Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Andrzej K. Szymański, Emmanuel de Las Cases - memorialista ze Świetej Heleny

Opublikowano w Miscellanea

Apologeci Napoleona lubili porównywać jego pobyt na Świętej Helenie do męczeństwa Chrystusa. Towarzysze Cesarza, którzy pozostawili wspomnienia: Las Cases, Bertrand, Gourgaud, Marchand, byli jego "ewangelistami". Pośród nich Maria Józef Emmanuel August Dieudonné, hrabia de Las Cases, wybijał się niewątpliwie na plan pierwszy. Stworzył słynny "Memoriał ze Świętej Heleny", który szybko zaczął być nazywany "Biblią bonapartyzmu".
Emmanuel urodził się 21 czerwca 1766 r. w osadzie Blan, w pobliżu Las Cases, pomiędzy Castres a Revel (późniejszy departament Tarn). Był najstarszym synem François Hyacinthe'a, markiza de Las Cases, komendanta Revel i Jeanne de Naves de Ranchin, jego żony. Rodzina miała długie tradycje wojskowe - przodkowie Emmanuela pojawiają się już w armiach Ludwika XII i Franciszka I.
Po nauce w benedyktyńskiej szkole w Soreze, pojechał do Paryża, do swej ciotki Madame de Berny, która wysłała go w 1777 r. na dalszą edukację do Vandôme pod opiekę Oratorian. W 1780 r. wstąpił do Szkoły Wojskowej w Paryżu, przyjęty jako cadet gentilhomme. Był dosyć niski (159 cm), tak że po latach wspominał: "Cała klasa ustawiała się według wzrostu. Moje miejsce nie trudno było przewidzieć - stałem na końcu". Po dwóch latach w ramach profilu wybrał karierę marynarza i przeniósł się do Szkoły Aplikacyjnej Marynarki w Breście. Jego pasją była kartografia.
Nie zagrzał tam jednak zbyt długo miejsca. W tym czasie Francja wespół z Hiszpanią i Holandią, walczyły z Anglią o niepodległość brytyjskich kolonii w Ameryce. Młody Las Cases został zaokrętowany na liniowiec Actif i dołączył na nim do eskadry admirała de la Motte - Piquet, biorącej udział w blokadzie Gibraltaru. Pomimo szturmu i pomyślnych walk krążowniczych z Anglikami, nie udało się zmusić garnizonu generała George'a Eliotta do kapitulacji. W styczniu 1783 r. przyszły pamiętnikarz ze Świętej Heleny został przeniesiony na Téméraire i odpłynął na Antyle. Przebywając przez pewien czas na Martynice miał okazję spotkać młodą wicehrabinę de Beauharnais, która opuszczona przez męża, wróciła do kraju urodzenia. Kilkanaście lat później stanie się ona Cesarzową Francuzów - Józefiną.
W 1788 r. aspirant de Las Cases powrócił do Brestu. Osiadł w Bretanii, u swego przyjaciela Kergariou w miejscowości Coëtilliou. Tam otrzymał wiadomość o nadaniu mu wymarzonego stopnia porucznika marynarki.
Agitacja prerewolucyjna, której widownią stała się Bretania w początku 1789 r. nie przemawiała do świeżo upieczonego oficera. Całkowicie identyfikował się on z interesami monarchii i starego porządku, a przede wszystkim swej warstwy - szlachty. Do tego stopnia negował wszystko, co działo się we Francji po szturmie Bastylii, że zdecydował się na emigrację. Szybko trafił do Koblencji, gdzie zaciągnął się w szeregi armii księcia Kondeusza (Louis Joseph de Bourbon - Condé 1736 - 1818). Jednak działania wojenne w 1792 r. nie potoczyły się pomyślnie dla sił koalicji i emigrantów. Nie wiadomo, czy Las Cases wziął udział w ataku na Thionville - jedynej akcji bojowej Armée de Condé. W każdym bądź razie zniechęcony wynikiem kampanii i rozdźwiękami wśród emigrantów, opuścił swoją jednostkę i przez Belgię i Holandię, dotarł do Anglii. Spróbował szczęścia z bronią w ręku jeszcze raz w 1795 r., kiedy to zgłosił się do udziału w wyprawie do Bretanii. Przebywał nawet na wyspie Yeu, ale tam spotkała go przykra niespodzianka: pierwszy rzut emigrantów, który wylądował na półwyspie Quiberon, został błyskawicznie rozbity i zmasakrowany, zanim zdążyły nadejść posiłki.
