Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

1812 - Almaraz

Opublikowano w Kampanie, bitwy, potyczki, oblężenia

Upadek Ciudad Rodrigo i Badajoz miał bardzo poważne konsekwencje dla armii francuskich walczących na Półwyspie Iberyjskim. W ten sposób oba korytarze, tzn. północny i południowy, które wiodły przez góry z Portugalii do Hiszpanii, stanęły otworem dla armii angielskiej. Dowodzący siłami anglo-brytyjskimi lord Wellington mógł w tym momencie wybrać sobie kierunek uderzenia na Hiszpanię.
Co prawda obu tych przejść strzegły dwie najmocniejsze armie francuskie, przebywające w tym czasie w tym czasie w Hiszpanii (Armia Portugalii pilnowała korytarza północnego, a Armia Południa korytarza południowego), jednak kontrolowały one znaczne obszary i nie były w stanie szybko się zjednoczyć aby stanąć do walki ze skoncentrowanym wrogiem. Natomiast lord Wellington dysponował główną armią stacjonującą nad rzeką Coa i w pobliżu Almeidy, w sile 48 tys. ludzi oraz korpusem gen. Rowlanda Hilla w okolicach Badajoz, w sile 18 tys.1 Ponadto oba te wojska mogły łatwo się połączyć poprzez most na Tagu, który znajdował się w Alcantrze i był pod kontrolą koalicjantów. Tak więc dowódca angielski mógł w każdej chwili uderzyć przeważającymi siłami na jedną z armii francuskich.



Aby zapobiec takiemu scenariuszowi Napoleon przed swoim wyjazdem na wojnę do Rosji, powierzył 4 kwietnia 1812 r. dowództwo nad wszystkimi armiami w Hiszpanii swojemu bratu, a zarazem królowi Hiszpanii Józefowi Bonaparte2, przydzielając mu do pomocy w charakterze szefa sztabu marszałka Jourdana. Rozkaz ten miał na celu centralizację dowództwa francuskiego, pod nieobecność w Paryżu cesarza oraz spowodowanie lepszej koordynacji działań pomiędzy poszczególnymi armiami. Józef zdawał sobie bardzo dobrze sprawę, że zarówno Armia Portugalii, jak i Armia Południa są zbyt słabe, aby w pojedynkę stawić czoło wojskom lorda Wellingtona, dlatego postanowił przy pomocy odpowiednich rozkazów stworzyć kordon, który osłaniałby obie armie i powodował ich współdziałanie przy odparciu ewentualnej agresji. Tak więc w chwili uderzenia poprzez korytarz północny, z pomocą wojskom marszałka Marmonta miały przybyć wydzielone oddziały armii: Północy, Centrum i Południa. Natomiast gdyby Anglicy zechcieli zaatakować poprzez korytarz południowy, oddziały marszałka Soulta powinny być wsparte przez korpusy z armii: Portugalii, Centrum i Aragonii. Całe powodzenie tych planów polegało na współdziałaniu armii francuskich, czyli na tym, co do tej pory tak bardzo szwankowało podczas walk na półwyspie.
Jak łatwo można zauważyć, dowództwo francuskie bardzo dużą wagę przywiązywało szczególnie do współdziałania pomiędzy dwiema najbardziej zagrożonymi armiami tj. Portugalii oraz Południa. Aby to współdziałanie mogło odbywać się płynnie, musiał być spełniony podstawowy warunek, to znaczy komunikacje pomiędzy tymi armiami musiały być cały czas bezpieczne, a szczególnie jedyna w tej okolicy przeprawa przez Tag, czyli most w Almaraz.



