Nasza księgarnia

Uwaga! Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Wspomnienia Napoleona, Tom 6

Opublikowano w Wspomnienia Napoleona

T. VI Roz. I. Polityka europejska

I. Austria. - II. Rosja. - III. Anglia. - IV. Włochy. - V. Hiszpania i Portugalia. - VI. Prusy, Szwecja i Dania.  

I.

Polityka domu austriackiego była zawsze ekspansjonistyczna, a równocześnie nastawiona na zyskanie na czasie; dlatego Austria gnębiła nieustannie Polskę i Turcję i rościła sobie prawa do panowania w państwach niemieckich i włoskich. Traktat z Campo Formio, na podstawie którego Ren stał się granicą Francji, odebrał cesarzowi dużą część wpływów na księstwa niemieckie; przede wszystkim książęta kościelni oddalili się od domu habsburskiego. Z innej strony wchłonięcie Wenecji nie wyrównało strat poniesionych przez Austrię wskutek utworzenia Republik Cisalipińskiej, Liguryjskiej, Rzymskiej, a niedługo potem także Partenopejskiej. Cesarz utracił także swój wpływ w Piemoncie, oddzielonym od jego państw Republiką Cisalpińską; to słabe królestwo wydawało się tylko czekać na rozkaz Dyrektoriatu, by stać się francuską prowincją.

Podczas ważnych dyplomatycznych rozmów w Leoben, Campo Formio i Rastatt Napoleon ciągle poświadczał domowi Habsburgów żywiony do niego szacunek, na który ta wielka potęga zasługiwała. Stawiając siebie na tym samym poziomie, zdobył dla siebie i swojego narodu poważanie, a szczególny wysiłek włożył w zdobycie zaufania do własnej osoby; ale wiedeński gabinet słusznie nie żywił zaufania do Dyrektoriatu, którego rewolucyjne metody, zarówno we Francji, jak i zagranicą, ciągle budziły w nim nowe obawy. Dwór w Wiedniu nie taił, że pokój w Campo Formio zawarł właściwie jedynie Napoleon. Wystarczającym na to dowodem były zarzuty stawiane przez Dyrektoriat swojemu pełnomocnikowi za odstąpienie Wenecji. Do tego doszły przemiany w Szwajcarii, które zaniepokoiły Austrię w najwyższym stopniu. Po pierwsze dlatego, że dokonały się one nie w wyniku rokowań, lecz pod wpływem użytej przemocy, a po drugie, iż w ten sposób Republika francuska otrzymała nie tylko niezdobywalne pozycje, lecz weszła również w posiadanie dojść do Tyrolu, Niemiec i włoskiej prowincji Veneto.

Dyrektoriat ciągle opowiadał o nienawiści do tyranów; a mimo to, jego rządy wcale nie zdobyły we Francji poparcia. Europejscy władcy nienawidzili Dyrektoriat; ta rewolucyjna namiętność, nienawiść do arystokracji paraliżował ich. Mimo podpisanego po odniesieniu przez Francję 77 zwycięstw traktatu w Campo Formio, Austria nie zaprzestała zbrojeń. Powolność Reichstagu w Regensburgu i kongresu w Rastatt były bardzo na rękę jej tajnym planom. W Wiedniu żałowano już podpisania traktatu pokojowego.

Anglia wykorzystała te wszystkie powody do niezadowolenia dla zawiązania nowej koalicji; swój wzrok skierowała w kierunku cara Pawła I, królów Neapolu i Sycylii oraz Wielkiego Księcia Toskanii, by przywrócić ponownie austriackie jarzmo na całym Półwyspie Apenińskim. 
 

II.

Przed podpisanem traktatu w Pillnitz caryca Katarzyna, według wszelkiego prawdopodobieństwa, okazywała rewolucji francuskiej wielką niechęć. Traktat w Pillnitz podpisany został wbrew jej woli (w Pillnitz, obecnie jednej z dzielnic Drezna, w dniach 25-27 sierpnia 1791 roku cesarz Austrii Leopold I i król Prus Fryderyk Wilhelm II, w obecności brata Ludwika XVI, księcia d'Artois, późniejszego króla Karola X, podpisali tzw. deklarację z Pillnitz skierowaną przeciwko rewolucyjnej Francji. Deklarację tę przyjęto we Francji jako wypowiedzenie wojny, która wybuchła w następnym roku - przyp.tłum.). Rosja bardzo mało mieszała się w sprawy europejskie; w związku z Polską i Turcją miała jednak wspólne interesy z Austrią i dlatego utrzymywała codzienną, przyjazną korespondencję z gabinetem wiedeńskim. Katarzyna robiła nadzieje pierwszej koalicji, że weźmie w niej w znaczący sposób udział; w jej imieniu wyraźne zobowiązanie takie złożył król Gustaw III. Mimo tego była bardzo oszczędna w dyplomatycznych oświadczeniach; w zasadzie nie uczyniła nic poza otwarciem granic francuskim emigrantom, którym otwierała też niekiedy swoją kasę. Oczywiście, w 1793 roku uroczyście wręczyła hrabiemu d'Artois szpadę i oddała mu do dyspozycji fregatę, by mógł dotrzeć do Anglii; posłała również angielskiej flocie kilka swoich okrętów liniowych. Ale nad brzegiem Renu nie pokazał się żaden rosyjski żołnierz. Po wycofaniu się Prus, Austria samotnie walczyła przeciwko rewolucji francuskiej. Katarzyna, jako wielka władczyni, myślała o swoich kontaktach handlowych i korzyściach, które miałoby jej państwo, gdyby we Francji gorączka rewolucyjna wzięła górę nad interesami państwa. Miała jeszcze drugi powód, który powstrzymywał ją od posłania swoich oddziałów na pomoc do Koblencji; potęga i sława, którą Prusy zdobyły dzięki zwycięstwom Fryderyka, niepokoiły ją do tego stopnia, że za żadną cenę nie chciała odsłonić swoich granic, w szczególności od czasu, gdy Prusy wykorzystały pierwszą okazję, by uznać Republikę. Od tego momentu gabinety w Petersburgu i Wiedniu słusznie uznawały Prusy za siłę, która z konieczności może stać się przyjaciółką Francji i ich wrogiem.

Mimo tego wszystkiego Katarzyna zarządziła jednak znaczne zbrojenia, a jej flota otrzymała rozkaz pokazania swoich flag na wodach francuskich - w tym momencie zaskoczyła ją śmierć. Dla Francji oznaczało to pozbycie się jednego z niebezpiecznych wrogów. Jej polityka narzucała dworom wiedeńskiemu i rosyjskiemu obowiązek nie spuszczania się nigdy z oczu; utworzyły one jawną koalicję przeciwko rewolucji; ale równocześnie zazdrośnie pilnowały się one wzajemnie i zamierzały wystąpić w obronie drugiego dopiero w przypadku poważnego zagrożenia obu sojuszników. Odstąpienie Renu jako granicy Republiki, wpływ Dyrektoriatu na Rzeszę Niemiecką, postępowanie Francji wobec Holandii, Szwajcarii i Włoch skłoniły cara, jako spadkobiercy polityki swojej matki, do czynnego zaangażowania się w powołaną przez Anglię nową koalicję. Zobowiązał się do wysłania w pole licznej armii pod dowództwem feldmarszałka Suworowa. Suworow znany był z wojen, w których dowodził i okrucieństwa wobec Polaków i Turków. Paweł miał określoną potrzebę sławy, zwłaszcza sławy osobistej. Porywała go myśl pokazania swoich sztandarów cywilizowanym narodom Europy i nie widział przed sobą żadnego szlachetniejszego nieprzyjaciela niż nieznanego mu człowieka, który wyrwał jego austriackim sojusznikom całe Włochy. Gdy Napoleon wyjeżdżał do Egiptu, w Galicji zaczęła zbierać się armia rosyjska! 

 

III.

Anglia nigdy nie przebaczyła Ludwikowi XVI utraty swoich amerykańskich kolonii; gdyby, obok indyjskich, była w dalszym ciągu w ich posiadaniu, panowałaby spokojnie na obu hemisferach. Nieszczęśliwy książę nadał tym przedsięwzięciem francuskiej marynarce wojennej najwyższe polityczne znaczenie. Francja zyskała kosztem Anglii wszystkie korzyści z handlu z nowym państwem. W ten sposób Ludwik XVI stał się doboroczyńcą dwóch wielkich narodów. Wdzięczności Amerykanów, która wówczas zrodziła się, nie mogły zmienić żadne okoliczności. Przetrwała zarówno okres rządów Konwentu, jak i Dyrektoriatu; w czasach Konsulatu i Cesarstwa przekształciła się ona w silny i godny poszanowania sojusz.

Rewolucja Francuska rozwijała się początkowo w imieniu Ludwika XVI. Błędy popełnione przez wszystkie 3 stany i dwór, złe rady z zagranicy, podstępne rady Anglii, która lepiej niż ktokolwiek inny wiedziała, co Francja miała osiągnąć dzięki uzyskaniu prawdziwej wolności - to wszystko zniszczyło piękny początek. 5 i 6 października (1789 roku - przyp.tłum.) w grze były bynajmniej nie tylko siły francuskie. Król został w swoim pałacu oblężony, obrzucony obelgami przez motłoch, skapitulował dla ratowania życie swojego i swojej rodziny. Od tej nocy, gdy powrócił do Paryża otoczony przez hordę kanibali, został więźniem rewolucji: kroczył drogą krzyżową Chrystusa, przyjmując równocześnie hołdy jako król Francuzów. Podpisał konstytucję, którą on powinien był wydać. Jego ucieczka do Varennes była wielkim błędem, byłaby nim nawet wtedy, gdyby się powiodła; partia jakobinów nazwała ją zdradą; od tego czasu był skazany na śmierć przez mniejszość, która planowała zlikwidowanie królestwa. Zgromadzenie emigrantów w Koblencji, deklaracja z Pillnitz, żałosne wypowiedzenie wojny przez Prusy, jeszcze żałośniejszy odwrót armii pruskiej na widok naszym niezorganizowanych legionów, rozgrzały do czerwoności rewolucyjną złość, a we Francji nagle w miejsce Zgromadzenia Prawodawczego zaczął rządzić Konwent; z rewolucji zrobił się terror.

Anglia z radością  widziała te symptomy upadku; ale źle oceniała swojego wroga, nie widziała głębokości przepaści w którą wtrącała Europę i siebie samą jej żądza zemsty. Ludwika XVI nie uratowała. W ten sposób Francja miała, podobnie jak Anglia, swoją wielką zbrodnię.

Gabinet z Saint James ze zdziwieniem spoglądał na odrodzoną z terroru, budzącą  strach Republikę. Ze strachem liczył 14 armii Konwentu, który kazał stracić swojego króla i, by doprowadzić do upadku Francji, płacił żołd całej Europie. Przestawiciele Anglii widzieli, jak budowany był szafot; udowodnione są ich kontakty z Dantonem, Robespierre'm i rządowymi organami.

Pitt pełen bólu widział  rosnące zadłużenie Anglii z powodu ogromnych sum, które Anglia płaciła całej Europie, by zniweczyć francuskie zwycięstwa. Prusy uwolniły się od jej wpływów, Rosja była daleko i obserwowała tylko wydarzenia w Europie. Hiszpania już wcześniej groziła poświęceniem swoich wynikających z pokrewieństwa układów, na korzyść swoich rzekomych interesów. Dlatego Pitt skierował swój wzrok i wszystkie wysiłki swojej polityki w stronę Austrii i księstw niemieckich, czyli tzw. Świętego Niemieckiego Cesarstwa; tylko ono prowadziło na kontynencie jeszcze wojnę przeciwko rewolucji. Republika była zagrożona nad Renem i w Alpach, podczas gdy równocześnie w ręce koalicji wpadł Tulon. Francja była ze wszystkich stron okrążona, Anglia liczyła już na rychłe zwycięstwo - gdy z pomocą Napoleona odzyskany został Tulon.

2 lata później Pitt wpadł na nieszczęsny plan desantu na półwyspie Quiberon; kosztował  on Francję życie kilkuset oficerów marynarki, resztę towarzyszy Suffrena (Pierre-Andre de Suffren, 1729-1788, francuski wiceadmirał, w 1781 roku na czele swojej eskadry skutecznie obronił holenderski Przylądek Dobrej Nadziei, później stoczył z flotą angielską kontradmirała Edwarda Hughesa 5 krwawych, nierozstrzygniętych bitew na Oceanie Indyjskim - przyp.tłum.). Flota angielska w spokoju przyglądała się, jak wycinano kwiat emigracyjnej francuskiej arystokracji. 1 200 emigrantów, wysadzonych przez angielską flotę na bretońskim wybrzeżu, zostało na rozkaz komisarzy Konwentu zastrzelonych. Generałowi Hoche udało się uratować dużą część innych uczestników ekspedycji. Gdy w angielskim parlamencie śmiało  stwierdzono, że nieszczęśnicy byli ofiarą polityki angielskiego gabinetu, Pitt odparł:

"- Przynajmniej nie popłynęła angielska krew!"

"- Niestety nie! - zawołał Sheridan - ale angielski honor wypłynął wszystkimi porami".

Wszystkie przedsięwzięcia skierowane przeciwko Francji zakończyły się takim samym niepowodzeniem; ale Francja odniosła rzeczywiście szkodę. Swoją uwagą  Pitt chciał jedynie przypomnieć, że akcja ta kosztowała Anglię jedynie pieniądze. Jako minister nie mógł odmówić otwartego wyznania.

Fakt, że Anglia trzymała francuskich książąt z dala od armii wandejskich, gdzie nieustannie i daremnie na nich czekano, jest dostatecznym dowodem celów jej polityki, która nie dążyła do odbudowy tronu Burbonów, lecz do wyniszczenia Francji i Francuzów. W rzeczywistości Pitt był bankierem wojny domowej; wszystkie nieszczęścia wojenne, jak i wszystkie porażki, należy zapisać na jego konto. Przedsięwzięcie pod Dunkierką w 1793 roku okryło go hańbą i przekleństwem. W 1794 roku ośmieszył swojego króla, wsadzając mu na głowę koronę ofiarowaną przez zbuntowaną Korsykę.

W 1796 roku obraz zmienił  się. Na czele Armii Italii stanął Napoleon; jego zwycięstwa skierowały na niego uwagę Anglii; przewidywał on następstwa tego faktu i wziął pod uwagę oświadczenia Dyrektoriatu. Rozpoczęto rokowania w Lille; były korzystne dla potwierdzenia francuskiego kredytu i ułatwiały Dyrektoriatowi jego ostatnie subskrybcje. Gdy 14 kwietnia Napoleon podpisał preliminaria pokojowe w Leoben, wymusił tym pokój nie tylko na opłakującej swoje 5 armii Austrii, ale również na Dyrektoriacie. Mógł zapanować ogólny pokój, w Lille dzieło rewolucji mogło otrzymać swoje święcenia; ale Dyrektoriat nie czuł się wobec narodu wystarczająco silny, by pokazać, że dorósł do wykorzystania tej wielkiej okazji. Dla niego liczyło się odwrócenie uwagi od jego polityki wewnętrznej i, by zdobyć nową pozycję, przerwał 18 września rokowania w Lille. Mimo, że były one, z powodu rewolucyjnego nastawienia, a w szczególności niepewnej konstytucyjnie sytuacji Dyrektoriatu, trudne, to jednak były przez Pleville le Pelet, Letourneura i Mareta zręcznie prowadzone; byli oni dobrymi obywatelami, którzy przez podpisanie traktatu z jej najgroźniejszym wrogiem sumiennie usiłowali zabezpieczyć dobro rewolucji francuskiej. Miesiąc po zerwaniu tych rokowań, 18 października 1797 roku Napoleon podpisał traktat pokojowy w Campo Formio. Gdyby duch krętactw nie oślepił Dyrektoriatu, Francja podpisałaby równocześnie traktaty pokojowe z Austrią i Anglią. Trudno sobie wyobrazić, jak potoczyłyby się losy Francji wówczas, gdy cała ludność przepełniona była uczuciem patriotyzmu; już dumna postawa narodu wystarczyłaby, by podporządkować sobie całą Europę i wprowadzić wszędzie inne formy rządów.

Bezsensowna postawa Dyrektoriatu spowodowała, że Anglia powróciła do starej, pełnej nienawiści ekspansywnej polityki wobec Republiki; był to przyczyna nienawiści całej Francji i Europy do Dyrektoriatu.

By wzmóc oburzenie w narodzie, Dyrektoriat obwiniał Anglię o zerwanie rokowań; ale w stolicy panował ogólnie antywojenny nastrój. Powracającym z Lille wysłannikom nieobce były zarzuty stawiane czołowym osobistościom rządu, a partia, która dążyła do obalenia Dyrektoriatu, z satysfakcją widziała te zarzuty tak wielkiego przestępstwa przeciwko interesom państwa, powiększające istniejące już niezadowolenie.

Napoleon prowadził  wówczas w swojej kwaterze głównej w Neuwald koło Leoben rokowania pokojowe z Austrią. Z naciskiem wypowiadał się, by za wszelką cenę podpisano pokój z Anglią; traktował go bowiem jako niezbędny dla umocnienia Republiki. Później, gdy został Konsulem i Cesarzem, pokazał swoje umiłowanie pokoju; stąd Tylża i Erfurt; ale gabinet z Saint James, który zgodziłby się na traktat pokojowy ze słabym i dobrotliwym Dyrektoriatem, nie chciał słyszeć o rokowaniach z Napoleonem, władcą silnym i uprawnionym do przekazania władzy swojemu następcy. Wyraźniej nie można było okazać nienawiści do Francji; za czasów rządów Napoleona nie było mowy o rewolucyjnych intrygach; duch buntu był kompletnie zagłuszony. 18 brumaire'a i utworzenie Cesarstwa w błyskotliwy sposób pomściły monarchistyczne pryncypia. Czego chciała zatem Anglia, odmawiając pokoju Pierwszemu Konsulowi, zwycięzcy spod Marengo, którego Francja i Europa świętowały jako Oswobodziciela, Cesarzowi Francuzów, z którym sojuszu szukali wszyscy królowie? Anglia wiedziała, że dobrobyt Francji nie będzie miał granic, gdy delektować się będzie ona ogólnoświatowym pokojem. Dla Anglii przerażającą była myśl, że francuska żegluga może osiągnąć dawny blask i pewnego dnia odebrać jej panowanie na morzach. Napoleon w żadnym wypadku nie zapędzał się w ślepy entuzjazm; wiedział, czego brakuje Francji; jego celem był pokój z Anglią; ale ta marnowała swoje skarby na utrzymywanie walczących z nim armii; tylko w zwycięstwach odniesionych nad jej sojusznikami leżała nadzieja ujarzmienia angielskiej nienawiści. W ten sposób zmuszano go, wbrew własnym dążeniom, do podboju Europy i wprowadzenia blokady kontynentalnej.

Zachowanie Dyrektoriatu w stosunku do rokowań w Lille wywierało na Napoleona taki nacisk, że on, stojąc wówczas wszechwładnie na czele swojej armii, postanowił  uwolnić się od polityki Dyrektoriatu i ofiarować Republice Francuskiej poniżenie dumnego domu Habsburgów i dobrodziejstwo pełnego chwały pokoju. Trzeba było całej głupoty Dyrektoriatu, by tak szybko i haniebnie zaprzepaścić wszystkie korzyście sytuacji politycznej i wszystkie triumfy Armii Italii.

Niepospolite przeczucie skłoniło Napoleona w momencie jego wyjazdu do Egiptu do usilnych próśb skierowanych do Dyrektoriatu o nieprzydzielanie mu Klebera i Desaixa, gdyż obaj oni byli w stanie umocnić zwycięstwa francuskich sztandarów. Jak gdyby przewidział, że pewnego dnia na niego spadnie wina za wszystkie nasze nieszczęścia, bo zabrał Francji jej najlepszych żołnierzy. Ale historia potwierdzi, że Francja miała pod swoimi sztandarami 300 000 bagnetów, a z Napoleonem zaokrętowało się jedynie 32 000. Moreau, Massena, Joubert, Brune, Soult, Macdonald i kilku innych wybawców Republiki w Alpach, na nizinie Zurychu, w północnej Holandii nie brało udziału w kampanii w Egipcie. Już wówczas swoiste przeznaczenie wybrało Napoleona do naprawiania błędów Dyrektoriatu. Gdy z powodu nieszczęść ojczyzny wezwano go znad brzegów Nilu, to znowu on był tym, który musiał odebrać Austriakom piękne Włochy i zwycięstwem pod Marengo odnowić traktat z Leoben. 

Po zerwaniu rokowań  z Lille gabinet z Saint James nie musiał już więcej szukać  wrogów Republiki. Na wybrzeżach kanału La Manche rozpoczęły się wielkie przygotowania. Wszystkie gazety informowały o planach inwazji na Anglię. Już wówczas Dyrektoriat rozpoczął pierwsze przygotowania do blokady kontynentalnej. Polecił zarekwirowanie wszystkich towarów angielskich, które znaleziono w Moguncji i na innych niedawno oddanych Francji terytoriach. Ambasador angielski w Szwajcarii, Wickham, zajmował bardzo ważne stanowisko, bo mógł stamtąd prowadzić obserwacje. Jako opiekuna francuskich emigrantów i intryganta już od dawno miano go na oku. Prowadził przeciwko Francji coś w rodzaju wojny pirackiej, dlatego Dyrektoriat uważał za uzasadnione domaganie się od Szwajcarii wydalenia angielskiego ambasadora. Mimo, że Anglia i Szwajcaria, z powodu ich położenia geograficznego, nie mogły się wzajemnie zaatakować, swoisty wstyd polityczny, a jeszcze bardziej jej honor narodowy, zabronił Szwajcarii bronienia się w obliczu groźby niehonorowym postępkiem.

Wickham był zręczny; gdy dowiedział się o żądaniach Dyrektoriatu, zaprzestał swojej działalności. Takim zachowaniem miał nadzieję rozbroić rząd francuski i zażegnać burzę, którą wywołał intrygami w Bazylei i rozruchami w kantonie Vaud. Ale mylił się w swoich rachubach. Żądanie wydalenia ambasadora było samo w sobie tak bezczelne, że można było z niego wywnioskować, iż Dyrektoriat nie miał już zamiaru respektować nienaruszalności 13 kantonów. W wyniku rewolucji, która wybuchła zaraz po wyjeździe angielskiego przedstawiciela, rozszerzono na targi i place handlowe Szwajcarii środki skierowane przeciwko angielskim towarom. Produkty miejscowego przemysłu nie miały wówczas nawet w przybliżeniu tej jakości, którą osiągnęły później, gdy Napoleon zwrócił Szwajcarom ich polityczną wolność i ogłosił się ich opiekunem. 

Dyrektoriat przeprowadził rewolucję nie tylko w Szwajcarii, lecz również w Rzymie; ale ta niewielka przygoda na kontynencie niewiele interesowała Anglię; dla jej polityki były to nieistotne drobiazgi. Wszystkie jej działania były w wielkim stylu skierowane przeciwko Dyrektoriatowi. Przed oczami miano nieustannie 4 znaczące wydarzenia: przewrót fructidora, który ponownie wzmocnił rewolucję i doprowadził do zerwania rokowań w Lille; traktat z Campo Formio, który pozbawił Anglię jej austriackiego sojusznika; dyplomatyczne zdobycze osiągnięte przez Napoleona w Rastatt, zapewniające Francji tak ważną granicę na Renie; w końcu, prowadzone w portach francuskich zbrojenia w ramach wielkiego przedsięwzięcia, którego cel pozostał ukryty przed niespokojnym angielskim okiem. Siłą utworzono stopniowo 5 nowych republik. Anglia musiała skłonić europejskie mocarstwa kontynentalne do ponownego chwycenia za broń.

Zręcznie wykorzystano śmierć carycy Katarzyny, by posłużyć się nienawiścią  jej syna, Pawła I. Ten książę miał rycerski charakter, a z natury był skłonny do śmiałych przedsięwzięć; dlatego Anglia wierzyła, że może go wykorzystać, by obudzić emocje, które zasnęły po zwycięstwach Republiki i wlać nowe życie w politykę dworu austriackiego. To była osobliwa gra, w której protestancki gabinet posługiwał się Tatarem, by osadzić ponownie papieża na tronie Stolicy Apostolskiej.  Na wodach Neapolu stacjonowała angielska eskadra i osłaniała intrygi angielskiego ambasadora na dworze króla Ferdynanda, śledząc równocześnie ruchy floty w Tulonie. Stęchła breja, która wkrótce mogła wybuchnąć, niepokoiła wszystkie wielkie państwa; było to dzieło Anglii. 

IV.

Włochy zostały nie tylko zdobyte, lecz również zrewolucjonizowane. Podczas całego czasu swojego dowództwa Napoleon wszystkimi swoimi siłami bronił wolności i własności prywatnej Włochów, trzymając z daleka stado rozbójników, którzy pod ochroną Dyrektoriatu jako urzędnicy cywilni panoszyli się wszędzie oraz nakazując komisarzom rządowym umiarkowanie. Zaledwie wyjechał, rozbój rozpoczął się od nowa, a imię Francji, które zwycięstwami i sprawiedliwością zostało we Włoszech oczyszczone, znienawidzono ponownie. Ale pragnienie politycznej wolności rozszerzało się we wszystkich małych państwach, z których składały się Włochy, a ponieważ na półwyspie nie ma żadnego, nawet najmniejszego państewka, w którym nie pamiętano by dawnej niezależności, więc nauka nowych czasów odnosiła wszędzie sukcesy. Książęta uciekli albo prowadzili rokowania ze swoimi narodami. W miarę objawiania się interesów mas, niepostrzeżenie znikał respekt przed panującymi; pomiędzy arystokracją i demokracją panowała oficjalna wojna. Szlachta wszędzie została pokonana; w Rzymie 14 kardynałów, patrycjuszy Kościoła, odśpiewało w bazylice Św.Piotra Te Deum, by podziękować Bogu za usunięcie papieża i odbudowanie Republiki Rzymskiej.

Wielki Książę  Toskanii zawdzięczał swój spokój i utrzymanie swojego państwa własnemu rozsądnemu politycznie zachowaniu podczas kampanii włoskiej, a może także szczególnemu szacunkowi, którego nabrał do niego Napoleon. Ale nawet on dał się wciągnąć do ruchu zapoczątkowanego pod naciskiem Anglii przez dwór w Neapolu.

Król Sardynii był  już tylko władcą tytularnym. Rewolucyjne wrzenie osiągnęło we wszystkich częściach jego państwa swój szczyt. W rzeczywistości był więźniem swoich żołnierzy, którzy czekali tylko na okazję, by przejść pod sztandary Republiki; wystarczył rozkaz generała Jouberta, by zrzucić tego władcę z tronu.

Taka była sytuacja polityczna we Włoszech w pierwszych miesiącach 1798 roku. O stosunkach w Republikach Cisalpińskiej i Liguryjskiej już wystarczająco tutaj mówiono. Oba te państwa były całkowicie uzależnione od Francji.  

V.

Hiszpania postąpiła za przykładem Wiekiego Księcia Toskanii, który już w lutym (9 lutego 1795 roku - przyp.tłum.) podpisał traktat pokojowy z Francją, króla Prus, który podpisał go 5 kwietnia (1795 roku w Bazylei - przyp. tłum.), Zjednoczonych Prowincji, które za cenę odstąpienia Batawii podpisały traktat sojuszniczy (16 maja 1795 roku w Hadze - przyp.tłum.). 22 lipca 1795 roku traktatem z Bazylei Hiszpania uznała Republikę Francuską i odstąpiła jej nawet swoją część wyspy San Domingo.

Bez wątpienia więzy krwi wymagały, by władca z dynastii Burbonów jako ostatni złożył  broń albo nawet nigdy jej nie składał, ale w Madrycie górę  wzięła polityka, co było niewątpliwie dobre, bo uratowało to Hiszpanię; Katalonia i Biskaje były już bowiem opanowane prze republikanów. Karol IV poświęcił swoje słuszne uczucia nienawiści na rzecz politycznego rozsądku. Hiszpania potrzebowała Francji; bez handlu z nią nie mogła przetrwać, podzielała też nienawiść wobec Anglii, a poza tym, dzięki podpisaniu traktatu pokojowego, uwolnione zostały również 2 jej najpiękniejsze prowincje. To wszystko pozwoliło Burbonom w Madrycie zapomnieć nieszczęście, które spotkało ich rodzinę we Francji. Hiszpański rząd w 1793 roku zaproponował wszystko, by uratować Ludwika XVI od szafotu; dlatego trudno zrozumieć, dlaczego dwór hiszpański odmówił swoim krewnym schronienia, mimo, że pod Tulonem i w Pirenejach bronią próbował bronić ich interesów i pomścić ich krzywdę. Po podpisaniu pokoju w Bazylei Hiszpania poddała się całkowicie politycznym interesom Dyrektoriatu. W marcu 1798 roku wydano nawet dekret wydalający wszystkich francuskich emigrantów. 

Portugalia umocniła się bardziej niż kiedykolwiek w swojej nienawiści do Hiszpanii i dostała się całkowicie pod wpływy gabinetu z Saint James. Traktat pokojowy podpisany z królową (Maria Franciszka Pobożna, królowa Portugalii od 1777 roku, z powodu postępującej choroby umysłowej w 1792 roku odsunięta od rządów przez syna, późniejszego króla Jana VI - przyp. tłum.) został wkrótce złamany; naturalne następstwo fałszywej polityki, która nadawała ton podczas rokowań w Lille. Szydząc z praw narodów aresztowano portugalskiego ambasadora w Paryżu i przez 4 miesiące przetrzymywano w Temple. Zawsze krótkowzroczny Dyrektoriat skoncentrował w Pirenajach armię, która miała przeciwstawić się istniejącemu jedynie w imaginacji atakowi Portugalii, redukując w ten sposób siły potrzebne do odparcia ataków koalicji nad Renem i w Alpach. 

VI.

Rewolucja francuska była dla Prus odwetem za skandaliczny sojusz pomiędzy Francją i Austrią, przeciwko któremu bronić się musiał Fryderyk podczas wojny siedmioletniej. Gabinet w Berlinie pojął, że polityczny rozsądek zabrania mu zbyt długo wiązać się postanowieniami deklaracji z Pillnitz, wskutek której wplątany został w wojnę, która prowadzona była w imię obcych mu interesów. Prusy tak dalece nie dorównywały Austrii pod względem rozpiętości terytorium, bogactwa i potęgi militarnej, że w przypadku porażki koalicji mogły jedynie przegrać; w przypadku zwycięstwa nie zyskałyby nic lub jedynie bardzo niewiele; w tym przypadku znalazłyby się w trudnej sytuacji, wtłoczone pomiędzy rozległe terytoria Rosji i Austrii i zagrożone nieustannie z zachodu i południa przez Francję. Bo gdyby przywrócono tam monarchię, byłaby ona bardziej niż kiedykolwiek pod wpływem cesarza, który byłby tym, który odbudował tron Burbonów. Dla Prus korzystnym było zatem zniknięcie z Francji rządów, które od 40 lat swoją polityką skazywały je na banicję - sytuacja, z którą nawet geniusz wielkiego Fryderyka nie zawsze potrafił pogodzić się. Można było się chyba obawiać, że Prusy dla polityki gabinetów w Petersburgu, Wiedniu i Paryżu mogły stać się drugą Polską; dlatego jedynie przemiany w rządzie francuskim zapewniały Prusom bezpieczeństwo. Można więc stwierdzić, że wojna przeciwko Francji był dla Prus niebezpieczna i niewdzięczna, a konieczność i rozsądek nakazywały zawarcie pokoju.

Po podpisaniu 5 kwietnia traktatu pokojowego Francja musiała w oczach Prus objawiać się siłą rzeczy jako potężny opiekun; Republika Francuska panowała na lewym brzegu Renu, miała zwierzchność w Holandii, Szwajcarii i Włoszech oraz wzbogaciła się częścią Austrii, najzacieklejszego wroga państwa pruskiego. Gabinet w Berlinie z zadowoleniem patrzył na wielkie zbrojenia Republiki przeciwko Anglii, przeciwko której sam, z powodu rozciągniętego bardzo rozbiorem Polski wybrzeża, nie mógł wystąpić; gdyby Anglia popadła w kłopoty, Berlin mógłby na tym jedynie wygrać; mógł żywić nadzieję, że zostanie mu albo oddany sąsiedni Hanower albo, jako państwo o rozwiniętej żegludze, uwolni się spod angielskiego jarzma. W interesie Francji była ochrona na morzu pruskiej flagi, uzyskując dzięki temu, podobnie jak od Holandii i Hiszpanii, wsparcie dla francuskiej żeglugi. Dla Prus utrzymanie przyjaźni z Republiką Francuską oznaczało nie tylko wielkie, naturalne korzyści, lecz zapewniało niemalże egzystencję. Dlatego Fryderyk Wilhelm odrzucił wszystkie angielskie prośby i intrygi; nic nie było w stanie zmusić go do rezygnacji z raz przyjętej neutralności. 

Mniej więcej tak samo wyglądała sytuacja Szwecji i Danii, które w obliczu aktualnej sytuacji zapomniały swoją dawną wrogość. Obaj królowie pojęli, że jako książęta niemieccy, by uwolnić się spod cesarskiego jarzma, będą musieli schronić się pod skrzydła Francji. Dla Francji ważnym było z kolei utworzenie protektoratu od Renu aż do wybrzeży Bałtyku. Oba północne państwa, które od lat posiadały znaczącą siłę na morzu, mogły pomóc flocie francuskiej w zdobyciu przewagi na morzach. Tej korzystnej sytuacji, która utworzyła się dzięki traktatowi z Campo Formio, Dyrektoriat nie potrafił uhonorować, ba, sprawiał wrażenie, że nie potrafi jej nawet właściwie ocenić.  

 

T. VI Roz. II. Ulm - Moreau.

I. Błędy kampanii lat 1795, 1796, 1797. - II. Położenie armii francuskich w 1800 roku. - III. Położenie armii austriackich. - IV. Plan Pierwszego Konsula. - V. Rozpoczęcie kampanii. - VI. Bitwy pod Engen, Mösskirch i Biberach. Manewry i potyczki w okolicach Ulm. - VII. Opuszczenie przez Kraya Ulm. Zajęcie Monachium. Potyczka pod Neuburg. - VIII. Zawieszenie broni w Parsdorf (15 lipca 1800). - IX. Uwagi.  
 

I.

Podczas kampanii lat 1795, 1796 i 1797 Republika Francuska utrzymywała nad Renem 3 armie. Jedna z nich, zwana Armią Północy, miała swoją kwaterę główną w Amsterdamie i składała się z jednostek batawskich w sile około 20 000 ludzi oraz jednostek francuskich w tej samej sile. Na podstawie traktatów zawartych pomiędzy oboma republikami Holandia musiała dla ochrony swojego terytorium utrzymywać 25-tysięczny korpus francuski. Zadaniem tej liczącej 40-45 000 ludzi armii była obrona wybrzeża holenderskiego od Szeldy do Ems, a od strony lądu granicy państwa aż do Wesel.

Druga z armii, Armia Sambry i Mozy, miała swoją kwaterę główną w Düsseldorfie i zajmowała twierdze Moguncja i Ehrenbreitstein.

 

Trzecia, Armia Renu, której kwatera główna była w Strasburgu, opierała się o Szwajcarię  i oblegała Philippsburg.

W rzeczywistości Armia Północy była jedynie korpusem obserwacyjnym, którego zadaniem było trzymanie w szachu zwolenników domu Orańskiego i zapobiegnięcie próbom angielskiego desantu. Po podpisaniu w Bazylei traktatów pokojowych z Prusami, Saksonią i Hesją w całych północnych Niemczech panował spokój.

Armia Sambry i Mozy była potrzebna, jak długo Prusy należały do koalicji; stała się  zbędną, gdy Republika Francuska prowadziła już tylko wojnę przeciwko Austrii. W kampanii 1796 roku armia ta, pod dowództwem Jourdana, pomaszerowała nad Men, opanowała Würzburg i zajęła pozycje nad Regnitz. Dowodzona przez Moreau Armia Renu pomaszerowała ze Strasburga przez Schwarzwald i Wirtembergię, przekroczyła Lech i wkroczyła do Bawarii. Podczas gdy te dwie armie podlegały rozkazom dwóch, niezależnych od siebie dowódców, stojąca naprzeciw nich armia austriacka była zjednoczona pod rozkazami arcyksięcia Karola. Skoncentrowała się ona nad Dunajem koło Ingolstadt i Regensburga, pomiędzy oboma armiami francuskimi, uniemożliwiając ich połączenie. Arcyksiążę pobił dowodzącego prawym skrzydłem Armii Sambry i Mozy Bernadotte'a i wyparł go z powrotem w kierunku Würzburga, zmuszając w końcu do wycofania się za Ren. Armia Renu bezczynnie przyglądała się marszowi arcyksięcia przeciwko Armii Sambry i Mozy; gdy Moreau wreszcie rozkazał dywizji Desaixa przejście na lewy brzeg Dunaju i wsparcie Jourdana, było już za późno. To niezdecydowanie głównodowodzącego zmusiło wkrótce Armię Renu do odwrotu; przekroczyła ona z powrotem Ren i zajęła na jego lewym brzegu swoje pierwotne pozycje. W ten sposób dużo słabsza liczebnie armia austriacka zniweczyła bez jednej jedynej bitwy plan Francuzów i odzyskała z powrotem całe Niemcy.

Francuski plan równie mało nadawał się jako plan ofensywny, jak i defensywny. W momencie, gdy Austria pozostała jako jedyny przeciwnik, należało wystawić przeciwko niej jedną armię z jedną linią operacyjną i dowodzoną przez jednego dowódcę. 
 

W 1799 roku Francja zaatakowała Szwajcarię. Utworzono 2 armie: Renu i Helwecji. Ta pierwsza, nazwana później Armią Dunaju, pod dowództwem Jourdana przekroczyła Ren, przeszła przez Schwarzwald, została pokonana przez arcyksięcia pod Stockach i musiała wycofać się ponownie za Ren, podczas gdy w tym samym czasie Armia Helwecji pozostała na swoich, panujących nad całą Szwajcarią, pozycjach. Znowu popełniono ten sam błąd: wystawiono dwie odrębne armie zamiast jednej. Pokonany pod Stockach Jourdan powinien był wycofać się do Szwajcarii zamiast w kierunku Strasburga. Armia Renu otrzymała później zadanie obrony lewego brzegu Renu aż do Strasburga, a Armia Helwecji, która stała się teraz główną armią Republiki, po utraceniu części Szwajcarii, na dłuższy czas zajęła pozycje na Limmatem. Ale pod Zurychem jej dowódca, generał Massena wykorzystał identyczny błąd popełniony przez koalicjantów, którzy podzielili swoje armie: pobił Rosjan i odzyskał całą Szwajcarię. 
 

II.

W styczniu 1800 roku Armia Helwecji stacjonowała w różnych miastach Szwajcarii; Armia Dolnego Renu generała Lecourbe założyła kwatery zimowe na lewym brzegu Renu; Armia Batawii generała Brune obserwowała zaokrętowanie ostatniej dywizji księcia Yorku.

Pobita pod Genolą  Armia Italii (4 listopada 1799 roku - przyp. tłum.) zbierała się w chaosie u podnóża Apeninów; Coni skapitulowało; Genua była zagrożona, ale generał dywizji Gouvion Saint-Cyr odrzucił jeden z austriackich korpusów za Bocchettę, za co otrzymał szablę honorową. Było to pierwsze wyróżnienie przyznane przez Napoleona jako głowy państwa.

Obie armie zajęły kwatery zimowe; Austriacy na bogatych nizinach Piemontu i Montferrat, Francuzi na zboczach Apeninów od Genui aż do Varu. Kraina ta, już od dłuższego czasu blokowana od strony morza i odcięta od doliny Padu, była całkowicie wyssana. Administrację francuską, i tak już źle zorganizowaną, powierzono niewłaściwym ludziom. Konie kawalerii i pociągów transportowych zdychały z głodu; armię osłabiały choroby zakaźne i częste przypadki dezercji; w końcu sytuacja tak się pogorszyła, że całe korpusy przy wtórze werbli i z rozwiniętymi sztandarami opuściły swoje pozycje i wycofały się za Var. To skłoniło Napoleona do wysłania do Armii Italii kilku rozkazów dziennych.  
 

"Żołnierze!

Okoliczności, które zatrzymują mnie na czele rządu, uniemożliwiają mi być  pośród Was. Wasze niedostatki są wielkie, ale powzięto już  środki, by udzielić Wam pomocy. Podstawową cechą żołnierza jest wytrwałość w znoszeniu trudów i niedostatków; odwaga stoi dopiero na drugim miejscu.

Kilka korpusów opuściło swoje stanowiska, między innymi 17.półbrygada lekka; nie słuchali poleceń swoich oficerów. Czy bohaterzy spod Castiglione, Rivoli, Neumarkt wymarli? Ci umarliby prędzej niż opuściliby swoje sztandary; poprowadziliby swoich młodych towarzyszy do sławy.

Żołnierze! Mówicie, że nie dostawaliście regularnie swojego żołdu. Co zrobilibyście, gdybyście znaleźli się, jak 4. i 22.półbrygada lekka, 18. i 32.półbrygada liniowa, bez chleba i wody w środku pustyni, jedli jedynie końskie i wielbłądzie mięso? Oni mówili: zwycięstwo da nam chleb, a Wy? Wy opuszczacie szeregi!

Żołnierze Armii Italii! Dowodzi Wami nowy dowódca; stał on w pierwszym szeregu w najpiękniejszym momencie Waszych zwycięstw. Obdarzcie go Waszym zaufaniem. On poprowadzi Was do nowych zwycięstw. Każę sobie składać codziennie raport z zachowania wszystkich oddziałów, w szczególności półbrygad 17.lekkiej i 63.liniowej; przypomną sobie one, że darzyłem je zaufaniem." 
 

Te słowa podziałały jak czary; do armii powrócił porządek, dostawy były zapewnione, dezerterzy powrócili do szeregów.

Napoleon odwołał  ze Szwajcarii Massenę i powierzył mu Armię Italii. Generał ten, znający doskonale wszystkie przełęcze Apeninów, bardziej niż ktokolwiek nadawał się do prowadzenia tam wojny; 10 lutego przybył do kwatery głównej armii w Mediolanie.

Generał Brune został  powołany w skład Rady Stanu, ale kilka tygodni później posłano go nad Loarę, by objął dowództwo Armii Zachodu; jego miejsce jako głównodowodzący w Holandii zajął generał Augereau.

Do wszystkich armii skierowano następujący apel: 
 

"Żołnierze!

Przyrzekając pokój ludowi Francji, zrobiłem to w Waszym imieniu. Znam Waszą wartość; jesteście tymi samymi żołnierzami, którzy podbili Holandię, którzy stanęli nad Renem, zajęli Włochy i zawarli pokój pod murami Wiednia.

Żołnierze! Teraz nie musicie bronić już granic. Teraz trzeba zająć państwa wroga. Każdy z Was, który odbył kampanię, wie, że najwyższą wartością żołnierza jest umiejętność wytrwałego znoszenia niedostatku. Nie można w ciągu jednego dnia naprawić szkód wyrządzonych przez wiele lat złych rządów.

Jakże miło mi będzie, gdy jako najwyższy urzędnik Republiki będę mógł poinformować cały naród o tych korpusach, które dzięki swoje dyscyplinie i odwadze, zasłużą na to, by nazwać je ostoją państwa.

Żołnierze! Gdy będzie czas po temu, stanę wśród Was, a Europa przypomni sobie, że pochodzicie z rodu bohaterów". 
 

Pierwszy Konsul rozkazał  natychmiast połączenie Armii Renu i Helwecji i utworzenia jednej, która ponownie przyjęła nazwę Armii Renu; dowództwo nad nią powierzył generałowi Moreau, który 18 brumaire'a okazał mu nieograniczone oddanie. Regimentom francuskim brakowało wszystkiego. Całą zimą poświęcono, by armię na nowo odziać, wypłacić jej zaległy żołd i uzupełnić nowymi oddziałami. Część armii holenderskiej posłana została do Moguncji i wkrótce Armia Renu  była jedną z najpiękniejszych, jaką Republika kiedykolwiek miała; liczyła 150 000 ludzi i złożona była z doświadczonych weteranów.  
 

III.

Paweł I był  niezadowolony z polityki Austrii i Anglii; wyborowa część jego armii uległa zagładzie pod Suworowem we Włoszech, Korsakowem w Szwajcarii i Hermannem w Holandii. Stare i nowe żądania Anglików odnośnie żeglugi państw neutralnych z dnia na dzień coraz bardziej złościły cara. Zakłócony był handel wszystkich państw neutralnych, w szczególności państw Morza Bałtyckiego; nawet eskortowane przez okręty wojenne konwoje narażone były na przeszukiwania i szykany. Z innej strony, zmiany, które dokonały się w postępowaniu rządu francuskiego po 18 brumaire'a złagodziły jego nienawiść do rewolucji; szanował siłę charakteru, którą Pierwszy Konsul pokazał we Włoszech oraz Egipcie i każdego dnia potwierdzał na nowo. Powyższe okoliczności decydowały o jego postępowaniu; wprawdzie nie wystąpił z koalicji, ale polecił swoim armiom opuścić teatr wojny i wycofać się za Wisłę.

Austrii nie odebrało animuszu nawet wycofanie się rosyjskiej armii; wytężyła ona wszystkie swoje siły i wystawiła 2 duże armie.

Armia, stacjonująca we Włoszech, 140 000 ludzi pod dowództwem feldmarszałka Melasa, otrzymała zadanie zajęcia Genui, Nicei i Tulonu. Pod murami Tulonu miały do niej dołączyć 80-tysięczna armia angielska z Mahon oraz armia neapolitańska w sile 20 000 ludzi. W kwaterze Melasa przebywał Willot, który miał wywołać powstanie na południu Francji, gdzie, jak wierzyli Burboni, mieli oni wielu zwolenników. Druga z armii stacjonowała w Niemczech, jej dowódcą był feldmarszałek Kray, a liczyła ona 120 000 ludzi, włącznie z armią państw niemieckich i oddziałami opłacanymi przez Anglię. Miała ona pozostać w defensywie i osłaniać Niemcy.

Doświadczenia ostatniej kampanii przekonały Austrię o trudnościach prowadzenia wojny w Szwajcarii. Feldmarszałek Kray miał swoją kwaterę główną w Donaueschingen; jego magazyny znajdowały się głównie w Stockach, Engen, Mösskirch i Biberach. Jego armia składała się z 4 korpusów: na prawym skrzydle nad Renem stał feldmarszałek-porucznik Sztaray ze swoim korpusem, na lewym, w Tyrolu - książę Reuss (Henryk XV, książę Reuss-Plauen, 1751-1825, niemiecki książę w służbie austriackiej, od 1797 feldmarszałek-porucznik, uczestnik wszystkich kampanii przeciwko Francji w latach 1792-1809 - przyp.tłum.); 2 pozostałe korpusy stacjonowały nad Dunajem, ale miały daleko wysunięte, silne oddziały; jeden z nich, pod dowództwem generała Kienmayera stał naprzeciw Kehl, drugi, pod generałem-majorem Giulayem w Breisgau, trzeci, dowodzony przez księcia Ferdynanda wokół Basel, a czwarty pod rozkazami księcia Vaudemont naprzeciw Schaffhausen.

W tych okolicznościach koniecznym było, by armia francuska przeszła do zdecydowanego ataku. Była ona prawie 2 razy silniejsza niż nieprzyjaciel, podczas gdy armia austriacka we Włoszech 2-krotnie przewyższała siły armii francuskiej, która w sile 40 000 ludzi zajmowała Apeniny i wzgórza wokół Genui. Nad Saone zebrano 50-tysięczną Armię Rezerwową, by w razie konieczności wesprzeć w Niemczech Armię Renu, a następnie przejść przez Szwajcarię do doliny Padu i zaatakować od tyłu armię austriacką. Gabinet wiedeński liczył, że jego armia w połowie lata stać będzie w sercu Prowansji; rząd francuski w Tuileries wyliczył, że w tym czasie Armia Renu osiągnie Inn.  
 

IV.

Pierwszy Konsul rozkazał  generałowi Moreau przejść do ofensywy i wkroczyć do Niemiec, by zmusić do zatrzymania się armię austriacką we Włoszech, która dotarła już do Genui. Cała Armia Renu miała skoncentrować się w Szwajcarii i przekroczyć koło Schaffhausen Ren. W ciągu 24 godzin armia miała przekroczyć Ren po 4 nowozbudowanych mostach, pomaszerować w kierunku Stockach, rozbić lewe skrzydło nieprzyjaciela i zaatakować od tyłu Austriaków zajmujących pozycje pomiędzy prawym brzegiem Renu i przełęczami Schwarzwaldu. W ten sposób 6 albo 7 dni od rozpoczęcia kampanii Armia Renu stanęłaby pod Ulm; to, co pozostałoby z armii austriackiej wycofałoby się do Czech. Efektem pierwszego etapu kampanii byłoby zatem: wyparcie Austriaków z Ulm, Philippsburga i Ingolstadt oraz opanowanie Wirtembergii, Szwabii i Bawarii. Taki plan operacyjny musiał przynieść mniejsze lub większe efekty, w zależności od szczęścia, zdecydowania i szybkości działania francuskiego głównodowodzącego.

Generał Moreau nie był zdolny do wykonania albo przynajmniej zrozumienia takiego planu; posłał generała Desolle do Paryża, by przedłożył ministrowi wojny swój własny plan. Utartym wzorem kampanii lat 1796 i 1797 zaproponował przekroczenie Renu koło Moguncji, Strasburga i Bazylei. Rozgniewało to bardzo Pierwszego Konsula; przez moment rozważał, by osobiście stanąć na czele armii; liczył, że stanąłby pod murami Wiednia, zanim armia austriacka osiągnęłaby Niceę. Ale niepokoje wewnętrzne w Republice powstrzymały go od opuszczenia stolicy i oddalenia się na tak długi okres czasu. Plan Moreau został nieznacznie zmieniony, a generał otrzymał zezwolenie, by jego lewe skrzydło przekroczyło Ren pod Breisach, centrum koło Bazylei, a prawe powyżej Schaffhausen. Przede wszystkim został zobowiązany do utrzymania jednej linii operacyjnej. Ale gdy przystąpił do jego realizacji, nawet ten plan wydał mu się zbyt śmiałym i dokonał w nim kilku zmian. 
 

V.

Kwatera Moreau była w Bazylei; jego armia składała się z 4 korpusów piechoty (dowodzonych przez generałów: Bruneteau de Saint-Suzanne, Gouvion Saint-Cyr, Lecourbe i Moreau - przyp. tłum.), rezerwy ciężkiej kawalerii i 2 dywizji detaszowanych.

Rezerwą kawalerii dowodził generał d'Hautpoul, artylerią generał  Eble; dywizje detaszowane, pod dowództwem generałów Colaud i Moncey, stacjonowały w Szwajcarii.