Chcąc nie chcąc, musiał ułożyć sobie jakoś życie w Anglii. Wynajął mały pokoik w pobliżu Muzeum i rozpoczął redakcję atlasu historycznego i geograficznego. Zajmował się także dawaniem lekcji francuskiego oraz swoich ulubionych: geografii, historii i astronomii. Z jedną z uczennic - żoną baroneta Thomasa Claveringa połączyła go szczera przyjaźń, która przetrwa wiele lat.
W 1799 r. przekradł się potajemnie do Francji, aby ożenić się z towarzyszką dzieciństwa i lat bretońskich - Henriette de Kergariou de Coëtilliou (ślubu udzielił tzw. oporny ksiądz; aby zalegalizować związek Las Cases i Henriette zdecydowali się na ponowną ceremonię, która odbyła się 6 października 1808 r.). Mieli później czwórkę dzieci: Emmanuela Pons Dieudonné (1800 - 1854; towarzyszył ,ojcu na Świętej Helenie), Emmę (1809 - 1814), Karola Józefa Augusta Pons Bartłomieja (1811 - 1877; poszedł w ślady ojca - został oficerem marynarki, a także szambelanem Napoleona III) oraz Marię Ludwikę Napoleonę, zwaną Ofrezją (1813 - 1865; pomagała ojcu w przygotowaniu kolejnych wydań "Memoriału"). Na razie jednak, wkrótce po tajnym ślubie, młody małżonek musiał wracać do Anglii.
W 1802 r. ukazało się dzieło, nad którym Las Cases pracował wiele lat: "Atlas historyczny, genealogiczny, chronologiczny i geograficzny". Wydał je pod pseudonimem "A. Lesage". Już wkrótce jednak mogło ono wyjść we Francji i to pod nazwiskiem autora: oto bowiem w kwietniu 1802 r. Napoleon ogłosił dekret amnestyjny dla emigrantów, z którego nasz bohater zdecydował się skorzystać.
Po powrocie do Francji nie miał specjalnych kłopotów z zaaklimatyzowaniem się do nowej rzeczywistości. Napoleon Bonaparte realizował bowiem politykę oswajania dawnej szlachty ze swoim reżimem. Las Cases, korzystając z chwilowej sławy, jaką dała mu publikacja jego pracy, zaczął bywać na salonach elity władzy: widziano go na przyjęciach wydawanych przez Józefinę, Talleyranda, arcykanclerza Cambacéresa i innych. Kampania 1805 r. i zwycięstwo austerlitzkie wywołało u niego falę autentycznego entuzjazmu i związało jeszcze bardziej z Bonapartym. Zaczął częściej bywać na dworze, mianowano go baronem Cesarstwa (28 stycznia 1809 r.). Kiedy Anglicy wylądowali na wyspie Walcheren, bez wahania zgłosił się ochotniczo do armii. Został przyjęty, w randze kapitana, na stanowisko adiutanta generała Hartrela, szefa sztabu marszałka Bernadotte'a, organizującego w Antwerpii opór przeciw inwazji.
Za swoją postawę spotkały go kolejne zaszczyty: w grudniu 1809 r. został cesarskim szambelanem, rok później - hrabią Cesarstwa (16 grudnia 1810 r.). Podczas ceremonii ślubnej Napoleona i Marii Ludwiki niósł płaszcz i koronę suwerena. Tą sielankę zaburzyło tylko jedno wydarzenie: w czasie wielkiego pożaru ambasady Austrii w lipcu 1810 r. został ciężko poparzony. Nie ograniczyło to jednak jego aktywności na długo: już w sierpniu, mianowany przewodniczącym Izby Skarg w Radzie Stanu, udał się z misją do Holandii, a wkrótce potem - do Prowincji Iliryjskich. W 1812 r. na stanowisku inspektora zakładów żebraków i więzień dokonywał inspekcji tych placówek w całej Francji.
