilczał w swoich raportach wysyłanych Senatowi na tyle, na ile było to możliwe, żądania mieszkańców Brescii, przedstawiając z kolei tymże oburzenie Senatu w łagodniejszej formie. Dążący ciągle do pojednania, próbował nieustannie francuskiego dowódcę, z którym wielokrotnie się spotykał, korzystnie nastawić do swojej Republiki. Oczywiście, był człowiekiem zbyt oświeconym, żeby potrafił długo zataić przed sobą, że niemożliwym jest pogodzić tak sprzeczne interesy. 

V.

Niebezpiecznym było, pozostawienie za plecami armii 3 milionów ludzi, znajdujących się w stanie niepokoju i wrzenia. Napoleon nie łudził się, wiedział, że na przyjaciół sprawy francuskiej ma równie niewielki wpływ, jak i na Senat. Mógł ich poczynania trzymać w określonych granicach, ale nie mógł ich powstrzymać od mówienia, pisania i stosowania obcych mu szykan administracyjnych w stosunku do weneckiego rządu. Gdyby rozbroił patriotów w Brescii i Bergamo, opowiedział się po stronie Senatu, napełnił powstańcami weneckie więzienia, odstręczyłby na zawsze partię ludową, nie zyskując przychylności arystokratów. Gdyby tylko rozważał on taką tchórzliwą i żałosną politykę, niechybnie skończyłoby się to podobnie jak w czasach Ludwika XII, kiedy to całe społeczeństwo w końcu wystąpiło przeciwko Francuzom. Najlepszym i jedynym rozwiązaniem było przekonanie Senatu do sojuszu z Francją i dokonania zmian w konstytucji, zgodnie z życzeniami ludności stałego lądu. Temu celowi poświęcone były wszystkie wysiłki Napoleona. Po każdym odniesionym zwycięstwie, powtarzał on swoje propozycje, spotykając się jednak każdorazowo z odmową.

Istniała jeszcze jedna, trzecia alternatywa: marsz w kierunku Wenecji, zajęcie stolicy, dokonanie przemocą nieuniknionych zmian politycznych i powierzenie rządów zwolennikom Francji. Ale marsz na Wenecję był niemożliwy, dopóki armia arcyksięcia stała nad Piave. Należało zatem najpierw pobić i wypędzić z Włoch armię austriacką. Czy należało jednak, po osiągnięciu tego celu, zrezygnować z owoców zwycięstwa i opóźnić przejście przez Alpy, przenosząc wojnę w okolice Wenecji? Arcyksiążę zyskałby w ten sposób na czasie, uporządkowałby swoje szeregi, ściągnął posiłki i utworzył nowe przeszkody w drodze na Wiedeń. A przecież pod jego murami należało odniesione zwycięstwa ukoronować pokojem.

Ponadto Wenecja była mocnym przeciwnikiem; broniona lagunami, umocnieniami z licznymi armatami i 10-tysięczną armią Słoweńców. Ponieważ miasto panowało nad Adriatykiem, możliwe było ciągłe otrzymywanie posiłków. Kto mógł przewidzieć, ile czasu potrzebowałaby armia francuska na takie przedsięwzięcie? A gdyby walki nieco się przeciągały, obrona mogłyby wywołać nieobliczalne skutki w całych Włoszech.

Ta nowa wojna wywołałyby też wielkie kontrowersje w Paryżu. Senat wenecki miał tam bardzo czynnego przedstawiciela; Ciało Prawodawcze było wrogo nastawione do Dyrektoriatu; nawet w szeregach Dyrektorów nie było jedności. Gdyby zapytać Dyrektoriat o radę w sprawie wojny z Wenecją, otrzymano by odpowiedź wymijającą albo żadną. Gdyby Napoleon - tak jak to czynił dotychczas - podjął decyzję bez upoważnienia, czyniono by mu, w przypadku braku natychmiastowych sukcesów, zarzuty naruszenia wszelkich zasad. Jako głównodowodzący miał jedynie prawo odpowiedzieć przemocą na przemoc. Rozpoczęcie bez rozkazu nowej wojny przeciwko dobrze uzbrojonemu państwu oznaczałoby przywłaszczenie sobie praw władcy, co spotęgowałoby i tak już wielką zazdrość republikanów.

Epizod wenecki mógłby awansować do tematu głównego. Dlatego Napoleon zdecydował się zastosować w stosunku do Wenecji zwykłe środki ostrożności. Brescii i Bergamo, podobnie jak całego prawego brzegu Adygi, był pewien. W Weronie kazał urządzić umocnione punkty: Francuzi zajęli San Felice, San Pietro i stary zamek. Tym samym zostali panami wszystkich kamiennych mostów. Oddziały biorące udział w ekspedycji przeciwko papieżowi były w drodze powrotnej nad Adygę; tworzyły one wystarczająco silną rezerwę dla trzymania weneckiego Senatu w szachu. Wydano zarządzenia o tworzeniu ze wszystkich opuszczających szpitale chorych i rannych batalionów marszowych i wysyłania ich do korpusu rezerwy; te środki osłabiały oczywiście armię główną.  

VI.

Zaniepokojony ogólną sytuacją Napoleon postanowił podjąć jeszcze jedną próbę. Przeprowadził rozmowy z Pasaro, kierującym wówczas sprawami Republiki Weneckiej. Ten naświetlił mu krytyczną sytuację swojej ojczyzny, wrogie nastawienie podwładnych, wnosząc uzasadnione skargi Senatu; ta trudna sytuacja wymagała od Senatu podjęcia zdecydowanych środków i nadzwyczajnym zbrojeń, które jednak nie powinny niepokoić Francuzów. Senat został zmuszony do dokonania wielu aresztowań w Wenecji i na stałym lądzie; byłoby niesprawiedliwością uznanie tego za kroki skierowane przeciwko zwolennikom Francuzów, było jedynie karą dla niespokojnych podwładnych, którzy dążyli do obalenia praw swojego kraju.

Napoleon przyznał, że Wenecja znajduje się w krytycznej sytuacji; bez wdawania się w dyskusję nad przyczynami tego stanu, przeszedł natychmiast do sedna sprawy:

- Chcecie - mówił - uwięzić ludzi, których wy nazywacie swoimi wrogami, którzy są jednak moimi przyjaciółmi. Oddaliście władzę w ręce ludzi, którzy znani są ze swojej nienawiści do Francji; oni rekrutują nowe pułki. Co brakuje jeszcze do wypowiedzenia wojny? Ale krokiem takim doprowadzicie natychmiast do własnego unicestwienia! Daremnie liczycie na wsparcie arcyksięcia. W przeciągu 8 dni przepędzę jego armie z Włoch! Ale istnieje możliwość oswobodzenia Pańskiej Republiki z jej obecnej, przykrej sytuacji; proponuję jej sojusz z Francją; zapewniam jej utrzymanie posiadłości na stałym lądzie (terra firma), nawet jej zwierzchność w Brescii i Bergamo, ale wymagam, żeby Wenecja wypowiedziała Austrii wojnę i postawiła do dyspozycji mojej armii korpus pomocniczy w sile 10 tysięcy piechoty, 2 tysięcy kawalerii i 24 armat. Sądzę, że byłoby stosownym wpisanie najznamienitszych rodzin terra firma do Złotej Księgi; ale ja nie czynię z tego condito sine qua non. Niech Pan wraca do Wenecji, niech Senat się naradzi, a potem niech Pan przyjedzie ponownie dla podpisania jedynego traktatu, który może uratować Pańską ojczyznę!

Pesaro przyznał, że plan Napoleona jest jasny; odjeżdżając do Wenecji obiecał powrócić w przeciągu 14 dni. 

11 marca armia wyruszyła ze swoich kwater, kierując się w kierunku Piave. Gdy wiadomość o tym dotarła do Wenecji, wydano rozkaz aresztowania w Bergamo 14 najwybitniejszych obywateli miasta, przetransportowania do Wenecji i postawienia przed obliczem Rady Dziesięciu. Przywódcy patriotów zostali jednak ostrzeżeni przez sprzyjającego im weneckiego urzędnika; przechwycili kuriera, aresztowali provveditore, wznieśli sztandary rewolucji i proklamowali niezależność Bergamo. Wysłani przez nich do francuskiej kwatery głównej przedstawiciele, znaleźli ją na polu bitwy nad Tagliamento. Wypadki w Bergamo nie były na rękę Napoleonowi, ale nic nie można było zmienić. Mieszkańcy Bergamo sprzymierzyli się już z Mediolanem, stolicą Republiki Lombardzkiej i Bolonią, stolicą Republiki Cispadańskiej.

Kilka dni później podobna rewolucja miała miejsce w Brescii; stacjonujących tam 2 tysiące Słoweńców rozbrojono; provveditore Battaglię oszczędzono, ale odesłany do Werony. Przeciwko powstańcom wyruszył wenecki generał Fioravanti, który zajął Salo i zagroził Brescii; jednak już wkrótce oddziały jegp zostały rozbite i wyparte z Salo przez mediolańskiego generała Lahoz. 

Zgodnie ze swoją obietnicą Pesaro powrócił do kwatery głównej, którą zastał w Gorizii. Arcyksiążę został nad Tagliamento pobity. Twierdza Palmanova otworzyła swoje bramy; trójkolorowa flaga powiewała w Tarvisio, pod drugiej stronie Isonzo i na szczytach Alp Julijskich.

- Czyż nie dotrzymałem słowa? - zapytał Napoleon. - terytorium weneckie jest zajęte przez moje wojska; Austriacy uciekają przede mną. Za kilka dni wkroczę do Niemiec. Czego chce Pańska Republika? Zaproponowałem jej sojusz z Francją. Przyjmujecie moją propozycję?

- Wenecja - odpowiedział Pesaro - cieszy się z Pańskich sukcesów. Wie też, że tylko dzięki Francji może przetrwać; ale wierna swojej starej, mądrej polityce, chce pozostać neutralną. W czasach Ludwika XII, Franciszka I nasze wojska potrafiły odegrać na polu bitwy poważną rolę. Ale dzisiaj, gdy pod bronią stoją całe narody, jakie znaczenie może Pan przywiązywać do naszego wsparcia?

Napoleon podjął jeszcze jedną, ostatnią próbę; ale i gdy ona nie przyniosła rezultatu, żegnając Wenecjanina rzekł do niego:

- No dobrze; zgadzam się, żeby Pańska Republika pozostała neutralna. Ale musi ona przerwać swoje zbrojenia. Pozostawię we Włoszech wystarczająco silne oddziały, żeby pozostać panem sytuacji. Ja pomaszeruję na Wiedeń. To, co wybaczyłbym Wenecji jak długo tutaj przebywałem, uznam za niewybaczalne przestępstwo, jak tylko znajdę się w Niemczech. Jeżeli na terytorium weneckim mieli zostać zamordowani moi żołnierze, moje transporty prześladowane, moja łączność przerwana, Pańska Republika przestanie istnieć. Tym samym wydacie na siebie wyrok śmierci. 

VII.

Generał Kerpen podążył śladami generała Jouberta, który 20 marca rozpoczął swój marsz; Kerpen opuścił Tyrol i przez Salzburg i Rotenmann pomaszerował do doliny rzeki Mur, gdzie miał nadzieję spotkać arcyksięcia; ale gdy w Scheibling zorientował się, że Francuzi szybkim marszem go wyprzedzili, przeszedł przez góry i dopiero na wiedeńskiej nizinie połączył się z siłami głównymi. Pozostawionemu przez niego na czele jedynie 2 tysięcy pułków liniowych w Tyrolu generałowi Laudon udało się zorganizować 10 tysięcy pospolitego ruszenia (Landsturmu), który wcześniej rozproszył się zniechęcony odniesionymi wieloma porażkami. To wzmocnienie zapewniło mu dużą przewagę nad pozostawionymi przez Jouberta dla ochrony traktu do Trientu nielicznymi oddziałami obserwacyjnymi. Generał Serviez posiadał jedynie 1200 ludzi; po zbliżeniu się nieprzyjaciela opuścił on brzegi Avisio i wycofał się na Monte Baldo. Laudon zajął Trient. Panując nad Tyrolem zasypał on Włochy swoimi proklamacjami; w Wenecji, Rzymie, Turynie i Neapolu rozeszły się wieści o porażkach Francuzów: Tyrol stał się grobem Jouberta, Napoleon został pobity nad Tagliamento. Armie cesarskie odniosły nad Remen błyskotliwe zwycięstwa. On sam wkroczy na czele 60 tysięcy do Włoch, odcinając odwrót rozbitej przez arcyksięcia armii francuskiej. - Jednym słowem, wezwał Wenecję i całe Włochy do chwycenia za broń i powstania przeciwko Francuzom. 

Po otrzymaniu tych wiadomości wenecka oligarchia przekroczyła wszelkie granice rozsądku. Francuski przedstawiciel bezskutecznie uisłował wytłumaczyć Senatowi, jaką straszliwą pułapkę sobie gotuje; udowodnił, że wiadomości o porażkach Jouberta w Tyrolu są fałszywe, podobnie, jak o klęskach poniesionych przez Armię Sambry i Mozy nad Renem, gdzie, jak udowodnił, działania wojenne jeszcze się w ogóle nie rozpoczęły; przedłożył nawet plan kampanii, z którego wynikało, że opuszczenie przez Jouberta Tyrolu było planowanym przedsięwzięciem, że ten maszeruje przez dolinę Puster (Pustertal) i wcale nie został pobity, wbrew przeciwnie, osiągnął zamierzony cel. Pesaro nie uwierzył ani jednemu słowu; za bardzo życzył Francuzom nieszczęścia. Dwór wiedeński ze swojej strony nie poniechał żadnego środka dla rozpalenia niechęci u wrogów Francji. Rozpętanie rozruchów za plecami armii francuskiej było dla niego niezwykle ważne. 

Pozostawiony w Palmanova korpus obserwacyjny, garnizon Osoppo i ostrożność provveditore Mocenigo zapewniały spokój we Friulu. Być może też, że jego mieszkańcy, bliżsi terenu działań wojennych, byli lepiej poinformowani niż Wenecjanie.

Powstanie w Weronie było przygotowywane od dłuższego czasu; więcej niż 30 tysięcy chłopów otrzymało broń i czekało na wydanie hasła do rzezi. Tamtejszy garnizon wzmocniło 3 tysiące żołnierzy weneckich i słoweńskich posłanych z Wenecji. Oddany Senatowi provveditore Emili porozumiał się z Laudonem; poinformował go o słabości sił francuskich i gdy tylko otrzymał potwierdzenie austriackiego wsparcia, dał sygnał do powstania. 17 kwietnia, w Wielkanocny poniedziałek, po wieczornych dzwonach, rozbrzmiały dzwony alarmowe. Rozruchy wybuchły równocześnie w mieście i na prowincji; wszędzie napadano i zabijano Francuzów; tłuszcza w swoim zaślepieniu zamordowała nawet 400 chorych w szpitalach. Generał Balland zamknął się wraz z garnizonem w fortach. Ich artyleria, która skierowała swój ogień na miasto, skłoniła władze Werony do próby podjęcia rokowań, ale szał tłumu je umiemożliwił. Przybycie wzmocnienia w postaci 2 tysięcy Słoweńców, wysłanych przez provveditore Foscarini z Vicenzy i zbliżanie się oddziałów austriackiego generała Neipperga jeszcze bardziej wzmogła wsciekłość tłumu; za spustoszenia, spowodowane bombardowaniem miasta, tłum zemścił się teraz wymordowaniem garnizonu Chiesy, który w obliczu powstania mieszkańców górskich wiosek, był zmuszony do poddania się.

Głównodowodzący francuski w Lombardii, generał Kilmaine natychmiast po nadejściu wieści o rozruchach w Weronie otrzymał polecenie wyruszenia na pomoc generałowi Balland. 21 kwietnia jego pierwsze kolumny dotarły pod mury Werony. Generałom Chabran, Lahoz i Chevalier, po stoczeniu kilka potyczek, udało się 22 kwietnia odciąć Weronę od reszty kraju. Następnego dnia, 23 kwietnia do powstańców dotarła wiadomość o podpisaniu preliminarii pokojowych z Austrią; równocześnie dowiedziano się o zdążającej pospiesznie z Vicenzy dywizji generała Victora. Wszystkich ogarnęło przerażenie; było ono równie wielkie, jak panująca poprzednio złość; powstańcy z pokorą poprosili o zezwolenie na kapitulację i bez słowa protestu przyjęli postawione przez generała Ballanda warunki. Dano zakładników i wszystko wróciło do poprzedniego porządku.

