Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Pułtusk - Obóz Wielkiej Armii (8-10.07.2005)

Opublikowano w Rekonstrukcje i rekonstruktorzy

W dniach 8-10 lipca 2005 mieszkańcy Pułtuska już po raz drugi w tym roku byli świadkami najazdu na ich miasto grup rekonstrukcyjnych odtwarzających różne armie i formacje epoki napoleońskiej.
Ciekawostką jest, że obie tegoroczne imprezy odbywające się w Pułtusku dotyczyły tych samych wydarzeń historycznych, które rozegrały się zimą 1806 roku.
Trzeba przyznać, że impreza letnia zgromadziła znacznie większą ilość uczestników niż ta ze stycznia 2005 oraz prawdopodobnie przejdzie do historii działań rekonstrukcyjnych jako jedna z najlepszych i najlepiej zorganizowanych imprez, które do tej pory odbywały się w Polsce.

Poszczególne większe i mniejsze grupy uczestników zaczęły zjeżdżać do Pułtuska już w piątek (8.07) w godzinach przedpołudniowych. Na miejsce biwaku obu armii przeznaczony został teren znajdujący się w bezpośredniej bliskości pułtuskiego zamku, nad samym brzegiem Narwi. Z każdą godziną w obozie pojawiały się kolejne wojska, z każdą minutą liczniej barwiły się wspaniałe historyczne mundury. Wraz z nastaniem zmierzchu wśród dziesiątków żołnierskich namiotów zapłonęła niezliczona ilość ognisk na których grzano herbatę, parzono kawę, pieczono mięsa lub gotowano inną strawę. Przy tych właśnie ogniskach skupiło się życie całego obozu. Żołnierze jak za tamtych dawnych czasów siedzieli wpatrując się w ogień i gawędząc o historii, jej nieoczekiwanych zwrotach a także o swoich zwykłych, codziennych ludzkich problemach.
Na tych gawędach oraz niespokojnym drzemaniu upłynęła noc.
W sobotę rano po śniadaniu dostarczonym przez organizatorów większa część grup zajęła się przygotowaniami do bitwy. Część żołnierzy opatrywała skałki w karabinach, część ćwiczyła musztrę, nieliczni udali się na zwiedzanie starej części Pułtuska.
Po naradzie dowódców, która miała miejsce ok. godz. 13 wszystkie wojska już stojące w gotowości udały się nieśpiesznym krokiem na pole bitwy. Należy oddać hołd organizatorom. Pole bitwy zostało wybrane bardzo interesująco. Stworzono doskonały scenariusz wydarzeń, które miała obserwować zgromadzona publiczność a trzeba przyznać, że scenariusz ten zawierał kilka nowatorskich rozwiązań.

