Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Dziennik Dąbrowskiego

Castiglione włącz . Opublikowano w Źródła

DZIENNIK
czynności wojennych generała Dąbrowskiego, to jest od czasu odłączenia się korpusu generała Latour Maubourga, czyli dnia 24 sierpnia, aż do złączenia się i przejścia Berezyny z Wielką Armią, to jest 28 Novembra 1812
DOMINIK DZIEWANOWSKI
Opracował: Oudinot

Po przejściu za Dniepr korpusu czwartego rezerwowego i dywizji piechoty gen. Dąbrowskiego, będącego natenczas pod rozkazami gen. Latour Maubourg, komenderującego czwartym korpusem, tenże korpus stanął dnia 20. Sierpnia w Drobinie, a dywizja piechoty w Łazicach.

Dnia 23. gen. Dąbrowski odebrał rozkaz, ażeby się cofnął z drogi do Smoleńska a udał się pod Bobrujsk, dla ściśnienia twierdzy i zasłonienia gubernij mińskiej, wileńskiej, od napaści korpusu Hertela, Zapolskiego i innych, które lubo złożone były tylko z zakładowych batalionów i szwadronów, wynosiły przecież w ogóle jak mówią do 30 tysięcy. Dla wzmocnienia dywizji jego, gen. Dziewanowski odebrał rozkaz gen. Latour Maubourg, aby opuścił dywizję gen. Rożnieckiego, a przeszedł z swą brygadą pod rozkazy gen. Dąbrowskiego, co tego samego dnia uskutecznił.

Dnia 24. gen. Dziewanowski odebrał rozkaz udania się jak najspieszniejszego z dwoma pułkami jazdy do Mohylowa, gdzie już był pułk siedemnasty piechoty, i gdzie stanął tegoż samego dnia, uprzedzony od gen. Dąbrowskiego, który się był udał naprzód do tego miasta, dla porozumienia się z tamtejszym gubernatorem, gen. Marquis d'Allorna i dowiedzenia się o nieprzyjacielu, reszta zaś dywizji stanęła dopiero d. 25. rano.

Gener. Dąbrowski dowiedziawszy się o położeniu nieprzyjaciela grożącego gubernii mohylowskiej, wysłał na całą noc generała Dziewanowskiego z pułkiem siedemnastym piechoty, dwoma działami i dwoma pułkami jazdy, siódmym i piętnastym naprzeciw gen. Zapolskiemu, który wyszedłszy z błot mozyrskich z oddziałem 4000 stanął w Rohaczewie i zagrażał Mohylewu.

Zaledwie generał Dziewanowski stanął w starym Bychowie, trzeci szwadron przeprawiwszy wpław na lewy brzeg Dniepru, dla uważania z tej strony nieprzyjaciela; natychmiast przednie straże nieprzyjacielskie ustąpiły z nowego Bychowa; o czem odebrawszy rapport generał Dziewanowski, rozkazał pójść obiema brzegami aż do Rohaczewa dla lepszego się przekonania. Gen. Zapolski spostrzegłszy, że nie przestaje na nowym Bychowie, ale go macać chce obiema brzegami rzeki, cofnął się po za Druć pozrzucawszy mosty za sobą i udał się ku Mozyrowi.

O czem dowiedziawszy się gen. Dziewanowski, jak najspieszniej zameldował generałowi dywizji, który był na samem wyjściu pod Bobrujsk, a tymczasem dał rozkaz pułkowi piętnastemu, aby opanował Rohaczew a dla zabezpieczenia się ze strony Bobrujska, wysłał szefa batalionu Luxa z jednym bataljonem i 50 konnicy do Czecherynki. Generał Dąbrowski odebrawszy takie doniesienie posłał natychmiast rozkaz gen. Dziewanowskiemu, aby zdawszy komendę pułku siedemnastego piechoty, piętnasty jazdy i dwóch działa wraz z instrukcją pułkowników Hornowskiemu, sam z resztą jazdy jak najspieszniej za nim przybywał.

Dnia 28. Sierpnia. Generał Dąbrowski z dywizją nocował w Nieszkowie, generał Dziewanowski w Bojnicach w bok Mohylowa.

Dnia 29. Sierpnia. Dywizja nocowała w Klewkach, generał Dziewanowski z arjergardą w Niszkowie.

Dnia 30. Sierpnia. Dywizja stanęła w Pohoście, arjergarda w Klewkach, zkąd ruszywszy do dnia, dogonił dywizją w Pohoście, z którą poszedł razem do Kapłanic.

Dnia 1. Września. Spoczynek całej dywizji, prócz dwóch batalionów czternastego piechoty, jednego szwadronu drugiego jazdy i dwóch małych dział, które poszły naprzód do Jakszyc.

Dnia 2. Września. Cała dywizja stanęła w Jakszycach, a awangarda w Świsłoczy.

Dnia 3. Września. Generał dywizji sądząc że Ihumeń powinien być pośrednim punktem, do zasłonienia gubernij wileńskiej i mińskiej, a razem w magazyny najlepiej opatrzony, poszedł tam z całą dywizją, zostawiwszy tylko w Świsłoczy oddział, który tam już był zaszedł. Lecz zaledwie dywizja stanęła w Ihumeniu, przybył kurjer od księcia Neuszatel z rozkazem od generała Dąbrowskiego, aby nietylko obserwował Bobrujsk, ale aby go zupełnie ścisnął, dodając że dla wzmocnienia jego dywizji przyjdą mu w pomoc dwa regimenta piesze francuzkie, to jest dwudziesty trzeci lekkiej piechoty z dwoma działami i regiment zbierany (regiment de marche).

Dnia 4. Września. Generał dywizji wysłał generała Dziewanowskiego z pułkiem siódmym jazdy do Jakszyc, dla zakładania najprędszego magazynów, z przyczyny przedsięwziętego oblężenia Bobrujska stosownie do rozkazów N. Cesarza. Dywizja zaś została w Ihumeniu dla korzystania z magazynów, aż do dnia siódmego, generał Dąbrowski przyjechał osobą swoją dnia piątego do Jakszyc, a dnia szóstego stanął w Świsłoczy, zkąd przysłał rozkaz dnia siedmnastego generałowi Dziewanowskiemu i pułkownikowi Małachowskiemu, aby natychmiast za nim osobami swemi przyjeżdżali, dla dania im nowych rozkazów.

Dnia 7. Września. Dywizja stanęła z Ihumenia w Jakszycach.

Dnia 8. Września. O dziewiątej rano stanęła w Świsłoczy, a na godzinę wprzód druga; bataliony czternastego szwadronu drugiego jazdy i dwa małe działa stojące już w tem miejscu, poszły naprzód ku Bobrujskowi i co krok bijąc się z nieprzyjacielem, zaszły aż do Hołynki, a o drugiej po południu generał Dziewanowski wyszedł za tym oddziałem ze czterema szwadronami, mając swoje przeznaczenie pójść nad Berezynę poniżej Bobrujska, i nad Prypeć ku Mozyrowi, i Petrykowu dla śledzenia korpusu Hertela, o którym mówiono, że szedł naprzeciw dywizji generała Dąbrowskiego.

Gdy się to dzieje, pułkownik Hornowski donosi, że dwie kolumny pułkowników Drejera i Baranowa, każda mocna z czterech batalionów, chcą się przebić z Czernichowa do Bobrujska, o czem chcąc się przekonać, posłał mocny oddział złożony z piechoty i kawalerji pułku piętnastego jazdy pod komendą kapitanów Szoma i Bromirskiego do Rohaczewa i Żłobina, którzy w Rohaczewie niespodziewanie napadłszy na nieprzyjaciela prócz wielu bardzo wykłutych, przyprowadzili wiele niewolnika i donieśli o rzeczywistej sile nieprzyjaciela.

O czem generał Dąbrowski dowiedziawszy się wysłał natychmiast pułkownika Małachowskiego na całą noc z pułkiem, za Berezynę aby, złączywszy się z pułkownikiem Hornowskim, wspólnie działali. Małachowski pilny w dopełnieniu rozkazów, zastępuje najprzód pod Kaźmierówką Drejerowi, rozbija go, i samego jak mówiono śmiertelnie rani, a potem posyła pułkownika Hornowskiego do Pankratowic z ośmioma kampaniami i dwoma działami, a szefa Fontannę do Holma, z dwiema kampaniami dla bronienia przeprawy, sam zaś wprost idzie za Baranowem, rozpędza go, zabiera więcej niż trzystu niewolników, z reszty wielu się na przeprawie topi, Iecz ponieważ to wszystko dzieje się w bagnach i błotach trudno było zapobiedz, aby się choć cząstkami niemogli za rzekę przeprawić. Pułk zaś piętnasty jazdy napadłszy na bagaże zabrał onych dużo, wielką aptekę i lekarzy idących do Bobrujska, lecz to odprowadziwszy do Mohylowa, nie do dywizji, pan gubernator sobie zabrał.

Nie tajno jest, że w tych akcjach, które trwały od jedenastego do piętnastego, nieprzyjaciel miał dużo Straty, lecz i my nie byli bez niej, choć nierównie mniejsza. Pułkownik Małachowski oddawał świadectwo pułkowi siedemnastemu i jego dowódzcy, z którego między innemi śmiertelnie rannym został Wężyk kapitan. Chlubił się równie i z swego pułku i dowódzców batalionu Leszczyńskiego i Fontanny, z których pierwszy zginął później pod Borysowem.

