Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Wojna w Hiszpanii, Marszałek Suchet

Opublikowano w Źródła do wojny w Hiszpanii

Louis-Gabriel Suchet urodził się 2 marca 1770 roku w okolicy Lyonu we Francji. Będąc jeszcze młodym człowiekiem zaciągnął się do armii rewolucyjnej, a jego młodzieńczy zapał w połączeniu ze szczodrą i szczerą osobowością zdobył w mu w późniejszych latach oddanie żołnierzy. Suchet był osobowością wyjątkową i w początkowych latach swojej kariery często pozwalał sobie na otwartą krytykę rosnącego statusu Napoleona. Przysporzyło mu to w dalszej karierze wojskowej wiele problemów i dopiero po długim okresie wzorowej służby, zasługi Sucheta zostały docenione przez cesarza co znalazło odzwierciedlenie w nadanym mu stopniu wojskowym. Wiele lat później, gdy spytano Napoleona kto był najlepszym francuskim generałem, odparł: "Trudno powiedzieć, lecz wydaje mi się, że był nim Suchet..."

Niniejszy pamiętnik został napisany przez marszałka Sucheta i opiera się na wersji anglojęzycznej opublikowanej przez Colburna w 1829 roku, 3 lata po śmierci marszałka. Obejmuje on jedynie okres kampanii na półwyspie Iberyjskim, podczas której Suchet kontrolował prawie cały obszar wschodniej Hiszpanii. Jako jedyny zyskał na skutek swoich działań w tej kampanii stopień marszałka. Pamiętnik Sucheta, naocznego świadka oraz znakomitego dowódcy, stanowi nieocenione źródło informacji dla wszystkich tych, którzy chcą zrozumieć całą złożoność sposobu prowadzenia walki w epoce napoleońskiej, zawiłości operacji przeciwko powstańcom hiszpańskim oraz docenić zalety sprawnej administracji cywilnej.

Wojna w Hiszpanii, Marszałek Suchet
Rozdział 1a - Bitwa pod Maria


Sytuacja armii francuskiej w Hiszpanii - Opuszczenie przez 5 korpus Wielkiej Armii Śląska i jego przybycie do Aragonii - Oblężenie Saragossy - Okupacja Jaca i Monzon - Wymarsz dywizji Sucheta do Kastylii - Generał Suchet zastępuje księcia d'Abrantes na stanowisku dowódcy 3-go korpusu - Stan korpusu - Sytuacja w Aragonii - Przybycie generała Blake'a do Aragonii a generała Sucheta do Saragossy - Atak na Alcaniz - Wycofanie się do Saragossy - Reorganizacja wojska i przygotowania obronne - Bitwa pod Maria - Bitwa pod Belchite - Zajęcie linii Gwadelupa do Cuenca.

W pierwszych miesiącach roku 1808, Hiszpania była okupowana przez kilka francuskich korpusów armijnych, które po przebyciu Pirenejów, rozlokowały się w przygranicznych fortecach, osiągnęły Madryt i dotarły aż do Andaluzji. Francuskie okręty kotwiczyły na redzie Kadyksu, a ponadto nasza armia znajdowała się również w Lizbonie. Pod koniec tego samego roku większa część półwyspu została ewakuowana z wiadomych powszechnie przyczyn politycznych i wojskowych. Różne korpusy utrzymywały St. Sebastian, Pampelunę, Barcelonę oraz Figueras. Oddziały te były skoncentrowane za linią rzeki Ebro. Złożone z młodych poborowych, nie były w stanie zdać trudnego egzaminu radykalnej odmiany losów tej wojny ani oprzeć się hiszpańskim powstańcom. Napoleon został zmuszony do wydzielenia ze stacjonującej w Prusach i Polsce Wielkiej Armii wybranych, bardziej doświadczonych oddziałów. Zjawił się w Hiszpanii osobiście z gwardią cesarską w listopadzie by stanąć na czele sił zgromadzonych w górnym biegu rzeki Ebro. Przez przemyślany i nagły zwrot ofensywny 1, 2 i 4 korpusów odrzucił Napoleon armie hiszpańskie w Espinozie, Burgos i pod Somosierrą, podczas gdy marszałek Lannes z 3 i 6 korpusami pobił hiszpańskich generałów Castanosa i Palafoxa pod Tudelą. Armia tego ostatniego, w sile około 30 000 ludzi, schroniła się za murami Saragossy. Po zajęciu Madrytu, cesarz niezwłocznie polecił 6 korpusowi połączyć się z nim by móc wyruszyć w wielkiej sile naprzeciw gen. Moore'a nadchodzącego (zresztą zbyt późno) na odsiecz stolicy. W sytuacji w jakiej znalazł się Napoleon, jego marsz na Anglików i zniszczenie wroga w bitwie byłoby dobrze skalkulowanym zwycięstwem i posłużyłoby cesarzowi do ugruntowania ówczesnej sytuacji. Lecz zaledwie zaczął zmierzać w stronę Benevente, gdy austriackie przygotowania wojenne zmusiły go do powrotu do Francji. Powierzył więc marszałkowi Soultowi zadanie kontynuowania pościgu za Anglikami. Niezależnie od 2-go korpusu znajdującego się pod jego bezpośrednim dowództwem, pozostawiono mu do dyspozycji 6 korpus pod dowództwem marszałka Ney'a by zapewnić tej wyprawie powodzenie.

W tym czasie 1 korpus marszałka Victora zdobywał Estremadurę, a 4 pod dowództwem generała Sebastianiego zajmował La Manchę. Marszałek Moncey na czele 3-go korpusu znajdował się w Aragonii, a generał Gouvion St. Cyr z 7 korpusem w Katalonii. Chociaż więc król Józef powrócił do Madrytu, nie miał władzy nad otaczającymi go regionami. W chwili wybuchu powstania, mieszkańcy kraju chwycili za broń i pomimo naszych niespodziewanych sukcesów w pierwszej fazie kampanii, w której Hiszpanie zostali wyraźnie pobici, szykowali się właśnie do oporu na wielką skalę, a wszędzie formowały się nowe armie. Ich liczba była znacznie bardziej imponująca niż ich wyszkolenie. Odzwierciedlały one wszystkie wady mobilizacji przeprowadzonej zbyt szybko, lecz przepełnione były entuzjazmem i stąd pochodziło główne źródło ich siły. Nowy król mógł tylko liczyć na oparcie w armii francuskiej, której był naczelnym zwierzchnikiem będąc starszym bratem cesarza. Posiłki ściągnięte z Wielkiej Armii osadziły go ponownie w stolicy. Nieodzowny był jednak o wiele większy wysiłek militarny by całe królestwo mogło wrócić pod jego panowanie.

5 korpus pod dowództwem marszałka Mortiera opuścił Śląsk 8 września. 1 grudnia przekroczył Bidassoę i maszerował dalej w stronę Burgos. Otrzymał on wtedy rozkaz udania się do Aragonii w celu zluzowania 6 korpusu. Poczynione przez Hiszpanów przygotowania do obrony w Saragossie wymagały zróżnicowanych sił i środków. I chociaż marszałek Moncey miał w składzie 3-go korpusu pewną liczbę artylerii i wojsk inżynieryjnych oraz duży park oblężniczy, to jednak potrzebował więcej piechoty w celu założenia oblężenia tak rozległego i ludnego miasta, które było dobrze zaopatrzone i chciało się bronić. Właśnie mieszkańcy tego miasta wstrzymali pochód Francuzów kilka miesięcy temu i zmusili ich do odwrotu, mimo że ci ostatni podeszli byli aż do samych bram i już zaczęli się przedzierać przez ulice i place.

3 i 5 korpusy nacierały na Saragossę 21 grudnia w zróżnicowany sposób. Marszałek Moncey zdobył Monte-Torrero, pozycję górującą nad miastem. Marszałek Mortier przy pomocy 2 dywizji 5 korpusu zaatakował położone na lewym brzegu rzeki Ebro przedmieścia. 1 dywizja pod dowództwem generała Sucheta atakowała na prawym brzegu rzeki zamek Aljuferia oraz zachodnią część miasta. Wkrótce generał Junot zastąpił marszałka Moncey na stanowisku dowódcy 3 korpusu. Marszałek Lannes objął dowództwo obu korpusów oraz działań oblężniczych. Po swoim przybyciu skierował on generała Sucheta do działań w charakterze korpusu obserwacyjnego oraz w celu rozproszenia żołnierzy oddziałów formujących się w Calatayud i w różnych miejscach w Aragonii. Dywizja ta operowała po obu stronach rzeki Ebro w styczniu i lutym. Pułkownik Perena, który zgromadził na pozycji pod Licineną 4 do 5 tysiąca ludzi doznał znaczącej porażki. Generał Suchet następnie zbliżył się do Saragossy, stanowiącej symbol hiszpańskiego oporu. Palafox powołał pod broń najbardziej twardych i pełnych werwy mieszkańców Aragonii. Zamknięci w mieście, prowadzili walkę o każdą piędź ziemi, o każdy dom i kawałek muru, bez względu na swe umiejętności oraz wytrzymałość, nie zważając na odwagę naszych żołnierzy i wysiłki niezrównanych saperów oraz wojsk inżynieryjnych, którzy torowali żołnierzom drogę. Szczegóły dotyczące tego pamiętnego oblężenia, z którym żadne inne nie może się równać, znajdują się w sprawozdaniu sporządzonym przez generała Rogniat. 18 lutego artyleria otworzyła silny i dobrze wymierzony ogień w kierunku siedziby konwentu na przedmieściach stanowiących przedmoście. Zajęcie tego punktu, uchwycenie przedmieść wraz z ich garnizonem oraz atak z innego kierunku samego środka miasta, pozbawiło jego obrońców wszelkiej nadziei na ocalenie lub pozostawienie ich w spokoju. Junta proponowała kapitulację 21 lutego, lecz została zmuszona skrycie do zmiany zdania. Marszałek Lannes zażądał od niej przysięgi wierności, a Mariano Dominiguez, szef junty, człowiek pełen energii, powiedział przed jej złożeniem: "wypełniliśmy swój obowiązek przeciwko wam broniąc się do ostatniej kropli krwi, nasze nowe zobowiązanie będziemy wypełniać z równą gorliwością". Były to słowa człowieka honoru, a ich szczerość potwierdzona została czynem.