25 kwietnia Saint-Suzanne na czele lewego skrzydła przekroczył Ren koło Schwarzburga, tego samego dnia uczynił to Saint-Cyr z centrum pod Brisach. Generał Moreau na czele rezerwy przekroczył Ren koło Bazylei w dniu 27 kwietnia. Saint-Suzanne rozbił 12-15 000 korpus nieprzyjaciela stojący pod Offenburgiem; Saint-Cyr wkroczył do Freiburga, nie bronionego przez nieprzyjaciela; stamtąd pomaszerował do Sankt Blasien, gdzie dotarła też rezerwa spod Bazylei. W St.Blasien pozostała dywizja generała Richepance'a, dwie pozostałe pomaszerowały prawym brzegiem w górę Renu aż do ujścia Alb.

Te 3 dywizje zjednoczyły się 26 i 27 kwietnia nad Wutach, a 28 zajęły pozycje pod Neukirch; Saint-Cyr pomaszerował z St.Blasien do Stühlingen nad Wutach.

W tym momencie Moreau uznał za konieczne wycofanie korpusu Saint Suzanne'a; kazał mu również przekroczyć Ren i stanąć za korpusem Saint-Cyra; pomaszerował on w kierunku Freiburga przez Höllental (dolinę Höllen) i zajął pozycje koło Neustadt. Takie pozycje zajmowało centrum i lewe skrzydło, gdy 2 maja prawe skrzydło generała Lecourbe prawie bez przeszkód przeszło koło Stein przez Ren i pomaszerowało przeciwko twierdzy Hohentwiel, która skapitulowała; była wyposażona w 80 armat. W ten sposób Lecourbe dopiero w 5 dni po rozpoczęciu kampanii mógł przystąpić do działania.

2 maja armia stała bezczynnie na swoich pozycjach; jej linia bojowa rozciągała się na odcinku 65 kilometrów od twierdzy Hohentwiel aż do Neustadt, skośnie do Renu. 
 

VI.

W ten sposób feldmarszałek Kray zyskał na czasie, by skoncentrować swoje oddziały; 2 maja stał na czele 45 000 ludzi przed miasteczkiem Engen; po jego lewej stronie książę Vaudemont na czele korpusu w sile 12 000 ludzi łączył pozycje pod Engen z jeziorem Bodeńskim, osłaniał swoje magazyny i zabezpieczał odwrót w kierunku Mösskirch.

8 maja o świcie Lecourbe wyruszył na czele swoich 3 dywizji rezerwy przeciwko Engen; Saint-Cyt i Saint-Suzanne byli zbyt daleko oddaleni od pola bitwy, by dotrzeć  tam na czas. Lecourbe maszerował 3 kolumnami; na prawym skrzydle Vandamme obchodził Stockach; Montrichard na czele centrum szturmował miasto; na lewym skrzydle jedna z brygad generała Lorge odcinała łączność pomiędzy Engen i Stockach, druga wspierała atak rezerwy. Książę Vaudemont został kompletnie rozbity; wycofał się pospiesznie w kierunku Mösskirch, pozostawiając w rękach Lecourbe 3 000 jeńców, 5 armat i wiele sztandarów. W międzyczasie w pobliżu rzeki Aach na drodze do Engen 3 dywizje rezerwy starły się z forpocztami feldmarszałka Kraya. Pod Wetterdingen i Mühlhausen rozpoczęła się zacięta walka; Moreau stopniowo rozszerzał swoją linię i rozkazał generałowi Richepance zaatakować wzgórze Hohenhöven; ale trwające cały dzień ataki nie przyniosły sukcesu. 3 dywizje rezerwy wraz z brygadą dywizji generała Lorge liczyły 40 000 ludzi; były więc słabsze, niż stojący przed nimi nieprzyjaciel. Szala zwycięstwa przechylała się na stronę Austriaków, gdy Kray, na wieść o porażce księcia Vaudemont, sukcesach generała Lecourbe i dotarciu Saint-Cyra pod Hohenhöven, zarządził odwrót. Saint-Cyr wyruszył rankiem z Stühlingen, pomaszerował prawym brzegiem w górę Wutach, aż zatrzymała go ciaśnina koło Zollhaus; w nocy jego brygada awangardy pod dowództwem generała Roussela (Francois-Xavier Roussel, 1770-1807, mianowany generałem brygady 20 sierpnia 1799 roku, zginął w bitwie pod Lidzbarkiem Warmińskim - przyp. tłum.) zajęła wyżynę Hohenhöven. Straty każdej ze stron wyniosły 6-7 000 ludzi; Austriacy stracili ponadto wiele armat i 4 000 jeńców.

W dniu 4 maja feldmarszałek Kray połączył się koło Mösskirch z księciem Vaudemont i otrzymał posiłki w postaci dywizji dowodzonej przez arcyksięcia Ferdynanda; rozkazał zlikwidować wszystkie magazyny i zarządził marsz w kierunku Dunaju, który zamierzał przekroczyć po moście w Sigmaringen. W tym dniu armia francuska pozostała na swoich pozycjach, ale dnia następnego generał Lecourbe pomaszerował ze Stockach do Mösskirch. Saint-Cyr, który nie potrafił osiągnąć Engen, udał się w kierunku Liptingen; 3 dywizje rezerwy wspomagały maszerującego w 3 kolumnach Lecourbe: Vandamme na czele prawego skrzydła w kierunku Klosterwald; Montrichard w centrum, wspierany przez ciężka kawalerię rezerwową; Lorge, z lewym skrzydłem, przez Neuhausen. Tym samym korpus Lecourbe tworzył front o długości przynajmniej 10 kilometrów. Lekkie oddziały już wkrótce napotkały Austriaków i nie trwało długo, by wszystkie 3 dywizje zostały związane walką z całą armią nieprzyjaciela; były one w wielkim niebezpieczeństwie aż do popołudnia, gdy otrzymały wsparcie 3 dywizji rezerwy.

Walka była bardzo zacięta; obie armie utrzymały się na polu bitwy. Saint-Cyr mógłby rozstrzygnąć losy bitwy, ale dotarł dopiero w nocy do Liptingen, był więc oddalony od pola bitwy jeszcze o kilka godzin marszu. W nocy Kray rozpoczął odwrót; połowa jego oddziałów przeszła Dunaj pod Sigmaringen; gdy Saint-Cyr, maszerujący wzdłuż prawego brzegu, 6 maja stanął na górujących nad Dunajem wzniesienach, druga połowa armii austriackiej stała jeszcze na prawym brzegu. Gdyby Moreau również podążył śladem nieprzyjaciela, część armii austriackiej była całkowicie zniszczona. Ale Moreau nie czuł, jak istotną rolę odgrywa czas; dzień po bitwie nadal był niezdecydowany.

Kilka dni po bitwie pod Mösskirch (5 maja 1800 roku - przyp. tłum.) Lecourbe pomaszerował w kierunku Wurzach i posłał lotne oddziały aż do stóp gór Tyrolu. Saint-Cyr maszerował w kierunku Buchau, Moreau z rezerwą postępował w drugiej linii; Saint-Suzanne kontynuował swój marsz lewym brzegiem Dunaju i dotarł do Geisingen. Oddzielony rzeką od armii francuskiej Kray mógł bez zakłóceń kontynuować swój odwrót; gdy 7 maja dotarły do niego wiadomości o nieskoordynowanych ruchach francuskiego prawego skrzydła w kierunku Tyrolu i marszu Saint-Suzanne'a na lewym brzegu Dunaju, przekroczył w Riedlingen rzekę i zajął pozycje za Biberach. Swoją awangardę w sile 10 000 ludzi wysunął na drogę w kierunku Buchau, stawiając resztę armii za rzeką Riss, lewe skrzydło koło Ochsenhausen, prawe na wyżynie Mettenberg. 9 maja Saint-Cyr ruszył z Buchau, zaatakował oddzieloną rzeką Riss od głównej armii austriacką awangardę, zepchnął ją do rzeki i wziął 1 500 jeńców i wiele armat; następnie ruszył jej śladem na prawy brzeg. Ponieważ w międzyczasie do walki wkroczyły jeszcze 2 dywizje rezerwy, Kray rozpoczął odwrót w kierunku Iller; Lecourbe zaatakował go pod Memmingen, zagarniając 1 200 jeńców i wiele armat. Kray szukał schronienia w swoim obozie koło Ulm. 
 

Pomiędzy 10 i 12 maja armia francuska zajęła następujące pozycje: prawe skrzydło pod Lecourbe miało swoją kwaterę główną w Memmingen, centrum wraz z rezerwą stało wzdłuż rzeki Iller aż do Dunaju, a generał Saint-Suzanne na lewym brzegu Dunaju, o dzień marszu od Ulm.

W umocnionym obozie pod Ulm skoncentrowała się teraz cała armia austriacka, poza 20-tysięcznym korpusem księcia Reuss, który stacjonował w Tyrolu. Ulm posiadało umocnione bastionami mury miejskie i górującą nad miastem górę Milchberg, było umocnione starannie wykonanymi szańcami i liczną artylerią; dwa mosty broniły na prawym brzegu mocne szańce. W Ulm zebrano wielkie zapasy paszy, żywności i amunicji. Austriacki dowódca mógł manewrować na obu brzegach Dunaju, bronić równocześnie Szwabii i Bawarii oraz osłaniać Austrię i Czechy. Dziennie otrzymywał nowych rekrutów i żywność i sprawiał wrażenie, mimo stwierdzonej wyraźnej przewagi liczebnej przeciwnika i odniesionych porażek, zdecydowanego na utrzymanie tej centralnej pozycji.

By wyprzeć go z zajmowanych pozycji Moreau postanowił ruszyć naprzód. Wysunął do przodu swoje prawe skrzydło; Lecourbe opuścił Memmingen i zbliżył się do Lecha; kwatera główna przekroczyła Günz; za nim postępował wzdłuż Dunaju Saint-Cyr na czele centrum; Saint-Suzanne maszerował lewym brzegiem w kierunku Ulm; dywizja Legranda ustawiła się koło Erbach nad Dunajem, 10 kilometrów od twierdzy, dywizja Souhama w tej samej odległości nad rzeką Blau; obie dywizje utworzyły linię o długości 10 kilometrów. Saint-Suzanne nie miał do dyspozycji żadnego mostu na Dunaju; stał osamotniony naprzeciw całej armii feldmarszałka Kraya, który zadowolił się wysłaniem za Lech generała Merveldta, zajmując z resztą swojej armii nadal lewy brzeg Dunaju od Ulm aż do ujścia Lecha. Swoje forpoczty wysunął aż do traktu augsburskiego, gdzie toczyły one drobne potyczki z flankierami francuskiego lewego skrzydła.

16 maja o świcie arcyksiążę  Ferdynand wyruszył przeciwko dywizji generała Legranda; równocześnie druga kolumna wyruszyła przeciwko dywizji generała Souhama. Forpoczty obu francuskich dywizji już wkrótce zostały zmuszone do wycofania się, ich łączność przerwana, a same dywizje wyparte na odległość 9 kilometrów; im dalej wycofywały się, tym większa była dzieląca je odległość. Pozycja generała Saint-Suzanne była przerwana; rozkazał on generałowi Legrand oddanie brzegu Dunaju i połączenie się z dywizją Souhama. Ten manerw był sam w sobie korzystny, ale miał jeden okropny, niekorzystny aspekt - oddalał on jego korpus od armii głównej. Na szczęście Saint-Cyr, słysząc odgłos armat, zawrócił ze swoją ariergardą i ustawił na prawym brzegu Dunaju baterie, które miały w polu swojego ostrzału drogę do Ulm, co zaniepokoiło arcyksięcia. Wierzył on, że cała armia francuska przygotowuje się do przejścia przez rzekę i odetnie go, wskutek czego zarządził odwrót do Ulm. Straty korpusu Saint-Suzanne w zabitych i rannych były znaczne, ale jednak mniejsze niż właściwie należało oczekiwać po pozostawieniu go osamotnionego na złej pozycji; dzielność oddziałów, zręczność dowódcy uchroniły korpus od całkowitej zagłady.

Zdziwiony tym wydarzeniem, Moreau zatrzymał marsz w kierunku Lecha i rozkazał generałom Saint-Cyr i d'Hautpoul przejść koło Erbach przez Dunaj i wesprzeć korpus generała Saint-Suzanne; sam pomaszerował w kierunku rzeki Iller, wzywając do siebie generała Lecourbe; Saint-Suzanne przekroczył rzekę Blau. Z 11 dywizji, które tworzyły armię Moreau, stało zatem 5 na lewym i 6 na prawym brzegu Dunaju, rozciągnięte na odcinku dłuższym niż 60 kilometrów.

Na tych pozycjach głównodowodzący francuski zatrzymał się przez kilka dni.

Czy Moreau powinien był  zatrzymać Kraya na lewego brzegu, czy przerzucić swoje 5 dywizji na prawy brzeg? Ponownie zdecydował się na to drugie. Lecourbe pomaszerował w kierunku Landsbergu, gdzie dotarł 27 maja, a 28 maja do Augsburga, gdzie przekroczył Lech. Saint-Cyr pomaszerował do Günz; Saint-Suzanne przeszedł na prawy brzeg Dunaju i zajął pozycje na obu brzegach Illeru. Tym samym armia francuska zajęła linię bojową o długości około 90 kilometrów, jej lewe skrzydło opierało się o Dunaj, prawe o Lech. 29 maja feldmarszałek Kray polecił swojej awangardzie przejść na prawy brzeg i zaatakować równocześnie obie dywizje generała Saint-Suzanne. Potyczka, trwająca przez cały dzień, była bardzo zacięta. Obie strony poniosły znaczne straty, a wieczorem Austriacy powrócili na przeciwległy brzeg rzeki.

Gdy wiadomość o tym dotarła do generała Moreau, zmienił on swoją decyzję; przerwał swój marsz i zbliżył się do Dunaju. Lecourbe po raz drugi oddał brzeg Lecha. Gdy feldmarszałek Kray 4 czerwca zjednoczył część swoich sił, przeszedł on przez most w Ulm i zaatakował korpus Saint-Suzanne'a, dowodzony tymczasowo przez generała Richepance. Saint-Suzanne udał się w tym czasie do Moguncji, by objąć dowództwo stacjonujących tam oddziałów. Richepance, widząc, że jest atakowany przez przewyższające go siły, wycofywał się przez cały dzień. Jego sytuacja była w najwyższym stopniu niebezpieczna, gdy generał Grenier, następca odesłanego przez Moreau Saint-Cyra, przerzucił przez most na Iller dywizję generała Ney'a; spowodowało to wstrzymanie walki. Siły generała Moreau były teraz skoncentrowane nad brzegami Illeru. Tego właśnie życzył sobie Kray, którego siły były zbyt słabe, by stanąć naprzeciw całej armii francuskiej i dążył jedynie do opóźnienia jej marszu drobnymi potyczkami.

Po spędzeniu kilku dni na swoich pozycjach Moreau, zachęcony defensywnym zachowaniem Kraya, który nie wykonywał żadnych posunięć i pozostawał w swoim umocnionym obozie, po raz trzeci podjął ofensywę w kierunku Bawarii i rozpoczął przygotowania do przekroczenia Lecha. Lecourbe ponownie przekroczył rzekę i w dniach 10-12 czerwca zbliżył się do armii głównej. 
 

Od czasu potyczki pod Biberach minął miesiąc, a armia nadal przebywała w tym samym miejscu; straciła czas na marszach tam i z powrotem, które często narażały ją na niebezpieczeństwo i prowadziły do potyczek, w których Francuzi byli w mniejszości i stracili wielu ludzi. Awangarda Lecourbe straciła podczas potyczki pod Schwabmünchen w trakcie wycofywania się z Ausburga 2 000 żołnierzy.

To kunktatorstwo zniechęciło wielu generałów Armii Renu do jej dowódcy. Moreau zwolnił ze stanowiska Saint-Cyra i powierzył jego stanowisko generałowi Grenier. Temu pierwszemu zarzucał powolność marszu do Engen, a szczególności w kierunku Mösskirch; wydał mu opinię złego współtowarzysza broni, który dopuszcza zagładę innych dywizji, mimo możliwości ich wsparcia. Z kolei Saint-Cyr głośno krytykował Moreau, negatywnie oceniając wszystkie manewry od czasu rozpoczęcia kampanii. Nawiasem mówiąc, w depeszach Lecourbe można znaleźć wiele listów, w których autor skarży się na powolność i niezdecydowanie Moreau, jego wahania i sprzeczne w sobie rozkazy. Krytyka podwładnych skłoniła w końcu głównodowodzącego do przejścia w nocy z 19 na 20 czerwca na lewy brzeg Dunaju. 
 

VII.

Lecourbe na czele prawego skrzydła zajął pozycje naprzeciw Höchstätt, Moreau na czele rezerwy naprzeciw Dillingen, Grenier przed Günzburgiem. Richepance z lewym skrzydłem pozostał dla obserwacji naprzeciw Ulm. 19 czerwca o świcie Lecourbe kazał odbudować most na Dunaju koło Blindheim i przeszedł ze swoim korpusem na drugi brzeg; on sam pomaszerował na czele jednej dywizji w górę najpierw w kierunku Donauwörth, później do Lauingen. Zaledwie dywizja dotarła do Schwenningen, natychmiast została zaatakowana przez 4-tysięczną brygadę, która, dowodzona przez generała Devaux, dotarła tam z jego kwatery głównej w Donauwörth. Potyczka była stosunkowo zacięta, ale brygada została pobita; jej połowa została na polu bitwy albo dostała się do francuskiej niewoli.

Wkrótce potem nieprzyjaciel zaatakował ustawione koło Lauingen dywizje, został jednak po zaciętej walce odparty. Moreau przeszedł na czele rezerwy przez most w Dillingen. Grenier podjął próbę odbudowania mostu w Günzburgu, został jednak powstrzymany przez generała Giulaya i musiał również przekroczyć Dunaj przez most w Dillingen. Gdy tylko Kray otrzymał wiadomość, że armia francuska przeszła na drugi brzeg, zdecydował się na odwrót; dokonał tego pod osłoną korpusu kawalerii, zajmującego pozycje nad Brentzą.

W dniach 20-22 lipca armia francuska pozostała bezczynnie na swoich pozycjach. Wskutek tego stracono cenny czas, który, właściwie wykorzystany, mógł być fatalny dla nieprzyjaciela. Austriacki dowódca wykorzystał to i maszerując przez Neresheim i Nördlingen dotarł wieczorem do Wörnitz. Generał Richepance na czele swojego korpusu otoczył Ulm. Armia za późno przystąpiła do pościgu za armią austriacką i zdołała osiągnąć jedynie jej ariergardę. Dywizja generała Decaen (3.dywizja rezerwy, dowodzona poprzednio przez gen.Richepance - przyp. tłum.) została posłana do Monachium i po małoznaczącej potyczce przeciwko siłom generała Merveldta wkroczyła do bawarskiej stolicy.

Lecourbe pomaszerował  prawym brzegiem Dunaju z powrotem w kierunku Rain i Neuburga. Przed tym miastem, na prawym brzegu rzeki zajmował pozycje Kray na czele 25 000 ludzi. Montrichard (2.dywizja korpusu prawego skrzydła - przyp. tłum.), który odważył się go zaatakować, został odparty i odrzucony o 10 kilometrów w tył. Richepance wysłał do boju dywizję Grandjeana; odwaga oddziałów i zdecydowanie dowódcy zapobiegło nieszczęściu, które mogło być jeszcze większe. Pole bitwy pozostało w posiadaniu wroga; ale w nocy pojął on, że nadszedł najwyższy czas na wycofanie się nad Lech, by nie zostać zdławionym przez resztę armii francuskiej; przeszedł Dunaj, pomaszerował w kierunku Ingolstadt, tam przekroczył ponownie rzekę i przeniósł swoją kwaterę główną za Isar do Landshut.

Generał Moreau wkroczył do Augsburga i założył tam swoją kwaterę  główną; dywizję Leclerca wysłał do Freising, który dywizja zajęła po zaciętej potyczce z austriacką awangardą.

W tym czasie Saint-Suzanne przymaszerował na czele 2 dywizji zorganizowanych w Moguncji; wkroczył do Frankonii i zbliżył się do Renu.

Książę Reuss zajmował wówczas Feldkirch, Füssen i wszystkie przełęcze tyrolskie. Lecourbe przekroczył na czele

20 000 ludzi ponownie Lech i pomaszerował przeciwko niemu w 3 kolumnach. 14 lipca Molitor (od 4 lipca dowódca 1.dywizji korpusu prawego skrzydła - przyp.tłum.) wkroczył do Feldkirch; nieprzyjaciel pozostawił mu umocniony obóz. Książę Reuss wycofał się za przełęcze i umocnił drogi prowadzące do Tyrolu. 
 

VIII.

15 lipca w Parsdorf podpisano zawieszenie broni. 3 twierdze: Ingolstadt, Ulm i Philippsburg miały zgodnie z warunkami umowy pozostać okrążone, ale podczas przerwy w walkach regularnie zaopatrywane w nowe zapasy żywności. Tyrol pozostał  w całości w posiadaniu Austrii; linia demarkacyjna ciągnęła się wzdłuż Isary aż do podnóża gór tyrolskich. Nawiasem mówiąc, już 24 czerwca Kray, po otrzymaniu wieści o zawieszeniu broni w Marengo, zaproponował podpisanie bazującej na tych samych warunkach umowy. W drugiej połowie lipca, aż do listopada, obie armie spokojnie stały naprzeciw siebie; działania wojenne rozpoczęły się ponownie dopiero w listopadzie; w warunkach zawieszenia broni ustalono, że rozpoczęcie działań musi być przez każdą ze stron zapowiedziane 12 dni wcześniej. 
 

  IX.

Uwaga pierwsza.

1. Każdy plan kampanii musi przewidywać działania możliwe do wykonania przez nieprzyjaciela i musi zawierać środki, zapobiegające tym działaniom. W tej kampanii najważniejszą była granica niemiecka; granica na Riwierze koło Genui miała mniejsze znaczenie, gdyż wydarzenia, które miały miejsce we Włoszech nie mogły mieć wpływu na rozwój wypadków nad Renem, podczas gdy wszystko, co działo się w Niemczech miało bezpośredni i decydujący wpływ na sytuację we Włoszech. Z tego powodu Pierwszy Konsul zjednoczył wszystkie siły Republiki na ważniejszej granicy; wzmocnił armię w Niemczech oddziałami holenderskimi i Armii Dolnego Renu oraz zorganizował nad Saoną Armię Rezerwową, która mogła w razie konieczności wkroczyć do Niemiec.

Rada wojenna dworu wiedeńskiego ustawiła swoją armię główną na mniej ważnej granicy we Włoszech. To nierozsądne naruszenie podstawowych zasad było właściwą  przyczyną katastrofy, którą przeżyli Austriacy podczas tej kampanii.

2. Rząd polecił  generałowi Moreau w jego marszu przez Szwajcarię skoncentrować armię za jeziorem Bodeńskim; w czasie tego marszu, by zachować go w tajemnicy przed nieprzyjacielem, Moreau miał unikać kontaktów z drugim brzegiem Renu; pod koniec kwietnia miał zbudować 4 mosty pomiędzy Schaffhausen, Stein i jeziorem Bodeńskim, przejść z całą swoją armią na prawy brzeg Dunaju i pomaszerować w kierunku Stockach i Engen, opierając swoje prawe skrzydło o Dunaj, lewe - o jezioro Bodeńskie; uderzyć od tyłu na wszystkie nieprzyjacielskie dywizje, stacjonujące u podnóża Schwarzwaldu i w dolinie Renu, odciąć je od ich magazynów i zwrócić się w kierunku Ulm i stacjonującego tam wroga. Moreau nie zrozumiał tego planu; wysłał generała Desolle do ministra wojny i zaproponował przejście Renu pod Moguncją, Strasburgiem i Bazyleą. W tej sytuacji Napoleon postanowił osobiście stanąć na czele armii; ale rozwój wydarzeń wymagał, by rozpocząć kampanię już w kwietniu; ponieważ jednak stosunki wewnętrzne nie pozwalały mu wówczas na opuszczenie Paryża, zadowolił się poleceniem wydanym Armii Renu, operowania wzdłuż jednej linii operacyjnej. 
 

Uwaga druga: Moreau.

1. Saint-Suzanne przeszedł  przez Ren pod Kehl, Saint-Cyr koło Neuf-Brisach; połączyć mieli się w Breisgau. Moreau pojął jednak niebezpieczeństwo takiego manewru; odwołał Saint-Suzanne'a z powrotem na lewy brzeg, by następnie polecić mu przekroczenie przejście na drugą stronę Renu mostem w Neuf-Brisach; to był zły manewr, a nie podstęp wojenny. Marsz prawym brzegiem Renu od Brisach do Bazylei i Schaffhausen, o długości 130 kilometrów, był niebezpieczny; armia miała po swojej prawej stronie Ren, po lewej - nieprzyjaciela; była w ślepym zaułku pomiędzy licznymi wąwozami, lasami i przełęczami. W ten sposób feldmarszałek Kray dowiedział się, dokąd zmierza jego przeciwnik; miał 8 dni czasu na przygotowanie, dlatego w momencie przybycia francuskiego dowódcy, który dużo wcześniej rozpoczął swój marsz, stał w szyku bojowym pod Engen i Stockach i osłaniał swoje magazyny w Ulm. Gdyby Moreau wyruszył z całą armią od jeziora Bodeńskiego, zaskoczyłby, pobił i wziął do niewoli połowę armii austriackiej; niedobitki zgromadziłyby się dopiero nad Neckarem, a Moreau dotarłby przed nimi do Ulm. Jaki to byłby sukces ! Kampania byłaby rozstrzygnięta już po pierwszych 14 dniach.

2. Armia francuska była dużo silniejsza od austriackiej, a mimo tego na polu bitwy pod Engen nieprzyjaciel miał przewagę. Moreau rozproszył swoją armię, narażając ją tym samym na niebezpieczeństwo; manewrował swoim lewym skrzydłem, by połączyć się z korpusem Saint-Cyra, który był jeszcze dużo za daleko; polecił korpusowi Richepance'a samotnie zaatakować tak silną pozycję, jaką był szczyt Hohenhöven. A powinien był skupić swoje oddziały, manewrować prawym skrzydłem i odciąć nieprzyjacielowi drogą odwrotu; nie zatrzymałyby go żadne, nawet silne, pozycje obronne.

3. Gdy w nocy z 3 na 4 maja Kray wycofał się w kierunku oddalonego o 27 kilometrów Mösskirch, Lecourbe stał w odległości zaledwie 13 kilometrów od tego miasta. Gdyby 4 maja otrzymał rozkaz wymarszu, odciąłby armię nieprzyjaciela, zaatakował od czoła i z flanki, podczas gdy Saint-Cyr oraz rezerwa uderzyłyby na jego tyły; Kray znalazłby się w wielkim niebezpieczeństwie, a bitwa pod Mösskirch nigdy nie miałaby miejsca. Jednak 4 maja Moreau bez powodu pozostał bezczynny. To zgubne niezdecydowanie postawiło pod znakiem zapytania to, co dzień wcześniej pod Engen było już rozstrzygnięte; krew, która popłynęła w tej bitwie, została niepotrzebnie rozlana.

4. Podczas bitwy pod Engen Saint-Suzanne był w Donaueschingen; mógł on przynajmniej wziąć udział w bitwie pod Mösskirch, ale nie był tam, podobnie jak Saint-Cyr. Z tego powodu do walki stanęło tylko 6 dywizji Lecourbe i rezerwy, co spowodowało, że armia francuska była słabsza niż nieprzyjacielska.

5. Zachowanie Saint-Cyra było powodem wielu skarg; dopiero w nocy dotarł do Liptingen i był w tym momencie odalony o kilka godzin marszu od pola bitwy.

6. Gdyby Moreau o świcie 6 maja wyruszył w pościg i wzmocnił Saint-Cyra, zniszczyłby część wrogiej armii podczas jej przeprawy przez Dunaj; ale tego dnia, podobnie jak 2 dni wcześniej, Moreau pozostał bezczynny na polu bitwy.

7. Co powinien był  uczynić dowódca francuski, by wygonić feldmarszałka Kraya z jego umocnionego obozu? Tylko jedno: musiał chcieć zrealizować  plan; bo inicjatywa należała do niego; był zwycięzcą, miał liczniejszą i lepszą armię. 14 maja powinien był przekroczyć Iller i kontynuować marsz 3 kolumnami. Odległość pomiędzy skrajnymi punktami jego skrzydeł nie powinna była być większa niż 27 kilometrów; powinien był przejść przez Lech i po 2, najwyżej 3 dniach wkroczyć do Augsburga. Austriacki dowódca natychmiast powtórzyłby ten sam ruch na lewym brzegu Dunaju, pomaszerowałby przez Neuburg i zająłby stanowiska za Lechem, by zasłonić Bawarię; nie naraziłby się on na postępowanie tropem armii francuskiej na prawym brzegu, bo w przypadku, gdyby ta zawróciła, pobiłaby go, odcięła od Ulm i zepchnęła do Schwarzwaldu. Armia austriacka mogła jedynie zaatakować pojedyncze dywizje, ale nie miała zamiaru walczyć przeciwko zjednoczonej armii francuskiej.

Francuzi powinni byli 18 maja wkroczyć do Monachium i stać się panami Bawarii. Kray uznałby się szczęśliwym, gdyby osiągnął w porę  Inn. Z jego depesz wynika, że słusznie ocenił niezdecydowanie swojego przeciwnika. Gdy ten na czele jednego korpusu ruszył w stronę Augsburga, pisał:

"Armia francuska kroczy w kierunku Bawarii, demonstracja, którą nie należy brać poważnie, bo jej dywizje rozstawione są jak sztafeta aż do Illeru, a jej linia jest już teraz za bardzo rozciągnięta".

Miał rację.

8. Moreau powtórzył  tę samą demonstrację w przeciągu 40 dni, ale nie udało mu się nadać jej pozorów rzeczywistych zamiarów. W ten sposób jedynie ośmielił nieprzyjaciela i dał mu okazję do zaatakowania pojedynczych dywizji. Podczas tych manewrów lewe skrzydło armii francuskiej stało koło Ulm, prawe było oddalone o 90 kilometrów i nie mogło zagrozić Bawarii; było to równoznaczne z rzuceniem wyzwania nieprzyjacielowi i szczęściu. Podczas tej kampanii o wiele liczniejsza armia francuska na polach bitwy prawie zawsze była w mniejszości. Taki los ciągle spotyka dowódców niezdecydowanych i działających bez planu i zasad. Nieśmiałe próby znalezienia drogi pośredniej niweczy na wojnie wszystko.

9. Plan przejścia przez Dunaj powyżej Ulm był bardzo śmiały i niebezpieczny. Gdyby Kray i książę Reuss połączyli swoje siły, armia francuska mogłaby podczas realizacji tego planu zostać zaskoczona i znaleźć się w wielkim niebezpieczeństwie. Ponieważ jednak francuski dowódca zdecydował się na tę zbyteczną i śmiałą operację, powinien był przeprowadzić ją z całym zdecydowaniem. Gdy 19-tego przeprawa była zabezpieczona, należało 20-tego znaleźć się z całą armią na lewym brzegu, pozostawiając na prawym jedynie lotne kolumny obserwacyjne, pomaszerować najkrótszą drogą do Ulm i Nördlingen i zaatakować armię austriacką ze skrzydła. Gdyby Kray zdecydował się na odwrót, należało zmusić go do bitwy; gdyby zdecydował się na przejście na prawy brzeg, by pomaszerować przeciwko armii francuskiej, musiałby opuścić swój umocniony obóz. W ten sposób generał Moreau nie musiał się niczego obawiać; jego armia miała przewagę liczebną i była lepiej wyszkolona, więc gdyby jego armia utraciła prawy brzeg, mogła umocnić się na lewym. Wszystko przemawiało na jej korzyść; mogła maszerować w zwartych kolumnach i zaskoczyć armię austriacką podczas jej manewrów. To korzyść, którą ma zawsze skoncentrowana armia. Cóż uczyniłby stojący najbliżej Ulm Richepance, gdyby zaatakowali go Kray i książę Reuss na czele 60 000 ludzi i jaki los spotkałby po jego niechybnej porażce armię, która utraciłaby swoje pozycje na prawym brzegu Dunaju, nie mając jeszcze żadnych oddziałów na lewym brzegu rzeki?

10. Marsze generała Decaen do Monachium, generała Lecourbe do Neuburga, generała Leclerca do Freising były odosobnionymi posunięciami, w czasie których oddziały francuskie były słabsze od sił nieprzyjaciela; dzięki swojej odwadze osiągnęły swój cel, niewiele przy tej okazji zdobywając i odnosząc straty równie wielkie jak nieprzyjaciel.

11. Marsz generała Lecourbe do Voralbergu był zbyteczny; powinien był pomaszerować w kierunku Innsbrucka; dotarłby tam, napotykając o wiele mniej przeszkód, 10 dni wcześniej i straciłby dużo mniej ludzi niż na przełęczach tyrolskich, których zajęcie nie przyniosło mu żadnych korzyści. Zajęcie Innsbrucka było o wiele ważniejsze: armia zajęłaby dzięki temu linię operacyjną przebiegającą wzdłuż Innu.

12. Zawieszenie broni nie przyniosło tego, czego życzył sobie rząd. Pragnął on zabezpieczenia pozycji swoich armii przez zajęcie 4 twierdz: Ulm, Philippsburga, Ingolstadt i Innsbrucka.  
 

Uwaga trzecia: Kray.

1. Feldmarszałek Kray, rozdzielając swoją armię tuż przed rozpoczęciem kampanii, naraził ją na niebezpieczeństwo; błędem był  wybór Donaueschingen na kwaterę główną, a w szczególności założenie magazynów w miejscowościach Stockach, Engen i Mösskirch. Postępował tak, jak gdyby Szwajcaria była krajem neutralnym; w takim przypadku jego kwatera główna i jego magazyny osłonięte byłyby zajętymi przez niego przełęczami w Schwarzwaldzie. Ale Szwajcaria, a także Ren pomiędzy Konstancją i Bazyleą, były opanowane przez Francuzów; od magazynów Kraya, leżących całkowicie na terenach zajętych przez jego skrajne forpoczty oddaleni byli oni jedynie o pół dnia marszu.

2. Pod Ulm feldmarszałek Kray wykazał się dużą zręcznością; osiągnął wielki sukces, zatrzymując na czele swojej znacznie słabszej, pobitej 3-krotnie w przeciągu jednego miesiąca, armii, przez 40 dni ogniem ze swojego umocnionego obozu silniejszą i zwycięską armię; marsze, manewry i umocnienia nie mają innego celu. Ale czy feldmarszałek nie mógł uczynić więcej? Dlaczego nie zaatakował 18 maja generała Saint-Suzanne, gdy ten, mając przy sobie mniej niż 20 000 ludzi, oddzielony Dunajem od głównej armii francuskiej, znajdował się jedynie o godzinę marszu od jego umocnionego obozu? Tak sprzyjające okazje nadarzają się rzadko; powinien był na czele 60 000 ludzi zaatakować i rozbić obie dywizje Saint-Suzanne'a.

3. Dlaczego feldmarszałek nie wystąpił na czele wszystkich swoich sił przeciwko obu dywizjom Saint-Suzanne i Richepance'a 26 maja, gdy armia francuska rozciągnięta była od Dunaju do Lecha na odcinku 90 kilometrów? Zaatakował jedynie na czele 16 000 ludzi. Atak przeprowadzony 4 czerwca w kierunku Illeru był zbyt ostrożny i przeprowadzony zbyt nikłymi siłami; w ataku powinien był wziąć udział ściągnięty z Tyrolu książę Reuss. Gdyby austriacki dowódca wykorzystał swoje korzystniejsze położenie, niezdecydowanie przeciwnika i jego niewłaściwe manewry, mógłby armię francuską, mimo jej sukcesów i przewagi, zmusić do wycofania się do Szwajcarii. 

 

T. VI Roz. III. Dyplomacja i wojna.

I. Preliminaria pokojowe podpisane przez hrabiego Saint-Julien. - II. Rokowania z Anglią w sprawie zawieszenia broni na morzu. - III. Rozpoczęcie rokowań w Luneville. - IV. Sprawy włoskie. Wkroczenie do Toskanii. - V. Siła i pozycje armii. - VI. Operacje Amii Gallo-Batawskiej. Potyczka pod zamkiem Erbach. - VII. Operacje Armii Renu. Bitwa pod Hohenlinden. - VIII. Przekroczenie Innu i Salzach. Podpisanie w Steyr zawieszenia broni (25 grudnia 1800). - IX. Uwagi. - X. Armia Gryzonii: przekroczenie przełęczy Splügen; Marsz w kierunku Bolzano. Armia Italii: przekroczenie Mincio. - XI. Przejście przez Adygę; podpisanie w Treviso zawieszenia broni (16 stycznia 1801); Przekazanie Mantui w dniu 26 stycznia. - XII. Korpus Obserwacyjny Południa. Podpisanie 18 lutego 1801 roku w Foligno zawieszenia broni z królestwem Neapolu. 
 

I.

Generał-porucznik hrabia Saint-Julien przybył 28 lipca 1800 roku do Paryża i przekazał  Pierwszemu Konsulowi list cesarza niemieckiego. Przedstawił się  jako osoba upoważniona, której zlecono prowadzenie rokowań w sprawie preliminarii pokojowych, zawarcie i podpisanie odpowiedniego traktatu. List cesarza był jasny, wyraźny i zawierał bez wątpienia upoważnienie dla hrabiego, stwierdzając:

" ... wszystkiemu, co w moim imieniu rzeknie hrabia, należy dać wiarę, a ja zaakceptuję wszystko, co zrobi".

Rokowania z austriackim przedstawicielem Pierwszy Konsul zlecił Talleyrandowi; już  po kilku dniach ustalono i podpisano preliminaria pokojowe. Ustalono w nich, że traktat pokojowy podpisany będzie w oparciu o warunki traktatu z Campio Formio; odszkodowania, które na podstawie tego traktatu przysługiwały Austrii w Niemczech, miała ona otrzymać we Włoszech. Aż do podpisania ostatecznego traktatu armie obu mocarstw miały pozostać, zarówno we Włoszech, jak i w Niemczech, na swoich pozycjach. Powstańcy w Toskanii nie mieli otrzymać żadnej pomocy, nie miały wkroczyć tam również żadne oddziały.

Z powodu wysokiej rangi przedstawiciela, który przedstawił własnoręczny list cesarza, instrukcji, którymi, jak twierdził, kierował się oraz jego pewnego tonu można było uznać traktat za podpisany; jednak w sierpniu otrzymano z Wiednia inne wiadomości. Hrabia Saint-Julien stracił swoje pełnomocnictwa i został odwołany; austriacki minister spraw zagranicznych, baron Thugut, informował, że Austria w traktacie podpisanym z Anglią zobowiązała się do prowadzenia jedynie wspólnych z tym państwem rozmów pokojowych i dlatego cesarz nie może zatwierdzić preliminarii podpisanych przez hrabiego Saint-Julien, ale monarcha życzy sobie pokoju, podobnie jak i Anglia, o czym świadczy list ambasadora Anglii, lorda Minto do barona Thuguta. Lord pisał, że Anglia jest gotowa do wysłania swojego przedstawiciela, by wraz z wysłannikiem Austrii przeprowadził rokowania na temat podpisania traktatu pokojowego pomiędzy tymi dwoma mocarstwami i Francją.

W tej sytuacji Republika nie mogła uczynić nic innego, jak ponownie rozpocząć działania wojenne. Ale Pierwszy Konsul nie chciał zrezygnować z żadnej możliwości podpisania pokoju z Austrią i Anglią. W tym celu ogłosił, że:

1. jest w stanie zapomnieć  zniewagę, uczynioną Republice przez gabinet wiedeński, nieuznaniem podpisanych przez hrabiego Saint-Juliena preliminarii pokojowych;

2. dopuści angielskich i austriackich pełnomocników do udziału w kongresie

3. wyraża zgodę  na przedłużenie zawieszenia broni w Niemczech, pod warunkiem, że Anglia wyrazi zgodę na zawieszenie działań wojennych na morzu.

Nie może jednak zaakceptować, by Francja prowadziła rokowania z dwoma mocarstwami, z których jedno znajduje się w stanie wojny z Republiką. 
 

II.

Do Otto (Louis Otto, Badeńczyk w służbie dyplomacji francuskiej - przyp.tłum.), który jako francuski komisarz do wymiany jeńców przebywał w Londynie, wysłano kuriera. 24 sierpnia skierował on notę dyplomatyczną do lorda Grenville, w której pisał:

"Po tym, jak lord Minto oświadczył, że  rząd angielski zamierza wziąć udział w rozpczynających się wkrótce rokowaniach na temat nowego traktatu pokojowego pomiędzy Austrią i Francją, Pierwszy Konsul zgadza się na dopuszczenie do rozmów angielskiego przedstawiciela; utrudni to jednak podpisanie traktatu pokojowego, a z powodu rozbieżnych interesów siłą rzeczy spowoduje przedłużenie rokowań; w interesie Republiki nie leży jednak przedłużenie umów o zawieszeniu broni z Marengo i Parsdorf, o ile w ramach rekompensaty równocześnie nie zostanie podpisane zawieszenie broni na morzu."

Depesze lorda Minto nie dotarły jeszcze do Londynu; lord Grenville był zaskoczony otrzymaną  notą i wysłał zwierzchnika Transport-Office do Otto z prośbą o przekazanie mu pism, które były powodem jego listu. Otto uczynił to natychmiast; zresztą wkrótce potem do Londynu dotarł kurier z Wiednia. Lord Grenville odpowiedział francuskiemu przedstawicielowi, że podpisanie zawieszenia broni dla operacji morskich byłoby czymś zupełnie nowym w historii narodów. Poza tym wyraził zgodę na wysłanie przedstawiciela do miejscowości, która podana mu będzie jako miejsce kongresu; tym przedstawicielem miał być brat lorda, Thomas Grenville, dla którego prosił o niezbędne paszporty, by mógł on udać się do Francji. Lord unikał więc udzielenia odpowiedzi. Ponieważ 10 września powinny rozpocząć się działania wojenne we Włoszech i Niemczech, 30 sierpnia Otto zażądał udzielenia odpowiedzi do dnia 3 września. 4 września lord Grenville kazał poprosić o pisemne zredagowanie propozycji francuskiej, gdyż nie mógł sobie wyobrazić, jak wyglądać ma zawieszenie broni na morzu. Otto posłał mu wyczerpujące opracowanie propozycji rządu francuskiego. Wyglądały one następująco:

1. statki handlowe obu państw mają prawo do swobodnej żeglugi i nie będą poddawane żadnym przeszukiwaniom;

2. eskadry, które blokują  porty w Tulonie, Breście, Rochefort i Kadyksie powrócą do swoich portów macierzystych;

3. twierdze nadmorskie, jak La Valetta, Aleksandria i Belle-Ile-en-Mer, traktowane będą jak twierdze Ulm, Philippsburg i Ingolstadt; wynika z tego, że wszystkie francuskie i neutralne statki będą miały do nich swobodny dostęp. 
 

7 września Grenville odpowiedział,  że Jego Królewska Mość w gruncie rzeczy wyraża zgodę na zawieszenie działań na morzu, mimo, że zaprzecza to interesom Anglii; będzie to ofiara, którą Anglia chce ponieść dla pokoju i swojego sojusznika, Austrii; ale żaden z punktów francuskiej propozycji nie nadaje się do zaakceptowania; proponuje zatem, by rozpocząć rozmowy na temat dołączonych przez niego kontrpropozycji. Brzmiały one następująco:

1. działania na morzu zostaną  zawieszone;

2. twierdze La Valetta, Aleksandria i Belle-Ile-en-Mer mogą zaopatrzyć się w zapas prowiantu odpowiadający sile ich garnizonów i wystarczający na 14 dni;

3. blokada Brestu i innych portów Francji i jej sojuszników zostanie zawieszona; lecz w czasie zawieszenia broni okręty tam się znajdujące nie mogą wypłynąć w morze, a floty angielskie znajdować się będą w pobliżu tych portów. 
 

16 września komisarz francuski odpowiedział, że rząd francuski pozostawia decyzję  o wzięciu udziału w rokowaniach w Luneville Jego Wysokości królowi Anglii; wyraża równocześnie zgodę, by przedstawiciele Anglii i Austrii wspólnie prowadzili rokowania; w tym czasie wojna na lądzie i na morzu będzie prowadzona dalej  albo ustalone zostanie zawieszenie broni na lądzie i morzu lub zawieszenie broni ważne będzie jedynie dla Austrii, a w Luneville prowadzone będą rokowania jedynie z tym mocarstwem, natomiast z Anglią w Londynie lub Paryżu, a wojna na morzu będzie dalej trwać. Otto zwrócił uwagę, że zawieszenie działań na morzu mogłoby być dla Francji odszkodowaniem za zgodę na przedłużenie zawieszenia broni na lądzie; ale w tym czasie Austria uzupełniłaby szeregi swojej armii i jej wyposażenie, a moralny skutek zwycięstw pod Marengo i Mösskirch zostałby zatarty; królestwo Neapolu, rozdarte waśniami i nieszczęściami wszelkiego rodzaju, na nowo zorganizuje swoją armię; wreszcie, zawieszenie broni umożliwiłoby dokonanie rekrutacji w Toskanii i Marchii Ankony.

Zwycięzca zezwolił  zwyciężonemu na te wszystkie korzyści tylko dlatego, że ten formalnie obiecał niezwłoczne podpisanie pokoju. Możliwość zaprowiantowania portów Republiki nie była dla Francji żadną korzyścią z zawieszenia broni na morzu, bo przecież nie brakowało na lądzie wystarczającej ilości dróg; korzystne dla Francji byłoby jedynie odtworzenie połączeń z Egiptem, Maltą i Ile de France.

Gdy 20 września Grenville polecił poprosić o kolejne wyjaśnienia, został następnego dnia poinformowany przez Otto, że Pierwszy Konsul jest gotowy zmienić swoją pierwszą propozycję: podczas trwania zawieszenia broni floty Francji i jej koalicjantów nie zmienią swoich pozycji; połączenie z Maltą ograniczone zostanie do niezbędnego minimum, czyli dostarczenia za każdym razem prowiantu na 2 tygodnie, a mianowicie 1000 porcji na każdy dzień; ponieważ Aleksandria nie jest odcięta od strony lądu i posiada tyle zapasów prowiantu, że mogłaby nawet posłać jego część do Anglii, prawo Francji ograniczyłoby się do wysłania tam 6 fregat, które natychmiast pożeglują z powrotem, na pokładzie których znajdowałby się angielski oficer w charakterze parlamentariusza.

Były to jedyne korzyści, które odniosłaby Francja z zawieszenia działań wojennych na morzu. Te 6 fregat dostarczyłyby do Egiptu posiłki w sile 3 600 ludzi, którym towarzyszyłaby jedynie niezbędna do obsługi statków liczba marynarzy; mogliby oni zabrać kilka tysięcy karabinów, sporą ilość amunicji i inne, niezbędne dla Armii Wschodu rzeczy.

Rokowania były już  tak daleko zaawansowane, że lord Grenville poczuł się zmuszony do mianowania podsekretarza stanu Ammona, by prowadził dalsze rozmowy z Otto. Podsekretarz odwiedził francuskiego przedstawiciela i wysunął propozycję opuszczenia przez armię francuską Egiptu, zgodnie z podpisanym 25 stycznia traktatem z El Arisz, złamanym 18 marca wskutek odmowy jego uznania przez rząd angielski.

Na taką propozycję  nie można było udzielić żadnej odpowiedzi; Ammon nie upierał  się też dalej.

W wyniku kilkudniowych rokowań obaj komisarze osiągnęli porozumienie odnośnie wszystkich trudności, za wyjątkiem wysłania francuskich fregat do Aleksandrii. 25 września Otto oświadczył, że jest to conditio sine qua non, na co 9 października Ammon odpisał, że tym samym rokowania uważa za przerwane. 
 

III.

W czasie tych rozmów można było zauważyć, że celem gabinetu angielskiego było jedynie zyskanie na czasie; nie był on nigdy gotów do ustępstw na rzecz Republiki Francuskiej lub wyrażenie zgody na uzyskanie przez nią jakichkolwiek korzyści jako rekompensaty za straty poniesione przedłużeniem zawieszenia broni z cesarzem niemieckim. Dowódcy Armii Renu i Armii Italii otrzymali rozkaz wypowiedzenia z dniem 1 września zawieszenia broni i rozpoczęcia działań wojennych. Ponieważ Massena nie potrafił porozumieć się z rządem Republiki Cisalpińskiej, jego stanowisko dowódcy Armii Italii zajął generał Brune.

Generał Moreau, który nadal dowodził Armią Renu, miał swoją  kwaterą główną w Nymphenburgu, pałacyku elektora bawarskiego w pobliżu Monachium. 19 września miały rozpocząć się działania wojenne. Hrabia Lehrbach, który przybył nad Inn, z naciskiem prosił jednak o utrzymanie zawieszenia broni; obiecywał, że jego władca szczerze rozważa rozpoczęcie rokowań pokojowych. Jako rękojmię szczerości tych zamiarów był gotowy do przekazania twierdz Ulm, Philippsburg i Ingolstadt. Zgodnie z tą propozycją 20 września podpisano w Hohenlinden porozumienie przedłużające zawieszenie broni o 40 dni.

Jasnym było, że jest to tylko podstęp dworu wiedeńskiego; chciał on przetrzymać porę deszczową, by mieć później całą zimę na uzupełnienie swoich armii. Z innej strony istotnym było, by armia francuska zajmowała wspomniane 3 twierdze; w ten sposób otrzymała nowe bazy i mogła czuć się w Niemczech bezpieczna. A jeżeli Austria wykorzystałaby okres zawieszenia broni na powołanie i uzbrojenie nowych rekrutów, Francja również uczyniłaby wszystko, by wystawić nowe armie, co umożliwiała liczniejsza niż w Austrii ludność Francji, Włoch i Holandii. W przeciągu tych 40 dni Armia Italii była w stanie opanować Rzym, Neapol i Toskanię, państwa, nie objęte podpisanym zawieszeniem broni i skazane na własne siły. Dzięki temu możliwe byłoby niepokojenie przez armię francuską tyłów i skrzydeł nieprzyjaciela. 
 

