Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Modlin 1813

Opublikowano w Rekonstrukcje i rekonstruktorzy

"Polacy są w kategorii narodów,
o których się pisze wtedy, gdy sprawiają trudności mocarstwom (...)
W Anglii rozumie się Polaków bardzo dobrze.
Wystarczy powiedzieć, że Polacy to tacy Irlandczycy,
i już wszyscy wiedzą, o co chodzi."

Norman Davies
(O Polsce i Polakach - Myśli wyszukane, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2000)

W południowo zachodniej Irlandii, w małym miasteczku nad zatoką Bantry stoi pomnik przedstawiający grupę ludzi uzbrojonych w piki. To tam w 1798 roku uzbrojeni w nie, jak cztery lata wcześniej polscy powstańcy w kosy, Irlandczycy uderzyli na regularne oddziały wojska. W tej samej zatoce, w grudniu 1796 miał miejsce nieudany desant francuski Hoche'a, który miał zapewnić powodzenie walce o wolność Irlandii i zmusić największego wówczas wroga rewolucyjnej Francji do walki na dwa fronty. Jednym z biorących we francuskiej wyprawie udział oficerów był Hermann Wilhelm Daendels. Gdy wyprawa na skutek sztormu skończyła się fiaskiem, a Hermann Wilhelm Daendels na jednym z ocalałych okrętów wracał do Brestu, na froncie włoskim gen. Jan Henryk Dąbrowski wydał odezwę do Polaków by wstępowali w szeregi Legionów. Patronujący mu generał Bonaparte nie marzył pewno nawet jeszcze o koronie cesarskiej. Jego gwiazda dopiero wschodziła. Gdy szesnaście lat później, po tragicznej wyprawie na Moskwę, gwiazda Napoleona, Cesarza Francuzów zaczynała raptownie blaknąć, Hermann Wilhelm Daendels, wówczas, w styczniu 1813 r., generał zasłużony niedawnym bojem osłaniającym przeprawę nad Berezyną, objął komendę nad złożonym z 5230 żołnierzy i 261 oficerów garnizonem twierdzy Modlin.
"Gros załogi tworzyła piechota polska i litewska. Więc po jednym batalionie z pułków 3. i 17. piechoty -- razem oficerów 48, żołnierzy 1219. Kadry 3 batalionów pułku 18. Chodkiewicza z majorem Suhrem, szefami batalionów Trębickim, Słupeckim i Rohlandem -- 31 oficerów, 909 żołnierzy; kadry 3 batalionów pułku 20. Biszpinga z majorem Glazerem, szefami batalionów Milbergiem, Walickim, Płączyńskim -- 48 oficerów, 713 żołnierzy; kadry 2 batalionów pułku 21. Przeździeckiego z majorem Hilchenem, szefami batalionów Mieszkowskim, Łaszewskim, Jezierskim, Bitnerem -- 30 oficerów, 471 żołnierzy, czyli ogółem litewskiej piechoty 109 oficerów, 3093 żołnierzy. Z artyleryi polskiej pułku 1. kompanie 4., 8., 9., 15., -- razem 13 oficerów, 297 żołnierzy. Saperów 7. kompania I batalionu -- 4 oficerów, 124 żołnierzy. Wreszcie kilku ułanów pułku pierwszego. Ogółem wojska polskiego i litewskiego oficerów 174, żołnierzy niespełna 3800 bić się miało w okopach, wznoszonych świeżo niezmiernym, ofiarnym wysiłkiem polskiego ludu. Inżynierami placu obok Francuza Prevo-Vernois byli kapitan Męciszewski i porucznik Wiszniewski. (...) Korpus oblężniczy rosyjski, zrazu pod dowództwem generała Paszkiewicza, później generała Kleinmichla, zbyt pod względem składu był lichy, aby myśleć poważnie o zdobyciu Modlina siłą. Cała sztuka oblegających polegała tutaj wyłącznie na wygłodzeniu załogi. Miejsce świetnej odwagi bojowej zająć musiała w Modlinie wytrwałość na głód, na chłód lichych baraków, na wilgoć przemokłych barłogów. Wytrwała załoga, aż pokąd nie otrzymano pewnej wieści o klęsce Napoleona, o odwrocie za Ren Wielkiej Armii. Dnia 25 grudnia po długich rokowaniach generał Daendels kapitulował. Polaków i Litwinów odsyłano do ich miejsc rodzinnych; reszta garnizonu szła do niewoli. Niewiele już tylko ponad 2400 żołnierzy polskich wyszło z Modlina; reszta w lazaretach wymarła."

