Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

1811 - Sagunt

Opublikowano w Kampanie, bitwy, potyczki, oblężenia

28.VI.1811 r. dowodzący francuską Armią Aragonii marszałek Suchet zdobył szturmem ostatnią z twierdz na pograniczu Aragonii i Katalonii, która pozostawała jeszcze w rękach Hiszpanów, Tarragonę1. W tym momencie poza kontrolą francuską na wschodnim wybrzeżu Hiszpanii pozostało tylko Królestwo Walencji oraz znajdująca się na północy, mężnie broniona przez Hiszpanów, twierdza Figueras. W tym momencie stało się jasne, że wysiłki dowódców napoleońskich skupią się na podbiciu południowo-wschodnich krańców Półwyspu Iberyjskiego. Jednak najpierw należało opanować Figueras, które zostało zdobyte przy pomocy podstępu w kwietniu 1811 r. przez Hiszpanów2.

Kliknij
Sagunt w roku 1810

Marszałek Suchet (stopień ten otrzymał 8.VII.1811 r. za zdobycie Tarragony3) postanowił współdziałać przy zdobywaniu twierdzy z oblegającymi ją oddziałami Armii Katalonii marszałka MacDonalda. W związku z tym ruszył na czele części swojej armii w kierunku północnym, celem zabezpieczenia dróg zaopatrzeniowych armii księcia Tarentu. W swoim marszu dotarł on do Barcelony, zdobył klasztor Montserrat oraz spacyfikował południową Katalonię. Na wieść o poddaniu się Figueras oddziałom Baraguey'a d'Hilliers'a - 19 sierpnia 1811 r. - udał się marszałek do Saragossy, zostawiając jednak dywizję gen. Frere, celem utrzymania łączności z Armią Katalonii.4
Tymczasem przebywający w Paryżu Napoleon od pewnego czasu planował już podbicie królestwa Walencji. Opanowanie jego pozwoliłoby Francuzom zająć całe wschodnie wybrzeże i stwarzało możliwości "podania ręki" Armii Południa marszałka Soulta. Dzięki temu armia księcia Dalmacji odzyskałaby swobodę ruchów. Ta swoboda była dowódcy Armii Południa bardzo potrzebna, gdyż mógłby wtedy odwołać pilnujący Murcji IV korpus i wzmocnić jego oddziałami siły pod Kadyksem i w Estramadurze, zwłaszcza że marszałek Berthier rozkazał Soultowi i Marmontowi, aby po zdobyciu Walencji połączyli swoje siły i pod koniec stycznia 1812 ruszyli w kierunku Elvas5.

Kliknij
Twierdza Sagunt obecnie

Tak więc na powracającego do Saragossy marszałka Sucheta oczekiwał rozkaz cesarski, aby najpóźniej 15 września rozpoczął działania przeciw Walencji6. Rozkaz wyraźnie określał datę rozpoczęcia operacji przeciwko temu miastu - 15 września 1811 r i marszałek miał tylko około dwóch tygodni na jej zorganizowanie. Z trzech dywizji, które miał w dolnej Katalonii musiał on pozostawić jedną, aby zajmowała Leridę, Montserrat, Tarragonę i strzegła żeglugi na Ebro, tą dywizją była dywizja gen. Frere. Oprócz tego odesłał do armii marszałka Macdonalda dywizje, które były od niej oddzielone. Suchet był bardzo zadowolony po zdobyciu Tarragony z oddziałów włoskich, dlatego rozkazał dywizji Palombiniego dołączyć do Armii Aragonii i obsadzić Caspe i Alcaniz. Podczas, gdy gen. Harispe posuwał się w stronę Teruel, dywizja gen. Musniera doszła do Ebro. W Torosie miał powstać główny magazyn żywnościowy, do którego zaopatrzenie miało być sprowadzane z Mequinenzy przez 14 statków kursujących po Ebro, pod rozkazami szefa batalionu Bradout. Inny magazyn był tworzony był w Morella. Każdy regiment miał prowadzić stada bydła, którego mięso mogło go wyżywić przez 2 miesiące. Park artyleryjski zorganizowano w Torosie, gdzie ponadto zgromadzono artylerzystów i broń. Do gen. Musniera został wysłany rozkaz ruszenia na czele wojska, którym dysponował. Tak więc po pozostawieniu 6 do 7 tysięcy dla obsadzenia Aragonii i dolnej Katalonii, pozostało 15 września marszałkowi Suchetowi 22 tys., z którymi mógł podjąć operacje ofensywne.7
Jednak podbicie królestwa Walencji wraz ze zdobyciem jego stolicy nie było sprawą prostą. Pomiędzy Tortosą a Walencją znajdowały się trzy twierdze obsadzone przez załogi hiszpańskie: Peniscola, Oropesa i Sagunt, które należało zdobyć. Ponadto w tym ostatnim wolnym od wojsk napoleońskich skrawku Hiszpanii rozlokowane były poważne siły hiszpańskie, zarówno regularne, jak i nieregularne. Armią Walencji dowodził markiz Palacio, który objął komendę po Charlesie O'Donell'u. Wspomagały go powstańcze oddziały z Murcii pod dowództwem gen. Freyre. Dodatkowo w miesiącu sierpniu przybył drogą morską gen. Blake ze swoim korpusem, czyli dywizjami Zayasa i Lardizabala, które tak dzielnie poczynały sobie w czasie bitwy pod Albuherą. Tak więc marszałek Suchet w chwili rozpoczęcia kampanii zdawał sobie sprawę, że będzie miał do czynienia z dwukrotnie liczniejszym przeciwnikiem, który dodatkowo będzie miał wsparcie w leżących na drodze przemarszu sił francuskich twierdzach.
Jednak cesarz nie przyjmował do wiadomości trudności, które czekały na marszałka i ponaglał go do działania. W związku z tym Suchet nie czekając na ukończenie przygotowań, zdecydował się rozpocząć kampanię. Postanowił posuwać się ze swoim wojskiem nie w stronę Walencji, ale Saguntu, leżącego o 4 mile od rozwidlenia dróg do Tortosy i Teruel. Te dwie drogi były łatwo przejezdne i idąc osobno, dochodziły do tego samego punktu. Droga do Teruel odbiegała zbyt daleko od Ebro i od magazynów w Tortosie. Dlatego Francuz zdecydował się iść drogą nad brzegiem morza. Jednak w tym wypadku natrafiał on na twierdze Peniscola i Oropesa, które stanowiły poważne przeszkody. Pierwsza znajdowała się w pewnej odległości od drogi, dlatego można ją było zneutralizować i obejść. Natomiast Oropesa zakrywała całkowicie przejście. Co prawda piechota idąc z Alcaniz mogła podążyć blisko Cabanem, przejść góry Morella i przez San Mateo dotrzeć do drogi do Tortosy, blisko mostu Villareal. W ten sposób Oropesa zostałaby ominięta z lewej strony. Jednak konwoje i artyleria nie mogła tędy przejść, i w ten sposób ominąć fortecę.8