Kierujący wiedeńskim gabinetem minister Thugut był pod wpływem angielskim. Zarzucano mu polityczne i militarne błędy, które zagrażały istnieniu monarchii. Jego polityka uniemożliwiła powrót papieża, Wielkiego Księcia Toskanii i króla Neapolu, co wywołało gniew cara Rosji. W momencie, kiedy łatwo można przewidzieć, jak potrzebny jest dworowi austriackiemu pokój, Thugut podpisał z Anglią traktat subsydiarny. Jego planom przypisywano katastrofy kampanii i zarzucano, że uczynił z armii we Włoszech główną armię austriacką zamiast skoncentrować wszystkie siły cesarstwa nad Renem. Chciał on w ten sposób uczynić przysługę Anglii, która dążyła do zniszczenia Tulonu i doprowadzenia w ten sposób do ostatecznego udaremnienia wyprawy do Egiptu. Wreszcie zaszkodził on autorytetowi swojego władcy, skłaniając go do udania się do stojących nad Innem oddziałów i wydania tam poniżających rozkazów do wydania 3 wspomnianych powyżej twierdz. Thugut został odwołany. Graf Cobenzl, który prowadził rokowania w Campo Formio, został podniesiony do godności wicekanclerza, stanowiska równoznacznego premierowi. Wszystko, co budziło nadzieję na pokój, było w Wiedniu popularne i było życzliwie przyjmowane przez opinię publiczną.

Hrabia Cobenzl sprawiał  wrażenie zwolennika pokoju, przyjaciela Francji; pysznił się, że prowadził rokowania w Campo Formio, a Pierwszy Konsul darzy go zaufaniem; właśnie temu zaufaniu zawdzięczał swoje ważne stanowisko, które objął; wierzono, że powróci rok 1756, wspaniałe czasy, jeden z najwspanialszych okresów monarchii austriackiej, kiedy to Francja kroczyła za wozem triumfalnym Marii Teresy. Hrabia Cobenzl poinformował gabinet w Tuileries, że do Luneville uda się hrabia Lehrbach. Wkrótce potem oświadczył jednak, że nie chce powierzyć nikomu innemu tak ważnego zadania; wyruszył sam na czele licznego orszaku z Wiednia, podróżując jednak bardzo powoli; po przybyciu do Luneville, wykorzystał fakt, że francuskie przedstawicielstwo jeszcze tam nie przybyło jako pretekst, aby udać się do Paryża, by złożyć wizytę najwyższemu dostojnikowi Republiki. Korzystał z każdej możliwości, by zyskać na czasie. Został przedstawiony w Tuileries i wspaniale przyjęty. Ale gdy następnego dnia minister spraw zagranicznych zażądał od niego przedstawienia pełnomocnictw, Cobenzl nie zareagował. Było jasnym, że chciał jedynie zwieść rząd francuski i że dwór wiedeński, mimo zmian w rządzie, pozostał przy starej taktyce działania na zwłokę. Pierwszy Konsul mianował Józefa Bonaparte pełnomocnikiem na kongres w Luneville, hrabiego Laforest sekretarzem delegacji swojego brata i generała Clarke'a komendantem Luneville i departamentu Meurthe. Żądał, by niezwłocznie rozpoczęto rokowania. Pełnomocnicy udali się do Luneville, gdzie 6 listopada wymienili upoważnienia. Ale gdy zaczęto sporządzać protokół rokowań, przedstawiciel Austrii oświadczył, że nie będzie prowadził rozmów bez udziału przedstawiciela Anglii. Ale ten mógł zostać dopuszczony do kongresu jedynie pod warunkiem rozszerzenia zawieszenia broni na operacje na morzu. Pomiędzy Paryżem i Wiedniem  kursowali liczni kurierzy; ale gdy rozpoznano dwulicowość gabinetu austriackiego, dowódcy armii republikańskich otrzymali rozkaz wypowiedzenia zawieszenia broni i natychmiastowego rozpoczęcia działań wojennych; Armia Italii przystąpiła do działań 17., Armia Renu 27 listopada. Mimo tego, pełnomocnicy obu stron nadal spotykali się, podpisywali codziennie protokół i wydawali dla strony przeciwnej przyjęcia. 
 

IV.

Biskup Imoli, kardynał Chiaramonti, został 18 marca 1800 roku osadzony przez zgromadzone w Wenecji kolegium kardynałów na tronie św.Piotra. Panująca wówczas w całych Włoszech Austria prowadziła wobec papieża tą samą politykę, którą prowadziła wobec króla Piemontu; uznając, że w interesie gabinetu w Wiedniu jest trzymanie papieża w Wenecji, gdzie znajdował się w bezpośrednim zasięgu wpływów austriackich, wzbraniała się oddania w jego ręce Rzymu. Dopiero po bitwie pod Marengo baron Thugut, który uznał, że wpływ Austrii na losy Włoch jest stracony, wysłał papieża do Rzymu; pod wpływami Austrii pozostała Ankona i Romania, gdzie stacjonował austriacki korpus.

Licząca 20 000 armia angielska, która wspierać miała operacje feldmarszałka Melasa, została wreszcie skoncentrowana na wyspie Minorka; ale francuskie zwycięstwa zniweczyły plan koalicji. W wyniku porozumienia z Marengo, w wyniku którego Genua została przekazana Francuzom, armia angielska została zupełnie bezczynna. Traktat, podpisany przez Anglików i Austriaków, w którym postanowiono prowadzić wyłącznie wspólne rokowania pokojowe z Francją, pozostał w mocy. Ponieważ Austria domagała się wsparcia dla swojej armii we Włoszech, postanowiono, że armia z Minorki wyląduje w Toskanii i zajmie Livorno, co zmusi Francuzów do wydzielenia znacznych sił. W konwencji podpisanej w Marengo nie wspomniano jednak ani słowa o Toskanii, ustalono jedynie, że Austriacy utrzymają miasto Ferrara wraz z jej cytadelą. Autorytet Wielkiego Księcia Toskanii został odbudowany, jego wszystkimi wojskami i stacjonującą tam dywizją austriacką dowodził austriacki generał Sommariva.

Miesiące sierpień i wrzesień poświęcono na odbudowanie armii toskańskiej i papieskiej. Utworzonymi batalionami dowodzili austriaccy oficerowie. Anglicy dostarczali pieniądze, a dowodzeni przez generała Willot emigranci, służący w przeznaczonym do zajęcia Prowansji angielskim korpusie, zostali przyjęci do armii toskańskiej. Ponieważ armie francuska i austriacka znajdowały się od lipca do września w stanie zawieszenia broni, Anglicy nie mogli sobie pozwolić na lądowanie w Toskanii, gdyż prowadziłoby to do zerwania umowy i zniweczyłoby wszelkie nadzieje na pokój. Nawiasem mówiąc, cesarz austriacki był w najwyższym stopniu zainteresowany przedłużeniem zawieszenia broni, by mieć możliwość uzupełnienia swoje armie i wymazania wspomnienia klęsk w Niemczech i Włoszech. 
 

7 września generał Brune (dowódca Armii Italii - przyp. tłum.) zakomunikował ponowne rozpoczęcie działań wojennych; kilka dni później, 11 września przeniósł swoją kwaterę do Cremony; ponieważ jednak podpisane w Hohenlinden nowe zawieszenie broni obejmowało również na teren Włoch, generał Brune ze swojej strony podpisał je 29 września w Castiglione. Armia Italii skoncentrowała się na lewym brzegu Padu, co spowodowało, że zaszła konieczność odwołania do Bolonii dywizji generała Pino, zajmującej dotychczas linię Rubikonu. W wyniku tego wojska papieskie, toskańskie i powstańcy z Ferrary zajęli całą Romanię i odtworzyły połączenie pomiędzy Ferrarą i Toskanią. Gdy wieść o tym dotarła do generała Dupont, przekroczył on ponownie Pad; powstańcy z Ferrary zostali zaatakowani w Romanii, w różnych miejscach pobici przez generałów Ferranda i Pino i wyparci aż do Ferrary, Arezzo i przełęczy apenińskich. Operacje wojsk francuskich i cisalpińskich wspierane były przez Gwardie Narodowe Rawenny i innych znaczących miast.

Ale w Toskanii powstańcy zachowali swoje pozycje i stan ten utrzymał się aż do października. Gdy wówczas zorientowano się, że dwór wiedeński w rzeczywistości wcale nie pragnie szczerze pokoju i nie ma nadziei na zawieszenie broni na morzu, generał Brune wezwał generała Sommariva do rozbrojenia zbuntowanych Toskańczyków. Gdy żądanie to zostało odrzucone, 10 października generał Dupont wkroczył do Toskanii; 15-tego zajął on Florencję, 16-tego generał Clement wkroczył do Livorno. Próba zajęcia przez generała Monnier Arezzo, głównego ogniska powstania, podjęta 18 października, zakończyła się niepowodzeniem; ale następnego dnia, po zaciętym oporze miasto zostało zdobyte szturmem. Prawie wszyscy obrońcy miasta polegli. Generał Sommariva i wojska austriackie wycofały się w kierunku Ankony. Powstańcy zostali rozbrojeni, ich oddziały rozwiązane, Toskania została zdobyta i podporządkowana, znaleziona angielska broń zarekwirowana. Podczas tej kampanii popełniono wiele przestępstw, co wywołało gwałtowne protesty.

Jeńcy toskańscy, którzy od roku przebywali we Francji, zostali odesłani do ojczyzny; byli oni dobrze traktowani i powrócili do Toskanii przychylnie nastawieni do Francji.

W tym samym czasie dwór w Neapolu kontynuował organizowanie swojej armii; w listopadzie był w stanie wysłać dywizję w sile 8-10 000 ludzi dowodzonych przez Rogera de Damas, by wspólnie z austriackim korpusem generała Sommariva osłaniała Rzym. W Państwie Kościelnym panowała kompletna anarchia; miasto Rzym wydane było na pastwę wszelkiego rodzaju rozruchów. 
 

V.

Zawieszenie broni trwało już 5 miesięcy; w tym czasie Austria otrzymała od Anglii 60 milionów, które zostały dobrze wykorzystane. Pod bronią stanęło 400 000 ludzi, włącznie z oddziałami niemieckimi, neapolitańskimi i angielskimi; a mianowicie:

130 000 ludzi w Niemczech pod dowództwem arcyksięcia Jana;

garnizon Moguncji, korpus Albini i dywizja Simbschen nad Menem, 20 000 ludzi;

korpus stacjonujący nad Dunajem i Innem, 80 000 ludzi;

korpus księcia Reuss w Tyrolu, 20 000 ludzi.

120 000 ludzi stacjonowało we Włoszech pod dowództwem feldmarszałka Bellegarde, a mianowicie:

korpus Davidowitscha w Trentino, 20 000;

korpus, zajmujący kwatery za Mincio, 70 000;

w Ankonie i Toskanii, 10 000;

wojska neapolitańskie, powstańcy Toskanii i inni, 20 000.

Armia angielska, w sile 30 000 ludzi, dowodzona przez generałów Abercromby i Pulteney znajdowała się na pokładach statków transportowych na Morzu Śródziemnym i mogła udać się w dowolny punkt. 
 

Francja miała w Niemczech 150 000 ludzi, a mianowicie:

Armia Gallo-Batawska dowodzona przez generała Augereau, 20 000 ludzi;

Armia główna (Renu) generała Moreau, 140 000 ludzi;

Armia Gryzonii pod generałem Macdonaldem, 15 000.

We Włoszech Republika miała 90 000 ludzi dowodzonych przez generała Brune, do tego Korpus Obserwacyjny generała Murat, 10 000 ludzi.

W całości armie Reubliki liczyły 500 000 ludzi, ale 40 000 znajdowało się na Wschodzie, na Malcie i w koloniach. 45 000 to żandarmii, weterani i obrona wybrzeża, 140 000 przebywało na wybrzeżach Holandii, w garnizonach wewnątrz kraju, w zakładach i szpitalach. 
 

Dwór wiedeński był  jak ogłuszony, gdy dowiedział się o rozpoczęciu przez francuskich generałów działań wojennych. Miał on nadzieję,  że w surowym klimacie Górnej Austrii nie zdecydują się  oni na kampanię zimową. Dworska rada wojenna postanowiła, że armia we Włoszech pozostanie w defensywie za Mincio, opierając swoje lewe skrzydło o Mantuę, prawe o Peschierę; armia w Niemczech miała przejść do ofensywy i wyprzeć Francuzów za Lech.

Pierwszy Konsul był  zdecydowany, mimo pory roku, pomaszerować na Wiedeń. Chciał wykorzystać rozłam, który nastąpił pomiędzy Rosją i Anglią; obawiał się, że chwiejny charakter cara Pawła może spowodować kolejną zmianę w następnej kampanii. Armia Renu generała Moreau otrzymała zadanie przekroczenia Innu i pomaszerowania doliną Dunaju na Wiedeń. Armia Gallo-Batawska pod generałem Augereau miała manewrować nad Menem i Regnitz (płynący przez Bawarię lewy dopływ Menu wpadający do niego koło Bambergu - przyp.tłum.), wystąpić przeciwko zajmującemu w okolicach Moguncji pozycje generałowi Albini i służyć w nieprzewidzianych okolicznościach jako rezerwa; w czasie marszu Armii Renu doliną Dunaju miała ona zagrozić Austrii w kierunku Czech i osłaniać lewe skrzydło generała Moreau. W skład armii Augereau wchodziły wszystkie oddziały, które można było zabrać z Holandii, która o tej porze roku była bezpieczna.

Austria straciła Włochy pod Marengo, bo nigdy nie wierzyła w siłę Armii Rezerwowej; w czerwcu w Dijon utworzona została nowa armia, nazwana ponownie Armią  Rezerwową, złożona ze sztabu dla 6 dywizji w sile 15 000 ludzi. Jej dowódcą został generał Brune, który później objął Armię italii i został zastąpiony przez generała Macdonalda. Ten wyruszył pod koniec sierpnia, przeszedł całą Szwajcarię do Gryzonii i zajął swoim prawym skrzydłem Voralberg, a lewym Engadin. Cała Europa skierowała swój wzrok na tę armię; wierzono, że przeznaczona jest ona do podobnego podstępnego działania jak wcześniej pierwsza Armia Rezerwowa. Wierzono, że jej siły liczą 50 000 ludzi, co spowodowało, że trzymała ona w szachu 2 austriackie korpusy liczące 40 000 ludzi. Armia Italii, dowodzona przez swojego nowego dowódcę, generała Brune, miała przekroczyć Mincio i Adygę i pomaszerować w kierunku Alp Noryckich. Korpus generała Murat nazwano ostatecznie Korpusem Obserwacyjnym Południa. Miał on zadanie osłaniania prawego skrzydła Armii italii i służenie jej jako rezerwa.

Marsz na Wiedeń  miały zatem podjąć 2 duże i 2 małe armie. W sumie liczyły one 250 000 żołnierzy, z których jednak piąta część stacjonowała jako rezerwa we Włoszech, by trzymać w szachu powstańców i Neapolitańczyków. Oddziały francuskie były dobrze umundurowane, dobrze odżywione, wyposażone w liczną artylerię, znakomicie i obficie uzbrojone. Nigdy dotąd Republika nie wystawiła siły militarnej, która była tak niebezpiecznym przeciwnikiem; w 1793 roku armia była liczniejsza, ale większość oddziałów było źle umundurowanych, złożona z nieprzyzwyczajonych do wojny rekrutów, a wiele z nich potrzebnych było w Wandei i wewnątrz kraju. 
 

 VI.

Armia Gallo-Batawska dowodzona była przez generała Augereau, szefem sztabu był gen.Andreossy. Kawalerią dowodził generał Trelliard, artylerią  generał Macors. W skład armii wchodziły 2 dywizje francuskie, Barbou i Duhesme oraz dywizja holenderska Dumonceau, w sumie 20 000 ludzi. Pod koniec listopada kwatera główna armii znajdowała się we Frankfurcie.

Austriacka Armia Moguncji, dowodzona przez barona Albini, składała się z:

- dywizji liczącej około 1 000 powstańców z elektoratu Moguncji i biskupstwa Würzburg, których liczba jednak zmieniała się, w zależności od okresu i panującej w tamtych okolicach aktualnie opinii publicznej

- dywizji austriackiej generała Simbschen

Armia Gallo-Batawska miała zatem przed sobą 20 000 ludzi tworzących jednak słabo wyćwiczone oddziały. 2 listopada Augereau zapowiedział, że rozpocznie działania z dniem 24 listopada. Baron Albini, który przebywał w Aschaffenburgu, postanowił, przed odwrotem, podjąć próbę zaatakowania stojącego przed nim korpusu. O godzinie 2 w nocy przeszedł przez most, został jednak, po wstępnym powodzeniu, odrzucony z powrotem. Francuska kwatera dotarła 25 listopada do Aschaffenburga; Albini wycofał się do Fuldy, Simbschen do Schweinfurtu; dywizja generała Dumonceau dotarła tam 25 listopada i okrążyła tamtejszą cytadelę. Dywizja generała Simbschen, która stopniała do 13 000 ludzi, zajęła pozycje koło zamku Erbach, by osłonić Bamberg. 3 grudnia Augereau przystąpił do ataku. Generał Duhesme zaatakował z odwagą, której już niejednokrotnie dał dowody i po dość zawziętym oporze zmusił wroga do wycofania się w kierunku Forchheim. Baron Albini pozostał na prawym brzegu Menu, pomiędzy Bambergiem i Schweinfurtem. Następnego dnia Armia Gallo-Batawska zajęła Bamberg, przekroczyła Regnitz, wysyłając patrole w kierunku Ingolstadt, by nawiązać kontakt z flankierami armii głównej.

Tego samego dnia, 3 grudnia, Armia Renu odniosła zwyciąstwo pod Hohenlinden. Austriacki generał  Klenau na czele liczącej 10 000 ludzi dywizji, która nie wzięła udziału w bitwie, został posłany nad Dunaj, by osłonił Czechy; połączył się on pod Bambergiem z dywizją generała Simbschen i pomaszerował na czele 20 000 przeciwko Armii Gallo-Batawskiej by wyprzeć ją za Regnitz. Zaatakował dywizję Barbou, podczas gdy Simbschen równocześnie wystąpił przeciwko dywizji Duhesme. Walka była zacięta; przez cały dzień 18 grudnia oddziały francuskie wyrównywały odwagą przewagę liczebną nieprzyjaciela, niwecząc jego wysiłki i utrzymując w swoim posiadaniu prawy brzeg Regnitz i Norymbergę. Ale gdy 21 grudnia generał Klenau nadal kontynuował swoje działania, Augereau bez walki wycofał się za Regnitz. Ale właśnie w tym momencie korpus Klenaua został odwołany do Czech, dzięki czemu Armia Gallo-Batawska wkroczyła ponownie do Norymbergii i zajęła swoje stare pozycje, gdzie dotarła do niej wieść o podpisaniu w Steyr zawieszenia broni (podpisane w dniu 25 grudnia - przyp.tłum.).

W ten sposób generał  Augereau na czele 20 000 ludzi, wśród nich 8 000 Holendrów, zajął całe terytorium pomiędzy Renem i Czechami, rozbroił ludność Moguncji i trzymał w szachu oprócz dywizji Simbschena jeszcze dywizję Klenaua. To osłabiło armię arcyksięcia Jana o 30 000 ludzi, który w tym samym czasie wysłał ze swojego lewego skrzydła 20 000 ludzi dowodzonych przez generała Hillera do Tyrolu, kierując ich przeciwko Armii Gryzonii. Francuska armia główna (Armia Renu - przyp. tłum.) miała przed sobą zatem 50 000 ludzi mniej; zamiast 130 000 arcyksiążę Jan mógł wystawić jedynie 80 000. 
 


VII.

Armia Renu podzielona była na 4 korpusy, składających się z 3 dywizji piechoty oraz brygady kawalerii; rezerwę tworzyła ciężka kawaleria. Prawym skrzydłem, składającym się z dywizji Montrichard, Gudin i Molitor, dowodził generał Lecourbe; głównodowodzący osobiście dowodził korpusem rezerwy, tworzonym przez dywizje Grandjean (później Grouchy), Decaen i Richepance. Generał Grenier dowodził centrum, które tworzyły dywizje Ney, Legrand i Hardy (następnie Bastoul, później Bonet); pod dowództwem generała Saint-Suzanne stało lewe skrzydło, składające się z dywizji Souham, Colaud i Delaborde. Dowódcą całej kawalerii był generał d'Hautpoul, generał Eble dowodził artylerią. Wraz z załogami garnizonów i leżącymi w szpitalach armia liczyła w sumie 150 000 ludzi; do dyspozycji głównodowodzącego pod bronią stało 140 000 ludzi. Armia francuska była zatem o więcej niż połowę silniejsza od nieprzyjacielskiej; poza tym znacznie przewyższała przeciwnika chęcią zwycięstwa i jakością oddziałów.

Działania wojenne rozpoczęły się 28 listopada; armia pomaszerowała w kierunku Innu. Generał  Lecourbe pozostawił dywizję Molitor u stóp tyrolskich przełęczy i pomaszerował na czele 2 dywizji w kierunku Rosenheim. 3 dywizje rezerwy skierowały się na Ebersberg, a mianowicie generał Decaen przez Rott, generał Richepance przez Wasserburg, generał Grandjean jako rezerwa drogą prowadzącą z Mühldorf. Centrum pomaszerowało przez Mühldorf i dolinę rzeki Isen. Pułkownik Durosnel, na czele silnego oddziału, złożonego z 2 batalionów i kilku szwadronów, zajął pozycje pod Vilsbiburg, niedaleko Landshut; 3 dywizje lewego skrzydła, dowodzone przez generała dywizji Saint-Suzanne, skoncentrowały się pomiędzy Altmühl i Dunajem. Moreau maszerował zatem na czele 8 dywizji w 3 kolumnach w kierunku Innu, pozostawiając swoje pozostałe 4 dywizje do osłony swoich skrzydeł oraz obserwacji Tyrolu i Dunaju.

28 listopada wszystkie forpoczty nieprzyjaciela zostały zepchnięte; Lecourbe wkroczył  do Rosenheim. Richepance wszystko, co stanęło mu na drodze, zepchnął na prawy brzeg Innu i w kierunku Wasserburga; ale jego próba utworzenia tam przyczółka mostowego, zakończyły się niepowodzeniem. Dywizja Legranda wyparła z Dorfen oddział awangardy arcyksięcia. Generał dywizji Grenier zajął pozycje na wzgórzach pod Ampfing; na prawym skrzydle Ney, w centrum Hardy, a na lewym skrzydle, nieco z tyłu, stał Legrand; obóz miał długość około 5,5 kilometra. Tych 8 dywizji armii francuskiej zajmowały na lewym brzegu Innu od Rosenheim aż w pobliże Mühldorf odcinek długości 65 kilometrów. Przekroczenie rzeki na tak długim odcinku było niebezpiecznym przedsięwzięciem.

Arcyksiążę Jan przeniósł swoją kwaterę do Ötting; wzmocnionemu kilkoma austriackimi batalionami korpusowi Conde zlecił obronę  prawego brzegu Innu aż do Kufstein i utrzymanie łączności z generałem Hillerem, który na czele 20 000 ludzi stał w Tyrolu. Generałowi Klenau posłał 10 000 ludzi do Regensburga, by wesprzeć Armię Moguncji, która nie potrafiła powstrzymać marszu generała Augereau. Arcyksiążę planował wyruszyć z resztą swojej armii z posiadających odpowiednie przyczółki mostowe miejscowości Wasserburg, Kraiburg, Mühldorf, Ötting oraz Braunau i zaatakować armię francuską. Przekroczył Inn, dokonał ćwierć zwrotu w prawo wokół przyczółka mostowego w Mühldorf i utworzył linię bojową, której lewe skrzydło stało pod Mühldorf, a prawe pod Landshut nad Isarą. Generał Kienmayer na czele flankierów zaatakował z prawego skrzydła pułkownika Durosnel, który wycofał się za Isarę. Austriacka kwatera główna przeniesiona została najpierw do Eggenfelden, później do Neumarkt nad rzeką Rott, w połowie drogi pomiędzy Mühldorf i Landshut. W ten sposób armia arcyksięcia stała w linii prostopadłej do skrajnego lewego skrzydła armii francuskiej; jej skrajne prawe skrzydło stało pod Landshut, w odległości 52 kilometrów od Monachium, czyli o 13 kilometrów bliżej niż francuskie lewe skrzydło, które było oddalone o 65 kilometrów od bawarskiej stolicy. Arcyksiążę zamierzał manewrować w oparciu o swoje prawe skrzydło i zaatakować z dolin rzek Isen, Rott i Isar.

O świcie 1 grudnia arcyksiążę  na czele 60 000 zaatakował pod Ampfing front dysponującego jedynie 25 000 ludzi dywizję generała Greniera, podczas gdy inna jego kolumna przeszła przez most w Kraiburgu  i przez wzgórza koło Aschau zaatakowała prawe skrzydło i tyły Greniera. Generał Ney musiał początkowo ustąpić przed przewagą wroga, ale zebrał ponownie swoich ludzi, pomaszerował naprzód i rozbił 8 batalionów; ponieważ jednak nieprzyjaciel, posuwając się doliną Iseny, rozwijał coraz większe siły, generał dywizji Grenier został zmuszony do odwrotu. Stojąca w rezerwie dywizja Grandjeana posunęła się naprzód, by wesprzeć Greniera. Z nastaniem nocy ten ostatni zajął pozycję na wzniesieniach pod Haag. Armię francuską opanował wielki niepokój, głównodowodzący był wyprowadzony z równowagi; został przyłapany na błędzie, a nieprzyjaciel zaatakował z dużą przewagą jego rozsiane dywizje. Generał Legrand musiał po zaciętej potyczce w dolinie Iseny opuścić Dorfen.

Ten manerw armii austriackiej był bardzo udany, a pierwszy sukces zapowiadał następne, jeszcze bardziej znaczące. Ale arcyksiążę nie potrafił wykorzystać sytuacji, nie zaatakował z odpowiednio dużymi siłami korpusu generała Greniera, tak iż ten stracił jedynie kilkuset jeńców i 2 armaty. Następnego dnia, 2 grudnia arcyksiążę wykonał tylko niewielkie posunięcia, nie wykroczył poza Haag i zostawił armii francuskiej czas na zebranie się i otrząśnięcie ze zdziwienia. Za swój błąd drogo zapłacił, był on bowiem przyczyną katastrofy, która wydarzyła się dnia następnego.

Moreau, który miał  cały dzień 2 grudnia czas na wyjaśnienie swojej sytuacji, liczył, że ma jeszcze wystarczająco dużo czasu na skoncentrowanie swojej armii. Saint-Suzanne, niepotrzebnie pozostawiony nad Dunajem, otrzymał od niego rozkaz pomaszerowania na czele swoich 3 dywizji do Freising, gdzie mógł dotrzeć dopiero 5 grudnia. Lecourbe miał przez cały 3 grudnia maszerować, by zbliżyć się do prawego skrzydła korpusu Moreau i zająć stanowiska pod Ebersbergiem, zajmowane dotychczas przez generała Richepance: mógł tam dotrzeć najprędzej 4 grudnia. Richepance i Decaen otrzymali rozkaz zajęcia skraju lasu Hohenlinden w okolicach wioski Mattenbett; by uprzedzić nieprzyjaciela, mieli uczynić to już w nocy; Richepance miał do przejścia jedynie 9, Decaen 18 kilometrów. Korpus Greniera zajął stanowiska na lewo od Hohenlinden; dywizja Ney'a opierała swoje prawe skrzydło o pobliski trakt; dywizja Hardy stała w centrum, a dywizja Legrand obserwowała Langdorf i wyjścia doliny Iseny. Dywizja Grandjeana, nad którą dowództwo objął generał Grouchy, odcięła trakt, oparła swoje lewe skrzydło o Hohenlinden, a prawe rozciągnęło się wzdłuż skraju lasu. W wyniku tych zarządzeń generał Moreau miałby w dniu 4 grudnia do dyspozycji 8 dywizji, a w dniu następnym - 10. Ale arcyksiążę Jan, który popełnił wielki błąd marnując dzień 2 grudnia, nie stracił dnia następnego: wyruszył o świcie i zniweczył zarządzenia francuskiego głównodowodzącego, które miały doprowadzić do skoncentrowania jego armii. Ani korpus Lecourbe ani Saint-Suzuanne'a nie mogły wziąć udziału w bitwie; dywizje Richepance'a i Decaena walczyły bez kontaktu z pozostałymi; w dniu 3 grudnia przybyły zbyt późno, by móc obronić skraj lasu Hohenlinden.


Armia austriacka maszerowała do bitwy w 3 kolumnach: lewa kolumna, w sile 10 000 ludzi, pomiędzy Innem i traktem w kierunku Monachium maszerowała w kierunku Albaching i St.Christoph; kolumna środkowa, licząca 40 000 ludzi, maszerowała przez Haag drogą prowadzącą z Mühldorf do Monachium w kierunku Hohenlinden; ponieważ była to jedyna utwardzona droga, transportowano po niej również cały park artylerii wraz ze wszystkimi ciężkimi bagażami; kolumna prawa, 25 000 ludzi, dowodzona przez generała Latour, miała maszerować na Burgrain; należący do tego korpusu ze swoimi lekkimi oddziałami Kienmayer, miał pomaszerować z Dorfen do Schwabing i obejść wszystkie wąwozy, by dotrzeć do niziny koło Anzing, gdzie arcyksiążę zamierzał wieczorem rozbić obóz i czekać na przybycie korpusu Klenaua, maszerującego prawym brzegiem w górę rzeki Isary.

Drogi były, jak to w grudniu bywa, w beznadziejnym stanie; kolumny lewego  i prawego skrzydła maszerowały okropnymi bocznymi drogami; śnieg padał wielkimi płatkami. Środkowa kolumna wraz z parkiem artylerii i bagażami maszerowała traktem głównym; już wkrótce wyprzedziła obie pozostałe; jej czoło bez przeszkód wdarło się do lasu. Richepance, który miał go koło Mattenbett bronić, nie dotarł jeszcze na przewidziane dla niego pozycje; ale kolumna austriacka została jednak zatrzymana koło Hohenlinden, gdzie zajmowało pozycje lewe skrzydło dywizja Ney'a i cała dywizja generała Grouchy. Francuzi zostali początkowo zaskoczeni; szyki kilku batalionów zostały rozbite, linia obronna zdezorganizowana. Na miejsce walki pospieszył Ney; straszliwy atak szerzył śmierć i przerażenie w szeregach kolumny austriackich grenadierów. Generał Spannocchi dostał się do niewoli. W tym momencie na miejsce walki dotarła awangarda austriackiego prawego skrzydła maszerująca ze wzgórz koło Burgrain; by zagrodzić im drogę, Ney był zmuszony udać się na pomoc swojemu lewemu skrzydłu. Nie udałoby mu się to, gdyby awangarda wsparta została przez korpus Latoura; ale ten był jeszcze o 9 kilometrów z tyłu. W tym samy czasie dywizje Richepance'a i Decaena, które miały o świcie dotrzeć w okolice Mattenbett, błądziły przy okropnej pogodzie w ciemnościach nocy. Maszerujący przodem Richepance dotarł dopiero o godzinie 7 rano do oddalonego o 9 kilometrów od Mattenbett, St.Christoph. Przekonany o ważności swojego zadania przyspieszył marsz swojej pierwszej brygady, zostawiając drugą daleko w tyle. Gdy austriacka kolumna lewego skrzydła dotarła do wsi St.Christoph, odcięła go od jego drugiej brygady; dowodzący nią generał Drouet ustawił ją w szyku bojowym. Richepance znalazł się w okropnej sytuacji. Znajdował się w połowie drogi pomiędzy St.Christoph i Mattenbett i zdecydował się na kontynuację marszu, by zabezpieczyć skraj lasu, gdyby nie osiągnął go jeszcze nieprzyjaciel albo zwolnić tempo marszu i wziąć udział w ogólnym natarciu, uderzając na skrzydło Austriaków, gdyby arcyksiążę, na co zdawały się wskazywać różne oznaki, już wkroczył do lasu. Na czele 8. i 48.półbygady liniowej oraz 1.pułku strzelców konnych dotarł do wsi Mattenbett, gdzie zorientował się, że znajduje się za plecami austriackich taborów i całej nieprzyjacielskiej artylerii, która właśnie przeszła przez wioskę. Pomaszerował przez wieś i ustawił się w szyku bojowym na wzgórzach. 8 szwadronów, tworzących austriacką ariergardę, stanęło w szyku; rozpoczęła się wymiana ognia armatniego; 1.pułk strzelców konnych zaatakował i został odrzucony. Sytuacja generała Richepance nadal była bardzo krytyczna; dotarła do niego wieść, że nie może liczyć na wsparcie brygady Droueta, którą zatrzymały znaczne siły nieprzyjaciela, ani Decaena, od którego nie miał żadnej wiadomości. Pozostawił więc z tyłu generała Walthera z kawalerią, by utrzymywał w szachu nieprzyjacielskich kirasjerów i wdarł się na czele obu swoich półbrygad piechoty do lasu Hohenlinden. Towarzyszące taborom 3 bataliony grenadierów węgierskich stawiły im czoła i zostały całkowicie rozbite przez 48.półbrygadę. Ta drobna potyczka zadecydowała o całej bitwie. W taborze zapanował chaos i przerażenie; woźnice poprzecinali zaprzęgi i zbiegli na grzbietach swoich koni, pozostawiając 87 armat i 300 wozów. Chaos udzielił się całej kolumnie. Tkwiąc głęboko w wąwozach nie mogła się ona bronić i rozpierzchła się w dzikim popłochu; część żołnierzy austriackich była jeszcze zniechęcona klęskami kampanii letniej, większą część kolumny tworzyli niedoświadczeni rekruci. Ney i Richepance połączyli swoje siły. Arcyksiążę Jan, na czele niedobitków swojego korpusu, wycofał się w nieporządku i wielkim pośpiechu.

Generał Decaen otworzył drogę generałowi Drouet. Jedną ze swoich brygad powstrzymywał on koło St.Christoph lewą kolumnę  nieprzyjaciela i pomaszerował z drugą w głąb lasu, by rozbić ostatecznie szukające tam schronienia austriackie bataliony. Z całej armii austriackiej nienaruszona pozostała jedynie prawa kolumna generała Latour; połączył się on z Kienmayerem, który, nie wiedząc nic o wydarzeniach w centrum, wyruszył na czele swoich oddziałów doliną Iseny. Latour pomaszerował przeciwko generałowi dywizji Grenier, dysponującego dywizjami Legrand i Bastoul oraz kawalerią generała d'Hautpoul. Walka była bardzo zacięta; generał Legrand zepchnął korpus Kienmayera do wąwozu Langdorf nad Iseną; generał Latour został również odparty i stracił część swoich armat; gdy dowiedział się o porażce korpusu głównego, rozpoczął odwrót i opuścił pole bitwy. Lewe skrzydło armii francuskiej przeszło przez Inn po moście w Wasserburg, centrum w Kraiburg i Mühldorf, prawe skrzydło w Ötting. Generał Klenau, który rozpoczął już marsz w kierunku Innu, zawrócił nad Dunaj, by osłaniać Czechy i zagrozić Armii Gallo-Batawskiej. Wieczorem po bitwie kwatera główna armii francuskiej została przeniesiona do Haag.

W dniu tym, który rozstrzygnął o przebiegu kampanii, 6 dywizji, czyli połowa armii francuskiej, walczyło przeciwko prawie całej armii austriackiej. Siły na polu bitwy były mniej więcej równe, po 70 000 ludzi po każdej ze stron; ale arcyksiążę Jan nie mógł zebrać więcej, podczas gdy Moreau mógł zgromadzić dwa razy tyle. Straty armii francuskiej w potyczkach pod Dorfen i Ampfing oraz bitwie w lesie (tzn. w bitwie pod Hohenlinden - przyp.tłum.) wyniosły 10 000 zabitych, rannych i wziętych do niewoli; nieprzyjaciel stracił 25 000 ludzi, nie licząc dezerterów. 7 000 jeńców, wśród nich 2 generałów, 100 armat i niesamowita ilość broni stanowiło zdobycz tego dnia. 
 

VIII.

Lecourbe, który nie zdążył przybyć na czas, by wziąć udział w bitwie, zawrócił do Rosenheim, od którego oddalony był jedynie o kilka godzin marszu. Decaen pomaszerował przeciwko przyczółkowi mostowemu pod miastem Wasserburg, które okrążył; Grouchy pozostał jako rezerwa w Haag; Richepance pomaszerował do Rammering, miejscowości leżącej naprzeciw mostu w Kraiburgu. Grenier na czele swoich 3 dywizji przekroczył Isenę, ścigając Latoura i Kienmayera, którzy wycofali się nad dolny Inn. Generał Kienmayer zajął umocnienia na lewym brzegu Innu koło Mühldorf; generał Baillet-Latour umocnił się za Wasserburgiem a Riesch na drodze z Rosenheim do Salzburga.

9 grudnia, 6 dni po bitwie, Lecourbe w odległości 9 kilometrów od Rosenheim koło wsi Neu-Beuern wybudował most i pomaszerował na czele dywizji Montricharda i Gudina prawym brzegiem w górę Innu aż naprzeciw Rosenheim, gdzie pod Rohrdorf zajmował pozycje Korpus Conde, wzmocniony do 12 000 ludzi austriackimi batalionami, opierał się prawym skrzydłem o Inn koło Rosenheim, a lewym o Chiemsee. Dywizja Gudina udała się w kierunku Endorf, by obejść lewe skrzydło wroga; Korpus Conde został w ten sposób zmuszony do odwrotu za rzekę Alz. Dywizje Decaena i Grouchy, które przeszły przez Inn po moście wybudowanym przez Lecourbe, w godzinach południowych dołączyły do linii bojowej; Decaen tworzył jej lewe skrzydło, Grouchy pozostał w rezerwie. Lecourbe niezmordowanie podążał śladem wroga na drodze prowadzącej przez Seeburg, Traunstein i Teisendorf; Grouchy dołączył do niego. Richepance i Decaen maszerowali początkowo wielkim traktem wasserburskim, skręcając następnie w prawo w kierunku Laufen, gdzie 14 grudnia przekroczyli Salzach; Richepance wybudował naprzeciw Rosenheim pływający most i w przeciągu 11 grudnia przekroczył Inn. Grenier zajął opuszczony przez nieprzyjaciela przyczółek koło Wasserburga, przekroczył Inn i pomaszerował w kierunku Altenmarkt. Tabory, rezerwa kawalerii i obie dywizje lewego skrzydła przeszły w dniach 10, 11 i 12 grudnia przez most w Mühldorf; nieprzyjaciel, gdy tylko spostrzegł, że zakole Innu zostało zajęte, w pośpiechu opuścił obydwa brzegi, by skoncentrować się pomiędzy Enns i Wiedniem.

13 grudnia korpus pomaszerował  do Seebruck, przeszedl Alz i posunął się aż do bram Salzburga. Tam napotkał liczącą 20 000 ludzi nieprzyjacielską  ariergardę, złożoną w większości z kawalerii. Ale atak francuskiego korpusu został odparty i po utracie 2 000 ludzi Francuzi musieli wycofać się na lewy brzeg Salzach. Austriacy przystąpili do pościgu; po przejściu przez generała Decaena koło Laufen Salzach, generał Moreau pomaszerował prawym brzegiem w kierunku Salzburga; to zmusiło nieprzyjaciela do porzucenia rzeki i wycofania się w pośpiechu, by osłonić stolicę Austrii. 15 grudnia Decaen wkroczył do Salzburga; Richepance pomaszerował 16 grudnia z Laufen w kierunku Endorf i po intensywnym marszu dotarł do traktu wiedeńskiego.

Lecourbe, który nadal tworzył prawe skrzydło, wkroczył w góry. 17 grudnia pod Frankenmarkt starł się z ariergardą arcyksięcia, tocząc z nią walkę przez cały wieczór. Również następnego dnia pod Schwanenstadt trwały walki. Nieprzyjacielska ariergarda w tym dniu maszerowała jedynie przez 1˝ godziny, zamierzając na tych pozycjach spędzić noc; została jednak z dużym impetem zaatakowana i rozbita, tracąc przy tym 200 jeńców. 19 grudnia generał Decaen, który teraz tworzył awangardę, zaatakował generała Kienmayera koło Lambach i zmusił do wycofania się, biorąc do niewoli generała Mecsery i 12 000 ludzi. Tylko z wielkim trudem udało się Austriakom pod ostrzałem francuskich baterii przetrasportować tabory i artylerię przez most. Nieprzyjaciel był tak gwałtownie pędzony, że nie miał nawet czasu na spalenie drewnianego mostu, mimo, że był on już obłożony materiałem zapalającym. W przeciągu nocy dywizja Decaen pomaszerowała do Wels, gdzie dogoniła nieprzyjacielski korpus, wycofujący się w kierunku Linzu; wzięto przy tym kilkuset jeńców. Dywizja Richepance przekroczyła koło Lambach rzekę Traun i pomaszerowała do Kremsmünster, gdzie 20 grudnia wieczorem dotarli również Lecourbe i Decaen. Dywizja Grouchy i kwatera główna udały się do Wels; korpus Greniera przeszedł pod Laufen i Bruckhausen przez Salzach, zajął dywizją Ney'a Braunau i dotarł do Eggelsberg.

W tym momencie dowództwo armii austriackiej objął arcyksiążę Karol; domagała się  tego zarówno ludność, jak i żołnierze, by ratować cesarstwo; ale było już za późno.

W tym czasie generał  Decaen pobił pod Kremsmünster dowodzoną przez generała Schwarzenberga ariergardę, biorąc do niewoli około 1 000 ludzi. 21 grudnia wkroczył do Steyr, podczas gdy generał Grouchy zajął równocześnie Enns. W tym samym dniu armia przekroczyła Enns; forpoczty zajęły pozycje nad Ybbs i Erlaf; lekka kawaleria dotarła aż do Melk. Kwatera główna została przeniesiona do Kremsmünster. 
 

25 grudnia 1800 roku podpisano zawieszenie broni o następującej treści:

Artykuł 1: linia demarkacyjna pomiędzy stojącą w Westfalii, nad górnym Renem i we Frankonii aż do Beiersdorf częścią Armii Gallo-Batawskiej generała Augereau ustalona zostanie specjalną umową pomiędzy francuskim dowódcą i głównodowodzącym stojącej przed nim armii cesarsko-królewskiej. Od Baiersdorf linia ta przebiegać będzie przez Erlangen, Norymbergę, Neumarkt, Parsberg, Laber, Stadtamhof do Regensburga (Ratyzbony); tam przekroczy Dunaj i prowadzić będzie jego prawym brzegiem aż do rzeki Erlaf, której przebiegem podążać będzie aż do jej źródeł; następnie przebiegać będzie przez Gaming, Kogelsbach, Gössling, Hammer, Mendling, Leopoldstein, Eisenherz, Vordernberg i Leoben, wzdłuż lewego brzegu Mur aż do miejsca, gdzie rzeka ta przecina drogę z Salzburga do Klagenfurtu; dalej wzdłuż tej drogi aż do Spitala, stamtąd traktem weneckim przez Lienz i Brixen aż do Bolzano (Bozen), przekroczy Meran, Glurns aż do Santa Maria i osiągnie przez Bormio Waltelinę zajmowaną przez Armię Italii.

Artykuł 2: w przypadku kontrowersji na temat przebiegu tej linii, rozstrzygnięcia zapadną  na podstawie mapy Niemiec Chaucharda (wydana w czerwcu 1800 roku w Londynie pod tytułem "A map of the Empire of Germany, Holland, the Netherlands, Switzerland the Grisons, Italy including Sicily, Corsica, Sardinia and Malta" mapa, opracowana przez angielskiego inżyniera i kartografa, kapitana Chaucharda - przyp.tłum.).

Artykuł 3: zniszczenie albo utrzymanie mostów na dzielących obie armie rzekach uregulowane będzie w osobnej umowie, w której uwzględnione będą potrzeby zarówno armii, jak i handlu; komisarze obu armii porozumieją się w tej sprawie albo pozostawią decyzję generałom dowodzącym na danych odcinkach. Żegluga na rzekach będzie możliwa zarówno dla armii, jak i ludności.

Artykuł 4: armia francuska zajmie wyłącznie wymienione powyżej punkty linii demarkacyjnej; by jednak pomiędzy oboma armiami pozostała na całym odcinku wolna przestrzeń, forpoczty cesarsko-królewskiej armii stać będą w odległości przynajmniej jednej mili niemieckiej od linii posterunków francuskich; artykuł ten nie dotyczy jedynie Dunaju.

Artykuł 5: z wyjątkiem straży albo posterunków policji pozostawionych przez obie armie w Tyrolu albo tam posłanych, jednak w miarę możliwości w niewielkiej ilości, nie wolno żadnym oddziałom Jego Cesarskiej Mości pozostać poza linią demarkacyjną. Te, które w chwili obecnej znajdują się w Gryzonii, Tyrolu i Karyntii, mają niezwłocznie wycofać się do traktu prowadzącego z Klagenfurtu do Bruck, by dołączyć do armii cesarskiej w Niemczech, nie mogą być jednak wysłane do Włoch. Wyruszą z miejsc, gdzie się znajdują, gdy otrzymają niniejszy traktat i dziennie muszą pokonać odcinek długości 1˝ niemieckiego odcinka pocztowego. Głównodowodzący francuskiej Armii Renu jest upoważniony do zażądania od komisarzy towarzyszących marszowi oddziałów cesarskich poręczenia wykonania tego artykułu. Oddziały cesarskie, które muszą wycofać się z Górnego Palatynatu (Oberpfalz, okręg aministracyjny w Bawarii - przyp.tłum.), Szwabii albo Frankonii udadzą się najkrótszą drogą za linią demarkacyjną. Wykonanie tego artykułu może być, po uwzględnieniu odległości, rozciągnięte w czasie.

Artykuł 6: twierdze Kufstein, Scharnitz i inne stałe umocnienia w Tyrolu będą przekazane do zarządzania armii francuskiej; o ile po niniejszym zawieszeniu broni zostanie podpisany i ratyfikowany traktat pokojowy bez ponownego podjęcia działań wojennych, wspomniane twierdze i umocnienia zostaną oddane w tym samym stanie. Umocnienia polowe w Finstermünz, Nauders i na innych tyrolskich przełęczach będą przekazane do dyspozycji armii francuskiej.

Artykuł 7: magazyny, należące do armii cesarskiej, pozostaną do jej dyspozycji.

Artykuł 8: cytadela w Würzburgu we Frankonii i twierdza Braunau w Bawarii będą również przekazane armii francuskiej i oddane pod tym samym warunkiem, co twierdze Kufstein i Scharnitz.

Artykuł 9: niżej wymienione twierdze zostaną opuszczone przez ich garnizony, należące do armii Rzeszy lub oddziałów cesarskich w następujących dniach: Würzburg 6 stycznia 1801 (16 nivôse roku IX), Braunau 4 stycznia (14 nivôse), twierdze tyrolskie 8 stycznia (18 nivôse).

Artykuł 10: wszystkie garnizony wycofają się z honorami wojskowymi i udadzą  się z bronią i bagażami najkrótszą drogą do armii cesarskiej. Artyleria, amunicja, żywność i inne zapasy wszelkiego rodzaju, znajdujące się w twierdzach, nie mogą być  naruszone; garnizony mogą jednak zabrać to, co potrzebują w trakcie marszu za linię demarkacyjną.

Artykuł 11: obie strony mianują swoich przedstawicieli dla stwierdzenia stanu wymienionych obiektów; nie może to jednak  opóźnić ich opuszczenia.

Artykuł 12: tyrolskie Landsturmy będą natychmiast rozwiązane i odesłane do rodzinnych wiosek. Rozkaz ich rozwiązania i wykonanie nie mogą być pod żadnym pozorem opóźnione.

Artykuł 13: by Jego Wysokości arcyksięciu Karolowi w sposób jednoznaczny udowodnić, czym kierował się głównodowodzący francuskiej Armii Renu, żądając opuszczenia Tyrolu, oświadcza tenże, że ograniczy się on, pomijając twierdze Kufstein, Scharnitz i Finstermünz, w celu zabezpieczenia łączności, do utrzymania w Tyrolu jedynie straży i posterunków policyjnych przewidzianych artykułem 5. Równocześnie zapewnia, że armia francuska w miarę możliwości ułatwi ludności Tyrolu wykonywanie ich zawodu dla zapewnienia bytu i w żadnym stopniu nie będzie się mieszać w administrację wewnętrzną kraju.

Artykuł 14: należąca do Rzeszy Niemieckiej i państw Jego Cesarskiej Mości część Tyrolu będzie oddana pod pieczę armii francuskiej, która zachowa respekt wobec własności prywatnej i obecnego rządu. Mieszkańcy kraju nie powinni odczuwać niepokoju z powodu usług oddanych armii cesarskiej, podobnie jak z powodu poglądów politycznych albo czynnego udziału w wojnie.

Artykuł 15: Na podstawie wymienionych powyżej warunków zawarte zostanie również  zawieszenie broni pomiędzy Armią Gallo-Batawską i armią  Jego Cesarskiej Mości oraz sprzymierzonych z nią oddziałów Rzeszy Niemieckiej, które trwać będzie nie krócej niż 30 dni. Po upływie tego okresu działania wojenne mogą rozpocząć się dopiero w 14 dni po wypowiedzeniu traktatu; aż do takowego wypowiedzenia obowiązuje milcząco przedłużone zawieszenie broni.

Artykuł 16: jak długo walczące we Włoszech armie obu mocarstw nie zawarły zawieszenia broni ani Armia Renu ani armia cesarska nie może wysłać tam ani kompletnych formacji ani nawet małych oddziałów. Naruszenie tego artykułu będzie przyjęte jako złamanie zawieszenia broni.

Artykuł 17: niniejsze postanowienia głównodowodzący Armii Renu przekaże jak najszybciej dowódcom Armii Gallo-Batawskiej, Gryzonii i Italii wraz z pilnym wezwaniem, w szczególności w stosunku do głównodowodzącego Armii Italii, zawarcia zawieszenia broni. Oficerom i kurierom, którzy zdaniem Jego Wysokości arcyksięcia Karola muszą zostać wysłani bądź do twierdz, które mają zostać opuszczone, bądź do Tyrolu albo ogólnie do krajów leżących w obrębie linii demarkacyjnej, w okresie zawieszenia broni będą ich podróże w miarą możliwości ułatwione.

Steyr, 25 grudnia 1800 (4 nivôse roku IX) 
 

Armia pozostała na swoich pozycjach aż do ratyfikowania podpisanego 9 lutego 1801 roku w Luneville traktatu pokojowego. Wykonując postanowienia tego traktatu po wymianie aktów ratyfikacyjnych opuściła ona w przeciągu 10 dni cesarskie lenna i w ciągu 30 dni terytorium cesarstwa.  
 


IX.

Uwagi.

Plan kampanii.

Opracowany przez Pierwszego Konsula plan kampanii jednoczył w sobie wszystkie korzyści. Dowództwo zarówno Armii Renu, jak i Armii Italii znajdowało się w jednych rękach; Armia Gallo-Batawska, będąc jedynie korpusem obserwacyjnym, nie mogącym oddalić się od Francji, musiała być niezależna i trzymać się ciągle za lewym skrzydłem armii głównej, by dać generałowi Moreau możliwość skoncentrowania wszystkich jego dywizji i zgromadzenie wystarczających sił, by móc operować bez względu na sukcesy lub porażki korpusu obserwacyjnego.

