Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Sokolnicki Michał (1760-1816)

Opublikowano w Generałowie Księstwa Warszawskiego

"Świetny oficer, żarliwy obywatel, (...) którego istotne zalety małostkowa, nieraz intrygancka psuła ambicja" pisał o Michale Sokolnickim znakomity historyk Szymon Askenazy. Generał "zupełnie postrzelony kiedy się nie bił, a nieoceniony w chwilach najcięższych" utożsamiał zarazem wielkie wady i zalety generalicji Księstwa Warszawskiego.
Urodził się w Wierzei w Poznańskiem w rodzinie drobnoszlacheckiej. Był wychowankiem Szkoły Rycerskiej do której uczęszczał jako kadet w latach 1777-1779. Ze szczególną gorliwością oddawał się nauce budownictwa i fortyfikacji. Szkołę kończył w stopniu porucznika. W latach 1780 - 1781 (i być może także w 1783) przebywał na dworze ks. Augusta Sułkowskiego w Rydzynie. Jak sam twierdził przyjaźnił się wówczas z Józefem Sułkowskim, którego miał być podobno także nauczycielem i wychowawcą (zaprzecza temu stanowczo nieprzychylny Sokolnickiemu Askenazy jako "wymysł samochwalczy, obliczony zapewne na zareklamowanie się Napoleonowi"). Po studiach zagranicznych (m.in. w dziedzinie inżynierii wojskowej w Saksonii) awansowany w 1787 r. na kapitana korpusu inżynierów, a w 1789 majora. Był współorganizatorem korpusu inżynierów litewskich, którego wkrótce został także wiceszefem. Uczył geodezji i budownictwa w szkole inżynieryjnej. Uczestniczył w wojnie z Rosją 1792 r. Był wówczas mianowany podpułkownikiem i generalnym kwatermistrzem armii litewskiej.
Pod rządami Targowicy utrzymywał kontakty ze spiskowcami w Wielkopolsce. W czasie insurekcji walczył w stopniu pułkownika. Podczas wielkopolskiej wyprawy gen. Dąbrowskiego dowodził batalionem strzelców na czele których wyróżnił się m.in. w walkach z Prusakami nad Bzurą. Otrzymał za to od Naczelnika, na wniosek Dąbrowskiego, złotą obrączkę z napisem "Oyczyzna swemu obrońcy". Brał udział w zdobyciu Bydgoszczy, zajął także ze swoimi strzelcami lewobrzeżne przedmieścia Torunia. Potem walczył w składzie dywizji Sierakowskiego. Już w trakcie rozmów kapitulacyjnych w Radoszycach otrzymał (17 listopada) awans na stopień generała majora, lecz nie był on później uznawany. Po upadku powstania aresztowany razem z przywódcami insurekcji i po śledztwie w Petersburgu został zesłany w głąb Rosji. Zwolniony z zesłania, zaczął planować wyjazd do Francji. Przygotowywał rozmaite memoriały, do których jak wytyka mu Askenazy "miał istotną słabość...". W jednym z nich, w 1797 r., proponował utworzenie nad Renem osobnej legii holenderskiej pod dowództwem Madalińskiego. We wrześniu 1797 r. razem z Józefem Mostowskim i Władysławem Jabłonowskim wyjechał do Paryża. Wobec fiaska planów utworzenia oddzielnej legii holenderskiej ofiarował swe usługi Dąbrowskiemu. Kiedy wroga Dąbrowskiemu paryska Deputacja ogłosiła w 1798 r. i 1799 r. zniesławiające go paszkwile, za każdym razem w obronę swego dawnego dowódcę brał właśnie Sokolnicki.