Kliknij
Sagunt - mapa

15 września, zgodnie z rozkazem Napoleona, Armia Aragonii ruszyła trzema kolumnami i weszła do królestwa Walencji. Gen. Harispe na czele swojej dywizji wyruszył z Teruel i zamiast kierować się na Segorbe, ruszył on drogą przez góry Ruvielos, aby połączyć się znowu z całą armią w Villafames. Dywizja włoska Palombiniego i neapolitańska Comprere ruszyły przez Morella i San Mateo. Głównodowodzący wraz z kolumną główną ruszył do Tortosy, gdzie znajdowała się cała kawaleria i artyleria polowa oraz dywizja Haberta i brygada Roberta, stanowiąca część pierwszej dywizji.
W wyprawie na Walencję wzięły udział wszystkie trzy pułki Legii Nadwiślańskiej, które wchodziły w skład Armii Aragonii. Jednak niektóre oddziały zostały wydzielone i pozostały w Aragonii. Kapitan Antoni Plater z 1. pułku Legii miał zleconą obronę drogi wodnej dolnym biegiem Ebro. Tędy iść miały transporty zboża i amunicji z magazynów w Meąuinenza i Tortosa. Kpt. Plater stał w Mora i miał pod swą komendą 10 oficerów i 853 szeregowych z 1. p. Legii oraz 6 oficerów i 275 szeregowych z 44. p. liniowego. Z pułków Legii 2. i 3. ponad 1 000 ludzi pozostało w różnych garnizonach w Aragonii.9
Pierwszego dnia zajęto Benicarlo. Batalion wraz z 25 kawalerzystami został oddelegowany dla strzeżenia Peniscoli. 19 przybył głównodowodzący do Torre-Blanca i zbliżył batalion 5 p.p.l. oraz 50 dragonów z 24 pułku do Oropesy. Miała tu miejsce potyczka, w której dowodzący kirasjerami Dufillon odniósł ranę. Młody Mondragon na czele jego oddziału odparł dwa szwadrony nieprzyjacielskie i wziął do niewoli kilku Hiszpanów.
W tym momencie Francuzi nie mogli pokusić się o zdobycie Oropesy, ponieważ obsadzona była silnym garnizonem, dlatego zajęli jedynie przedmieścia. Działa twierdzy ostrzeliwały drogę, tak że konwój nie mógł tędy przejść. Marszałek postanowił posłać go przez Cabanes, a sam ruszył z kolumną do Morella.
Generał Joachim Blake 20-tego września wszystkie trzy kolumny francuskie spotkały się w Castellon de la Plana. Tutaj armia skoncentrowała się i ruszyła przeciw wojskom gen. Blake'a, który według raportów dochodził do Murviedro, a jego straż przednia do Almenara.
21-go armia zajęła Villareal. Znajdował się tutaj most nad Minjares, który jest tylko płytkim potokiem. Na lewym brzegu przy wejściu na most znajdował się zniszczony zamek Almanzora, ale ta pozycja nie została obsadzona przez Hiszpanów. Obsadzili oni tylko prawy brzeg w liczbie 500-600 ludzi. 24 pułk dragonów przebył most, rozproszył ich i zmusił do ucieczki.10
Marszałek Luis Gabriel Suchet 22-go września wojsko francuskie stanęło u wrót doliny Walencji. Pierwszą przeszkodą, jaką miało ono napotkać było otwarte ze wszystkich stron miasto Murviedro. Zajęcie tego miasta nie było rzeczą trudną, ale nieopodal niego znajdował się masyw skalny, na którego szczycie położona była starożytna twierdza - Sagunt, zbudowana z fortyfikacji rzymskich, arabskich i hiszpańskich. Załoga Saguntu składała się z 3 tysięcy Hiszpanów zaopatrzonych bardzo dobrze w żywność i amunicje. Dlatego nie można było tym razem ominąć tak silnego punktu i narazić na niebezpieczeństwo linie zaopatrzeniowe, mając w dodatku przed sobą liczniejszą armię nieprzyjacielską. Marszałek Suchet nie mając innego wyjścia zdecydował się na zajęcie fortecy.11
23-go września awangarda pod rozkazami gen. Haberta otrzymała rozkaz zajęcia Murviedro. Dywizja ta przeszła rzekę, która płynie przed murami. Podczas, gdy ruszyła ona w lewo, aby atakować twierdzę od wschodu, sześć kompanii wyborczych i 100 dragonów ruszyło w stronę twierdzy. Znaleźli się pod ogniem z muszkietów i dział, ale zdołali zabarykadować się w domach i zamknąć garnizon w obrębie miasta, aby nie mógł go opuścić. W tym samym czasie dywizja Harispe przeszła rzekę po prawej i doszła do twierdzy na odległość strzału z pistoletu, a blokując drogę do Walencji, połączyła się z dywizją gen. Haberta. Dywizja włoska ustawiła się po prawej gen. Harispe, zajmując Petres i Gillet, na drodze do Segorbe, tym samym twierdza została zablokowana od zachodu. Natomiast rezerwy zajęły drogę za Murviedro oraz wieś Almenara.12
W tym samym czasie doniesiono marszałkowi, że gen. Blake wyruszył na czele swojego korpusu celem wyparcia Francuzów z królestwa Walencji. Dlatego po zablokowaniu Saguntu wysłał on rekonesanse w stronę stolicy królestwa. Doniosły one, że Hiszpanie znajdują się za rzeką Guadalaviar, w umocnionym obozie opartym o fortyfikacje Walencji.
Sytuacja Armii Aragonii nie była w tym momencie korzystna. Z jednej strony była ona szachowana przez bardzo silną fortecę, z drugiej przez liczniejszego przeciwnika. W dodatku linia operacyjna armii liczyła już 30 mil i nie było na niej żadnego punktu oparcia. Fortece, które ominięto nadal zagrażały liniom zaopatrzeniowym i absorbowały znaczne siły napoleońskie. Tak więc należało w miarę szybko zdobyć Sagunt, aby zyskać podstawę do dalszych działań przeciw Walencji.
Z pozoru mogło się wydawać, że nie ma możliwości zdobycia twierdzy bez użycia sprzętu oblężniczego. Była ona niedostępna z trzech stron, tylko od zachodu łączyła się z górami otaczającymi równinę Walencji. Fortyfikacje składały się z wysokiej wieży Świętego Piotra, która zajmowała całą szerokość skały, na której znajdowała się forteca. Łączyła się ona z innymi wieżami za pomocą grubych murów obronnych.13
Tak więc zbliżenie się do fortecy przy pomocy przykopów było niemal niemożliwe. Dlatego Suchet postanowił zaskoczyć obrońców nagłym atakiem i zdobyć Sagunt szturmem. Rozpoczął on rekonesanse wokół twierdzy, aby znaleźć najbardziej dogodne miejsce do ataku. Jeden z nich pokazał, że w części muru od strony Murviedro znajdują się dwa stare wyłomy, które nie zostały do końca naprawione. Były one uzupełnione drzewem, a garnizon w nocy prowadził tam roboty murarskie. Obie wyrwy były niezbyt oddalone od siebie i można było bez kłopotu przejść z jednej do drugiej. Właśnie w te miejsca postanowił marszałek przeprowadzić pierwsze uderzenie.
Atak miał nastąpić w środku nocy 28-go września. Na wyłomy miały uderzyć dwie zaopatrzone w drabiny kolumny, każda w sile 300 osób, mające w rezerwie trzecią kolumnę o takiej samej sile i będące prowadzone przez kilku saperów. Sześć kompanii włoskich miało pozorować ataki na mury przy wieży Świętego Piotra. Poza tym ustawiona została rezerwa w sile 2 tys. ludzi, która miała uderzyć wszędzie tam, gdzie wymagać tego będą okoliczności. Gen. Habert miał stanowić osłonę od strony Murviedro, natomiast gen. Palombini miał czuwać nad drogami do Walencji i Segorbe.
Niestety, ale nastąpił incydent, który spowodował, że zaskoczenie załogi okazało się niemożliwe. Garnizon podejrzewając atak, zorganizował wycieczkę, która dotarła do naszych forpoczt. Została ona odparta i chwilowo wszystko się uspokoiło. Jednak zapał wśród uczestników szturmu był tak duży, że ruszyli oni do natarcia niemal zaraz za cofającymi się Hiszpanami. Wtedy zostali zauważeni przez obrońców i z boku został otwarty do nich ogień. Ta nieostrożność miała podwójne konsekwencje, gdyż nie dość, że Hiszpanie spostrzegli przygotowania do ataku, to w dodatku inne kolumny słysząc strzały ruszyły do szturmu i nie można było ich powstrzymać. Jednak niewiele zabrakło, aby odwaga szturmujących naprawiła skutki ich nieostrożności. Kilku grenadierów i woltyżerów prowadzonych przez saperów rzuciło się w stronę szczytu jednak zostali oni odparci przez gęsto strzelających Hiszpanów. Na domiar złego drabiny okazały się zbyt niskie, a ich liczba była zbyt mała. Dlatego wdarcie się na mury przy pomocy drabin okazało się niemożliwe.14
Inne kolumny słysząc strzały również ruszyły do ataku. Włosi uderzyli w punkt oddalony od tego, gdzie atakowały kolumny szturmowe. Gubernator wysłał w tę stronę posiłki i zawrzała również zacięta walka na tym odcinku. Odważny pułkownik Gudin chciał wykorzystać moment ataku Włochów i ruszył ponownie na czele grenadierów z 16 i 117 p.p. ale został ranny od uderzenia granatem. Również i ataki innych oddziałów zostały odparte i Hiszpanie pozostali zwycięzcy w wyłomach. Mimo wysiłków żołnierze nasi nie mogli dostać się na wały i wejść do miasta. Tymczasem zaczęło świtać i trzeba było przerwać szturm, gdyż można się było narazić na wysokie straty. Generał Habert miał dużo kłopotu, by odwołać swoje oddziały. Liczba zabitych i rannych 247 osób, spośród których było kilku oficerów. Szturm został odparty.15
Należało zatem podjąć regularne oblężenie, a skoro park artyleryjski jeszcze nie przybył należało zająć się blokadą miasta. Tak więc podjęto ścisłą blokadę, a kwatera główna została założona w Petres. Rozpoczęto również prace przygotowawcze do podjęcia regularnego oblężenia i wykonania wyłomów od strony zachodniej. Pracami tymi kierował pułkownik Henri.
Aby uczynić wyłomy w tak silnych fortyfikacjach jak te, które otaczały Sagunt, należało najpierw sprowadzić park artyleryjski. Jednak, jak pisałem wcześniej, nie zdobyta dotychczas twierdza Oropesa uniemożliwiała przejście dział oblężniczych. W związku z tym Suchet udał się pod tę fortecę celem jej zdobycia.
Korzystając z niepowodzenia Francuzów, oddziały partyzantów hiszpańskich rozpoczęły ataki na ich linie komunikacyjne i wysunięte placówki. 30-go września dywizja gen. Palombiniego rozproszyła oddziały Villacampy i O'Donella pod Soneja. Inne zgrupowanie guerillas zajęło pozycje obronne koło Liria. Przeciw nim ruszyli generałowie Harispe i Chłopicki. Hiszpanie zostali zepchnięci za rzekę Guadalaviar, co spowodowało, że cały lewy brzeg tej rzeki został z nich oczyszczony.16
28-go września wyruszył z Tortosy w kierunku Murviedro park artyleryjski. Jednak zanim dotarł on do Saguntu musiał przełamać opór blokującej drogę Oropesy. Generał Compere został wraz z dywizją neapolitańską wysłany aby złamać opór tej twierdzy. Brygada inżynierów francuskich udała się wraz z Neapolitańczykami. Przez kilka następnych dni trwały przygotowania do podjęcia oblężenia. Wstępnie postanowiono zaatakować "Wieżę Króla", która znajdowała się ona na skale nad morzem i ochraniała wejście do portu. Można do niej było dotrzeć od południa. Jednak znajdowała się ona zbyt blisko planowanych prac ziemnych, dlatego należało szukać innego miejsca. Dowodzący inżynierami szef batalionu Milhaud oraz szef batalionu artylerii Charrue otworzyli wykopy od strony północnej oraz ustawili tam baterie. Kanonierzy włoscy wraz z saperami francuskimi otworzyli ogień do twierdzy przy pomocy 3 dział oraz haubicy przybyłych 8 października z Tortosy. W ciągu dnia 9 października uzbrojono baterie. W nocy z 9 na 10 przybył marszałek wraz z batalionem Legii Nadwiślańskiej.
10-go października rano rozkazał on otworzyć ogień; wkrótce artyleria fortecy została zmuszona do milczenia i o godzinie trzeciej wyłom był gotowy do podjęcia ataku. Generał Ferrier przygotował do ataku cztery neapolitańskie kompanie wyborcze. Grupa szturmowa była już przygotowana, ale nieprzyjaciel zauważywszy, że atak może nastąpić w każdej chwili wywiesił białą flagę. Gdy Francuzi weszli do twierdzy znaleźliśmy 215 ludzi z czterema działami.17
