Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Zapomniany dramat

Opublikowano w Epoka napoleońska w literaturze

Ostatni akt. Napoleon Bonaparte w dolinie Świętej Heleny - zapomniany dramat  Konstancji Staniszewskiej z Łozińskich i Antoniego Sikorskiego

 

W pierwszych latach XX wieku szczególnie żywa była pamięć o epoce napoleońskiej. Uroczyście obchodzono wówczas okrągłe, setne rocznice ważnych dla Polaków wydarzeń. Na szczególny kształt obchodów rocznicowych wpłynęło zaangażowanie historyków, twórców literatury oraz uczestników życia politycznego. Okrągła rocznica napoleońska w pierwszych latach XX wieku stała się pobudką do pisania okolicznościowych artykułów, wydawania dzieł literackich i historiograficznych o tematyce napoleońskiej, organizowania wystaw oraz uroczystych obchodów z udziałem władz państwowych. W związku z obchodami rocznic napoleońskich miały miejsce również konkursy poetyckie.



Jak zauważa Czesław Jankowski, poeta, krytyk i publicysta, "moment kulminacyjny nie jednej rocznicy stuletniej, ale stuletniego powrotu kilkunastu lat pamiątkowych [...] [przypadł] na rok 1912"[1]. To właśnie wówczas ukazały się prace historyków np. Walerego Bagińskiego (Typy wiarusów napoleońskich. Zarysy biograficzne), Mariana Kukiela (Dzieje wojska polskiego w epoce napoleońskiej), Frédérica Massona (Przed stu laty. Szkice o Napoleonie). W 1912 roku miały także miejsce edycje utworów literackich, takich jak: dramat Stanisława Kozłowskiego Jeniec Napoleona, wiersz Kazimierza Przerwy-Tetmajera W sto lat oraz Epopeja napoleońska. Fragmenty poetyczne Artura Oppmana. Należy również wspomnieć o wydaniach powieści napoleońskich dla młodzieży. W 1912 roku ukazały się książki m.in.: Bolesława Biernackiego (Wódz Legionów), Wacława Gąsiorowskiego (Dobosz woltyżerów, a także trzy utwory będące opracowaniem dla młodzieży dokonanym przez autora - Huragan, Rok 1809, Szwoleżerowie gwardii), Wiktora Gomulickiego (Rok 1812. Powieść dla młodzieży), Wandy Grochowskiej (Syn rozbójnika. Opowieść sprzed stu laty), Edmunda Jezierskiego (W wąwozach Somosierry. Opowieść historyczna z roku 1809; Potomek hetmański. Opowieść historyczna z roku wojny 1812), Stanisława Ostrowskiego (Śladami Legionów) oraz Marii Strebeykowej (Dwunastoletni żołnierz. Z życia małego chłopca w roku 1812-1815).

Setna rocznica wyprawy Napoleona na Rosję przyczyniła się także do publikacji wielu utworów napoleońskich na łamach prasy. W "Świecie" wydrukowano artykuły m.in.: Kazimierza Bartoszewicza - Kłóćmy się... o Napoleona (nr 8), Bolesława Lutomskiego - Napoleon a "racja stanu" (nr 52) oraz Kazimierza Przerwy-Tetmajera - Na marginesie psychologii Napoleona (nr 10). Na łamach "Tygodnika Ilustrowanego" w rubryce "Mieszaniny literacko-artystyczne" wydrukowano natomiast m.in. cykl krótkich tekstów Polska przed stu laty. W czasopiśmie można było także przeczytać: cykl artykułów Czesława Jankowskiego - Trakt Napoleoński oraz artykuł Mariana Kukiela Jazda polska w bitwie nad Moskwą (nr 36). W 1912 roku powstało sześć kompozycji Stanisława Bagieńskiego  ukazujących wydarzenia 1812 roku. Można było o nich przeczytać w numerze 6 (por. Ze sztuki. Cykl napoleoński S. Bagieńskiego, "Tygodnik Ilustrowany" 1912). Obchody rocznicowe miały także miejsce na deskach teatrów. W Teatrze Miejskim w Krakowie wystawiono Rok 1812 Mariana Wileńczyka. Trzykrotnie w 1912 roku widzowie mogli zobaczyć Jeńca Napoleona Stanisława Kozłowskiego - w Krakowie (2 XII), Warszawie (5 XII) i we Lwowie (9 XII). W Teatrze Małym w Krakowie zaprezentowano widzom sztukę Hermana Bahra pt. Napoleon i Józefina.