W 1800 r. mianowany szefem brygady, a po samobójczej śmierci płk. Gawrońskiego zastępcą dowódcy Legii Naddunajskiej. Pod Offenbach Sokolnicki "w bród prowadził cztery kompanie do rozstrzygającego ataku na bagnety przez bystry nurt rzeki Menu". Walczył także pod Hohenlinden. Przez pewien czas - podczas marszu oddziałów legii do Włoch, gdzie miały wejść na służbę etruryjską, Sokolnicki pełnił obowiązki szefa legii, mając nadzieję zostać jej dowódcą po Kniaziewiczu, który złożył dymisję. Wśród żołnierzy szerzyła się wówczas dezercja, a wśród oficerów dymisje. Jak pisze Kukiel: "Jeden Sokolnicki umiał żelazną ręką ująć topniejące bataliony i zapobiec zupełnej ich zagładzie". Murat jednak, na skutek intryg Rożnieckiego powierzył dowództwo legii Jabłonowskiemu. W końcu 1801 r. podczas pobytu Napoleona w Lyonie wystarał się o upragniony awans na stopień generała brygady, czym zraził sobie jednak Dąbrowskiego. Pod pozorem choroby uchylił się od udziału w wyprawie na San Domingo. W 1803 r. złożył dymisję. Przebywał wówczas w Paryżu, gdzie w 1804 r. został wybrany do Societé Academique de Sciences. Związał się także z wolnomularskim "Wielkim Wschodem Francuskim".
Do służby wojskowej powrócił w jesieni 1806 r., kiedy Fouche skierował go do sztabu Napoleona. Przeniósł się w styczniu 1807 r. do legii Dąbrowskiego uzyskując przydział gen. bryg. Przejął od gen. "Amilkara" Kosińskiego dowodzenie nad oddziałami pospolitego ruszenia, przywracając w ich szeregach karność i dyscyplinę. Na czele "pospolitaków" wziął udział w oblężeniu Gdańska (rozbijając m.in. freikorps hr. Krockowa) i samodzielnie zdobył Słupsk. Wbrew swym nadziejom, nie został wówczas po rannym Dąbrowskim dowódcą polskiej dywizji. Wystąpili przeciwko niemu generałowie Kosiński i Aksamitowski negując w obecności marsz. Lefebvre'a jego stopień generalski. Ostatecznie na czele dywizji stanął sędziwy gen. Giełgud, ale pamięć zniewagi pozostała. Po kampanii 1807 r. odznaczony został krzyżem kawalerskim Legii Honorowej i krzyżem komandorskim Virtuti Militari.
Sokolnicki zwracał uwagę ks. Józefa i Napoleona na wojenne przygotowania Austrii do nowej wojny. W kampanii 1809 r., której był jednym z bohaterów, odznaczył się najpierw pod Raszynem, walcząc na groblach falęckich, a następnie dowodząc po bitwie polską ariergardą. Zwyciężył następnie pod Grochowem i zdobył austriacki przyczółek pod Ostrówkiem. Sokolnicki dowodził wówczas samodzielną brygadą. Znający go dobrze Sołtyk twierdzi, że: "W duszy jego kiełkowała wówczas ambicja, zdolna natchnąć go do największych rzeczy: było to marzenie o naczelnem dowództwie". Był zwolennikiem działań ofensywnych w Galicji. Szczególnie zasłużył się jednak podczas walk o Sandomierz, który zdobył wspólnie z Rożnieckim 17 maja. Potem umiejętnie bronił Sandomierza przed liczniejszymi Austriakami, po czym wyczerpawszy amunicję, uzyskał honorową kapitulację, dzięki czemu mógł wycofać się z bronią i sztandarami a nawet zbiegami z wojska austriackiego. Podjął jednak tę decyzję wbrew instrukcjom Poniatowskiego, przez co ściągnął na siebie liczne oskarżenia o nieudolność. Mimo to, za kampanię 1809 r. otrzymał krzyż oficerski Legii Honorowej. Po zajęciu przez wojska polskie Krakowa został jego gubernatorem. Naraził się jednak jego mieszkańcom każąc im płacić koszty wyprawianych przez siebie bankietów i bali. 20 marca 1810 r. awansowany wreszcie na gen. dyw. Został także komendantem radomskiego okręgu wojskowego. Kiedy w tym samym, 1810 r. samowolnie przedłużył sobie urlop w Puławach u Czartoryskich (gdzie bezskutecznie starał się o rękę Emmy Potockiej), książę Józef wykorzystał to jako pretekst do skreślenia Sokolnickiego z etatu armii Księstwa Warszawskiego. Generał postanowił wówczas wrócić na służbę francuską.