Francuzi mieli wszelkie powody do odwetu; nie zakrzepła jeszcze krew ich zamordowanych towarzyszy. Mimo tego nie zemścili się; przeprowadzono powszechne rozbrojenie i odesłano wieśniaków do ich wsi.

Oligarchowie w Wenecji byli niemniej zaślepieni; na ich oczach wybito załogę francuskiego statku, który ścigany przez austriacką fregatę zbiegł pod ogień baterii na Lido. Przedstawiciel francuski złożył protest o naruszeniu praw międzynarodowych, domagając się ukarania sprawców mordu. Ale Senat wyśmiał jego protest i groźby; posunął się nawet tak daleko, że wydał zarządzenie o wynagrodzeniu wszystkich, którzy wzięli udział w wymordowaniu kapitana Laugier i jego marynarzy.  

VIII.

Gdy tylko Napoleon dowiedział się o morderstwach i niepokojach na tyłach jego armii, wysłał natychmiast swojego adiutanta Junota do Wenecji z napisanym 19 kwietnia w Judenburgu listem. 

"Na całym obszarze terra firma wszyscy podwładni Republiki chwycili za broń; ich okrzykiem bojowym jest: śmierć Francuzom!  Ich ofiarą padło już kilkuset żołnierzy Armii Włoch. Na próżno próbujecie zaprzeczyć koncentracji wojsk, którą sami zarządziliście. Czyżbyście wierzyli, że ponieważ jestem daleko od was, w środku Niemiec, nie mam możliwości wymusić szacunku dla żołnierzy pierwszego narodu świata? Czy sądzicie, że legiony Armii Italii pozostawią bez kary morderców, skalanych krwią naszych braci? Każdy Francuz, któremu powierzona będzie zemsta, potroi swoją siłę i odwagę! Czyżbyście sobie uroili, że żyjecie w czasach Karola VII? Od jego czasów sposób myślenia we Włoszech uległ całkowitej przemianie."  

Junot miał rozkaz list ten Senatowi osobiście przeczytać i wyrazić oburzenie dowódcy armii. Ale w Wenecji panował już tylko strach; upojenie przeminęło. Wiedziano już, że austriackie armie reńskie nie rozpoczęły jeszcze działań wojennych, że korpus Jouberta stał w Villach, że Victor maszerował w kierunku Vicenzy, że Francuzi maszerują w kierunku laguny i w końcu, że Napoleon, zwycięski we wszystkich bitwach, siejąc aż po Wiedeń strach i przerażenie, zezwolił arcyksięciu na zawieszenie broni i że cesarz za pośrednictwem swojego przedstawiciela poprosił o pokój.

Francuski przedstawiciel Lallement przedstawił Junota Senatowi; ten wypełnił swoją misję z otwartością i szorstkością żołnierza. Senat upokorzył się i próbował przepraszać. Zwolennicy wolności unieśli znowu głowy; czuli, że nadchodzi chwila ich tryumfu. Do Grazu, gdzie przebywał dowódca armii, wysłano deputację senatorów (spotkanie z Napoleonem odbyło się 29 kwietnia - przyp.tłum.), żeby zaoferować spełnienie wszystkich życzeń; miała ona specjalne zadanie przekupienia wszystkich, którzy mieli wpływ na Napoleona. Ale wszystko to było na darmo.

Równocześnie Senat wysyłał kuriera za kurierem do Paryża, przekazując swojemu przedstawicielowi znaczne sumy pieniężne, w nadziei zdobycia poparcia czołowych ludzi Dyrektoriatu, by ci wydali dowódcy Armii Italii rozkazy, które pomogłyby uratować Republikę Wenecji. Te intrygi odniosły sukces w Paryżu; przez rozdanie weksji na 10 milionów franków udało się weneckiemu pełnomocnikowi osiągnąć wydanie pożądanych rozkazów; ale wszystkie te rozkazy nie miały przewidzianej prawem formy. Dzięki przechwyceniu w Mediolanie tych depesz udało się Napoleonowi uniemożliwić weneckie intrygi; w jego ręce wpadła lista rozdanych w Paryżu pieniędzy. Samowolnie ogłosił wszystkie rozkazy za nieważne.

3 maja w Palmanovie Napoleon wypowiedział Wenecji wojnę; oparł się przy tym na zasadzie odpowiedzenia przemocą na przemoc.

Treść manifestu była następująca: 

" Podczas gdy armia francuska pozostawiła za sobą Włochy i znajduje się w górach Styrii, a w jej wcześniejszych kwaterach znajdują się tylko nieliczne bataliony, rząd wenecki zachowuje się w następujący sposób:

- Wykorzystał Tydzień Wielkanocny dla uzbrojenia 40 tysięcy chłopów, dołączył do nich 10 pułków Słoweńców i

      utworzył z nich kilka korpusów ustawionych w różnych punktach, dla przerwania dróg odwrotu armii francuskiej.

- Wysłał z miasta stołecznego Wenecja nadzwyczajne transporty karabinów, armat i wszelkiego rodzaju amunicji dla

      ukończenia formowania tych korpusów.

- W terra firma aresztowano wszystkich, którzy gościnnie nas przyjęli. Dowodami zaufania i dobrodziejstwami obsypano tych, którzy znani są z nienawiści do Francuzów, w szczególności tych 14 weneckich spiskowców, których przed 3 miesiącami kazał aresztować provveditore Friulu, gdyż udowodniono im spisek mający na celu rzeź Francuzów.

- Na ulicach i placach, w kawiarniach i innych miejscach publicznych Wenecji obrzucano Francuzów obelgami, nazywając ich jakobinami, królobójcami, ateistami; w końcu wypędzono ich z miasta, zakazując powrotu.

- Ludności Padwy, Vicenzy, Werony rozkazano chwycić za broń i wspierać korpusy weneckie, dążąc do nowych nieszporów sycylijskich (nieszpory sycylijskie - powszechne powstanie mieszkańców Sycylii, które wybuchło w Poniedziałek Wielkanocny30 marca1282 roku w Palermo przeciw panowaniu francuskich Andegawenów - przyp.tłum.). "My mamy za zadanie - tłumaczyli oficerowie weneccy - urzeczywistnić przysłowie mówiące, że Włochy to grób Francuzów".

- Księża z ambon głosili nową wyprawę krzyżową, a w mieście Wenecja kapłani mówią jedynie to, co chce rząd. W różnych miastach drukowane są haniebne pisma, kłamliwe odezwy, anonimowe listy, które stopniowo wprowadzają ludność w stan wrzenia; ale w kraju, w którym nie istnieje wolności prasy, kierowanym przed rząd, który na równi budzi grozę jak potajemną nienawiść, drukarze drukują, a autorzy piszą tylko to, co chce rząd.

- Ten zdradziecki plan rządu początkowo przynosił korzystne efekty; wszędzie płynęła francuska krew. Na wszystkich drogach przechwycano transporty, kurierów i wszystko inne, co należy do armii.

- W Padwie zamordowano szefa batalionu i dwóch innych Francuzów; w Castiglione di Mori rozbrojono i zabito żołnierzy. Na traktach z Mantui do Legnago, z Cassano do Werony zamordowano więcej niż 200 Francuzów.

- Dwa bataliony, które maszerowały śladem armii, natknęły się koło Chiari na wenecką dywizję, która próbowała przeszkodzić im w dalszym marszu. Natychmiast rozgorzała zacięta walka, a nasi żołnierze przebili się przez ciała naszych wrogów.

- W Valeggio kolejna potyczka, w Desenzano znowu trzeba walczyć; Francuzi wszędzie są mniej liczni, ale nie mają w zwyczaju liczyć swoich nieprzyjaciół.

- W drugi dzień Świąt Wielkanocnych przy dźwiękach dzwonów zamordowano w Weronie wszystkich Francuzów; nie oszczędzono ani chorych w szpitalach ani ozdrowieńców na ulicach; ich ciała przebito tysiącem pchnięć sztyletów i wrzucono do Adygi.

- Przez 8 dni armia wenecka oblegała 3 forty Werony. Jej ustawione w baterie armaty odebrano bagnetami; miasto podpalono, a przybyły w międzyczasie francuski korpus obserwacyjny zmusił tych tchórzy do ucieczki, biorąc do niewoli 3 tysiące jeńców, w tym kilku generałów.

- Na Zante (Zante - należąca do Archipelagu Jońskiego wyspa, znana pod grecką nazwą Zakynthos, należąca przez wiele wieków do Wenecji - przyp.tłum.)spalono dom francuskiego konsula.

- W Dalmacji wenecki okręt liniowy wziął w obronę austriacki konwój i odpalił kilka salw przeciwko francuskiej korwecie "La Brune".

- W porcie weneckim ostrzelano na rozkaz Senatu mały statek francuski "Liberateur de l'Italie" wyposażony jedynie w 3 albo 4 armaty. Statkiem dowodził młody, rokujący wielkie nadzieje porucznik Laugier. Wzięty równocześnie pod ostrzał armat fortu i admiralskiej galery, oddalonej tylko o jeden strzał z pistoletu, polecił on swoje załodze schronić się pod pokładem. Sam pod nieprzyjacielskim ostrzałem wstąpił na mostek, próbując przemówić do swoich morderców. Zginął na swoim stanowisku. Pozostali członkowie załogi wskoczyli do wody; ścigani byli przez 6 szalup obsadzonych przez żołnierzy Republiki Wenecji. Ci zabili ciosami toporów wielu francuskich marynarzy, szukających na otwartym morzu ratunku. Bosman, kilkakrotnie ranny, miał to szczęście osiągnięcia lądu. Złapał się w forcie portowym belki, ale komendant fortu osobiście uderzeniem topora odciął mu dłoń. 

Ze względu na przytoczone powyżej zażalenia -

na podstawie artykułu 328, rozdział XII Konstytucji Republiki -

mając na uwadze naglące okoliczności -

dowódca armii wzywa francuskiego przedstawiciela w Republice Weneckiej do natychmiastowego opuszczenia miasta;

Oprócz tego rozkazuje różnym przedstawicielom Republiki Weneckiej w Lombardii i na weneckim stałym lądzie opuścić te terytoria w przeciągu 24 godzin;

Rozkazuje wreszcie, wszystkim generałom dywizji traktowanie wojsk Republiki Weneckiej jak nieprzyjaciela; we wszystkich miastach terra firma obalić lwa św.Marka;

Odnośnie dalszych środków militarnych każdy generał otrzyma w jutrzejszym oddzielne wskazówki." 

Po przeczytaniu tego manifestu oligarchowie złożyli broń; nie myśleli więcej o obronie. Arystokratyczna Wielka Rada podała się do dymisji i przekazała władzę w ręce ludu; ten z kolei oddał ją radzie municypalnej. W ten sposób upadły te dumne, tak długo chronione rodziny, którym szczerze zaproponowano przymierze, teraz, kiedy nie próbowano nawet oporu. Na daremno błagali w strachu dwór wiedeński; na próżno prosili go o włączenie Republiki Weneckiej do rokowań pokojowych. Ale dwór w Wiedniu był głuchy na wszystkie te prośby; kierował się przy tym określonymi zamiarami. 

IX.

16 maja Baraguey d'Hilliers wkroczył do Wenecji; wezwali go mieszkańcy zagrożeni przez Słoweńców. Zajął on forty i baterie i zawiesił na placu Św.Marka trójkolową flagę. Partia wolności zwołała zgromadzenie narodowe. Arystokracja została na zawsze zlikwidowana, wprowadzono ponownie demokratyczną konstytucję z 1200 roku. Dandolo, człowiek pełen entuzjazmu i zapału, ożywiony ideą wolności, jeden z najbardziej szanowanych adwokatów w mieście o najwyższej uczciwości, przejął kierownictwo spraw miasta.

Lwa św.Marka i rumaki korynckie przewieziono do Paryża. Flotę wenecką, składającą się z 12 okrętów liniowych uzbrojonych w 64 działa i tej samej ilości fregat i korwet, obsadzono załogami i posłano do Tulonu.

Jedną z najważniejszych posiadłości Republiki Weneckiej była wyspa Korfu. Generał Gentilly - ten sam, który odzyskał Korsykę - pożeglował tam na pokładzie jednego z weneckich okrętów na czele 4 batalionów i kilku kompanii artylerii. Zajął on wyspę, która właściwie jest kluczem do Adriatyku i innych Wysp Jońskich: Zante, Cerigo, Kephalonia, Santa Maura (Itaka) itd.

Pesaro spotkał się z ogólnym potępieniem; zrujnował on swoją ojczyznę. Zbiegł on do Wiednia. Battaglia szczerze skarżył się na upadek swojej ojczyzny; już od dawna otwarcie potępiał on politykę Senatu; od dawno jasno widział nadchodzącą katastrofę. Niedługo później zmarł, opłakiwany przez wszystkich prawych ludzi. Gdyby go słuchano, uratowano by Wenecję. Ostatni doża zmarł w momencie, gdy miał złożyć na ręce cesarskiego komisarza Morosini przysięgę wierności.  

X.

W wyniku rozkazu dziennego, w którym wypowiedziano Republice Weneckiej wojnę, podniosła się przeciwko stolicy cała terra firma. Każde miasto ogłosiło swoją niepodległość i wybrało swoje władze. Bergamo, Brescia, Padwa, Vicenza, Udine, Bassano utworzyły niezależne od siebie państwa. Takie same były początki Republik Cis- i Transpadańskiej. Przyjęto tam zasady Republiki Francuskiej; rozwiązano klasztory, poszanowując jednak religię i własność prywatną księży, utworzono dobra narodowe i zlikwidowano prawa feudalne. Najznakomitsza szlachta i właściciele ziemscy utworzyli szwadrony huzarów i strzelców konnych pod nazwą Gwardii Honorowej; klasy niższe tworzyły bataliony Gwardii Narodowej.

Mimo, że Napoleon zwracał szczególną uwagę na zapobieżeniu nadużyciom i malwersacjom, wystąpiły takowe w stopniu wyższym, niż w każdym innym okresie tej wojny. Kraj podzielony był na dwie wrogie sobie partie; w związku z tym reakcje były często bardzo gwałtowne. W czasie przekazania Werony splądrowano lombard miasta (Mont de Piété), w którym znajdowało się siedem albo osiem milionów. Komisarz wojenny Bouquet i pułkownik huzarów Landrieux (były dowódca rozwiązanego w 1796 roku 13.pułku huzarów - przyp. tłum.) zostali oskarżeni jako inicjatorzy tego rabunku, który był tym bardziej oburzający, że dla zamaskowania tego czynu, popełniono kolejne przestępstwa. To, co znaleziono u oskarżonych zostało zwrócone miastu; ale straty były mimo wszystko znaczące.

Generał Bernadotte zawiózł do Paryża sztandary odebrane pułkom weneckim, resztę zdobytych pod Rivoli oraz zabrane arcyksięciu Karolowi w Austrii. Przekazał je Dyrektoriatowi kilka dni przed 18 fructidora. To częste przekazywanie zdobytych sztandarów było ówczesnemu rządowi bardzo przydatne: w ten sposób panujący w armii nastrój stawał się ogólnym, zmuszając niezadowolonych do milczenia i napawając ich strachem.

 

T. II. Roz. VIII. Rokowania dyplomatyczne w 1797 roku

I. Kwatera główna w Mombello. - II. Rokownaia z Republiką Genueńską. - III. Z królem Sardynii. - IV. Z papieżem. - V. Z Neapolem. - VI. Zjednoczenie Republik Cispadańskiej i Transpadańskiej w Republikę Cisalpińską. - VII. Rokowania z Gryzonią i Walteliną.

I.