            Wśród utworów literackich wydanych w 1912 roku warto zwrócić uwagę na dramat Ostatni akt. Napoleon Bonaparte w dolinie Świętej Heleny. Ukazał się on pod pseudonimem A. Kłos, a jego autorami są Konstancja Staniszewska z Łozińskich i Antoni Sikorski. Dramat ten to jeden z niewielu utworów poświęconych pobytowi Napoleona na Wyspie Świętej Heleny. Jego akcja rozgrywa się między rokiem 1818 a 1821. Wśród bohaterów utworu znajdujemy towarzyszy Bonapartego na wygnaniu - marszałka Henriego Gratiena Bertranda, hrabiego Charlesa Tristana de Montholona, generała artylerii Gasparda Gourgauda, markiza Emmanuela de Las Casesa, doktora François Carlo Antomarchiego oraz głównego kamerdynera Napoleona Louisa Marchanda. Bohaterami utworu są także anonimowi żołnierz i oficer angielski, admirał Cockburne oraz gubernator wyspy Hudson Lowe. Fragment ostatniego aktu dramatu ma charakter wizyjny. Wśród osób wizji odnajdujemy Napoleona, jego dwie żony - Józefinę i Marię Ludwikę, syna cesarza - księcia Reichstadtu Napoleona II oraz współpracowników Bonapartego - Henriego Gratiena Bertranda, Armanda Caulaincourta, Louisa Berthiera. Nie brakuje także Klemensa von Metternicha i Hudsona Lowe.

Oczom czytelników ukazuje się Napoleon całkowicie pokonany i w pełni świadomy poniesionej klęski. Snuje on rozważania na temat niezrealizowanego scenariusza wydarzeń dziejowych, stwierdzając: "Dla historii powinienem zginąć w Moskwie, Dreźnie lub pod Waterloo..."[2]. Nie zwraca jednocześnie uwagi na jakiekolwiek słowa Las Casesa, zachowując się w taki sam sposób, w jaki przez lata zachowywał się wobec swoich współpracowników. Dlatego też w obecności towarzysza wygnania wygłasza monolog, w którym konsekwentnie i z dużą dawką emocji protestuje przeciwko swemu losowi. Odnosi się do swej teraźniejszej kondycji, niemniej jednak wprowadza także wątek własnej śmierci: "Jedynym tu człowiekiem nieszczęśliwym jestem ja. Być strąconym z takich szczytów - oto nieszczęście!... Ale ja protestuję uroczyście wobec nieba i tej ziemi, która przykryć ma trupa, przeciwko gwałtowi, mnie uczynionemu. Przyszedłem z dobrą wiarą, oddać się pod opiekę Anglii - zasiąść, jak Temistokles, u ogniska ludu brytańskiego. A oni - co ze mną zrobili?! Czemuż nie pozostałem w Egipcie? Byłbym teraz władcą całego Wschodu?" (s. 10-11).

Napoleon mający w pamięci minione zwycięstwa swego aktualnego położenia nie jest w stanie zaakceptować. Pozbawiony władzy staje się całkowicie bezsilny. Bohater jest strącony z wyżyn wielkości, dlatego jego upadek staje się bardzo bolesny[3]. Jego teraźniejszą kondycję trafnie ujmuje cytat z gazety dostarczonej na Wyspę Świętej Heleny: "Donoszą nam z Longwood, że Napoleon Bonaparte, do niedawna uzurpator wielkości, ów lew, któremu tak zręcznie zoperowano pazury, miota się bezsilnie w klatce, u wejścia której czuwa dzielny poskramiacz w osobie Hudsona Lowe...." (s. 12). Napoleona ogarnia nuda, on sam przyznaje, że "dźwiga ciężki krzyż" (s. 10). Nie jest w stanie zaakceptować sytuacji, w jakiej się znalazł, zwłaszcza ciągłej kontroli, o której Las Cases mówi, że jest "gorsza od kul pod Arcole..." (s. 12)[4].

Przedmiotem rozmów Bonapartego z jego otoczeniem są aktualne wydarzenia na wyspie, m.in. obiad, w którym miałby uczestniczyć Napoleon. Choć zostaje on pozbawiony minionej sławy, to jednak wzbudza zdecydowanie większą sympatię niż Anglicy, a zwłaszcza Lowe, który ma władzę, lecz wyraźnie na nią nie zasługuje. Jego ironiczny stosunek do Bonapartego, pozbawionego tytułu cesarskiego i określanego mianem generała, musi budzić sprzeciw i dezaprobatę. Taki brzmi fragment wypowiedzi Anglika skierowanej do Napoleona: "Jakże się czujesz generale? Widzę, że doskonale. Nie odmówisz mi zatem bytności swojej na dzisiejszym obiedzie. Ty, który jesteś pozbawiony towarzystwa kobiet, ujrzysz tam jedną z nadobnych cór Albionu, ciekawą oglądać Wielkiego Napoleona na małej wyspie" (s. 13).