Jest rzeczą niemożliwą by opisać sceny, które rozegrały się w tym nieszczęsnym mieście. Szpitale nie mogły pomieścić chorych i rannych. Miejsca pochówku okazały się zbyt małe jak na liczbę zmarłych- zwłoki w workach płóciennych zalegały setkami przy drzwiach kościołów. Zaraźliwa gorączka szerzyła spustoszenie. Liczba zabitych podczas oblężenia w obrębie miasta, a w tej liczbie tych, którzy zostali zabici przez przeciwnika zbliżała się do 40 000 istnień ludzkich.

Wykorzystując strach i przerażenie jakie ogarnęło całą okolicę po wzięciu Saragossy, wysłano do Jaca adiutanta generalnego Fabre, szefa sztabu dywizji Sucheta, wraz z 34 pułkiem. Zdobył on to miasto wraz z cytadelą na początku marca. W tym samym miesiącu dywizja generała Gerard odrzuciła nieprzyjaciela z pozycji zajmowanych na lewym brzegu rzeki Cinca oraz zdobyła fort Monzon. Pod koniec kwietnia, 6 korpus otrzymał rozkazy odzyskania drogi do Kastylii i marszu przez Burgos w stronę Valladolid. Generał Suchet znajdował się w pełnym marszu wraz ze swoją dywizją gdy dotarł do niego kurier przynoszący mu rozkazy objęcia dowództwa 3 korpusu w miejsce generała Junot, księcia d'Abrantes.

Dywizja generała Suchet, która zaczęła się formować w obozie w Boulogne, a składająca się z 17 pułku piechoty lekkiej oraz 34, 40, 64 oraz 88 pułków piechoty liniowej, przywodziła na myśl legion rzymski. Ożywiana jednym duchem, pod dowództwem silnie z nią związanego generała, stała się zdyscyplinowanym, dobrze wyszkolonym oraz niezmordowanym oddziałem. Miała swój chwalebny udział w bitwach pod Ulm, Austerlitz oraz Jeną, a będąc wysuniętą awangardą 5 korpusu, przyjmowała na siebie ciężar ataków nieprzyjaciela pod Saalfeld oraz Pułtuskiem. Generał Suchet odczuwał głęboki żal z powodu rozbratu z tymi żołnierzami. W celu bezpiecznego powrotu do Saragossy zabrał ze sobą tylnią straż dywizji, składającą się z kompanii woltyżerów 40 pułku i batalionu 64 pułku. Okazali się oni bardzo przydatni, nie tylko przez usługi jakie oddali w drodze. Stanowili bowiem wzór zdyscyplinowania i porządku, służąc w 3 korpusie, któremu w tamtym czasie ten duch był obcy. Dopiero później sam korpus stał się podobnym wzorem do naśladowania.

Ów korpus armijny, który najpierw wkroczył do Hiszpanii pod mianem 2 korpusu obserwacyjnego Girondy został przeszkolony pod okiem marszałka Monceya i otrzymał dobrą szkołę odwagi i dyscypliny, odznaczając się pod Madrytem, przed Valencią, a później jeszcze Navarrą. Lecz młodzi żołnierze, którzy obecnie wchodzili w jego skład, potrzebowali nowej szkoły dyscypliny i doświadczenia w boju. Jednostka ta pierwotnie składała się z dwóch sprawdzonych w boju pułków- 14 i 44 pułków liniowych, jednego batalionu 5 pułku piechoty lekkiej, 60 kompanii piechoty z zakładów armijnych zorganizowanych w 5 legii, wkrótce przemianowanych na 114, 115, 116, 117 oraz 121 pułki piechoty, z 14 szwadronów kompanii kawalerii, które weszły w skład 13 pułku kirasjerów. Korpus ten wzmocniony został wkrótce o polski legion , złożony z 3 dwu-batalionowych pułków piechoty, o numerach 1, 2 i 3 pułków nadwiślańskich oraz przez szwadron polskich lansjerów. Do tego dodać należy 4 pułk huzarów oraz kompanie inżynierów, a także artylerię w znacznej liczbie zebraną do oblężenia Saragossy. W skład tej ostatniej formacji wchodziły 3 kompanie minerów, 6 saperów, 8 artylerii, w tym jedna kompania artylerii konnej oraz 8 kompanii pociągów. Artyleria polowa liczyła około 20 armat.

Rząd wydawał się zadowolony z faktu, że cały 3 korpus nie liczył więcej niż 20 000 ludzi. Niemniej jednak ze względu na straty poniesione podczas oblężenia, a w szczególności wielką ilość chorych i rannych, jak również stratę 121 pułku piechoty oraz 3 pułku nadwiślańskiego pod Navarrą, a ponadto biorąc pod uwagę przesunięcie pułków 116 i 117 wysłanych z Bajonny do Valladolid, dokąd eskortowani byli jeńcy, ilość ludzi pod bronią, zdatnych do dalszej służby, zmniejszyła się do około 10 000, z wyjątkiem kompanii artylerii i inżynierów, według stanu na miesiąc maj 1809 roku.

3 korpus bardzo ucierpiał na skutek oblężenia Saragossy. Piechota była przetrzebiona, a sformowane właśnie pułki nie przedstawiały wielkiej wartości bojowej z powodu dokonanej naprędce rekrutacji oraz braku odpowiedniego doświadczenia żołnierzy tworzących powyższe formacje. Niemal wszyscy artylerzyści odesłani do Niemiec zostali zastąpieni przez rekrutów z piechoty, bardzo zresztą źle przyodzianych. Korpus nie osiągnął więc pełnego składu, nie wypłacano żołdu, kasa wojskowa świeciła pustkami, a odpowiedzialny za prowincję uciekł. Środki utrzymania ledwie zaspokajały bieżące potrzeby. Nie istniały także magazyny ani zakłady produkcyjne wszelkiego rodzaju. Region był spustoszony na skutek okrucieństw toczącej się wojny.

W tak zniechęcającym stanie rzeczy niezliczone braki armii były kompensowane siłą ducha bojowego przepełniającego żołnierzy. Różnorodność biało-niebieskich mundurów będących marnymi pozostałościami po wprowadzonych ostatnio zmianach w umundurowaniu, powodowała zamęt w głowach nieprzeszkolonych jeszcze żołnierzy. Ten obraz nędzy i rozpaczy powodował w nich spadek wiary we własną wartość, a jednocześnie wzbudzał pogardę i pobudzał do działania wrogo nastawioną do nich ludności. Żołnierze głośno narzekali na nędzę w jaką zostali wpędzeni i narzekali na niesprawiedliwe traktowanie jakie ich spotkało z powodu braku odpowiedniej odzieży. Po tym jak walnie się przyczynili do powodzenia prac oblężniczych oraz brali udział we wszystkich niebezpieczeństwach związanych z oblężeniem Saragossy, doświadczali tego, jak zwyczajowo wynagradzano żołnierzy 5 korpusu podczas gdy oni takich nagród zostali pozbawieni dzięki nieporozumieniom między ich dowódcami. Jedność dowodzenia zakończyła się z chwilą wyjazdu Lannesa do Paryża. Duża ilość oficerów wyższego stopnia i innych chcąc wziąć udział w kampanii austriackiej dostało zgodę na wyjazd. Sam książę d'Abrantes usprawiedliwił swój wyjazd złym samopoczuciem.