W czasie inwazji sprzymierzonych w 1814 r. po raz kolejny zgłosił się na ochotnika, aby walczyć z bronią w ręku. W szeregach 10 Legii Gwardii Narodowej brał udział w obronie Paryża. Po abdykacji Cesarza, nie chciał służyć Burbonom i po pożegnaniu z żoną, udał się ponownie na emigrację do Londynu. Emmanuel wolał żyć w Anglii, u najzaciętszego wroga Napoleona, niż we Francji pod władzą starej dynastii. Cóż za zmiana postawy w porównaniu do roku 1789, kiedy za Burbonów gotów był położyć własną głowę!
Wygnanie nie trwało długo. Prawdopodobnie jeszcze przez powrotem Napoleona z Elby, Las Cases znalazł się w ojczyźnie, bowiem już 21 marca 1815 r. zameldował się w salonie szambelanów pałacu Tuileries. Wspominał potem: "Brama otworzyła się i ujrzałem obiekt naszych nadziei, moje serce zadrżało, łzy popłynęły. Wierzyłem, że wszystkie nasze nieszczęścia ustały, nasza chwała powróciła!" Szybko został potwierdzony na stanowisku szambelana i mianowany Radcą Stanu.
Po Waterloo i drugiej abdykacji Las Cases towarzyszył Cesarzowi w Pałacu Elizejskim i Malmaison.
- "Czy wie Pan, dokąd może to Pana zaprowadzić?" - pytał Napoleon.
- "Nie dbam o to!" - odpowiadał Las Cases.
Szybko zgromadził pieniądze na podróż, ściągnął 15 - letniego syna z liceum i był gotowy do drogi. Z jego zachowaniu nie było widać ani cienia niepewności. Był gotów pojechać za swoim Cesarzem choćby za ocean.
Dnia 29 czerwca 1815 r. dwie kolasy opuściły Malmaison. W jednej podróżowali: Napoleon i generałowie Becker, Bertrand i Savary. Kierowała się ona przez Rambouillet, Tours i Niort - do Rochefort. W drugiej znajdowali się: Las Cases z synem, Montholon oraz Planat i Résigny. Podążali w tym samym kierunku, ale inną drogą: przez Orlean, Limoges i Jarnac, gdzie dosiadł się Gourgaud. Na wyspie Aix Emmanuel został wyznaczony (prawdopodobnie ze względu na dobra znajomość angielskiego) razem z Savary'm do pertraktacji z kapitanem Maitlandem, dowódcą Bellerophonu. Przedtem stanął przed obliczem Napoleona:
- "Dlaczego nie nosi Pan żadnego z naszych odznaczeń?"
- "Ależ Sire, ponieważ nie mam żadnego..."
- "Jak to? Nie ma Pan nawet Legii Honorowej?"
- "Nie Sire."
- "Jak to możliwe? Proszę poprosić Marchanda o jedną z moich!"
W ten oto sposób Las Cases stał się posiadaczem Krzyża Oficerskiego Legii Honorowej. Ta nieoficjalna dekoracja zostanie później potwierdzona przez Ludwika Filipa 19 października 1831 r.
Dwie misje na pokład Bellerophon (druga odbyta z generałem Lallemandem) zaowocowały decyzją Cesarza o poddaniu się Anglikom. Dnia 15 lipca 1815 r. wczesnym rankiem Napoleon wszedł na pokład brytyjskiej jednostki: "Przybywam oddać się pod protekcję praw Anglii i jej ludu!" - miał powiedzieć. Po przybyciu do Plymouth (po krótkim postoju w Torbay), zaokrętowano się na pokład Northumberlanda (7 sierpnia). Ostateczny cel podróży był już znany - Święta Helena. Las Cases postanowił dzielić wygnanie ze swoim Cesarzem.