Jednak "Wieża Króla" nie skapitulowała, dlatego podprowadzono działa z twierdzy, aby wykonać w niej wyłom. 11-go października przybyły statki z Walencji, aby ratować garnizon. Mimo gęstego ostrzału artylerii neapolitańskiej oraz grenadierów i woltyżerów Legii Nadwiślańskiej nie było możliwości powstrzymania załogi przed wejściem na okręty. Oto jak opisuje walki przy "Wieży Króla" młody oficer Legii Nadwiślańskiej Henryk Brandt:
"... nazajutrz poszliśmy do Oropesy, małej mieściny z nędznym fortem chroniącej drogę z Tortosy do Murviedro. Wąwóz na tej drodze szeroki jest na strzał armatni. Fort oblegali neapolitańczycy pod dowództwem jenerała Comprere, a w chwili, gdy miał się rozpocząć szturm, nastąpiła kapitulacya; nie poddała się tylko czworokątna baszta, położona tuż nad morzem, nad Cabo de Oropesa, z trzech stron otoczona szańcami i silnie zabarykadowana. Musieliśmy robić przykopy, aby zrobić w niej wyłom, ale mury były tak mocne, że kule nie pozostawiały na nich śladu. Nieprzyjacielskie okręty, większe i mniejsze łodzie przybyłe w ciągu dnia, poustawiały się w ten sposób żeby osłaniać wybrzeże na prawo i lewo od baszty. My zaś wyszliśmy tak wysoko na górę, że mogliśmy wszystko widzieć oraz panować nad podnóżem baszty i jej komunikacyami z morzem, a także śledzić łodzie. Grenadyerzy pod dowództwem majora Michałowskiego poszli do ataku - bez rozkazu, o ile mi się zdaje. Ogień nieprzyjaciela ustał wkrótce prawie zupełnie, a kanonada z okrętów nie wyrządzała nam żadnych szkód, i niezadługo opanowaliśmy szańce. Żelazną bramę baszty zastaliśmy jednak zamkniętą i sporo czasu minęło zanim zdołaliśmy ją otworzyć i wąskiemi schodami wedrzeć się na szczyt baszty. Ponieważ wszyscy pchali się do wnętrza - raz dlatego, żeby nieprzyjaciel jej nie odbił, po drugie dla schronienia się przed strzałami z okrętów - stłoczyła się w jej wnętrzu skłębiona masa ludzka. Pierwsi żołnierze, którzy wpadli na platformę baszty, rozwściekleni tem, że im przepadła część łupu, zrzucali ludzi z załogi na dół wieży. Jeden z tych nieszczęśliwych, porwawszy kamień, rzucił nim w majora Michałowskiego w chwili, gdy ten chciał wejść do baszty i zadał mu nieznaczną ranę w głowę. Ani liczba jeńców nie była znaczna, ani łupy wielkie, lecz zdobycie baszty dawało nam wolne przejście i punkt oparcia przeciwko gerylasom. Kapitan Korczyński z naszego pułku został mianowany komendantem fortu i okolicy." 18
Ogółem zdobycie Oropesy kosztowało wojska francuskie stratę 31 osób, w tym 6 zabitych. Zajęcie tego zamka otworzyło drogę dla parku artyleryjskiego, który mógł teraz swobodnie dotrzeć do Saguntu, celem podjęcia regularnego oblężenia.
W tym czasie do Armii Aragonii powrócili z Francji dowódcy artylerii - gen. Valée i inżynierii - gen. Rogniat. Spowodowało to przyśpieszenie prac oblężniczych. Obaj generałowie postanowili, że wyłom w murach twierdzy zostanie wykonany od zachodniej strony, gdzie skała, na której była położona twierdza, łączyła się z górami. Otworzono przykopy i rozpoczęto zbliżanie się zygzakowatymi rowami do twierdzy. Jednak kopanie aproszy nie było prostą sprawą, ponieważ należało kopać w bardzo twardym gruncie, często w skale. Nie raz zdarzało się, że trzeba było używać min, by wysadzić odcinki skalne, przez które nie można było się przebić. Ponadto przykopy były bardzo dokładnie widziane z murów i strzały z dział hiszpańskich eliminowały codziennie 15-20 ludzi. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że trzeba było wnosić potrzebny sprzęt na dość dużą wysokość, co powodowało, iż szańce francuskie nie miały dostatecznej grubości i niedostatecznie chroniły pracujących żołnierzy.
12-go października można już było zacząć ustawiać 24-ro funtowe działa. Ustawiono je naprzeciwko wieży Świętego Piotra. Do 16-go ustawiono 5 baterii:
bateria nr 1 składała się z dwóch haubic
bateria nr 2 z dwóch moździerzy
bateria nr 3 z czterech dział 24-ro funtowych (skierowanych przeciw wieży Św. Piotra)
bateria nr 4 z dwóch moździerzy
bateria nr 5 z trzech haubic19
Wreszcie 17-go października z rana wszystkie baterie rozpoczęły ostrzał wieży Św. Piotra i znajdujących się w jej pobliżu murów obronnych. Jednak ostrzał prowadzony tego dnia nie dał zadawalających rezultatów. Co prawda nowe mury szybko się zawaliły, lecz stare, pochodzące jeszcze ze starożytności wytrzymały prowadzony ogień, chociaż każde z dział oddało tego dnia po 150 salw.20
18-go października wznowiono ostrzał. Tym razem wynik jego był korzystny dla oblegających. Mury zaczęły się szybko kruszyć, tak że około południa powstał dość duży wyłom. Generałowie Valée i Rogniat zlustrowali wyrwę i uznali, że można przystąpić do szturmu. Marszałek Suchet polecił rozpocząć go o godzinie 17.00. W tym celu przyszykował kolumnę szturmową, wybraną z ochotników z pułków: 5-go lekkiego, 11-go, 17-go oraz dywizji włoskich. Kolumna liczyła 400 osób i została oddana pod rozkazy pułkownikowi Matisowi.
Przed 17.00 wszystko było gotowe do szturmu. Jako pierwsi ruszyli saperzy, a za nimi prowadzący kolumnę pułkownicy Matis i Henri z resztą wojska. Od razu natrafiono na bardzo stromo ułożone bloki skalne i resztki murów obronnych. Żołnierze musieli się po nich wspinać, co ułatwiało strzelanie znajdującym się na szczycie wyłomu obrońcom. Ogień Hiszpanów był tak gęsty, że atakujący byli dosłownie dziesiątkowani. Na próżno oficerowie starali się zmobilizować żołnierzy do maksymalnego wysiłku, na próżno kapitan inżynierów Lamezan przymocował się klamrami do kamienia przy wieży, dając tym przykład innym w jaki sposób mają się piąć pod górę. Wkrótce padł on u stóp wyłomu, a widząc to marszałek Suchet dał rozkaz do odwrotu.21
Gdy atakująca kolumna wracała na pozycje wyjściowe, artyleria francuska otworzyła ponownie ogień w stronę twierdzy. Szturm został odparty, a straty oblegających wyniosły 43 zabitych i 130 rannych. Pomiędzy tymi ostatnimi byli: szef batalionu 114 p.p. Laplane, kapitanowie: Lamezan i D'Esclaibes oraz adiutanci generałów Valée i Rogniata: Adhémar i Gattinari. Natomiast wśród zabitych znaleźli się: kapitan Saint-Hilaire z dywizji gen. Musniera, oraz porucznicy Giardini, Coutanceau i Krzysztof Turno (adiutant gen. Bronikowskiego).22
Liczba straconych żołnierzy podczas tego szturmu podana przez marszałka nie jest do końca pewna. Otóż angielski historyk Charles Oman w swoim dziele "A history of the Peninsular War" powołując się na wspomnienia żołnierza Vacaniego oraz listy poległych podane przez Martiniena ("Tambleaux par corps et par batailles des officiers tués et blessés pendant les guerres de l'Empire (1805-1815)", Paris 1899), sugeruje, że Francuzi podczas szturmu stracili około 300 żołnierzy rannych i poległych. Vacani, który był naocznym świadkiem szturmu podał tę ostatnią liczbę, a Martinien wymienia 5 zabitych i 10 rannych oficerów, natomiast Suchet w swoich pamiętnikach pisze o 4 zabitych i 8 rannych. Mając dodatkowo na uwadze skłonność Sucheta do zaniżania własnych strat, Oman dochodzi do wniosków, że liczba podana przez Vacaniego jest prawdziwa.23 Mnie niestety nie przekonują wyliczenia Omana. Prawda, że wielu marszałków na półwyspie miało skłonność do zniżania strat własnych (choćby Soult po Albuhera), ale dawać wiarę prostemu żołnierzowi, który zawyża oficjalne dane prawie o 100%, to przesada. Być może straty Sucheta podczas szturmu wyniosły więcej niż 173 osoby, ale liczba 300 jest moim zdaniem nieco zawyżona.
Odparcie szturmu 18-go października udowodniło Suchetowi, że aby zdobyć Sagunt należy oprócz zniszczenia murów wykonać odpowiednie dojście do fortecy, po którym mogłaby osiągnąć zamierzony cel kolumna szturmowa. W związku z tym rozkazał marszałek kontynuować prace ziemne i ustawić nowe baterie. Ponadto postanowiono przedłużyć przykopy aż do wyłomu i podłożyć w nim minę. Jednak kopanie aproszy nadal było bardzo utrudnione, gdyż strzały z wieży skutecznie eliminował robotników.
Wreszcie 25-go października można było przystąpić do ustawiania nowych trzech baterii:
bateria nr 6 składała się z pięciu dział 24-ro funtowych i jej ostrzał miał być równoległy do baterii nr 3 dla dokonania nowego wyłomu,
bateria nr 7 składała się z dwóch moździerzy
bateria nr 8 również składała się z dwóch moździerzy24
25-go października z samego rana wszystkie trzy nowe baterie rozpoczęły ostrzał. Tym razem celem ich była wieża Św. Piotra, która tak bardzo zaszkodziła Francuzom w poprzednim szturmie i w robotach ziemnych. Dlatego zburzenie tej baszty stawało się priorytetem dla dowodzącego artylerią gen. Valée. Jak się szybko okazało fortyfikacje wieży nie były zbyt mocne i wkrótce zaczęły się kruszyć pod wpływem salw francuskich.25
Podczas gdy marszałek Suchet podjął regularne oblężenie Saguntu, wzmogły się działania guerillas na tyłach jego armii. Oddziały Obispo zajęły Segorbe natomiast partyzanci Empecinado zagrozili miejscowości Teruel. 20-go października Suchet wysłał przeciwko tym siłom gen. Palombiniego z dwoma brygadami oraz 400 kawalerzystami. Było to ryzykowne posunięcie marszałka, gdyż osłabiał swoje siły o przeszło 4,5 tys. Żołnierzy, co przy możliwej konfrontacji z armią gen. Blake'a mogło okazać się fatalne w skutkach. Jednak Blake czekał na korpus gen. Mahy i nie wykorzystał dogodnej sytuacji. Tymczasem gen. Palombini dotarł do Segorbe, lecz Obispo uchylił się od bitwy i wycofał się bocznymi drogami do Lirii. W tym samym czasie dywizja gen. Severolli weszła do Teruel, tak więc Palombini mógł dołączyć do sił głównych pod Saguntem, gdzie dotarł 24-go października.26
W tym czasie, gdy Suchet bezskutecznie próbował zdobyć Sagunt, regularna armia hiszpańska pod wodzą generała Blake'a również nie próżnowała. Kilkakrotnie gubernator Saguntu gen. Andriani wzywał go, komunikując się przy pomocy sygnałów świetlnych ze statkami pływającymi w pobliżu, do przyjścia garnizonowi z odsieczą.27 Gen. Blake nie mógł pozostać głuchym na te wezwania, z obawy, aby nie być posądzonym o tchórzostwo. Dlatego zdecydował się opuścić ufortyfikowany obóz położony przy murach Walencji i ruszyć przeciw Armii Aragonii. Przed swoim wyjściem opublikował następującą deklarację:
"Walencja 24 października 1811 r.
Głównodowodzący Joachim Blake ma honor rozkazać generałom, oficerom i żołnierzom.
Idziemy, aby z pomocą bożą zaatakować i pobić armię Sucheta. Nie mówię tego do wojska najemnego, które trzeba prowadzić na siłę, jak wojsko nieprzyjaciela, lecz chciałbym Was prowadzić, aby wróg zapłacił za swoje postępowanie po odniesionym przez nas zwycięstwie.
Kierujemy się najszlachetniejszymi motywami i nie możemy być niewrażliwy na czekającą nas chwałę wojenną. Z wysokich murów Saguntu i z tarasów Walencji będą nas obserwować Ci, którzy czekają na ocalenie z naszych rąk. Najmniejsza słabość, chwila chwiejności pozostawi po sobie wstyd niezatarty. Ale mówię to do Hiszpanów, którzy walczą o wolność ojczyzny, za religię i króla; ożywiają ich najszlachetniejsze uczucia, które sprawiają, że ich celem jest zwyciężyć, albo umrzeć w bitwie.