Generał Suchet zdawał sobie z tego sprawę oraz ogromu trudności piętrzących się przed nowym dowódcą, który nie zna ludzi którymi przyjdzie mu dowodzić. To wszystko mogło zniechęcić nawet osobę niezłomną duchem. Taka konstatacja byłaby bez wątpienia usprawiedliwiona, gdyby kierować się wyłącznie rozsądkiem i rozumem. Kierując się jednak chęcią zdobycia sławy i chwały oraz mając świadomość, że nie każdy brak sukcesu oznacza utratę godności i honoru, szczególnie gdy siły i środki nie są dostateczne do tego by podołać zadaniu mimo największej nawet odwagi i uporu, generał nie uchylił się od odpowiedzialności jaka na nim spoczęła. Niemniej jednak, obejmując komendę, chciał on, nim przyjdzie mu poprowadzić żołnierzy do boju, odbyć przegląd swych oddziałów, zwrócić się do nich z przemową i poznać ich, uformować ich podług swego upodobania, odbyć manewry, podnieść morale, odbudować w nich wiarę we własne siły oraz przywrócić porządek i ład w szeregach. Miał prawo oczekiwać, iż sposobność po temu przydarzy się na stanowisku, które właśnie obejmował. Aragonia została zmuszona do uległości wobec upadku jej stolicy, której ruiny pokryły jej najznamienitszych żołnierzy i mieszkańców. Wszystko to stwarzało widoki na spokojną przyszłość w tym regionie. Nowe zmiany żołnierzy zajmowały Walencję i Katalonię jak i inne prowincje, lecz jak dotąd ich wysiłki ograniczały się do obrony zajętych terytoriów. W Katalonii siły zorganizowane przez Hiszpanów były szachowane przez 7 korpus armijny. Dlatego też nie było żadnej możliwości nadejścia armii hiszpańskiej do Aragonii. Z tego powodu generał Suchet mógł żywić nadzieję na sformowanie w spokoju 3 korpusu. Wydarzenia, które nastąpiły po wyjeździe Napoleona, takie jak załadunek Anglików na okręty w Corunii, a także bitwy pod Medellin i Valls spowodowały, że sytuacja na półwyspie iberyjskim układała się po naszej myśli...

Wojna w Hiszpanii, Marszałek Suchet
Rozdział 1b - Bitwa pod Maria


Choć na pozór zdawać by się mogło, iż wzięcie Saragossy zmusić powinno Aragonię do uległości, sytuacja w tej prowincji nie ulegała znaczącej poprawie, wręcz przeciwnie, zaczęła się pogarszać. Osłabiony pod wieloma względami 3 korpus doznał kolejnego uszczuplenia sił spowodowanego odejściem 5 pułku. Mieszkańcy prowincji bowiem, nawet gdy już nie stawiali nam oporu, bacznie szacowali liczbę naszych żołnierzy. Władze powstańcze szybko odkryły nasz słaby punkt i gotowały się by tą naszą słabość wykorzystać. Generał Blake objął komendę nad wojskiem i kontrolę nad wschodnią częścią królestwa. Zebrawszy w krótkim czasie, przy granicy z Walencją, korpus armijny, miał nadzieję na pokonanie 3 korpusu francuskiego spychając go na powrót w stronę Navarry i Pirenejów i kierując się na ważną linię komunikacyjną między Bajonną a Madrytem, w celu przecięcia linii komunikacyjnych armii francuskich, które dotarły już do serca półwyspu. Ta sama dotkliwa pustka, która dała się odczuć w Aragonii po wymarszu 5 korpusu, przepełniała całą Hiszpanię po powrocie cesarza z gwardią do Francji, z którą udawał się dalej do Niemiec. Zaangażowany w wojnę w odległej Austrii, zmagał się właśnie pod Essling w maju, podczas gdy w tym samym czasie sir Arthur Wellesley na powrót zjawił się z armią angielska w Portugalii. Rozpoczynał tym samym działania mające na celu usunięcie naszych wojsk z tego kraju, a później zaatakowanie naszych pozycji w sercu Hiszpanii. Blake'owi sprzyjały więc okoliczności, jak miało się okazać w czasie dalszych działań. Nie zdecydował się on na niespodziewany atak korpusów francuskich broniących się w Aragonii. Przygotował pod swoje działania grunt w postaci wzniecenia niepokojów społecznych i dostarczenia broni zbuntowanym mieszkańcom. Jego wysiłki zwieńczone zostały właściwą reakcją mas. Na obu brzegach rzeki Ebro powstały liczne oddziały partyzanckie. Rozpoczęła się wojna podjazdowa skutecznie paraliżująca działania 3-go korpusu, szczególnie gdy dokonywano oblężeń. I chociaż w późniejszym okresie zdarzało się mu być w sroższych terminach, generał Suchet w tym czasie był zmuszony dawać odpór tym uciążliwym atakom partyzanckim, zmagając się z duchem narodu umiejętnie rozbudzonym w mieszkańcach prowincji.

W czasie gdy przybył on do Saragossy, dnia 19 maja, w celu objęcia dowództwa 3-go korpusu, 1 dywizja rozlokowana była w linii przebiegającej od prawego zakola rzeki Ebro poprzez Barbastro do Alcaniz, aż po Cinca i Gwadelupę, której długość dochodziła do 20 mil. Linię tą dzielił na dwie części strumień, który przekroczyć można było przez most w Saragossie, a dodatkowo jeszcze pozycjom naszym zagrażała bliskość obsadzonej przez garnizon hiszpański Meqinenzy. 2 dywizja zajmowała Saragossę i jej przyległości. 3 dywizja była w znacznej części zaangażowana w Nawarra, gdyż wydzielono z niej do tych działań 5 batalionów. W razie naglącej potrzeby nie mogło być mowy o wsparciu ze strony tej jednostki.

Takie rozproszenie wojska zajmującego niezbyt dogodne pozycje sprzyjało bardzo generałowi Blake'owi, który skierował się w pierwszych dniach maja przeciwko 1 dywizji generała Lavala, zmusił do wycofania się jego wysunięte posterunki w Beceyte i Val de Alforja, 18 maja zmusił go do opuszczenia Alcaniz, wymuszając odwrót w kierunku Sanper i Ixar. W tym czasie generał Habert, który stacjonował w Barbastro, otrzymał od księcia d'Abrantes rozkaz odzyskania Monzon, które zostało niepotrzebnie opuszczone po wymarszu 5-go korpusu. Wysłał 16 maja 8 wybranych kompanii i 30 kirasjerów na lewy brzeg Cincy. Jednak nagły przypływ spowodowany niechybnie topnieniem śniegu bądź obfitymi opadami deszczu, które to od czasu do czasu czyniły tą rzekę nieprzebytą spowodował zagrożenie dla całego wydzielonego oddziału oddzielając go od brygady Haberta- tylko kirasjerom udało się powrócić płynąc wpław ze swoimi końmi. Pozostali żołnierze zostali otoczeni przez uzbrojoną i wrogo nastawioną ludność oraz przez regularne oddziały wojsk z Lerida. Walczyli oni dzielnie przez 3 dni, do czasu gdy skończyła im się żywność i amunicja, a dopiero wtedy gdy nie mieli się gdzie wycofać, w obliczu znacznych strat, które ponieśli, złożyli broń i poszli w niewolę.

Ta niedobra wiadomość dotarła do księcia d'Abrantes w Saragossie 20 maja kiedy to zdawał komendę 3 korpusu generałowi Suchet. Nowy dowódca obejmował więc swój korpus, w trudnej sytuacji. Stanowiło to zagrożenie dla jego dalszej kariery wojskowej w razie niepowodzenia, z czego generał dobrze zdawał sobie sprawę. Sytuacja zaczynała się wymykać mu spod kontroli gdy tylko objął dowództwo. Należało bezzwłocznie wyruszyć, w pierwszej kolejności na pomoc generałowi Laval. Objąwszy dowództwo nad 3 korpusem generał Suchet opuścił Saragossę 21 maja, zostawiając tylko tylu żołnierzy by można było utrzymać tam ład, zabezpieczyć parki artylerii oblężniczej i zabezpieczyć linie komunikacyjne. Wysłał do generała Haberta polecenie by ten ostatni opuścił lewy brzeg rzeki Ebro i przeprawił się przez nią na wysokości Fuentes tak aby jego brygada mogła stać w odwodzie jako rezerwa. Wykonał on rozkaz przesuwając się z nadającą się do wykorzystania częścią 2 dywizji w kierunku rzeki Gwadelupa i wysunął się na czoło przed dywizję Lavala na wzgórzach za Ixar. Jednak zauważył on wkrótce, iż żołnierze pod wpływem ostatnich wydarzeń nie czują się zbyt pewnie na zajmowanych obecnie pozycjach. Nie zważając jednak na to, dokonał on przeglądu wojska, przypominając im chwałę jaką się okryli pod Saragossą i nadzieję jaką pokłada w ich odwadze ojczyzna. Oświadczył im, iż opuścił jedną z najlepszych i najdzielniejszych dywizji w armii by związać swoje losy z nimi i aby wyprowadzić ich z opłakanego stanu w jakim się znaleźli i nie ustanie w wysiłkach by uczynić z nich najlepszych żołnierzy i otworzyć im w ten sposób drogę do awansu.

By nie tracić nadaremnie czasu i rozpoznać pozycje nieprzyjaciela, a także w celu podniesienia na duchu żołnierzy, zarządził on nocny marsz 1 i 2 dywizji 22 maja. Rankiem 23 maja pojawił się ze swoimi oddziałami u wrót Alcaniz gdzie znajdował się generał Blake na czele swoich żołnierzy. Na skutek naszego ruchu ogarnęliśmy oddział straży przedniej Blake'a w sile 30 ludzi. Po dokładnym przyjrzeniu się pozycji nieprzyjaciela zdawało się, iż gdy już zdobędziemy wzgórze Las Horcas, które, usytuowane poza krańcami miasta i za urwiskiem, znajdowało się w rękach nieprzyjaciela, z łatwością przyjdzie nam zneutralizowanie pozycji skrzydłowych przeciwnika, co z kolei pozwoli nam wziąć wielu jeńców. Podjęte zostały dwa pozorowane ataki w kierunku obu skrzydeł przeciwnika w celu sprawdzenia z jakich dużych sił się one składały, podczas gdy generał Fabre na czele 114 pułku piechoty liniowej i 1 pułku nadwiślańskiego zaatakował kolumną wzgórze bronione przez kilka dział i piechotę uformowaną w linię. Żołnierze, ożywieni przykładem swych dowódców, okazali wpierw wielką wolę walki i nie zważając na gęsty i morderczy ogień stanęli u stóp wzgórza. Ruch wojska wstrzymał głęboki dół wykopany niedawno w tym miejscu. Kolumna się zachwiała i żołnierze zaczęli się wycofywać w nieładzie. Nie udało się zebrać ich znów do ataku. Generał przerwał więc atak i zebrał ponownie swoich żołnierzy na pozycjach, z których poprzednio rozpoczęli atak, znajdujących się w zasięgu wzroku przeciwnika. Spokój utrzymał się do wieczora gdy zostali zabrani ranni, a noc przyniosła im spoczynek. W tylnej straży znalazł się 64 pułk piechoty.