Korsykanin jest całkowicie nieświadomy tego, że podczas obiadu miałoby dojść do spotkania z lady Milford, która umożliwiłaby ucieczkę z wyspy. Niemniej jednak Bonaparte z pełną konsekwencją zaproszenie odrzuca nawet wówczas, gdy dowiaduje się, że tkwi w nim ratunek. Z dumą odrzuca także wszelką łaskę, wspominając po raz kolejny o śmierci.

W przeciwieństwie do Napoleona, który do żadnego działania nie jest już zdolny, aktywnością chce się wykazać wspomniana lady Milford. Jej motywacją do działania jest miniony czyn Bonapartego. W przeszłości władca darował życie ojcu kobiety, dlatego też bohaterka czuje się zobowiązana do okazania wdzięczności. W dynamicznej rozmowie z Bonapartem ujawnia ona motywy swego postępowania oraz skłania do natychmiastowego działania. Napoleon wydaje się nie zwracać w ogóle uwagi na jej słowa, dlatego też lady Milford wysuwa ostateczny argument, mówiąc o znaczeniu Korsykanina dla Francji. Jej emocjonalna wypowiedź brzmi następująco: "Czyż mogę zapomnieć o potędze Napoleona? Francja czeka na Ciebie - - Oni się mylą, sadząc, że to już koniec... Nie - po stokroć - nie! Ojczyzna Cię wzywa... każe ci..." (s. 16). Niemniej jednak Napoleon nie chce uciekać, tak jak nigdy nie uciekał podczas swych rządów. Na jakiekolwiek działanie, które mogłoby zmienić jego los, nie jest gotowy także dlatego, że towarzyszy mu przekonanie o tym, że "wyrok już zapadł..." (s. 17) i w tej sytuacji nie można już nic uczynić. Nie przekonują go żadne argumenty, nawet te, w których kobieta odwołuje się do znaczenia bohatera dla Francji. Jest ona całkowicie zdeterminowana i gotowa do czynu, nawet jeśli wiązałby się on z poświęceniem własnego życia i ujawnieniem swych prawdziwych intencji: "Ach! Niech mnie tu - u stóp Napoleona - zastaną! Skoro ocalić go - zwrócić Francji nie mogę - życie moje byłoby męką..." (s. 17). Bohaterka, jak sama zauważa, jest także przygotowana do ratowania Napoleona nawet mimo jego woli i za cenę swej hańby.

Napoleon w obecności lady Milford nie ujawnia w pełni swych myśli o przeszłości. Dopiero w rozmowie z jednym ze swych towarzyszy wygnania ukazuje, w jakim stopniu jest podekscytowany koncepcją powrotu do Francji. Snuje optymistyczną wizję, w której podkreśla znaczenie swych działań: "Czuję się podniecony... Francja! Ta kobieta przyniosła w fałdach swej sukni zapach pól naszych i powietrza... Król powinien wydalić księży i wszystkich tych, którzy brali udział w rewolucji. Lękam się też, że zjednoczone mocarstwa będą dążyły do podziału Francji. Moja obecność oddałaby wielkie jej usługi. - - W przeciągu sześciu lat odzyskałaby swą świetność" (s. 19)[5].

Bonaparte, bohater dramatu, skupia jednak uwagę nie tylko na przyszłości, lecz powraca także myślą do minionych wydarzeń, a zwłaszcza odnosi się do przyczyn poniesionej klęski. Po raz kolejny brakuje jednak w jego rozważaniach konsekwencji. Z jednak strony wskazuje na zgubne zachowanie generałów podczas walk w 1815 roku, z drugiej - osłabia znaczenie tej przyczyny, mówiąc o roli przeznaczenia: "W roku 1815 inni byli ludzie niż w r. 1792. Generałowie bali się wszystkiego. Gdybym miał Bessieres'a lub Lannes'a, nie byłbym zwyciężony. W nocy z 17-go posłałem trzy rozkazy do Grouchy'ego, a on je dopiero 18-go o 8-ej wieczorem otrzymał. To było przeznaczenie, bo powinienem był zwyciężyć. Francuzi nie mają podłości w charakterze, są oni tylko zależni od mody: kto wczoraj był bonapartystą, dziś jest zapalonym rojalistą, a jutro będzie republikaninem" (s. 20)[6].