Mombello to zamek położony o kilka godzin drogi od Mediolanu leżący na górującym nad całą niziną Lombardzką wzgórzu. Francuska kwatera główna przebywała tam w maju i czerwcu. Włosi mówili o "dworze Montebello" i był to rzeczywiście dwór pełen przepychu: zbierały się na najwytworniejsze damy miediolańskie, które dziennie przyjeżdżały na wizyty u Józefiny; przebywali tam przedstawiciele dworu wiedeńskiego, papieża, królów Sardynii i Neapolu, Republiki Genueńskiej, księcia Parmy, niektórych kantonów szwajcarskich i wielu książąt niemieckich; nieprzerwanie wchodzili i wychodzili francuscy generałowie, urzędnicy Republiki Cisalpińskiej, posłowie różnych miast; w godzinnych odstępach przybywali i odjeżdżali kurierzy do Paryża, Rzymu, Neapolu, Wiednia, Florencji, Wenecji, Turynu, Genui. Prowadzono pertraktacje pokojowe z cesarzem, rozmowy o politycznych sprawach Niemiec, o losie króla Sardynii, Gryzonii, Republik Wenecji i Genui. "Dwór z Mombello" często urządzał wyjazdy nad jezioro Maggiore, na Wyspy Borromejskie (Isole Borromee), nad jezioro Como; zatrzymywano się w różnych posiadłościach na brzegach tych jezior. Każde miast, każda wieś pragnęły się wyróżnić i przekazać wybawcy Włoch oznaki szacunku i czci. Na korpusie dyplomatycznym czyniło to wielkie wrażenie.



Generał Serurier odwiózł ostatnie ze sztandarów odebranych arcyksięciu Karolowi. W trakcie ich przekazania Dyrektoriatowi, oddał również list, w którym Napoleon pisał: 

"Generał Serurier udowodnił w ostatnich kampaniach tak samo dużo talentu, jak i świadomości obywatelskiej: jego dywizja zwyciężyła pod Mondovi, w znacznym stopniu przyczyniła się do zwycięstwa pod Castiglione, zajęła Mantuę. Wyróżniła się podczas przekraczania Tagliamenti i Isonzo i szczególnie podczas zajmowania Gradisca. Generał Serurier jest surowy wobec samego siebie oraz dla innych. Nieustępliwy przyjaciel regulaminu, porządku i wszystkich tych cnót, które najbardziej niezbędne są do utrzymania porządku, gardzi intrygami i podstępami. To przysporzyło mu wrogów wśród tych ludzi, którzy, wymagając podporządkowania się prawu, ciągle są gotowi do posądzenia innych o brak świadomości obywatelskiej. Wierzę, że byłyby on zdolny dowodzić armią Republiki Cisalpińskiej. Proszę o wysłanie go, jak szybko to będzie możliwe, ponownie na to stanowisko". 

Serurier został w Paryżu wyróżniony; jego otwarty charakter wszystkim odpowiadał. Odbył podróż do swojej ojczyzny, departamentu Aisne. Zawsze był umiarkowanym zwolennikiem idei rewolucyjnych, ale przy okazji  powrotu do ojczyzny, oburzony złymi nastrojami, wystąpił żarliwie i otwarcie dla sprawy Republiki. 

W momencie, gdy armia francuska wkroczyła do Wenecji, zbiegł z miasta hrabia d'Entraigues. Został on nad Brentą aresztowany przez oddziały generała Bernadotte i odesłany do kwatery głównej. Hrabia d'Entraigues pochodził z Vivarais. Jako delegat arystokracji do Zgromadzenia Konstytucyjnego był w latach 1788 i 1789 gorącym patriotą; ale zaraz po powstaniu Zgromadzenia Narodowego zmienił front; wyemigrował i stał się jednym z najlepszych agentów zagranicy i najniebezpieczniejszym intrygantem. Od 2 lat przebywał w Wenecji, pozornie jako attache przy angielskim przedstawicielstwie, w rzeczywistości jako dyplomatyczny przedstawiciel kontrrewolucji; stał na czele całej siatki szpiegowskiej i wszystkich spisków skierowanych przeciwko armii francuskiej. Był też podejrzany o udział w rzezi w Weronie. Generałowie Berthier i Clarke przeszukali wszystkie jego papiery, ujęli w protokole wszystkie znalezione pisma, podpisali swoimi nazwiskami każdą stronę i posłali wszystko do Paryża. W odpowiedzi rząd francuski polecił powołanie sądu wojennego, który miał skazać hrabiego zgodnie z prawami Republiki. Ale hrabia w międzyczasie zdołał zainteresować swoją osobą Napoleona, który kilkakrotnie go widział. Zrozumiał niebezpieczeństwo swoje położenia i dołożył wszelkiego wysiłku, by przypodobać się człowiekowi, który był panem jego losu; rozmawiał z nim otwarcie, odkrył przed nim wszystkie intrygi owych czasów i ujawnił sprawy swojej partii w większym stopniu, niż to byłoby konieczne. Starania jego przyniosły efekety: pozwolono mu, bez straży, na podstawie zwykłego słowa honoru, zamieszkać w mieście. Po pewnym czasie zezwolono mu na ucieczkę do Szwajcarii. Zwracano na niego tak mało uwagi, że dopiero po 6 albo 7 dniach spostrzeżono, że złamał dane słowo i wyjechał z Mediolanu. Wkrótce można było przeczytać coś w rodzaju pamfletu na jego dobroczyńcę, który rozpowszechniał w całych Niemczech i Szwajcarii. Opisywał w nim okropne więzienie, w którym go zamknięto, męczarnie, które wycierpiał, swoją odwgę i niebezpieczeństwa, które przezwyciężył w czasie swojej ucieczki. W Mediolanie panowało powszechne oburzenie na tego człowieka; widziano go przecież swobodnie poruszającego się w towarzystwie, na promenadach, w teatrach. Wielu członków korpusu dyplomatycznego podzielało to oburzenie i opublikowało wyrażające je odpowiednie oświadczenie.

(hrabia d'Entraigues  był również w późniejszych latach uwikłany we wszelkie możliwe afery. W czasach Cesarstwa przybył do Londynu, by za wysoką cenę sprzedać tajne artykuły traktatu podpisanego w Tylży. Dwom agentom Cesarza udało się, za pomocą służącego hrabiego, Lorenzo, zdobyć kopie depesz i listów skierowanych do lorda Canninga. 22 czerwca 1812 roku d' Entraigues i jego żona zostali w Londynie zamordowani przez tego samego służącego, który po dokonaniu tego czynu, popełnił samobójstwo - przyp.tłum.

II.

W pierwszej połowie XIX wieku Republika Genui wzięła udział w trzech wojnach sukcesyjnych w Hiszpanii, Parmie i Austrii. W 1747 roku jej mała armia maszerowała wraz z armiami Francji i Hiszpanii. Genueńczycy przepędzili ze swojego miasta dowodzony przez markiza Bottę austriacki garnizon i przetrzymali uporczywe oblężenie przez wojska Marii Teresy. W ciągu całego XVIII wieku Genua toczyła morderczą wojnę przeciwko Korsyce. Narodowa nienawiść była przyczyną powtarzających się utarczek pomiędzy Piemontczykami i Genueńczykami. Nieustanne wojny powodowały, że ludność tej słabej republiki rozwinęła cechy, których trudno było szukać w Wenecji. Dlatego też arystokracja genueńska przeciwstawiła się burzy; zachowała swoją i niezależność i nie uległa wpływom ani koalicji ani Francji, ani partii wolnościowej we własnym kraju.Republika zachowała konstytucją w całkowitej czystości nadaną jej w XVI wieku przez Andrea Dorię (konstytucję tę wprowadzono w Genui w 1528 roku - przyp.tłum.).

Ale ogłoszenie niepodległości przez Republiki Cis- i Transpadańską, oddanie władzy przez arystokrację Wenecji i ustanowienie władzy ludowej na całym terytorium weneckim oraz wywołany zwycięstwami Francuzów entuzjazm - wszystko to wzmocniło w tym stopniu przewagę partii ludowej, że zmiany w konstytucji były nie do zapobieżenia. Francja była zdania, że arystokratom nie można zaufać; ale życzono sobie, by rewolucja odbyła się bez oficjalnego francuskiego udziału, jedynie przez postęp i wzmocnienie nacisku opinii publicznej. Politycy byli zdania, że opór arystokracji w lipcu, najpóźniej w sierpniu zostanie przełamany.

Baczny obserwator przebiegu wydarzeń zakładał, iż przemiany nastąpią z końcem sierpnia; nie wierzono, aby oligarchia przetrzymała ten termin. Członkowie klubu Morandi byli zniecierpliwieni powolnością postępu idei rewolucyjnej; sformułowali petycję, w której zażądali odsunięcia arystokracji od władzy i proklamownai wolności. Proklamację przedłożono doży, który nie był niechętny woli ludu. Mianował nawet juntę, w której 9-osobowym składzie było 4 mieszczan i której zlecono przygotowanie zmian w konstytucji.

Trzech inkwizytorów państwowych, głowy rodów arystokratycznych i wrogowie Francji z bólem patrzyli na rozwój sytuacji. Przekonani, że arystokracja przetrwa jeszcze tylko kilka miesięcy, biernie przyglądali się rozwojowi wydarzeń i nie podejmowali żadnych środków. Znaleźli jednak wspólników w duchownych, którzy zdobywali dla nich poparcie najniższych stanów. Gdyby udało się im wzburzyć węglarzy i tragarzy, zdobyliby wystarczające wsparcie dla utrzymania w ryzach wszystkie klasy społeczne. Z konfesjonału, ambony, w trakcie kazań na placach i rogach ulicznych, podczas adoracji Świętego Sakramentu, nawet podczas 40-godzinnych modlitw prosili Boga o odwrócenie od Republiki grożącej nawałnicy. Ale właśnie tym nieostrożnym zachowaniem ściągnęli na siebie piorun, którego chcieli uniknąć. Morandyści byli pilniejsi, głosili przemówienia, drukowali odezwy, podjudzając ludność przeciwko arystokracji i duchowieństwu na tysiąc różnych sposobów, zdobywając w ten sposób wiele zwolenników. Wkrótce nadeszła dogodna ich zdaniem chwila i chwycili za broń.

21 maja o 10 rano opanowali najważniejsze bramy, w szczególności Sampierdarena i bramę do portu. Zaniepokojeni w najwyższym stopniu inkwizytorzy dali węglarzom i tragarzom sygnał do rozruchów; prowadzeni przez majstrów swoich cechów pomaszerowali oni z okrzykiem "Viva Maria" pod zbrojownię, gdzie opowiedzieli się po stronie arystokracji. W przeciągu kilku godzin stało 25 tysięcy gotowych do obrony rządu. Przedstawiciel Francji, przestraszony wznoszonymi groźbami skierowanymi przeciwko jakobinom i Francuzom, udał się do pałacu rządowego, by podjąć próbę pojednania ekstremistów. W obliczu uzbrojonych arystkoratów i ich licznych obrońców patrioci poczuli swoją słabość. Liczyli oni na wsparcie mieszczaństwa; pozwoliłoby to na przychylenie szali na ich korzyść. Ale zastraszeni przez fanatycznych węglarzy, mieszczanie zamknęli się w swoich domach. Zawiedzeni w swoich oczekiwaniach, patrioci nie widzieli innego środka, jak zatknięcie francuskiej kokardy. Wierzyli, że wywrą tym na oligarchii wrażenie, ale spowodowało to niemalże zgubę mieszkających w Genui francuskich rodzin.

Wszędzie chwytano za broń; patrioci zostali wszędzie pobici i wyparci ze swoich stanowisk. W nocy z 23 na 24 maja obronili jeszcze bramę Sampierdarena, ale i to miejsce utracili o świcie następnego dnia. Triumfująca oligarchia poleciła, by każdy nosił genueńską kokardę; tolerowali plądrowanie domów Francuzów; wielu Francuzów zginęło, wielu zostało uwięzionych. Ministra pełnomocnego Francji, Faipoult przed najgorszymi obelgami uratował jedynie fakt, że doża posłał mu 200-osobową gwardię przyboczną. Komisarz marynarki, Menard, spokojny człowiek, który nie miał nic wspólnego z zamieszkami, został, ciągnięty za włosy, zaciągnięty do latarni morskiej.; dom konsula Lacheze splądrowano; wszyscy, którzy mieli jakiś związek z Francją, musieli uczynić wszystko, by ujść zniewagom i ciosom sztyletów. Mieszczaństwo było oburzone, ale ze strachu nie odważyło się cokolwiek uczynić. Pomiędzy 23 i 29 maja minister pełnomocny Faipoult przekazał wiele not protestacyjnych przeciwko takiemu traktowaniu; nie otrzymał jednak żadnej satysfakcji. W międzyczasie na redę przybył z Korsyki na czele dwóch okrętów liniowych i dwóch fregat, admirał Brueys. Doża sprzeciwił się wpłynięciu eskadry do portu pod pretekstem, że jej obecność podrażni tłum, który skieruje swoją złość przeciwko francuskim domom. Failpoult był tak słaby, że poparł zarządzenie doży; polecił admirałowi pożeglować do Tulonu.

Gdy podczas debaty w Senacie umiarkowani jego członkowie zwracali uwagę, jak nieostrożnym jest takie postępowanie, oligarchowie odpowiedzieli: Francuzi są zajęci rokowaniami z Austrią; nie odważą się wysłać przeciwko Genui żadnego korpusu; poza tym aktualne panujące w Paryżu opinia jest wrogo nastawiona do idei demokratycznych; wiedziano, że sam Napoleon dezaprobuje zasady klubów Morandi i że dwukrotnie się zastanowi, zanim narazi się na naganę swojego rządu. 

Wszystkie te złudne nadzieje zawiodły. Gdy tylko Napoleon dowiedział się o wydarzeniach w Genui i przelewie francuskiej krwi, wysłał tam swojego adiutanta Lavalette. Zażądał on od doży: natychmiastowego wydania wszystkich aresztowanych Francuzów francuskiemu posłowi, rozbrojenia węglarzy i tragarzy, aresztowania Inkwizytorów (dożą Genui był w latach 1795-1797 Giacomo Maria Brignole - przyp.tłum.). Równocześnie oświadczył, że patrycjusze odpowiadają głową za życie Francuzów, a także za ich majątek i własność Republiki Francuskiej. Rozkazał ministrowi pełnomocnemu Faipoult opuszczenie Genui i udanie się, wraz ze wszystkimi Francuzami, którzy zdecydują się mu towarzyszyć, do Tortony, jeżeli powyższe żądania nie zostaną w ciągu 24 godzin wykonane.

Adiutant Lavalette przybył do Genui 29 maja, o godzinie 4 po południu. Dwie godziny później stanął przed obliczem Senatu, który wysłuchał jego mowy, przyjął do wiadomości przekazanie doży listu Napoelona i obiecał udzielenie odpowiedzi jeszcze tego samego wieczora.

Rzeczywiście, jeszcze tego samego wszyscy Francuzi zostali zwolnieni i w towarzystwie ogromnego tłumu, który okazywał im żywe współczucie, odprowadzeni do siedziby przedstawicielstwa. Mieszczanie i prawdziwy naród, któremu postępowanie Napoleona, który zapewnił mu swoją ochronę, dodało odwagi, obudził się i domagał się gwałtownie rozbrojenia hord oligarchii. Jeszcze tego samego wieczora do zbrojowni zwrócono 4000 karabinów. W Małej Radzie toczyły się ożywione debaty; arystokracja była w mniejszości. Do Tortony przybyła francuska dywizja. Okrążona od lądu i morza Genua zostanie wkrótce zmuszona po posłuszeństwa; prawdopodobnie wystarczy widok wojsk francuskich, by mieszczaństwo i trzeci stan nabrało odwagi zrzucenia jarzma oligarchii i utrzymania motłochu w ryzach.

Odpowiedź Senatu nie była zadawalająca; zatrzymał się on w połowie drogi. Faipoult zdecydował się na wyjazd; dla ochrony Francuzów w Genui miał pozostać Lavalette. Ale gdy francuski przedstawiciel zażądał paszportów, doża zebrał Senat, jedyny organ upoważniony do wystawienia takowych. Senat przeanalizował sytuację, w jakiej znajdzie się Republika i po wielu debatach podjęto decyzję, spełnić żądania dowódcy armii francuskiej. Postanowiono: po pierwsze, wysłanie delegacji, w skład której wchodzić mieli Cambioso, Serra i Carbonari, która natychmiast udać miała się do Mombello; po drugie, natychmiastowe aresztowanie trzech Inkwizytorów; po trzecie, węglarze i tragarze mieli zostać natychmiast rozbrojeni.

W wyniku tych postanowień Faipoult pozostał na swoim stanowisku; dzięki temu tłum uspokoił się. Węglarze i tragarze, który działali jedynie na polecenie i w całej tej historii nie mieli żadnego interesu, stali się całkowicie ulegli, gdy tylko rząd postanowił, podporządkować się żądaniom Francuzów.

