Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

1810 - Fuengirola - z dziejów wojny w Hiszpanii

Opublikowano w Kampanie, bitwy, potyczki, oblężenia

Główny temat artykułu nie jest znany szerszemu gronu osób zainteresowanych historią. Nawet jeżeli ktoś pasjonuje się epoką napoleońską, nie łatwo trafi na hasło Fuengirola. Ja z tą nazwą spotkałem się w zeszłym roku książce W. Zajewskiego "W kręgu Napoleona i rewolucji europejskich"1. Znajdował się tam rozdział pod tytułem "Napoleon i marynarka wojenna". Autor dość dokładnie opisał przebieg działań pod Fuengirolą, przy czym posiłkował się pozycją na której także ja oparłem swoje rozważania. Jest nią książka M. Kujawskiego "Z bojów polskich w wojnach napoleońskich." 2. Kujawski niezmiernie wnikliwie przestudiował cztery starcia z epoki opierając się na źródłach polskich, hiszpańskich, angielskich i francuskich. Hasło "Fuengirola" można znaleźć w Encyklopedii wojen napoleońskich R. Bieleckiego3, a także w Encyklopedii wojskowej Ottona Laskowskiego4. Pisze o niej również W. Przyborowski5, oraz oczywiście, doskonały Marian Kukiel6. Dość obszerną wzmiankę zamieścił w swojej pracy S. Kirkor7. Mała ilość informacji o tych walkach wynika nie tylko z małego znaczenia strategicznego tychże działań, lecz najzwyczajniej z powodu innych wydarzeń, które przesłoniły bohaterską walkę garstki Polaków z desantem angielskim. Niniejszy artykuł ma przybliżyć nieco te walki sprzed prawie dwustu lat i jednocześnie ochronić je przed zapomnieniem.

Do wojny w Hiszpanii doszło w wyniki przyjęciu przez cesarza Napoleona dekretu o blokadzie kontynentalnej. W związku z blokadą przyszło Napoleonowi (po pokoju w Tylży, który dołączył do blokady Rosję) zająć Portugalię, ostatniego europejskiego sojusznika Anglii. W tym celu wysłano korpus pod dowództwem gen. A. Junota, który dość szybko uporał się z problemem. Mimo tego sytuacja nie była prosta, bo w Portugalii wylądował angielski korpus ekspedycyjny. Wojska francuskie dość nieudolnie dowodzone poniosły porażkę pod Vimiero i skapitulowały8. Co prawda w 1808 roku, na czele armii złożonej z weteranów9 wkroczył do Hiszpanii sam cesarz, i tym razem jednak Anglikom dopisywało szczęście, gdyż w trakcie pościgu za ich wojskami Napoleon otrzymał wiadomość o zbrojeniach Austrii, w związku z czym musiał na początku stycznia 1809 wracać do Paryża. Rozbicia wojsk angielskich miał dokonać marsz. N. Soult. Niestety nie potrafił on ani prowadzić pościgu w wystarczająco zdecydowany sposób, ani odnieść decydującego zwycięstwa pod La Coruną (16 I 1809). Być może doszczętne rozbicie wojsk ekspedycyjnych wybiłoby Anglikom z głowy kolejne desanty10. A tak mimo sukcesów Francuzów, którzy wygrywali z Hiszpanami prawie każdą bitwę w polu, był to dopiero początek konfliktu, który miał się ciągnąć do 1814 r. i doprowadzić do poważnego zaangażowania sił francuskich i brytyjskich. 11
Polacy w Hiszpanii byli reprezentowani w doborowym składzie. Od połowy roku działała tam Legia Nadwiślańska w składzie trzech pułków piechoty i pułku ułanów12. Dołączył do nich pułk szwoleżerów gwardii cesarskiej13, oraz tzw. Dywizja Księstwa Warszawskiego (trzy pułki piechoty, kompania saperów i artylerii) 14. Właśnie z tej dywizji wywodził się 4 pp, będący głównym bohaterem wydarzeń pod Fuengirolą.

W 1810 r. sytuacja w Hiszpanii była (jak zwykle zresztą) zagmatwana. Regularne siły hiszpańskie wielokrotnie bite właściwie nie istniały, angielskie wojska Wellingtona broniły się w Portugalii, atakowane przez armię marsz. A. Masseny. Na południu stacjonowała Armia Andaluzji pod dowództwem marszałka Soulta. Miał on pod sobą korpusy marsz. C. Victora (pierwszy), gen. Sebastianiego (czwarty) i marsz. A.E. Mortiera (piąty). Victor oblegał Kadyks, a Sebastiani okupował ogromny obszar od rzeki Gwadalkiwir do Murcji. Miał do dyspozycji 16000 ludzi z tego ponad 1/4 stanowiła tzw. Dywizja Księstwa Warszawskiego składająca się z trzech pułków piechoty i kompanii artylerii15, oraz prawie cały pułk ułanów nadwiślańskich. Były to jednostki doskonałe16 znające teren i przeciwnika, niemniej ogromny obszar, zmuszał do rozproszenia sił, co w wypadku grup partyzantów działających z gór Sierra Nevada i Ronda było bardzo niebezpieczne. Zwłaszcza, że owym "serranos", jak nazywano górali, dostarczali broń i instruktorów Anglicy. Jednakże ci ostatni również znajdowali się w ciężkim położeniu, gdyż wojska francuskie panowały prawie nad całą Hiszpanią. Oczywiście było to panowanie czysto teoretyczne, ponieważ każdy konwój z zaopatrzeniem musiał mieć eskortę co najmniej kilku kompanii piechoty, lub szwadronów kawalerii, a praca kurierów stała się szczególnie niebezpieczna. Niemniej trudno było wypędzić "el rey intruzo", jak mówiono na Józefa Bonapartego, posiadając tylko Kadyks i kawałek Portugalii.
W związku z tym gubernator Gibraltaru gen. Campbell postanowił wysadzić desant w pobliżu świeżo zdobytej przez wojska Sebastianiego Malagi, odbić ją wspomóc partyzantów i odciągnąć część sił spod Kadyksu. Jednym słowem akcja dywersyjna na wielką skalę. Dodatkowym argumentem przemawiającym za uderzeniem właśnie na Malagę było wykorzystywanie tego portu przez korsarzy francuskich, którzy byli jedyną poważną siłą mogącą, po klęsce pod Trafalgarem zagrozić flocie brytyjskiej. Zajęcie Malagi i uczynienie z niej bazy dla powstańców przecinało komunikacje z Sewillą i Kadyksem wojsk znajdujących się na wschodzie.