Podczas wojny z Rosją w 1812 r. Sokolnicki pełnił rolę szefa wywiadu Wielkiej Armii, przebywając w cesarskim sztabie i prowadząc także w imieniu Napoleona korespondencję z korpusem polskim. Jeszcze przed wybuchem konfliktu przygotował memoriał o siłach i możliwościach wojennych Rosji. Jego memoriał zawierał wiele cennych uwag - radził m.in. rozłożyć kampanię na dwa lata (w związku z czym zadbać o wyekwipowanie armii w cieplejsze mundury) i wysłać korpus polski na Wołyń i Ukrainę w celu wzniecenia powstania antyrosyjskiego. Był świadkiem bitwy o Smoleńsk, podczas której obserwował ruchy strony rosyjskiej i wysyłał na ten temat raporty do cesarza. Razem ze swym adiutantem - Romanem Sołtykiem był jednym z pierwszych, którzy weszli do opuszczonego Smoleńska. Pod Borodino został ranny, gdy: "w czasie rekonesansu otrzymał parę postrzałów, pchnięcie bagnetem, płaszcz miał podziurawiony jak sito, konia zabitego i mimo tego służbę pełnił bez przerwy" (Kukiel). Z Moskwy do zbiorów narodowych ks. Izabeli Czartoryskiej zabrał chorągiew konfederatów barskich. Odwrót odbył prawdopodobnie w sztabie głównym Wielkiej Armii.
W początkach 1813 r. przebywał przy sztabie ks. Eugeniusza Beauharnais. Sławny stał się bal jaki Sokolnicki wówczas wydał dla oficerów francuskich i polskich w Międzyrzeczu (następny wydał w Lipsku). Był potem łącznikiem pomiędzy kwaterą cesarską a ks. Józefem, któremu przywiózł wiadomość o zwycięskiej dla Napoleona bitwie pod Lützen. Być może obecność Sokolnickiego przy Poniatowskim miała być dla Napoleona gwarancją lojalności księcia. Sokolnicki mianowany został następnie dowódcą złożonej z polskich pułków 7 dywizji lekkiej kawalerii w IV korpusie kawalerii F.E. Kellermanna. Jednak wobec jego choroby, Sokolnicki praktycznie przejął dowództwo nad IV korpusem na czele którego walczy m.in. w dziesięciodniowych walkach pod Muldą, z wielokrotnie silniejszym korpusem ge. Mohra, gdzie szczególnie się odznaczył i "dokazywał więc znowu cudów przytomności umysłu, zimnej krwi, nieustraszonej odwagi" (Kukiel). Walczył pod Lipskiem, gdzie jego kawalerzyści wielokrotnie szarżowali na jazdę rosyjską i austriacką. Po śmierci ks. Józefa Poniatowskiego, to właśnie Sokolnickiemu należało się prawem starszeństwa dowództwo nad szczątkami polskiego korpusu. 19 października zebrał i uporządkował polskie oddziały, zamierzając uderzyć nocą na zagrażający odwrotowi korpus austriacki Giulaya. Wywołało to protesty kadry oficerskiej, (gen. Kwaśniewski ponoć "poważył się przed frontem zelżyć gen. Sokolnickiego i za to jednak pod sąd nie poszedł"), a gen. Krukowiecki samowolnie udał się do kwatery cesarskiej i namówił Napoleona na oddanie dowództwa sił polskich księciu gen. Antoniemu Sułkowskiemu. Kiedy później Sokolnicki zobaczył swoje nazwisko na liście przedstawionych do odznaczenia krzyżem komandorskim Legii Honorowej, tuż obok Krukowieckiego, demonstracyjnie skreślił się z listy, nie chcąc być nagrodzonym razem ze swym oszczercą.
