Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Chłopicki Grzegorz Józef (1771-1854)

Opublikowano w Generałowie Księstwa Warszawskiego

Grzegorz Józef Chłopicki urodził się we wsi Kapustyń na Wołyniu, 14 III 1771 roku. Pochodził z rodziny szlacheckiej i pierwszy bój stoczył już w wieku lat ośmiu, w czasie zajazdu u sąsiada. Uczył się w szkole Bazylianów, ale niezbyt chętnie. Od początku przejawiał zamiłowanie do wojaczki, które rozpalał w nim brat Andrzej, niewidomy zakonnik, walczący kiedyś w konfederacji barskiej. Chłopicki opiekował się nim i czytał mu książki. Słuchał też opowiadań o walkach w czasie konfederacji i czytał po kryjomu książki w języku polskim, co było zakazane. W związku z karą, jaka została mu zaaplikowana przez braci zakonnych, zdecydował się opuścić niegościnne progi szkoły klasztornej, po czterech latach nauki. Gdy dowiedział się o tym ojciec, zerwał na czas jakiś stosunki z synem. Chłopicki postanowił wstąpić do wojska. Miał wtedy 14 lat, a jedyną pomoc i oparcie w bracie Andrzeju, który poparł jego pomysł i dał mu na jego realizację 10 dukatów.
W wojsko polskim nasz bohater zabawił trzy lata. W 1788 roku, uciekł z pułku Kaliksta Ponińskiego, w którym służył i zaciągnął się do wojska rosyjskiego, które toczyło wojnę z Turcją. Wielu Polaków służyło wtedy w armii naszego zaborcy i postępowanie takie nie było niczym dziwnym, chociaż z pewnością nie było przez wszystkich popierane, zwłaszcza, że istniała jeszcze armia polska. Niemniej młodemu żołnierzowi, któremu z pewnością paliło się do wojaczki trudno było wysiedzieć w pułku, gdzie nic się nie działo. Pod Oczakowem mimo nadziei Chłopickiego niewiele się wydarzyło. Dopiero pod koniec roku odbył się szturm, w którym prawdopodobnie brał udział Chłopicki. W następnym roku wrócił on do Polski, gdzie wstąpił do 11 pułku grenadierów Augusta Ilińskiego. Po kolejnych dwóch latach kupił stopień chorążego, będący wówczas najniższym stopniem oficerskim. Walczył przeciwko Rosji w 1792 roku, pod Boruszkowicami i Zieleńcami. Służył pod komendą ks. J. Poniatowskiego. Po zakończeniu wojny, jego regiment wcielono do armii rosyjskiej. Chłopicki nie wziął dymisji, jak wielu innych oficerów. Dzięki temu dosłużył się stopnia porucznika. Wystąpiła tu po raz pierwszy jego przekora, cecha, którą wielu poczytywało za karierowiczostwo i za co potem nazywano go kondotierem. A przecież w momencie kiedy wybuchła insurekcja kościuszkowska, uciekł z pułku i przekradł się do kraju. Podróż pełna wrażeń, pierwsza, ale nie ostatnia, zakończyła się wstąpieniem w szeregi wojsk Ponińskiego, który zmierzał pod Maciejowice.
Tak, więc nie brał udziału w zbyt wielu bitwach, a jego kraj właśnie przestawał istnieć. 23-letni chłopak, który nie umiał nic poza wojaczką, zostawał bez perspektyw. Przedarł się więc do Włoch, gdzie w 1797 roku zaczęły powstawać polskie oddziały, walczące u boku Francuzów z Austriakami. W kwietniu otrzymał awans na kapitana. Od tego momentu praktycznie nie miał chwili odpoczynku od wojny. W 1798 roku otrzymał awans na majora. Walczył pod Neppi, Magliano i Calvi. Oblegał twierdze Gaette i Capuę. 14 maja 1799 r. awansowany na szefa batalionu, przez samego Dąbrowskiego. W nieszczęśliwej dla Francuzów kampanii 1799 roku, przeciwko Rosjanom, którymi dowodził znakomicie Suworow, wielokrotnie dawał dowody wybitnych umiejętności dowódczych. Odznaczył się pod Trebbią, gdzie został ranny kulą z karabinu, walczył pod Novi w pierwszej i drugiej bitwie. Dowodził półbrygadą, a czasem, nawet brygadą. Dwukrotnie przedstawiany do awansu, raz odmówił, drugi raz nie było etatu. Brał udział w oblężeniu Mantui w 1801.