Na miejsce desantu wyznaczono Fuengirolę, położoną 37 km na płd.-wsch. od Malagi. W całej okolicy Rondy znajdowało się około 900 żołnierzy francuskich z czego 660 było cudzoziemcami (Polacy), których liczono w poczet gorszych17. Sama Fuengirola była obsadzona 200 osobowym garnizonem (wg wywiadu brytyjskiego).
Do desantu wyznaczono II bat. 89 pp angielskiej (353 ludzi), I bat. 82 pp angielskiej (952), oddział dezerterów (509) i hiszpański pułk Toledo (650). Do tego dochodzi 69 artylerzystów i 60 żołnierzy z obsługi kanonierek. Siły morskie wspierające całą operację to dwa okręty liniowe ("Rodney" z 74 działami i jeden hiszpański o podobnej liczbie dział), trzy fregaty "Circe", "Topaze" i " Sparrowhawk", kilka brygów i pięć kanonierek. Razem było tego 1612 bagnetów (82 pp nie brał udziału w początkowej fazie działań) 18. Dowódcą sił inwazyjnych został generał lord Andrew Thomas Blayney. Rok młodszy od Wellingtona (1770) miał za sobą kampanie w Holandii w latach 1794-95, gdzie odznaczył się pod Boxtel. W 1798 został dowódcą 89 pułku piechoty. Brał udział w pacyfikacji Irlandii, walczył na Minorce i Malcie. Później w sztabie Suworowa, znów Malta i Egipt, gdzie odznaczył się razem ze swoim pułkiem. Następnie Indie Zachodnie, Hanower i kolejna egzotyczna (nieudana) wyprawa, tym razem do Buenos Aires, ewakuacja z Ameryki Płd. i przymusowe lądowanie koło Kapsztadu do którego potrafił dotrzeć w wyjątkowo trudnych warunkach. W lipcu 1810 r. awans na gen. mjr i Hiszpania. Aktywny typ nie potrafiący usiedzieć w miejscu, więc wybrano go na dowódcę tej wyprawy gdzie mógł zdobyć kolejny laur sławy19.
11 X 1810 r. wyruszyła eskadra, którą wyprzedziła fregata " Sparrowhawk", mająca wysadzić transport broni i amunicji dla partyzantów. Tego samego dnia siły główne zawinęły do Ceuty, gdzie miało się odbyć zaokrętowanie pułku piechoty hiszpańskiej. Blayney dokonał przeglądu oddziału i ze zdziwieniem zorientował się, że znajduje się on w dobrym stanie. Wyjątkiem był jeden szczegół, wręcz głupstwo. W pułku brakowało 148 karabinów, a do pozostałych nie posiadano ostrej amunicji. Tą drobnostkę uzupełniono dość szybko i wkrótce jednostki były gotowe do wyruszenia. W drodze do wybrzeża Hiszpanii, Blayney otrzymał wiadomość, że Malaga jest słabo broniona i można by zaryzykować desant bezpośrednio w jej sąsiedztwie. Jednakże angielski dowódca odrzucił tę propozycję i kontynuował swój pierwotny plan. Jak później się okazało, lądowanie w pobliżu Malagi nie byłoby sensownym posunięciem, ze względu na obecność dużych sił francuskich w tym regionie.

Tymczasem zanim zacznę opisywać wydarzenia jakie rozegrają się na brzegu chciałbym powiedzieć coś na temat sił francuskich (a raczej polskich) biorących udział w tych wypadkach.
Zamek znajdujący się w pobliżu Fuengiroli, będący jedynym miejscem nadającym się do obrony obsadzało 150 żołnierzy z 4pp polskiej pod dowództwem kpt. Franciszka Młokosiewicza. W Mijas, 6 km na północ od Fuengiroli był por. Chełmicki z 60 ludźmi tego samego pułku. Wreszcie w Alhaurin el Grande, stacjonował szef batalionu Ignacy Bronisz z 205 bagnetami (4 pp) i 82 szablami (21 pdrag) 20. Alhaurin było położone 6 km od Mijas, lecz drogami było tam 13 km. Francuską kawalerią dowodzili kpt. Autié i por. Pethion. Pomiędzy Mijas, a Fuengirolą była łączność wzrokowa, gdyż ta pierwsza miejscowość znajduje się na wysokości 400 m. n.p.m. Nie było takiej łączności z oddziałami w Alhaurin, gdyż zasłaniały je góry. Z tej miejscowości było 13 km do morza (w linii prostej), 19 km drogami co odpowiada 4-5 godzinom marszu. Sam Castillo de Fuengirola położony był na niewielkim 30 m łagodnym wzniesieniu około 200 m od morza. Zbudowany do ochrony wybrzeża przed napadami piratów, ostatni raz był remontowany w 1730 roku przez hrabiego Montemarmando. Mury były w związku z tym w kiepskim stanie, lepsze i grubsze znajdowały się od strony morza. Zamek miał kształt wielokąta z basztami. Teren w pobliżu nie był najlepszy, ale nadawał się do szarży kawalerii. Fatalne dla obrońców były wzgórza na zachód od zamku, które sięgając ponad 60 m n p m umożliwiały w przypadku ustawienia tam artylerii ostrzał nawet wnętrza fortyfikacji. Skuteczny zasięg strzału bezpośredniego 6-funtowej armaty wynosił 400 lub 700 m w zależności od rodzaju strzału21.
Główny bohater wydarzeń po stronie polskiej kpt. Młokosiewicz, który zostawił bardzo ciekawą relację z wydarzeń22, był prawie rówieśnikiem swego adwersarza, gdyż urodził się w 1769 r. Późno, bo w wieku lat 20 zaciągnął się do wojska, brał udział w powstaniu kościuszkowskim, w kampanii 1806 i 1807 r23. Od 1809 r. w Hiszpanii, odznaczył się pod Ponte Almaraz przechodząc most pod ogniem na czele kompanii grenadierów. Walczył pod Ciduad Real, Talaverą, Ocana (ranny), w górach Sierra Morena, Ronda i w Maladze24.
4 pp pochodził z Mazowsza (Płock). Żołnierze umundurowani byli w granatowe kurtki z żółtymi rabatami, pąsowymi kołnierzami, nosili białe pasy, czarne ładownice, mosiężne guziki z czwórką. Na głowach mieli rogatywki z czarnego filcu z czarnym pomponem u fizylierów, z przodu biały orzeł. Spodnie białe (zimą granatowe) 25.