Przeprawa w Almaraz była na początku 1812 r. jedynym przejściem przez Tag pomiędzy Alcantrą a Arzobispo. Na początku wojny stał tam most rzymski, przez który komunikowały się armie: Portugalii i Południa. 25.XII.1808 r. podeszła w jego pobliże Dywizja Księstwa Warszawskiego należąca do IV-go korpusu Armii Hiszpanii marszałka Lefebvra. Armia hiszpańska stała na lewym brzegu Tagu, na prawym brzegu pozostawiono tylko nieliczne oddziały dla jego obrony. Dowódca dywizji gen. Valence spędził z pozycji te oddziały, podprowadził polską piechotę z 4-go pułku wspierając ją ogniem baterii ustawionej nad brzegiem rzeki. Do ataku na most ruszyli polscy grenadierzy pod dowództwem kapitana Franciszka Młokosiewicza i mimo silnego ognia hiszpańskiego z dział i karabinów szybko most przeszli i zajęli szańce i przykopy hiszpańskie za mostem. W dalszej bitwie na południowym brzegu wziął także udział 7-my pułk polski. Gdy poniżej mostu pułk ułanów Nadwiślańskich z dywizji gen. Lasalle'a przepłynął wpław rzekę i wpadł z boku na Hiszpanów, ich klęska była kompletna. Pierzchli z placu boju, pozostawiając w ręku zwycięzców dwadzieścia kilka armat, około 3.000 jeńców oraz cały swój obóz.3
Przez następne lata most służy Francuzom do komunikacji między oboma brzegami Tagu. Dopiero po odparciu marszałka Masseny z Portugalii został on bezpośrednio zagrożony przez armię angielską. Jednak już w czerwcu 1811 r. przeszedł po nim marszałek Marmont, dowodzący Armią Portugalii, idąc z odsieczą dla twierdzy Badajoz, która była w owym czasie zagrożona przez siły anglo-portugalskie. Tak więc jak widać, przeprawa ta była bardzo ważnym łącznikiem komunikacyjnym, który pozwalał dwóm najliczniejszym armiom francuskim na współdziałanie. Mając to na względzie postanowił marszałek Marmont, po odparciu wojsk angielskich z powrotem do Portugalii, wznieść fortyfikacje, które chroniłyby przeprawę przed ewentualnym atakiem. Dlatego też przyczółki mostu zostały umocnione. Dla ochrony przyczółka na lewym brzegu, który był większy, wystawiono dodatkowo redutę. Wszystkie umocnienia były murowane i wzmocnione palisadą. Do reduty można się było dostać po moście zwodzonym. Na płaskowyżu Estramadury wybudowano wiele pozycji obronnych, a szczególnie w Miravete. Pierwsza z tych pozycji znajdowała się w pobliżu przełęczy i osłaniała, przy pomocy artylerii, przechodzącą drogę; druga w pobliżu wieży na wzniesieniu, strzegła okolicznych wzniesień. Dzięki tym dobrze zaopatrzonym w żywność i wodę punktom można było opierać się nieprzyjaciołom i przeszkadzać im w zdobyciu umocnionych przyczółków.4
Natomiast same przyczółki zostały umocnione w następujący sposób. Na lewym brzegu został wybudowany fort Napoleona. Tyły tego fortu osłaniały: rów i wieża z otworami strzelniczymi. Natomiast na prawym brzegu rzeki powstała pięciokątna fortyfikacja z wieżą o wysokości 7,5 m., nazwana na cześć marszałka Marmonta fortem Raguza. Fort ten osłaniały opisane wyżej umocnienia polowe.5
