Nasza księgarnia

Pamiętniki z wojny hiszpańskiej...

Znalazłszy liczne niedokładności w dziełach opisujących wojnę hiszpańską od roku 1808 do 1811, przedsięwziąłem jako bezpośredni w niej uczestnik, skreslić wam, łaskawi czytelnicy, niektóre jej wypadki. Jako naoczny świadek, chcę wam opisać wiarogodne jej zdarzenia od początku aż do końca. Prawdziwość mojego opisu potwierdzić mogą towarzysze broni, dzielący wraz ze mną losy walki. Im to pracę niniejszą poświęcam — (jeżeli ich Opatrzność przy życiu zachować raczyła), oddając zarazem pod ich sąd rzetelność mojego opisu, o czem zaświadczyć mogą panowie oficerowie wyższych i niższych stopni różnych narodowości, z którymi wspólnie tyle lat w niewoli hiszpańskiej jęczałem.

Mając przytem sposobność poznania zwyczajów i obyczajów ludu hiszpańskiego, przypatrując się owej sławnej walce byków, tak zwanej Los juegos de los torros, postanowiłem w końcu mojej pracy o tem nadmienić. Wiele lat spędzonych w tym uroczym kraju, pomimo że oprócz niewoli, dużo innych przykrości wycierpieć w nim musiałem, zachęca mnie jednak do opisania miejscowości i mieszkańców.

Pamiętniki z wojny hiszpańskiej (1808 – 1814) Stanisława Broekere

Wspomnienie z wojny hiszpańskiej...

Przed kilkoma laty dostało mi się w ręce przypadkiem dziełko, napisane przez Jenerała Angielskiego Lorda Blaynej, a przetłuma-czone na język francuzki w dwóch tomach pod tytułem: Relation d‘un Voyage forcé en Espagne et en France dans les années 1810 à 1814. Zatrudnienia moje własne i później nastąpione wypadki polityczne, przeszkodziły mi odpowiedzieć na nie, tak jak tego charakter mojego narodu, mój własny, i nakoniec czysta prawda wymagają. Stosunki jakie miałem z autorem tego dzieła, w skutku wypadków wojennych, zaostrzyły moją ciekawość, tem bardziej, że lubo dosyć byłem obeznany z wypadkami wojennemi na półwyspie, szczególniej jednak chciałem się przekonać, w jakim duchu autor opisał zamiar i skutki powierzonej sobie wyprawy, a której najpierwszą czynnością było uderzenie na miejsce powierzone mojej obronie.

Po przeczytaniu trzech pierwszych rozdziałów, postrzegłem tyle błędów i podań z prawdą niezgodnych, tyle potwarzy uszczypliwych i obrażających nie tylko mnie, lecz nawet w ogóle honor Polaków, zeznając najdokładniej główny wypadek i powód, który autora do napisania tego paszkwilu rozjątrzył, osądziłem za powinność moją, w krótkiej odpowiedzi zwrócić pociski autora na niego samego, i uniewinnić się, jakoteż współrodaków moich, od zarzutów, jakie autorowi z żalu zapewne źle wykonanych wyższych rozkazów, z pod jadem zaprawnego pióra, obrażonej miłości własnej, wypłynęły.

Wspomnienie z wojny hiszpańskiej r. 1810 przez Franciszka Młokosiewicza.

Oblężenie i obrona Saragossy

Jeżeli dzieje starożytnych ludów, a osobliwie Greków i Rzymian, podają nam liczne przykłady zadziwiających dzieł bohaterskich; jeżeli w tym względzie, jako jeden z najskuteczniejszych środków do wzbudzenia szlachetnego zapału miłości ojczyzny, słusznie są uważane; nie zbywa i czasom naszym na podobnych wzorach, które nie tylko wiekowi temu chlubę przynoszą, ale i następnym pokoleniom naśladownicze obrazy cnoty wystawiać będą. Niepospolite takowe zjawienie wystawia nam oblężenie i obrona Saragossy, której wzmianka, prócz powszechnego interesu, dla Polaków obojętną być nie może. Szczegółowe tego pamiętnego zdarzenia rozważając czyny, w niepewności się zostaje, czyli oblężonym czy oblegającym dać, co do wytrwałości i poświęcenia się, pierwszeństwo.

Z jednej bowiem strony postrzegamy usiłowania oblężonych podziwienia godne: nie ustrasza ich porażka świeżo zaciągnionych wojowników, nie przeraża zajęcie bateryj przedmiejskich i posuwanie się przykopów nieprzyja-cielskich, nie zatrważa zdobycie muru miasto opasującego, który zazwyczaj uważano za ostatni kres obrony; walczą oni bowiem w każdym domu, a nawet w każdej izbie, i poddają tylko zwaliska i gruzy nieszczęśliwego miasta zamienionego w cmentarz.

J. Mroziński, Oblężenie i obrona Saragossy

Rada Ministrów i Rada Stanu

W szeregu organów państwowych, wytworzonych przez konstytucyę Księstwa Warszawskiego, znajdujemy dwie Rady, które, mimo ich odrębności, zasługują w pewnej, pierwszej przynajmniej, fazie ich rozwoju, aby je traktować łącznie: są niemi Rada Ministrów i Rada Stanu.

Z artykułów 8 i 13, poświęconych Radzie Ministrów, wynika, że byt tej instytucyi jest zawarunkowany: jeżeli, mianowicie, Król zachowa sobie całą swoją władzę, nie przelewając żadnej jej cząstki na Vice-króla, wtedy — i jedynie wtedy, — Ministrowie zgromadzają się na Radę Ministrów pod przewodnictwem osobno mianowanego jej Prezesa, aby w niej roztrząsane były interesa poszczególnych ministerstw dla przedstawienia ich Królowi do potwierdzenia; gdyby natomiast Król ustanowił Vice-króla i delegował mu część swojej władzy, wtedy niema Rady Ministrów, a każdy z nich oddzielnie pracuje z Vice-królem (Art. 12). Vice-król więc i Rada Ministrów nawzajem się wykluczają, a pracy oddzielnej Ministrów z Vice-królem przeciwstawia się pracę ich zbiorową w Radzie. Stanowisko organów tych poza tem nie jest jednakowe: Vice-król sam, bądź co bądź, piastuje część atrybucyj sobie odstąpionych, których nie posiada natomiast ani Rada, ani jej Prezes: Rada jest tylko ciałem, w obrębie którego interesa ministeryalne, zanim dojdą do Króla, muszą być roztrząśnięte — i nie jest niczem więcej.

Michał Rostworowski, Rada Ministrów i Rada Stanu Księstwa Warszawskiego