Chłopicki prowadzi do boju grenadierów W 1802 roku wyruszył na południe Włoch. Walczył tam z partyzantami i uzyskał pochwałę gen. St. Cyra. W 1805 r. wrócił na północ, gdzie Francuzi oblegali wojska austriackie w Wenecji. Pod Castel Franco okrążony przez Francuzów ks. Rohan, usiłował się przebić, z częścią obleganych. Został kompletnie pobity, a spory udział w tym zwycięstwie miała legia Dąbrowskiego, a zwłaszcza jej II batalion, pod dowództwem Chłopickiego, który nie dość, że odparł dwie szarże kirasjerów, to jeszcze wziął 700 z nich do niewoli. Bardzo charakterystyczne jest, że Chłopicki nie wspomina o tych jeńcach w swoim raporcie z tej bitwy. Podobnie swój udział w jej opisie ogranicza do minimum, wychwalając swoich kolegów z I i III batalionu. Powoli osiągał najwyższą umiejętność w operowaniu piechotą, którą potem doprowadził do perfekcji. W następnym roku znów południowe Włochy i walki w Kalabrii. Niestety tam po raz pierwszy Polacy zawiedli i w bitwie pod Maidą 4 lipca 1806 roku wycofali się, osłaniając odwrót, ale nie przyjmując ataku na bagnety, do którego dążyli Anglicy. Jest to tym bardziej zaskakujące, że ci ostatni, nie byli w nim zbyt wybitni w przeciwieństwie do Polaków. Pod koniec roku Chłopicki wyruszył z częścią swoich sił na Śląsk, gdzie miała powstawać nowa formacja. Nazwano ją Legią Nadwiślańską, a 11 czerwca 1807 roku Chłopicki otrzymał awans na pułkownika i dowódcę 1 pułku tej formacji. Przebieg działań Legii, której komendantem został Chłopicki oficjalnie 7 listopada 1808 roku, chociaż pełnił tę funkcję już wcześniej, sam w sobie jest znakomitym tematem na książkę. Gdyby Chłopicki nic innego nie dokonał, to historia tego okresu wystarczyłaby na sławę, na jaką sobie ciężko zasłużył. Szczególnie odznaczył się podczas dwukrotnego oblężenia Saragossy w 1808 i 1809 roku.
Walki o to miasto przypominały swoją zaciekłością walki w Stalingradzie w czasie II w. św. Praktycznie cała 40 000 ludność miasta brała udział w obronie. Walczyły także kobiety i starcy. Ze względu na gęstą zabudowę i wąskie uliczki, Saragossa była miastem niezwykle trudnym do zdobycia. Chłopicki popisał się tam kilkoma spektakularnymi akcjami. "Dowodząc 1 pułkiem pieszym Legii Nadwiślańskiej i 70 pułkiem liniowym, otrzymał rozkaz zajęcia klasztoru Santa Engracia, silnie ufortyfikowanego i stanowiącego ważny punkt oporu Hiszpanów. Polecił kapitanowi Mühlbergowi z pułku woltyżerów [raczej kompanii - przyp. M. P.], aby na czele swej kompanii wdarł się do miasta przez wyłom po prawej stronie bramy Santa Engracia. Hiszpanie, walcząc zaciekle, rzucili się na ten zagrożony punkt. Chłopicki, spostrzegłszy na murze obwodowym miejsce ogołocone z obrońców, dostał się po barkach czterech grenadierów, którym rozkazał iść z sobą , na ów mur i następnie do wnętrza klasztoru. Niezmierne było zdziwienie Mühlberga, gdy, złamawszy opór Hiszpanów, wtargnął przez wyłom na czele swoich żołnierzy do miasta i mieniąc się pierwszym, znalazł tam już swego pułkownika, który ze szpada w prawej i z kapeluszem w lewej resztę wojska wzywał za sobą". Natarcie stawało się coraz trudniejsze, opór obrońców tężał z każdym krokiem. "Tu jeden raz w moim życiu pomyślałem: trudno stąd żywym wyjść będzie. Lecz ja byłem gotów zawsze na śmierć i śmiało szedłem po nią" - wspominał po latach ten moment". Nie dotarł do celu swojego ataku. "Zaledwie zrobił w obranym kierunku kilka kroków, kartacz trafił go w lewą nogę, poniżej kolana. Upadł zbroczony krwią. Z pomocą pospieszył mu chirurg Kiss, major z jego pułku. W chwili gdy zamierzał założyć rannemu opatrunek, kula armatnia urwała dzielnemu lekarzowi obie nogi. Wkrótce zmarł. Grenadierzy, tracąc po drodze zabitych i rannych, wynieśli pułkownika Chłopickiego na własnych barkach z wiru walki do miejsca, gdzie można go było opatrzyć".