Gdy się to dzieje na lewym brzegu Berezyny, na prawym dnia dziewiątego podpułkownik czternastego pułku, komendant tego oddziału, wieczorem ruszył z Hołynki, w nocy opanował Wołczyn, a rano wypędził nieprzyjaciela z Panuszewic, stanowiska, bardzo mocnego i nam szkodliwego. Między innemi oddawał bardzo pochwałę w tej sprawie kapitanowi Łagowskiemu pułku drugiego jazdy, i całemu szwadronowi, a szczególniej sierżantowi Mestrellemu. Z drugiej strony patrol pieszy napadłszy w Osówce na kozaków obozujących; mógł ich był żywcem wziąść, lecz oficer kazawszy do nich wystrzelić, zaledwie wszystkich jednym wystrzałem nie zabił, mało co uciekło, a uciekając takiego po swych stanowiskach alarmu narobili, że wszyscy kozacy z okolic do fortecy pouciekali.

Generał Dziewanowski tego dnia stanął na popas w Horbaszewicach, a nocą pomaszerowawszy, nadedniem stanął dnia dziesiątego w Wilczy, gdzie zatrzymał się dzień cały oczekując za rezolucyą generała dywizji, -- na kilkakrotne przedstawienie: że należałoby mu być wprzódy w Paryczewie nad Berezyną, jako w punkcie ważnym bo pośrednim, pomiędzy Mozyrem i Bobrujskiem, niżeli nad Prypecią. Lecz generał Dąbrowski niemając tego punktu na karcie (gdyż wszystkie karty były niedoskonałe) nigdy mu niechciał directe odpowiedzieć a nawet zupełnie co do tego artykułu milczał.

Tegoż dnia samego przyszedł batalion francuzki z regimentu trzydziestego trzeciego z dwoma działami i trochę szaserów pod komendą majora Ewert, którego generał Dziewanowski odesłał do dywizji. Generał Dąbrowski odebrawszy rozkaz nietylko blokowania ale i atakowania Bobrujska, poszedł z nim na obserwacyą i z różnemi oficerami, lecz poznawszy fortecę zblizka, opisał: "że niechcąc kompromitować interesu cesarskiego, tentować nawet nie odważy się; " tembardziej, że nie miał mocniejszych jak kilkanaście sześciofuntowych dział, gdy ich w fortecy mieli różnego kalibru trzysta sześćdziesiąt, a tak wymierzone punkta i tak dobrze trafiano, że na miejscu obserwacji o włos generał Dąbrowski i komendant Ewert zabitymi nie' byli, a jeden granat tak blizko głowy generała przeszedł, że mu czapkę zrzucił.

Generał Dziewanowski niemogąc się doczekać odpowiedzi, a mając rozkaz w Hłusku urządzić komisją, dla założenia magazynów, (która się była zjechała) udał się dnia jedenastego rano do tego miasta, gdzie urządziwszy Komisją, zaleciwszy zakładanie najśpieszniejsze magazynów, niespuszczając się na zapewnienia ani obywateli ani kahału, że żadnego niema podobieństwa, aby nieprzyjaciel od Mozyra lub Petrykowa miał się pokazywać, wysłał swoich emisarjuszów i szpiegów, a sam odebrawszy doniesienie (choć prawdziwe ale zapóźne) że właśnie w tym czasie miano prowadzić armaty z Bobrujska do Mozyra, stosując się do rozkazu sobie danego, który się tu niżej co do słowa kładzie a kończy się temi słowy "wreszcie wszystko się zostawia roztropnej gorliwości generała, " -- bierze na siebie odpowiedzialność, uwiadamia o tem generała dywizji, i dwunastego do dnia rusza z czterema szwadronami do Paryczewa a dnia trzynastego o trzeciej z rana napada to miasto, lecz już zapóźno, gdyż cztery armaty pod konwojem jednego majora i pięćdziesiąt kirysjerów, dwadzieścia cztery godzin wprzód wyszły ku Mozyrowi. Niechciał się w te strony dalej za niemi zapędzać, zabrawszy tylko wszystkie skarbowe powózki dla przecięcia komunikacji, zapieczętowawszy magazyny soli, której było 40, 000 beczek ruskich, 160, 000 korcy warszawskich, po małym spoczynku i napojeniu koni, widząc blizko bardzo za miastem harcujących kozaków cofnął się na popas do Krzyszewic, (niemając na celu bitwy rozpoczynać, tylko obserwować nieprzyjaciela), zkąd posłał raport przez kurjera generałowi dywizji o położeniu miejsca, o zejściu się w tym punkcie pięciu pryncypalnych traktów, i o łatwej komunikacyi z Hornowskim, a sam niemogąc dojść dla zmęczonych koni do Hłuska, zanocował w Uszczerbkach.

 

Kopia rozkazu.

Świsłocz d. 8. Września 1812 r.

 

Stosownie do dyspozycji J. W. generała dywizji. W. generał masz się udać niezwłocznie z dwoma pułkami jazdy drugim i siódmym, traktem najdogodniejszym do Petrykowa, obserwując jak najmocniej drogi od Mozyra ku Mińsku i Bobrujsku. Wszelkie oddziały na drodze spotkane, lub w poblizkości generała przechodzące należeć będą do rozkazów Jego. Wszelkie statki szkodliwe dla nas mają być zniszczone, wreszcie wszystko się zostawia "roztropnej gorliwości generała. "

 

(podpisano) szef sztabu puł. Cedrowski.

 

Dnia 14. Września. Powrócił do Hłuska i ten dzień chciał koniom odpocząć, aby nazajutrz zaraz ruszyć nad Prypeć ku Petrykowu, mając jakieś podejrzenie o nieprzyjacielu, gdyż za powrotem z Paryczewa, uwa żal, że tak obywatele szlachta, jako i żydzi bardzo pomieszanymi byli. Pierwsi emisarjusze i szpiegi niewrócili, a drugich żadnym sposobem do pojechania skłonić nie mógł, chciał się więc sam o tem przekonać.

Tymczasem generał Dąbrowski odebrawszy z jednej strony raport od pułkownika Małachowskiego, że niedobitki przeprawiają, się na prawy brzeg Berezyny, a z drugiej raport generała Dziewanowskiego, z którego przekonał się o ważności punktu Paryczewa, przysyła mu rozkaz najsurowszy, powrócenia natychmiast do Paryczewa, ganiąc mu bardzo, że się odważył opuścić to stanowisko.

Generał Dziewanowski lubo miał wiele na swoją obronę powiedzieć przeciw temu połajaniu, zmilczał starszemu, a nie mogł mu nic przypomnieć, że zdając raport dodał: "że Paryczew musi być przynajmniej dwoma lub trzema bataljonami i kilku działami obsadzony, będąc punktem ważnym między Bobrujskiem a Mozyrem, i że kawalerją może tam być bez piechoty, tylko jak reprezentacja, lecz utrzymać się żadną miarą niemoże, dla położenia leśnego i bagnistego, " -- z tem wszystkiem zrobiwszy to przedstawienie, dnia piętnastego o godzinie piątej z rana ruszył nazad do Paryczewa, posełając na przód szwadron pułku drugiego jazdy pod komendą doświadczonego oficera porucznika Dębińskiego, raz w celu reparowania mostów, a powtóre dla oszukania małym oddziałem nieprzyjaciela.

A ponieważ odebrał od generała dywizji rozkaz aby mu odsyłał wszystkie oddziały, co ma więcej nad swoją konnicę, mając natenczas regiment francuzki de Marche w Hłusku przy sobie, pod komendą majora Hersan, odesłał mu go natychmiast, niezostawując w Hłusku tylko komendanta placu francuzkiego, kilkadziesiąt piechoty z pięcioma oficerami dla pilnowania magazynów i lazaretu, trzydziestu ułanów na marudnych koniach dla spieszniejszego wypełnienia magazynów i trzech chorych oficerów między któremi swojego adjutanta.

Tym sposobem urządziwszy Hłusk; sam śpiesznie postępował do Paryczewa, i stanął wieczorem we wsi Koczajbołoty, a przednia straż już była w Kniszewicach gdy odbiera raport od porucznika Dębińskiego że w Paryczewie znajdują się dwa czyli trzy bataljony rozbitków Baranowa. Czyni natychmiast swoje rozporządzenia, aby w nocy napaść i uderzyć r. a nich, ale w godzinę później przybiega dwóch ułanów z Hłuska, przysłanych od adjutanta kapitana Klichowskiego z doniesieniem, że o trzeciej po południu generał Hertel napadł Hłusk wychodząc drogą od Kosarzyc, że niemoże dać pewnej o sile nieprzyjaciela wiadomości, lecz ile miarkować może, że było od 10 do 12 tysięcy.

Gen. Dziewanowski wyegzaminowawszy dobrze tych żołnierzy, przewidując że niechybnie gen. Hertel chce uderzyć całą siłą na gen. Dąbrowskiego, który nie miał ani 50 konnicy przy sobie, lub że za nim pójdzie i zamknie go pomiędzy błotami, w czem się nie omylił, bo i za nim poszło dwa bataljony z 4 armatami i jednym pułkiem kozaczym do Paryczewa, i ge Dąbrowskiego Hertel attakował) momentu się nie wahał, ale wypytawszy się mieszkańców i dobrze na miejscu zapłaciwszy, wziął determinację przeprawić się przez błota dotąd niepraktykowane, aby tylko zbliżyć się ku generałowi dywizji. -- Jakoż w samej rzeczy, rzucając dobrze luidory, przeszedł najprzód tej nocy pod Kociajbołotami pierwsze bagno, które go sześć godzin kosztowało; szczęściem że nie miał tylko jednę bryczkę bagaży, i tę zostawił.