Operacja lądowania rozpoczęła się o godz. dziewiątej 14 X w zatoce Cala Moral około 3 km na południowy zachód od zamku. O 10.30 zaczęło się wyładowanie oddziałów (tyle czasu zajęły sprawne manewry marynarki Jego Królewskiej Mości Jerzego III). Po wylądowaniu przećwiczono manewrowanie, które ustalono na trąbkę, w związku z wielonarodowościowym składem wojsk. Ustalono cztery sygnały (do marszu naprzód, do rozwinięcia się, do otwarcia ognia i nader często używana w armii angielskiej do odwrotu). Następnie wojsko wyruszyło w kierunku zamku. Ich lądowanie jak też zbliżanie się eskadry okrętów obserwował por. Chełmicki z Mijas. Wysłał wiadomości do Bronisza i do Sebastianiego w Maladze. Do Alhaurin pieszy goniec powinien dotrzeć w 2 godz. do Malagi w 8-9 (konno trzy razy szybciej, pytanie czy Chełmicki miał konia). Zakładając, że wysłał wiadomość o 10 mógł się spodziewać Bronisza ok. 16. (jeśli wyruszyłby od razu). Sebastianiego można by wyczekiwać 15 wieczorem, gdyby wyruszył natychmiast i bez artylerii. W czasie gdy wojska Blayneya maszerowały, w pobliży zamku pojawiła się grupa serranos, która uprowadziła 40 bydła będącego żywym prowiantem załogi, zabijając jednego, a raniąc drugiego z polskich wartowników. Jak wiadomo zaopatrzenie podobnie jak kilka innych rzeczy ma ogromny wpływ na morale wojska, w związku z czym oburzony Młokosiewicz wysłał śladem bydłokradów 40 żołnierzy pod por. Ubyszem, aby odbić uchodzącą trzodę. Niestety ku rozpaczy żołądków naszych dzielnych wojaków w tym momencie dostrzeżono z murów zamku czerwone mundury zbliżającej się piechoty angielskiej. Uderzono na alarm i Ubysz zawrócił. Blayney rozwinął wszystkie siły, aby zademonstrować swoją przewagę poczym uznał, że nadszedł czas na działania natury psychologicznej i wysłał parlamentariusza. Młokosiewicz nie chciał z nim gadać i posłał mu jedynie piękne "Venez le prendre"(co w wolnym tłumaczeniu oznacza "przyjdźcie to wziąć") 26. Angielski generał postanowił zastosować do rady swojego adwersarza i wysłał swoje oddziały.
Atak od strony lądu kryty był ogniem artylerii morskiej fregat "Topaze" i Sparrowhawk", brygów i kanonierek. Ten ogień kilkudziesięciu dział27 z pewnością nie był przyjemny. Zwłaszcza, że nie za bardzo było czym odpowiadać. Może było i czym, ale brakowało obsługi. Obrońcy mieli do dyspozycji dwie dwufuntówki i dwie stare żelazne 16-funtówki28. Ich obsługę stanowiło 3 starych Hiszpanów, którzy czmychnęli korzystając z ataku przygnębienia jaki ogarnął Polaków po utracie miesięcznego przydziału wołowiny. Nasz dzielny kapitan musiał się więc zakrzątnąć i pod ogniem angielskich dział, znaleźć ochotników do nawiązania "ołowianej" konwersacji. Wkrótce udało mu się wyszukać dwóch żołnierzy, którzy służyli kiedyś w artylerii rosyjskiej i sierżanta Zakrzewskiego, który okazał się być nader pojętnym uczniem. Niemniej minęła cała godzina nim Polacy zaczęli odpowiadać na ogień przeciwnika. Była 2-ga po południu. Oczywiście oprócz tych trzech ludzi jeszcze inni pomagali im obsługiwać działa, zwłaszcza, że regulamin artylerii francuskiej przewiduje 15 ludzi do 12-funtówki (w tym 8 specjalistów) 29. W kierunku eskadry okrętów posypały się "argumenty" z 16-funtówek, a 2-funtówki strzelały do zbliżającej się piechoty. Początkowo skupiono ogień na kanonierkach, które ze względu na mniejsze zanurzenie mogły podpłynąć bliżej i siać większe spustoszenie wśród obrońców zamku. Dość szybko ostrzał obrońców przyniósł wymierne rezultaty w postaci posłania na dno jednej z nich, co wpłynęło onieśmielająco na dowódców pozostałych kanonierek i zaczęli oni utrzymywać pełen szacunku dla polskich artylerzystów, dystans. Obydwa angielskie źródła, wspomnienia Blayneya i raport z działań Campbella do lorda Liverpoola, opisują ogień Polaków, jako ciężki i skuteczny30.
Tymczasem na lądzie angielski atak rozwijał się cokolwiek niemrawo. Pierwsi do ataku zostali posłani dezerterzy (ciekawe dlaczego). Batalion ten składał się z jeńców niemieckich (przede wszystkim), włoskich i polskich. Atakował także 89-ty pułk i Hiszpanie. Wszystkie oddziały uderzały w szyku rozproszonym, kryjąc się w uskokach terenowych. Ich natarcie polegało głównie na ostrzeliwaniu obrońców ogniem karabinowym. Oficerowie angielscy starali się zachęcić swoich żołnierzy do bardziej zdecydowanych działań, lecz skończyło się to śmiercią majora Granta, dowódcy batalionu 89-go pułku trafionego kartaczem. Tymczasem sytuacja obrońców również nie była godna pozazdroszczenia, zwłaszcza, że oni także ponosili straty. Poległ trafiony kartaczem w czoło jeden z "wykwalifikowanych" artylerzystów, a skład amunicji i prochów znajdujący się w "pustym pokoju, bez okien, bez drzwi, i tylko skórami okryty" 31 groził eksplozją w przypadku jednego celnego trafienia. Takie wybuchy kończyły z reguły oblężenia o czym przekonała się angielska załoga Almeidy w czasie oblegania tej twierdzy przez oddziały marszałka Neya32 w tym samym roku. Brak widocznych sukcesów i z pewnością zbliżające się ciemności33 połączone z zaskakująco silnym oporem Polaczków spowodowały wycofanie się angielskich oddziałów na z góry upatrzone pozycje. 89 pułk zajął pozycje najbliżej morza dalej dezerterzy, a najbardziej na wzgórzach, pułk Toledo. Kontynuowano ostrzał z okrętów, który trwał do czasu rozpętania się burzy.