Znakomicie sprawił się Chłopicki podczas drugiego oblężenia Saragossy, mającego miejsce od grudnia 1808 do lutego 1809 roku. Prowadził tam kilka kluczowych ataków, w znanych już sobie miejscach. Chwalił go sam marszałek Lannes, który był jednym z najwybitniejszych dowódców napoleońskich, zwłaszcza piechoty. "Dużo wtedy mówiono o pułkowniku Chłopickim, który cieszył się wielkim uważaniem tak u Polaków, jak i Francuzów. Niektórzy oficerowie z jego pułku byli nim zachwyceni, inni nie mogli się dość naopowiadać o jego porywczości i wymaganiu rzeczy niemożliwych. Widywaliśmy go często przy tzw. ataku szybkim krokiem (attaque de droite), kiedy żołnierze witali go z mieszaniną radości i uszanowania, a oficerowie, zwłaszcza starsi, spoglądali na niego z niechęcią". Tak wspominał go jeden z jego podwładnych porucznik Brandt.
Chłopicki odznaczał się nie tylko w oblężeniach, ale i sprawując oddzielne dowództwo w polu. 23 czerwca 1808 roku miała miejsce bitwa pod Epilą, w której sam dowodził. Rozbił w niej wielokrotnie liczniejsze oddziały regularne hiszpańskiej armii. Przebywał w Hiszpanii do 1812 roku. W tym czasie brał udział w bitwach pod Mallen, Alagon, Tudelą, Alcanis, Maria, Belechite i Saguntem. Oblegał Tortozę, gdzie został ranny odłamkiem granatu, Sagunt i Walencję. Kiedy służył w armii generała, a później marszałka Sucheta, wielokrotnie otrzymywał samodzielne komendy. Marszałek chwalił go zresztą w swoich wspomnieniach. W tym czasie awansował na stopień gen. bryg. (18 VII 1809 r.), otrzymał oficerską Legię Honorową, włoski Krzyż Korony Żelaznej, Komandorski Krzyż Virtuti Militari. Mianowano go także baronem Cesarstwa Francuskiego i otrzymał wiele donacji pieniężnych, w sumie na kwotę 12 000 franków.
Napoleon ściągnął na wojnę z Rosją Legię Nadwiślańską. Chłopicki przeprowadził ją przez całą Europę, nie tracąc prawie ani jednego człowieka. Niestety nie został mianowany jej dowódcą, co stało się pewnie nutką goryczy, gdyż funkcja ta, jemu się należała. W czasie wyprawy na Moskwę Legia nie brała udziału w walkach, do czasu Możajska. Potem miało miejsce starcie pod Rżatem, gdzie 10 września Chłopicki został ciężko ranny. Leczył się długo, bo do grudnia 1813 roku. Wtedy podał się do dymisji. Różne podawano przyczyny. Podobno była to sprawa awansu na stopień generała dywizji, którego odmówił mu Napoleon. Chłapowski twierdzi w swoich wspomnieniach, że nastąpiła ona na skutek wiadomości, iż Napoleon chciał przehandlować za pokój Księstwo Warszawskie w czerwcu 1813 roku. Miał wtedy powiedzieć "Wolałbym tłuc kamienie, niż dalej służyć temu człowiekowi". Dziwnym jest, że tak późno się zdecydował na takie posunięcie, skoro tak go to wzburzyło. Nie mając żadnych śladów wskazujących na to, co mogło spowodować taka decyzję, można tylko snuć przypuszczenia. W 1812 roku Chłopicki miał 41 lat, z których 15 spędził bez przerwy w wojsku, a doliczając wcześniejsze w sumie 24. Mimo znakomitych warunków fizycznych i żelaznej wytrzymałości psychicznej mógł się wreszcie poczuć zmęczony. Pewnie nie chciał całkowicie zrywać z wojskiem, ale ciągłe wojny nie pozwalały na przerwę i odpoczynek. Szukał tylko pretekstu, a takim mogło być, zarówno odmówienie awansu, które stawiało go obok nielubianego Claperade, nowego dowódcy Legii, jak i "nieuczciwe" podejście Cesarza Francuzów do swoich polskich sojuszników.