Tak więc most był zabezpieczony przed nagłym atakiem i mając silną załogę mógł bronić się przez kilka dni, do chwili dotarcia w jego pobliże znajdującej się w dolinie Tagu dywizji gen. Foy. Niestety, ale garnizony fortyfikacji były obsadzone przez jednostki cudzoziemskie (pruskie i włoskie), które były bardziej skore do dezercji i ucieczki niż walki. Dowódcą obrony był piemoncki generał Aubert.
Tymczasem lord Wellington przygotowywał się do marszu w stronę Hiszpanii. Postanowił wysłać gen. Hilla aby zaatakował most pontonowy na rzece Tag pod Almaraz. Siły Hilla liczyły 6000 ludzi z dziewięcioma armatami. Po dokonaniu niezbędnych przygotować, generał 12 maja 1812 roku rozpoczął marsz na południowy wschód.6
Zadanie jaki miał przed sobą Hill nie było łatwym, gdyż most na łodziach, zastępujący częściowo zniszczony most rzymski, tak jak już pisałem, był chroniony silnymi umocnieniami na obu brzegach Tagu. Poruszając się lewym brzegiem, Anglik był zmuszony zaatakować fort Napoleona. Fort ten, będący w stanie pomieścić 450 ludzi, usytuowany był na szczycie wzgórza. Jego frontowa strona znajdowała się nad stromym brzegiem ostro opadającym w kierunku rzeki. Oddziałom atakującym łatwo byłoby się wspinać, ale łatwiejszym sposobem wejścia do fortu było wykorzystanie dwóch dużych skarp, stanowiących raczej stopnie schodów, doprowadzających oddziały na wały fortu. Tył fortu opadał stromo w kierunku głowicy mostu i był chroniony palisadowym wykopem i wieżą ze spiralnymi schodami. Wieża ta mogła stanowić ostatnie miejsce schronienia, które ludzie Hilla mogli wykorzystać dla wejścia do fortu.
Francuzi mieli też inną wzmocnioną pozycję przy moście zabezpieczającą główną drogę z Trujillo w punkcie odległym o około sześć mil na południe od mostu. W tym miejscu, w którym droga wspina się po skalistym łańcuchu górskim zwanym Sierra de Miravete, przejście chronił stary zamek, wokół którego Francuzi zbudowali wał obronny o wysokości około dwanaście stóp i umieścili na nim osiem armat. Był on połączony z budynkiem fortyfikacji znajdującym się blisko drogi poprzez forty Colberta i Senarmonta, które razem z zamkiem tworzyły bardzo silną linię obronną. Góry były niedostępne dla jakichkolwiek pojazdów kołowych włącznie z armatami i pojazdami, które mogłyby osłaniać przejście przed ogniem Francuzów. Jedyna droga umożliwiająca przejście przez góry znajdowała się dwie mile na wschód od Miravete poprzez przełęcz La Cueva. Droga po południowej stronie gór była dostępna dla pojazdów, lecz zaraz za przełęczą droga ta zmieniała się w bardziej niż drugorzędną ścieżkę dla pieszych.7