Brak powodzenia w tym ataku był klęską w oczach żołnierzy, którzy zaznali już smaku porażki. Niemniej jednak całe to przedsięwzięcie nie okazało się bezużytecznym dla generała, który zyskał za pomocą wziętych do niewoli rano jeńców informację na temat ilości i jakości żołnierza z jakim przyszło mu walczyć. Wcześniejsze bowiem wysiłki podejmowane w tym celu były jak dotąd nieskuteczne. Pod innymi względami próba wzięcia Alcaniz nie powiodła się i zmuszeni byliśmy ustąpić pola przeciwnikowi, pomimo iż opuszczaliśmy nasze pozycje ostentacyjnie wolno, co jednak nie zachęciło przeciwnika do utrudniania nam odwrotu i w czym upatruję nasze moralne zwycięstwo.

Byliśmy już oddaleni od Hiszpanów o jakieś 5 mil, gdy nagle, idącą na przedzie 1 dywizję ogarnęła panika. Przerażonym żołnierzom zdawało się, że wróg depcze im po piętach. Noc sprzyjała takim odczuciom. Żołnierze zaczęli strzelać do siebie, a potem rozpoczęli odwrót w nieładzie. Ludzie, konie, jaszcze z amunicją, a także wyposażenie polowe - wszyscy gnali w kierunku wioski Sanper, do której zmierzał lekko ranny w nogę głównodowodzący, by tam właśnie założyć obóz. Światło dnia ma jednak tą właściwość, że rozprasza mroki nocy. A żołnierze zawstydzeni swoim zachowaniem zebrali się ponownie i uformowali w oddziały.

Wydarzenia tej nocy oraz dnia poprzedniego utwierdziły generała w opinii, iż morale 3 korpusu drastycznie się obniżyło. Pragnąc je podnieść, generał nie omieszkał uciec się do wprowadzenia w życie surowej ale i właściwej w tym przypadku kary, którą czasem należy zastosować w obozie wojennym. Okazało się, iż to pewien dobosz wszczął alarm widząc jakoby hiszpańską kawalerię atakującą 2 pułk nadwiślański i biorącą do niewoli tych żołnierzy. Przybycie niniejszej jednostki potwierdziło mylność jego opinii. Natychmiast powołano doraźną komisję wojskową, która to skazała dobosza na śmierć przez rozstrzelanie przed frontem armii. Ten dosadny przykład poskutkował i zapanował wkrótce w szeregach ład i porządek. Po 2 dniach oczekiwania na nieprzyjaciela przed La Puebla de Ixar, armia kontynuowała swój odwrót niemal do wrót Saragossy, gdzie dotarła 30 maja, 6 dni po niefortunnym ataku na Alcaniz.

Bez względu na to w jakim porządku i jak wolno przebiegał nasz odwrót, był on postrzegany jako wstęp do pełnej ewakuacji Aragonii. Znaleźliśmy się wówczas w tak poważnej sytuacji, że sam odwrót mógł mieć również wpływ na dalszy przebieg wypadków. Generała ogarnęło poczucie niepewności co do środków jakie należało podjąć. Mając nadal jeszcze niewielkie zaufanie do swoich żołnierzy obawiał się on, iż w razie nagłego ataku nieprzyjaciela nie będzie on w stanie stawić skutecznego oporu w przypadku przeważających sił przeciwnika. Niemniej jednak gdyby w momencie kiedy objął dowództwo ewakuował on Saragossę, o oblężeniu której mówiła cała Europa, i pozwolił sobie na wycofanie się, odsłaniając pozycje, na których znajdowały się francuskie wojska w sercu Hiszpanii, oznaczałoby to całkowitą klęskę. Powziął więc decyzję zgodną ze swoim poczuciem honoru i ze swoimi przekonaniami. Zatrzymując się u stóp Saragossy, skoncentrował on swoje oddziały w tym rejonie, gdyż jego posiadanie warte było nawet przyjęcia bitwy. Zdecydował, iż gdy Blake pozwoli mu choć trochę odetchnąć będzie czekał na przybycie 116 i 117 pułków piechoty, które, jak się spodziewał, wkrótce do niego miały dołączyć. 1 dywizja rozlokowana została w konwencie kartuzjańskim w Conception, a 2 dywizja na wzgórzach Monte - Terro. Żołnierze nie opuszczali obozu, byli pod bronią już o 3 nad ranem i pozostawali w stanie alertu aż do powrotu rekonesansu wysłanego w celu poszukiwania nieprzyjaciela. Generał, któremu przyświecały cele zreorganizowania oddziałów i opracowania planu obrony, dokonywał przeglądu swoich oddziałów i zwracał uwagę nawet na najmniejsze niedostatki oraz potrzeby żołnierzy. Wkrótce dowiedział się czemu należało przypisywać fakt słabego morale niektórych oddziałów. Rozdawać począł wyróżnienia i kary, a w kilku przypadkach zdymisjonował oficerów winnych zaniedbań. W międzyczasie umacnialiśmy naszą pozycję pod Monte-Terro i wzdłuż kanału. Umocniono mury zamku, z zamiarem utrzymania tej pozycji w razie ewakuacji miasta. Przedmieścia zostały zabarykadowane, a artyleria i bagaże mogły w każdej chwili zostać odesłane do Tudeli i Pampeluny, podobnie jak chorzy i ranni, w celu zapewnienia swobody ruchów armii i w razie konieczności dokonania manewru bądź odwrotu z pola bitwy.

Mieszkańcy prowincji mieli czujne baczenie na nasze wojska i chcieli odgadnąć nasze plany. Wywnioskowali oni z zachowania naszych oddziałów, że chcemy ukryć przed nimi nasz rychły odwrót. Generał został w pełni nagrodzony za swe wysiłki i intuicję faktem znacznego podniesienia się morale żołnierzy. Byli oni zaskoczeni nieustanną troską z jego strony, regularnością z jaką odbywały się przeglądy, ćwiczeniami w strzelaniu i manewrami na dużą skalę, które to zajmowały im teraz większą część ich czasu. Czyniło to wrażenie jakoby był czas pokoju i niedługo potem spowodowało to ogólną poprawę stanu w jakim się znajdowało wojsko. W żołnierzy wstąpił na powrót duch bojowy i wzrosło poczucie własnej wartości. Przywrócony ład i dyscyplina sprawiły, iż żołnierze odzyskali zaufanie do siebie i do swoich dowódców. Piętnaście dni w których byli oni utrzymywani w stałej gotowości bojowej, okazało się wystarczającym czasem by dokonała się ta przemiana. 3 korpus był znów w stanie wyruszyć na nieprzyjaciela i zaatakować go w otwartym polu, zamiast oczekiwać jego nadejścia pod osłoną umocnień.

Gdyby generał Blake wyruszył niezwłocznie po wydarzeniach pod Alcaniz, nie pozwalając 3 korpusowi na otrząśnięcie się po porażce, byłby zapewne w stanie doprowadzić do ewakuacji tej jednostki z obszaru Aragonii. Prawdopodobnie tak bardzo wierzył w swoje zwycięstwo, że nie widział potrzeby innych działań. Oczekiwał on posiłków z Walencji, a w celu uzyskania powodzenia swych przyszłych działań uruchomił lokalne siły powstańcze, które uaktywniły się w paru miejscach. W odpowiedzi na jego apel, pułkownik Ramon-Gayan zbliżył się do Almunii i doliny Xalon z dwoma tysiącami ludzi. Pobity 4 miesiące wcześniej brygadier generalny Perena na powrót pojawił się ze swymi ludźmi i wysunął swoje oddziały aż do mostu w Gallego. Na lewym brzegu rzeki Ebro, dzierżyliśmy jedynie fort Jaca i przedmieścia Saragossy. Generał Blake nie zdecydował o ruchach jakie zamierzał poczynić aż do początków czerwca, kiedy to zdecydował się na ruch swoich oddziałów. Zamiast posuwać się wzdłuż rzeki Ebro drogą do Fuentes, wybrał drogę na Belchite, którą posuwał się wiodąc 25 000 ludzi. Był przekonany, że żołnierze, którzy doznali porażki pod Alcaniz nie zechcą podjąć walki koło Saragossy i że zbliżając się doliną Huerba i zagrażając tym samym bezpieczeństwu drogi do Alagon sprawi, że się wycofamy. Nie było to jednak zamiarem generała Sucheta, który czekał na swego przeciwnika. Pozostawiwszy swą kawalerię w El Burgo, piechotę rozdzielił między Monte-Torrero,a zgromadzenie w Santa-Fe na drodze z Saragossy do Madrytu. Wydzielił on również oddział tysiąca dwustu ludzi by zajął Villa-de-Muel, pod dowództwem generała Fabre, w celu penetracji obszaru położonego na prawo od pozycji naszych wojsk i uzyskiwania na czas informacji o ruchu wojsk nieprzyjacielskich, który mógł mieć miejsce.