Wysłannicy przybyli do Mombello; 5 lipca podpisano konwencję kończącą istnienie konstytucji Dorii i początkującą władzę demokracji.

Naród triumfował z typowym dla południowców ożywieniem. W trakcie zamieszek spalono Złotą Księgę i rozbito posąg doży. Takie postępowanie uraziło Napoleona; zażądał od rządu prowizorycznego ponownego ustawienia pomnika.

W międzyczasie przewagę uzyskali radykałowie, co odzwierciedliło się w ostatecznej konstytucji. Duchownych rozłoszczono, arystokrację w najwyższym stopniu poirytowano; zostali oni wykluczeni ze wszystkich urzędów. Nowa konstytucja miała 14 września 1797 roku zostać poddana ogólnemu głosowaniu. Została wydrukowana i rozwieszona we wszystkich miastach i wsiach. Wiele okręgów wiejskich było zdecydowanych ją odrzucić; wszędzie aktywni byli księża i szlachta, wzywając chłopów do oporu. W dolinach Polcevera i Bisagno doszło do rozruchów. Buntownicy opanowali kilka fortów stolicy, wśród nich również te panuące na portem. Wysłany do Genui generał Duphot, który miał organizować liczące 6 tysięcy ludzi oddziały Republiki został poproszony przez rządy prowizoryczny o interwencję. Przepędził on buntowników i zajął ponownie mury miejskie i forty. 7 września przywrócono też spokój w obu dolinach; wieśniaków rozbrojono.

Te wieście napełniły Napoleona niezadowoleniem. W owym czasie były całkowicie zajęty rokowaniami z Austrią i nie mógł sprawom Genui poświęcić żadnej szczególniejszej uwagi; ale polecił oszczędzać szlachtę i zaspokoić życzenia księży. Przesunął termin opublikowania konstytucji i polecił uwzględnienie żądanych przez szlachtę i księży zmian; w ten sposób, uwolniona od ducha demagogii, konstytucja przy ogólnej aprobacie weszła w życie.

Napoleon kochał Genuę; chciał się tam udać, pogodzić przeciwne partie, zjednoczyć. Ale wydarzenia przebiegały tak szybko, że było to niemożliwe. Gdy po podipsaniu traktatu pokojowego w Campio Formio przygotowywał się do opuszczenia Włoch, napisał 11 listopada w Mediolanie list skierowany do rządu genueńskiego: 

"Obywatele, chcę wypełnić zaufanie, którym mnie obdarzyliście. Jesteście zmuszeni ograniczyć koszty administracji, żeby nie obciążać ludności podatkami ...Nie wystarczy, nie czynić nic przeciwko religii, lecz nie należy również najstrachliwszym umysłom dać powód do rozruchów, ani dać przeciwnikom broń do ręki. Wykluczenie wszystkich szlachetnie urodzonych z urzędów byłoby oburzającą niesprawiedliwością; uczynilibyście to samo, co kiedyś oni uczynili;  ..... Swoboda portu jest jabłkiem niezgody, które rzucono pomiędzy was ... Miasto Genua musi otrzymać decyzją Ciała Prawodawczego wolność swojego portu...

Czemu naród genueński tak bardzo się zmienił? Po pierwszych objawach miłości braterskiej i zachwytu przyszedł strach i terror. Księża byli peirwszymi, którzy zgromadzili sią wokół drzewka wolności; byli pierwszymi, którzy powiedzieli Wam, że moralność Ewangelii jest w pełni demokratyczna. Ale ludzie opłaceni przez Waszych wrogów, ludzie, którzy w trakcie wszystkich przemian są zawsze stronnikami tyranii, wykorzystali błądzenie, nawet przestępstwa niektórych nielicznych duchownych, by pisać teksty antyreligijne. I z tego powodu duchowni oddalili się od idei wolności ... Jeżeli w pewnym państwie, szczególnie w małym państwie rzeczą normalną stanie się skazywanie oskarżonych nie wysluchując ich, przyklaskiwać przemówieniu, tylko dlatego, że wygłoszone zostało z namiętnością; jeżeli przesadę i nienawiść nazywa się zaletą, a umiarkowanie i rację - przestępstwem, to państwo to jest bliskie swojego upadku ...Wierzcie mi: wszędzie, gdziekolwiek zawoła mnie obowiązek i służba dla ojczyzny, będę czuł się szczęśliwym, przysłużyć się Waszej republice; z satysfakcją przyjmę wiadomość, że naród Genui jest zjednoczony i szczęśliwy!" 

W Paryżu, w Radzie Pięciuset dyskutowano wtedy nad wnioskiem Sieyesa, który proponował wydalenie z Francji wszystkich szlachetnie urodzonych i wypłaceniu im wartości ich dóbr w towarach. Propozycje, udzielone przez Napoleona Republice Genui, wydawały się w rzeczywistości być adresowane do Francji. W każdym razie zastosowano się do nich; zrezygnowano z tego przesadnego i obrzydliwego planu, który jedynie wszędzie spowodował niepokój i nieporządek. Już więcej o nim nie wspominano.

Żaden z francuskich batalionów nie dotarł dalej niż do Tortony.Rewolucja w Genui dokonała się wyłącznie siłami stanu trzeciego. Bez intryg z jednej strony Inkwizytorów i klubu Morandi z drugiej, odbyłaby się bez chaosu i wstrząsów oraz bez bezpośredniego wmieszania się Francji. 

III.

Król Sardynii znajdował się w dwuznacznej sytuacji; traktat wynegocjowany w Bolonii przez Napoleona i podpisany w Turynie przez Clarke'a egzystował i nie egzystował.

Dyrektoriat nie wypowiedział się otwarcie, ale było oczywiste, że nie chce on uznać traktatu. Napoleon ze swojej strony uważał uznanie traktatu za konieczne. Przywiązywał oczywiście wielką wagę do przyłączenia do swojej armii dobrej i doświadczonej dywizji piemonckiej, którą cenił za jej odwagę. Czując się osobiście zobowiązany wobec dworu sardyńskiego, mobilizował wszystkie środki dla utrzymania wewnętrznego spokoju w krajach należących do króla Sardynii. Liczba niezadowolonych Piemontczyków rosła z dnia na dzień; chwycili oni za broń i zostali pobici. Ta nadzwyczaj drażliwa sytuacja wzbudziła najwyższe niezadowolenie wśród francuskich i włoskich jakobinów i gdy partia królewska po swoim zwycięstwie dopuściła się aresztowań i prześladowań, uczynili fakt ten treścią zażaleń, które wpłynęły do francuskiej kwatery głównej.

Gdy pod koniec września Dyrektoriat przekazał swoje ultimatum dotyczące pertraktacji w Campo Formio, Napoleon dał do zrozumienia, że nadal jest zdecydowany na ratyfikację traktatu sojuszniczego z królem Sardynii. Minister spraw zagranicznych (Charles Delacroix de Constant - przyp.tłum.), który przekazał Napoleonowi zamiary Dyrektoriatu, zażądał od niego wzmocnienie działań włoskich werbowników skłaniających piemonckich żołnierzy do dezercji; w ten sposób - pisał minister - możnaby uzyskać 10-tysięczny piemoncki kontyngent, bez podejmowania zobowiązań wobec dworu turyńskiego. Ale był to błędny rachunek. Niemożliwym było skłonienie do dezercji oficerów i podoficerów, stanowiących podstawę każdej armii. Poza tym, taka operacja wymagała wiele czasu; a przecież chodziło o to, by w razie konieczności natychmiast rozpocząć działania wojenne. Zachowanie Dyrektoriatu było jedną z przyczyn, które skłoniły Napoleona do podpisania w Campio Formio traktatu pokojowego bez uwzględnienia przy tym ultimatum rządu francuskiego z 29 września; uwzględnienie ultimatum było jego zdaniem równoznaczne z doprowadzeniem do zerwania stosunków. Dyrektoriat pojął jednak w końcu konieczność wzmocnienia Armii Italii 10-tysięcznym kontyngentem piemonckim; zdecydował się na ratyfikację traktatu z Turynu i przedłożył go 21 października Ciału Prawodawczemu. Ale było już za późno; 17 października podpisano w Campio Formio traktat pokojowy z Austrią.

W ten sposób po zakończeniu napoleońskich kampanii włoskich król Sardynii zachował swój tron; jednak przez odstąpienie Sabaudii i hrabstwa Nicei był osłabiony i stracił swoje twierdze, które częściowo rozebrał, częściowo były w rękach Francuzów, którzy utrzymywali w nich swoje garnizony. Ale uzyskał on niezmierzalną korzyść zostania sojusznikiem Republiki, która zapewniała mu nienaruszalność jego terytorium. Mimo tego władca Sardynii nie łudził się; wiedział, że utrzymanie swojego tronu zawdzięcza jedynie Neapolowi; wiedział jak mało godnym zaufania był sojusz z Dyrektoriatem, miał przeczucie rychłego swojego upadku. Ze wszystkich stron otoczony był przez republikanów, mianowicie francuskich, Republik Ligurii i Cisalpiny, a ponadto musiał zwalczać przekonania własnego narodu; Piemontczycy domagali się rewolucji, a dwór już wtedy rozważał ucieczkę na Sardynię. 

IV.

Po podpisaniu w Tolentino pokoju dwór rzymski początkowo rozpoczął wykonywanie postanowień traktatu; ale wkrótce zaczął poddawać się wpływom kardynałów Busca i Albani. Znowu zaczęto powoływać nowe oddziały i postąpiono nawet tak nierozważnie, że mianując ich dowódcą generała Proverę, rzucono otwarte wyzwanie Francji. Odmówł on uznania Republiki Cisalpińskiej. Wojownicze nastawienie zwycięskiej Republiki Francuskiej i groźby jej przedstawiciela zgotowały tym niepodległościowym demonstracjom szybki koniec. Provera przebywał tylko kilka dni w Rzymie i odjechał natychmiast do Austrii. Republika Cisalpińska ucieszyła się z tej okazji zajęcia kilku prowincji Stolicy Apostolskiej i wypowiedziała Watykanowi wojnę. W tych okolicznościach zagrożenia słabi i nierozsądni starcy padli na kolana i oddali rządowi Cisalpiny wszelką satysfakcję, której ten mógł sobie tylko życzyć.

W tym zachowaniu nie można znaleźć żadnych śladów polityki, którą Watykan tak wyróżniał w ostatnich stuleciach. Rząd był zmęczony; władzy świeckiej papieża nie można było już utrzymać; kończyła się ona, podobnie jak suwerenność kościelnych książąt Świętego Rzymskiego Przymierza. 

V.

Dworem w Neapolu kierowała królowa. Była ona mądrą kobietą, ale jej polityczne ambicje były równie niepohamowane jak namiętności kierujące jej sercem.

Podpisanie 10 października 1796 roku traktatu paryskiego nie zmieniło nastawienia gabinetu; nieprzerwanie kontynuowano zbrojenia, co w przeciągu całego 1797 roku dawał powody do niepokoju.

Gdy Napoleon znajdował się w prowincji Marche, zagrażając Rzymowi, przedstawiciel Neapolu, książę Belmonte Pignatelii, towarzyszący francuskiej kwaterze głównej, dał mu w zaufaniu do przeczytania list królowej, w którym informuje ona, że poleci marsz 30-tysięcznego korpusu dla osłony Rzymu.

"- Dziękuję Panu za zaufanie - powiedział generał - i odpowiem na niego natychmiast."

Zadzwonił na swojego sekretarza i polecił sobie przynieść akta spraw neapolitańskich, wyciągnął z nich jedną z depesz, napisanych do Dyrektoriatu przed zajęciem Mantui w listopadzie 1796 roku i przeczytał:

"- Problemy, które sprawia mi zbliżanie się wojsk feldmarszałka Alvinczy, nie powstrzymałoby mnie od wysłania 6 tysięcy Lombardów i Polaków dla ukarania dworu rzymskiego; ale można przypuszczać, że dwór w Neapolu mógłby wysłać 30 tysięcy ludzi dla osłony Rzymu. Pomaszeruję więc na Rzym dopiero po kapitulacji Mantui i przybyciu obiecanych mi posiłków, żeby w przypadku naruszenia przez gabinet Neapolu traktatu paryskiego, dysponować 25 tysiącami ludzi, żeby zająć miasto Neapol i wygnać jego dwór z kraju".

Kurier nadzwyczajny, wysłany jeszcze tej samej nocy przez księcia Pignatelii, wiózł raport, który informował królową, jak przyjęte zostały jej słowa.

Po podpisaniu traktatu paryskiego neapolitańscy przedstawiciele zachowywali się w stosunku do Francuzów bardziej arogancko, niż to bywało w czasie wojny; neapolitańscy ambasadorzy często pozwalali sobie głośno stwierdzać, że pokój nie będzie długo trwał. To nonsensowne zachowanie nie przeszkadzało dworowi w Neapolu oddawaniu się ambitnym marzeniom. Podczas rokowań w Mombello, Udine i Passariano wysłannik królowej niespodziewanie próbował zdobyć Korfu, Zante, Kefalonię i Santa Maura, miasta Macerata, Ferrara i Ankona i księstwo Urbino. Wypowiedział nawet życzenie, wzbogacić swój kraj o spadek po papieżu i Republice Weneckiej. Wszystkich te zdobyczy spodziewała się królowa od Francji, kładąc szczególną nadzieję na spełnienie swoich życzeń w pośrednictwie Napoleona. Tron neapolitański przetrwał ówczesną wojnę włoską dzięki swojemu korzystnemu położeniu i oddaleniu od teatru wojny. 

VI.

Życzenia mieszkańców Lombardii spełniono utworzeniem demokratycznego i niepodległego państwa pod nazwą Republika Transpadańska. W jej skład weszła cała Lombardia, to znaczy wszystkie leżące na lewym brzegu Padu krainy pomiędzy Mincio i Ticino. Republika Cispadańska rozciągała się na prawym brzegu Padu od Parmy aż do Adriatyku. Jej konstytucja opracowana została przez kongres złożony z przedstawicieli narodu i przedłożona ludności do zatwierdzenia. Przyjęta niesamowitą większością weszła pod koniec kwietnia w życie. Arystkoracji i duchownym udało się wejść do wszystkich urzędów; mieszczaństwo oskarżało ich o nieprzychylność nowemu porządkowi; panowało ogólne niezadowolenie. Napoleon zrozumiał potrzebę nadania obu republikom ostatecznej formy.

Natychmiast po odmowie dworu wiedeńskiego uznania podpisanego w Mombello z markizem Gallo porozumienia, które miało stanowić podstawę porozumienia, Napoleon utworzył Republikę Cisalpińską, stapiając ze sobą Republiki Cispadańską i Transpadańską; w ten sposób pod władzami jednego rządu skupiono 3-4 milionów mieszkańców, tworząc siłę, która była w stanie w przyszłości wpływać na rozwój wypadków. Ale władze Republiki Cispadańskiej z uporem odmawiały zjednoczenia, nie mogąc pozbyć się swoich uprzedzeń. Administracje Reggio, Modeny, Bolonii i Ferrary tylko z wielką niechęcią zgodziły się podporządkować wspólnemu rządowi. Partykularyzm w szczególności opierał się połączeniu mieszkańców obu brzegów rzeki. Prawdopodobnie zjednoczenie to nie zyskałoby akceptacji ludności, gdyby nie zrobiono im nadziei, że takie połączenie to tylko wstęp do zjednoczenia pod jednym rządem wszystkich krajów półwyspu. Potajemne dążenie wszystkich Włochów, utworzenia jednego wielkiego narodu, pokonywało skłonności lokalnych władz. Do tych przyczyn ogólnych dołączyły się jeszcze dwie, szczególne okoliczności. Oddana przez papieża w wyniku traktatu w Tolentino Romania ogłosiła swoją niezależność, tworząc państwo Emilia; z powodu antypatii do Bolonii nie chciano przyłączenia do Republiki Cispadańskiej; jednak z entuzjazmem powitano ideę przynależności do Republiki Cisalpińskiej i dążyła swoimi licznymi petycjami do utworzenia nowej wspólnoty. W tym samym czasie Wenecja i inne państwa terra firma zaniepokojone tajemniczymi wieściami o prowadzeniu rozmów pokojowych, w trakcie wielu zgromadzeń ludowych domagały się utworzenia Republiki Włoskiej. Te okoliczności usunęły wszystkie trudności. Partykularyzm ugiął się opinii publicznej, interesy prywatne przed interesami ogółu; zgodnie postanowiono o zjednoczeniu.

