Nasza księgarnia

Pierre Antoine Dupont de L'Étang (1765-1840)

Opublikowano w Słynni dowódcy

Być tak blisko opromienionego podium i znaleźć się nagle w mrokach więziennej krypty? Cios losu wydawać się musiał temu dumnemu, podziwianemu i zdolnemu oficerowi gorszy od czarnych czeluści grobowca. A wszyscy przekonani byli, że "buława z tornistra" zaraz wślizgnie się w jego ręce.
Urodził się 4 lipca1765 roku w Chabanais departament Charente. Jako młody chłopak zaciąga się w 1784 do armii holenderskiej, jak większość szlacheckich synów tamtej epoki, widząc życiową szansę w karierze wojskowej. Trzy lata służby dały mu potrzebne doświadczenie, ale żadnych większych szans społecznego awansu armia holenderska nie mogła zapewnić. Dlatego w 1787 roku wraca do kraju i z bliska obserwuje przełomowe wydarzenia rewolucji francuskiej. Porwany powszechnym entuzjazmem, z nową nadzieją w sercu, odpowiada na wezwanie Narodu i Ojczyzny i wstępuje do armii. Służbę rozpoczyna jeszcze przed wybuchem wojny w 1791 roku i, co nie może dziwić, w stopniu oficerskim. Zostaje przydzielony do Armii Północnej gen. Dumorieza, dzięki czemu może wziąć udział w znaczących dla dziejów rewolucji wydarzeniach 1792 roku zakończonych zwycięstwem pod Valmy. Burzliwe czasy mu służyły i choć wielu niknęło w spienionych falach rewolucji, Dupont znajdując sobie możnych protektorów i podpierając się niebagatelnymi zdolnościami dosłużył się w 1795 roku stopnia generała brygady. Stopień ten związany jest z pierwszym spotkaniem z Bonapartem. Mianowicie, gdy doszło do przewrotu rojalistycznego w Paryżu, Dupont został odesłany pod rozkazy przyszłego cesarza i z nim wziął udział w wydarzeniach 13 vandemaire 1795 roku.
Kolejna kampania 1796 roku przynosi nowe zaszczyty, uwieńczone w 1797 stopniem generała dywizji i co ważniejsze, zaufaniem gen. Bonaparte.
W 1800 roku Dupont zostaje powołany na szefa sztabu Armii Odwodowej gen. Berthiera i pełni tę funkcję przez całą kampanię. W marszu do Włoch, po przejściu Alp, dalszą drogę armii zagrodził fort Bard. Dupont koordynował ostrzał i atak piechoty na tę przeszkodę, jemu przyznano zasługę zdobycia tej pozycji. W decydującej bitwie pod Marengo, w krytycznej chwili, gdy nawet Napoleon stanął na czele chwiejących się oddziałów piechoty, Dupont mimo ciągłych ataków kawalerii austriackiej, uporządkował zmieszane oddziały Victora i utrzymał zajmowane pozycje. Po zwycięstwie 14 czerwca Dupont poprowadził oddziały francuskie dalej i następnego dnia, po odparciu Austriaków za rzeką Mincio, podpisał w imieniu Francji rozejm z Melasem w Alessandrii. To musiały być dla niego wspaniałe chwile. To wtedy nazwano go "śmiałym generałem", a kariera wydawała się stać przed nim otworem.
Po kilku latach spokoju, zaczęła dojrzewać nowa wojna. Na przełomie 1803 i 1804 roku Dupont zostaje skierowany do Montreuil-sur-Mer nad kanałem La Manche. Objmuje dowództwo 1 dywizji piechoty w VI Korpusie, a jego bezpośrednim zwierzchnikiem zostaje w styczniu Michał Ney. Nie wiemy dokładnie, jakie uczucia towarzyszyły naszemu bohaterowi, gdy jego zwierzchnik został marszałkiem. Może czuł się zawiedziony? Raczej przypuszczał, że sam będzie następny, wystarczy tylko mały wysiłek, jeden sukces. Okazja nadarzyła się szybko, rok 1805 przyniósł nową antyfrancuską koalicję i wojnę. Wraz z całą Wielką Armią VI Korpus ruszył w kierunku Ulm. By całą operację przeciw Mackowi zakończyć sukcesem, należało odciąć Austriakom drogi odwrotu. I właśnie dywizja Duponta odegrała tu decydującą rolę operując samotnie na lewym brzegu rzeki, 11 października mając tu 6 tyś. żołnierzy atakuje pod Haslach 20 tyś Austriaków, biorąc do niewoli 4 tyś. A Ney zdobył sławę zdobywając brawurowym atakiem most w Elchingen. Choć VI Korpus został zatrzymany pod Ulm, dywizja Duponta poszła z armią w kierunku Wiednia goniąc Kutuzowa i Austriaków arcyksięcia Ferdynanda. Pod Nordlingen przy pomocy Murata i Oudinota zmusił do kapitulacji gen. Wernecka. W dalszym marszu Dupont wchodząc w skład 8 Korpusu Mortiera szedł lewym brzegiem Dunaju. 10 i 11 listopada doszło tu do bitwy pod Dürnstein (Durrenstein), dywizja Gazana zaatakowana przez 20 tyś. Rosjan Kutuzowa znalazła się w potrzasku i tylko zdecydowana akcja Duponta uratowała ją od zniszczenia. Po tych krwawych zmaganiach jego dywizja została zatrzymana by stanowić osłonę dróg komunikacyjnych armii i nie wzięła udziału w decydującej wiktorii.