Bonaparte ma niewątpliwie w pamięci dowody przywiązania żołnierzy do siebie. Przypomina jeden z epizodów 1815 roku: "Gourgaud, pamiętasz, jak w Gasse'y - w drodze do Grenobli - spotkaliśmy oddział wojska. Zbliżam się do żołnierzy, uderzam jednego po ramieniu i mówię: "I cóż, byłbyś strzelał do swego cesarza?" - "Spójrz" - odpowiedział mi - i pokazał nienabitą strzelbę" (s. 21). O przychylnym stosunku żołnierzy do siebie wódz jest przekonany także wówczas, gdy Hudson Lowe grozi zawieszeniem dostaw żywności. Napoleon zauważa: "Czy pan widzi tam... żołnierzy obozujących? Pójdę do nich i najbiedniejszego poproszę, aby podzielił się z najstarszym żołnierzem Europy" (s. 23). Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt rozmowy Napoleona z Lowem. To właśnie podczas tej wymiany zdań Bonaparte w największym stopniu ujawnia wciąż żywą wodzowską postawę. W didaskaliach czytamy o "geście zmartwychwstałego cesarza" (s. 23), on sam doskonale prezentuje swą wyższość nad angielskim gubernatorem: "Rozkazuję lub milczę, Hudsonie Lowe! Od dziś nie wpuszczać nikogo bez mego pozwolenia, marszałku! Wejść siłą do cesarza można tylko po jego trupie" (s. 23).

Na kartach dramatu nie brakuje także innej sceny, która dowodzi niesłabnącego przywiązania otoczenia do Napoleona. Akcja drugiego aktu rozgrywa się 15 sierpnia 1820 roku. Wybór daty jest nieprzypadkowy. W tym dniu Korsykanin po raz ostatni obchodził swoje urodziny. Pamięta o nich Gourgaud, jeden ze współpracowników Bonapartego, niemniej jednak obok reakcji jednostkowej jesteśmy także świadkami zbiorowego hołdu oddanego Napoleonowi. W utworze czytamy: "W tej chwili ukazuje się orszak, złożony z malowniczego tłumu mieszkańców wyspy, poprzedzany czterema chłopcami do lat 12-u, ubranymi w strój starej gwardii, na czele których kroczy, jako dowódca, mały Bertrand, a zamyka szeregi Nowerraz w stroju mameluka. Dwie małe dziewczynki, po obu stronach szeregu, ubrane w stroje markietanek Wielkiej Armii, niosą w miniaturowych torbach kwiaty. Wyprzedziwszy orszak - sypią kwiaty przed Napoleonem. Śpiew "Marsylianki" przechodzi w okrzyk: "Niech żyje Napoleon Bonaparte!" Mali żołnierze idą teraz w pojedynkę, przechodzą raz dookoła zdziwionego Napoleona, wreszcie zatrzymują się, robiąc jednak pochód w miejscu i formując się w dwójki" (s. 31). Uczestnicy pochodu odtwarzają wygląd oraz zachowanie żołnierzy Wielkiej Armii. Dzieci czerpią radość z uczestnictwa w uroczystym obchodzie urodzin, poddają się powszechnej iluzji, chcą jak najlepiej odegrać swe role. W rozgrywające się wydarzenie włącza się sam Napoleon, musztrując dzieci w żołnierskich mundurach: "Baczność!... Broń na ramię!... Za mną... Stać! A co dzieci, przyznać trzeba, że teraz było wcale nieźle! Generale, jestem z ciebie zadowolony! Kapralu Hortensjo! ten karabin nie jest cięższy od innych. Przyzwyczaimy się do niego! Nowerraz, czemu nie widzę krzyża, który ci dałem w Boulogne" (s. 33). Uwagę zwraca jeszcze jedna wypowiedź skierowana do młodych uczestników uroczystego pochodu: Napoleon wyraża swe zadowolenie z postawy dziecięcych żołnierzy i wskazuje na jego przyczyny. Gdy wspomina o tym, że patrzy na swych podwładnych, daje jednoznacznie do zrozumienia, że oczekuje również w przyszłości zachowania zasługującego na pochwałę: "Żołnierze! jestem z was kontent! Nie zawiedliście moich oczekiwań. Poświęceniem i walecznością zasłużyliście na miano synów Francji. Żołnierze! Wasz cesarz patrzy na Was!" (s. 34).