Nowe państwo nazwało się Republika Cisalpińska; jego stolicą został Mediolan. Nowa nazwa wzbudziła w Paryżu niezadowolenie; życzono by sobie nazwy Republika Transalpejska; ponieważ jednak życzeniem Włochów było zjednoczenie całego półwyspu w jedno państwo ze stolicą w Rzymie, pochlebiała im wybrana nazwa i postanowiono o pozostawieniu tej nazwy. 

W wyniku traktatu z Campo Formio Republika Cisalpińska powiększyła się o położoną na prawym brzegu Adygi część Wenecji; razem z nowymii zdobyczami w Waltelinie ilość mieszkańców wynosiła 3,6 milionów. Ten najpiękniejszy i najbogatszy kraj Europy podzielono na 10 departamentów. Rozciągał się on od gór szwajcarskich aż do toskańskich i rzymskich Apeninów, od Ticino aż do Adriatyku.

Napoleon najchętniej dałby Republice Cisalpińskiej różniącą się od francuskiej konstytucję. Poprosił o posłanie mu w tym celu do Mediolanu znakomitego autora, na przykład Sieyesa. Ale Dyrektoriat nie podchwycił tej idei; wymagał, żeby Republika Cisalpińska przyjęła konstytucję wprowadzoną w 1795 roku we Francji. W skład pierwszego Dyrektoriatu Republiki Cisalpińskiej wchodzili Serbelloni, Alessandri, Paradisi i Moacati, przywódcy profrancuskiej partii we Włoszech. Serbelloni był jedną z najznakomitszych osobistości Lombardii. 30 czerwca Dyrektoriat wprowadził się do pałacu w Mediolanie. Niepodległość Republiki Cisalpińskiej ogłoszono 29 czerwca następującymi słowami: 

"Republika Cisalpińska przez długi czas znajdowała się pod władzą Austrii. Rezygnuje ona ze swojego zwierzchnictwa zmuszona zdobyczami dokonanymi przez Republikę Francuską, która również z dniem dzisiejszym rezygnuje z tego prawa. W ten sposób Republika Cisalpińska jest wolna i niepodległa. Uznana przez Francję i cesarza, będzie wkrótce uznana przez całą Europę.

Dla zabezpieczenia istnienia Republiki Cisalipińskiej rządzący Republiką Francuską Dyrektoriat użył nie tylko swojego wpływu i znaczenia odniesionych przez armie republikańskie zwycięstw, ale posunął się w swojej opiece jeszcze dalej. Przekonany, że wolność jest najwyższą ze wszystkich wartością, ale następująca po nich rewolucja nastraszniejszym ze wszystkich nieszczęść, ofiaruje Republika Francuska narodowi cisalpińskiemu swoją własną konstytucję.

Naród cisalpiński nie będzie więcej podporządkowany wojskowej dyktaturze, lecz własnej konstytucji!

Aby przemiana ta mogła zostać przeprowadzona bez wstrząsów, urzędujący Dyrektoriat uznał za słuszne mianowanie w tym jednym jedynym przypadku członków rządu i Ciała Prawodawczego. Dopiero po upływie roku naród wybierze zgodnie z konstytucją swoich przedstawicieli na zwolnione stanowiska.

Już od dłuższego czasu we Włoszech nie było żadnej prawdziwej republiki; święty ogień wolności został stłumiony; najpiękniejsza część Europy żyła pod obcym jarzmem.

Republika Cisalpińska musi, przez swoją mądrość, energię i właściwe zorganizowanie swojej armii, pokazać światu, że współczesne Włochy nie są zwyrodnione i godne swojej wolności!

Dowodzący generał Bonaparte mianuje w imieniu Republiki Francuskiej i zgodnie z powyższą proklamacją jako członków Dyrektoriatu obywateli Serbolloni, Alessandri, Moscati i Paradisi. Piąty członek mianowany zostanie niebawem. Wymienieni czterej członkowie będą jutro w Mediolanie wprowadzeni na swoje urzędy." 

W mediolańskim szpitalu świętowano pojednanie Gwardii Narodowych i członków urzędów nowego państwa. 14 lipca 30 tysięcy gwardzistów i przedstawicieli departamentów zaprzysięgli wzajemną zgodę i braterstwo. Przysięgli oni również poświęcenie wszystkich swoich sił dla odzyskania wolności i swojej włoskiej ojczyźnie. Dyrektoriat cisalpiński mianował swoich dyrektorów, ustanowił urzędy administracyjne, ustalił etat armii i rządził Republiką jak niepodległym państwem. Klucze Mediolanu i wszystkich twierdz zostały przekazany dyrektorom.

Od tego momentu zmieniły się obyczaje Włochów; kilka lat później byli oni jednym narodem. Sutannę, która była często widzianym ubiorem wśród młodych ludzi, zastąpił mundur. Zamiast spędzać swoje życie u stóp swoich dam młodzi Włosi zaczęli odwiedzać szkoły jazdy i place musztry. Dzieci nie bawiły się już więcej w odprawianie mszy; miały teraz pułki ołowianych żołnierzy i naśladowały w swoich zabawach wydarzenia wojenne. W komediach i przedstawieniach ulicznych występowały zawsze dwie główne postacie: tchórzliwy, ale zarazem komiczny Włoch i gruby kapitan, często Francuz, jeszcze częściej Niemiec, mocny, gburowaty typ, który na zakończenie przedstawienia, przy burzliwych oklaskach publiczności, garbował Włochowi skórę. Tego typu przymówek lud nie chciał więcej znosić; ku jego ogromnemu zadowoleniu autorzy prezentowali na scenie dzielnych Włochów, którzy walcząc za honor i prawo, zmuszali obcych do ucieczki. Obudziło się poczucie narodowe. Włosi mieli teraz patriotyczne, a zarazem bojowe pieśni, kobiety z pogardą odtrącały męzczyzn, którzy niewieścieli. 

VII.

Waltelina (Veltins) składa się z trzech dolin: właściwej Walteliny i dolin Bormio i Chiavenna; zamieszkuje ją 160 tysięcy dusz. Mieszkańcy są wyznania rzymsko-katolickiego  i mówią po włosku. Geograficznie Waltelina należy do Włoch; jej granice tworzy brzeg Adygi, aż do jej ujścia w jeziorze Como; od Niemiec dzieli ją pasmo Wysokich Alp. Długość wynosi 80, szerokość około 25 kilometrów. Stolica Chiavenna położona jest o dwie godziny drogi od jeziora Como; z Chiavenny do stolicy Gryzonii (Graubünden) Chur jest 60, z Bormio - 70 kilometrów. W przeszłości Waltelina należała do Mediolanu. Arcybiskup i książę Mediolanu, Barnaba Visconti podarował w 1404 roku te trzy doliny kościołowi w Chur. W 1512 roku Sforza władzę nad Walteliną przekazał Gryzonii, której mieszkańcy w większości mówią po niemiecku i są protestantami.

Nie ma gorszego stanu niż podporządkowanie jednego narodu innemu. Już od dłuższego czasu nieszczęśni mieszkańcy Walteliny skarżyli się na ucisk i narzucone im poniżające jarzmo. Biedni i zacofani mieszkańcy Gryzonii zostali dołączeni do bogatszych i bardziej cywilizowanych mieszkańców Walteliny, żeby się u nich wzbogacić. Biedny chłop gryzoński czuł pomiędzy sobą i najbogatszymi Waltelinczykami różnicę podobną do różnicy pomiędzy władcą i jego poddanymi.  

W przeciągu maja 1797 roku mieszkańcy wszystkich trzech dolin podnieśli się, chwycili za broń i przepędzili swoich rzekomych suwerenów, zawiesili trzykolorową włoską flagę i wybrali prowizoryczny rząd. Skierowali manifest do wszystkich mocarstw, zawierający ich skargi i oświadczyli, że są zdecydowani na odzyskanie swoich praw, których nie wolno odebrać nigdy żadnemu narodowi. Do Mombello wysłano wysłanników w osobach zasłużonych ludzi, Guicciardi, Paribelli i Planta, którzy mieli zażądać spełnienia we wszystkich punktach naruszonej przez Gryzończyków Kapitulate.

Napoleon z niechęcią mieszał się w sprawy, które mogłyby doprowadzić do konfliktów ze Szwajcarią i z tego powodu były sprawami o europejskim znaczeniu. Gdy jednak dał sobie przedłożyć pisma dotyczące tego konfliktu, znalezione w mediolańskich archiwach, rozpoznał, że rząd mediolański posiadał prawo gwarantowania zawartych traktatów; poza tym, gdy Gryzończycy ze swojej strony poprosili go o protekcję w przywołaniu do porządku i posłuszeństwa ich poddanych, Waltelińczyków, zajął się pośrednictwem i polecił obu stronom stawić się w lipcu przed jego obliczem dla przedłożenia swoich racji. W międzyczasie, przed wyznaczonym terminem, Gryzonia zwróciła się do Szwajcarii z prośbą o interwencję. Francuski przedstawiciel w Bernie, Barthelemy żarliwie popierał ich starania. W końcu Napoleon uznał, że najlepiej będzie nie podejmować żadnej ostatecznej decyzji i poradził obu stronom pojednanie. Jako środek do pojednania zaproponował, utworzenie z Walteliny czwartej, równorzędnej z pozostałymi trzema, części Gryzonii.

Rada ta głęboko uraziła dumę wieśniaków Gryzonii. Co? Chłop, który pije wodę z Adygi ma być równym chłopowi pijącemu wodę z Renu? Oburzyli się propozycją, która była tak nierozsądna, że próbowała zrównać mówiących po włosku katolickich chłopów, bogatych i uświadomionych z mówiącymi po niemiecku, protestanckimi chłopami, biednymi i ciemnymi. Ich przywódcy nie mieli takich uprzedzeń; Waltelina była dla nich bogatym źródłem pokaźnych dochodów i nie mogli się zdecydować na rezygnację z niej. Knuli różne intrygi w Paryżu, Wiedniu i Bernie. Czyniono im obietnice, radzono granie na czasie; czyniono im zarzuty, że przyjęli pośrednictwo Napoleona. Z tego powodu wzbraniali się wkroczyć na drogę pojednania i nie posłali swoich przedstawicieli na umówione spotkanie, by przed obliczem pośredników podjąć pertraktacje z przedstawicielami Walteliny w sprawie sporu o egzekwowanie Kapitulate.

Napoleon, jako uznany przez obie strony pośrednik oraz jako przedstawiciel gwaranta Kapitulate, suwerena Mediolanu, z powodu niestawienia się Gryzończyków wydał 19 Vendemiaire roku VI (10 października 1797) następujący wyrok: 

"W prairialu ubiegłego roku mieszkańcy Walteliny, Chiavenny i Bormio podnieśli się przeciwko prawom narzuconym przez Gryzonię i ogłosili swoją niezależność. Po tym, jak władze Republiki Gryzonii zastosowały wszystkie środki do zmuszenia swoich poddanych do posłuszeństwa, zwróciły się one o pośrednictwo do Republiki Francuskiej w osobie generała Bonaparte, wysyłając do niego Gaudenzio Planta.

Ponieważ ludność Walteliny ze swojej strony również zwróciła się o pośrednictwo, dowódca armii wezwał delegacje obu stron na spotkanie w Mombello w dniu 4 messidora (12 czerwca) i po stosunkowo długich rokowaniach przyjął w imieniu Republiki Francuskiej rolę pośrednika; napisał do Gryzończyków i Waltelińczyków, żeby w możliwie krótkim czasie przysłali do niego swoich przedstawicieli.

Narody Walteliny, Chiavenny i Bormio punktualnie wysłały swoje delegacje.

Chociaż minęło kilka miesięcy rząd Gryzonii nie wysłał swoich przedstawicieli, pomimo, że rezydent Republiki Francuskiej w Chur, obywatel Comeyras, wielkorotnie zwracał się w tej sprawie do rządu Gryzonii.

Gdy dowódca armii rozpoznał panujące bezprawie, w której znajdowała się Waltelina, polecił 6 fructidora (23 sierpnia) przypomnieć rządowi Gryzonii o przysłaniu swoich przedstawicieli przed 24 fructidora (10 września).

Dzisiaj mamy 19 vendemiaire'a (10 października), a przedstawiciele Gryzonii nadal nie przybyli.

Nie tylko nie zjawili się, ale nie ulega wątpliwości, że Gryzonia, lekceważąc przyjęte przez siebie pośrednictwo Republiki Francuskiej, uprzedziła już wyrok, a jej odmowę wysłania przedstawicieli przypisać należy określonym intrygom wpływowych stron.

Z tego powodu dowódca armii w imieniu Republiki Francuskiej ogłasza:

1. Dobra wiara, właściwe zachowanie i zaufanie ludności Walteliny, Chiavenny i Bormio skłania Republikę Francuską do okazania wzajemności i udzielenia poparcia.

2. wskutek wezwania Gryzonii Republika Francuska została pośrednikiem w sporze wspomnianych narodów.

3. nie ulega wątpliwości, że Gryzończycy naruszyli warunki, do których zobowiązali się w stosunku do mieszkańców Walteliny, Chiavenny i Bormio; w wyniku tego narody te odzyskały prawa, przysługujące wszystkim narodom.

4. żaden naród nie może być podporządkowany innemu narodowi, bez naruszenia podstawowych praw.

5. mieszkańcy Walteliny, Chiavenny i Bormio wyraźnie wyrazili swoją wolę połączenia się z Republiką Cisalpińską.

6. zgodność religii i mowy, położenia geograficznego, kontakty handlowe uprawniają również do połączenia trzech dolin Walteliny, Chiavenny i Bormio z Republiką Cisalpińską, z której zresztą obszaru przed laty te trzy regiony przemocą oderwano.

7. na mocy postanowień trzech gmin tworzących Gryzonię zarzucono projekt pośrednika utworzenia z Walteliny czwartej części Gryzonii. W związku z tym Waltelinie nie pozostała żadna inna droga ucieczki przed tyranią, jak przyłączenie do Republiki Cisalpińskiej.

Z tego powodu dowódca armii, mocą daną mu przez Republikę Francuską oraz wezwaniem Gryzonii do pośrednictwa zarządza, że:

- narody Walteliny, Chiavenny i Bormio mają prawo do przyłączenia się do Republiki Cisalpińskiej." 

W ten sposób spór został rozstrzygnięty. Zachwyt i entuzjazm zapanował wśród nieszczęśliwych dotąd Waltelińczyków; Gryzończycy jednak zgrzytali zębami ze złości i upokorzenia. Natychmiast po ogłoszeniu orzeczenia rozjemczego Waltelina rozpoczęła rokowania z Republiką Cisalpińską w wyniku których dokonano zjednoczenia. Dopiero teraz Gryzończycy zrozumieli swój błąd. Napisali do Napoleona, że ich przedstawiciele właśnie wyjechali, by przedstawić mu swoje racje; zachowali się zatem tak, jakby tkwili w pełnej nieświadomości o zaistniałych wypadkach. Napoleon odpisał im, że jest już za późno; jego wyrok zapadł w dniu 10 października, a Waltelina już dokonała swego połączenia z Republiką Cisalpińską; problem jest zatem na wsze czasy rozwiązany.

Sprawiedliwość okazana temu małemu narodowi poruszyła wszystkie szlachetne serca. Wypowiedziane w orzeczeniu Napoleona podstawowe prawa rozeszły się szerokim echem w całej Europie i zadały śmiertelny cios władzom kantonów szwajcarskich, panujących nad wielką ilością poddanych. Na pozór przykład ten musiałby w wystarczającym stopniu uświadomić arystokracji berneńskiej, że nadszedł moment zaaprobowania dokonań rewolucji, wpływu Francji i sprawiedliwości. Ale duma i uprzedzenia nigdy nie ustępują głosom rozsądku. Oligarchia ustępuje jedynie przed przemocą. Dopiero kilka lat później mieszkańcy Górnego Valais zgodzili się na zrównanie z nimi mieszkańców Dolnego Valais, a wiejska ludność kantonów Vaud i Argowii (Aarau) zmusiła arystokrację berneńską do uznania swoich praw i niezależności.