I znowu bez buławy. Ale nie należy się zniechęcać. Nowa kampania i nowe nadzieje, ale niestety Dupont ze swoją dywizją został przyłączony do I Korpusu Bernardotte i 14 października z rozpaczą i zażenowaniem musiał słuchać odgłosów starć pod Auerstädt i Jeną. Aż dziw bierze, że Bernadotte nie został za swą hańbiącą bezczynność rozstrzelany. Co prawda przyszło się zrehabilitować pod Halle przeciw księciu Wirtemberskiemu, ale to już nie to. Po dalszej kampanii na ziemiach polskich, przyszedł czas na odpoczynek pod Ostródą i przemyślenie straconych okazji wykazania się. Trzeba jednak podkreślić, że winę osobiście ponosił niewielką. Czasu na wywczasy nie było jednak dużo, w styczniu 1807 działania zaczepne Rosjan spowodowały wznowienie działań i Dupont, wykazując dużo samodzielności i zdecydowania, szybkim atakiem z flanki wspierającym Bernadotte, zmusił pod Wiese Markowa do odwrotu. W dalszym toku działań przyszło I i VI korpusom ścigać Prusaków Lestoque, przez co nie wzięły one bezpośredniego udziału w bitwie pod Iława Pruską. Po tej krwawej batalii nastąpiła przerwa w działaniach. Po ich wznowieniu Dupont podporządkowany marszałkowi Neyowi odegrał niepoślednią rolę. W bitwie pod Friedlandem przyszło mu poprowadzić atak wzdłuż rzeki Łyny, który wraz ze wspaniałą akcją artylerii francuskiej zadecydował o klęsce Rosjan w tej wojnie. Dupont został wymieniony w Biuletynie Armii i tylko krok dzielił go od wymarzonej buławy.
Miało nim stać się samodzielne dowództwo 2 Korpusu Obserwacyjnego Girondy, zamiast tego stało się krokiem w przepaść. Mając ok. 23 000 żołnierzy Dupont otrzymał wiosną 1808 roku rozkaz wymarszu z Toledo, opanowania Andaluzji i dotarcia do Kadyksu. Mimo, że cały korpus składał się z nie ostrzelanych rekrutów, zadanie wydawało się łatwe. Potwierdziło to pierwsze starcie z gen. Castanosem, który mimo zajęcia dogodnej pozycji koło mostu Alcolea został 6 czerwca zmuszony do odwrotu. Następnego dnia po krótkim szturmie oddziały Duponta zdobyły Kordobę i za zgodą dowódcy przez cztery dni plądrowały miasto. Okazało się to poważnym błędem. Spadła dyscyplina i wartość bojowa wojska, a zrabowane dobra utrudniały i spowalniały marsz. A opór tężał i coraz trudniejsze okazało się organizowanie zaopatrzenia. Nie chcąc porzucać łupów, Dupont wstrzymał dalszy pochód w Andujar i Baylen, gdzie został otoczony przez Hiszpanów. Kolejnym jego błędem było oddanie wrogowi Baylen, a próba odbicia tej pozycji 16 lipca zakończyła się niepowodzeniem. Gdy wreszcie podjęto odwrót drogę w stronę Sierra Morena zagradzał gen. Reding. Atak czołowy nie powiódł się a z obejścia rezygnowano nie chcąc tracić załadowanych zdobyczą wozów. Zniechęcony Dupont zdecydował się na rokowania z Castanosem. Po długich pertraktacjach 22 lipca Dupont podpisał kapitulację, mając nadzieję, że jego wojska zostaną odesłane do Francji. Przeliczył się, chłopi hiszpańscy zaczęli mordować bezbronnych Francuzów, a Anglicy po przejęciu jeńców osadzili ich na strasznych "pontonach". Z całego korpusu uratował się jedynie 116 pp, samotnie docierając do Toledo.
Dupont odesłany z oficerami do Rochefort stanął przed sądem wojennym i został skazany na twierdzę. Karę odbywał w forcie Joux i Doullens. Stracił nie tylko szansę na buławę, ale i uznanie, szacunek armii. Złamany moralnie, mimo że wrócił do czynnego życia zostawił po sobie już tylko niesmak i pogardę dawnych towarzyszy.
W 1814 roku powracający na tron Ludwik XVIII uczynił go ministrem wojny. Na tym stanowisku nie tylko starał się przeciwstawić powrotowi Napoleona z Elby w 1815 roku, ale splamił się też głosowaniem za karą śmierci dla swego dawnego dowódcy, marszałka Neya.
Przeżył jeszcze wiele lat pełniąc funkcję członka Rady Królewskiej i deputowanego. Baylen przekreśliło jednak wszystkie jego zasługi, naznaczając jego historię znamieniem zdrady i upodlenia.

Miłosz Korczyk