Powyższa wypowiedź jest nawiązaniem do treści cesarskich rozkazów publikowanych po odniesieniu ważnych zwycięstw. Po triumfie austerlitzkim Napoleon tak zwrócił się do żołnierzy: "Żołnierze! Zadowolony z was jestem. Dopełniliście w dniu Austerlitz wszystkiego, czegom się spodziewał po waszej waleczności. Nową sławą nieśmiertelną ozdobiliście swe orły"[7].

Uczestnicy malowniczego orszaku przywracają Napoleonowi tytuł cesarza i wznoszą okrzyki na cześć Korsykanina i jego syna, króla rzymskiego. Na Wyspie Świętej Heleny tworzą swoistą enklawę, w której niezmiennie kultywują napoleońską sławę. Sprawiają, że powstaje okazja do tego, by Napoleon mógł po raz kolejny powrócić do przeszłości i poczuć się szczęśliwy. Wątek szczęśliwych chwil w życiu cesarza zostaje poruszony także w innym  fragmencie utworu. Wywołuje go sam bohater, zwracając się do swych rozmówców z pytaniem o to, w jakiej epoce życia był najszczęśliwszy. Wśród odpowiedzi pojawia się między innymi wskazanie na narodziny króla rzymskiego, małżeństwo i epokę konsulatu, gdy późniejszy cesarz dochodził do szczytu wielkości. Do powyższych propozycji najbardziej trafnej odpowiedzi odnosi się sam władca: "Tak, byłem szczęśliwy, będąc pierwszym konsulem - a także i w chwili narodzin króla rzymskiego... Ale w żadnej z tych epok nie byłem jeszcze w szczycie szczęścia. Kulminacyjnym jego punktem to - Tylża. Stałem się od razu zwycięzcą, który dyktuje prawa, a cesarzowie i królowie ubiegali się o moje względy. Może też szczytem szczęścia były moje zwycięstwa odniesione we Włoszech. Miałem podówczas zaledwie 25 lat, a rozlegały się już okrzyki: >>Niech żyje zbawca Włoch!<<" (s. 29-30). Napoleon prezentuje się jako postać, którą w pełni satysfakcjonuje jedynie posiadana władza. Dlatego czuje się najbardziej szczęśliwy jako zwycięzca mający istotną przewagę nad innymi rządzącymi. Odrzuca koncepcję małżeństwa dającego szczęście. Znaczenia rodziny, jak sam mówi, nauczył się dopiero na Wyspie Świętej Heleny. Niemniej jednak to właśnie w przedśmiertnych wizjach pojawiają się dwie żony Napoleona. Pierwsza z wizji jest wspomnieniem istotnego momentu w rodzinnym życiu Bonapartego. Stanowi ona być może projekcję myśli władcy i jest motywowana wyrzutami sumienia. Napoleon dostrzega chwilę, gdy zmusił Józefinę do rozwodu oraz przypomina sobie reakcję swej żony. Jego argumentacja w rozmowie z małżonką jest następująca: "Zapomnij na chwilę, żeś kobietą. Raz precz z tą małostkowością. Chcę cię widzieć wyższą - - zrozum-że wreszcie, że interes Francji zadaje gwałt i mojemu sercu, ale rozwód jest konieczny. Cesarz nie może nie mieć następcy... Dobro i spokój kraju tego wymaga. Jest to moja i - twoja powinność" (s. 40). W drugiej wizji Bonaparte po raz kolejny prezentuje się jako władca gotowy na wszystko i zdolny stawić czoło każdemu niebezpieczeństwu. Gdy w 1815 roku znajduje się u kresu swej potęgi i sławy, wypowiada refleksję o jakże zmiennym ludzkim losie. "Tyle krwi rozlanej - tyle wielkich dzieł - tyle triumfów - pracy - wytrwałości... Oto - na czym się kończą rzeczy ludzkie!" (s. 42). Wątek rodzinny powraca natomiast w ostatniej wizji. Bohaterowi ukazują się Maria Ludwika i Napoleon II. Książę Reichstadtu zachowuje się w sposób z całą pewnością pożądany przez Korsykanina. Stoi on na straży pamięci o ojcu, upominając się o rzetelną wiedzę historyczną o minionych wydarzeniach. Emocjonalnie reaguje na fragment jednej z książek, który w jego przekonaniu istotnie przeinacza fakty. Walczy o prawdę, będąc przekonanym o tym, że "ma przecie tyle do zrobienia..." (s. 44). Istotną rolę przypisuje także swej matce. To jej zadaniem jest przekazanie wiedzy o wydarzeniach epoki napoleońskiej. Napoleon II, w pełni świadom pełnionej misji, musi zareagować na takie zapiski historiograficzne, które znaczenie działań Bonapartego wyraźnie osłabiają. Tak brzmi fragment czytanej książki: "Pokój w Tylży stanowi chwilę przełomową, od której polityka Napoleona popełnia błąd za błędem. Monarchowie spostrzegłszy to, odzyskują nad nim przewagę, uważając go za awanturnika, łupieżcę, współczesnego Tamerlana o osłabionym i zaćmionym umyśle... (Zrywa się i, uderzając trzymaną książką o drugą rękę, woła z oburzeniem i rozpaczą). Nieprawda! Ta książka kłamie - - - ! Mamo, powtórz, że ona kłamie - - A Somosierra! A Wagram!..." (s. 44).

