Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

André Masséna - książę Rivoli i Essling (1758 - 1817)

Opublikowano w Marszałkowie Cesarstwa

Andrzej Massena, najdziwniejszy i jeden z dwóch najzdolniejszych (Davout był drugim) wodzów Napoleona. Urodzony w Nicei w 1758 roku w wieku lat trzynastu uciekł na morze jako chłopiec okrętowy i odbył kilka podróży po Morzu Śródziemnym, a jedną nawet do Kajenny. Mając lat siedemnaście porzucił zawód marynarza i zaciągnął się jako szeregowiec do jednego z pułków italskiego wojska, w którym szybko awansował na sierżanta. Po czternastu latach służby, widząc że droga do dalszych awansów jest dla niego zamknięta, poprosił w sierpniu 1789 roku o zwolnienie, które otrzymał wraz z certyfikatem świadczącym, że Le Sieur Massena wysłużył z odznaczeniem w wojsku czternaście lat. Pojechał wtedy do Antibes i tam założył dla oka sklepik z suszonymi owocami i wiktuałami, w rzeczywistości zaś zajął się przemycaniem różnych towarów do Italii poprzez lesiste góry Sabaudii. Ten zawód przemytnika dał mu doskonałą znajomość wszystkich górskich ścieżek tego kraju, który wkrótce miał nabrać takiego znaczenia dla Republiki. Ale w 1792 roku były sierżant spostrzegł, że w życiu wojskowym nowej demokracji nadarzyła się daleko większa sposobność zdobycia sławy i majątku, szczególniej zaś majątku, niż w zawodzie przemytnika. W tym też roku Massena, już nie Le Sieur lecz le citoyen, został obrany dowódca drugiego batalionu Var, w kwietniu zaś 1795 roku był już generałem dowodzącym pierwszą dywizją prawego skrzydła armii Italii. Andrzej Massena był chudym ciemnowłosym człowiekiem o czarnych oczach i długim nosie (nie ma żadnych dowodów na to, aby, jak utrzymują niektórzy, był Żydem i prawdziwe jego nazwisko brzmiało Manassech). Był to człowiek suchy, milczący, zgorzkniały. Bardzo rzadko mówił źle o innych i bardzo rzadko wpadał w gniew. Poza placem boju sprawiał wrażenie człowieka ospałego, na polu walki odznaczał się niesłychaną energią i szybkością decyzji. Jego dwiema głównymi namiętnościami były kobiety i pieniądze. Co się tyczy kobiet, to jeden ze współczesnych napisał o Massenie: "Uwielbiał wszystkie kobiety, lecz nigdy nie uchybił względom należnym swojej żonie", o jego zaś zdolnościach zdobywania pieniędzy świadczy fakt, że pozostawił po swej śmierci czterdzieści milionów franków. [...]
    W Europie pozostała Francji tylko jedna armia: armia Szwajcarii pod generałem Masseną, dawnym chłopcem okrętowym i przemytnikiem. Ta armia była rozlokowana w kształcie wielkiego półkola na północnej, wschodniej i południowej granicy szwajcarskiej od Bazylei do Jeziora Bodeńskiego, od Konstancji do Przełęczy Stylfskiej i przez przejście Splugen do St. Gotarda, stamtąd zaś do St. Bernarda i Simplonu. Szwajcaria w rękach francuskich była olbrzymim bastionem obronnej linii granicznej, utworzonej przez Ren od Antwerpii do Bazylei, wysokie wzgórza Sabaudii i łańcuchy Pirenejów. I dopóki armia Szwajcarii Masseny zajmowała ten bastion, arcyksiążę Karol bał się iść do Francji przez wąski pas lądu, który obecnie zwiemy Riwierą, aby nie narazić się na odcięcie przez oddziały francuskie, zajmujące przełęcze i przejścia alpejskie. Wszystko więc zależało od armii Masseny. Była to ostatnia deska ratunku. [...]