Wszystkie te umocnienia zostały tak zbudowane, aby atakujący wróg nie mógł prowadzić ze sobą artylerii, a pozycje te były tak silne, iż wymagały użycia ciężkich dział.8 Tak więc zadanie postawione przed Hillem było bardzo trudne i wymagało od niego szybkiego działania, połączonego z zaskoczeniem cesarskiej załogi.
Plan Hilla przewidywał podzielenie sił na trzy kolumny. Pierwsza, składająca się z 28-go, 34-go i 6-go regimentów Caçadores, dowodzona przez generała Chrowne, wyznaczona była do szturmu na zamek Miravete. Druga kolumna, środkowa, składająca się z 6-go i 18-go regimentów piechoty portugalskiej i dysponująca całą artylerią, wyznaczona była do zajęcia stanowisk wzdłuż drogi głównej i atakowania umocnień przy drodze osłaniających przejście. Kolumnę trzecią stanowiła brygada gen. Howard'a, składająca się z regimentów: 50-go, 71-go i 92-go i pojedynczej kompanii 5/60, dowodził nią sam gen. Hill, i miała ona pokonać drogę prowadzącą przez przełęcz La Cueva i podejść dróżką do Almaraz. Wszystkie trzy kolumny ruszyły nocą 16-go maja i o brzasku wszystkie nie dotarły jeszcze do swoich celów ze względu na trudny naturalny teren, jaki musiały pokonać.
Hill zdawał sobie sprawę, iż ma nikłe szanse zaskoczenia garnizonu przy moście i z tego względu poszukiwał innej drogi, którą mógłby przeprowadzić swoje armaty przez góry. Element zaskoczenia nie był jeszcze stracony, gdyż garnizon francuski nie był jeszcze świadomy obecności jego sił w tym rejonie. Nagle Hill wpadł na pomysł, iż mógłby odnieść sukces zostawiając armaty i zaatakować fort Napoleon i most przy użyciu tylko piechoty.9
Tak więc wysłał on ostatecznie wraz z początkiem nocy z 18 na 19 maja brygadę piechoty gen. Howarda o sile 2 tys. ludzi, stromą ścieżką do wsi Romangordo, pozostawiając na górze artylerię i pozostałe swoje siły, które miały dokonać pozornego ataku na zamek Miravete. Trudności tej drogi wstrzymały marsz w takim stopniu, że przednia straż gen. Howarda, chociaż dopiero z nastaniem świtu przybyła w pobliże fortu Napoleona, musiała jednak ukrywać się aż do przybycia pozostałych oddziałów prawie 3 pełne godziny za kilkoma gęsto porośniętymi pagórkami.10
Załoga Fortu Napoleona, dowodzona przez generała Auberta, została zaalarmowana i przygotowała się do obrony. Na wszelki wypadek, zabrano dwie łodzie, na których wspierał się most. Piemontczyk wiedząc, że jego żołnierze nie są zbyt skorzy do walki chodził między nimi dodając im otuchy i dodatkowo mobilizując.
Atak na most pod Almaraz rozpoczął się w dzień, gdy armaty gen. majora Chrowne'a otworzyły ogień na zamek pod Miravete, a garnizon fortu wspiął się na wały dla prowadzenia obserwacji. Obrońcy, po otrzymaniu ostrzeżenia o obecności oddziałów Hilla, dobrze przygotowali się do odparcia szturmu, lecz zostali nieco zaskoczeni, gdy regimenty: 50-ty i część 71-go wyszły z ukrycia i ruszyły na fort, będąc pod ostrzałem obrońców i armat fortu Raguza. Oddziały brytyjskie ponosiły straty, gdy tak parły do przodu w otwartym terenie i w świetle dnia, lecz nie zostały powstrzymane i osiągnęły szczyt wzgórza, a następnie oparły drabiny o skarpę i ludzie weszli na pierwszy z dwóch tarasów. Natychmiast wciągnięto drabiny i ustawiono je dla wejścia na drugi taras stanowiący szczyt obwałowania. Opanowawszy zadyszkę, pod ciężkim ogniem, ludzie wspinali się po drabinach i wkrótce rozpętała się walka wręcz wzdłuż całego wału.
Pierwszym, który przeskoczył krawędź wału był kapitan Candler z 50-tego regimentu, lecz nim osiągnął ziemię został zabity kilkoma kulami francuskich muszkietów. Jego ludzie poszli za nim, a obrońcy, po oddaniu ostatniej salwy, rzucili się do ucieczki w kierunku głowicy mostu. Komendant fortu, generał Aubert, zrezygnował z ucieczki i podjął walkę mimo, że zaproponowano mu poddanie się. Walczył aż do końca, który nastąpił, gdy sierżant z 50-tego regimentu przebił go piką. Niektóre oddziały francuskie próbowały dostać się do wieży, lecz oddziały brytyjskie były już tak blisko, iż stało się to niemożliwe i musiały się one poddać.11