Pierwszego dnia straty Polaków wyniosły 3 zabitych i 13 rannych (wśród tych ostatnich dowódca obrony zamku kpt. Franciszek Młokosiewicz). Straty Blayneya nie przekroczyły 40-50 ludzi. Zorientował się, że popełnił błąd nie doceniając determinacji obrońców zamku do której niewątpliwie przyczyniło się porwanie prowiantu. W związku z tym postanowił ich złamać jak najszybciej. Zamek został otoczony siecią posterunków, całą noc przeznaczono na przetransportowanie i ustawienie artylerii dla uczynienia wyłomu w obronie od strony lądu. W bardzo trudnych warunkach ustawiono dwie baterie dział. Jedną stanowiły trzy 12-funtówki i jeden moździerz34, ulokowane na wzgórzach na zachód od zamku w odległości ok. 300-400 m. Mogła ona strzelać do wnętrza zamku przy odpowiednim położeniu luf. Drugą baterię stanowiła 32-funtowa karonada35 umieszczona nieco bliżej i na południe od zamku, którą byłoby bardzo trudno wciągnąć na wzgórza. Dodatkowo postanowił wysłać w kierunku Mijas oddział składający się z 350 Hiszpanów i 100 Niemców36 (interesujące proporcje, na niekorzyść dezerterów), pod dowództwem angielskiego kpt. Mullinsa. Hiszpański dowódca pułku Toledo buntował się, że jego żołnierze muszą walczyć w niedziele37 i do tego bez kapelana. Po przełamaniu jego obiekcji w tej kwestii oddział wyruszył w kierunku północnym po godzinie 24. Ich zadaniem było zajęcie skrzyżowanie w pobliżu Mijas i blokowanie prób odsieczy.
Kilka godzin wcześniej por. Chełmicki z garnizonu tejże miejscowości, po posłaniu drugiej wiadomości do Bronisza i nie otrzymaniu na nią odpowiedzi, postanowił wyruszyć na pomoc swoim kolegom z Fuengiroli. Noc i pogoda sprzyjały jego planom. Po zabarykadowaniu bramy koszar oddział wymknął się oknami, aby uniknąć wścibskich oczu, które mogłyby zawiadomić o nieobecności garnizonu, zainteresowanych. Jak pisze Młokosiewicz: "Plan był tym trudniejszym do wykonania, iż z miasteczka Mijas jedna tylko ciasna ścieżka prowadziła, cała zatem nadzieja Chełmickiego była w sposobności, jaką mu podawały ciemność nocna, nadzwyczajna burza z piorunami, gradem i deszczem połączonymi, i najdokładniejsza znajomość drogi, którą mu odbyć wypadało. Ruszył zatem odważny Chełmicki z jak największą cichością, a przebywszy śród nocy kilka potoków gwałtownie z gór spadających i przeszedłszy prawie pomiędzy oblegającymi nas Anglikami, którzy leżeli na ziemi pokryci przed słotą derami wełnianymi, stanął pod murami Fuengiroli. Uwiadomiony od czuwających straży [Młokosiewicz trzymał garnizon pod bronią przez całą noc - przyp. M.P.] o zbliżaniu się jakiegoś oddziału, nie mogąc się spodziewać, aby to mógł być oddział Chełmickiego, w obawie jakiego ze strony nieprzyjaciela podejścia z jak największą ostrożnością przystąpiłem do rozpoznania przybyłych. Poznałem wprawdzie głos dowódcy jako dobrze mi znajomy, lecz nie mogłem sobie wystawić, jakim sposobem Chełmicki mógł się przedrzeć aż do zamku, kiedy ten prawie wkoło od oblegających był otoczony, a w mniemaniu, że wzięty w niewolę mógł być zmuszonym do tego podstępu dla ułatwienia nieprzyjacielowi opanowania zamku, opierałem się początkowo otworzeniu bramy, lecz gdy Chełmicki dał mi słowo honoru, że przychodzi wolny i całym swym oddziałem, przyjąłem go z tym większą radością, im więcej czułem potrzebę śpiesznej pomocy." 38
W tym czasie losem obrońców Fuengiroli postanowił się zainteresować szef batalionu Bronisz39. Jego brak odpowiedzi na wezwania Chełmickiego był spowodowany z pewnością dylematem i brakiem rozkazów z góry, mogących go rozwiązać. Polacy mieli zwalczać partyzantów, ale co robić w przypadku desantu? Mimo wszystko postanowił zaryzykować i wyruszył w kierunku Mijas ze wszystkimi posiadanymi ludźmi. Dotarł tam o godz. 5 rano (deszcz, trudny teren) i nie zastał oddziału Chełmickiego, ani śladów walki wskazującej na możliwość wyrzucenia go stamtąd. Postanowił więc poczekać i wysłać patrole na przedpole. Była to doskonała decyzja wskazująca na ogromne doświadczenie i intuicje polskiego dowódcy. W tym momencie do Mijas zbliżał się kombinowany batalion kpt. Mullinsa. Wbrew rozkazom zdecydował się on zająć tę miejscowość, lecz zaniedbał podstawowych środków ostrożności i jego żołnierze spokojnie zbliżali się do cichych zabudowań Mijas. Byli z pewnością mocno zaskoczeni, gdy przywitał ich ogień karabinów polskich żołnierzy. Nie zrażeni takim przyjęciem szybko zaatakowali (co świadczy o ich klasie) i chwilowo opanowali wioskę. Jednakże żołnierze Bronisza wraz z francuskimi dragonami nie na darmo spędzili dużo czasu w Hiszpanii. W kontrataku na bagnety wyrzucili Niemców i Hiszpanów za Mijas kładąc trupem i raniąc 20, a 40 zagarniając w niewolę40. Teren nie pozwolił rozwinąć powodzenia szarżą kawalerii, która z pewnością spowodowałaby wzięcie większej ilości jeńców. Bronisz postanowił poczekać na rozwój wypadków w Mijas skąd miał bezpośredni wgląd na zamek i gdzie jego ludzie mogli trochę odsapnąć po nocnym przemarszu.
Rankiem burza ucichła i rozpoczął się ostrzał artyleryjski zamku. O ile działa okrętowe miały działanie czysto psychologiczne, o tyle ostrzał od strony lądu bardzo szybko zaczął przynosić rezultaty. Zwłaszcza, że obrońcy mogli na niego odpowiadać jedynie ogniem dwóch 2-funtówek. Górna część muru i parapet zaczął się kruszyć dzięki czemu można było skuteczniej ostrzeliwać wnętrze zamku. W pewnym momencie zawaliła się cała baszta grzebiąc w sobie dziewięć ciał. Nasi wojacy zaczęli odczuwać potrzebę udania się tropem krówek z dnia poprzedniego. Młokosiewicz podtrzymywał morale nadzieją nadchodzącej odsieczy, w którą sam nie za bardzo wierzył. Niewiele rzeczy ma na żołnierza tak niszczący wpływ jak ogień artyleryjski. W czasach wojen napoleońskich ogromną role przywiązywano do wytrzymałości psychicznej żołnierzy. Gwardia cesarska, która nieczęsto brała bezpośredni udział w walkach, samą swoją obecnością miała za zadanie podtrzymywać morale regularnych i młodych pułków (Iława Pruska, kampanie 1813 i 1814). Niektórzy dowódcy wręcz wystawiali swoje pułki na ogień artylerii, aby przećwiczyć ich wytrzymałość psychiczną (Guyot) 41, lub za karę (Lasalle) 42. Nic dziwnego, że Blayney stwierdził iż po takim ostrzale Polacy powinni zmądrzeć i poddać się. Nie bez znaczenia był także brak wody, który również musiał dać się we znaki. Jednakże i tym razem Młokosiewicz nie chciał z nim rozmawiać, także dlatego żeby nie osłabiać morale. Wściekły angielski dowódca postanowił nasilić ostrzał zwłaszcza że otrzymał wiadomość, że Sebastiani wyruszył z odsieczą ze wszystkimi posiadanymi oddziałami43. Co prawda nie był jeszcze w połowie drogi, ale nie zmienia to faktu, że kiedyś w końcu przybędzie. Blayney zaczął objeżdżać pole rozglądając się pod względem rozstawienia wojsk przed starciem z Sebastianim.