Blake" 28

23-go października gen. Blake otrzymał wiadomość, że Armia Murcji dowodzona przez gen. Mahy doszła do Lirii, gdzie zbliżał się również ze swoimi partyzantami Villacampa. Zważywszy na te wiadomości dowódca hiszpański postanowił wyruszyć 24 października przeciw Suchetowi. Jego plan działań był bardzo ambitny i zakładał całkowite zniszczenie wojsk francuskich. Z początku armia hiszpańska miała ruszyć w stronę oddziałów gen. Mahy i połączyć się z nimi. Następnie obie armie miały ruszyć przeciw marszałkowi, którego spodziewali się znaleźć na równinie na południe od Saguntu. Sam plan rozegrania bitwy zakładał utworzenie bardzo silnego lewego skrzydła, które miało za zadanie przełamać prawą flankę francuską i wyjść na tyły Armii Aragonii. W tym samym czasie reszta wojsk hiszpańskich miała szachować pozostałe siły cesarskie.29
24-go października armie hiszpańskie stanęły na równinie nieopodal Saguntu. Na skraju lewego skrzydła stanęły oddziały partyzanckie Obispo, które miały za zadanie obejść prawe skrzydło wojsk napoleońskich i odciąć im drogę odwrotu w kierunku Tortosy. Za nimi stanęły dywizje Walencjan pod dowództwem Villacampy i Mirandy. Ogólne dowództwo nad wojskami lewej flanki miał sprawować gen. Charles O'Donnell. W drugiej linii stanęła Armia Murcji gen. Mahy. Aby zamknąć lukę pomiędzy dywizjami Walencjan i partyzantami Obispo, gen. Mahy wysłał do Cabezbort dwa bataliony piechoty pod dowództwem pułkownika O'Ronana. Kawaleria lewego skrzydła składała się z całej konnicy Armii Murcji oraz jednej brygady Armii Walencji, pod ogólnym dowództwem gen. San Juana. Ogólnie siły lewego skrzydła składały się z: 26 batalionów piechoty i 20 szwadronów jazdy, co dawało 16 tys. bagnetów i 1,7 tys. szabli. Tak więc były to siły znaczne, stosownie do zadanie, jakie miały spełnić.
Prawa flanka hiszpańska znalazła się pod bezpośrednim dowództwem gen. Blake'a. Najbliżej morza umieścił on dywizję gen. Zayasa, obok której stanęły oddziały gen. Lardizabala. Rezerwę miała stanowić nowo uformowana dywizja Walencjan. Szwadrony jazdy stanęły pomiędzy dywizjami korpusu Blake'a i składały się z brygad generałów: Loya i Caro. Ogólnie prawe skrzydło hiszpańskie liczyło 10,5 tys. żołnierzy i było wyraźnie słabsze od lewego, stosownie do operacji, które miało zaplanowane wykonać.30
Gdy marszałek Suchet dowiedział się o marszu Hiszpanów, początkowo bardzo się zaniepokoił, gdyż po odmarszu gen. Palombiniego pozostało mu tylko około 12,5 tys. żołnierzy, których mógł wystawić na placu boju. Na szczęście 24-go października Palombini powrócił, wydatnie wzmacniając siły marszałka. W tym momencie siły Armii Aragonii stojące pod Saguntem składały się z: 35 batalionów, 15 szwadronów i 36 armat polowych. Tak więc mógł Suchet pozostawić część swoich wojsk w celu dalszego prowadzenia oblężenia, a z resztą wyruszyć przeciw gen. Blake.
Aby zabezpieczyć się przed uderzeniem od północy oddziałów guerillas, marszałek wysłał do Petres i Gilet, w celu obserwacji drogi do Segorbe, brygadę neapolitańską gen. Comprere liczącą około 1,4 tys. żołnierzy. Pod Saguntem pozostawił 4 bataliony włoskie i 2 bataliony 117-go p.p. pod ogólnym dowództwem gen. Bronikowskiego.31
Po wydzieleniu tych oddziałów pozostały marszałkowi następujące siły: 6 batalionów dywizji gen. Haberta, 11 batalionów dywizji gen. Harispe, 4 bataliony dywizji gen. Palombiniego, 5 batalionów brygady gen. Roberta oraz cała kawaleria tj. 4 pułk huzarów, 13 pułk kirasjerów, 24 pułk dragonów oraz dragoni Napoleona. W sumie przeciw armii hiszpańskiej marszałek Suchet wystawił 12 tys. bagnetów oraz 1,8 tys. szabel, czyli prawie dwa razy mniej niż nieprzyjaciel.
Lewe skrzydło wojsk francuskich składało się z niepełnej dywizji gen. Haberta. Następna w szyku znalazła się dywizja gen. Harispe, oddzielona od oddziałów Haberta drogą z Walencji do Murviedro. Rezerwę tej flanki tworzyła włoska brygada St. Paula. Oprócz tych wojsk na prawym skrzydle stanęły francuskie pułki kawaleryjskie. Wszystkie stojące "okrakiem" na szosie siły francuskie liczyły około 10 tys. żołnierzy i miały pełnić rolę przełamującą podczas natarcia na regularne wojska korpusu Blake'a.
Natomiast na prawym skrzydle ustawił marszałek liczącą około 2,5 tys. żołnierzy brygadę gen. Roberta, włoski pułk dragonów Napoleona oraz dwie armaty. Siły te były rozłożone na stokach wzgórz San Espiritus i miały za zadanie chronić przejścia wąwozem z Betera do Gilet.
Około godz. 1.00 w nocy 25-go października szef sztabu powiadomił gen. Chłopickiego, aby wraz z 44 p.p dołączył do sił prawego skrzydła i objął nad nim dowodzenie. Suchet sam o godz. 4 rano wysłał pismo do Chłopickiego, wyrażając w nim pełną wiarę w jego energię i umiejętność nie tylko zatrzymania marszu wrogich kolumn, ale także ich pobicia i zmuszenia do ucieczki. Miarą troski Sucheta było polecenie, by Chłopicki co godzina przez oficera powiadamiał go o sytuacji na swym odcinku.32
Tak więc przed bitwą wytworzyła się niezwykle korzystna sytuacja dla Hiszpanów. Nad morzem oraz w okolicach drogi Walencja - Murviedro stały sił równe liczebnie i Hiszpanie mogli mieć nadzieję, że ich doświadczone dywizje będą w stanie zastopować francuskie ataki. Natomiast na lewych hiszpańskim skrzydle, oddzielonym od reszty wojsk potokiem Picador, przewaga wojsk królewskich była około czterokrotna. Tak więc generał Blake mógł mieć nadzieję, że Armie: Walencji i Murcji przełamią opór słabych oddziałów nieprzyjacielskich i wezmą w kleszcze resztę wojsk francuskich.
Jednak marszałek Suchet przewidział taki obrót rzeczy, dlatego między innymi przerzucił na tę flankę doświadczony francuski pułk wraz z jednym z najlepszych jego dowódców. Ponadto wiedział on, że zajmowane pozycje na stokach wzgórz są bardzo silne i nawet niewielkie siły będą w stanie powstrzymać atakujące w tym miejscu wrogie oddziały.
Ranek 25-go października zastał wojska francuskie przygotowane na swoich pozycjach do walki. W tym samym czasie armia hiszpańska szła całą linią do przodu. Około godz. 7.00 jako pierwsze weszły w kontakt bojowy z brygadą Roberta dwa bataliony płk O'Ronana wysłane w stronę Cabezbort. Doszło do krótkiej strzelaniny, podczas której żadna ze stron nie poniosła poważnych strat. Jednak starcie te zmusiło hiszpańskiego oficera do zatrzymania się w miejscu i poczekania na resztę wojsk lewego skrzydła.
W tym samym czasie dywizje O'Donnella schodząc ze wzgórz Germanels, powoli również uzyskiwały kontakt z prawą flanką Sucheta. Hiszpański generał postanowił podjąć natychmiastowy atak na obsadzone przez Francuzów wzgórza San Espiritus. W związku z tym ustawił dywizję Villacampy po lewej, a dywizję Mirandy po prawej stronie atakowanych wzgórz. Za nimi miała postępować kawaleria Walencjan pod San Juanem.33
Widząc zbliżające się wrogie kolumny generał Chłopicki przygotował swoje oddziały do ataku. Z prawej strony stoku, będąc nieco wysuniętym do przodu, zajął pozycję gen. Robert ze swoimi pięcioma batalionami, natomiast przyprowadzone przez polskiego generała dwa bataliony 44-go p.p. zajęły pozycję na lewo od nich, będąc cofnięte nieco do tyłu. Włoski pułk dragonów Napoleona, pod dowództwem płk Schiazzetti stanął w luce między oboma pieszymi brygadami.34
Schodząc ze wzgórz do wąwozu O'Donnell postanowił rzucić obie swoje dywizje na zajęte przez Francuzów wzgórza. Dywizja Villacampy wysunęła się nieco do przodu i ruszyła prosto na pozycje zajęte przez gen. Roberta. Dowódca francuski przywitał Hiszpanów gęstym ogniem i zmusił ich do ustąpienia. Jednak Hiszpan nie miał zamiaru zrezygnować i po przegrupowaniu swoich sił ponownie próbował zająć wzgórza. Również i tym razem został odparty ze znacznymi stratami. Te beznadziejne ataki były ponawiane kilka razy i za każdym razem wojska hiszpańskie zostawały zmuszone do wycofania się ze stoków wzgórz San Espiritus.
Po raz kolejny można było przekonać się jak ważną rzeczą było zajęcie odpowiednio umocnionej pozycji obronnej. Kilkadziesiąt lat później generał szwajcarski, a przy tym znakomity taktyk Henri Jomini, w swoim dziele "Zarys sztuki wojennej" napisał:
"Nie trzymając się bynajmniej tego, co się nazywa systemem wojny pozycyjnej, armia może często oczekiwać przeciwnika, znajdując się na dogodnej pozycji, silnej z natury i zawczasu wybranej dla przyjęcia na niej bitwy obronnej. Stanowisko takie można zająć, wtedy gdy trzeba osłonić ważny przedmiot działań, taki jak stolica kraju, wielkie składy lub decydujący punkt strategiczny panujący nad terenem, a także wówczas, gdy się osłania oblężenie."35
Właśnie taki system obrony powierzył do realizacji Chłopickiemu marszałek Suchet, a polski generał wywiązał się z powierzonego mu zadania doskonale, wykrwawiając szturmujące kolumny przeciwnika w oczekiwaniu na dogodny moment do kontrataku.