Już kilka dni po wypłynięciu na ocean, Napoleon zaczął dyktować mu pierwsze urywki wspomnień. Każdego dnia wieczorem syn Las Cases'a, 15 - letni Emmanuel porządkował nieco chaotyczne notatki ojca. Napoleon powoli przekonywał się do tej formy zapisu myśli i od początku września zaczął odbywać ze swoim szambelanem regularne "sesje". Jednocześnie próbował uczyć się angielskiego. Nie wykazywał jednak zbyt wielkich postępów - jego wymowa była na tak słabym poziomie, że zdawało się, iż mówi w języku nieznanym. Mimo to doceniał wysiłki Las Cases'a jako nauczyciela i pewnego dnia podarował mu nawet podróżny neseser, mówiąc:
- "Mam go już od bardzo dawna. Służył mi jeszcze pod Austerlitz. Niech da go Pan małemu Emanuelowi. Będzie mógł później mawiać: To od Cesarza Napoleona na Świętej Helenie mój ojciec dostał ten neseser!"
Swoista bliskość, jaka wytworzyła się między Las Cases'em i Napoleonem spowodowała krytykę i zazdrość pozostałych członków świty. Ten pierwszy rychło został ochrzczony pogardliwymi przydomkami: "Jezuita" i "Ekstaza" (od uniesienia, z jakim zawsze wypowiadał się o Cesarzu).
Las Cases stał się na Świętej Helenie najbliższym powiernikiem Bonapartego. Stan ten trwał do listopada 1816 r. i do tego okresu szambelan Napoleona sporządził 925 stronic notatek (uporządkowanych już przez syna) zwierzeń dawnego władcy Europy. Zdając sobie sprawę, że ich los na wyspie jest nieznany opinii publicznej na kontynencie, Emmanuel napisał list do swej dawnej uczennicy - Lady Clavering, w którym przedstawiał warunki, w jakich przebywają zesłańcy. Niestety, oddał go niewłaściwemu człowiekowi. Służący James Scott, który miał go przemycić, przekazał przesyłkę niezwłocznie gubernatorowi Hudsonowi Lowe. Ten nakazał aresztować Las Cases'a i jego syna 21 listopada oraz skonfiskować zapiski. Wkrótce więzień otrzymał sekretny list od Cesarza:
"Pana postawa na Świętej Helenie była, tak jak Pana życie, honorowa i bez zarzutu. Pana obecność była dla mnie niezbędna; Pan jeden czytał, mówił i rozumiał po angielsku. Ileż nocy spędził Pan ze mną! Jednakże ja Pana zaangażowałem i w razie potrzeby mogę rozkazać Panu, aby domagał się Pan od komendanta tego kraju, odesłania na kontynent...
Przybywając do Europy, bez względu na to, czy będzie Pan w Anglii, czy wróci do ojczyzny, proszę zapomnieć o wszystkich nieprzyjemnościach, jakich Pan doświadczył i pamiętać o wierności, jaką mi Pan okazał i szacunku, jaki do Pana miałem".
Tekst ten ujrzał światło dzienne dopiero za sprawą syna Las Cases'a, który opublikował go w napisanej i wydanej przez siebie biografii ojca.
Dnia 30 listopada 1816 r. obaj opuścili wyspę na pokładzie Griffona. Odbyli kwarantannę w Kraju Przylądkowym a następnie odwieziono ich do Anglii. Nie zagrzali tam długo miejsca - już w listopadzie 1817 r. wysadzono obu w niderlandzkiej Ostendzie. Jednak władca tego kraju - Wilhelm I - nie chciał nawet słyszeć o pozostaniu dwójki "bonapartystów" w swoim królestwie. Azylu odmówiły także Francja i Austria. Ostatecznie znaleźli schronienie w Niemczech - po krótkim pobycie we Frankfurcie, przyjął wygnańców książę Badenii Karol. Las Cases zasypywał stamtąd rząd brytyjski prośbami i żądaniami zwrotu manuskryptów, które Anglicy zatrzymali.