    Położenie republikanów było rozpaczliwe i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Massena starał się wyprowadzić armię z zamykających się kleszczy i uciekł ze Szwajcarii, która nagle z bastionu stała się pułapką. Ale Massena miał szerszy pogląd na tę sprawę. Musiał myśleć o Francji. Przecież to on, i tylko on bronił Flandrii, Renu, linii gór Sabaudii i drogi wzdłuż brzegu morza do Nicei. Paryż można było ocalić tylko w tym bastionie. W Szwajcarii mógł się utrzymać nawet ze słabą armią; gdyby zaś cofnął się do Francji, to nie mógłby tam stawić czoła przeważającemu wrogowi. Postanowił przeto za wszelką cenę utrzymać się pod Zurychem i czekać rozwoju wypadków. Główne siły swej . armii zgrupował na lewym skrzydle - naprzeciw Zurychu i austro-rosyjskiej armii pod Korsakowem. Soult stał w środku, na południe od Jeziora Zuryskiego, i pilnował Austriaków pod Hotzem. Lecourbe wyciągnął swe wojska w długą linię, dotykając lewym skrzydłem armii Soulta, prawym zaś sięgając Gotarda, skąd miał przyjść wielki i straszny Suworow. Zaraz z początku sprzymierzeni popełnili błąd strategiczny. Sądząc, że sprawa Masseny jest zupełnie przegrana, odesłali północną armię arcyksięcia Karola, złożoną z 50 tys. ludzi do Niderlandów, gdzie miał wkrótce wylądować anglo-rosyjski korpus ekspedycyjny. Armia ta powinna była przekroczyć Ren, gdy tylko stary lis zostanie wykurzony ze swego bastionu. Stary lis przyglądał się odchodzeniu tej armii, został na miejscu i czekał. Przez cały niemal miesiąc los Francji zależał od odwagi moralnej człowieka, który siedział na wzgórzach pod Zurychem i spokojnie patrzył, jak od południa zamyka się na niego pułapka. Z północnej strony obecnie nie groziło mu nic. Śmiertelne niebezpieczeństwo szło z południa Italii. [...]
    Massena zadał cios w doskonale obranej chwili. Spokojnie obserwował, jak Korsakow wyciąga linie swoich wojsk coraz dalej ku zachodowi od Zurychu. Wyciągnął ją wreszcie tak daleko, że większa część jego armii stała tyłem do jeziora i komunikacja z lewym skrzydłem i środkiem armii odbywała się przez wąską szyję zatłoczonego i ciasnego miasta. Massena wciąż czekał i obserwował, spokojnie, milcząco, obojętnie. Przybywali kurierzy od Lecourbe'a donosząc mu o zbliżaniu się Suworowa, on jednak ani drgnął. Wtem nagle nadeszła odpowiednia chwila i Massena rzucił całą swoją armię do ataku. Sam przygwoździł Korsakowa do Jeziora Zuryskiego i miasta, Oudinot tymczasem przerwał prawe skrzydło Korsakowa i obszedł go z tyłu. Przez dwa dni ulubieniec Katarzyny miotał się w potrzasku, aż wreszcie uformował swą piechotę w klin, przerwał linie Oudinota i w popłochu uciekł ze Szwajcarii, pozostawiając w rękach Francuzów 8 tys. jeńców, sto armat, to jest wszystkie, jakie posiadał, cały skarbiec i wszystkie zapasy. Tego samego dnia, nieco dalej ku południowi, Soult napadł na Austriaka Hotza i przepędził go w najzupełniejszym nieładzie za granice Szwajcarii. Następnych zaś dni Molitor w zupełnie podobny sposób, obszedł się z Jellaciczem, dowodzącym korpusem rosyjskim. Wielkie kleszcze zostały złamane i południowej armii nie pozostawało nic innego, jeno szybko uciekać. Sojusznicy Suworowa byli pobici. Na tyłach groził mu Lecourbe, na skrzydle stał zwycięski Massena. Nie było rady, trzeba było pozostawić działa i treny, i z 15 tys. obdartych i zgłodniałych żołnierzy umykać przez góry do Grisons. Suworowowi udało się uciec, lecz Massena tryumfował w swym bastionie szwajcarskim. Linii Renu nic już nie groziło. Sabaudia była ocalona, Republika zaś mogła odetchnąć na chwilę.

A. G. Macdonnel, Napoleon i jego marszałkowie