Dnia 16. rano stanął pod wsią Krukami, gdzie stał oddział rozbitych jegrów, ale opodal w lesie od traktu, którzy zląkłszy się jego przybycia, nie śmiąc go attakować, utaili się, a jeden z nich złapany nie wydał; po przejściu dopiero wsi kozacy się za arjergardą pokazali i po skrzydłach, ale nawet zakazał się generał z nićmi wdawać; idąc zawsze w najprościejszej dyrekcji ku Wilczy, przez którą chciał sobie był zrobić kommunikację i przedostać się do generała dywizji, mijając Hłusk przerżnął dwa wielkie trakty, jeden z Kosarzyc, a drugi z Hłuska na Brozę do Bobrujska i około drugiej po południu stanął w Kozliczkach, zkąd natychmiast posłał porucznika Malczewskiego z 6 żołnierzami na wybornych koniach do Wilczy, dla uwiadomienia majora Hersan o swojem zbliżeniu się (którego spodziewał się tam był jeszcze zastać, a przez niego generałowi dywizji o sobie donieść) z ostrzeżeniem razem, że jeżeli nie zajdzie nic nowego lub rozkazu nie odbierze, że tej nocy chciał Hłusk alarmować i dowiedzieć się prawdy o nieprzyjacielu. Lecz patrol wrócił z doniesieniem, że Wilcza jest zajęta przez nieprzyjaciela, a regiment de Marche odebrał inną destynację, jakoż w samej rzeczy poszedł był do Kisielewic pod Bobrujsk. Lecz za podsunięciem się pana Hertela, któremu się powiodło wypędzić kilkadziesiąt Francuzów i kilkunastu na marudnych koniach ułanów z Hłuska i zabrać chorych, i to nie bez swojej straty. Gen. Dąbrowski dowiedziawszy się o tym marszu, rozkazał regimentowi de Marche, mocnemu 3000 ludzi, wrócić się naprzeciw nieprzyjaciela, z którym się spotkał w Horbaszewicach.

Gdzie zaraz potyczka się rozpoczęła o godzinie 3. po południu i trwała do 10. w nocy. Gen. Dąbrowski mając z tamtąd kwaterę swoją o dwie mile -- w Wołczynie, przyszedł na pomoc z całą swoją siłą, to jest dwoma bataljony pułku szóstego i całą artylerją; lecz nie mógł być pomocnym w działaniu regimentowi francuzkiemu, bo ponieważ to było w boru i bagnach, używać z pożytkiem nie mógł dział, a bez obrony zostawić ich ani w Wołczynie ani w boru nie chciał. Około godziny 8, czyli jeszcze prędzej, ta zbierana drużyna złożona z 68 różnych pułków, sprzykrzywszy sobie bitwę, po prostu rzucać broń zaczęła, a major Hersan przybiegłszy do gen. Dąbrowskiego, wyraźnie oświadczył mu, aby więcej nie rachował na jego pułk i żeby wcześnie myślał o sobie. Gen. Dąbrowski już przemyślał o stracie swojej artylerji, spostrzegłszy że piechota francuzka pierzcha, a konnica nieprzyjacielska maszeruje wielkim traktem w ściśnionej kolumnie z pałaszami w ręku, do ścigania onej, przeciw której nie miał 20 kawalerzystów do wysłania. I nie wiem coby się było stało, gdyby szczęśliwym przypadkiem niejaki kapitan Poradowski z pułku pierwszego piechoty, przyszedłszy z konwalescentami (1. 15. do Hłuska, widząc tak wielką siłę nieprzyjacielską, nie zrejterował się, a niepewny gdzie główną kwaterę zastanie, idąc zawsze obok traktu, a słysząc wielki ogień, poszedł na prost niego i wyszedł na brzeg lasu przy drodze, przez którą w kolumnie konnica moskiewska maszerowała. Co spostrzegłszy tak przyzwoicie i zręcznie kazał dać bataljonowi, od 400 ludzi mocnemu, kilka razy ognia w bok tej massy skupionej, że dużo ubiwszy, więcej pokaleczywszy w moment przymusił nieprzyjaciela cofnąć się w największym nieporządku aż do Wilczy, ze stratą, prócz zabitych, których nazajutrz chowano, 800 rannych przywieziono do Hłuska, co żadnej nie podpada wątpliwości, bo cóż mogło przymusić nieprzyjaciela, nietylko nie korzystać z rozbicia Francuzów, ale co więcej do cofnienia się z taką siłą aż do Mozyra.

Gdy się to dzieje gen. Dziewanowski odebrawszy rapport od porucznika Malczewskiego, że Wilcza zajęta przez nieprzyjaciela, a z drugiej strony słysząc tak długą i mocną bitwę, którą zaraz osądził być w Horbaszewicach, porzucił pierwszą myśl Hłusk macać i alarmować, widząc oczywiście siłę nieprzyjacielską, ale zapłaciwszy hojnie dawnym przewodnikom dla zachęcenia drugich, kazał się nowym do Horbaszewic prowadzić, od których na prost nie był dalej, jak o milę drogi, lecz na około, dla nieprzebytych bagien i mostu jednego dwie wiorsty długiego, przez który po jednym koniu przeprowadzać brygadę trzeba było, miał siedem mil obchodzić, i dla tego pomimo całej nocy marszu i najusilniejszego starania dopiero d. 17. o godzinie 8 rano wszedł do wioski Rohosiłki, leżącej o trzy wiorsty od wielkiego traktu i miejsca bitwy, w której nie mogąc się nic pewnego dowiedzieć od mieszkańców, kto plac otrzymał, i co się w Horbaszewicach dzieje, udał się do dworu i wysłał 15 koni dla dowiedzenia się o nieprzyjacielu, lecz ten patrol był odparty od kozaków grzebiących wczorajszych zabitych, za powrotem którego posłał drugi mocny od 100 koni pod kommendą Dębińskiego, porucznika, który dotarłszy do miejsca, nieprzyjaciela rospędził dwóch z nich złapawszy przyprowadził, i razem dwóch mieszkańców, od których gen. Dziewanowski dowiedział się: że po skończonej w nocy już bitwie, nieprzyjaciel cofnął się do Wilczy, a ztamtąd do Hłuska, a francuski regiment poszedł do Kisielewic.

Gen. Dziewanowski usłyszawszy to, nie tracąc czasu, każe się prowadzić do Kisielewic, gdzie było umówione rendez-vous z gen. dywizji w ostatecznej potrzebie. -- Lecz jakie było jego zdziwienie, gdy przyszedłszy do jednej słobody, znalazł tam pozostałych Francuzów ranionych i maroderów, którzy go zapewnili, równie jak mieszkańcy, że nietylko się wszystko tego dnia rano cofnęło i oblężenie opuściło, ale że nawet Kisielewice zostały przez nieprzyjaciela po południu zajęte. Jakoż w samej rzeczy tak było, gdyż gen. Dąbrowski w czasie samej bitwy odebrał rozkaz od księcia Neuchatel, aby odesłał te dwa regimenta francuzkie do wielkiej armji, i co więcej, jeżeliby sądził że te prowincje mogły się obejść bez jego przytomności, żeby z całą dywizją, jak najśpieszniej do wielkiej armji przybywał.

Z tego powodu gen. Dąbrowski podniósł oblężenie i odesłał Francuzów, a na zapytanie: czyli tu jest potrzebnym albo nie, odpowiedział w te słowa samemu cesarzowi: "Że miłość własna jego i wszystkich jego podkomendnych chciałaby, aby mogł tego rozkazu dopełnić i pójść do wielkiej armji, lecz honor jego i jego dywizji nie pozwala mu odstąpić interessów cesarskich i kraju, któremu najmniej trzy razy mocniejszy zagraża nieprzyjaciel i niszczy ducha obywatelskiego. " A razem nie mając od gen. Dziewanowskiego od trzech dni żadnej wiadomości (sądząc go być zupełnie przeciętym i zabranym, pośpieszył się z tem doniesieniem, mając go już za straconego.

Generał Dziewanowski nie wiedząc o tych rozkazach, -- bo lubo generał dywizji posłał go szukać, ale się posłańcy z nim nie spotkali, -- związać tego nie mógł, że nieprzyjaciel nie pobity cofnął się aż do Hłuska, a z drugiej strony, że generał Dąbrowski odpędziwszy nieprzyjaciela opuścił tak nagle Bobrujsk. Niespuszczając się więc na powieści mieszkańców i maruderów, opatrzywszy się w potrzebnych przewodników i chłopów z siekierami do robienia mostów, poszedł pod same Kisielewice, a zatrzymawszy się w boru po nad wielkim traktem, posłał mocny patrol dla przekonania się o prawdzie; wkrótce patrol powrócił i przyprowadził ekonoma, który potwierdził to: że cała dywizja dziś rano się cofnęła, ale nie wie dokąd, i że po południu był prawda, patrol czterdzieści koni, lecz się nazad do fortecy wrócił.

Generał Dziewanowski lubo nie mógł tego wszystkiego zrozumieć, z tem wszystkiem kalkulował że dywizja nie mogła się gdzieindziej cofnąć, jak na Baranowice, ku Świsłoczy, w których lękał się aby most na rzece bardzo błotnistej nie był zdjęty, lub spalony; -- przerzyna znów wielki trakt z Hłuska do Bobrujska i każe się do Baranowic lasem i najgorsza drogą prowadzić. Gdzie podchodząc w największej ostrożności i cichości, z ukontentowaniem zastał batalion pułku szóstego, któremu generał dywizji kazał pilnować i czekać przy moście za Dziewanowskim i gdzie również zastał swego adjutanta kapitana Klichowskiego z oddziałem francuzkiej piechoty i kilku ułanami, z któremi się zrejterował z Hłuska i dotąd po lasach błąkał.

Generał Dziewanowski widząc się być bezpiecznym, a co więcej widząc że główna kwatera generała dywizji jest w Wołczynie, zanocował posyłając tylko raport generałowi dywizji, który co do słowa się tu kładzie:

 

Le general de brigade Dziewanowski a S. E. monsieur le generał de division Dąbrowski.

 

Baranowice, le 18 ceptembre 1812 a 6 heures du matin.