O tej porze przybyły posiłki (I bat. 82 pp angielskiej i okręt liniowy "Rodney" i podobnych gabarytów hiszpański (ciekawe jak się czuł dowódca hiszpański w pobliżu śmiertelnego wroga z przed lat pięciu). Blayney od razu rozkazał wyładowanie wojsk.
Tymczasem Bronisz zarządził odprawę, na której postanowił zapytać o zdanie swoich oficerów. Wszyscy jednogłośnie postanowili iść na pomoc załodze Fuengiroli. Przekonywującym argumentem była nasilająca się kanonada artyleryjska od strony zamku. Była godzina 14. Dragoni zostali posłani dłuższą drogą ze względu na warunki terenowe. Mieli nadejść od strony wsi Fuengirola.
W międzyczasie sytuacja obrońców pogorszyła się na tyle, że Chełmicki zaczął namawiać kapitana na atak, który jest lepszy niż śmierć pod gruzami poza tym rokuje chociaż minimalne szanse na zwycięstwo. Młokosiewicz waha się, ale w tym momencie dzieją się dwie rzeczy, które go przekonują. Po pierwsze z pozycji angielskich na brzegu wycofuje się po prowiant 89-ty pp. Po drugie od północy ukazał się oddział 11 dragonów z wachmistrzem na czele. Ukazanie się tych ostatnich tak opisuje sam dowódca: "Ani sternik ze skołatanego burzą okrętu i zagrożony bliskim rozbiciem nie upatruje z większym natężeniem lądu, gdzie mógłby znaleźć ocalenie, jak ja z wysokości murów, śród gradu kul przebiegałem okiem znane mi okolice w nadziei odkrycia zbliżającej się jakiej pomocy. Na koniec przecież i dla nas zabłysnęła nadzieja, dostrzegliśmy pokazujący się z wolna od strony Malagi mały oddział kawalerii" 44.
Z zamku wyruszyła wycieczka. Pierwszy oddział 90 ludzi prowadził por. Chełmicki, drugi 40-osobowy sam Młokosiewicz. W zamku pozostali ranni część ludzi mających wspierać ogniem wyjście. Oddział Chełmickiego błyskawicznie wdziera się pod górę i uderza na zachodnią baterie i oddziały stojące w asekuracji (ok. 1000 bagnetów). Wspierane przez galopem nadjeżdżających dragonów natarcie kończy się zdobyciem dział i pogonią za pierzchającym nieprzyjacielem, w której nasz bohaterski porucznik tak się zaawanturował, że przez chwilę dostaje się do niemieckiej niewoli45 (znów ci dezerterzy). Zrywają mu szlify, ale w chwilę później uwalniają go polscy żołnierze. Oba nieprzyjacielskie oddziały cofają się rozbieżnie, pułk Toledo w kierunku zachodnim, a dezerterzy na brzeg (pewnie chcieli ładować się na okręty). Ta akcja tak zawstydziła Blayneya, że powiększył on siły Polaków w swoich wspomnieniach, do 650 bagnetów i 60 szabel. Polscy żołnierze kierują ogień z obróconych armat w stronę 89 pp. Angielski generał, któremu w ten oto brutalny sposób wróg przerwał posiłek postanawia go za to ukarać. Reorganizuje oddziały i rusza odebrać działa. Pociski Polaków, wystrzeliwane ze świeżo zdobytych dział koszą ściśnięte szeregi piechoty angielskiej. Po zmniejszeniu dystansu dochodzi do tego ogień muszkietów. Pod Blayneyem poda koń. Dalej prowadzi atak pieszo, ze skrzydła uderzają Hiszpanie. Polacy nie mogą się utrzymać i wycofując się wysadzają amunicję, która eksploduje z wielkim hukiem, raniąc trzech naszych żołnierzy46. Po zajęciu dział Anglicy zatrzymują się i porządkują szyki. Młokosiewicz powoli cofa się do zamku.
I w tym właśnie momencie na zdezorganizowane oddziały wychodzi atak Bronisza. Jest on skierowany na lewe skrzydło Anglików, konkretnie na 89-ty pułk. I tu pojawia się problem, jak bowiem ten oddział mógł się tam znaleźć, skoro na lewym skrzydle był pułk Toledo? Dowodzi to ogromnego pomieszania szyków angielskich. Niemożliwe jest raczej aby Bronisz dokonał tak głębokiego obejścia, żeby uderzyć na prawe skrzydło, bo w ten sposób nie miałby łączności z Młokosiewiczem, co przy ogromnej przewadze wroga mogłoby doprowadzić do porażki. Bronisz najpierw oddaje kilka salw z bliskiej odległości, a następnie uderza na bagnety. Anglicy przyjmują atak. Nie są jednak w stanie wytrzymać impetu polskiego natarcia. Dużą rolę mógł tu odegrać szyk47.
Blayney broni się długo, wokół niego zostaje w końcu dziewięciu żołnierzy. Jest otoczony, walczy pałaszem raniąc kilku żołnierzy. Jeden z nich mimo potraktowania kilka razy przez łeb wyrywa mu broń, a jego kumple zaczynają okładać generała kolbami. Z opresji ratuje go por. Fryderyk Petit, z oddziału Bronisza, który każe odprowadzić go do zamku. Młokosiewicz widząc atak Bronisza zbiera ponownie swoich ludzi i uderza na prawe skrzydło gdzie bronią się dezerterzy. Angielscy artylerzyści nie zdążyli ani razu wystrzelić. Hiszpanie nie chcąc brać udziału w ogólnej rzeźni wycofują się w porządku na z góry upatrzone pozycje, w kierunku plaży. Piechurzy 4-ego pułku wraz z francuskimi dragonami wpadają na świeżo wyładowane kompanie 82-go pułku. Ci po tak gorącym przyjęciu ceniąc życie ponad honor brytyjskiej armii wykonują manewr niejednokrotnie ćwiczony w przeszłości przez wojska angielskie - pośpieszne ładowanie się na okręty. Ich odwrót osłania ogień dział z okrętów, które podpływają pod sam brzeg. Do angielskich okrętów dołącza fregata "Circe". Blayney wychodzi na mury i sygnalizuje dowódcy eskadry przerwanie ognia. Polacy i Francuzi ścigają niedobitków, którzy nie zdążyli załadować się na pokład. Oczywiście Hiszpański pułk Toledo zrobił to odpowiednio wcześniej.