Zresztą oddziały napoleońskie już wcześniej popełniły błąd, ponieważ widząc przewagę liczebną atakujących Brytyjczyków, nie próbowały dostać się do wieży, dlatego opuściły one w bezładnej ucieczce redutę biegnąc do mostu, do którego jednocześnie dotarli też ścigający. Anglikom wpadło w ręce 259 obrońców. A gdy komendant sił znajdujących się po przeciwnej stronie mostu zobaczył uciekających rodaków i goniących ich wrogów, zniszczył ze strachu, zaraz po rozpoczęciu walki, most i podjął pośpieszną rejteradę do Talavera de la Reyna. Jednak ten haniebny postępek nie uszedł mu płazem, gdyż został on postawiony przed sądem wojennym, który za tchórzostwo skazał go na karę śmierci poprzez rozstrzelanie.12
Tym dowódcą był Francuz, dowódca kompanii pruskich karabinierów kapitan Bracen. A jego ucieczka była rzeczywiście paniczna, gdyż podczas niej zgubił regimentową kasę i rachunki. Dodatkowo w ręce 71-go regimentu dostał się sztandar regimentu pruskiego, który uciekający prawdopodobnie wrzucili do Tagu.13
Tak jak już pisałem obrońcy głowicy mostu nie czekali na spotkanie z Brytyjczykami, lecz przyłączyli się do tych, którzy wycofywali się przez most pontonowy. Armaty fortu Raguza otworzyły na krótko ogień na fort Napoleona, lecz gdy odpowiedziano im również ogniem ze zdobytych armat, szybko wstrzymali ogień i wkrótce garnizon fortu Raguza przyłączył się do uciekinierów podążających w panice w kierunku Naval Moral. Działania skończyły się w ciągu czterdziestu minut i wówczas czterech grenadierów z regimentu 92-ego przepłynęło rzekę i zabrało z fortu Raguza łodzie aby naprawić most pontonowy.14
Krótko potem, gdy dotarła reszta sił Hilla, działania zostały zakończone z sukcesem i Francuzi porzucili swe obiekty po obu brzegach rzeki. Hill, obiekty obronne Francuzów, wysadził w powietrze, a sam most wyciągnął na brzeg południowy i spalił. Ponadto wszystkie okopy i fortyfikacje ziemne zostały rozrzucone i zasypane.15
Zamek Miravete pozostał jednak w rękach Francuzów przez nieporozumienie spowodowane przez William'a Erskine'a, który informował, iż nadchodziły całe siły Soulta. Spowodowało to, iż Hill, który zamierzał zlikwidować ten zamek, odszedł do Trujillo i stracił szansę osiągnięcia pełnego zwycięstwa.
Rajd Hilla na most pod Almaraz kosztował go 33 zabitych i 148 rannych, w tym 28 zabitych i 110 rannych należało do 50-go Regimentu. Francuzi stracili około 400 ludzi, a 259 zostało wziętych do niewoli.16
W tym samym czasie, po otrzymaniu pierwszych wiadomości o marszu Hilla, ruszył gen. Foy z pomocą. Gdyby jego marsz trwał 36 godz. przybyłby on w sam raz, żeby wspomóc załogę i przeszkodzić w zdobyciu umocnień. Generał Clauzel mógłby również udać się w tym kierunku i w 5 dni, w tym punkcie zebrałby 13 tys. żołnierzy. Takie siły były wystarczające dla pokonania oddziałów anglo-portugalskich.17 Jednak przypadek ten udowodnił, jak niewłaściwie jest zostawiać na straży ważnych punktów słabe i niepewne oddziały. Każdy dowódca będzie zawsze działał wbrew swojej woli, gdy będzie dowodził słabymi oddziałami. Dlatego jest o wiele lepiej, aby mniejsze garnizony obsadzać ludźmi pewnymi, przy tym zdecydowanymi, aby w odpowiednim momencie nie zawiedli. Niestety, ale Prusacy, którzy stanowili większość załogi umocnień całkowicie zawiedli pokładane w nich oczekiwania.