"Conformement à vos ordres, mon general, datés du 14, je suis parti Ie 15 à cinq heures du matin de Hłusk, pour occuper Paryczew, avant toujours une compagnie en avant a trois heures de marche. A mon arrivee a Koczajbołoty, 14 lieus de Hłusk, et six de Paryczew, j'ai reçu le rapport du lieutenant Dembiński, commandant de mon avant-garde avancée jusqu'à Kniszewice, que les trois batalions russes battus et repousses de l'autre cóte de la Berezyna, par les colonels Małachowski et Hornowski, se sont retiré et ralliés a Paryczew. Ne demandant pas mieux que de les y trouver, j'ai fait mes dispositions pour pourvoir les surprendre. Mais un moment apres deux hulans arrivés de Hłusk, ont change ma premiere resolution, en me prevenant de Ia part de mon aide-de-camp capitaine Klichowski, que Hłusk est occupé par l'ennemi. Ne pouvant pas me donner des avis positifs, ils m'ont pourtant assuré, qu' il y a une foule de cavallerie, d'infanterie. Ayant bien examiné ces soldats, je n'ai point balance un moment, j'ai pris la resolution de passer, un marais jusqu' alors impraticable, prenant la direction de Vilcza, et m' approchant par la de vous monsieur le general; a force de soin, et a l'aide de mes louis-d'or, je suis parvenu en six heures de tems à passer ce marais. Le 16 à six heures du matin j'ai passé le village de Kruki et vers les deux heures aprés-midi, aprés avoir passo les deux grandes routes, qui menent, l'une de Cosaric, l'autre de Hłusk a Bobrujsk, je suis arrive a Kozliczki eloigne de quatre lieux de Hłusk, et de deux lieux de Vilcza, d'ou j'ai envoye uue patrouelle a Vilcza, pour apprendre a V. E. par la voie, de monsieur le major Hersan, mon mouvement, et Ie projet que j'avois d'aller cette nuit a Hłusk, pour sonder et alarmer Fenemi; mais la patrouille ne pouvant pas passer outre, et a son retour m'ayant assure que l'enemi est a Vilcza, et au surplus ayant entendu le feu a Herbachevice, ne pouvant plus douter que vous y etiez attaqué j'ai marché toute la nuit en passant toujours des marais impraticables, m'obligeant à faire des grands detours; j'ai cotoyé la grande route de Hłusk par Vilcza à Bobrujsk.

Le 17. vers midi, aprés avoir appris et m'etre convaincu par mes patrouilles et les prisonniers, que l'ennemi occupe Herbaszewice, j'allois vers Kisielewice, comme le point, ou vous m'avez donné, mon general, rendez-vous, ou il a fallut passer des chemius aussi peu praticables que les prémiers et ou a mon arrivée j'appris, tant par les français bléssés, et dispersés que par les habitans de Kisielewice, que les blocus etoit levé depuis Ie matin, sans pouvoir pourtant apprendre, où Ia division s'est retirée. Suposant, que vous ne vous etes retiré que par Swisłocz, sans perdre de tems je me fis conduire a Baranowice, en traversant la grande route d'Herbachevice a Bobrajsk, ou je suis arrivé et me rejoignis au bataillon du 6 a quatre heures du matin.

Quant a la troupe qui étoit a Hłusk, j'ai trouvé ici mon aide-de-camp et le détachement d'infanterie française, avec les cinq officiers qui se sont retirés de Hłusk. J'ai l'honneur de vous prévenir, mon général que je n'y avais laissé que deux officiers et mon aide-de-camp, tous les trois malades, avec une trentaine d'hommes dont les chevaux fatigués, ne pouvaient plus suivre la brigade. Le lieutenant Obrycki du 2-eme d'hulans et le lieutenant Czarnecki da 7-me apres une vigoureusse défense, tous les deux mortellement blessés sont devenus prisonniers, avec quelques soldats qui faute de bons cheveaux ne pouvaient se sauver.

Quant a mon aide-de-camp le capitaine Klichowski qui trois fois blessé s'est joint a l'infanterie française, (selon le propre aveu des cinq officiers français et le temoignage qui sera donné a votre E. par le capitaine Zwoliński de sa conduite) il est indubitable que c'est lui qui par sa présence d'esprit a sauvé toute l'infanterie française et une partie des hulans, en se retirant par la Borysowczyzna.

Quoique je ne peux que me louer beaucoup de la constance de toute ma troupe, dans toutes mes marches et contre-marches et de sa bonne conduite, et principalement des deux chefs d'escadrons, Kossecki du 2-me et Konarski du 7-me je n'ose cepandant pas prendre la liberté de vous les recommander, mon général, mais quant a mon aide-de-camp je ne puis me dispenser de vous prier de vouloir le présenter a la bienveillance de S. M. l'Empereur et Roi."

 

Generał Dąbrowski odebrawszy ten raport, był przymuszony odwołać swoje pierwsze doniesienie ks. Neuchatel i księciu de Bellune, które był zrobił rozumiejąc być gen. Dziewanowskiego zabranym, a któremu dał za całą odpowiedź że go z niecierpliwością, czeka.

Generał Dziewanowski przybył około południa do Wołczyna, naprzeciw niego wyszedł generał Dąbrowski z pułkownikiem polskim i drugim francuzkim, witając go i brygadę najrzyjaźniej i nazywając jego rejteradę, une retraite miraculeuse.

Dnia 19. Dywizja dla spadłych deszczów, i podniesienia się wody na Świsłoczy, (na której najprzód zaczął Kobylański pułkownik pierwszy adjutant marszałka księcia d'Ekmühl, a później pułkownik Potocki dokończył spalenia pięknych bardzo mostów) przejść musiała tę rzekę, na tymczasowo zrobionych i stanęła w Świsłoczy, biednem miasteczku, leżącem pomiędzy Berezyną i Świsłoczą tam wpadającą, a zatem w bardzo mocnej pozycji, jakby w obozie okopanym (camp retranché) cała prócz oddziału dwóch kompanji piechoty pułku szóstego, stojących w Horodku, o trzy mile od Hłuska, na wsparcie których poszedł szwadron pułku siódmego jazdy. Które oddziały macając i alarmując Hertela ustawicznie w Hłusku, zniewoliły go do opuszczenia tego miasta, i tam zostawały dla obserwowania nieprzyjaciela aż do pierwszych dni novembra.

Na drugą, zaś stronę Berezyny, na której most był zrobiony i szaniec za rzeką przedmostowy, tak dla komunikacyi z pułkownikiem Homowskim i obserwowania Bobrujska, jako i dla sprowadzenia żywności z tamtych okolic, kapitan Radoszkowski z pułku siódmego z szwadronem wrócił nazad do Olszy, gdzie był stał dla komunikacji z Małachowskim, w czasie gdy generał Dąbrowski był atakowanym od Hertela.

Tym sposobem generał Dąbrowski spoczywał z dywizją aż do dnia dwunastego Października, wysyłając tylko patrole, których powinność była nietylko do Bobrujska docierać, ale aż pod Mozyr i Petryków; punkta te były odległe dla wielkich błot i lasów do dwudziestu pięciu mil, a przez żaden inny sposób, wiadomości o nieprzyjacielu mieć nie można było; gdyż szpiegi i żydzi zdradzali a obywatele nieszczerze i fałszywie gadali, i słowem, nie triem, wszystko kończyli. Że zaś konnicy naszej po takich bagnach i lasach, bez piechoty ciężko się było zapuszczać, (ile na tak ciężkich jak nasze były względem kozackich koni) generał Dąbrowski spostrzegłszy raz dużo w obozie niepotrzebnych koni, chcąc to wyczyścić a razem użyteczną ekspedycję zrobić, kazał zabrać wszystkie i woltyżerów na nie wsadzić, każdy patrol naprzykład mocny trzydzieści koni miał przy sobie dwudziestu takich woltyżerów na koniach. Tacy partyzanci chodząc po kraju i mając sobie cokolwiek dodanych pieniędzy, na przewodników, bez których nic w tym kraju zrobić nie można, tak się ośmielili, tak zaczęli poznawać małą wojnę, codzienne awantaże odnosząc na nieprzyjacielu, i niewolników prowadząc, lub onych odsyłając do oddziałów, które za niemi szły z protekcją, że żaden kozak nie śmiał wyjechać, osobliwie po stracie dla nich nieodżałowanej sławnego partyzanta, kapitana Czarnozubowa. W tej małej wojnie dystyngowali się szczególniej porucznicy pułku drugiego jazdy Dembiński, Kosiński, Darowski, z pułku siódmego kapitan Majaczewski, porucznicy, Lasocki, Pisarzewski. Oddziały te byłyby nieskończenie wiele więcéj dobrego zrobiły, gdyby konie ciężkie i po części słabe, mogły były wydołać tej pracy chodząc po błotach i bagnach, gdzie tylko kozacze konie zwyczajne chodzić.

Dnia 5. Przyjechał do Swisłoczy generał Kossecki, jadący z Mińska do wielkiej armji, w ten moment kiedy major Szymanowski cofnął się z pod Pińska dla zbliżającego się tam nieprzyjaciela.

Generał gubernator Bronikowski zastraszony zbliżeniem się nieprzyjaciela, chcąc sobie uformować kolumnę biegającą z oddziału Szymanowskiego, z nowo zaciężnych pułków, i różnych zbieranin podróżnych i lazaretowych, ale niechcąc tego poddać pod komendę generała Dąbrowskiego, lecz mieć directe pod swymi rozkazy, wzywał generała Dąbrowskiego aby mu przysłał jednego ze swoich generałów i kilku sztabs oficerów. Generałowie brygad, dywizji generała Dąbrowskiego, mając wszyscy swoje miejsce pewne, nie chciał żaden go opuścić dla tak niepewnego jak było w tamtej kolumnie chodzącej, i wychodzić z pod rozkazów zaufanego sobie generała, lecz generał Dąbrowski zniewolił generała Kosseckiego, aby się powrócił do Mińska, i objął działania tej kolumny, dodając mu dwóch szefów batalionu Bitnera i Fontannę.