Rozmowa Napoleona II z matką jest istotna także z innego powodu. Świadkiem wypowiedzi Marii Ludwiki, która miałaby potwierdzić nieprawdziwość książkowych zapisów, jest Klemens von Metternich. To jego obecność wpływa na całkowitą zmianę w zachowaniu cesarskiej małżonki, która ostatecznie deklaruje: "Nie - ta książka mówi prawdę!" (s. 44). Autorzy w ten sposób ukazują, w jak dużym stopniu sytuacja mogła zmuszać do rezygnacji z prawdy, a pamięć o czynach Napoleona mogła zostać odrzucona ze względu na niesprzyjające okoliczności i rosnące znaczenie napoleońskich przeciwników politycznych. To właśnie postać Metternicha przemienia się w wizji Napoleona w sylwetkę Hudsona Lowe, który do grona wrogów Bonapartego niewątpliwie się zaliczał.

W przebiegu akcji dramatycznej pojawienie się ostatniej wizji z udziałem Napoleona II jest szczególnie umotywowane. Konający Bonaparte odbiorcą przedśmiertnego przesłania czyni swego syna. Świadkami ostatnich chwil życia zdetronizowanego władcy są jego towarzysze wygnania. Napoleon tak się do nich zwraca: "Kiedy ujrzycie mego syna, zobowiążcie go, aby wziął na powrót imię Napoleona, a gdy wstąpi na tron, pamięć o mnie niech będzie sławą jego życia... Umieram! Hańbę mojej śmierci przekazuję Anglii - - - " (s. 45). Ostatnie słowa wypowiedziane przez bohatera brzmią: "Francja... Armia..." (s. 46). Autorzy, wprowadzając przedśmiertną wypowiedź, nawiązują do przekazów o końcowych chwilach życia władcy. W Anegdotach i ciekawostkach napoleońskich czytamy na przykład: "Ostatnie słowa Napoleona wypowiedziane dnia 5 V 1821 roku: >>Francja - czoło armii<<"[8].

Moment śmierci bohatera jest w dramacie wyjątkowy i charakteryzuje się wyjątkowym napięciem. Szczególnie wymowny staje się opis sytuacji: "Jednocześnie huk dział z twierdzy Świętej Heleny oznajmuje zachód słońca. Krwawe jego promienie wdzierają się do pokoju, zalewając swym światłem łoże Napoleona" (s. 46). Można przypuszczać, że nieprzypadkowo promienie słońca są krwawe, a nie na przykład czerwone. Wydaje się, że taki sposób opisu może być nawiązaniem do krwawych czynów Bonapartego. Byłoby to jedynie w utworze oskarżenie napoleońskiego czynu. Nie ulega bowiem wątpliwości, że autorzy dramatu piszą o Korsykaninie z dużą aprobatą i akceptacją wydarzeń epoki.

Gdy doktor Antomarchi po śmierci władcy stwierdza, że "wszystko się skończyło" (s. 47), mimowolnie nawiązuje do słów samego bohatera wyraźnie przygotowanego na śmierć. 5 maja 1821 roku Bonaparte z pełnym przekonaniem tak zwraca się do swego lekarza: "Nie, doktorze, nie! Po cóż mnie kołyszesz zwodniczą nadzieją? Wiem, jak jest, jestem przygotowany. Czyż nie dość cierpiałem? Trzeba już skończyć" (s. 37). Korsykanin przed śmiercią kieruje do swych rozmówców wspomniane przesłanie. Niemniej jednak przyznaje się także do popełnionych za życia błędów: "Dwie omyłki popełniłem w życiu: zanadto ludzi wynagradzałem i... oszukałem Polaków..." (s. 39). Chce umrzeć, mając przy sobie najdroższe sercu przedmioty - popiersie syna i płaszcz, który nosił podczas bitwy pod Marengo. Śmierć władcy zapowiada także pojawiająca się na niebie kometa: "Kometa!... Kometa! To był znak śmierci cezara... Stało się, umrę, oddam ciało moje ziemi..." (s. 38).

