Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

François Joseph Lefébvre - książę Gdańska (1755 - 1820)

Opublikowano w Marszałkowie Cesarstwa

Lefebvre był starszym sierżantem w każdym calu i takim pozostał do końca życia. Był on synem alzackiego młynarza, który dawniej służył w huzarach. Młody Lefebvre mając osiemnaście lat wstąpił do francuskiej gwardii i po piętnastu latach został starszym sierżantem. Należał tedy w 1789 roku do jednej z trzech przysłowiowo uczciwych klas ludności w Paryżu: księży, notariuszy i sierżantów gwardii. W 1791 roku Lefebvre dowodził tą kompanią grenadierów, która ochraniała przed napaścią motłochu króla i królową, wracających z nieudanej ucieczki do Varennes. Później bił się nad Mozelą i Renem, nie zyskując zresztą żadnych większych odznaczeń. W 1797 roku był z Augereau nad Renem i chyba rzadko się trafia, aby jaka armia posiadała dwa bardziej nie oszlifowane diamenty. Na przedstawieniu Śmierci Cezara Woltera w kwaterze głównej Lefebvre, oczarowany sztuką, bił z całych sił brawo i co chwila krzyczał:
    - "Kto napisał tę sztukę? Jak się nazywa? Czy jest on tutaj?" Jego rodak Rapp zauważył raz sardonicznie: "Lefebvre wygląda na głupszego nawet ode mnie." [...]
   Marszałek Lefebvre otrzymał 25 000 żołnierzy, przeważnie Niemców i Polaków, oraz rozkaz zdobycia starożytnego miasta Gdańska.
Posiadanie Gdańska było potrzebne cesarzowi z trzech powodów. Po pierwsze, Gdańsk, nawet w większym stopniu niż Stralsund, zagrażał długiej i trudnej linii komunikacyjnej Napoleona przez północne Niemcy. Po drugie, w Gdańsku, starym grodzie hanzeatyckim, znajdowało się wiele zboża, oliwy, wina i paszy. Po trzecie wreszcie, cesarz chciał zrobić dalsze ostrożne posunięcie na drodze stwarzania nowej arystokracji. Chodziło mu znów o repu blikanów. Sądził, że jeśli Lefebvre gładko przełknie podsuniętą mu książęcą mitrę, wówczas już nikt inny nie może mieć najmniejszego prawa do uskarżania się. To po prostu usunęłoby grunt spod nóg republikanom. Cała trudność polegała na tym, że Lefebvre nigdy nie dokonał takiego czynu wojennego, który by zasługiwał na nadanie mu książęcego tytułu, i słaba była nadzieja, by kiedykolwiek w przyszłości mógł się takim czynem pochlubić. Chyba że zrobiłoby się mu specjalne ułatwienia i niejako podało gotową sławę na półmisku. Gdańsk był jakby z nieba zesłaną sposobnością. Całym zadaniem Lefebvre'a było nie robienie nic, gdyż wszystko pozostałe zrobiliby jego ludzie i działa. Lecz na wszelki wypadek, gdyby staremu marszałkowi udało się utrafić jedną szansę na sto i nie zdobyć miasta, ostrożny Napoleon kazał Lannes'owi i Oudinotowi być w pobliżu ze swymi diabelskimi kolumnami grenadierów, aby w razie potrzeby przyszli z pomocą. Surowo im jednak zabronił udzielać rad Lefebvre'owi lub przyjmować udział w operacjach obłężniczych, o ile się do nich nie zwróci o to sam marszałek. Ich rolą była rola widzów. [...]
   Jedenastego marca 1807 roku Francuzi obiegli miasto. Baterie francuskie oddały pierwszy strzał do miasta 24 kwietnia. (Jak z tego widać, Lefebvre nie był gorączką.) W końcu maja Gdańsk się poddał. Niezadługo później pani marszałkowa księżna Gdańska, poczciwa wesoła stara praczka, udała się do Tuilerii, aby podziękować za tytuł cesarzowej w imieniu swym i swego małżonka księcia. Nowy książę i nowa księżna byli prostymi ludźmi. Księżna najczęściej rozpoczynała swe opowiadania od słów: "Gdy przyjmowałam do prania", książę zaś był naiwnie dumny ze swego nowego dostojeństwa. Ale zdawał sobie dobrze sprawę z tego, ile to lat ciężkiej pracy kosztowało go zdobycie wysokiego stanowiska.
Pewnego razu jeden z przyjaciół młodości Lefebvre'a zazdrośnie podziwiał przepych jego domu w Paryżu. "Zazdrościsz mi" - rzekł stary weteran - "dobrze, chodźmy na podwórze. Strzelę do ciebie dwadzieścia razy z odległości trzydziestu kroków. Jeśli nie trafię, cały mój dom ze wszystkim, co się w nim znajduje, będzie należał do ciebie". Przyjaciel nie chciał skorzystać z tej propozycji. "A jednak" - zauważył Lefebvre -"do mnie strzelano tysiące razy ze znacznie mniejszej odległości, zanim doszedłem do tego, co posiadam obecnie". Rzecz możliwa, że Lefebvre jeszcze przed otrzymaniem książęcego tytułu ochłódł w swych republikańskich uczuciach. W krótkiej bowiem mowie, którą raz miał do przedstawicieli małego frankońskiego miasta, użył następującego zwrotu: "Przynosimy wam wolność i równość, lecz nie traćcie głowy z radości, gdyż jeśli się którykolwiek z was ruszy stąd bez mego pozwolenia, każę go rozstrzelać".

A. G. Macdonnel, Napoleon i jego marszałkowie