W 1814 r. Sokolnicki został dowódcą III kompanii polskiej gwardii honorowej. Bronił m.in. przepraw na Oise w Compiegne, gdzie jak pisał Prądzyński: "Przykre położenie rzeczy, mała liczba wojska do obronienia tych trzech stanowczych przepraw nie zatrwożyły bynajmniej walecznego generała dywizji Sokolnickiego, który pomimo przewagi nieprzyjaciela liczbą i stanowiskiem potrafił i tu otrzymać sławę bitnego wojska polskiego". Potem bronił także paryskiego wzgórza Buttes Chaumont, gdzie pod jego komendą walczyli uczniowie sławnej szkoły politechnicznej, a on sam miał podobno osobiście obsługiwać armaty. Był jednym z głównych stronników wytrwania przy sprawie napoleońskiej. Razem z płk. Szymanowskim udał się do Napoleona, do Fontainbleau, z przygotowaną wcześniej z gen. Dąbrowskim petycją zapewniającą o wdzięczności i przywiązaniu Polaków do niego oraz prosząca o zwolnienie z przysięgi. Napoleon oprócz pisma wyrażającego zadowolenie z postawy polskich sojuszników, kazał napisać również pismo chwalące długą i owocną służbę Sokolnickiego. Dwa dni później Sokolnicki z upoważnienia gen. Dąbrowskiego widział się w Paryżu z carem Aleksandrem, uzyskując od niego zapewnienia utrzymania armii polskiej. Uczestniczył potem w słynnym pożegnaniu Napoleona ze starą gwardią w Fontainbleau 20 kwietnia. Do kraju powrócił na czele oficerskich kompanii gwardii honorowych eskortujących zwłoki ks. Józefa Poniatowskiego. Był zdaje się głównym organizatorem tego przedsięwzięcia. Jak pisze Kukiel: "Generał Sokolnicki wiózł długim szlakiem pogrzebowym ciało naczelnego wodza, któremu rywalem był za życia...".
Jako zagorzałego stronnika Napoleona pominięto Sokolnickiego w pracach Komitetu Wojskowego tworzącego zręby armii Królestwa Polskiego. W 1815 r. rozgorzała na nowo awantura z Krukowieckim, który publicznie obraził Sokolnickiego podczas wydanego 11 kwietnia w Łazienkach bankietu dla polskich i rosyjskich generałów. Krukowiecki zarzucał mu szkalowanie go w anonimowych pismach jakie ukazały się w Paryżu. Car powołał 12 listopada 1815 r. sąd wojenny, jednak do wydania wyroku nie doszło. 24 września 1816 r., dzień po upadku z konia (lub wg innej wersji - stratowaniu przez pędzącego z rozkazem ułana na placu Saskim) generał zmarł. Pochowany został 26 września w katakumbach na cmentarzu Świętokrzyskim w Warszawie na Koszykach (skasowanym w 1836 r.). Jego prochy zostały przeniesione do Poznania, gdzie dziś spoczywają w kościele p.w. św. Wojciecha na Skałce, w krypcie zasłużonych Wielkopolan.
Sokolnicki nielubiany przez korpus oficerski, był przez swoich żołnierzy nazywany "krzykaczem". Adiutant Sokolnickiego - Roman Sołtyk tak opisywał swego dowódcę: "Sokolnicki był wykształcony, zdolny, niezmiernie czynny i odważny; wyjątkowa przytomność umysłu w niebezpieczeństwie i niezwykła śmiałość koncepcyi wojskowych, zdawała się przeznaczać go do wielkich zadań. Chłodny i zamknięty w sobie, wzbudzający w otoczeniu raczej szacunek niż przywiązanie, niejednego liczył wroga".
"Niewątpliwie w umysłowości Sokolnickiego dają się zauważyć wady, odbijające skazą szkodliwą i na pewnych rysach jego charakteru. Mylił się częstokroć w sądzie o rzeczach i ludziach i mimowoli w błąd wprowadzał, a niekiedy i krzywdził innych; mylił się też co do siebie samego, przeceniając własne przymioty i tą przesadą sam sobie największą czynił ujmę" - tak, nieco uszczypliwie, scharakteryzował Sokolnickiego Szymon Askenazy, lecz zaraz potem dodał niepowszednie jego zalety i zasługi: "zupełne oddanie się sprawie narodowej, odwaga, która nie mierzy niebezpieczeństwa, tęgość bojowa, niezłomna w ogniu energia, świetne błyski twórczego talentu strategicznego".
Rzadko wspomina się o poetyckich zdolnościach generała, które doceniał nawet Kajetan Koźmian. Był z pewnością najbardziej uzdolniony spośród całej generalicji polskiej. Został członkiem akademii w Gandawie i Nancy, członkiem-korespondentem Instytutu Francuskiego i paryskiej Akademii Nauk. Znał się na astronomii, inżynierii i fizyce. Przygotowywał projekty budowy kanałów, osuszania bagien, konstrukcji mostów, urządzeń pomiarowych a nawet "trąby hydraulicznej". W 1808 r. napisał "Poetyczny i fizyczny opis salin Wieliczki".
Według opisu Fredry Sokolnicki miał "twarz przyjemną, wzrost średni, chudy".

Apacz & Castiglione