Główna część hiszpańskiej armii, pod dowództwem generała Areizagi zajęła pozycje w Botorita 13 czerwca podczas gdy generał Blake'a, jako głównodowodzący, przemieścił się wraz z pozostałymi oddziałami z Carineny do Longares i Villa-de- Muel, zajmowanej przez generała Fabre. Przekraczając Huerbę, generał Areizaga przechwycił transport z zaopatrzeniem i odciął generała Fabre od Saragossy. Ten ostatni został jednocześnie zaatakowany z dwóch kierunków, stawił opór jaki w tych warunkach był możliwy i wycofał się w stronę Placencia bez strat. Generał Suchet rozkazał 2 dywizji, pod dowództwem generała Musnier iść na pomoc generałowi Fabre, lecz nadchodzące ciemności uniemożliwiły dotarcie i przywrócenie komunikacji z jego oddziałem. 14 czerwca dywizja Musniera zaatakowała straż przednią nieprzyjaciela, zmuszając ją do powrotu na drugą stronę rzeki Huerba i przygotowując się do pogoni za nią w celu zajęcia pozycji w Botorita. Po jej osiągnięciu dywizja zatrzymała się z powodu przybycia w ten rejon sił z Villa-de Muel pod bezpośrednim dowództwem Blake'a. Jako iż główna część armii hiszpańskiej przeszła na lewy brzeg Huerby i zagrażała drodze naszego odwrotu, należało zatrzymać jej pochód. Generał Suchet zdecydowany na przeciwstawienie się przeciwnikowi wydał rozkazy do wydania bitwy 15 listopada. 44 pułk oraz 3 nadwiślański pozostały w obozie Monte-Torrero. Dywizja Harberta oraz 2 dywizja rozciągnięte były w linię. Część oddziałów stacjonowała w zgromadzeniu w Santa Fe, częściowo na wzgórzach po jego prawej stronie. Batalion 64 pułku zajmował pozycję w tyle głównej drogi. Rezerwa złożona z weteranów z poprzedniej dywizji generała Sucheta, choć mała liczbą, zachowała swe walory i dyscyplinę stanowiąc wzór do naśladowania w 3 korpusie. Brygada kawalerii generała Wattiera zajmowała pozycję w pobliżu tego oddziału. Jeszcze tego samego wieczoru został wysłany do Alagon oficer celem przyspieszenia powrotu generała Fabre który po opuszczeniu Placentii oraz brzegu rzeki Xalon przyspieszał marsz z 116 i 117 pułkami z Tudeli by połączyć się z armią.

W styczniu 1809, kiedy to opór narodu hiszpańskiego był najsilniejszy, wysłano z Calatayud do sąsiedniego miasta w celu dokonania rekonesansu batalion 34 pułku liniowego, znajdującego się w składzie dywizji Sucheta. Zabroniono przy tym surowo wszelkich wrogich zachowań w stosunku do ludności. Przy wejściu do miasta napotkano mieszkańców spędzających czas na świeżym powietrzu w promieniach słońca, jak to mieli w zwyczaju, owiniętych w płaszcze. Przyglądali się oni uważnie nadchodzącemu wojsku. Szef batalionu widząc zebranych ludzi, trzymał przytomnie oddział w gotowości bojowej, posyłał po alcalda, a następnie dopiero wkroczył ze swoim oddziałem do miasta. Będąc u tego ostatniego zażądał zaopatrzenia dla swojego batalionu. Zwyczajem stosowanym wśród oficerów było zawyżanie liczby swoich żołnierzy. Czynili to wprzódy w celu zastraszenia potencjalnego przeciwnika bądź chcąc zapewnić sobie w ten sposób lepszą aprowizację oddziału. Dlatego żądanie to opiewało na 1000 racji żywnościowych oraz furażu dla 100 koni. "Zdaję sobie sprawę" odrzekł alcalde "że moją powinnością jest zaopatrzenie waszych żołnierzy. Polecę wydać wam 780 racji żywnościowych i furażu dla 60 koni." Była to dokładna liczba ludzi i koni w oddziale.

Wojna w Hiszpanii, Marszałek Suchet
Rozdział 1c


Bitwa rozpocząć się miała niemal pod murami Saragossy. Było więc jasne, iż komenda nad tym ważnym miastem powinna zostać powierzona oficerowi o uznanych zasługach, którego zdecydowanie oraz charakter nadrobią braki w liczbie powierzonych mu żołnierzy. Jego celem miało być zapobieżenie niepokojom społecznym oraz wstrzymanie pochodu jednostek armii hiszpańskiej na lewym brzegu rzeki. Głównodowodzący wybrał do tego zadania pułkownika Haxo z wojsk inżynieryjnych, który wykazał się umiejętnościami dowodzenia podczas oblężenia tego miasta. Pod jego dowództwem znalazło się kilka jednostek wojsk inżynieryjnych oraz 1000 żołnierzy.

15 czerwca generał Blake rozmieścił swoje oddziały nad małą rzeką, nad którą przebiegała droga z mostem łączącym oba brzegi rzeki, niedaleko od wsi Maria. Prawe skrzydło wojsk Blake'a sięgało Huerba aż do brzegów tej rzeki, centrum wraz z lewym skrzydłem rozpościerało się aż po wzgórza, gdzie stała piechota wraz z artylerią. Armie wolno zajmowały swoje pozycje i chociaż znajdowały się od siebie w niewielkiej odległości, do południa prowadzono ogień jedynie na wysuniętych pozycjach gdzie stacjonował 2 pułk nadwiślański, a później 115 pułk. Generał Suchet, który chciał zyskać na czasie po to, by doczekać nadejścia posiłków w postaci dwóch oddziałów, nie wykazywał chęci do rozpoczęcia działań. Dwa pułki generała Laval stacjonujące na Monte-Torrero, które od pola bitwy oddzielała rzeka Huerba uchodziły za jednostki wydzielone w celu kontroli drogi do Fuentes. Bezpieczeństwo naszych pozycji w dużej mierze zależało od utrzymania przez te jednostki zajmowanych dotychczas pozycji, gdyż w razie gdyby zdobył je nieprzyjaciel, sama jego obecność skłoniłaby mieszkańców Saragossy do chwycenia za broń i zagroziłaby wielce zajmowanym przez nasze wojska obecnie pozycjom. Gdyby się to przydarzyło, to, biorąc pod uwagę ukształtowanie terenu w jakim przyszło by walczyć i pomimo środków jakie zostały przedsięwzięte by zgromadzić rozproszone siły, głównodowodzący stanąłby w obliczu ryzyka prowadzenia bitwy w sile 13 batalionów piechoty, siedmiu szwadronów kawalerii oraz 12 armat, co w sumie dawało nie więcej niż 9000 ludzi. Około południa dotarł jednak w pobliże Saragossy pułkownik Robert wraz z 116 i 117 pułkami. Dostał on rozkaz bezzwłocznego udania się w stronę konwentu Santa Fe. Natychmiast też oddziały stojące w odwodzie dostały rozkaz przesunięcia się do przodu w szyku liniowym, a oddziały generała Wattiera zostały przesunięte nieco w kierunku lewego skrzydła pod dowództwem generała Haberta. Dywizja Musniera była rozmieszczona u stóp wzgórza i zajmowała pozycje w centrum i na prawym skrzydle, osłanianym przez szwadron lansjerów pod dowództwem polskiego pułkownika Klickiego. Głównodowodzący widząc, iż nieprzyjaciel pozostaje nadal na swoich pozycjach, pozwolił części wojska odpocząć, a kawalerzystom rozsiodłać konie, tak by wzmocnić w żołnierzach pewność siebie i by sami domagali się bitwy i poprowadzenia ich do ataku.

O 2 wydany został rozkaz do ataku. Wszystkie oddziały na pierwszej linii ruszyły z miejsca. W tej samej chwili uczynili to Hiszpanie. Rozciągnęli oni przy tym swoje lewe skrzydło chcąc jakby obejść nasze pozycje. By zapobiec temu manewrowi generał Suchet rozpoczął kontrakcję na drugim skrzydle i skierował tam lansjerów wraz z 200 tyralierami podczas gdy batalion 114 pułku atakował w szyku kolumnowym nieprzyjaciela. Ten atak pomieszał znajdujące się tam oddziały nieprzyjaciela, które właśnie się przegrupowywały, tak, iż wyłamały się one z szyku i starczyło im jedynie czasu na to by stanąć w szyku obronnym. Głównodowodzący nie wahał się długo i wydał rozkaz natychmiastowego ataku na lewe skrzydło i centrum armii Blake'a. Oddziały obydwu walczących armii przedzielał wąwóz, który dywizja Musniera miała za zadanie przebyć bez wdawania się w walkę ogniową, z bronią na ramieniu. Pułkownik Chłopicki dowodzący 1 pułkiem nadwiślańskim uformował swoje oddziały w kolumny i pomaszerował w górę, w stronę stojących na zboczu wzgórza oddziałów hiszpańskich. 114 i115 pułki uczyniły to samo w morderczym ogniu artylerii, na który rychło odpowiedział pułkownik Valee z naszej strony.