Zaledwie generał Kossecki powrócił do Mińska, generał gubernator Bronikowski, odbierając coraz więcej alarmujących wiadomości, niechcąc przestać na tej obronie swej kolumny, pisał raz wraz do generała Dąbrowskiego, aby przyszedł na odsiecz Mińskowi, grożąc mu nawet, jeźliby tego nie zrobił, odpowiedzialnością przed cesarzem.

Generał Dąbrowski odbierając podobne wezwania nie wahał się pójść robić swojej powinności i zastąpić nieprzyjacielowi od Mińska. Lecz chcąc aby jaką taką siłę przedstawić, uważał że trzeba było wszystko zabrać ze Świsłoczy, opuścić Hłusk. a tem samem odsłoniwszy z tej strony Bobrujsk, ośmielić generała Ignatiewa, aby zrobił wycieczkę przeciw Hornowskiemu co zagrozić by mogło Mohilowu. Widząc jednak że dzielić mu się niepodobna, ostrzegł Hornowskiego i gubernatora mohylowskiego, aby się mieli na baczności, a dnia dwunastego Października ruszył z dywizją rano i zanocował w Zielonéj karczmie. Dwa zaś bataljony pułku czternastego piechoty i szwadron pułku drugiego jazdy zostały aż do nazajutrz w Świsłoczy, dla ukrycia marszu dywizji, równie jako i oddział stojący w Hłusku.

Dnia 13. dywizja stanęła w Ihumeniu, dwa bataliony 14. pułku w Lapiczkach, oddział z Hłuska w Radułyczach, z zaleceniem, aby wszystko przed 16tym zeszło się w Szacku a kapitan Radoszkowski z Szwadronem siódmego pułku miał iść za wszystkiemi.

Stanąwszy w Ihumeniu gen. Dąbrowski, odbiera wiadomość od gen. Bronikowskiego, że się już nieprzyjaciel cofnął i że więcej go nie potrzebując, radzi mu wrócić się na swoje miejsce" -- ale razem przybiega kurjer od księcia Bellune (marszałka Viktora) zalecając generałowi Dąbrowskiemu, aby się miał na baczności i przeszkodził Hertelowi, aby przez lewą stronę nie wkroczył w departament miński lub wileński. Generał Dąbrowski zastanowiwszy się nad tem, a chcąc pogodzić ile możności jedno i drugie, odsyła dwa bataliony czternastego ze szwadronem jazdy i dwoma armatami do Świsłoczy, -- aby tam oko miały po prawej stronie Berezyny na Bobrujsk, kommunikując się zawsze w potrzebie z pułkownikiem Hornowskim przez most w Świsłoczy. Taki sam rozkaz daje oddziałowi hłuskiemu, aby wrócił na swoje miejsce i uważał nieprzyjaciela od strony Ozarzyc i Mozyra; sam zaś zabrawszy pierwszy i szósty pułk piechoty, 5 szwadronów drugiego jazdy z dwoma szwadronami siedmnastego jazdy i całą artylerją, poszedł dnia 14. już nie do Szacka, ale do Marubiliszek, gdzie zanocował.

Dnia 15. stanął na noc w Samochwałowicach na samym trakcie od Słucka do Mińska, ale zkąd razem szedł niedaleko i trakt nieświezki.

Dnia 16. spoczywał w Samochwałowicach, gdzie wieczorem odebrał od ks. Belluna posłańca z listem równie niesprawiedliwym jak nieprzyjemnym, pisząc do niego niby w te słowa:

"Dowiadując się tylko z boku, o czem od Wielmożnego Pana najpierwszego powinienbym był być uwiadomionym, że wyszedłeś z swoją dywizją mierzyć się z nieprzyjacielem, mającym nierównie większą siłę od W. Pana, powtarzam, co tyle razy już powiedziałem, że ani to jest wolą cesarską, ani też jego przeznaczeniem; zalecam W. Panu raz jeszcze, abyś ochraniał swoją dywizją i nie był skwapliwym do stracenia onej. "

Generał Dąbrowski niezmiernie uczuł i zmięszał się takim listem, niewiedząc nawet, kto by mógł być coby go tak oskarżył; a lubo miał prawo domyślać się, że mu się musiał przysłużyć generał Bronikowski nie chcąc go mieć w swoim sąsiedztwie, a przeto samo dać sobie odjąć sławę, że nie on opędził nieprzyjaciela, ale Dąbrowski, z tem wszystkiem nie przypuszczał tej myśli i jako prawdziwy Polak nie dał tego poznać marszałkowi, nie pytając się, kto mu to donosił, odpisał tylko z godnością, że: "nadto pamiętny rozkazów i instrukcji sobie danych, nie mogąc blokować Bobrujska, siedział dość długi czas w Świsłoczy dla obserwowania go. Z tem wszystkiem gdy był zawołany od p. gubernatora mińskiego, zagrażającego mu nawet odpowiedzialnością, przed cesarzem, jeżeli nie przyjdzie na odsiecz Mińska, stosując się do instrukcji sobie danych, zasłaniać gubernje Mohylowską, Mińską i Wileńską, nie mógł mu odmówić tej pomocy, o czem zameldował panu marszałkowi, wychodząc z Swisłoczy, i ostrzegł gubernatora Mohylowskiego, a gdy w Ihumeniu odebrał odwołanie generała Bronikowskiego, że jest niepotrzebnym, i chciał na odwrót przeciw Bobrujskowi wrócić, odebrawszy w ten sam moment rozkaz od pana marszałka, aby dać baczność, żeby Hertel nie wyszedł przez gubernję Wileńską i Mińską, osądził za rzecz najdogodniejszą odesłać do Swisłoczy dwa bataljony piechoty, z dwoma działami i częścią piechoty, dla uważania z tej strony Bobrujska, a w przypadku napadnięcia Mohylowa dania posiłku Hornowskiemu, podobny oddział odesłał do Hłuska, dla obserwowania nieprzyjaciela od Mozyra, a sam z resztą idzie do Słucka, aby się z blizka przekonać o i intencjach nieprzyjaciela i dać mu do zgadywania, co zamyśla robić przeciw niemu. Lecz pomimo, że ostatniego żołnierza w swojej dywizyi, żałować nie będzie stracić w koniecznej potrzebie, nie było nigdy przecież jego myślą ani intencją kompromitować interesa cesarskie i bez ostatecznej potrzeby nigdy tego nie zrobi. "

Marszałek ks. Bellune, odebrawszy takową odpowiedź przesłaną mu przez kapitana Hauke, bardzo pochwalił gen. Dąbrowskiemu ten ruch i wszystkie jego dyspozyje i przeprosił za fałszywe uprzedzenie się.

Dnia 17. rano dywizja ruszyła naprzód, ale ponieważ prosto do Słucka na nowych groblach drogi były bardzo złe, generał przymuszony był obrócić trakt na Nieśwież posyłając tylko dwa szwadrony pułku siódmego jazdy prosto do Słucka dla złączenia się prędszego i wzmocnienia batalionu trzeciego pułku czternastego przybyłego z Grodna pod dowództwem szefa Winnickiego, a gdzie także major Szymanowska znajdował się, ze swoim oddziałem. Dnia tego gen. Dąbrowski nocował z dywizją w Kajdanowie, a pułk siódmy w Parczewskiej Słobodzie.

Dnia 18. dywizja nocowała w Swarznie, pułk siódmy w Chorozowie.

Dnia 19. dywizja stanęła w Nieświeżu a pułk siódmy w Słucku, a ponieważ ostatnim listem p. marszałek uwiadomił gener. Dąbrowskiego, iż gen. Konopka idący do Słonima, miał się złączyć z dywizją, i zostawać pod jego rozkazami, generał Dąbrowski stanąwszy w Nieświeżu, wysłał natychmiast swojego adjutanta ku Słonimowi, dla powzięcia o nim wiadomości i uwiadomienia go o sobie. Lecz ten zaledwie na połowę drogi zajechał, najśpieszniej rano d. 20. powrócił z doniesieniem o wzięciu w niewolę generała Konopki i rozbiciu całego jego oddziału.

Dnia 30. spoczynek w Nieświeżu, gen. dywizji nie spuszczając się na swego adjutanta, rozkazał generałowi Dziewanowskiemu, aby wysłał natychmiast podjazd, któryby jaknajdalej dotarł i pewną mógł przywieść wiadomość. Posłany porucznik Darowski z pułku 2. jazdy w 30 koni, który nazajutrz dogoniwszy dywizję, potwierdził dowodami pewnymi pierwszą wiadomość z dodatkiem, -- że nieprzyjaciela znalazł już w Połonce.

Dnia 21. przededniem dywizja ruszyła z Nieświeża do Ciemkowicz na noc, a gen. Kossecki przywoławszy do siebie majora Szymowskiego z Słucka, został ze swojemi zbierankami w Nieświeżu.

W nocy z 21. na 22. gen. Dąbrowski odebrał ostrzeżenie od obywateli, iż nieprzyjaciel wyszedłszy od Petrykowa czyli Turowa, miał się znajdować dość silny pomiędzy Nieświeżem i Słuckiem, i dość blisko dość traktu, chcąc przeciąć kommunikacją pomiędzy temi dwoma puktami, co stwierdził szef batalionu Winnicki, raportem przysłanym ze Słucka.

Lecz gen. Dąbrowski, któremu największy nieprzyjaciel oddać musi sprawiedliwość przezorności i ostrożności, nie idąc nigdy z dywizją, aby nie był zasłoniony boczną strażą, czyli stawając na spoczynku, czyli w marszu podejrzliwym, flankiery jego zawsze muszą być daleko od kolumny czynnemi, chociaż był pewnym, że napadnionym nie będzie, bez wczesnego ostrzeżenia, więcej jak kiedy zalecił ostrożność ariergardzie, szczególniej którą powierzył gener. Dziewanowskiemu; z tem wszystkiem bajka to była. Dywizja spokojnie przeszła Romanów i stanęła bez wszelkiego przypadku w Słucku na noc, gdzie gen. dywizji zastał już rapport od kapitana Grabowskiego pułku siedemnastego jazdy, że za przybyciem jego z oddziałem do Starobina, nieprzyjaciel śpiesznie cofnął się ku Mozyrowi.