Gdy dywizja gen. Villacampy bezskutecznie próbowała przełamać opór batalionów Roberta, weszły do wąwozu pozostałe oddziały gen. O'Donnella, czyli dywizja gen. Mirandy i kawaleria gen. San Juana. Widząc zmasowane kolumny hiszpańskie u stóp wzgórz, gen. Chłopicki postanowił przejść do ataku. Rozkazał gen. Robertowi, aby wzmógł nacisk na dywizję Villacampy, dowodzącemu dragonami pułkownikowi Schiazzettiemu rozkazał szarżować w lukę pomiędzy dwoma dywizjami hiszpańskimi i uderzyć w lewą flankę wojsk Mirandy. Sam natomiast stanął na czele 44 p.p. z zamiarem uderzenia czołowego na bataliony Mirandy.36
Gdy Robert po raz kolejny odparł szturmującego Villacampę, a jego żołnierze ruszyli za ustępującym wrogiem, dragoni włoscy oraz 44 p.p. zaatakowali Mirandę. Tym razem żołnierze hiszpańscy nawet nie próbowali stawiać oporu, tylko rzucili się do bezładnej ucieczki. Kawaleria napoleońska prowadziła za nimi pościg biorąc dużo wrogich żołnierzy do niewoli.
Jednak nie był to jeszcze koniec walk na prawym skrzydle francuskim. Pozostała tam jeszcze kawaleria San Juana oraz Armia Murcji. Generał Mahy, widząc klęskę Armii Walencji, sformował swoje oddziały i zaczął sprowadzać je ze wzgórz Germanels. Co prawda zetknięcie się tych wojsk z rozproszonymi Walencjanami groziło katastrofą całemu lewemu skrzydłu hiszpańskiemu lecz Mahy nie zważając na to postanowił przyjść z pomocą rozbitym pułkom O'Donnella.
W tym samym momencie dragoni Napoleona ścięli się z kawalerią San Juana. Mimo, że Hiszpanie dysponowali dwukrotną przewagą liczebną, starcie było niezwykle krótkie i rozproszona jazda San Juana rzuciła się do ucieczki, dodatkowo pociągając za sobą dwa bataliony piechoty Murcjan, które znajdowały się w pobliżu miejsca starcia. Ten widok podziałał na żołnierzy gen. Mahy niezwykle deprymująco. Całe to zamieszanie w sposób mistrzowski wykorzystał gen. Chłopicki, formując swoje siedem batalionów i rzucając na zachowujące jeszcze karną postawę oddziały hiszpańskie. Tym razem było to decydujące uderzenie, Armia Murcji pękła po jego wpływem i zaczęła się bezładna ucieczka na wzgórza Germanels i dalej w kierunku Betery. Dopiero po jakimś czasie udało się generałowi Mahy sformować straż tylną złożoną z dwóch batalionów (jeden z Armii Murcji i jeden z dywizji Villacampy), pod osłoną których mógł on podjąć dalsze ruchy odwrotowe.37
Oddajmy teraz głos porucznikowi Brandtowi i zobaczmy w jaki sposób opisywał on walkę na prawej francuskiej flance:
"Nie było widać przed nami nieprzyjaciela. Na lewo grzmiały armaty i gęsty ogień karabinowy, a na prawo grzechotały strzały tyralierskie. Wtem na lewo od nas ukazała się na wzgórzu linia nieprzyjacielskiej piechoty i zaczęła zstępować na dół. Wojsko było częściowo w szyku bojowym, częściowo w kolumnach. Hiszpańscy tyralierzy rozpoczęli ogień, a jenerał Chłopicki wydał rozkaz posunięcia się naprzód. Nagłe ukazanie się masy wojska tam, gdzie dotąd widać było tylko pojedynczych żołnierzy, zrobiło na nieprzyjacielu wielkie wrażenie. Zawahał się, ale potem zaczął się znowu posuwać. W tejże chwili rzucił się pułk dragonów, uderzając na nieprzyjaciela z boku, podczas gdy my zaatakowaliśmy go z frontu. Dragoni wpadli i rozsiekli znaczną liczbę Hiszpanów tak szybko, że z trudnością mogliśmy za nimi podążać. Mogliśmy tylko zbierać jeńców. Wprawdzie nieprzyjaciel jeszcze raz usiłował stawić opór, ale gdy nadbiegły nasze kolumny zawrócił i cofnął się z pośpiechem ku Betera, gdzie po bitwie stanął kwaterą marszałek Suchet."38
Wynik walk na prawej flance był niezwykle korzystny dla marszałka Sucheta. Mimo, że Hiszpanie dysponowali czterokrotną przewagą, jego wojska nie dość, że zdołały powstrzymać ich napór, ale jeszcze potrafiły rozgromić i zmusić do ucieczki atakujące oddziały. Straty Hiszpanów wynosiły około 400 zabitych i rannych oraz 2000 wziętych do niewoli.39 Ponadto stracili oni całą swoją artylerię. Dywizja Obispo w ogóle nie zdążyła przybyć na pole walki, natomiast znajdujące się nieco z boku bataliony O'Ronana, na widok porażki, odeszły w kierunku Naquera.
Cofnijmy się teraz do początku bitwy i prześledźmy jak przebiegała ona na lewym skrzydle Armii Aragonii. Tutaj osobiście dowodził bitwą marszałek Suchet, który wyjechał już z samego rana na czele 50 huzarów z 4-go pułku, tworzących jego eskortę, aby zlustrować ustawione do bitwy bataliony. Podczas tego rekonesansu spostrzegł on pagórek, na który właśnie wspinali się piechurzy Lardizabala. Pagórek był tak umiejscowiony, że mógł tworzyć oparcie dla całego lewego skrzydła. Marszałek od razu rzucił do natarcia całą swoją eskortę, aby wyprzedzić wspinających się Hiszpanów i zawładnąć wzniesieniem przed nimi. Dodatkowo wysłał rozkaz do generała Harispe, aby jak najszybciej udzielił wsparcia francuskim kawalerzystom. Niestety, ale huzarzy pomimo, że natarli z wielkim animuszem zostali odparci gęstą palbą karabinową i zmuszeni do wycofania się. Wykorzystał to dowodzący Hiszpanami gen. Lardizabal i obsadził pagórek, dodatkowo podciągając tam kilka dział.40
Ta wstępna potyczka pokazała Francuzom, że Hiszpanie są bardzo zdeterminowani. Suchet po raz pierwszy zobaczył wojsko hiszpańskie poruszające się tak zdecydowanie i w tak dobrym porządku. Po prawej stronie, blisko morza, szła dywizja Zayasa kierując się wprost na pozycje zajmowane przez dywizję gen. Haberta. Bardziej po lewej znajdowała się dywizja Lardizabala, która po przejściu wąwozu potoku Picador, opanował równinę na zachód od miejscowości Puzzol. Kawaleria generałów Loya i Caro poruszała się z Lardizabalem, a znajdująca się w rezerwie brygada Walencjan stanęła przed mostem nad potokiem Picador.
Gdy trwały utarczki o pagórek pośrodku pozycji zajmowanych przez Lardizabala, Zayas osiągnął wieś Puzzol i zaatakował znajdujące się w jej pobliżu wojska gen. Haberta. Obie dywizje były niezwykle doświadczone i miały za sobą kilka lat walki ma Półwyspie Iberyjskim, dodatkowo były równe liczebnie (każda liczyła po 2,5 tys. żołnierzy), dlatego zawrzała niezwykle zacięta walka. Po oddaniu salw z bliskiej odległości obie armie przeszły do ataku na bagnety. Żadna ze stron nie chciała ustąpić, w wyniku tego starcie stało się niezwykle krwawym pojedynkiem. Jednak mimo tego, że walka była niezwykle zacięta, żadna ze stron nie chciała zdecydować się na podjęcie ataku, któryby przełamał wroga. Było to spowodowane rozkazami, które otrzymali obaj dowódcy. Generał Zayas miał związać stojące naprzeciwko siły, aby umożliwić obejście pozycji wojsk napoleońskich lewemu skrzydłu hiszpańskiemu. Podobne rozkazy miał generał Habert, ponieważ w tym samym czasie głównodowodzący marszałek Suchet montował dywizję gen. Harispe do ataku mającego na celu przełamanie centrum wojsk przeciwnika.
Cofnijmy się teraz do momentu, gdy Lardizabal zajął pagórek będący przedłużeniem wzgórza San Espiritus, który chciał odbić Suchet przy pomocy dywizji Harispe. Widząc wroga przygotowanego do przyjęcia ataku, marszałek zaczął szykować kolumny szturmowe. W pierwszej linii ustawił cztery bataliony 7 p.p., po bokach tego pułku zostały ustawione: 116 p.p. oraz 3 pułk Legii Nadwiślańskiej, dodatkowo lewe skrzydło kolumny zostało pokryte przez dwa szwadrony 4-go pułku huzarów i jeden szwadron 13-go pułku kirasjerów. Na czele kolumny stanął gen. Paris. W ten sposób marszałek wystawił 3,6 tys. żołnierzy, przeciwko zajmującej pagórek brygadzie Prieto, która liczyła zaledwie 1,5 tys. ludzi.41 Tak postępując uzyskał Suchet przewagę w wybranym miejscu i czasie, czyli postąpił zgodnie z tzw. "napoleońskimi zasadami" prowadzenia wojny.
Gdy cała kolumna została sformowana, gen. Paris dał rozkaz do ataku. Hiszpanie otworzyli niezwykle silny ogień do nacierających batalionów. Ogień był tak celny, że ciężkie rany odnieśli: prowadzący kolumnę Paris oraz jego adiutant Troquereau. Ponadto wielu oficerów miało pozabijane konie, między nimi byli: gen. Harispe i płk Mesclop.42 Dowodzenie kolumny przejął teraz major Durand i poprowadził ją wprost na oczekujących Hiszpanów. Podobnie jak na odcinku Haberta, tak i tutaj doszło do zaciętej bitwy na bagnety. 7 p.p. natarł z furią na nieprzyjaciela i zaczął go powoli spychać do wąwozu rzeki Picador. Hiszpanie powoli ustępowali, ale ich odwrót nie był paniczny. Cofali się w jak najlepszym porządku, co chwila kontratakując i odrzucając następującego przeciwnika.
Widząc zaciętość z jaką walczą Hiszpanie, Suchet postanowił ściągnąć dywizję Palombiniego, aby przy jej pomocy ostatecznie przełamać centrum Blake'a. Również i Lardizabal ściągnął drugą ze swoich brygad i ustawił obie na równinie, oczekując dalszych ataków wojsk cesarskich. Dodatkowo przed frontem wojsk umieścił dwie 4-ro funtowe armaty. Natomiast cała kawaleria hiszpańska pod rozkazami generałów: Loya i Caro stanęła z prawej strony jego wojsk.