2.Armia Rezerwowa zagrażała równocześnie Tyrolowi i Trentino. Koncentrowała na sobie całą uwagę generałów Hillera i Davidovitscha i umożliwiała generałowi Moreau przysunięcie do siebie jego prawego, a generałowi Brune jego lewego skrzydła. Ważnym było, by pozostała niezależna; już chociażby z tego powodu, by tworzyć połączenie pomiędzy Armiami Renu i Italii, a równocześnie zarażać lewemu skrzydłu arcyksięcia i prawemu marszałka Bellegarde.

Te obydwa korpusy obserwacyjne, które liczyły w sumie tylko 35 000 ludzi, zaprzątały uwagę  70 000 ludzi tworzących Armię Moguncji i korpusów generałów Simbchen, Klenau, Reuss i Davidovitscha, podczas gdy obie francuskie armie główne, które wkroczyć miały do państw cesarstwa, miały możliwość prowadzenia operacji skoncentrowanymi siłami. 
 

Augereau.

Generał Augereau wypełnił powierzone mu zadanie. Jego instrukcje nakazywały powściągliwość, by nie narażać się na atak armii arcyksięcia. Potyczka pod zamkiem Erbach (Burg Erbach), która odbyła się w ym samym dniu, czyli 3 grudnia, co bitwa pod Hohenlinden, przysparza mu zaszczyt; to samo dotyczy potyczek stoczonych później pod Norymbergą, gdzie walczył z przeważającymi siłami. Ale gdyby lepiej zrozumiał swoje zadanie, uniknąłby tych potyczek, co byłoby możliwe, gdyby nie przekroczył Regnitz. Bądź co bądź zmusił arcyksięcia do wydzielenia korpusu Klenaua dla wsparcia Armii Moguncji. 
 

Moreau.

Marsz generała Moreau w kierunku Innu był błędnie przeprowadzony; nie powinien był  zaatakować pozycji nieprzyjaciela w 6 punktach i na odcinku 60-65 kilometrów.

Nie wolno atakować  od czoła armii nieprzyjacielskiej oddzielonej rzeką, nad którą posiada ona kilka przyczółków; takie postępowanie prowadzi do rozproszenia własnej armii i naraża jej oddziały na odcięcie.

Do rzeki, którą  zamierza się przekroczyć, należy zbliżać się stopniowo, tak, aby nieprzyjaciel, by nie odsłonić własnej flanki, mógł zaatakować tylko jedną kolumnę, a mianowicie czołową,. W tym czasie lekkie oddziały muszą zająć brzegi, a po wybraniu miejsca na przeprawę, a mianowicie takiego, który daleko oddalony jest od oddziałów czołówki, należy szybko tam pomaszerować i zbudować most.

Ponieważ francuski dowódca za centrum swoich manewrów przyjął Monachium, zachowanie tej zasady było podczas przekraczaniu Innu bardzo ważne. Najkrótsza odległość od Monachium do Innu wynosi tylko 45 kilometrów; rzeka płynie skośnie do miasta i stopniowo oddala się od bawarskiej stolicy; budowa zatem mostu dalej w dół rzeki odsłania nieprzyjacielowi flankę. W wyniku tego generał Grenier musiał stoczyć 1 grudnia potyczkę z bardzo eksponowanej pozycji; przez 3 dni musiał walczyć przeciwko 3-krotnie silniejszemu przeciwnikowi.

Jeżeli francuski dowódca zamierzał zająć wzniesienia pod Ampfing, powinien był  to uczynić jedynie siłami całej armii; powinien był skoncentrować  3 dywizje Greniera, 3 dywizje rezerwy i kawalerię generała d'Hautpoul, z równoczesnym ustawieniem Lecourbe na prawym skrzydle. W takim porządku armia francuska nie musiałaby niczego się obawiać; pobiłaby arcyksięcia i wepchnęła w nurty Innu. Ustawienie przyjęte przez Moreau było niebezpieczne nawet dla armii, przewyższających liczebnie nieprzyjaciela. Marsz nad Inn powinien był nastąpić od strony Landshut.

Podczas gdy losy kampanii rozstrzygnięte zostały na polach pod Amfing i w lesie Hohenlinden, na polu bitwy nie było 3 dywizji generała Saint-Suzanne'a i 3 dywizji Lecourbe. Co to daje, posiadać oddziały, jeżeli nie potrafi się w ważnym momencie odpowiednio ich użyć? Armia francuska w tej kampanii liczyła 140 000 ludzi, arcyksięcia, osłabiona oddelegowaniem 2 korpusów przeciwko Armiom Gallo-Batawskiej i Gryzonii, jedynie 80 000. Mimo tego w bitwie pod Hohenlinden armia austriacka była liczebnie równa, a w potyczce pod Amfing miała 3-krotną przewagę.

Bitwa pod Hohenlinden miała miejsce w wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności; los całej kampanii został rozstrzygnięty bez jakiegokolwiek planu francuskiego dowódcy. Nieprzyjaciel miał więcej szans na zwycięstwo niż Francuzi; ich wyszkolenie na tyle jednak przewyższało przeciwnika, że Austriacy, nawet gdyby byli rozsądnie prowadzeni, nie potrafiliby ich pobić.

Mówiono, że Moreau rozkazał generałom Richepance i Decaen marsz w kierunku Mattenbett, by zaatakować nieprzyjaciela ze skrzydła. To nie odpowiada prawdzie: wszystkie posunięcia armii francuskiej w dniu 3 grudnia były defensywnej natury. Generałowi Moreau musiało zależeć na tym, by pozostać w tym dniu w defensywie, bo następnego dnia do pola bitwy dotrzeć miał generał Lecourbe, a 5 grudnia otrzymałby dalsze, znaczne wzmocnienie w postaci korpusu Saint-Suzanne'a. Manewry generałów Decaen i Richepance miały zapobiec wtargnięciu w dniu 3 grudnia nieprzyjaciela do lasu; było to czysto defensywne posunięcie.

Jeżeli manewr obu tych dywizji miał na celu zaatakowanie flanki nieprzyjaciela, to było to niezgodne z zasadami walki; te wymagają bowiem, by w przededniu bitwy nie odsyłać żadnych silnych oddziałów. Armia francuska posiadała w tym momencie jedynie 6 dywizji; ryzykiem było odsyłanie 2 z nich bezpośrednio przed bitwą. Możliwym było bowiem, że oddziały te nie napotkałyby wcale wroga, który być może zająłby Hohenlinden przed ich dotarciem do Mattenbett. W tym przypadku dywizje Richepance'a i Decaena, pozostawione same sobie, nie mogłyby udzielić pozostałym 4 dywizjom żadnej pomocy; te ostatnie zostałyby odrzucone za Isar, co oznaczałoby utratę obu detaszowanych dywizji.

Gdyby arcyksiążę  rozkazał wymaszerowanie jedynie kolumnie swojego prawego skrzydła i wkroczyłby do lasu dopiero wtedy, gdy generał Latour związany był już walką z dywizją generała Greniera, napotkałby w Hohenlinden jedynie dywizję generała Grouchy. Opanowałby las, ze swoim centrum odciąłby francuskie siły główne, obszedł prawe skrzydło generała Greniera i wepchnął go do rzeki Isar. Dywizje Richepance'a i Decaena, stojące samotnie w trudnym terenie, pełnym lodu i błota, zostałyby zepchnięte w kierunku Innu; armię francuską spotkałaby wielka katastrofa. Kto nie przewiduje takich możliwości, jest złym graczem; Moreau był zwykle zbyt ostrożny, by podjąć takie ryzyko.

Manerw generałów Richepance i Decaen powinien był odbyć się nocą; ale obie dywizje powinny były maszerować razem. Zamiast tego maszerowały bezdrożami, rozdzielone i oddalone od siebie; błądziły one przez całą noc. Gdy Richepance 3 grudnia rano o godzinie 7 rano na czele pierwszej brygady dotarł pod St.Christoph, był odcięty od swojej drugiej brygady; miejscowość zajęta była przez nieprzyjaciela. Czy generał miał kontynuować swój marsz, czy zawrócić, by przyjść z pomocą swojej drugiej brygadzie? Odpowiedź na to pytanie nie powinno budzić wątpliwości: powinien był zawrócić. Oswobodziłby swoją drugą brygadę, połączył z generałem Decaen i mógłby natychmiast pomaszerować naprzód na czele dużych sił; musiał być przygotowanym na to, że w Mattenbett napotka przeważającą jego siły kolumnę arcyksięcia. Na co mógł liczyć? Zostałby zaatakowany od czoła i z tyłu, mając po swojej prawej stronie Inn. W jego sytuacji, zgodnie z zasadami sztuki wojennej, powinien był maszerować nie tylko wraz ze swoją drugą brygadą, lecz również z dywizją Decaena. 20 000 ludzi zawsze ma możliwość wpłynięcia na los; w najgorszym wypadku mają oni, szczególnie w grudniu, zawsze tyle czasu, by odczekać noc i przystąpić następnie do odwrotu. Generał Richepance popełnił zatem nieostrożność; jednak poszczęściło mu się i to właśnie w pierwszej linii jemu Francuzi zawdzięczają swój sukces; w rzeczywistości sukces obu stron wisiał na włosku; starcie kilku batalionów zdecydowało o losie dwóch dużych armii. 
 

Arcyksiążę Jan.

Arcyksiążę zrobił  błąd, przechodząc do ofensywy i przekraczając Inn. Jego armia była za bardzo zdemoralizowana; miał zbyt wielu rekrutów; przed nim stała zbyt liczna armia, a operacje prowadzone były w takiej porze roku, kiedy pozostający w defensywie ma całą przewagą po swojej stronie.

Potyczkę w dniu 1 grudnia dobrze poprowadził, ale ze zbyt słabym naciskiem; przez cały dzień jego oddziały maszerowały, by przybyć na pozycje. Takie manewry wymagają sporo czasu, a grudniowe dni są bardzo krótkie; odbieranie parady było niewskazane. Powinien był zaatakować szturmem równocześnie oboma skrzydłami i centrum. Gdyby w ten sposób uzyskał przewagę, zachwiałby dywizjami Ney'a i Hardy i doprowadził do ich rozbicia. Następnego dnia powinien był siąść na karku Francuzom i intensywnymi marszami pędzić ich przed sobą; zrobił błąd, odpoczywając, dzięki czemu Moreau miał czas na uporządkowanie i skoncentrowanie swoich sił. Manewr arcyksięcia całkowicie zaskoczyłby Francuzów; byli oni rozproszeni; nie wolno mu było zostawić im czasu na złapanie oddechu i opamiętanie się. Ale gdyby arcyksięciu nie powiodło się, zostałby przez armię francuską odrzucony za Inn i po przekroczeniu przez nią rzeki, całkowicie przez nią rozbity.

Jego zarządzenia przygotowawcze przed bitwą pod Hohenlinden są zrozumiałe; ale przy ich wykonywaniu popełnił błąd. Rodzaj zarządzonych przez niego manewrów wymagał, by jego armia maszerowała postopniowana, z wysuniętym prawym skrzydłem; zanim centrum weszło do lasu, prawe skrzydło, dowodzone przez generała Latour i lekka kawaleria generała Kienmayera powinny były połączonymi siłami związać walką korpus generała Greniera. W trakcie tego manewru arcyksiążę powinien był stać z centrum w szyku bojowym na wysokości Mattenbett i dla wsparcia generała Latoura przeczesywać las jedną dywizją. Ponieważ 3 dywizje Greniera, dowodzone przez Legranda, Bastoula i Ney'a były zajęte, arcyksiążę w Hohenlinden napotkałby jedynie dywizję Grouchy, która nie utrzymałaby się dłużej niż przez ˝ godziny. Zamiast tego arcyksiążę pomaszerował naprzód na czele centrum, nie zważając na swoje oba skrzydła, które na pokrytym śniegiem i lodem terenie nie mogły dotrzymać mu kroku. W ten sposób przystąpił osamotniony do walki, na dodatek w lesie, gdzie przewaga liczebna ma niewielkie znaczenie. Mimo wszystko odrzucił i zmieszał dywizję generała Grouchy; ale generał Latour był o 2 godziny marszu za nim. Ney, który nie miał nikogo przed sobą, pospieszył na pomoc Grouchy i gdy kilka godzin później oba skrzydła austriackie zrównały się z centrum, było już za późno. Używanie bez powodu do walki więcej oddziałów niż dopuszcza ukształtowanie terenu na ich rozwinięcie, a przede wszystkim zezwolenie pociągom transportowym i artylerii na wkroczenie do wąwozu, którego koniec nie był przez niego opanowany zaprzeczało zwyczajom wojennym. Przeszkadzały one podczas odwrotu i dlatego przegrał. Powinien był zająć pod wioską Mattenbett odpowiednio osłoniętą pozycję i tam czekać, aż opanowany zostanie przeciwległy skraj lasu.

Ten błąd w wykonaniu świadczy o złej organizacji armii arcyksięcia. Ale postanowienie wydania bitwy było dobrym posunięciem; udałoby się ono w dniu 2 grudnia, a także w dniu następnym, gdyby nie popełniono błędów w wykonaniu. Twierdzono, że marsz armii francuskiej w kierunku Ampfing i jej odwrót w kierunku Hohenlinden był podstępem wojennym. Stwierdzenie to nie zasługuje nawet na żadne poważne zaprzeczenie. Gdyby generał Moreau ten marsz planował, zatrzymałby przy sobie 6 dywizji generałów Lacourbe i Saint-Suzanne, a dywizje Richepance'a i Decaena trzymałby w jednym obozie. Nie ma wątpliwości, że bitwa pod Hohenlinden przyniosła zasłużoną sławę generałowi Moreau, podwładnym mu generałom, oficerom i francuskim oddziałom. Jest jedną z najważniejszych bitew wojny, ale odniesiony w niej sukces nie należy przypisywać żadnemu zręcznemu manewrowi, żadnemu udanemu planowi i żadnemu geniuszowi militarnemu. 
 

Uwaga końcowa.

Generał Lecourbe, którego korpus tworzył prawe skrzydło, nie wziął udziału w bitwie; powinien był on zbudować most na Innie, by najpóźniej 5 grudnia przekroczyć rzekę. Cała armia powinna była w przeciągu 6 grudnia znaleźć się na prawym brzegu; zebrała się tam dopiero 12 grudnia. Kwatera główna, która 12 grudnia powinna była znajdować się w Steyr, dotarła tam dopiero 22. Ta strata przynajmniej 7 dni umożliwiła arcyksięciu zajęcie pozycji za Alz i Salzach, utworzenie sprawnej ariergardy i obronę każdej piędzi ziemi aż do Enns. Bez tej niewybaczalnej zwłoki Moreau uniknąłby kilka potyczek, zdobyłby ogromną ilość bagaży, wziąłby do niewoli wielu maruderów i odciąłby kilka dywizji, które nie połączyły się jeszcze z siłami głównymi. W dniu po bitwie pod Hohenlinden był dużo bliżej Salzburga niż arcyksiążę, który wycofał się w kierunku Uterinn. Gdyby Moreau pomaszerował zdecydowanie i we właściwym kierunku, zepchnąłby arcyksięcia w kierunku Dunaju i dotarłby do Wiednia wcześniej niż niedobitki armii austriackiej.

Przyczyną niewielkiej porażki odniesionej przez Lecourbe pod Salzburgiem oraz tego, że nieprzyjaciel był w stanie stawić opór na nizinie pod Vöklabruck, była mała ilość kawalerii we francuskiej awangardzie. A przecież akurat przy tej okazji trzeba było wysunąć rezerwę generała d'Hautpoul na czoło, a nie trzymać ją z tyłu. Zadaniem kawalerii jest umocnienie zwycięstwa i uniemożliwienie przeciwnikowi ponownego zebrania się. 
 

X.

Armia Gryzonii wzbudziła zainteresowanie wiedeńskiego gabinetu, głównie z powodu jej pierwotnej nazwy Armii Rezerwowej. Melas i jego sztab generalny czynili wymówki dworskiej radzie wojennej, że dała się zmylić co do składu i kierunku marszu 1.Armii Rezerwowej; ta bowiem odcięła drogę odwrotu armii austriackiej i wyrwała Austrii pod Marengo całe Włochy. Zajmowano się więc skrupulatnie rozpoznaniem sił tej drugiej Armii Rezerwowej i rozpoznaniem kierunku jej marszu. Siłę pierwszej nie doceniono, drugiej przeceniono. Rząd francuski użył wszelkich środków, by wprowadzić w błąd austriackich agentów. Głównodowodzącym tej armii mianowano generała Macdonalda, który zdobył rozgłos kampanią w królestwie Neapolu i bitwą nad Trebbią. Armia składała się z kilku dywizji i dlatego łatwo sprawiała wrażenie, że liczy

40 000 ludzi, podczas gdy w rzeczywistości liczyła jedynie 15 000. Posłano do niej paryski Korpus Ochotniczy, którego wystawienie obudziło uwagę próżniaczych młodych ludzi z dobrych rodzin. Z punktu widzenai operacji militarnych armia ta była zbyteczna; oddałaby usługi, gdyby utworzono ją z jednej jedynej dywizji i oddano pod dowództwo Moreau albo Brune'a. Ale Austriacy mieli jeszcze tak mocno w pamięci 1.Armię Rezerwową, że wierzyli, że ta druga przeznaczona jest do podobnych manewrów jak pierwsza i uderzy na ich tyły we Włoszech lub w Niemczech. Ze strachu, który mieli przed tą armią, postawili znaczne korpusy na przełęczach Tyrolu i Walteliny, by zapobiec jej wmaszerowaniu do Włoch albo Niemiec. Tym samym 2.Armia Rezerwowa oddała duże przysługi, wiążąc listopadzie i grudniu 40 000 żołnierzy nieprzyjaciela. Można zatem powiedzieć, że armia ta przyczyniła się do sukcesów armii francuskich w Niemczech bardziej dzięki swojej nazwie niż swojej rzeczywistej sile.

Po ostatecznym rozstrzygnięciu bitwą pod Hohenlinden kampanii w Niemczech, Armia Gryzonii otrzymała rozkaz współdziałania we Włoszech, wkroczenia do Walteliny i udania się traktem z Bolzano do serca Tyrolu. Generał Macdonald prowadził tę operację powoli i mało zdecydowanie, być może z zazdrości żywionej do nielubianego przez niego generała Brune, dowodzącego znakomitą Armią Italii, a być może dlatego, że ekspedycja tego rodzaju nie odpowiadała jego charakterowi. Manewr taki, przeprowadzony przez Massenę, Lecourbe czy Ney'a przyniósłby lepsze efekty. Bez wątpienia, przejście przez przełęcz Splügen nastręczała pewne trudności; ale zima nie jest w żadnym wypadku najniekorzystniejszą porą roku na przejście przez wysokie góry. Śnieg jest ubity, pogoda stała i nie trzeba obawiać się lawin, które w Alpach są jedynym rzeczywistym niebezpieczeństwem. W grudniu w wysokich górach dni mogą być bardzo pogodne, z suchym mrozem i czystym, przejrzystym powietrzem.

Armia Gryzonii dopiero 6 grudnia przekroczyła Splügen i dotarła do Chiavenny. Zamiast jednak pomaszerować przez Górny Engadin w kierunku Bolzano, zajęła pozycje za lewym skrzydłem Armii Italii. Nie przyniosło to żadnych efektów i nie przyczyniło się do sukcesu kampanii; wysłany do Górnego Engadinu korpus generała Baraguey d'Hilliers był zbyt słaby. Został zatrzymany przez nieprzyjaciela i dotarł do Bolzano dopiero 9 stycznia, czyli w 14 dni po potyczkach stoczonych przez Armię Italii nad Mincio i w 6 dni po przekroczeniu przez tą armię Adygi. Generał Macdonald dotarł 7 stycznia do Trydentu (Trient), gdy już lewe skrzydło Armii Italii, maszerujące z Rovereto pod dowództwem generałów Moncey i Rochambeau, wyparło nieprzyjaciela z miasta. Zawarte przez Armię Italii 16 stycznia 1801 roku w Treviso zawieszenie broni obejmowało również Armię Gryzonii; zajęła ona pozycje w Trentino; jej kwaterą główną pozostał Trydent. 
 

W przeciągu listopada 1800 roku generał Brune, dowodzący francuską Armią Italii, wypowiedział marszałkowi Bellegarde zawieszenie broni i 22 listopada rozpoczęły się działania wojenne. Front armii francuskiej przebiegał wzdłuż brzegu Chiese aż do jej ujścia do Oglio, następnie brzegiem tej rzeki aż do jej ujścia do Padu. Armia francuska była znakomita i liczna; składała się ze starej Armii Italii i połączonej z nią Armii Rezerwowej. Przez 5 miesięcy odpoczywała ona na żyznych nizinach Lombardii; została znacznie wzmocniona, częściowo rekrutami z Francji, częściowo oddziałami włoskimi. Lewym skrzydłem dowodził generał Moncey, centrum - Suchet, a Dupont lewym, Delmas awangardą, Michaud rezerwą, Davout kawalerią, a Marmont artylerią, posiadającą 200 zaprzężonych i bogato zaopatrzonych w amunicję armat. Ponieważ każdy korpus składał się z 2 dywizji, armia liczyła w całości 10 dywizji piechoty i 2 kawalerii. Jedna z brygad awangardy, która otrzymyła nazwę "Rezerwa kwatery głównej" detaszowana była do kwatery głównej, dlatego awangarda składała się tylko z 3 brygad.

W Toskanii dowodził  generał Miollis, w Piemoncie generał Soult; każdy z nich miał około 6 000 ludzi, głównie Włochów. W Ligurii dowództwo sprawował generał Dulauloy, a w Republice Cisalpińskiej generał Lapoype. Głównodowodzący generał Brune miał pod swoimi rozkazami prawie 100 000 ludzi; z tego na polu bitwy potrafił zgromadzić więcej niż

80 000. Armią Gryzonii dowodził generał Macdonald, zaprzątający uwagę kilku korpusów austriackich w Engadinie i Waltelinie. Może być ona więc traktowana jako część Armii Italii, której liczebność tym samym wzrastała o 15 000 ludzi; podczas operacji nad Mincio i Adygą do dyspozycji stało więc prawie 100 000 ludzi.

Gdy 22 listopada rozpoczęły się działania wojenne, generał Brune pozostał w defensywie; czekał na swoje prawe skrzydło, które stało jeszcze pod rozkazami generała Duponta w Toskanii. 24 listopada Brune przeszedł pod Sacca Pad i zajął pozycje za Oglio; jego awangarda stała w Marcaria. Nieprzyjaciel również zachowywał się defensywnie. Mimo, że Brune nieprzerwanie otrzymywał rozkazy do energicznego działania, zwlekał z przejściem do ataku.

Marszałek Bellegarde, dowodzący armią austriacką, nie był dowódcą, którego należało się obawiać. Miał polecenie bronić linii Mincio. Dworowi austriackiemu zależało na utrzymaniu tej rzeki w swoim posiadaniu, częściowo z powodu połączenia z Mantuą, częściowo, by w przypadku podpisania pokoju, utrzymać na niej granicę. Armia austriacka liczyła 60-70 000 ludzi; lewe skrzydło opierało się na Padzie, miało oparcie w Mantui  i było osłaniane przez jezioro, po którym pływały kanonierki. Prawe skrzydło opierało się o Peschierę i jezioro Garda, którego posiadanie zabezpieczała liczna flotylla. Osobny korpus stacjonował w Tyrolu; zajmował pozycje w Voralbergu i naprzeciw przełęczy Engadinu i Walteliny. Rzeka Mincio, która pomiędzy Peschierą i Mantuą ma długość około 30 kilometrów, w czasie suszy może być przekroczona w bród w wielu miejscach. Wówczas jednak nie było to nigdzie możliwe; poza tym austriacki dowódca zatamował wszystkie odpływy rzeki. A jednak była to tylko słaba linia obronna; szeroka na 40 metrów, raz jeden brzeg rzeki, raz drugi był wyższy od przeciwległego. Bellegarde obsadził silnymi oddziałami panujące nad prawym brzegiem wzniesienia pod Valeggio, a ruiny starego zamku kazał umocnić do czegoś w rodzaju szańca. Umocniono Borghetto, które stanowiło przyczółek osłaniany przez pozycję pod Valeggio. Mury obronne małego miasta Goito zostały odbudowane i uzupełnione innymi umocnieniami oraz rowami wodnymi. Ponadto Bellegarde kazał przygotować na wzniesieniach pod Salionzo 4 opalisadowane szańce. Po zabezpieczeniu najważniejszych punktów na lewym brzegu, Bellegarde rozszerzył swoje umocnienia na prawy brzeg. Kazał zająć wzgórza pod Voltą, miejsce, które dzięki swoim szańcom panuje nad całą okolicą; są one jednak oddalone 4,5 kilometrów od Mincio i 7 kilometrów od Goito i Valeggio. Austriacki generał miał więc na obszarze 24 kilometrów 5 silnie umocnionych punktów: Peschierę, Salionzo, Valeggio, Volta i Goito. 
 

18 grudnia armia francuska przeszła Chiese; kwatera główna udała się do Carpenedolo; 19. i 20. cała armia maszerowała w 4 kolumnach w kierunku Mincio; prawe skrzydło pod rozkazami Duponta maszerowało w kierunku południowego krańca jeziora pod Mantuą, centrum pod Suchetem na Voltę, awangarda, która równocześnie miała blokować Peschierę, w kierunku Ponti; rezerwa i lewe skrzydło skierowały się na Mozambano. Dupont na czele dywizji skrajnego prawego skrzydła wyparł garnizon Mantui za jezioro. Jego druga dywizja (Watrin) odepchnęła nieprzyjaciela w kierunku Goito. Suchet maszerował ostrożnie w kierunku Volty. Oczekiwał, że armia austriacka podejmie próbę wsparcia swojej awangardy. Ale nieprzyjaciel nigdzie nie stawiał oporu; najwyraźniej obawiał się odcięcia od Mincio; nawet na panujących nad Mincio pięknych wzgórzach pod Monzambano, Francuzi nie napotkali oporu. Zajęli oni pozycje na prawym brzegu Mincio, z wyjątkiem Goito i przyczółku Borghetto. Gdy nieprzyjaciel spostrzegł, że ma do czynienia z całą armią francuską, zaczął się obawiać, że może dojść do rozstrzygającej bitwy i wycofał się na lewy brzeg Mincio, utrzymując na prawym skrzydle jedynie wspomniane pozycje pod Goito i Borghetto. Austriacy stracili na całej linii 500 albo 600 ludzi, którzy zostali wzięci do niewoli. Kwaterę francuską przeniesiono do Monzambano.

Tego samego dnia dowódca francuski kazał wybudować mosty na Mincio, przejść rzekę  i ścigać nieprzyjaciela; taka wąska rzeka jest niewielką  przeszkodą, jeżeli jest się w posiadaniu jednej pozycji, która panuje nad przeciwległym brzegiem, mogąca go zasypać ogniem armatnim. Koło Monzambano i Molino della Volta artyleria może ostrzelać z dużej odległości drugi brzeg, uniemożliwiając nieprzyjacielowi ustawienie swoich baterii w dogodnym punkcie. W takich warunkach przejście rzeki jest drobnostką; nieprzyjaciel nie może nawet widzieć Mincio, które niby rów obronny chroni baterie przed wszelkimi atakami.

Podczas oblężenia i walk w polu armaty spełniają główną rolę; dokonał  się całkowity przewrót w sposobie prowadzenia walki. Z powodu skutków, jakie powoduje ogień armatni, zrezygnowano z wysokich murowanych wałów, które musiano obsypywać grubą warstwą ziemi. Zrezygnowano również ze zwyczaju, zakładania codziennie otoczonego szańcem obozu, by schronić się za wbitymi w ziemię palami.

Gdy opanuje się  górującą nad przeciwległym brzegiem pozycję, wystarczająco dużą, by ustawić tam dużą liczbę armat, zyskuje się  wiele możliwości przekroczenia rzeki. Jeżeli jednak rzeka jest szeroka na 400-600 metrów, jest to niewielki zysk, ponieważ armatnie strzały nie docierają do drugiego brzegu, a oddziały broniące przeprawy mają możliwość okopania się i odpierania w ten sposób prób przeprawy. Jeżeli grenadierzy, którzy muszą przejść przez rzekę, by osłaniać budowę mostu, rzeczywiście ją pokonają, będą zmieceni kartaczami nieprzyjacielskich dział; o ile nieprzyjaciel ustawi swoje armaty 400 metrów od mostu, jest on w stanie utrzymać morderczy ogień, samemu będąc oddalonym od nieprzyjacielskich baterii o 800-1000 metrów, mając tym samym po swojej stronie wszystkie korzyści, jakie daje artyleria. Przejście rzeki jest w takim przypadku jedynie możliwe, gdy uda się nieprzyjaciela całkowicie zaskoczyć albo gdy w środku rzeki znajduje się wyspa lub rzeka wykonuje ostry zakręt, gdzie można ustawić baterie, które mogą prowadzić ogień krzyżowy. Taka wyspa lub zakole tworzą naturalny przyczółek, dzięki któremu artyleria strony atakującej ma zapewnioną przewagę.

Jeżeli rzeka jest węższa niż 400 metrów, oddziały przerzucone na drugi brzeg, osłaniane przez ustawioną w korzystnych punktach artylerię, mają przewagę po swojej stronie i mogą nieprzyjacielowi uniemożliwić wybudowanie mostu. W takim przypadku najwybitniejsi dowódcy, którzy potrafią przewidzieć plany nieprzyjaciela, by uniemożliwić przejście przez most, zadawalają się ustawieniem swojej armii w półkolu poza zasięgiem ognia ustawionych na przeciwległym brzegu armat nieprzyjaciela. Taki manewr wykonał Vendome, by uniemożliwić księciu Eugeniuszowi wykorzystanie mostu pod Cassano (16 sierpnia 1705 roku książę Louis Joseph de Vendome, dowódca armii francuskiej na włoskim teatrze wojny podczas hiszpańskiej wojny sukcesyjnej odniósł zwycięstwo pod Cassano i zmusił księcia Eugeniusza Sabaudzkiego do wycofania się - przyp. tłum.).

Dowódca francuski zdecydował się na przekroczenie w dniu 24 grudnia Mincio i wybrał do tego celu oddalone od siebie o 9 kilometrów Mozambano i Molino della Volta. Ponieważ Mincio nie wchodziło w rachubę, należy przy ocenie obu tych punktów wziąć pod uwagę jedynie ogólny plan bitwy. Czy należało dzielić siły pomiędzy Mozambano i Molina? Nieprzyjaciel zajmował pozycje na wzniesieniach pod Valeggio i przyczółek mostowy pod Borghetto. Mogłyby one stanowić zagrożenie dla oddziałów, które przekroczyły rzekę w tych dwóch miejscach. Nieprzyjaciel mógłby uczynić wypad przez Borghetto i uczynić spore zamieszanie w jednej z kolumn. Zgodnie z zasadami sztuki wojennej należało zatem przekroczyć rzekę w jednym punkcie, by mieć zawsze do dyspozycji wszystkie oddziały. Który zatem z wymienionych punktów należało wybrać?

Na korzyść Monzambano przemawiał fakt, że leżało bliżej Werony; ta pozycja była o wiele lepsza. Armia, która przekroczyłaby rzekę koło Monzambano, a mianowicie w 3 punktach, oddalonych od siebie o 400-600 metrów, nie musiałaby obawiać się o możliwość odwrotu, gdyż oba jej skrzydła nieustannie opierałyby się o Mincio, które byłyby chronione przez ustawione na prawym brzegu baterie. Bellegarde w pełni to rozumiał i dlatego umocnił zarówno Valeggio, jak i Salionzo silnymi szańcami. Te oba punkty, leżące na zakolu Mincio, tworzyły wraz z miejscem planowanego przejścia trójkąt równoboczny o bokach długości 6 kilometrów. Linię, łączącą oba te umocnione punkty, zajmowała armia austriacka, która swoje lewe skrzydło opierała o Valeggio, a prawe o Salionzo. Nie można jej było obejść, ale jej front rozciągnięty był na odcinku prawie 6 kilometrów. Brune mógł mieć tylko nadzieję, że uda mu się przebić jej centrum; tego typu operacja jest często trudna, wymaga dużo wysiłku i może zostać przeprowadzona jedynie po skoncentrowaniu w jednym punkcie dużej ilości oddziałów.

Przejście koło Molino della Volta było mniej korzystne. Skorzystanie z niego utrudniłoby odwrót, gdyż prawy brzeg kontrolowany był z Pozzolo. Ale w tym miejscu nieprzyjaciel nie mógłby oprzeć swoich skrzydeł o umocnienia.

Gdyby francuski dowódca zdecydował się na przekroczenie rzeki pod Monzambano, znalazłby po swojej prawej stronie mocno umocnione wzniesienia Valeggio, a po lewej równie silnie umocnione Salionzo. Armia francuska znalazłaby się więc w ogniu krzyżowym nieprzyjacielskich oddziałów i miałaby przed sobą całą armię austriacką, której skrzydła oparte byłyby o dwa silnie umocnione punkty. Z innej strony, korpus, który przeszedłby rzekę pod Molino, miałby w odległości 7 kilometrów od swojego prawego skrzydła umocnione miasteczko Goito, a w odległości 4,5 kilometrów od lewego skrzydła Borghetto i Valeggio.

Mimo tego postanowiono, że prawe skrzydło przejdzie MIncio pod Molino della Volta, a cała reszta armii pod Monzambano.

Generał Dupont dotarł o świcie do Molino, wybudował kilka mostów i przeprowadził  swoją dywizję przez rzekę. Swoim prawym skrzydłem zajął wioskę Pozzolo; jego lewe skrzydło opierało się o Mincio i zajmowało pozycje naprzeciw Molino; był on osłaniany ogniem artylerii, ustawionej na górujących nad całą niziną wzgórzach na prawym brzegu. Grobla wzmacniała jeszcze siłę lewego skrzydła. W momencie przekraczania rzeki siły nieprzyjaciela były nieliczne. Około godziny 10 generał Dupont otrzymał wiadomość, że przekroczenie rzeki przez generała Brune pod Monzambano zostało przesunięte na dzień następny. W tej sytuacji powinien był natychmiast swoje główne siły wycofać na prawy brzeg i pozostawić na lewym jedynie kilka batalionów, dla utworzenia tam, pod osłoną swoich baterii, przyczółka. Nawiasem mówiąc, pozycja ta uniemożliwiała zbliżenie się nieprzyjaciela do mostu. To posunięcie byłoby doskonałym manewrem pozorowanym: odwróciłoby uwagę nieprzyjaciela. O świcie możliwe byłoby przełamanie linii Valeggio-Salionzo, zanim zgromadziłaby się tam cała armia przeciwnika. Ale generał Dupont pozostał na swojej pozycji na lewym brzegu. Bellegarde wykorzystał korzyści swojego umocnionego obozu pod Valeggio i Salionzo i pomaszerował na czele rezerwy przeciwko francuskiemu prawemu skrzydłu. Rozpoczęła się zacięta walka; na pomoc generałowi Dupont podążyli Suchet i Davout i rozpoczęła się krwawa, prowadzona przez obie strony z dużą zaciętością potyczka pomiędzy 20-25 000 Francuzów i 40-45 000 Austriaków, podczas gdy na całym polu bitwy stało 80 000 Francuzów mających przed sobą

60 000 Austriaków. Najzagorzalej walczono koło wioski Pozzolo; lewe skrzydło, wspierane ogniem artylerii z prawego brzegu i osłaniane groblą było trudne do zaatakowania. Pozzolo kilkakrotnie zajmowane było przez obie strony i znowu tracone; w końcu zostali tam Francuzi. Ale drogo za to zapłacili; stracili najlepsze oddziały wszystkich 3 dywizji i mieli straty przynajmniej tak wysokie, jak nieprzyjaciel.

Francuskie męstwo zostało mocno nadużyte, a krew tych bohaterów służyła tylko do naprawienia błędów głównodowodzącego i podyktowanej wygórowaną ambicją nieostrożności podwładnych mu generałów. Brune, którego kwatera główna oddalona była o 9 kilometrów od pola bitwy, pozwolił, by jego prawe skrzydło, o którym wiedział, że przekroczyło rzekę, walczyło samotnie, nie podejmując nawet najmniejszych kroków, by wesprzeć jego działania. Takei zachowanie nie wymaga żadnego komentarza.

Nie można sobie wytłumaczyć, dlaczego Brune, który wiedział przecież, że jego prawe skrzydło zmaga się z nieprzyjacielem, nie pospieszył mu na pomoc i nie posłał tam pontonów, by zbudować jeszcze jeden most. Ponieważ postanowił przekroczyć rzekę w dwóch miejscach, dlaczego przynajmniej nie wykorzystał ruchu armii austriackiej, nie zajął Salionzo i Valeggio i zaatakował wroga od tyłu? Suchet i Davout przybyli generałowi Dupont na pomoc z własnej inicjatywy, skłonieni do tego rozwojem wydarzeń.

25 grudnia generał  Marmont ustawił swoje baterie rezerwowe na wzniesieniach pod Monzambano, by osłaniać budowę mostu; to było całkowicie zbyteczne. Nieprzyjaciel oczywiście wystrzegał się bronienia przeprawy przez szeroką na 40 metrów rzeki, nad którą górowała artyleria, w stosunki do której jego własna, obojętnie jak liczna, nie utrzymałaby się dłużej niż przez kwadrans. Po przekroczeniu rzeki, Delmas na czele awangardy pomaszerował przeciwko Valeggio; wspierał go Moncey z dywizjami Boudet i Michaud oraz rezerwa. Suchet z rezerwą pozostał w Borghetto, Dupont z prawym skrzydłem w Pozzolo. Oddziały cierpiały od krzyżowego ognia z Valeggio i Salionzo; ale austriacki dowódca, gdy zorientował się, że przekroczenie rzeki stało się faktem, zdecydował się na odwrót. Po sromotnej porażce poniesionej mimo ogromnej przewagi jego sił w dniu poprzednim, próbował osiągnąć Adygę. Na szańcach w Salionzo i Valeggio pozostawił jedynie załogi, by zabezpieczyć odwrót i zabrać rannych. Brune pozostawił mu na to wystarczająco dużo czasu. W przeciągu całego 25 grudnia nie posunął się dalej niż do Salionzo i Valeggio, to znaczy: nie zrobił nawet 6 kilometrów. Następnego dnia szańce w Salionzo zostały okrążone; jego załoga, 1 200 ludzi, poddała się wraz ze wszystkimi swoimi armatami. Należy przyjąć, że wskutek błędu austriackiego sztabu głównego nie otrzymali oni rozkazu wycofania się do Peschiery. Trudno usprawiedliwić zachowanie ich dowódcy.

Francuzi przeprowadzili zbędny i bezskuteczny atak na Borghetto; dzielna 72.półbrygada, która otrzymała to zadanie, straciła podczas tego ataku kwiat swoich żołnierzy. Wystarczyłoby tę pozycję obłożyć ogniem armat i obrzucić granatami; do Borghetto nie można było bowiem wtargnąć, nie mając w swoich rękach Valeggio; ale po jego opanowaniu, wszystko, co znajduje się w Borghetto, wpada w ręce zwycięzcy. Rzeczywiście, wkrótce po ataku 72.półbrygady załoga Borghetto złożyła broń. Poświęcono bezsensownie życie 400 albo 500 ludzi z tego dzielnego regimentu. 
 

XI.

Następnego dnia armia pomaszerowała naprzód, lewe skrzydło w kierunku Castelnovo, prawe pomiędzy Legnago i Weronę. Wysłano też oddział, by zablokował Mantuę, a 2 regimenty ustawiono na brzegu jeziora Garda, by przerwać połączenie rzeką Mincio pomiędzy Peschierą, którą oblegać miał generał Dąbrowski, i Mantuą.

Armia francuska przekroczyła Adygę 1 stycznia, czyli w 6 dni po przejściu Mincio; energiczny generał dokonałby tego następnego dnia. Manewr ten przeprowadzono pod Bussolengo, nie napotykając żadnego oporu. O tej porze roku tereny nad dolną Adygą są prawie nie do przebycia. Następnego dnia nieprzyjaciel opuścił Weronę, pozostawiając jedynie załogę cytadeli. Dywizja Rochambeau pomaszerowała z Ladrone przez Rivę, Torbole i Mori nad Adygę. Ten ruch zmusił Austriaków do opuszczenia Corony. 6 stycznia zostali oni przepędzeni ze wzgórz pod Caldiero; Francuzi wkroczyli do Vicenzy. Korpus Monceya stał w Rovereto. 11 stycznia armia francuska przeszła pod Fontaniva przez Brentę.

 

W trakcie tego manewru do Włoch wkroczył Korpus Obserwacyjny Południa; 13 stycznia dotarł on do Mediolanu. Macdonald na czele Armii Gryzonii wkroczył  7 stycznia do Trydentu, pomaszerował śladem Austriaków aż do doliny Brenty i 9 stycznia nawiązał przez Rovereto kontakt z Armią Italii. W przeciwieństwie do Francuzów armia austriacka była coraz słabsza. Już na początku kampanii była ona o 1/3 słabsza od francuskiej; od tego czasu poniosła wielkie straty. Potyczka pod Pozzolo kosztowała ją wiele zabitych i rannych, ponadto 5-6 000 dostało się do niewoli. Załogi pozostawione w Mantui, Peschierze, Weronie, Ferrarze i Porto Legnago dodatkowo ją osłabiły. W wyniku wszystkich tych strat nie była ona w stanie w otwartym polu stawić czoła armii francuskiej. Po przekroczeniu Adygi armia austriacka była zmuszona wysłać część swoich oddziałów do obrony przełęczy tyrolskich; te oddziały zetknęły się z Armią Gryzonii, która w międzyczasie wkroczyła na teatr wojny. W Bolzano stał generał Baraguey d'Hilliers. Do wszystkich tych zniechęcających okoliczności doszła jeszcze wiadomość o dotarciu Armii Renu do bram Wiednia. Jednym słowem, armia austriacka musiała być bardzo słaba i bardzo zniechęcona, bo nie broniła nawet wzgórz pod Caldiero i zostawiała armii francuskiej wszędzie tam, gdzie można było się bronić, wolną drogę. Gdy Francuzi dotarli do Brenty, Bellegarde ponowił prośbę o zawieszenie broni.

Prowadzenie rokowań  głównodowodzący zlecił generałowi Marmont i pułkownikowi Sebastiani. Pierwszy Konsul wydał oficjalny rozkaz zakazujący podpisanie zawieszenia broni przed osiągnięciem Isonzo, pragnąc całkowitego odcięcia Austriaków od Wenecji; byliby oni zmuszeni do pozostawienia silnego garnizonu w tym mieście, którego ludność nie była przyjaźnie nastawiona do Austriaków. Fakt ten mógłby przysporzyć armii francuskiej nowych korzyści. Ale przede wszystkim Pierwszy Konsul zabronił podpisania traktatu, przed opanowaniem Mantui. Ale francuski głównodowodzący wykazał podczas rokowań słabość charakteru i 16 stycznia podpisał zawieszenia broni.

Brune z własnej inicjatywy zrezygnował z wysunięcia żądania wydania Mantui; to było jedynie polityczny problem. Zadowolił się Peschierą, Porto Legnago, Ferrarą itd. Ich załogi nie dostały się nawet do niewoli; zabrały ze sobą swoją artylerię, połowę środków żywności i innych zapasów. Nawet flotylla z Peschiery została wydana, mimo, że prawnie należała do armii francuskiej.

Traktat z Treviso nosił  stempel słabości prowadzących rokowania. Rzuca się w oczy, że wszystkie warunki były na korzyść Austriaków. Dzięki sukcesom odniesionym przez armię francuską, w obliczu jej przewagi liczebnej i męstwa, Peschiera, Ferrara itd. były już praktycznie zdobyte; pokonanemu wrogowi podarowano oddziały w sile 5-6 000 ludzi, artylerię, żywność i flotyllę. Jedyną twierdzą, która przez długi czas broniła się, by w następnej kampanii wspierać działania Austriaków, była Mantua; ale ta twierdza nie tylko pozostała w posiadaniu nieprzyjaciela, lecz zezwolono nawet na utworzenie szerokiej na 1 500 metrów strefy neutralnej wokół miasta oraz zaopatrzenia go w bogate zapasy żywności, które przekraczały potrzeby załogi i mieszkańców.

Pierwszy Konsul był  niezadowolony z wielu popełnionych w trakcie tej kampanii błędów, teraz doszło jeszcze do tego, że nie respektowano jego rozkazów; zagrożone zostały rokowania pokojowe, a sytuacja we Włoszech stała się niepewna. Natychmiast kazał poinformować generała Brune, że nie wyraża zgody na traktat z Treviso; rozkazał mu, by przekazał Austriakom, że jeżeli nie wydadzą Mantui, działania wojenne zostaną ponownie wznowione. Wiadomość tę Pierwszy Konsul kazał również przekazać hrabiemu Cobenzl w Luneville. Przedstawiciel Austrii pojął wreszcie, że należy rozpocząć wiążące rozmowy; jego duma ugięła się przed grożącą jego władcy katastrofie i 26 stycznia podpisał rozkaz przekazania Mantui armii francuskiej; przekazanie nastąpiło w dniu 27 lutego. Po spełnieniu tego warunku utrzymano zawieszenie broni. W trakcie rokowań skapitulowała też cytadela w Weronie, a jej załoga, 1 700 ludzi, została wzięta do niewoli.

Kampania włoska udowodniła, co należy sądzić o zdolnościach generała Brune'a; Pierwszy Konsul nie powierzał mu już żadnych ważnych stanowisk dowódczych. Ten generał, który ciągle udawadniał odwagę i wielkie zdecydowanie na czele brygady, wydawał się nie być stworzonym do dowodzenia armią; ale mimo wszystko Francuzi byli w tej kampanii nieustannie zwycięzcy; wszystkie włoskie twierdze znalazły się w ich rękach, byli panami Tyrolu i 3/4 terytorium weneckiego; linia demarkacyjna armii francuskiej przebiegała bowiem lewym brzegiem Livenzy, od Sacile aż do morza, grzbietem pasma górskiego pomiędzy Piave i potokiem Zellino, wzdłuż Drawy aż do Linzu, gdzie łączyła się z linią ustaloną zawieszeniem broni podpisanym w Niemczech. 
 

XII.

Generał Miollis, który pozostał w Toskanii, dowodził korpusem liczącym 5-6 000 ludzi wszystkich rodzajów broni; większość jego oddziałów tworzyli Włochy. Ponieważ jednak musiał obsadzić  Livorno, Lukkę, cytadelę we Florencji i różne inne punkty, pozostało mu do dyspozycji tylko 3-4 000 ludzi.

Generał Damas pomaszerował  na czele 16 000 ludzi, wśród nich 8 000 Neapolitańczyków, przez Państwo Kościelne i zajął pozycje na granicy Toskanii. W swoich działaniach w Romanii i okolicach Ferrary orientował się ruchami powstańców toskańskich, którzy zostali przegonieni ze swojego kraju przez Gwardię Narodową Bolonii i lotną kolumnę, wysłaną przez generała Brune na prawy brzeg Padu. Odwrót armii austriackiej, która musiała kolejno oddać Pad, Mincio, Adygę i Brentę, pokrzyżowała wszystkie plany nieprzyjaciół, którzy działali na prawym brzegu Padu.

Generał Miollis, mający swoją kwaterę we Florencji, dbał o spokój wewnątrz kraju, a ustawione na plaży pod Livorno baterie trzymały angielskie okręty w należytej odległości. Austriacy, którzy wkroczyli do Toskanii, wycofali się częściowo do Wenecji, by wzmocnić tamtejszy garnizon, a częściowo do Ankony.

14 stycznia Miollis otrzymał  wiadomość, że w kierunku Sieny maszeruje, podburzająca ludność, licząca 5-6 000 ludzi dywizja, należąca do korpusu Damasa. Zrozumiał konieczność działania, by zapobiec wybuchowi nowych, w kilku miejscach równocześnie, powstań. Wyruszył na czele 3 000 ludzi, wykorzystując przy tym błąd, popełniony przez mało znacznego i pozbawionego całkowicie militarnego talentu generała Damasa, który wysłał tak daleko część swoich sił. Pod Sieną uderzył na powstańców i Neapolitańczyków, zmuszając ich do wycofania się do miasta, którego bramy rozbił strzałami armatnimi; kto został spotkany z bronią w ręku, ginął. Miollis kazał resztki tej bandy przez kilka dni ścigać i wyprzeć za granicę. W ten sposób do Toskanii powrócił spokój i porządek.

W tym samym czasie z Neapolu wyruszyły nowe oddziały, by wzmocnić armię generała Damasa.

Generał Murat, dowódca 3.Armii Rezerwowej, która aktualnie nosiła nazwę Włoskiego Korpusu Obserwacyjnego i którego kwatera główna w pierwszych dniach stycznia znajdowała się w Genewie, przeszedł przez Małego św.Bernarda i przybył 13 stycznia do Mediolanu. Jego armia skierowała się w kierunku Florencji; w jej skład wchodziły dywizje Tharreau i Mathieu oraz dywizja kawalerii. Jeden z artykułów konwencji z Treviso stwierdzał, że twierdza Ankona ma zostać przekazana armii francuskiej. W związku z tym Murat otrzymał rozkaz zajęcia twierdzy, przepędzenia oddziałów neapolitańskich z Państwa Kościelnego i zagrożenia im nawet we własnym kraju. Generał dotarł 20 stycznia do Florencji i posłał generała Paulet na czele liczącej 3 000 ludzi brygady wszystkich rodzajów broni do Ankony. Paulet dotarł 23 stycznia do Ceseny, a 27. zajął forty i miasto Ankona.

Pierwszy Konsul rozkazał  traktowanie papieża z największym poszanowaniem. Generał Murat napisał nawet 24 stycznia z Florencji list do kardynała zajmującego stanowisko premiera Jego Świętobliwości, by poinformować go o zamiarach Pierwszego Konsula; wytłumaczył, że Korpus Obserwacyjny wkracza na terytorium Ojca Świętego, jedynie po to, by zgodnie z konwencją z 16 stycznia zająć Ankonę oraz oddać Jego Świętobliwości władzę w jego własnym kraju, zmuszając Neapolitańczyków do opuszczenia zamku Św.Anioła i obszaru miasta Rzym. Ponadto informował kardynała, że zbliży się do Rzymu tylko wtedy, gdy Jego Świętobliwość uzna to za konieczne.