Od dnia 23. aż do dnia 29. dywizja spoczywała, kawalerya wysyłała tylko patrole, jedne przez Starobin ku Petrykowu, drugie przez Pohost ku Mozyrowi.

Dnia 29. nieprzyjaciel liczną bardzo siłą powróciwszy do Mozyra, napadł patrol pułku drugiego jazdy, i wypędził go aż do Starobina, zabrawszy mu dwóch ludzi i trzy konie, które zagrzęzły w błocie dla swej ciężkości i słabości.

Dnia 30. gen. dywizji odebrawszy o tem raport od gen. Dziewanowskiego, dla wsparcia tychże patrolów, chodzących po kraju wszerz i wzdłuż 15 -- 20 mil i utrzymaniu kozaków w respekcie, posłał szefa batalionu Winnickiego z batalionem i 2. małemi armatkami, który z jednej strony doszedł aż do Lenina o mil 14 od Słucka w dyrekcji Turowa, a drugim oddziałem aż do Wierzyna, na trakt mozyrski i petrykowski, co ze wszystkim oddaliło z tych okolic nieprzyjaciela na czas jakiś.

Dnia 31. przyszła z Mińska wiadomość o cofnięciu się marszałka Wiktora i St. Cyra, z tego powodu dnia 1. Listopada posłane były rozkazy wszystkim oddziałom do złączenia się z dywizją, z którą chciał gen. zaraz ruszyć, dla zbliżenia się do tych korpusów, lecz ponieważ gen. Kossecki przysłał w nocy z uwiadomieniem, że z jego strony cicho wszystko było, -- pomimo że Lambert i Czaplic naprzeciw niego stali, z drugiej strony rapporta szefa Winnickiego donoszące, że pomimo momentalnego ustąpienia kozaków generał Hertel grozi wyjść na Słuck całą siłą, -- generał Dąbrowski chcąc być pewniejszym tych wszystkich wiadomości, nie chcąc i płocho porzucić tego stanowiska, póki się lepiej rzeczy nie wyjaśnią, zatrzymał się i kazał wydać wszystkim oddziałom naprzód będącym rozkazy, aby tam, gdzie ich zastaną, zostały do dalszej dyspozycji, a dla przyśpieszenia sobie w razie potrzeby marszu, wysłał większą część artylerji do Dołhynowa, o dwa marsze od Słucka, co wszystko działo się 1. i 2. Listopada. Lecz dnia 3. przybiegł znów kurjer z Mińska z doniesieniem nietylko o cofaniu się marszałka księcia de Bellune, ale co gorsza, że nieprzyjaciel pokazuje się około Dudycz i Dukory. Jakoż w samej rzeczy było to dwudziestu kozaków z kapitanem, którzy wysłani od Wittgensteina przedostać się chcieli z ekspedycjami do generała Czyczagowa, -- ale nie mogąc się przedostać pomiędzy naszemi, wojskami w boru wyśledzeni, żywcem wszyscy złapani; i oni to tego allarmu narobili.

Gen. Dąbrowski nie mogąc odgadnąć co to był za nieprzyjaciel, zastraszył się niezmiernie tą wiadomością tem bardziej, że wysłał był o dwa marsze na przód swą artylerją, a właśnie na trakt Dudycz i Dukory. Nie tracąc momentu czasu bierze pułk drugi jazdy i o północy rusza z nim osobiście i stawa jednym dniem w Dołhynowie, gdzie artylerja była, zalecając gen. Pakoszowi, ażeby z piechotą i lekkiemi bagażami przede dniem za nim ruszył. Gen. Dziewanowskiego zostawia w miejscu z dwoma szwadronami pułku z jazdy, dopóki różne oddziały, którym rozkazy posłano i batalion 14. z dwoma działami nie powrócą, zalecając aby o jeden dzień marszu za dywizją ariergardę z tem wojskiem robił. Tak tedy gen. Dąbrowski dnia 4. Novembris złączył się z artylerją w Dołhynowie, gen. Pakosz z piechotą nocował w Starzycach, Dziewanowski w Słucku biwakował.

D. 5. gen. dywizji stał w miejscu, gdzie gen. Pakosz złączył się z nim; Dziewanowski zebrawszy oddziały i przededniem ruszywszy, stanął na przewozie nad Ptyczą.

Dnia 6. dywizja nocowała w Dudyczach, ariergarda w Paryczewskiej słobodzie.

Dnia 7. dywizja nocowała w Turzu, -- ariergarda odebrała rozkaz pośpieszenia dniem i nocą za dywizją, a to z przyczyny, że gen. Dąbrowskiemu doniósł gen. Bronikowski, że nieprzyjaciel jest w Boryssowie. Jakoż w samej rzeczy wpadło było kilkaset huzarów, ale mała załoga (która była częścią z rekonwalescentów Francuzów i Polaków, a częścią ze stu gend'armów d'ordonnance przybyłych w tym samym momencie z Mińska ku armij złożona) ubiwszy kilkudziesiąt na mieście, resztę odpędziła.

Gen. Dąbrowski odebrawszy podobne doniesienia, a lękając się przecięcia kommunikacji, chciał stosownie do dawniejszych rozkazów ks. Bellune, dostać się nad Berezynę i skoncentrować swoją dywizję, stosownie do czego posłał rozkaz do Hłuska, aby tam będące oddziały najśpieszniej przychodziły do Jakszyc złączyć się z dywizją, jakoż i przyszły.

Dnia 8. dywizja przybyła przed południem do Ihumenia, ariergarda o 7 wieczór za nią stanęła, pułk drugi jazdy i bataljon jeden piechoty pod kommendą szefa Kosseckiego, poszedł najprościejszym traktem do Berezyny.

Dnia 9. spoczynek.

Dnia 10. cała dywizja poszła do Jakszyc i okolic na kwatery dla ciężkiego już zimna. Pułk siódmy stanął w Bożynie na pośrednim punkcie pomiędzy Berezyną i Jakszycami, o czem posłał natychmiast uwiadomić marszałka ks. Bellune ger. Dąbrowski.

Późniejszy wypadek dał żałować generałowi dywizji, że się ruszył z Ihumenia, zrobił niepotrzebny marsz do Jakszyc i znów kontr-marsz do Ihumenia, a to z przyczyny, iż nieprzyjaciel posuwając się coraz dalej, przymusił gen. Kosseckiego opuścić Nieśwież i Mir i cofać się po za Niemen. Co wątpić więcej nie dało, że chce uderzyć na Mińsk. Gen. gubernator widząc to, pisał a pisał do gen. Dąbrowskiego, aby znów mu powrócił na pomoc, lecz Dąbrowski zameldowawszy już marszałkowi o swojej pozycji, nie chciał się więcej od Berezyny oddalić, dopóki nie odebrał na to rozkazu od marszałka, na przedstawienie gen. Bronikowskiego, który dopiero przyszedł dnia 13. w nocy.

Dnia 14. o godzinie 3 ruszyła dywizja do Ihumenia na noc, a szef Kossecki odebrał rozkaz opuścić Berezynę i pójść najprościejszym traktem ku Mińskowi dla złączenia się z dywizją.

Dnia 15. gener. Dąbrowski udał się osobiście do Mińska dla widzenia się z gubernatorem i marszałkiem St. Cyr. i ustnego się z niemi rozmówienia, zostawując kommendę dywizji gen. Dziewanowskiemu,

który tego dnia stanął w Śmiłowicach, a nazajutrz miał rozkaz przybyć do Mińska, jeżeliby innej nie dostał destynacji. Szef zaś Kossecki stanął dnia tegoż z pułkiem 2. jazdy i bataljonem piechoty w Ladach, o milę drogi od Śmiłowic na trakcie od Boryssowa do Mińska. Lecz o god. 8 wiecz. przybiega adjutant gen. Dąbrowskiego z rozkazem, jaki się tu co do słowa kładzie, z dodatkiem ustnym od marszałka St. Cyr, aby gen. Dziewanowski, momentu nie tracąc, przychodził.

 

Mińsk dnia 15. Listopada 1812.

 

Do W-go G-rała Dziewanowskiego!

 

Po odebraniu niniejszego roskazu, natychmiast G-rał z całą Dywizyą przymaszerujesz do Mińska, idąc dzień i noc, i czyniąc jak najmniejsze spoczynki. Generał Dywizyi podpisano Dąbrowski.