Generał Blake nie tylko odparł atak, lecz dodatkowo ściągnął z prawego skrzydła posiłki i skierował swoje oddziały w szyku liniowym w kierunku pozycji 115 pułku, którego ten nagły atak nieprzyjaciela, w połączeniu z ciężkim terenem w którym przyszło mu walczyć, zmusił do wstrzymania ataku. Wysiłki generała Boussard i pułkownika Dupeyroux zdołały przywrócić ład w szeregach. Głównodowodzący przesunął naprzód 2 pułk nadwiślański i jeden batalion 64 pułku bez wprowadzania tych oddziałów bezpośrednio w wir walki. Wydzielił on oddział stu grenadierów pod dowództwem generała Harispe, swojego szefa sztabu. Przebył on ze swoim oddziałem wąwóz i choć został ranny już na początku ataku zebrał swych żołnierzy do ponownego ataku i spowodował, że ponownie zaświtała nam nadzieja na zwycięstwo. Gwałtowna burza, która nagle rozszalała się nad obiema armiami, niemal oddzieliła je od siebie, choć żołnierze niemal stali naprzeciw siebie twarzą w twarz. Próba ataku jaka podjął generał Blake na lewym skrzydle i właśnie podjęte natarcie w centrum, choć w sumie nie przyniosły efektu, były po myśli głównodowodzącego. Po rozważeniu planu bitwy, zdawało się, iż hiszpański generał, który rozmieścił swoje oddziały na wzgórzach opadających ku lewemu brzegowi rzeki Huerba, z wąwozami znajdującymi się z przodu i z tyłu zajmowanych przez niego pozycji, nie miał gdzie się wycofać gdyby pozycje jego zostały przełamane. Jedyną drogą odwrotu stanowiła droga i mały most nieopodal Maria położone za jego prawym skrzydłem, co czyniło mniej bezpiecznym jego pozycje na lewym skrzydle oraz w centrum, w szczególności artylerię, która została tam rozmieszczona. To błędne rozstawienie oddziałów przeciwnika wskazywało w sposób oczywisty jak należało rozegrać tą bitwę. Generał Suchet początkowo sprawiał wrażenie jakby nie przywiązywał wagi do tego, co działo się na swoim lewym skrzydle, a nawet pozwolił na bezczynność kawalerii stacjonującej w tym miejscu angażując swe siły w walkę na prawym skrzydle i w centrum. Gdy już dostatecznie związał siły nieprzyjaciela na tym odcinku, przeniósł znienacka uwagę na lewe skrzydło. Za mostem stacjonowała kawaleria hiszpańska wzmocniona artylerią oraz małym oddziałem piechoty. Rozkazał on generałowi Habert wysłać tam 14 pułk liniowy, poprzedzony batalionem 5 pułku lekkiego atakującym tyralierą. Wydał również szybko rozkaz generałowi Wattier, dowodzącemu 4 pułkiem huzarów oraz 13 pułkiem kirasjerów, by niezwłocznie podjął szarżę, korzystając z podjętego ataku piechoty, na prawe skrzydło i objął w posiadanie most. Ten manewr mógł przesądzić o losach bitwy i został wykonany z szybkością błyskawicy. Hiszpanie poszli w rozsypkę pod wpływem nagłego uderzenia, a ich kawaleria salwowała się ucieczką. W naszym posiadaniu znalazła się strategiczna pozycja, most oraz artyleria przeciwnika. I choć pozbawiony wsparcia ze swego prawego skrzydła, generał Blake nie opuścił swoich pozycji. Zbierając masę żołnierzy jaką jeszcze posiadał i zdwajając ogień artylerii, odważnie trwał na zajmowanych dotąd pozycjach i szykował się do odparcia ataku, do którego właśnie przygotowywały się oddziały francuskie. Generał Suchet wykorzystał przewagę jaką dawało mu zajęcie dotychczasowej flanki przeciwnika. Wysłał więc z tego kierunku generała Habert wraz z batalionem 5 pułku oraz 14 pułkiem liniowym, podczas gdy dywizja Musnier przygotowywała się do ataku frontalnego. Walka była ciężka i zażarta, lecz gdy żołnierz francuski poczuje już smak zwycięstwa, trudno jest mu je wydrzeć. Piechota nieprzyjaciela zmuszona została do odwrotu w kierunku wąwozów unikając naszego pościgu dzięki nadciągającym ciemnościom i rozszalałej burzy. 25 armat i 3 sztandary padło naszym łupem. Generał Blake zdołał, bez względu na przeszkody terenowe, osiągnąć brzeg rzeki Huerba i zebrać niedobitki swej armii w Botorita, pozostawiając na polu bitwy więcej poległych żołnierzy w porównaniu do liczby jeńców. Wśród tych ostatnich znalazł się generał O'Donohu, dowodzący kawalerią, jak również pułkownik Menchaca, inspektor piechoty. Nasze straty wyniosły około 600 do 700 zabitych i rannych. Rana generała Harispe pozbawiła armię na jakiś czas tego odważnego i wartościowego oficera, który był przecież szefem sztabu armii.

Po zupełnym wycofaniu się nieprzyjaciela w nocy, głównodowodzący chciał od razu posłużyć się tymi jednostkami, których zadanie podczas bitwy ograniczało się jedynie do zajmowania pozycji na Monte-Torrero by pokazać przeciwnikowi, iż ma jeszcze świeże siły, które może skierować przeciw niemu. Rozkazał w tym celu generałowi Laval by posuwał się w kierunku Torrecilla płaskowyżem Fuentes z zamiarem zagrożenia ariegardzie nieprzyjaciela. Głównodowodzący przybył tego wieczoru do Saragossy dla wydania zarządzeń dotyczących miasta, niezbędnych podczas jego planowanej nieobecności. Nocą wokół miasta, na lewym brzegu Ebro rozłożyły się obozem oddziały Pereny. Dowódca ten uznał chyba, iż dla osiągnięcia celu swej wyprawy wystarczy mu jedynie demonstracja sił. Lecz mieszkańcy miasta, którzy w tym przypadku poprzestali jedynie na okazaniu swego zainteresowania, nie okazując wobec nas wrogości, pozostali spokojni i posłuszni, co było mądre z ich strony. Takimi pozostali także w przyszłości.

Rankiem 16 czerwca generał Suchet został zaskoczony widokiem armii generała Blake'a nadal na pozycjach w Botorita. Nadal jednak wierząc w efekt psychologiczny jaki wywoła na przeciwniku pochód wojsk generała Laval, powtórzył swojemu oficerowi poprzednie rozkazy, sam zaś podjął działania w celu odciągnięcia uwagi nieprzyjaciela poprzez ruch swych oddziałów w kierunku Huerba i zbliżenie się do pozycji nieprzyjaciela bez wchodzenia z nim w kontakt bojowy, przesuwając swoje wojsko drogą na Villa de Muel i Carinena. W ten sposób nabrał pewności, iż oddziały hiszpańskie wycofały się w tym kierunku. Był to dodatkowy powód by spodziewać się oczekiwanych manewrem rezultatów. Jednakże generał Laval został błędnie pokierowany przez złych przewodników i nie zdołał dotrzeć do wyznaczonego miejsca 16 czerwca. Blake rozbił obóz następnego wieczora a jego straż tylnia dotarła do Tordecilla 17 czerwca. Generał Laval wziął z sobą batalion marynarzy i nieco ekwipunku obozowego. Głównodowodzący osobiście rozpoczął pościg za Blake'em rankiem 17 i dotarł aż do Puebia d'Alborton. 18 rano obie armie znajdowały się nieopodal Belchite. Zaczęły się one pospiesznie szykować do boju lecz sytuacja pod względem ich liczby i morale różniła się teraz znacznie. Generał Blake został zmuszony, po utracie artylerii, do porzucenia myśli o zdobyciu Saragossy i przystępował obecnie do walki by ubezpieczać odwrót swoich oddziałów. Generał Suchet z kolei, mogąc zaangażować większość swoich sił, stanął do walki z 22 batalionami i 8 szwadronami ożywionymi niedawno odniesionym zwycięstwem. Zamierzał on zniszczyć lub przynajmniej rozproszyć wrogą armię w celu dopełnienia swego zwycięstwa i objęcia w posiadanie Aragonii.

Blake wzmocniony został nocą przez 4000 ludzi z armii Walencji i zajął pozycje na wzgórzach Belchite. Jego prawe skrzydło wysunięte było w kierunku wzgórza Calvario, z oddziałem kawalerii zgrupowanym na przedzie zwróconym w kierunku drogi do Saragossy. Centrum opierało się o miasto i konwent św. Barbary, a lewe skrzydło ugrupowane w kilku rzutach znajdowało się na wzgórzach i wysunięte było w kierunku pustkowi El Poyo. Znajdowały się tam rezerwy oraz baterie artylerii. Linie te połączone były poprzez stojące tam stodoły, domostwa oraz okopy. Cały teren przed nami, a szczególnie w centrum, pokryty był drzewami oliwkowymi, poprzecinanymi rowami i kanałami irygacyjnymi co czyniło trudniejszym dostęp naszym oddziałom. Generałowi Suchet zdało się wystarczającym by powierzyć opiekę nad tym odcinkiem piechocie lekkiej wspartej paroma rezerwowymi batalionami. Skierował on brygadę Haberta i 13 pułk kirasjerów by obejść prawe skrzydło wojsk nieprzyjacielskich pomiędzy Codo a Belchite, a osobiście zamierzał poprowadzić główny atak na lewe skrzydło. Generał Musnier otrzymał rozkaz wymarszu w kolumnach batalionowych i przystąpienia do ataku jak tylko artyleria wstrzela się w pozycje przeciwnika. Rozkaz wykonały 114 pułk, 1 pułk nadwiślański oraz 4 pułk huzarów podczas gdy 115 pułk nacierał na lewo od pozostałych oddziałów.