Przebywając przez krótki czas w Antwerpii w lipcu 1821 r. dowiedział się o śmierci Cesarza na Świętej Helenie. Natychmiast wystąpił do władz francuskich z prośbą o umożliwienie powrotu do ojczyzny. Co może dziwić - otrzymał ją prawie natychmiast. Już w połowie następnego miesiąca pojawił się z synem (który spoliczkował publicznie Hudsona Lowe na ulicach Londynu) w Paryżu, gdzie zakupił mały domek w podmiejskim Passy (nr 7, rue de la Pompe) dziś już nieistniejący. Odzyskanie manuskryptów nie poszło tak łatwo - musiał czekać na nie jeszcze ponad rok. Bardzo szybko wszystko uporządkował i u progu 1823 r. ukazał się pierwszy z tomów dzieła, które otworzyło Las Cases'owi bramy nieśmiertelności w pamięci wszystkich bonapartystów. Nosiło ono tytuł: Memoriał ze Świętej Heleny, albo dziennik, gdzie znajduje się, zapisane dzień po dniu wszystko, co powiedział i zrobił Napoleon podczas osiemnastu miesięcy, od 20 czerwca 1815 r. do 25 listopada 1816 r. Ostatecznie ukazało się 8 tomów.
"Memoriał" odniósł niesłychany sukces. Już w następnym roku przygotowano drugie wydanie, potem wyszły jeszcze cztery (1830 - pierwsze nieburbońskie, 1835, 1840, 1841 - 1842). Przyniosły one Las Cases'owi ponad 3 miliony franków zysku. Był to największy sukces wydawniczy XIX wieku we Francji. Jednak siła "Memoriału" nie leżała w komercji, lecz we wpływie, jaki miał na czytelników. W końcu były to słowa Cesarza! Od tej pory wersja wypadków głoszona przez niego stała się oficjalną wykładnią dla zwolenników Bonapartych; wykładnią, na której fundowała się legenda napoleońska równie silnie, jak na piosenkach Bérangera i drzeworytach z Epinal. Utorowała ona także drogę do władzy Ludwikowi Napoleonowi, bratankowi Cesarza, który w 1848 r. został Prezydentem II Republiki, a cztery lata później ogłosił się Imperatorem pod imieniem Napoleona III.
A co działo się z samym Las Cases'em? Przewrót lipcowy umożliwił mu powrót do czynnego życia politycznego. Już w 1831 r. został wybrany deputowanym z dzielnicy Saint - Denis. W Izbie związał się z liberalną opozycją, która profitowała wówczas z odrodzonego po upadku Burbonów - bonapartyzmu. Jednak stan jego zdrowia systematycznie pogarszał się - powoli ślepnął. Nie mógł już popłynąć z księciem de Joinville w 1840 r. na Świętą Helenę, aby zabrać zwłoki Cesarza do Francji. Zrobił to za niego syn - również deputowany. Był obecny na ceremonii pogrzebowej (15 grudnia 1840 r.). Pomimo ślepoty atmosfera go urzekła, napisał bowiem wkrótce potem: "Niebo wynagrodziło me wysiłki, pozwalając dojść do kresu drogi z Cesarzem!"
Kres nadszedł 18 miesięcy później: dnia 14 maja 1842 r. Emmanuel de Las Cases zmarł w swoim domu w Passy w wieku 76 lat. Pochowano go na tamtejszym cmentarzu obok żony, zmarłej dziesięć lat wcześniej.
Jakie pamiątki po nim zostały? Już sam "Memoriał" jest pomnikiem na całą wieczność, unieśmiertelniającym imię Las Cases'a. Jest także ulica w Paryżu (arrondissement VII), monumenty w Blan (miejscu urodzenia) i Lavaur (departament Tarn) na tzw. Placu Biskupów. Natomiast w miasteczku Prinsuéjols (departament Lozere) w zamku La Baume, znajduje się muzeum poświęcone "pamiętnikarzowi ze Świętej Heleny" i jego stosunkom z Cesarzem. Cesarzem, dla którego był "najwierniejszym z arystokratów"...

Opracował: Andrzej K. Szymański