Natychmiast po przybyciu do Toskanii francuski dowódca napisał do generała Damasa, wyjaśniając mu powody swojej ofensywnego zachowania w Toskanii; ponadto zażądał natychmiastowego opuszczenia terytorium rzymskiego. Damas odpowiedział mu z Viterbo; operacje prowadzone przez dowodzony przez niego korpus są ciągle dopasowane do działań generała Bellegarde; ponieważ generał Miollis zaatakował pod Sieną oddaloną o 40 kilometrów od sił głównych awangardę, a armia austriacka wycofała się za Brentę, on cofnie się w kierunku Rzymu; ponieważ z Austriakami zawarto zawieszenie broni, a dowodzone przez niego oddziały należą do państwa, będącego sojusznikiem dworu austriackiego, uważa on, że między nim a Francuzami również obowiązuje zawieszenie broni.

Murat odpowiedział  mu niezwłocznie: podpisane z armią austriacką zawieszenie broni nie ma z armią neapolitańską nic wspólnego; jest więc koniecznym, by opuściła ona zamek Św.Anioła i Państwo Kościelne; tylko szacunek, który Pierwszy Konsul darzy cara Rosji może jeszcze ochronić króla Neapolu; zawieszenie broni albo pomoc dworu wiedeńskiego nic tu nie pomoże. Równocześnie generał Murat rozpoczął marsz swojej armii. Obie dywizje piechoty pomaszerowały 28 stycznia przez Arezzo do Perugii i Foligno, gdzie dotarły 4 lutego. Generał Paulet otrzymał rozkaz udania się na czele 2 batalionów z Ankony przez Macerata i Tolentino do Foligno. Artyleria, która w tym czasie przetransportowana została przez przełęcz Pistoja do Florencji, otrzymała rozkaz pomaszerowania dalej do Bolonii i Ankony. Armia Obserwacyjna maszerowała więc bez armat - błąd, który można wybaczyć tylko, gdy droga jest dla artylerii absolutnie nie do przebycia. Ale drogi z Bolonii do Florencji to nie dotyczy, jest ona przejezdna. Gdy tylko armia neapolitańska dowiedziała się o marszu Korpusu Obserwacyjnego, w pośpiechu wycofała się aż pod mury Rzymu.

Generał Paulet po swoim wkroczeniu do Ankony natychmiast obsadził ponownie wszystkie urzędy i kazał wciągnąć flagi papieskie. Ojciec Święty był  za ten gest bardzo wdzięczny i już 31 stycznia polecił  kardynałowi Consalvi napisać generałowi Murat, że jest przepełniony najgłębszą wdzięcznością dla Pierwszego Konsula, któremu (jak się wyraził) spokój Kościoła leży na sercu tak samo, jak szczęście Europy.

9 lutego armia francuska stanęła nad Nerą, od jej ujścia do Tybru aż do granicy neapolitańskiej. Po kilku wstępnych rokowaniach w Foligno 18 lutego generał Murat wyraził wreszcie zgodę, ze względu na Rosję, na 30-dniowe zawieszenie broni pomiędzy jego korpusem, a oddziałami neapolitańskimi. Gdy 1 marca adiutant Murata, pułkownik Beaumont (Louis-Cretien de Beaumont, 1771-1813 - przyp.tłum.) przybył do Neapolu, stojące w portach królestwa statki angielskie zostały zarekwirowane. Wszyscy Anglicy zostali wydaleni, a armia neapolitańska wróciła do swojej ojczyzny.

28 marca (1801 roku - przyp.tłum.) we Florencji podpisany został traktat pokojowy pomiędzy Republiką Francuską i dworem w Neapolu, podpisany przez obywatela Alquier i kawalera Micheroux. Jeden z artykułów tego traktatu postanawiał, iż na żądanie króla Neapolu do jego dyspozycji postawiony ma zostać francuski korpus, by bronić jego terytorium przed atakami Anglików i Turków. Właśnie na podstawie wspomnianego artykułu generała Soult 2 kwietnia posłany został na czele 10-12 000 korpusu, by zająć Otranto, Brindisi, Tarent i cały cypel półwyspu, by w ten sposób ułatwić połączenie ze znajdującą się w Egipcie Armią Wschodu. Zadanie to korpus wykonał do około 25 kwietnia. W przeciągu tego samego miesiąca, na podstawie traktatu z Luneville oraz traktatu podpisanego pomiędzy Francją i Hiszpanią, Toskania została zwrócona królowi Etrurii.

Wyspę Elba zajmowali w dalszym ciągu Anglicy. 1 maja na wyspie wylądował pułkownik Mariotti (Francois-Antoine Mariotti, 1758-1827, Korsykanin, po emigracji z wyspy w 1790 roku wstąpił na służbę do armii Republiki Liguryjskiej, służył następnie w armii francuskiej we Włoszech w stopniu szefa brygady - przyp.tłum.) który przypłynął na czele 600 ludzi z Bastii, by objąć, zgodnie z podpisanym z królestwem Neapolu traktatem, wyspę w posiadanie. Następnego dnia wkroczył on do Port Longone, rozganiając po drodze znaczne grupy powstańczych chłopów, Anglików i dezerterów. W tym samym dniu na wyspę dotarł generał dywizji Thurreau, który zaokrętował się w Piombino z jednym francuskim batalionem i 300 Polakami (były to: 2.batalion 60.półbrygady piechoty liniowej oraz 4 kompanie 1.batalionu Legii Włoskiej dowodzone przez szefa batalionu Szymona Białowiejskiego - przyp.tłum.). Natychmiast po połączeniu oddziały te pomaszerowały do Porto Ferrajo, zablokowały miasto i zażądały jego kapitulacji. Cała należna zgodnie z traktatem z Florencji część wyspy została przekazana Francuzom (traktat podpisany we Florencji przyznawał Francji całą wyspę, jednak Napoleon bez oporu zrezygnował ze wschodniej części wyspy wraz z miastem Porto Longone - przyp.tłum.).

 

V. Oblężenie Genui. 

I. Pozycje armii francuskiej i austriackiej we Włoszech. - II. Genua. - III. Odcięcie przez Melasa armii francuskiej. - IV. Nieudane próby Masseny nawiązania kontaktu ze swoim lewym skrzydłem. - V. Blokada Genui; marsz Melasa nad Var; oddanie przez Sucheta Nicei. - VI. Próba Masseny przebicia pierścienia blokady. - VII. Wymuszone głodem podjęcie przez Massenę rozmów o przekazaniu Genui. - VIII. Przejście Austriaków przez Alpy; pościg Sucheta. - IX. Efekty zwycięstwa pod Marengo. Zajęcie przez Sucheta Genui. - X. Uwagi. 

I.

Główna armia austriacka stała we Włoszech. Dowodził nią feldmarszałek Melas. Liczyła w całości 140 000 ludzi, z czego pod bronią stało 130 000. Do Austrii należały całe Włochy, od Rzymu do Mediolanu, od Isonzo do Alp Kotyjskich. Pozwolenia na powrót do swoich państw nie otrzymali ani Wielki Książę Toskanii, ani król Sardynii ani papież. Minister Thugut trzymał tego pierwszego w Wiedniu, drugiego we Florencj, a trzeciego w Wenecji.

Administracja austriacka rozciągała się na całe Włochy; nigdzie nie napotykała oporu. Wszystkie bogactwa tego pięknego kraju przeznaczono na uzupełnienie armii austriackiej i poprawienie jej wyposażenia. Dumna z odniesionych w minionej kampanii sukcesów, zamierzała ona ponownie skierować na siebie uwagę i odegrać główną rolę w zbliżającej się kampanii. Nie było niczego, co wydawało się jej nieosiągalne: Austriacy mieli nadzieję wkroczyć do Genui i Nicei, przekroczyć Var i połączyć się z zebraną na Minorce armią angielską, usadzić austriackiego orła na wieżach starej Marsylii i zająć kwatery zimowe nad Rodanem i Durance.



Już na początku marca feldmarszałek Melas wyruszył ze swoich kwater. Ponieważ  swoją kawalerię, baterie rezerwy i swoją ciężką  artylerię wykorzystać mógł  dopiero po przekroczeniu Varu, pozostawił je na nizinach Włoch. By zająć twierdze i przełęcze Splügen, Św.Gotharda, Simplonu, Św.Bernarda, Mont Cenis, Mont Genevre i Col de l'Argentiere oddał 30 000 piechoty pod rozkazy generałów Wukassowitscha, Laudona, Hadicka i Keima. Sam na czele 70-80 000 ludzi wyruszył w kierunku Apeninu Liguryjskiego. Jego lewe skrzydło dowodzone przez feldmarszałka-porucznika (odpowiednik stopnia generała dywizji w armii francuskiej - przyp.tłum.) Ott maszerowało w kierunku Bobbio, wysyłając jeden oddział w kierunku Sestri di Levante, by nawiązał kontakt z angielską flotą i odwrócił w tę stroną uwagę francuskiego głównodowodzącego. On sam maszerował na czele centrum i kwaterą główną w kierunku Acqui; swoje prawe skrzydło powierzył feldmarszałkowi-porucznikowi Elsnitzowi. 

Armia francuska z zaufaniem spoglądała na dowodzącego nią zwycięzcę spod Zurychu. Miała ona zadanie walczyć na ziemiach, po której każdy krok przywoływał pełne chwały wspomnienia; nie minęły jeszcze 4 lata, kiedy ta armia, nieliczna i pozbawiona wszystkiego, która wszystkie braki zastępowała odwagą i siłą woli, odniosła wiele zwycięstw i w przeciągu 50 dni zatknęła swoje sztandary nad Adygą, na granicy Tyrolu i przysporzyła imieniu Francji najwyższą chwałę.

W miesiącach styczeń, luty i marzec zorganizowano na nowo administrację; zaległy żołd został wypłacony, a dzięki bogatemu zaopatrzeniu przesyt zastąpił głód. Porty w Marsylii, Tulonie i Antibes pełne były statków, załadowanych prowiantem dla armii. Wspomnienia odniesionych w minionym roku porażek zaczęły się zacierać; armii powodziło się tak dobrze, jak to tylko było możliwe w tak nędznym kraju, w którym stacjonowała. Liczyła 40 000 ludzi, ale jej kadry umożliwiały wzmocnienie do 100 000. Wszystkie wiadomości, które docierały do armii z Francji w minionej kampanii wywoływały niesnaski, niezgodę i zniechęcenie. Republika leżała wówczas w śmiertelnych podrygach. Ale teraz Francja była odrodzona. 30 milionów Francuzów, skupionych wokół swojego przywódcy, było silne dzięki zaufaniu, które nawzajem sobie wpajali. Przypominali galijskiego Herkulesa, który gotów był rozbić swoją maczugą nieprzyjaciół swojej wolności i niezawisłości.

Kwatera główna armii znajdowała się w Genui. Generał brygady Oudinot był  szefem sztabu; generał Lamartilliere dowodził artylerią. Lewe skrzydło swojej armii, 4 dywizje, Massena postawił pod rozkazy generała Sucheta; pierwsza z tych dywizji zajmowała Rocca Barbena, druga Settepani i Melongo, trzecia San Giacomo i Madonna della Neve, czwarta stała w rezerwie na wzgórzach pod San Panteleone. Całe lewe skrzydło liczyło 12 000 ludzi. Generał Soult dowodził centrum, liczącym również 12 000 ludzi, którzy jednak tworzyli tylko 3 dywizje. Dywizja Gardanne broniła Cadibona, Vado, Montelegino i Sawony; jej lekkie oddziały zajmowały stanowiska na wzgórzach koło Stilla. Generał Gazan bronił przełęczy górskich przed, za i z boku Bocchetty; generał Marbot dowodził rezerwą, generał Miollis prawym skrzydłem, liczącym 5 000 ludzi; bronił on Riviera di Levante, zajmując po prawej Recco, Monte Cornua w centrum i przełęcz Torriglia, z której wychodziła dolina Trebbii, po lewej. W mieście znajdowała się rezerwa w sile 5 000 ludzi; cała armia liczyła 34-36 000 ludzi. Przełęcz l'Argentiere aż do źródeł Tanaro była z powodu leżącego tam śniegu jeszcze niemożliwa do przebycia. Jedna z dywizji, w sile 4 000 ludzi pod dowództwem generała Greniera, pomaszerowała z powrotem, by obserwować przełęcze i wzmocnić załogi Saorgio, Nicei, fortu Montalbano, Ventimiglia i baterii nadmorskich.

Zbliżanie się  nieprzyjacielskiej armii skłoniło głównodowodzącego do wydania rozkazu opuszczenia przez oddziały mieszczańskich domów. Mimo, że panowało jeszcze przejmujące zimno, dywizje skoncentrowane zostały w obozach i zajęły stanowiska. Nie trwało długo, gdy rozpoczęły się codzienne drobne starcia toczone przez fortpoczty.

Armia francuska znajdowała się w niebezpiecznym położeniu; konieczna była ciągła czujność. Każdego dnia wysyłane były silne rekonesanse; w starciach zawsze brały one górę nad nieprzyjacielem; brały jeńców, opróżniały magazyny i zdobywały kolumny transportowe. Z powodu obecności Austriaków w Sestri-Levante utrudnione były dostawy zboża; chłopi z doliny Fontana Buona, od dawien dawna oddani genueńskim rodzinom arystokratycznym, wykorzystali bliskość armii austriackiej, chwycili za broń i opowiedzieli się po stronie wroga. W tę okolicę pomaszerował na czele 2 kolumn generał Miollis; jedna z nich wdarła się do doliny, rozbroiła przywódców, spaliła 5 wsi i wzięła zakładników. Druga pomaszerowała wzdłuż morskiego wybrzeża, wyparła awangardę Otta z Sestri i przepędziła ją za Apeniny, zdobywając transport 6 000 cetnarów zboża, które przetransportowano do Genui. 

II.

Genua leży bezpośrednio nad morzem, na zboczu oddzielającej się powyżej Bocchetty odnogi Apeninów. Pasmo górskie przecięte jest przez dwa potoki górskie: Polcevera na zachodzie i Bisagno na wschodzie; uchodzą one do morza w odległości 3,5 kilometra od siebie. Genua posiada podwójny, wyposażony w bastiony, pierścień murów. Pierwszy z nich jest w kształcie trójkąta o całkowitej długości 16 000 metrów. Strona południowa rozciąga się wzdłuż morza od ujścia Polcevera aż do szpitala u ujścia Bisagno; tworzą ją oba mola, port i nadbrzeża. Strona północna przebiega wzdłuż lewego brzegu Polcevery, strona wschodnia wzdłuż prawego brzegu Bisagno; mury te mają długość 6 300 metrów i spotykają się pod kątem ostrym przy bastionie Sporen. Teren utworzony przez ten trójkąt stoi pod kątem 15° do horyzontu. Mur ten jest dobrze utrzymany i osłonięty po bokach; teren jest dobrze wykorzystany. Strona zachodnia panuje nad całą doliną Polcevery oraz przedmieściem Sampierdarena; nad stroną wschodnią góruje wzgórza Monte Ratti i Monte Fascia. Z tego powodu z tej strony założono 3 forty: Fort Quezzi na Monte Valpura, Fort Richelieu na Manego i Fort Santa Tecla pomiędzy Monte Albaro i Madonna del Monte. Po drugiej stronie tych gór płynie górski potok Sturla; powyżej fortu Sporen leży wyżyna Due Fratelli, rozciągająca się równoległe do morza, nad którą panuje fort Diamentowy, odległy o ponad 2 kilometry od fortu Sporen.

Miasto Genua zbudowane jest u ujścia Bisagno. Chronione jest przez drugi łańcuch murów, misternie zbudowany i mogący stawić określony opór. Nie może być ostrzelane ani z północy ani z zachodu, a ze wschodu tylko przez wroga, który opanował już wspomniane powyżej 3 forty i zajął stanowiska pod Madonna del Monte. Pierwsze mury miejskie wybudowano w 1632 roku; drugie są starsze. Port nie posiada żadnej redy zewnętrznej; w styczniu fale morskie uderzają z dużą siłą o brzeg, dlatego koniecznym byłoby przedłużenie obu mól, tak, jak to planowano w 1807 roku. Oba pierścienie murów były wystarczająco wyposażone w armaty, a arsenał w nadmiarze w materiał wojenny wszelkiego rodzaju.

Partia demokratyczna, która panowała w mieście od czasu konwencji w Montebello, była całkowicie oddana Francji. Niechęć ludności do Austriaków była przez Senat od 1747 roku starannie podtrzymywana (Po zajęciu 6 września 1746 roku przez Austriaków Genui miasto musiało zapłacić 9 milionów kontrybucji. W odpowiedzi na brutalność wojsk okupujących miasto, 5 grudnia tegoż roku w mieście wybuchło powstanie, w czasie którego zginęło około 8 000 Austriaków. Ponowna próba zajęcia przez nich miasta w 1747 roku została odparta dzięki pomocy francusko-hiszpańskiej armii -przyp.tłum.). Nastawienie rządzących i opinii publicznej powodowało, że Genua była prawie francuskim miastem.

Wiceadmirał Keith, dowodzący angielską eskadrą na Morzu Śródziemnym, poinformował  w marcu konsulów różnych państw, że wszystkie porty i wybrzeża Republiki Genueńskiej od Ventimiglia do Sarzana znajdują się w stanie blokady. Zabronił statkom państw neutralnych utrzymywania handlu z długim na 270 kilometrów wybrzeżem, którego nawet nie był w stanie upilnować. Dlatego w pierwszych dniach kwietnia zjawił się na czele swoich okrętów przed Genuą. Utrudniło to połączenie z Prowansją, a ogromne zapasy prowiantu, zgromadzone w magazynach Marsylii, Tulonu, Antibes i Nicei tylko z trudem mogły być przetransportowane do Genui. 

III.

6 kwietnia rozpoczęły się główne operacje. Feldmarszałek Melas zaatakował na czele 4 dywizji równocześnie Montelegino i Stellę; generał Soult pospieszył na czele rezerwy na pomoc swojemu lewemu skrzydłu. Potyczka trwała przez cały dzień; dywizja Palffy wdarła się do Cadibony i Vado, dywizje Saint-Juliena i Lattermanna zajęły Montelegino i Albisola. Soult zebrał swoje lewe skrzydło koło Savony, wzmocnił załogę tamtejszej cytadeli i wycofał się w kierunku Varazzo, by osłonić Genuę. Na redzie w Vado kotwice rzuciły 3 angielskie okręty wojenne. Melas przeniósł swoją kwaterę główną do Madonna di Savona i otoczył cytadelę; w Vado znalazł kilka 36-funtowych armat i ciężkie granatniki, należących do baterii nadbrzeżnych. W efekcie walk pierwszego dnia linia francuska została przełamana. Suchet ze swoim lewym skrzydłem został oddzielony od reszty armii; utrzymywał jednak nadal połączenie z Francją.

Tego samego dnia Ott na czele austriackiego lewego skrzydła pomaszerował w 3 kolumach przeciwko oddziałom generała Miollisa; lewa kolumna maszerowała  wzdłuż plaży, środkowa przez Cornua, prawa przez Col di Torriglia. Wszędzie odniósł sukces, zajął Monte Fascia, Monte Ratti i otoczył forty Quezi, Richelieu i Santa Tecla. Ognie jego ognisk płonęły w odległości armatniego strzału od miasta; całe niebo było od nich zaczerwienione. Wszyscy Genueńczycy, mężczyźni i kobiety, starcy i dzieci pospieszyli na mury, by podziwiać to widowisko; z niecierpliwością oczekiwano nadejścia dnia. Czyżby znowu mieli stać się łupem Niemców - tych Niemców, których ich ojcowie z krwawiącymi głowami posłali do domu, których tak chwalebnie przepędzili ze swojego miasta? Partia arystokratów cieszyła się potajemnie, z trudem kryjąc swoje zadowolenie; ale lud oniemiał ze zgrozy. Natychmiast o świcie Massena kazał otworzyć bramy; wymaszerował na czele dywizji Miollisa i rezerwy, zaatakował od tyłu Monte Fascia i odrzucił dywizję nieostrożnego generała Ott, który nierozważnie wysunął się tak daleko od armii głównej do przodu. Zwycięstwo było kompletne: Monte Cornua, Recco i Col di Torrigla zostały odbite. Wieczorem 1 500 jeńców, wśród nich jeden generał, przy radosnej wrzawie całej dzielnej ludności zostało przyprowadzonych do miasta.

Tego samego dnia, 7 kwietnia, Elsnitz, na czele prawego skrzydła armii Melasa, wystąpił 5 kolumnami przeciwko generałowi Suchet; pierwsza, która wtargnęła przez Tanaro i San Bernardo, została rozbita przez stojącą w Rocca Barbena francuską dywizję i wyparta za rzekę. Pod Settepani, Melogno, Madonna della Neve i San Giacomo Austriacy walczyli ze zmiennym szczęściem. Generał Seras utrzymał się w Melongo, jednak San Giacomo zostało zajęte przez Elsnitza, podobnie, jak generał Palffy zajął poprzedniego dnia wzniesienia pod Vado. Suchet wycofał się w kierunku Pietra i Loano, zajął linię Borghetty i wzmocnił swoje lewe skrzydło, by zabezpieczyć połączenie z Francją, gdyż tylko tam miał możliwość wycofania się.

9 kwietnia fedmarszałek-porucznik Ott siłami generała Hohenzollerna zaatakował i zajął Bocchettę; Melas osiągnął swój główny cel; odciął armię francuską  od Francji oraz jeden z jej korpusów od reszty armii. Teraz musiał tylko uprzedzić atak Francuzów, pomaszerować na Genuę, okrążyć miasto i skoncentrować tam całą swoją armię. Odległość większa niż 60 kilometrów, dzieląca jego lewe skrzydło od centrum, była dość niebezpieczna.

10 kwietnia wyruszył  na czele podzielonego na kilka kolumn centrum; lewa, pod Lattermannem, maszerowała wzdłuż morza przez Varezzo; środkowa, dowodzona przez generała Palffy, zajęła wzgórza koło Varezzo, prawa generała Saint-Juliena maszerowała z Sospel do Monte Faiale, podczas gdy Hohenzollern posunął się równocześnie od Bocchetty w kierunku Ponte Decimo, wysyłając ze swojego prawego skrzydła oddziały w kierunku wzgórz pod Madonna dell'Acqua koło Voltri, by połączyć się w ten sposób z centrum. 

IV.

9 kwietnia Massena z połową swoich sił zajmował pozycje pod Varazzo; Soult stał z drugą połową pod Voltri; Miollis zajmował Genuę; Suchet, który otrzymał wieści od Napoleona, oddał linię Borghetty i przeszedł do ataku w kierunku San Giacomo. Generał Massena dążył za wszelką cenę do odtworzenia połączenia swojego lewego skrzydła z Francją. Soult miał pomaszerować z Voltri w kierunku Sassello; Massena do Stella, a Suchet w kierunku Cadibony. O świcie Soult rozpoczął marsz; ale gdy jego patrole doniosły, że flankierzy Hohenzollerna zbliżają się do Voltri, zrobił zwrot w prawo, zaatakował Austriaków, pognał od jednego wzniesienia do drugiego, a wieczorem wpędził do wąwozu potoku Piota; w trakcie potyczki zginęło, zostało rannych lub wziętych do niewoli 3 000 ludzi. 11 kwietnia kontynuował on swój ruch w kierunku Sassello, które zajął; tam dotarła do niego wieść, że tego samego ranka miejscowość tę opuścił Saint-Julien, by pomaszerować w kierunku Monte Faiale; natychmiast podążył jego śladem, zmusił do zatrzymania i wyparł, po wzięciu do niewoli wielu jeńców, w kierunku Montenotte. Następnie pomaszerował przeciwko pozycjom na górze Ermetta, które zajął po zaciętych walkach. Śmiałość, nieustraszoność i konieczność odniesienia zwycięstwa wyrównywała przewagę liczebną wroga.

W tym samym czasie Massena miał mniej szczęścia. 10 kwietnia pełen niecierpliwości oczekiwał  przybycia Soulta na swoim prawym skrzydle. Gdy nie doczekał się  jego przybycia, następnego dnia wyruszył z Varazzo i pomaszerował  w kierunku Stella. Ale Latermann, maszerujący wzdłuż morza, wkroczył do Varazzo i zagroził Voltri, podczas gdy Palffy i Bellegarde zaatakowali Massenę od czoła. Ten, w obawie okrążenia, wycofał się w kierunku Cagoleto. Następnego dnia wysłał on generała Fressinet ze swojego prawego skrzydła, by wsparł Soulta. Fressinet przybył we właściwym momencie; jego przybycie zdecydowało o powodzeniu szturmu na Monte Ermetta.

Suchet zajął Settepani, Melongo i San Pantaleone, został jednak odparty pod San Giacomo.

Dni pomiędzy 10 i 15 kwietnia przeszły na marszach, manewrach i potyczkach. Często kolumny obu nieprzyjacielskich armii znajdowały się w bezpośredniej bliskości, rozdzielone tylko potokiem albo wąwozem, które, mimo bliskości, czyniły starcie niemożliwym. Massena zorientował się, że odtworzenie jego połączeń jest niemożliwe. Ponieważ Massena i Soult nie mogli się porozumieć co do swoich posunięć, nie mogły one nastąpić równocześnie. Mimo wszystko straty austriackie w tych potyczkach były 2 razy wyższe niż francuskie. 21 kwietnia Massena opuścił Voltri, by zbliżyć się do Genui; wraz z nim do miasta wkroczyło 5 000 jeńców. We wszystkich tych potyczkach sławą okrył się pułkownik 8.półbrygady liniowej, Mouton, późniejszy hrabia Lobau; swoją dzielną postawą uratował ariergardę podczas przejścia przez most w Voltri. Ludność Genui, widząca śmiałość żołnierzy francuskich, ich oddanie i zdecydowanie generałów, powitała armię z podziwem i entuzjazmem.

Od 21 kwietnia armia Masseny nie była już armią polową, lecz już tylko silnym i odważnym garnizonem ważnej twierdzy. Również w tej sytuacji mogła zdobywać jeszcze laury; trudno sobie wyobrazić dogodniejszą pozycję niż przyjęta przez Massenę. Jako dowódca tak dużego umocnionego obozu, blokującego całe pasmo Apeninów, mógł on w przeciągu niewielu godzin zaatakować bądź prawe, bądź lewe skrzydło nieprzyjaciela; musiał w tym celu jedynie przemaszerować przez całe miasto; na takie manewry wróg potrzebowałby kilka dni marszu. Już wkrótce austriacki dowódca zozumiał jakie korzyści z takiego pola walki ma jego przeciwnik. 30 kwietnia Austriacy zaatakowali kombinowanym atakiem mury Genui, a w tym samym czasie admirał Keith rozpoczął ożywiony ostrzał mól i nabrzeża. Początkowo szczęście uśmiechało się do Austriaków: opanowali wyżynę Due Fratelli, otoczyli fort Diamentowy, zajęli przez zaskoczenie fort Quezzi, zablokowali fort Richelieu i zajęli wszystkie zejścia z Mote Ratti i Monte Fascia, nawet z Madonna del Monte. W przeciągu nocy próbowali koło San Martino d'Albaro ustawić baterię złożoną z 20 granatników, by ostrzelać dumną Genuę, wzniecić w mieście pożary i wywołać rozruchy. Po południu Massena zebrał wszystkie swoje siły za wałami, powierzył pilnowanie miasta generałowi Soult i wyruszył w kierunku Monte Fascia. Okrążył wzgórze ze wszystkich stron i zajął ponownie, mimo zaciętej obrony; jego oddziały wdarły się również do fortu Quezzi. Na wieść o tym Soult pomaszerował w kierunku wyżyny Due Fratelli, którą wkrótce też opanował. Nieprzyjaciel stracił wszystkie zdobyte rano pozycje. Wieczorem głównodowodzący powrócił do Genui, prowadząc 1 200 jeńców, przywożąc wiele sztandarów i drabiny, po których nieprzyjaciel zamierzał wspiąć się na wały w miejscu, w którym stykały się oba mury miejskie.

Suchet przez długi czas utrzymywał się w San Pantaleone i Melongo; ale w końcu, nie mając więcej nadziei na nawiązanie łączności z armią główną, wycofał się ponownie na pozycje koło Borghetto. 

V.

Po niepowodzeniach tego dnia austriaccy generałowie zrezygnowali ze wszelkich ataków w tak niekorzystnym dla nich terenie. Genua nie posiadała zapasów żywności i musiała wkrótce skapitulować. Zgodnie z zasadami prowadzenia wojny w górach zajęli oni silne pozycje wkoło twierdzy, wskutek czego niemożliwym stało się dostarczenie żywności od strony lądu, podczas gdy flota angielska przechwytywała wszystkie jednostki pływające. Z tego powodu francuski głównodowodzący, jeżeli chciał utrzymać kontakt z ludnością wiejską i zdobyć tak niezbędną żywność i paszę, musiał przejść do ofensywy i wyprzeć Austriaków z ich pozycji.

W międzyczasie dwór wiedeński zaniepokoiła wielka przewaga francuskiej Armii Renu i niesamowite zbrojenia, zarządzone przez Pierwszego Konsula, mające na celu przeniesienie wojny nad Dunaj. Dworska rada wojenna wywierała więc nacisk, by wtargnąć do Prowansji. Wskutek tego Melas pomaszerował nad Var, pozostawiając z tyłu generała Ott na czele 30 000 ludzi, by wspólnie z angielską flotą blokował Genuę. Ott zajął wszystkie, umocnione ukształtowaniem terenu obozy, wzmacniając je jeszcze wszystkimi środkami zgodnymi ze sztuką wojenną; uzyskał dzięki temu podwójną korzyść: po pierwsze, opanował wszystkie przełęcze i odciął w ten sposób wszelkie możliwości dostaw, po drugie zapewnił swoim oddziałom bezpieczne stanowiska, na których nie musiały obawiać się furia francese.

Nie martwiąc się o los Genui, która jego zdaniem w przeciągu następnych 14 dni musiała otworzyć swoje bramy, maszerował Melas na czele 30 000 ludzi przeciwko generałowi Suchet; jednej ze swoich dywizji przez Ormeę, Ponte di Nava i Pieve kazał obejść linię Borghetto. 7 maja zaatakował wzniesienia pod San Pantaleone w nadziei odcięcia Francuzów od drogi wiodącej do Porto Maurizio i zmuszenia w ten sposób Sucheta do złożenia broni. Ale stojący pod San Pantaleone generał Paget zapewnił swojemu dowódcy czas konieczny na odwrót. Udało mu się, choć w lekkim nieładzie i z dużymi stratami, wycofać za rzekę Taggia, gdzie mógłby utrzymać się przez kilka dni, gdyby nie brygada Goruppa, który wymaszerowała z Coni i 6 maja opanowała Col di Tenda; jej fortpoczty stały już w przesmyku pod Saorgio. Suchet słusznie zakładał, że musi spiesznie wycofać się za Roja i Var. Kazał natychmiast umocnić przyczółek na Varze i obsadzić go ciężkimi armatami, wziętymi z kanonierek z Antibes. W cytadelach w Vintimiglia i Villefranche pozostawił załogi; ta ostatnia leży na wzgórzu oddzielającym zatokę Villefrnache od redy Nicei i panuje nad oboma miastami i całym przebiegiem rzeki Paglione. Kazał tam przygotować telegram optyczny, mając w ten sposób za plecami nieprzyjaciela posterunek obserwacyjny, który informował go o wszystkich ruchach nieprzyjaciela na drodze prowadzącej od Genui przez La Turbie oraz na trakcie turyńskim biegnącym doliną rzeki Poglione.

8.okręgiem wojskowym dowodził generał Saint- Hilaire. Po zebraniu w Marsylii i Tulonie wszystkich stojących do dyspozycji oddziałów pospieszył on nad Var; pod jego rozkazami stanęły również kompanie Gwardii Narodowej. Twierdze Colmars, Entrevaux i Antibes były w dobrym stanie obronnym. Już 15 maja skoncentrowany nad Varem korpus liczył

14 000 ludzi.

Wszyscy paryscy kurierzy przywozili do Prowansji wiadomości o marszu prowadzonej przez Pierwszego Konsula Armii Rezerwowej; jej awangarda dotarła już do Św.Bernarda. Co z tego miało wyniknąć, tego domyślał się każdy zołnierz, każdy obywatel. Wojsko i ludność napełnione były wielkimi nadziejami. 

Generał Willot, który znajdował się w szeregach armii austriackiej, utworzył  legion z francuskich dezerterów. Na czele niezadowolonych południa stanąć miał generał Pichegru. W 1797 roku, przed 18 fructidora, Willot dowodził w Prowansji; było to w okresie, kiedy reakcjoniści i wrogowie Republiki mieli tak wielkie wpływy na sprawy wewnętrzne we Francji. Utrzymywał z nimi kontakt listowy i zorganizował potajemnie w departamentach Var i Bouches du Rhone coś w rodzaju szuanerii. Ludzi południa cechuje gorący temperament; zwolennicy Republiki byli egzaltowani; w swoim czasie byli najdzikszymi anarchistami w całej Francji. Ich przeciwnicy też nie byli umiarkowani; po 31 maja 1793 roku wywiesili sztandar powstania i wojny domowej i wydali Tulon, główny port wojenny Francji, w ręcę śmiertelnego wroga ojczyzny.

Marsylia żyje tylko ze swojego handlu; przewaga Anglików na morzu ograniczyła ten handel do żeglugi przybrzeżnej, co wyciskało wielkie piętno na obliczu miasta. Poza tym w żadnej części Francji nie sprzedano tak niewiele dóbr narodowych; mnisi i księża mieli tam tylko niewielkie posiadłości i z wyjątkiem okolic Tarascon prawa własności pozostały prawie nienaruszone. Mimo tego wysiłki zwolenników Burbonów były bezowocne; wydarzenia 18 brumaire'a zjednoczyły znowu większość ludności; wreszcie marsz Armii Rezerwowej skupiał na sobie ogólną uwagę i nie dopuszczał innych myśli.

11 maja Melas wkroczył  do Nicei. Oficerowie austriaccy byli pijani ze szczęścia; po tym, gdy widzieli już armie francuskie przed bramami Wiednia, wreszcie wkroczyli na terytorium Republiki. U ujścia Varu zakotwiczyła angielska eskadra; przywiozła ona wiadomość o rychłym przybyciu zaokrętowanej w Mahon armii angielskiej, która oblec miała Tulon. Tym razem Anglicy zamierzali wysadzić w powietrze wspaniałe doki oraz zniszczyć port, z którego wypłynęła flota zagrażająca ich panowaniu w Indiach.

Var jest rzeką  górską, którą wprawdzie w wielu miejscach można przekroczyć  wpław, ale której poziom wody potrafi w przeciągu kilku godzin niebezpiecznie podnieść się. Brody nie są pewne; poza tym, linia, którą miał do obrony Suchet, była krótka. Miał czas na umocnienie szańcami i bateriami ciężkiego kalibru przyczółka, który utrzymywał przed wioską Saint Laurent. W 1792 roku, natychmiast po wkroczeniu Francuzów do hrabstwa Nicea, na prawym brzegu przygotowano liczne baterie, by osłaniały długi na 550 metrów most. Tak długiemu obiektowi francuscy generałowie w latach 1792-1795 poświęcili wielką uwagę. Pole bitwy, które bronić miał Suchet, było już przez dłuższy czas przygotowywane.

Po kilku dniach spokoju 14 maja dywizje Elsnitz, Bellegarde i Lattermann zaatakowały z zawziętością  przyczółek. Został on w błyskotliwy sposób obroniony; nieprzyjaciel, rażony ogniem baterii z prawego brzegu, zorientował się w beznadziejności swojego przedsięwzięcia, zajął pozycje i wysunął na swoim lewym skrzydle fortpoczty aż do angielskiej eskadry; prawe skrzydło oparł o góry.

Melas był zdecydowany przekroczyć Var powyżej zajmowanych stanowisk; obejście w ten sposób pozycji Sucheta, zmusiłoby tego ostatniego do wycofania się w kierunku Cagnes i wąwozów masywu Esterel. Ale 21 maja austriacki dowódca otrzymał wreszcie wiadomość, że Armia Rezerwowa przeszła przez Św.Bernarda i dotarła do Aosty. Melas natychmiast odmaszerował na czele 2 dywizji, przeszedł przez Col di Tenda i wkroczył 23 maja do Coni; następnego dnia w Savigliano dowiedział się o zajęciu Ivrei. Kilka dni wcześniej wysłał naprzód dywizję Palffy. Ciągle jeszcze miał nadzieję, że wszystkie wiadomości są przesadzone, że tę nową armię francuską tworzy tylko jeden korpus w sile najwyżej 15-20 000 ludzi, który będzie on w stanie łatwo trzymać w szachu na czele przyprowadzonych przez niego i stacjonujących na Nizinie Padańskiej oddziałów, nie musząc przy tym rezygnować z oblężenia Genui, przesuwając jedynie w czasie realizację planów opanowania Prowansji. Rozkazał Elsnitzowi utrzymanie linii rzeki Roja i zajęcia pozycji, której prawe skrzydło opierałoby się o Col di Tenda, centrum o wzgórza pod Breglio, a lewe skrzydło o Ventimiglia. Oficerowie inżynierii na czele licznych pionierów przystąpili do budowania umocnień na wyznaczonej linii. Roja jest rzeczywiście najlepszą linią obrony przeciwko atakom z Francji, a równocześnie dla osłony traktu prowadzącego wzdłuż Col di Tenda. Leżąca za nią Taggia nie gwarantuje osłony drogi prowadzącej z Nicei do Sospel, Tendy i Turynu.

 

VI.

Gdy Massena dowiedział  się, że oblegany jest jedynie przez siły liczące 30-35 000 ludzi, a Melas pomaszerował z częścią armii austriackiej w kierunku Varu, wyszedł zza murów Genui w uzasadnionej nadziei rozbicia korpusu oblegającego i zakończenia w ten sposób kampanii. 15 000 Francuzów było więcej wartych niż 30 000 Austriaków; rzeczywiście, nieprzyjaciel został wyparty ze wszystkich wysuniętych pozycji.

10 maja generał  Soult na czele 6 000 ludzi pomaszerował za plecami lewego skrzydła generała Otta na Riwierę i powrócił przez Monte Fascia do Genui z jeńcami i prowiantem. 13 maja powtórzono ataki. Ott skoncentrował  swoje oddziały na Monte Creto. Walka była zacięta i krwawa; ale Soult, po dokonaniu cudów odwagi, ciężko ranny wpadł w ręce wroga.

Massena stracił  nadzieję na przerwanie oblężenia i wycofał się z powrotem do Genui. Zaczęło brakować żywności, jej ceny wzrosły; ludność cierpiała, racje żywnościowe dla żołnierzy zostały obniżone. Ale mimo czujności Anglików niektórym statkom z Marsylii, Tulonu i Korsyki udało się zawinąć do Genui. Te dostawy wystarczały dla armii, ale nie dla liczącej 50 000 ludności. Zaczęto już mówić o kapitulacji, gdy 26 maja do miasta powrócił szef szwadronu Franceschi (Jean-Baptiste Franceschi-Delonne, 1767-1810 - przyp. tłum.), który wyjechał 24 kwietnia z Genui do Paryża. Był on naocznym świadkiem przekroczenia Św.Bernarda i zameldował, że Napoleon stanie wkrótce pod murami Genui. Ten dzielny oficer zaokrętował się w Antibes na mały statek; w momencie wpływania do portu w Genui feluka o mało nie wpadła w ręce Anglików; by ratować swoje depesze nie pozostało mu nic innego, jak wskoczyć do wody i popłynąć do brzegu. Przywiezione przez niego wiadomości napełniły radością armię i Genueńczyków; myśl o bliskim oswobodzeniu pozwoliła łatwiej znosić chwilowe cierpienia. Nieprzyjaciele Francji byli załamani; ich knowania rozsypywały się w proch; na rozwieszonych na drzwiach księgarń mapach lud śledził ruch armii, w której pokładano wszystkie nadzieje, a którą prowadził kochany przez Genueńczyków dowódca; wiedzieli z poprzednich kampanii, czego mogą się po nim spodziewać. 

VII.

W międzyczasie oczekiwano z największą niecierpliwością przybycie z Marsylii zapowiedzianego transportu zboża. Jeden z należących do niego statków wpłynął 30 maja do portu i zameldował o bliskim przybyciu następnych. Już o świce na nabrzeżu zebrała się cała ludność, by powitać przybycie tak długo oczekiwanej pomocy. Ale jej nadzieje spełzły na niczym - żaden statek nie przybył, a wieczorem dowiedziano się, że flotylla wpadła w ręce nieprzyjaciela. Lud upadł na duchu; administracja miasta próbowała temu zaradzić rozdając kakao, którego duże ilości posiadali kupcy. Genua jest miejscem zbiorczym, skąd zaopatrywane są w towary całe Włochy. W spichlerzach kupców znajdowały się jeszcze fasola, jęczmień, proso. Od 24 maja nie rozdzielano więcej chleba. Za najniezbędniejsze środki żywności żądano niebotycznych cen; funt złego chleba kosztował 6 franków, funt mięsa - 30 franków, kurczak - 32 franków. W nocy z 1 na 2 czerwca wszystkim zdawało się, że słyszą odgłos strzałów armatnich. Jeszcze przed świtem żołnierze i mieszkańcy pospieszyli na wały.

Płonne złudzenie!

Te rozczarowania pogłębiły zniechęcenie. Wielu żołnierzy dezertowało, co rzadko zdarza się  we francuskich oddziałach; ale oni nie mieli po prostu wystarczającej ilości jedzenia. Na pontonach przebywało 8 000 austriackich jeńców; otrzymywali oni takie same racje, jak żołnierze, ale w końcu żywienie ich stało się niemożliwym. Massena poinformował o tym generała Ott, prosząc o dostawę prowiantu dla jeńców; przyrzekł, że dotrze on do nich nienaruszony; Ott poprosił angielskiego generała o posłanie więźniom prowiantu, ale ten odmówił. To wywołało pewne napięcie stosunków pomiędzy oboma głównodowodzącymi. Armia oblężnicza żyła wyłącznie z dostaw dostarczanych drogą morską; była zatem pod tym względem całkowicie uzależniona od floty.

2 czerwca cierpliwość ludu wydawała się być wyczerpana; zbiegły się kobiety, narobiły wrzawy i nawoływały: chleba albo śmierć! Po tak opanowanej przez zwątpienie licznej ludności można było wszystkiego się spodziewać. Od przybycia szefa szwadronu Franceschi minęło zaledwie 10 dni; ale 10 dni to bardzo długi okres dla głodujących! Krzyczeli oni:

-" Zapowiedziano nam przybycie Armii Rezerwowej. Gdyby rzeczywiście miała przybyć, musiałaby już tu być; przecież Napoleon nie maszeruje tak wolno! Został zatrzymany przez przeszkody, których nie potrafi pokonać; w przeciwnym przypadku pokonałby tę drogę już 4-krotnie. Armia austriacka jest za silna, jego za słaba. Nie potrafi wyjść z gór. Nie mamy już żadnej szansy. Wśród całej ludności szaleją choroby, na które w końcu wszyscy umrzemy. Czy nie byliśmy wystarczająco cierpliwi, czy nie jesteśmy wystarczająco wierni naszym sojusznikom? To nieludzkie okrucieństwo, wymagać jeszcze więcej od tak licznej ludności, złożonej ze starców, kobiet, dzieci i spokojnych obywateli, nieprzyzwyczajonych do okrucieństw wojny?"

W końcu Massena ustąpił. Przyrzekł ludowi, że rozpocznie rokowania, jeżeli w ciągu 24 godzin nie nadejdzie pomoc. Dotrzymał słowa. 3 czerwca wysłał  on adiutanta-komendanta Andrieux (pełnił on wówczas funkcją zastępcy szefa sztabu Masseny - przyp.tłum.) do generała Ott. Dziwne zrządzenie losu! W przedsionku Andrieux spotkał austriackiego oficera ordynansowego, który przybył z pocztą z kwatery głównej Melasa; przewiózł on rozkaz przerwania oblężenia i pospiesznego marszu w kierunku Padu; zameldował, że Napoleon jest od 26 maja w Chivasso i maszeruje w kierunku Mediolanu. By uratować armię, nie należy tracić ani chwili.

Po Austriaku do pokoju wszedł Andrieux - rozpoczął zwyczajowym wyjaśnieniem, że jego dowódca ma jeszcze zapasy żywności wystarczające na miesiąc; ale ponieważ cierpi ludność, której los leży mu na sercu, jest gotów przekazać twierdzę, jeżeli wyrażona zostanie zgoda na jego wyjście z twierdzy z bronią, bagażem i armatami.

Starannie ukryto zaskoczenie i radość i natychmiast przyjęto propozycję. Rozpoczęte natychmiast rokowania trwały 24 godziny. Massena osobiście wziął w nich udział; spotkał się na moście w Cornigliano z admirałem Keith'em i generałem Ott. Ten ostatni był w skrajnej konsternacji; ale rozumiał, że strata czasu może wywołać najokropniejsze skutki. W przeciągu 4 czerwca dowiedział się, że Armia Rezerwowa wymusiła możliwość przekroczenia Ticino, wkroczyła do Mediolanu i zajęła Pavię; jej patrole docierały już do Addy. Nie zyskałby nic, gdyby spełnił żądanie Masseny i zezwolił na odmarsz z Genui z bronią i armatami. Massena miał jeszcze 12 000 ludzi; połączyłby się z korpusem Sucheta, który liczył tyle samo żołnierzy i oboje wyruszyliby przeciwko niemu, osłabionemu o jedną dywizję, którą byłby zmuszony pozostawić w Genui. Dotarłby więc do Padu tylko na czele 30 batalionów, których liczebność w trakcie kampanii stopniała do 15 000 ludzi.

Dlatego Ott zaproponował, by armia francuska została wraz z bronią i bagażami przetransportowana drogą morską do Antibes. Propozycja ta została odrzucona i w końcu uzgodniono, że 8 500 ludzi garnizonu pomaszeruje drogą do Voltri, a reszta zostanie wywieziona drogą morską.

6 czerwca Genuę  opuściła większa część załogi, 8 500 ludzi, z bronią i bagażami, ale bez armat i pomaszerowała do Voltri. Głównodowodzący zaokrętował się wraz z 1 500 ludźmi i 20 armatami polowymi na 5 francuskich statków kaperskich. Chorzy i ranni pozostali w szpitalach pod opieką francuskich oficerów sanitarnych.

Ott powierzył Genuę księciu Hohenzollernowi, pozostawiając mu do dyspozycji 10 000 ludzi. Angielski admirał zajął port i jego urządzenia. Ze wszystkich stron sprowadzono żywność i po kilku dniach w mieście jej nadmiar zastąpił głód.

Zachowanie Anglików wywołało rozgoryczenie wśród ludu. Na wszystkim kładli oni swoje ręce, Słuchając ich, można było przyjąć, że sami zdobyli Genuę; twierdza została pokonana jednak przez głód, bo angielska eskadra przechwyciła wszystkie dostawy żywności. 

VIII.

Generał Elsnitz potrzebował 6 dni, by dokonać przygotowań do odwrotu; opuścił Niceę w nocy z 28 na 29 maja z zamiarem zajęcia linii Roja i osłaniania oblężenia Genui. Zanim otwarcie przystąpił do odwrotu zrobił to, co często robili austriaccy dowódcy; dwukrotnie, a mianowicie 22 i 26 maja zaatakował przyczółek na Varze. Został odparty i stracił

5-6 000 ludzi. Te ataki miały na celu zastraszyć Sucheta, ukryć przed nim rzeczywiste zamiary i powstrzymać go od wysłania kolumny przez wysokie góry w kierunku Col di Tenda. Suchet dopiero 29 maja dowiedział się za pomocą telegrafu na Montalbano o odwrocie jego przeciwnika; natychmiast przeszedł przez most i tego samego dnia wkroczył do Nicei. Mieszkańcy wysłali do niego delegację, prosząc o miłosierdzie. Potrzebowali go, bo zachowali się bardzo źle.

Generałowie Menard i Rochambeau w pospiesznych marszach udali się na trakt łączący Niceę z Turynem, by dogonić prawe skrzydło nieprzyjaciela. Udało im się nadgonić stracony czas i na wzniesieniach Breglio, pomiędzy Breglio i Saorgio natknęli się na oddziały generała Goruppa. Okrążyli go, pobili i zmusili do skierowania się w kierunku wybrzeża, czyli oddania drogi w kierunku Col di Tenda, które zostało teraz zajęte przez Francuzów.

W międzyczasie Elsnitz przez długi czas trwał przy zamiarze utrzymania się na linii rzeki Roja. Otrzymał jednak rozkaz wycofania się jak najszybciej za Col di Tenda i udania się nad Pad. Ale po porażce generała Goruppa nie było to już możliwe. Po dotarciu do Oneglia, pomaszerował dalej w kierunku Pieve, Ormea i Ceva. Ten trudny marsz udało mu się szczęśliwie przeprowadzić. Jego ariergarda została jednak pod Pieve zaatakowana i pobita; podczas tego trudnego manewru stracił tylko 1 200-1 500 ludzi, kilka armat i wozów transportowych.

Suchet dotarł 6 czerwca do Savony, gdzie dołączył do niego generał Gazan, prowadzący 8 500 ludzi wycofanych z Genui. Zajął kwartery nad Bormidą i zablokował cytadelę Savony wraz z jej austriacką załogą. Od 29 maja aż do 6 czerwca Francuzi z wielką energią pędzili nieprzyjaciela przed sobą. Wzięli 1 500-2 000 jeńców i w wielu potyczkach udowodnili swoją dzielność. Nad nieprzyjacielem mieli jedną, nieocenioną przewagę: znajomość kraju; poza tym sprzyjała im pod każdym względem miejscowa ludność. 

IX.

Po bitwie pod Marengo generał Suchet otrzymał rozkaz pomaszerowania do Genui. Swoją kwaterę założył w Cornigliano i wkroczył, zgodnie z ustaleniami konwencji w Alessandrii (15 czerwca, w dzień po bitwie pod Marengo, w Alessandrii podpisano zawieszenie broni w wyniku którego Francji uzyskała kontrolę nad Lombardią, Ligurią i Piemontem, natomiast Austriacy zatrzymali Toskanię, Mantuę i Ankonę. Linię demarkacyjną stanowiły rzeki Chiesa i Mincio - przyp.tłum.), 24 czerwca do Genui; ale już 20-tego tego miesiąca podpisał oddzielną umowę z generałem Hohenzollernem. Gdy tylko ludność Genui przestała cierpieć głód, odezwały się w niej jej dawne sympatie. Chciwość Anglików wzbudzała wielkie niezadowolenie; wszystko chcieli zabrać. Swoje ręce chcieli położyć nawet na towary w wolnym porcie. Doszło na tym tle do ożywionych sporów, nawet do rękoczynów; kilku Anglików zostało zamordowanych. Gdy Suchet usłyszał o zachowaniu angielskiego admirała, zaczął się domagać dotrzymania ustaleń z Alessandrii; spowodowało to wymianę osobliwej korenspondencji pomiędzy nim i generałem Hohenzollernem, który oparł się wszystkim żądaniom Anglików i by zapobiec ich zakusom, wystawił straże przed arsenałem i w porcie. Udowodnił tym, że jest człowiekiem honoru. 