Następuje jakże symboliczna scena spotkania dwóch głównych bohaterów wydarzeń. Oddajmy głos naszemu dowódcy: "Jenerał, zbliżając się do mnie wraz z innymi zabranymi oficerami angielskimi, zdjął kapelusz, tak jak i inni oficerowie, i rzekł do mnie po francusku te słowa: "jestem jeńcem w. pana", na to ja salutując pałaszem, który miałem w ręku, zapytałem go się tonem łagodnym i z delikatnością, jaki był jego stopień? A gdy mi powiedział, że był jenerałem i dowódcą tej całej wyprawy, pytałem się go dalej, dlaczego powtarzał swe wezwanie mnie do poddania, kiedy nieprzyjęcie pierwszego parlamentarza powinno go było przekonać, że nie byłem w myśli wchodzenia w jakiekolwiek bądź układy. Odpowiedział mi na to, że widząc jak szczupłą miałem siłę, a mając blisko 50 przeciw jednemu, był pewnym, że nie będę się nadaremnie tak przeważającej sile opierał. Rozmowę dalszą przerwał nam jeden z moich żołnierzy, mocno w głowę raniony, a zbliżywszy się do mnie, oddał mi pałasz jenerała, którym go przy pojmaniu kilka razy ciął w głowę48. Widok tego żołnierza zmieszał jenerała, co spostrzegłszy, prosiłem go, aby wraz z swymi oficerami udał się do mojej kwatery.
Przechodząc przez plac zamkowy widział jenerał zabitych wielu moich ludzi i rannych oraz rozwalone już w wielu miejscach mury i dziwił się wytrwałości mojej w obronie zamku. Na co odpowiedziałem, że według mego przekonania, każdy na moim miejscu postawiony toż samo byłby uczynił. W mojej kwaterze zastaliśmy oficera zabranego w pierwszym uderzeniu na baterie. Oficer ten mienił się adiutantem jenerała, przywitał się z nim i wzajemnie był powitany w języku angielskim. W przekonaniu, że jenerał fizycznie i moralnie utrudzony potrzebować mógł co orzeźwiającego, a razem przez gościnność samą, zapytałem się go czyliby się czego nie napił, dodając razem, że wybór nie był trudnym, gdyż w magazynie moim nie miałem jak tylko wino secco malaga i wódkę hiszpańską. Zastanowiwszy się nieco, odpowiedział, że przedkładał wódkę nad wino. Wtenczas prosiłem adiutanta jego, ażeby poszedł do obok będącego mego magazynu, od którego dałem mu klucze, z dwoma innymi żołnierzami i raczył kazać przynieść nam wódki; użyłem go zaś z do tego z powodu, że najłatwiej mogłem się z nim rozmówić, gdyż mówił dobrze po niemiecku, a razem i z obawy, abym przez posłanie samych mych ludzi nie dał okazji do jakiego nieporządku, gdyż dziedziniec pełen był jeńców angielskich, którzy z łatwością mogli byli wpaść do mego magazynu, a ja miałem podówczas w zamku tylko 40 ludzi pod bronią, i to na murach stojących. Po przyniesieniu wódki wziąłem szklankę, nalałem i wypiłem zdrowie jenerała, a nalewając dla niego, gdy była w połowie nalaną, jenerał zawołał, że dość i prosił, aby mu dopełnić wodą. Odpowiedziałem, że wody w zamku nie było, gdyż istotnie, miejsce, z którego wodę brała osada, było zaraz z początku oblężenia zajęte przez nieprzyjaciela, i dodałem, że przez to żądanie czyni zniewagę swemu narodowi; a na zapytanie jego w jakim sposobie - odpowiedziałem, iż Anglicy i Polacy są dwa narody w Europie słynące z tego, że jeśli dobrze się biją, to także i nieźle piją. Wtenczas jenerał rzekł:
- A więc proszę mi dać.
I wychylił za moje zdrowie, co także zrobili i inni oficerowie. Nie było tu bynajmniej zamiarem moim upoić jenerała, lecz widząc zmartwionego, chciałem rozweselić." 49 W międzyczasie chirurdzy Polscy opatrywali jeńców i swoich rannych.
W ten oto sposób zakończyła się jedna z najchwalebniejszych, lecz niestety nie najsłynniejszych akcji Polaków w Hiszpanii. Nasze straty wyniosły 20 zabitych i 100 rannych. Anglicy stracili 40 zabitych, 70 rannych i 177 jeńców. Oprócz tego zdobyto 5 dział, 300 karabinów i 60000 sztuk amunicji (częściowo zniszczonej) 50. Tak więc straty Polaków były dość spore, zważywszy na ilość sił, biorących udział w starciu, bo okoł0 28 %51. Początkowo gen. Sebastiani nie chciał wierzyć w raporty mówiące o odparciu ataku. Dopiero po przybyciu na miejsce walki, rankiem 16 października przekonał się o prawdziwości doniesień. Pochwalił Polaków i wysłał odpowiedni raport, skutkiem którego 18 XII 1810 r. Młokosiewicz, Bronisz, i Chełmicki zostali odznaczeni krzyżami Legii Honorowej. Wynikiem tego starcia był niewątpliwie wzrost szacunku Blayneya do polskich żołnierzy, których tak opisał po przybyciu do zamku "mieli wygląd szaleńczych bandytów, o których piszą w romansach, ich długie wąsy, ich twarze poczerniałe od dymu i prochu i ich podarte odzienie dawały im wygląd drapieżnych nie do opisania" 52. Świadectwem do dziś dnia pokazującym na wynik walki, jest szabla Blayneya, wisząca w krakowskim Muzeum Czartoryskich, w którym widziałem ją we wrześniu 2002 roku. Właśnie szabla nie pałasz, jak pisał Młokosiewcz.