Marian Kukiel ("Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej" str 447 i n.).


Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
192 lata później, w słoneczne dni drugiego i trzeciego września miłośnicy historii z Polski, Litwy i Białorusi upamiętniali te zdarzenia dwudniową rekonstrukcją. Na zaproszenie Urzędu Miejskiego w Nowym Dworze Mazowieckim stawiły się grupy historyczne odtwarzające Pułk 2 Piechoty Księstwa Warszawskiego, pod komendą Michała Zaremby, działony artylerii z Klubu Artylerii Dawnej pod komendą Wojciecha Borkowskiego i Macieja Mechlińskiego, oraz 2 pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej ze sztabem pod komendą Piotra M. Zalewskiego (Arsenał - stowarzyszenie regimentów i pułków polskich 1717-1831), 3 Kompania II Batalionu Artylerii Pieszej, grupa Kauno Karo Istorijos Klubas z Litwy, pod komendą p. Algimantasa Dougirdasa, grupa piechoty z Białorusi oraz pojedynczy przedstawiciele grup z Ossowa i 1-ego pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej. By sięgnąć do słów zawiadującego całością przedsięwzięcia i pełniącego funkcję Komisarza Wojennego Piotra Czerepaka celem widowiska była rekonstrukcja kilku wydarzeń z dziejów oblężonego Modlina w 1813 roku. W ramach inscenizacji wojska zamieszkały w Reducie Napoleona, odbyła się musztra i parada, a także doszło do szturmu Bramy Północy, jako głównego widowiska. Mimo ograniczonej liczby uczestników, było to przedsięwzięcie niewątpliwie udane. Tak ze względu na dobre przygotowanie ze strony organizatora, Urzędu Miejskiego w Nowym Dworze Mazowieckim, który zapewnił wikt i bezpieczeństwo, zadbał o splantowanie zrytego jeszcze rok wcześniej pola bitwy pod Bramą Północy, jak i niezwykłe otoczenie, którego zepsuć nie mogły nawet bezsensowne bohomazy na ścianach reduty. Znaczącym również było również podejście uczestników, którzy w sposób naturalny starali się oddawać klimat epoki, dbając o to by począwszy od sprzętów dnia codziennego na terenie obozu, po mundury i oporządzenie wszystko przenosiło nas i widzów do roku 1813-ego. Czyszczona broń, ćwiczenia z szermierki (w których zostałem gruntownie wypłazowany), oraz ćwiczenia strzeleckie nadawały dodatkowego realizmu. Wrażenie podróży w czasie potęgowały niekończące się rozmowy o historii, potyczkach i bitwach epoki napoleońskiej. Na tym tle humorystycznie brzmiały pytania niektórych widzów o możliwość "zdjęcia z Napoleonem", czyli oficerem w kapeluszu stosowanym. Miłym akcentem był udział licznych markietanek, które dzielnie dbały o "padających w boju" żołnierzy. Podczas szturmu, salwy linii piechoty, huk dział, naśladujące wybuchy efekty pirotechniczne, szczęk oręża i dramatyczne okrzyki walczących i rannych (Remik) dopełniały całości obrazu. W miejsce twardej obrony, tego niewielkiego obszaru Księstwa Warszawskiego, niewielkiej namiastki niepodległej Rzeczypospolitej i trudów tamtych dni, panował jednak uśmiech i pogodna atmosfera. Słowa po polsku, litewsku i białorusku, były żywym dowodem na to, że historia, nawet dramatyczna, może łączyć, nie dzielić. Tym co się nie zmieniło, był chyba głównie fakt, że i tym razem załoga nie chciała poddać twierdzy i broniła się do ostatka (czyli do wyczerpania amunicji). Publiczności, choć liczniejszej niż rok wcześniej, wciąż mogłoby być więcej. Warto więc zachęcać organizatorów do pełniejszego wykorzystania możliwości z uroczystością związanych i podniesienia jej rangi na co najmniej regionalną. Napoleoński Modlin, Gdański i Zamość broniły się przecież najdłużej. Jest to niewątpliwym powodem do dumy, a i przesłanką do zainteresowania miłośników epoki w kraju i za granicą. Zwłaszcza, że Modlin, bronił się jeszcze nie raz. Jest to też niewątpliwa okazja do promocji, czemu pomocne może być bliskie sąsiedztwo stolicy, a czemu solidne podstawy daje zaprezentowana dobra organizacja.

Marcin Piontek
Audytor 2 pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej
(Arsenał - stowarzyszenie regimentów i pułków polskich 1717-1831)