Napoleon umiera z pełnym przekonaniem o swych zasługach na rzecz Francji. Zwraca uwagę m.in. na to, że "armia zawdzięcza mu swoje powstanie" (s. 27). Odnosi się także do końcowych wydarzeń epoki, zesłania na Elbę i klęski pod Waterloo. Kilka miesięcy przed śmiercią oddaje się lekturze Cyda Pierre'a Corneille'a[9]. Głośno odczytuje między innymi fragment utworu, w którym Diego zwraca się do króla. Na uwagę zasługuje przede wszystkim wyraźna analogia między bohaterem dramatu a Napoleonem. Obaj wiążą nadzieje ze swymi synami. To oni mają przyczynić się do odrodzenia sławy ojców:

 

O! jak szczęśliwy, komu nieba dozwoliły

Sławy swojej nie przeżyć, nie przeżyć swej siły!

Królu!... te pod szyszakiem ubielone włosy,

Pierś, co tobie grożące przyjmowała ciosy,

Reszta krwi poświęconej ojczyźnie i tobie,

Z całym ciężarem hańby miały polec w grobie,

Gdyby nie syn, od sławy przodków nieodrodny,

Godny ojczyzny swojej, króla swego godny...

On mi ręki pożyczy, on dumę ukróci,

On na skroń znieważoną dawne laury wróci. (s. 26)

 

*

Napoleon, bohater dramatu, marzy o minionej potędze, która niewątpliwie należy już do przeszłości. Autorzy nie przedstawiają Bonapartego na cesarskim tronie i polach bitew. Okazuje się, że wartość osiągniętej niegdyś wielkości jest względna, a sława szybko przemija. W utworze widzimy Korsykanina u kresu życia, co staje się okazją do refleksji i podsumowań. Bohater snuje rozważania o swym losie i biegu wydarzeń we Francji. Odnosi się także do sytuacji własnej rodziny.

Wokół Napoleona pozostają ludzie, którzy nadal zachowują kult wodza i władcy. Powracają oni do minionych dni świetności Bonapartego, obchodzą cesarskie urodziny, oddając hołd bohaterowi. Wszystkie przedstawione w utworze wydarzenia składają się na "ostatni akt" cesarskiego życia. Wypełniły je liczne zwycięstwa i ostateczna porażka, dlatego o minionej wielkości Napoleon nie może zapomnieć. Pamięć o niej towarzyszy także odbiorcom dramatu, którzy pewnie z niedowierzaniem czytają o drodze człowieka od wielkości do upadku.


 


[1] Cz. Jankowski, Wizja, "Tygodnik Ilustrowany" 1911, nr 50, s. 994.

[2] A. Kłos, Ostatni akt. Napoleon Bonaparte w dolinie Świętej Heleny, Warszawa 1912, s. 10. Kolejne cytaty pochodzą z tego wydania i są lokalizowane przez podanie numeru strony.

[3] Opozycję przeszłości i teraźniejszości oraz związany z nią los Napoleona trafnie ujmuje wypis z gazety petersburskiej: "Jedni go bóstwem zwali, / drudzy świata biczem / Z niczego został wszystkim, / ze wszystkiego niczem" (cyt. za: A. Nieuważny, My z Napoleonem, Wrocław 1999, s. 143).

Podobne słowa pojawiają się na początku wiersza Hilarego Leonowicza Zaleskiego Pod wizerunkiem Napoleona (1842): "Z niczego został wszystkim - a z wszystkiego niczem. / Był nadzieją ludzkości - a potem jej biczem. / Nigdy człowiek do bóstwa więcej się nie zbliżył. / Nigdy człowiek się więcej jak on nie poniżył" (H. L. Zaleski, Pod wizerunkiem Napoleona, [w:] Zbiór poetów polskich XIX w., ułożył i opracował P. Hertz, Warszawa 1959, ks. II, s. 1064).