Rejon zmagań znajdował się podobnie jak obozowisko nad samym brzegiem rzeki, ale po drugiej stronie zamku.
Wojska francusko-polskie pod czasowym dowództwem legendy napoleońskich rekonstrukcji Olega Sokołowa, zostały rozlokowane w północnej części sceny zmagań, którą w większej części stanowiły zagajniki gęsto porośnięte krzewami, natomiast wojska rosyjskie ulokowano w części południowej w pobliżu zakola rzeki.
W połowie drogi pomiędzy stanowiskami wrogich armii organizatorzy zbudowali z bali i desek trzy chłopskie obejścia okolone płotami na których dla uzyskania większego realizmu "suszyły" się gliniane garnki i dzbanki.
Działania wojenne rozpoczęły się bardzo nietypowo, bo od przepłynięcia sporej grupy rosyjskiej piechoty łodziami przez kanałek znajdujący się przy zakolu rzeki. Desant tych łodzi po wylądowaniu znalazł się dokładnie w miejscu gdzie już za moment miała się wywiązać piekielna wymiana ognia. Na razie jednak panowała niczym nie zmącona cisza. Rosjanie powoli przesuwali się brzegiem rzeki w kierunku chłopskich zagród. W pewnym momencie spoza chałup wyjechał konny patrol Pułku 12-tego Ułanów Xięstwa Warszawskiego. Obie strony udały zaskoczenie ale już po chwili w kierunku jeźdźców oddano kilkanaście strzałów w wyniku których dwóch ułanów poległo a jedyny ocalały pogalopował w kierunku Francuzów i Polaków wszczynając alarm. Na skraju zagajników, wśród drzew i krzewów zamajaczyły sylwetki w czapkach rogatych i francuskich czako. W tym samym momencie rozpoczął się silny ogień rosyjskiej artylerii kierowanej głównie przez członków Klubu Artylerii Dawnej z panami Borkowskim i Mechlińskim na czele. Trzeba przyznać że kilka armat strzelających jedna po drugiej w równych odstępach czasowych robi niesamowite wrażenie. Już po trzecim wystrzale ma się wrażenie, że to jeden nieustający huk.
Z drugiej strony pola bitwy w odzewie plunęły ogniem polskie armaty. Chwila na wymianę ognia i do boju ruszyły oddziały piechoty. Pierwsza do zabudowań dotarła piechota rosyjska, łupiąc zagrody oraz biorąc jeńców ubranych w chłopskie ubrania. Lewe skrzydło wojsk rosyjskich ochraniał Austriacki Korpus Pomocniczy i tutaj uważnym obserwatorom oraz czytelnikom należy się małe wyjaśnienie. Oczywiście jest to fakt niehistoryczny, ale z powodu przytłaczającej przewagi polskich rekonstruktorów postanowiono, że jeden z polskich pułków wspomoże gości ze wschodu występując w samych tylko koszulach oraz czapkach z odjętymi kordonami, co oglądane z pewnej odległości miało robić wrażenie udziału jakiejś austriackiej jednostki. Wybór padł na Pułk 4-ty Piechoty X.W. do którego piszący te słowa ma zaszczyt należeć.
Spróbujmy teraz przybliżyć czytelnikowi sytuację na polu bitwy. Na prawej flance i w centrum rosyjska piechota zmaga się z dwoma batalionami Pułku 2-go Piechoty X.W. oraz Legią Nadwiślańską, natomiast na lewej flance polska "czwórka" udająca Austriaków walczy przeciwko części Legii oraz 7 Dywizji piechoty pod wodzą Igora Gracholskiego i Olga Bogatowa.
Kiedy już mamy jasność sytuacji możemy powiedzieć, że zmagania te trwały dłuższą chwilę ze zmiennym szczęściem dla obu walczących stron. Kiedy wydawało się, że bitwa trwa już od bardzo dawna a upał dawał się we znaki wszystkim znajdującym się w centrum wydarzeń, na polu bitwy pojawiła się rosyjska kawaleria.
W rzeczywistości była to grupa na co dzień zajmująca się rekonstrukcją 11 Pułku Ułanów z września 1939 r ale wyjątkowo podjęła próbę uczestnictwa w imprezie napoleońskiej. Była to doskonała decyzja. Osiemnaście specjalnie przygotowanych koni oraz perfekcyjnie wyćwiczeni jeźdźcy na długi czas przykuli uwagę zarówno publiczności jak i pozostałej reszty rekonstruktorów. Wśród huku dział i palby karabinów dokonywali cudów szkoły jeździeckiej. Widzieliśmy szarże i kontrszarże, pogonie i ucieczki. Kawalerzyści gęsto spadali z koni trafieni przez wirtualne kule przeciwnika, nawet kilka koni "poległo" w samym centrum placu.
Innym mało do tej pory znanym i używanym rozwiązaniem była solidna, profesjonalna współpraca pirotechników. Na całym terenie zmagań znajdowały się zakopane w wybranych miejscach silne ładunki wybuchowe detonowane przez szefa pirotechników w momentach kiedy walki przybierały na sile.
Poszczególne szarże kawalerii jak również obroty piechoty odbywały się wśród poderwanych w powietrze stert ziemi i piachu. Dawało to publiczności atrakcyjniejsze niż dotąd doznania, natomiast żołnierzom walczącym poczucie uczestnictwa w najprawdziwszej bitwie epoki napoleońskiej i sporą dawkę adrenaliny.
W pewnym momencie, kiedy po raz kolejny wystrzeliła rosyjska bateria, odpalono ładunek ukryty pod strzechą jednej z chałup, która w mgnieniu oka zajęła się ogniem.
Od tej chwili zarówno piechota jak i kawaleria walczyły wśród słupów ognia i kłębów dymu.
Blisko godzinę po rozpoczęciu działań oddziały rosyjskie zaczęły się powoli cofać w kierunku zakola Narwi mocno naciskane przez armię napoleońską. Gdzieniegdzie jeszcze próbowano kontrataków, przemyślnych forteli, ale bitwa wyraźnie dobiegała końca. Musiało minąć jeszcze kilka minut i w końcu Rosjanie skapitulowali.
Po bitwie przedstawiono publiczności wszystkie pułki biorące udział w przedstawieniu. Zgromadzona publiczność nagradzała głośnymi owacjami każdą prezentowaną grupę.
Następnie wszystkie oddziały udały się w okolice maneżu znajdującego się na podzamczu, gdzie zgromadzili się dowódcy poszczególnych formacji oraz przedstawiciele władz miasta. W budynku maneżu przyznano wszystkim uczestnikom batalii dyplomy oraz medale upamiętniające udział w tym przedsięwzięciu.
Zgromadzeni w budynku mieli również zaszczyt być świadkami pojedynku honorowego pomiędzy dwoma oficerami znakomicie posługującymi się bronią białą. Malowniczy ten pokaz fechtunku zakończył część oficjalną całej imprezy.
Po powrocie do obozu oraz chwili odpoczynku wszystkie oddziały, tym razem już w pełnej zgodzie zasiadły do wieczerzy, która trwała jeszcze do późnych godzin nocnych.

Marek Kulesza
Pułk 4-ty Piechoty Xięstwa Warszawskiego