 

T. II. Roz. X. Traktat pokojowy z Campo Formio

I. Wymiana aktów ratyfikacyjnych preliminariów pokojowych z Leoben (24 maja 1797). - II. Rokowania w Mombello. - III. Rokowania w Udine przed 18 fructidora. - IV. Rokowania w Passariano. - V. Zaprzestanie dążeń do podpisania pokoju przez rząd francuski po 18 fructidora. - VI. Przesadne żądania cesarskich przedstawicieli. Groźby. Przemarsze wojsk. - VII. Podpisanie traktatu pokojowego (17 października) w Campo Formio. - IX. Generałowie Desaix i Hoche. - X. Wyjazd Napoleona z Włoch. Podróż przez Rastatt do Paryża. 

I.

24 maja w Mombello Napoleon wymienił z markizem Gallo akty ratyfikacyjne preliminariów pokojowych z Leoben. Przy tej okazji po raz pierwszy wystąpiło pytanie o etykietę: cesarz Rzeszy Niemieckiej nie dawał królom francuskim Alternatywy; gabinet wiedeński obawiał się, że Republika nie uzna tego zwyczaju, a inne mocarstwa europejskie pójdą za tym przykładem i w ten sposób zniszczony zostanie symbol władzy, który przysługiwał władcom Świętego Rzymskiego Cesarstwa od czasów Karola Wielkiego. Gdy Francja wyraziła zgodę na utrzymanie konwencjonalnej etykiety dworskiej, przedstawiciel austriacki wpadł w takie uniesienie, że zrezygnował z myśli zorganizowania w Bernie ogólnego kongresu i zgodził się na przeprowadzenie specjalnych rokowań oraz otwarcia kongresu w Rastatt, poświęconego pokojowi z Rzeszą, dopiero w lipcu przyszłego roku.

W przeciągu kilku dni negocjatorzy uzgodnili następujące punkty ostatecznego traktatu:

dla Francji - ustanowienie Renu jako granicy wschodniej;

dla cesarza - oddanie Wenecji i ustalenie granicy na Adydze;

dla Republiki Cisalipińskiej - Mantua i granica na Adydze.

Markiz Gallo oświadczył, że za pośrednictwem następnego kuriera otrzyma pełnomocnictwa dla podpisania traktatu pokojowego w oparciu o powyższe ustalenia. Napoleon i generał Clarke już 6 maja otrzymali odpowiednie pełnomocnictwa. Warunki traktatu były pomyślniejsze dla Francji, niż Dyrektoriat mógł się spodziewać; można było zatem uznać pokój za zawarty. 



W momencie wybuchu rewolucji Clarke był rotmistrzem w pułku dragonów Orleanu. Już w 1789 roku przyłączył się do zwolenników księcia Orleanu. W 1795 roku powołany został na przewodniczącego biura topograficznego Dyrektoriatu. Popierany w szczególności przez Carnota w 1796 roku wybrany został przez Dyrektoriat do przedstawienia cesarzowi warunków pokojowych; w tym celu udał się do Mediolanu. Prawdziwym celem było jednak nie rozpoczęcie rozmów pokojowych, lecz rola agenta Dyrektoriatu w kwaterze głównej Armii Italii, którego zadaniem była obserwacja Napoleona, którego zwycięstwa zaczęły niepokoić Dyrektoriat. Clarke posyłał do Paryża raporty o wyróżniających się oficerach armii; wywołało to dużo wszelkiego rodzaju plotek i przyspożyło mu spore nieprzyjemności. Napoleon przekonany, że rząd powinien być informowanym, był zadowolony, że misję tę powierzono znanemu mu człowiekowi, a nie, jak to zwykle bywało, jednemu z mało ważnych urzędników, którzy swoje informacje zbierali w knajpach i przedpokojach; faworyzował on Clarke'a, powierzając mu nawet prowadzenie rokowań z Sardynią i książętami włoskimi.

Po 18 fructidora bronił go, nie tylko z tego powodu, że Clarke w trakcie wypełniania swojej delikatnej misji potrafił zdobyć uznanie, lecz również, że uznawał za punkt honoru chronić każdego człowieka, który miał z nim codziennie kontakt i w stosunku do którego nigdy nie miał powodów do skarg. Clarke nie był właściwie żołnierzem; był biurokratą, punktualny i solidny pracownik, wróg cwaniaków. Pochodził z rodziny irlandzkiej, towarzyszących we wszystkich nieszczęściach Stuartom. Był dumny ze swojego pochodzenia i ośmieszył się w czasach Cesarstwa przeprowadzeniem badań genealogicznych, które stały w sprzeciwie z głoszonymi przez niego poglądami, jego wcześniejszą karierą i duchem czasu.

To nie przeszkodziło jednak Cesarzowi uczynić z niego ministra wojny, był on bowiem dobrym administratorem i musiał być wdzięczny Napoleonowi, który obsypał go dobrodziejstwami. A w okresie Cesarstwa rzetelnością swojej administracji wyświadczył ważne przysługi, w obliczu czego należy żałować, że pod koniec swojej kariery był w ministerstwie, któremu Francja wiecznie robić będzie zarzuty założenia ojczyźnie Jarzma Kaudyjskiego przez wydanie rozkazu rozwiązania armii, która przez 25 lat była chwałą Francji oraz wydania naszym zdumionym wrogom nasze niezdobyte jeszcze twierdze. Gdyby w latach 1814 i 1815 królewskim zaufaniem nie obdarzeni zostali ludzie, których dusza nie potrafiła sprostać nadzwyczajnym okolicznościom albo tacy, którzy jako zdrajcy ojczyzny szczęście i sławę zdobyli jedynie pod jarzmem świętej koalicji, a polityką francuską kierowali książę de Richelieu, który miał ambicję uwolnić swoją ojczyznę od obecności obcych bagnetów i Chateaubriand, który w Gandawie oddał nadzwyczajne usługi, Francja wyszłaby z obu kryzysów potężna i budząca trwogę.

Chateaubriand posiadał w sobie święty ogień; to objawiają jego dzieła. On nie pisał jak Racine, lecz jak prorok ze Starego Testamentu. Na całym świecie był on jedynym człowiekiem, który bezkarnie mógł stwierdzić z trybuny w Paryżu:

- "Gdyby wywiesić na drągu na wybrzeżu koło Brestu szary płaszcz i kapelusz Napoleona, cała Europa chwyciłaby za broń".

Jeżeli Chateaubriand kiedykolwiek przejmie ster rządu, być może, podobnie jak inni przed nim, że skieruje się na fałszywe drogi: ale jest pewne, że z oburzeniem odrzuci wszystkie wspomniane hańbiące poczynania ówczesnego rządu. 

II.

Nowy pełnomocnik austriacki, hrabia Merveldt, przybył 19 czerwca do Mombello. Gabinet wiedeński odmówił zaaprobowania propozycji markiza Gallo i upierał się przy swoim stanowisku prowadzenia pertraktacji pokojowych jedynie na kongresie w Bernie w obecności swoich sojuszników. Najwyraźniej nastąpiła zmiana jego stanowiska. Czyżby Austria przystąpiła do nowej koalicji? Ufa sile armii rosyjskiej? Czy nowe zachowanie to efekt spisku Pichegru? Czy żywiono nadzieję, że wojna niszcząca zachodnie departamenty rozszerzy się na teren całej Francji, a władzę przejmą spiskowcy?

Pełnomocnicy austriaccy przyznali, że nie mają odpowiedzi na stwierdzenie Napoleona, iż Anglia i Rosja nigdy nie wyrażą zgody, by cesarz uratował się kosztem starej Republiki Weneckiej; wyrażenie zgody na pertraktacje jedynie w porozumieniu z tymi mocarstwami, byłoby równoznaczne z deklaracją o zamiarze ponownego rozpoczęcia działań wojennych. Minister Thugut przysłał nowe instrukcje; zrezygnował on z kongresu berneńskiego i w zasadzie wyraził swoją zgodę na wyodrębione rokowania.

1 lipca rozpoczęto w Udine nowe rokowania. Jako jedyny przedstawiciel Francji udał się tam generał Clarke. Napoleon oświadczył, że weźmie udział w rokowaniach dopiero, gdy na podstawie protokołu nabierze przekonania, że przedstawiciele austriaccy uczciwie chcą pokoju i są w posiadaniu odpowiednich pełnomocnictw do jego podpisania. Kilka dni później opuścił on Mombello i udał się do Mediolanu, gdzie pozostał przez cały lipiec i sierpień. Austria czekała na wyniki kryzysu, wstrząsającego Francję; w ten sposób minęły dwa miesiące na rozmowach o niczym. Dzień 18 fructidora zniweczył nadzieje wiedeńskiego gabinetu. Do Udine pośpieszył hrabia Cobenzl wyposażony w szerokie pełnomocnictwa cesarza, który obdarzał go pełnym zaufaniem. Markiz Gallo, hrabia Merveldt i baron Degelmann również wzięli udział w rokowaniach, ale tylko dla zachowania pozorów.  

III.

Napoleon udał się do Passariano; ponieważ generała Clarke'a odwołano, był on jedynym przedstawicielem Francji. 27 września rozpoczęto rokowania z hrabią von Cobenzl. Rozmowy odbywały się na przemian w Passariano i Udine. Czterej austriaccy pełnomocnicy siedzieli po jednej stronie czworokątnego stołu; naprzeciw nich zajął miejsce przedstawiciel Francji. Gdy rozmowy odbywały się w Passariano, spożywano posiłki u Napoleona, w Udine u hrabiego Cobenzla. Passariano jest ładnym dworem wiejskim na lewym brzegu Tagliamento, 4 godziny drogi od Udine i 3 godziny od ruin w Aquileia.

Zaraz podczas pierwszej rozmowy hrabia Cobenzl odwołał wszystko, co jego koledzy powiedzieli w ostatnich 4 miesiącach; wystąpił z przesadnymi żądaniami i całe to prowadzone od maja gadanie musiało zostać powtórzone. Takie zachowanie austriackiego przedstawiciela podyktowało zachowanie Napoleona. Był on zmuszony do wysunąć roszczenia daleko wykraczajające poza rozsądny środek.

Hrabia Cobenzl urodził się w Brukseli; w towarzystwie był bardzo uprzejmy, o wyszukanej kurtuazji, ale w interesach twardy i nieugięty. Jego elokwencji brakowało dokładności i celności; czuł to i wierzył, że może te braki zastąpić głośnymi słowami i wyniosłym zachowaniem.

Markiz Gallo, neapolitański poseł w Wiedniu, cieszył się zaufaniem zarówno królowej Neapolu jak i cesarzowej.

Hrabia Merveldt wyróżnił się jako pułkownik pułku huzarów i zdobył zaufanie ministra Thuguta. Baron Degelmann był człowiekiem nacechowanym zdrowym rozsądkiem i dobrymi chęciami.  

IV.

Przebieg rokowań po przybyciu hrabiego Cobenzla nie dopuszczał żadnych wątpliwości, co do zamiarów dworu wiedeńskiego; dążył on do pokoju; nie podjęto żadnych nowych zobowiązań wobec Rosji i Anglii; i gdy tylko austriaccy przedstawiciele nabrali przekonania, że pokój możliwy jest jedynie na podstawie warunków ustalonych w Mombello, zawarto by pokój, gdyby nie zmiana polityki przez Dyrektoriat. Wydarzenia 18 fructidora zaślepiły go; Dyrektoriat mylił się w ocenie sił własnych i wierzył, że może bezkarnie żądać nowych ofiar od narodu. W tajemnicy polecił Napoleonowi wystąpić z nowymi żądaniami, przerwać rokowania i rozpocząć ponownie działania wojenne; równocześnie jednak oficjalna korespondencja utrzymana była w duchu instrukcji z 6 maja. Dyrektoriat w sposób oczywisty życzył sobie wojny, chciał jednak, by odpowiedzialność za zerwanie rokowań spadła na barki prowadzącego rozmowy. Gdy Dyrektoriat zorientował się, że takie postępowanie nie przynosi rezultatu, posłał, w wierze w siłę swojej władzy, w dniu 29 września swoje ultimatum. Napoleon otrzymał depeszę 6 października w Passariano. Francja nie chciała odstąpić cesarzowi ani Wenecji, ani wyrazić zgody na granicę na Adydze; było to równoznaczne z wypowiedzeniem wojny. 

Napoleon miał swój określony pogląd o stopniu posłuszeństwa, które winny był swojemu rządowi w odniesieniu do swoich operacji wojskowych; uważał za swój obowiązek wykonanie tylko tych rozkazów, które w jego rozumieniu były rozsądne i miały szanse sukcesu. Przyjęcie do wykonania błędnego planu uważał za przestępstwo. W takich przypadkach czuł się zobowiązanym zaproponować swoją dymisję; tak uczynił w 1796 roku, gdy Dyrektoriat postanowił posłać część jego armii przeciwko królestwu Neapolu.

Stopień posłuszeństwa, które winny był rządowi jako pełnomocnik, nie był jego zdaniem dokładnie określony. Czy mógł przerwać swoją misję w trakcie rokowań, albo czy mógł narazić ich szczęśliwe zakończenie przez wykonanie instrukcji, które niezgodne były z jego stanowiskiem i były równoznaczne z wypowiedzeniem wojny? W Passariano był przede wszystkim dowódcą armii; wydawało mu się nie na miejscu wypowiedzenie wojny jako pełnomocnik rządu, a równocześnie złożenie swojego dowództwa dla zapobieżenia rozpoczęcia działań wojennych i realizacji planu kampanii, którego nie był w stanie zaakceptować.

Minister spraw zagranicznych uwolnił go od tych wątpliwości, informując w jednej ze swoich depeszy, iż w trakcie formułowania swojego ultimatum Dyrektoriat był zdania, że dowódca armii jest w stanie wymusić przemocą jego przyjęcie. Napoleon dokładnie przemyślał treść tej informacji; najwyraźniej trzymał w swoich rękach losy Francji; jego decyzja rozstrzygała o wojnie i pokoju. Zdecydował się na postępowanie według instrukcji z 6 maja, które mówiły o podpisaniu pokoju na podstawie warunków ustalonych w Mombello, które zostały przed 18 fructidora zatwierdzone przez rząd francuski. 

V.

Przyczyny, którymi kierował się Napoleon były następujące:

  1. ogólny plan kampanii był błędny.
  2. ponieważ otrzymał ultimatum dopiero 6 października, niemożliwym było rozpoczęcie działań wojennych przed 15 listopada, kiedy to trudnym byłoby wkroczenie do Niemiec, a pora roku ułatwiłaby Austriakom zgromadzenie na włoskich nizinach znacznych sił.
  3. dowództwo Armii Niemiec powierzono generałowi Augereau, którego polityczne sympatie rozgrzane były wypadkami 18 fructidora (generał Augereau zastąpił 23 września generała Hoche'a na stanowisku dowódcy połączonych Armii Sambry i Mozy oraz Renu i Mozeli, z których 7 października utworzono Armię Niemiec - przyp.tłum.). Jego sztab składał się w większości ze ślepych naśladowników idei 1793 roku. Była to przeszkodą nie do przezwyciężenia w trakcie koniecznej koordynacji działań obu armii. Napoleon życzyłby sobie mianowania generała Desaix dowódcą Armii Renu, w przypadku, gdyby Moreau nie mógł zachować tego stanowiska.
  4. Napoleon żądał wzmocnienia w sile 12 tysięcy piechoty i 4 tysięcy kawalerii. Jego żądanie spotkało się z odmową, mimo, że miał on do dyspozycji jedynie 50 tysięcy zdolnych do walki, stojących o 20 dni marszu bliżej austriackiej stolicy i mających naprzeciw siebie dwie trzecie sił austriackich, osłaniających stolicę od strony Włoch, podczas gdy obie armie reńskie miały przed sobą jeden jedyny korpus obserwacyjny.
  5. Dyrektoriat w swoim delirium odmówił swoją depeszą z 29 września uznania podpisanego 5 kwietnia paktu sojuszniczego z królem Sardynii. Traktatem tym król zobowiązywał się do wystawienia kontyngentu w sile 8 tysięcy piechoty, 2 tysięcy kawalerii i 40 armat, który miał dołączyć do Armii Italii. Ta odmowa postawiła dwór turyński w szczególny nastrój; nie było wątpliwości, jakie ukryte myśli kierowały rządem francuskim, co pozwalało Turynowi na swobodę działania. Armia Italii nie tylko utraciła korpus piemoncki, lecz była zmuszona do osłabienia swoich sił o 10 tysięcy żołnierzy dla wzmocnienia swoich sił w Piemoncie i Lombardii.
 