Pierwszą wiadomość o przekazaniu Genui Napoleon otrzymał od kilku mediolańskich patriotów, którzy schronili się w Genui i potem powrócili przez góry do swojego rodzinnego miasta; dopiero 24 godziny później otrzymał on oficjalny raport. Wiadmość o zwycięstwie pod Marengo napełniła Genueńczyków wielką radością; ich miasto rodzinne było wolne. Mieli duży udział w chwale ich sojuszników. Partia oligarchów zniknęła w nicości. Ze strony niższych warstw ludności w kierunku Anglikom i Austriakom posypały się groźby i obelgi; popłynęła krew; jeden z austriackich regimentów został niemalże całkowicie wybity. Hohenzollern musiał skierować się do Sucheta i prosić o pośrednictwo, by lud zachował spokój w ciągu dni pozostałych do przekazania i opuszczenia przez niego twierdzy.

Wkroczenie Sucheta do tego wielkiego miasta przypominał triumfalny pochód; armię powitało 400 młodych dziewcząt, ubranych w barwy francuskie i liguryjskie. Generał Hohenzollern wypełnił wszystkie swoje zobowiązania; eskadra angielska wypłynęła w morze. Genueńczycy żałowali, że nie zatrzymali jej dłużej; oskarżali samych siebie o tchórzliwość i brak zaufania do szczęścia pierwszego francuskiego dowódcy; bo gdyby byli pewni, że muszą wytrzymać jeszcze tylko 5 albo 6 dni, znaleźliby siły, by wytrzymać swoje cierpienia.

Podczas tych szybko następujących wydarzeń generał Massena wylądował w Antibes, gdzie pozostał przez pewien czas. W końcu jednak przybył do Mediolanu jeszcze przed wyjazdem Napoleona do Paryża i objął dowództwo nowej Armii Italii (Massena otrzymał nową nominację w dniu 24 czerwca 1800 roku - przyp.tłum.). 

X.

Uwaga pierwsza: Massena 

Armia austriacka była 2 razy silniejsza niż francuska; ale pozycje, które zajęła ta ostatnia, były do tego stopnia silne, że powinna ona była odnieść zwycięstwo. W trakcie obrony Massena popełnił zasadniczy błąd.

Obie armie oddzielony były Alpami i Apeninami; Austriacy zajmowali zbocza po włoskiej stronie, od Col de l'Argentiere do Bobbio. Francuzi wysokie szczyty i zbocza od strony morza. Ich kwatera główna była w Genui, oddalonej od Nicei o więcej niż 160 kilometrów, podczas, gdy niektóre ich dywizje, stojące koło Coni, były oddalone od Nicei o zaledwie 80 kilometrów. Oneglia położona jest 90 kilometrów od Genui, ale austriacka dywizja, która zajmowała Tanaro, miała do Genui tylko 40 kilometrów; Savona leży 45 kilometrów od Genui, stojąca nad Bormidą austriacka dywizja była oddalona od Savony tylko o 13 kilometrów. Armia austriacka była liczniejsza; była w ofensywie, była przedsiębiorcza i była w stanie dotrzeć do Nicei, Oneglii i Savony przed francuską kwaterą główną.

Pas lądu pomiędzy Genuą i Niceą, zwany Riwierą, jest bardzo wąski. Położony jest pomiędzy szczytami Apeninów i morzem. W odniesieniu do swojej długości przypomina parów, który nie jest ani wystarczająco głęboki, ani wystarczająco szeroki, by nadawał się do obrony.

Trzeba więc wybrać jedno z następujących rozwiązań: albo założyć kwaterą główną w Nicei, a jako linię obronną przyjąć pozycje od szczytu Argentiere aż do Tendy, następnie nad Tanaro, Taggią lub Roja; albo należy skoncentrować obronę wokół Genui. O to drugie rozwiązanie opierał się opracowany przez Pierwszego Konsula plan kampanii. Genua jest bardzo dużym miastem; jest silną twierdzą, osłanianą dodatkowo przez małą twierdzę Gavi, a ponadto na swojej lewej flance przez cytadelę w Savonie.  Gdy tylko zdecydował się na taki plan, generał Massena powinien był postępować jak generał Republiki Liguryjskiej i nie mieć innego zadania, jak obrona jej stolicy. Dywizja pozostawiona przez niego w Nicei do obserwacji przełęczy, licząca 3-4 000 ludzi, była wystarczająco silna. Generał Massena nie rozumiał, jakiego ma dokonać wyboru; chciał utrzymać równocześnie łączność z Niceą i z Genuą. To było niemożliwe; został odcięty.

Miał on trzy możliwości ustawienia swojej armii:

1. Generałowi Suchet, który dowodził lewym skrzydłem, dał 14 000 ludzi i pozwolił na czele sił głównych zająć pozycje na wzgórzach pod Montelegino, które należało umocnić; Settepanni, wieża w Melongo, Madonna della Neve, San Giacomo, Cadibona obserwowane były przez lotne kolumny; z fortów w Vado trzeba było usunąć całą artylerię.

Generałowi Soult, prowadzącym centrum, dał do dyspozycji 10 000 ludzi do obrony linii pomiędzy Monte Fajale i Bocchettą; generałowi Miollis, dowodzącym prawym skrzydłem, dał 3 000 ludzi, którzy musieli oszancować się za potokiem Sturla, na Monte Ratti i Monte Fascia. 7 000 ludzi zatrzymał jako rezerwę w mieście.

Montelegino, Bocchetta i Monte Fascia były trudne do zaatakowania; nieprzyjaciel musiałby podzielić swoje siły na dużą ilość kolumn, które można by było pojedynczo zaatakować i rozbić. Zamiast rozciągniętych na 90 kilometrów stanowisk wybranych przez Massenę, wystarczyłoby zająć je na odcinku 45 kilometrów. Ale w takim przypadku armia nieprzyjaciela zajęłaby trakt do Coniche, obeszłaby lewe skrzydło armii francuskiej i zajęłaby San Giacomo, Cadibonę i Vado; ale armia francuska pozostałaby niepodzielona. Gdyby jej lewe skrzydło zostało wyparte ze wzgórz pod Montelegino, mogłaby wycofać się powoli w kierunku Monte Fajale pod osłonę armat w Voltri, a później do Genui.

2. Massena mógł ustawić swoje lewe skrzydło przeciwko Voltri pod Madonna dell' Acqua, centrum za Bocchettą, a prawe skrzydło za Sturlą. Taka linia nie była tak rozciągnięta i mogła zostać obsadzona niewielką ilością oddziałów; umocnienia powinny zostać staranniej wykonane; więcej niż połowa armii powinna była zostać pod bramami Genui jako rezerwa. Massena mógł przejść do ataku przez Riviera di Levante, dolinę rzeki Bisagno, przez Bocchettę, przez góry pod Sasello albo przez Rivera di Ponente. Zaatakowane nieprzyjacielskie kolumny zmuszony byłyby w tym ciężkim terenie do podzielenia się.

3. Mógł też  na wzniesieniach pod Genuą zająć umocniony obóz i stamtąd zagrozić Włochom; w tym celu powinien był oprzeć  oba skrzydła o 2 szańce polowe, a front osłonić umocnieniami i około 100 niezaprzężonymi armatami artylerii konnej; rezerwę powinna stanowić załoga Genui. Licząca 30 000 ludzi armia francuska, dowodzona przez Massenę, nie mogła z tak silnych pozycji zostać wyparta nawet przez 60 000 Austriaków. Jeżeli Melas pozostawiłby tę armię w spokoju i swoimi manewrami odciął ją od Nicei, nie miałoby to żadnego znaczenia: w takim przypadku Massena mógłby wkroczyć do Piemontu. A ewentualne manewry Melasa skierowane przeciwko Genui uniemożliwiłyby małe twierdze Gavi i Serravalle, a przede wszystkim trudny teren, w którym przyszłoby mu działać; takie ustawienie umożliwiłoby przynajmniej Francuzom znalezienie okazji do przejęcia inicjatywy, zaatakowania skrzydła armii nieprzyjaciela i rozbicia go. 

Uwaga druga 

Genua otworzyła bramy w momencie, gdy była już uratowana. Generał Massena wiedział, że odsiecz dotarła już do Padu; był pewien, że nie odniosła żadnej porażki, bo wieść o takowej byłaby mu niezwłocznie przekazana przez wroga. Gdy Cezar oblegał Alezję (rozstrzygająca bitwa, która odbyła się w 52 roku p.n.e. pod Alezją, w której dowodzone przez Gajusza Juliusza Cezara legiony rzymskie rozbiły siły Galów dowodzonych przed Wercyngoteryksa. Zwycięstwo to umocniło na długi czas panowanie Rzymian w Galii. Działania ich wojsk pod Alezją uznaje się za największą antyczną operację oblężniczą - przyp.tłum.) otoczył twierdzę tak ciasno, że nie otrzymywała ona żadnych wiadomości z zewnątrz. Gdy minął czas, w którym spodziewano się przybycia obiecanej odsieczy, w twierdzy zebrała się rada wojenna pod przewodnictwem Wercyngoteryksa. Critognatus podniósł się i stwierdził:

"- Nie macie żadnej wiadomości o odsieczy. Ale czyż nie otrzymujecie codziennie wiadomości od Cezara? Czyżbyście wierzyli, że Cezar budowałby z taką starannością jedne umocnienia po drugich, gdy nie obawiał się zbliżania armii Galów? Wytrzymajcie, a będziecie uratowani!"

Rzeczywiście, licząca 20 000 ludzi armia galijska nadeszła i zaatakowała legiony Cezara.

Gdy generał Ott i admirał Keith przystali na propozycję wyjścia załogi z bronią z miasta, było to równie wyraźnym znakiem, jak gdyby nadszedł list Napoleona zapowiadający jego rychłe przybycie. Czyż przyjęcie przez nieprzyjaciela tego podstawowego warunku i upieranie się, że garnizon zostanie przetransportowany drogą morską do Nicei nie odsłaniało jasno i wyraźnie jego krytycznej sytuacji? Massena powinien był przerwać rokowania; mógł być bowiem pewien, że za 5-6 dni zostanie uwolniony; w rzeczywistości odsiecz nadeszłaby już w przeciągu 12 godzin. Nieprzyjacielscy generałowie wiedzieli dokładnie, jaki okropny głód panował w mieście; nie wyraziliby zgody na taki rodzaj kapitulacji i wyjście Francuzów z miasta z bronią, gdyby nie wiedzieli o zbliżaniu się armii, która zmusiłaby ich do zakończenia oblężenia.

8 500 ludzi opuściło Genuę drogą lądową, ale bez armat. Massena zaokrętował się wraz z 20 działami polowymi i 1 500 ludźmi i wylądował w Antibes; w mieście, do pilnowania swoich chorych, pozostawił 1 500 ludzi. Jego obowiązkiem było dzielenie losu swoich ludzi i chyba zrozumiał, jak bardzo zależało wrogowi na oddzieleniu go od nich. Rzeczywiście, gdy oddziały francuskie musiały dotrzeć zaledwie do Voltri, by dowiedzieć się o zbliżaniu Armii Rezerwowej i dotarciu Sucheta do Finale. Gdyby na ich czele stał Massena, wzmocniłby on Sucheta i pomaszerował na pole bitwy pod Marengo. Jego zachowanie nie jest godne naśladowania; zrobił błąd, który miał fatalne skutki. Co go do tego skłoniło, nie jest wiadome do dzisiaj.

Wiele mówiono o pochlebstwach, którymi nieprzyjacielscy generałowie obsypali Massenę w trakcie rokowań; ale to powinno tylko wzmocnić jego czujność. Gdy Napoleon chciał widzieć po przeciwnej stronie bardzo przeciętnego generała Proverę, chwalił go do tego stopnia, że wywarte w ten sposób na rządzie w Wiedniu wrażenie spowodowało iż ten ponownie powierzył temu generałowi dowództwo. Później Provera dostał się po raz drugi pod La Favorita do niewoli. Gdy francuski dowódca Mantui przekazywał twierdzę, otrzymał od feldmarszałka Kraya w podarunku sztandar i najwyższe słowa pochwały za odwagę. Pochwały z ust wroga są zawsze podejrzane; człowiek honoru może przyjąć pochlebstwa dopiero po zakończeniu działań wojennych.

Niech Bóg broni, by przypisywano bohaterowi spod Rivoli i Zurychu brak energii i charakteru ! W bitewnym ogniu Massena wyróżniał się najwyższą odwagą; odgłos armat wywoływał u niego jasność myśli, budził odwagę, bystrość i pogodę ducha!

Przesadzono mocno w stwierdzeniu, że stan Armii Italii był zły. Rzeczywiście była ona w trudnej sytuacji; ale w miesiącach luty, marzec i kwiecień stan ten znacznie się poprawił. Mówiono, że armia ta liczy jedynie 25 000 ludzi; w rzeczywistości tworzyło ją 40 000 ludzi, zajmujących pozycje od Varu do Genui. Poza tym - wystawiona przez partię demokratyczną genueńska Gwardia Narodowa była sprawie francuskiej bezgranicznie oddana. W Genui przebywało wielu patriotów, uciekinierów włoskich, z których utworzono kilka batalionów. W momencie przekazania twierdzy w Genui przebywało 12 000 Francuzów oraz 3 000 Włochów, Liguryjczyków i Gwardii Narodowych, nie należących do stanu armii; 6 000 przebywało w szpitalach; Suchet w chwili przybycia do Savony miał 10 000 ludzi. Z armii, która straciła 17 000 poległych, rannych, wziętych do niewoli albo wysłanych do Francji, pozostało zatem jeszcze 25 000 ludzi pod bronią.

 

VI. Marengo. 
 

I. Utworzenie Armii Rezerwowej. - II. Wyjazd Pierwszego Konsula do armii. Kwatera główna w Genewie, później w Lozannie. - III. Przejście przez przełęcz Św.Bernarda. - IV. Przejście przez armię francuską Sesii i Trebbii. Wkroczenie do Mediolanu. - V. Pozycja armii francuskiej. Wiadomość o poddaniu Genui. - VI. Potyczka pod Montebello. - VII. Przybycie do głównej kwatery generała Desaix. - VIII. Bitwa pod Marengo. - IX. Zawieszenie broni podpisane pod Marengo. - X. Oddanie Francuzom Genui. - XI. Powrót Pierwszego Konsula do Francji. 
 

I.

7 stycznia 1800 roku Pierwszy Konsul wydał dekret o utworzeniu Armii Rezerwowej. Do wszystkich weteranów skierowano wezwanie stawienia się na służbę ojczyzny pod rozkazy Pierwszego Konsula. By zapewnić tej armii żołnierzy, zarządzono powołanie 30 000 rekrutów. Minister wojny, generał Berthier wyjechał z Paryża 2 kwietnia, by objąć dowództwo armii; konstytucja roku VIII nie pozwalała bowiem Pierwszemu Konsulowi osobiście objąć dowództwa. Konsulowie stanowili władzę cywilną; zgodnie z zasadą, że kompetencje są podzielone, a za poszczególne resorty odpowiedzialni są ministrowie, nie wolno było najwyższemu urzędnikowi Republiki osobiście dowodzić armią; ale żaden przepis, żadne prawo nie zabraniało jego obecności przy armii. W rzeczywistości Armią Rezerwową dowodził Pierwszy Konsul; ale oficjalnie stanowisko głównodowodzącego zajmował jego szef sztabu Berthier.

Gdy tylko do Paryża dotarły wiadomości o rozpoczęciu działań wojennych i niekorzystnym rozwoju wypadków, Pierwszy Konsul uznał za niezbędne pomaszerować najkrótszą drogą na pomoc Armii Italii; uznał, że najkorzystniejszym będzie wkroczenie do Włoch przez przełęcz Św.Bernarda, by znaleźć się za plecami armii Melasa, zająć jej magazyny, pociągi transportowe i szpitale, a na koniec wydać bitwę odciętej od Austrii armii nieprzyjaciela. Klęska w jednej bitwie musiała oznaczać całkowite zniszczenie armii austriackiej i zdobycie całych Włoch. By zrealizować taki plan konieczna była szybkość, całkowite zachowanie tajemnicy i wielka śmiałość. Najtrudniejszym było zachowanie tajemnicy; jak ukryć przed licznymi szpiegami angielskimi i austriackimi ruchy armii? Za najodpowiedniejszy środek Pierwszy Konsul uznał rozpowszechnienie na szeroką skalę wieści o utworzeniu nowej armii i tak częste o niej mówienie, aż wywołało to rozbawienie nieprzyjaciół, którzy w tych pompatycznych zapowiedziach widzieli jedynie próbę zastraszenia armii austriackiej oblegającej Genuę. Koniecznym było skierowanie uwagi obserwatorów i szpiegów na jeden określony punkt: zdradzano zatem w informacjach przekazywanych Ciału Prawodawczemu i Senatowi, w dekretach i artykułach prasowych, że miejscem koncentracji Armii Rezerwowej jest Dijon, gdzie Pierwszy Konsul odbierze rewię itd. Do Dijon przybyli natychmiast szpiedzy i obserwatorzy; zobaczyli tam w pierwszych dniach kwietnia wielki sztab bez armii, a w przeciągu tego samego miesiąca około 5-6 000 rekrutów i weteranów, wśród nich nawet kaleki, którzy mieli więcej dobrej woli niż zdrowych członków.

Już wkrótce armia ta stała się obiektem żartów, a gdy Pierwszy Konsul odebrał 6 maja rewię, że zdziwieniem zobaczono tylko 7-8 000 ludzi, z których większość nawet nie była umundurowana. Dziwiono się, że najwyższy urzędnik Republiki opuścił swój pałac, by odebrać paradę, która mogłaby też odbyć się w obecności generała brygady. Raporty o przeglądzie popłynęły do Bretanii, do Genewy, Bazylei, Londynu, Wiednia i Włoch. Europa była zalana karykaturami. Jedna z nich przedstawiała karykaturę 12-letniego chłopca oraz inwalidę z drewnianą nogą. Podpis brzmiał: Armia Rezerwowa Bonapartego.

W tym samym czasie rzeczywista armia powstała na innej drodze; w różnych miejscach koncentracji organizowały się nowe dywizje. Miejscowości te leżały na uboczu i nie miały między sobą żadnej łączności. Środki pojednawcze zastosowane w zimie przez rząd konsularny oraz przeprowadzone równolegle z dużą szybkością operacje wojskowe przywróciły pokój w Wandei i na terenach szuanów. Duża część oddziałów tworzących Armię Rezerwową została odciągnięta właśnie z tych terenów. Dyrektoriat uważał za stosowne trzymanie w Paryżu kilku pułków do własnej obrony i zwalczania niepokojów. Ponieważ jednak rząd Pierwszego Konsula był w najwyższym stopniu narodowy, obecność wojska w stolicy była całkowicie zbyteczna, a stacjonujące tam oddziały zostały również posłane do Armii Rezerwowej. Wiele z tych pułków nie uczestniczyło w nieszczęsnej kampanii 1799 roku i dlatego miały pełne poczucie swojej przewagi i chwały. Park artylerii utworzono z armat oddanych przez liczne arsenały i twierdze. Najtrudniejszym było ukrycie dostawy niezbędnego prowiantu dla armii, która przebyć miała pozbawione wszystkiego góry. Intendent kazał przygotować w Lyonie 2 miliony porcji sucharów. Około 100 000 z nich przesłano do Tulonu, skąd miały zostać przewiezione drogą morską do Genui; 1 800 000 skierowano do Genewy, załadowano na statki na jeziorze i rozładowano w Villeneuve w momencie, gdy dotarła tam armia.

W tym samym czasie, gdy z największą ostentacją chełpiono się utworzeniem Armii Rezerwowej, przygotowano małe ulotki zawierające przeróżne skandaliczne anegdoty o Pierwszym Konsulu i udowadniano, że Armia Rezerwowa nie istnieje i nawet istnieć nie może; a aktualnej sytuacji możliwym było zebranie najwyżej 12-15 000 rekrutów. Jako dowód przypominano wysiłki dokonane podczas zeszłorocznej kampanii mające na celu zebranie różnych armii, które wszystkie zostały pobite we Włoszech oraz tegoroczne, wzmocniające potężną Armii Renu. A przede wszystkim - stwierdzano - czy pozostawiono by Armię Italii tak słabą, jeżeli można było ją wzmocnić?

Wszystkie te wysiłki skierowania szpiegów na fałszywy trop zostały uwieńczone wielkim sukcesem. W Paryżu, w Dijon, we Wiedniu mówiono:

"- Nie istnieje żadna Armia Rezerwowa!

W kwaterze głównej feldmarszałka Melasa stwierdzano nawet:

"- Armia Rezerwowa, którą nieustannie nam grozi się, to banda 7-8 000 rekrutów i inwalidów, którą chce się nas zwieść i odciągnąć od oblężenia Genui. Francuzi za bardzo wierzą w naszą naiwność; chcieliby, byśmy postąpili jak pies w bajce, który porzuca trzymane w pysku mięso, by polować na jego odbicie w wodzie". 
 

II.

Pierwszy Konsul opuścił  6 maja Paryż i udał się do Dijon, by odebrać  wspomnianą wyżej paradę obecnych tam żołnierzy i inwalidów. 8 maja przybył do Genewy. Mieszkający tam słynny Neckar postarał się, by dostąpić zaszczytu zostania przedstawionym Pierwszemu Konsulowi Republiki Francuskiej; rozmawiał z nim przez godzinę, mówiąc wiele o moralności, która powinna cechować ministra finansów. We wszystkich swoich słowach dawał do zrozumienia, że życzyłby sobie stanięcia na czele francuskiego systemu finansowego. Nie wiedział przy tym nawet, jak należy postępować z obligacjami państwowymi. Chwalił bardzo operacje wojskowe, które odbywały się przed jego oczami. Pierwszy Konsul był z tej rozmowy niezbyt zadowolony.



13 maja Napoleon odebrał  w Lozannie rewię rzeczywistej awangardy Armii Rezerwowej. Dowodził  nią generał Lannes; składała się z 6 starych, wyborowych regimentów, doskonale umundurowanych i wyposażonych, we wszystko, co potrzebne. Awangarda natychmiast pomaszerowała w kierunku Wielkiego Św.Bernarda; jej śladem podążyły stopniowo pozostałe dywizje, Tworzyły one liczącą 36 000 żołnierzy armię, którą można było obdarzyć zaufaniem; jej park artyleryjski liczył 40 dział. Dowódcami w tej armii byli generałowie Victor, Loison, Watrin, Boudet, Chambarlhac, Murat i Monnier. 
 

III.

Pierwszy Konsul przedłożył  przejście przez Św.Bernarda nad drogę przez Mont Cenis; ta pierwsza nie była trudniejsza od tej drugiej. Od Lozanny do Saint-Pierre, wioski leżącej u podnóża Św.Bernarda, prowadziła dogodna dla artylerii droga, podobnie jak od wsi Saint-Remy do Aosty. Trudność stanowiło jedynie przekroczenie Św.Bernarda. Ten sam problem występował również na Mont Cenis; ale przejście przez Św.Bernarda było o tyle korzystne, że zostawiano po prawej stronie Turyn i manewrowano w słabo zaludnionej okolicy, co umożliwiało lepsze ukrycie manewrów niż w Sabaudii; tam bowiem, na głównym trakcie, nieprzyjaciel miał oczywiście wielu szpiegów.



Szybkie przetransportowanie artylerii przez Alpy wydawało się niemożliwym. Zebrano wiele mułów i przygotowano mnóstwo małych skrzynek na amunicję dla piechoty i artylerii. Te skrzynki miały być transportowane na grzbietach mułów, podobnie jak wyposażenie kuźni polowych; jedyną rzeczywistą trudnością, którą należało jeszcze pokonać, był transport armat. Do tego celu przygotowano około 100 pni drzewnych; zostały one wydrążone w ten sposób, że w każdym z nich można było umieścić lufą armatnią, przymocowaną klinami. Do każdego tak zapakowanego działa miało być zaprzężonych 100 żołnierzy. Lawety porozbierano i załadowano na grzbiety mułów. Wszystkie te przygotowania wykonane zostały przez generałów Gassendi i Marmonta tak starannie wykonane, że artyleria w żadnym stopniu nie opóźniała marszu. Oddziały wzięły sobie za punkt honoru nie pozostawienia w tyle swojej artylerii i rywalizowały między sobą w ciągnięciu pni. W czasie całego marszu przygrywały pułkowe kapele; najtrudniejsze miejsca pokonane zostały przez żołnierzy, mimo dużego wysiłku, z wielką ochotą. Jedna z dywizji postanowiła na przełęczy, w śniegu i mrozie rozbić biwak, by czekać na swoją artylerię, zamiast zejść na nizinę, którą osiągnęłaby przed zapadnięciem ciemności. 2 półkompanie robotników artylerii rozłożyły się z kuźniami polowymi we wioskach St.Pierre i St.Remy, by rozbierać, a potem ponownie składać różne wozy artylerii.

16 maja Pierwszy Konsul przenocował w klasztorze Saint-Maurice; armia przeszła przez Św.Bernarda w dniach 17-20 maja. Pierwszy Konsul zrobił to 20 maja; w najgorszych miejscach wsiadał na muła, należącego do wieśniaka z St.Pierre; przeor klasztoru twierdził, że był to najpewniejszy muł w całej okolicy. Przewodnikiem Pierwszego Konsula był silny, 22-letni młodzieniec; rozmawiał z Pierwszym Konsulem z zaufaniem typowym dla młodości i z prostotą ludzi gór, zdradzając mu wszystkie swoje drobne bolączki i marzenia na przyszłość. Po przybyciu do hospicjum Pierwszy Konsul, który dotychczas nie zareagował na słowa młodzieńca, napisał list i wręczył swojemu przewodnikowi; list ten zawierał polecenia, które wykonano bezpośrednio po przejściu gór i które spełniły wszystkie życzenia młodego przewodnika, jak np. budowę domu, zakup ziemi itd. Młody mieszkaniec gór był tak zdziwiony, gdy zobaczył po powrocie, jak wielu ludzi pospiesznie wypełnia jego życzenia i jak wiele szczęścia go nagle spotyka.

Pierwszy Konsul zatrzymał  się przez godzinę w klasztorze u gościnnych mnichów i przystąpił do schodzenia, zsuwając się po bardzo stromym ośnieżonym zboczu. Panował jeszcze bardzo silny mróz. Dla koni zejście było trudniejsze, niż wspinaczka; mimo tego wydarzyło się tylko kilka wypadków. Bracia ze Św.Bernarda mieli wielkie zapasy wina, chleba i sera, każdy przechodzący żołnierz dostał od tych dobrych mnichów sporą porcję żywności.

16 maja generał  Lannes na czele 6.półbrygady lekkiej, 28. i 44. półbrygady piechoty liniowej, 11. i 12. pułku huzarów oraz 21.pułku strzelców konnych dotarł do Aosty. W mieście tym armia znalazła znakomite kwatery i zaprowiantowanie. 17 maja awangarda przybyła do Chatillon, gdzie stał austriacki korpus, liczący 4-5 000 ludzi, który uznano za wystarczający do obrony doliny. Został on natychmiast zaatakowany i rozbity; Austriacy stracili 3 armaty i kilkuset jeńców.

Armia francuska była przekonana, że pokonała wszystkie przeszkody; maszerowała przy wspaniałej wiosennej pogodzie piękną doliną, zabudowaną domami, pełną wspaniałych zielonych łąk. Ale niespodziewanie zatrzymały ją armaty fortu Bard.

Fort ten leży pomiędzy Aostą i Ivreą na wzgórzu pomiędzy dwoma pasmami, które oddalone są od siebie o 50 metrów. U stóp góry płynie górski potok Dora, którego dolinę fort całkowicie zagradza; droga wiedzie przez umocnienia miasta Bard, otoczonego murami obronnymi i będącego w zasięgu armat fortu. Oficerowie inżynierii awangardy dokonali rozpoznania i przygotowali raport, w którym stwierdzali iż dalszy marsz możliwy jest tylko przez miasto. Generał Lannes rozkazał przeprowadzić atak nocny na fort; był on jednak ze wszystkich stron osłoniony. Jak to zwykle bywa, zła wiadomość szybko rozniosła się w szeregach armii, a nawet na jej tyłach. Wydano nawet rozkaz, by zatrzymać transport artylerii przez przełęcz Św.Bernarda. Ale Pierwszy Konsul, który dotarł już do Aosty, udał się natychmiast do Bard, wspiął się na górujące nad miastem skały Albaredo i rozpoznał już wkrótce, że istniała możliwość opanowania miasta. Nie należało jednak tracić ani chwili. 25 maja 28.półbrygada, prowadzona przez pułkownika Dufour, wspięła się po drabinach na mury i zajęła miasto, oddzielone od fortu jedynie potokiem Dora. Daremnie przez całą noc na głowy znajdujących się w mieście Francuzów spadały wystrzelone z fortu kartacze; utrzymali się, a fort, ze względu na mieszkańców, zaprzestał w końcu prowadzenie ognia.

Pułki piechoty i kawalerii jeden po drugim przechodziły wąską ścieżką, którą wspiął się Pierwszy Konsul i po której jeszcze nigdy nie przeszedł żaden koń. Była to ścieżka znana tylko kozicom.

W przeciągu następnych nocy oficerowie inżynierii z podziwu godnym sprytem przy pomocy kanonierów przetransportowali armaty przez miasto. Wszystko przygotowano tak, by komendant twierdzy niczego nie spostrzegł: ulica wyłożona została materacami i obornikiem; armaty, pokryte liśćmi i słomą, były ciągnięte w całkowitym milczeniu przez ludzi. Odbywało się to w odległości pistoletowego strzału od baterii fortu na długości 400-500 metrów. Garnizon nie miał wprawdzie pojęcia, co się dzieje, ale od czasu do czasu na chybił trafił oddawane były strzały, od których zginęło albo zostało rannych wielu kanonierów; ale to nie obniżyło ich zapału. Fort poddał się dopiero w pierwszych dniach czerwca, kiedy ogromnym wysiłkiem udało się ustawić kilka armat na skałach Albaredo, które swoim ogniem zniszczyły baterie fortu (po zdobyciu fort został na polecenie Napoleona zrównany z ziemią, istniejąca współcześnie twierdza wybudowana została w latach 1830-1837 - przyp.tłum.).

Gdyby trzeba było dla przetransportowania artylerii odczekać upadku fortu, zniweczone zostałyby wszystkie nadzieje na zakończenie kampanii sukcesem.

Ta przeszkoda była o wiele znaczniejsza niż Wielki Św.Bernard, a mimo tego żadna z nich nie opóźniła marszu armii nawet o jeden dzień. Istnienie fortu Bard było znane Pierwszemu Konsulowi; ale na podstawie wszystkich planów i wszystkich otrzymanych informacji można było przyjąć, że zajęcie go nie będzie stwarzało problemów.

Dowodzący fortem austriacki oficer (dowódcą garnizonu twierdzy był wówczas kapitan Bernkopf - przyp.tłum.) wysłał list do Melasa, informując go, że widział przechodzących ponad 30 000 piechoty i 3-4 000 koni oraz liczny sztab; te tłumy przeszły po jego prawej stronie po swojego rodzaju schodach przez skały Albaredo; zapewnił jednak, że nie przeszła ani jedna armata, ani jeden wóz amunicyjny; on sam może bronić się przez miesiąc; jest zatem mało prawdopodobne, by armia francuska, nie mając przy sobie jeszcze artylerii, odważyła się przed upływem tego czasu na zejście na nizinę. Po kapitulacji fortu oficerowie garnizonu byli nieprzyjemnie zaskoczeni, gdy dowiedzieli się, że cała francuska artyleria w przeciągu jednej nocy przeciągnęła w odległości 60-70 metrów od wałów fortu.

Czy armia francuska cofnęłaby się z powrotem przez Św.Bernarda, gdyby niemożliwym okazało się przetransportowanie artylerii przez miasto Bard? Nie. Wyszłaby mimo wszystko koło Ivrei na nizinę, a ten manewr zmusiłby Melasa do wycofania się z Nicei. Nawet bez artylerii nie musiała się niczego obawiać, zajmując znakomite pozycje u wyjść z wąwozów, gdzie osłaniałaby oblężenie fortu Bard i czekała na jego kapitulację. Przy normalnym rozwoju wydarzeń fort wpadłby w posiadanie Francuzów 1 czerwca; ale gdyby rzeczywiście zatrzymał całą armię, zostałby przypuszczalnie wcześniej zajęty, gdyż wówczas cały wysiłek zostałby poświęcony jego zdobyciu, zamiast pozostawić tam złożoną z rekrutów brygadę pod generałem Chabran. Brygada ta przeszła przez Małego Św.Bernarda.

W międzyczasie Melas skierował liczne oddziały do Turynu, by stamtąd wzmocnić  dywizje pilnujące doliny Aosty i Mont Cenis; on sam dotarł do Turynu 22 maja. W tym samym dniu dowodzący w Alpach generał Turreau zaatakował na czele 3 000 ludzi Mont Cenis, zajął go, wziął wielu jeńców i zajął pozycje pomiędzy Susą i Turynem. Ten manewr oskrzydlający zaniepokoił Melasa i powstrzymał go od skierowania swoich wysiłków w kierunku Dora Baltea.

24 maja generał  Lannes na czele awangardy dotarł do Ivrei; napotkał tam liczącą 5-6 000 dywizję. Przed 8 dniami rozpoczęto wzmacnianie tamtejszej twierdzy i cytadeli; 15 armat stało już na swoich stanowiskach. Ale dywizja ta składała się w połowie z kawalerii, nieprzydatnej do obrony Ivrei; resztę stanowiła piechota, pobita już pod Chatillon. Miasto, zaatakowane z wielką śmiałością z jednej strony przez Lannesa, z drugiej przez Watrina, zostało wkrótce zdobyte; ten sam los spotkał cytadelę, gdzie znaleziono liczne magazyny. Nieprzyjaciel wycofał się za Chiusellę i ustawił się za Romano, by osłaniać Turyn, skąd otrzymał znaczne posiłki.

26 maja Lannes pomaszerował  naprzód, zaatakował nieprzyjaciela i po zaciętej potyczce rozbił  go i odrzucił w nieładzie w kierunku Turynu. Awangarda zajęła następnie stanowiska pod Chivasso; zablokowała tam żeglugę na Padzie i zdobyła dużą liczbę barek, załadowanych prowiantem i rannymi; zostali oni ewakuowani z opuszczanego przez Austriaków Turynu. 28 maja Pierwszy Konsul odebrał pod Chivasso rewię awangardy, przemówił do oddziałów, obsypując oddziały awangardy zasłużonymi pochwałami.

Zdobyte na Padzie barki zostały użyte do zbudowania mostu; to zagrożenie wywołało oczekiwany skutek; Melas osłabił oddziały osłaniające na lewym brzegu Padu Turyn i wysłał swoje siły główne, by zapobiec wybudowaniu mostu. Było to zgodne z życzeniem Pierwszego Konsula, który pragnął bez zakłóceń skierować swoje manewry przeciwko Mediolanowi.

Jeden z oficerów armii austriackiej, który miał zaszczyt znać Pierwszego Konsula, został posłany przez Melasa jako parlamentariusz do francuskich fortpocztów. Był on w najwyższym stopniu zdziwiony, widząc Pierwszego Konsula tak blisko armii austriackiej. Ta nowina, przekazana przez oficera, napełniła feldmarszałka strachem i przerażeniem.

Cała Armia Rezerwowa wraz z całą swoją artylerią dotarła 26 i 27 maja do Ivrei.  
 

IV.

Kwatera główna armii austriackiej znajdowała się w Turynie; ale połowa jej sił  stała pod Genuą, a druga była w drodze, by wzmocnić znajdujące się w Turynie oddziały. Pytanie brzmiało: co postanowi w tej sytuacji Pierwszy Konsul? Pomaszeruje na Turyn, by wyprzeć stamtąd Melasa, połączyć się z Turreau, by w ten sposób zabezpieczyć swoje połączenia z Francją i swoimi arsenałami w Grenoble i Briançon? Czy wykorzysta zdobyte pod Chivasso barki, które szczęśliwym trafem wpadły w jego ręce, wybuduje most i pomaszeruje prosto w kierunku Genui, by przerwać oblężenie tej ważnej twierdzy? Albo pozostawi Melasa za swoimi plecami, pójdzie przez Sesię i Ticino w kierunku Mediolanu i Addy, by połączyć się z liczącym 15 000 ludzi korpusem Monceya, maszerującym znad Renu i który właśnie przekroczył Św.Gotharda?

Ta pierwsza możliwość zaprzeczała wszystkim zasadom prawdziwej sztuki wojennej, bo Melas miał przy sobie wystarczająco duże siły. Ponieważ fort Bard jeszcze nie został zdobyty, armia francuska naraziłaby się więc na ryzyko wydania bitwy nie mając zapewnionych linii odwrotu. Poza tym, gdyby Melas opuścił Turyn i pomaszerował do Alessandrii, cel kampanii byłby chybiony; obie armie znalazłyby się na swoich naturalnych pozycjach, francuska oparta o Mont Blanc i Delfinat, armia Melasa z Genuą na lewym skrzydle i Mantuą, Piacenzą i Mediolanem za plecami.

Druga z możliwości wydawała się niemożliwa do realizacji. Jak można było odważyć się, w obliczu tak silnej armii jak austriacka, na wejście na terytorium pomiędzy Padem i Genuą, nie mając zapewnionych linii komunikacyjnych i bez zabezpieczonego odwrotu?

Trzecia możliwość zapewniała z kolei wszelkie korzyści. Po zajęciu przez armię francuską Mediolanu, miałaby ona w swoich rękach wszystkie magazyny, depots i szpitale armii austriackiej i połączyłaby się z dowodzonym przez generała Monceya lewym skrzydłem; miałaby też zabezpieczony odwrót przez Simplon i Św.Gotharda. Trakt simploński prowadził do kantonu Valais i do Sitten, gdzie zgromadzone były zapasy żywności dla armii. Trakt w kierunku Św.Gotharda prowadził do Szwajcarii, która od 2 lat była w naszych rękach, a która wówczas osłaniana była przez stojącą nad rzeką Iller Armię Renu. Z takiej pozycji francuski głównodowodzący mógłby działać według własnego uznania. Gdyby Melas pomaszerował na czele swoich zjednoczonych sił z Turynu nad Sesię i do Ticino, armia francuska mogłaby wydać mu bitwę, mając po swojej stronie tę ogromną przewagę, że w przypadku zwycięstwa Melas nie miałby żadnej możliwości odwrotu i zostałby wyparty do Sabaudii; ale gdyby armia francuska została pobita, mogłaby wycofałać się przez Simplon i Św.Gotharda. Gdyby Melas - co można było przyjąć za najbardziej naturalne - skierował swój marsz w kierunku Alessandrii, by połączyć się tam z częścią armii przybywającej z Genui, wystarczyłoby przejść przez Pad i skierować się przeciw niemu; można było mieć nadzieję dotarcia w okolice Alessandrii wcześniej niż Melas i wydania mu zwycięskiej bitwy, gdyż armia francuska byłaby osłaniała z tyłu przez rzekę, Mediolan, Simplon i Św.Gothard, podczas gdy armia austriacka nie miałaby żadnej możliwości odwrotu i żadnego połączenia z Mantuą i Austrią; byłaby narażona na wyparcie w góry Riwiery de Ponente i całkowite wybicie albo wzięcie do niewoli u podnóża Alp, pod Col de Tenda albo w hrabstwie Nicea.

W końcu, gdyby francuski dowódca, panując w Mediolanie, pozwolił Melasowi na przemarsz i chciał pozostać pomiędzy Padem, Addą i Ticino, zdobyłby w ten sposób bez żadnej bitwy Lombardię, Piemont, Alpes Maritimes i Riwierę Genueńską oraz przerwałby oblężenie Genui. To byłyby wielkie sukcesy.

Korpus złożony z 2 000 włoskich ucieknierów dowodzonych przez generała Lecchi pomaszerował 21 maja z Chatillon nad górną Sesię. Przetrwał potyczkę z Legionem ks.Rohan, pobił go i zajął stanowiska na przełęczach Simplonu, w dolinie Domo d'Ossola, by zapewnić przez Simplon drogi komunikacyjne armii.

27 maja Murat pomaszerował  w kierunku Vercelli i przeszedł przez Sesię.

31 maja Pierwszy Konsul udał się pospiesznym marszem nad rzekę Ticino. Korpus obserwacyjny, pozostawiony przez Melasa do pilnowania szwajcarskich przełęczy oraz dywizje kawalerii i artylerii, których nie zabrał, gdy rozpoczynał oblężenie Genui, połączyły się, by bronić przejścia przez Ticino i osłaniania Mediolanu.

Ticino jest rzeką  nadzwyczaj szeroką i o żwawym nurcie. Adiutant generalny Girard (Jean-Baptiste Girard, 1775-1815, był wówczas szefem sztabu dywizji gen.Monnier - przyp.tłum.) oficer pełen zasług i wielkiej odwagi, przeszedł jako pierwszy przez rzekę. Przez cały dzień trwała zacięta walka na lewym brzegu. Armia francuska nie miała żadnego mostu; przekroczyła rzekę na 4 promach. Ponieważ jednak teren był bardzo zalesiony, kawaleria nieprzyjaciela tylko w ograniczonym stopniu zdecydowała się na walkę.

2 czerwca Pierwszy Konsul wkroczył do Mediolanu i rozkazał natychmiast zablokować  cytadelę. Generał Lannes na czele awangardy wyruszył 30 maja pospiesznie naprzód; pozostawiając jeden oddział na lewym brzegu rzeki Dora Baltea, a drugi jako załogę Ivrei, maszerował tak szybko, jak to było możliwe do Pavii, gdzie wkroczył 1 czerwca. Znalazł tam znaczne magazyny i 200 dział, wśród nich 30 armat polowych.

4 czerwca jego dywizja wkroczyła do Lodi; 15-tego okrążyła Pizzighettone, a jej lekka kawaleria zajęła Cremonę. W Mantui, gdzie nie było zapasu prowiantu ani wystarczająco licznej załogi, panowało wielkie poruszenie. Korpus Monceya, złożony z 15 000 ludzi pochodzących z Armii Renu, dotarł 31 maja do Bellinzony.

Trudno opisać zdziwienie i zachwyt Mediolańczyków, widzących nadchodzącą armię  francuską. Pierwszy Konsul znajdował się przy awangardzie; w ten sposób generał Bonaparte był jednym z pierwszych, którego ujrzały oczy Mediolańczyków, którzy, pędzeni zachwytem i ciekawością, wyszli wszystkimi drogami na spotkanie armii francuskiej. Ludność Mediolanu nie chciała wierzyć wiadomościom; opowiadano bowiem, że Napoleon utonął w Morzu Czerwonym, a armią dowodzi jeden z jego braci.

Od 2 do 8 czerwca, czyli przez 6 dni, Pierwszy Konsul nie miał nic innego do roboty, jak przyjmowanie delegacji i pokazywanie się tłumom, które przybywały ze wszystkich zakątków Lombardii, by zobaczyć swojego wyzwoliciela. Przywrócono rząd Republiki Cisalpińskiej; ale wielu z najzagorzalszych patriotów włoskich gniło nadal w austriackich więzieniach. Pierwszy Konsul opublikował następującą odezwę do armii:

"Żołnierze!

Jeden z naszych departamentów był we władaniu nieprzyjaciela. Całe południe Francji było tym przerażone.

Większość terytorium narodu liguryjskiego, najbardziej oddanego przyjaciela Republiki, było w ręku wroga.

Republika Cisalpińska, unicestwiona w czasie minionej kampanii, stała się igraszką  w rękach groteskowego reżimu feudalnego.

Żołnierze, wymaszerowaliście - i oto już ziemia francuska jest uwolniona. W naszej ojczyźnie po przerażeniu i obawach wstępuje w serca radość i nadzieja.

Lud Genui obdarzycie wolnością i niepodległością. Raz na zawsze uwolniony zostanie od swych odwiecznych wrogów.

Stanęliście w stolicy Republiki Cisalpińskiej.

Przerażony nieprzyjaciel pragnie już tylko powrócić w swoje granice. Zabraliście mu szpitale, magazyny i zapasy.

Zakończył się  pierwszy akt kampanii.

Miliony ludzi - słyszycie to codziennie - zwracają się do Was z wyrazami wdzięczności.

Czyż jednak wolno bezkarnie naruszać granice Francji? Czy pozwolicie armii, która napełniła przerażeniem Wasze rodziny, aby powróciła w swoje pielesze? Chwytajcie za broń! Ruszajcie na jej spotkanie. Nie pozwólcie jej cofać się. Zabierzcie jej laury, w które się przystroiła i pokażcie światu, że przekleństwo losu spada na szaleńców, którzy odważają się atakować ziemie wielkiego narodu.

Wszystkie nasze trudy przyniosą nam niczym nie zaćmioną sławę i trwały pokój.

Pierwszy Konsul

Bonaparte

(odezwa opublikowana została 6 czerwca 1800 roku, wg kalendarza rewolucjynego 17 prairiala roku VIII - przyp.tłum.). 
 

V.

Prowadzonych przez generała Monceya 15 000 ludzi postępowało tylko powoli naprzód; maszerowali pułkami. To opóźnienie było niekorzystne. Pierwszy Konsul 6 i 7 czerwca dokonał przeglądu tych oddziałów. 9 czerwca odjechał do Pavii.

Generał Murat 6 czerwca pojawił się pod Piacenzą; nieprzyjaciel miał  tam most i przyczółek mostowy; Murat miał to szczęście, że udało mu się zdobyć przyczółek i prawie wszystkie pontony. Tego samego dnia przejął on depeszę wiedeńskiego ministerstwa do Melasa; zawierała ona dość dziwaczne wiadomości o Armii Rezerwowej Bonapartego, która ponoć w rzeczywistości w ogóle nie istniała. Dlatego rozkazywano Melasowi zdecydowaną kontynuację ofensywy w Prowansji. Minister wojny wyrażał nadzieję, że Genua już skapitulowała i że przybyła tam już armia angielska. Równocześnie pisał do marszałka:

"Konieczne są sukcesy; francuska Armia Renu stoi w sercu Niemiec; zwycięstwa odniesione nad Armią Italii zmuszą Francuzów do jej odwołania, by przyszła z pomocą Prowansji; w Paryżu miały miejsce niepokoje, co zmusiło Pierwszego Konsula do udania się z Genewy z powrotem do Paryża; dwór wiedeński w pełni ufa talentom generała Melasa i waleczności jego zwycięskiej armii we Włoszech."

Korpus obserwacyjny, który mieliśmy na lewym brzegu Dora Baltea i garnizon Ivrei zachowywały się spokojnie. Od 1 czerwca w naszych rękach był fort Bard, a Ivrea zapełniała się amunicją, żywnością i bagażami wszelkiego rodzaju. Melas opuścił Turyn i wydawało się, że skieruje się na prawy brzeg Padu.

Pierwszy Konsul wysłał  należącą do korpusu Monceya dywizję Lapoype, by zajęła pozycje nad Padem od Pavii aż do Dora Baltea, by obserwowała ruchy nieprzyjaciela naprzeciw Piacenzy. Postanowił pomaszerować prawym brzegiem Padu do Stradelli, by odciąć Melasowi drogę do Mantui i zmusić go do przyjęcia bitwy, a równocześnie uwolnić Genuę i zdecydowanym pościgiem przycisnąć nieprzyjaciela do Alp. Generał Lannes na czele awangardy przekroczył 6 czerwca Pad pod Belgiojoso naprzeciw Pavii. 7 czerwca pod Nocettą Pad przekroczył Murat i zajął Piacenzę, gdzie znalazł znaczne zapasy. Następnego dnia pobił korpus austriacki, który go zaatakował i wziął 2 000 jeńców. Generał Murat otrzymał rozkaz pomaszerowania do Stradelli i połączenia się tam z awangardą; w tym ważnym punkcie zebrała się cała armia.

Pośrodku tych wielkich sukcesów, rokujących wielkie nadzieje, dotarła smutna wiadomość: 4 czerwca skapitulowała Genua, a austriacka armia oblężnicza nadciągała w pośpiechu, by połączyć się pod Alessandrią z Melasem. Uciekinierzy z Mediolanu, którzy byli zamknięci w Genui, zameldowali o szczegółach wydarzeń podczas oblężenia. Massena popełnił po kapitulacji niewybaczalny błąd zaokrętowania się na jeden ze statków i udania się do Antibes. Tam udała się również część jego armii; jedynie 8 500 ludzi wyszło z miasta drogą lądową. Oddziały te zatrzymały swoją broń i amunicję. Kapitulacja nie mogła być bardziej honorowa; ale fatalne zarządzenia generała Masseny, które były tym bardziej niewybaczalne, iż wiedział on o przybyciu Pierwszego Konsula nad Pad, zmarnowały wszystkie korzyści warunków kapitulacji. Gdyby Massena po kapitulacji wyszedł z miasta na czele wszystkich swoich oddziałów - a miał wtedy jeszcze do dyspozycji 12 000 ludzi pod bronią i swoją artylerię - a po przybyciu do Voltri natychmiast rozpoczął ponownie operacje wojskowe, sparaliżowałby taką samą liczbę oddziałów austriackich; dywizje generała Sucheta, które maszerowały już na Port Maurizio, połączyłyby się natychmiast z nim i w ten sposób mógłby później na czele około

20 000 ludzi manewrować  przeciwko nieprzyjacielowi. Ale oddziały wyszły bez swojego dowódcy; maszerowały wzdłuż Riwiery Genueńskiej i zatrzymały się dopiero, gdy napotkały generała Sucheta. W ten sposób stracono 3 albo 4 dni, w których oddziały te były bezużyteczne. Wszystkie te straty musiało wyrównać zwycięstwo pod Marengo. 
 

VI.

Pierwszy Konsul widział  teraz, że może liczyć jedynie na swoje własne siły, a przeciw sobie będzie miał całą armię austriacką. Wieczorem 8 czerwca zbliżyły się nieprzyjacielski patrole i obserwowały Francuzów, którzy przeszli przez Pad i biwakowali na prawym brzegu; stwierdziły one, że siły francuskie nie są zbyt liczne, czego efektem był atak awangardy liczącej 4-5 000 Austriaków; ale przez rzekę przeszła już cała awangarda i część francuskiej armii głównej. Generał Lannes odrzucił szturmem nieprzyjacielską awangardę i zajął w przeciągu nocy pozycję bezpośrednio przed armią austriacką, zajmującej Montebello i Casteggio.

Armia ta była dowodzona przez tego samego generała Ott, który prowadził oblężenie Genui. Jego korpus zbliżył się do sił głównych po 3-dniowym marszu. Sądząc po liczbie ognisk, zeznaniach jeńców i dezerterów można było szacować tę część armii austriackiej na 30 batalionów, około 18 000 ludzi.