Hiszpańskie przygotowania do odparcia kolejnych ataków nie umknęły dokładnie obserwującemu bitwę marszałkowi Suchetowi. Dlatego postanowił ściągnąć on 6 armatek polowych i ustawić je na zdobytym pagórku. Rozkaz ten został natychmiast wykonany i wkrótce ogień francuskich dział zaczął żłobić krwawe bruzdy w szeregach hiszpańskich. Lardizabal widząc efekty francuskiej kanonady postanowił ją przerwać. W związku z tym zebrał całą kawalerię korpusu Blake'a, liczącą około 1,1 tys. koni i stawiając na jej czele gen. Caro rozkazał powstrzymać ostrzał.
Dowodzący artylerią dywizji gen. Harispe szef szwadronu Duchand miał jako obstawę jedynie trzy wymienione powyżej przeze mnie szwadrony jazdy (dwa 4-go pułku huzarów i jeden 13-go pułku kirasjerów). Jak łatwo wyliczyć jazda francuska była ponad dwa razy słabsza od hiszpańskiej. W dodatku szarża Hiszpanów była w początkowej fazie zasłonięta przez okoliczne drzewa, tak że konnica wojsk Ferdynanda VII spadła zupełnie nieoczekiwanie na niczego nie spodziewających się artylerzystów i kawalerzystów.
Szwadrony napoleońskie próbowały stawić opór jeźdźcom gen. Caro, ale zostały odparte i zmuszone do ucieczki. Artylerzyści również próbowali się bronić, ale i oni musieli uznać wyższość Hiszpanów. W tym momencie stworzyła się niezwykle rzadka podczas wojny na Półwyspie Iberyjskim sytuacja. Otóż Hiszpanie zawładnęli francuskimi armatami. Do tej pory niemal zawsze Francuzi zdobywali bez trudu działa. Tym razem stała się rzecz odwrotna.
Generał Caro nie mógł uwierzyć szczęściu, jakie go spotkało. Jego żołnierze stanąwszy w środku napoleońskiej baterii zaczęli wydawać okrzyki triumfu. Jednak nie trwało to długo, gdyż na widok hiszpańskiego sukcesu, Harispe skierował 116 p.p. do ataku na zwycięskich jeźdźców Caro. Widząc zbliżające się kolumny Hiszpan ponownie uszykował swoje szwadrony do boju. Nie były one już tak liczne jak podczas pierwszej szarży, gdyż część z nich pogoniła za rozproszonymi huzarami i kirasjerami, lecz ich siła uderzeniowa była na tyle duża, że atakujące francuskie bataliony zostały zatrzymane i wdały się w twardy bój z szarżującymi jeźdźcami.
Sytuacja jaka stworzyła się na polu bitwy była niezmiernie trudna dla marszałka. Jego "masa uderzeniowa", która miała przechylić szalę zwycięstwa na jego stronę została powstrzymana i częściowo odparta. Na obu skrzydłach toczyły się wtedy zacięte boje i szala zwycięstwa przechylała się to w jedną, to w drugą stronę. Widząc to wszystko marszałek zdecydował się na wprowadzenie do boju ostatnich rezerw. Miał już wtedy przy sobie 4 bataliony włoskie z dywizji Palombiniego i postanowił szybko wspomóc nimi operację walczącego z gen. Caro 116 p.p. Natomiast osobiście udał się do pozostających w rezerwie dwóch szwadronów 13-go pułku kirasjerów. Stanąwszy przed nimi Suchet wygłosił krótką mowę, przypominając im zwycięstwo pod Margalef.
Po słowach marszałka, dowodzący kirasjerami generał Boussard sformował swoich 350-ciu jeźdźców i runął na walczącą z piechurami kawalerię hiszpańską. Tego ataku nie byli w stanie powstrzymać żołnierze królewscy. Ogromni jeźdźcy na ogromnych koniach przeszli na wylot przez zwycięskich do tej pory Hiszpanów, powodując wśród nich ogromną panikę. Na próżno Caro i Loy próbowali zebrać swoje szwadrony i stawić czoła kirasjerom, atak był tak druzgoczący, że Hiszpanie galopem pouciekali aż do wąwozu potoku Picador, a niektórzy z nich zatrzymali się dopiero za mostem. Podczas tego pościgu obaj dowódcy królewscy zostali ranni i dostali się do niewoli. Wywołało to jeszcze większą panikę wśród ich podwładnych. Tak więc szarża hiszpańskiej kawalerii zakończyła się ostatecznie całkowitym jej rozbiciem i wyeliminowaniem z dalszej walki. Ponadto Francuzi odzyskali wszystkie stracone w dotychczasowych walkach działa.43
Po rozgromieniu hiszpańskiej jazdy marszałek Suchet postanowił wcielić w życie swój plan przełamania szyku nieprzyjaciela w centrum. Sytuacja na obu skrzydłach zdawała się sprzyjać jego zamiarom. Właśnie otrzymał on meldunek od gen. Chłopickiego, że po odparciu ataków wroga, prawe skrzydło wojsk cesarskich przeszło do kontrnatarcia. Natomiast na lewej flance gen. Habert mocował się z gen. Zayasem, oczekując na wieści od głównodowodzącego.
W czasie, gdy trwał pojedynek kawaleryjski, toczyły się niezwykle zacięte walki w środku szyku francuskiego pomiędzy dywizją Harispe i oddziałami Lardizabala. Po wydzieleniu 116 p.p. do odparcia szarż gen. Caro, francuski generał miał tutaj do dyspozycji 7 p.p oraz 3 pułk Legii Nadwiślańskiej. Miały one przeciwko sobie obie brygady królewskie, tak więc w tym momencie przewaga liczebna była po stronie Hiszpanów. Jednak zaciętość z jaką atakowały wojska napoleońskie niwelowała przewagę liczebną ich przeciwników.
Jak wspomniałem wyżej, już w momencie ataku gen. Parisa na przedłużenie wzgórz San Espiritus, marszałek Suchet wydał rozkaz włoskiej brygadzie San Paula, aby przybyła na pole bitwy. Akurat po odparciu kawalerii hiszpańskiej zaczęły się pojawiać pierwsze bataliony tej brygady. Widząc to głównodowodzący od razu przystąpił do realizacji planu zniszczenia hiszpańskiego centrum.
Po ustąpieniu jazdy hiszpańskiej stworzyła się między dwoma dywizjami korpusu Blake'a wyrwa. Co prawda pozostały jeszcze na placu boju 2, czy 3 szwadrony, ale nie stanowiły już one zagrożenia i trzymały się blisko batalionów Lardizabala, który ochraniał je ogniem karabinowym. Właśnie w tę wyrwę wprowadził Włochów Suchet. Celem tego natarcia była prawa flanka dywizji Lardizabala wraz ze stojącymi przy niej resztkami kawalerii.
San Paul sformował swoją brygadę w kolumny szturmowe i sprowadził ją ze wzgórza wbijając się w bok hiszpańskich oddziałów. Wstrząśnięta już wcześniej przez kirasjerów kawaleria hiszpańska nawet nie próbowała stawiać oporu i błyskawicznie opuściła pole walki odsłaniając skrzydło królewskich batalionów. San Paul wbił się w nie i zaczął spychać je w kierunku wąwozu Picador. Widząc wsparcie, również pozostałe oddziały dywizji Harispe zwarły szyki i podwoiły zaciętość z jaką do tej pory atakowały wroga. Tego nie mogła wytrzymać i tak już osłabiona dotychczasowymi walkami dywizja Lardizabala. Co prawda piechurzy hiszpańscy próbowali jeszcze stawiać opór, lecz atakowani od czoła i z boku zostali zmuszeni do ustąpienia. Zmieszana dywizja przeszła przez Picador i zatrzymała się aż w Cartuja, gdzie dowódca hiszpański spodziewał się otrzymać posiłki od pozostawionej w rezerwie brygady Walencjan.
Przy tejże rezerwowej brygadzie, złożonej głównie ze słabo wyszkolonych rekrutów, swoje stanowisko dowodzenia miał gen. Blake. Przez całą bitwę z uwagą obserwował jej przebieg stojąc na pobliskim pagórku. Jednak poza obserwacją nie uczynił nic, aby zmienić jej niekorzystny dla Hiszpanów przebieg. Nie wydał żadnego rozkazu, zdając się we wszystkim na swoich podwładnych. Dopiero teraz, gdy zauważył uciekające oddziały swojego centrum i lewego skrzydła, został zmuszony do podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Jak już pisałem, ostatnimi jego rezerwami były trzy bataliony wraz z baterią artylerii Armii Walencji. Jednak Blake nie ufał tym wojskom na tyle, żeby zaryzykować wznowienie bitwy i podjęcie próby dalszego oporu. Dlatego wydał ogólny rozkaz dla wszystkich wojsk do cofania się w stronę Walencji.44
Francuzi nie mieli zamiaru biernie się patrzyć na cofające, a raczej uciekające kolumny hiszpańskie lewego skrzydła i centrum. Harispe postępując za nimi wyszedł na równinę i tutaj zobaczył również zwycięskie wojska gen. Chłopickiego. Wraz z nim podjął energiczny pościg za wojskami gen. Mahy, który trwał aż do godz. 22.00, gdy armia hiszpańska przekroczyła Guadalaviar.45
Aby dobić wycofujące się wojska Lardizabala, marszałek Suchet wprowadził ostatnią swoją rezerwę, czyli 24-ty pułk dragonów. Prowadzący go płk Delort runął na cofające się wojska królewskie niczym grom i zamienił ich odwrót w bezładną ucieczkę. Podczas tej szarży dragoni zdobyli dwa działa, cztery flagi oraz wielu jeńców.46
Teraz jak wiemy w jaki sposób zostało rozgromione hiszpańskie centrum i lewe skrzydło, zobaczmy co działo się w tym czasie na prawym skrzydle wojsk królewskich. Jak już pisałem wcześniej walki toczyły się o wieś Puzzol, o którą rywalizowały dywizje Haberta i Zayasa. Obie te formacje nie miały do wykonania rozstrzygających zadań taktycznych. Ich rola polegała jedynie na szachowaniu siebie nawzajem i z tego zadania wywiązywały się one wzorowo. Jednak w momencie, gdy marszałek szykował się do decydującego uderzenia w centrum przeciwnika, wysłał on rozkaz do gen. Haberta podjęcia stanowczych działań. Nie czekając dłużej zmontował Habert kolumnę uderzeniową złożoną z 16 p.p. oraz 5 p.p.l. Dowództwo jej objął gen. Montmarie z zadaniem uderzenia na Puzzol i wyparcia stamtąd Zayasa. Montmarie brawurowo poprowadził atak i po zaciętych walkach wyparł Hiszpanów ze wsi biorąc przy okazji 800 jeńców.47