21 października Dyrektoriat podał do wiadomości, że wskutek raportów dowódcy Armii Italii postanowił wzmocnić ją o 6 tysięcy żołnierzy, które odebrane zostaną Armii Niemiec; ponadto postanowiono zmienić plan kampanii zgodnie z życzeniami generała i wreszcie zatwierdzić traktat sojuszniczy z królem Sardynii. O postanowieniu tym poinformowano tego samego dnia Ciało Prawodawcze. Ale gdy pisano tę depeszę traktat z Campio Formio był już od trzech dni podpisany; depesza dotarła do Passariano dopiero 12 dni po podpisaniu dokumentów pokojowych. Gdyby Dyrektoriat podjął swoją decyzję 29 września, gdy wysłano ostatnie ultimatum, Napoleon zdecydowałby się być może na prowadzenie dalszych działań wojennych w nadziei oswobodzenia całych Włoch aż do Isonzo; tego życzył sobie bardziej niż ktokolwiek inny. 

VI.

Zawarcie pokoju było w interesie Napoleona. Republikanie otwarcie głosili swoją zazdrość: tyle sławy nie da się pogodzić z ideą wolnościową. Jeżeli podjęte zostałyby ponownie działania wojenne i jeżeli armia francuska zajęłaby Wiedeń, to opanowany duchem 18 fructidora Dyrektoriat chciałby wywołania rewolucji w krajach austriackich, co bez wątpliwości wywołałoby w konsekwencji nową wojnę z Prusami, Rosją i Rzeszą Niemiecką. Ale Republika była źle rządzona; administracja była przekupna; nie wzbudzała zaufania i nie była poważana. Gdyby Napoleon przerwał rokowania, na niego spadłaby odpowiedzialność za przyszłość; gdyby jednak dał swojej krajowi pokój, dodałby do sławy zwycięzcy i przynosiciela pokoju, jeszcze sławę założyciela dwóch dużych republik; Belgia, Nadrenia, Sabaudia i hrabstwo Nicea mogły zostać prawnie dołączone do Francji tylko przez podpisanie traktatu pokojowego z cesarzem; podobnie Republika Cisalpińska mogła dopiero od tego momentu być pewna swojej egzystencji. Okryty chwałą, z gałązką oliwną w dłoni mógłby w całkowitym bezpieczeństwie wycofać się w życie prywatne, a jego sława równa byłaby sławie wielkich mężów starożytności. Pierwszy akt jego życia politycznego byłby tym samym zakończony. O przebiegu jego dalszej kariery decydowałyby okoliczności i potrzeba ojczyzny; sława, miłość i poważanie narodu francuskiego były drogą prowadzącą do każdego celu. Francja chciała tego pokoju.

Wojna królów przeciwko Republice była wojną systemów; była starą walką Gibelinów i Gwelfami. Rządzący w Londynie, Wiedniu i St.Petersburgu oligarchowie, walczyli przeciwko paryskim republikanom. Przedstawiciel francuski znalazł sposób jak tę sytuację, w której Francja ciągle była osamotniona, zakończyć, rzucając kość niezgody pomiędzy koalicjantów, na przesunięcie aktualnych problemów, tworząc nowe pola zainteresowania. 

Republika Wenecka opanowana była całkowicie przez arystokrację; jej poświęcona była w najwyższym stopniu uwaga gabinetów Londynu i Petersburga. Opanowanie przez Austrię tej republiki wywołałoby w wysokim stopniu niezadowolenie i zazdrość wspomnianych gabinetów. Senat wenecki zachował się bardzo źle w stosunku do Francji, jednak bardzo przychylnie wobec Austrii. Jaka opinia o moralności gabinetu wiedeńskiego zapanowałaby wśród narodów, gdyby ten zaanektował sprzymierzone z nim państwo, aktualnie najstarsze we współczesnej Europy, państwo, które w całej swojej naturze było najbardziej wrogie demokracji i ideałom francuskim, bez żadnego pretekstu, tylko dlatego, że jemu tak odpowiada?

Jaka byłaby to nauczka dla Bawarii i państw drugorzędnych? Cesarz byłby zmuszony oddać Francji twierdzę Moguncja, oddaną mu jedynie do dyspozycji; zająłby państwa książąt niemieckich, których był protektorem i których oddziały walczyły w austriackich szeregach. W oczach Europy byłoby to satyrą na rządy absolutne i arystokrację europejską. Czy konieczny byłby widoczniejszy dowód na jej przestarzałość, ułomność i bezprawność ?

Austria byłaby zadowolona; bo pomimo odstąpienia Belgii i Lombardii, otrzymałaby wyrównanie, wprawdzie nie w wysokości liczby i dochodów mieszkańców, ale równoważne pod względem geograficznej wygody i korzyści handlowych; Wenecja graniczy bowiem ze Styrią, Karyntią i Węgrami. Sojusz europejskiej oligarchii byłby rozbity; wykorzystałaby to Francja w walce twarz w twarz z Anglią: w Irlandii, Kanadzie, Wschodnich i Zachodnich Indiach.

Te różne partie, rozłamujące wewnętrznie Wenecję, zniknęłyby; arystokraci i demokraci zjednoczyliby się przeciwko władzy obcego berła. Nie należało się obawiać, że naród o tak liberalnych obyczajach pokochałby kiedykolwiek niemiecki rząd oraz że tak potężne mocarstwo handlowe, które od wieków panowało na morzach, szczerze przyłączy się do mocarstwa, któremu morze było obce i nie posiadało żadnych kolonii. Gdyby jednak nadeszła chwila powstania narodu włoskiego, ta przynależność nie byłaby żadną przeszkodą. Po tym, jak Wenecjanie spędziliby kilka lat pod jarzmem domu austriackiego, przyjęliby z entuzjazmem każdy rząd narodowy, obojętnie czy byłby on mniej, czy więcej arystokratyczny oraz czy stolicą nowego państwa byłaby Wenecja czy inne miasto. By stać się Włochami musieliby Wenecjanie, Lombardowie, Piemontczycy, Genueńczycy, mieszkańcy Parmy, Bolonii, Ferrary, Toskanii, Rzymu i Neapolu musieliby niejako rozłożyć się na części składowe i zostać przetopieni. 

15 lat później, w roku 1812 w rzeczywistości nie było już we Włoszech Austriaków, króla Sardynii, książąt Parmy, Modeny, Toskanii, króla Neapolu, arystokratycznych republik Genui i Wenecji. Świecka władza papieża, która zawsze była winna podziałowi Włoch, nie będzie więcej stanowić przeszkody. Dla króla Neapolu Joachima pozostawiono wolnym Wielkie Księstwo Bergu; jego dwór mógł się tam przenieść. W 1805 roku Napoleon powiedział w Lyonie:

".Potrzebuję 20 lat dla stworzenia narodu włoskiego."

Wystarczyło 15 lat: wszystko było gotowe; czekał jedynie na narodziyn drugiego syna, by poprowadzić go do Rzymu i koronować na króla Rzymian, przekazać regencję księciu Eugeniuszowi i ogłosić niepodległość półwyspu od Alp aż do Morza Jońskiego, od Morza Tyrreńskiego do Adriatyku. 

VII.

Dwór wiedeński był zmęczony krwawą wojną, którą prowadził od kilku już lat; nie przykładał znaczenia do Belgii, której obrona była niemożliwa; był szczęśliwy, że mógł otrzymać, po tylu nieszczęściach, odszkodowanie za poniesione straty i za nawiązanie kontaktów z Republiką Francuską, zapewniających mu korzyści przy regulacji spraw niemieckich. Ale o ile osiągnięto porozumienie w sprawach zasadniczych, to co do ich wykonania nie zdołano się jeszcze porozumieć. Hrabia Cobenzl żądał "granicy na rzece Adda albo nic". Przedstawił obliczenia statystyczne i stwierdził:

"Chcecie powrotu do systemu z 1756 roku. W takim przypadku musicie zgodzić się na korzystne dla nas warunki, na które przebieg wojny nie miałby żadnego wpływu. Zarówno Francuzi jak i Austriacy mieli w tej wojnie swoje dni chwały; nasze obie armie muszą darzyć się wzajemnym szacunkiem. Pokój, który nie przyniósłby korzyści obu stronom, byłby zawsze tylko zawieszeniem broni. Jeżeli zgadzacie się z tym stanowiskiem, dlaczego odmawiacie nam całkowitego odszkodowania? Co tworzy podstawy władzy? Liczba ludności i dochody kraju. Co straci mój cesarski władca? Belgię i Lombardię, dwie najgęściej zaludnione i nabogatsze prowincje świata. Ale Belgia ma dla was podwójną wartość, gdyż jej posiadanie gwarantuje Wam panowanie w Holandii i zablokowanie Anglii dostępu do europejskiego wybrzeża od Bałtyku do Cieśniny Gibraltarskiej ! Ponadto wyrażamy zgodę na zjednoczenie z Francją Moguncji, czterech prowincji nadreńskich, Sabaudii i hrabstwa Nicei. I czego domagamy się za te tak rozszerzone ustępstwa? 4 milionów Włochów, złych żołnierzy, którzy jednak zamieszkują płodną krainę. Mamy prawo, domagać się ustalenia granicy wzdłuż drogi biegnącej doliną rzeki Adda."

Przedstawiciel Francji odpowiedział:

"Pozbycie się Belgii jest dobrodziejstwem dla monarchii austriackiej, gdyż kraj ten był dla niej jedynie uciążliwą posiadłością: jedynie w interesie Anglii leży, by Belgia była w posiadaniu Austrii. Gdy Pan policzy, ile ta prowincja Was kosztowała, otrzyma Pan dowód, że posiadłość ta była jedynie obciążeniem skarbu państwa. Belgia w żadnym wypadku nie może posiadać dla Was żadnej wartości od czasu rozpowszechnienia się tam nowych idei, które tak przemieniły Francję. Jeżeli chcecie otrzymać odszkodowanie, odpowiadające oddanym posiadłościom dochodami i liczbą ludności w krainach, graniczących bezpośrednio ze Styrią, Karyntią i Węgrami, to jest to przesadzone żądanie.

Zresztą, przekraczając Addę, osłabilibyście samych siebie i ani Wy, ani Republika Cisalpińska nie posiadałaby rzeczywistych granic."

Te argumenty bynajmniej nie przekonały austriackiego pełnomocnika; mimo tego ograniczył swoje żądania do linii Mincio.

"Ale - rzekł hrabia Cobenzl - to jest nasze ultimatum; bo jeżeli mój cesarski Pan zezwoli na przekazanie Wam kluczy do Moguncji, najmocniejszej twierdzy świata, byłoby to hańbiącym postępkiem, gdyby nie otrzymał on w zamian kluczy do Mantui."

Po wyczerpaniu wszystkich oficjalnych śródków: protokołów i not dyplomatycznych, które nie przyniosły zadawalającego rezultatu, przeprowadzono kilka nieoficjalnych rozmów w wąskim gronie; ale żadna ze stron nie odstąpiła od swojego stanowiska. Wrogie armie ruszyły z zajmowanych pozycji.

Oddziały francuskie, zajmujące kwatery w okolicach Werony, Padwy i Treviso, przekroczyły Piave i zajęły pozycje na prawym brzegu Isonzo. Armia austriacka stacjonowała nad Drawą i w Krainie.

Gdy austriaccy wysłannicy udawali się z Udine do Passariano, przejeżdżali przez obóz francuski, gdzie oddawano im każdorazowo honory wojskowe. Rozmowy prowadzono przy wtórze rozbrzmiewających w oddali dźwięków werbli. Mimo tego hrabia Cobenzl pozostał niewzruszony; jego powozy stały gotowe do podróży; oświadczył, że zamierza powrócić do Wiednia. 

VIII.

16 października odbyła się w Udine, w siedzibie hrabiego Cobenzla rozmowa. Napoleon powtórzył jeszcze raz, w formie przyjętego do protokołu manifestu, stanowisko swojego rządu od momentu podpisania preliminariów w Leoben i ponowił swoje ultimatum. Austriacki pełnomocnik próbował w długim przemówieniu udowodnić, że odszkodowania zaproponowane cesarzowi przez Francuzów, nie odpowiadają nawet jednej czwartej poniesionych strat; że Austria jest znacznie osłabiona, podczas, gdy siła francuska powiększyła się w tak znacznym stopniu, iż zagraża niepodległości Europy. Posiadając Mantuę i linię Adygi Francja stałaby się nie tylko panem Galii, ale opanowałaby również całe Włochy. Przed wyrażeniem zgody na tak niekorzystne warunki pokojowe cesarz zdecydowałby się z całą pewnością na kontynuowanie działań, nawet gdyby został zmuszony do opuszczenia swojej stolicy. Rosja zaproponowała mu wsparciekilku armii gotowymi do przyjścia z pomocą. Jest oczywiste, że Napoleon, swoje obowiązki jako przedstawiciel Francji podporządkowuje swoim obowiązkom generała i nie chce pokoju. On, Cobenzl zamierza w nocy wyjechać, a wina, za przelaną w nowych walkach krew, spadnie na francuskiego przedstawiciela.

Napoleon zachował zimną krew, mimo, że zraniła go ta obraza. Wstał, wziął z niewielkiego stołu stojący tam mały porcelanowy serwis, podarunek carycy Katarzyny i zawołał:

-"Dobrze ! W ten sposób zawieszenie broni jest zerwane i wypowiedziana wojna ! Ale niech Pan zapamięta moje słowa: zanim skończy się jesień roztrzaskam Wasze cesarstwo, jak tę porcelanę".

Przy swoich ostatnich słowach Napoleon rzucił zastawę gwałtownie na podłogę, zaściełając cały parkiet skorupami. Pożegnał zebranych i wyszedł. Przedstawiciele austriaccy zaniemówili. Kilka minut później dowiedzieli się, że Napoleon wsiadając do swojego powozu wysłał oficera do arcyksięcia Karola z wiadomością, że rokowania przerwano i po upływie 24 godzin zostaną wznowione działania wojenne. Hrabia Cobenzl przestraszył się i posłał do Passariano markiza Gallo z podpisanym oświadczeniem o przyjęciu francuskiego ultimatum.

Następnego dnia, 17 października, o godzinie 5 wieczorem podpisano traktat pokojowy. Datowany był w Campo Formio, małej wsi położonej pomiędzy Passariano i Udine, która w tym celu została przez sekretarzy delegacji zneutralizowana. Ale uznano za zbędne udać się tam, bo we wsi nie istniał ani jeden dom, który zapewniałby pełnomocnikom stosowną kwaterę.

W traktacie pokojowym cesarz uznał Republikę Francuską i jej naturalne granice: Ren, Alpy, Morze Śródziemne, Pireneje, Ocean Atlantycki. Wyraził zgodę na powstanie Republiki Cisalpińskiej utworzonej z: Lombardii, księstw Reggio, Modena i Mirandola; trzech legacji: Bolonia, Ferrara i Romania; Walteliny i terytorium weneckiego położonego na prawo od Adygi, składającego się z prowincji Bergamo, Brescia, Crema i Polesina. Cesarz oddał Breisgau, przez co granica austriacka oddaliła się od Francji. Ważny bastion Moguncja miał zostać przekazany Republice; zatwierdzone miało to zostać w konwencji militarnej na kongresie w Rastatt, gdzie spotkać mieli się francuski pełnomocnik i hrabia Cobenzl. Książęta, pozbawienie swoich posiadłości na lewym brzegu Renu mieli zostać odszkodowani ziemiami na prawym brzegu rzeki pochodzącymi z sekularyzacji posiadłości kościelnych. O pokoju w Europie zadecydować miał kongres w Rastatt; gabinety w Paryżu i Wiedniu miały przy tym działać we wzajemnym porozumieniu. Nie podjęto żadnych decyzji odnośnie pruskich posiadłości na lewym brzegu Renu, postanawiając jednak, że w Rastatt przekazane one zostaną Republice, w zamian za odszkodowania w Niemczech.

Korfu, Zante, Kefalonia, Santa Maura i Cerigo przekazane zostały Francji, które ze swojej strony zezwoliła opanowanie przez cesarza weneckich terytorii leżących na lewym brzegu Adygi, dzięki czemu ludność jego monarchii powiększała się o ponad 2 miliony dusz. W jednym z artykułów traktatu zapewniono arcyksięciu Karolowi ziemie otrzymane przez neigo w spadku po arcyksiężnej Krystynie w Belgii (Maria Krystyna 1742-1798, arcyksiężniczka austriacka i księżna sasko-cieszyńska; po śmierci swoich rodziców arcyksiążę Karol został przez swoją ciotkę adoptowany - przyp.tłum.) w dobrach tych w latach późniejszych cesarz Napoleon kupił za milion położony w pobliżu Brukseli pałac Laeken, należący przed rewolucją do majątku arcyksiężnej; inne domeny arcyksięcia w Niederlandach zostały zakupione przez księcia sasko-cieszyńskiego.