Oto jak opisuje akcję Hilla angielski żołnierz John Jones: "... aby utrudnić ich komunikację przez zniszczenie mostu w Almaraz, stanowiącego najkrótsze i najlepsze połączenie między armią z północy i południa, przez to, że w górę od Toledo wszystkie mosty były już zniszczone, a drogi nie były przejezdne, francuscy generałowie, którzy wiedzieli jaki ten most jest ważny, otoczyli go z obu stron rzeki dużymi, zamkniętymi szańcami, zawierającymi w środku okopy i wieże z otworami strzelniczymi. Gdy poczyniono już przygotowania do ruchów ofensywnych, zlecono sir Rowland Hillowi wykonanie tego przedsięwzięcia. 12 maja wyruszył on w tym celu ze swoim korpusem z Almenrdalejo i ruszył przez Jareciejo, i dotarł 18-go na odległość od 4 do 5 mil od Almaraz na górę, na której leżał zamek Miravete. Posterunek ten Francuzi postawili w stan gotowości obronnej i połączyli szeregiem szańców ze znajdującym się po drugiej stronie drogi, tak samo umocnionym budynkiem, przy czym została zablokowana jedyna droga, po której z południowej strony możliwe było przeniesienie artylerii przeciw budowlom wojskowym, położonym przy moście. Mimo, że umocnienia były niemożliwe do ich zaatakowania, Hill rozkazał inaczej, odkrywając ścieżkę przez wieś Romangorda, po którym piechota mogła przejść przez górę, pomaszerował zostawiając swoją artylerię w górach, jak tylko zrobiło się ciemno i zszedł z nich. O świcie awangarda znajdowała się blisko głównego portu, położonego na wzniesieniu znajdującym się kilkaset jardów przed czołem mostu, na tą drogę zeszło im kilka godzin, zanim zbliżyli się; w tym czasie na szczęście oddziały były tak ukryte w głębokim wąwozie, że nie były widoczne dla załogi fortu i zostały odkryte, gdy z wielką zapalczywością zbliżyły się do fortu. Załoga, która z szańców Miravete obserwowała nadejście wroga, otworzyła do niego ogień, a atakujący próbowali przejść przez wały, ale gdy tylko pierwsi szturmujący położyli swoje stopy na szańcach, to obrońcy stracili cały rezon; nie broniąc ani wieży, ani mostu i widząc swoją porażkę, oddziały francuskie zaczęły uciekać. Komenderujący na drugim brzegu oficer, rozkazał zniszczyć most, przez co 250 żołnierzy dostało się do niewoli, a on znalazł się w bardzo ciężkim położeniu, przez co musiał swój posterunek opuścić i pociągnąć z powrotem razem z garnizonem do Talavery, przez co został postawiony przed sądem wojennym i ukarany stosownie do swoich przewinień. Tym sposobem zdobyliśmy umocnienia położone po obu stronach rzeki, tracąc tylko 33 zabitych i 147 rannych. Tego samego dnia otrzymaliśmy rozkaz, aby umocnienia na obu brzegach zniszczyć, po wykonaniu czego ruszyliśmy z powrotem."18
Adolphe Louis Thiers w swojej "Historii Konsulatu i Cesarstwa" tak oto podsumował wydarzenia z 19 maja 1812 r.: "Nieprzyjemny ten wypadek nie pociągnął jednakże za sobą ważnych skutków, gdyż pomimo mostu zniesionego, Tag nie był przeszkodą niezwyciężoną i wojsko, któreby w porę wyruszyło drogą estramadurską, mogło zawsze znaleźć środki przebycia go."19 Ogólnie wypadałoby się zgodzić z opinią francuskiego historyka, gdyż przebywanie rzek było nieodłącznym elementem wszystkich kampanii i zburzenie jednego mostu nie mogło być gwarancją sukcesu w kampanii. Jednak należy tutaj wziąć pod uwagę warunki, w jakich toczyła się wojna w Hiszpanii. Zarówno Armia Portugalii, jak i Południowa nie miały magazynów i żyły z rekwizycji. Tak więc ich oddziały były rozproszone na dużych obszarach, które by gwarantowały wyżywienie oddziałów. Tak więc, gdyby Marmont lub Soult chcieli odbudować most, musieliby najpierw zgromadzić żywność i materiały do budowy. Ta czynność musiałaby potrwać co najmniej 2-3 miesiące, gdyż zarówno na jednym, jak i na drugim zbywało obu armiom. Właśnie te 2-3 miesiące chciał wykorzystać lord Wellington do ataku na jedną z francuskich armii i pokonanie jej, zanim otrzymałaby ona pomoc. Dlatego zburzenie mostu w Almaraz w zasadzie uniemożliwiało do sierpnia współdziałanie oddziałów marszałków Marmonta i Soulta. W ten oto sposób podstawowy cel akcji został przez Anglików osiągnięty, gdyż dowódca angielski zyskał tym sposobem inicjatywę strategiczną i mógł uderzyć bądź w stronę Leonu, bądź Estramadury, bez obawy, że będzie zmuszony walczyć ze skoncentrowanymi armiami francuskimi.