[4] O tym, jak toczyło się życie Napoleona na Wyspie Świętej Heleny, tak czytamy w pamiętnikach jego towarzyszy: "Rodzaj  życia Napoleona stał się prawie jednostajny - z rana nigdzie już nie wychodził; o drugiej zazwyczaj słuchał wykładu języka angielskiego, potem przechadzał się po ogrodzie. Wizyty i prezentacje coraz były rzadsze - niekiedy używał przejażdżki w powozie - przed obiadem dyktował wyprawę egipską lub hiszpańską; po obiedzie czytywał romanse. [...] Chwile życia Napoleona schodziły śród nieodmiennej i zabójczej jednostajności. Nuda, wspomnienia przeszłości i melancholia były najstraszniejszymi jego prześladowcami" (Napoleon na Wyspie Świętej Heleny. Wyjątki z pamiętników Las-Kazesa, Gourgaud, Montholona, O'Meara i Antomarki, tłumaczenie z przydaniem wiadomości o osobach niektórych i miejscach w tym dziele wspomnianych oraz o przewiezieniu zwłok Napoleona do Francji, Wilno 1841, cz. I, s. 85, 99). O pobycie na wyspie Emmanuel Las Cases tak pisał do parlamentu angielskiego: "Pod pozorem koniecznego zabezpieczenia się wymyślano co dzień nowe obostrzenia - wyniosła dusza jego co dzień napotykała obrazę nową - wszelka przechadzka stała się dla niego niepodobną - odwiedzanie, nawet prawie rozmowy były zabronione" (Prośba Las-Kazesa do parlamentu angielskiego, [w:] Napoleon na Wyspie Świętej Heleny, t. IV, s. 16).

[5] W pamiętnikach napoleońskich towarzyszy wygnania znajdujemy następującą wypowiedź Bonapartego: "Tak! jam stworzył monarchię najpiękniejszą w świecie i tutaj, na tej skale, jeszcze się zdaję być jej władcą - czytajcie gazety, a dowiecie się, jaki jest stan obecny Francji - puśćcie mnie tam, a ujrzycie, co jeszcze w stanie jestem dokazać" (Napoleon na Wyspie Świętej Heleny..., cz. I, s. 137).

[6] Klęskę pod Waterloo Bonaparte tak wspomina na Wyspie Świętej Heleny: "Dzień niepojęty! [...] Zbieg okoliczności najnieszczęśliwszych, niesłychanych!... Grouchy!... Ney!... D'Erlon (Drouet)!... czy się tu ukrywała zdrada, czy tylko nieszczęście same! (Napoleon na Wyspie Świętej Heleny..., cz. II, s. 109). W innym fragmencie pamiętników czytamy: "Czułem tylko, że już mi czegoś braknie. Nie była to już fortuna towarzysząca mi wszędzie i osypująca darami swoimi, ale surowe przeznaczenie, u któregom przemocą tylko niekiedy wydzierał powodzenie, doświadczając tuż za ten gwałt srogiej zemsty; albowiem każdą najmniejszą korzyść musiałem natychmiast opłacać jakąkolwiek stratą" (Napoleon na Wyspie Świętej Heleny..., cz. III, s. 157).

[7] Napoleon, Rozkaz po zwycięstwie pod Austerlitz, [w:] tenże, Rozkazy, przeł. W. Denhoff-Czarnocki, objaśnieniami zaopatrzył A. Wojtkowski, Poznań 1922, s. 56.

[8] Anegdoty i ciekawostki napoleońskie, zebrał i opracował K. Brodawka-Święcicki, Staszów 1994, s. 30.

[9] Wykorzystując wątek literacki, autorzy dramatu pozostają wierni przekazom o upodobaniach lekturowych Korsykanina. Cesarski brat, Józef Bonaparte, w swoich zapiskach odnoszących się do lat 80. XVIII wieku zanotował: "[Napoleon] był wtedy zapalonym wielbicielem Rousseau, lubował się w arcydziełach Corneille'a, Racine'a i Voltaire'a, posiadał w przekazach francuskich pisma Plutarcha, Platona, Korneliusa Neposa, Tytusa Liwiusza i Tacyta" (cyt. za: W. Łysiak, Bonaparte jako literat, [w:] tenże, Napoleoniada, Warszawa 1998, s. 178). Marian Kamil Dziewanowski zauważa natomiast, że z dziełami Corneille'a Bonaparte zapoznawał się w czasie nauki w szkole wojskowej w Brienne. Do lektury książek francuskiego dramatopisarza powrócił podczas służby w pułki artylerii w Valence (por. M. K. Dziewanowski, Napoleon Bonaparte. Kochanek. Polityk. Mistrz propagandy, Wrocław 1998, s. 15, 18). W pamiętnikach towarzyszy Napoleona na Wyspie Świętej Heleny czytamy natomiast opinię władcy o dramatopisarzu: "Świetne wojenne czyny Francji wiele zapewne winne Kornelowi i gdyby on żył za moich czasów, mianowałbym go księciem" (Napoleon na Wyspie Świętej Heleny..., cz. I, s. 119).

 

Agata Wąsacz