No, chyba angielski generał trochę przesadził. Z resztą nie jest ważny wygląd, ale postawa polskich żołnierzy. Zadecydowała ona o powstrzymaniu angielskiego ataku. Nie miała tutaj znaczenia pomoc Sebastianiego, który dotarł na miejsce po walkach, tym bardziej, że Polacy nie wiedzieli o nadchodzącej odsieczy. Umiejętne użycie mniejszych sił, ataki na skrzydła, nadejście posiłków w przełomowym momencie i wytrwałość polskich żołnierzy zadecydowała o zwycięstwie. Niewątpliwie dużą role odegrały błędy Blayneya: brak zabezpieczenia od strony Mijas, zwłaszcza po porażce kombinowanego batalionu, zlekceważenie przeciwnika (wysadzenie dział na ląd dopiero drugiego dnia, choć należy podziwiać angielskiego dowódcę i jego żołnierzy za przeprowadzenie tej akcji w nocy w niesprzyjających warunkach atmosferycznych), dopuszczenie do połączenia się Chełmickiego z Młokosiewiczem53. Wydaje się, że angielski dowódca wysadził zbyt mało dział. Większa ich ilość mogłaby zniszczyć umocnienia zamku zdecydowanie szybciej. Obrona zamku i linii rzeki Fuengiroli przed siłami Sebastianiego miałaby większe szanse powodzenia. Sukces polsko-francuski umniejsza nieco skład wojsk sprzymierzonych. II batalion w angielskich pułkach piechoty, składał się z żołnierzy zakładowych (aczkolwiek ten oddział spisał się najlepiej ze wszystkich). Hiszpańscy żołnierze z reguły dobrze działali w obronie, na dobrych pozycjach54, w ataku znacznie gorzej. No i dezerterzy. Nie oznacza to w żadnym wypadku, że była to przypadkowa zbieranina, nie zdolna do niczego poza pacyfikacją. Widać to z przebiegu walk, który w niektórych momentach był bardzo zacięty np. walki o Mijas. Choć i tak wydaje się, że cała akcja miała marne szanse powodzenia w związku z przewagą sił francuskich w tym regionie. Wątpliwym zdaje się być liczenie na odciągnięcie sił Victora spod Kadyksu. Nawet gdyby obrona zamku się nie powiodła, to opór wojsk angielskich nie trwałby zbyt długo, w tym rejonie. Wiele wskazuje na to, że cały desant miał charakter improwizacji, a co będzie dalej to się zobaczy. A nie była to akcja w stylu operacji komandosów brytyjskich z czasów II w. św. tj. wylądować, zniszczyć (co kutry rybackie w Maladze?), i wycofać się. No, to ostatnie to się akurat Anglikom udało. Nic dziwnego, że w czasie wojen światowych mieli ten manewr opanowany, skoro zaczęli ćwiczyć sto lat wcześniej...

Przypisy

1. W. Zajewski, W kręgu Napoleona i rewolucji europejskich, Warszawa 1984, s. 181-182.
2. M. Kujawski, Z bojów polskich w wojnach napoleońskich. Maida, Somosierra, Fuengirola, Albuera, Londyn 1967.
3. Bielecki R., Encyklopedia wojen napoleońskich, Warszawa 2001, s. 182-183.
4. Encyklopedia wojskowa pod red. Ottona Laskowskiego, Warszawa 1932, T II, s. 751.
5. Bardzo tendencyjna praca (tj. antynapoleońska), Z. L. Sulima (pseudonim W. Przyborowskiego), Polacy w Hiszpanii 1808-1812, Warszawa 1888.
6. M. Kukiel, Dzieje oręża polskiego w dobie napoleońskiej 1795-1815, Kraków 1912, s. 230-231.
7. S. Kirkor, Pod sztandarami Napoleona, Londyn 1982, s. 46-49.
8. Kapitulacja zapewniała odwiezienie wojsk francuskich na okrętach angielskich do Francji, co było nie w smak rządowi brytyjskiemu, który później się o tym dowiedział.
9. Pierwszy kontyngent wojsk cesarskich posłanych za Pireneje nie składał się z jednostek przykładających dużą rolę do słowa "dyscyplina".
10. Jest to koncepcja lansowana m.in. przez R. Bieleckiego w pracy Marszałek Ney, Warszawa 1998, s. 82-83.
11. Przy czym niesłuszne wydaje mi się zdanie większości historyków na temat decydującego znaczenia walk w Hiszpanii dla upadku cesarskiego imperium (zdanie to z lubością przytaczane przez angielskich historyków przypisujących Wellingtonowi rolę męża opatrznościowego Europy, co później owocuje pracami w stylu "Lord Wellington. Pogromca Napoleona"- polskiego autora M. K. Dziewanowskiego).
12. Ten ostatni działał często oddzielnie i nie w całości. Wszystkie oddziały Legii Nadwiślańskiej były, mimo wchłonięcia sporej partii świeżego rekruta, bardzo doświadczone, bo składające się w sporej części z żołnierzy walczących od czasów republiki na służbie francuskiej (zwłaszcza pułk ułanów).
13. Wbrew powszechnemu mniemaniu szwoleżerowie na początku nie posiadali lanc. Otrzymali je dopiero po bitwie pod Wagram.
14. Wszystkie te oddziały były na żołdzie francuskim, R. Bielecki, Wielka Armia, Warszawa 1995, s. 459-460.
15. Stan korpusu z 15 I 1810 r. 19317 żołnierzy z tego 3882 w szpitalach, dywizja księstwa 5764 bagnety (1034 w szpitalach). Do października dywizja nie prowadziła ciężkich walk, ale uzupełnienia nie były zbyt duże np. w pierwszych trzech miesiącach 57 ludzi, S. Kirkor, op. cit. s. 41-44.
16. M. Kujawski, op. cit. s. 185.
17. Opinia Blayneya, M. Kujawski, op. cit. s. 187.
18. Stan jednostek angielskich za M. Kujawski, op. cit. załącznik II, s 228.
19. M. Kujawski, op. cit. s. 187.
20. Stan jednostek polskich (bez oficerów) za M. Kujawski, op. cit. załącznik I, s. 227, R. Bielecki, A. Tyszka, Dał nam przykład Bonaparte. Wspomnienia i relacje polskich żołnierzy t. I, Kraków 1984, s. 257.
21. Pisząc strzał bezpośredni mam na myśli taki strzał, kiedy kula nie odbija się od ziemi, R. Bielecki, Wielka Armia, Warszawa 1995, s. 137-138.
22. R. Bielecki, A. Tyszka, op. cit. s. 254-261.
23. W kampanii 1806 chyba nie walczył zbyt dużo, skoro w wojsku ks. był od XII tego roku, PSB, T. XXI, Kraków 1976, s. 436-437. Bagiński pisze, że także w kampaniach 1808 i 1809 r. W. Bagiński, Typy wiarusów napoleońskich, Warszawa 1912, s. 62-63.