Generał Lannes zajmował dobrą pozycję, a ponieważ w każdym momencie oczekiwał wzmocnienia, nie mogło mu zależeć na zaatakowaniu wroga; ale generał austriacki rozpoczął o świcie potyczkę. Generał Lannes miał przy sobie jedynie 8 000 ludzi; ale dywizja Victora, która przeszła już przez Pad, była oddalona jedynie o 15 kilometrów. Bitwa była krwawa; Lannes okrył się sławą; jego ludzie dokonywali cudów odwagi. Przybycie około południa dywizji Victora zdecydowało o zwycięstwie. Austriacy bili się z desperacją: byli dumni z sukcesów minionej kampanii i czuli, że ich sytuacja zmusza ich do odniesienia zwycięstwa.

Na pierwszą wiadomość o ataku Pierwszy Konsul pospieszył na pole bitwy; ale w momencie jego przybycia zwycięstwo było już rozstrzygnięte. Nieprzyjaciel stracił 3 000 zabitych i 6 000 jeńców; na polu bitwy piętrzyły się stosy ciał, Lannes był spryskany krwią; jego oddziały wypełniało poczucie dobrze spełnionego obowiązku; były skrajnie zmęczone, ale pijane ze szczęścia.

10, 11 i 12 czerwca Pierwszy Konsul pozostał na pozycjach w Stradelli; czas ten poświęcił  na skoncentrowanie swojej armii i zabezpieczenie linii odwrotu przez zbudowanie 2 mostów na Padzie. Nie było już powodu do nadmiernego pośpiechu: Genua już padła. Drogami górskimi posłał pewnych ludzi z rozkazem dla generała Sucheta, by maszerował przez przełęcz Cadibony nad Scrivię.

Nieprzyjaciel miał  bardzo silną kawalerię i liczną artylerię. Oba te rodzaje broni nie zaznały jeszcze żadnych strat, podczas gdy nasza kawaleria i artyleria była o wiele mniej liczne; ryzykiem było zatem zdecydowanie się na bitwę na nizinie pod Marengo. Gdyby wróg zdecydował się na marsz powrotny do Mantui, musiałby przejść przez Stradellę i najpierw rozbić armię francuską. Pozycja pod Stradellą wydawała się być stworzoną dla armii francuskiej; nieprzyjacielska kawaleria nie mogła tam niczego zdziałać, a posiadająca dużą przewagę artyleria byłaby tam mniej skuteczna niż w innym miejscu. Prawe skrzydło armii Pierwszego Konsula opierało się o Pad i niemożliwe do przebycia bagna w pobliżu rzeki; centrum, stojące na trakcie, miało oparcie w okazałych wioskach z solidnymi kamiennymi domami; lewe skrzydło stało na stromym i wysokim wzgórzu. 
 

VII.

Desaix, który powrócił  z Egiptu i odbył w Tulonie kwarantannę, przybył 11 czerwca wraz ze swoimi adiutantami Rapp i Savary do kwatery głównej w Montebello. Przez całą noc Pierwszy Konsul i Desaix prowadzili długie rozmowy o wszystkim, o wydarzeniach w Egipcie po wyjeździe Napoleona, o szczegółach kampanii w Górnym Egipcie, o rokowaniach w El Arisz, o wielkiej armii tureckiej Wielkiego Wezyra, w końcu o bitwie pod Heliopolis i aktualnej sytuacji armii francuskiej.



- Desaix, jak mógł  Pan umieścić swoje nazwisko pod kapitulacją z El Arisz? - zapytał Pierwszy Konsul.

- Uczyniłem to - odpowiedzia Desaix - i uczyniłbym to ponownie, bo głównodowodzący generał  Kleber nie chciał pozostać w Egipcie; w armii, która przebywa w obcych krajach i poza granicami wpływów rządu, postanowienia jej dowódcy są 5/6 tego, do czego jest ona zdolna. W stosunku do armii Wielkiego Wezyra, którą obserwowałem z bliska, odczuwałem ciągle największą pogardę, pisałem do Klebera, że jestem gotów sam na czele mojej dywizji rozgonić ją. Gdyby Pan mnie pozostawił dowództwo w Egipcie i zabrał ze sobą Klebera do Francji, utrzymałbym tę piękną prowincję, a Pan nigdy nie usłyszałby słowa kapitulacja. W końcu przebieg wydarzeń obrócił się na dobre, a Kleber pod Heliopolis naprawił popełniony przez niego przed 6 miesiącami błąd.

Desaix płonął  żądzą wykazania się. Jego serce krwawiło jeszcze od złego potraktowania go w Livorno przez admirała Keitha; łaknął zemsty (Desaix w trakcie podróży powrotnej z Egiptu został w pobliżu wysp Hyeres wzięty do niewoli przez angielską fregatę "Dorothy" i odstawiony do Livorno, gdzie mimo posiadania paszportu wystawionego przez Sidneya Smitha, został zamknięty w szpitalu i wraz ze swoimi towarzyszami uznany przez admirała Keitha za jeńców wojennych; na podstawie decyzji przysłanej z Londynu zwolniony 29 kwietnia i odesłany do Tulonu - przyp.tłum.). Pierwszy Konsul natychmiast powierzył mu dowództow dywizji Boudeta. 
 

VIII.

Melas miał swoją kwaterę główną w Alessandrii; od 2 dni skoncentrowana tam była cała jego armia. Jego położenie było krytyczne, utracił bowiem swoją linię komunikacyjną. Im dłużej zwlekał z podjęciem decyzji, tym gorsza była jego sytuacja, bo z jednej strony do jego tyłów zbliżał się korpus Sucheta, z drugiej strony armia Pierwszego Konsula z każdym dniem umacniała się na swoich pozycjach pod Stradellą.

Mimo tego Melas nie ruszał  się. W swoim położeniu miał 3 możliwości:

Po pierwsze: na czele swoich przewyższających sił rozbić armię Pierwszego Konsula, osiągnąć Piacenzę i odbudować swoje linie komunikacyjne w kierunku Mantui.

Po drugie: przejść Pad pod Turynem albo pomiędzy tym miastem i ujściem rzeki Sesia i podążyć pospiesznymi marszami przez Ticino, dotrzeć do Mediolanu przed armią Pierwszego Konsula, przeciąć jej linie komunikacyjne i wyprzeć ją za Addę.

Po trzecie: rzucić  się z Alessandrii w kierunku Novi, oprzeć się o Genuę  i wykorzystując wsparcie angielskiej eskadry admirała Keitha w żadnym wypadku nie podejmować ofensywy przed przybyciem zebranej już w Mahon armii angielskiej. Armia austriacka była pewna, że nie zabraknie jej ani żywności ani amunicji; mogła liczyć nawet na pewne wzmocnienia, gdyż przez swoje prawe skrzydło miała połączenie z Florencją i Bolonią, w Toskanii stała neapolitańska dywizja, a ponadto miała łączność z wybrzeżem morskim. Ze tej pozycji Melas mógł, kiedy tylko by chciał, wrócić do Mantui, gdyby przesłał z Toskanii drogą morską większą część swojej ciężkiej artylerii.

Generał Lapoype, zajmujący pozycje wzdłuż Padu, miał rozkaz powolnego wycofania się w kierunku Ticino, gdyby nieprzyjaciel przeszedł na lewy brzeg. Tam dołączyłoby do niego 5-6 000 ludzi, które mógłby zebrać dowodzący w Mediolanie generał Moncey. Te 10 000 ludzi byłoby wystarcząjącą liczbą, by powstrzymać przeprawę przez rzekę i dać czas Pierwszemu Konsulowi na przekroczenie po dwóch istniejących mostach rzeki Ticino.

Po południu 12 czerwca Pierwszy Konsul zaczął się niepokoić bezczynnością  Melasa, która go dziwiła. Obawiał się, że armia austriacka znajduje się już w Genui, maszeruje w kierunku Ticino albo przeciwko korpusowi Sucheta, by po jego zgnieceniu, zwrócić się przeciwko niemu. Postanowił więc opuścić Stradellę i przeprowadzić wielkie rozpoznanie w kierunku Scrivii, by móc właściwie zareagować na ruchy podjęte przez wroga. Wieczorem armia francuska zajęła pozycję nad Scrivią; Tortona została zablokowana, kwatera główna przeniesiona do Voghery. Podczas tych manewrów Pierwszy Konsul nie otrzymał żadnych wiadomości o nieprzyjacielu. Zauważono jedynie kilka patroli kawalerii wroga, z pojawienia się których nie można było wywnioskować, czy armia nieprzyjacielska znajduje się na nizinach Marengo. Pierwszy Konsul nie wątpił już, że armia austriacka umknęła.

O świcie 13 czerwca przeszedł on przez Scrivię i pomaszerował do San Giuliano, miejscowości leżącej w środku niezmierzonej niziny pod Marengo. Lekka kawaleria prowadziła rekonesanse, nie potrafiła jednak znaleźć śladu nieprzyjaciela; nie było już żadnych wątpliwości: był on w trakcie wykonywania jakiegoś manewru; bo gdyby chciał czekać na armię francuską, nie oddałby tak korzystnego pola walki, jakim była, mając na uwagę możliwość rozwinięcia jego przewyższającej liczebnie przeciwnika kawalerii, nizina koło Marengo. Można było przyjąć, że maszeruje w kierunku Genui.

W wyniku tego Pierwszy Konsul wysłał w wielkim pośpiechu korpus Desaixa (dywizje generałów Boudet i Monnier - przyp.tłum.) jako awangardę na skrajne lewe skrzydło z rozkazem pilnowania traktu prowadzącego z Novi do Alessandrii. Dywizji Victora rozkazał marsz do Marengo i wysłanie patroli w kierunku Bormidy, by stwierdzić, czy nieprzyjaciel wybudował most na tej rzece. Victor dotarł do Marengo, natrafił tam na austriacką ariergardę w sile 3-4 000 ludzi, zaatakował ją, zmusił do ucieczki i zajął wieś. Jego patrole dotarły z zapadnięciem zmierzchu do Bormidy; zameldowały one, że nie ma tam mostu, a nieprzyjaciel pozostawił w Alessandrii jedynie zwykły garnizon. O armii Melasa nie dostarczyły żadnych wiadomości.

Korpus Lannesa biwakował na prawym skrzydle na ukos w tył od Marengo.

Pierwszy Konsul był  bardzo zaniepokojony. Gdy nastała noc, postanowił udać  się do swojej kwatery głównej, która nadal znajdowała się  w Stradella. Miał nadzieję na otrzymanie wiadomości od generałów Monceya i Lapoype, a także od wysłanych w kierunku Genui agentów, których punktem zbiorczym była właśnie kwatera główna. Ale wody Scrivii wylały. Scrivia jest górską rzeką, która czasami w przeciągu niewielu godzin znacznie przybiera, ale później równie szybko opada. W efekcie tego Pierwszy Konsul pozostał ze swoim sztabem głównym w Torre dei Garoffoli, pomiędzy Tortoną i Alessandrią.

Tak minęła noc.

W tym czasie w Alessandrii od czasu potyczki pod Montebello panowało straszne zamieszanie. Austriacką  radę wojenną napełniły ponure przeczucia. Widziała ona armię austriacką odciętą od jej linii komunikacyjnej i wszystkich jej zakładów i zaklinowaną pomiędzy armie Pierwszego Konsula i generała Suchet. Fortpoczty tego ostatniego przekroczyły już góry i zaczynały pokazywać się za plecami austriackiego prawego skrzydła. Wszystkie umysły opanowało ogromne niezdecydowanie.

Po wielu wahaniach Melas zdecydował się na wysłanie silnego oddziału przeciwko korpusowi Sucheta, podczas gdy reszta jego armii pozostawała pod osłoną Bormidy i cytadeli Alessandrii; ale w nocy z 11 na 12 czerwca otrzymał wiadomość, że Pierwszy Konsul posuwa się w kierunku Scrivii. Wezwał więc 12 czerwca wysłany oddział do powrotu, a noc z 13 na 14 spędził na naradach. Po ożywionych i nawet chwilami burzliwych debatach rada wojenna Melasa doszła do wniosku, że istnienie Armii Rezerwowej jest niepotwierdzone; instrukcje dworskiej rady wojennej wspominały jedynie o armii Masseny; niebezpieczna sytuacja, w której znalazła się armia, musi zostać zapisana na konto ministerstwa, a nie jej dowódcy; w tych nieprzewidzianych okolicznościach dzielni żołnierze mogą wypełnić tylko swój obowiązek; należy rozbić armię Pierwszego Konsula i odzyskać komunikację z Wiedniem. W przypadku powodzenia tej operacji Austriacy, mając w ręku twierdzę Genua, staliby się panami sytuacji; mogliby pomaszerować szybko z powrotem do Nicei i wykonać plan ustalony w Wiedniu. Gdyby jednak przedsięwzięcie to nie powiodło się i bitwa zostałaby przegrana, sytuacja stałaby się okropna; odpowiedzialność za nią leżałaby jednak w pełni po stronie ministerstwa.

Ta decyzja została podjęta jednomyślnie; ze wszystkich stron rozbrzmiał okrzyk: Do broni! Do broni!, i każdy rozpoczął przygotowania do bitwy.

Wszystkie prognozy były korzystne dla armii austriackiej: była bardzo liczna, a jej kawaleria była przynajmniej 3-krotnie liczniejsza od francuskiej. Nie wiedziano wprawdzie dokładnie, jak liczna jest armia Pierwszego Konsula, ale Austriacy, mimo strat poniesionych w bitwie pod Montebello i w potyczkach pod Genuą i Niceą, mieli nadal dużą przewagę.

14 czerwca Austriacy przeszli po 3 mostach Bormidę i zaatakowali Marengo. Opór był  zacięty i trwał długo.

Gdy po odgłosach ożywionej kanonady Pierwszy Konsul zorientował się, że Austriacy przeszli do ataku, wysłał natychmiast rozkaz do generała Desaix, by zawrócił wraz ze swoim korpusem do San Giuliano. Był on oddalony o pół dnia marszu od lewego skrzydła.

Pierwszy Konsul dotarł  o godzinie 10 rano na pole bitwy pomiędzy Marengo i San Giuliano.

Wróg zajął w końcu wieś Marengo; dywizja Victora została po pełnym wielkiej odwagi oporze wyparta i znajdowała się w stanie całkowitego chaosu. Cała nizina pokryta była naszymi uciekinierami, którzy wszystko ze sobą porywali; w kilku miejscach rozległ się nawet straszny okrzyk: wszystko przepadło!

Korpus generała Lannes stał nieco w tyle na prawo od Marengo i rozpoczął walkę  z nieprzyjacielem po tym, jak ten, po zajęciu wioski, rozwinął się  na lewym skrzydle i ustawił w szyku przed naszym prawym skrzydłem, tak, że go prawie oskrzydlił. Napoleon natychmiast wysłał swój batalion gwardii konsularnej, złożony z 800 grenadierów, wyborowych żołnierzy armii i kazał im zająć pozycje przed prawym skrzydłem generała Lannesa, by trzymać nieprzyjaciela w szachu. Sam Pierwszy Konsul pospieszył z 72.półbrygadą na pomoc korpusowi Lannesa, a dywizję rezerwy generała Carra Saint-Cyr posłał do Castel Ceriolo na skrajne prawe skrzydło, by zaatakowała z boku nieprzyjacielskie lewe skrzydło.

W międzyczasie armia rozpoznała w środku niezmierzonej niziny Pierwszego Konsula otoczonego przez jego sztab i 200 grenadierów konnych w ich niedźwiedzich czapach; już sam widok wystarczył, by oddziały nabrały nowej nadziei na zwycięstwo. Powróciło zaufanie we własne siły, uciekinierzy zaczęli zbierać się w kierunku San Giuliano, za lewym skrzydłem generała Lannesa. Ten, zaatakowany przez dużą część nieprzyjacielskiej armii, wycofał się z zimną krwią i w podziwu godnym porządku środkiem niziny. W przeciągu 3 godzin jego korpus cofnął się tylko o 3 kilometry, mimo, że pozbawiony był osłony przed ogniem strzelających kartaczami 80 dział; w tym samym czasie Carra Saint-Cyr maszerował na skrajnym prawym skrzydle w przeciwnym kierunku i obszedł lewe skrzydło Austriaków.

Około godziny 3 po południu powrócił korpus Desaixa; Pierwszy Konsul wskazał mu pozycję na trakcie prze San Giuliano.

Melas uznał bitwę  za rozstrzygniętą; wyczerpany wysiłkiem, przeszedł przez most z powrotem do Alessandrii, pozostawiając swojemu szefowi sztabu, generałowi Zachowi pościg za armią francuską. Ten wierzył, że odwrót odbywać się będzie drogą w kierunku Tortony i dlatego próbował osiągnąć ją za San Giuliano. Ale na początku bitwy Pierwszy Konsul zmienił swoją linię odwrotu, która przebiegała teraz pomiędzy Salo i Tortoną, tak że trakt do Tortony nie miał dla armii francuskiej żadnego znaczenia.

W trakcie odwrotu korpus Lannesa stale schodził z drogi lewemu skrzydłu, zbliżając się  w ten sposób do nowego punktu zbiorczego; Carra Saint-Cyr, tworzący skrajne prawe skrzydło, znajdował się prawie na drodze odwrotu, podczas gdy generał Zach wierzył, że oba te korpusy nie mają ze sobą kontaktu.

W międzyczasie dywizja Victora zebrała się ponownie i z niecierpliwością czekała na ponowny kontakt z wrogiem. Cała kawaleria była zebrana na prawym skrzydle korpusu Desaixa oraz za lewym skrzydłem generała Lannesa w okolicy San Giuliano. Kule i granaty padały na San Giuliano; kolumna generała Zacha złożona z 6 000 grenadierów zajęła już lewy skraj wioski. Pierwszy Konsul posłał do generała Desaix rozkaz zaatakowania tej kolumny nieprzyjaciela siłami świeżej dywizji. Desaix natychmiast wydał zarządzenia, by wykonać ten rozkaz. Ale gdy kroczył na czele 200 flankierów 9.półbrygady lekkiej został trafiony kulą karabinową w serce, ginąc na miejscu w momencie, gdy chciał właśnie wydać rozkaz do ogólnego ataku. To wydarzenie pozbawiło Pierwszego Konsula człowieka, którego uważał za najodpowiedniejszego, by został jego zastępcą.

To nieszczęście nie zatrzymało jednak ruchu naprzód. Generał Boudet potrafił  napełnić serca swoich żołnierzy tą samą żądzą, który sam był przepełniony: natychmiast pomścić śmierć uwielbianego dowódcy! 9.półbrygada, która na tym polu walki zdobyła imię L'incomparable (Niezrównanej) okryła się sławą. Równocześnie generał Kellermann na czele 800 dragonów wykonał śmiały atak na środek nieprzyjacielskiego skrzydła: w niespełna pół godziny 6 000 grenadierów zostało stratowanych, rozsieczonych, rozbitych. Zniknęli. Generał Zach wraz ze swoim sztabem dostał się do niewoli.

Generał Lannes natychmiast ruszył do szturmu. Carra Saint-Cyr, stojący na naszym prawym skrzydle klinem do lewej flanki austriackiej, był bliżej mostów na Bormidzie niż nieprzyjaciel. Armia austriacka była w stanie całkowitego pomieszania. Na nizinie było 8-10 000 kawalerzystów; w obawie, że piechota Saint-Cyra przed nimi osiągnie mosty, uciekali galopem, tratując wszystko na swojej drodze. Dywizja Victora w pośpiechu zajęła wieś Marengo. Armia nieprzyjacielska była w rozsypce; każdy myślał tylko o ucieczce. Na mostach na Bormidzie, przez które musieli przejść uciekinierzy, panował niesamowity tłok. Gdy nastała noc, wszystko, co znajdowało się na lewym brzegu, wpadło w ręce oddziałów Republiki.   
 

IX.

Trudno opisać zmieszanie i zwątpienie w szeregach armii austriackiej. Po jednej stronie na brzegu Bormidy stała armia francuska i można było przyjąć, że o świcie przejdzie rzekę; z drugiej strony za plecami jej prawego skrzydła stał Suchet ze swoimi oddziałami.

W którą stronę  wycofać się? Jeżeli poszłaby prosto, zostałaby zepchnięta w kierunku Alp i francuskiej granicy. W prawo, w kierunku Genui, powinna była pomaszerować przed bitwą; ale po klęsce, naciskana przez zwycięską armię, nie mogła liczyć na sukces takiego posunięcia. W tej rozpaczliwej sytuacji Melas postanowił przez całą noc pozbierać swoje oddziały i dać im wypocząć, chowając się za Bormidą pod osłoną cytadeli Alessandrii, by stamtąd, jeżeli byłoby to konieczne, wycofać się za Tanaro; w międzyczasie rozpoczęte miały zostać rokowania mające na celu uratowanie armii przed kapitulacją.

O świcie pojawił  się austriacki parlamentariusz i zaproponował zawieszenie broni. Doprowadziło ono jeszcze tego samego dnia do podpisania konwencji, zgodnie z którą Genua i wszystkie twierdze Piemontu, Lombardii i legacji przekazane miały zostać armii francuskiej. Armia austriacka otrzymała zezwolenie na wycofanie się za Mantuę, unikając w ten sposób niewoli.

Tym samym całe Włochy były oswobodzone.

Generał Melas działał  zgodnie z interesem swojego cesarza, ratując główną część  armii i oddając twierdze, które, słabo wyposażone i obsadzone, nie były w stanie stawiać przez dłuższy czas oporu, a po rozbiciu armii były do niczego nieprzydatne.

Z drugiej strony Pierwszy Konsul brał pod uwagę możliwość przybycia do Genui liczącego 20 000 ludzi korpusu angielskiego; wraz z 10 000 Austriaków, którzy pozostali w twierdzy, uworzyliby oni nową armię. Sytuacja Francuzów, którzy  we Włoszech nie posiadali żadnej twierdzy, była niepewna. Straty poniesione w bitwach pod Montebello i Marengo były duże; wycofana z Genui armia francuska oraz korpus Sucheta też odniosły duże straty, zarówno przed, jak i podczas oblężenia miasta, w trakcie potyczek o Niceę oraz podczas pościgu za Austriakami. Po przekroczeniu Tanaro generał Melas był przez kilka dni zabezpieczony przed wszelkimi atakami; mógł się zatem pozbierać i odpocząć. Zebrana armia austriacka potrzebowała przewagę jednego jedynego dnia marszu, by oderwać się od armii francuskiej; mogła skierować się do Genui albo nocnym marszem osiągnąć Stradellę. Duża przewaga w kawalerii zapewniała jej wiele możliwości ukrycia swoich posunięć; gdyby armii austriackiej udało się ujść, nawet ze stratą swojej artylerii i bagaży, to zdobycie licznych twierdz kosztowałoby wiele czasu i wysiłku.  
 

X.

Generał Suchet maszerował na czele swojego korpusu w kierunku Genui i wkroczył 24 czerwca do miasta, oddanego mu, ku wielkiemu niezadowoleniu Anglików, przez księcia Hohenzollerna. Awangarda nadciągającej z Port Mahon armii, która miała zająć twierdzę, była już bowiem widoczna z portu. Twierdze Tortona, Alessandria, Coni, Fenestrella, Mediolan, Pizzighettone, Peschiera, Urbano i Ferrara zostały wraz z ich artylerią stopniowo przekazane armii francuskiej. Armia Melasa maszerowała dywizjami przez Stradellę i Piacenzę i zajęła swoje stare pozycje za Mantuą.

Radość Piemontczyków, Genueńczyków, Włochów była nie do opisania! Niespodziewanie byli znowu wolni, bez trudów długiej wojny i utrudnień wynikających z oblężeń, które są dla okolicznych miast i krain tak bardzo uciążliwe.

We Francji nie wierzono początkowo we wiadomość o zwycięstwie. Pierwszy kurier, który dotarł do Paryża, należał do jednego z domów handlowych; wyjechał 14 czerwca, między godziną 10 i 12, akurat w tym momencie, kiedy na pole bitwy przybył Pierwszy Konsul. Radość była więc tym większa, gdy otrzymano wiadomość o zwycięstwie Napoleona i wszystkich korzystnych dla Republiki jego skutkach.

Żołnierze Armii Renu wstydzili się nikłości swoich osiągnięć, a szlachetna rywalizacja skłoniła ich do niepodpisywania zawieszenia broni przed zajęciem całej Bawarii.

Oddziały angielskie, które stłoczono na skałach Portu Mahon, cierpiały na wszystkie możliwe choroby i straciły wielu ludzi.

Kilka dni po wspaniałym 14 czerwca wszyscy włoscy patrioci opuścili austriackie więzienia i z triumfem wkroczyli do stolicy swojej ojczyzny (czyli do Mediolanu - przyp.tłum.), witani przez swoich rodaków głośnym okrzykiem: Viva il liberatore dell'Italia! 
 

XI.

17 czerwca Pierwszy Konsul opuścił Marengo i udał się do Mediolanu, gdzie dotarł  w nocy; zastał miasto oświetlone, wypełnione szczęściem i radością. Ogłosił odtworzenie Republiki Cisalpińskiej; ale ponieważ obowiązująca wcześniej konstytucja wymagała kilku poprawek, ustanowił rząd prowizoryczny, by dopiero po podpisaniu traktatu pokojowego ustanowić Reublikę w ostatecznej formie. Intendenta Petiet, który we Francji był ministrem wojny (Claude-Louis Petiet, 1749-1806, minister wojny Francji w latach 1796-1797 - przyp. tłum.) mianował ministrem pełnomocnym i zlecił mu prowadzenie administracji oraz zabezpieczenie potrzeb armii francuskiej, równocześnie jednak prowadzenie dokładnego nadzoru, by zapobiec nadużyciom.

Również Republika Liguryjska została odbudowana i odzyskała swoją niepodległość.

Gdy Austriacy byli władcami Piemontu, nie przywrócili królestwa, lecz zarządzali krajem dla własnych korzyści. W tej sprawie panowała sprzeczność z Rosjanami, którzy życzyli sobie powrotu na tron Ligurii jej króla (Karol Emanuel II, 1751-1819, król Sardynii i Piemontu w latach 1796-1802. Pozbawiony przez Francję tronu w 1798roku tronu, osiadł na Sardynii, gdzie po śmierci swojej żony Klotyldy w 1802 roku abdykował na rzecz brata Wiktora Emanuela I, zachowując tytuł księcia Sabaudii - przyp.tłum.). Książę opuścił Sardynię i znajdował się w Toskanii, ale nie otrzymał pozwolenia udania się do Turynu. Pierwszy Konsul osadził w Piemoncie prowizoryczny rząd i mianował generała Jourdana ambasadorem Republiki Francuskiej. Generał ten, którego zachowanie w dniu 18 brumaire'a było dwuznaczne, był pełen wdzięczności, że Pierwszy Konsul nie tylko całkowicie zapomniał minione wydarzenia, lecz dał mu nawet wyraźny dowód zaufania. Cały swój zapał poświęcił działaniom dla dobra ogółu.

Nawet jeżeli generał  Massena popełnił błąd zaokrętowując się w Genui, zamiast poprowadzić swoją armię drogą lądową, to jednak dowiódł siły charakteru i energii; przemawiały za nim również zasługi oddane w pierwszych kampaniach i ostatnio pod Zurychem. Pierwszy Konsul mianował go dowódcą Armii Italii.

Sprawy Republiki Francuskiej wymagały obecności Pierwszego Konsula w Paryżu. 5 messidora (24 czerwca) odjechał; podróżował przez Turyn, gdzie przebywał tylko przez 2 godziny, by zwiedzić cytadelę, następnie przez Mont Cenis i Lyon, gdzie zatrzymał się, by sprawić przyjemność mieszkańcom i położyć kamień węgielny pod odbudowanie pięknego placu Bellecour. To była wspaniała uroczystość, która odbyła się przy udziale nieprzeliczonego tłumu ludzi.

13 messidora (2 lipca) Pierwszy Konsul całkiem niespodziewanie powrócił w nocy do Paryża; gdy tylko następnego dnia wieść o tym rozniosła się po różnych dzielnicach miasta, wszyscy mieszkańcy tego wielkiego miasta i jego przedmieść pospieszyli i wypełnili dziedzińce i ogrody pałacu Tuileries. Wszyscy robotnicy opuścili swoje warsztaty; cała ludność pchała się do okien w nadziei zobaczenia człowieka, któremu Francja tak wiele zawdzięczała. W parku, na dziedzińcach, na brzegu Sekwany - wszędzie rozbrzmiewały okrzyki radości. Wieczorem bogaci i biedni prześcigali się w oświetleniu swoich domów.

To był naprawdę  piękny dzień!

 

VII. San Domingo. 
 

I. Sytuacja na San Domingo. - II. Postanowienia Pierwszego Konsula. - III. Przejściowe uspokojenie sytuacji na wyspie. - IV. Samowolne działanie murzyńskiego generała Toussaint-Louverture. List Pierwszego Konsula . - V. Wysłanie ekspedycji generała Leclerca. - VI. Zlekceważenie instrukcji Pierwszego Konsula. Klęska ekspedycji. - VII. Weksle wartości 60 milionów. 
 



I.

Dyrektoriat mianował  generała Hedouville komisarzem rządu na San Domingo. Murzyn Toussaint-Louverture, który jako generał dywizji dowodził w północnej części wyspy Haiti, nie trzymał się jednak instrukcji komisarza i potajemnie rokował bezpośrednio z Anglikami. Traktował przedstawiciela macierzy z taką pogardą, że ten poczuł się zmuszonym powrócić do Francji. Ale przed odjazdem (27 października 1798 roku - przyp.tłum.), zaniepokojony zamierzeniami przywódcy Murzynów Toussaint-Louverture'a, wydał specjalne pełnomocnictwa przywódcy Mulatów, generałowi Rigaud (Andre Rigaud, 1761-1811, Mulat urodzony na Haiti, od 1795 roku generał brygady armii francuskiej - przyp.tłum.). Powierzył mu komendę nad południową częścią wyspy, która od tej pory podzielona była na dwa obozy; północ pod władaniem Toussainta i w posiadaniu Murzynów, południe pod Rigaud i we władzy Mulatów. Między tymi partiami wybuchła straszliwa wojna domowa. Dyrektoriat nie był z tej sytuacji niezadowolony i wierzył, że im dłużej trwać będzie stan wojenny, tym dłużej utrzyma on swoje panowanie na wyspie. Na początku 1800 roku wojna osiągnęła szczyt.  
 

II.

Pierwszym pytaniem, którym zajął się Pierwszy Konsul w momencie objęcia rządów było: czy w interesie ojczyzny jest utrzymywanie wojny, czy dążenie do jej zakończenia. Po głębokim przemyśleniu zdecydował się na przeprowadzenie bez zwłoki tego ostatniego.

Po pierwsze, bo uważał, że polityka popierająca wojnę domową jest niegodna wielkiego i szlachetnego narodu; w końcu doprowadziłaby do tego, że obie partie stałyby się wrogami macierzy; po drugie, bo wojny domowe, zamiast osłabić ludy, umacniają je do tego stopnia, że gdyby dla macierzy przyszedł czas na odzyskanie swojego autorytetu na wyspie, napotkałaby strasznego przeciwnika; po trzecie, bo w czasie trwania wojny domowej ludność utraci przyzwyczajenie do pracy, a kolonie resztę swojego dobrobytu. Moralność i polityka nakazywały zakończenia przelewu krwi; ale na jakiej drodze należało tego dokonać? Dyrektoriat próbował przywrócenia status quo pomiędzy oboma partiami; ale konflikty, które wybuchły pomiędzy Murzynami i Mulatami nie zagasły na życzenie kraju ojczystego, tym bardziej, że nie posiadał on takiej władzy, by przeforsować swoją wolę. Bez wątpienia Mulaci byli odważniejsi i bardziej przyzwyczajeni do walki niż Murzyni;  ale byli tak nieliczni, że można było przewidzieć termin ich porażki. Konsekwencją triumfu Murzynów byłoby wytępienie Mulatów, co byłoby równoznaczne z nieodwracalną utratą wyspy dla Francji.

Pierwszy Konsul postanowił  działać zdecydowanie; pozbawił pełnomocnictw, odwołał  generała Rigaud, postanowił rozbroić Mulatów i rozszerzyć  władzę Toussainta na całą wyspę. Mianował go głównodowodzącym na San Domingo, a Murzynów obdarzył pełnym zaufaniem.  
 

III.

W Paryżu przebywał  wówczas pułkownik Vincent, dowódca umocnień San Domingo i zaufany Toussainta. Pierwszy Konsul nakazał go przywołać, zwierzył  się z opowiedzenia się po stronie Murzynów, akcentując swoje zaufanie w charakter Toussainta i wysłał do kolonii z następującymi pismami:

1. dekretem mianującym Toussaint-Louventure'a głównodowodzącym San Domingo

2. konstytucją  roku VIII

3. apelem do Murzynów, zawierający słowa "dzielni Murzyni, pamiętajcie, że tylko Francja uznaje waszą wolność".

Pułkownikowi Vincent przydzielił dwóch innych komisarzy. Otrzymali oni polecenie zastosowania wszystkich środków prowadzących do zakończenia walk i przywrócenia spokoju. Ta rozsądna polityka zakończyła się pełnym sukcesem. Rigaud powrócił do Francji; autorytet Murzynów został bez oporu uznany w całej kolonii; poświęcili się oni uprawie ziemi; kolonia wydawała się na nowo rozkwiatć; jej biali mieszkańcy byli chronieni; Mulaci, którym dobrze zrobiło moralne poparcie kraju ojczystego, odechnęli i zaczęli przychodzić do siebie po odniesionych stratach. Lata 1800 i 1801 były okresem dobrobytu w kolonii; kwitły rolnictwo i handel, prawo było przestrzegane, autorytet kraju ojczystego uznany (przynajmniej na pozór); Toussaint-Louverture co miesiąc wysyłał dokładny raport do ministra żeglugi.

Ale rzeczywiste nastawienie rządzących Murzynów nie mogło ujść rządowi francuskiemu. Toussaint nadal utrzymywał tajne kontakty z Jamajką i Londynem; pozwalał sobie na nieprawidłowści w swojej administracji, które nie mógł wytłumaczyć niewiedzą. Ciągle lekceważył rozkaz umieszczenia złotego napisu na sztandarach ze słowami apelu Pierwszego Konsula: "dzielni Murzyni, pamiętajcie, że tylko Francja uznaje waszą wolność". 
 

Gdy admirał Ganteaume na początku 1801 roku, mając na pokładach swojej eskadry dywizję  generała Sahugueta i dużą liczbę Murzynów, Mulatów i Kreoli, miał wypłynąć z Brestu, by pożeglować na San Domingo, wzbudził tym wielkie poruszenie u Toussainta. Postanowił on odmówić zezwolenia na wylądowanie tych ludzi, jeżeli ich liczba przekraczać będzie 2 000 albo podpalić Cap, jeżeli armia Sahugueta będzie za silna, by można byłoby obronić przed nią miasto. Ale Ganteaume pożeglował na Morze Śródziemne, celem jego wyprawy był Egipt. (Ganteaume wypłynął 18 stycznia 1801 roku na czele 7 okrętów liniowych i 3 fregat z Brestu do Egiptu, gdzie jednak, mimo kilkakrotnie powtarzanych prób, nie dotarł. Obecność na pokładzie Murzynów i Mulatów miała zmylić angielskich szpiegów, co do celu jego wyprawy - patrz: tom IV, rozdz.VII - przyp.tłum.). 

Korzystna sytuacja, w której znajdowała się Francja w 1801 roku po podpisaniu traktatu pokojowego w Luneville, pozwoliła przewidzieć, kiedy Anglia będzie musiała złożyć broń i kiedy należy podjąć ostateczną decyzję w sprawie San Domingo. Pierwszy Konsul miał dwie możliwości: pierwsza to złożenie władzy cywilnej i wojskowej wraz z tytułem generalnego gubernatora w ręce Toussaint-Louverture'a; przekazanie stanowisk dowódców murzyńskim generałom; nakazanie murzyńskim rolnikom płacenia dzierżawy jednemu z byłych francuskich plantatorów, a cały handel kolonii zastrzec Francji, kontrolując go licznymi okrętami okrętami u wybrzeży wyspy. Inne rozwiązanie polegało na ponownym zdobyciu kolonii przy użyciu siły, odwołania do Francji wszystkich Murzynów zajmujących wyższe stanowiska w armii, rozbrojenia Murzynów, zapewniając im wolność i oddanie plantatorom ich własności. Oba rozwiązania miały swoje pozytywne, ale również negatywne strony. Korzyści pierwszego projektu były namacalne: Republika zyskałaby liczącą 25-30 000 Murzynów armię, która napędziłaby strachu Ameryce, nową siłę, która nie kosztowałaby Republikę żadnych ofiar, ani pieniężnych ani ludzkich. Byli plantatorzy straciliby wprawdzie 3/4 swojego majątku, ale nie ucierpiałby posiadający nadal monopol handel francuski.

Drugi z projektów przynosił  plantatorom więcej korzyści i był bardziej sprawiedliwy, wymagał  jednak krwawej i drogiej wojny; przeciwstawne żądania Murzynów, Mulatów i białych plantatorów byłyby ciągle przedmiotem waśni i stwarzałyby problemy ojczyźnie; San Domingo zawsze byłoby wulkanem. Z tego powodu Pierwszy Konsul skłaniał się do pierwszego rozwiązania. Odpowiadało ono bardziej jego polityce i umacniało jego wpływ w Ameryce. Czegóż mógłby dokonać z liczącą 25-30 000 ludzi armią Murzynów na Jamajce, w Kanadzie i Ameryce? Czy kilka milionów mniej lub więcej, które dotarłyby do Francji, mogłyby wyrównać korzyści polityczne? Ale by przeprowadzić takie plany, niezbędna była pomoc Murzynów; musieliby oni być wierni Republice, która ciągle tyle dla nich robiła. Dzieci murzyńskich wodzów, które uczyły się we Francji w specjalnie do tego celu utworzonych szkołach, wzmacniały więzy mieszkańców wyspy i macierzy. 
 

IV.

Taka była sytuacja na San Domingo i polityki francuskiego rządu wobec kolonii, gdy do Paryża ponownie przybył pułkownik Vincent. Przywiózł konstytucję, którą Toussaint-Louverture z własnej inicjatywy przyjął, wydrukował i wprowadził w życie i o której informował właśnie Francję. Był to policzek dla ojczyzny, szyderstwo z honoru i godności Republiki; ze wszystkich środków proklamowania niepodległości i wywołania fali oburzenia Toussaint-Louverture wybrał taki, który jako zniewaga dla narodu francuskiego nie mógł być przyjęty.

W efekcie Pierwszy Konsul napisał następujący list: 
 

Paryż, 17 brumaire roku X

(8 listopada 1801)

Obywatelu Generale!

Pokój z Anglią  i innymi europejskimi potęgami, który wzniósł Republikę  na szczyt władzy i wielkości, umożliwia rządowi zajęcia się kolonią San Domingo. Wysyłamy tam naszego szwagra, obywatela Leclerca w stopniu generała jako najwyższego urzędnika kolonii. Towarzyszyć mu będą oddziały o odpowiedniej sile, by odzyskały ludowi francuskiemu należny szacunek. W tych warunkach mamy nadzieję, że udowodni Pan nam i całej Francji prawdziwość swoich uczuć, które manifestował Pan ciągle w pisanych przez siebie listach. Napełniły nas one szacunkiem dla Pana i chętnie uznajemy wielkie przysługi, które oddał Pan narodowi francuskiemu. Jeżeli flaga Francji powiewa nad San Domingo, zawdzięczamy to Panu i dzielnym Murzynom. Powołany na głównodowodzącego dzięki swoim talentom i okolicznościom, zakończył Pan wojnę domową, założył cugle prześladowaniom wszystkich krwiożerczych fanatyków, przywrócił religię i adorację Boga, od którego wszystko pochodzi. Ogłoszona przez Pana konstytucja zawiera niektóre właściwe postanowienia, ale też dużo takich, które są sprzeczne z suwerennością narodu francuskiego, którego przecież San Domingo jest tylko częścią.

Okoliczności, w których musiał Pan działać - otoczony ze wszystkich stron przez wrogów, bez pomocy kraju ojczystego - uprawomocniły artykuły tej konstytucji, ale teraz nie mogą one już pozostać w mocy. A dzisiaj, kiedy sytuacja na szczęście zmieniła się, będzie Pan pierwszym, który uzna zwierzchność narodu, do którego najszacowniejszych obywateli Pan, z powodu oddanych usług, darowanych przez naturę talentów i siły charakteru, należy. Inne zachowanie byłoby nie do pogodzenia z opinią, którą wyrobiliśmy sobie o Panu. Straciłby Pan zasłużone prawo do wdzięczności i dobrodziejstwa Republiki, a ziemia usunęłaby się Panu spod nóg i pochłonęła i przypieczętowałaby nieszczęście dzielnych Murzynów, których kochamy i których rebelię musielibyśmy ukarać, czego szczerze żałowalibyśmy.

Poinformowaliśmy o naszych poglądach Pańskie dzieci i ich wychowawcę. Posyłamy je Panu z powrotem (dzieci Toussaint-Louverture'a przebywały na wychowaniu na koszt Republiki w Paryżu. Generał Leclerc miał polecenie zabrać je na San Domingo - przyp.tłum.).

Niech Pan wspomoże generała Leclerca swoimi radami, swoim wpływem i zdolnościami. Czego może Pan sobie życzyć? Wolności dla Murzynów? Pan wie, że we wszystkich krajach, w których byliśmy, daliśmy wolność narodom, które jej wcześniej nie miały. Żąda Pan szacunku, honorów, bogactwa? Po zasługach, które Pan oddał, które może Pan jeszcze teraz oddać i dzięki tej specjalnej przychylności, którą Pana darzymy, nie powinien Pan ani przez chwilę wątpić, że oczekuje Pana nasz szacunek, bogactwo i honory!

Niech Pan poinformuje mieszkańców San Domingo, że troska Francji o jej dobrobyt często zakłócana była przez konieczność wojny. Ludzie, którzy przybyli do nich z Europy, by wzniecać niepokoje i siać niezgodę, byli członkami partii, która wówczas dręczyła Francję. Ale od teraz pokój i siła rządu zapewnia dobrobyt i wolność. Niech Pan powie swoim ziomkom, że tylko jako obywatele Francji mogą cieszyć się wolnością, która jest największym dobrem, a każde wykroczenie przeciwko interesom ojczyzny i posłuszeństwu, które winni są rządowi i jego przedstawicielom oraz głównodowodzącemu, są wykroczeniem przeciwko suwerenności narodu; wszystko to zniweczy oddane zasługi, a San Domingo stanie się areną bezlitosnej wojny, w której walczyć będą ojcowie przeciwko synom!

Niech Pan, Generale, weźmie pod uwagę, że jest Pan pierwszym kolorowym, który zdobył  taką władzę, który wyróżnił się swoją odwagą  i zdolnościami wojskowymi. Dlatego jest Pan przed Bogiem i nami pierwszym, który pociągnięty zostanie do odpowiedzialności.

Ale gdyby złośliwcy zamierzali powiedzieć wszystkim osobom, które podczas niepokojów na San Domingo odgrywały główną rolę, że zamierzamy przeprowadzić dochodzenie w sprawie wydarzeń, które miały miejsce w czasach bezprawia, to niech Pan poinformuje zainteresowanym, że obchodzi nas jedynie ich zachowanie podczas o s t a t n i c h wydarzeń, a przeszłość tylko wtedy wyciągać będziemy na światło dzienne, jeżeli dokonali oni nadzwyczajnych czynów w wojnach przeciwko naszym wrogom, Hiszpanom i Anglikom.

Niech Pan bezwarunkowo liczy na nasz szacunek i uznaje siebie za jednego z pierwszym obywateli największego narodu świata!

Pierwszy Konsul

Bonaparte 
 

V.

Odczekanie na rezultat tego listu i dopiero potem działanie byłoby oczywiście zupełnie nierozsądnym.

Od tego momentu dalsze rozważania nie były możliwe; przywódcy Murzynów okazali się niewdzięcznymi i buntowniczymi Afrykanami, z którymi niemożliwe było zbudowanie żadnego systemu politycznego. Honor i interes Francji nakazywały sprowadzenie ich na dno. Upadek Toussainta i wszystkie ciosy, które trafiły Murzynów były następstwem tego nierozsądnego kroku, który bez wątpienia doradzony był przez angielskich agentów, którzy przewidywali nieszczęścia, których spodziewać mogła się Anglia, gdyby Murzyni uspokoili się i pozostali wierni ojczyźnie. By wyobrazić sobie wstrząs, jaki przeżył Pierwszy Konsul, wystarczy dodać, że Touissant nie tylko ogłosił się dożywotnim gubernatorem wyspy, ale również rościł sobie prawo do wyznaczenia swojego następcy. Poza tym chciał otrzymać swoje stanowisko nie z rąk ojczyzny, lecz od powołanego przez siebie tak zwanego Zgomadzenia Kolonialnego. Ponieważ Toussaint ze wszystkich murzyńskich generałów, takich jak Dessalines, Christophe, Clairvaux itd., którzy ze swojej nienawiści do Francji nie robili żadnej tajemnicy, był jeszcze najbardziej umiarkowanym, nie było innego wyboru; pierwsze rozwiązanie stało się niemożliwe, trzeba było obrać inną drogę i ponieść konieczne ofiary.

Kontakty pułkownika Vincenta z Murzynami i wielkie zaufanie, jakim darzył go Toussaint, czyniło go od dawna podejrzanym, ale rząd użył go, by przekonać Murzynów o swojej życzliwości. Ale gdy przybył do Paryża z deklaracją niepodległości Murzynów, którą jeszcze próbował bronić, budził jedynie uczucie wstrętu, które trzeba było jednak ukryć, by nie obudzić nieufności Touissanta i wydobyć z niego wartościowe wiadomości o militarnych pozycjach Murzynów. Gdy to się stało, rozkazano mu, trzymanie się z daleka od spraw dominikańskich; został postawiony do dyspozycji ministra wojny i zatrudniony odpowiednio do jego stopnia. Życzył sobie służby w ciepłym kraju i otrzymał kierownictwo budowy umocnień w Toskanii. Był autorem planów umocnień w Livorno, Porto Ferrajo i Florencji, gdzie osiadł i wydał za mąż jedną ze swoich córek (Charles-Humbert Vincent, 1753-1831, pełnił w późniejszym okresie między innymi funkcję szefa inżynierii korpusu gen.Junot w Hiszpanii, który skapitulował pod Cintra. W 1814 roku awansowany do stopnia generała brygady - przyp.tłum.)

Gdy wysłanie ekspedycji zostało postanowione, nie zwlekano z realizacją. Głównodowodzącym floty mianowany został admirał Villaret-Joyeuse, dowództwo wojsk lądowych powierzono generałowi Leclerc.

Admirał wypłynął w morze z Brestu i 46 dni później pojawił się u wybrzeży San Domingo. Zaskoczyć Toussainta było niemożliwością. Przygotowywanie ekspedycji w portach francuskich przyciągały wzrok całego świata, oczywiście też agentów i przyjaciół Murzynów w Paryżu, Nantes, Bordeaux, Rochefort, Antwerpii, Amsterdamie i Londynie. Nawiasem mówiąc, przygotowania eskadry Ganteaume w styczniu 1801 roku zaalarmowały Murzynów. Od tego czasu przygotowywali oni w głębi wyspy umocnienia, magazyny prochu i żywności oraz opracowali plan spalenia Cap i miast, których nie mogli obronić i wycofania się do dżungli.

Dowódca floty i armii lądowej mieli za obustronną zgodą działać wspólnie. Admirał Villaret-Joyeuse i generał Leclerc mieli rozkaz zejść na przylądku na ląd, inna eskadra i jedna dywizja, zajęcia Port-au-Prince. Do wykonania tego ostatniego wyznaczono komendanta eskadry w Rochefort, Latouche-Treville i generała dywizji Boudet. Latouche-Treville był najzdolniejszym oficerem francuskiej marynarki i najstarszy po głównodowodzącym admirale. Generał Boudet brał już udział w wojnie w kolonii (w latach 1795-1799 na Gwadelupie - przyp. tłum.), był przez wielu Mulatów południa wysoko ceniony. Generał Leclerc był również oficerem o największych zasługach, nadawał się równie do kierowania manewrami na polu bitwy, jak do pracy w sztabie; brał udział jako adiutant Napoleona w kampaniach 1796 i 1797, w armii Moreau 1799 roku dowodził dywizją i pobił pod Freising arcyksięcia Jana. W wojnie hiszpańskiej dowodził liczącym 20 000 ludzi Korpusem Obserwacyjnym, który operować miał przeciwko Portugalii. W kampanii na San Domingo zdobył kolejne laury rozbijając w czasie krótszym niż 3 miesiące tą samą armię Murzynów, która wyróżniła się zadaniem porażki armii angielskiej. 
 



VI.

Odjeżdżając generał Leclerc otrzymał własnoręcznie napisane przez Napoleona tajne rozkazy dotyczące polityki, którą miał prowadzić w kolonii. W chwili śmierci generała znaleziono je zapieczętowane i przekazano jego następcy. Gdyby Leclerc zapoznał się z nimi i zrealizował, oszczędziłby sobie wiele trosk. Nakazywały mu one okazanie Mulatom największego zaufania, traktowania ich na równi z białymi i popieranie zawierania małżeństw między Mulatami płci męskiej i białymi kobietami oraz odwrotnie. Z murzyńskimi wodzami miał postępować inaczej. Natychmiast po uspokojeniu kolonii miał zaokrętować murzyńskich przywódców na 8 albo 10 statków i wysłać do Brestu, Rochefort i Tulonu, by tam zostali wcieleni w tym samym stopniu do armii francuskiej; Murzyni mieli zostać rozbrojeni, z wyjątkiem 10 batalionów, liczących po 600 ludzi każdy, dowodzonych w 1/3 przez Murzynów, białych i Mulatów. W końcu miał przedsięwziąć wszystkie środki, by zabezpieczyć Murzynom wolność obywatelską, potwierdzając wprowadzone przez Toussainta porządek. Ale Leclerc dał się podburzyć przeciw Mulatom; dzielił niechęć Kreolów, którzy czuli jeszcze większą odrazę do Mulatów niż do Murzynów; zwolnił ich przywódcę Rigaud, odstręczając tym zupełnie Mulatów, którzy przyłączyli się do Murzynów; zaufaniem obdarzył murzyńskich generałów Desalinesa, Christophe'a i Clairvaux; nie tylko zatrzymał ich w kolonii, lecz na dodatek powierzył im najważniejsze stanowiska. Zezwolił Toussaint-Louverture na dalszy pobyt na wyspie; dopiero gdy przejął jego tajną korespondencję, która zdradziła generała, aresztował go i kazał zaokrętować na statek płynący do Francji, pozostawiając jednak wszystkich innych generałów, adiutantów, pułkowników i szefów batalionów (Toussaint-Louverture został aresztowany 7 czerwca 1802 roku i wywieziony wraz z rodziną do Francji; po wylądowaniu w Breście z polecenia Pierwszego Konsula przewieziono go do fortu Joux, gdzie zmarł na suchoty. Istnieje jednak podejrzenie, że został otruty - przyp.tłum.). Gdy Pierwszy Konsul dowiedział się o tym, wielce się zasmucił; niewydalenie murzyńskich przywódców z kolonii było poważnym zaniedbaniem wydanych rozkazów. Było wykluczonym, by te próżne i nieświadome typy, czujący się panami, zachowywały się spokojnie i podporządkowały rozkazom z ojczyzny. Tych 150 do 200 przywódców powinno było zostać koniecznie usuniętych, by pozbawieni zostali swojego wpływu na Murzynów i odcięci od wszystkich kontaktów z zagranicą. Lepiej byłoby, gdyby Touissant przybył do Francji jako generał dywizji, a nie jako przestępca, mającym tyle przestępstw na sumieniu. Gdy później wybuchła straszliwa choroba, która przerzedziła francuskie oddziały, a czarni buntownicy, podburzeni przez Anglików, znowu chwycili za broń, generał Leclerc żałował, że był tak pobłażliwy i nie wykonał rozkazów Pierwszego Konsula. Ale okazja była stracona!