Nie ma nic z kondotierstwa jego decyzja wstąpienia w szeregi nowo tworzonej Armii Polskiej, u boku Aleksandra. Chłopicki zawsze traktował wojsko, jako swój zawód. Chciał służyć krajowi tam, gdzie wydawało mu się, że będzie najlepiej. Skoro nie sprawdziła się koncepcja odbudowy Polski przy Napoleonie, postanowił spróbować jej przy Aleksandrze. Został mianowany dowódcą 1 Dywizji Piechoty (20 I 1815 r.), a wcześniej generałem dywizji (18 V 1814 r.). Niestety dla niego, okazało się, że nie zawsze jest w stanie porozumieć się z Konstantym. Po kilku utarczkach słownych doszło do następującego wydarzenia: Chłopickiemu zrobiło się gorąco i rozpiął mundur w czasie parady na placu Saskim. Został za to zwymyślany przez w. księcia, który oświadczył mu, że jest aresztowany. Chłopicki poszedł do domu, a później odesłał Konstantemu swoją szpadę i na następnych paradach nie pojawiał się. Podawał się za chorego, na co Konstanty przysłał mu lekarza. Chłopicki stwierdził, że słowu generała powinien bardziej wierzyć niż lekarzowi i odesłał go z kwitkiem. Konstanty się wystraszył nie na żarty, reputacja Chłopickiego była powszechnie znana. Konstanty wysłał gen. Kurutę, swojego szefa sztabu z przeprosinami, gdy to nie poskutkowało, Zajączka, potem Nowosilcowa. Chłopicki nie przyjął przeprosin. Zyskał wtedy sympatię ludności cywilnej. W końcu, jego prośba o dymisję została przyjęta w październiku 1818 roku.
Chłopicki po złożeniu dyktatury W czasie kiedy siedział w areszcie domowym, który sam sobie zorganizował, męczył się strasznie. Spędził w domu 1,5 roku "jeszcze miesiąc tego więzienia, a byłoby - żegnaj rozumie. Samotność zabijała mnie, a nie było nikogo w Warszawie coby mnie odwiedził lękając się narazić. O nieraz wtedy myślałem, czylim nie zdołał i nie umiał zaskarbić sobie przyjaźni i szacunku ludzkiego? Czyli takeśmy już zniczkczemnieli, iż nie znalazłem takiego, któryby na tak mało znaczące poświęcenie zdobyć się mógł? Te myśli poiły mnie trucizną". Właśnie takie myślenie doprowadziło go spoglądanie na naród, jak na ludzi, którzy nie rozumieją ile on im poświęcił. Nic dziwnego, że odpowiadał wtedy na propozycje spiskowania "moją ojczyzną - jest namiot , wasza nie sprawiłaby mi i butów". Pozostawał wtedy w Warszawie i spotykał się czasem ze swymi przyjaciółmi. Bywał też na paradach, na placu Saskim. Młodzi oficerowie, którzy go widywali, oddawali mu honory, ale on nie zwracał na to uwagi, z typową dla siebie przekorą, uważając, że nie jest już w armii, więc nie może na nie odpowiadać. Nadeszła noc listopadowa, w czasie której zwrócono się do generała o objęcie dowództwa. Na początku odmówił, zgodził się dopiero potem. Objął funkcję dyktatora, a kiedy ją złożył 17 stycznia 1831 r. został nieoficjalnym doradcą nowego wodza naczelnego. Walczył 19 lutego pod Wawrem, 22 II 1831 r. został mianowany dowódcą wojsk pierwszej linii. Przygotował i znakomicie poprowadził bitwę pod Grochowem, w jej trakcie ciężko ranny w nogi. Wyjechał do Krakowa i tam mieszkał do swojej śmierci 30 IX 1854 r.
Styl dowodzenia Chłopickiego był agresywny, ale przemyślany, oparty na wieloletnim doświadczeniu. Zresztą nie tylko doświadczenie grało tu dużą rolę. Wg niektórych był on po prostu stworzony do wojaczki. Tak pisał o nim Tomasz Potocki, adiutant z 1831 r. "Jego męstwo rosło z niebezpieczeństwem, drugi Massena , huk dział go budził, wojna była jego namiętnością, a bitwa żywiołem, wśród kul, rzezi, dymu i kurzawy z zimną krwią, szybko i bez wahania wydający rozkazy, odgadujący myśli nieprzyjaciela i jednym spojrzeniem elektryzujący tysiące, zdawał się geniuszem wojny w postaci śmiertelnej." Podobnie twierdził Prądzyński. "Waleczny z natury urodził się żołnierzem. Zdawało się, że jemu jest równie dobrze wśród niebezpieczeństw bitwy; umysł jego wzmagał się pośród nich, a myśli swoje, które nie zawsze z zupełną dokładnością oddawał, nabierały tam jasności i wtedy lepiej się wyrażał." Dysponował doskonałym, silnym głosem, który potrafił przebić się przez grzmot salwy karabinowej. Z pewnością niebagatelną rolę we wpływie, jaki wywierał na żołnierzy miał jego wygląd. "Postać dumna, w rysach męstwo i stałość, wzrok orli, który dreszczem przenikał, sposób mówienia jasny i zwięzły, dar rozkazywania, jednym wejrzeniem oszacowania podwładnego, wszystko w czem cechowało wodza."

Santa