Hiszpanie opuścili pustkowia El Poyo. Ich skrzydło zajęło pozycje wokół Belchite i Santa Barbara. Otworzyli natychmiast ogień artyleryjski, uformowali się w imponujące kolumny gotowe do ataku i w asyście kawalerii zmierzali w naszym kierunku. Generał Wattier jednakże powstrzymał się od działań a generał Musnier dał im odpór. Bitwa stawała się coraz bardziej zażarta gdy dwie armaty wysunięte przez porucznika Auvry skierowały swój ogień przeciwko artylerii armii nieprzyjaciela. Zrobił to z tak wielką odwagą i precyzją, iż pocisk z haubicy, który spadł na nieprzyjacielski jaszczyk sprawił, ze ten ostatni stanął w płomieniach. Wybuchło parę pocisków co spowodowało przerażenie żołnierzy hiszpańskich. Ucieczka jednego batalionu wprawiła w popłoch pozostałych. Oba skrzydła poszły za przykładem centrum, przemierzyły Belchite i w wielkim nieładzie kontynuowały odwrót przez równinę rozciągającą się za miastem. Przełęcz na drodze do miasta oraz odległość w jakiej znajdowali się kirasjerzy, którzy nie pojawili się jeszcze na lewej flance, uniemożliwiła nam skorzystanie z tego, iż wroga armia poszła w rozsypkę i wziąć do niewoli jeńców. Tylko 1 pułk Walencji poszedł w rozsypkę w odległości dwóch mil od pola bitwy, iż został w całości wzięty do niewoli na skutek szarży. W nasze ręce dostało się również 9 armat, które były jedynymi armatami jakie jeszcze zostały w hiszpańskiej armii, sztandary, 23 jaszczyki i pewna ilość broni oraz taborów. Armia Blake'a została kompletnie rozbita.

Następnego dnia zajęliśmy Galandę, Alcaniz i Caspe gdzie znaleźliśmy dobrze zaopatrzone magazyny. Głównodowodzący rozesłał swe oddziały w czterech kierunkach by ścigać nieprzyjaciela w każdym miejscu. Jeden oddział ruszył w stronę Tortosy, inny wkroczył do Morella, miasta na terenie królestwa Walencji. Generał Musnier został odkomenderowany do wojsk stacjonujących nad rzeką Gwadelupa. Dostał on rozkaz umocnienia murów zamku Alcaniz.

Głównodowodzący przekroczył rzekę Ebro w Caspe 23 czerwca, zarządził rekonesans w okolicy Mequinenzy, wyruszył w stronę Fraga, a następnie przekroczył rzekę Cinca i objął w posiadanie fort Monzon. Następny rekonesans wykonany został w kierunku Meridy, co tak przestraszyło jej gubernatora, iż zamknął się w murach miasta, w momencie gdy, jak zgodnie donosiły nasze źródła informacji, gotował się do odsieczy Geronie. Niebezpieczeństwo, wobec którego stanął obecnie, zmusiło go do porzucenia myśli o operacji na odległym odcinku frontu i ograniczenia się do obrony zajmowanej pozycji.

Po przeprowadzeniu powyższych operacji wojskowych, podjętych w celu uchronienia 3-go korpusu od niebezpieczeństwa i zapewnienia powodzenia w przyszłych walkach, głównodowodzący skupił się na stworzeniu systemu kar i nagród, w celu złagodzenia stosunku wrogich dotychczas mieszkańców. W Alcaniz i Caspe, dwóch znaczących miastach na prawym brzegu, zdołał opanować przerażenie mieszkańców i wskazać im alternatywę przyszłego dobrobytu po okresie wojennego chaosu i zawieruchy, z którego to stanu mieli się wkrótce podnieść. Te same argumenty i czyny przemówiły do mieszkańców Barbastro i Huesca, głównych miast jednostek administracyjnych na lewym brzegu, przez które przejeżdżał w drodze do Saragossy. W stolicy, w szczególności próbował osiągnąć podobny efekt poprzez bardzo ostrożny sposób postępowania z ludnością miasta. Kler, władze miasta i tłum mieszkańców wyległ mu na powitanie koło mostu Gallego i został on tam przywitany z radością i ufnością. Na przestrzeni najbliższych kilku dni odbywały się jeszcze spontaniczne uroczystości. Była to rzecz niespodziewana, w tym miejscu noszącym jeszcze niedawne ślady oblężenia, widoczne jeszcze w wielu miejscach. Na głównej ulicy, wzdłuż Cosso, zostały zgromadzone działa zdobyte na armii Blake'a, teraz stanowiące trofea bitew pod Maria i Belchite. Ten właśnie widok, obliczony na wywołanie określonego efektu psychologicznego, został złagodzony poprzez imponujące przedstawienie religijne, które miało miejsce w kościele del Pilar. Głównodowodzący uczestniczył w tej ceremonii z całą jej należną pompą. Właśnie połączenie tych dwóch elementów-wojskowej potęgi i religijności wywarło na mieszkańcach miasta wrażenie, iż wszelki dalszy opór nie ma sensu oraz, że należy wrócić do swych codziennych zajęć, które przyniosą wkrótce pokój i poczucie bezpieczeństwa. W tych właśnie nadziejach mieszkańców upatrywał swą szansę na polepszenie sytuacji 3-go korpusu oraz całego kraju jego dowódca, generał Suchet.

Wojna w Hiszpanii, Marszałek Suchet
Rozdział 2a - Bitwa o Aragonię


Przegląd sytuacji w Hiszpanii - Organizacja partyzantki - Najróżniejsze działania - Boje toczone pod San Juan de la Pena i Nuestra Senora del Tremedal - Zajęcie Venasque - Stopniowe zajmowanie Aragonii.

Powróciwszy do Saragossy 1 czerwca, generał Suchet, na ile leżało to w jego kompetencjach, skupił swe wysiłki na wykorzystaniu wpływu ostatnich działań na ogólną sytuację. Wysiłkom jego nie sprzyjał jednak powszechny odbiór aktualnych wydarzeń na Półwyspie Iberyjskim. Spośród wszystkich ludzi Hiszpanów szczególnie łatwo ogarniają skrajne uczucia, odznaczają się więc naiwnością, lecz również są skłonni do zwątpienia. Łatwo dają wiarę dochodzącym do ich uszu pogłoskom i z równą łatwością odrzucają te, które im się nie podobają bądź nie są po ich myśli. Ubarwiony przez generała Blake'a opis bitwy pod Belchite skłonił ich jedynie do przyznania, że Francuzi osiągnęli tylko nieznaczny sukces w Aragonii. Główna junta Sewilli próbowała podnieść morale narodu przez dostarczanie tylko dobrych wiadomości. Wobec tego zwycięstwo pod Eckhmul, zdobycie Ratyzbony i Wiednia nie wywarło odpowiedniego wpływu, natomiast bitwa pod Essling, zerwanie mostów na Dunaju oraz zatrzymanie się armii francuskiej na brzegu tej rzeki sprawiło wrażenie jej rychłej klęski i zniszczenia. W tym samym czasie i na mniej odległym teatrze działań wojennych stopniowa ewakuacja Portugalii, Galicji i Asturii, jak również połączony marsz armii angielskiej i hiszpańskiej w celu uzyskania połączenia u brzegu rzeki Tag, wprawiły Hiszpanów w entuzjazm i przyspieszyły organizację licznych oddziałów, które zbroiły się przeciwko nam na całym półwyspie.

Zwycięstwa pod Maria i Belchite nie mogły przyćmić w Aragonii skutków spowodowanych przez opisane wyżej zdarzenia. Nie było już wprawdzie armii generała Blake'a, a w nasze ręce wpadły jego magazyny i składy, co pozbawiło go dostępu do większych zasobów, nie miał też miejsca, w którym mógłby spokojnie zebrać oddziały, ale warto zauważyć, że bez względu na siłę tej armii oraz na duży wysiłek włożony w rozprawienie się z nią, była ona zaledwie przyczynkiem do sprawy, jakiej miała bronić. Sama groźba powstania, potęgowana przez fakt ponoszenia strat przez oddziały regularne, wkrótce stała się większa niż zagrożenie ze strony nieprzyjaciela. Szczątki armii Blake'a powróciły do domów lub rozeszły się w terenie i powiększyły istniejące bandy guerillas, które się znacznie wzmocniły dzięki wstąpieniu w ich szeregi oficerów i dobrze wyszkolonych żołnierzy. Okazało się wkrótce, że są silniejsi i bardziej liczni niż wcześniej - uzbrojone bandy, o których istnieniu wcześniej nie było wiadomo, pojawiły się w górach Calatayud oraz w wąwozach nieopodal Huesca i Barbastro. Ten nowy ruch oporu rozwinął się w północnej części Hiszpanii i był przemyślnie prowadzony przez swych dowódców, którzy bronili tego terenu w sposób bardziej efektywny niż by to zrobiła regularna armia, co związane było w dużym stopniu z naturą jej mieszkańców i ukształtowaniem terenu. Taka jest właśnie prawda, którą potwierdza geografia Hiszpanii, wynikająca również z jej historii od czasów Sertoriusa do chwili obecnej.