ORDRE DE BATAILLE:

Garnizon francuski, około 1000 żołnierzy pod dowództwem gen. Auberta:

Regiment pruski - 400 osób
Batalion 39 p.p. - 300 osób
2 kompanie 6 p.p.l. - 200 osób
kompania artylerii
kompania inżynierów

Rozmieszczenie garnizonu:

Załoga fortu Napoleona:
kompania grenadierów 39 p.p.
kompania grenadierów 6 p.p.l.
9 armat

Załoga fortu Raguza i umocnień polowych:
Regiment pruski
kompania 6 p.p.l.
6 armat w forcie Raguza
3 armaty w umocnieniach polowych

Załoga zamku Miravete:
Batalion 39 p.p. (oprócz kompanii grenadierów)
9 armat

Korpus gen. Rowlanda Hilla, w sile 6000 żołnierzy:

Piechota: gen. Tilson-Chrowne

Brygada gen. majora Howarda:
50 regiment piechoty
71 regiment lekkiej piechoty
92 regiment piechoty
kompania strzelecka 60 regimentu piechoty

Brygada płk Wilsona:
28 regiment piechoty
34 regiment piechoty
kompania strzelecka 60 regimentu piechoty

Brygada płk Ashwortha:
6 regiment piechoty portugalskiej
18 regiment piechoty portugalskiej
6 regiment Cacadores

Kawaleria: gen. major Long
13 regiment lekkich dragonów

Artyleria: płk Dickson
3 działa 9-cio funtowe
6 24-ro funtowych haubic

PRZYPISY:

1. M. Glover, The Peninsular war 1807-1814. A concise military history, London 1974, s. 192
2. A. F. Marmont, Memoiren des Marschall Marmont Herzogs von Ragusa, Potsdam 1857; t. II, s. 481
3. S. Kirkor, Pod sztandarami Napoleona, Londyn 1982, s. 22
4. A. F. Marmont, op. cit., s. 333
5. J. Sutherland, Bitwy epoki napoleońskiej, Warszawa 2005, s. 65
6. I. Fletcher, Battle Honours of the British Army in the Peninsula, 1808-1814, Osprey 2000
7. Ibidem
8. A. L. Thiers, Historia Konsulatu i Cesarstwa, Warszawa 1858, t.VIII, s. 47
9. I. Fletcher, op. cit.
10. F. Rigel, Der siebenjährige Kampf auf der Pyrenäischen Halbinsel, Rastatt 1819, t. III, s. 455
11. I. Fletcher, op. cit.
12. F. Rigel, op. cit., s. 456
13. G. C. Dempsey, U boku Napoleona. Jednostki cudzoziemskie w armii francuskiej w czasach Konsulatu i Cesarstwa 1799-1814, Warszawa 2005, s. 295
14. I. Fletcher, op. cit.
15. A. L. Thiers, op. cit., s. 47
16. I. Fletcher, op. cit.
17. A. F. Marmont, op. cit., s. 367
18. J. Jones, Geschichte des Krieges in Spanien, Portugal und dem südlichen Frankreich in den Jahren von 1808 bis 1814, Braunschweig 1818, s. 225-227
19. A. L. Thiers, op. cit., s. 48

BIBLIOGRAFIA:

Dempsey Gyu C., U boku Napoleona. Jednostki cudzoziemskie w armii francuskiej w czasach Konsulatu i Cesarstwa 1799-1814, Warszawa 2005
Fletcher Ian, Battle Honours of the British Army in the Peninsula, 1808-1814, Osprey 2000
Glover Michael, The Peninsular war 1807-1814. A concise military history, London 1974
Jones John, Geschichte des Krieges in Spanien, Portugal und dem südlichen Frankreich in den Jahren von 1808 bis 1814, Braunschweig 1818
Kirkor Stanisław, Pod sztandarami Napoleona, Londyn 1982
Marmont Auguste Frederic, Memoiren des Marschall Marmont Herzogs von Ragusa, Potsdam 1857
Rigel Franz, Der siebenjährige Kampf auf der Pyrenäischen Halbinsel, Rastatt 1819
Sutherland Jonathan, Bitwy epoki napoleońskiej, Warszawa 2005
Thiers Adolphe Louis, Historia Konsulatu i Cesarstwa, Warszawa 1846-1860

Rafał Małowiecki