 

Gen. Dziewanowski odebrawszy ten rozkaz, kazał natychmiast doboszom i trębaczom allarm zrobić, posyłając po gen. Pakosza i kommendanta pułku, aby im kommunikując swój rozkaz, zalecić najśpieszniejsze onegoż wykonanie. Posłał rozkaz oddziałom stojącym na Zasielapcu, strzegącym traktu Dukory jako i do Starynia i do Dukorzyna, które pilnowały traktu od Turca (gdyż już niezawodnie wiedziano, że Hertel był przyszedł przed kilku dniami do Słucka), aby te oddziały, robiąc boczną straż z lewego flanku, starały się złączyć z dywizją w Koreleszewicach; -- podobny rozkaz odebrał szef Kossecki, aby najprościejszym traktem dążył ku Mińskowi. Nie wyszło trzy kwadranse, kolumna była już w marszu, lecz zaledwie uszła wiorstę, spotkała gen. Dąbrowskiego, powracającego z Mińska, który dawszy się poznać, rozkazał na miejsce się powrócić, zatrzymać na miejscach poboczne oddziały i o 6 godzinie dopiero rano być gotowemi. Co gen. Dziewanowski zaleciwszy kommendantom korpusów, zawołany wraz z gen. Pakoszem do gen. Dąbrowskiego pojechali, który im dopiero powiedział: "że już za późno było pójść do Mińska, gdyż gen. Kossecki, nie mając tylko zbieraną drużynę i rekrutów, pomimo największej wytrzymałości, którą miał sobie zaleconą od gen. Bronikowskiego i niecofania się jak tylko pod okiem nieprzyjaciela, straciwszy już w Świerżnie bataljon przez uporne trzymanie się szefa bataljonu Bitnera, rejterując się z takim motłochem więcej trzech mil przed ćwiczonem wojskiem i mnóstwem kawalerji, został rozbity, a do czego dopomogło jeszcze ubicie pod nim konia, który upadłszy mu na jego chorą nogę, nie dozwolił się prędko podnieść. Żołnierze rozumiejąc go być zabitym, większa jeszcze trwoga: wszystko zaczęło broń rzucać i pierzchać i samego generała prawie z Szymanowskim majorem i jego adjutantem na placu zostawili; szczęściem, że mu przecież konia podano, na którym z małą garstką ludzi, co na placu i po drodze zebrał, zrejterował się do Mińska i potwierdził tę nieszczęśliwą wiadomość, którą pierwsze zbiegi były przyniosły już, ale im nie wierzono -- dodając -- że gen. Kossecki prawdziwą zrobił z siebie ofiarę, przyjmując nad podobnem wojskiem kommendę, którego zbiór z wszystkich części świata lub z rekrutów. Największa część nie miała oficerów, albo takich, których zrozumieć nie umiała; -- druga część oficerów będąc podobnie jak i żołnierze rekruci, więcej się Syberji niżeli kuli bali, i dla tego jeden tylko generał i z nim kilku może oficerów o całości myślało; reszta o sobie. Wszelakoż słyszało nas kilkunastu Polaków będących w niewoli, jednego majora moskiewskiego, po tem pod Boryssowem dnia 21. Listopada rannego, który nam powiedział: "że pomimo żeśmy wiedzieli z jakiego się wojsko gen. Kosseckiego motłochu składa, wszelako tak porządne i z stałością cofanie się kazało nam wierzyć, że to być nie może, aby to nie było stare wojsko, i zdawało nam się, że to była jakaś sztuka gen. Dąbrowskiego, który nam pokazał rekrutów i zbieraniny trochę w Świerżniu, a tu nas prowadzi starym żołnierzem w jakąś zasadzkę, tem bardziej, że kawalerja cierpiąc niezmiernie przez przyzwoity i w swym czasie wymierzony ogień kartaczowy nie mogła długo dowiedzieć się, co się w tyle dzieje; -- lecz nakoniec, gdyśmy się przekonali, że nie było nic innego jak zbierana drużyna, wtenczas, nie tracąc czasu, bojąc się, aby znów nie uszedł do bliskiego lasu, wszystką siłą naparłszy, musieliśmy rozbić. "

Z tej przyczyny osądzono Mińsk opuścić i dla tego gen. Dąbrowski powrócił do dywizji, nie mając dość siły oprzeć się tak mocnemu nieprzyjacielowi jak był Czyczagów. Lecz rozkazał gen. Dziewanowskiemu, aby wysłał natychmiast patrol do Mińska dla dowiedzenia się o nieprzyjacielu.

Wysłany był porucznik Lassocki z siódmego pułku w 40 koni, który stanął w Mińsku o godzinie 8 rano, nie zastawszy już nikogo w tem mieście, ani nieprzyjaciela; bawił do południa, a nie mogąc go się doczekać, wrócił potem małemi drogami prosto do Ihumenia, gdzie gen. Dąbrowski z całą dywizją d. 16. nocował.

Dochodzącą dywizję pod Ihumeń, sztaffeta wysłana od gen. Bronikowskiego (dnia 15. o godzinie 9 wieczór z Mińska), dogoniła d. 16. między 3 a 4 godziną z południa, którym listem zaklinał gen. Bronikowski gen. Dąbrowskiego, żeby koniecznie przybywał do Mińska, gdyż on odstąpić nie może powierzonego sobie miasta, zapewniając, iż połączone ich siły potrafią się oprzeć nieprzyjacielowi.

Gen. Dąbrowski odebrawszy to wezwanie, posłał po gen. Dziewanowskiego, który prowadził ariergardg, któremu, skoro przybył do niego, nic nie mówiąc, oddaje list do przeczytania, prosząc, aby powiedział mu swe zdanie. Dziewanowski przeczytawszy list zapytał się gen. dywizji: "czyli cofnienie się z Śmiłowic do Ihumenia, zamiast awansowanie do Mińska było za wspólnem porozumieniem?"' Gen. Dąbrowski odpowiada: że nietylko gubernator, ale marszałek St. Cyr osądził, że niema co więcej robić w Mińsku. "

Gen. Dziewanowski zostawując woli generała dywizji czynić jak sądzić będzie i co najlepsze dla służby uzna, dodał przecie: "iż gdyby był na miejscu kommenderującego generała, nie mogąc prędzej w Mińsku stanąć jak w 40 godzinach, a nieprzyjaciel uprzedziwszy nas potrafi znieść siłę gen. Bronikowskiego, gdy z drugiej strony wyszedłszy od Słucka i zastąpiwszy od Ihumenia, przeciąć nas może nietylko od całej armji, ale nawet od drugiej polowy dywizji, która stoi w Świsłoczy i za Berezyną, myślał by raczej wcześnie o złączeniu się z resztą dywizji i z wielką armją, aniżeli bałamucić się w Mińsku.

Gen. Dąbrowski, nie potrzebował szukać rady w tym gen. Dziewanowskiego, i znał sam co mu wypadało czynić. Czuł że te ustawne niby na oko bez pewności kręcenie się, mogło mu u żołnierza nie wchodzącego w przyczyny robić nieufność. Jakoż w samej rzeczy żołnierz zniecierpliwiony, zaczął mówić między sobą: "dopókiż będziemy szukać tego nieprzyjaciela, a nigdy się z nim nie spotkać. " Nie chciał powiększać tych contre-marszów, ale był rad słyszeć młodszego od siebie być tego samego zdania, i kazał na przód dywizji maszerować. Lecz jak był gen. Dąbrowski zdziwiony, dowiedziawszy się od powracającego oficera z Mińska z patrolem Lasockiego z siódmego pułku, że gen. Brenikowski wysławszy sztafetę do niego o godzinie 9. wieczorem d. 15. z wezwaniem do powrócenia, sam o godzinie drugiej po północy z całą swoją siłą ruszył ku Boryssowowi, nie ostrzegłszy o tem gen. Dąbrowskiego, później się dopiero pokazało, że to zrobił dla umniejszenia allarmu w Mińsku i ukrycia swojej rejterady.

Dnia 17. dywizja stanęła w Jakszycach, ariergarda zaś pod dowództwem gen. Pakosza, złożona z jednego bataljonu piechoty i dwóch szwadronów jazdy, zanocowała w Zielonej karczmie, o pół dnia za dywizją.

Dnia 18. dywizja stanęła w Berezynie, ariergarda w Bożyniu, gdzie gen. Dąbrowski zastał gen. Kosseckiego i majora Szymanowskiego, przysłanych podobno od gen. Bronikowskiego, z doniesieniem, iż jest w Boryssowie, gdzie czekać chce na wielką armję.

D. 19. lubo miał być spoczynek, lecz za powrotem kurjera z Boryssowa, dywizja ruszyła już popołudniu do wsi Uszy i okolic, ariergarda zaś nocowała w Słobodzie.

Dnia 20. dywizja ruszywszy przede dniem, miała nocować w Chlewinie. Dziewanowski prowadzący przednią straż odebrał był rozkazy zabezpieczenia stanowisk. Już zaczęto obozować, gdy przybiegł znów kurjer z Boryssowa od gen. Bronikowskiego, donosząc: iż niezawodnie jest uwiadomiony, że nazajutrz, t. j. dnia 21., miał być attakowanym od nieprzyjaciela stojącego już tylko o półtory mili, zaklinając gen. Dąbrowskiego, aby jak najśpiejszniej przybywał na ratunek Boryssowa.

Gen. Dąbrowski odebrawszy to doniesienie, a nie mając żadnych nowych rozkazów od marszałka (gdyż kapitan Wierzbołowicz, posłany ze Śmilowic kurjerem, nie powrócił), po małym spoczynku kazał ruszyć dywizji do Boryssowa, jako miejsca dawniej przeznaczonego od tegoż marszałka. Gen. Pakoszowi posłany był rozkaz przez szefa sztabu, aby złączył się tej nocy w Boryssowie, lecz ten nie wiem dla czego dodał: "niema przecież nic pilnego. " Gen. Pakosz biorąc te ostatnie słowa za pozwolenie niedopełnienia wnet rozkazu, mając ludzi znużonych, zanocował o półtory mili.

Całą drogę kozacy sprzeciwiali się tak dalece, że jeden oficer kapitan Zwoliński, z pułku szóstego piechoty, chcąc się wysunąć naprzód do Boryssowa, będąc słabym, nie dalej jak na 500 kroków przed kolumną we wiosce jednej był porwany. Przednia straż najściślejszą musiała zachować ostrożność i baczność, tem bardziej, że nie dalej jak o milę drogi od traktu ognie wielkie okazywały i siłę i blizkie sąsiedztwo nieprzyjaciela; -- boczna straż pod kommendą porucznika Darowskiego trzy razy spotkała nieprzyjaciela; jego tylko roztropność i dobra konduita żołnierzy pułku drugiego jazdy -- ocaliły go i pozwoliły mu się złączyć z dywizją. Szczęściem, że nieprzyjaciel nie zdążył spalić mostu i młyna wielkiego, z którego był przednią strażą wypędzony. Dywizja byłaby w wielkim ambarassie dopiero budować most lub przebijać się przez obóz nieprzyjacielski. Dywizja stanęła o godzinie 10 w nocy w dawnych przedmostowych szańcach, te rozwalone będąc przez wojska francuzkie, zrobiły się tylko kupy nieregularnych gór, potrzebujące wielkiej obrony, a ze wszystkich stron mające gotowe do wnijścia otwory. Gen. Dąbrowski pojechał do gubernatora a zalecił gen. Dziewanowskiemu rozstawienie dywizji, podług tego, jak czekający kommendant placu Francuz pokaże. Piechota i część dział zostały w szańcach, kawalerją poszła za rzekę w miasto, reszta artylerji została przy moście.