24. W. Bagiński, Typy Wiarusów Napoleońskich, Warszawa 1912, s. 62-63,tamże relacja Młokosiewicza
s. 63-72, R. Bielecki, Encyklopedia wojen napoleońskich, s. 408, M. Kujawski, op. cit. s. 190,
K. Wojciechowski, Pamiętniki moje w Hiszpanii, Warszawa 1978, s. 42.
25. M. Kujawski, op. cit. s. 192.
26. R. Bielecki, A. Tyszka, op. cit. s. 256, Młokosiewicz nie wspomina co powiedział, pisze o tym Kujawski op. cit. s. 195.
27. Liczba kilkudziesięciu dział jest wydedukowana w następujący sposób: ówczesne fregaty były uzbrojone w 40-50 dział, brygi kilkanaście, kanonierki kilka, co po podzieleniu przez dwa (dwie burty) i odjęciu kilku dział rufowych daje wyżej wymienioną liczbę.
28. R. Bielecki, A. Tyszka, op. cit. s. 257, M. Kujawski, op. cit. s. 192.
29. R. Bielecki, op. cit. s. 131-132.
30. M. Kujawski, op. cit. s. 196 (angielskie cytaty z raportów Blayneya i Campbella).
31. R. Bielecki, A. Tyszka, op. cit. s. 259.
32. W czasie oblegania tej twierdzy jeden z pocisków z artylerii francuskiej trafił w skład prochów powodując potężną eksplozję. W następstwie tego wydarzenie załoga się poddała, R. Bielecki, Marszałek Ney, Warszawa 1998, s. 93.
33. Był październik.
34. Rozbieżności w relacjach (Młokosiewicz podaje sześć dział, Kujawski za Blayneyem, pięć) R. Bielecki, A. Tyszka, op. cit. s. 257, M. Kujawski, op. cit. s. 198.
35. Karonada była ciężką armatą strzelającą na krótki dystans, ale o potężnej sile rażenia. Była używana na okrętach w szczególności angielskich.
36. R. Bielecki. A. Tyszka, op. cit. s. 257, Młokosiewicz podaje liczbę 600 ( w sumie całego oddziału bez podawania narodowości).
37. Podobne poglądy na prowadzenie działań wojennych w niedzielę, miał konfederacki generał Stonewall Jackson. Rozwiązał go robiąc dwie niedziele pod rząd (w związku z walkami w poprzednią).
38. R. Bielecki, A. Tyszka, op. cit. s. 258.
39. Kirkor pisze, że Bronisz objął dowództwo I batalionu 4 pp w połowie 1810 r. , ale ze stopniem kapitana. Awans na szefa bat. miał otrzymać 14 VIII 1811. Przeczy temu rozkaz cesarza Napoleona przyznający Legie Honorową szefowi bat. Broniszowi z datą 18 XII 1810 r. , S. Kirkor, Pod sztandarami Napoleona, Londyn 1982, s. 44 i 48.
40. R. Bielecki, A. Tyszka, op. cit. s. 259.
41. Generał Guyot powiedział kiedyś do kawalerzystów wystawionych na ogień wroga "czy to żołnierze na co innego stworzeni, jak tylko żeby ginęli". Był to bardzo wybitny dowódca, później dowodził ciężką kawalerią gwardii pod Waterloo, J. Załuski, Wspomnienia, Kraków 1976, s. 250.
42. Gen Lasalle, bez wątpienia jeden z najlepszych dowódców kawalerii tej epoki wprowadził pod Gołyminem, za karę (tchórzostwo) w ogień artylerii rosyjskiej całą swoją słynną "piekielną brygadę" huzarów.
43. Zostawił szkieletową załogę w Maladze w liczbie 300 ludzi, M. Kujawski, op. cit. s. 201.
44. R. Bielecki, A, Tyszka, op. cit. 259-260.
45. R. Bielecki, A. Tyszka, op. cit. 260.
46. Jest to znak jak szybko zmieniała się sytuacja na polu walki.
47. Anglicy jako podstawowego szyku do ataku używali podwójnej linii, która zapewniała dużą siłę ognia, jednakże była łatwa do przełamania dla francuskiej kolumny, jeśli doszło do starcia wręcz. Decydowała tu przewaga masy na jednym odcinku wąskiej, lecz głęboko urzutowanej kolumny, w której mogli uderzać Polacy. Kolumna była za to zdecydowanie gorsza, jeśli chodzi o prowadzenie ognia.
48. Ach te mocne polskie głowy.
49. R. Bielecki, A. Tyszka, op. cit. s. 260-261.
50. R. Bielecki, A. Tyszka, op. cit. s. 261, M. Kujawski, op. cit. s. 212.
51. Wliczając Francuzów.
52. M. Kujawski, op. cit. s. 214.
53. Młokosiewicz w czasie dalszej służby wojskowej dosłużył się szefa batalionu. Wojny napoleońskie skończyły się dla niego pod Lipskiem, gdzie trafił do niewoli. W wojsku Królestwa Polskiego służył w Korpusie Inwalidów i Weteranów do 1817. Potem w powstaniu listopadowym organizował 11 ppl. Walczył pod Woronowem i Kazimierzem w grupie gen. Juliana Sierawskiego. Za te walki otrzymał awans 11 V na płk. Następnie brał udział w walkach pod Kałuszynem, gdzie na czele 4 batalionów zaatakował Rosjan i wziął 1200 jeńców. 26 VIII dosłużył się stopnia generała brygady i dowodził brygadą w dywizji Bogusławskiego w obronie Warszawy we wrześniu 1831. Po powstaniu powrócił do Warszawy i złożył przysięgę Mikołajowi. W kwietniu 1844 roku otrzymał herb Fuengirola (w polu czarnym baszta z blankami, w bramie złoty lew z mieczem w łapie). Zmarł niecały rok później 23 III 1845 r. Pogrzeb bohatera z Hiszpanii prowadził biskup Fijałkowski w "licznej asystencji duchowieństwa i byłych wojskowych". Pochowano go na Powązkach, PSB, op. cit.
54. Np. pod Albuerą.


Bibliografia

1. Bagiński W., Typy wiarusów napoleońskich, Warszawa 1912.
2. R. Bielecki R., Encyklopedia wojen napoleońskich, Warszawa, 2001.
3. Bielecki R., Wielka armia, Warszawa 1995.
4. Bielecki R., Tyszka A., Dał nam przykład Bonaparte. Wspomnienia i relacje polskich żołnierzy, Kraków 1984.
5. Kirkor S., Pod sztandarami Napoleona, Londyn 1982.
6. Kujawski M., Z bojów polskich w wojnach napoleońskich. Maida, Somosierra, Fungirola, Albuera, Londyn 1967.
7. Polski SŁownik Biograficzny, T. XXI.

Mariusz Promis