Ta szczególna umowa była oznaką uznania jakim francuski pełnomocnik dażył arcyksięcia, przeciwko któremu walczył i z którym utrzymywał kontakty, uznawane przez obie strony za szczególny zaszczyt. 

IX.

W trakcie rokowań w Passariano do Włoch przybył z Armii Renu generał Desaix pragnący poznać pola bitew, które przysporzyły tyle sławy Armii Italii. Napoleon przyjął go w swojej kwaterze głównej i opowiedział mu o znalezionych w papierach hrabiego d'Entraigues dowodach zdrady Pichegru, wierząc, że zadziwi tym przybyłego.

- "Wiedzieliśmy od dłuższego czasu - odpowiedział ze śmiechem Desaix - że Pichegru zdradził. Moreau znalazł dowody w dokumentach austriackiego generała Klinglina; można było w nich wyczytać wszystkie szczegóły przekupstwa i ustaleń dotyczących jego manewrów wojskowych. Tylko Moreau, Reynier i ja zostaliśmy wtajemniczeni. Życzyłem sobie, aby Moreau natychmiast napisał raport do rządu, ale odmówił. Pichegru jest prawdopodobnie jedynym przykładem generała, który celowo pozwolił się pokonać".

Chciał tym samym dać do zrozumienia, że Pichegru umyślnie oddał swoje panowanie nad Górnym Renem, by udaremnić powodzenie akcji pod Moguncją. 

Desaix odwiedził wszystkie francuskie obozy; wszędzie przyjmowano go z wielkimi honorami. Od tamtej pory datowała się jego przyjaźń z Napoleonem; kochał sławę dla niej samej, a Francję ponad wszystko. Był prostolinijnego charakteru, o przyjaznym usposobieniu i posiadał sporą wiedzę; nikt inny niż on nie studiował dokładniej teatru wojny nad Górnym Renem, w Szwabii i Bawarii. Zwycięzca spod Marengo przelał wiele łez po jego śmierci. 

W tym czasie w Moguncji niespodziewanie zmarł dowódca Armii Sambry i Mozy, generał Hoche. Wielu wierzyło, że został otruty: ten pogląd jest bezpodstawny. Ten młody generał wyróżnił się w 1794 roku pod Weissenburgiem. Swój talent pokazał w latach 1795 i 1796 w Wandei. Odznaczał się wielką miłością do ojczyzny, gwałtownym charakterem, zadziwiającą odwagą, prężną, choć nieco wygórowaną ambicją, nie potrafił też odczekać rozwoju wydarzeń i z tego powodu kompromitował się pochopnymi działaniami. Gdy w wyniku wydarzeń 18 fructidora poprowadził swoje oddziały na Paryż przekroczył Cercle constitutionnel (konstytucja zabraniała oddziałom wojskowym zbliżania się na odległość mniejszą niż 12 godzin marszu do miejsca posiedzenia Ciała Prawodawczego, z wyjątkiem, gdy zostały wezwane specjalną uchwałą - przyp. tłum.)  i zostałby niemalże ofiarą własnej nierozważności; Rada Starszych i Rada Pięciuset otworzyły postępowanie przeciwko niemu. Próbował też wylądować z ekspedycją w Irlandii; nikt inny nie był bardziej w stanie zagwarantować sukces takiemu przedsięwzięciu. Przy każdej okazji okazywał swoje przywiązanie do Napoleona. Z powodu jego śmierci i zwolnienia Moreau Armie Sambry i Mozy oraz Renu pozostały bez dowódców. Rząd zjednoczył obie armie powierzając dowództwo generałowi Augereau. 

X.

Napoleon wysyłał kolejno swoich najwybitniejszych generałów ze zdobytymi sztandarami do Paryża; to umożliwiało rządowi poznanie ich i przywiązywanie do siebie nagrodami. Z traktatem pokojowym, podpisanym w Campo Formio posłał generał Berthiera i żeby złożyć dowód swego szacunku dla nauki, dodał mu Monge'a, który przebywał w głównej kwaterze jako członek komisji naukowej. Monge należał do starej Akademii Nauk. Dowódcy armii podobały sią dyskusje z tym wielkim geometrą, który był pierwszorzędnym przyrodnikiem. Monge był żarliwym patriotą, o czystym charakterze, szczerym i prawdomównym. Kochał Francję i jej naród jak swoją rodzinę; demokracja i równość były dla niego w pewnym sensie rezultatem zadania geometrycznego. Był niespokojnym umysłem, ale mimo wszystkiego, co jego nieprzyjaciele o nim mówili, prawdziwy człowiekiem honoru. Gdy w 1792 roku Prusy wkroczyły do Francji, wyraził gotowość pierwszemu ochotnikowi, który w obronie kraju straci kończynę, dać za żonę jedną ze swoich dwóch córek; ta propozycja była szczera. Podążył z Napoleonem do Egiptu, później był senatorem i pozostał mu zawsze wierny. Nauka zawdzięcza mu znakomite dzieło o geometrii opisowej. 

Traktat z Campo Formio zaskoczył Dyrektoriat, który nie oczekiwał takiego pokoju; dał on wyraz swojemu niezadowoleniu, wspomina się również, że przez moment myślano o odmowie wyrażenia na niego zgody; ale opinia publiczna wywierała zbyt duży nacisk, a korzyści, które miała Francja z zawarcia pokoju, były zbyt oczywiste.

Natychmiast po podpisaniu traktatu Napoleon powrócił do Mediolanu, żeby zakończyć organizację Republiki Cisalpińskiej i wydać zarządzenia konieczne dla administrowania armii. Musiał udać się do Rastatt, by dokończyć wielkiego dzieła pokojowego dla Europy. Z narodem włoskim pożegnał się następującymi słowami:

"Obywatele!

Z dniem 1 frimaire'a wejdzie w życie Wasza nowa konstytucja. Do tego czasu będą zorganizowane Wasz Dyrektoriat, Wasze Ciało Prawodawcze, Wasz Sąd Kasacyjny i inne podporządkowane organy administracyjne.

Jesteście w historii świata pierwszym przykładem narodu, który będzie wolny bez rewolucji, bez walk wewnętrznych.

My daliśmy Wam wolność; musicie wiedzieć, jak ją utrzymać! Po Francji jesteście najgęściej zaludnioną, najbogatszą Republiką; jej położenie powołuje Was do odegrania dużej roli w losach Europy. By być godnym Waszego przeznaczenia, wydawajcie jedynie mądre, rozważne ustawy.

Popierajcie rozszerzanie oświecenia i szanujcie religię. Nie powołujcie w szeregi Waszych batalionów ludzi bez zawodów, lecz obywateli, którzy przesiąknięci są ideami Republiki i są bezpośrednio zainteresowani jej dobrobytem.

W zasadzie nie jest konieczne byście uświadamiali sobie swoją siłę i godność. Podzieleni na wiele państw i uginający się od stuleci pod jarzmem tyranii, nie bylibyście w stanie sami zdobyć swojej wolności. Ale po kilku latach żadna władza na świecie nie będzie w stanie Wam jej odebrać, nawet gdybyście byli zdani jedynie na siebie.

Do tego czasu wielki naród będzie chronić Was przez atakami Waszych sąsiadów. Ta ochrona będzie należeć do politycznego systemu Francji.

Gdyby lud Rzymu użył tak samo swojej siły, jak uczynił to lud francuski, orły rzymskie zdobiłyby dzisiaj Kapitol, a ludzkość nie byłaby zhańbiona osiemnastoma wiekami niewolnictwa i tyranii.

Dla umocnienia wolności i uczynienia Was szczęśliwymi dokonałem dzieła, które do tej pory dokonywano jedynie z żądzy panowania i ambicji.

Obsadziłem wiele urzędów; naraziłem się na niebezpieczeństwo pominięcia w moich nominacjach prawego obywatela i powierzenia stanowiska intrygantowi; ale zło byłoby większe, gdyby pozostawił Wam obsadzanie stanowisk, ponieważ byliście jeszcze nie zorganizowani.

Za kilka dni opuszczę Was. Powrócę jedynie na rozkaz mojego rządu, gdy zagrożona będzie Republika Cisalpińska.

Ale, gdzie tylko będę w służbie mojej ojczyzny, zawsze będę żywo zainteresowany szczęściem i powodzeniem Waszej Republiki.

Bonaparte

Kwatera Główna w Mediolanie, 22 brumaire roku VI (12 listopada 1797)  

Rozkaz dzienny, skierowany przed odjazdem do armii, brzmiał:

"Żołnierze!

Odjeżdżam jutro, by udać się do Rastatt.

Oddalony od armii, będę znajdował pociechę jedynie w nadziei, że wkrótce znów znajdę się wśród Was, walcząc przeciw nowym zagrożeniom.

Niezależnie od zadań, jakimi rząd obarczy żołnierzy Armii Italii, będzie ona zawsze godną szacunku podporą wolności, przynosząc chwałę imieniu Francji.

Żołnierze, rozmawiając o książętach, których zwyciężyliście, o ludach, które zawdzięczają Wam wolność, o walkach, jakie stoczyliście w czasie tych dwóch kampanii, powiedzcie sobie: w następnych dwóch kampaniach dokonamy jeszcze dużo więcej". 

Napoleon udał się do Turynu; 17 listopada zatrzymał się u francuskiego przedstawiciela, Ginguene. Król Sardynii wyraził życzenie zobaczenia się z nim, by otwarcie przekazać mu wyrazy wdzięczności; ale wobec panujących stosunków, Napoleon uznał wzięcie udziału w uroczystościach za niemożliwe i kontynuował przez Mont Cenis swoją podróż do Rastatt; w Genewie przyjęto go jak w mieście francuskim, z wielkim entuzjazmem, tak charakterystycznym dla mieszkańców tego miasta. Gdy wkraczał do miasta powitały go na czele mieszkańców trzy grupy pięknych młodych dziewcząt; jedna z nich ubrana była w niebieskie stroje, duga w białe, a trzecia w czerwone; panny wręczyły mu wieniec, na którego szarfie wydrukowane był jego orzeczenie dające wolność Waltelinie, który cieszył się wśród mieszkańców kantonu Vaud wysokim uznaniem:

"Jeden naród nie może być poddanym innego narodu".

Napoleon odwiedził też inne miasta Szwajcarii, między innymi Berno i przekroczył koło Bazylei Ren; po przybyciu do Rastatt zastał przygotowane dla siebie okazałe apartamenty miejscowego pałacu.

Treilhard i Bonnier, przydzieleni mu przez Dyrektoriat na czas rokowań pokojowych z książętami niemieckimi, przybyli już kilka dni wcześniej. Cesarza, jako głowę Cesarstwa Rzymskiego, reprezentował stary książę Metternich, hrabia Cobenzl zastępował go jako władcę Austrii; w wyniku tego obecne były dwie delegacje, które na podstawie ich instrukcji i interesów były całkowicie przeciwstawne. Hrabia Lehrbach reprezentował kręgi austriackie niemieckiego Reichstagu. Główną rolę odgrywał hrabia Metternich, właściwa praca załatwiana była przez Cobenzla.

Po wymianie ratyfikacji traktatu z Campo Formio pełnomocnicy podpisali następujące postanowienie:

  1. wojska austriackie opuszczą Moguncję, która pozostanie zajęta jedynie przez oddziały elektora; w tym samym czasie francuskie oddziały wkroczą i zajmą twierdzę.
  2. Francuzi opuszczą Wenecję i Palmanova pozostawiając tam jedynie oddziały weneckie; twierdze i cała okolica zajęta zostanie przez Austriaków.

Wysłannik Moguncji Albi zgłosił głośno sprzeciw; książęta niemieccy podnieśli krzyk.

- Moguncja - mówili - nie jest własnością Austrii. Oskarżali cesarza o zdradę Niemiec na korzyść swoich włoskich interesów. Hrabia Lehrbach, jako przedstawiciel kręgów austriackich, otrzymał polecenie odpowiedzenia na wszystkie protesty, wypełniając to zadanie z typowymi dla jego charakteru przekonaniem, ironią i zarozumiałością. 

Szwecja przybyła do Rastatt w charakterze pośrednika i jako jeden z poręczycieli pokoju westfalskiego. Od czasu traktatu w Cieszynie te same prawa rościła sobie Rosja (traktat pokojowy podpisany w 1773 roku w Cieszynie pomiędzy Rosją i Prusami kończący bawarską wojnę sukcesyjną - przyp. tłum.), znajdująca się jednak w tym czasie w stanie wojny z Francją. Od czasu pokoju westfalskiego sytuacja w Europie bardzo się zmieniła; w tamtym czasie duży wpływ w Niemczech miała Szwecja; stojąc ona na czele partii protestanckiej stała w blasku zwycięstw wielkiego Gustawa Adolfa. Rosja nie była jeszcze europejska, Prusy prawie nie istniały. Postępy uczynione przez dwa ostatnie mocarstwa zepchnęły z piedestału Szwecję, skazując ją na rolę drugorzędnego mocarstwa. Szwedzkie wyobrażenie o swojej roli mijało się więc całkowicie z rzeczywistością. Ponadto dwór w Sztokholmie, z niewyjaśnionych powodów, reprezentowany był w Rastatt przez barona von Fersen. Cieszył się on na dworze w Wersalu wielkim zaufaniem; znane były jego intrygi z czasów Zgromadzenia Prawodawczego; przy każdej okazji okazywał swoją nienawiść do Francji. Nie nadawał się zatem do przeznaczonej mu roli przedstawiciela, a jego nominacja mogła być uważana za obrazę Republiki Francuskiej. Gdy przybył na przewidziane etykietą wizytę do francuskiego przedstawiciela, kazał się zameldować jako szwedzki ambasador i pośrednik na kongresie. Napoleon stwierdził, że nie uznaje żadnych pośredników, ponadto, poglądy głoszone wcześniej przez barona nie pozwalają na pośredniczenie pomiędzy Republiką i niemieckim cesarzem. Dlatego przedstawiciel Francji nie może go więcej przyjmować.

Ta wizyta wywołała tyle gadania, że wyprowadzony nim z równowagi baron von Fersen opuścił następnego dnia Rastatt.

Bezpośrednio po przekazaniu Moguncji wojskom francuskim Napoleon wezwał Treilharda i Bonniera na naradę; po daniu im do zrozumienia, że instrukcje Dyrektoriatu są niewystarczające, oświadczył, że nie ma zamiaru przedłużać swojego pobytu i wyjeżdża. Stosunki w Rastatt były bardziej zagmatwane niż w Campo Formio; należało dokonać zdecydowanego cięcia i zakończyć spotkanie.

Dyrektoriat nie wiedział, co począć; mianował nowych pełnomocników, którzy dołączyli do Treilharda i Bonniera.  

Napoleon był już od dawna niezadowolony z polityki zagranicznej rządu; postanowił nie zajmować się więcej rokowaniami, które z konieczności musiały przybrać zły obrót. Poza tym, na podstawie sytuacji wewnętrznej Francji, zakładał, że wkrótce do głosu dojdą demagodzy, więc z tego samego powodu, który skłonił go do odmowy przyjęcia na dworze sardyńskim, odmówił przyjęcia wyrazów uznania, którymi zasypywali go niemieccy książęta.

Uważał za stosowne zakończyć pokojem w Campo Formio pierwszy akt swojej politycznej kariery i żyć w Paryżu jako osoba prywatna, tak długo, jak pozwolą na to okoliczności.

Podczas swojego krótkiego pobytu w Rastatt postarał się, by mocno do tej pory zaniedbywanym francuskim pełnomocnikom poczęto oddawać wszelkie honory ze strony obcych pełnomocników i tłumu przybyłych małych, niemieckich książąt, należne przedstawicielom wielkiego narodu. Przeforsował u rządu postawienie do dyspozycji delegatów znacznych sum, tak, że byli w stanie występować zgodnie z ich rolą; przyznane im dotychczasowe wynagrodzenie było niewystarczające; cierpiało na tym poważanie, którego godna była Republika Francuska.  

KONIEC TOMU DRUGIEGO