Z geograficznego punktu widzenia oraz biorąc po uwagę ukształtowanie terenu, Hiszpania pod wieloma względami jest równie silnie związana zarówno z Afryką jak i z Europą. Bez wątpienia, gdy spojrzy się na mapę obszaru śródziemnomorskiego, można na niej spostrzec półwyspy: grecki i Italii, wysunięte w podobny sposób jak Hiszpania w kierunku Afryki, która stanowi po prostu jej dalszy ciąg, bez względu na istniejącą różnicę w nazwach i oddzielającą je cieśninę. Ze wszystkich dostępnych źródeł historycznych wynika, iż los tych dwóch krain jest uderzająco podobny, odpowiednio do ich ukształtowania terenu. Rzymianie posunęli się do tego, iż określali je nawet jedną nazwą. Ta część Afryki, która zaczerpnęła od Tingis (Tangier) nazwę Tingitana, czasem zwana była Hispania transfretana (Hiszpanią poza cieśniną). Fenicjan i Kartagińczyków przyciągała z Afryki swoim bogactwem Boetica. Wandalowie zostawili po sobie nazwę prowincji Andaluzja, w późniejszym zaś okresie cieśninę przekroczyli Goci, by zająć tereny po drugiej stronie. Na koniec swe władanie nad Hiszpanią rozciągnęli Maurowie i Saraceni, aż zostali z wygnani na skutek powstania, które przetoczyło się przez ten kraj około 300 lat temu.

Jeśli następnie skupimy naszą uwagę na tych krainach nie pod kątem ich historii, lecz ich dni obecnych, nie można nie spostrzec wielu podobieństw pomiędzy nimi. Pomimo różnicy w religii, ustroju, w obyczajach tam panujących, ubiorze i języku mieszkańców, stwierdzić można, iż pojęcia związane z ziemią, takie jak gleba, woda i rolnictwo są jednakowe w obu miejscach, które przez serię wydarzeń stały się dla siebie obcymi. Przecież to samo słońce wypala wybrzeże Barbary, co Andaluzji i Algraves. Góry, pozbawione roślinności, nie przyciągają chmur i burz. Równiny, a często i doliny, nawiedza susza. Jest bez wątpienia prawdą, iż gdziekolwiek takiemu ukształtowaniu terenu towarzyszy obecność ożywczych wód, skutkuje to plonami w obfitej ilości. Te żyzne miejsca otaczają jednakże rozległe pustynie, desplobados, których wielkość nie może zmierzyć ludzkie oko, a umysł podpowiada, iż te jednostajne i nieurodzajne pustkowia rozciągają się we wszystkich kierunkach. Jeśli podchodzimy do szczytu gór w paśmie przedzielającym Hiszpanię z jednego końca półwyspu po drugi, doświadczamy stałej spiekoty oraz oglądamy tereny położone wysoko, pozbawione roślinności, nagie zbocza, bez żadnego urozmaicenia krajobrazu. Nic, z wyjątkiem rzeki bądź strumyka wijącego się w oddali w dolinie nie przyciąga wzroku i nie jest granicą, za którą obserwator dojrzy uprawy, plantacje oraz ludzkie siedziby. Kolorowa mapa ukazująca każdą dolinę, wody i rzeki, za pomocą różnych odcieni koloru zielonego odda dobrze prawdziwy stan rzeczy i wskaże prawdziwe ukształtowanie powierzchni tego kraju, który, choć wielkością zbliżony do Francji, zapewnia i dostarcza wyżywienie ledwie trzeciej części naszej liczby ludności. Można w ten sposób ujrzeć w jednej chwili, w sposób prawie anatomiczny, tętnice i arterie tego ogromnego ciała, które choć nie otyłe, posiada wszystkie swe nerwy i muskuły, oraz, jeśli można pozwolić sobie na takie porównanie, prezentuje się w całej swej okazałości jako pełne wigoru i gracji.

Półwysep Iberyjski oparty na solidnym fundamencie, pokryty łańcuchami górskimi, rozciągającymi się we wszystkich kierunkach, objawia się jako ogromny przylądek między dwoma oceanami, obmywającymi jego brzegi. Łagodnie opadając w stronę wschodnią i zachodnią, w sposób naturalny dzieli się na dwa nierówne stoki, jeden z nich skierowany jest w stronę rzeki Ebro oraz kilku mniejszych rzek, płynących w kierunku Morza Śródziemnego, podczas gdy inne zasilają ocean, jak na przykład wody Guadalquiviru, Guadiany, Tagu i Douro. Postępując w głąb lądu od strony wybrzeża, u stóp tego amfiteatru rozciągają się bardzo urodzajne niziny. Jedna wznosi się wzdłuż dolin uprawianych jako huertas poniżej poziomu wody, bądź jako secanos ponad nimi, osiągając pierwszy łańcuch górski. Jakkolwiek za tymi górami nie ma zwyczajnego dla tego typu krajobrazu spadku w kierunku doliny, to jedna z rzek wypływa na rozciągające się olbrzymie równiny, którym towarzyszy płaszczyzna środkowej części kraju. Wszystkie prowincje, takie jak Kastylia, La Mancha i centrum Hiszpanii znajdują się na tym odkrytym terenie. To centrum okalają inne łańcuchy górskie, wznoszące się ku chmurom, ze śnieżnymi czapami, które nie topnieją nawet mimo sześciomiesięcznego lata. Rezultatem takiego ukształtowania terenu jest to, iż wody muszą wsiąknąć głęboko w ziemię, zanim przedostaną się do morza. Podczas gdy rzeki w północnej części kontynentu osiągają ujście po długiej wędrówce przez cały kraj, napotykając na swej drodze jeziora i bagna i wraz z innymi rzekami i strumieniami, stanowiącymi ich dopływ, wartko płyną nagłymi spadkami i różnicą poziomów. Urozmaicają okolicę barwną i dziką scenerią, głębokimi i nieregularnymi poszarpanymi zakolami oraz trudno dostępnymi miejscami, przez które się przedzierają. Jest wprost niemożliwością, by przebyć odległość kilku mil w takiej okolicy nie napotykając jednego z wielu wąwozów, podobnego Termopilom bądź wierzchołkom Caudine, gdzie 200 lub 300 ludzi mogłoby zatrzymać pochód całych armii. Wąwozy, choć wysuszone, są jednak nie do przebycia. Duże rzeki nie stanowią również środka komunikacji, ponieważ żeglugę utrudniają liczne przeszkody. Kilka kanałów, wybudowanych przy sprzeciwie mieszkańców, rzadko używa się dla celów innych niż irygacja. Dwa główne trakty królewskie, z którymi łączy się wiele lokalnych szlaków, wiodą ze stolicy do Bajonny, Walencji oraz Barcelony. Biegną one poprzez mniejsze rzeki i strumyki urokliwymi przemyślnie skonstruowanymi mostami, które nie są uszkodzone przez deszcze ani ruch pojazdów kołowych w kraju, gdzie wszystko transportuje się na grzbietach mułów, a usługi konnych zaprzęgów pocztowych są prawie nieznane. W każdym innym kierunku komunikacja jest niezwykle utrudniona, a prowincje od siebie odseparowane z miastami i wsiami, oddzielonymi przez ogromne odległości i zbudowanymi na skale lub też otoczonymi murem, okolonymi przepięknymi gajami oliwnymi, z rzadko rozsypanymi domkami lub wiejskimi rezydencjami. Całe trakty pokryte są wrzosem i janowcem. Te nieuprawiane miejsca służą temu, by wyżywić niezmierzoną liczbę owiec, z których runa wyrabiana jest wełna, źródło bogactwa Hiszpanów, choć możliwe jest to jedynie dzięki zagranicznemu przemysłowi. Lecz rzeczywiście pożyteczna uprawa, czyli ta, która przyczynia się do wyżywienia i wzrostu populacji jest ściśle limitowana. Ręka ludzka powstrzymuje się od upraw, materiały na opał w wielkiej ilości oraz złoża węgla nie są pozyskiwane. W żyznym kraju sprzyjającym niemal każdemu rodzajowi produkcji, tam, gdzie wielu biedaków pozostaje bez środków do życia, gardzi się uprawą ziemniaka - nie czyni się nawet prób jej wprowadzenia.

Należy zauważyć, iż kraj w tak nadzwyczajny sposób przystosowany do wojny obronnej, zamieszkały przez ludzi, odznaczających się żywym a zarazem poważnym usposobieniem bardziej niż odwagą i inteligencją, może zostać zdobyty z trudem. Różne ludy i narody najeżdżały już ten kraj. Historia ukazuje nam je, zdobywające Hiszpanię po długich i krwawych wojnach, ustanawiające swe władanie w kilku ośrodkach, niemogące narzucić swego zwierzchnictwa Hiszpanom w pełni, a potem pokonane lub wygnane poprzez upór mieszkańców, jak również przez zwyczajną zmienność losu.

Tłumaczenie: Rafał Jan Komorowski