Dekret z 30 floreala roku X (20 maja 1802), który utrzymywał niewolnictwo na Martynice i Il de France, ale znosił je na San Domingo, Gwadelupie i w Gujanie, był konieczny, sprawiedliwy i politycznie właściwy. Na Martynice, która właśnie została oddana z powrotem przez Anglików, musiał panować spokój, podobnie jak na Il de France. Mimo, że prawodawstwo Republiki zapewniało Murzynom wolność, po doświadczeniach na San Domingo szaleństwem byłoby przyznanie jej również Murzynom na Martynice i Il de France, gdzie skutkiem byłaby rzeź białych, którzy padliby ofiarą uwolnionych Murzynów i zniszczenie kwitnących kolonii. Rząd musiał więc powiedzieć: Murzyni pozostaną niewolnikami na Martynice i Il de France, tam panujemy my; są wolni na San Domingo, Gwadelupie i w Gujanie, bo tam nie możemy im zaszkodzić. W każdym razie dekret ten użyty był później jako pretekst do powstania, ale jego prawdziwą przyczyną było ożywienie nadziei Murzynów spowodowane wybuchem straszliwej choroby w armii francuskiej.

..........

(niniejszy rozdział  zachował się tylko we fragmencie, ciągu dalszego brak) 
 



VII.

Intedent armii przeznaczonej do wyjazdu na San Domingo niespodziewanie przedłożył skarbowi państwa weksle na 60 milionów. Termin płatności wszystkich przypadał  w tym samym dniu. Ale Francja nie była ani wówczas ani chyba również  w innych czasach wystarczająco bogata, by stać ją było na dokonanie takiej niespodziewanej płatności. Poza tym pytano oczywiście, w jaki sposób administracja na San Domingo mogła otrzymać taki kredyt. Nawet Pierwszy Konsul nie miał takiego kredytu; być może miał go w czasach największej świetności minister finansów Necker (Jacques Necker, 1732-1804, szwajcarski bankier, minister finansów króla Ludwika XVI - przyp.tłum.). Obojętnie - gdy weksle te jeszcze przed awizami dotarły do Paryża, zwierzchnik skarbu państwa pospieszył do Tuileries i zapytał, co ma zrobić.

"- Odczekać przyjścia zawiadomienia o transakcjach i stwierdzić, o jakie interesy chodzi - brzmiała odpowiedź - te weksle nie są zaakceptowane, nie muszą być więc zapłacone".

Wkrótce potem nadeszły rozliczenia, z których wynikało, że z sum na które opiewały weksle tylko trzecia, piąta, dziesiąta część wpłynęła do kasy. Dlatego skarb państwa sprzeciwił się wypłaceniu wyższej sumy niż rzeczywiście otrzymał. Wzbudziło to poruszenie w całym świecie handlowym. Do Pierwszego Konsula wysłano deputację, który przyjął ją bardzo chłodno i zapytał, czy uważają go za małe dziecko albo uważają, że tak mało przejmuje się interesami ojczyzny i pozwoli wyssać krew z ludu? On osobiście nie ma z tym nic wspólnego. Ale jego zadaniem jest administrowanie pieniędzmi państwowymi jak najświętszym dobrem. Zwrócił się do obu przywódców delegacji, szanowanych bankierów i zapytał:

"- Moi Panowie, jesteście ludźmi interesu; odpowiedźcie mi krótko i zwięźle: jeżeli jeden z Waszym agentów zupełnie niespodziewanie i na Waszą szkodę wydał niesamowite sumy, czy zapłacilibyście ten weksel?"

Oczywiście byli zmuszeni odpowiedzieć, że nie.

"- No właśnie - mówił Pierwszy Konsul dalej - Wy, jako zwykli prywatni ludzie, którzy ponoszą tylko przed samym sobą odpowiedzialność, żądacie dla siebie przywileju, którego mnie, który ciągle poddany jest nadzorowi i który w każdej chwili musi zdać sprawozdanie, odmawiacie? Wasze weksle są honorowane jedynie zgodnie z ich rzeczywistą wartością. Nie wymagam wcale, żeby handel przyjmował weksle moich agentów; w żadnym wypadku nie staram się o zaszczyt posiadania takiego kredytu; uznaję jedynie podpis mojego ministra finansów".

Powiedziano jeszcze wiele zbędnych słów: należy zbankrutować; weksle należy płacić  gotówką; zamorscy przedstawiciele popełnili swoje błędy w zaufaniu do rządu francuskiego itd.

"- W ten sposób zbankrutujecie" - odpowiedział Pierwszy Konsul.

Ale nie zbankrutowali; nie zapłacili weksli gotówką, a ich przedstawiciele nie popełnili żadnego błędu. Wewnętrznie byli całkowicie przekonani, że Pierwszy Konsul ma rację; ale mimo tego rozpowszechniali w całym Paryżu kłamliwe wersje stanu rzeczy.

 

VIII. Knowania Burbonów. 
 

I. Próby hrabiego Lille pozyskania Pierwszego Konsula dla sprawy Burbonów. - II. Zamach "piekielnej machiny". - III. Zatruta tabaka. - IV. Odkrycie spisku Cadoudala, Moreau i Pichegru. - V. Upadek Moreau. - VI. Śmierć Pichegru. - VII. Rozstrzelanie księcia d'Enghien. 



I.

Wkrótce po bitwie pod Marengo Ludwik XVIII napisał list, przekazany przez Abbé  de Montesquiou. Jego treścia brzmiała jak następuje:

"Monsieur de Bonaparte, nie ma Pan żadnych powiązania z tymi, którzy dotychczas rządzili Francją. Ale ma Pan zbyt jasny umysł, żeby uwierzyć, że obecne stosunki mogą długo potrwać. Niech Pan powie, jaką rangę, jakie stanowisko chce Pan zająć; pozostawiam Panu wolny wybór. Życzę sobie jedynie spokoju dla narodu francuskiego. ....." 

Pierwszy Konsul polecił wydać Abbé de Montesquiou rozkaz opuszczenia Paryża, dając mu odpowiedź, w której pisał, że:

" ... nie może pozostawić na pastwę losu ludzi, którzy wynieśli go na najwyższe stanowisko; uczyni wszystko, co możliwe, by spełnić pokładane przez nich w nim oczekiwania, ale prosi hrabiego Lille, by poinformował go, gdzie zamierza się osiedlić; odprowadzą go tam życzenia ludu francuskiego". 

Nieco wcześniej do Malmaison przybyła z Anglii Madame de Guiche. Józefina przedstawiła ją  swojemu mężowi. Była czarującą, młodą kobietą; ale gdy tylko zaczęła mówić o Burbonach, Pierwszy Konsul odwrócił się do niej plecami. Józefina powiedziała do swojego męża, że Ludwik XVIII postawiłby na placu Carroussel swój pomnik, przedstawiający go jako króla. A Bonaparte zostałby przedstawiony w postaci anioła wkładającego królowi koronę na głowę. Pierwszy Konsul przerwał jej okrzykiem:

"- A moje kości zostałyby złożone pod cokołem?" 

II.

Szuani i rojaliści podjęli 7 prób obalenia rządu, które jednak wszystkie odkryto, zanim zostały zrealizowane. Tylko zamachowi "piekielnej machiny" nie udało się zapobiec; miał on miejsce 3 nivôse roku IX (24 grudnia 1800).

W operze przedstawiano Oratorium (francuska premiera oratorium Haydna "Stworzenie świata" - przyp.tłum.)i wszyscy w napięciu czekali na przybycie Napoleona. Ale ten większość dnia spędził w Radzie Stanu i zmęczony, zasnął o godzinie 7 wieczorem po obiedzie na sofie w salonie swojej żony. Po przebudzeniu Józefina nalegała na niego, by trochę rozerwał się i pojechał do opery. Z niechęcią przyjął jej propozycję i wsiadł wreszcie do powozu wraz z generałami Bessieres i Lannes. Towarzyszyła mu jego zwyczajowa eskorta, tuzin grenadierów konnych. Na czele jechał oficer i 2 grenadierów. Kolumna minęła ogrodzenie placu Carrousel i skręciła w Rue de l'Echelle, następnie w Rue Saint-Nicaise, by osiągnąć Rue Richelieu.

Na rogu Rue Saint-Nicaise ulica była zablokowana dwukołowym wozem; załadowany był on zbiornikiem, który wyglądał dokładnie tak, jak zbiorniki na wodę używane do polewania ulicy. To była właśnie "machina piekielna". Grupa szuanów, wśród nich Limoëlan, Saint Regeant, Carbon, Coster, Saint-Hilaire, Joyaux, ukrywała się w pobliżu, by wywołać eksplozję. Limoëlan wyszedł, by przekonać się, czy w zbliżającym się powozie siedzi Pierwszy Konsul; uderzenie końskiego kopyta powaliło go na ziemię. Zerwał się na nogi, pobiegł do machiny i zapalił lont. Rozległa się straszliwa eksplozja, ale w międzyczasie powóz skręcił już za róg. Woźnica, podpity, uznał wybuch za salwę honorową ku czci Pierwszego Konsula i na szczęście pogonił batem konie, tak że tylko ostatni człowiek eskorty został ranny i zrzucony z konia. Żona Napoleona i siostra Paulina, która była przy nadziei, jechały w odległości około 100 kroków, wskutek czego machina eksplodowała pomiędzy oboma powozami. Siedzący w drugim powozie generał Rapp, natychmiast wyskoczył i próbował uspokoić damy, które wierzyły, że Napoleon zginął. Gdy Pierwszy Konsul dotarł do Teatru Republiki, wysłał eskortę po damy i udał się do opery. Mimo, że przy jego wejściu wszystkie lornetki skierowane były na niego, nie można było zauważyć w wyrazie jego twarzy najmniejszego śladu poruszenia. Dopiero podczas wejścia dam można było po ich bladych twarzach i zapłakanych oczach poznać, że wydarzyło się coś nadzwyczajnego. Napoleon tak opisał swoje pierwsze wrażenie, gdy usłyszał odgłos eksplozji i zobaczył walące się domy:

"- Miałem uczucie, że powóz zachwiał się i niby falą morską został podniesiony w górę".

Wybuch zniszczył  5 albo 6 domów i kosztował życie około tuzina ludzi; rannych zliczono około 30. Winni, których pojmano na miejscu wydarzenia, zostali skazani zgodnie z normalnymi przepisami prawa, czyli w jawnym procesie przed paryskim sądem kryminalnym; protokoły rozprawy wypełniły  pełne 2 tomy. Saint Regeant i Carbon zostali straceni na placu Gręve. Limoëlan zbiegł do Ameryki, gdzie wstąpił do klasztoru. Intelektualnymi inicjatorami zamachu uznano Georgesa Cadoudala, przebywającego wówczas w Bretanii oraz księcia d'Artois, który gościł w Londynie. 

III.

W pierwszym okresie Konsulatu życie Napoleona było ciągle w niebezpieczeństwie. Pewnego dnia powstał od stołu, przy którym spożywał posiłek w towarzystwie żony i kilku pełniących służbę oficerów. Chciał sięgnąć do swojej tabakiery; ale gdy właśnie wsadzał dłoń do kieszeni, zobaczył ją leżącą na gzymsie kominka w salonie, do którego właśnie wszedł. Wziął ją w dłoń, pragnąc zażyć pryzy tabaki, gdy siadając poczuł w kieszeni ubrania swoją własną tabakierkę. Był bardzo zaskoczony. Zawartość tej drugiej tabakierki, łudząco podobnej do jego własnej, została poddana badaniom chemicznym, które wykazały, że tabaka w niej była zatruta. 

IV.

Agenci burbońscy w Monachium i Stuttgarcie domagali się pieniędzy, by móc popierać  partię, z którą utrzymywali kontakt i która, jak utrzymywali, wkrótce rozpęta we Francji wojnę domową. Rozgłaszający na wszystkie strony obietnice Abbé Rattel miał swoich korespondentów w Abbeville, Amiens i innych miejscowościach hrabstwa Artois. W Londynie żyło 250-300 oficerów, szuanów, którzy mieli kontakty z Bretanią i Normandią. Agentom w Monachium przekazano pełnomocnictwa i znaczne sumy. Dowódcą angielskiej eskadry przed ujściem Szeldy i Sommy został Sidney Smith. Jeden z brygów, dowodzony przez kapitana Wrighta miał plany wsparcia Cadoudala, który już od 4 miesięcy organizował pokątne kontakty emigrantów.

21 sierpnia 1803 roku kapitan Wright wysadził na wydmach koło Beville Cadoudala, Villeneuve'a, skompromitowanych już podczas zamachu 3 nivôse'a Lahaye'a i Saint-Hilaire'a, ponadto Quérelle'a, La Bonté, Picota, Troche i Jean Marie. Ludzi o sprawdzonej odwadze i słynnych ze swoich czynów podczas kampanii szuańskiej. Wylądowali pomiędzy Dieppe i Tréport, w pobliżu posiadłości, której właściciela zdobyli dla własnej sprawy i który umówionymi wcześniej znakami wskazał im drogę. Rzucił on z wysokiej skarpy linę, po której lądujący wspięli się po stromym zboczu. Dzięki temu umknęli uwadze strażników wybrzeża i urzędników celnych.

Po wylądowaniu Cadoudal i jego towarzysze spędzili jeden dzień w majątku, a w nocy odjechali do Paryża. W drodze zatrzymywali się w zarezerwowanych wcześniej mieszkaniach, w których odpoczywali w dzień. W nocy podróżowano. Korzystali jedynie z bocznych dróg, podając się za szmuglerów. Płacili dobrze, kupując wszędzie milczenie. Po dotarciu do Paryża zatrzymali się w swoich kryjówkach, które wszechwładza złota, którego nie oszczędzano, im przygotowała.

Niejaki Méhée de Latouche, opłacany przez angielskie ministerstwo, by wspierał spiskowców, ale który sprzedał się policji francuskiej, dostarczył pierwsze wiadomości o ich lądowaniu i tajnej misji angielskiego brygu.

10 grudnia kapitan Wright wysadził na ląd drugi oddział, złożony z Coster St.Victora (zamieszanego również w zamach 3 nivose'a), de Lemerciera, Tamerlana, Lelana, ludzi tego samego pokroju, jak poprzedni oraz Armanda de Polignac, arystokratę-emigranta. W tym samym czasie generał Lajolais, który służył razem z Moreau i Pichegru, a którego żona była kochanką tego ostatniego, odbywał częste podróże do Londynu jako kurier depesz obu generałów. Zameldował, że Moreau jest zdecydowany przedsięwziąć wszystko przeciwko Pierwszemu Konsulowi, że nastał korzystny moment i nie należy tracić czasu. W wyniku tego kapitan Wright dokonał 16 stycznia 1804 roku trzeciego lądowania na skałach pod Beville; na ląd zeszli wtedy: Pichegru, Lajolais, Rusillon, Rochelle, Armand Gaillard, sami Wandejczycy i szuani, Jules de Polignac i de Riviere, arystokraci-emigranci, ten ostatni darzony szczególnym zaufaniem przez hrabiego d'Artois. Poza nimi na wybrzeżach Bretanii i Poitou wylądowało jeszcze około 50 innych szuanów, którzy udali się różnymi drogami do Paryża.

Pierwszy Konsul był  zmęczony tymi wiecznymi intrygami i postanowił je zakończyć. Kazał sobie przynieść tajne akta policji. Wertując je wpadło mu w oczy nazwisko młodego lekarza wojskowego, Querelle. Rozkazał natychmiast postawić go przed sądem wojskowym, a w więzieniu zwracać uwagę na wszystko, co mówi. Jego instynkt nie zawiódł go: skazany na śmierć Querelle wyznał, by uzyskać ułaskawienie, wszystkie szczegóły spisku.

Gdy prowadzono go na śmierć poprosił o pozwolenie złożenia dodatkowych zeznań. Generał Lauriston, który akurat pełnił służbę  przy Pierwszym Konsulu przybył w ostatnim momencie, by zapobiec egzekucji. Do więzienia, gdzie przebywał Querelle udał się radca stanu Real. Querelle wyznał, że przybywa z Anglii i został 21 sierpnia 1803 roku wysadzony na ląd na skałach koło Beville; Georges Cadoudal i inni przybyli wraz z nim; opisał wszystkie domy, gdzie w drodze mieszkali, kończąc zapewnieniem, że Georges przebywa aktualnie w Paryżu i nosi się z zamiarem zamordowania Pierwszego Konsula.

Równocześnie wysłano kilku oficerów, by sprawdzili jego informacje i wypytali właścicieli wspomnianych domów.

Sukcesem tych dochodzeń  było odkrycie pozostałych dwóch lądowań, ale nie dowiedziano się żadnych nazwisk, zdobyto jedynie opis jednej z osób, najwyraźniej wysoko postawionej, której pozostali okazywali wielką uniżoność. Otrzymano też pewność, że wkrótce przeprowadzone zostanie kolejne lądowanie.

Savary otrzymał  rozkaz udania się z przebranymi żandarmami na miejsce przypuszczalnej akcji. Udało mu się zaskoczyć pewną liczbę  rojalistów podczas lądowania. Kapitan Wright, którego opis wysłany został do wszystkich urzędów portowych, został aresztowany, gdy podjął próbę zejścia na ląd. Został przetransportowany do Paryża i uwięziony w Temple. Napoleon mógł przypisać go do spiskowców Cadoudala i wraz z nimi dać go skazać na śmierć. Ale nie uczynił tego. Zamierzał trzymać go w więzieniu aż do podpisania traktatu pokojowego, ale kapitan, dręczony troskami i wyrzutami sumienia, popełnił w więzieniu samobójstwo.

Angielscy ministrowie wykorzystali również tę okazję, by oskarżyć Pierwszego Konsula o morderstwo. Ale jego ręce były czyste!

Wśród aresztowanych znajdował się również emigrant, Bouvet de Lozier, właściciel jednego z domów w Saint-Germain. Opanowany wątpliwościami, próbował w połowie lutego powiesić się w więzieniu, ale został w porę odcięty przez strażników i uratowany. Przed przywołanymi urzędnikami złożył następujące wyjaśnienie:

"- Jesteśmy zdradzeni! Wielu dzielnych ludzi musi zapłacić śmiercią za zdradę Moreau, który nas oszukał! Moreau twierdził, że armia popiera go, skłonił Pichegru i innych do przybycia z Londynu, a teraz nas opuścił. Umrzemy jako jego ofiary!"

Można powiedzieć,  że Napoleon w miesiącach wrzesień, październik, listopad, grudzień  1803 i styczeń 1804 roku siedział na wulkanie. Na skały pod Beville wysadzono 3 różne grupy ludzi: szuanów i Wandejczyków, nędzników, którzy popełniali wszelkie przestępstwa włącznie z morderstwem; arystokratów pod przewodnictwem Polignaca i Reviere i końcu takich, którzy mniej czy więcej aktywnie wzięli udział w rewolucji pod Pichegru.

Wydawało się,  że Polignac i Riviere nie znajdą żadnego poparcia wśród powracających emigrantów; nikt nie zaproponował im schronienia, wszyscy uznawali ich przedsięwzięcie za szaleństwo i obawiali się zdemaskowania.

W tym czasie w Abeville został pojmany niejaki Leclerc, agent Abbé Rattela, a jego papiery zostały skonfiskowane. Znaleziono w nich, obok obojętnych raportów szpiega, kilka tajemniczych aluzji, które wzbudziły uwagę. Mówiły o lądowaniu szuanów, którzy planować mieli jakąś wielką akcję i spodziewanych ważnych wydarzeniach.

Osławiony Méhée de Latouche, który jako rzekomy zacięty jakobin i wróg Pierwszego Konsula, zesłany przez niego na wyspę Oleron, został w Londynie przyjęty przez książąt burbońskich, przeprowadził rozmowę z biskupem Arras i został przyjęty przez kilku ministrów. Z Londynu wysłano go do Monachium, gdzie konferował z burbońskimi agentami. Potem osiadł w Paryżu i stamtąd kierował rokowaniami z agentami w Monachium i Stuttgarcie. Ponieważ jednak nie miał żadnego zaufania do emigrantów, a Anglików śmiertelnie nienawidził, podjął w końcu decyzję odkrycia policji wszystkich knowań.

Ta poradziła mu dalsze utrzymywanie kontaktów ze spiskowcami. Ale że nie ufano mu za bardzo, powierzono przekazywanie jego listów zaufanemu i wypróbowanemu oficerowi z garnizonu Strasburga. Dzięki temu oficer ten wkradł się  w łaski angielskich agentów i potwierdził zeznania Méhée de Latouche'a. 

V.

Winę za nieszczęście Moreau ponosiła jego żona; Moreau był dobroduszny, ale słaby. Ona była do tego stopnia bezczelna, że na jednym z wydanych przez Talleyranda przyjęć na cześć Pierwszego Konsula próbowała wydrzeć Józefinie pierwszeństwo! Talleyrand prowadził pod ramię Madame Bonaparte; musiał nogą popchnąć Madame Moreau, by posunąć ją na należne jej miejsce w szeregu; w końcu musiał nawet kazać wyprowadzić ją z szeregów tańczących przez kilku młodych ludzi, którzy, oznaczeni opaskami na ramieniu, dbali o utrzymanie porządku. Trudno sobie wyobrazić zuchwałość tej damy. Pewnego dnia przyszła do Józefiny, która nie mogła jej natychmiast przyjąć; odeszła trzaskając za sobą wszystkimi drzwiami i krzycząc, że nie jest kobietą, której każe się czekać!

Pierwszy Konsul dobrze wiedział, że Moreau wygłasza o nim złośliwe mowy, ale pozwolił  mu paplać. Wiele dla niego uczynił; powierzył mu wyborową  armię, podczas gdy sam stanął na czele garści rekrutów. Podarował mu piękne pistolety, jednym słowem, traktował go pod każdym względem bardzo dobrze. Pierwszy Konsul wiedział, że Moreau przyjął 4 miliony, jednak nigdy o tym nie wspomniał. Moreau sam przyznał, że nie jest zdolny do rządzenia, dodając, że na drugiej pozycji byłby szczęśliwszy niż na pierwszej. Gdy występowały różnice poglądów z Pierwszym Konsulem przyznawał, że nie ma racji.

Pierwszy Konsul już  2 razy przebaczył jemu i jego żonie ich gadaninę. Ale skoro Moreau, podjudzany przez swoją żonę, dalej gadał, Pierwszy Konsul rzekł w końcu do Lanjuinais (Jean-Denis Lanjuinais, 1753-1827, polityk francuski, po 18 brumaire'a członek Senatu - przyp.tłum.), że jeżeli jego zachowanie nie ulegnie zmianie, to zacznie z nim inaczej postępować, bo prawo obowiązuje wszystkich.

"- Nieprawdaż, Lanjuinais, prawo?"

"- Tak, Pierwszy Konsulu, temu nie można zaprzeczyć".

W końcu Moreau posunął się w swoich działaniach, w swoich uwagach, które wyrażał  w kręgach towarzyskich, tak daleko, że Pierwszy Konsul zerwał  z nim kontakty. Zabronił Madame Bonaparte, która obawiała się jego żony i teściowej, je przyjmować; spotykano się jedynie na dużych przyjęciach, a więc publicznie, w otoczeniu innych ludzi. Od tego czasu Moreau całkiem otwarcie prezentował wrogość wobec Pierwszego Konsula, a ten pozwolił mu iść na pewną zgubę, myśląc:

"- Moreau rozbije sobie głowę na bramie Tuileries!"

Moreau krytykował  wszystko, szczególnie gwardię, wywołując tym kłótnię z Bessieres'em.

Pierwszy Konsul pozwolił  wszystkim partiom rozstrzygać ich spory między sobą. W międzyczasie Lajolais (Frederic-Michel Lajolais, 1765-1808, generał francuski, zwolennik Moreau, skazany na karę śmierci w procesie spiskowców w 1804 roku; karę zamieniono później na karę więzienia - przyp.tłum.) słyszał, jak Moreau zapewniał, że nie ma nic łatwiejszego niż obalenie Pierwszego Konsula i objęcie władzy. Słyszał również inne podobne uwagi, przekazując swoje spostrzeżenia Pichegru i Cadoudal'owi. Możny było nawet powiedzieć, że spisek właściwie zawiązał Lajolais. Spiskowcy przybyli do Paryża. Pichegru i Georges spotkali się wieczorem z Moreau na placu Madeleine. Moreau przybył przez Rue Royale, Pichegru wyszedł mu bulwarem na spotkanie, objął go i oświadczył, że przybył do stolicy, by obalić Pierwszego Konsula. Georges trzymał się z boku; Pichegru sprowadził go i przedstawił Moreau. Ten był bardzo zmieszany, bo nie wierzył, że uwagi poczynione w obecności Lajolais można było wziąć dosłownie. Georges zapytał go, w jakim stopniu może na niego liczyć. Moreau odpowiedział mu:

"- Obalmy Bonaparte, a cały świat poprze mnie. Zostanę mianowany Pierwszym Konsulem, Pichegru zostanie też konsulem, a Pana zrehabilitujemy".

Georges stwierdził,  że jego ambicje są większe i pragnie również zostać  konsulem. Na te słowa Moreau oświadczył mu, że wystarczy, by rozniosło się, że on, Moreau spiskuje z szuanem, a cała armia zbuntuje się. Tym samym plan spali na panewce. Najpierw należy zamordować Pierwszego Konsula, dopiero wtedy wszyscy opowiedzieliby się za Moreau. Cadoudal rzekł, że Moreau powinien wybrać spośród swoich zwolenników 3 zdecydowanych ludzi. Moreau odpowiedział na to:

"- Jak długo żyje Bonaparte, nie mam żadnych popleczników, ale gdy zginie, będę miał za sobą Francję i armię".

Wzajemnie robiono sobie wyrzuty.

"- Kazał Pan nam przybyć, a nic Pan nie może!"

Georges zawołał  nawet:

"- W tej sytuacji wolę Bonaparte jako władcę"

Po tych słowach rozstano się.

Przy tej okazji Moreau powiedział do Pichegru, że chętnie przyjąłby go w swoim mieszkaniu, poinformował nawet, jak ma niepostrzeżenie do niego dotrzeć; Cadoudala jednak nie chciał widzieć. Moreau spotykał się wielokrotnie z Pichegru w swojej bibliotece. Próbował utworzyć utworzyć krąg zwolenników złożony z 30 zdecydowanych przyjaciół i dlatego pogodził się z Bernadotte, z który pokłócił się przed około 10 tygodniami. Pierwszy Konsul dowiedział się o tym od Desiree (Desiree Clary, żona generała Bernadotte - przyp.tłum.).

Opowiedziała ona, że jej mąż nie może spać, mówi przez sen i opowiada o Moreau i spiskach. Ten ostatni był w minionych dniach 3 razy u niego i ona obawia się, że jej mąż wplącze się w złą historię. Ona odesłałaby Moreau spod drzwi i przyszłaby ostrzec Pierwszego Konsula. Ten ostatni nie mógł mieć lepszego szpiega. W końcu aresztowany został Bouvet de Loziers.

Real chciał, żeby na jego miejsce Pierwszy Konsul do więzienia kazał wtrącić Moreau. Ale Napoleon nie chciał tego uczynić, zanim nie dowie się, czy Pichegru i Georges przebywają jeszcze w Paryżu. Bonaparte wpadł na pomysł, by kazać aresztować brata Pichegru, byłego mnicha i od niego otrzymać wyjaśnienie. Ten środek okazał się znakomity. Mieszkał on w jednym z domów na placu Vendome, na 4 piętrze. Bardzo zdziwiły go stawiane mu zarzuty. Real przesłuchał go i zdobył całkowitą pewność, że Pichegru przebywa w Paryżu i przygotowuje ogromny spisek. Pospieszył do Malmaison, pokazał Pierwszemu Konsulowi protokół i przedłożył mu nakaz aresztowania Pichegru. Bonaparte podpisał go. Henri z żandarmerii aresztował generała na drodze z Grosbois (posiadłość, należąca wcześniej do Barrasa, w 1804 roku własność Moreau - przyp.tłum.) do Paryża.

Moreau wydawał  się być bardzo rozbawiony aresztowaniem i śmiał się  przez całą drogę. Ale gdy dotarł do Temple i tam dowiedział się, że jest oskarżony o współpracę z Cadoudal'em i Pichegru i spiskowanie przeciwko Republice, zbladł, zmiękły mu nogi i musiał usiąść na krześle. Pierwszy Konsul zapomniałby mu wszystko, gdyby ten wtedy do niego napisał. Przyszła do niego jego żona; ale zamiast rzucić mu się do nóg i błagać by zwolnił jej męża - obojętnie, winny czy niewinny - zaczęła głośno krzyczeć, że jej mąż jest niewinny, że aresztowanie była samowolą, a gdy zostanie postawiony przed sądem, to udowodni swoją niewinność.

To oczywiście nie uspokoiło Pierwszego Konsula, lecz naprawdę zdenerwowało. Żona generała poszła również do Józefiny, opowiadając słodko-kwaśnym tonem o całej sprawie; Madame Bonaparte była zmuszona poinformować  ją w imieniu Pierwszego Konsula, że Moreau może uzyskać wybaczenie jedynie szczerym zeznaniem.

Pierwszy Konsul posłał  do Moreau Regniera, by przekonał go, by przyznał się  do swoich kontaktów z Pichegru i wyraził swoje ubolewanie. Ale ten pozostał przy swoim twierdzeniu, że nie wie, o czym jest mowa.

Dla Bonaparte najważniejszym było złapanie Georges'a i Pichegru. Temu ostatniemu policja deptała już po piętach, gdy jego najlepszy przyjaciel, będący jego adiutantem, zaproponował Pierwszemu Konsulowi, że wyda go w jego ręce za sumę 300 000 franków. Miał on tego samego wieczora być na kolacji, razem z niejakim Rollandem, bratem kapitana statku. Owe 300 000 zostały mu wypłacone w bonie nr II, który jednak wypłacony miał być dopiero po aresztowaniu. Zdrada tego człowieka była nikczemnością.

Podczas kolacji Pichegru powiedział:

"- Co? Jeżeli Macdonald i ja pokażemy się w naszych pióropuszach na paradzie, czy nie porwiemy za sobą oddziałów?"

Judasz odpowiedział  na to:

"- Niech Pan nie ulega złudzeniom! Nawet kot się nie ruszy".

O północy zdrajca przekazał agentowi Pierwszego Konsula klucz do jednego z pokojów, który im dokładnie opisał. Pichegru miał na nocnej szafce świecę i pistolet. Comminge przewrócił szafkę. Generał schylił się po broń, ale został złapany za ramiona przez 7 albo 8 żandarmów. Związanego, w koszuli, przyprowadzono go do prefektury. Real powiedział mu, że przecież widzi, iż wszelki opór jest bezcelowy i prowadzi jedynie do nadużycia siły, niegodnej jego godności. Pichegru w końcu zrezygnował z oporu i rzekł:

"- To prawda. Muszę się ubrać".

Georges został  zdradzony za cenę 100 000 franków przez pisarza Leridan. Chciał  opuścić Faubourg St.Honoré, gdyż zorientował się, że jest tam poszukiwany. Leridan powiadomił policję, że przewiezie go w kabriolecie, który dokładnie opisał, do Faubourg St.Jacques. Agenci deptali mu po piętach; Georges Cadoudal dowiedział się, że w Faubourg St.Jacques aresztowanych zostało kilku jego przyjaciół i chciał natychmiast zawrócić, by udać się ponownie do Chaillot. W drodze został aresztowany.

Bonaparte wydał generałowi Bessieres konieczne rozkazy i kazał bramy miasta pilnować żołnierzom swojej gwardii. Przez 6 tygodni nikt nie mógł opuścić Paryża bez paszportu i pozwolenia. Opinia publiczna była zirytowana, ale uspokoiła się, gdy "Moniteur" zaczął codziennie informować o aresztowaniu jednego lub kilku wspomnianych osobników. Wraz ze wzrostem liczby aresztowanych spiskowców wzrastało oburzenie ludności, która wkrótce całkowicie była po stronie Pierwszego Konsula. Nikt się nie wymknął, wszyscy zostali aresztowani. Georges poddał się dopiero po zabiciu 2 ludzi.

Pierwszy Konsul miał  z nim rozmowę w Tuileries po stłumieniu powstania w Wandei. Próbował  wszystkich sposobów, by przekonać go do zawarcia pokoju. Ale Georges był fanatykiem, którego można było poruszyć, ale nie przekonać. Po półgodzinnej rozmowie nie posunięto się ani na krok do przodu. Georges chciał zachować swoje bandy i swoją broń! Bonaparte odpowiedział mu, że nie może istnieć państwo w państwie!

Moreau popełnił  największe przestępstwo, wznosząc później broń przeciwko Francji. Był dzielnym człowiekiem, ale dał się podjudzić swojej kreolskiej żonie i teściowej.

Pierwszy Konsul postawił  radzie ministrów pytanie, jak należy postąpić z Moreau. Lebrun i Cambaceres byli zdania, że należy postawić go przed sądem wojskowym, złożonym z emerytowanych oficerów. Bonaparte nie chciał tego i postawił go przed sądem karnym. Miał wiele powodów, by potem tego żałować! Jeden z sędziów, Lecourbe, tak daleko posunął się w swojej sympatii do oskarżonego, że uznał go niewinnym. W końcu wszystko zależało od jednego, jedynego głosu, należącego do głupca o nazwisku Guillemin; ten był za "winny", w innym przypadku Moreau zostałby uniewinniony! Pierwszemu Konsulowi radzono, że gdyby coś takiego rzeczywiście miało miejsce, kazał swoim żandarmom Moreau na miejscu zastrzelić, by uniknąć rewolucji. Widać z tego, w jakim niebezpieczeństwie znajdował się Pierwszy Konsul, stawiając Moreau przed sądem cywilów. To było dokładnie tak samo, jak w historii z naszyjnikiem: królowa była niewinna; by nadać rozgłosu swojemu oświadczeniu o niewinności zażądała orzeczenia parlamentu. A ten uznał królową winną! Wywołało to skandal i rzuciło cień na dwór królewski. Być może śmierć króla i królowej miała swoje źródło w tej historii!  

VI.

Gdy Pichegru znaleziono uduszonego w jego łóżku, twierdzono, że niczego innego nie oczekiwano, a morderstwa dokonano na rozkaz Pierwszego Konsula.

Napoleon n i g d y nie dokonał przestępstwa! Co mogłoby przynieść mu większą  korzyść, niż zamordowanie hrabiego Lille i hrabiego d'Artois? Niejednokrotnie zgłaszali się do niego awanturnicy z taką propozycję; kosztowałoby to niecałe 2 miliony. Takie propozycje Napoleon z pogardą i oburzeniem odrzucał. W czasach jego rządów nie dokonano ani jednego zamachu na życie książąt.

Gdy cała Hiszpania chwyciła za broń w obronie króla Ferdynanda, ten przebywał wraz ze swoim bratem Don Carlosem w Valençay, w głębokim odosobnieniu prowincji Berry. Ich śmierć zakończyłaby hiszpańskie zawirowania; to byłoby korzystne, ba, nawet konieczne - ale byłoby niesprawiedliwe i zbrodnicze. Czy Ferdynand i Don Carlos zmarli we Francji?

Możnaby podać  10 innych przykładów, ale te 2 wystarczą, bo są najbardziej charakterystyczne. Ręce, przyzwyczajone do wygrywania bitew szablą, nigdy nie splamiły się krwią przestępstwa. Napoleon ciągle odsuwał od siebie szlachetną wymówkę korzyści dla ogółu, uważając ją za obrzydliwą maksymę, która w każdej epoce wykorzystywana była jedynie przez słabe rządy i była odrzucana z punktu widzenia religii, honoru i kultury europejskiej.

Napoleon dotarł  na szczyt władzy prostą drogą; nigdy nie popełnił czynu, który byłby niemoralny. Pod tym względem jego wzniesienie się  na szczyt jest jednorazowe w historii świata. By sięgnąć po władzę  Dawid wymordował całą rodzinę Saula, swojego dobroczyńcy; Cezar wywołał wojnę domową i zlikwidował rząd swojej ojczyzny; Cromwell kazał swojego władcę ściąć na szafocie. Z okrucieństwami rewolucji Napoleon nie miał nic wspólnego. Gdy rozpoczynał swoją karierę, tron był już obalony; cnotliwy król Ludwik XVI zakończył żywot na szafocie; Francja była rozdarta. Zdobyciem Włoch, pokojem w Campo Formio, który dał ojczyźnie wielkość i niezawisłość, Napoleon rozpoczął swoją karierę, a gdy w 1800 roku objął najwyższy urząd, wyrwał władzę z rąk anarchii. Jego tron wzniosła jednogłośna wola francuskiego narodu! 

VII.

Książę d'Enghien zginął, bo odgrywał jedną z głównych ról w spisku Cadoudala, Pichegru i Moreau.



Pichegru został  aresztowany 28 lutego, Georges 9 marca, książę d'Enghien 28 marca 1804 roku.

Fakt, że już w 1796 roku był on zamieszany w działalność angielskich agentów potwierdzają papiery znalezione w bagażach generała Klinglina (listy generała Pichegru adresowane do księcia Conde, przejęte przez generała Moreau - przyp. tłum.) oraz listy napisane 19 fructidora przez Moreau do Dyrektoriatu.

Książę przebywał  w bezpośredniej bliskości granicy francuskiej w swoim pałacu w Ettenheim. Pierwszy Konsul nie troszczył się dotąd wiele o niego; ale książę był bez wątpienia zamieszany w spisek Georges'a i Pichegru; z tego powodu został aresztowany. W trakcie tej akcji miała miejsce pewna nieprawidłowość; księcia aresztowano na terenie Badenii. Ale Napoleon był zaprzyjaźniony z władcą Badenii. Wysłał do niego swojego adiutanta, pułkownika Caulaincourta z żądaniem wydania, podczas gdy Ordener w tym czasie na czele 300 dragonów przekroczył koło Neuf-Brisach Ren i aresztował w Ettenheim księcia i jego pomocników.

Na zlecenie Pierwszego Konsula Caulaincourt otrzymał od Berthiera i Talleyranda, ministra spraw zagranicznych, następujące instrukcje na powierzoną mu misją: po pierwsze, zniweczyć zawiązane przez angielskich ministrów na prawym brzegu Renu intrygi; po drugie zagarnąć baronową Reich, jej współpracowników i jej papiery (baronowa działała w Offenburgu na rzecz obalenia rządu konsularnego i zamordowania Pierwszego Konsula); po trzecie, nadzorować i przyspieszyć wyposażenie flotylli reńskiej; po czwarte, gdy tylko Ordener pochwyci księcia d'Enghien, złożyć dworowi badeńskiemu wyjaśnienia w sprawie naruszenia granicy.

Gdy książę przybył  do Strasburga, napisał list do Napoleona, w którym stwierdzał,  że jego prawo do korony są tak odległe, że jego rodzina już  dawno zrezygnowała rościć do niej pretensje i że obiecuje w przypadku ułaskawienia, iż ujawni wszystko, co wie o spiskach wrogów Francji oraz, że chce wiernie służyć Pierwszemu Konsulowi.

List ten został  przekazany Pierwszemu Konsulowi przez Talleyranda, gdy było już  za późno; młodego księcia nie było już wśród żyjących.

(Wspomniany powyżej list nie został nigdy odnaleziony i jest bardzo mało prawdopodobne, że książę d'Enghien go kiedykolwiek napisał. Trudno jednak powiedzieć, komu należy przypisać tą pomyłkę: Napoleonowi, czy baronowi Les Cases, który o tym liście wspomina. Nie należy też zapominać, że Napoleon, kilka dni przed swoją śmiercią podyktował następujące słowa: "Kazałem księcia d'Enghien aresztować i skazać, bo było to niezbędne dla bezpieczeństwa, dobrobytu i honoru narodu francuskiego oraz po oświadczeniu hrabiego d'Artois, że utrzymuje w Paryżu 60 skrytobójców. W podobnych okolicznościach postąpiłbym znowu tak samo" - przyp.tłum.) 

20 marca 1804 roku Pierwszy Konsul wydał następujący rozkaz:

Artykuł I: Były książę d'Enghien jest oskarżony o podniesienie broni przeciwko Republice, pobieranie w przeszłości i teraźniejszości żołdu Anglii i udziału w spisku zawiązanym przez to państwo przeciwko bezpieczeństwu wewnętrznemu i zewnętrznemu Republiki. Zostanie postawiony przed sądem, złożonym z 7 członków mianowanych przez gubernatora Paryża i obradującym w Vincennes.

Artykuł II: Za wykonanie tego rozkazu odpowiedzialni są minister sprawiedliwości, minister wojny i gubernator Paryża.

Bonaparte 

Do generała Murat, wówczas gubernatora Paryża (od 15 stycznia 1804 - przyp. tłum.) skierowany został następujący rozkaz:

La Malmaison, 20 marca 1804, godzina 4 nad ranem.

Generale!

Zgodnie z rozkazem Pierwszego Konsula książę d'Enghien ma zostać przywieziony do Vincennes, gdzie podjęte już zostały konieczne przygotowania na jego przyjęcie. Przybędzie tam prawdopodobnie w przeciągu dzisiejszej nocy. Proszę Pana o podjęcie środków niezbędnych dla zabezpieczenia więźnia zarówno w Vincennes, jak i na drodze z Meaux, którą przybędzie. Pierwszy Konsul rozkazał, by zachowano w ścisłej tajemnicy nazwisko więźnia i wszystkich dotyczących jego sprawy okoliczności. Oficerowi, któremu powierzono nadzór, nie wolno więc podać nikomu jego nazwiska; książę podróżuje pod nazwiskiem de Plessis. Proszę Pana o wydanie odpowiednich zaleceń, by wykonane zostały zarządzenia Pierwszego Konsula.

Z rozkazu Pierwszego Konsula. 

Komendant zamku Vincennes, pułkownik Harel, otrzymał następujące pismo:

La Malmaison, 20 marca 1804, godzina 4 nad ranem.

Obywatelu Komendancie, na zamek, który powierzono pańskiej pieczy dostarczone będzie indywiduum, którego nazwisko nie może zostać ujawnione; umieści go Pan w jednym z pustych pomieszczeń, a dla ochrony podejmie odpowiednie środki bezpieczeństwa. Rząd chce, by wszystko z nim związane pozostało w ścisłej tajemnicy i nie będzie on o nic pytany, kim jest i dlaczego został aresztowany. Panu nie wolno wiedzieć, kim on jest. Tylko Panu wolno mieć z nim kontakt i nie pozwoli Pan, aż do następnego mojego rozkazu, by ktokolwiek go widział. Przybędzie prawdopodobnie w przeciągu dzisiejszej nocy. Pierwszy Konsul liczy, Obywatelu Komendancie, na Pańskie milczenie i punktualność w wykonaniu wszystkich poleceń.

Z rozkazu Pierwszego Konsula. 

Równocześnie radca stanu Real otrzymał  dokładne instrukcje dotyczące tej sprawy w następującym piśmie:

La Malmaison, 20 marca 1804,

Wysyłam Panu list Caulaincourta. Książę d'Enghien, jak się wydaje, wyjechał 17 marca o północy. Musi zatem wkrótce przybyć. Właśnie wydałem rozkaz, którego odpis dołączam. Niech uda się Pan natychmiast do Vincennes, by przesłuchać więźnia.

Należy postawić  mu następujące pytania:

1. Czy podniósł  pan broń przeciwko ojczyźnie?

2. Czy jest pan na żołdzie Anglii?

3. Czy zaproponował  pan Anglii swoje usługi, by walczyć przeciwko armii, maszerującej pod rozkazami generała Mortier, by zająć Hanower?

4. Czy utrzymywał  pan korespondencję z Anglikami i oddał się do dyspozycji na aktualną wojnę i inne przedsięwzięcia skierowane przeciwko Francji?

5. Czy nie zrobił  pan propozycji utworzenia legionu i nakłaniania francuskich żołnierzy do dezercji? Czy nie powiedział pan, że pański 2-letni pobyt w pobliżu granicy zapewnił panu porozumienie z oddziałami francuskimi stojącymi po tej stronie Renu?

6. Czy jest panu wiadomo, że Anglicy opłacają i nadal zamierzają opłacać  emigrantów skoncentrowanych we Freiburgu, Offenburgu, Offenbach i innych miejscowościach na prawym brzegu Renu?

7. Czy nie utrzymywał  pan korespondencji z osobami, które należą do tych oddziałów i sam nie stał na ich czele?

8. Jakiego rodzaju były kontakty, które utrzymywał pan z Alzacją?  Jakie kontakty miał pan z Paryżem? A jakie z Bredą i stacjonującą w Holandii armią?

9. Czy jest panu wiadomo coś o spisku, zawiązanym pod wpływem Anglii i mającym na celu obalenie rządu francuskiego? Czy nie miał pan zamiaru, gdyby spisek ten udał się, wkroczyć do Alzacji i, zależnie od okoliczności, pomaszerować nawet do Paryża?

10. Zna pan niejakiego Vandrecourt, dawnego komisarza wojennego, który brał udział  w kampaniach przeciwko Republice?

11. Zna pan niejakiego La Rochefoucauld, który, jak wspomniany powyżej, został aresztowany za zdradę stanu?

Koniecznym będzie, żeby udzielił Pan występującemu jako oskarżyciel majorowi żandarmerii niezbędnych wskazówek i pouczył go, że postępowanie należy przeprowadzić jak najszybciej.

Bonaparte. 

Wszystko przeprowadzono zgodnie z zaleceniami głowy państwa; książę został uznany winnym i godzinę po wydaniu wyroku rozstrzelany.

W związku z tą  sprawą wysunięto oskarżenia nie tylko w stosunku do Napoleona, lecz również w stosunku do innych biorących w tej sprawie udział  osób. To było niesprawiedliwe.

Sąd wojenny musiał  skazać księcia, bo uznał go winnym. Caulaincourt i Ordener musieli być posłuszni, obojętnie, czy książę był  winny czy nie. Jeżeli był winnym, sąd wojenny musiał go skazać, gdyby był niewinny - uniewinnić go; żaden sędzia nie potrafi usprawiedliwić się w swoim sumieniu rozkazem z góry. Gdyby Caulaincourt został powołany jako sędzia w procesie księcia d'Enghien, bez wątpienia odmówiłby przyjęcie tego powołania; ponieważ jednak zlecono mu misję dyplomatyczną, musiał posłuchać. To wszystko jest takie proste, że tylko szaleniec może temu zaprzeczyć.

Śmierć księcia d'Enghien musi być przypisana tym, którzy z Londynu dążyli do zamordowania Pierwszego Konsula, którzy wysadzili księcia de Berry na skałach pod Beville i chcieli by książę d'Enghien wkroczył przez Strasburg do Paryża. Musiała być przypisana również tym, którzy raportami i podejrzeniami próbowali przedstawić go jako głowę spisku. Wieczny zarzut ciążyć będzie w końcu też na tych, którzy w nagannym pośpiechu nie odczekali rozkazów głowy państwa i wykonali wyrok sądu wojennego.

Nieprawdą jest, że żona i pasierbica Pierwszego Konsula rzuciły mu się  do stóp i ze łzami błagały o darowanie księciu życia. Również  Cambaceres i Bethier nie tłumaczyli mu bezcelowości planowanej zbrodni. Bo książę został przywieziony do Vincennes, skazany i rozstrzelany, zanim ktokolwiek wiedział, że został aresztowany. Nawiasem mówiąc, w Paryżu panowało wówczas takie oburzenie na hrabiego Artois, który utrzymywał tam całą gromadę morderców, że w Tuileries i wśród przyjaciół oraz znajomych zagrożonych ministrów i innych osobistości politycznych zapanowało powszechne zadowolenie.

Z całą pewnością  Napoleon nie popełnił nigdy morderstwa!

Książę d'Enghien został skazany jako emigrant, z powodu niedozwolonej rekrutacji, porozumienia z wrogiem i spiskowania. Talleyrand radził Pierwszemu Konsulowi przyjęcie propozycji kilku szmuglerów, którzy zaproponowali za cenę miliona za każdą głowę uwolnić go od wszystkich członków rodziny Bourbon. Napoleon był upoważniony do zwalczania wszelkimi środkami tych, którzy walczyli przeciwko niemu. Ludwik XVIII i książę Ludwik Filip Orleański byli jedynymi, którzy nie podjęli żadnych prób zamordowania go. Wszyscy inni Bourboni próbowali tego! Być może, biorąc pod uwagę interesy Francji, Napoleon postąpił źle, odrzucając propozycję Talleyranda.

Śmierć księca d'Enghien pozbawiła Bourbonów wszelkich nadziei dotarcia do celu na drodze rokowań. Odstraszyła również innych członków rodziny, którzy wierzyli dotychczas, że nigdy nie zostaną skazani na śmierć, obojętnie ile będą spiskowali, a nawet gdyby wkroczyli na francuską ziemię.

Rzeczywistym sprawcą  rozstrzelania księcia d'Enghien był jednak Talleyrand, który w Radzie Ministrów zwrócił uwagę Pierwszego Konsula na niebezpieczeństwo, która polegało na tym, że o milę od granicy francuskiej przebywał książę, stojący na czele wichrzącej w Paryżu partii rojalistów. Ponieważ Bourboni zamachem "piekielnej machiny" rozpoczęli swój atak, rząd miał prawo uprowadzenia księcia d'Enghien i postawienia przed sądem wojennym. Przekonany słowami Talleyranda Pierwszy Konsul rozkazał uprowadzenie księcia.

Ale Talleyrand zachował  się w tej sytuacji jak wierny minister, dlatego Cesarz nigdy nie robił mu z tego powodu wyrzutów. Gdyby taka sytuacja powtórzyła się, Napoleon postąpiłby tak samo. 

KONIEC TOMU SZÓSTEGO