Generał dywizji ostrożny i baczny nie spuszczając się na to, sam o godzinie trzeciej z rana objechał wszystkie stanowiska, i zalecił ostrożność i przygotowanie, tembardziej, że był w wielkim ambarasie i taił się z nimi przed swemi poufałemi, a to z przyczyny, że nie miał żadnej odpowiedzi od marszałka (gdyż kurjer jego był przyjęty) a wyczytał w liście od tegoż marszałka do Bronikowskiego pisanym, te słowa: "vous tiendrez avec votre détachement dans la position de Borysów, et en attendant le general Dąbrowski observera l'ennemi avec sa division. " Lecz razem dodał: "jakże mam opuścić Bronikowskiego, choć widząc, że i złączeni wspólnie nie utrzymamy się podobno, lecz wolę odpowiedzieć za to, żem się bił (pomimo podobieństwa, że mi się bić nie każą) aniżeli odstąpić Bronikowskiego w miejscu i punkcie tak ważnym, którego mu bronić zalecają. "

Niezawodne miał generał Bronikowski doniesienia, że dnia dwudziestego pierwszego Novembra miał być atakowanym. Zaledwie dnieć zaczynało, już atak z wielkim krzykiem przypuszczano, w którym momencie przybiegł adjutant marszałka Oudinot, z doniesieniem że marszałek nie dalej nocuje jak w Bokrze, że dziś zapewnie w Boryssowie stanie, zalecając, aby się jak najmocniej trzymać. Każdy stanął na swojej powinności; zbyteczną artylerję i bagaże odesłał generał dywizji w tył. Generał Dziewanowski nie znając pozycji, szukać musiał miejsca dla kawalerji, którego nie znalazł aż za groblą i młynami, ale te znalazł tak zapchane różnego rodzaju bagażami z Mińska rejterującemi się, że za wielkiem staraniem, zaledwie o ósmej stanął na pozycyi; -- a zrobiwszy potrzebne ostrożności w strzeżeniu rzeki, którą można było w bród przejść, pobiegł po dalsze rozkazy do generała dywizji, który mu rozkazał zostać przy sobie.

Generał Pakosz zanocowawszy o półtory mili jak się wyżej powiedziało w tyle z arjergardą, około godziny dziewiątej dopiero przyszedł, przymuszony był bowiem przebijać się na czele bataljonu czternastego piechoty przez prawe skrzydło nieprzyjaciela i wypędzać go z karczmy w której się był zatarasował, po nad mostem. Dwa zaś szwadrony pułku siódmego jazdy pod dowództwem kapitana Radoszkowskiego ucierały się długo bardzo z nieprzyjacielem dla ułatwienia przebicia się piechoty; nakoniec gdy ta złączyła się z swojemi, te szwadrony przechodząc most pod ogniem nieprzyjacielskim, wiele ucierpiały, z dwóch ledwie jeden już został. Kapitan Wilczek śmiertelnie ranny, Martyszewski ciężko, Grabowski wzięty do niewoli. Bagaże tak generała Pakosza, jako batalionu i pułku siódmego jazdy wraz z oddziałem do trzystu ludzi i pułkownikiem Siemianowskim chorym, nie mogąc się już przedostać, cofnęły się nad Uszę, i nad tą rzeką dostały się w ręce Hertela idącego ze swym korpusem od Berezyny.

Od godziny szóstej rano do godziny jedenastej po cztery kroć, nowem coraz wojskiem szturm przypuszczano, zawsze walecznie nasze bataliony odparły nieprzyjaciela. Artylerja, która broniła mostu, wytrzymała bardzo wiele od rzęsiście strzelającego na nią, nieprzyjaciela, ubito nam kilku kanonierów, rozbito jednę armatę, kawał granatu pękniętego uderzył w nogę. generała dywizji ale szczęściem nieszkodliwie, o godzinie jedenastej uciszyło się trochę. Generał Dąbrowski przewidując nowy szturm, a lękając go się na nowo, mówi do generała Bronikowskiego i drugich przytomnych: "cobym dał za to, żeby to już była godzina czwarta albo piąta, bo zdaje się, że my się utrzymać nie możemy, gdy oni coraz nowe wojska prowadzą, a my ani zasilić ani odmienić nie mamy czem naszych. Przed wieczorem zaś może albo Oudinot nadejdzie, albo my się przynajmniej będziemy mogli zrejterować. " Zaledwie tę rozmowę, generał Dąbrowski zakończył, usłyszeliśmy dwunasto-funtowe działa, których dotąd nie było, co dało nam wnosić, że korpus Czyczagowa nadszedł i takie zaraz mnóstwo granatów na miasto i na most puszczono, że wątpić prawie nie można było żeby miasta i mostu nie zapalono, przecież żaden granat nie skutkował prócz ubicia lub skaleczenia.

Między dwunastą a pierwszą z południa usłyszeliśmy gęsty bardzo ogień karabinowy, a z drugiej strony wielki krzyk idących nowych wojsk do szturmu, któremi okryte góry spostrzegliśmy, nie można było sobie ani momentu jednego obiecywać odeprzeć taką siłę, kilku batalionami bijącymi się raz wraz od siedmiu godzin najmniej; wszelako jeszcze więcej pół godziny się trzymały, lecz nakoniec zaczęły się rejterować i w nieporządku na most wchodzić, na który dwie baterje dwunasto-funtowe krzyżowały granatami i kartaczami. Artylerja nasza na grobli pomiędzy dwoma mostami spostrzegłszy to, zaczęła armaty zaprzęgać i uciekać.

Generał Dąbrowski nie chcąc dopuścić tak nieporządnego cofania się, a razem czekając ażeby się pułk szósty wyrejterował, który na samem prawem stał skrzydle, stanął na koniu na środku mostu, rozkazując generałowi Dziewanowskiemu i kapitanowi Hauke przy nim będącym, aby natychmiast armaty obrócone zostały, i kartaczami na przedmoście do nieprzyjaciela strzelały, który rejterującym się zastępował, a razem, ile możności żeby nikogo w nieporządku nie przepuszczać, ale zaraz raliować. Co też było wykonane; pierwszy kapitan Weisflog swemi wystrzały wstrzymał nieprzyjaciela, i oddalił na czas jakiś od mostu.

W tym to momencie i miejscu jeden z tych niezliczonych granatów i kartaczy, trafił generała Dziewanowskiego, obok generała dywizji, w całej swojej massie i tak blizko krzyżów, że raniony rozumiał się mieć krzyż złamany, ale wkrótce spostrzegł, że choć bardzo mocno, ale razem i bardzo szczęśliwie był ugodzony, pobiegł co prędzej do ambulansu, dać się opatrzyć, a potem ujechał aż pod Bóbr naprzeciw wielkiej armji, gdzie osłabiony bardzo, tak upływem krwi jako i dużą raną, osądzono, że jechać dalej nie może, i po przejściu armji musiał w łóżku poddać się generałowi Płatow. Kossecki zastąpił jego miejsce, a generał Pakosz dostał w piersi kontuzję także w tym samym czasie. Generał Dąbrowski trzymał się jeszcze przy moście aż do godziny trzeciej i wtedy dopiero opuścił całkiem Boryssów, dokończając tego dnia jak zaczął z największem narażeniem się, jak był pierwszym przy zaczęciu akcji, tak ostatni opuścił most i miasto.

Maszerując zawsze ku Bobrowi, dla złączenia się z marszałkiem Oudinot, lubo z bardzo małą siłą, bo połowa dywizji była w Świsłoczy została i mohylowskim naprzeciw Bobrujska, a pułk szósty rozumiał być zabranym. Później pokazało się, że ten waleczny oddawna pułk prowadzony przez swego naczelnika Sierawskiego, widząc, że już się przedostać nie może przez most, rzucił się na Obleżeniec i poszedł ponad rzeką ku Wilnowi, którą w jednem miejscu znalazłszy tyle zamarzła, że pojedynczemu można było przejść człowiekowi, przeprowadził tym sposobem dwa bataljony i dopóty w boru z niemi stał ukryty, dopóki znów niepowrócił generał Dąbrowski i Oudinot, i nie usłyszał nowej bitwy, do których się przyłączył.

Reszta zaś dywizji to jest, dwa bataliony czternastego z częścią jazdy pułku drugiego przeszedłszy Berezynę pod Świsłoczą, a pułk siedemnasty piechoty i piętnasty jazdy prosto od Mohilowa, przyszły jeszcze do swego generała dywizji przed dniem przeprawy na Berezynie pod Ziembinem, i miały szczęście być uczestnikami tego sławnego na wieki dnia, w którym generał Zajączek stracił nogę, Dąbrowski dwa razy ranny, Kniaziewicz kontuzji dostał. Ten sam Sierawski raniony. Lecz Polacy sławą się okryli podług świadectwa samego nieprzyjaciela, między innemi kawalerja brygady dwudziestej ósmej, a szczególniej pułk drugi jazdy prowadzony przez szefa Kosseckiego, zazdroszcząc wszystkim innym, chciał, jeżeli nie przewyższyć, przynajmniej zrównać się z drugiemi i w dniu tym tego dokazał.