W tym samym czasie dotarł do Zayasa rozkaz Blake'a o ogólnym odwrocie do Walencji. Zatem po sformowaniu swoich oddziałów rozpoczął Hiszpan cofanie się brzegiem morza w kierunku tego miasta. Mimo nacisków ze strony brygady gen. Montmarie oraz wprowadzonego później do boju batalionu 117 p.p. odwrót Hiszpanów na prawym ich skrzydle był uporządkowany. Odpierając ataki francuskie, Zayas doszedł do miejscowości Puig a następnie nie atakowany ruszył w kierunku Walencji.
Po trwającym do nocy pościgu na placu boju pozostały wojska napoleońskie. Bitwa zakończyła się ich sukcesem. Straty zwycięzców wyniosły 128 zabitych i 596 rannych. Natomiast armia hiszpańska został pomniejszona o około 1000 zabitych i rannych oraz 4681 jeńców, wśród tych ostatnich było 230 oficerów wraz z generałami: Loyem i Caro. Ponadto straciła również 4 chorągwie, 4 tys. karabinów oraz 12 dział.48
Wszystkie powyższe dane dotyczące strat obu armii znalazły się w oficjalnym raporcie marszałka Sucheta dla cesarza. Jeśli chodzi o armię hiszpańską, to raczej nie ma wątpliwości, że powyższe dane są zgodne z prawdą. Natomiast jeśli chodzi o armię francuską, jak zwykle liczba zabitych i rannych wydaje się zaniżona. Dane przedstawione przez Sucheta zakwestionował sir Charles Oman, który stwierdził, że skoro z szeregów ubyło około 55-ciu oficerów, to całkowite ubytki z szeregów francuskich musiały wynosić około 1000 żołnierzy.49 Również uczestniczący w bitwie porucznik Brandt podważa dane podane przez marszałka:
"Bitwa zrobiła zdumiewające wrażenie. Odniesione korzyści - 1100 zabitych i rannych, 4600 jeńców, pomiędzy nimi 250 oficerów, znaczna liczba sztandarów i 12 dział z amunicyą - okupiliśmy małą stratą: 100 poległych i 600 rannych według urzędowego ogłoszenia. Mam jednak pewne dane do przypuszczenia, że straciliśmy znacznie więcej, bo na naszem skrzydle i na drodze do San Espiritus leżało dużo trupów, a w szeregach wojsk, które mijałem, widać było mnóstwo rannych." 50
Tak więc liczba tysiąca żołnierzy, którzy ubyli z szeregów Armii Aragonii wydaje się niezawyżona.
Chcąc rzetelnie podsumować opisaną bitwę, nie sposób zacząć od kilku niezwykle ważnych faktów. Otóż nie możemy przyjąć wprost, że Hiszpanie posiadali prawie dwukrotną przewagę, a mimo to ponieśli klęskę. Takie podejście do tematu może wypaczyć obraz bitwy. Fakt, że dwukrotna przewaga liczebna była po stronie Hiszpanów, jednak należy pamiętać, że jedynie "Korpus Ekspedycyjny" gen. Blake'a był złożony z żołnierzy, którzy mieli doświadczenie bojowe. Reszta armii hiszpańskiej składała się z rekrutów, którzy dopiero po raz pierwszy mieli zetknąć się z regularnymi formacjami lub z partyzantów, którzy umieli sobie radzić z wojskiem francuskim tylko w przypadkach, gdy mieli nad nim kilkukrotną przewagę i działali z zaskoczenia. Tak więc wśród prowadzonych przez Blake'a wojsk było tylko 8 tys. żołnierzy, którzy mogli uchodzić za regularną armię hiszpańską. A przecież należy pamiętać, że mieli przeciw sobie prawie 14 tys. francuskich weteranów, z których niejeden miał za sobą kilkanaście lat służby. Poza tym na ich czele stał jeden z najzdolniejszych marszałków napoleońskich. Wszystkie wymienione przeze mnie czynniki dobitnie uwypukliły się podczas opisywanej batalii.
Nie zmienia to jednak faktu, że plan rozegrania bitwy ułożony przez marszałka Sucheta był niemal idealny. Wykorzystał on w nim wszystkie wpajane marszałkom przez Napoleona kanony sztuki wojennej. Suchet zastosował ekonomię sił wystawiając nieliczne lecz zajmujące bardzo mocne pozycje prawe skrzydło, przeciwko niemal czterokrotnie większym siłom przeciwnika. Dzięki temu uzyskał on przewagę w centrum i mógł wyprowadzić stamtąd rozstrzygające uderzenie.
Z pewnością marszałek nie spodziewał się tak łatwego sukcesu na swojej prawej flance. Oddziały Chłopickiego i Roberta miały głównie wiązać kilkukrotnie liczniejsze siły Blake'a. Obawy Sucheta widać bardzo dokładnie w przedbitewnych dyspozycjach, gdy wzmocnił on prawą stronę 44 pułkiem piechoty. Decydujące uderzenie miało nastąpić w centrum, a uderzająca tam dywizja Harispe miała za zadanie przepołowić armię Blake'a i wyjść na jej tyły. Z pewnością marszałek nie spodziewał się, że jednym uderzeniem oprócz centrum rozbije on również lewą flankę hiszpańską.
Oczywiście cały plan Sucheta nie przebiegał bez zakłóceń. Brawurowy atak kawalerii hiszpańskiej o mały włos nie zmusił Francuzów do przerwania natarcia w centrum. Jednak szarża 13-go pułku kirasjerów rozstrzygnęła losy bitwy na tym odcinku. Należy tutaj zaznaczyć, że jedynie w Armii Aragonii znajdował się pułk kirasjerów. Ta ciężkozbrojna jazda nie nadawała się do działań w tak trudnych klimatycznie warunkach, gdzie należało wykonywać szybkie marsze i nagłe zwroty. Jednak 13-sty pułk dzielnie walczył w szeregach wojsk Sucheta, czym zasłużył sobie na liczne względy tegoż marszałka.
Jeśli zaś chodzi o armię hiszpańską, to jak już wcześniej pisałem, największy wpływ na wynik batalii miała niska wartość bojowa większości jej oddziałów. Dywizje Zayasa i Lardizabala z pełnym poświęceniem walczyły przeciwko niezwykle doświadczonym batalionom francuskim. Nawet gdy wojska napoleońskie miały na niektórych odcinkach zajmowanych przez korpus Blake'a przewagę liczebną, Hiszpanie dzielnie dawali im odpór. Dopiero wejście rezerwowej brygady Sucheta ostatecznie przesądziło o wyniku walk.
Legia Nadwiślańska pod Saguntem Kończąc opis bitwy nie sposób nie wspomnieć o biorących w niej udział oddziałach polskich. Pod rozkazami dowodzącego prawym skrzydłem Armii Aragonii generała Chłopickiego walczył, w składzie brygady gen. Roberta, 1 pułk piechoty Legii Nadwiślańskiej. Poza tym na tym odcinku frontu znajdowały się również dwie kompanie woltyżerskie 2 pułku Legii pod dowództwem porucznika Brandta (reszta tego pułku znajdowała się w tym czasie w Almenara i nie brała udziału w bitwie). Natomiast w centrum wojsk napoleońskich walczył 3 pułk Legii.51 Wszystkie oddziały polskie brały udział w najbardziej zaciekłych starciach i walnie przyczyniły się do sukcesu Armii Aragonii.
Pokonanie wojsk Blake'a pokazało załodze Saguntu, że nie mogą spodziewać się znikąd pomocy, lecz liczyć tylko na swoje siły. Zresztą marszałek Suchet również nie pozostawił im jakichkolwiek wątpliwości dotyczących bronionej przez nich placówki. W chwili wymarszu na pole bitwy Suchet rozkazał dowodzącemu w jego zastępstwie oblężeniem gen. Bronikowskiemu wznowić ostrzał artyleryjski obu wyłomów. Ostrzał francuski był niezwykle celny i rujnował mury obronne w zastraszająco szybkim tempie. Co prawda załoga starała się naprawiać uszkodzenia, ale bardzo szybko prace jej były niweczone.
26-go października z samego rana oba wyłomy były na tyle duże, a droga do nich na tyle przystępna, żeby można było podjąć kolejny szturm. Marszałek rozpoczął energiczne przygotowania do planowanego ataku, co było widoczne z murów fortecy. Jednak zanim kolumny francuskie ruszyły w kierunku wyłomów, Suchet wysłał w stronę twierdzy posłańca z wezwaniem do kapitulacji.52
Gen. Andriani wysłał do marszałka podpułkownika artylerii, aby przekonał on się na własne oczy o skali zwycięstwa Francuzów. Po przybyciu do obozu wojsk napoleońskich, oficer hiszpański zobaczył jeńców hiszpańskich oraz zdobyte chorągwie. Przekonał się na własne oczy, że zwycięstwo Francuzów było bezdyskusyjne i z tą wiadomością podążył do twierdzy. Z tym raportem wrócił on do Saguntu.
Gdy gen. Andriani usłyszał te wieści zdecydował się przyjąć propozycję poddania twierdzy. Akt kapitulacji został podpisany 26-go października o godz. 21.00. Niedługo potem, przez jeden z wyłomów zaczął wychodzić z fortecy garnizon hiszpański. Francuscy saperzy przygotowali im drogę, aby mogli swobodnie dotrzeć do stanowisk zajmowanych przez Francuzów. Do niewoli dostało się 2572 żołnierzy hiszpańskich. Ponadto zdobyto: 6 sztandarów, 2400 karabinów oraz duże ilości amunicji i żywności.53
W ten sposób 21 dni od otworzenia przykopów Sagunt dostał się we francuskie ręce. Można zadać pytanie, czy decyzja gen. Andriani nie była zbyt pochopna? Czy nie poddał twierdzy zbyt szybko? Przecież do tej pory udało mu się odeprzeć dwa szturmy, a ich odparcie nie było dla Hiszpanów zadaniem zbyt trudnym. Ponadto forteca była bardzo dobrze zaopatrzona w żywność i amunicję, dlatego była w stanie wytrzymać nawet kilkumiesięczne oblężenia.
W tym wypadku o wszystkim zadecydowała porażka armii gen. Blake'a. Pewność siebie z jaką hiszpański generał szedł do boju oraz zapewnienia wysyłane drogą morską do Saguntu o rychłym uwolnieniu, dały niemal pewność gubernatorowi, że niedługo będzie witać wmaszerowującą triumfalnie do twierdzy armię hiszpańską. Wiadomość o pogromie wojsk Blake'a była dla Andrianiego tak wielkim szokiem, że w zasadzie bez stawiania żądań wydał twierdzę Suchetowi. Tym samym droga do Walencji stanęła dla marszałka otworem i mógł on przystąpić do realizacji powierzonego mu zadania.

PRZYPISY:

1 R. Bielecki, Encyklopedia wojen napoleońskich, Warszawa 2001, s. 545
2 R. Bielecki, op. cit., s. 170
3 R. Bielecki, op. cit., s. 532
4 S. Kirkor, Legia Nadwiślańska 1808-1814, Londyn 1981, s. 140
5 A. F. Marmont, Memoiren des Marschall Marmont Herzogs von Ragusa, t. II, Potsdam 1857; str. 435
6 Correspondance..., nr 18066
7 L. G. Suchet, Memoires du marechal Suchet, duc d'Albufera, sur ses campagnes en Espagne, depuis 1808 jusqu en 1814, Paris 1828, t. II, s. 149-150
8 Ibidem, s. 151
9 S. Kirkor, op. cit., s. 146
10 L. G. Suchet, op. cit., s. 153
11 A. L. Thiers, Historia Konsulatu i Cesarstwa, Warszawa 1858, t.VII, s. 198
12 L. G. Suchet, op. cit., s. 154
13 A. L. Thiers, op. cit., s. 198-199
14 L. G. Suchet, op. cit., s. 160-161
15 J. Belmas, Journaux des siegés faits ou soutenus par les françois dans la péninsule, de 1807 á 1814, Paris 1836-1837, t. IV, s. 87-88
16 S. Kirkor, op. cit., s. 147
17 L. G. Suchet, op. cit., s. 167-168
18 H. Brandt, Moja służba w Legii Nadwiślańskiej, Gdynia 2002, s. 112-113
19 J. Belmas, op. cit., s. 91
20 L. G. Suchet, op. cit., s. 170
21 J. Belmas, op. cit., s. 94
22 L. G. Suchet, op. cit., s. 173
23 C. Oman, A history of the Peninsular War, Oxford 1914, t. V, s. 29
24 J. Belmas, op. cit., s. 97
25 Ibidem, s. 100
26 C. Oman, op. cit., s. 30-31
27 A. L. Thiers, op. cit., s. 201
28 L. G. Suchet, op. cit., s. 177-178
29 C. Oman, op. cit., s. 31 30 Ibidem, s. 32-33
31 L. G. Suchet, op. cit., s. 180
32 S. Kirkor, op. cit., s. 149
33 C. Oman, op. cit., s. 36
34 Ibidem, s. 37
35 H. Jomini, Zarys sztuki wojennej, Warszawa 1966, s. 191
36 S. Kirkor, op. cit.
37 C. Oman, op. cit., s. 38
38 H. Brandt, op. cit., s. 115
39 C. Oman, op. cit.
40 L. G. Suchet, op. cit., s. 181
41 C. Oman, op. cit., s. 40-41
42 L. G. Suchet, op. cit., s. 183
43 C. Oman, op. cit., s. 41-42
44 Ibidem, s. 43
45 S. Kirkor, op. cit., s. 149
46 L. G. Suchet, op. cit., s. 186
47 Ibidem
48 Ibidem, s. 188
45 C. Oman, op. cit., s. 45
50 H. Brandt, op. cit., s. 116
51 S. Kirkor, op. cit., s. 149
52 L. G. Suchet, op. cit., s. 189
53 Ibidem, s. 190

BIBLIOGRAFIA:

Belmas J., Journaux des siegés faits ou soutenus par les françois dans la péninsule, de 1807 á 1814, Paris 1836-1837, t. IV
Bielecki R., Encyklopedia wojen napoleońskich, Warszawa 2001
Brandt H., Moja służba w Legii Nadwiślańskiej, Gdynia 2002
Correspondance de Napoleon I-er, Paris 1858-1870
Jomini H., Zarys sztuki wojennej, Warszawa 1966
Kirkor S., Legia Nadwiślańska 1808-1814, Londyn 1981
Marmont A. F., Memoiren des Marschall Marmont Herzogs von Ragusa, Potsdam 1857, t. II
Oman C., A history of the Peninsular War, Oxford 1914, t. V
Suchet L. G., Memoires du marechal Suchet, duc d'Albufera, sur ses campagnes en Espagne, depuis 1808 jusqu en 1814, Paris 1828, t. II
Thiers A. L., Historia Konsulatu i Cesarstwa, Warszawa 1858, t.VII

Zobacz też:
ODB Sagunt

Rafał Małowiecki